O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

19 stycznia 2020

WŚRÓD ANIOŁÓW (całość)


Wódz wszystkich Skrzydlatych musiał być poinformowany przez Naczelnego, że zdarzyło się / zdarzy to i to i trzeba być w gotowości.
Trudno powiedzieć, czy Naczelny sam sprokurował to wydarzenie, czy też dysponując dziesiątkami milionów par oczu po prostu dostrzegł, że szykuje się coś niezwykłego i konieczna będzie szybka i zdecydowana reakcja.
I stało się – rozległ się huk i tuman kurzu wzniósł się ponad wiecznie zielone pogłowie świerków i sosen.
Żelazny ptak przypominający ważkę wchłonął Go w swoje pojemne i nowoczesne cielsko i dostarczył szybko i bezpiecznie do jednego z budynków, w którym czekali na niego Skrzydlaci pierwszego i drugiego rzędu. Ci ważniejsi ubrani byli w błękitne i seledynowe, doskonale wyprasowane okrycia; mniej ważni ubrani byli w biel nieskazitelną, jaka zwykle towarzyszy wszystkim Aniołom na świecie. Wybrańcy pierwszego i drugiego rzędu zajęli się NIM fachowo i troskliwie. Wtedy właśnie czas odgrywał bardzo ważną rolę. Udało się. Wódz wszystkich Skrzydlatych – Archaniołów i Aniołów dowiedział się w końcu o sukcesie jego podwładnych i natychmiast przekazał tę miłą wiadomość Naczelnemu. Właściwie to Naczelny nie musiał być informowany. On wiedział o wszystkim.
A co z NIM? ON znalazł się w obszernej sali i odpoczywał w pozycji horyzontalnej. Nad NIM i wokół NIEGO fruwały Anioły, cierpliwe, niekrzykliwe, mówiące, że jest dobrze, że jest coraz lepiej. Były przy nim kiedy płakał, śmiał się, śpiewał i żartował. Najgorsze były noce.
Otóż pewnej nocy…
… pewnej nocy poczuł ogromne pragnienie przypominające błagalne modlitwy saharyjskich Tuaregów o wodę choćby w jednej z libijskich oaz. Utkwiwszy wzrok w pustej, półlitrowej, plastykowej butelce spoczywającej bezcelowo na orzechowym blacie prostokątnego stolika ustawionego obok łóżka, ON zapamiętawszy nazwę mineralnej wody wydrukowanej na elipsoidalnej etykiecie przyklejonej do walcowatej powierzchni butelki, ON zdecydowany był wyruszyć w długą, a może też niebezpieczną drogę do samego źródła, skąd mógłby zaczerpnąć płynu ratującego mu życie. Odpłynął więc, odjechał, pokonał czasoprzestrzeń, nie wiedząc przy tym, jak bardzo naruszył prawa fizyki, a ponadto ta wyprawa po wodę, choć chwalebna i niezbędna dla jego organizmu, należało traktować jako ucieczkę z krainy Aniołów. W końcu znalazł się w miejscu, w którym spodziewał się otrzymać upragnioną butelkę wody. Zatrzymał swój niewidzialny pojazd przed magazynem, na którego frontowych ścianach, nad podłużnymi taflami okien iskrzył się na czerwono ten sam napis, który dostrzegł uprzednio na plastykowej butelce pozostawionej na przyłóżkowym stoliku.
- Co pan tu robi? – zapytała kobieta w bieli, która wszakże nie była Aniołem. – Jak się pan tutaj znalazł – zapytała w jego języku.
- Chcę pić – odparł słabym głosem – a jak tutaj się znalazłem, nie wiem.
Wielkie serce kobiety spowodowało, że wkrótce półlitrowa szklanka dobrze schłodzonej wody znalazła się w JEGO dłoniach. Patrzyła na niego z podziwem, jak szybko opróżnił podane mu naczynie, z niedowierzaniem usłyszała jego głos proszący o więcej wody, o kolejną jej porcję.
- Nie mogę panu przynieść kolejne szklanki. Pan rozumie, przepisy… i nie wolno panu pić więcej.
Najpierw prosił, potem błagał i wreszcie wykrzyczał na cały głos, że jest spragniony, i jeżeli nie dadzą mu się napić, stanie się coś strasznego.
JEGO głos był tak skrzekliwy, tak donośny, że wszyscy pracownicy znajdujący się w magazynie (każdy z nich ubrany był w biały, wyprasowany kitel) zamilkli. W końcu jeden z nich, barczysty mężczyzna z brodą zajmującą trzy czwarte powierzchni jego twarzy, podszedł do niego w menzurką wypełnioną bezbarwnym płynem. Przysunął krawędź naczynia do jego spęczniałych ust.
- Tylko powoli – powiedział do NIEGO brodacz.

Kiedy otworzył oczy ujrzał jak jeden z Aniołów pociera jego usta zwilżonym tamponem bawełnianej waty. Wysysał z niej niewidoczne kropelki wilgoci.
- Jeszcze trochę – poprosił Anioła.
Anielica nasączyła bawełniany tamponik mocniej. Ssał go powoli, delektując się bezsmakiem płynu.
- Jutro pozwolę panu wypić ze szklanki – powiedziała.
Z uśmiechem na twarzy zasnął po raz drugi.

[19.01.2019, Mieczysławów

4 komentarze:

  1. Myślę że tego rodzaju wspomnienia zostają na całe zycie.
    Też mam podobne sprzed lat...

    OdpowiedzUsuń
  2. Litościwy Anioł, ale rozsądny...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzruszylam się po raz kolejny...Marta uk

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ciekawa, po czym odróżnić anioła od anielicy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń