CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

14 listopada 2022

KAWIARENKA ROZDZIAŁ 65. WESELE


 

ROZDZIAŁ 65. WESELE

[w którym dowiemy się o ślubie pana leśniczego Gajowniczka z bibliotekarką, panią Teresą Trojanowską oraz o tym, że nielubiany ksiądz proboszcz opuści parafię w Różanowie, a nastanie po nim rekomendowany przez starszego duchownego Kąckiego młody ksiądz Andrzej]

Pan Gajowniczek dla zaczerpnięcia tchu opuścił po angielsku gości i przeszedł do niewielkiego sadu, królestwa niemal trzyletniej Róży, dla której pomiędzy jabłonkami zainstalowano hamak, postawiono też plastykowy basen i zjeżdżalnię, utworzono piaskownicę.

Usiadł pan leśniczy na ławeczce pod drzewem, a nad sobą, w świetle jedynej w sadzie latarni zobaczył pękate jak beczułki grusze.

- Oj, tego roku mamy wybitny urodzaj na grusze - powiedział sam do siebie, ale na tyle głośno, że pewnie został posłyszany przez pana radcę Kracha, który również ulotnił się od weselnych gości. A trzeba przy tej okazji wspomnieć, że pan radca był świadkiem na ślubie pana Gajowniczka obok Elżbiety, również bibliotekarki, tyle że z miejskiego liceum, koleżanki panny młodej, pani Trojanowskiej.

Pan radca Krach wychynął zza sąsiedniej gruszy, jako ten lis szukający na paluszkach nocnej zdobyczy i nawet wprawił pana leśniczego w niemałe zdumienie, co ktoś inny nazwałby nawet przestrachem. Nie przejmując się zanadto pełnym zadziwienia spojrzeniem nowożeńca, pan radca podszedł do ławeczki i również na niej przysiadł.

- No i weselisko mamy prawie na ukończeniu, przyjacielu… a tak się bałeś - przemówił pan Krach.

- A bałem się, bałem, bo wciąż miałem przed sobą obraz mojej pierwszej żony i cały czas dręczyła mnie myśl, co ona na to by powiedziała - odparł pan leśniczy.

- No cóż, mój kochany, życia się nie zawróci. Wszak sam mi opowiadałeś, że jej przedśmiertnym pragnieniem było to, abyś sam na resztę swoich dni nie zostawał - przypomniał pan radca. - A zresztą, chyba wyboru jak najbardziej trafnego dokonałeś. Pani Teresa wydaje się być szczęśliwa, a i twojemu smutkowi wybranka twego serca pokrzyżowała szyki.

- To prawda, jakoś tak nam po drodze, choć ona w mieście, ja w lesie, jak ten wilk samotnik… ale zamieszka u mnie, jej mieszkanko sprzedamy, autko sobie kupi, nie roztrwonimy reszty grosza - rozpowiedział się pan leśniczy i wcale nie skończył na tym słowie. - A z tą bryczką do ślubu to Piotr z Joanna mnie zaskoczyli. Wpadł do mnie któregoś dnia i mówi, co bym powiedział na podwózkę nie autem a końmi. No i zgodziłem się, a Tereska to nawet się rozpłakała, bo nigdy nie marzyła nawet, że końmi pod kościół zajedzie. I proszę, stało się. Na przedzie te dwie panny, co w gospodarstwie przy koniach pracują, konno, odświętnie, potem bryczka, a ta bryczka to jak powóz dla mnie. Oboje, Piotr i Joanna prowadzą, a my z tyłu, ludzie się dziwią, spoglądają. Całe miasteczko objechali z nami, a czuliśmy się jak jacyś książęta.

- Przyznam, przyjacielu, że też byłem zaskoczony - wtrącił się wreszcie do rozmowy pan radca - bo też ci powiem, że ta para również dobrała się jak w korcu maku. Ambitni ci młodzi i pełni animuszu. A też przyznać trzeba, że ksiądz Kącki przepięknie mszę celebrował i śluby wasze z niezwykłym honorem ale i naturalną radością przyjął. On jeszcze na weselu?

Pan leśniczy przytaknął. Też był zdumiony tak długim obcowaniem księdza na przyjęciu weselnym, bo w gruncie rzeczy na weselach rzadko duchowne osoby dotrzymują towarzystwa do samej północy.

- Ksiądz Kącki ma w zwyczaju rozmawiać z każdą osobą, więc trudno się temu dziwić, że jeszcze biesiaduje - wyjaśnił pan Gajowniczek.

- To rzecz warta pochwalenia - potwierdził radca Krach. - Jest wstrzemięźliwy w piciu, natomiast nie uroni choćby kilku kropel przy każdym toaście. Swój człowiek, jak to się mówi.

- A my tu właśnie o księdzu... - zaczął pan Gajowniczek dostrzegając w żółtawym świetle latarni zmierzającego ku nim księdza Kąckiego.

Ten zaś nadzwyczaj pewnym krokiem kierował się ku ławeczce, na której złożył swoje duchowne ciało.

- O mnie rozprawialiście, nie o weselu? A ładnie to tak dopiero co poślubioną niewiastę pozostawiać samą na pokusę gości? Toż ona tęskni przecież - roześmiał się ksiądz, lecz zaraz dodał: - Martwić się o małżonkę nie należy, wybacz mi ten żartobliwy ton. Ona tam z przyjaciółkami flirtuje, do czego ma święte prawo, jako że po ślubie mniej będzie miała sposobności rozmawiać z nimi. Przeprowadza się przecież w leśną głuszę, prawda?

- Owszem, proszę księdza. W zasadzie już jest wprowadzona do leśniczówki, o czym ksiądz wie doskonale.

- Faktycznie, wiem coś o tym. W lesie powietrze doskonale pachnie, czy to lato czy zima - zachwycił się ksiądz Kącki.

- Póki co na poprawiny ponawiam zaproszenie - wyrzekł pan leśniczy.

- Jeżeli tylko miodową nalewką zostanę nakarmiony, to przyjdę, znaczy się przyjadę rowerem. Odwiedzę przy okazji młodych Kosmowskich, którzy podwieźli pana pod sam kościół, dodając waszej ceremonii jakże pięknej atmosfery.

Radca Krach przysłuchując się rozmowie, miał coś na końcu języka, lecz jeszcze wahał się z wypowiedzeniem tych paru słów i zdecydował się jedynie na coś, co można nazwać pochlebstwem.

- Bardzo miło by było widzieć księdza na stanowisku szefa w naszej parafii… właściwa osoba na właściwym miejscu.

- Zdaje się, że rozumiemy się bez słowa, panie radco. Podejrzewam, że wiem, do czego pan zmierza.

- To prawda. W takim miasteczku jak nasze plotki rozchodzą się z szybkością dźwięku. Czy ksiądz może potwierdzi dobrą nowinę, że ksiądz proboszcz opuszcza naszą parafię?

- Plotka, a szczególnie ciekawość, mają wiele wspólnego z piekłem, natomiast w szczegółach nie zawsze pokrywają się z prawdą. A prawda jest taka, że owszem, ksiądz proboszcz opuszcza parafię, skąd wyjeżdża do Kanady, gdzie polonijny kościół otworzył dla niego swe podwoje - wyjaśnił ksiądz Kącki.

- A czy prawdą jest, że ksiądz, pomimo tego, że na emeryturze, obejmie teraz naszą parafię?

- Tu pana radcę zaskoczę. Nic podobnego. Parafię obejmie nowy ksiądz, Andrzej, który, jak mniemam, przypadnie do gustu parafianom.

- Jest ksiądz tego pewien? Zna ksiądz tego księdza Andrzeja? - dopytywał się pan radca.

- Owszem, służyliśmy wspólnie w innej parafii i mogę zapewnić, że w naszym kościele mniej będzie polityki, bo chyba to właśnie mieliście państwo do zarzucenia obecnemu proboszczowi.

- Nie będę ukrywał, że wielu parafian miało mu to za złe. Ale jak widać - pan radca Krach uśmiechnął się szczerze - ksiądz ma w kurii swoje wpływy.

- Przecenia pan moje możliwości, panie radco, ale rzeczywiście podsunąłem kurii kandydaturę księdza Andrzeja, wydając mu jak najlepsze świadectwo naszej niedawnej współpracy. Powiedzmy sobie, panie radco, w ten sposób: widocznie duch święty ma wpływ nie tylko na wybór papieża, ale i na decyzje o powołaniu na stanowisko proboszcza księdza Andrzeja.

Radca Krach uśmiechnął się dobrotliwie, wiedząc doskonale, że ksiądz Kącki pomniejsza swoje znaczenie przy wyborze nowego proboszcza, ale cóż, także we władzach kościelnych zręczna polityka jest potrzebna, a w tym przypadku była z pewnością konieczna.

Pewnie panowie okupujący ławeczkę pod gruszą prowadziliby z chęcią dalszą rozmowę, gdyby nie to, że któraś z przyjaciółek pani Teresy wpadła do sadu z pretensją, ze chciałaby białe tango zatańczyć z panem leśniczym. Ten zaś, nie mając o tangu, zwłaszcza o białym, zielonego pojęcia, poddał się jednak terrorowi kobiety i pokornie powrócił do tanecznej sali, pozostawiając księdza Kąckiego i radcę Kracha serdecznie uśmiechniętymi.


[po raz pierwszy pisane w dniu 03. 09.2016, Daganzo de Arriba w Hiszpanii]

[14.11.2022, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz