I to by było na tyle.
...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...
...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...
1389.
76-letni Bruce Springsteen – muzyczna twarz Ameryki pod wpływem dziadowskiej polityki trumpa skomponował utwór „Streets of Minneapolis”, w którym krytykuje w sposób jednoznaczny faszystowskie metody jakimi posługuje się kandydat na pokojową nagrodę Nobla.
91-letni Willie Nelson – ikona muzyki country i w ogóle muzyki w Stanach Zjednoczonych wciąż tworzy i obawia się, że projekty muzyczne, nad którymi pracuje chyba najpierw pozna Europa, bo w Stanach rządzonych przez narcyza trumpa istnieje mur postawiony przez jego lizusowską administrację, który szkodzi wolności wypowiedzi. Blondynka trumpa – melani próbuje go uciszyć, na co muzyk reaguje ze spokojem, posługując się celnymi i nieobraźliwymi argumentami.
Pomimo panującej w USA zimy, burz śnieżnych i mrozów atmosfera po bestialskich mordach bojówek trumpa jest napięta i zanosi się na to, że w polityce tego kraju nastąpi przełom, że fala protestów przeleje się przez cały kraj, kto wie czy nie na podobieństwo ruchu Martina Luthera Kinga domagającego zniesienia segregacji i przejawów rasizmu oraz sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie. Czas pokaże, co z tego wyniknie.
1390.
A jednak Trump wygrał. Skąd u mnie pomysł, aby we wspomnianym wcześniej nazwisku korzystać wielką literą „T”. Odpowiedź jest prosta – chodzi mi o świetnego angielskiego snookerzystę Judda Trumpa, który właśnie wygrał German Masters.
Pozostaję wierny swoim założeniom, że małe litery pozostawiam postaciom, które nie zasługują na wielkie; innymi słowy to te postaci, których najzwyczajniej w świecie nie szanuję.
1391.
Na koniec pozwoliłem sobie na głęboki oddech przyjemności.
Może nie traktowałem cię
Tak dobrze jak powinienem
Może nie mówiłem, że cię kocham
Tak często jak mogłem
Tyle rzeczy powinienem powiedzieć i zrobić
Ale jakoś nigdy nie było czasu
Zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach
Może nie trzymałem cię w ramionach
Kiedy czułaś się samotna
I chyba nigdy ci nie powiedziałem
Że jestem bardzo szczęśliwy, że należysz do mnie
Jeżeli sprawiłem, że nie czułaś się najważniejsza
Wybacz dziewczyno – byłem ślepy
Zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach
Powiedz mi, powiedz mi że twoja słodka miłość nie umarła
Daj mi, daj mi jeszcze jedną szansę
By cię zadowolić, zadowolić
Tyle rzeczy powinienem powiedzieć i zrobić
Po prostu nigdy nie było na to czasu
Zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach
Zawsze byłaś w moich myślach
Może nie traktowałem cię
Tak dobrze jak powinienem
Może nie mówiłem, że cię kocham
Tak często jak mogłem
Może nie trzymałem cię w ramionach
Kiedy czułaś się samotna
I chyba nigdy ci nie powiedziałem
Że jestem bardzo szczęśliwy, że należysz do mnie
Może nie traktowałem cię
Tak dobrze jak powinienem…
[03.02.2026, Toruń]
Zupełnie się tym nie przejąłem. Wszedłem do pierwszej lepszej knajpy, wypiłem setkę pod zdechłego śledzia, otrząsnąłem się i wychodzę na powietrze, na ten starożytny, rozdeptany chodnik i włóczę się po mieście, i wciąż huczą mi w głowie te słowa, scena jak z kiepskiego filmu, a może z kabaretu, kiedy na słowa powitania odpowiadam zaciekle, szyderczo, wręcz gniewnie:
- Proszę mi tu nie urządzać scen i nie odzywać się do mnie, nie pozdrawiać, bo sama pana obecność mnie mierzi i sobie tego nie życzę słyszeć twego głosu, hipokryto. Już sam fakt, że muszę na pana patrzeć i być narażony na twoją obecność jest wystarczającym powodem mojej frustracji.
Aż przygryzłem wargi. Coś we mnie pękło, coś podgrzało do czerwoności moje piersi; buchałem oparami powietrza i jęzorami ognia i mógłbym, o tak, mógłbym wystrzelić w niego ten strumień gorącej, zagotowanej we mnie lawy; mogłem go uśmiercić jednym zionięciem krwistego wybuchu złości. A zrobił się taki mały, taki mały; zdziwaczał natychmiast, zapowietrzył się; żadnego słowa. A kiedy odchodziłem, nie odwracałem głowy, to jednak przeczuwałem, że lezie za mną swym pokrętnym wzrokiem i rzuca jakieś przekleństwo w duchu, jedynie tam, bo przecież to kulturalny facet, tyle że menda, oportunista i fałszywiec, w dodatku bez samooceny za grosz.
Włóczę się więc; nogi same mnie prowadzą. Zaprowadziły do apteki; pustka, stolik z dwoma krzesłami, wolne, więc siadam, rozsiadam się i dziwię temu, jak nogi mogły wiedzieć, że muszę koniecznie usiąść i wywlec z wewnętrznej kieszeni kurtki Cortazara, co robię mechanicznie, otwieram go na zaznaczonej stronie i wpadam w nałóg, a siedzę półleżąc, więc pani magister; co, nie wiecie, że do farmaceutki mówi się “pani magister”, pani magister boleśnie wykrzykuje:
- Słabo panu? Słabo?
Przerwała mi i zgubiłem wątek. Patrzę na nią, ni to groźnie, ni zalotnie, bo całkiem niezła z niej jest, jest młoda, zgrabna cholera w okularach i może by coś wyszło z tego patrzenia, gdyby na ten przykład zamykała właśnie ten składzik z prochami i opuściła żaluzje, ale mnie Cortazar w głowie. Już raz mnie ten palant wytrącił z równowagi. Następnym razem to mu chyba przywalę, całkiem niezła z niej…
- Wszystko w porządku. Czytam. - odpowiadam i dostrzegam w jej zachowaniu rozczarowanie, co by świadczyło o tym, że nauczono ją być wrażliwą na ludzkie słabości, albo też może i by czegoś ode mnie chciała, a tu akurat emerytka wchodzi i powolutku szlag trafia płonne rozmyślania, więc Cortazara sobie czytam, żałując, że jedynie jedną setkę wypiłem, bo może bym i został w tym składzie aż do zasunięcia żaluzji.
[03.02.2026, Toruń]
1387.
Jest zimno, nawet bardzo. W sumie nareszcie prawdziwa zima. Zaciekawia mnie to, że jakoś media nie podają jak bardzo zimny jest tegoroczny styczeń w porównaniu do uprzedniego i jak on się ma do średniej wieloletniej, a dotychczas zawsze media to robiły.
W tym miejscu przypomniałem sobie, że opublikowałem pewien post, w którym opisałem o tym, że pewna blogerka prognozowała, że tegoroczna zima będzie bardzo mroźna i śnieżna. Przyznam szczerze, że wtedy wątpiłem w tę prognozę, a dzisiaj niestety przychodzi mi odszczekać swoje wątpliwości.
1388.
Nie stać było kibola nawrockiego zaprotestować przeciwko pluciu przez trumpa na polskich żołnierze (trzeba też przyznać, że rząd również nie zaprotestował). Dopiero demokratyczna pani senator Tammy Duckworth, która w odróżnieniu od uchylającego od służby wojskowej, prostaka trumpa brała udział w wojnie w Iraku, pani Duckworth stanęła w obronie polskich żołnierzy, o czym świadczy poniższy film.
[31.01.2026, Toruń]
1386.
Jestem bardzo bliski podjęcia decyzji o rezygnacji z pisania „kawiarenki”. Przypomina mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy jeszcze w moim blogu pisałem wieloodcinkową opowieść o kawiarenniku, radcy Karchu, mecenasie Szydełko i wielu innych. Otóż głównym celem tych sprawiających mi satysfakcję opowieści było to, że do pewnego stopnia udało mi się stworzyć opowiadanka o charakterze optymistycznym. Chciałem wykazać, że aby być szczęśliwym lepiej jest działać mądrze i wspólnie, i moi bohaterowie tacy właśnie byli – inni niż szara, gnuśna i nacechowana nienawiścią rzeczywistość. Pisanie jakoś mi tam szło i… w pewnym momencie doszedł do władzy pis, którego polityka była całkowitym zaprzeczeniem mojego pomysłu. W końcu nie wytrzymałem i zaniechałem publikacji dalszych odcinków, uznając siebie i swoje myśli, i odczucia za pokonane przez autorytarną władzę pisu.
A teraz wrócę do pierwszego zdania niniejszego tekstu. Co spowodowało, że myśl o zakończeniu pisania bloga stała mi się bliska? Pokrótce opowiem.
Ci, którzy przynajmniej okazjonalnie orientują się, co we współczesnym świecie się dzieje, że za wschodnią granicą jest wojna, że faszysta trump ma chrapkę na Grenlandię, że organizuje z putinem radę pokoju, że, jak powiada, Rosjanie chcą dla Ukraińców wszystkiego dobrego, że kiedy wstanie z łóżka lewą nogą, może napluć w twarz kombatantom amerykańskich wojen, także naszym żołnierzom, którzy zdaniem narcyza dekowali się na froncie i w ogóle to nie wiadomo po co byli w Afganistanie i w Iraku. Ci, którzy cokolwiek wiedzą o tym co się dzieje za oknami prócz tego, że jest zima, wiedzą, że dla kibola nawrockiego trump z Waszyngtonu (bo jest też inny Trump, którego cenię – angielski snookerzysta) jest jego guru, wiedzą też, że kiedy prezydent USA narzygał na polskich żołnierzy, którzy pojechali na prośbę Stanów Zjednoczonych i zginęli lub zostali ranni na wojnach prowadzonych przez Amerykanów, nasz kibol ani się zająknął w obronie poległych, rannych oraz ich rodzin; kibol, owszem, potrafi drzeć mordę „czołem żołnierze!”, ale ująć się choćby słowem za prawdę, którą narcyz zza oceanu co i rusz zakłamuje, na to go nie stać, choć przecież był szefem Instytutu Pamięci Narodowej (gwoli prawdy to i obecnie rządzący również liżąc dupsko trumpa, zachowywali się wstrzemięźliwie, nie chcąc najwyraźniej, aby miłośnik lodów nie pomyślał, że podczas takiego lizania można nieopatrznie ugryźć szacowną dupę, za co może przecież wprowadzić cła.
Ci, którzy pragną się dowiedzieć czegoś więcej o faszyście trumpie zapewne wiedzą, że od pewnego czasu przy pomocy Immigration and Customs Enforcement (ICE, dosł. z ang. Urząd Celno-Imigracyjny – amerykańska federalna agencja ścigania podlegająca Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych trump dąży do usunięcie z USA osób obcego pochodzenia, także tych, którzy żyją w Stanach w drugim czy trzecim pokoleniu. Uzbrojone oddziały ICE mają prawo wejść do każdego domu / mieszkania i zaaresztować wszystkich, także kobiety i dzieci, których władze uznają za niegodnych mieszkania w USA. Przypomina to czasy w Niemczech po dojściu w roku 1933 Hitlera do władzy. W Niemczech nazistowskich ścigano, aresztowano i więziono Żydów, trump każe wyrzucać z kraju niedawnych imigrantów o nieco ciemniejszej barwie skór. W stanie Minnesota (Minneapolis) działania ICE przypominają barbarzyńskie czystki etniczne. Niedawno zginęła kobieta (od trzech lub czterech postrzałów); później mężczyzna (ten z kolei dostał dziewięć lub dziesięć kulek). W Minnesocie wrze, a po stronie atakowanego przez ICE społeczeństwa stanęła lokalna policja.
Wracam teraz do początku. W komentarzu do zabójstwa dwóch osób przez funkcjonariuszy ICE europarlamentarzysta pisu dominik t. pochwalił działania tych funkcjonariuszy, nazywając te zabójstwa dobrą robotą. W związku z komentarzem tego faszysty, zwolennika faszysty trumpa, zastanawiam się poważnie nad tym, aby zniknąć z przestrzeni publicznej – nie ma tu dla mnie miejsca… w końcu zanim powstał internet pisałam do szuflady i tak teraz może być.
[28.01.2026, Toruń]
1385.
Nie chciałem zabierać głosu w sprawach, w których specjalistą nie jestem, a chodzi mi o to, o czym wcześniej napisałem w kwestii psychiatrii. Swoją drogą, popatrzcie, co roku jacyś Amerykanie dostają Noble z różnych dziedzin, w tym z medycyny, a tu proszę, jacy oni mierni są, gdy chodzi o psychiatrię. Gdyby w tej dziedzinie medycyny mieli się dobrze, zapewne przekazaliby społeczeństwu, że nie powinno ono wybierać na prezydenta zwykłego chama, prostaka, nieuka, narcyza i kłamcę, słowem przestrzegliby społeczeństwo przed wyborem do Białego Domu kretyna.
Ale nie przestrzegli i mamy kretyna, którego Gombrowicz zagnałby do gimnazjum, a może nawet i podstawówki.
Ten zidiociały starzec nieodróżniający Grenlandii od Islandii, ten tchórz, który ani minuty nie spędził w armii ma czelność kłamać w kwestii pomocy USA przez państwa NATO w Afganistanie i Iraku i ubliża weteranom tych wojen, opluwa pamięć zabitych między innymi polskich żołnierzy. Ten bezczelny cham poniża całą Europę, cały świat i prostych ludzi.
Niestety ten cały świat zamyka usta, choć wydaje się, że przynajmniej weterani tych amerykańskich wojen muszą jednak zareagować, tak jak to zrobił generał Polko.
Ale nasze władze, od prezydenta, po premiera i ministrów, posłów i senatorów, wypowiadają się „na okrągło”, bo przecież Stany Zjednoczone to nasz główny sojusznik. Jeżeli nawet USA są naszym sojusznikiem (bo kupujemy od nich broń i żywimy żołnierzy stacjonujących w Polsce) to tramp nie jest naszym sojusznikiem, a wrogiem. „Klaso polityczna”, czy wy naprawdę myślicie, że gdyby jakieś państwo napadło na nasz kraj, a przy władzy w Waszyngtonie był trump, to Amerykanie by nam pomogli? Trump stchórzyłby, tak jak dzisiaj tchórzy przed Putinem i nadrabia ten strach chamstwem i pogardą.
[24.01.2026, Toruń]
3. Trzy rodzaje wymowy. Ich ogólna charakterystyka
Istnieją trzy rodzaje mów, ponieważ tyle jest właśnie rodzajów słuchaczy. Na każdą mowę składają się bowiem trzy elementy: mówca, przedmiot mowy i adresat. Ten ostatni właśnie, którego nazywam słuchaczem, wyznacza cel mowy. Słuchacz może być wyłącznie albo krytycznym świadkiem albo tym, który rozstrzyga; jeśli rozstrzygającym — to o wydarzeniach minionych bądź o sprawach przyszłości. Tym, który rozstrzyga w sprawach przyszłości, jest np. członek zgromadzenia [eklezjasta], rozstrzygającym w sprawach dokonanych jest sędzia, o umiejętnościach mówcy rozstrzyga natomiast krytyczny świadek. Muszą być zatem również trzy rodzaje wymowy:
- rodzaj doradczy (polityczny)
- sądowy
- popisowy
Wymowa doradcza ma zachęcić nas do czegoś lub od czegoś powstrzymać, bo jedną z tych dwu rzeczy czynią zawsze zarówno doradcy w sprawach prywatnych, jak i przemawiający na zgromadzeniach w sprawach publicznych.
Przedmiotem wymowy sądowej jest zaś albo oskarżenie, albo obrona. W sporze dwu stron musi się bowiem zająć jedną lub drugą pozycję.
Wymowa popisowa zajmuje się natomiast czyjąś pochwałą lub naganą.
Każdemu rodzajowi wymowy odpowiada właściwy mu aspekt czasu:
- wymowie doradczej — czas przyszły, ponieważ zachęcając lub zniechęcając zawsze doradza się to, co ma się zdarzyć w przyszłości.
- Wymowa sądowa jest zaś związana z czasem przeszłym, ponieważ oskarżenie i obrona zawsze dotyczą faktów dokonanych.
- Z wymową popisową związany jest natomiast przeważnie czas teraźniejszy, gdyż wszyscy zazwyczaj chwalą lub ganią to, co aktualnie istnieje, niekiedy jednak korzystają z przypomnienia przeszłości i z przypuszczeń na temat przyszłości.
Każdy z rodzajów wymowy ma również odmienny cel i — skoro są trzy jej rodzaje — są też trzy różne cele.
- Wymowa doradcza ma na uwadze pożytek lub szkodę. Doradca przedstawia bowiem rzecz zalecaną jako lepszą, tę zaś, którą odradza, jako gorszą. Podporządkowuje temu również inne sprawy, np. to, czy propozycja jest zgodna z prawem czy niezgodna, szlachetna czy nieszlachetna.
- Wymowa sądowa ma natomiast na uwadze sprawiedliwość i niesprawiedliwość, wszystko inne podporządkowuje tym zagadnieniom.
- Ci z kolei, którzy chwalą lub ganią kogoś, mają na względzie szlachetność lub niegodziwość i temu podporządkowują wszystkie inne sprawy
O tym, że każdy z rodzajów ma na względzie cel, o którym mówiłem, świadczy fakt, że mówcy niemal nigdy nie sprzeciwiają się sprawom, stanowiącym cel innych rodzajów wymowy.
- Oskarżony nie zaprzecza np. że dany fakt zaistniał lub że był szkodliwy, nie zgodzi się natomiast nigdy, że dopuścił się przestępstwa, bo — gdyby się do niego przyznał — proces stałby się zbyteczny.
- Podobnie nie dbają o inne sprawy doradcy, ale nie zgodzą się nigdy z tym, że doradzają rzeczy szkodliwe, a odradzają pożyteczne. Nie myślą natomiast wcale o tym, że nie godzi się ujarzmiać mieszkańców sąsiedniego państwa, którzy niczym im nie zawinili.
- Tak samo również ci, którzy chwalą lub ganią kogoś, nie patrzą w ogóle, czy jego postępowanie przynosiło pożytek czy szkodę. Często nawet chwalą go za to, że nie dbał o własną korzyść, gdy dążył do dokonania jakiegoś szlachetnego czynu. Sławią więc np. Achillesa za to, że podjął walkę ze względu na śmierć swego przyjaciela Patroklosa, chociaż wiedział, że sam zginie i że nie podejmując tej walki mógłby żyć. Tego rodzaju śmierć była dla niego rzeczą piękniejszą, pożytkiem byłoby natomiast życie.
Z tego, co powiedzieliśmy, jasno wynika, że zwłaszcza w tym przypadku mówca musi umieć korzystać z przesłanek, którymi w retoryce są:
- dowody
- prawdopodobieństwa
- znaki
[…]
[18.01.2026, Toruń]
1383.
Kiedy spojrzę przez okno, widzę mnóstwo samochodów podążających w stronę ronda i z powrotem, i zawsze zastanawiam się, po co taki ruch, gdzież to się śpieszą ludzie siedzący w tych autach. Kiedy przyglądam się ruchowi ulicznemu rankiem, jest rzeczą oczywistą, że właściciele aut podążają do pracy, do swych codziennych obowiązków, na uczelnię, odwożą swe pociech do szkoły, itd. .
Inna myśl, która narzuca mi się nieopatrznie to jakaś gryząca tęsknota za tym, że przestałem być trybikiem w tym w tej systemowej machinie, że nie jadę do pracy, że lenię się przytulony nosem do zimnej szyby. Ten wyrzut sumienia mną targa i nie uspokaja myśl, że były czasy, kiedy należałem do społeczności ludzi pracujących.
1384.
Kiedy wspominam dawniejsze lata, o których dzisiejsi politycy, media i cały ten konsumpcyjny świat zdaje się upokarzać, kpić i wyśmiewać, kiedy więc wspominam minione lata, stoi mi prze oczami piramida Maslowa, w tym dwa jej elementy, a mianowicie: potrzeba bezpieczeństwa i przynależności. Co jak co, ale peerelowska rzeczywistość zapewniała mi bezpieczeństwo i poczucie przynależności do ogromnej grupy – społeczeństwa, czy jak kto woli – narodu.
Czułem się bezpieczny, chociaż trwała zimna wojna między Wschodem a Zachodem. Dzisiaj w dobie społeczeństwa konsumpcyjnego, a ostatnio zalewającą Europę i Stany zjednoczone falę faszyzmu, bezpieczny nie jestem. Trudno mi też mówić o przynależności do społeczeństwa / narodu, bo przecież są przynajmniej dwie Polski, skłócone z sobą, nienawistne i lata upłyną, aby mogły porozumieć się z sobą, zwłaszcza że na czele tych ojczyzn, przynajmniej jednej z nich stoją czciciele boga nienawiści.
[18.01.2026, Toruń]
Pierwszy poeta był nieudolnym poszukiwaczem
słów zdobiących kartki pamiętnika.
Drugi poeta zacałowywał oczy ukochanej.
Trzeci poeta dotykał ramion aniołów,
prowadził przegrany dialog z geniuszami
myśli upuszczonych.
Czwarty poeta zbuntował się,
wierząc, że zmieni i poukłada
w logiczny łańcuch
wszystkie obrazki życia.
Wierzył, że potrafi wyjaśnić przyczynę,
dla której warto … .
Piąty poeta nie wie niczego.
Widzi odbite od pni kamiennego lasu
refleksy padłego słońca,
i grzebie swych braci po piórze
[15.01.2026, Toruń]