Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

04 stycznia 2016

W BLASKU PŁONĄCYCH POLAN [fragm. "Prowincji]

- I co z tą koleją, z tymi wagonikami?
- Wybrały się w ostatnią podróż, a było ich dziesięć. Lokomotywa szła na przedzie, za nią pierwszy wagon, dobrym, skrzącym się srebrzyście węglem przeciążony; za nim wagon-cysterna z wodą czystą, przejrzystą, z potoku pobraną, smaczną i zdrową; mówią, że w tym potoku, z tego źródła kto wody tej czystej, przezroczystej się napije, to ona nie tylko pragnienie ugasi, ale i choremu zdrowie przywróci. Tak było.
- Pięknie było... ale przykro, że to ostatnia podróż....
- A ty przymknij oczy i zaśnij. Opowieść cię znuży, nie myśl o ostatniej podróży, nie myśl. Dwie szczapy dołożę do ognia. Jeśli jeszcze nie chcesz spać, to zrobię herbaty dla mnie i dla ciebie, i pełną, pękatą łyżeczkę miodu zanurzę w obu szklankach dla smaku, dla zdrowia.
Przeszedł się bosymi stopy, a kiedy wsunął dwa kloce, kiedy wodę w czajniku, czystą, przezroczysta, źródlaną postawił, odpowiedział mu ogień, że cieszy się, gdy jest potrzebny. I był.
- Jak tutaj pięknie, jak miło. Łoże skrzypiące, drewniane, a na nim pościel, poduszki i derki, i koce wełniane, gryzące, ciepłe; one na wierzch, na te derki, na puszystą kołdrę... a ogień świszczy, a mróz szczypie za oknem twarze saren, co schroniły się w otwartych podwojach stodoły - tak mówiła i zasypać oczy piaskiem snu nie miała zamiaru, a tu jeszcze spojrzy się na podłogę sosnową, czy jaką tam, a tak białą jak kreda, a pachnącą jak niezastygła żywica lasu, jak jałowiec, jak wrzosowisko, jak grzybnia maślaków.
- Pięknie tutaj, pięknie - potwierdził - a podłoga co miesiąc heblowana do białości, szczotką ryżową szlifowana, tak że buty w sieni zostawiać trzeba i zanim się w piecu rozpali, należy wdziewać te przechodnie kapcie z wysoką cholewą z gąbki, aby stopy były ciepłe, aż do pierwszego dechu ogrzanego powietrza - mówił.
- Długo to jeszcze będziesz z innymi siedział na tym zrębie? - zapytała.
Krzątał się wokół pieca stojącego pośrodku izby, a ogień się wzmagał, czajnik szumiał wodą źródlaną, czystą, przezroczystą.
- Przeszedł zeszłego lata huragan i drzewa powalił; jedne z korzeniami z piaszczystej wyłuskał ziemi; inne wyciął przy gruncie, przy mchu. Starsze, bogatsze wiatrołomy zaczęto ściągać maszynami; te mniej szacowne, młodziaki, na tych wzgórzach, w tych jarach zostały dla nas na zimę całą, pewnie aż do lata tu będziemy - mówił - a potem znów przyjdą maszyny, a jesienią trzeba będzie zasadzić nowy las...
- Cały boży rok...
- Cały boży rok - przytaknął.
- A ty tu sam... - stwierdziła
- A ja sam, bo pilarze po rodzinach się porozjeżdżali na święta i ten nowy, malutki rok.
- A ty?
- A ja tu pozostałem, gdyż tego domku w lesie pilnować trzeba, a widzisz, ile zwierząt w te śniegi kopne, w te mrozy, co zaraz po święcie oblicze okrutne pokazały, ile ich tutaj się stołuje, ile do okien zagląda, chroni przed wiatrem, co wzgórza snieżne usypuje. I jeszcze zostałem z tego powodu, że w świetle splecionym ze świec rozbłysków, z nafty płomienia, z elektrycznej lampki, z gwiezdnych kotylionów, z księżyca - zwierciadła słońca, w tym blasku, w tej pulsującej arkadii światłości piszę, wciąż piszę, rozpoczynam i nie kończę opowieści swojej, która wiecznie trwa, dopóki życie się nie przekręci na jednym z zakrętów.
- A ja przejeżdżałam tędy i wstąpiłam...
W obie dłonie pochwyciła szklanicę z miodową herbatą, a herbata z tej wody źródlanej, czystej, przezroczystej....

[Fragment 3. rozdziału "Prowincji". Całość w zakładce PROWINCJA]

[Dobrzelin, 04.01.2016]



2 komentarze:

  1. Najpiękniej czyta się wysmakowane opisy lasów, zwierząt, a i ta troska o szczegóły dot. dawnego klimatu zasługuje na uznanie. Przypominam sobie, że i ja deski podłogi ryżową szczotką szorowałam, miałam łóżko zasłane pierzyną i kocem wełnianym, gryzącym okrutnie, ale i bardzo ciepłym. Wszystko to prawda i mam pod powiekami ten obraz. Znałam ten smak z dzieciństwa, więc przepijam wodą źródlaną...

    OdpowiedzUsuń
  2. Deski szorowane szczotką ryżową i te pierzyny - tak było y moich babć...
    Odkryłam zakładkę o Prowincji więc czytam stopniowo.
    :-)

    OdpowiedzUsuń