16 lutego 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1392) NAUKA PISANIA

 

1392.

Postanowień noworocznych nie wypowiadałem nawet cicho, nawet w myślach, chociaż jest pewna kwestia, która mnie dręczy i nie była ona objęta jakimikolwiek planami. Tymczasem muszę o tym cokolwiek powiedzieć. Zacznę od tego, że tak bardzo przyzwyczaiłem się do pisania na klawiaturze, że moje odręczne pismo przypomina piękną katastrofę, jak to opisał Nikos Kazandzakis w swojej powieści „Grek Zorba”. Przechodząc do meritum stwierdziłem, że niestety nie potrafię już odręcznie pisać, to znaczy nie umiem już pisać zrozumiale i czytelnie, a swego czasu graficzna jakość mojego pisma była na całkiem niezłym poziomie. Swoją drogą jestem ciekaw, czy zauważona powyżej przypadłość dotyczy tylko mnie, czy też niektórzy korzystający z elektronicznego edytora tekstu dostrzegaj a ten problem u siebie.

Jak temu zaradzić, o ile chce się zmienić stan rzeczy i pisać zrozumiale nie tylko dla siebie, ale tez dla innych? Wpadłem na pomysł, że najlepiej zakupić jakiś zeszyt i pióro – najlepiej chińskie (myślę, że można je jeszcze gdzieś nabyć) i trenować swoje pismo przy pomocy stalówki zanurzanej w atramencie. Kiedyś mówiono, że charakter pisma najlepiej wyrabia się pisząc piórem, nie długopisem i muszę przyznać, że moje dawne kontakty z atramentową wersją pisma okazały się niezastąpione.

Jeśli więc znajdę w tym roku, no, może na wiosnę czas i pieniądze na ten luksus, to z przyjemnością zamienię laptopa i którąś z wersji worda czy innego edytora na odręczne pisanie. Istnieje jednak wada tego rozwiązania – sprawność palców moich dłoni, tu: sprawność palców prawej dłoni z tygodnia na tydzień pogarsza się, ale pisząc obecnie na klawiaturze, tez nie jest najlepiej.

A jakie są korzyści? Nauczę się ponownie pisać, a poza tym, powrócę do przeszłości i przypomnę sobie, że przecież kiedyś najnormalniej w świecie pisałem w zeszytach, a zapisane wkładałem do szuflady. Może dożyję czasu, kiedy i to, co piszę w blogu pomieszczę w jakimś kajecie i zrezygnuję z korzystania z edytorów tekstu. Ale aby tak się stało, muszę najpierw nauczyć się pisać.



[16.02.2026, Toruń]

6 komentarzy:

  1. Zapisuję się wraz z Tobą na lekcje pisania.
    Pióro maczane - oczywiście. Pamiętam szkołę podstawową - pierwszy rok - ołówek. Druga klasa - pióro ze stalówką i atrament. Stalówki były różne - serek, krzyżyk, rondówka. Pióro wieczne budziło poważne obawy wychowawców - może popsuć charakter na całe życie. Długopis nie był jeszcze wtedy znany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Klawiatura i programy do pisania rozleniwiają także ortograficznie, wszystko sprawdza komputer.
    Ja mam tę przypadłość, że bardzo często, zanim napiszę w laptopie, skrobię wytrwale po papierze.
    Charakter pisma zawsze miałam niezbyt ładny, a z wiekiem jeszcze gorszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dumą przyznaję, że miałem niezły charakter pisma, który jednak z wiekiem zmieniał się na gorszy.

      Usuń
  3. Terapeuci zgłaszają gwałtowny wzrost zjawiska,które nazywają FOBO-"lęk przd przestarzałością",ludzie nie nadążają za postępem technologicznym.Język kliniczny jest uderzający,pacjenci zgłaszający się do psychologów opisują to jako Wszechświat mówiący:"Nie jesteś już potrzebny!"
    W Stanach Zjednoczonych z tego powodu pracę straciło już milion osób.
    W pierwszej klasie podstawówki używałe tabliczki i rysika.Tabliczkę wycierało się ściereczką.Rysikiem nie robiło się kleksów:)
    Mam kilka "charakterów pisma".Nadal wszystko notuję w zeszytach. Twoja ręka wymaga rehabilitacji,nie lekceważ tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorę stosowne prochy, które tylko częściowo pomagają.

      Usuń