Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

24 lipca 2017

O CZYM SZUMIĄ LIPY W LIPCU (8)

Tym razem zaszumiały o Irlandii (pierwszy raz pojawiam się w tym kraju), a wcześniej trochę o Walii, przez północną część której trzeba się przedrzeć, aby dojechać do terminalu promowego w Holyhead, skąd prowadzi ponad trzygodzinna morska droga do Dublina.
Praktycznie większą część trasy od Dover przez Anglię spędzam w rzęsistym deszczu albo w straszliwej ulewie. Temperatura zaledwie osiąga dwanaście kresek. Po drodze przystaję na pół godziny, aby się należycie wyspać i wjeżdżam wreszcie poniżej Liverpoolu w Walię, gdzie robi się pogodniej i cieplej.
A Walia, o czym już się wcześniej kiedyś przekonałem, to kraina piękna i krajobrazowo urozmaicona, z mnóstwem zieleni, wysokich wzgórz, rzekami i całkiem niezłymi drogami. Najzabawniejsze są natomiast walijskie, celtyckie nazwy miejscowości (i nie tylko miejscowości), które ledwie można odczytać, marnie przesylabizować, nie mówiąc już o ich zapamiętaniu.
Do Holyhead (to angielska nazwa miejscowości) zajeżdżam tuż po 23-ciej w sobotę. Ponieważ prom mam o 2.40 w nocy, po wjechaniu na „rajkę”, przesypiam ponad dwie godziny i na godzinę przed zaplanowanym wyruszeniem promu do Dublina, zostaję obudzony przez obsługę terminala.
Okazuje się, że na „rajce” parę miejsc przede mną stoi polski busiarz z innej firmy, Paweł z Lublina, który jedzie z towarem (torebki damskie, szale, chusty itp.) do tej samej firmy w Newbridge w Irlandii. 
Na promie dostajemy tę samą kajutę z wygodnymi łóżkami do spania, toaletą i prysznicem. Na promie o wdzięcznej nazwie „Ulysses” można zjeść bezpłatnie całkiem nieźle smakujący posiłek (dania do wyboru), a więc nie ma na co narzekać, zważywszy to, że nasz stateczek naprawdę wygląda solidnie, by nie powiedzieć - luksusowo, no i oczywiście sporym argumentem „za” jest to, że dwie godziny można się tu przespać.
Przed szóstą zjeżdżamy z promu i po krótkim przystanku na jednej ze stacji paliw, obieramy kurs na Newbridge, niemal przez centrum Dublina. Całe szczęście, że jest niedzielny poranek i w związku z tym nie popadamy w korki. Dublin bliżej portu, jak każde portowe miasto, jest niezbyt ciekawy, dopiero centralna jego część wygląda porządnie i jest zadbana. Do Newbridge z kolei (około 50 km od Dublina) prowadzi w większości długości trasy autostrada, tak że dojeżdżamy do miejsca rozładunku (galeria handlowa) szybko i bez przeszkód. Docieramy do firmy, gdzie szefem ochrony całej galerii jest Polak mieszkający w Irlandii od dwudziestu lat. Dzięki niemu udaje nam się zatrzymać się na całą niedzielę i na noc wewnątrz obiektu, bo tez rozładunek mamy zaplanowany na ósmą rano.
W Irlandii jest cieplej niż miało to miejsce ostatnio w Anglii i Walii.
Zapowiada się przyjemna noc.

[23.07.2017, Newbridge, CO. Kildare, w Irlandii] 

2 komentarze:

  1. Prysznic, łóżko i ciepły posiłek, to prawdziwy luksus w trasie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej rozbawiło mnie to, że pół godziny wystarczy, by należycie się wyspać. Czy rzeczywiście tak jest, że można przejechać wiele km i drzewa nie zobaczyć?
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń