Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

01 maja 2017

WYPOŻYCZALNIA (13) SIERGIEJ JESIENIN - „SPOWIEDŹ CHULIGANA.

Poszukiwałem tego wiersza w internecie, choć mam go w zbiorku poezji rosyjsko-radzieckiej, ale dla wygody wolałem go wkleić do kawiarenki elektronicznym, edytorskim sposobem. Nie będę ukrywał, że „Spowiedź chuligana” uznaję za jeden z najznakomitszych utworów poetyckich, z jakim kiedykolwiek się zetknąłem (także w oryginale… szkoda, ze z biegiem lat moja znajomość rosyjskiego podupadła). Ale mamy za to profesjonalne tłumaczenie Brunona Jasieńskiego, które, jak sądzę, oddaje w pełni zamysł twórczy Jesienina.
Cóż takiego urzeka w poezji najsławniejszego z rosyjskich imażynistów? Szczerość wypowiedzi, dynamizm, obrazowość, metafory, słowem „Spowiedź chuligana” jest poematem „duszy” artysty posługującym się obrazem słów, prostych, a jednocześnie wybitnie poetyckich, dosadnych i działających na wyobraźnię czytelnika. Poezję Jesienina po prostu się widzi, przymykając na chwilę oczy pomiędzy wersami. Zaskakujące obrazy wywołane metaforyką dialogu z czytelnikiem wręcz powalają, paraliżują pięknem porównań i skojarzeń; poszedłbym dalej w swym zachwycie, aby powiedzieć, że odkrywają przede mną język tyleż prosty i zrozumiały, co wydostający się z głębi serca i prasłowiańskiej duszy.
Pozwoliłem sobie podkreślić w tekście „Spowiedzi” te fragmenty myśli poety, które wydały mi się najoryginalniejsze i do cna prawdziwe.
Przeczytajmy zatem:
Sergiusz Jesienin - „Spowiedź chuligana”

Nie każdy mógł się wysłowić
Nie każdemu dane jest jabłkiem
Spadać na cudze kolana.

Oto jest największa na świecie spowiedź –
Spowiedź chuligana.

Ja umyślnie się nigdy nie czeszę
I głowę noszę w wietrze rozchwianą jak świeca.
Waszych dusz bezsilną jesień
Przyjemnie mi w ciemnościach wam oświecać.
Przyjemnie mi, kiedy przekleństwa kamień
Dosięga mnie jak grad i chce mnie zwalić z nóg.
Ja tylko mocniej ściskam znów rękami
Rozkołysanych włosów moich stóg.

Jak dobrze wtedy wspominać tak ukradkiem
Zarosły staw i olchy skrzyp pod deszczem,
Że gdzieś w dalekiej wsi są ojciec mój i matka,
Co gwiżdżą na najlepsze moje wiersze.
Dla których drogim był jak ciało i jak łan,
Jak wietrzyk, co od pól wiosennych rankiem mży,
Oni by przyszli zadźgać was widłami
Za każdy wasz rzucony we mnie krzyk.

Biedni, biedni wieśniacy!
Już was lata zgarbiły żałośniej,
Zawsze jeszcze ryjecie się w ziemi jak kret.
O, gdybyście zrozumieli,
Że syn wasz jest w Rosji
Największym poetą!
Małoście to o życie jego kiedyś nadrżeli,
Gdy bosymi nogami kałuże jesienne wycierał?
A dziś on chodzi w cylindrze
I w wydłużonych lakierach.

Ale mieszka w nim wiejski krzykacz,
Co przyczaił się tylko i czeka.
Każdej krowie z szyldu rzeźnika
On kłania się jeszcze z daleka.
I spotkawszy dorożkarza na placu,
Wspominając woń gnoju od pól i dren,
Gotów ogon nieść każdej klaczy,
Jak weselnej sukni tren.

Kocham ojczyznę.
Ja bardzo kocham ojczyznę!
Choć w niej tęsknoty jak wierzbowa rdza,
Miłe mi są zbrudzone mordy świńskie
I w ciszy nocnej dźwięczne chóry żab.
Jam czule chory wspomnieniem dzieciństwa,

Kwietniowych zmierzchów śni mi się woń i kurz.
Jakby się pragnął pogrzać w kucki z bliska,
Przycupnął klon nasz u ogniska zórz.
O, ilem jajek na nim w gniazdach wronich,
Wdrapując się po sękach, niegdyś kradł!
Czy po dawnemu mocna kora z jego pnia?

A ty, kochany,
Wierny, stary psie?!
Na starość ślepy stałeś się i chory
I włócząc zwisły ogon, chodzisz całe dnie,
Straciwszy węch, gdzie chlew, a gdzie obory.
O, jak mi drogie są dziś nasze psoty,
Gdy chleb, od matki wyżebrany, długo
Do spółki jedliśmy pod płotem,
Nie brzydząc się zupełnie jeden drugim.

Jam wciąż ten sam.
Sercem jam wciąż ten sam,
Jak chabry w życie kwitną oczy w twarzy hożej.
Ścieląc dziś słów złocące się rogoże,

Chciałbym powiedzieć coś tkliwego wam.

Dobranoc!
Wszystkim wam dobranoc, mili!
Zapomniane na murawach zmierzchu kosy mokną.
Chce mi się tak bardzo w tej chwili
Osiusiać księżyc przez okno.

Błękitny zmierzch, błękitny w rozpływie linii.
W taki błękit i umierać lekko.
Więc i cóż, że wyglądam jak cynik,
Co przyczepił do zadka reflektor!
Stary, dobry Pegazie mój, śpisz?
Mnież potrzebny twój miękki kłus?
Ja przyszedłem, surowy mistrz,
Śpiewać i sławić szczurzy ród.

Głowa moja jak sierpień flag
Sączy wina burzliwych włosów strumień niemy.
Ja chcę być żółtym żaglem
W tę krainę, dokąd płyniemy.

Ileż podkreśleń, prawda? Zapewniam, tak jak Jesienin, żaden inny poeta nie pisał - chylę przed nim czoło.

PS.
Test wiersza odnalazłem tutaj: https://liryka-liryka.blogspot.com/ 
Przypadkowo dotarłem do pięknie skomponowanego bloga, którego polecam wszystkim tym, którzy wstrętu do poezji nie czują, a, przy okazji, sprawia im przyjemność posłuchać wierszy w formie muzycznej i łagodnych piosenek z tekstami, które opowiadają o czymś ważnym dla wykonawcy, a mam nadzieję, że również dla słuchającego.
Do tego bloga można zapukać, klikając a „Liryka”.

[30.04.2017, Dobrzelin]

1 komentarz:

  1. Dziękuję za podpowiedź, ponieważ nie znałam tego bloga. Jaka to przyjemność obcować z poezją i malarstwem. Zapukałam i zostanę dłużej.
    A "Spowiedź chuligana" skłania do przemyśleń.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń