Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

16 listopada 2015

TAM GDZIE NIE ISTNIEJE CZAS (3)

Ależ, Pawełku, pozbądź się tych niedorzecznych myśli. Przecież wiesz, że my z twoimi rodzicami spotykaliśmy się tak często i nigdy przez myśl by mi nie przeszło, aby twoja matka i twój ojciec… no jakże miałabym cię przekonać… to niedorzeczne… wypijesz kawy?
Walentyna przypominała mi dzisiaj zacną matronę: ubrana w czerń, syna pochowała, gdy miał lat dwadzieścia, potem odszedł jej mąż na tamtą stronę drogi, też był w organizacji przestępczej, więc teraz piecze się w ogniu piekielnym i będzie cierpiał męki, aż trzecie pokolenie wygasi ten żar, bo zdrada ojczyzny to nie byle co i co to za usprawiedliwienie, że się nie wiedziało…
Wypiłem z radością tę kawę, chociaż dobrze wiedziałem, że dzieciom kawa nie służy.
Byłem u Dziuńki. Staruszka. Czas wyrysował jej bruzdy zmarszczek na księżycowej twarzy.
- Ja z twoją matką, Pawełku, przepracowałam pół życia. Siedziałyśmy z nią sobie biurko w biurko i nigdy nie słyszałam, aby popadła kiedy w konflikt prawny, a żeby miała zdradzić? Co to, to na pewno nie. Nawet źli ludzie nie powiedzą tego o twojej matce.
- A jeden powiedział - wtrąciłem się.
- Głuptasku - pogłaskała mnie po policzku sącząc herbatkę z opuncją - a jak się ona teraz czuje?
- Niezgorzej - odparłem - jest taka biała, ulotna, ale czuje się dobrze, bo wie pani, że tam nie mierzą czasu?
- Jak to dobrze nie znać się na czasie - westchnęła - jak to dobrze.
I u Basi Florkowej było podobnie, ale zanim zaszedłem do pani Basi, spotkałem dyrektorów: Gaworzewskiego i Kamińskiego. Siedzieli przy kufelku piwa i mnie nie poznali. Potem mówili, że wyrosłem. No jakże miałem nie wyrosnąć, skoro już od wielu, wielu lat jestem dorosły.
Wreszcie Kamiński  zapytał mnie,  czy to ja jestem ten, co to podkochiwał się w jego córce, którą on czas jakiś temu pięknie za mąż wydał i jest z tym panem w dalekim świecie szczęśliwa. Potwierdziłem, że to byłem nawet zaskoczony, skąd on o tym wie, że się podkochiwałem. Może wie również o tym, że przylizywałem sobie włosy szamponem… ech, to była tajemnica, a ta Iwonka to za wysokie progi dla mnie.
- Co można powiedzieć o twojej matce, to można, ale żeby prowadziła przestępczy tryb życia - Kamiński aż się roześmiał - a już posądzać ja o zdradę, to chyba diabła trzeba w sercu trzymać.
Gaworzewski to potwierdził i obaj panowie kazali przesłać moim rodzicom uszanowanie i przy okazji wyrazili swój podziw dla faktu, że tam, gdzie zaniosę ich słowa, czas nie odgrywa żadnej roli i wobec tego, kiedy się tam dostanę, mogę być zarówno Pawełkiem, jak i też dorosłym Pawłem.
Pani Basia Florkowa, a jakże, posunęła się w latach i jakoś tak skurczyła w sobie, i miała problem ze wzrokiem i słuchem, ale mnie poznała, mówiła do mnie po imieniu, a przy tej rozmowie obecni byli zarówno jej mąż, jak i brat męża.
I wszyscy oni jednym murem stanęli za moimi rodzicami, a mąż pani Basi, Waldek, to tak jak siedział, wstał i wyszedł, i jak nie pali, to zapalił, a kiedy wrócił to twarz miał wściekła i czerwoną.
- Chamstwo! - wykrzyknął - Pawełku ty mi daj znać, jak drugi raz co złego na ojca twego i na matkę twoją powiedzą… ja to załatwię, ludzi sprowadzę.
A pani Basia to z trudem musiała go pohamować, bo pan Waldek był sercowy i powinien na siebie uważać.
Kiedy już wracałem akurat spotkałem panią Elę i sąsiadkę i obie nie potrafiły ukryć wzburzenia.
- Pawełku, a pamiętasz jakie tłumy były na pogrzebach twoich rodziców? Czy w taki sposób żegna się zdrajców ojczyzny? - zapytała jedna z nich.
A mnie to wystarczyło, bo musiałem pędzić na podwieczorek. Zawsze na podwieczorek dawano nam kisiel, budyń albo drożdżowe ciasto z mlekiem, a potem było leżakowanie.
Nie lubiłem leżakować, ale tym razem, po tylu przejściach i rozmowach miałem ochotę przykryć się kocykiem i przymknąć oczy.

[11.11.2015, Wiedeń]

2 komentarze:

  1. Smutne... Dziecko musi dochodzić do prawdy, udowadniać, że rodzice nie są politycznymi przeciwnikami, szukać dowodów na własną rękę. Ale pomyśleć, że przecież ma obowiązek dotarcia do faktów, bo jak nie on, to kto oczyści z podejrzeń o zdradę najbliższe mu osoby? Podziwiać to dziecko, które musi za szybko dorosnąć i poradzić sobie z problemem przerastającym wiek osoby.

    OdpowiedzUsuń
  2. ... a najgorsze, że mój bohater, czy występuje pod postacią dziecka czy osoby dorosłej, sprawdza... choć doskonale wie, że sprawdzać nie musi...

    OdpowiedzUsuń