Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

29 kwietnia 2012

Farruca




Muzyka łączy, zespala, uatrakcyjnia, pomaga, przybliża ludzi i nacje. Potrzeba tylko jakości, czasami wręcz wirtuozerii. Jeśli jest ta wartość dodana, trudno mówić o muzyce gorszej i lepszej, poważnej i popularnej, ambitnej i komercyjnej. Muzyka jest jedna i tylko na naszych polega gustach; stąd miłość ku dźwiękom odmienna, jak miłość ku ludziom, inna.
"Farruca", galicyjska odmiana Flamenco, w palcach Carlosa Montoyi, pobrzmiewa kawalkadą precyzyjnie i harmonijnie brzmiących dźwięków zapraszających do tańca, ale też do delektowania się mistrzostwem rytmu wydobytego z klasycznej, hiszpańskiej gitary. A ta zdaje się być orkiestrą całą, a Montoya dyrygentem. 
Zawsze w takich razach myśl świta nieuchronna: czemu sztuka ludzi zbliża, oddala zaś polityka? 

28 kwietnia 2012

Najpiękniejszy widok




Claude Monet - San Giorgio Maggiore at Dusk - 1908
http://www.famousartistsgallery.com/gallery/monet-w9.html



Najpiękniejszy widok: czyżby zachód słońca nad Bałtykiem, wypiętrzone szczyty Tatr, odziane w białe czapy śnieżnego puchu, rozlewiska Narwi, Puszczy Białowieskiej ciemne ostępy, jacht z postawionym spinakerem, kruszący wzburzone fale, końska grzywa w galopie, kobieta w tańcu, a może swojska równina z łąką czy oziminą sięgającą soczystą zielenią daleko, aż po mglistą linię lasu...?
Nie. Najpiękniejszym widokiem dla oczu jest pusta sala sejmowa przed długą i tak upragnioną majówką. Piękne jest to szykowanie się do odjazdu, na rodziny błogie łono, gdzie, jak pan Tadeusz, witanym się będzie, gdzie Telimena skusi na grzybobranie, a Hrabia na łowy zaprosi.
I niech mi teraz powie ten, czy ów, że nasi posłowie zaniedbują myślenie o polskiej rodzinie!
Pielęgnujmy i my posłów naszych i radujmy się, że o niczym innym nie myślą, jak o dobru naszym. Niech przechodzą z klubu do klubu, niech partie zakładają nowe nawet ci, brukselscy (jakiż to dla nas honor, że nasze, rodzime sprawy, nad europejskie prace przedkładają).
Zaprawdę głosując jak najgromadniej na nich następną razą, miejmy na względzie to, że ten mandat to z jednej strony honor nie byle jaki, ale trud, znój i galery w jednym. A przecież poddani tej katorżniczej, nisko płatnej pracy, ONI wciąż nas kochają i gotowi są ze swojej obowiązkowości śmieszność czyniąc, tę właśnie śmieszność przemienić w cnotę. 

22 kwietnia 2012

Terra incognita




Paul Gauguin - "Landscape With Three Figures"

Odczepiono lokomotywę i zostaliśmy sami na pustkowiu, zepchnięci na boczny tor zanurzony w wysokiej trawie, otoczony zewsząd szpalerami wybujałych, kolczastych krzewów.
Którejś nocy, w czasie gdy byliśmy już na etapie przyzwyczajania się do nowego miejsca, zauważyliśmy, że rozkręcono szyny, ciągnące się długimi brunatnymi strużkami aż do odległego rozjazdu, a stamtąd do miasteczka. Taki oto był los tej wąskotorowej kolei. Któżby pomyślał, że jednej nocy odcięta zostanie droga powrotu.
Pewna kobieta dowiedziawszy się o tym fakcie oznajmiła, że prosiła Boga o takie rozwiązanie. – Śniłam to i wiedziałam, że się spełni. Moje sny są prorocze.
Być może wielu z nas myślało podobnie, lecz nikt oprócz niej nie miał odwagi przyznać się do swoich szczególnych marzeń. Po długich godzinach milczenia, jakie wtedy zapadło, godzinach będących wyrazem naszych wątpliwości i reakcją na ów dziwny stan naszej świadomości, postanowiliśmy położyć kres naszemu zwątpieniu i apatii. Przystąpiliśmy do świętowania każdego dnia i poczuliśmy się wreszcie właścicielami nowego życia. Czuliśmy, że uczestniczymy w odkrywaniu i nazywaniu otaczających nasz przedmiotów, roślin i zwierząt. Chwaliliśmy naturę, jej nowych bogów i czarowników. Znaleźliśmy się w zaklętym korowodzie radości, jaka spłynęła na nas niby ożywczy powiew morskiej bryzy. Oto w jednej chwili staliśmy się dziećmi z lekkim bagażem wspomnień i ciężkimi tobołami nadziei. Odurzeni narkotycznym tańcem nie wierzyliśmy, aby los gotował nam gorzką ucztę i jedynie dla pokusy łaskotał nasze podniebienia fałszywym słodem.
Otóż i ziemia nasza, jak okiem sięgnąć, dziewiczo piękna, cicha i tylko pozornie obumarła. I na tej ziemi tych kilkanaście wagonów, stojących jeszcze na szynach cywilizacji, ta nasza oaza, domostwa, spiżarnie i warsztaty pracy – to wszystko, co wzięliśmy z sobą szpeciło te krainę, choć jednocześnie było dla nas na ten czas niezbędnym łącznikiem ze światem, od którego odeszliśmy.
Nie wiedzieliśmy na jak długo starczą nam zapasy żywności. Zanim zaczniemy żyć naprawdę, trzeba będzie czas jakiś korzystać z dobytku, który przytaszczyliśmy z sobą. W tej chwili był on nam potrzebny jak tlen.
Zasiadając do pierwszego ogniska, nie mogliśmy się oprzeć zdziwieniu, jak ogromny ciężar dźwignęła lokomotywa, przenosząc go na nowe miejsce. Wspomnieliśmy tę szczególną podróż, podczas której, z racji jej powolności, wyskakiwaliśmy w czasie jazdy z wagonów i podążaliśmy skrajem torowiska obok ślamazarnie połykającej przestrzeń kolejki.
A potem...potem, nasyciwszy się na tej pierwszej wieczerzy w innym świecie, rozmyślaliśmy wiele o naszej przyszłości, rozmawiając długo i bezustannie słuchając jedno drugiego. Uwierała nas nie troska o przetrwanie i lęk przed nieznanym, lecz ten potężny balast naszych przyzwyczajeń. Pragnęliśmy tego, aby wszelkie zło tamtego świata, jakie przywieźliśmy z sobą, można było wyrzucić z pamięci, jak ten sen drażliwy, przed brzaskiem, budzący niepokój, lecz znikający natychmiast po pierwszym spojrzeniu w poranne promienie słońca.(...)

18 kwietnia 2012

Sięganie po absurd



Pablo Picasso - "Autoportret"


W ojczyźnie mojej...ha, jak zabrzmiało, w moim kraju, gdzie bez przeszłości nie da się wyżyć, gdzie tyleś wart, ile kto, po balcerowiczowsku, zechce za ciebie zapłacić, gdzie na medialnym rynku gadające głowy Ciechowskiego przybrały monstrualnie odpychające kształty, ściskając mózg do mikroskopijnych rozmiarów, w tym kraju moim i naszym, po absurd sięga się jak po niedopałek na ulicy, czerpie się go wiadrami jak powodziową wodę z piwnic. W tym kraju, gdzie polityka sięgnęła już dna, bruku jak szopenowski fortepian Norwida, na samą myśl o przyszłych wyborach, wiecach, kampaniach, telewizyjnych wywiadach i reklamowych spotach, można dostać torsji i wręcz obowiązkiem każdego obywatela wydaje się nie brać udziału w tej absurdalnej komedii kolejnych omyłek. To tutaj właśnie panuje coraz to bardziej powszechny pogląd, że pogięte blachy roztrzaskanego samolotu winny się stać narodową relikwią, nie zaś zostać oddane na złom, gdzie jest miejsce na bezużyteczne, a w tym przypadku dodatkowo, kojarzone z nieszczęściem. Choć z drugiej strony takich nieszczęsnych blach każdego dnia na naszych drogach przybywa, a w nich pamięć o śmierci pozostaje, lecz najwidoczniej, chociaż to wbrew boskim prawom, śmierci u nas są inne i sobie nierówne.
Przywykliśmy do zalewania się łzami, nie wnikając w to, co było na początku. Tolerujemy zło, złe prawo i dopiero, gdy jedno z drugim do wspólnego stołu zasiędzie, kiedy zaboli, wtedy larum gramy.
A nasi urnowi wybrańcy, zamiast złe przepisy zmieniać, zamiast pozbawiać nasze życie absurdów, we własnym sosie inwektyw, a chorych nierzadko psychiatrycznych od prawa do lewa się nawzajem duszą.
Ponieważ, jako się rzekło powyżej, absurd u nas, jak niedopałek na ulicy leży i tylko schylić się po niego, przeto niech mi wolno będzie przytoczyć przykład oczywistością swą przemawiający, jak dziesięć przykazań, pod którymi nie tylko homo religiosus się podpisze.
Otóż i kiedy ktoś puka do twoich drzwi, o towarzystwo prosi w twoim domu, tedy od ciebie zależy, czy gość przekroczy progi domostwa, w którym pomieszkujesz. Jeśli zaś drzwi wyważy, oknem wnidzie bez pytania, znać, że przyjaznych zamiarów nie ma i winieneś go sam lub z pomocą innego, przegnać na cztery wiatry. A cóż pomyśleć o takim, który nie dość, że zakradł się, szkody twemu domowi i tobie samemu czyniąc, rozsiadłszy się w fotelu, prosi o zapłatę dla swego towarzystwa? Czy nie urąga ten fakt zdrowemu rozsądkowi i czy państwo, które ja, ty i my wszyscy utrzymujemy, nie powinno ustanowić prawa, aby ten nikczemny proceder ukrócić?
Nie jest to, o czym pisze, przypowieścią jedynie, pozbawioną  realnych wymiarów. Takim niechcianym a dokuczliwym i kosztownym gościem bywa sms, który ja, ty i inni, dostajemy, a wtargnął on do nas bez jakiejkolwiek formy, czy nawet intencji zaproszenia.
Na naszą reklamację konsultant operatora sieci komórkowej najpierw przekonuje nas, że jednak zaproszenie wyszło z naszej strony, a po przyparciu do wirtualno-sieciowego muru uprzejmie informuje, że aby pozbyć się intruza, ja, ty i pozostali, musimy wystosować do niego apel, iżby nie zadręczał nas więcej swoimi wizytami. Konsultant nie przyjmuje do wiadomości, że to właśnie sieć telefonii cyfrowej dysponuje moim, twoim i innych numerem telefonu i udostępnia go osobom/podmiotom trzecim, aby za pośrednictwem operatora odbywać jednostronną sms-ową rozmowę na temat prymitywnych gier, wróżb i konkursów.
Jest ci w naszym kraju taka zabawna instytucja o nazwie Urząd Komunikacji Elektronicznej, którego zadaniem jest m.in. dbanie o to, aby nie łamano prawa na linii operator sieci komórkowej - konsument. Ba, prezes UKE może nawet ukarać finansowo niesfornego operatora. Za co? Przeczytajmy: "Prezes UKE nałożył na należącą do grupy TP spółkę Polska Telefonia Komórkowa Centertel 5 mln zł kary za automatyczne rozsyłanie abonentom - bez ich zgody smsów zachęcających do udziału w loterii" (styczeń 2012).
Z kolei "za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na PTC nałożono karę 21.262.842 zł. oraz obowiązek publikacji na stronie internetowej www.t-mobile.pl przez sześć miesięcy". (styczeń 2012)
Dlaczego UKE nazywam instytucja zabawną. Otóż śmieszy mnie to, że jeśli nawet operatorzy przełknęli gorycz finansowej kary, to karne pieniążki nie wpłynęły przecież na konta "zbiorowych konsumentów", tylko na konto UKE lub, nie mam takiej wiedzy czy takowe istnieje, na konto wskazane przez UKE. 
Myślę nawet, że ukaranie w/w operatorów wpłynęło niekorzystnie na relacje operator-abonent, albowiem ukarana firma zechce zapewne powetować sobie straty, już to poprzez podniesienie opłat za rozmowy telefoniczne, albo też za... proszę się nie dziwić... kontynuowanie procederu dostarczania, bądź tez pośrednictwa w dostarczaniu płatnych smsów. Czynić tak będzie do kolejnej kontroli, gromadząc zyski i fundusze na nową karę.
Tymczasem UKE na stronie Centrum Informacji Konsumenckiej z rozbrajającą szczerością przyznaje, że
"Urząd Komunikacji Elektronicznej obecnie nie ma uprawnień, aby żądać zaprzestania prowadzenia konkursu czy loterii, które zostały zorganizowane w nieuczciwy sposób. Wystąpiliśmy jednak do operatorów i usługodawców z apelem o wzięcie przez nich odpowiedzialności i przywrócenie przyzwoitych standardów w świadczeniu tych usług."
Urząd zatem apeluje, apeluje wraz ze mną, tobą i pozostałymi, a operatorzy słuchają tych naszych apeli i śmieją się do rozpuku siorbiąc piwo i zakąszając grillowaną karkówką.
A nasi wybrańcy posłowie miast puknąć się w te swoje zakute łby i ustanowić jednoznaczne prawo, aby za niechciane smsy operatorowi sieci komórkowej nie pozostawało nic, jak swój durny a oszukańczy łeb pod topór nastawić, ci nasi posłowie wciąż o Smoleńsku pieprzą.



17 kwietnia 2012

Patriarcha Kirył




                              Святейший Патриарх Московский и всея Руси


Dla prawosławnych i innych kościołów wschodniego obrządku kończy się właśnie Wielkanoc i z tej okazji Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Kirył zabrał głos w wywiadzie dla rosyjskiej stacji "Vesti" 
"Nie możemy organizować mitingów, zwłaszcza politycznych, jakichś marszy. Przede wszystkim nie możemy nikogo obwiniać, walczymy z grzechami, nie z ludźmi, możemy tylko modlić się za grzeszników, aby Bóg powołał ich do odbycia pokuty.Być może dla wielu taka modlitwa otwiera całkowicie nowa perspektywę. Dałby Bóg, aby to spokojne, pozbawione politycznych odniesień, osiągnie swój cel. A naszym celem jest przychylić bożą miłość dla Rosji i pozostałych państw, w których Rosyjska Cerkiew Prawosławna zapewnia opiekę duszpasterską."
Takie, między innymi słowa moskiewskiego patriarchy padły w udzielonym przez niego wywiadzie. Dalej było o pracach cerkwi prawosławnej w Rosji na rzecz pomocy matkom, tudzież udzielaniu przez cerkiew pokaźnej pomocy finansowej najbiedniejszym przyszłym matkom, nad którymi wisi widmo aborcji. Choć prawosławna cerkiew dla wielu była postrzegana jako ostoja konserwatyzmu i ortodoksji, to z wypowiedzi Patriarchy Kiryła jasno wynika, że oprócz obrony fundamentalnych podstaw wiary, cerkiew prawosławna kieruje swą uwagę ku biednym i wykluczonym. Cały wywiad zaskakuje właśnie tym, że   odnosił się w nim bardziej do człowieka, jego doczesnych spraw, nie koncentrując się na dogmatach wiary. Dla Patriarchy istnienie Kościoła to gwarancja istnienia moralności i etyki, nie zaś okazja do politycznych wystąpień przeciwko komuś. 
Jak to świat zmienia się na naszych oczach. U nas koncentracja na dobrach doczesnych katolickich duchownych. U nas zbiórki na "Radio" i modlitwy za "naszych" w parlamencie.



Благовещение Пресвятой Богородице

11 kwietnia 2012

Pobądź sam z sobą



Hieronim Bosh - "The Hay Wagon" [Wóz siana] - tryptyk


[fragment obrazu przedstawiający piekło]

Bardzo łatwo ludzi w swojej masie zwodzić. Stadny pęd  dominuje nad rozumem, "filozofia" tłumu góruje nad rozsądkiem. Nie tylko dzisiaj i nie tylko w związku ze Smoleńskiem.
To przykre, ponieważ człowiek jest zwierzęciem stadnym i z drugim człowiekiem mu do twarzy. I można mnożyć te twarze ku celom życia mądrym i pożytecznym.
To bardzo dziwne, kiedy szydzi się dzisiaj z tak zwanych prac społecznych, kiedy uzbrojone w grabie i łopaty ludzkie ręce angażowane były w upiększanie szarej rzeczywistości.
To smutne, kiedy z podobnym szyderstwem spotykają się akcje Owsiaka angażujące tłumy młodych ludzi, pragnących zagrać w orkiestrze.
Tłum można ogarnąć słowem otuchy i pozytywnej emocji; można też eksploatować negatywne emocje tłumu, jego gniew i nienawiść.
Jeśli nie jesteś pewien, jaki rodzaj emocji zdoła wyzwolić w tobie tłum, pobądź sam z sobą.  

08 kwietnia 2012

Galya Popova



No cóż, jeśli się nie ma talentu za grosz do opowiadania pędzlem umoczonym w farbie, pozostaje metoda obserwacji, spontanicznej raczej, aniżeli kontrolowanej. Tym sposobem natknąć się można w sieci na obrazy, które zachwycają, wywołują refleksję i zadumę, a nade wszystko cieszą oko. I proszę ...


Oto przesympatyczne płótno Galii Popowej, które kompozycją i barwą przypomina mi te niezwykle tchnące życiem późne obrazy Gaugina.
Obrazy Popowej mają w sobie coś ciepłego, tę atmosferę zadumy i nastroju tajemniczości. Są kobiece i wzruszają prostotą kompozycji przy jednoczesnym nasyceniu spokojną, ciepłą barwą.
Niech przemówią same obrazy.


Galia Popowa - "Рябина"


Galia Popowa - "Чайки"


(co za kompozycja)


źródło:
http://www.facebook.com/profile.php?id=100001177005894

Nieuchronność



Franz Kafka - Rysunki


 "Jedyne, co teraz mogę zrobić - powiedział sobie, a zgodność jego kroku z krokami tamtych dwóch potwierdziła mu jego myśl - jedyne, co teraz mogę zrobić, to zachować do końca spokój, rozwagę, rozsądek. Zawsze pragnąłem dwudziestoma rękami naraz chwytać świat, i to nawet dla niesłusznego celu. To było mylne; czy mam teraz pokazać, że nawet jednoroczny proces nie zdołał mnie niczego nauczyć? Czy mam odejść jak człowiek niepojętny? Czy mam pozwolić, by mówiono o mnie, że na początku procesu chciałem go ukończyć, a teraz na jego końcu znowu go zacząć? Nie chce, by tak mówiono. Jestem wdzięczny za to, ż e dano mi na tę drogę tych półniemych, nic nie rozumiejących panów i ż e mnie samemu pozostawiono,abym powiedział sobie o tym, co nieuchronne."*

W "Procesie", jak w sennym koszmarze Józef K. jest osaczony. Obwiniony za samo istnienie, oskarżony o nie wiadomo co i nie wiadomo przez kogo bohater podejmuje wysiłki zrozumienia tego, co się stało i jakie czynniki doprowadziły do oskarżenia go. Nie znajduje odpowiedzi i jedynym w miarę sensownym rozwiązaniem jest pogodzenie się z losem, jego nieuchronnością. Wkrótce zostanie wykonany na nim wyrok.
Człowiek nigdy nie może być pewien tego, że zostanie uznany za winnego, nawet wtedy, gdy nie można znaleźć najmniejszej winy w jego postępowaniu. Zawsze, a zwłaszcza wtedy, znajdą się tacy panowie w uniformach przypominających ubrania urzędnicze, którzy poprowadzą historię życia człowieka pod wskazany adres i zostanie na nim dokonana egzekucja; nawet jeśli nie dosłownym znaczeniu.
[*fragment "Procesu" Franza Kafki.]




06 kwietnia 2012

Caravaggio



Caravaggio "The Beheading of St. John the Baptist

Życie Michelangelo Merisi znanego lepiej jako Caravagiio, znakomitego włoskiego malarza żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku obfituje w wydarzenia tragiczne, tajemnicze i niezrozumiałe. Czyżby geniusz malarski miał w tym wypadku współgrać z nader żywotną a nasyconą kryminalną przeszłością biografią? Czy wielka sztuka wymaga czasami ofiar, także w postaci tendencji do samozniszczenia twórcy? Gdyby przyszło nam położyć na jednej szali wagi uczynki człowieka, na drugiej zaś jego dokonania w dziedzinie sztuki, która z szal zaważy więcej, godniej? Czy należy oceniać dzieło sztuki mając na względzie biograficzne uwarunkowania? Jeśli tak, to co wypadałoby sądzić o twórczości Dickensa, Baudelaire'a, Jesienina czy van Gogha?
Zasługą Caravaggio jest wprowadzenie elementu realizmu (by nie powiedzieć naturalizmu) w sztukę malarską zmierzchu renesansu i wprowadzenie tak rozpoznawalnego dla baroku światłocienia (zwłaszcza u malarzy flamandzkich).
Z pewnością ten realizm postaci wyjętych spod prawa w obrazach o tematyce religijnej trudny był do zaakceptowania przez współczesnych malarzowi i aż do wieku XX twórczość Caravaggio nie cieszyła się wielka estymą. A przecież miał on, pomimo ciążących na nim podejrzeń o zbrodni i przestępstwa bogatych i wpływowych mecenasów wśród wyższego duchowieństwa w Rzymie. W dobie walki z reformacją szukano bowiem wsparcia także wśród najznamienitszych, najlepiej zapowiadających się malarzy, którzy swoim kunsztem potrafiliby na wyższy poziom podnieść akceptację wiernych dla tematyki religijnej, katolickiej.
W 2010 roku powstała jedna z teorii wyjaśniających przyczyny śmierci Caravaggia. Jest rok 1610 i Caravaggio powraca z Neapolu do Rzymu po otrzymanym zawiadomieniu o ułaskawieniu (malarz zabija w Rzymie człowieka, uchodzi do Neapolu, także na Maltę, przeżywa zamach na swoje życie, ma problemy psychiczne i trafia do więzienia). Wedle relacji przyjaciela Caravaggio w drodze do Rzymu zapada na gorączkę i umiera. Teoria wyjaśniająca przyczynę śmierci mistrza kieruje swój trop w stronę zatrucia ołowiem, który jest składnikiem farb, jakich używał malarz.
Świetny recenzent sztuki Jonathan Jones w "The Guardian" obył ostatnio podróż na Maltę w poszukiwaniu "śladów" innej teorii, w myśl której Caravaggio miał być pozbawiony życia przez rycerzy maltańskich, dla których zresztą wykonywał prace malarskie, jak i też sam został wyświęcony na joannitę.
Czy jednak jest możliwe poznanie dzisiaj prawdziwych przyczyn śmierci Caravaggia? Jak za jego życia, tak i w czterysta lat po jego śmierci, prekursor baroku pozostanie postacią tragiczną i tajemniczą.
[na kanwie artykułu: "Caravaggio's dark heart in Malta" by Jonathan Jones w "The Guardian"]



50+



Ilia Jermakow - "любитель"

Albowiem wraz z planowanym podniesieniem wieku emerytalnego temat możliwości podejmowania pracy przez osoby starsze w wieku przedemerytalnym jest kwestią wartą analizy (również dla fotografa pana premiera, któremu jak murzynkowi podziękowano pracę), przeto zaglądnąłem do sieci, starając się odnaleźć, jakież to dobrodziejstwo wypływa z genialnego Programu 50+ Solidarność pokoleń, 
 http://analizy.mpips.gov.pl/index.php/program-50.html?start=4
Pomijając już fakt, że termin przydatności do spożycia tego genialnego uzdrawiacza rynku pracy osób starszych i sędziwych dawno już minął (na stronie głównej programu ostatni sensowny wpis ma datę 10 listopada 2010 roku), to docierając do dokumentu przyjętego przez Radę Ministrów w dniu 17 października 2008 roku [tutaj:  http://analizy.mpips.gov.pl/images/stories/publ_i_raporty/Program50+.pdf ]

można dojść do wniosku, że pod względem kulturotwórczym program formalnie jawi się jako dokument niezwykłej wagi. Program zakłada sobie następujące cele:
Cel 1: Poprawa warunków pracy, promocja zatrudnienia pracowników po 50-tym roku życia (przewiduje się m. in. promocję zatrudnienia po osiągnięciu przez pracownika 50 lat {casus fotografa premiera}, elastyczność zatrudniania, upowszechnienie wiedzy wśród pracodawców i pracobiorców na temat zarządzania wiekiem pracowników {nic, tylko nobla dać za to})
Cel 2: Poprawa kompetencji i kwalifikacji pracowników po 50-tym roku życia. (tutaj ścieżki kształcenia dla ludzi powyżej 45 roku życia, dostosowanie oferty szkoleniowej do potrzeb osób w tym wieku, szkolenie ma trwać odpowiednio długo i łączyć teorię z praktyka łączenie - ciekawe jakim to sposobem? u kogo ta praktyka, skoro mamy tu do czynienia z pracownikiem na aucie).
Cel 3: Zmniejszenie kosztów pracy związanych z zatrudnianiem pracowników po 50-tym roku życia.
(jedyny sensowny cel, korzystny dla pracodawców i pracobiorców) 
Cel 4: Aktywizacja osób bezrobotnych lub zagrożonych utratą pracy po 50-tym roku. 
(generalnie założenia słuszne, bo i i te przekwalifikowania i zdobywanie nowych kompetencji, a nawet wsparcie psychologiczne, to ważne działania, lecz najważniejsza winna być podaż stanowisk pracy, a nie same szkolenia dla szkoleń, po odbyciu których bezrobotny dowiaduje się, że z z powodzeniem może np. funkcjonować w nowym zawodzie. Malutki problem polega na tym, że pracodawcy juz takich mają, i do tego młodszych, wydajniejszych).
Cel 5: Aktywizacja zawodowa osób niepełnosprawnych.
(Sensowna, choć często wykorzystywana przez pracodawców jako możliwość pozyskania taniego pracownika, który "robi za zdrowego" ). 
Cel 6: Zwiększenie możliwości zatrudnienia kobiet przez rozwój usług pozwalających na godzenie pracy i życia rodzinnego.
(Aż zacytuję, bo uwierzyć nie mogę: "Przedłużeniu aktywności zawodowej osób po 50-tym roku  życia, w szczególności kobiet, może służyć rozwój usług, które odciążą je z wykonywanych obecnie prac opiekuńczych." ... dalej mowa o przedszkolach. Kobieta, ukończywszy lat pięćdziesiąt, jak mi się zdaje, ma już dzieci w wieku przynajmniej studenckim. Sugerowałbym raczej żłobki i przedszkola dla kobiet młodszych...no chyba, że te przedszkola miałyby być reakcja na instytucję babci).
Oj, cele to stawiać umiemy. Gorzej z praktyką. Zapewne ten program, o ile jeszcze nie umarł śmiercią naturalną, ucieszył wszelkiej maści organizatorów szkoleń, gdyż, de facto, to szkolący są jego wymiernymi i suto opłacanymi beneficjentami. Osoba starszej pozostaje papierem i nadzieja, że potencjalny pracodawca spojrzy na nią przychylniejszym wzrokiem.

Otóż i wszelkie programy, mające wspierać osoby starsze pozostające bez pracy, powinny wychodzić od podmiotu, czyli bezrobotnego. To on powinien zdecydować, co zamierza uczynić ze swoim dalszym zawodowym życiem, to on powinien wybierać szkolenia, a nie szkolenia jego. On wreszcie powinien mieć pieniądze na otwarcie działalności gospodarczej, jeśli zamierza taką podjąć. Najlepszą psychologią wsparcia w dzisiejszych czasach jest pieniądz w kieszeni, nie zaś wirtualna nadzieja jego zdobycia. Jeśli bezrobotny uzna, że nie jest w stanie samodzielnie prowadzić działalności gospodarczej, niech wymierne wsparcie finansowe dostanie pracodawca, wiążąc się tym samym z beneficjentem. Po cóż więc tworzyć iluzoryczne programy przeznaczone dla osób starszych, skoro urzędy pracy mogą być zasilane większymi kwotami przeznaczonymi na otwarcie działalności. Przy okazji należałoby znieść archaiczne uzależnienie wsparcia finansowego starających się o pracę od proceduralnych wymogów, określających ściśle na co konkretnie środki finansowe mogą być przeznaczone. Więcej zaufania do ludzi. W końcu to nie program ani urząd staną się pracodawcą niedawnego bezrobotnego, a będzie nim sam bezrobotny, albo pracodawca, który ponosić będzie ryzyko zatrudnienia kolejnej osoby w firmie.  

05 kwietnia 2012

Czas największej oglądalności


To przecież niemożliwe, aby w dzisiejszych czasach, w czasach największej oglądalności, marnować wzrok obrazem, który może coś znaczyć, aby zajmować się sztuką, słowem, uczestniczyć w czymś ważnym. 
W czasach największej oglądalności mamy swoją własną mamusię, mamy nasze wspólne dziecko, które straciło życie po to, aby być wśród nas, bez końca. Show must go on, musi trwać ten spektakl, muszą zabawiać nas pajacyki; te same mordki i te same jęzorki klapiące bez przerwy; te same przepytywania i uzasadnianie, i wmawianie, że nie można już żyć bez tej budyniowej, mydlanej opery.
Oglądalność przeliczana jest na walory płatnicze i tyle człowieku znaczysz, ile twoje życie warte jest w przeliczeniu.
To walka z wiatrakami. Zły pieniądz wypiera lepszy. Jeśli chcesz żyć na przekór tandecie, ustaw wskazówki swojego naturalnego zegara na czas nocny, pozbawiony oglądalności. Ten czas przeznaczony jest dla idiotów, którzy gotowi są na przykład obejrzeć Bergmana, a przecież wiadomo, że w dobie największej oglądalności Bergman nie jest nikomu potrzebny, poza garstką szaleńców.
Humanizm lezie sobie po kocich łbach rynsztoku.


Scena z filmu Ingmara Bergmana "Źródło" [Jungfrukällan (aka The Virgin Spring) (1960)]

Odpocznij


Czasami czas staje w miejscu, a jeśli nawet płynie, to sączy się, rozlewa bezwładnie i na tyle wolno, że można się w nim przejrzeć, jak w zwierciadle. Pośpiech nie jest sojusznikiem refleksji. Trochę wolniej, odpocznij po biegu. 


Poczujesz się, jak w zatrzymanym kadrze. Zwykła scena. Naturalizm. Każda postać uchwycona niepostrzeżenie dla niej samej. Całkowity brak reżyserii. Ciekawość wnętrza kafeterii. Wnętrze skryte w ciemności i ten krok w stronę ciemności, niepewny; dłoń opierająca się o ścianę. Zastanawia się, czy wejść, może sprawdza, czy w zacienionej sali jest wolny stolik dla ich dwojga.


Spróbujmy sobie wyobrazić, że kobieta pod wpływem sugestii towarzyszącego jej mężczyzny zrezygnowała z wejścia do środka, pomimo tego, że lokal był pusty. kobieta w zielonej sukience w geometryczne białe wzory stoi w drzwiach. Spogląda z niepokojem na pustą już uliczkę. Pomimo siwych włosów i dłoni, która zdradza wieloletni wysiłek, pomimo tego spojrzenia, które tchnie surowością i smutkiem, kobieta jest piękna. Zastygły na jej ciele czas nie zdołał zniszczyć piękna.
Upływ czasu nie musi oznaczać utraty tego, co najważniejsze.

[zdjęcia zaczerpnięte z http://www.havanatimes.org - autor: Caridad]

03 kwietnia 2012

Z perspektywy Breugela



Pieter Breugel (starszy) urzeka niezwykłym talentem oddawania ludycznej małomiasteczkowej i wiejskiej atmosfery współczesnej jego czasom. To taki "szesnastowieczny "fotografik" rodzajowy, przekazujący artystyczną wiedzę o zwyczajach, świętach i zajęciach prostego ludu w Niderlandach. Jego malarstwo fascynuje ogromem szczegółów, jak chociażby  "Przysłowia Niderlandzkie", gdzie nie tylko samo nagromadzenie postaci jest istotne, lecz również fakt, iż poprzez umieszczenie na płótnie konkretnych scen, odtwarzają one przysłowia przy zastosowaniu malarskich środków wyrazu.

Dutch Proverbs - Pieter Breugel 1559


Aby nie być gołosłownym, w lewym dolnym rogu obrazu  przedstawiona jest taka postać.


Ma się wrażenie, że mężczyzna uderza głową o ścianę i rzeczywiście to "bicie głową w mur" - przysłowiowy zwrot obecny również w naszym  rodzimym języku - został tutaj malarsko zinterpretowany.
Oglądający ten fragment obrazu zauważyli zapewne, że bijąca głową w mur postać odziana jest tylko w jeden z butów, co wskazuje na zinterpretowanie tego faktu, że równowaga jest najważniejsza.
Z wielką przyjemnością patrzy się na obrazy Breugela w taki sposób, aby potrafić wydobyć z masy postaci szczegół, co nie przeszkadza jednak oglądać dzieł niderlandzkiego mistrza całościowo, doceniając jego kunszt malarski połączony ze zmysłem bacznego obserwatora.