Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

03 stycznia 2015

A moje nazwisko "Waga"

Czy to jest z tego powodu, że w horoskopie dano mi na imię Waga, tego nie wiem; więcej, nie zważam na astrologiczne przepowiednie, mrugając na nie lewym okiem (prawym nie potrafię). Jednakowoż ta waga kojarzy mi się zawsze z szalami, na których umieszcza się odważniki (jedna) i towar - na drugiej. Zatem typowa "starożytna" waga pracuje poprzez uchylanie się podszalowych siodełek, to w jedną, to w drugą stronę i aby dojść do tego złotego środka równowagi, dziobki obu stron winny się zetknąć w namiętnym pocałunku. Zanim jednak w tę rozkosz popadną, pracująca waga uchyla się w strony obie, tak jak w życiu: raz jest się na dole, raz na górze.
Inni niektórzy prawią, że posiadacze imienia Waga cennie potrafią odmierzać ludzkie uczynki i sprawiedliwie je oceniają. Posiadają jakże ważną a pozytywną cechę wyważania dobra i zła w człowieku, takoż i wszelkie stany i sytuacje rozgrywające się wokół człowieczej jednostki pięknie mierzą. Nie wiem, czy im dowierzać, choć gdyby tak istotnie było, to pyszniłbym się z tej niezwykle budującej cechy posiadania.
Bliżej mi jednak do takiego wyjaśnienia losów zodiakalnej wagi, że potrafi być zmienną, że jej szale szaleją, to unosząc się na przypływu falach, to znów opadając wraz z zanikającym pływem.
Takoż i ja balansuję na uczuciach całkiem do siebie niepodobnych, jak te różnoimienne bieguny magnesu, co odpychają metal jedną swoją stroną, aby przyciągać drugą. Ten, kto mnie zna doskonale dowiedział się przecie, że mogę raz bratem-łatą być uśmiechniętym z kpiarskim spojrzeniem, humorem niespożytym, pomocnym i odpowiedzialnym. Z drugiej zaś strony bywam zgorzkniały, zamknięty dla innych, ponury jak chmura gradowa, okopujący się we własnym ciasnym i nieprzystępnym dla turystów świecie, przekornym jak mało które stworzenie.
Czasami jedno z drugim się miesza, próbując złapać równowagę, lecz tylko próbując, bo święty, niepokalany środek, stoicki, horacjański, zdaje się zbyt trudnym do zdobycia.
Z wiekiem, na przekór teoriom o przewadze doświadczenia nad młodzieńczą ulotnością, owym słomianym ogniem wysokopłonnym; z wiekiem głupieję, stając się przy tym hardym i ubogim w kompromisy z każdym, z którym mi nie po drodze. Bo też uznaję, że wiek mój w lata przebogaty dozwala mi na pozostanie nieco na uboczu głównej drogi i oną zaciekłość obrony poglądów swoich, i na zajęcie stanowiska wbrew innym, co masą nad urwisko lezą, co w stadnym pędzie akceptują wszystko, co im powiedziano za garść judaszowych sreber. Tak uważam siebie i stać mnie na to, abym zbliżając się do kresu wędrówki swojej, pozbył się tego, czego wcześniej mnie pozbawiano. Gotów więc jestem zrezygnować raz na zawsze (o czym tak pięknie pisałem) z przeszłości swojej nędznej i nietrafionej i tych wszystkich jej namiastek śmiesznie dzisiaj brzmiących. Stać mnie na to, abym pożegnał się z obywatelstwem swoim sparszywiałym, bo niczego już na ziemi, na tej ziemi nie osiągnę, bo usunięto mi spod tyłka ten mój kawałek podłogi i obracam się w krainie amoralnych dziwolągów, kłamstw łapanych jak motyle, durniów zasiadających na stołkach i durniów usiłujących tym pierwszym stołki spod ich rzyci odkopnąć. Takowoż dorosłem do wystawienia na przetarg publiczny swoich dyplomów wartych tyle, że (jako wyrzekał mój ojciec płynący już charonową łodzią) można je o kant pewnej części ciała potłuc, bo  mnie i innym nic po nich, no chyba że za muzealnym szkłem pochowane zostaną, ku przestrodze potomności. Co zresztą chcecie ze mną zrobić, zróbcie i nie chowajcie mnie zacnie, a za cmentarnym murem, bo wielce zgrzeszyłem i wobec mnie grzeszono srodze.
Takie to myśli obłąkane, lecz do bólu trzewi prawdziwe jedną z szal Wagi, nazwiska mego, dociskają do dna, a odważników równoważących ciężar przeogromny brakuje i deficytowo nie wystarczy, jak emerytur dla pospólstwa.
A że żyć mi jeszcze los kapryśny dozwala, to wielką jest tajemnicą niezgłębioną, a sensu tej tajemnicy wyszukać nie da się.   



2 komentarze:

  1. Widzę, że nie tylko mnie na początku roku dopadły przemyślenia...
    Ale czy to jest pocieszenie?
    Pewnie tak, bo znaczy, że jednak nie jestem sama w tym tłumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie przemyślenia czasami pomagają, choć na chwilę... czas mija pewien... i znów nawroty tej wspomnieniowej choroby, tak i rok za rokiem miesiąc za miesiącem mija

      Usuń