Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

05 kwietnia 2015

Na ratunek historii materialnej

Nie będę przekonywać, że jako miłośnik francuskich, małomiasteczkowych, prowincjonalnych i "dzikich" pejzaży w całym mnóstwie obiektów sakralnych rozlokowanych w większości wiosek dopatruję się niezwykle cennego architektonicznego elementu, który świetnie wpisuje się w krajobraz okolicy, nierzadko bywa jego największą ozdobą.
Kościoły są zwykle opustoszałe, zamknięte na klucz, strzeliste, z kamienia, stare, górujące nad miastem czy wioską. Bardzo różnie jest z ich kondycją techniczną. Elewacje jednych pokryte są nowym tynkiem lub kamienna ich struktura nosi znamiona zastosowania prac konserwatorskich; inne z kolei niszczeją, umierają stojąc, a jedyną oznaką ich nadwątlonego upływem czasu życia są wybijające kolejne godziny dzwony. Myślę, że nadejdzie taki czas, kiedy bardzo wiele francuskich kościołów będzie funkcjonować na takich samych zasadach jak dzisiaj traktujemy pozostałości budowli starożytne Grecji czy Rzymu. Będzie tak, jeżeli nic się nie zmieni w polityce państwa francuskiego, które obecnie, jak sądzę, nie przeznacza dostatecznie wysokich środków na renowację tych zabytkowych, bądź co bądź, obiektów. Na wiernych, parafian nie ma co liczyć. Francja jest coraz bardziej laicka, księży niewielu, a zrzucenie odpowiedzialności za stan świątyń na samorządy (nie orientuję się we francuskim prawie, lecz sądzę, że istnieje jakaś forma dofinansowania remontów) raczej nie wchodzi w grę. 
Prawdopodobnie gdyby znaleźli się stali fizyczni właściciele, nadzorcy tych  obiektów (myślę o księżach) sytuacja mogłaby się poprawić. Ba, ale skąd ich wziąć? 
I w tym miejscu pozwolę sobie na zasugerowanie dość radykalnego i ekstrawaganckiego rozwiązania, które pozostanie zapewne jedynie jako "idea fix". 
A gdyby tak do tych pozostawionych na pastwę mijającego czasu parafii zaprosić księży misjonarzy z Polski? Nie piszę tego złośliwie, choć przyznaję, że gdyby tak potraktować niniejszą propozycję poważnie, naszych duchownych czekałby na gościnnej, francuskiej ziemi los nieciekawy. Ale przecież "Polak potrafi", a polski ksiądz - tym bardziej. Niech by się wykazał starannością i pomysłowością w gromadzeniu funduszy na remont przeciekającego dachu, odnowę ścian, renowację obrazów, fresków... i tak dalej. 
Być może jednak ktoś poczytuje sobie moje słowa za złośliwość, lecz moje intencje odnoszą się do czego innego. Chodzi mi głównie o zatrzymanie procesu niszczenia przez czas obiektów sakralnych, bo nawet jeśli w danej wiosce nie uświadczy się wierzącego, to wspólnym, obywatelskim obowiązkiem współczesności jest uszanowanie przeszłości, szacunek dla wytworów ludzkiej pracy; także dla wiary przodków, nawet gdy kolejna generacja wiarę utraciła. Po prostu nie chciałbym, aby zabytki średniowiecza i późniejszych epok spotkał los materialnych pamiątek starożytności. 
Każdy przedmiot, budowla czy dzieło sztuki mają swoją historię i powinny być, jeśli to tylko możliwe, powierzone opiece kolejnym pokoleniom. Nie znoszę barbarzyńskiego niszczenia; także niszczenia dziejącego na naszych oczach przez zaniechanie działań, które należałoby podjąć. Nie jestem w stanie zaakceptować niszczenia przedmiotów kultury materialnej z powodów politycznych, religijnych. Nie do przyjęcia jest też burzenie "nie naszych" cmentarzy. Miejsca powinno starczyć dla wszystkich.
W moim rodzinnym miasteczku, w jednej trzeciej zamieszkałym przez żydów; wśród nich chasydów, historia bezlitośnie rozprawiła się nie tylko z ludźmi, lecz również z żydowskimi domami, świątynią, która podczas II wojny światowej zamieniona została na magazyn, aby już w czasach pokojowych nigdy nie odzyskać swego pierwotnego przeznaczenia. Cmentarz żydowski dzisiaj zionie pustką i zaniedbaniem, a tego co pozostało z synagogi lepiej nie fotografować, bo najzwyczajniej w  świecie wstyd. Oczywiście najbardziej szkoda ludzi. Ci, izolowani najpierw w miejskim getcie, a później, bodajże od 1942 roku, w znakomitej większości zostali wywiezieni do Chełmna nad Nerem, do obozu Kulmhof, gdzie zostali zagazowani. 
Być może wśród tych, którzy zginęli byli żydowscy rzeźnicy i wędliniarze, którzy przed wojną chętniej niż polscy przedsiębiorcy dawali na kreskę i dzięki temu miejska biedota mogła łatwiej przeżyć w czasach, gdy o pracę było ciężko. Być może w Kulmhof zagazowano rodzinę (a w niej dwie małe dziewczynki), której moja babcia przerzucała przez płot chleb i kiełbasę, a kierownik poczty, przybyły z Bawarii, choć wiedział o tym procederze, przymykał oczy, bo i w niejednym niemieckim okupancie pod piersią kołatało serce. 
Ludzkiego życia się nie zwróci, ale coś przecież materialnego po naszych współbraciach pozostało... i wypadałoby przez pamięć dla tych, których istnienia skończyły się niesłusznie i przedwcześnie... wypadałoby coś zachować... pozostawić.


4 komentarze:

  1. Może lepiej, jak w Anglii sprzedać za małe pieniądze takie obiekty osobom fizycznym? Oglądałam program, w którym pokazywano domy mieszkalne urządzone właśnie w starych kaplicach. Zewnętrznie musiały pozostać nienaruszone architektonicznie, więc niektóre mają nawet zachowane witraże - środek - normalne niemal mieszkanie.Bo nie wszystkie te budowle mają status zabytku. Ale te, które posiadają status dość ważnego zabytku są super kłopotem dla nabywcy, bo całość musi być i na zewnątrz i w środku odremontowana "w stylu", a to niestety kosztuje, bo teraz nie ma takich materiałów.
    Mokrego, ale słonecznego Poniedziałku Ci życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście, to też jest jakieś rozwiązanie. Zawsze to lepiej niż pozostawić dla niszczących sił natury, choć gdybym osobiście posiadał stosowne środki i miał zamiar wykupić taki obiekt... no nie wiem, trudno mi to sobie wyobrazić, zwłaszcza że bardzo często we Francji taki kościół (a są to obiekty o pokaźnej kubaturze i wysokości) otoczony jest cmentarzem. Ostatnio gdzieś w Lotaryngii udało mi się wejść do środka takiego przetrąconego przez czas obiektu. Naprawdę wspaniałe, nietypowe i niszczejące freski i rzeźby świętych postaci wręcz niespotykane - wysoki poziom sztuki rzeźbiarskiej, co wprawdzie we Francji nie jest nowiną, bo w ogóle rzeźba w kamieniu stoi na wysokim poziomie, ale w tym przypadku szczególnie zwraca na siebie uwagę artyzmem. Rzecz istotna: postaci świętych nie mają w sobie tej dewocjonalnej świętości typowej dla polskich kościołów; przedstawiają raczej postaci "z życia". Jest w tym realizm jak u Wita Stwosza, choć tworzywo zgoła odmienne i wiek powstania późniejszy. Po prostu szkoda by było takie "cudeńka" bezpowrotnie utracić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z kolei w Edynburgu w przepięknym starym kościele tuż koło zamku /byłam tam kilka lat temu/ znajduje sie wszystko tylko nie świątynia. A więć dyrekcja słynnego Edynburgskiego Festiwalu, jakieś niewielkie muzeum, kilka restauracji...
    Ale generalnie jest to zjawisko na coraz większą skalę. Myślę, że w Polsce to też wystąpi, chociaż wciąż buduje się nowe kościoły.

    OdpowiedzUsuń
  4. W Anglii widziałam nie tylko koścółł, ale zabytkowy dworzec oraz starą stodołę przebudowane na mieszkania pod wynajem. Właściciele z dumą pokazywali cegły, belki, betonowe podłogi. Ten mariaż starego z nowym traktowali jak dzieło sztuki mające swoją historię ( i cenę! ). W mojej okolicy niszczał mały dworek. Wielu inwestorów o niego zabiegało, nikt nie podołał zleceniom konserwatorów i szczegółowym obwarowaniom. Dziś to już nieme kamienie.

    OdpowiedzUsuń