Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

04 stycznia 2016

SIEDZĘ SOBIE

Wyzbyty z jakichkolwiek złudzeń, udało mi się skreślić umaczane czerwonym tuszem cyfry oznaczające świąteczne dni grudnia. Przeminęły na tyle bezboleśnie, że już o nich zapomniałem. Z kolejnymi - ostatkami sąsiadującymi z pierwszymi dniami nowego roku było podobnie - przestały istnieć i bardzo szybko o nich zapominam. Zapominam pozornie, bo wciąż nie postawiłem na nich pieczęci; jeszcze zwisa ze ściany miesięczna karta kalendarza, jedna z trzech, bo na tym kalendarzu trzy miesiące bezczelnie z sobie sąsiadują. Skoro zwisa z tej ściany, to chcąc nie chcąc, nadziewam się na toto wzrokiem, co zapominaniu nie sprzyja.
Siedzę więc i niszczeję. W telewizor patrzę, bez najmniejszego sensu, puszczam sobie z internetu jakieś filmy i teatry minione raz na zawsze, Głowackiego czytam "Z głowy", lekko narcystyczne wspomnienia faceta, który ma do pisania głowę, ale nie zachwyca.
A z moją głową najlepiej nie jest, bo wciąż czegoś szukam. Szukam słów, zapominam, co regał znaczy, co kredens , a co wersalka. Opisuję więc, że to a to jest na tym a tym, dodaję: czarnym, albo: w pokoju, albo po prostu przemierzam niechcianą drogę pomiędzy pomieszczeniami i moje oczy stwierdzają, czy jest to, co było szukane, czy tego czegoś tam nie ma.
Jest źle, a że lepiej już było, to tylko gorzej być może. Jest źle, nerwowo, bezcelowo, samobójczo.
Przelewam się z jednego koszmaru w drugi; z jednego się wyzwalam, wpadam w drugi. Jak długo jeszcze...
Marzę o jednym, jedynym dniu, w którym mógłbym wyłączyć swój mózg i, dajmy na to, przeżyć ten dzień w takiej dźwiękoszczelnej komorze, w której ani ja bym niczego nie słyszał, ani też mój głos, czy nawet oddech słyszanym by nie był.
Chyba ktoś powinien docenić do jakiego stopnia zredukowałem swoje marzenia. Kto tam doceni...
Zabawiłem się w to pisanie i z niego jedynie żyję jak pasożyt... ale spokojnie, ono też ustanie, oby wcześniej niż później, bo przecież wiem, że i tak nie zdążę, więc po co się spieszyć? do czego?
Do niczego.
A jeszcze odczuwam ten niepokój beznadziejności całym swoim organizmem, każdą cząstką ciała, które najwidoczniej powoli zaczyna się przygotowywać do tej wielkiej tajemnicy przejścia na drugą stronę rzeki, dzisiaj zamarzniętej (a lód jeszcze cienki), kto zwracałby uwagę na takie detale. Parę razy tak miałem, ale teraz jest chyba gorzej.
Chwała Bogu, że wyzwoliłem się przynajmniej z jednego koszmaru i mogę sobie z udawanym uśmiechem na twarzy przejechać się po kilku moich dawnych znajomych, towarzyszach po fachu, tych wszystkich, których oglądać dzisiaj nie chcę lub nie oglądam wcale z braku możliwości kontaktu z nimi. Ale przejeżdżam się po nich wspomnieniami, nie będę pisał o nich, bo może znów koszmar wróci, więc lepiej pozostawić tę sprawę niedokończoną...już przestaję.
Wracam do siebie. Jeszcze posiedzę, jeszcze coś obejrzę, posłucham, usunę to i owo, zamknę księgę raz na zawsze, amen.

[Dobrzelin, 04.01.2016]

8 komentarzy:

  1. Niczego nie zamykaj, proszę Cię...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie godzi się zamykać ksiąg niedokończonych, na które ktoś jednak czeka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... nie godzi się, ale czas nie biegnie wstecz, lecz pogania...

      Usuń
  3. Podobne do Twoich myśli mnie nachodzą i mi towarzyszą, ale wciąż mam nadzieję, że ...jutro będzie lepiej. Nadzieja...podobno ona umiera ostatnia;
    pozdrawiam dzieląc się z Tobą NADZIEJĄ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... dziękuję, aczkolwiek z tą nadzieją to u mnie cokolwiek inaczej...

      Usuń
  4. Myślę, że nie da się wyłączyć mózgu, nie da się wszystkiego zapomnieć, nie da się wyzbyć złudzeń. Nie ma co walczyć z własną wyobraźnią. Redukować marzenia? Ale po co? Ze względu na owe "niechciane drogi pomiędzy pomieszczeniami"? Pomyślmy w spokoju. Sprawy zostawmy. Nuda istnienia też potrzebna. I powroty. Teatr świata czeka. Serdeczności zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... redukowanie marzeń wynika nie z chęci, lecz z audytu spraw, które się toczą i trzeźwego postrzegania zarówno rzeczywistości jak i własnych możliwości

      Usuń