(Krąg VIII. Tłumok V. Przedajni.)
Tak na most z mostu, mówiąc rzeczy inne³²⁴,
A których pieśń ta opiewać nie myśli,
Przez skalne chrapy, progi niegościnne,
Piąty z kolei, kiedyśmy już przyszli:
Wytchnąwszy trochę, ciekawością ginę,
Aby oglądać inną rozpadlinę
Tych złych tłumoków, inne łzy daremne;
Dno jej, widziałem, szczególnie jest ciemne.
Jak w arsenale weneckim wśród zimy
W dymiących kotłach war smoły widzimy,
Aby nadpsute przez morskie odmęty,
Już nieżeglowne naprawiać okręty;
Ci smołę leją, ci tkają pakuły
W szczel³²⁵ łodzi, którą podróże nadpsuły;
Ci nowych statków budową zajęci,
Ten struga wiosło, drugi linę kręci:
Tak nie przez ogień, lecz przez bożą wolę
Wrzały w tej jamie gęste wary smolne,
Jak klejem lepiąc jej ściany okolne.
Wydęte bąble na powierzchni waru,
Ciągle, widziałem, pękały od skwaru:
Podczas gdy oczy utkwiłem w tej smole,
Wódz mówiąc: «Strzeż się! strzeż się!» — mnie z zapałem
Do siebie z miejsca przyciągnął, gdzie stałem.
Jam się odwrócił, jak ów nieroztropny,
Co bieży³²⁶ widok oglądać okropny,
A patrząc, ledwie nie mdleje od trwogi.
I diabeł czarny biegł mostem za nami,
O jakże jego była postać dzika!
Jak groźne gesta³²⁷! Ciężkimi skrzydłami
--------------------------------------------------------------------
³²⁴Tak na most z mostu, mówiąc rzeczy inne — Tu poeci z tamy kamiennej, którą Dante nazywa mostem, spoglądają w oddział piąty kręgu ósmego. W tym oddziale karani są ci, którzy zawodząc wiarę swojego rządu kraju, na to tylko sprawują urzędy publiczne, ażeby się wzbogacić. Za czasów Dantego po miastach włoskich, w epoce ciągłych wstrząśnień i wojen domowych, magistratura publiczna musiała być bardzo skażona i sprzedajna, kiedy na kary przedajnych urzędników całe dwie pieśni poświęcił. I tu przedziwnie zastosował poeta karę do rodzaju przewinienia. Kto raz nadużył urzędu publicznego w celach osobistych, splamił się na zawsze, a nic tej plamy z niego nie zmyje. Pierwszy występek tego rodzaju, niszcząc zewnętrzną i wewnętrzną godność grzesznego, pozbywa go zdolności opierania się pokusom na przyszłość i strąca go do przepaści coraz głębiej. Szatani wyobrażają przełożonych takich przedajnych urzędników; z początku patrzyli przez palce na ich postępowanie i dzielili się z nimi zyskiem, potem nie dopuszczają do tego, aby tonący w bagnie zepsucia się ratował, lecz udaremniają wszystkie usiłowania jego w tym kierunku, strącając go coraz niżej.
³²⁵szczel — szczelina (tu prawdopodobnie forma skrócona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca).
³²⁶bieżyć (daw.) — iść, dążyć.
³²⁷gesta — dziś popr. forma: gesty.
--------------------------------------------------------------------------
Szumiał, a lekko biegł na obie nogi:
Barki spiczaste, widzę, nowe cudo!
Na ostrych barkach unosił grzesznika,
Jak hakiem szponą trzymając za udo.
Z naszego mostu wołał zaperzony³²⁸:
«Oto jest jeden z radców z Santa-Zita³²⁹,
Rzucaj go w jamę, panie Ostroszpony!
Wracam, gdzie strona w takich dość obfita:
Oprócz Bontura, tam każdy ladaco³³⁰,
Nie w Tak przemieni, gdy mu za to płacą».
Rzucił go w jamę, a sam szybkostopy
Biegł jak pies dworny za złodziejem w tropy.
Grzesznik dał nurka i cały zbrukany
Wypłynął na wierzch; ukryte szatany
Za skałą, krzycząc taką groźbę gwarzą:
«Tu cię nie zbawi obraz z świętą twarzą³³¹.
Tu pływacz lekko jak w Serchio nie pierzchnie³³²,
Jeśli mieć nie chcesz od naszych szpon znaków,
Nie marszcz daremnie tej smoły powierzchnie».
I weń wrazili więcej jak sto haków,
Mówiąc: «Tam na dnie tańcuj sobie w koło,
Gdy możesz skraść co, to chyba pod smołą».
Tak kucharz swoim trójzębem w naczynie
Zatapia mięso, gdy na wierzch wypłynie.
A mistrz: «Oszukaj zgraję diabłów całą,
Chyłkiem pół zgięty skryj się za tą skałą.
Nie bój się o mnie, znam się z ich obrazą,
Już ja w tym zgiełku byłem inną razą³³³».
I ledwo przeszedł przez mostu upusty,
Dochodząc śmiałym krokiem pod most szósty,
W krąg pogodnymi spoglądał oczyma.
Wtem jak huragan, jakby psiarnia jaka,
Co się obcesem rzuca na żebraka,
Gdy żebrząc chleba u drzwi się zatrzyma,
Szatany biegły ze dna skałoziemu,
Wszystkie swe haki zwróciły ku niemu,
A wódz mój wołał: «Stój, rodzie obrzydły:
Wpierw nim na wasze weźmiecie mię widły,
Przyjdź który do mnie, niechaj mnie wysłucha,
Może się gniew wasz nieco udobrucha».
Jakby zahuczał grom jeden i drugi,
Wszyscy krzyknęli straszliwymi wrzaski:
«Idź sam do niego, Przeklęty Ogonie³³⁴!»
Jeden szedł, drudzy stali nieruchomie
Podchodząc: «Jestem» rzekł «na twe usługi».
-------------------------------------------------------------------------
³²⁸Z naszego mostu wołał zaperzony — Poeta dlatego mówi: „z naszego mostu”, że ten most, na którym stali, wraz z otchłanią pod nim powierzony był w straży tego szatana.
³²⁹Santa-Zita — Święta Zyta, patronka miasta Lucca. Magistratura tego miasta w owych czasach głośna była ze swego przekupstwa. Tu poeta chcąc jeszcze więcej zaostrzyć żądło ironii, nazwę miasta omawia imieniem jego patronki.
³³⁰Oprócz Bontura, tam każdy ladaco — Bontura wspomniany tu ironicznie jako wyjątek, był rzeczywiście największym oszustem w Lucca.
³³¹Obraz z świętą twarzą — to jest wizerunek świętej patronki tego miasta, z którego ten przekupień był rodem, a razem napomknienie, że urzędnicy chciwi a przekupnie często są świętoszkami.
³³²Serchio — rzeka blisko miasta Lucca płynąca.
³³³Już ja w tym zgiełku byłem inną razą — Aluzja do pierwszej pielgrzymki Wergiliusza do piekieł (Pieśń IX).
³³⁴Idź sam do niego, Przeklęty Ogonie — Przezwisko jednego z szatanów, jak poprzednio Ostroszpony, a później Sowizrzał.
[10.08.2026, Toruń]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz