Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

12 maja 2016

SAMA RADOŚĆ

A cóż to za ambrozja, ten cymes, delikatesowa delicja, zaś może jakiś frykas, marcepan, wielkie mecyje, to miodzio w gębie malinowe,  nektar, niebiański, przysmaczek, ptasie mleczko od Wedla, rarytasowe pyszności, smakołyk, co go łyknąć nie grzech, specjał beztroski, alboż błogi błogostan w ekstazie miłosnej, siellańska idylla, pogodna radość, rozmarzona, ekscytująca spokojność ducha, szczęście uniesione, czarowne zadowolenie, zaspokojenie przyjemne, weselna uciecha z radosną satysfakcją w parze, radocha brzemienna słodyczą, entuzjastyczna rozrywka, euforyczna, boska żarliwość, czar cudowny, nadzwyczajna euforia, wspaniałość duchowej uczty, urokliwy powab superprzyjemności, już to poetycka zjawiskowość, co za przeżycie... ach, jakimż jeszcze przymiotnikowym udurzeniem nazwać ten mój stan zauroczonego upojenia, kiedym uszy swoje a oczęta nasycił obrazem tak czcigodnym, jak tylko być może wizerunek dwu partii wyrastajacych z jednego solidarnościowego korzonka, partii walących się po łbach maczugami.
Jestem pod wrażeniem, a jakże, pod wrażeniem tej miłości, tej solidarności, tego patriotyzmu, tego mesjanizmu, wolności i mądrości, która potrafi nie dość, że zdzielić, jako się rzekło, po łbie i na ziemię powalić, ale też kopniakami potraktować wątrobę, dognieść szyję piętą, poskakać po torsie i wreszcie wydrzeć ciału język, oczy i ja...
Jużem w nirwany stanie, unoszę się wysoko, przytulam Kopacz do Szydło, ściskam prezesa, Schetynę i Tuska, obejmuję niedźwiedziem Petru i Kukiza, zaręczam Niesiołowskiego z Pawłowicz... i wznoszę błagalne modły... jeszcze, jeszcze kochani lejcie się po mordach, pokażcie, co Polak potrafi... chcę zobaczyć wasz koniec oby jak najbliższy.
Ech... ja wiedziałem, że tak będzie, ja wiedziałem.
A tak na malutkim, maciupeńkim marginesie to powiem tak... że, co by nie mówić i jak by się na PIS nie boczyć, to o tej, maleńkimi literkami pisząc, niegospodarności uprzedniej ekipy, to powiedziałbym skromniuteńko, że mógłbym o niej wiele opowiedzieć, albowiem na żywe oczy widziałem, jak to drzewiej bywało, ale też, myślę sobie, że powtórka z rozrywki w innym wydaniu już niedługo wcale brzydszą nie będzie.

[12.05.2016, Dobrzelin]

9 komentarzy:

  1. Witam.
    Chciałbym się przedstawić "z jakiego linku tu trafiam", ale nie potrafię. Komentujemy u wielu naszych wspólnych znajomych, a ponieważ nasze komentarze "jakoś" przystają do siebie więc jestem.
    Obawiam się, że nasze marzenia o końcu postsolidarnościowych partii mogą się nie sprawdzić z dwóch powodów:

    1. Bo z lasu wyjdzie gajowy i zrobi porządek ustanawiając granicę na Wiśle, oraz

    2. Za owymi postsolidarnościowymi partiami stoi prawie 12 milionów postsolidaruchów, które nadal mają chęć na podział łupów politycznych.

    Ale nadzieję mieć trzeba. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie imiennika...
      Faktycznie z tych marzeń pewnie obu nam nic w najbliższej przyszłości nie wyjdzie a podejrzewam, że kiedy ja będę podgryzał korzonki kwiatków, oni dalej będą baraszkować na łączce albo w jakiej piaskownicy, bo tak przepięknie zapętlili się w tej nienawiści do siebie, że nie wiadomo, kto z nich Kozak a kto Tatarzyn.
      Co do gajowego, to nie zdziwiłbym się, gdyby granicę nową ustanowił. Boleję tylko nad tym, że ci nasi realni czy wyimaginowani wrogowie niezły kłopot po wystapieniu pana Macierewicza mają, albowiem muszą teraz dokonać redukcji w etatach służby wyspecjalizowanych, gdyż mają już na tacy podane, ile to wozów bojowych działa i ile jest amunicji w magazynkach każdego żolnierza.
      A nadzieję mieć trzeba... bo i też wszystko na tym świecie przemija, nawet najdłuższa żmija.... pozdrawiam

      Usuń
  2. Z wielkim smutkiem, ale niestety muszę przyznać Ci rację i nic więcej nie dodam, bo wczorajszy festiwal przeraził mnie :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyżby eurowizyjne piosenki latały na bardzo niskim pułapie? :-) no żartuję. Ja sie tego wszystkiego spodziewałem... medium jestem jakim, czy co? :-) Cały ten festiwal jest dla mnie potwierdzeniem słuszności mojej decyzji o nie zawracaniu sobie głowy wyborczą urną. Jeszcze wybrałbym nie tych co potrzeba i męcz się bracie cztery lata, bo albo będziesz moherowym oszołomem, albo trzecim sortem ...

      Usuń
    2. Eurowizji nie oglądałam, skupiłam się na wspomnieniach o Marii Czubaszek, mogłabym słuchać bez końca, Michał Szpak to nie moja bajka...

      Usuń
    3. ... a ja uruchamiam taki zmyślny wehikuł czasu, przymykam oczy i wyobrażam sobie, że w tej Eurowizji Polskę reprezentuje Ewa Demarczyk, która śpiewa "Grande Valse Brillante" - nie ma to jak piękne wspomnienia mieć...

      Usuń
  3. I znowu żyjemy w oparach, i znowu słuchać musimy o tsunami, i znowu oglądać trzęsienia i plucie na siebie. Gdzie w tym wszystkim polska gospodarka, troska o szarego człowieka i jego potrzeby. Gdzie w tym wszystkim dobro kraju. Strach się bać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to w tym pluciu na siebie jesteśmy mistrzami... niestety

      Usuń
  4. Szczucie takoż modne.
    Kiedyś pluła na siebie służba, czyli niewykształceni, prości. Obecnie pani profesorowa na pana doktora czy magistra. Inny pułap, a poziom ten sam.

    OdpowiedzUsuń