Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

30 grudnia 2012

Noc wigilijna

Redaktor Pokorski z małżonką, podobnie radca Krach. Inżynier Bek z mecenasem Szydełko bez połowic. Doktor Koteńko z panią Zofią niespodziewanie. Siostra zakonna z siostrą rodzoną tym razem w towarzystwie dwóch pań w wielce statecznym wieku. Oczekiwany długo student z literatem. Strażnik o lasce z sąsiadem służącym do pomocy. Brak profesora, kilku pań i panów.
Z młodzieży brakowało wielu, lecz ci, co mniej przez rodzinę rozrywani, przyszli.
Jedenaście osób, którym los zesłał tym razem Edwarda, przybyło wcześniej. Adam zdołał był przekonać odzieżowych sklepikarzy do ubrania bezdomnych jak się patrzy i stąd konieczność wcześniejszego stawienia się tej grupy sióstr i braci w kawiarence, a raczej w pokojach usytuowanych na piętrze. 
Potem do wieczerzy przystąpiono, do kolędowania, opłatkowe życzenia przekazując sobie nawzajem, a łzy pojawiły się serdeczne i kiedy niemała część wigilijnych gości do domów własnych przeszła, pozostali do późnej nocy zabawili. Stąd konieczność lub chęć wywiodła ich do kościoła i dalej do noclegowni, gdzie snem łaskawszym zasnęli.

24 grudnia 2012

Narodzenie



Georges de La Tour - "Nowo narodzony"

Na Wilię szykują się. Nie każdy obecny będzie, bo niektórych rodzinne drogi wywiodły z miasteczka na ten czas. Inni w ich miejsce przyjdą i dla nich stoły już gotowe, a w spiżarni darowane dania i napoje.
Radca Krach, jeden z najczęstszych gości i własnoręczny producent śledzi w śmietanie, podług starej rodzinnej tradycji robionych, zwierzając się Adamowi, taką podzielił się refleksją:
- Ja wiem, panie Adamie, że uczestniczę w pewnej wirtualnej rzeczywistości, jak ta kawiarnia, której nie masz nigdzie na mapie. Lecz jeśli życiu naszemu dany jest jakiś sens, w co nie wątpię, to tak długo będę uczestniczyć w gronie naszych znajomych i tych, którzy pojawią się w tym miejscu przypadkiem, ile sił mi starczy. I jeszcze jedno przynoszę - taki prezent pod choinkę, ku pokrzepieniu serc. I proszę to koniecznie puścić na tym dużym ekranie, w antrakcie kolęd bożonarodzeniowych.



21 grudnia 2012

Niebieski prochowiec

Adam powrócił ze snu. Zszedł był po schodach z pokoju na górze, zapachem kawy przywołany. Adam zasnąć nie może. Noce wloką się niemiłosiernie, dnie przeciwnie - upływają w mroźnych zakupów szale.
Schodził po omacku, aby nie zbudzić domowników: przemarzniętym Marii i Edwardowi, przedostatnie robiących zakupy na żebraczą wigilię. Schodził, nie włączywszy światła w korytarzu i kiedy dotarł do niezamkniętych na klucz drzwi do kawiarni, zapach kawy wręcz zatykał nozdrza. Otworzył drzwi i na oparciu krzesła w głębi sali...
Podniósł wzrok i tak trwał w bezsilnej obserwacji tego miejsca, gdzie...
Przyzwyczajał wzrok do ciemności. Podszedł.
Na oparciu krzesła wisiał pozostawiony przez znajomego gościa ten niezapomniany słynny niebieski prochowiec.
Była czwarta nad ranem i nie wiadomo skąd doszła do jego uszu melodia ubrana w słowa, których nie sposób zapomnieć...


19 grudnia 2012

Nawrócenie


Plik:Caravaggio-The Conversion on the Way to Damascus.jpg

Caravaggio "The Conversion of Saint Paul" [Nawrócenie świętego Pawła]


Mogło to się zdarzyć jedynie tutaj, w zamglonym, małomiasteczkowym grudniowym powietrzu, w kawiarni, z okien której na boży świat wąska  smużka żółtego światła sie wydostaje. Byłyż w tym miejscu duchy, upiory i chochoły bronowickie. Dziś ten stary kutwa, czciciel mamony, bezwzględny uzurpator własnego szczęścia i pogardy dla biednych, pan Ebenezer Scrooge z Dickensowskiej kolędy zasiadł przy oknie, chłodnym a wilgotnym. Stary ten człowiek, brodaty, w zgrzebnym kaftanie, sączył kubański rum. A zdawał się być wystraszony, jak u Dickensa, zjawami, które pokazały mu swoją przeszłość i przyszłość marną.
Scrooge był już po przejściach z duchami, Scrooge był nawrócony, lecz Scrooge cierpiał katusze, gdyż na pokutę mu zadano obchodzić świat wzdłuż i wszerz, ukazując swą postać ku przestrodze tym, którzy wiedli życie nie lepsze od niego.
A mało to takich.
Scrooge prowadził podwójne życie. Tam, u swoich, w ciemnym Londynie, odmieniwszy swe życie, zdobywał szacunek i poważanie; tutaj, gdzie mało kto go znał, fizjonomią swoją odstraszał dopóki nie przemówił:
- Nie ma na tym świecie podlejszego życia, aniżeli to, oparte na krzywdzie drugich. Opamiętajcie się w porę i otwórzcie na nich. Otwórzcie serca i nagromadzone skarby. Niech wasze serca napełniają się wdzięcznością, a skarby wypełniają puste kieszenie ubogich. Tam, dokąd wszyscy idziemy, bogactwo serc się liczy.
To powiedziawszy, pozostawił na stole złotą gwineę i  w tumulcie konsternacji, uszedł nawracać innych.



17 grudnia 2012

Zamek na wzgórzu



Franz Kafka house (No 22)


Franz Kafka house (No 22)

"Był późny wieczór, kiedy K. przybył. Wieś leżała pod głębokim śniegiem. Góry zamkowej nie było wcale widać, otoczyły ją mgły i mrok, nawet najsłabsze światełko nie zdradzało obecności wielkiego zamku. K. stał długo na drewnianym moście, wiodącym z gościńca do wsi, i wpatrywał się w pozorną pustkę na górze.

Potem poszedł szukać noclegu; w oberży jeszcze czuwano, oberżysta nie miał wprawdzie żadnego wolnego pokoju do wynajęcia, ale - zaskoczony i speszony w najwyższym stopniu przybyciem spóźnionego gościa - zaproponował, aby K. przespał się w jadalni na sienniku. K. zgodził się. Kilku chłopów siedziało jeszcze przy piwie; nie chciał jednak z nikim rozmawiać, sam przyniósł siennik ze strychu i położył się w pobliżu pieca. Było ciepło, chłopi zachowywali się cicho. K. przez jakiś jeszcze czas patrzył na nich zmęczonymi oczyma, potem zasnął."
- Tak właśnie rozpoczyna się "Zamek" Kafki - powiedział - i cała opowieść to niekończące się próby K., aby dostąpić zaszczytu wstąpienia w zamkowe komnaty. Powieść nie jest skończona. Nie dość, że nieskończona, to niezwykle trudna w interpretacji. Lecz "zamek" istnieje w każdym z nas. Na niedostępnym wzgórzu, strzeżony pilnie przez tych, którym powierzono zadanie nie wpuszczania obcych... i właśnie tak się czuję - kontynuował - i pewnie niedługo zginę pod jego murami, zginę bezsilny i umęczony drogą, jaką przebyłem. Już nie mam siły, choć jak Syzyf próbuję się wspiąć jak najwyżej. I znów spróbuję kolejny raz, który może być tym ostatnim. Gdyby kto się o mnie pytał (choć to mało prawdopodobne), powiedz, że poszedłem tam i wskaż ręką wzgórze zaciągnięte mgłą, i lepiej powiedz, że nie wrócę. Nie napiję się czekolady, która poprawia humor, Dobranoc.



15 grudnia 2012

Nigdy więcej?


Literat, wciśnięty w najgłębszy zakątek sali, za piecem, rozmawiał z Zofią, która podczas rozmowy, a ściślej, podczas słuchania, przewracała kartki jego rękopisu. Lata pracy spędzone na odczytywaniu prac uczniowskich sprawiły, że "zakręcone" pismo mistrza wiecznego pióra nie stanowiło dla niej tajemnicy, gdy rozszyfrowywała poszczególne, szybko i nerwowo skrojone zdania.
W pewnym momencie Literat zorientował się, że pani Zofia całą swoją czytelniczą energię zużywa na nadawaniu sensu bohomazom, więc przyszedł w sukurs z objaśnieniem stanu rzeczy.
- Szybko pisałem, pani Zofio, bardzo szybko.
- Właśnie widzę i jeśli udaje mi się rozwikłać ten szyfr poprawnie, coraz bardziej podoba mi się styl, choć ledwie w połowie pierwszego rozdziału jestem. O czym ta powieść będzie? - zapytała.
- O upadku człowieka pogrążonego przez żywioł życia - i zaraz dodał - a pisać muszę szybko, bo czasu może mi zabraknąć.
- Czasu? - zapytała.
- A tak, czasu. Da Bóg, że mi go starczy przed  śmiercią.
- O czym pan mówi? O jakiej śmierci.
- Każdemu jest pisana, więc również i mnie.
- Każdemu, lecz o właściwej porze. Pan jeszcze za młody.
- Za młody, lecz już zmęczony. Za bardzo zmęczony.
I wtedy Adam puścił Szczepanika.


Piotr Szczepanik - "Nigdy więcej"

A potem... potem Zofia czytała sprawniej, trzymając w swej dłoni wilgotną dłoń Literata.

14 grudnia 2012

Loteryjka



Vasily Peshkun - "Три подруги"

(zdecydowanie dla poprawy atmosfery w kawiarni wstawiono obraz świetnego, młodego, białoruskiego malarza Wasilija Pieszkuna)


- Aliści, wieści ciekawe - radca Krach dopiero co przymknął komputerkowi ruchomą czapeczkę, zmrużył oczy i zagadał do mecenasa Szydełki - tam napisano, że płace w rolniczym ministerstwie wzrosły najwięcej, circa 2.700, licząc 2011 do 2007-ego.
- Wychodzi radco na to, że wzrost nastąpił niemalże w skali dwóch minimalnych pensji, które na dziś wynoszą po półtora tysiąca.
- A w tym samym czasie, jak podaje ZUS, średnie wynagrodzenie wzrosło o około 460 złotych.
- A urzędników państwowych nam przybyło, ech przybyło - westchnął Szydełko.
- A powiastki o kryzysie od kilku lat są znane, niemal od początku pierwszej kadencji Obamy - wtrącił Krach.
- A płace w budżetówce miały być zamrożone - dodał mecenas.
- Ale roboty przybyło, stąd wzrosło zatrudnienie, a urzędnik państwowy za friko pracować nie będzie - utrzymywał radca Krach.
- To ja teraz widzę, skąd te rządowe zadowolenie na twarzy premiera - zauważył Szydełko.
- A ja z kolei widzę, po rolniczego ministerstwa danych, dlaczego koalicja rozpaść się nie może.

I tak dalej i dalej jegomościowie licytowali się, jak przy grze w loteryjkę (oj znana to była onegdaj losowa gierka, polegająca na zapełnianiu wyczytywanymi numerkami z tymiż, wymalowanymi na planszy). Następnie przemaszerowali do sławnej rocznicy, kiedy to wolność narodowi polityczną odebrano. Jednakowoż przemyślny radca Krach (gdy rocznicę już uczcili śląskim mocnym piwem) ośmielił się zauważyć, że wolność polityczną już mamy i że towarzyszy jej wolność wypowiedzi w kwestii dostępu do rynku pracy, który wolnym nie jest, jak i też dostępu do godziwego wynagrodzenia za pracę, jeśli takową się ma. Ale kto by sobie teraz takimi sprawami głowę zawracał, jak szerzące się po wsiach i miasteczkach ubóstwo. Cieszmy się, że czołgami nas nie rozjeżdżają jeszcze.

13 grudnia 2012

Spleen



Jean-Marc Nattier's oil painting Anne Henriette of France playing a Viol, Viola da Gamba

Jean-Marc Nattier -  "Anne Henriette of France playing a Viol (Viola da Gamba") 

W innych miastach i miasteczkach są dziennikarze, dziennikarze z powołania, na co zwrócił uwagę redaktor Pokorski, który zechciał pośredniczyć w przygotowaniu wywiadu. 
Adam, właściciel kawiarenki, zwany przez okolicznych mieszkańców, tych bliżej zainteresowanych działalnością lokalu i tych mających o nim blade pojęcie, kawiarennikiem, dostąpił był zaszczytu społecznej spowiedzi przed redaktorem z obcego miasta.
Adam nie zwykł opowiadać obcym o swoim przedsięwzięciu, a prawdę mówiąc unikał rozmów o sobie, lecz przymuszony wirtualnych czytelników presją, zgodził się na rozmowę przy truflowej kawie.
Przepędził w ten sposób pół dnia pracy, coraz to do pracy odchodząc od stolika i każąc pytającemu czekać na siebie, lecz kiedy prowadził rozmowę, kiedy opowiadał, nie omieszkał pominąć żadnej kwestii, która, zdaniem czytelników obcego pisma (o czym zapewniał dziennikarz) warta była przytoczenia. Nie wchodząc w szczegóły opowieści, nie będąc upoważnionym do zdawania z niej relacji, na kilka spraw należałoby zwrócić uwagę.
Otóż Adam utrzymywał, że jego nowe życie powstało wskutek utraty poprzedniego, kiedy to stracił już niemal wszystko, a najwięcej przyjaciół. Właściwie, jak się okazało, przyjaciół Adam nie postradał, lecz ich nie miał, bo czy można przyjacielem nazwać tego, kto odwraca się od człowieka w potrzebie?
Nic więcej w tej kwestii dziennikarz nie uzyskał. Nie zdobył informacji, o kim mowa. Lecz czy wielka to strata?
Zabrzmiała wnet puszczona z płyty viola da gamba, w dłoniach mistrza Savalla wydobywająca z niepamięci barokową katalońską nutę.
Po koncercie, w którym słuchacze odpłynęli w nieznane, a tak odmienne od dzisiejszych czasy, do rozmowy o sensie kawiarni już nie powrócono.
Może to i lepiej, bo jakże tu zachować pogodę ducha, kiedy traci się to, o czym myślało się, że było wartościowe ... a nie było.

10 grudnia 2012

Guru uzdrawia służbę zdrowia


Wizyta lekarza

Jan Havickszoon Steen - „Wizyta lekarza” 
http://www.galeria.malarstwa.pl/obraz,3129,Wizyta-lekarza.html

Jeżeli wprowadzi się odpłatność, choćby symboliczną, za wizytę u lekarza - doktor Koteńko podążał myślami guru polskiego liberalizmu, reklamującemu za friko swoją ostatnią książkę, zmniejszą się kolejki do lekarzy.
Doktor Koteńko wzmocniony herbatką z rumem, przeszedł krok dalej:
jeśli wprowadzi się jeszcze większą opłatę za wizytę u lekarza, kolejki do lekarzy jeszcze bardziej się zmniejszą.
Nie dość było tych kroków doktorowi, szedł dalej:
jeśli radykalnie podniesiemy opłaty za wizytę u lekarza, zaprawdę kolejki znikną i w ostateczności nie będzie kogo leczyć, i wreszcie państwo zaoszczędzi cennego grosza na leczeniu chorych.
Doktor Koteńko uwielbiał demagogię starego wiarusa Balcerowicza. Nie wiedzieć czemu pan profesor kojarzył mu się ze starą, ledwie na oczy widzącą szkapą, z klapkami po zewnętrznych stronach tychże oczu, ciągnącą dorożkę prosto przed siebie, gdzie wątłe światełko ulicznej latarni wyznaczało kierunek jazdy.
Koteńko, dopiwszy herbatkę i poprosiwszy o coś mocniejszego z rozrzewnieniem dodał, że ta bezpłatna służba zdrowia, z którą tak wojuje guru liberalizmu, reklamując za friko swoją książkę, to tak do końca bezpłatną nie jest, bo składka chorobowa płacona jest przez każdego ubezpieczonego, zatem przez chorych i zdrowych obywateli, a zadaniem państwa właśnie jest prawidłowe zarządzanie gromadzonymi na służbę zdrowia środkami.
Demagogia guru liberalizmu, który za friko reklamuje swoją książkę posuwa się jeszcze dalej, aniżeli kroki doktora Koteńki, skoro naszemu światłemu profesorowi przeszkadza wzrost płacy minimalnej. Guru liberalizmu dbającemu o swoje interesy za friko reklamując w telewizji swoją książkę swej zapomniał, iż im większa pensja wypłacana legalnie zatrudnionemu pracownikowi, tym większa od niej składka zdrowotna, co zwiększa pulę środków finansowych przeznaczonych na służbę zdrowia.
Doktorowi Koteńce, w jego rozważaniach na temat służby zdrowia i wszechwiedzącego guru polskiego liberalizmu, reklamującego za friko swoją ostatnią książkę, przyszedł z pomocą radca Krach i powoli, ze szwejkowskim rumieńcem na twarzy opróżnili z przyjemnością po dwie szklaneczki whisky.

08 grudnia 2012

Zima

I tak dzień mija za dniem, i zima pobieliła miasto, a w kawiarence ciepło unosi się skromne, choć gdy przybywają gości temperatura wzrasta. Już to czekoladę piją, albo każą sobie piwo imbirowe przygrzać, herbatkę z rumem przyrządzić lub chłodną, acz rozgrzewającą whisky podać.
Kawiarennik ciekawą rzecz obserwuje. Stali bywalcy przyzwyczaili się siadywać przy ulubionych stolikach, gdzie czynią słowne debaty. Nowi przybysze uczą się dzienno-wieczorowego rozkładu zajęć starych gości i wpadają coraz częściej w antraktach, miedzy wizytami starych. 
Niedawno cieszył się popularnością puszczony przez Adama odcinek filmu o artystycznym Paryżu z początku XX wieku, z Gertrudą Stein, Picassem i Fitzgeraldem na czele.
Nie da się ukryć, że powoli spełniać się zaczyna marzenie Adama, marzenie odnośnie właściwego celu, dla którego kawiarenkę stworzył.
Zaś jeden z licealistów, wielce przypominający posturą, rozwichrzonym włosem i ubiorem malarza epoki fin de sciècle pozostawił po sobie uczyniony węglem plakat z napisem "Dla polityków wstęp surowo wzbroniony".
Dziwnym trafem ów plakat znalazł swoje miejsce na jednej ze ścian, przez samego Adama tam umieszczony.