Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

13 września 2021

W STRUMIENIU ŚWIADOMOŚCI UPADEK RODÓW I OBYCZAJÓW

 

Widzę, że z niektórymi rodzinami jest tak jak z wielkimi imperiami, które po zdobyciu panowania, jak to się mówi, nad połową świata, nagle upadają i tylko we wdzięcznej lub niewdzięcznej pamięci potomków zostają, tak dzieje się, gdy umiera ostatni / ostatnia z rodu, wiecie jak to jest, taki ktoś, pozostanę dla szybszego zrozumienie przy rodzaju męskim, tak wygodniej, taki ktoś, wokół którego zbierają się młodsi, także równolatkowie z sąsiednich klanów, z kuzynostwa i tak dalej, i wtedy ten ktoś, gdy coś powie, to staje się ważne, albo wokół niego zbierają się w wieczór wigilijny przy choince, i kiedy ten ktoś umiera, dopiero co po pogrzebie, świat wydaje się mniej rozumny, a my rozjeżdżamy się do swoich codziennych zajęć i natychmiast zapominamy, no może nie natychmiast i nie wszyscy, ale czujemy, że coś skończyło bezpowrotnie swój żywot, nic już nie będzie tak jak przedtem, a jeden taki o duszy poety chyba, siada przy stoliku i zaczyna rozmyślać nad tym, dlaczego tak się stało, dlaczego muszą urwać się te wszystkie więzi zadzierzgnięte przed laty, taki jeden mało znaczący zaczyna wspominać i przypomina sobie dawne dobre czasy, gdy w życiu o coś nam chodziło.

Było to w czasach dawnych, niesłusznych, kiedyśmy jako państwo i społeczeństwo należeli do grupy państw i społeczeństw Wschodu, na którego czela stał Związek Radziecki, mieliśmy też własny Układ Warszawski, Er Wu Pe Gie, była też Interwizja, wczasy w Bułgarii i Pociągi Przyjaźni, a krajem rządziła Partia, jej Zjazdy, Plena i Towarzysze z Komitetu Centralnego, Wojewódzkich i dalej, niżej, i tak mi się skojarzyło, że wtedy bardzo wiele spraw działo się pod przywództwem towarzyszy zza wschodniej granicy, chociaż oczywiście istniały polskie rządy, które tylko do pewnego stopnia były niezależne, bo i tak wielka polityka gospodarcza dla całego wschodniego regionu zależała od towarzyszy z Moskwy, nie pamiętam jednak, aby w obozie podówczas rządzącym występował jakiś partyjniak, który zagrzmiałby na najgrubszej strunie zarzucając Moskwie, że jest okupantem i prowadzi z nami wojnę, a piszę to w związku nie tylko z suskim o niepełnym wykształceniu podstawowym, ale też mając na myśli tych wszystkich polityków władzy, którzy biorą kasę od śmiertelnego wroga naszego kraju mieszczącego się w Brukseli, wszyscy oni uważają, że Bruksela, skąd dostają kasę, jest jednocześnie wrogiem numer jeden Polski.


[13.09.2021, Toruń]

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (525 - 527) AGNIESZKA OSIECKA... I NIE TYLKO.

 525.

    Miałem swego czasu poświęcić jeden przynajmniej post pani Agnieszce Osieckiej, a konkretnie jej wierszom. Czas mijał i jakoś nie dotrzymałem danego sobie słowa. I trzeba było, aż przykro mi to pisać... nie, nie napiszę tego, gdyż strasznie by to zabrzmiało.

    Umarł Wiesław Gołas, a ja właśnie miałem na myśli przypomnieć wiersz pani Osieckiej, do którego Krzysztof Komeda napisał melodię, a Edmund Fetting zaśpiewał, teraz już piosenkę "Nim wstanie dzień", która posłużyła panom Skórzewskiemu i Hoffmanowi w filmie "Prawo i pięść". Dlaczego ten wiersz akurat wybrałem? Po pierwsze, oddaje on niejako moją optymistyczną filozofię, która mówi o tym, że po dniach ciężkich, burzliwych, jest pora na zmianę, na życie trudne, acz pełne radości. Pozwolę sobie w tym miejscu uzupełnić swój biograficzny wątek. Otóż gdyby ktoś mnie zapytał, tak zupełnie abstrakcyjnie, w jakim czasie historycznym chciałbym przeżywać swoją pełną energii młodość, to byłby to okres bezpośrednio po zakończeniu drugiej wojny światowej. Myślę, że właśnie wtedy potrafiłbym wykorzystać w sposób najwłaściwszy wszelkie swoje organizacyjne umiejętności i mógłbym dołączyć do tego swój młodzieńczy zapał, a nade wszystko starałbym się podarować swoje siły dla dobra ogółu. Może słowa te zabrzmiały nazbyt dumnie i patetycznie, ale tak to właśnie czuję. I jeszcze jedno - prawdopodobnie mając lat 20-25 w roku 1945 nie doczekałbym parszywych rządów pisu.

Wracając jednak do wiersza pani Agnieszki. Podziwiam poetkę za napisanie tego akurat wiersza, który jest właściwie taki męski, albo inaczej, Agnieszka Osiecka potrafiła wczuć się w myśli, które prawdopodobnie towarzyszyły każdemu mężczyźnie powracającemu z frontu.



Agnieszka Osiecka - słowa; Krzysztof Komeda - muzyka, 

Edmund Fetting - śpiew

Nim wstanie dzień


Ze świata czterech stron,

z jarzębinowych dróg,

gdzie las spalony,

wiatr zmęczony,

noc i front,

gdzie nie zebrany plon,

gdzie poczerniały głóg,

wstaje dzień.


Słońce przytuli nas do swych rąk.

I spójrz: ziemia ciężka od krwi,

znowu urodzi nam zboża łan,

złoty kurz.

Przyjmą kobiety nas pod swój dach.

I spójrz: będą śmiać się przez łzy.

Znowu do tańca ktoś zagra nam.

Może już

za dzień, za dwa,

za noc, za trzy,

choć nie dziś.

Za noc, za dzień,

doczekasz się,

wstanie świt.


Chleby upieką się w piecach nam.

I spójrz: tam gdzie tylko był dym,

kwiatem zabliźni się wojny ślad,

barwą róż.

Dzieci urodzą się nowe nam.

I spójrz: będą śmiać się, że my

znów wspominamy ten podły czas,

porę burz.

Za dzień, za dwa,

za noc, za trzy,

choć nie dziś,

za noc, za dzień,

doczekasz się,

wstanie świt. 


526.

Dziwnym, ale dla mnie, zrozumiałym trafem, jest fakt, że poezja Agnieszki Osieckiej trafiała do notesów najwybitniejszych polskich kompozytorów, którzy dodawali jakże istotną dla poezji warstwę muzyczną. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, kto jest autorem tekstu do jednej z najpiękniejszych polskich piosenek, to odpowiem - w kompozycji Andrzeja Zielińskiego, wykonanej przez zespół Skaldowie oraz Łucję Prus, słowa są autorstwa Agnieszki Osieckiej, a ten wiersz - piosenka nosi tytuł "W żółtych promieniach liści." 


A. Osiecka - A. Zieliński - Skaldowie

W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie
Grudzień ucieka za grudniem, styczeń mi stuka za styczniem
Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostają
Na łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz

Gęsi już wszystkie po wyroku, nie doczekają się kolędy
Ucięte głowy ze łzą w oku zwiędną jak kwiaty, które zwiędły
Dziś jeszcze gęsi kroczą dumnie w ostatnim sennym kontredansie
Jak tłuste księżne, które dumnie witały przewrót, kiedy stał się

I ja witałam nieraz kogo, chociaż paliły wstydem skronie
I powierzałam Panu Bogu to, co w pamięci jeszcze płonie
I ja witałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja witałam nieraz kogo i ja witałam nieraz

Ognisko palą na polanie, w nim liszka przez pomyłkę gore
A razem z liszką, drogi Panie, me serce biedne, ciężko chore
Lecz nie rozczulaj się nad sercem, na cóż mi kwiaty, pomarańcze
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz.

 527.

    Gdybyśmy zabawili się w skojarzenia poetycko-muzyczne, po jednej stronie umieszczając panią Agnieszkę Osiecką, to po stronie prawej wystąpiłaby Marylka Rodowicz. Jakoś tak się stało, i stało się dobrze, że mocna nić porozumienia połączyła te niezaprzeczalne gwiazdy.

    Dwa kolejne utwory "Jeszcze zima" i "Żyj mój świecie" pochodzą z płyty "Żyj mój świecie", a jest to jedna z trzech pierwszych płyt jakie zostały nabyte do kupionego mniej więcej w tym samym czasie gramofonu. W owym czasie pani Maryla Rodowicz śpiewała piosenki bliskie klimatom muzyki folk, protest - songom czy inaczej pieśniom zaangażowanym, a wiersze o takiej barwie tworzyła Agnieszka Osiecka. Myślę, że w znacznym stopniu nasza przedwcześnie zmarła artystka pisanego słowa przyczyniła się do rozwoju kariery pani Rodowicz.

    Prawdopodobnie wymienione wyżej piosenki znalazły sie w repertuarze Maryli Rodowicz na koncercie jaki odbył się w roku 1970 lub 1971 na Helu, na którym byłem (w ogóle był to pierwszy w życiu mój koncert).

    Z kolei "Ballada wagonowa" pojawiła się na nim z całą pewnością, a pani Maryla, o ile dobrze sobie przypominam, występowała wtedy z nieocenionymi gitarzystami, z nieodłączna gitarą i ... na boso.





 "Jeszcze zima" Agnieszka Osiecka - Adam Sławiński 

- Maryla Rodowicz


Jeszcze zima, ptaki chudną,

chudym ptakom głosu brak.

W krótkie popołudnia grudnia

w białej chmurze milczy ptak.

Jeszcze zima, dym się włóczy,

w wielkiej biedzie żyje kot

i po cichu nuci, mruczy:

kiedy wróci trzmiela lot...


Pod śniegiem świat pochylony,

siwieje mrozu brew.

To pora zmierzchów czerwonych,

to pora czarnych drzew.

A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.

A ja? Co ja? Co będzie ze mną?


Jeszcze oczy ci rozjaśnia

moje słowo i mój gest.

Jeszcze świecę ci jak gwiazda,

ale to już nie tak jest.

Jeszcze tyle trzeba przebyć

niewesołych, bladych zim.

Czy nam zimy wynagrodzi

letnich ognisk wonny dym?


Pod śniegiem świat pochylony,

siwieje mrozu brew.

To pora zmierzchów czerwonych,

to pora czarnych drzew.

A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.

A ja? Co ja? Co będzie ze mną?





 "Żyj mój świecie" - Agnieszka Osiecka - Marian Zimiński

 - Maryla Rodowicz



Ocean ma brzeg czerwony od zórz,

maj czy grudzień.

Ocean ma sól, a cóż mają cóż,

biedni ludzie.


My mamy tylko świat,

chcę ocalić go od łez i od burz!

Od łez chrońmy ten świat,

tak tu pięknie.

Niech serce w nim gra,

niech nie pęknie...


Cecylia ma psa, cyrkowiec ma lwa,

Ala kota.

Skowronek ma głos, a bogacz ma trzos

pełen złota.


A ja mam tylko świat,

chcę ocalić go od łez i od trosk!

Od łez chrońmy ten świat,

tak tu pięknie.

Niech serce w nim gra,

niech nie pęknie.


Kto rządzi, ma broń, marzenia na złom

idą często.

Ja nie mam nic prócz mych oczu i rąk,

ale wiem to:


Mam tylko cały świat,

chcę ocalić go od łez i od lat!

Od łez chrońmy ten świat,

jak kto umie.

Żyj, mój świecie, żyj

w topól szumie.




Agnieszka Osiecka - Andrzej Zieliński - Maryla Rodowicz

"Ballada wagonowa" 

zgłoś błąd / edytuj tekst edytuj video do ulubionych

Pamiętam był ogromny mróz

od Cheetaway do Syracuse

pamiętam był ogromny mróz

od Cheetaway do Syracuse


Sam diabeł szepnął: wietrze wiej

od Syracuse do Cheetaway

Sam diabeł szepnął: wietrze wiej

od Syracuse do Cheetaway


Trzech pasażerów pociąg wiózł

od Cheetaway do Syracuse

Trzech pasażerów pociąg wiózł

od Cheetaway do Syracuse


W moim przedziale wszyscy trzej

ten z Syracuse, ten z Cheetaway

W moim przedziale wszyscy trzej

ten z Syracuse, ten z Cheetaway


Ten trzeci to był na mój gust

nie z Cheetaway nie z Syracuse

Ten trzeci to był na mój gust

nie z Cheetaway nie z Syracuse


Mój cudzoziemcze zostać chciej

gdzieś w Syracuse, gdzieś w Cheetaway

Mój cudzoziemcze zostać chciej

gdzieś w Syracuse, gdzieś w Cheetaway


Zatęsknisz jeszcze do mych ust

do Cheetaway, do Syracuse

Zatęsknisz jeszcze do mych ust

do Cheetaway, do Syracuse


Wesele będzie hejże, hej

od Syracuse do Cheetaway

Wesele będzie hejże, hej

od Syracuse do Cheetaway


[13.09.2021, Toruń]


10 września 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (523 - 524) WOJNA. NOWE KŁAMSTWO.

 


W związku z licznymi doniesieniami o toczącej się wojnie, panie prezydencie, kiedy obwieszczenie o mobilizacji na naszych zachodnich i południowych granicach uzyska moc prawną

523.

Drodzy państwo Polska nielegalna walczyła w czasie II wojny światowej z jednym okupantem, walczyła z okupantem sowieckim, będziemy walczyć z okupantem brukselskim

- Unia zmusza nas do zrezygnowania z wyższości prawa polskiego nad prawem europejskim i grozi nam, jeżeli tego nie zrobimy, surowymi sankcjami.


To jest traktowanie jak niewolnika. Polska nie da się tak traktować, jesteśmy dumnym narodem i będziemy bronić swojej suwerenności i nie pozwolimy na tego typu okupację.

    Takie słowa padły z ust pisowskiego polityka tylko dlatego, że Unia Europejska wymaga od Polski rządzonej przez pis przestrzegania prawa.

    Nie bójmy się twierdzenia, że podobne brewerie może wypowiadać jedynie człowiek, który "nie ma równo pod sufitem" i jest zwykłym pospolitym idiotą albo człowiekiem o zerowej inteligencji. Porównanie sytuacji w jakiej znalazł się nasz kraj prowadzony do zagłady przez mafię kaczyńskiego do okupacji hitlerowskiej, do "walki z okupantem sowieckim" należy rozpatrywać jedynie w kategorii wypowiedzi spotykanych w na korytarzach gmachu bez klamek. Nie ma nad czym dyskutować.

    Jedno wydaje mi się pewne. Jeśli w kolejnych wyborach społeczeństwo nie odsunie pisu od władzy, Polska wystąpi z Unii Europejskiej.

524.

    Odnośnie tego śmiesznego nowego ładu, mam do pisowskiego premiera pytanie: skąd weźmie pieniądze na realizację kosmicznych obietnic albo ile ukradnie jednym, aby dać drugim. Obietnice pierwszego kłamczucha są tyle samo warte, co milion samochodów elektrycznych i sto tysięcy mieszkań.


[10.09.2021, Toruń]


ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (521 - 522) WIESŁAW GOŁAS - REST IN PEACE . CZYTANKI NA DZISIAJ.




Wiesław Gołas jako Smółka - fragment filmu
"Prawo i pięść" (od 56 m. 20"

521.

Kilka dni temu obejrzałem po raz któryś tam z kolei "Prawo i pięść", film na podstawie opowiadania Józefa Hena w reżyserii Skórzewskiego i Hoffmana. Miałem przy tej okazji sporządzić notatkę na temat gry aktorskiej Wiesława Gołasa. Niestety moje opieszałość była wymowna. Wczoraj pożegnaliśmy tego wspaniałego aktora i człowieka, twórcy ról kinowych teatralnych i kabaretowych, aktora, który niesłusznie zamykany jest w szufladzie z napisem "komedia", o czym świadczy zdecydowanie dramatyczna rola w "Prawie i pięści", także wielka rola w "Ogniomistrzu Kaleniu", a przecież również Szyguła, kierowca z planu filmowego serialu "Droga" to postać jak najbardziej poważna, a jednocześnie przykład "brata łaty", człowieka poczciwego, prawdziwego przyjaciele, którego poznaje się w biedzie. Jednakowoż trudno nie docenić jego charakterystycznych ról w komediach "Poszukiwany, poszukiwana", "Nie ma róży bez ognia" czy "Alternatywy 4", w których to filmach wprawdzie nie występował w rolach głównych, to jednak wypadał świetnie. Jako Tomasz Czereśniak zyskał sobie miliony fanów w kultowym serialu "Czterej pancerni i pies". Oprócz tego pan Wiesław Gołas występował w kabaretach: "Kabaret starszych panów" i "Dudek", a interpretacja piosenki "W Polskę idziemy" to prawdziwy majstersztyk w jego wykonaniu.

Jako człowiek spełnił się jako żołnierz Armii Krajowej, a mam takie osobiste przeczucie, że pan Gołas był człowiekiem, jak to się mówi, jednym z nas, pogodnym, uśmiechniętym, po prostu dobrym. W jednej ze swoich notatek opisałem w skrócie moje (także mojej mamy i babci) pierwsze i ostatnie spotkanie "na żywo" z Wiesławem Gołasem. Było to na schodach prowadzących do Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Aktor "przyłapał" naszą trójkę na spożywaniu posiłku (pieczony kurczak), padło kilka zdań z obu stron (zdaje się, że zaproszenie pana Wiesława do wspólnego posiłku) i był ten jego cudownie pogodny uśmiech.

Wiesława Gołasa nie ma już wśród nas, choć oczywiście pozostanie na zawsze w naszej pamięci. Zasługuje na to tak swoim życiem, jak i też rolami, swoją aktorską twórczością.

522.

Czytam jednocześnie "Cudzoziemkę" Marii Kuncewiczowej (po raz pierwszy) oraz nie pierwszy raz "Trans-Atlantyk". Tekst pani Kuncewiczowej w wielce tradycyjnej formie, krytyczny wobec bohaterki, przeto zapragnąłem nieco surrealistycznej groteski, w czym Witold Gombrowicz jest niezrównany. Uwielbiam jego styl sarmacki, z tą drwiną, przekąsem, przymrużeniem oka względem opisywanej rzeczywistości, a także wobec samego siebie, a jeszcze te hiperbole, te metafory, ten szyk przestawny!!! Oto fragment tej radośnie pobudzającej czytelnicze zmysły narracji.


"Poselstwo okazały gmach na jednej z bardziej dystyngowanych ulic zajmowało. Doszedłszy do gmachu tego, przystanąłem i myślę, iść, czy nie iść, bo po co ja będę do Biskupa chodził, gdym kacerz, od Wiary odstępca, bluźnierca. I zaraz najokropniejsza Pycha, Duma moja, która od lat dziecinnych mnie przeciw Kościołowi memu kierowała! Bo przecie nie na to mnie Matka urodziła, nie na toż Rozum mój, Wzniosłość, Twórczość moja i lot Natury mojej niezrównany, nie na to Wzrok przenikliwy, Czoło dumne, Myśl ostra gwałtowna, abym ja w kościółku swojskim gorszym, mniejszym od Mszy, ach chyba gorszej, tańszej, w chórze tańszym, marniejszym, kadzidłem miernem, marnem się odurzał wraz tam z innemi swojskiemi Swojakami swemi! O, nie, nie, nie na toż ja Gombrowicz, abym przed Ołtarzem ciemnym, niejasnym, a może nawet Szalonym uklękał (ale Biją), nie, nie, nie pójdę, kto wie co mi zrobią (ale Strzelają), nie, nie chcę tam iść, kiepska, marna Sprawa (ale Mordują, Mordują!). I w Mordzie, we krwi, w Bitwie, do gmachu wstąpiłem.

A tam cicho i schody duże, dywanem wysłane. Przy wejściu woźny pokłonem mnie przyjął i do sekretarza po wschodach prowadził. Na pierwszem piętrze sala duża, kolumnowa, a w niej dosyć mroczno, chłodno, i tylko przez okien kolorowe szybki pęki promieni wpadają, na gzymsach, ciężkich sztukateriach i złoceniach przysiadają. Wyszedł do mnie Podsrocki radca w ciemnogranatowym czarnym garniturze, w cylindrze, oraz w rękawiczkach, a z lekka cylindra uchyliwszy półgłośno o powód mej wizyty wypytywał. Gdym mu powiedział, że z JW. Posłem pragnę się rozmówić, zapytał:

Z JW. Posłem? Powiadam więc, że z JW. Ministrem, on zaś mówi:

Z Ministrem, z samym pan mówić chcesz Panem Ministrem?

Gdy więc mówię, że, owszem, z JW. Posłem chciałbym rozmówić się, w te słowa mi odpowiedział, głowę na pierś chyląc:

Powiadasz pan, że z Posłem, z samym Panem Posłem?

Mówię więc, że owszem, z Panem Ministrem, bo ważną mam sprawę, on zaś powiada:

A! Nie z Radcą, nie z Attache, nie z Konsulem, z samym pan pragniesz widzieć się Ministrem? A po co? A w jakim celu? A kogo pan znasz tutaj? A kim pan jesteś? Z kim się przyjaźnisz? Do kogo chodzisz? Tak to on zaczął wybadywać i coraz ostrzej do mnie Doskakiwał, przyskakiwał, aż wreszcie z tego wszystkiego rewizję zaczął robić i sznurek mnie z kieszeni wyciągnął. Wtem drzwi się w głębi otwierają i JW. Poseł wyjrzał, a że to już znany mu byłem, na mnie kiwnął; za sprawą kiwnięcia tego Radca, w ukłonach się rozpływając i kuprem wiercąc, a cylindrem wymachując, do gabinetu mnie wprowadził."


[10.09.2021, Toruń]


08 września 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (519 - 520) PRZERAŻAJĄCA WIZJA. NO TO SIĘ POŚMIEJMY.

 





Czy wiedzieliście, że

  • "Bogactwo narodowe jest teraz twoje.

  • Ponieważ ceny gazu szybko się zmieniają, każdy inwestujący w projekty PKN ORLEN zarabia średnio 13000-17000zl miesięcznie."

  • Setki Polaków już uzyskuje imponujące dochody z akcji Orlen. Nowa platforma Orlenu zmienia zwykłych Polaków w milionerów."*

albo to...

  • "Odbierz od 16 000 zł miesięcznie ze sprzedanych cystern olejowych!

  • Największa polska platforma pozwala każdemu Polakowi czerpać solidne zyski ze sprzedaży zasobów naturalnych do krajów UE.

  • Mamy codzienne wypłaty dywidendy na dowolną kartę bez opóźnień

  • Wszystkie inwestycje chronione prawem

  • Dołącz do naszego zespołu już dziś

  • Wejdź na stronę aby zostać inwestorem

  • Oficjalna Spółka PKN Orlen pozwoliła wszystkim Polakom handlować ropą

  • To Twoja szansa!

  • Ta oferta jest ograniczona!"*


* źródło facebook. Jedynie wczoraj zablokowałem około trzydziestu firm typu "krzak", które zachęcały mnie do zainwestowania w "orlen" i "pgnig" - firmy należące do "tłustych kotów" pisu.


    Od pewnego czasu na społecznościowym portalu facebook na wielką skalę trwa rządowo-obajtkowe grillowanie ludzi, naciąganie obywateli na współpracę z obajtkowym orlenem. Masz jakieś środki - podpisz umowę z orlenem, który umożliwi ci zarobki 16.000 - 17.000 złotych za cysternę oleju napędowego. Oferta skierowana jest do naiwniaków z całego kraju, a tak na poważnie jest to odpowiedź rządu na problemy finansowe związane ze wstrzymaniem funduszy unijnych. Myślę, że kaczyński na poważnie rozważa wyjście Polski z Unii Europejskiej, a według tego wielkiego ekonomisty, słońca Bałtyku i Tatr, orlen przede wszystkim, ale również inne spółki państwowe zarządzane przez wspomniane wyżej tłuste koty pisu mają sprawić, że na krajowym rynku pojawią się pieniądze wyciągnięte lub wręcz wydarte z kieszeni podatników. Sądzę, że w pisie trwa obecnie praca nad tym, w jaki sposób ukształtować rodzime prawo, aby wydobyć odłożone na kontach pieniądze Polaków. Te fałszywe, dla mało rozgarniętych ludzi zachęty inwestowania w spółki zarządzane przez pis, moim zdaniem, będą współgrały z podwyżkami podatków oraz ukrytym dodrukiem pieniądza przez zarządzany przez pisowca Bank Narodowy.

    Kolejnym źródłem finansowania nowego ładu, a w dalej - gospodarki kraju po wystąpieniu z Unii będzie ukrywana przed społeczeństwem współpraca gospodarcza z Rosją i Chinami. Dlatego pisowi tak bardzo zależy na sędziach, którymi można sterować tak jak dzisiaj kaczyński kieruje ruchami prezydenta; także dlatego należy pozbyć się niezależnych od rządu dziennikarzy i mediów, stąd bierze się pomysł zarządzania krajem przy pomocy strachu i za pośrednictwem stanu wyjątkowego.

Ta wizja wydaje sie być makabryczna, ale zdaje się, że jest prawdopodobna. Czy można realizację jej powstrzymać?

519.

    Na pewno nie powstrzyma tego czarnego scenariusza hołownia i jego 2050. W chwili gdy zaczynam pisać o hołowni, powstrzymuję się od konwulsyjnego parsknięcia śmiechem. Jak to było? Przed tym kongresem czy jak mu tam - synodem partii żółtków pan hołownia ogłosił, że niebawem poznamy bardzo ważnego kogoś, kto wydatnie pomoże partii tego pana prześcignąć PO (bo temu panu głównie zależy na prześcignięciu PO). No i na tym synodzie, czy jak mu tam, dowiedzieliśmy się, że tym tajemniczym gościem jest aplikacja Jaśmina, dzięki której pan hołownia będzie znał zapatrywania swoich owieczek: - Słuchaj, Szymonie, jak cię błaga lud, słuchaj, słuchaj, uczyń z nami cud.

    Przy tej okazji pan Szymon powiedział, że ja dojdzie do władzy, to będzie znacznie lepiej niż jest teraz i to pod każdym względem oraz że oczkiem w jego głowie jest pomysł, aby prawa wyborcze posiedli szesnastolatkowie... przepraszam, parsknąłem, bo przypomniało mi się, że aby szesnastolatkowie mogli głosować na pana Szymona, konieczne jest dokonanie zmian w Konstytucji - już je widzę.

    Z całą pewnością czarnego scenariusza nie wybieli prywatna partia czarzastego mieniąca się lewicą. Nie ukrywam, że myślenie o czarzastym wznieca w moim organizmie nie lada uśmiech drżący. No bo temu cwaniakowi wydaje się, że może zawiesić nie tylko Rozenka, ale i kaczyńskiego z ziobrą, witkową i terleckim, że jak powie: - obajtek, ja ci nie pozwolę się zapisać do partii, to ten szabrownik posłucha i uszy podwinie.

    czarzasty, kto wie, czy nie jest najśmieszniejszą postacią na scenie politycznej poza oszołomami z pisu z jednej strony, a z drugiej największą kpiną z lewicowości od czasów jej usytuowania się w naszym kraju. Trudno mi się nie zgodzić ze swoim własnym zdaniem, że umysłowość czarzastego biegnie równolegle do dróg myślowych pana premiera, pana wicepremiera i pana wicemarszałka sejmu.


[08.09.2021, Toruń]


POEZJA (4) LEOPOLD STAFF - DESZCZ JESIENNY.

 



DESZCZ JESIENNY.

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Napróżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby

A smutek cień kładzie na licu ich młodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno ...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Kto dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić, chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie wkrąg płaczą...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurem, na piersi zwieszonem szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż strwożon swem dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tem kamiennem pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze

I smutków potwornych płomienne łzy płacze ...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany.,. płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask łączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Tadeusz Różewicz nazywał go Starym Poetą. Autor "Kowala" był dla niego wzorem poety, którego wprawdzie nie naśladował, lecz cenił bardzo za kunsztowny, klasycystyczny język poetycki. Leopold Staf był poetą trzech okresów literackich: modernizmu, poezji lat międzywojnia i współczesności powojennej. Każda z tych epok wymagała zastosowania innych środków poetyckich, a pomimo tego poezja Staffa cieszyła się uznaniem czytelników i krytyków literackich.

Wiersz "Deszcz jesienny” jaki wybrałem do kawiarenki pochodzi z drugiego tomiku poezji Starego Pisarza - "Dzień duszy" w odróżnieniu na przykład od słynnego "Kowala" inspirowanego filozofią Nietzschego jest tekstem mocno osadzonym w dekadentyzmie - nurtem światopoglądowo artystycznym końcowej dekady XIX i początku XX wieku w Polsce.

"Deszcz jesienny" jest przykładem liryki pośredniej, opisowej, gdzie wilgotny, przygnębiający, pełen smutku i melancholii pejzaż staje się odzwierciedleniem stanu uczuć poety, uczuć bliskich rozpaczy, a na pewno będących wyrazem rozgoryczenia i słabości.

Bohaterem wiersza jest deszcz jesienny, który jak ulał pasuje do refleksji nad marnością życia. Pojawiający się pod koniec utworu szatan tym bardziej przygnębia autora wiersza. Szatan zmienia ogród poety w "straszną, okropną pustelnię", sieje "szał trwogi i śmierć przerażenia".

W analizie formalnej cechą charakterystyczną wiersza Leopolda Staffa jest wykorzystanie przez poetę rymu, średniówki i onomatopei dla podkreślenia specyficznego nastroju melancholii i bezradności. Pejzaż "Deszczu jesiennego" jest statyczny, nie ma w nim ruchu, jest obraz i dźwięk „jednaki, miarowy, niezmienny”. Mglistość zawarta w wierszu zaciera kontury krajobrazu, paraliżuje kolory, które są szare, czarne i ponure. W wielu miejscach klimat wiersza jest funeralny, stąd pojawiające się takie słowa jak: groby, korowód, mary i żałoba.

Pomimo tych uwag, trudno nie przypisać w tym wierszu poezji Staffa kunsztu poetyckiego, zwłaszcza gdy postaramy się starannie wyrecytować refleksyjne obrazy Starego Poety. Mnie do końca życia pozostanie w pamięci ten fonetycznie genialny obraz:

"O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny..."





[08.09.2021, Toruń]



07 września 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (517 - 518) ĆWICZENIA WYJĄTKOWE. O ZŁYCH LUDZIACH.

 


517.

    Nie mam wątpliwości, że wprowadzenie stanu wyjątkowego na obszarach przylegających do granicy z Białorusią w dwóch województwach jest ćwiczeniem, które może być wykorzystane w niedalekiej przyszłości, gdy pisowski rząd będzie starał się w sposób bezwzględny rządzić krajem za pomocą stanów nadzwyczajnych. Można wyobrazić sobie sytuację, w której słupki procentowe opozycji nadmiernie urosną, a to z tego powodu, że społeczeństwu znudzi się w końcu pisowska dyktatura. Wtedy odpowiedzią może być właśnie wprowadzenie stanu wyjątkowego czy wojennego pod byle pretekstem.

    Dziwię się opozycji, nie zauważającej prawdziwych intencji ludzi kaczyńskiego, (który wszak zapowiedział był, że władzy raz zdobytej nie odda). Żadni tam uchodźcy, żadne tam manewry wojskowe za wschodnią granicą nie są powodem ogłoszenia stanu wyjątkowego. To ledwie preteksty - w rzeczywistości pis sprawdza na ile wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego można doprowadzić do ogłupienia społeczeństwa i do paraliżu działań opozycji czy też organizacji pozarządowych z jednoczesnym zablokowaniem mediów patrzących na ręce władzy.

    Sądzę, że ustawa Lex TVN upadnie, a zatem w zamysłach kaczyńskiego, kamińskiego i służb specjalnych będzie wymyślenie pomysłu na niedopuszczenie mediów do pokazywania prawdy.

    W tym kontekście symptomatyczne są słowa kamińskiego, który na zarzut polegający na tym, że w istocie w tym stanie wyjątkowych chodzi o to, aby zamknąć usta, połamać pióra i potłuc obiektywy kamer dziennikarzom, odpowiedział, że przecież poza obszarem, gdzie obowiązywać będzie prawo stanu wyjątkowego, dziennikarze mogą sobie pisać. Co będzie jednak w sytuacji, gdy pis pod byle pozorem wprowadzić stan wyjątkowy, dajmy na to, w Wielkopolsce, województwie pomorskim czy w Warszawie? Uważam, że nie jest to niemożliwe.

518.

    Kolejny temat wpisuje się w tragicznie zawstydzającą politykę pisu - to postawa samorządów regionalnych, gdzie rządzą ludzie prezesa wszystkich prawdziwych polaków wobec osób LGBT. Cała ta homofobiczna narracja polegająca wykluczeniu części społeczeństwa z uwagi na orientację seksualną jest dla mnie tyleż niezrozumiała co idiotyczna i groteskowa. Weźmy taki prosty przykład - samorząd terytorialny, który ogłosił swoje terytorium obszarem wolnym od LGBT terytorium, ma plan budowy wielokilometrowej ścieżki rowerowej, którą utworzy posiłkując się pieniędzmi unijnymi. Jest bardzo prawdopodobne, że po zakończeniu tej planowanej inwestycji, będą chcieli skorzystać z tej ścieżki również osoby o innej niż hetero orientacji seksualnej. Ponieważ jednak obowiązywać będzie w tej gminie, powiecie, mieście czy województwie uchwała wykluczająca tę grupę ludzi z korzystania z praw, jakie przysługują osobom heteroseksualnym, oczywistym jest, że ani gej, ani lesbijka nie przejadą się wybudowaną trasą. Komisja Europejska ma zatem rację formułując zarzuty wobec niektórych samorządów o dyskryminację pewnej grupy społecznej. Myślę, że w taki sam sposób komisarze odnieśliby się do samorządów, które wydałyby uchwałę o strefach wolnych od uchodźców, ludzi o innym niż biały kolorze skóry, jak i też, co tylko z pozoru wydaje się niemożliwe, uchwałę wolną od niezamężnych, a posiadających dziecko kobiet, od ludzi, którzy biorą udział w demonstracjach przeciwko rządowi, od niewierzących, od ludzi, których pisowska wierchuszka nazywa zdrajcami Polski.

    Powstaje pytanie: po co to wszystko? Przecież pisowscy samorządowcy byli uprzedzani przez przedstawicieli UE, że fundusze pomocowe tak, ale tylko pod takim warunkiem, nikt z beneficjentów unijnej pomocy nie może być dyskryminowany. Głupota? Brak wyobraźni? Bezwzględne posłuszeństwo wobec architektów polityki nienawiści?

    Osobiście myślę, że każdy samorządowiec głosujący za taką uchwałą anty- jest w życiu prywatnym takim człowiekiem, który niesie samym sobą nienawiść, wrogość wobec innych ludzi, który kpi sobie z chrześcijańskiej wiary, religii, Boga - słowem, jest złym człowiekiem.


[07.09.2021, Toruń]

OPOWIEŚCI PROFESORA TUTKI

 


Jerzy Szaniawski


    Nie będzie w tym przesady, co napiszę, że lektura opowieści Profesora Tutki Jerzego Szaniawskiego dała mi pewien asumpt do stworzenia przeze mnie kawiarnianych opowieści. U Szaniawskiego zbiera się w kawiarni grupa znajomych, którzy przy herbatce, kawie, ciasteczku lub nawet lampce wina prowadzą wdzięczne i ciekawe rozmowy, a wyróżnia się w nich Profesor Tutka, który przytacza interesującą opowieść ze swojego życia. Po jej zakończeniu pora jest na niejaki morał, finalizujący opowieść będącą swego rodzaju przypowieścią. Nie ukrywam, że podoba mi się narracja Szaniawskiego, świat przedstawiony jest tu i niesamowity, i bajeczny, trudno odnaleźć w nim czasową realność. Tematy rozważań Tutki są różne, w jego opowieściach można dostrzec trącący myszką staroświecki klimat, co jednak zaciekawia bardziej, aniżeli odpycha od tego pogodnego języka autora "Dwóch teatrów" obdarzonego specyficznym, często występującym na pograniczu surrealizmu humorem.

    Wydawało mi się, że wprowadzenie podobnej, choć nie identycznej atmosfery pogody ducha, zaproponowanie postaci, które świetnie się z sobą komunikują może zachęcić nie tylko czytelnika do poświęcenia drogocennego czasu, ale też pobudzić mnie, autora, do kompilowania kolejnych opowieści.

    Mimo wszystko sądzę, że opowieści Jerzego Szaniawskiego, w których dominującą postacią jest Profesor Tutka, są nie do podrobienia, a ja, często przed zaśnięciem czytuję sobie te miniaturki z pełną satysfakcją.

    Poniżej jedna z opowieści Jerzego Szaniawskiego...

Przeczucie Profesora Tutki

    Rozmawiano o różnych dziwach, z których człowiek nie może zdać sobie dokładnie sprawy i dobrze tego wytłumaczyć: o snach proroczych, o tajemniczych znakach ostrzegawczych, o przeczuciach. Dawano wiele przykładów. Sędzia, człowiek trzeźwy, jak sam o sobie mówił, twierdził, że miał przeczucie, aby nie jechać nocnym pociągiem. Nie pojechał i zrobił dobrze: pociąg ten się wykoleił. Mecenas miał raz sen, że chce go zamordować klient: i rano przegrał sprawę. Doktor twierdził, że w ogóle nie wierzy w przeczucia i nie dawał przykładów. Ale rejent opowiedział o swej babce, że kiedy miała dziewięćdziesiąt siedem lat i była najzupełniej zdrowa, powiedziała do otoczenia, że wkrótce umrze. Żyła jeszcze dwa lata, ale umarła. Rodzina wtedy zaczęła przypominać, co babka sobie przepowiedziała.

    Profesor Tutka słuchał, a potem opowiedział wypadek ze swego życia.

Miałem niegdyś po raz pierwszy lecieć samolotem, żeby znaleźć się w mieście portowym nad Adriatykiem i stamtąd udać się statkiem w dalszą podróż. Tego dnia, w którym miałem wsiąść do samolotu, czułem się nieswojo: nie mogę i teraz określić dlaczego, ale czułem, najwyraźniej czułem, że spotka mnie jakieś nieszczęście. Jednak postanowiłem nie ulegać nerwom, karciłem się w myśli, odrzuciłem wahania — jechać czy nie jechać. Wreszcie samolot ze mną odleciał. Gdy maszyna spadała jak w przepaść, myślałem sobie: «Przepadłem! To już mój koniec». Ale sąsiad, stary wilk powietrzny, śmiał się z nowicjusza i mówił mi, że to są zwykłe przyjemności jazdy samolotem. Gdy uspokojony spytałem go, czy dawno lata, odpowiedział mi, że leci już po raz drugi w życiu.

    Dolecieliśmy bez wypadku na lotnisko w mieście portowym. Byłem naprawdę zadowolony. Wykąpałem się w hotelu i wyszedłem na miasto. Kpiłem ze wszelkich przeczuć, ośmieszałem się przed sobą samym. Wesoły, radosny, przechadzałem się po ulicach miasta, zachwycałem domami oplecionymi glicynią, a wszystkie młode dziewczęta wydawały mi się pociągające. Pamiętam jeszcze, iż rzuciłem do skrzynki pocztowej kartkę dla ukochanej w kraju, do której. napisałem: «wszystkie me myśli są tylko przy tobie», i wstąpiłem do jakiegoś sklepu, gdyż zobaczyłem na wystawie drobiazg, potrzebny mi do dalszej podróży. Sięgnąłem do kieszeni, aby kupcowi zapłacić — nie ma pugilaresu... Szukam jeszcze po innych kieszeniach — nie ma. Okradziono mnie!

    Proszę sobie wyobrazić — mówił Profesor Tutka — co to znaczy znaleźć się w obcym kraju, w obcym mieście, bez pieniędzy, bez dokumentów, bez biletu na statek, który miał mnie zawieźć dalej. To trzeba nazwać katastrofą. Byłem tym, kim byłby sędzia, gdyby pojechał tym nocnym pociągiem, którym nie pojechał: to jest, stałem się człowiekiem wykolejonym. Powiem więcej: byłem zdruzgotany!

    Profesor Tutka przestał mówić i siedział zamyślony, jakby przeżywał wypadek, który spotkał go niegdyś nad Adriatykiem.

    Wreszcie sędzia spytał, jak sobie Profesor Tutka dał radę, będąc w takiej sytuacji, w obcym kraju, w obcym mieście, bez pugilaresu?

Ano cóż miałem robić?... — odpowiedział Profesor Tutka. — Wróciłem zgnębiony do hotelu.

Czy był w tym mieście nasz konsulat, który panu pomógł?—spytał mecenas.

Nawet nie wiem. Gdy wszedłem do swego pokoju, zobaczyłem pugilares na stole. Wychodząc na miasto, po prostu zapomniałem go zabrać.

Czy pan zakpił w tej chwili z nas, czy z przeczucia? — spytał jeden z panów.

W każdym razie nie z przeczucia. Przeczucie mówiło prawdę: spotkała mnie katastrofa. Tylko, że wyszedłem z niej cało.


[07.09.2021, Toruń]