Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

25 kwietnia 2025

FILOZOFOWIE I ICH POGLĄDY - FEDON

FEDON [ok. r. 400 p. n. e.]



Fedon z Elidy, z rodu arystokratycznego, po upadku swego miasta rodzinnego dostał się do niewoli i musiał pełnić obowiązki odźwiernego w domu rozpusty. Po zamknięciu drzwi wymykał się stamtąd, by brać udział w rozmowach Sokratesa. Trwało to tak długo, póki Sokratesowi nie udało się skłonie Alkibiadesa (czy też Kritona) do wykupienia młodzieńca z niewoli. Odtąd Fedon swobodnie mógł zajmować się filozofią. Hieronim w piśmie „O powstrzymywaniu się od wydawania sądów” pisze o nim z pogardą i nazywa go niewolnikiem.

Jako dzieła Fedona wymieniane są dialogi: Nikias (którego autentyczność jest wątpliwa); Medios (uważany też za dzieło Aischinesa lub Polyainosa); Antimachos albo O starcu (którego autorstwo jest również niepewne),

Po śmierci Fedona założoną przez niego szkołą filozoficzną kierował Pleistanos z Elidy, a w następnym pokoleniu Menedemos z Eretrii i Asklepiades z Fliuntu — którzy obaj byli przedtem uczniami Stilpona. Szkoła początkowo nazywała się szkołą elejską, potem zaś — odkąd na jej czele stanął Menedemos — eretrejskąl


[25.04.2025, Toruń]


KARTKA Z KALENDARZA - 25.04.2025

 

Kartka z kalendarza na dzień 25.04.2025

Czwartek


Imieniny dzisiaj obchodzą: Grzegorz, Horacy oraz Aleksander, Aleksy, Bona, Egbert, Erwin, Erwina, Euzebiusz, Fidelis, Gaston, Honoriusz, Horacjusz, Jerzy, Leoncjusz, Longin, Longina, Maria, Saba, Tyberiusz, Zbywoj


Przysłowia na dziś:

Jak w kwietniu mróz, to na pagórku siana wóz”

Ta urodzajna pszenica bywa, która w kwietniu przepiórkę przykrywa”


Wschód, Zachód Słońca i Długość Dnia 24 Kwietnia 2025 roku w Toruniu

05:25:06 20:02:09 14h37'03"


Cytat dnia:

Miłość nie jest prostą rzeczą, ale bez niej nie można żyć. Prawie wszystko na świecie da się wytłumaczyć miłością. To największy pomysł wszystkich czasów.” Marek Hłasko


24 kwietnia 1942 roku w Toronto zmarła Lucy Maud Montgomery - kanadyjska pisarka [ur. 30 listopada 1874 roku, Wyspa Księcia Edwarda]


Poniżej początkowy fragment rozdziału I części II powieści „Ania z Zielonego Wzgórza”.


Bezdroża wyobraźni

I znowu zawitała wiosna na Zielone Wzgórze, owa piękna, choć kapryśna i ociągająca się kanadyjska wiosna! Zwlekała cały kwiecień i maj, wysyłając na przemiany dni chłodne lub ciepłe, o purpurowych zachodach słońca i cudach zmartwychwstania natury. Klony w Alei Zakochanych pokryte były czerwono-brunatnymi pąkami, a wokoło Źródła Nimf leśnych wykwitały drobne kędzierzawe listki paproci. Dalej w gaiku poza domkiem pana Slone kwitły białe konwalijki, roztaczając słodki zapach. Wszystkie dzieci uczęszczające do szkoły spędziły już raz cudne popołudnie na zrywaniu ich i powróciły o zmierzchu do domów z rękami i koszykami pełnemi kwiecia.

 — Tak mi żal ludzi, mieszkających w krajach, gdzie nie ma konwalijek — mówiła Ania. — Diana twierdzi, iż posiadają zapewne natomiast coś lepszego, ale czyż może istnieć coś piękniejszego nad konwalijki? Jak Maryla sądzi? Przecież nie! I Diana mówi, że jeśli nie znają konwalijek, to i nie tęsknią za niemi. Ale mnie to właśnie wydaje się najsmutniejszym. Uważam, że byłoby wprost tragiczne nie znać ich i nie tęsknić do nich! Czy Maryla wie, jak ja sobie wyobrażam, czym są konwalijki! Sądzę, że muszą to być duszyczki kwiatów, które zwiędły poprzedniego lata i tutaj znalazły swój raj. Ale też spędziliśmy dziś rozkoszne popołudnie, Marylo! Jedliśmy podwieczorek w zacisznym parowie, porosłym mchami, niedaleko starej studni. Co za romantyczne miejsce! Karolek Slone wyzwał Artura Gillis, aby przeskoczył rów, i Artur był zmuszony to uczynić, bo wszakże nie mógł nie przyjąć wyzwania. Nikt w szkole nie ważyłby się odmówić. Wyzywać jest u nas bardzo w modzie. Pan Philips oddał wszystkie zebrane przez siebie kwiaty Prissy Andrews i wyraźnie słyszałam, jak wyrzekł: „Słodkie dla słodkiej!“ Wyrażenie to wyjęte było z książki, wiem dobrze, ale, bądź co bądź, dowodzi, że posiada on trochę polotu, jeśli potrafił je odpowiednio zastosować. Mnie także ofiarował ktoś wiązankę konwalijek, lecz odrzuciłam je z pogardą. Nie mogę powiedzieć imienia tej osoby, bo uroczyście przyrzekłam, iż imię to nigdy nie przejdzie przez moje usta. Uwiliśmy wianki z zebranych kwiatków i przystroiliśmy niemi nasze kapelusze. A kiedy nadeszła chwila powrotu do domu, ruszyliśmy, śpiewając głośno, para za parą, wielkim gościńcem, z wiązankami i wieńcami w rękach. Ach, jakież to było wspaniałe! Wszyscy mieszkańcy dworku pana Slone wybiegli, by się nam przypatrzeć, a każdy spotkany na drodze zatrzymywał się i spoglądał za nami. Zwracaliśmy powszechną uwagę...

 — Nic dziwnego! Małoż jest gapiów! — zauważyła Maryla.

Po konwalijkach nastąpiły fiołki i cała dolina Fiołków pokryła się niemi. Ania dążyła pośród nich do szkoły, ostrożnie stąpając i obejmując je wzrokiem pełnym miłości, jak gdyby chodziła po poświęconej ziemi.

 — Nieraz — zwierzała się Dianie — kiedy przechodzę tędy, najzupełniej jest mi obojętne, czy Gil... czy ktokolwiek inny w klasie zajmie pierwsze miejsce. Lecz kiedy jestem w szkole, doznaję zupełnie innych uczuć i staję się znowu ambitną. Takie to są we mnie dwie rozmaite Anny. Nieraz przychodzi mi na myśl, że dlatego zapewne jestem takim niespokojnym duchem! Jeśli byłabym tylko jedną Anią, życie płynęłoby mi wprawdzie daleko spokojniej, lecz ani w części tak zajmująco.

Był piękny wieczór czerwcowy. Drzewa sadów stały znowu w pełni różowego kwiecia, żaby rechotały chórem w błotach, okalających Jezioro lśniących wód, a powietrze pełne było słodkich zapachów pól koniczyny i balsamicznej żywicy lasów. Ania siedziała u okna swego pokoiku. Zajęta była odrabianiem lekcji. Gdy ściemniło się w tym stopniu, że nie mogła już dłużej czytać, pogrążyła się w zadumie, zatopiwszy wzrok w gałęziach Królowej Śniegu, osypanej znowu pąkami wspaniałego kwiecia.

Właściwie pokoik na facjatce nie zmienił swego wyglądu. Ściany pozostały równie białe, poduszka do igieł równie twarda, zaś żółte krzesła tak samo żółte jak ongi. A jednak charakter pokoiku uległ pewnej zmianie. Pełen był jakiegoś nowego żywego i silnie pulsującego ducha, zdającego się go przenikać, a duch ten był absolutnie niezależny od książek szkolnych, mundurka i wstążek dziewczęcia tu mieszkającego, a nawet od pękniętego niebieskiego dzbana, napełnionego kwiatem jabłoni. Zdawać by się mogło, że wszystkie sny i marzenia, snute we śnie czy na jawie przez niezwykle żywą mieszkankę tego pokoiku, oblekły się w widoczną, choć niematerialną formę, i osnuły nagie ściany najwspanialszymi tkaninami barw tęczowych i blasków księżyca. [...]



[25.04.2025, Toruń]

24 kwietnia 2025

PRZERYWNIK - MASZA


 Masza bardzo prosi o kawałek ciasta

FILMY (55) ANDRZEJ BARAŃSKI - DZIEŃ WIELKIEJ RYBY

 

Joanna Brodzik i Jan Wieczorkowski


DZIEŃ WIELKIEJ RYBY

https://www.cda.pl/video/18776772cd


Artur Barciś i Jan Peszek

Rok produkcji: 1996

Premiera: 1997. 05. 29

Lokacje: Męćmierz, okolice Wilkowa, Końskowola (kościół Św. Anny), Wisła w rejonie Kazimierza Dolnego, Wąwolnica, Klementowice (stacja PKP), Wyspa Krowia na Wiśle pod wsią Podgórz.

Jan Peszek

Zgodnie z pierwotnym zamysłem reżysera "Dzień wielkiej ryby" miał nosić tytuł "Po latach". Miał też być filmem "o przemijaniu i o tym, co trwa, czyli o uczuciu, które pozostaje na zawsze własnością zakochanych, mimo mijających lat". W końcowej fazie realizacji tytuł się zmienił, nie zmieniła się zaś treść. Zgodnie z duchem prozy Kornela Filipowicza, na podstawie której powstał scenariusz, utwór Andrzeja Barańskiego pozostał poruszającym zapisem daremności ludzkich wysiłków w celu zatrzymania biegu czasu i oszukania natury. Ta ostatnia bowiem, a zwłaszcza świat przyrody, pejzaż "intensywnie wkracza w życie ludzi, w ich psychikę". Słowa Barańskiego znajdują odzwierciedlenie w filmie.

Jan, mężczyzna w średnim wieku, po trzydziestu latach nieobecności przyjeżdża do miasteczka, w którym niegdyś bywał częstym gościem. Jako zapalony wędkarz wpadał tutaj na ryby. Teraz również przyjechał z wędkarskim ekwipunkiem, lecz to nie nadzieja udanego połowu sprawiła, że wrócił. Trzydzieści lat temu poznał tutaj Irenę - dziewczynę, która mogła odmienić jego życie. On jednak nie pozwolił na to. Dlaczego rozbił ich i tak kruchy związek? Nieśmiałość? Lęk przed wielką miłością? Brak doświadczenia w zdobywaniu kobiety? Miał przecież tylko osiemnaście lat, ale miał też i wzajemność Ireny. Więc dlaczego? Teraz, po latach Jan wie, że Irena mogła być najważniejszą osobą w jego życiu. Wie również, że już nigdy nią nie będzie. W odruchu buntu przeciwko nieubłagalności przemijania podejmuje wysiłek przekraczający jego siły. Niczym daleki krewny słynnego bohatera opowiadania Hemingwaya, łapie na wędkę ogromną rybę. Jej wydobycie na brzeg graniczy z cudem. Mężczyzna jednak nie zamierza zrezygnować.

[źródło: https://www.filmpolski.pl].

    Wspaniały film poruszający kto wie, czy nie najbardziej bliski mi obecnie motyw przemijana, wspomnień, w których nie brak niezrealizowanych marzeń, często takich, za które sami jesteśmy odpowiedzialni – nie potrafiliśmy bowiem w pewnym momencie swego życia zaryzykować i zerwać z gnuśnym światem dawnej rzeczywistości, i życie przeszło nam koło nosa.

    Film bardzo typowy dla twórczości Andrzeja Barańczaka – swoisty nastrój, przyroda i sceneria lat sześćdziesiątych, prosty język uczuć, nostalgia i tajemnica.

Joanna Brodzik

Reżyseria - Andrzej Barański

Scenariusz - Andrzej Barański

Zdjęcia - Krzysztof Ptak

Muzyka - Henryk Kuźniak

Obsada aktorska

Jan Peszek - Jan

Joanna Brodzik - Irena

Jan Wieczorkowski - Jan w młodości

Beata Tyszkiewicz - mecenasowa Zofia

Anna Majcher - recepcjonistka w hotelu, żona "Prezesa"

Artur Barciś - kolejarz, hodowca kwiatów

Jan Frycz - "Prezes"

Roman Kłosowski - teść "Prezesa"

Władysław Kowalski - mąż Ireny

Edward Kusztal - kłusownik

Paweł Nowisz - Artur, znajomy Jana z młodości

Bogusław Sochnacki - ksiądz

Marek Walczewski - mecenas

Leszek Zduń - Emil, kolega Jana

Irena Burawska - staruszka mieszkajiąca naprzeciwko hotelu

Alicja Wolska-Piesiewicz - Irena w teraźniejszości

Jerzy Cnota - wędkarz

Jerzy Bielenia - staruszek mieszkający naprzeciwko hotelu

Martyna Dłużniewska - córka mecenasa

Aleksandra Woźniak - córka mecenasa

Jarosław Gruda - wędkarz nad rzeką

Jerzy Rogalski - wędkarz nad rzeką

Gizella Bortel - kioskarka Czesia    

Ryszard Chlebuś - właściciel restauracji

Mirosław Kowalczyk - kochanek żony "Prezesa"

Monika Sołubianka - bileterka na stacji


[24.04.2025, Toruń]

22 kwietnia 2025

ZAPISKI (1378) NASZ PAPIEŻ ŻYJE

 

1378.

Umarł papież Franciszek. R.I.P. Wielka szkoda. Był dobrym człowiekiem. Czy równie dobrą głową kościoła katolickiego? Wydaje się, że dokonał tyle, ile było można, a miał wielu wrogów, zwłaszcza wśród polskiego kleru – tej zacofanej, bogatej i cynicznej masy biskupów i księży, którzy mają swojego papieża – jędraszewskiego, który w ostatnich dniach zakazał chodzenie ze święconką tych spośród nas, którzy nie głosują na alfonsa nawrockiego. To wprawdzie nie pierwsze tak polityczne stanowisko kościoła katolickiego w Polsce, ale jakże znamienne, jak bardzo wzorem kaczyńskiego dzielącego Polaków, jak wypełnione nienawiścią. Inny popapraniec w habicie wyraził się z kolei w taki sposób, że niewierzący powinni płacić podatek za to, że nie wierzą. To nie jest tak, że pośród duchowieństwa polskiego nie ma księży myślących inaczej, postępowo, ale obawiam się, że jest to niewielki odsetek trzeźwo i współcześnie postrzegających rzeczywistość.

Właśnie w tej współcześnej rzeczywistości zakaz jędraszewskiego lata mi koło nosa, bo nie wyznaję takiej katolickiej wiary, jaką głosi episkopat. W ogóle wydaje się, że kościół katolicki w naszym kraju wyznaje religię obcą postulatom Chrystusa, daleką od chrześcijaństwa, co najwyżej mającą swe korzenie w inicjowaniu krwawych wojen religijnych i paleniu kobiet na stosie. W tym ostatnim kontekście g’woli sprawiedliwości trzeba przyznać, że jędraszewski rzeczywiście nie rzuca hasła palenia na stosie tych wszystkich, którzy nie chcą głosować na alfonsa, a przecież mógłby.

Jędraszewscy nie chcą lub nie potrafią się przyznać do tego, że to właśnie biskupi i księża są odpowiedzialni za to, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, że jędraszewscy stawiają mur przed wierzącymi, mur, który utrudnia dostanie się do Boga.

Kaczyński i jędraszewski mają wspóLnych wiernych – starców hipokrytów, których jedynym życiowym celem jest żywienie się nienawiścią do kogokolwiek, kto nie podziela ich zakompleksionym poglądów na życie.



[22.04.2025, Toruń]

21 kwietnia 2025

MUZYCZNE POCZTÓWKI - JOHANN SEBASTIAN BACH - ORATORIUM WIELKANOCNE

 


Oratorium Wielkanocne Johanna Sebastiana Bacha [BWV 249] zsostało skomponowane je w Lipsku. Bach poprowadził pierwsze wykonanie kantaty w Niedzielę Wielkanocną, 1 kwietnia 1725 roku, podczas porannego nabożeństwa w Nikolaikirche i nieszporów w Thomaskirche.


[21.04.2025, Toruń]

SZTUKA - DIEGO VELAZQUEZ

 

1. Diego Velázquez (Hiszpania, 1599-1660)

Triumf Bachusa (Los Borrachos)(ok. 1628)

Olej na płótnie, 165 x 225 cm.

Museo del Prado, Madryt


Velazquez był uważany za wielkiego hiszpańskiego malarza, wzór, z którym porównywano wszystkich innych. Przede wszystkim malarz rodzajowy o niezrównanych umiejętnościach, dopóki nie został mianowany nadwornym malarzem i przeniósł się do Madrytu, jego mocną stroną była gra światła na postaciach zamrożonych w przestrzeni i czasie oraz nieskończone efekty, jakie może generować na formie i kolorze. Umiejętność ta widoczna jest w tej wesołej scenie przedstawiającej grupę mężczyzn celebrujących przyjemności płynące z picia wina.


2. Diego Velázquez

Trzej muzykanci (ok. 1616-20)

Olej na płótnie, 88 x 111 cm.

Gemäldegalerie, Berlin



3. Diego Velázquez

Stara kobieta gotująca (1618)

Olej na płótnie, 105 x 119 cm.

National Gallery of Scotland, Edinburgh


Obraz ten jest jedną z kilku wczesnych scen rodzajowych Velázqueza, dla których nie ma znanych precedensów w Sewilli. Używając mocnego, skupionego światła, które samo w sobie jest nowatorską cechą, Velázquez tworzy tour de force naturalistycznego malarstwa, w którym różne kształty, tekstury i powierzchnie są cudownie ożywione. Przedstawia starszą kucharkę siedzącą przed małym glinianym naczyniem, w którym gotuje jajka na węglu drzewnym. Oko artysty zaobserwowało i zarejestrowało każdy znaczący szczegół, aż po cienki skrawek żarzących się węgli, które ogrzewają jajka, którymi kobieta opiekuje się z roztargnieniem. Zużyte, ale delikatne rysy jej twarzy, pod pewnie namalowanym welonem na głowie, świadczą o dobrze przeżytym życiu. Postać kobiety jest poważna i zamyślona, a chłopiec z melonem pod pachą i karafką wina w dłoni spogląda na nas z podobną powagą. Kontrast młodości i wieku oddaje ulotność życia, a jajko w dłoni kobiety sugeruje skojarzenia, znane w tamtym czasie, ze zmiennością całej ziemskiej materii i innym życiem poza grobem. Tło jest ciemne i niewyraźne, w przeciwieństwie do często zatłoczonego tła holenderskich scen kuchennych.


4. Diego Velázquez

Chrystus w domu Marty i Marii (1618)

Olej na płótnie, 60 x 103,5 cm.

National Gallery, Londyn


"Scena kuchenna w domu Marty i Marii" pochodzi z okresu sewilskiego Velázqueza, namalowana wkrótce po ukończeniu przez niego praktyki u Pacheco. W tym czasie Velázquez eksperymentował z potencjałem bodegone, formy malarstwa, która była często wykorzystywana do powiązania scen współczesnej Hiszpanii z tematami i historiami z Biblii. Często zawierały one przedstawienia ludzi pracujących z jedzeniem i piciem.


5. Diego Velázquez

Scena kuchenna z wieczerzą w Emaus (ok. 1618)

Olej na płótnie, 55 x 118 cm.

National Gallery of Ireland, Dublin


6. Diego Velázquez

Zakrwawiony płaszcz Józefa przyniesiony Jakubowi (1630)

Olej na płótnie, 223 x 250 cm.

Monasterio de San Lorenzo, El Escorial


Nominacja dworska Velázqueza dała mu niewiele okazji do malarstwa religijnego i tylko sporadycznie wykonywał obrazy tematyczne, z wyjątkiem jego włoskich podróży. Inni artyści wywarli na niego niewielki wpływ, choć skorzystał na Tycjanach w hiszpańskiej kolekcji królewskiej i wizycie Rubensa w 1628 roku, która była jego pierwszym kontaktem z wielkim żyjącym malarzem, który był również malarzem dworskim. Niezależnie od tego, czy to Rubens zainspirował go do odwiedzenia Włoch, to dzięki jego wpływom uzyskał pozwolenie na wyjazd. Wyjechał w sierpniu 1629 roku, odwiedził Genuę, Wenecję, Rzym i Neapol (gdzie poznał Riberę) i powrócił do Madrytu w 1631 roku. Krwawy płaszcz Józefa przyniesiony Jakubowi pokazuje jego zainteresowanie męskim aktem.


7. Diego Velázquez

Głowa jelenia (ok. 1626-36)

Olej na płótnie, 66,5 x 52,5 cm.

Museo del Prado, Madryt


Król miał w zwyczaju jeździć z małym orszakiem po rozległych rezerwatach zwierzyny w gęsto zalesionym Pardo - Filip IV był odważnym i entuzjastycznym myśliwym i chciał, aby jego nadworny malarz utrwalił zabite przez niego jelenie dla potomności.

Dzieło to mogło zostać namalowane w celu udekorowania jednego z królewskich siedzeń. Jego tematyka jest związana z polowaniami i wydaje się wskazywać, że mogło być częścią kolekcji obrazów do pawilonu myśliwskiego znanego jako Torre de la Parada.


8. Diego Velázquez (Hiszpan, 1599-1660)

Chrystus na krzyżu (1631)

Olej na płótnie, 100 x 57 cm.

Museo del Prado, Madryt



Biblijna scena Męki Pańskiej ukazująca Chrystusa kierującego błagalny wzrok ku Niebu podczas agonii na krzyżu (Mt 27, 32-56; Mk 15, 21-41; Łk 23, 26-49; J 19, 17-28). Chrystus jest przytrzymywany czterema gwoździami i opiera stopy na platformie. Nosi koronę cierniową i jest okryty przepaską czystości. Nad Jego głową widnieje napis po łacinie, hebrajsku i grecku, który według Biblii kazał umieścić Poncjusz Piłat. Brzmi on następująco: „To jest Jezus z Nazaretu, Król Żydowski”. U stóp krzyża znajduje się czaszka Adama, pierwszego człowieka, którego grzech sprowadził śmierć na świat i który został odkupiony przez mękę Mesjasza. Tło obejmuje ciemną dolinę z drzewami, różnymi budynkami i napiętym horyzontem.



[21.04.2025, Toruń]

20 kwietnia 2025

DANTE - BOSKA KOMEDIA - PIEŚŃ 5

 

PIEŚŃ 5.

(Krąg II. Minos. Grzesznicy z miłości. Franczeska z Rimini.)

Wszedłem w krąg drugi, ciaśniejszy, gdzie krzyki

I Jęki boleść zaostrza w ton dziki.

Tam straszny Minos z czołem nasrożonym⁷⁸

Patrząc ponuro i zgrzytając wściekle,

Bada i sądzi wchodzące grzeszniki,

Wyroków swoich znak dając ogonem.

Dusza, na której cięży grzechu plama,

Gdy przed nim staje, spowiada się sama.

A on, głęboki znawca wagi grzechów,

Widząc, gdzie miejsce zasłużyła w piekle,

Ile się razy ogonem obwinie,

O tyle szczebli wśród szatańskich śmiechów

Dusza w dół spada w piekielne głębinie⁷⁹.

Wciąż przed nim stoi wielka dusz gromada,

Jedna po drugiej na wyrok pośpiesza,

Mówi i słucha — i wnet w głąb zapada.

Minos, postrzegłszy, że z mym mistrzem wchodzę,

Na chwilę straszne swe sądy zawiesza

I krzyknie ku mnie: «Zuchwały, nim wejdziesz,

Obacz, gdzie wchodzisz, zważ, na kogo liczysz,

Wchód tu szeroki, lecz wstecz nie odejdziesz».

A mistrz ofuknął wzajem: «Co tak krzyczysz?

Nie tobie naszej sprzeciwić się drodze;

Ten mu ją wskazał, który wszystko może,

Co chce. — Dość na tym! Nie wstrzymuj nas dłużej».

Wtem usłyszałem łkania i jęczenia

I wszedłem w miejsce, gdzie mrok nieprzejrzany,

Noc bez żadnego światła i promienia,

A w głębi jego ryczy jakby morze,

Kiedy nim wiatry przeciwne śród burzy

Szamocą, tłuką, aż do białej piany.

Wicher piekielny ciągle się tam sroży,

Porywa duchy, unosi i ciska

O potrzaskanej skały rumowiska,

---------------------------------------------------------------------------

⁷⁸Minos — według mitu starożytności pogańskiej, sędzia umarłych; poeta, chcąc powiększyć zgrozę obrazu piekła, zrobił go potwornym i przydał mu ogon. Ta fantastyczna postać nie jest wszakże dowolnym wymysłem poety, ma swój cel i znaczenie. Albowiem okropności miejsca i zgrozie, jaką grzech w pobożnej duszy chrześcijańskiej obudza, najściślej odpowiada.

⁷⁹głębinie — dziś popr. forma B.lm: głębiny.

-----------------------------------------------------------------------

Gdzie jęcząc, płacząc, bluźnią mocy bożej.

Grzesznicy owi te cierpią katusze⁸⁰,

Co swe zmysłami ścieleśnili dusze.

A jako w jesień, w czas odlotu ptaków,

Pożądanie, Gęstymi pułki⁸¹ lecą stada szpaków,

Tak owe duchy wiatr prądem zawiei

Gnał tu i owdzie: i znać z ich wejrzenia,

Że już na wieki pozbyły nadziei

Nie tylko kresu, lecz ulgi cierpienia.

I jak żurawie w powietrznej przestrzeni

Lecą i nucą żałośnie: tak ku mnie,

Jęcząc, gromady nieszczęśliwych cieni

Pędzone wiatrem zbliżały się tłumnie.

«O! Mistrzu!» rzekłem, «I któż są te dusze,

Tak udręczone w ciągłej zawierusze?»

A mistrz: — «Ta pierwsza, co widzisz, po przedzie

Rej chóru duchów na powietrzu wiedzie,

Przed wieki była wielu ziem królową

I wielu ludów różnych krwią i mową,

Lecz oszalała krewkością namiętną,

Prawem zatarła kazirodztwa piętno,

By hańbą w dziejach nie ciężyło na niej.

To Semiramis⁸², dziedziczka i pani

Krajów azyjskich⁸³, gdzie dziś Turczyn broi.

Ta druga ⁸⁴ z sercem miłością zranionem,

Dni swe przecięła dobrowolnym zgonem,

Łamiąc przysięgę cieniom Sycheusza.

To Kleopatra na chuć rozpasana.

Helena, Parys, sprawcy nieszczęść Troi;

Achilles, można, ale krewka dusza,

Obok błędnego rycerza Tristana⁸⁵».

I tłum dusz innych wskazał mi Wirgili,

Co żądz gorączką życie przetrawili;

A ja, gdym słyszał zwane po imieniu

Starego świata niewiasty i męże,

Litość, myślałem, zmysły mi rozprzęże,

I jak wpół martwy stałem w osłupieniu.

I mówię: «Mistrzu! kto są te dwa duchy,

Które wiatr lekko unosi jak puchy?

Chcę mówić z nimi». — «Czekaj», mistrz powiada

«Aż je tu ku nam wiatr przywieje bliżej

Zaklnij na miłość, która nimi włada,

A zlecą ku nam». — Gdy lecieli niżej,

------------------------------------------------------------------------

⁸⁰Grzesznicy owi te cierpią katusze — W tym kraju spotykamy grzeszników potopionych za ich grzechy cielesne. Jak w ich życiu niepohamowana żądza tam i sam unosiła ich dusze bez przerwy, odejmując im ich wewnętrzny pokój, podobnie i po zgonie unosi je bez spoczynku wicher piekielny. Jak na ziemi bodziec żądzy pomimo woli unosił grzeszników na skały i nad przepaście, gdzie tracili życie duchowe, a często cielesne, podobny los ich tu spotyka w miejscu kar wiecznych. Nie obwiniając sami siebie, że największe dary boże, jako to: rozum i wolną wolę podbili ślepą namiętnością, ale sami jeszcze ciągle ślepi, bluźnią Bogu i jego mocy.

⁸¹gęstymi pułki — dziś: gęstymi pułkami (popr. forma N.lm); tu: forma skrócona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁸²Przed wieki była wielu ziem królową (…) To Semiramis — Semiramida pragnąc zaspokoić i uprawnić wobec swojego ludu kazirodzką [dziś popr.: kazirodczą;] skłonność do swojego syna, prawem dozwoliła zawarcie związków małżeńskich między matką a synem.

⁸³azyjski — dziś popr.: azjatycki.

⁸⁴Ta druga — Dydona, znajoma z Eneidy Wergiliusza.

⁸⁵błędnego rycerza Tristana — Tristan, którego łączył stosunek miłosny z małżonką stryja, Izoldą; bohater średniowiecznego, powszechnie znanego romansu.

----------------------------------------------------------------------------

Rzekłem — «Pomówcie z nami, nieszczęśliwi!

Przez miłość, którą pałaliście żywi».

A jak gołębi para szybko leci

Z rozpiętym skrzydłem do gniazda swych dzieci

Tak one spośród orszaku Dydony,

Przez prąd wichrowy, w powietrznym zamęcie

Ku nam zwróciły swój lot przyśpieszony:

Taką moc miało miłosne zaklęcie.

«O! czuła», rzekły, «i szlachetna duszo!

Co nas odwiedzić szedłeś w te otchłanie

I masz snadź⁸⁶ litość nad naszą katuszą!

Gdybyśmy śmieli wznieść nasze wołanie

Ku Panu świata i gdyby On w niebie

Przyjąć je raczył, wnet byśmy oboje

Prosili Jego o pokój dla ciebie,

Tak nam jest miłe to współczucie twoje.

Pytać lub o czym chcesz rozmawiać z nami?

Mów, będziem słuchać albo odpowiemy,

Póki wiatr będzie, jak w tej chwili, niemy».

«Kto wy?» im rzekłem, «powiedźcie to sami».

Jeden z nich na to: «Ziemia ma rodzima⁸⁷

Leży nad morzem, gdzie doń swoje wody

Rzeka powiedzie z towarzyszki swymi⁸⁸.

Miłość, co łatwo tkliwe serca ima⁸⁹,

Ujęła jego wdziękiem mej urody,

Którą, niestety! słynęłam na ziemi,

Nim śmierć ją nagle zniszczyła sposobem,

Co mnie przeraża nawet poza grobem.

Miłość, co prawem tajemniczym skłania

Serca kochanych wzajem do kochania,

Tak mnie ku niemu nakłania nawzajem,

Że się, jak widzisz, nigdy nie rozstajem.

Miłość nas o śmierć przyprawiła wspólną,

Kaina⁹⁰ czeka naszego mordercę».

Gdy duch to mówił, głos jego za serce

Tak mnie ujmował, że z łzą mimowolną

Schyliwszy czoło, stałem, aż po chwili:

«O czym tak myślisz?» spytał mnie Wirgili.

«O mistrzu!» rzekłem, «ileż słodkich myśli,

Ile żądz wrzało w ich sercu i głowie,

Nim do upadku i do zguby przyszli!»

Potem się do nich zwróciłem i mówię:

«Franczesko! widzisz, że mi słowa twoje

-------------------------------------------------------------------------

⁸⁶snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.

⁸⁷Ziemia ma rodzima leży nad morzem (…) — Cień, który tu mówi, jest to Franczeska, córka Widona z Polenty, panującego w Rawennie. Przez ojca zmuszona była wyjść za mąż za Jana Maletastę, pana Rimini, ułomnego i szpetnego; podczas kiedy brat jego młodszy, Paweł z Rimini, młodzieniec piękny i pociągający,

uprzednio jej skłonność pozyskał. Mąż żonę z jej kochankiem zdybał na kryjomych pieszczotach i oboje szpadą przebił. Dante zgodnie z nauką kościoła, że każdy występek niewyznany przed śmiercią w spowiedzi, niezgładzony żalem i pokutą za życia zasługuje na potępienie, nieszczęśliwą Franczeskę uważał za potępioną. Ale tu surowy umysł Dantego ustępuje przed wrażeniem jego czułego serca, jakim podziela los młodej, pięknej a nieszczęśliwej córki swojego dobroczyńcy, a nawet swojej powinowatej. Rzewne współczucie poety tym piękniej tu się odbija, że z nim rzadko spotykamy się w tej pierwszej części poematu. Piękność tej pieśni poetyczna powszechnie jest oceniona, a przez kogóż nieuczuta?

⁸⁸Leży nad morzem, gdzie doń swoje wody rzeka powiedzie — Miasto Rawenna, położone nad rzeką Po, przy jej ujściu do morza.

⁸⁹imać — chwytać.

⁹⁰Kaina — tak nazwana część ostatniego kręgu piekła, gdzie są karani zabójce i zdrajce swoich krewnych i powinowatych. W czasie kiedy Dante tę pieśń napisał, prawdopodobnie Jan Maletasta żył jeszcze.

--------------------------------------------------------------------------

Łzy wyciskaj; ale pozwól spytać,

Jak was snadź⁹¹ miłość przywiodła oboje

Tajoną wzajem głąb serc waszych czytać?»

A ona na to: «Ach, nic tak nie boli,

Jak chwile szczęścia wspominać w niedoli⁹²!

Lecz gdy ty, gościu, chcesz wiedzieć początek

Miłości naszej, na mój ból nie baczę;

Powiem, jak pierwszy zawiązał się wątek,

Podobna temu, co mówi i płacze.

Raz dla zabawy wzięła nas ochota

Czytać w głos dzieje przygód Lancelota,⁹³

Jako go miłość przemogła swą siłą.

Byliśmy sami, bez żadnej złej myśli.

Oko się nasze nieraz łzą zaćmiło,

Nieraz twarz zbladła, aż w końcuśmy przyszli

Do tego miejsca, co nas zwyciężyło:

Gdyśmy czytali, ile jest uroku,

Ile rozkoszy w pocałunku lubej

Oczy się nasze nawzajem spotkały.

Ten, co już odtąd wiecznie przy mym boku,

Powstał niepomny na me cudze śluby

I pocałował mnie w usta drżąc cały.

Pisarz tej księgi był nam Galeotą⁹⁴

Już żeśmy więcej w tym dniu nie czytali».

Gdy jeden mówił, duch drugi zgryzotą

Zdjęty, tak płakał, żem zwątpił, azali⁹⁵

Zniosę tę boleść, i czułem, że bladłem.

Straciłem siły i jak martwy padłem

---------------------------------------------------------------

⁹¹snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie. [przypis edytorski]

⁹²Ach, nic tak nie boli, jak chwile szczęścia wspominać w niedoli — Zdanie to tak piękne i prawdziwe poeta wziął z Boecjusza, który był jego ulubionym autorem. Ten w księdze De Consolatione powiada: in omni adversitate fortunae infelicissimum genus inforiunii fuisse felicem!

⁹³Lancelot — bohater sławnego i popularnego romansu w średnich wiekach; rycerz głośny na dworze króla Artura i kochanek jego żony, królowej Ginewry.

⁹⁴Pisarz tej księgi był nam Galeotą — Galeoto w tym romansie jest pośrednikiem tajnych miłostek miedzy Lancelotem a Ginewrą. Za życia Dantego we Włoszech każdego pośrednika lub swata w okolicznościach miłosnych nazywano Galeotą.

⁹⁵azali (daw.) — czy.



[20.04.2025, Toruń