O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

13 lutego 2018

KRAJOWE ZAPISKI - ADELA

Może należałoby zacząć od tego, że od zawsze uważałem, iż prawdziwy pies powinien mieć wielkość plus minus owczarka alzackiego, a mniejsze egzemplarze to „podróbki”.
O tym, w jak głębokim tkwiłem błędzie przekonuję się od ponad dwóch lat współposiadając biewera a’la pom pom (co za nazwa!) płci żeńskiej, o czym zaświadcza jego imię  Adela.
Przyjmuję tę okoliczność z niemałym zdziwieniem, albowiem nie sądziłem, że ten mały piesek, ważący w przypadku Adeli niespełna cztery kilogramy, dysponujący niewielkim i niepoddawanym tresurze mózgiem, może spełniać wszelkie wymogi psa poprzedzonego przymiotnikiem „mądry”.
Po jakimś czasie, pewnie przed rokiem, doszedłem do przekonania, że jedynego, czego biewerka nie potrafi, to ludzka mowa, natomiast, że rozumie, co się do niej mówi to pewne, o czym świadczy taki oto, często powtarzający się dialog miedzy nami:
ja: Czy to prawda, że ty wszystko rozumiesz?
Adela: (wbija wzrok w moje oczy)
ja: Jeśli mnie rozumiesz, to porusz uszami.
Adela?: (stosuje się, a jakże, do mojej prośby)
Najdobitniej Adela wyraża się poprzez uczestnictwo w zabawie. Między innymi w tym celu zakupiono jej pluszowe zabawki, spośród których największą estymą darzy ośmiorniczkę, krówkę, małego misia i dużego misia - inwalidę z wyłupionymi przez naszą bohaterkę oczami (buzia dużego misia, w tym nosek, usta i wspomniane wyżej oczy zostały narysowane po to, aby pluszak mimo wszystko misia przypominał).
Ulubioną zabawą Adelki, kiedy bawi się ze mną, jest walka quasi zapaśnicza polegająca na tym, że wydzieramy sobie rzeczone pluszaki, czemu towarzyszy przemiłe i siejące przestrach i grozę warczenie suczki.
Niekorzystną dla mnie stroną tej zabawy jest fakt, iż Adelka wstaje zwykle wcześniej ode mnie i pochwyciwszy w zębiska takiego misia wdrapuje się na mnie i upuszcza mi zabaweczkę na nos, rzucając mi w ten sposób rękawicę, abym stanął do boju. Jako nocny Marek mam kłopoty ze wstawaniem, a takie nagłe pobudki, ma się rozumieć, do najprzyjemniejszych nie należą. Cóż robić, podejmuję tę rękawicę i walczę. Przeciągamy więc nieszczęsne stworzonko, czasami udaje mi się wyrwać miśka lub ośmiorniczkę z pyszczka suczki, odrzucam zabaweczki byle dalej i już po paru sekundach Adelka jest już przy mnie. Nauczyła się mnie podpuszczać do tej zabawy. Otóż, gdy wykazuję niechęć do dalszej swawoli, modyfikuje zabawę, zmieniając nieco jej reguły. Nazywa to się „kto pierwszy” a polega na tym, że psinka niepostrzeżenie upuszcza pluszaka tuż przed moją dłonią i kiedy próbuję chwycić go, ona uprzedza mnie wbijając w zabaweczkę całkiem ostre zębiska.
Teraz z kolei ja wymyślam inną zabawę. Bawimy się w „zgaduj zgadula, w którym ręku złota kula?”. Zwykle wykorzystuję w tym celu mniejsze pluszaczki. Zaciskam w jednej z dłoni, dajmy na to, krówkę (oczywiście robię to za plecami, aby Adelka nie widziała) i podaję gadzinie do odgadnięcia, czy zdobycz jest w prawej, czy w lewej dłoni. Wyniki tej zabawy są zazwyczaj remisowe, ale kiedy Adelka zwycięża, modyfikuję tę zabawę w taki sposób, że… no cóż… oszukuję swoją pupilkę, która po obwąchaniu obu dłoni, po ich otwarciu, stwierdza, że krówka najwidoczniej poszła się paść na łące, bo ani w prawej, ani w lewej dłoni jej nie ma.
Kolejny kłopot z Adelką jest całkiem innego rodzaju. Otóż ilekroć zasiadam w swoim królestwie - kuchni, a przesiaduję w niej do późnej nocy, każde, ale to każde wypowiedzenie przebywającej w pokoju żony słowa „Andrzej”, traktowane jest przez Adelkę jako polecenie przywołania mnie do pokoju.
Następuje zatem gromki galop Adelki z towarzyszącym temu galopowi szczekaniem.
- Mam iść? - pytam i w tej chwili następuje długa i nieustępliwa ze strony zwierzęcia rozmowa, w której miejsce szczekania zajmuje skomlenie przypominające przekomarzanie się dwóch postaci, mających zgoła odmienne zdanie na temat swojej najbliższej przyszłości.
Ciekawe, że wypowiedzenie przeze mnie imienia żony lub córki nie jest powodem dla wszczynania szczekająco-skomlącej awantury, jaka występuje zawsze, gdy wypowiadane jest moje imię.
Adelka jest niejadkiem. Niejednokrotnie woli spożyć liść sałaty, kapusty, podkraść rzodkiewkę albo konserwowego ogórka, aniżeli zająć się przygotowaną tylko dla niej porcją kurczaka lub indyka. W skrajnych przypadkach niechęci do konsumpcji posiłku, dziewczynka potrafi przykryć szmatką miseczkę z pokarmem, udowadniając, że czego oczy nie widzą….
Czasami jednak apetyt jej dopisuje i wtedy albo pogryza sobie zakupione na bazarze pałeczki, „kości”, psie „ciasteczka” (podejrzewam, że w tym przypadku chodzi jej o trening ostrości zębów), albo też daje się namówić na przegryzanie również psich „chrupek”. Pewną niedogodnością dla mnie jest to, że zmuszony jestem do karmienia biewerki, poddając jej na rozłożonej swojej dłoni po jednym „chrupku”.
Z piciem nie jest już tak źle. Adelka pija wodę z własnej miseczki stojącej w kuchni przy lodówce. To picie jest dosyć zabawne - nie tak dystyngowane jak u kotów, które nabierają sprawnie i dostojnie kropelka po kropelce wody z miseczki; Adela po prostu tę wodę gryzie i połyka.
Oczywiście jak każde żyjące stworzenie nasza biewerka korzysta z toalety. Najprostszym rozwiązaniem jest wyjście z nią na spacer (tzw. „ajciu” i oczywiście w psim ubranku) za czym oczywiście przepada, aczkolwiek nie odnosi się to do „wyjść zimowych”. Pierwszy, codzienny kontakt z dworem następuje jakiś czas po pobudce w otwartych drzwiach balkonowych. Suczka sama ocenia, czy na dworze jest ciepło, czy zimno; jeżeli zimno, powiadamia współmieszkańców gromkich ujadaniem i wtedy wiadomo, że wyprawa na dwór ograniczy się jedynie do toaletowych czynności.
W domu oczywiście ma przygotowaną psią kuwetę w łazience, a drzwi do niej zwykle są uchylone, zwłaszcza nocą. Jeśli są zamknięte, Adelka potrafi wszcząć raban, ogłaszając tym samym, że jest w ogromnej potrzebie.
Czasami wizyta w toalecie następuje bezpośrednio po przegryzieniu wody, ale bywa też i tak, że należy jej przypomnieć, aby z kuwety skorzystała.
Taka scena - późna noc, ślęczę w kuchni przed laptopem, telewizorem albo coś czytam. Nagle słyszę szybkie „drep, drep, drep” - to Adelka cichaczem wbiega do kuchni, podchodzi do miseczki z wodą i zaczyna chrupać wodę. Mija minuta. Adelka ugasiła pragnienie. Znów „drep, drep, drep” i znika za węgłem kuchni i przedpokoju.
Nie podnosząc się z krzesła rzucam za nią:
- A siusiu???
Patrzę. W otwartych drzwiach kuchni ukazuje się kudłaty łebek suczki, a jej oczy patrzą na mnie z wyraźną niechęcią. Adelka przedreptuje do łazienki i po minucie zjawia się w kuchni, podbiega do mnie a jej oczy zdają się mówić:
- No, sprawdź, byle szybko, bo chce mi się spać.
Przechodzę do łazienki. Istotnie, zrobiła swoje. Tarmoszę kosmatą główkę Adelki. Drep, drep i po chwili sadowi się na jednej z dwóch wersalek, po czym zasypia.


[13.082.2018, „Dobrzelin”]

10 komentarzy:

  1. Ale się uśmiałam, a ubranko prezentuje wdzięcznie :-)
    O naszych zwierzakach można tomy pisać, nawet o chomikach, pisz więc częściej, co tam u Was słychać:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, mógłbym o niej więcej i więcej, na przykład o czesaniu-szczotkowaniu, które wprost uwielbia, o tym w jaki sposób suszy się po kąpieli... i tak dalej... może jeszcze kiedyś coś ciekawego napiszę...

      Usuń
  2. Sam wdzięk.
    A jeśli chodzi o wybory Miss Suczek to już są zakończone.
    Adela wygrała :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaprzeczę, że "urodność" Adelki jest jak najbardziej przeze mnie doceniana, natomiast pobudki jakie to zwierzę wyprawia jest straszne... :-)

      Usuń
  3. Wspaniały post! Z jednej strony boję się psów, bo to trauma z dzieciństwa, z drugiej- je lubię, a szczególnie psa sąsiadów z działki.
    Syn, będąc chyba w drugiej klasie podstawówki, chciał mieć psa. Kupiłam mu czarnego pudelka, a wtedy okazało się, że syn jest alergikiem, więc oddałam psinkę w dobre ręce.
    Napisz jeszcze kiedyś o swojej Adelce, która "zakłada" spódniczkę w kratkę.
    Wspaniała suczka i ciekawe są Twoje obserwacje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Biewerka Adelka ponieważ posiada włosy a nie sierść jest psem, który nadaje się dla alergików (to było jednym z powodów jej zakupu).
    Jeśli zaś chodzi o zagrożenie pogryzieniem z jej strony, to absolutnie nie występuje. W kontakcie z nią można się spodziewać czegoś zgoła przeciwnego. W stosunku do osób, które spotyka po raz pierwszy jest nadmiernie ufna i należy się liczyć z tym, że jej "nowy znajomy" zostanie serdecznie ucałowany (z języczkiem!!!). Po prostu nasze zwierzę traktuje wszystkich jak swoich przyjaciół (no, może z wyjątkiem koni, które omija szerokim łukiem, prawdopodobnie dlatego, że są znacznie potężniejsze od niej) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Syna nikt i nic nie przekona do posiadania żadnego zwierzęcia, choć gdy córka miała chomiki, to syn lubił się z nimi bawić, a przecież żadne zwierzę tak nie uczula jak chomik.
    Kiedyś w tv widziałam złodzieja, który wszedł przez płot na czyjąś posiadłość. Z domu wyskoczył malutki york i ze szczekaniem rzucił się na wielkiego złodzieja, który tak uciekał, że ledwo zdołał przeskoczyć przez wysoki płot.
    Małe pieski chyba nie zdają sobie sprawy ze swego niewielkiego wzrostu.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm... Adelka obszczekuje sąsiadów, których nie darzymy sympatią :-)
      pozdrawiam

      Usuń