Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

07 maja 2016

MINUS TRZYDZIEŚCI JEDEN

- Człowieku, gdzie mi się zapodziałeś? 
Słyszał wyraźnie ten głos i chrzęst zmrożonej lutowej trawy, gdy podchodziła pod same druty. Jak zwykle przynosił jej coś do jedzenia. Dzisiaj miał z sobą wałek wędzonego sera i chleb, a od stałego dostawcy kartofli butelkę samogonu. Ukradł też dla niej barani kożuch i kiedy któregoś popołudnia zobaczył ją w nim, widział tylko jej głowę i drobną część szyi owiniętej moherowym szalem. Gdyby miała jeszcze na nogach cieple buty z cholewami, nie odczuwałaby zimna.
Spał na jednym ze złączonych z sobą łóżku, opatulony kocami, a głowę miał przykrytą jednym z takich kożuchów. Na wartowni płonął w piecyku ogień.
Młody, ten, co miał czuwającą zmianę i nie mógł zasnąć, powrócił z toalety znajdującej się po drugiej stronie baraku, a powracając przyświecił latarką zaokienny termometr.
- Minus trzydzieści jeden - mruknął do siebie i zasypał palenisko pieca kilkoma większymi grudami węgla. Przysiadł na podłodze, opierając głowę o rant łóżka. Przysypiał, ale nie zasnął.
Temu pierwszemu cały czas wydawało się, że rozmawia z nią przez kolczasty drut ogrodzenia i przerzuca przez nie wałek wędzonego sera, potem chleb i w końcu podaje jej litrową butelkę samogonu.
- Natrzyj nim swoje ciało i nie pij wiele, bo wódka rozgrzewa fałszywie, a kiedy zaśniesz i będzie ci gorąco, niepotrzebnie się odkryjesz i zamarzniesz.
- Śmierć z zimna nie boli - odpowiedziała mu.
- A ty skąd możesz o tym wiedzieć?
Nagle stracił ją z oczu. Wysunął głowę spod kożucha. Otworzył oczy. Młody rozgrzebywał haczykiem rozżarzone węgle.
- Dorzuć największy kawał i chodź spać - powiedział do najmłodszego. Nastawiłem budzik.
Po chwili poczuł na plecach jego plecy. Pozostali z tej śpiącej i czuwającej zmiany chrapali. Gdyby tych z czuwających przydybał teraz dyżurny, dostaliby pakę, ale w taki mróz nikt nie przyjedzie. Cyganie też nie przyjdą i nie poderżną gardeł całej czwórce wartowników. Wtedy podeszli po cichu i zadźgali wszystkich po kolei. Nikt z tamtych nie zdążył wystrzelić. Zresztą, spacerując po swoim szlaku, każdy z nich trzymał magazynek z ostrymi nabojami w kieszeni kożucha, aby w tym zaspaniu przypadkiem nie wystrzelić.
Cyganie prawdopodobnie nie wiedzieli, który z żołnierzy zgwałcił ich siostrę i dlatego woleli poderżnąć gardło wszystkim, całej czwórce. To było przed rokiem i też arktyczny wyż dawał się we znaki, a trzy dni wcześniej urządzono we wsi zabawę. Młoda cyganka nie powinna się na niej zjawić. Czego tam szukała? 
Ten pierwszy znów zasnął. Pomyślał sobie, że kiedy o drugiej zmieni kolegę, przedostanie się przez drut kolczasty okalający magazyny i pójdzie do niej, aby zobaczyć czy nie zamarzła w szałasie pokrytym, jak się spodziewał, cienką, ale bardzo zmrożoną warstwą śniegu. Może nawet tam z nią zostanie, pojedzą wędzonego sera z chlebem i wypiją samogonu dla kurażu. Może w ogóle z nią zostanie. Ciśnie giwerę w krzaki i oboje uciekną. Weźmie ją w ramiona, gdyby nie miała sił i dopiero w lesie przystaną a potem podążą tropem saren kierujących się do miejsca, w którym leśnicy wykładają karmę. Przedostaną się przez las, przejdą przez mostek nad rzeką, a stamtąd w stronę torowiska i zaczekają na zakręcie na pociąg towarowy.
I kiedy zobaczył ten nadjeżdżający bardzo powoli pociąg, ocknął się i znów otworzył oczy. Szumiało coś w garnku postawionym na piecyku.
- Co robisz? - zadał pytanie młodemu.
- Wykułem trochę lodu. Kawy zrobię… albo herbaty.
- Tak, tak, zrób. Masz herbatę?
- Mam. Wystarczy.
- Dla mnie mocnej.
- Zrobi się.
- Nie możesz spać, młody?
- Nie mogę - odparł. - Dzisiejszej nocy upłynie rok, jak…
- Wierzysz w to, co wtedy się stało? - zapytał pierwszy.
- Wszyscy o tym mówią. Zadźgali całą zmianę.
- Tak mówią, ale ile w tym prawdy…?
- Widziałem tablicę. Oczywiście nie ma na niej, że mieli poderżnięte gardła. Napisane jest, że zginęli na posterunku. Musi w tym coś być.
- Musi. To twoja pierwsza służba wartownicza? Nie widziałem cię wcześniej.
- Pierwsza.
- Boisz się?
- Nie, tylko bardzo mi się chce pić.
- To przez ten mróz.
Przerwali rozmowę. Pierwszy usiadł, a młody zaczął przegrzebywać żar w piecyku.
- Już się stopił. Za parę minut woda zacznie wrzeć - młody skomentował to, co działo się w garnku postawionym na piecyku.
- Czekaj, wypijemy mojej. - Pierwszy przeszedł w róg wartowni, gdzie pozostawił plecak. Otworzył go i wydobył z niego blaszaną puszkę. Miał w niej granulowaną herbatę, którą chwilę później wsypał do dwóch szklanek.
Młody utkwił wzrok w wodzie, która zaczynała bulgotać, potem nakrył garnek przykrywką. Woda zaczynała radośnie szumieć. Nikt z pozostałych chłopaków się nie obudził. Spali tęgim, beztroskim snem.
Po jakimś czasie pokrywka na garnku zaczęła rytmicznie podskakiwać a mgiełka gorącej pary wspinała się po blaszanej, ocynkowanej rurze, prowadzącej aż do komina. Młody wcisnął rękawiczkę na prawą dłoń, ujął za ucho garnek i zalał herbaciany susz wrzątkiem.
- Nie mam cukru - westchnął młody.
- Takiego czaju nie pije się na słodko - odparł pierwszy i zbliżył twarz do kubka z herbatą, która zmieniała kolor wody na brunatny.
- Kiedy pierwszy raz robiłem obchód, od swojej budki do tej na samym skraju szlaku, wydawało mi się, że ktoś jest po tamtej stronie za tym płaskim rowem - przemówił młody.
- Wydawało ci się. To pewnie sarny.
- Nie, sarny widziałem po zachodniej stronie. Na purpurowym tle słońca, które znikło, widać było doskonale całe stado.
- Kto miałby interes w tym, aby w taki mróz przechadzać się wzdłuż ogrodzenia? Tylko pomyśl, młody, to bez sensu.
- A jeśli to ona? - w głosie młodego pojawiła się tajemnica o rysach twarzy podobnych do tych, które miała kobieta jego snu.
- To niemożliwe. Po tym wydarzeniu, jak słyszałem, cały tabór cyganów wyjechał - odparł pierwszy.
- A tych, co to mieli zabić, złapali? - dopytywał się młody.
- Nic mi o tym nie wiadomo. Może to nie oni, nie cyganie? A może cała ta opowieść o zgwałconej cygance przez żołnierzy to bujda?
Zaczęli siorbać gorącą herbatę. Młody nigdy wcześniej nie pił takiej mocnej. Czuł gorycz na podniebieniu, ale przecież nie mógł powiedzieć, że za mocna, że mu nie smakuje.
Pierwszy pomyślał sobie, że kiedy o drugiej w nocy przyjdzie na niego kolej, to dokładnie sprawdzi, czy wokół jego posterunku nikt się nie kręci, bo gdyby miało się okazać, że to ona…?
Przymknął oczy i zobaczył jak pomaga jej wsiąść do ostatniego wagonu pociągu, który przyhamował na zakręcie. Był to zwykły towarowy wagon z budką.
- Słowo ci daję, że kogoś słyszałem… i mogła to być kobieta - usłyszał nad sobą słowa młodego.
- Daj spokój, co miałaby tutaj robić? - wyrzekł ze zniechęceniem w głosie. - To już mnie nie obchodzi. Za dwa tygodnie będę w cywilu. To jedna z ostatnich moich służb w kompanii wartowniczej.
- A moja pierwsza w tym miejscu.
Pierwszy roześmiał się nagle.
- I przypadła ci akurat w rocznicę tamtego wydarzenia.
- Co zrobić. A ty w różnych miejscach miałeś wartę?
- W różnych - pierwszy wstał i przeciągnął się - na poligonach i tutaj.
- Monotonna taka służba - zauważył młody.
- Można się przyzwyczaić. Po dwudziestu czterech godzinach masz dobę wolną. Czasami dwie. Chyba trudniej przyzwyczaić się do toku służby: warta, sen, czuwanie i znowu warta. Ale z tym można sobie poradzić.
- A ja nie przespałem tych dwu godzin przeznaczonych na sen - stwierdził młody - i teraz jeszcze ta herbata.
Ciemna, niemal czarna herbata przestała parzyć wargi. Młody dolał jeszcze wrzątku z garnka pozostawionego na żeliwnej płycie piecyka.
- Przed rokiem również nie spałem - zaczął pierwszy - nie mogłem spać. Tak jakbym przeczuwał to, co się stanie. Wyszliśmy z kapralem za kwadrans druga. Tyle mniej więcej czasu zajmował obchód wszystkich czterech posterunków. Ten pierwszy z poderżniętym gardłem stał oparty o budkę wartowniczą. Dla mnie było to dziwne, że nie upadł. Kiedy kapral nie usłyszał typowego zwrotu, jakiego wartownik używa podczas zmiany warty, podejrzewał, że tamten sobie z niego zakpił i pewnie myślał sobie, że trzeba go będzie przeczołgać po śniegu. Dopiero kiedyśmy podeszli bliżej zobaczyliśmy gęstą czarną plamę krwi u jego stóp… a żołnierz stał jeszcze, tak jakby na nas czekał. Zarepetowaliśmy broń i pobiegliśmy do kolejnych punktów. Tamci leżeli w niskim zmrożonym śniegu. Zbierało mi się na torsje…
Nagle otworzyły się drzwi prowadzące do sąsiedniego pokoju przeznaczonego dla dyżurnych oficerów.
Podporucznik Jaskólski z trudem powstrzymywał ziewanie.
- Młody, budź pozostałych czuwających. Ja wam, cholera jasna, dam popalić za spanie na czuwającej. Za piętnaście minut wychodzimy.
Podporucznik zawrócił na pięcie i zniknął za drzwiami.
Pierwszy, choć nie zamknął oczu, usłyszał szorstki chrzęst zmrożonej, lutowej trawy i zobaczył przed sobą zamarznięty, oparty o budkę, korpus wartownika, wokół którego rozlała się czerniejąca tafla krwi.
Młody dygotał z zimna.

[06.05.2016, Dobrzelin]

2 komentarze:

  1. Historia mrożąca krew w żyłach. Niesamowity dynamizm i przerażeni młodzi żołnierze mający wartowniczą służbę w taką rocznicę. Jeszcze słychać chrzęst lutowej trawy i widać korpus z czerwoną taflą krwi. A na dworze minus trzydzieści jeden, co zwiększa dramat przerażenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. a najciekawsze jest to, że opowieść ma coś wspólnego z rzeczywistym wydarzeniem...

    OdpowiedzUsuń