Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

04 listopada 2015

NAD STAWAMI (fragment 6.)

- To właśnie w tym miejscu - podprowadził ją niemal pod sam wał, który był w istocie kulochwytem dawnej strzelnicy sportowej. - Pamiętam, że kwiecień i maj były wtedy upalne, więc brałem koc, książki, notatki i uczyłem się do matury.
- Opalał się pan?
- Przy okazji się opalałem.
- A te drzewa panu nie przeszkadzały? - wskazała wzrokiem na gęste szpalery brzóz i osik otaczające strzelnicę z południa, zachodu i północy.
- Widzisz… w tych czasach były to niewielkie drzewka, które zresztą sam sadziłem. Nie przypuszczałem nawet, że tak pięknie wyrosną na tym glinianym podłożu.
Przystanęła przy jednej z brzóz i objęła jej pień ramionami. Białe płaty kory były ciepłe.
- Możesz się przytulić do tego pnia. Podobno brzoza ma właściwości lecznicze - powiedział.
- I sok - dopowiedziała.
- Ach tak… i sok. Piłaś?
- Piłam. Lubię sok z brzozy - uśmiechnęła się zagadkowo - to znaczy, że zasadził już pan drzewo. Niejedno drzewo pan zasadził.
- Owszem, mam na swoim koncie wiele drzew.
- A dom? Ma pan swój dom?
W niskim, żółtym, rażącym oczy słońcu, na lekkim, ciepławym wietrze drżały zwiędłe listki brzóz i te większe, bladozielone liście osik. Nasycona wilgocią trawa zdawała się drwić z jesieni i falowała soczystą zielenią wąskich, wysokich łodyg. W ogóle październik przeżywał drugą młodość i gdyby nie mroźne poranki i przedwieczorne mgły mogłoby się wydawać, że to połowa września, który pozazdrościł beztroskiemu latu ciepła.
- Mam swój dom, a właściwie domek - odparł - ale jeśli podążam właściwie za twoimi myślami, to nie zbudowałem tego domku, a zakupiłem.
- Ale to pana dom..
- Mój… nic specjalnego.
- Jeśli ma się swój dom, to już to samo w sobie jest niezwykłe - stwierdziła.
Przeszli dalej, kierując się w stronę niewielkiego mostku, a właściwie kładki położonej nad strumieniem.
- Zawiodłabyś się widząc ten murowany domek na skraju wsi bez wygód, w którym palę węglem i drzewem i nie ma w nim centralnego ogrzewania… są piece kaflowe i jedynie łazienka wygląda lepiej niż pozostałe pomieszczenia.
- Miałam na myśli inny dom. Przecież pan rozumie…
- Domyślam się, że chodzi o to, kto w tym domu zamieszkuje.
- Powiedzmy, że mniej więcej o to mi chodziło.
- A ty przecież nie jesteś bezdomna. Jeżeli dobrze kojarzę, a znam trochę ludzi z miasteczka, w którym mieszkasz… jeżeli dobrze kojarzę… podobna jesteś do zmarłej matki, to twój dom…
- Dużo pan wie… ale mnie chodzi o to, że każdy człowiek, kiedy dorośnie na tyle, aby móc się usamodzielnić, powinien mieć swój dom, rodzinę… tak właśnie myślę.
- I dobrze myślisz.
- A pan… ma pan kogoś? - zamyśliła się - nie, nie, cofam pytanie, nie było tego pytania.
Stali na mostku, obserwując jak krystalicznie przezroczysta woda wcieka wąskim strumyczkiem do największego stawu, jak promienie popołudniowego słońca kapią się w tej leniwie przemieszczającej się strudze.
- A ty wiesz, że właśnie w tym miejscu, tyle że nie stojąc, a siedząc na tym mostku, siedząc i mocząc nogi, napisałem jeden z pierwszych swoich wierszy?
- Da mi pan kiedyś go przeczytać?
- Jeśli tylko go odnajdę….
Oboje patrzyli w stronę niewysokiego wzgórza, spod którego wypływał ten strumień
- Tam musi być solidne źródło, niewyczerpane, skoro tyle lat zasila stawy - pomyślał.
- A to trzecie? - zaczęła niepewnie, nie odwracając ku niemu twarzy - było drzewo, był dom… jak z tym trzecim postulatem?
Chwycił jej dłoń, pociągnął.
- Chodź… zanim dojdziemy do auta, zgaśnie słońce i będzie zimno.
- Nie lubię zimna.
- Wiem. Myślisz, że ten trzeci „postulat” jest ważny? - zapytał.
- Dla mnie byłby ważny. Przebiegniemy się, co?
- Byle nie za szybko - uśmiechnął się.
- A to czemu?
- Droga biegnie blisko stawu i wystraszymy ryby.
- No dobrze. Biegnijmy powoli. Obiecuję, że dzisiaj w nocy przypilnuję tego, aby jakiś głupi szczupak dał się podejść. Sama go podetnę.


Peder Mørk Mønsted - malarz duński (1859-14941)

7 komentarzy:

  1. Jak u Prousta: ja - kontra czas. Stracony czas. Przywoływanie wspomnień i czasu przeszłego z relacji chronologicznie wcześniejszych powoduje retrospekcję i powolne odnajdywanie siebie. Jak ja uwielbiam
    takie analizy psychologiczne i subiektywizm w ocenie zdarzeń zaprzeszłych.
    Narrator Prousta, patrząc na nierówne płyty chodnikowe w Wenecji pojął i s t o t ę czasu. Czas przeszły jest ważny dla zdarzeń przyszłych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cóż... utraconego czasu się przywróci, natomiast jest on lub przynajmniej powinien być inspiracją dla przyszłości.To coś w rodzaju odbudowy życia po wojennej klęsce czy katastrofie albo próba odnalezienia się w przyszłości na bazie własnych, często przyklrych doswiadczeń... pozdrawiam

      Usuń
  2. Bardzo dojrzały dialog, niezbyt często trafia się na młodych ludzi, z którymi można mądrze "pogadać".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, Jotko... a jednak zdarzają się takie osoby, przysięgam i pozdrawiam

      Usuń
  3. Cały czas czytam. A jeśli nie komentuję to dlatego żeby nie napisać czegoś niestosownego.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cały czas czytam. A jeśli nie komentuję to dlatego żeby nie napisać czegoś niestosownego.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak już komentujesz, to dwukrotnie :-) dziekuję :-)

      Usuń