CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

26 maja 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (405) MATKA






Dzisiaj krótko, oszczędnie, nostalgicznie - powodem Dzień Matki... w towarzystwie "Portretu matki" Albrechta Dürera i wiersza Tadeusza Różewicza z tomiku "Matka odchodzi".

***

krzyknąłem na Nią

przed dziesięciu laty

odeszła

w pantoflach z czarnego

błyszczącego papieru

"nie tłumacz się

- powiedziała

- nie trzeba"

krzyknąłem na Nią

w pustym

szpitalnym korytarzu

był lipiec upał

łuszczyła się farba olejna

na ścianach

pachniały lipy

w miejskim pokrytym kopciem

parku

ja bezbożny

chciałem dla niej wypłakać łąkę

kiedy konając

odpychała zdyszana

puste i straszne zaświaty

wróciła na mgnienie oka

do siebie na wieś

chciałem dla niej wyżebrać

w ostatniej godzinie

drzewo

chmurę ptaka

widzę jej stopy drobne

w dużych papierowych

trumiennych pantoflach

siedziałem między

stołem i trumną

bezbożny chciałem cudu

w przemysłowym zdyszanym

mieście w drugiej połowie

XX wieku

ta rzecz płacze

wyjęta ze mnie

na światło


[26.05.2021, Toruń]


6 komentarzy:

  1. Nie znałam tego wiersza...przejmujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różewicz naprawdę kochał swoją matkę... chyba tak jak wszyscy poeci...

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. mnie też, bo moja matka... śmierć mojej matki widziałem zarejestrowaną, widziałem ten moment, kiedy nie udało się lekarzowi udrożnić żył podczas koronografii... to straszny widok.

      Usuń
  3. Pomimo, że nie jesteś moim synem, ani jego ojcem, tym wierszem zrobiłeś mi najpiękniejszy prezent. Sciskam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję... no w końcu jako honorowy gość kawiarenki jesteś przecież matką, więc jak najbardziej ten wiersz należał się Tobie... pozdrawiam

      Usuń