Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

29 czerwca 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XVII

 

(Gerion. Ostatni z koła III: lichwiarze. Odjazd.)

«Zarażająca świat tchem jadowitym,

Oto z ogonem stalowym bestyja²⁶⁴.

Którym broń łamie i mury przebija!»

Tak mówił wódz mój, a na zwierza skinął,

Aby z powietrza do nas lot swój zwinął,

Na brzeg, gdzie szliśmy nadrzecznym granitem.

I oszukaństwa spadł obraz obrzydły;

Wysunął głowę, pierś pod stopy nasze,

Lecz nie położył ogona na tamie.

Ten latający dziwoląg, nie kłamię,

Sprawiedliwego miał oblicze męża,

A skóra na nim błyszcząca i miękka,

Resztą był ciała podobny do węża.

A miał dwie łapy zakrzywione w widły,

Podszyte puchem pod samo podpasze;

Pierś, grzbiet i boki jak hieroglif jaki

Były pisane w kółka i gzygzaki:

Piękniej Arachny nie dzierzgała ręka,

Tkań, jaką snuje piękna odaliska,

Większym bogactwem barwy nie połyska.

Jak czasem stoją w brzegach rzeki łodzie,

Na pół na ziemi, a na poły w wodzie,

Jak bóbr do walki po pas wynurzony,

-------------------------------------------------------------------

²⁶⁴Oto z ogonem stalowym bestyja — Obraz potworny oszukaństwa podnoszący się z ósmego do siódmego kręgu znaczenie ma takie: że oszukaństwo często podnosi się do gwałtu, jak nawzajem gwałt często zniża się do oszukaństwa, które tu symbolicznie przedstawia Gerion. Według mitu starożytnego Gerion jest to olbrzym o trzech głowach, urodzony ze krwi Meduzy. Całe przedstawienie tego obrazu dziwnie jest plastyczne, a myśl jego alegoryczna przeźroczysta i jasna. Potwór oszukaństwa broni swojej, jaką walczy, to jest ogona, na brzegu nie kładzie, ale ciągle wywija nim swobodnie, ażeby nie stracić jednej chwili w potrzebie jego użycia. Łapy przykryte ma włosem, ażeby pod nim ukryć szpony i ażeby ich stąpanie było lekkie i ciche: węzły, kółka i gzygzaki zdobiące jego skórę symbolem są oszukaństwa, które nigdy prostą drogą nie chodzi.

------------------------------------------------------------------

W kraju, gdzie żyją żarłoczne Teutony²⁶⁵,

Tak zajmowała ta bestyja dzika

Brzeg, co step piasków granitem zamyka.

Całym ogonem potwór na wiatr miotał,

Jak skorpion żądłem zatrutym migotał,

A wódz mi mówił: «Teraz nam z wybrzeży

Zstąpić przystoi, gdzie ten potwór leży».

I schodząc w prawo (któż ostrożność zgani?),

Jeszcze dwa dałem kroki tym wybrzeżem

Z myślą, że w stepie ognia się ustrzeżem.

Gdyśmy stanęli przed tym ptako-zwierzem,

Nieco opodal, u progu otchłani,

Duchy, widziałem, na piasku siedziały²⁶⁶.

A mistrz: «Ażebyś poznał krąg ten cały,

Idź, poznaj bliżej ich stan i katusze,

Lecz z nimi długą nie baw się rozmową:

Nim wrócisz, spytać tej bestyi muszę,

Czy nam do jazdy grzbietu nie użyczy».

I sam poszedłem w dolinę stepową,

Gdzie krańcem siódmy krąg z ósmym graniczy,

Tam gdzie siedziały nieszczęśliwe duchy.

Boleść tryskała przez oczy ich łzami,

Podnosząc ręce od ruchu mdlejące,

Żar odsuwały, to piaski gorące;

Jak psy w skwar letni pyskiem, to łapami

Ich kąsające opędzają muchy.

Próżno oczyma przeglądałem twarze

Okaleczałe w tym bolesnym żarze.

Nikogo w takiem zebraniu niemałem,

Nie mogłem poznać, lecz zauważałem,

Z każdego szyi zwisała kaleta,

Godłem i barwą każda rozmaita;

Ich oczy, zda się, że pasły się nimi.

Podszedłszy bliżej, oczyma własnymi

Widziałem, jak na błękitnej kalecie

Siedział lew bury i tonął w błękicie:

Tak robiąc przegląd, postrzegłem z daleka

Drugą kaletę jak w krwi farbowaną,

A na tle krwawym gęś bielszą od mleka;

Jeden, któremu tło białego wora

Zdobiła świnia, błękitna maciora,

Przemówił do mnie: «Co tu robisz żywy?

Wiedz, że mój były sąsiad Witaliano²⁶⁷

Siądzie tu przy mnie, po mej lewej stronie:

Padwianin jestem w florentynów gronie,

Często mnie głuszy ich okrzyk wrzaskliwy:

»Oby mąż nadszedł krokiem uroczystym,

---------------------------------------------------------------------

²⁶⁵żarłoczne Teutony — Tym szyderczym przydomkiem poeta przygania Niemcom, którzy w średnich wiekach często swoimi wojskami grasując po Włoszech, dali się we znaki miast i wsi mieszkańcom swą żarłocznością.

²⁶⁶Duchy, widziałem, na piasku siedziały — Tu jesteśmy jeszcze w kręgu gwałtowników, w trzecim jego oddziale, gdzie są karani ci, co popełnili gwałt przeciwko Bogu. Z tych liczby są lichwiarze, którzy tu pod deszczem ognia na stepie piaszczystym siedzą. Zwieszone worki na ich szyjach, co są godłem ich chciwości zbierania pieniędzy, podają zarazem poecie zręczność przedstawienia herbów familijnych tych lichwiarzy, co najwięcej w wieku XIII słynęli we Włoszech. Lwa mieli w herbie Gianfigliazzowie, gęś Ubriacchowie, wieprza

Scrovagniowie, rody szlacheckie we Florencji i w Padwie. Poeta szydzi z ducha kramarskiego, który wtedy opanował arystokrację tych miast.

²⁶⁷Vitaliano — sławny lichwiarz rodem z miasta Padwy.

----------------------------------------------------------------------

Który ma worek o dziobie troistym²⁶⁸«».

A potem dziko żar oczyma wskrzesił,

Wykrzywił wargę i język wywiesił

Jako wół, kiedy swoje nozdrza liże.

A ja z bojaźni, czy nie zabawiłem

Dłużej nad zakres według słów przestrogi,

Grzbiet do tych nędznych duchów obróciłem.

Patrzę, zwierz dziki już oczyma strzyże,

Na grzbiecie jego siedział mój wódz drogi

I mówił: «Teraz bądź krzepki i śmiały!

Ktokolwiek tutaj chce zstąpić z tej skały,

Musi drabiną schodzić tylko taką.

Siądź z przodu, moje do ogona siodło,

Aby cię jego ostrze nie ubodło».

Jak chory febrą zmęczony czworaką,

Patrząc na blade paznokcie, już całem,

Nim dreszcz chorobę poczuje, drży ciałem,

Słowa te wstrzęły mnie drżeniem nieznanem;

Na koniec strach mój na wstyd się przesila,

Który przed dobrym krzepi sługę panem.

Siadłem na barkach szerokich zwierzęcia;

Chciałem rzec: «Trzymaj, weź mnie w swe objęcia!»

Lecz głos nie wyszedł uwięzły w mym łonie.

On, co mię wyrwał z niebezpieczeństw tyla,

Gdym siadł, w ramiona tulił mnie jak dziecię

I mówił: «Teraz ruszaj, Geryjonie!

Tylko pamiętaj, że nie cienie duchów,

Lecz nowy ciężar niesiesz na twym grzbiecie;

Szerokim łukiem spuszczaj się do ziemi».

Jak łódź od brzegu ruchy leniwemi

Zrazu się sunął; a potem, a potem,

Kiedy już poczuł swobodę swych ruchów,

Podniósł się w górę i zwinnym obrotem

Ogon ku piersi przerzucił nad nami,

Rozciągnął ogon, jak węgorz nim miotał,

W powietrzu dwiema wiosłując łapami.

Czy ode mnie Faeton, nie uwierzę,

Czuł większą trwogę, gdy rydwan zdruzgotał

I lejc upuścił pod sferą słoneczną,

Tor swój nieszczęsny znacząc drogą mleczną²⁶⁹,

Lub Ikar widząc topniejące pierze,

Gdy ojciec krzyczał: «Słoneczna pożoga

Spali ci skrzydła, zuchwała to droga!»

Jakaż w tej chwili była moja trwoga,

Gdy wszystkie z oczu straciwszy przedmioty

Widziałem tylko powietrze i zwierze!

Ptak-zwierzę płynąc powoli, powoli,

Na przemian skręcał, to zniżał swe loty,

Ledwo odgadłem, co się działo ze mną,

Z wiatru, co dął mi w twarz mą i pode mną.

Otchłań na prawo, podsłuchałem potem,

Grzmiała pod nami potężnym łoskotem;

Na tak straszliwy łoskot mimo woli

------------------------------------------------------------------

²⁶⁸Worek o dziobie troistym — z potrójnym otworem, herb jednego z największych lichwiarzy florenckich, rycerza Boiamenti de Bicci, który wtedy żył jeszcze.

²⁶⁹Tor (…) znacząc drogą mleczną — Zbiór gwiazd przez astronomów zwany drogą mleczną według mitu starożytnego i nauki pitagorejczyków ma oznaczać drogę nieszczęśliwego Faetona.

----------------------------------------------------------------------

Z trwogą spuściłem w dół oczy i głowę:

Wtenczas ta otchłań prawie o połowę

Zwiększyła we mnie grozę przerażenia,

Widziałem ognie, słyszałem jęczenia

I cały drżący w sobie się zebrałem.

Czegom nie widział, w tej chwili widziałem,

Że się spuszczamy między wielkie męki,

Słysząc zbliżone szlochanie i jęki.

Sokół gdy długo na skrzydłach się waży,

A sokolniczy stojący na straży

Nie widząc długo ptaka i zdobyczy:

«Sam tu²⁷⁰ sokole!» niecierpliwie krzyczy;

Z chmur, gdzie daremnie setne kreślił koła,

Spuszcza się skrzydło znużone sokoła

I ptak, bo wre w nim żółć gniewem zagrzana,

Spada z daleka od swojego pana: —

Tak nas Geryjon wysadził na skałę

Sterczącą na dnie głębokiego jaru

I pierzchnął, zbywszy naszego ciężaru,

Jak widzim z łuku pierzchającą strzałę.

------------------------------------------------------------------

²⁷⁰sam tu (daw.) — chodź tu.



[29.06.2026, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz