Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

06 stycznia 2015

Politycznie

To trochę odgrzewany temat, sprzed niemal dwu lat, skojarzony poprzez fejsbukowe przypomnienie. Mnie, temu niepoprawnemu, pod prąd idącemu, czasami bezkompromisowego wobec postaw, które uważam za haniebne, to niemal jak danie po pysku, jak bicz siekący nagie plecy. Ale do rzeczy.
"Jeżeli spytamy dzieci, czy jadły śniadanie, to niestety dużo dzieci powie, że nie. Kultura jedzenia śniadań w Polsce nie istnieje - przekonywała na antenie Superstacji Julia Pitera."
Powiedziane to zostało w kontekście przeprowadzonych przez jakąś fundację badań dotyczących biedy w polskich rodzinach, ze szczególnym odniesieniem do dzieci, które nie zawsze z pełnym żołądkiem zmierzają do szkoły. Potem podano pod wątpliwość wiarygodność tych badań, bo rządowi pana Tuska nie po myśli z takim faktem się pogodzić, że dzieci w III Rzplitej mogą być niedożywione. Jakby tam nie było, uważam, że problem istnieje, choć możemy (niepotrzebnie) wykłócać się o skalę zjawiska.
Dalej pani Pitera powiada: "Gdyby oprócz pytania dzieci, czy jadły śniadanie, co jest pytaniem po prostu głupim, losowo wybrała jakiś procent dzieci z tych pytanych i zasięgnęła opinii w MOPS-ie jaka jest sytuacja materialna tej rodziny, to to badanie zaczęłoby być interesujące". Po czym kończy w następujący sposób:
"Doskonale pamiętam, ile razy było mówione: rano nie ma apetytu, on się strasznie długo budzi, nie chce nic rano jeść. To jest zupełnie normalne".
Przytoczone wypowiedzi obecnej europosłanki dają mi podstawę do wyrażenia sądu, że nawet bycie osobą publiczną, rozpoznawalną, pełniącą rozliczne państwowe i społeczne funkcje pozwalają tej pani drwić z tematu, z którego drwić się nie powinno. Ja oczywiście pójdę dalej, uważając, że popełniając niniejsze wypowiedzi, dla pani Pitery miejsca w przestrzeni publicznej być nie powinno. I wcale nie chodzi o liczbę niedożywionych dzieci; nie chodzi nawet o to, czy dla pani europosłanki papierem lakmusowym biedy jest spożywanie przez dzieci szczawiu i przydrożnych śliwek, jak to otrzymuje jej partyjny kolega, pan Niesiołowski. Chodzi o to, że pewnych kwestii się nie wypowiada, zwłaszcza w sytuacji, gdy wypowiadająca je osoba miała to szczęście, że nie musiała swego dziecka karmić szczawiem, a jedynym jej problemem było to, że jej synek z rana nie miał apetytu. Jest jeszcze jedna moja uwaga. Otóż bezczelnie uważam, że osoby przez ogół wybierane powinny świecić przykładem dla innych, głupstw i bezmyślności nie rozpowiadać i mieć tę wrażliwość, która zabrania szyderstw w stosunku do kogokolwiek, nawet jeśli jest się na górze i z wysokiego,  prestiżowego punktu widzenia zabiera się głos, a ten, o którym się powiada, jest w jednostkowości swej indywidualny. Zatem, gdyby nawet chodziło o jedno niedożywione dziecko w Polsce, które do szkoły bieży bez śniadania, to nie wolno nazywać głupim pytanie tegoż dziecka, czy śniadanie pierwsze zjadło oraz przekonywać społeczeństwo, że powodem pustego żołądka dziecka jest brak kultury spożywania śniadania w tej jednostkowej rodzinie.
Czy jest to problem samej pani Pitery? Nie sądzę. Dotyczy on bardzo wielu z wyboru społeczeństwa umieszczonych w społecznej hierarchii wyżej od nas będących. Dlaczego jednak takich wybieramy? Dlaczego rok po tej wypowiedzi pani Julia Pitera uzyskała mandat europosłanki? Czy jest tak, że każdy, kto oddał głos na te panią nie zwrócił uwagi na wypowiadane przez nią słowa, albo uwagę zwrócił, lecz nijakiej zdrożności w nich nie zauważył. A może wyborcy pani Pitery mają trudność w czytaniu/słuchaniu ze zrozumieniem? w odczytywaniu jej myśli? w tym, że jest zaślepiona sprawowaną władzą? w tym, że gardzi człowiekiem? A może wyborcy pani Julii Pitery dokumentnie podzielają jej poglądy? nie zauważają biedy, bo skryci są za ścianą własnych domostw, na które ciężko pracowali; domostw, do których dostępu bronią nie tylko wzmocnione drzwi i testowane zamki, lecz również zamykana i otwierana pilotem wysoka, metalowa brama?
A może po prostu ja zwariowałem, wymagając czegoś, co nieosiągalne u ludzi? Dodajmy - ludzi dzisiejszych, szczęśliwych czasów.
Onegdaj, w jednym z politycznych ugrupowań będąc, zaproponowano mi kandydowanie w samorządowych wyborach do powiatowej rady. Pewnie nie dlatego, abym ucieszył moją fałszywą dumę zwycięstwem, ale aby partia statystycznie lepiej wypadła, co jest typowym wyborczym rozegraniem. Kiedym jednak powziął wieści, że z tego samego ugrupowania do powiatowej rady kandyduje człowiek słynny z oportunizmu i zawołany karierowicz, bez krztyny idei w umyśle swoim, jedynie do mamony się modlący, ot zwykły typowy krętacz pospolity, czym prędzej z kandydowania odmówiłem; mało tego: czas żałoby przerywając, polityczne ugrupowanie prędko opuściłem, bo sama myśl o wspólnym z owym panem zbieraniu głosów była tak niestworzona, że dla mnie wręcz niepojęta i, pomyślałem sobie, że niewiele ta partia warta, co kibicować durniom każe. Przyznaję, jestem ewenementem i część decyzji podejmuję instynktownie, czasami po samej gębie widzę, kto zacz jest ten, co się kłania podle; po słowach rozszyfrowuje nie gorzej niż po czynach.
Nadziwić się też nie mogę, dlaczego sama Platforma z pani Pitery nie zrezygnowała, lecz to zdziwienie płonnym jest, bo widać w Platformie takie są standardy, bo tam ręka rękę myje, bo odpowiedzią na aferki jest głosów większość od koalicjanta uzyskana, bo tam nikt nic złego na drugiego nie powie, bo gdyby powiedział, gdyby się wyrzekł, to strach, że władza przez palce przecieknie, a partia jest od sprawowania władzy, od konfitur, więc akademickie dysputy na temat pospolitej uczciwości to rzecz banalna jak śnieg przedwczorajszy. 
Zresztą, czy to tylko Platforma...
Tak się stało, że w polityce nastały amerykańskie obyczaje. Dwie główne partie; jakby demokratyczna i republikańska ze swojskim akcentem w postaci PSL-u, klinicznej wersji partii "stanowiskowo" wynagradzającej swoich członków, ba, chlubiącej się swym słynnym nepotyzmem.
I tak już na lat dziesięć, dwadzieścia zostanie. Im "republikańskie" PIS mocniejsze, tym silniejsza "demokratyczna" PO, i PSL, ten u wagi jęzor. Lewicę, co prędzej z dolarem czy euro się zaprzyjaźni, aniżeli ze sprawiedliwym wyrównywaniem szans,  jasny trafił szlag, wyparowała wraz z pierwszym burzowym deszczem. Kościół o biedzie, czasem nędzy a częściej o niesprawiedliwości z uszanowania dla kapitalistycznej klasy nie powie; prędzej o seksie gadać będzie, o gejach i lesbijkach da naukę . Tak i my popadli w śliczne i wyśmienite bagno, gdzie przyzwoitość i prawda jako to, co w polityce niezbędne i chyba nie tak bardzo znów nadzwyczajne, ledwo dyszy, by nie powiedzieć, w deliryjnym jest stanie.  


2 komentarze:

  1. Przykro mi zawsze bardzo, gdy widzę, jak szybko psują się ci, którzy szczerze deklarowali naprawianie świata... Widocznie władza naprawdę deprawuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapewne deprawuje, Zgago... żeby już tak bardzo nie naprawiali, a dali chociaż pożyć

      Usuń