Henryk Piątkowski - "Portret kobiety w czerwonej sukni i kapeluszu"

Henryk Piątkowski - "Portret kobiety w czerwonej sukni i kapeluszu"

CHMURKA I WICHEREK

DZISIAJ JEST

DZISIAJ JEST
94
2025
Kwietnia
4
Piątek
04:21
05:02
18:15
Benedykt, Izydor, Wacław
Kartka z kalendarza na stronę

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

03 kwietnia 2025

KARTKA Z KALENDARZA - 03.04.2025

 

Kartka z kalendarza na dzień 3. kwietnia

Czwartek

Imieniny dzisiaj obchodzą: Ryszard, Sykstus oraz Antoni, Benedykt, Cieszygor, Eutychia, Gandolf, Gandulf, Izbygniew, Izbygniewa, Jakub, Jan, Józef, Nicetas, Pankracy, Winicjusz


Przysłowia na dziś:

Jeżeli w kwietniu posuszy, nic się w polu nie ruszy”

Kiedy w kwietniu grzmoty, szron już nie ma roboty”

Jaskółka i pszczółka lata, znakiem wiosny to dla świata”


Wschód, Zachód i Długość Dnia 3 Kwietnia 2025 w Toruniu

06:12:41 19:24:41 13h12'00"

Cytat dnia:

Ignorancja nasza (ludzka) jest oceanem ogólnoświatowym, zaś wiedza pewna – pojedynczymi wysepkami na tym oceanie.” - Stanisław Lem


4 września 1809 roku w Krzemieńcu urodził się Juliusz Słowacki - jeden z najwybitniejszych poetów polskich doby romantyzmu, filozof, dramaturg i epistolograf. Obok Mickiewicza, Norwida i Krasińskiego nazywany wieszczem narodowym.[zm. 3 kwietnia 1849 roku w Paryżu]


Poniżej wiersz poety – Hymn (Smutno mi, Boże)


I.

Smutno mi Boże! Dla mnie na zachodzie

Rozlałeś tęczę blasków promienistą,

Przedemną gasisz w lazurowéj wodzie

Gwiazdę ognistą,

Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,

Smutno mi Boże!



II.

Jak puste kłosy, z podniesiona głową,

Stoję roskoszy próżen i dosytu,

Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,

Ciszę błękitu:

Ale przed tobą głąb serca otworzę,

Smutno mi Boże!



III.

Jako na matki odejście się żali

Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,

Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali

Ostatnie błyski,

Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,

Smutno mi Boże!



IV.

Dzisiaj na wielkiém morzu obłąkany,

Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,

Widziałem lotne w powietrzu bociany

Długim szeregiem.


Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,

Smutno mi Boże!



V.

Żem często dumał nad mogiłą ludzi,

Żem prawie nie znał rodzinnego domu,

Żem był jak pielgrzym co się w drodze trudzi

Przy blaskach gromu,

Że nie wiem gdzie się w mogiłę położę,

Smutno mi Boże!

VI.

Ty będziesz widział moje białe kości

W straż nie oddane kolumnowym czołom:

Alem jest jako człowiek co zazdrości

Mogił, popiołom...

Więc że mieć będę niespokojne łoże,

Smutno mi Boże!



VII.

Kazano w kraju niewinnéj dziecinie

Modlić się za mnie codzień... a ja przecie

Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,

Płynąc po świecie...

Więc że modlitwa dziecka nic nie może,

Smutno mi Boże!



VIII.

Na tęczę blasków, którą tak ogromnie

Anieli twoi w niebie rospostarli,

Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie

Patrzący — marli.

Nim się przed moją nicością ukorzę,

Smutno mi Boże!



[03.04.2025, Toruń]

DANTE - BOSKA KOMEDIA - PIEKŁO - PIEŚŃ 4


Pieśń 4. 

(Krąg I. Niechrzczeni. Bohaterowie, poeci, filozofowie pogańscy.)

Huk tak potężny sen mi spłoszył z powiek,

Chwiałem się cały z wrażeniem niemiłem,

Jak nagle ze snu przebudzony człowiek.

Wstałem i we śnie wypoczętym okiem

Wodziłem wkoło, badając, gdzie byłem.

Byłem nad brzegiem otchłani boleści,

Z której bez końca zgiełk zmieszanej treści

Huczał jękami, westchnieniem głębokiem,

Jako huk grzmotów daleki i długi.

Spojrzałem w otchłań: mglista i głęboka,

Straszliwie ciemna jak ślepota oka.

«Wstąpmy w świat ciemny», przewodnik mój blady

Rzekł do mnie: «Wstąpmy, ja pierwszy, ty drugi».

A ja spostrzegłszy jego twarz zmienioną,

Mówiłem: «Mistrzu! Głowo do porady,

Pocieszycielu, ty, moja obrono,

Gdy ty się boisz, kto się iść odważy?».

A on: «Otchłani męczarnie i bole,

Jęk nieszczęśliwych, co tam jęczą w dole,

Litością w mojej malują się twarzy,

A którą w błędzie ty bierzesz za trwogę;

Idźmy, bo mamy jeszcze długą drogę».

I mnie wprowadził, a sam naprzód kroczył,

W krąg pierwszy, który tę otchłań otoczył⁶⁴.

Tam, ilem słyszał, ile pomnieć mogę,

Nie były skargi, lecz tylko westchnienia,

Od których wieczne powietrze wciąż drżało:

Był to głos jakiś smutku bez cierpienia,

Głos mnóstwa mężów i niewiast, i dzieci.

Mistrz dobry mówił: «Czemu mnie nie pytasz,

Co są za duchy, które okiem witasz?

Chcę, żebyś wiedział, nim pójdziemy dalej.

Grzech i występek tych duchów nie szpeci,

Ale na cnotach choć im nie zbywało,

Chrzest cnót nie święcił, ta brama twej wiary!

A chociaż przyszli na ziemię przed chrzestem⁶⁵.

Oni, jak trzeba, Boga nie kochali.

Z liczby tych duchów oto ja sam jestem!

Za to nieszczęście, nie za grzech, z kolei

Spadła kaźń na nas, a treścią tej kary,

Że pożądamy wiecznie bez nadziei».

Słysząc to, boleść uczułem tajemną,

Bom poznał wielu obecnych przede mną,

Co byli ludźmi wznioślejszego rzędu,

Dziś w sieni piekieł jakby w zawieszeniu.

-----------------------------------------------------------

⁶⁴W krąg pierwszy, który tę otchłań otoczył — Poeta wyobraża piekło jako przepaść niezmiernie obszerną i głęboką, mającą kształt lekja lub wydrążonego ostrosłupa, obróconego wierzchołkiem do środka ziemi, a podstawą do jej powierzchni. Otchłań ta dzieli się na dziewięć kręgów czyli pasów, z nich niektóre zawierają w sobie po kilka obrębów czyli kół. Pierwszy krąg jest najrozleglejszy; następujące, w miarę jak się zagłębiają, coraz mniejszą mają objętość, ale większych zbrodniarzy są siedliskiem i sroższe przedstawiają męczarnie.

⁶⁵przyszli na ziemię przed chrzestem — Ci, co przyszli na świat przed Chrystusem i uwierzyli w przyjście oczekiwanego Zbawiciela ogłaszane przez proroków, ci jedni tylko dostatecznie uczcili i ukochali Boga; ci zaś, co zaiste żyli cnotliwie, ale bez tej wiary, mogli na ziemi wszystko, co piękne i wzniosłe w granicach zmysłowego świata uczuć, pojąć i przeniknąć; tylko przeczucie i nadzieja najwyższego światła prawdy zostały im odjęte. Życie ich upłynęło w ciągłej i niczym niezaspokojonej tęsknocie do wyższych i ostatecznych celów człowieczeństwa; albowiem dobro i piękno wyłącznie ziemskie, nie zaspakajaą naszego ducha. W tym kręgu spotykamy duchy nienależące jeszcze do właściwych miejsc kary: zajmując tylko ich podwórze, są tu jak w zawieszeniu. Po śmierci używają na nowo piękności ziemi w zielonych łąkach, w pięknych strumieniach; używają wznioślejszych wrażeń sztuki, która upiększa życie, nawet nie zbywa im na blasku światła, ale to światło nie jest niebieskie. Karą ich pozgonną jest wieczne życie z pożądaniem bez nadziei; a chociaż z dobroci niebios używają uciech ziemskich i po zgonie, nawet świadomości swoich cnót i zasług, jednakże są potępieńcami; [chrzestem — dziś popr. forma N lp: chrztem

---------------------------------------------------------------------

«Mów», zawołałem: «Mistrzu mój i panie!

Abyś mnie w moim umocnił wierzeniu,

Które zwycięża moc wszelkiego błędu:

Czy nikt z tych duchów o własnej zasłudze

Lub za przyczyną przez zasługi cudze

Nie wstąpił kiedy w niebios pomieszkanie?»

On, który pojął skrytą myśl tej mowy,

Tak odpowiedział: «Byłem tu gość nowy,

Kiedy widziałem, jak wszedł Pan nad pany,

Znakiem zwycięstwa ukoronowany!

On stąd cień wyrwał naszego praojca

I Abla, jego syna, i Noego,

Mojżesza, sługę zakonu bożego;

Abraham, Dawid, Izrael, Rachela

Z potomstwem swoim, w triumfie wesela

Wstąpili za nim do chwały ogrojca⁶⁶!

Wiedz, że przed nimi w tę otchłań z wtrąconych

Zgoła dusz ludzkich nie było zbawionych».

Tak idąc, rzucał mi słowo po słowie,

A szliśmy lasem, lasem duchów, mówię.

Jeszcze byliśmy przy otchłani blisko,

Gdy zmrok tłumiące ujrzałem ognisko,

A idąc dalej, przy blasku płomienia

Spostrzegłem duchy szlachetne z wejrzenia.

«O ty, wszech nauk i sztuki zaszczycie!

Mów, kto są oni i jaka to chwała

Od drugich miejsce osobne im dała?»

A on mi na to: «Gdzie ty pędzisz życie,

Tam o nich dobra sława pozostała;

Przez wzgląd na blask jej, jakim ich otacza,

Łaska ich nieba od drugich odznacza».

Wtem: «Oto jego cień!» głos mnie doleci,

«Wraca, uczcijcie poetę, poeci!»

Na ten głos zamilkł, a od światła strony,

Wprost do nas cztery szły cienie olbrzymie,

Twarz ich ni smutna była, ni wesoła;

«Patrz no na tego», mistrz na mnie zawoła,

«Co z mieczem w ręku idący na przedzie,

Drugich za sobą niby król ich wiedzie.

To Homer, wieszczów książę urodzony!

Za nim Horacy, Owidyjusz⁶⁷ trzeci,

Ostatni Lukan; każdy z nich na imię

Jak ja zasłużył, które niegdyś brzmiało.

Patrz, cześć mi niosą: to i dla nich chwałą».

I tak się zeszła księcia piękna szkoła⁶⁸,

Który nad nimi lot pieśni wysokiej

Jeden jak orzeł wznosił pod obłoki.

Zwróciwszy twarze po chwili rozmowy,

Mnie pozdrowili pochyleniem głowy;

Mistrz się uśmiechnął na mój zaszczyt nowy.

Jeszcze doznałem większego honoru,

Bo mnie przyjęli do swojego koła

------------------------------------------------------------------------

⁶⁶ogrojec a. ogrójec (daw.) — ogród.

⁶⁷Owidyjusz — Owidiusz; tu forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁶⁸księcia piękna szkoła — W starożytności były szkoły filozoficzne od mistrzów swoich nazwane. Dlatego tu Dante zebranie poetów pod naczelnictwem Homera nazywa jego piękną szkołą.

-------------------------------------------------------------------------

I byłem szósty z genijuszów⁶⁹ chóru.

Tak do ogniska szliśmy gronem całem.

Mówiąc o rzeczach niejednych z zapałem,

O których milczeć tak pięknie w tej chwili,

Jak było pięknie mówić, gdzieśmy byli.

Stał świetny zamek z darniowym tarasem,

Mur siedmiorakim otoczył go pasem⁷⁰,

Strumień okrążał falami bystremi,

Przeszliśmy po nim jak po twardej ziemi:

I przez bram siedem, i z siedmiu mędrcami

Wszedłem na łąkę usłaną kwiatami.

Tam inne cienie snuły się przed nami,

Poważne, z wzrokiem stałym i pogodnym,

Twarze myślące, spokojne ich ruchy,

Mówiły rzadko i głosem łagodnym.

I na tej łące zeszliśmy na stronę,

W miejsce otwarte, trochę podniesione,

Skąd mogłem widzieć wszystkie piękne duchy.

Na trawach świeżej i wonnej zieleni

Stoją i siedzą mężowie wsławieni;

Drżałem z radości, dumny ich widzeniem!

Wkoło Elektry⁷¹ mnóstwo mężów stoi:

Hektor, Eneasz, bohatery Troi,

I Cezar zbrojny sokolim spojrzeniem.

Widziałem z drugiej strony od pagórka,

Pentezyleę i króla Latyna,

Przy nim Lawinia siedzi, jego córka.

Widziałem Bruta, pogromcę Tarkwina,

Lukrecję, Julię⁷², chlubę płci niewieściej;

Jeden Saladyn siedział na uboczy.

Potem widziałem, podniósłszy me oczy,

Mistrza uczonych⁷³ z powagą na czole.

Siedział w rodzinnym filozofów kole,

Powszechnej hołdem otoczony cześci⁷⁴.

Sokrates, Platon, poważni z wejrzenia,

Najbliższe przy nim zajęli siedzenia.

To liczne grono Demokryt pomnożył,

Podług którego świat przypadek stworzył.

Tales, Empedokl, Heraklit z Zenonem,

Siedzieli głębiej w tym kole uczonem:

Tam był Orfeusz i Dijoskoryda⁷⁵,

Cyceron, Liwiusz, badacze człowieka,

I moralista znajomy, Seneka.

Tam geometrę widziałem Euklida,

Ptolomeusza i Awicenesa,

---------------------------------------------------------------------

⁶⁹genijuszów — geniuszów; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁷⁰Mur siedmiorakim otoczył go pasem — Komentatorowie Dantego różnie to miejsce wykładają: jedni pod figurą obronnego zamku otoczonego siedmiu murami rozumieją opokę filozofii, którą żadne szturmy głupstw ludzkich wstrząsnąć nie mogą; drudzy siedem cnót kardynalnych, jakich bez światła wiary można dostąpić, jako to: sprawiedliwość, siła woli, umiarkowanie, roztropność, pojętność duchowa, mądrość i nauka. Albo też siedem bram jest godłem siedmiu sztuk wyzwolonych, a strumień piękny to symbol wymowy.

¹Elektra — matka Dardana, założyciela Troi.

²Julia — córka Cezara, a żona Pompejusza.

³mistrz uczonych — Arystoteles używający wielkiej uczonej powagi w wiekach średnich.

⁷⁴cześci — dziś popr. forma: czci; tu prawdopodobnie forma wydłużona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁷⁵Dijoskoryda — Dioskoryda; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

------------------------------------------------------------------------

I Hipokrata, i Aweroesa,

Który napisał komentarz nie lada⁷⁶.

Wszystkich nie zliczę, bo wielkość przedmiotu

Od nich myśl moją porywa do lotu,

A słowa zdążyć za myślą nie mogą.

Wkrótce o dwóch nas zmniejszyła gromada:

Inną mnie powiódł mój przewodnik drogą

Z ciszy powietrza w kraj burz i zamieci

I idziem⁷⁷, idziem, kędy nic nie świeci.

-----------------------------------------------------------------------

⁷⁶Tam był Orfeusz i Dijoskoryda (…) komentarz nie lada — Dioskoryd pierwszy pisał traktat o roślinach; Awicenes [także: Awicenna; red. WL] — doktor arabski, owoczesnej nauki medycznej koryfeusz; Aweroes — doktor, urodzony z Maurów hiszpańskich, pierwszy komentator i w części dzieł Arystotelesa tłumacz.

⁷⁷idziem — dziś: idziemy; daw. skrócona forma czasownika tu często stosowana dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.


[03.04.2025, Toruń]