Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

13 marca 2016

KOLEJNE ODWIEDZINY

- Nie przyniosłeś mi… zapomniałeś? - była zawiedziona. Nigdy nie lubiłem, gdy była zawiedziona. To prawdopodobnie dziedziczne, bo moja córka również cierpi z tego powodu, że może zawieść rodziców, a niesłusznie, bo cokolwiek by nie robiła i tak…
- Przecież dobrze wiesz, że nie wolno ci palić.
- Wiem. Ale tutaj można palić, tylko nie mam skąd wziąć papierosów. Wszystko mogę mieć, ale nie papierosy.
- To inna sprawa. Najgorsze jest to, że ja pamiętam jak przyniosłem ci papierosy, kiedy nie wolno ci było palić.
- Nie miej wyrzutów. Prosiłam cię o to. Zresztą nie zaciągałam się. Chciałam jedynie poczuć smak… nie usiądziesz? Zrobię herbaty. Tak, tak… są i ciasteczka. Kupiłam je w sklepie tuż za rogiem.
- To i tutaj jest sklep za rogiem? - pytam i siadam. W telewizorze błyska jakiś obraz.
- Tutaj może być tak, jak było dawniej, jeśli tylko tego chcesz, jeśli pomyślisz sobie, że tego chcesz, to to masz.
Krząta się po kuchni. Ojciec pewnie śpi w swoim pokoju. Wrócił z nocnej zmiany. To dlatego telewizor nie gra głośno.
Donośny gwizd oznajmia o gotującej się wodzie. Wiem dobrze, że mama będzie przeciągała to wrzenie i czajnik pogwiżdże sobie jeszcze, bo „woda na herbatę musi się dobrze przegotować”.
Tak się właśnie dzieje, a ja jestem znów u siebie i jest tak jak dawniej.
Przynosi w końcu do pokoju dwie szklanki mocnej herbaty, stawia talerz zasypany ciasteczkami. Wprost pożeram je i za każdym razem mówię: - ostatnie, a ona: - jedz, jedz, nie żartuj, mam jeszcze w kuchni. W końcu mówię:
- Mamo, jak się odbić z tego dna?
- Przyszedłeś się wyżalić, syneczku, mów, mów, powiedz, co cię boli.
Tak, przyszedłem się wyżalić. Bo niby do kogo miałbym pójść? Nieważne, że ona jest tam, gdzie ja dopiero będę. Wciąż jest moją matką i tak już pozostanie, a do matki… wiadomo, przychodzi się ze skargą na siebie, na życie, na tych, co te życie czynią nie do zniesienia.
- Kiepsko ze mną - mówię, a ona wyciąga ku mnie swe chłodne, wilgotne dłonie, dotyka nimi moich włosów, głaszcze je, a ja nie czuję chłodu tych dłoni, tylko elektryzujące ciepło.
- Zobaczysz, to się zmieni - mówi do mnie z przekonaniem, lecz ja nie wiem, czy sam jestem przekonany. Nie zawsze wierzy się do końca a to błąd.
- Co teraz robisz? - pyta, przysiadając się do mnie bliżej. Kładzie otwarte dłonie na blacie stołu, ale nie chwyta nimi swojej szklanki. Słucha.
- Jeżdżę po świecie - mówię. - Trochę zarabiam, ale wiesz, zawsze za mało, a to mi córka podrosła. Chora. Boli ją ta jej choroba.
- Domyślałam się, że podrosła. Powinieneś mi kiedyś przynieść jej zdjęcie. Zobaczyłabym. Kiedy przymknę oczy, to ją sobie wyobrażam, że urosła, że jest ładna, ale musisz mi kiedyś przynieść jej zdjęcie. Tak będzie mi łatwiej ją sobie wyobrazić.
- Martwię się o nią, wiesz?
Dotknęła palcami mojej dłoni i znów poczułem ciepło, a patrząc na jej palce, na dłonie, na ręce, na twarz, szyję, stwierdziłem, że nie postarzała się choćby o dzień i wydaje się jakby jakaś młodsza, piękniejsza, po prostu  t a m  ona odmłodniała.
- Wiem, synku. A jak my się o was tutaj z tatą martwimy. To normalne. Widzisz, jaki tu mamy spokój. Wszystko mamy. Ojciec pracuje, ja na emeryturze, jest sklep tuż za rogiem, a ci którzy odeszli przed nami lub po nas, przychodzą, rozmawiamy, gramy w brydża… ale syneczku bardzo się o ciebie, o was… martwimy i tego nic nie zmieni. Takie to już jest ludzkie życie i nawet śmierć nie jest w stanie wyrzucić z nas tych myśli. No jedz, jedz.
Jem i za każdym sprzątniętym z talerza ciasteczka mówię: - ostatnie, a matka oponuje i tak dalej - nic się nie zmieniło.
- Dużo czytam, mamo, a jeszcze więcej piszę - mówię.
- To bardzo dobrze, że piszesz - mówi ona. - Twoja nauczycielka zawsze mówiła, że jesteś w tym dobry, pamiętasz? Aha, odwiedziłeś ją ostatnim razem? - przerywa i po chwili: - No widzisz, zapomniałam, że byłeś u niej. Sama cię zaprowadziłam. A o czym piszesz? - zapytała, unosząc szklankę do ust i może uszczknęła z niej dwa, trzy łyki.
- Różnie. O życiu. Staram się pisać tak, aby… - zawahałem się, bo jak tu w kilku słowach wytłumaczyć - … staram się pisać ładnie… no nie, nie o to mi chodzi… mamo ja nie wiem jak ci to powiedzieć. Piszę tak w zastępstwie, rozumiesz? Jest ciężko, czasami bardzo ciężko, a ja piszę w taki sposób, abym nie odczuwał tego ciężaru. Chce trochę poprawić życie.
- Poprawić?
- Tak, poprawić - mówię i popijam kolejne ciasteczko herbatą. - Ale wiesz, kiedy tak ktoś przeczyta to, co napiszę, to jemu się wydaje, że skoro tyle pozytywnych uczuć wlewam w to pisanie, to pewnie jestem taki wesoły, pogodny, taki uporządkowany jestem, gdy tymczasem jest we mnie ból, prawdziwy i ostateczny ból.
Słucha mnie i słucha dokładnie to, co mówię. Ona rozumie. Każda matka rozumie.
- Mamo, ja przecież oszukuję. Oszukuję samego siebie, bo świat nie jest taki piękny i już nigdy nie będzie piękny… bez ciebie - dodaję i zwilżam oczy.
- Ale ja zawsze będę wiedziała, że nie oszukujesz. Taki po prostu jesteś - mówi i teraz ja słucham, i słucham tak bardzo, jak  t u,  u siebie, nigdy nikogo nie słuchałem. - Tak byłeś nauczony, że chciałeś pamiętać to co dobre, zapominać o złym, pamiętasz, sam tak mówiłeś. Jeśli już chcesz poszukać winnych, to staję tutaj przed tobą i powiadam: zawiniłam.
- Nie przyjmuję twoich słów, mamo! - uniosłem się i przemówił przeze mnie gniew, nie na nią, nie na jej słowa; gniew dotknął jej myśli. - Jak możesz tak myśleć, mamo?
- I jak ja mam ci pomóc, dziecko?
A ja przymknąłem oczy i zobaczyłem, że jestem jej małym synkiem z jasnymi, kędzierzawymi włosami, tak, tak, miałem takie dziewczęce loczki, a ona kąpie mnie w jakiejś misce, balii a może w wannie, namydla mi włosy, a potem schłodzoną ale ciepła wodą z octem spłukuje je, ja czekam z utęsknieniem, aż z dzbanka spłynie ostatnia kropla i potem owija mnie ręcznikiem, osusza wychładzające się ciało, ubiera mnie, przenosi do łóżka, okrywa, całuje w czoło, zostaje przy mnie, opowiada bajkę i zasypiam szczęśliwy, nie wiedząc jeszcze, że to, co przed chwilą się stało, było tak bardzo ważne, że nie sposób tego nie pamiętać.
- Pomogłaś mi - mówię, lecz nie znalazłbym słów, aby objaśnić, na czym ta pomoc polegała.
- Jak tam twoja siostra? - pyta, a w jej oczach rysuje się taki dziwny błysk. Spuszcza wzrok, jakby zrozumiała, że właśnie teraz nie powinna zadawać tego pytania.
- Nie chcę o niej teraz mówić, mamo. Rozumiesz?
Zrozumiała i w milczeniu zabieramy się za ciasteczka. Dowiaduje się przy okazji, że Radwańska wygrała kończący uprzedni sezon turniej tenisowy i jest obecnie trzecią tenisistką świata.
A kiedy zbierałem się do odejścia, powiedziała mi, że gdyby było mi źle, gdyby było mi jeszcze gorzej niż jest, to przecież mam swój pokój, a nawet gdybym go nie miał, to zawsze znajdzie się dla mnie miejsce.

[13.03.2016, Niort we Francji]

4 komentarze:

  1. Bez spotkań z najbliższymi trudno żyć. A te spotkania mogą być zarówno w realu, jak i poza nim, czyli w sferze wyobraźni.
    Matka zawsze pocieszy, doradzi, pomoże i powie wiele ciepłych słów, po których na sercu od razu robi się lżej.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz dwie godziny temu przeczytałam.
    Ale nie mogłam nic tu napisać... bo ciągle płakałam...
    I nadal płaczę.
    Tym bardziej że rocznica się zbliża...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... i nie wiem, czy napisać, że jest mi przykro, że mimowolnie przypomniałem??? Ale chyba każdy z nas ma taki dzień (dni), kiedy wspomina, a jeśli do tego pomoże wyobraźnia to... wychodzi cos takiego, jak wyszło...

      Usuń