Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

01 listopada 2015

NAD STAWAMI (fragment 5.)

Taka niby zwykła jajecznica na boczku, z cebulką pokrojoną w talarki, aby nie przypaliła się zanadto a ledwie zeszkliła; na wierzch drobna garstka startego, tu: zeskrobanego, edamskiego sera, który zastępował parmezan i na koniec kilka plasterków pomidorów dla zmiany smaku i udzielenia koniecznego kontrastu jeśli chodzi o barwę śniadaniowego pożywienia. Do tego oczywiście kromki jeszcze świeżego, pszenno-żytniego chleba i herbata.
A dla siebie wyszukała kakao, zalała je niewielką ilością wody, dodała mleko, a trzy kromki chleba (patrz wyżej) zaciągnęła konfiturą z truskawek.
Jego śniadanie wydawało się bardziej kaloryczne, choć jej było słodsze, więc może z porównaniem tych kalorii to nie jest tak jak sądziła; lecz z całą pewnością było obfitsze, co tłumaczyła mu tym, że jest mężczyzną i należy mu się więcej, bo jest od niej po prostu „większy” i na pewno ma adekwatny do ciężaru ciała żołądek.
Nie mógł się powstrzymać od śmiechu, takiego dobrotliwego…, zresztą śmieli się oboje, przytuleni do siebie plecami, potem bokami, a w końcu siedli naprzeciwko siebie chowając nogi pod wspólnym kocem i było im cieplej.
Potem wlała mu do kieliszka, sporego kieliszka, no, powiedzmy osiemdziesiątkę wódki i był tym faktem zdziwiony.
- No niech pan wypije, potem powiem, dlaczego - powiedziała - i on wypił, a kiedy wypił, to dowiedział się, że teraz, po spożyciu, to nie ma prawa po odpaleniu auta odwieźć ją do domu, bo po alkoholu się przecież nie jeździ.
- Spryciula - krzyknął do niej - ale to nie fair, bo umówiliśmy się, że cię odwiozę, a ciotka z pewnością się niepokoi.
- Nie umawialiśmy się na to. Przecież dzwoniłam - odparła - a wie pan, co dzisiaj za dzień? Wie pan? Dzisiaj jest sobota i nie wrobi mnie pan w żadną szkołę, i wcale nie muszę wracać do domu. Mogę sobie pozostać czas jakiś u koleżanki i pouczyć się do poniedziałkowego sprawdzianu.
- Dobre sobie. Przecież nie jesteś u koleżanki.
- Dam panu jej numer, zadzwoni pan i się dowie, że właśnie u niej jestem, biorę kąpiel, albo wyszłam z jej psem, ma takiego sporego, ale bardzo dobrze wychowanego wilczura, którego zwykle o tej porze wyprowadza się na spacer.
- Wszystko przemyślałaś sobie… podziwiam cię, podziwiam, ale czy godzi się tak kłamać?
Spojrzała na niego wzrokiem aktorki kabaretowej puszczającej oko do publiczności w momencie, w którym spodziewa się braw po zakończeniu anegdoty.
- Pozwoli mi pan z sobą zostać? Pozwoli? Proszę, proszę - i ten kpiarski uśmiech na jej twarzy przeistoczył się w taki mały, potulny smuteczek, po czym spoważniała nagle - no przecież pana nie uwiodę, niech pan się nie boi… - kto wie, czy mówiła to na poważnie, czy może znów posłużyła się łagodną kpiną - widzi pan - dotknęła pod kocem bosymi swoimi stópkami jego stóp - czuje pan, że moje stopy są zimne… bardzo zimne?
- Jesteś niesamowita, dziewczyno.
- Jestem - odpowiedziała - niech pan teraz doje śniadanko, ja na pana popatrzę, a potem powie pan, że było dobre.
A kiedy dojadł, podziękował i pochwalił, pomyślał sobie, że pewnie z tych ryb to już nic a nic nie będzie, ale jakoś nie był szczególnie rozczarowany z tego powodu. 
Dochodziła dwunasta i dzięki słońcu w aucie nie było już chłodno, choć w październiku za dnia najcieplej jest około czternastej. Miał wstać i odpalić busa, a potem, gdy silnik się nagrzeje, puścić znów ciepły nawiew.
- Szkoda paliwa - powiedziała na głos - czasami lubię poleżeć sobie w samo południe. Nic nas nie goni.
- Niech już tak będzie. Możemy sobie poleżeć jaką godzinkę, ale jak chcesz mieć ciepłe nogi, to przysuń się do mnie.
Poczuł na swoim ramieniu jej ramię, potem głowę, a włosy dziewczyny zaczęły łaskotać jego policzki.
- Chcesz jeszcze trochę pospać? - zapytał.
- Tylko przymknę oczy - odparła - lubię leżeć z przymkniętymi oczami.
Po chwili wydawało mu się, że głowa dziewczyny spoczywająca na jego ramieniu staje się odrobinę cięższa. Poczuł też jej rytmiczny, długi oddech, którym ocieplała jego policzki, a kiedy swoimi stopami objął jej drobne stópki, odczytał dotykiem, że nie były już takie zimne.

8 komentarzy:

  1. Doczekaliśmy się w końcu śniadania przyrządzonego pieczołowicie z dużą dozą dobrotliwości i delikatnym muśnięciem jesieni podkreślonego przez "barwę śniadaniowego pożywienia" z dodatkiem udawanego parmezanu. Jak zwykle - pyszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodajmy, że w tych odrobine prymitywnych warunkach :-)

      Usuń
  2. Jak na tak młodą osobę bardzo zmyślna jajecznica, zwłaszcza dla jedzących oczami...ale tak do śniadania wódeczka? Chociaż, po takiej jajecznicy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zauważ, że zastosowanie wódeczki do śniadania miało w tym wypadku swój gleboki sens :-)

      Usuń
  3. no nie wiem, nie wiem... małolata w towarzystwie "młodego inaczej" pana; czy to aby zgodne z prawem? do tego wagary i życie na gigancie ; no nie wiem...no nie wiem czy się w ogóle godzi czytać takie teksty ??? :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ponieważ ona niewiasta, co sprawdzałem, głosowała po raz pierwszy w minionych wyborach (na który numerek - nie wiem), z prewm problemów niejakich nie ma, a czy godzi się czytać takowe teksty... ba... to mniejsza... czy godzi się takowe pisywać???? :-)

      Usuń