Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

30 marca 2014

Gęba idzie w pierona

„Czy pan rozumie, czy pan rozumie, panie szanowny, co to znaczy, gdy już nie ma dokąd pójść? – przypomniało mu się znienacka wczorajsze pytanie Marmieładowa. – Albowiem trzeba, żeby każdy człowiek miał jakiekolwiek miejsce, dokąd by mógł pójść.”
Jakeś to pięknie, panie Fiodorze Michajłowiczu, we słowa ujął. Bo to i prawda jest, nie objawiona, ale taka, która w mózgu nikczemnie doskonałego pisarza zagościła i na wierch wychodzi, aby ludkom ukazać człowieczego losu marność a oczywistość.
Kiedy nie masz pójść dokąd, tedy na to wygląda, że ludek ten czy owy gaśnie aż do zatracenia i z tego świata znika. Po cóż ma bowiem wałęsać się po świecie i marnością swoją a głupotami pejzaże gmatwać i uszy z oczyma plugawić.
Pięknie też o podobnej materii wyraził się poeta Jesienin, który w swej spowiedzi skreślił takie słowa:
 „Nie każdy mógł się wysłowić
Nie każdemu dane jest jabłkiem
Spadać na cudze kolana. (…)”
Gęba, jak to na Gębę przystało, po polskiemu ledwo co preoruje, do tego głupio, że aż strach. Ostatnimi czasy onaż nie jabłkiem jest, ino harbuzem raczej, co dokumentnie zabrania brania jej na kolana cudze. Ponadto Gęba błądzi niesłychanie, miejsca swego szukając, a nie znajduje.
Krzyż Pański z oną Gębą jest, abo i gorzej, co jeno przekonuje lubo utwierdza w przekonaniu, aby Gębę sprać po mordzie i wyciepać, gdzie pieprz rośnie.
Tako też Gęba na banicyję się udaje ze z własnej i nieprzymuszonej woli i próżno jej po świecie, choćby i ze świcą szukać.
Ma Gęba za swoje gadanie i po próżnicy nie pytać jej, czy mowy swojej a życia wstrętnego żałuje, bo żadnego pożytku z tego nie przybędzie. Tako bowiem w życiorysie bywa, że po dniach pogodnych a pracowitych chmurzyć się zaczyna, a z tych tumanów mży najpierw, by później na deszcz a burzę gradową się zaniosło.
I się zaniosło - finita est comoedia.
W dobrym zdrowiu ostańcie.
Hej.

Posłuchajcie, bracia miła, acz z rymów korzyść próżna

Sobie śpiewam a Muzom. Bo kto jest na ziemi,
     Co by serce ucieszyć chciał pieśniami memi?
Kto nie woli tym czasem zysku mieć na pieczy,
     Łapając grosza zewsząd, a podobno k'rzeczy.
Bo z rymów co za korzyść krom próżnego dźwięku?
     Ale kto ma pieniądze, ten ma wszytko w ręku:
Jego władza, jego są prawa i urzędy;
     On gładki, on wymowny, ona ma przodek wszędy.
Nie dziw tedy, że ludzie cisną się za złotem,
     A poeta, słuchaczów próżny, gra za płotem,(...)
 Toś mnie Czarnoleski Wieszczu dopadł i ugodził piórem w samo serce, a boleśnie i prawdziwie. Cóż pieśń i słowo znaczy, choć tyle razy powiedziane, kiedy na głuchy grunt trafia jako to ziarno na skaliste podłoże. Choćbyś nie wiem jak donośnym głosem pomstował, piszesz na Berdyczów, próżno oczekując zrozumienia. Bo oto bywa tak, że słowo nie w porę do uszu wpada, jak gdyby na skutą lodem powłokę padło bez tchnienia. Innym razem taka pieśń żałosna pokój i stabilizację burzy. Nie wypada jej słuchać, jeśli ponura, przy wieczerzy, a każdy uśmiech radosny popija białym winem do kurczęcia w miętowej potrawce.
Pewnie, że taka pieśń warta funta kłaków. Co innego władza, pieniądze i sława. Te cenią się najbardziej, bo z nich korzyść znakomita.
Słowo, choćby najsensowniejsze, roztapia się jak wosk i w takim stanie skupienia sens traci, więc czemu je wypowiadać i komu on potrzebne poza tym, kto we własnym rozumie je waży?
Taki mamy klimat.
A przecież inaczej bywało na świecie. Jak pięknie żałość Matki Boskiej przed krzyżem zapisał benedyktyński opat, Andrzej ze Słupi, co zapamiętane zostało jako "Lament Świętokrzyski" lubo też "Żale Matki Boskiej przed krzyżem".
I było to tak:

Posłuchajcie, bracia miła,
Kcęć wam skorżyć krwawą głowę;
Usłyszycie moj zamętek,
Jen mi się zstał w Wielki Piątek.

Pożałuj mię, stary, młody,
Boć mi przyszły krwawe gody;
Jednegociem Syna miała
I tegociem ożalała.

Zamęt ciężki dostał się mie, ubogiej żenie,
Widzęć rozkrwawione me miłe narodzenie;
Ciężka moja chwila, krwawa godzina,
Widzęć niewiernego Żydowina,
Iż on bije, męczy mego miłego Syna.

Synku miły i wybrany,
Rozdziel z matką swoją rany;
A wszakom cię, Synku miły, w swem sercu nosiła,
A takież tobie wiernie służyła.
Przemow k matce, bych się ucieszyła,
Bo już jidziesz ode mnie, moja nadzieja miła.

Synku, bych cię nisko miała,
Niecoć bych ci wspomagała;
Twoja głowka krzywo wisa, tęć bych ja podparła;
Krew po tobie płynie, tęć bych ja utarła;
Picia wołasz, piciać bych ci dała,
Ale nie lza dosiąc twego świętego ciała.

O anjele Gabryjele,
Gdzie jest ono twe wesele,
Cożeś mi go obiecował tako barzo wiele,
A rzekęcy: "Panno, pełna jeś miłości!"
A ja pełna smutku i żałości.
Sprochniało we mnie ciało i moje wszytki kości.

Proścież Boga, wy miłe i żądne maciory,
By wam nad dziatkami nie były takie to pozory,
Jele ja nieboga ninie dziś zeźrzała
Nad swym, nad miłym Synem krasnym,
Iż on cirpi męki nie będąc w żadnej winie.

Nie mam ani będę mieć jinego,
Jedno ciebie, Synu, na krzyżu rozbitego.

Oprócz tekstu Lamentu Świetokrzyskiego wykorzystano fragment "Muzy" Jana Kochanowskiego

Pan Bóg umęczon na komedyję ludzką pogląda

Gęba zaszła raz w głowę i sobie umyśliła, jak to się na tym świecie dzieje, że Pan Bóg tak łacno rozum odbiera ludkom, także tym, które we wielkim, politycznym świecie się obracają? Pewnikiem tkwi w tym jakowaś boska tajemnica, abo też Pan Bóg, umęczon nad niedolą ludzką srodze, siędnie sobie w fotelu i po modlitwie a umartwieniach swej duszy, obaczyć zechce komedyję ludzką. A Pan Bóg przecie mądry jest, to i wie, że śmiech najlepszym lekarstwem jest na niewygody rządzenia duchową materią świata.
Siedzi se Pan Bóg i boki zrywa ze śmiechu, po głowie się drapie i ledwo z tych wszystkich pociech szklankę z herbatą we w dłoniach swych trzymie.

- Patrzta ludkowie – krzyknie Pan Bóg – jakich rześta posłów obrali do rządzenia. Plwają na się a obrzygują wzajemnie, ozorami trzepią, a takie durnoty powiedają, że ino abo się śmiać, abo płakać nad baranami trzeba. Ale nie miejcież mi za złe, że pozwoleństwo na one bezeceństwa wydaję, albowiem raz, żeście ludkowie sami sobie takich typków obrali; dwa, że intencyja moja jest taka, żebyście sobie na onych popatrzyli, zapamiętali i kiedy w zwierciadło pooglądać na się będziecie, róbta co chceta, aby tylko obrazka onych posłów nie przypominać. 

29 marca 2014

Zapomniałem

Zapomniałem jak się pisze wiersz
czy trzeba napocząć wielką literą
a może w tempie na czy czwarte
ale wiersz nie jest walcem

Zapomniałem skąd brać słowa
jadąc kamienistą drogą
rozpadł się na zakręcie
worek z dobrymi nowinami

Zapomniałem jak wygląda noc szczęśliwa
jedna poduszka pod głową nie wystarcza
drugą należy przykryć twarz
aby było ciemniej pod powiekami.

28 marca 2014

Gęba nie tylko jest ale i była głupia

Sromota a spustoszenie pode sejmem, jakoż i we wnękach izby czynią ludkowie, a urągają na rząd i okolice, coby ze z gardła pieniędze wyrwać dla tych, co to rehabiltancyi potrzebują, tudzież dla opiekunów, co porzuciwszy robotę swoją jak te psie rzepy uczepiły się podopiecznych i za nic na społeczną, państwową opiekę się nie godzą.
A przecież ludkom tłomaczy się po dobroci, że nijakich piniędzy ni ma. Przyszedł k' ludkom sam pan premijer, mieszkiem potrząsnął, łapę doń wcisnął i dobył jeno marne miedziaki. Serca by uchylił, ale ni ma tej straśnej kasy, coby zadowolić wszystkich cierpiących na potrzeby. 
- Dzisiaj wy, ludkowie roztomili, jutro inni by chcieli do dobrobytu łapę wyciągnąć - powiada - a tu na wschodniej granicy zaraza i nada pospolitym ruszeniem odeprzeć knowania a zakusy. Tam piniędze się zdają. Inaczej, kto wie, czy z dniem pierwszego września małe ludkowie na szkolny dzwonek zdążą, abo zastaną drzwiczki uniwersytetów zamknione. 
Niektóre mądre i najmądrzejsze głosy powiedają, że pan premijer mo rację, bo nawet sam Salman Rushdie ze z pustego garnka kompotu nie naleje. Insza sprawa, że - godają drudzy - jakim to zakonem na niepełnosprawne piniendze mamy dawać? Jakim zakonem na tych, co bez roboty wałkonią się po świecie. Jakim przykazem na chorych wydawać? Masz problema, chłopie i babo, to się martw i nie wyciągaj łapy nie po swoje.
A Gęba swoje i swoje. I wcale przyzwolenia na takie gadanie nie daje, że talarków nie ma. Więcej, Gęba powiada, że i owszem, piniędze się walają tu i tam, tela że należą do tych, co niekoniecznie słusznie je mają.
Owóż, pewnego dnia Gęba zaglądnęła do swojej mailowej korespondencyi, którę dostaje, choć o onę nie zabiega. Przechodzi ci ona do dwóch klatek: pierwsza - spamowej; druga - oficjalnej. Gęba se wyliczyła, że ośmdziesiąt procentów liścików dotyczy ofert pieniędzy do pożyczenia we w różnistych bankach, prawie-bankach i inakszych instytucyjach, co to kasę za najlepsze warunki gwarantują. Wnioseczek stąd prosty, że po naszym świecie chadzają chachary z teczkami pieniędzy, które rozdają a rozdają. Rząd i liberały temu nie przeciwne, bo kużden zarabiać może. Pytanko jednak się rzuca na uszy: skąd te niecnoty, na to wszystko mają? Na procenta lichwiarskie biorą czy jak? A mają, bo im dozwolono ludków chachmęcić. A bo to jest tak: kiedyś chory pierwsze kroki do dochtora prostujesz i coby wyzdrowieć, mijasz się z kosztami; kiedyś biedny i ni masz co do gęby włożyć, leziesz na poniewierkę pożyczyć, chocia tym sposobikiem ku większej nędzy leziesz.
To jedno.
Drugie, że kiedy onegdysiejszych roków Gęba szkołą kierowała i kiedy ministra zarządzeniem miała do swojej szkółki przyłączyć bursę, to się we w głowę podrapała i powiedziała, że owszem i weźmie przybytek pod kuratelę swoją, lecz odtąd wyciepnie ze z bursy lewe etaty, które w niej pomieszczono. Gębie cosik się nie zgadzało z tym, że we w bursie szkolników rzeczywistych mniej, niż na papiórkach do ministerstwa wysyłanych, a od tych cyferków zależy dotacyja.  Kalkulatora Gęba sobie wzięła i przeliczyła wirtualne etaty razy pensyja razy cztery roki (bo tela proceder ten trwał). Wyszło jej na ekraniku, że skarbonka państwowa mogła utracić circa 250 tysięcy złociszków. Gęba sobie powiedziała po państwowemu, racyją stanu się kierując, że nie będzie państwowej skarbonki uszczuplała i niepotrzebne etaciki z budżeta szkoły wyciepie - niech sobie urzędniki we Warszawie na premije wezmą, jesli chcą. Szkopuł utkwił w tym, że we w bursie wychowywała młodych ludków małżonka jednego pana posła. Ten zaś o utratę roboty przez żonisko podejrzewawszy, wziął i się upomniał przeciwko Gębie. Protestacyję ministerialne urzędniki przyjęły i Gęba poszła na boisko zielonę trawkę skubać.
Dzisiaj Gęba wie, jak głupią była, że do skarbonki państwowej po nieswoje łapy nie włożyła.
Ale ta historia ma też dno podwójne. Owóż ta przypowieść, szkoda, że prawdziwa, zaprzecza pana premijera słowom, że piniendzy ni ma. 

27 marca 2014

Od Dostojewskiego do opieki nad najsłabszymi

Tadeusz Różewicz przeczytał "Zbrodnię i Karę" Dostojewskiego ponoć razy dwanaście, a i tak sięga do tej księgi, aby jakąś myśl przypomnieć sobie lub przetworzyć.
Proza Dostojewskiego bowiem szczególnie nadaje się do wyłuskiwania zwięzłych sformułowań, które wpadają w czytelnicze ucho. Weźmy na ten przyład dwie takie perełki z początkowego wątku opowieści.
 "- Łaskawy panie - zagaił niemal uroczyście - ubóstwo nie jest występkiem, to fakt. Wiem dobrze, że i pijaństwo nie jest cnotą; tym ci gorzej. Ale nędza, szanowny panie, nędza - to występek. W biedzie człowiek jeszcze zachowuje szlachetność wrodzonych uczuć, natomiast w nędzy - nikt i nigdy. "
Tak, tak, niemal sto pięćdziesiąt lat temu Dostojewski rozumiał, że nędza potrafi wyzbyć człowieka ze szlachetności. Czyż nie z  t e g o  pochodzą rewolucje? Czyliż nie lepiej do nędzy człowieka nie doprowadzać?
albo fragment taki:
"Ależ pan Lebieziatnikow, który śledzi rozwój mych myśli, tłumaczył świeżo, że w naszych czasach współczucie zostało zakazane nawet przez naukę, i tak się już dzieje w Anglii, gdzie panuje ekonomia polityczna".
Kiedy już dotknie człowieka bieda, kiedy dosięże go nieszczęście, zwłaszcza gdy jedno z drugim - niezawinione, to w jaki sposób drugi człowiek powinien reagować? Każdy po swojemu odpowie, choć autor "Biesów" zauważa, że tam, gdzie panuje ekonomia polityczna brak miejsca na współczucie. I proszę nie mylić współczucia z litością. "Współ-czuć" to nie tylko umiejętność dzielenia się uczuciem, ale też gotowość ponoszenia ofiary w imię ludzkiej, życzliwej solidarności.
Tyle teraz szumu medialnego wokół protestujących rodziców niepełnosprawnych dzieci. I jak na dłoni widać zwolenników politycznej ekonomii (dzisiaj powiedzielibyśmy czcicieli wolnego rynku), którzy już się boją, że do sejmu przyjdą inne grupy najsłabszych i wykluczonych. Zaraz też odezwie się głos zatroskanej matrony, że nie może tak być, aby całe społeczeństwo łożyło (używam skrótu) na niepełnosprawne dziecko.
Otóż i, droga pani, także dlatego stworzone jest państwo, aby każdy w nim obywatel miał na tyle, na ile się da, równe prawa do minimalnej choć egzystencji, zapewniającej subiektywne poczucie szczęścia. Ponieważ nie żyjemy w raju i absolutna równość nas nie oboowiązuje, więc wynika z tego, że bez pomocy innych, część społeczeństwa obyć się nie może, a sprawą rządzących jest zapewnienie takiej transmisji naszych wspólnych środków pieniężnych, aby ten podstawowy cel mógł być spełniony. Proszę mi tu nie mówić, że skoro się jednym da, drugim trzeba odebrać. Należy konstruować budżet poczynając od tych, którym do wypełnienia  minimalnej egzystencji nie starcza, a potem, rzecz jasna sprawdzać i kontrolować, czy pośród słusznie potrzebujących nie ma takich, którzy nasz wspólny mieszek oszukują.
Niestety takie nastały czasy, w których brak czasu dla zrozumienia drugiego człowieka i sprawdza się owo diabelskie przysłowie, że nigdy bogaty nie zrozumie biednego, co stałoby się jedynie wtedy, gdyby zmienili się rolami.
Dlatego na koniec poprosiłbym tych wszystkich myślących rynkowo, aby chociaż w takim prawdziwym śnie spróbowali wymienić się rolami z tymi, którzy większej naszej uwagi od potrzebują i dopiero po takim eksperymencie niech gadają, co chcą.

NOKAUT I JEGO SKUTKI

AKT II
Gęba zaskoczona nie jest kolejnym liścikiem, jaki dostała w kwestii "pracy dla Azora". Służby Specjalne Gęby miały do czynienia z podobną historią. Po akceptacji siwi Azora zorganizowane siły przestępcze oczekiwały od gadziny, coby formularzyk wypełniła i rąbnęła się na sms-ową walutę. Azor był nierychliwy (wyjaśnienie przyczyny nierychłości poniżej się usadowi) z odpowiedzią  i stąd nadejszło ode zorganizowanych sił kolejne powiadomienie.
W tym miejscu trzeba by wspomnieć o tym, że te zorganizowane mieniają co i rusz gmailowe adresa. Nie skumały juchy, że onecik czasami takowe listowia bierze w dyby i wyciemuje do spamowej skrzynki. Ale od tego są SSG, aby papiórka nie przeoczyć.
Zanim Gęba zajmie się przytoczeniem dalszej korespondencyi, una informuje, że do niniejszego wypisku dokleiła poprzedni wątek. Z tego też powodu korespondencyja poczęta zostanie z numerkiem 4.

4) Otóż i owo przypomnienie
Witamy!
Twoja kandydatura nas zaciekawiła, dlatego przesyłamy Ci zestaw ścisłych pytań oraz mały test, który zajmie Ci kilka minut.
Jest to ostatni etap rekrutacji.
 http://flamefile.com/kandydatura
Na Twoją odpowiedź czekamy 48h, w innym przypadku kandydatura zostanie odrzucona!
Pozdrawiamy!

Bogiem a prawdą, to Gęba wcale się nie dziwuje, że kandydatura wielce zgrabnego pieska zaciekawiła oferentów.
5) Zatem następuje odpowiedź.
Szanowne Koleżeństwo,
Pani Karolino Machoczek i Marku Czyżu

To piszę ja, pies Azor, którego siwi tak się Koleżeństwu spodobało, że moja kandydatura okazała się pozytywnie rozpatrzona. 
Wdzięcznym bardzo a może i więcej za zaufanie jakie mi okazaliście.
Jeszcze tego samego dnia, kiedym w skrzyneczce naszedł un liścik od Państwa, wykonałem telefony do kynologiocznego związku i towarzystwa przyjaźniącego się ze zwierzętami, że tak ochoczo, bez gryzienia po nagowkach rasowym psiakom robotę załatwiacie.
Po onych telefonach jużem miał wskazane przez Koleżeństwo druczki powypełniać, kiedy przeze niedomknięte dźwierza wpadł jak ten zając z posolonym omykiem sąsiedzki dachowiec - kocisko Mruczek..
Dalejże mnie futrzaste stworzenie pyta a rozpytuje, czego tak kiełki swoje  i trzoniaste ząbki w uśmiechu pokazuję. Co było robić? Powiedziałem, co i jakie szczęście mię spotkało. A kocisko na to:
- To być nie może, miauuuu. Psom, za przeproszeniem, stanowiska rozdawać, a co, koty gorsze? Powiadaj, koty gorsze są?
Nagle, jak mnie nie świśnie podbródkowym, jak nie walnie piąchą pod oko, jak nie walnie z bekhenda... dość powiedzieć, że tak mnie do linów przyparł, tak łokietkiem we w wątrobę ucelił, że decha'm stracił i doznałem nokdauna.
Do ośmiu wyliczon, ledwiem gongu'm na przerwę doczekał.
Ale gdy druga runnda się zaczęła, sprężyłem się i walnąłem z prawej na słoneczne splecenie  kociska. Następnie parę lewych prostych między oczy i w paszczękę. Dołożyłem potem prawym sierpowym w oko. Futrzak padł, nakrył się ogonem, z narożnika katmen białą pieluchę rzucił na klepisko, tak że jury KO popisało w kajetach bez odliczania do dziesięciu.
Na dowód, przedstawię Koleżeństwu onę fotkę kotubrata, który mię napadł  i we w drugiej rundzie, po minucie i sekundach ośm padł jak ten dzik we w białoszczńskiej puszczy, co się nażarł afrykańskiego świńskiego wirusa.
Piękniem go urządził, co ... ale w samoobronie.
Szanowne koleżeństwo, oj niełatwo mi było, bo se paluchy we w pięściach powybijałem i napuchnięte a bolące mam, owinięte bandażami, co mię uniemożliwa na ten czas aplikacyję na robotę wypełnić, a ten list, co go piszę, to tak naprawdę pisze za mnie Gęba, choć ja jej dyktuję słowo po wyrazie.
Upraszam tedy najmnocniej o przedłużenie rekruacyi do przyszłego wtorka, kiedy mię łapska uwolnią ode gipsa.
O wyrozumialość proszę i szczerze, bez kłów szczerzenia pozdrawiam,
Wasz najlepszy kandydat do roboty, pies Azor.
Gęba se myśli, że teraz, to może już przyszedł kres korespondencyi, chociaż... kto tam wie.




AKT I

Pół setki dni przebiegło od czasu kiedy SSG - Służby Specjalne Gęby odkryły zorganizowaną grupę przestępczą, która na stronach internetowych związanych z oferowaniem pracy zajmowała się naciąganiem bidnych ludków szukających roboty. Proceder polega z grubsza na tym, że grupa trzymająca przestępoczą władzę gwarantuje robotę po uprzednim ściągnięciu jakowyś testów nietestów do probrania za kasę poprzez sms-we płatności. Naiwnym ludkom każe się mailować pode wskazany gmailowy adresik, pozostawiać po sobie cv i oczekiwać dalszych instrukcji.
Gęba, chitra na piniendze, jak se obejrzała, że za zwykłą biurową robotę trzy albo cztery tysiące do łapy dostanie, uruchomiła we łbie swym przekorna stronę osobowości i uruchomiła tajną procedurę w utworzonej właśnie Służbie Spacjalnej Gęby.
Raz, dwa, pięć Służby zadziałały, stwierdzając przekręta, o którym Gęba ze z imienia i nazwiska, tudzież adresu, słowem - obnażając się do bielizny, aby i gorzej, powiadomiła Komendę Główną Policyi Polskiej (Gęba sobie umyśliła, że taka przestępcza grupa robiąca w branzy internetowej jest w stanie działać w najodleglejszym ode centrum kraju zadupiu, więc zasięg jej działania może być ogólnopolski) , przedkładając herbata na ławę, na czy sprytność przestępczej grupy polega. Odpowiedziano Gębie, że i owszem, sprawę doceniają, ino mailik do niewłaściwego laptopa trafił, lecz une zrobiom co w jeich mocy i przekierują. 
Gęba skontaktowała się toże ze z właścicielem portalu, na którym usadowiła się grupa przestępcza, coby podejrzany anons o robocie ze stronki wyciepać. Trochę to czasu zajęło, ale się w końcu udało.
Udałoby się pewnie łacniej i dokumentniej, gdyby do komendy głównej z dobrą nowiną przychodził sandomierski ksiądz Mateusz, co ma jeszcze zdolniejszy od Gęby łeb. Niestety, ksiądz Mateusz zawalony robotą we w terenie, a dla policyjnego naczalstwa zajmowanie się zorganizowaną przestępczością internetową to zadanie ponad ludzkie siły.
Nie dziwota, że ten spekulancki hydrzy łeb co i rusz odrasta, ale że SSG działają jeszcze, choć karmione odpadkami ze stołu, to raz dwa pięć prowokacyję kolejną uruchomiły. Napisały mailowe pisemko w odpowiedzi na anons o robocie, umiszczając we w załączniku siwi.
Gęba prosi wiec teraz o uwagę. Na śmichy-chichy przyńdzie kolej po przeczytaniu całości
1) Najpierw mail pode podany adres, z operacyjnym zakamuflowanym podpisem agenta SSG.
Witam serdecznie,
Znalazłem Państwa ogłoszenie w ***.
Jestem bardzo zainteresowany pracą dla Państwa Firmy.
W załączniku przesyłam własne CV.
Pozdrawiam serdecznie

Roman Zalewski

2) Teraz kolej na siwi.
CV moje – rasowego psa
Jestem pies Azor.
Poszukuję pracy, coby se kupić potem kości.
Mam doświadczenie w szarpaniu nogawek.
Podaję łapę.
By mi się podobało przy kasie robić, bo więcej bym zarobił niż przy innej robocie albo na łańcuchu chodzić i obszczekiwać kogo tam popadnie

a to ja:

3) Taka oto przyszła odpowiedź - zwieńczenie opowieści.
Witam,
Twoje CV zostało pozytywnie rozpatrzone!.
 Mamy do ciebie kilka pytań oraz test związany z pracą który zajmie ci dosłownie kilka minut.
Pobierz - http://tinyfileshost.com/download/198026/M4ZDAyM/1
Wszelkie informacje dotyczące pracy znajdują się w pliku wraz z testem.
Dziękuję i pozdrawiam!

Teraz, ludkowie, uśmieszek, nawet półgębkiem Gęby byłby wskazany. Jeśli szanowne koleżeństwo zapragnęłoby się same z siebie naciąć na parę groszy, to Gęba rezygnuje z tantiem za umieszczonego w wywodzie adresa. Dla tych, którzy sami chcą tę krzyżową drogę ku robocie przejść od samego poczęcia, Gęba podaje też mailowego adresa:                                                    karolina.machoczek@gmail.com
Do sprawy Gęba nie omieszka wrócić z innej perspektywy.
Posłowie:
Prośba, ludkowie, jest taka, coby historyjkę niezmyśloną, którą Gęba pomieściła powyżej wyciepać po sieci, gdzie tylko się da, na co pełne jest dozwoleństwo. Nie dla chwały i sławy Gęby, ino po to, aby przestrzec ludków przede oszustami.
Hej!

25 marca 2014

A song for the hypocrites [Piosenka dla hipokrytów]

Ta piosenka nie jest dla pieniędzy.
Ta piosenka z uroczymi widoczkami Serbii przeznaczona jest dla hipokrytów, a w szególności dla pana prezydenta Stanów Zjednoczonych, pana Baracka Obamy, tudzież dla pana premiera Tuska, pana prezydenta Komorowskiego, dla posłów i senatorów RP, wszelkiego typu dwulicowych cymbałów i innych Olbrychskich.


Serdecznie dziękuję panom Michałowi Iljinowi oraz Maciejowi Wiśniowskiemu za przypomnienie.

24 marca 2014

SŁUŻBY SPECJALNE GĘBY

Pół setki dni przebiegło od czasu kiedy SSG - Służby Specjalne Gęby odkryły zorganizowaną grupę przestępczą, która na stronach internetowych związanych z oferowaniem pracy zajmowała się naciąganiem bidnych ludków szukających roboty. Proceder polega z grubsza na tym, że grupa trzymająca przestępoczą władzę gwarantuje robotę po uprzednim ściągnięciu jakowyś testów nietestów do probrania za kasę poprzez sms-we płatności. Naiwnym ludkom każe się mailować pode wskazany gmailowy adresik, pozostawiać po sobie cv i oczekiwać dalszych instrukcji.
Gęba, chitra na piniendze, jak se obejrzała, że za zwykłą biurową robotę trzy albo cztery tysiące do łapy dostanie, uruchomiła we łbie swym przekorna stronę osobowości i uruchomiła tajną procedurę w utworzonej właśnie Służbie Spacjalnej Gęby.
Raz, dwa, pięć Służby zadziałały, stwierdzając przekręta, o którym Gęba ze z imienia i nazwiska, tudzież adresu, słowem - obnażając się do bielizny, aby i gorzej, powiadomiła Komendę Główną Policyi Polskiej (Gęba sobie umyśliła, że taka przestępcza grupa robiąca w branzy internetowej jest w stanie działać w najodleglejszym ode centrum kraju zadupiu, więc zasięg jej działania może być ogólnopolski) , przedkładając herbata na ławę, na czy sprytność przestępczej grupy polega. Odpowiedziano Gębie, że i owszem, sprawę doceniają, ino mailik do niewłaściwego laptopa trafił, lecz une zrobiom co w jeich mocy i przekierują. 
Gęba skontaktowała się toże ze z właścicielem portalu, na którym usadowiła się grupa przestępcza, coby podejrzany anons o robocie ze stronki wyciepać. Trochę to czasu zajęło, ale się w końcu udało.
Udałoby się pewnie łacniej i dokumentniej, gdyby do komendy głównej z dobrą nowiną przychodził sandomierski ksiądz Mateusz, co ma jeszcze zdolniejszy od Gęby łeb. Niestety, ksiądz Mateusz zawalony robotą we w terenie, a dla policyjnego naczalstwa zajmowanie się zorganizowaną przestępczością internetową to zadanie ponad ludzkie siły.
Nie dziwota, że ten spekulancki hydrzy łeb co i rusz odrasta, ale że SSG działają jeszcze, choć karmione odpadkami ze stołu, to raz dwa pięć prowokacyję kolejną uruchomiły. Napisały mailowe pisemko w odpowiedzi na anons o robocie, umiszczając we w załączniku siwi.
Gęba prosi wiec teraz o uwagę. Na śmichy-chichy przyńdzie kolej po przeczytaniu całości
1) Najpierw mail pode podany adres, z operacyjnym zakamuflowanym podpisem agenta SSG.
Witam serdecznie,
Znalazłem Państwa ogłoszenie w ***.
Jestem bardzo zainteresowany pracą dla Państwa Firmy.
W załączniku przesyłam własne CV.
Pozdrawiam serdecznie

Roman Zalewski

2) Teraz kolej na siwi.
CV moje – rasowego psa
Jestem pies Azor.
Poszukuję pracy, coby se kupić potem kości.
Mam doświadczenie w szarpaniu nogawek.
Podaję łapę.
By mi się podobało przy kasie robić, bo więcej bym zarobił niż przy innej robocie albo na łańcuchu chodzić i obszczekiwać kogo tam popadnie

a to ja:

3) Taka oto przyszła odpowiedź - zwieńczenie opowieści.
Witam,
Twoje CV zostało pozytywnie rozpatrzone!.
 Mamy do ciebie kilka pytań oraz test związany z pracą który zajmie ci dosłownie kilka minut.
Pobierz - http://tinyfileshost.com/download/198026/M4ZDAyM/1
Wszelkie informacje dotyczące pracy znajdują się w pliku wraz z testem.
Dziękuję i pozdrawiam!

Teraz, ludkowie, uśmieszek, nawet półgębkiem Gęby byłby wskazany. Jeśli szanowne koleżeństwo zapragnęłoby się same z siebie naciąć na parę groszy, to Gęba rezygnuje z tantiem za umieszczonego w wywodzie adresa. Dla tych, którzy sami chcą tę krzyżową drogę ku robocie przejść od samego poczęcia, Gęba podaje też mailowego adresa:                                                    karolina.machoczek@gmail.com
Do sprawy Gęba nie omieszka wrócić z innej perspektywy.
Posłowie:
Prośba, ludkowie, jest taka, coby historyjkę niezmyśloną, którą Gęba pomieściła powyżej wyciepać po sieci, gdzie tylko się da, na co pełne jest dozwoleństwo. Nie dla chwały i sławy Gęby, ino po to, aby przestrzec ludków przede oszustyami.
Hej!



HOMO HÓMINI LUPUS

Nie zwykłem zbyt często wczytywać się w dyskusję na internetowych forach, gdzie naród, otwierając wentyl wolności słowa, pisze dosłownie to, co mu ślina na język przyniesie. Nie powiem, czasami oburzenie jakimś tematem jest obiektywnie jawne i uzasadnione, lecz sposób reakcji bywa zdumiewająco prosty, by nie powiedzieć prostacki. Dodatkowo, w wypowiedziach forumowiczów, odbijają się jak w zwierciadle sympatie polityczne, a raczej antypatie. W takich przypadkach rozwiązanie problemu wydaje sie dziecinnie proste: wystarczy wskazać winnego, którym zawsze jest ten antypatyczny. Ponieważ rozkład sympatii i antypatii jest w miarę sprawiedliwie rozłożony, na forach trwa totalny bełkot razy ubliżanie, a to wszystko podniesione do drugiej, niejednokrotnie do trzeciej potęgi.
Oczywiście tego typu "nowomową" zajmować się nie chcę, gdyż przytaczanie przykładów antypatii do osób i struktur partyjnych niczego nowego nie wniesie. Chodzi mi o pewien szerszy problem: stosunek obywateli (to prawda, że muszę w tym wypadku posłużyć się uogólnieniem) do problemu, jaki ostatnio  ujawnił się medialnie w sejmie, a mianowicie, protest matek i ojców dzieci niepełnosprawnych.
Mam swoje zdanie na ten temat, lecz tym razem chciałbym przedstawić poglądy moich rodaków na kwestię pomocy państwa, jej zasadności i wielkości w stosunku do ludzi, nazwijmy to w ten sposób, ukaranych przez los. 
Zanim przytoczę część z tych wypowiedzi, muszę koniecznie zaproponować pewną perspektywę, z jakiej wpatrywałem się w te wypowiedzi. Spróbujmy zatem określić to pole obserwacji jako miejsce, w którym zgromadziłem wyuczoną, jak i też odczuwaną zmysłami pozycję humanisty, dla którego człowiek jako taki stanowi najistotniejszy punkt odniesienia.
Jestem więc zadeklarowanym humanistą i czytam...
A ja się pytam z jakiej racji państwo (czyli my, wszyscy podatnicy) mamy łożyć na tych chorych i jeszcze oni utrzymują że to jest nasz psi obowiązek.
Rzeczywiście ciekawe. "Z jakiej racji mamy łożyć". Przypominam, że chodzi tu o dzieci, które w ogromnej większości nigdy nie wyzdrowieją, i nigdy się nie usamodzielnią. 
Ja proponuję zrobić ustawę że pieniądze na to pójdą nie z budżetu ale ze zmniejszenia uposażeń tych posłów, którzy tych biednych ludzi sprowadzili do sejmu, ciekaw jestem czy ochoczo tą ustawę poprą. Bo łatwo jest rozdawać z cudzego. 
Forumowicz oczywiście uważa, że niektórzy posłowie przyprowadzili "tych biednych ludzi" za co powinni, jako jedyni posłowie, ponieść finansowe konsekwencje. Powstaje oczywiście pytanie, co by się stało, gdyby jednak nie sprowdzono tych ludzi? Czy nie byłoby problemu? A gdyby tak każdy poseł przyprowadził po jednym "egzemplarzu" biednego człowieka. Moja drwina wynika raczej z braku rozsądku forumowicza, choć, idąc tym tokiem rozumowania dalej, rodzice dzieci niepełnosprawnych skorzystaliby najwięcej.
A co do wydatków na obronę np. misje w Afganistanie to są to wydatki, które jak pokazały wydarzenia na Krymie, są niezbędne...wciąż obowiązuje stara maksyma: jak chcesz mieć pokój, to szykuj się do wojny".
Forumowicz ustalił priorytety: misja w Afganistanie ważniejsza niż pomoc rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Moja złośliwość nakazałaby powiedzieć, że liczba zamachów ze skutkami śmiertelnymi w Afganistanie nie zmniejszyła się, a zwiększyła po wprowadzeniu misji. Forumowiczowi chodziło prawdopodobnie o to, że udział polskich żołnierzy w Afganistanie przyczynił się do polepszenia wartości bojowej armii. Cenna wskazówka dotycząca szykowania się do wojny to kolejny priorytet. Kontynuując nutkę złośliwości chciałoby się powiedzieć, że rzeczywiście dla osoby prezentującej takie poglądy kwestia niepełnosprawnych dzieci schodzi na plan dalszy, gdyż prawdopodobieństwo ich wyszkolania na potrzeby armii jest znikome.
Nie rozumiem dlaczego ktoś ma otrzymywać więcej wynagrodzenia tylko z powodu choroby dziecka.
Też nie rozumiem, tylko że ja nie rozumiem kontekstu użycia słowa "więcej". Czy np. chodzi tu o otrzymywanie przez rodziców osób niepełnosprawnych "większych pieniędzy" niż mieli, czy o to, że mieliby otrzymywać większe wynagrodzenie od innych, na przykład od piszącego te słowa forumowicza. Proszę też przeczytać wyróżnione przeze mnie zdanie z akcentem na "tylko". Prawda, ile z tego slowa można dowiedzieć się o autorze?
Kolejna kwestia, co z osobą która jest na wózku.  Czy brak czucia w nogach uprawnia kogoś do pobierania 1100zl?? Nie, bo można pracować.
Oryginalny pogląd. Dodałbym, że do pobierania 1100 złotych nie uprawnia także brak czucia pod kośćmi czaszki forumowicza ... ech ta moja złośliwość.
p.s. co to za rodzice którzy chore dzieci targają po sejmach zamiast w domu siedzieć i się opiekować??
O, tutaj przynajmniej wiadomo o co chodzi. Forumowicz ma wpisywać swoje idee na forach, a roidzice mają się opiekować dziećmi i już.
Nie rozumiem po co podatnicy mają się zrzucać na niepełnosprawne dzieci. Przecież można w sytuacjach, kiedy wiadomo, że urodzi się niepełnosprawny twór dokonać aborcji. Ci, którzy się na to nie zdecydowali niech sami ponoszą tego konsekwencje. 
Tak sobie myślę, że może forumowicz nie ma niepełnosprawnego dziecka, bądź też sam niepełnosprawny nie jest (chociaż, gdyby tak przyjrzeć się dokładnie tej wypowiedzi, przypominam sobie, że kiedyś tam, ktoś o kimś powiedział: pełnosprawny inaczej). Proszę o zwrócenie uwagi na intrygujące użycie w zdaniu złożonym grupy podmiotu "niepełnosprawny twór". Forumowicz nie zauważył pewnie, że jego wysublimowane określenie zawiera zagadkę: czy coś takiego jak "twór" może być niepełnosprawny?
Lepiej dofinansować bezdomne, ale zdrowe dzieci, z których może być powszechny pożytek, a nie czyjś partykularny interes jak tych rodziców niepełnosprawnych, którzy mają takie trudne życie, że nie mogą wyjść na bal tak jak wszyscy. Dokonali wyboru. Mogli skrobać.
No, cudowne. Przyznałbym wieniec laurowy za zestawienie: powszechny pożytek ze zdrowych dzieci - partykularny interes rodziców niepełnosprawnych. Tak się tylko zastanawiam, o co chodziło forumowiczowi z tym balem.
Dziecko ma dwoje rodziców jedno pracuje drugie się nim zajmuje i jeszcze mu za to płacą. O co tym pasożytom chodzi? Ilu ludzi w polsce musi żyć za 1200 i utrzymywać swoje rodziny bez wyłudzania pieniedzy od państwa! Ci ludzie nie mają HONORU ? WSTYD!!!!
No ... proste rozwiązanie. Jedno pracuje, drugie się dzieckiem zajmuje. Cieszymy się niezmiernie, że forumowicz, który zapewne niepełnosprawnego dziecka nie posiada, nie wyłudza pieniędzy od państwa. W każdym bądź razie cieszymy się, że honor forumowicz posiada i nie wstydzi się swojej mądrej wypowiedzi.
Dlaczego wydział rodzinny warszawskiego sądu pozostaje bezczynny?Chore dzieci winny znajdować się w szpitalu albo w domu, a nie na manifestacji politycznej ich matek. Albo natychmiast dzieci wracają tam gdzie powinny być albo matki powinny zostać natychmiast pozbawione władzy rodzicielskiej. Wyroki w tej sprawie powinny zapaść najpoźniej jutro.
Kolejne proste rozwiązanie. Popatrzcie jaka głębia mysli. Forumowicz niechybnie zrobi karierę w prokuraktorskim albo sądowniczym aparacie. Myślałem, że ORMO już nie funkcjonuje. 
 Wymowne jest również to, że były tam niemal same kobiety a jedna z nich gdy nie mogła sklecić sensownej, dobitnej wypowiedzi w pewnym momencie wybuchła płaczem i uciekła, gdy to nie przyniosło oczekiwanego efektu wróciła jak gdyby nigdy nic i nawet oczu nie miała zaczerwienionych. Nie twierdzę, że te dzieci udawały upośledzone ale ktoś tu chciał upiec więcej pieczeni na jednym ogniu.
Puder, forumowiczu. To zapewne jakiś drogi puder stanął na przeszkodzie ujrzenia przez ciebie zaczerwienionych oczu. Przychylam sie do twojej wypowiedzi forumowiczu - także nie twierdzę, aby te dzieci udawały upośledzone.
Ludzie, Ludzie! Tam jakiś facet chce zabić siebie, dziecko i żonę !!!!!!! Jak to możliwe? Jestem w stanie zrozumieć głębokie poczucie żalu, niespełnienia, czy stres związany z destabilizacją życiową, ale jakaś kolejność musi istnie! Baranie ... , jeśli zabijesz siebie, to kto zabije TWOJE dziecko ? ( że o żonie nie wspomnę).
Zastanawiam się czy powyższy urywek nie jest przypadkiem żartem. To może pożartujemy sobie wspólnie, forumowiczu? Z tym dzieckiem, z żoną jakiegoś tam faceta, to może TY dałbyś sobie radę? Kolejność dowolna.

To tyle na ten moment. Dosyć.
Co się z nami stało? Miało być przecież z określonego punktu widzenia, z punktu widzenia człowieczeństwa, które, jak widać, gdzieś się ulatnia. Miast tego pieniądz i niezwykle silnie zarysowane prawo do własności, prawo do posiadania, zakaz empatii...
Może kiedy indziej będzie i o tym.

23 marca 2014

Pan aktor Olbrychski się roli nie nauczył

Gęba się wywiedziała, że pan aktor Olbrychski zawziął się i pedział, że za wszystkie skarby świata un się pa ruski roli nie nauczy i w rosyjskim theatrum nia zagra, choćby mu Azjowego boka przywędzali, a Wołodyjowski raz jeszcze miał smyrtnąć go szabelką; tą razą wstydu nie oszczędzając. Aktor sławny umyślił sobie, że gdyby w theartrum oracyję we w rosyjskim jazyku wygłosił, byłoby mu wstydno, albowiem pa ruski pan Putin gada i kużden widz by sobie o aktorze pomyślał, że skoro on po ruski rolę składa, to pewnikiem z panem Putinem w zmowie, a takiej zniewagi nie zdzierży aktora ambicyja i honor (pamiętajcie bracia miła one
"h"  tylnojęzykowo wymówić, w kresowej melodii). Jednym a ostatecznym słowem - dla pana aktora rosyjski języczek jest dzisiok jęzorem pana Putina (niby jakim, kurnaolek, mo gadać?), więc moskiewska trupa teatralna może sobie za Olbrychskim aktorem pisać na Berdyczów.
Gęba po łbie się drapie i tak myśli, co następuje:
Gdybyż pan Putin był reżyserem albo (uchowaj boże) derechtorem theatrum, to pan Olbrychski mógłby se pobiadolić: a to na poślednią rolę do odegrania, a to, że dutków chwatiłoby więcyj, a to że się z panem Putinem nie zgadza ogólnie co do repertuaru; wtedy - proszę cię ja bardzo, na pięcie się wykręcam i odchodzę, pozostawiwszy agentowi zalecenia odnośnie finansowego zadośćuczynienia za zerwany kontrakt. A tak jak się stało, ino wstyd a pośmiewisko za taką primitiva cogitatio.
Czyliż wzorem pana aktora Olbrychskiego Gęba ma nie słuchać Okudżawy i Wysockiego? Czy ma do theatrum w Polszcze na Czechowa i Gogola nie chadzać, bo chocia w spolszczeniu, to w oryginale pa ruski ich sztuki napisane? Czy Prokofiewa abo Musorgskiego też mu nie będzie wolno słuchać, skoro obadwa pa ruski szprechali? Czyliż Gęba ma przegnać ludków z filaharmonijnej sali, kiedy śwarna a zdolna dziouszka Awdiejewa pogrywa?
O, nie doczekanie twoje, komediancie. Gęba i po rusku, i po niemiecku, i po ukraińsku sobie posłuchać raczy tego, co sobie życzy, bele mądrze było powiedziane, a nie tak jak w przypadku ...
A tu Gębie podpowiadają: kończ waść, wstydu oszczędź.
Hej! 


Golonka (fragm. 1)

- Ach, to pan? Pan jeszcze…?
Drzwi do wyszynku zamykały się powoli, aż w końcu słychać było mocne, głuche stuknięcie.
- A ja jeszcze, jeszcze… Przyszedłem nie w porę?
Kobieta zdradzała swoją miną zakłopotanie. Jakoś uśmiech nie zdołał przecisnąć się przez jej zaciśnięte, wąskie wargi.
- Pora przedobiednia – powiedziała, czekając aż Adam K. zajmie jeden z wolnych stolików. Potem podeszła do tego, przy którym usiadł.
- Zaczekam. Chciałbym coś zjeść – zakomunikował oschle, nie otwierając leżącego na blacie stolika menu w skórzanej, brązowej obwolucie.
- Przepraszam, nie chciałam pana urazić. Bardzo dawno nie było pana u nas.
- A wie pani, kiedy znalazłem się w tym lokalu po raz pierwszy? Pani jeszcze na świecie nie było. Kto to wówczas stał za ladą? Nieboszczka, pani babcia, czy tak? Starowinka, ale bardzo energiczna.
Kobieta była najwyraźniej zaskoczona.
- To moja prababcia.
- Czyżby tak wiele minęło czasu. No proszę. Pani się dziwi pewnie, ale zapamiętałem ten lokal z pitej w nim lemoniady, świetnych lodów i golonki. Golonkę oczywiście zamawiał mój dziadek dla siebie. Do tego setkę czystej. Czasami dwie. Nie miałem wtedy jeszcze siedmiu lat.
- Co pan powie? Można to pamiętać?
- Skoro pamiętam, to można. Ma pani golonkę?
Kobieta kolejny raz otoczyła swoją twarz woalką zakłopotania.
- To danie na zamówienie. Trzeba czekać – odparła zniechęcającym tonem głosu.
- Godzinę, dwie? – Adam zdawał się nie przejmować apatyczną zapowiedzią kobiety.
- Minimum godzina – oznajmiła.
- Świetnie. Nawet pani nie przypuszcza, jak bardzo nie dbam o czas. Poda mi pani setkę, jakąś galaretkę rybną lub drobiową, do tego prawdziwą, mocną herbatę i mogę sobie posiedzieć.
- Jak pan uważa. Może być drobiowa z polędwiczek?
- Tak, oczywiście. Jarzębiak do tego – spojrzał na nią – ach tak, nie ma jarzębiaku, więc może najmocniejszą czystą, jaką pani ma.
Kobieta oddaliła się, zginęła za barowymi drzwiami, prowadzącymi do kuchni, potem zjawiła się za ladą, aby wlać tę setkę.
- Ma pani jakąś prasę? – zapytał i znów napotkał ten przepraszający wzrok kobiety – dawniej, droga pani, gazety stały o tutaj – wskazał na jeden z rogów sali, przylegający do miejsca, w którym kiedyś znajdowała się szatnia – na wieszaczkach, w takich drewnianych chwytakach.
- Mogę panu pożyczyć własną gazetę, dzisiejszą.
- Niech będzie i tak – odparł – ale się pani trafił klient, co?
I wtedy, zamiast wzruszenia ramion wyrażającego rezygnację, na twarzy kobiety pojawił się uśmiech i taki szczególny, zmysłowy błysk w oczach.

Po kilku minutach Adam opróżniając do połowy szklaneczkę z mocną, 45-cioprocentową wódką pomyślał przez chwilę o tej niezwykłej specyfice mózgu, który potrafi zgromadzić najodleglejsze momenty życia człowieka, całkowicie bez jego wiedzy i akceptacji. (…)

22 marca 2014

Na światowy dzień poezji - Różewicz

Spóźniony w kawiarence o ten jeden dzień (tak jak 29 lutego uciekł w tym roku), światowy dzień poezji ... nie mógł odejść na długo, powrócił jak pewna piosenkarka, co to za mąż wyszła i zaraz wróciła.
A jeśli dzień poezji, to i wiersza obecność uzasadniona, a jeśli wiersz, to przecież, że na Różewicza konieczna i oczywista przychodzi kolej.
Stary, niemodny pisarz cierpliwie czeka i zachęca do obdarowania ocalonego poetę noblem.
Stary pisarz nie lubi konkursów i gratyfikowanych pojedynków słownych, a jednak sam sobie udziela dyspensy, czyniąc zasłużony wyjątek dla twórczości Pana Tadeusza.
Panie Tadeuszu, dziękuję za ten wiersz bajeczny, subiektywnie odnajdując w nim własne nogi, które ścierpły po śnie niewygodnym. Mistrzu, też chciałbym się tak obudzić.   

Tadeusz Różewicz - "Bajka"

ścierpły mi nogi               
obudziłem się
z długiego              
niewygodnego
snu                                        
w świecie czystym
świetle
nowo narodzonym
w Betlejem a może
w innym „podłym" mieście
gdzie nikt nie mordował
dzieci
ani kotów
ani żydów ani palestyńczyków
ani wody ani drzew
ani powietrza
nie było przeszłości ani przyszłości
trzymałem za ręce tatę i mamę
czyli Pana Boga
i było mi tak dobrze
jakby
mnie nie było