Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

17 lutego 2022

SZTUKA - CLOISONNISME (1888-1894) - GAUGUIN - 1.CZĘŚĆ

 

    W malarstwie francuskim, termin "cloisonnism" (po francusku "partycja") opisuje styl ekspresjonizmu związany w szczególności z takimi artystami jak: Emile Bernard (1868-1941), Louis Anquetin (1861-1932) i Paul Gauguin (1848-1903).

    "Cloisonnism" został po raz pierwszy ukuty w 1888 roku przez krytyka sztuki Edouard Dujardin.

    "Cloisonnism" byl stylem malarstwa postimpresjonistycznego, wyróżniającym tym, że powierzchnia obrazów zawierała obszary czystego koloru. Płótna pozbawione były w większości efektów cieniowania lub modelowania trójwymiarowego, co nadawało im silny dwuwymiarowy wygląd.

    Styl ten powstał jako odpowiedź na zainteresowanie impresjonistów studiowaniem i przedstawianiem światła, ponieważ odchodząc od naturalistycznego podejścia - malarze mogli teraz łączyć idee artystyczne z tematami, aby stworzyć mocniejszą formę sztuki nowoczesnej.

    "Cloisonnism" jest związany był z grupę artystów artystów zgromadzoną w Pont-Aven w Bretanii. Należeli do nich Jacob Meyer de Haan (1852-95), Charles Laval (1862-94), Charles Filiger (1863-1928), Armand Seguin (1869-1903) i Paul Serusier (1863-1927), którego obraz Talizman z roku 1888, znajdujący się w Musee d'Orsay we Francji, miał duży wpływ na estetykę grupy Nabis. Często słowo "cloisonnism" lub"kloisonizm" używane jest zamiennie z terminem "syntetyzm", chociaż malarze syntetyzmu, tacy jak Gauguin, nie stosowali grubych czarnych konturów, które są znakiem rozpoznawczym obrazów "kloisonistycznych". Pod każdym innym względem te dwa style są niezwykle podobne.

    "Cloisonizm" został rozwinięty przez nowoczesnych artystów Emile'a Bernarda i Louisa Anquetina pod koniec lat 80. XIX wieku. W ich obrazach formy są uproszczone, a obszary płaskich, nienaturalnych barw oddzielone są ciężkimi konturami przypominającymi gotyckie witraże lub emalie cloisonne, podkreślającymi ich dekoracyjność.

    Celem "cloisonnizmu" nie było ilustrowanie obiektywnej rzeczywistości, lecz wyrażanie wewnętrznego świata emocji. Anquetin i Bernard poznali smak witraży i japońskich drzeworytów (znanych jako Ukiyo-e woodblock prints) - szczególnie tych autorstwa Hokusai (1760-1849) i Hiroshige (1797-1858) oraz kolejnym wpływem na ich twórczość miał Fernand Cormon (1845-1924), w którego pracowni studiowali.

    Tam Louis Anquetin i Emile Bernard zaprzyjaźnili się z Vincentem van Goghiem (1853-90) i Toulouse-Lautrecem (1864-1901), artystami, którzy na swój indywidualny sposób uczestniczyli w ówczesnych eksperymentach.

    Najważniejszym artystą awangardowym, który podzielał idee Anquetina i Bernarda był jednak Paul Gauguin. Mógł on widzieć ich prace wystawione w Grand Restaurant-Bouillon pod koniec 1887 roku.

    Z pewnością latem 1888 roku pracował z nimi w Pont-Aven w Bretanii, i choć nigdy nie przyjął w całości "kloisonistycznej" praktyki oddzielania form ciężkimi konturami, jego kluczowy obraz z tego okresu, Wizja po kazaniu: "Jacob Wrestling with the Angel" z 1888 roku, obecnie w National Gallery w Londynie), wyraźnie pokazuje wpływ Cloisonnistów w jego dramatycznych zestawieniach nasyconych kolorów.

    Pierwsze obrazy Bernarda i Anquetina z 1886 i 1887 roku podejmowały tematykę miejską, ale w Pont-Aven, dzieląc się pomysłami z Gauguinem, zastosowali nową technikę do obrazów rodzajowych, przedstawiających proste życie bretońskich chłopów, a także obrazy klasyczne i biblijne, tworząc w ten sposób pełnowartościowe dzieła "kloisonistyczne".

Miały one decydujący wpływ na sztukę awangardową końca XIX i początku XX wieku.

A teraz kilka obrazów Paula Gauguina.

 
"Walka Jakuba z Aniołem"



"Rybacy i kąpiący się nad rzeką Aven"



"Bretońscy rybacy"



"Niebieskie dachy w Rouen"



"Praczki w Pont-Aven"




"Chłopiec przy wodzie"


[17.02.2022, Toruń]

15 lutego 2022

STAROPOLSKA 1.

 

Aaron - herb kapituły krakowskiej

    Mamy wszechwładną i wszystkowiedzącą Wikipedię, tymczasem ja postanowiłem zajrzeć do Encyklopedii Staropolskiej i jej wydań z lat 1900 - 1903 i przedstawić w kawiarence kolejny serial słowno-wydarzeniowy, publikując sporo wiadomości jakimi żyli ówcześni rodacy, a były to czasy, które znakomicie pamiętają Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski czy Stanisław Wyspiański.

    Autorem tej encyklopedii był Zygmunt Gloger, a to czterotomowe dzieło ukazało się w Warszawie (pierwszy tom w 1900 roku) drukiem P. Laskauera i W. Babickiego.

    Z tej racji, że język Encyklopedii jest już dla współczesnych historyczny, toteż nie chcąc mieszać aktualnych słów znaczenie i uporządkowanie z historią, nie zmieniłem formy, składni, fleksji i ortografii w rzeczonym tekście.

    Dla mnie osobiście przygoda z Encyklopedią Staropolską stanowi niejaką uciechę z jednej strony, a z drugiej - pożywkę dla wiedzy własnej.


1. 

    Aaron, herb przedstawiający na polu srebrnem trzy złote korony, dwie u góry, a jedną u dołu. Przyniósł go do Polski Aaron, zakonnik reguły św. Benedykta, rodem Francuz, powołany w r. 1046 przez króla Kazimierza Odnowiciela na opata do klasztoru tynieckiego.

    Aaron, otrzymawszy biskupstwo krakowskie, pozostawił po sobie kilka pamiątek w urządzeniu kapituły krakowskiej i kościoła. Jedną z nich jest jego herb, który, gdy nikt z rodziny zakonnika po jego śmierci (1059 r.) nie pozostał w Polsce, na pamiątkę jego cnót i zasług dla kościoła, kapituła krakowska przyjęła za swój własny i pieczętuje się nim po dzień dzisiejszy.


2.

    Abdank lub Habdank, herb starożytny polski. W polu czerwonem ma znak srebrny, do litery W podobny, wyobrażający połamaną sztabę. Nad hełmem korona szlachecka o 5-iu pałkach, a nad nią drugi podobny znak jak na tarczy. Niektórzy twierdzą, że herb ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich. Według jednak powszechnej tradycyi, początek herbu sięga wojny Bolesława Krzywoustego z cesarzem niemieckim Henrykiem V. W tym to czasie, gdy Jan z Góry, poseł Bolesława III (Krzywoustego), przybył do Henryka z żądaniem pokoju, cesarz zażądał haraczu od Polski i dla pokazania, że ma czem wojować, kazał otworzyć skrzynię ze swym skarbem. Wówczas Jan z Góry zdjął z palca własny pierścień i, rzucając go do skrzyni cesarskiej, rzekł: „Idź złoto do złota!“ Zdumiony Henryk podziękował wyrazem niemieckim „Hab’ Dank.“ Odtąd Jan z Góry przezwany został w narodzie Skarbkiem, a herb, którym się pieczętował, nazwano Abdankiem lub Habdankiem. Do znamienitszych członków tego rodu należał Lambert, syn Michała z Góry, biskup krakowski od r. 1080, czyli następca po św. Stanisławie, ten sam, który w lat 10 po zabiciu św. Stanisława przeniósł jego ciało ze Skałki na Wawel, do katedry, gdzie zbudował z ciosu grób i pokrył go złotemi blachami. Heraldycy nasi wyliczają pieczętujących się Abdankiem około 120 rodzin polskich, co wskazuje, że był to jeden z najbardziej rozpowszechnionych herbów w Polsce.


3.

    Abigeatus, z łac. abigo — odganiać, odpędzać, w dawnem prawie polskiem oznacza kradzież bydła z pastwiska, bydłokradztwo. Abigeus zwał się już w prawie rzymskiem bydłokradca.


4.

    Abjuracja, z łac. abjuratio — odprzysięganie, znaczyła w prawie polskiem formę prawną urzędownego ustąpienia rzeczy jakiej, z wyprzysiężeniem się jej własności. Abjuracja w rzeczach wiary znaczyła odrzysiężenie się czyli wyrzeczenie się błędów kacerskich, abjurować — odprzysiądz się, wyrzec się.


5.

    Ablucja, z łac. ablutio — umywanie, znany jeszcze u pogan obrządek religijny umywania ciała przed przystąpieniem do ofiar. W liturgjach kościoła katolickiego znane są ablucje trojakie: 1) ablucja głowy (capitilavium), 2) ablucja nóg (pedilavium) i 3) ablucja rąk (manilavium).


6.

    Ab ovo - wyrażenie łacińskie, przez Polaków często używane, znaczy dosłownie: od jajka, t. j. od samego początku. Powiadają, że u Rzymian powstało ono przez skrócenie ich przysłowia ab ovo ad mala (od jajka do jabłek), czyli od początku do końca, gdyż Rzymianie wieczerze swoje rozpoczynali od jaj, a kończyli na jabłkach.


7.

    Abrenuncjacja, z łac. renuntio — zrzec się, oznajmić, w dawnem prawodawstwie zrzeczenie się prawa do majątku po otrzymaniu wiana przez wyposażoną kobietę. Nazywano to także po polsku w y r o k i e m, od wyrzeczenia się.


8.

    Abrewjacje. Kopczyński w gramatyce swojej powiada: „Znajdują się w pismach polskich skrócenia czyli abrewjacje, tak przez opuszczenie głosek, jako przez zamianę ich na figury“. Abrewjacją, inaczej abrewjaturą, t. j. skróceniem, nazywano w dawnej sztuce pisania łacińskiego mniej lub więcej znaczne zmniejszenie wyrazu przez opuszczenie jednej lub kilku w nim liter i zastąpienie ich pewnym znakiem. Głównym powodem podobnego sposobu pisania była dawna drogość pargaminu i papieru, dotkliwa dla ludzi uczonych a niezamożnych, lub szczupłość miejsca na tablicach kamiennych, wreszcie naśladownictwo poprzedników, których zmuszała do abrewjacyi potrzeba. I tak np. skracano wyraz pater lub mater przez zachowanie pierwszej i ostatniej litery pr, mr i dodanie nad niemi poziomej kreski na znak wyrzutni. Przy wszechstronnem stosowaniu skróceń za pomocą pewnych stałych zasad i ogólnie przyjętych znaków, osiągano niekiedy tak znaczną redukcję, że skrócone pismo było w stosunku do nieskróconego jak 1:5. Były więc abrewjacje nietylko oszczędnością materjałów piśmiennych ale i czasu, co przed wynalezieniem druku, wobec potrzeby rozpowszechniania pisma za pomocą przepisywań, było względem wielkiej wagi. W XII i XIII wieku skracanie pisma łacińskiego doszło do najwyższego stopnia; później coraz słabło, tak że w wieku XVII i XVIII w kancellarjach naszych nie używano już skróceń prawie żadnych w łacinie, z nader małymi wyjątkami. Rozliczne sposoby stosowania skróceń w średniowiecznych pismach łacińskich, a stąd trudność ich odczytywania, stworzyły potrzebę oddzielnej gałęzi nauki, która zowie się dziś paleografją; wiadomości zaś o skróceniach ujęte zostały w oddzielne podręczniki i słowniki, podające w porządku alfabetycznym skrócone wyrazy wraz ze znakami, oraz całkowite ich brzmienia. W skróceniach odróżniają paleografowie trojakiego rodzaju formy:

1) sygle, 

2) noty tyrońskie 

3) właściwe abrewjacje czyli skrócenia albo tytle.

S y g l e czyli pojedyńcze litery, zwykle inicjały (initium, początek), które nazwę swą biorą od wyrazów litterae singulares, przedstawiają najprostszy i najdawniejszy typ skrócenia wyrazów przez podanie tylko litery ich pierwszej, początkowej, zwłaszcza w tytułach i nazwiskach osobowych.

N o t y     t y r o ń s k i e użyte były jakoby po raz pierwszy przez Juljusza Tyrona, który był sekretarzem przy Cyceronie. Skrócenia, przez niego dla pośpiechu w pisaniu wprowadzone, podobne były poniekąd do obecnych znaków stenograficznych. W ł a ś c i w e a b r e w j a c j e są to znaki skróceń, niekiedy u nas nazywane t y t l a m i, które umieszczone obok wyrazu, na jego początku, końcu albo nad wyrazem, wskazują, jakie litery lub zgłoski zostały w nim opuszczone.

Tytle najważniejsze znane są w liczbie 8-iu:

1) kreska podłużna lub haczykowata nad miejscem opuszczonej w wyrazie litery lub sylaby;

2) znak podobny do siódemki lub pionowego haczyka wskazuje opuszczone re, er, ir;

3) mała dziewiątka u góry znaczy us;

4) znak małej dwójki lub trójki nad wyrazem znaczy ur; 5) znak w kształcie małej piątki oznacza s;

6) znak dziewiątki w szeregu liter wyrazu oznacza cum, cun, com, con;

7) kropka, dwukropek lub haczyk znaczy que, us, est i inne;

8) znak podobny do czwórki znaczy rum. Wogóle dawne abrewjacje należy uważać za prototyp czyli pierwowzór dzisiejszej stenografii, tylko że gdy dzisiaj mamy kilka ustalonych systemów szybkopisma, to niegdyś w sztuce pisania łacińskiego, poza ogólnie przyjętemi skróceniami, miano jeszcze mnóstwo innych, właściwych różnym czasom, krajom i piszącym.


[15.02.2022, Toruń]


WERSETY (6) ALEJA WIĄZOWA

 



Aleja wiązowa.



Kazałem moja mała uporządkować

tę wiązową aleję

Herkulesowa praca

wydobyto kształt tunelu

wąwozu którym przed laty

podążał powracający z zaślubin młodych

powóz dwukonny

patrz nawet mleczna droga kół

odcisnęła piętno na tej trasie

ku dworowi mknącej

powóz biały konie w bieli

tren sukni podwinięty jak mglisty pióropusz

teraz możemy się przejść

duktem szlacheckim

dziecino którą zdołałem oderwać

od budowania kruchego zamku

w piaskownicy

ta droga jest trwalsza

usypana z łez wyrzeczeń

ale i szczęścia tych dwojga

co już po tamtej stronie

czekają na twoją karetę.



[15.02.2022, Toruń]


14 lutego 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (650 - 651) PESYMISTA. POMYSŁ.

 

Widok Alumnatu w Tykocinie.

Alumnatami nazywano zakłady, w których uczniowie, alumni, otrzymywali
bezpłatnie, kosztem biskupów, z funduszów kościelnych lub z zapisów
prywatnych — stół, mieszkanie i naukę.

650.

Czasami naprawdę jest dobrze i czuję się w swoim żywiole jako ten, kto wciąż zagłębia się w tajniki literatury, czyta, analizuje, przypomina sobie i czasami żałuje, że mógłby zrobić coś więcej ze swoim życiem dawniej i teraz. Jeślibym miał zasięgnąć rady psychologów, to takie częste w moim wypadku odwoływanie się do przeszłości ma konotacje pesymistyczne... i to prawda, jestem pesymistą, nie skrajnym, ale jestem, a żyję dzięki temu, że co nieco z przeszłości pamiętam, a przy okazji chwalę. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najwłaściwsza postawa życiowa, choć pocieszam się tym, że losy bardzo wielu osób nie zależą ode mnie, a w prywatnym życiu staram się nie zarażać swoimi poglądami.

Staram się też nie upiększać przeszłości, żeby nie wyszło, że nie mam jej (i sobie wrzuconego do tej przeszłości) nic do zarzucenia. Chyba takim najistotniejszym i najbardziej paskudnie z perspektywy lat odbieranym okresem czasu było kierowanie szkołą, i to bez względu na to, że nie uważam, abym był dyrektorem, którego gryzą psy. Bardzo trudno jest mi wytłumaczyć się, dlaczego tak negatywny stosunek mam do tego okresu mojego życia zawodowego; myślałem, że z biegiem lat będę potrafił dokonać solidnego bilansu i w końcu sam sobie odpowiem na pytanie "dlaczego". A jednak tego nie potrafię i wciąż mam obsesję nieprzekraczania do końca życia progów tej "mojej" szkoły, co mi się świetnie udawało i udaje, w czym, zdaję sobie z tego sprawę, przypominam więźnia, który po opuszczeniu zakładu odosobnienia przyrzekł sobie, że już nigdy ponownie do niego nie trafi.

651.

Nie da się ukryć, że tego typu dywagacje pojawiły się nocą tuż po rozstaniu się z niedzielą, dniem, w którym zawsze pesymizm dochodził do głosu, powtórzę - zawsze, lecz już nie będę powielał w nieskończoność tej narracji.

Mam sporo tak zwanej przygotowawczej pracy oraz to, co zwykle robię, czyli zajmuję się słowami i jak onegdaj za czasów ......... miewam pomysły. Jeden z nich już niedługo pojawi się w kawiarence i zagości (oby!) na stałe i aby go przeprowadzić do końca, może mi nawet życia nie starczy. Tłumaczyć teraz się nie będę, pozostawiając stałych gości kawiarence w niedomówionej ciekawości.


[14.02.2022, Toruń


13 lutego 2022

CZAS ODEBRANY [ I ]

 

Édouard Manet (1832 -1883)
"Śniadanie na trawie"

I. 

    Zapamiętał ją jako wysoką, nawet ładną dziewczynę o wielkich błyszczących porterowym blaskiem oczach, z okrągłą buzią. Nie była może nazbyt inteligentna, ale bystra i dająca się lubić, chociaż tak naprawdę to nie znał jej na tyle, aby móc wydawać o niej tak kategoryczne sądy, a zatem i ten o jej inteligencji mógł być fałszywy. Z kimś tam wiązana była przez jakiś czas i zdawało się, że może zamieszkać z nim, tym swoim pierwszym w narożnej kamieniczce miasteczka - przecięcie Narutowicza i Łukasińskiego, na parterze której matka Alicji miała swój prywatny konfekcyjny sklep z odzieżą, głównie damską... ale coś tam im nie wyszło, więc poznała Ryśka i z nim się związała.

    Alicja pochodziła z rodziny mieszczańskiej. Adam nie przypuszczał, aby od zawsze mieli z matką (była po rozwodzie z ojcem Alicji) to mieszkanko na pierwszym piętrze nad sklepem. Zdaje się, że zaraz po wojnie dziadkowie Ali wprowadzili się tutaj do mieszkania pozostałego po żydowskiej rodzinie, która jak niemal wszystkie pozostałe zagazowano lub zastrzelono w obozie koncentracyjnym w Chełmnie.

    Czekając na Ryszarda, Adam przypominał sobie dawne czasy, wspominał Alę, z którą chodził w ogólniaku do jednej klasy; wspominał też Ryśka, który był jego sąsiadem w fabrycznej miejscowości położonej o trzy kilometry od miasta, a później chodził z nim do tego wspaniałego liceum, z tym że do różnych klas. Cała ta trójka, znaczy się: Ala, Rysiek i Adam była teraz w wieku przedemerytalnym, w ogóle, dzięki Bogu, że przeżyli tyle lat , bo akurat w ich roczniku ostatnio doszło do kilku zgonów. O Ali i Ryśku wiedział tyle, że nie wyjechali z miasteczka i mieszkając tu razem od chwili ślubu, prowadzili sklepik po matce, i solidnie wiązali koniec z końcem, solidnie, lecz bez rewelacji. W tym momencie, odpowiadając niejako na wspomnienie, niewypowiedziany smutek zagościł na twarzy Adama, właśnie z powodu tego, że to przecież on obiecywał sobie solennie nie wyjeżdżać z miasteczka.

- Tu jest moje miejsce - powtarzał z naciskiem, kiedy spotykał się w klubokawiarni i z Ryśkiem, i z pozostałymi najbliższymi kumplami ze szkoły.

- Mam tu coś do zrobienia - tłumaczył innym razem Ryśkowi i jeszcze jednemu koledze z licealnej klasy - Romkowi, kiedy wracali polami, dalszą drogą ze szkoły, a że był to ostatni dzień szkoły w tym tygodniu, to i zakupili sobie w powrotnej drodze do domu jakąś nie bardzo wysublimowaną butelkę wina (może nawet dwie) i raczyli się nie-boskim napojem na znajomej polance nie opodal krzaku dzikiego bzu, przekąszając ten napitek jakimiś ciastkami kupionymi w sklepiku, w którym zwykle kupowali coś do jedzenia, bądź też uzupełniali ucztę resztkami drugiego śniadania niezjedzonego w całości podczas przerw w szkole.

    Oczywiście rozprawiali też o wielu sprawach, lecz temat pozostania w mieście, gdzie odbywali naukę, wysuwał się na plan pierwszy. Adam nie pamięta, czy Rysiek i Romek podzielali jego zdanie odnośnie niewyjeżdżania z miasteczka. Ryszard, zdaje się, rozważał karierę żołnierza, a Romek - temu się udało - został tutaj, przy ojcu i matce, nie zawojował świata, ale przynajmniej własnego podwórka nie zdradził. Dla Adama temat zaznaczony powyżej był najważniejszy, jakkolwiek podczas owego powrotu Odyseusza do Itaki, rozmawiali o wielu innych sprawach, szkolnych i pozaszkolnych, związanych z ich przyszłością, lecz również tych codziennych, banalnych i natychmiast usuwalnych z pamięci. W tym czasie nie było miejsca na Alicję i, co w ogóle mogło się wydawać dziwne, nie rozmawiali wtedy wiele o dziewczynach, o koleżankach z klasy, ze szkoły. Zdaje się, że nie nadeszła jeszcze wtedy pora na takie rozmowy lub też pomimo wypijanego alkoholu i zażyłości jaka ich łączyła, byli nazbyt skrępowani tematami związanymi z miłostkami, które w rzeczy samej stanowiły zapewne pokaźną cząstkę ich życia. (cdn.)


[13.02.2022, Toruń]



12 lutego 2022

FRAZEOLOGIZMY (70-90)

 

"Houston, mamy problem"


71. gadać od rzeczy ◦pospolicie - wypowiedź pozbawiona głębszego sensu, niedorzeczność:

" Nigdzie nie będę jeździł po nocy. Marcin powiedział, że jeżeli zrobi się późno to zostanie swojego kolegi na noc i wróci jutro rannym pociągiem. Przestań gadać od rzeczy, to dorosły człowiek, a nie dzieciak, więc może sam decydować o swoim postępowaniu.", także: pleść od rzeczy.


72. gadające głowy ◦publicystyczne - program publicystyczny, którego obraz przekazywany doodbiorcy prezentuje jedynie siedzących i dyskutujących polityków, komentatorów, dziennikarzy itd.:

"Nic, tylko gadające głowy w tej telewizji, odkąd zaczęła się kampania wyborcza".


73. gapić się jak sroka w kość/gnat - wpatrywać się w jeden punkt, dziwić się czemu, nie ruszając się z miejsca:

"Co się gapisz jak sroka w gnat? Woreczki na plecy i nosimy, tutaj nie ma windy. Chłop jak się patrzy, a 25 kilogramów cementu nie uniesie. Byś się wstydził, popatrz na Wieśka: emerytura za pasem, a dźwiga aż miło", także: patrzeć jak sroka w kość/gnat.


74. garnąć się do czegoś/do kogoś jak muchy do miodu - w wielkiej liczbie, tłumnie także: ciągnąć do czegoś/do kogoś jak muchy do miodu.


75. gasnąć w oczach - w szybkim tempie tracić siły, stawać się słabszym, także: ginąć w oczach


76. gdzie diabeł mówi dobranoc - z dala od miast, terenów zamieszkałych przez większe skupiska ludzkie; głęboka prowincja, także: tam gdzie diabeł mówi dobranoc.


77. gdzie popadnie - byle gdzie, byle jak; przypadkowo, przypadkiem, bez zastanowienia, pierwszy z brzegu itp., także: co popadnie.


78. gest teatralny - przesadny, sztuczny, nieodpowiedni do sytuacji gest, ruch ciała:

"Napastnik włoski upadł w polu karnym, chcą wymusić rzut karny. Sędzia jednak nie dał się nabrać na jego teatralne gesty". często w odmiennym szyku: teatralny gest.


79. gęsia skórka - skóra ludzka, która pod wpływem odczuwania zimna, nagłej zmiany temperatury otoczenia lub silnych emocji wygląda jak skóra ptaka domowego pozbawionego pierza, także: dostać/dostawać gęsiej skórki.

80. ginąć w oczach - w szybkim tempie tracić siły, stawać się słabszym: "Dowiedzieliśmy się o jego chorobie tuż po Bożym Narodzeniu. Choroba zabierała go szybko. Z dnia na dzień ginął w oczach, zgarbił się, postarzał i jedynie jego wesołe oczy pozwalały nam rozpoznawać w nim naszego najlepszego przyjaciela".


81. harować jak głupi/głupi osioł - pracować bardzo dużo, często bez zauważalnych efektów, także: harować jak dziki osioł.


82. harować jak koń/wół - pracować bardzo ciężko.


83. handel żywym towarem - o czerpaniu korzyści ze sprzedaży ludzi:

"Niestety, jeszcze w wielu krajach trzeciego świata spotykane są przypadki handlu żywym towarem. Szczególnie zagrożone są dzieci i młode kobiety".


84. hiena cmentarna, hieny cmentarne - o ludziach okradających groby: "Musieliśmy odnawiać grobowiec w tydzień po remoncie. Okazało się, że dla hien cmentarnych nie ma świętości i ukradli nową klamkę i posrebrzane okucia".


85. hiobowa wiadomość/wieść - przerażająca informacja o tragedii, wielkim nieszczęściu:

Ze Stanów Zjednoczonych dochodziły hiobowe wieści o ogromnych rozmiarach powodzi w Nowym Orleanie".


86. historia o siedmiu zbójach - środowiskowe - bez treści, bez składu; działanie pozbawione sensu; opowieść niewiarygodna, także: ballada o siedmiu zbójach.


87. historia o żelaznym wilku, także: bajka o żelaznym wilku - historia zatoczyła koło, coś wróciło do początku, coś zaczyna się powtarzać.


88. Houston, mamy problem! - coś nieoczekiwanego źle wpływa na rozwój sytuacji; kłopot:

"Houston, mamy problem! Miało odbyć się głosowanie przez Internet, lecz okazało się, że serwery stacji zablokowały się w ciągu dwóch minut".


89. homerycki, homeryczny śmiech. także: śmiech homerycki, homeryczny.


90. huczy/huczało od plotek - nagle pojawiło się wiele niesprawdzonych informacji na jakiś temat:

"W mieście aż huczało od plotek, że organista zostawił żonę dla właścicielki restauracji „Nad strumieniem” i dlatego odwołano kilka ślubów w tym miesiącu"; synonim: wróble ćwierkają o czymś.


[12.02.2022, Toruń]



KAWIARENKA. ROZDZIAŁ 37 - PRZYJACIEL W POTRZEBIE

 

37.ROZDZIAŁ 37. PRZYJACIEL W POTRZEBIE

(z którego dowiemy się, że jakaś przypadłość nieciekawa dopadła Starego Pisarza, przypadłość, z której postanowił wyleczyć przyjaciela pan Radca Krach)

    Radca Krach rzecz jasna, że przeczytał... przeczytał i te komentarze. Czym prędzej do Starego Pisarza popędził. Ten w miodowym mleku pyszczek swój miał umoczony; przysypiał nad tym mlekiem i bułką z masłem.

    Termometr leżał obok wyblakłej kartki papieru tłuszczem poplamionej.

- Czterdzieści jeden? - zadziwił się pan radca.

- Panie radco - odrzekł stary pisarz - czterdzieści dwa pokazywało, ale ostygł.

- Przyjacielu... moczyłeś termometr w ciepłym mleku? Dlaczego?

- Należało miodzik rozprowadzić...

- A myśmy już myśleli, że z panem słabiutko.

- Bo też czuje się słabym - westchnął pisarz.

- Już ja wiem, co postawić cię na równe nogi może.

    Powiedziawszy te słowa pan radca dobył z tajemnej kieszonki płytę, którą umieścił w starego pisarza samograju. Puścił ją przyciskiem, którego zwykł używać jedynie w szczególnie wzniosłych chwilach.

- Posłuchaj tego, a po zakończeniu nie waż się mówić, że nie zrobiło ci się lepiej na słowiańskiej duszy.

Pomogło?


Ten najkrótszy odcinek kawiarenkowej opowieści powstał dokładnie 20, grudnia 2015 roku w Łodzi (tutaj nie wprowadziłem zbyt wielu zmian) - musiałem wtedy zjechać z trasy przed świętami. Byłem wtedy w jakimś szczególnie podłym nastroju, myślałem nawet o zlikwidowaniu bloga i chyba tego właśnie wyrazem była ta najkrótsza z możliwych historyjka.

Wpisowi temu towarzyszyła niezwykle piękna, moim zdaniem, piosenka rosyjskiego zespołu "Lube". Okazuje się, że wtedy, przez ponad sześcioma laty, okazała się ona odtrutką nie tylko na chorobę Starego Pisarza, lecz również na moją psychiczną kondycję. Z ogromną przyjemnością - ufam, że będzie to przyjemność także dla czytających tego bloga, posłucham tej pieśni, a przy okazji zamieszczam poniżej także jej oryginalny tekst oraz... ostatnie króciutkie zdanie wieńczące rozdział 37 opowieści.





Любэ - "Ты неси меня река"

Ты неси меня река

За крутые берега (где поля)

Где поля мои поля (где леса)

Где леса мои леса (ты неси)

Ты неси меня река

Да в родные мне места (где живет)

Где живет (моя) моя краса

Голубы у нее глаза

Как ночка темная

Как речка быстрая

Как одинокая луна

На небе ждет меня она


За туманом огонек (огонек)

Как же он еще далек (ой, далек)

Ты мне ветер помоги

Милой весточку шепни (знаю ждет)

Знаю ждет меня моя краса


Проглядела в ночь глаза

Как ночка темная

Как речка быстрая

Как одинокая луна

На небе ждет меня она


Ты неси меня река

За крутые берега

Ты неси меня река

За крутые берега


Голубы у нее глаза

Как ночка темная

Как речка быстрая

Как одинокая луна

На небе ждет меня она


Pomogło?


[12.02.2022, Toruń]

10 lutego 2022

POEZJA (13) DOROTA CHRÓŚCIELEWSKA - WIERSZE

 



Mojej akademickiej nauczycielce poświęcam tych kilka o Niej słów.

Najpierw tomiki jej wierszy:

Epitalamia (1968)

Portret dziewczyny z różą (1972)

Zamykam oczy: czerń (1976)

A moja ręka jest od róży (1981)

Górą, doliną (1983)

Noc polarna (1987)

Morze martwe (1992)

Nie zostawiajcie mnie samej (1997)

Proza:

Ci wielcy artyści mojego pokolenia (1982)

Wino o smaku niezapomnianym (1986)

Oprócz tego wraz z matką napisała książkę dla dzieci "Opowieść o Warsie i Sawie", a z mężem "Bajki mistrza Gadułki".

Słowo o mężu Pani Doroty - też odszedł...

Mąż - Mirosław Kuźniak (1946-2006), poeta, prozaik, wydawca, redaktor działu literackiego Polskiego Radia w Łodzi. Debiut poetycki na łamach "Odgłosów" (1965); opublikował tomiki wierszy: "Portrety" (1967), "Sentymenty" (1970), "Biała podróż" (1978), "Świat bez przerwy" (1986), "Motyle drwią z nas" (2005) oraz prozę: "Rodowody" (1979), "Śmierć w pięknym samochodzie" (1981), "Widok z Ultima Thule" (1983), "Telefon od losu" (1985).

Pani Dorota często nie tytułowała swoich wierszy, lecz nie ma to większego znaczenia dla odczytania jej ciepłej, refleksyjnej, momentami smutnej poezji.

---

Krzyczałam w nocy Przyszli do mnie Zmarli

Ale nie mieli ramion żeby mnie przygarnąć

Oczu ażeby spojrzeć

Ust żeby przemówić

Nie mieli medalików szkaplerzyków krzyży

bym mogła się utwierdzić że tam wierzą jeszcze

Ani ciał by pocieszyć - ho ho wcale wcale

Ni ubrań by nakłamać - w bardzo dobrym guście

Krzyczałam w nocy Lecz nie mieli uszu

i mnie nie posłyszeli


***

To nie są czasy dla poezji 

Dom tego wiersza jest kruchy

Nikt w nim nie zamieszka

Lada oddech go zdmuchnie

Lada łza zatopi


To nie są czasy dla poetki Muza

nie zasiada naprzeciw Nie przyfruwa Anioł

by schyliwszy się szeptać

swoje święte wersy


Miał być od spiżu trwalszy

a tu tleje w palcach

Miał być nad piramidy

a tu maku ziarnko


Miał być żywiołem

ogniem

a tu jest ogarkiem

Jest tylko niedopałkiem

W pełnej popielnicy


Czy może linoskoczka tańcząca na linie

balansująca ciągle między Dobrem - Złem

zbudować dom i schody których nie wyszczerbi

wataha przyszłych pokoleń


I po co

mieliby tu przychodzić

Starczy byle gumka

Zetrzesz i nie ma domu

Nigdy go nie było


***

W moim niebie będą moje psy

puch akacji

cierpka jarzębina

i łoziny przez które mnie niósł

on

którego już dziś nie wspominam

Gwiazdy będą na wyciągnięcie ręki

I po Wenus nie będę się wspinać

Co pamiętam dziś – tam zapomnę

Zapomniane – tam będę wspominać.


[10.02.2022, Toruń]