Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

FRAGMENTY... 3.[bez tytułu]

Był to najstarszy ze starców, jakiego kiedykolwiek widziałem.
Tamten styczeń naurągał grudniowi; najpierw spoił błotniste koleiny gościńców tęgim mrozem, następnie rozwiązał worek z drobnym, szklistym i ostrym śniegiem, zakurzył bielą świat cały, usypał kopne wały, odebrał ciemność nocy, przesłonił słońce, otworzył puszkę z północnym wiatrem, a kiedy się opamiętał… na opamiętanie zabrakło czasu.
Stojące naprzeciwko zagrody przy drodze, która nie była już drogą, uschnięte drzewo padło na wznak, zagłębiając się w grubą, zmarzniętą połać śnieżnej zadymy, a było to na rękę gospodarzom, którzy wdzierali się łopatami w tę puszystą masę, chcąc utorować sobie wąwóz głęboki pośród bielizny wydm usypanych przez nielitościwy wicher uprzedniej nocy.
Ktoś przygaszając skręta w mokrej rękawicy poczłapał do odmiecionej zagrody i wrócił z piłą; dwaj inni cisnąwszy łopaty podbiegli po siekiery, a wszystko po to, aby uwolnić padłe drzewo ze śniegowej niewoli, aby podzielić jego kręgosłup i ramiona na dziesięciocalowej długości szczapy, aby na samym środku niedawnego gościńca usypać drzewną stertę, aby skrzesać w niej iskrę, rozpalić; niech syknie ogniem - nieprzyjacielem zimna, wreszcie niech w żarze pogorzeliska upieką się kartofle, a nad podsycanym chrustem płomieniem niech zawrze w żeliwnym kotle zupa.

Byli tyleż strudzeni pracą, co głodni. Rozgrzewały ich jęzory ognia i samogon, który polewali sobie koleją do jednej szklanki jaką przy sobie mieli; okowita zataczała smakowity krąg wokół płonącego stosu przechodząc z rąk do rąk, a z kufajek gospodarzy, co je przy robocie mieli, unosiła się potna mgła; suszały w rozedrganym oddechu ogniskowego ciepła. Wlewana do gardeł wódka dodawała sił i rozweselała, umacniając wiarę w to, że może do wieczora zdążą dostać się łopatami do szosy, udrożnić labirynt ścieżek poczynionych z wysiłkiem od każdej zagrody do gościńca, jak się spodziewali, do drogi, którą przecież w końcu wskrzeszą śnieżne pługi. (…) 

[30.04.2017, Dobrzelin]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz