Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

05 maja 2016

POCZĄTEK NOWYCH PRZYGÓD SZWEJKA

Cieszmy się i bądźmy dumni z tego, że kategorię A dostałem, co ni mniej, ni więcej oznacza, że mogę mięskiem armatnim być.
Ale zanim przyszło "coś" do "czegoś" to pracowałem, jak najbardziej fizycznie w fabryce przy produkcji wojskowej. Takie tam części do silników, nie do bombek, wyrabiałem, a tu w tak zwanym międzyczasie rozpoczęła się w kraju rewolucja. Przyhamowano ją, to prawda, lecz jednocześnie przypomniano sobie o tej mojej kategorii nie do odrzucenia.
Pojawiam się tedy, szczęśliwy jak nieboskie stworzenie, na komisji. A tam przystojny pan major rzucił na mnie cennym okiem, czym przypadkiem nie jaki chuligan i czy z oczu patrzy mi niezgorzej.
- Znaczy się studiów nie ukończyłeś - prawi.
Skrucha. Kolosalna skrucha w mym wejrzeniu. Odpowiedź nie wydobywa się z gardła.
- Pracujesz "na produkcji wojskowej"? - pyta, a właściwie stwierdza, bo, co z kolei ja stwierdzam, pan major jest bardzo dobrze poinformowany. - No to pójdziesz do wojska - dodaje z uśmiechem.
No, na każdego ta kostucha z kosą prędzej czy później przyjdzie, więc i na mnie teraz kolej. Może to nawet lepiej teraz, niż później, bo jakby później, to chyba dostałbym się do jakiegoś oddziału weteranów.
Kwitek stosowny dostaję, z miejscem przeznaczenia.
- Ciesz się, bo do podoficerskiej szkoły cię kierujemy - mówi na odchodnym pan major, a ja już zeskakuję ze schodków ze szczęścia.
Bilecik do Torunia dostałem, a jakże, niezbyt daleko. Cały w skowronkach myślę już, jakim to alkoholem na kartki uczcić tę rewelacyjną nowinę, kiedy dostaję poleconą przesyłkę, w której stoi jak byk, że w Toruniu dla mnie munduru zabrakło, więc mam się stawić ponownie przed panem majorem, który lokalizację służby mi zmieni.
- Będziesz, kolego działonowym operatorem na szkółce w Bartoszycach - oznajmia mi pan major. - Niestety - tłumaczy się - tam dajemy głównie po zawodówce, ale i po policealnej ojczyzna potrzebuje.
- Dobra - mówię - przyjmuję na ciało... i nagle coś we mnie wstąpiło, jakaś zwierzęca siła... - Obywatelu majorze - mówię - w środę (powiedzmy, że to była środa) rozpoczynają się mistrzostwa świata w kopanej piłce. Upraszam więc o bilecik na czwartek, abym sobie inaugurujący mistrzostwa mecz obejrzał.
Rzecz jasna nie spodziewałem się pozytywnej odpowiedzi... a tu masz, pan major pochylił się nad moją prośbą ze zrozumieniem i obejrzałem ten mecz otwarcia mistrzostw świata.
Zatem zeskrobałem z niecnej swojej twarzy zarost (oj, nosiło się brodę wtedy, nosiło), pozostawiając pod nosem wąs, który od urodzenia miałem (no, może trochę przesadziłem) i przysposobiono mnie do drogi. Potem nastąpiło to radosne pożegnanie na dworcu kolejowym i... jazda...
Ale tylko do Olsztyna, bo dalej z przesiadką. Wagon czyściutki, pusty, piętrowy. Zszedłem sobie na dół, papieroska przypaliłem, a konduktor o psim węchu, który pewnie nie palił, wręczył mi za to zapomnienie się mandat. A jakże, zapłaciłem połowę tego, co w portfelu miałem, ale przecież w armii, myślałem sobie, za darmochę mnie pożywią i napoją, a nawet przydział popularnych dostanę, więc po cóż mi pieniądze.
Kiedym odszukał swoją jednostkę, okazało się, że tego dnia byłem jedynym poborowym. To i dobrze, bo fryzjera nie mieli na dyżurze, więc mój krewki wąs pozostał pod nosem, dodając mi tak istotnej powagi.
Zatem zachodzę do budynku i witam się z dyżurującym kapralem. Młodszy ode mnie (w sumie to gdzie mnie później w armii nie przekierowali, zawsze byłem najstarszy), powiada, żebym się nie martwił, bo idzie w wojsku wytrzymać, więc czekam na palarni, aż pojawi się dowódca kompanii, który bawił akurat w poborowymi na poligonie przy jednostce.
Mijają minuty, potem godziny i wreszcie... następuje coś, czegom mógł się spodziewać jedynie w sennych koszmarach. 
Do budynku wpada wojsko... tam wpada... wdziera się, rozbryzguje po korytarzach, pędzi na wysokości lamperii, wypełnia toaletę i łazienkę, wyskakuje z nich jak sparzone wrzątkiem kury, wreszcie staje w dwuszeregu, pręży się, wyrównuje, a towarzyszy temu radosny krzyk owego sympatycznego kaprala, krzyk ten porusza solidne ściany obiektu, trzeszczą szyby w oknach, sufit to opada, to znów unosi się w przestworza, ziemia drży, cały budynek chwieje się w posadach. Jeszcze donośne słowogrzmoty dowodcy kompanii - dwugwiazdkowego porucznika i równie potężny głos szefa kompanii, sierżana: - Można palić!
A ja jeszcze w cywilnym ubraniu, szczęśliwy, przecudnie zdumiony.
- Jaki przepiękny dom wariatów - pomyślałem sobie, podpalając papieroska.

[05.05.2016, Dobrzelin]

7 komentarzy:

  1. Zawsze mnie fascynowały rozmowy kolegów z wojska. Tak mocnych więzi w innych sytuacjach nie ma. Fenomen radości, podziwu, codzienne sytuacje urastają do rangi niebywałych, a jeden drugiemu nieba by przychylił. Przyjaźnie na lata, a może i do końca. Męski czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róznie z tymi przyjaźniami bywa.... lata upływają, czas zaciera pamięć, ludzie się zmieniają... tak samo jest w przypadku szkolnych koleżeństw i znajomości....

      Usuń
  2. A ja mimo wszysko nie żałuję, że w wojsku nie byłam.
    Bo ten przymus palenia by mnie wykończył zaraz pierwszego dnia.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby jedynie rozchodziło się o palenie, badź też niepalenie, armia byłaby sanatorium :-)

      Usuń
  3. Mój mąż był w Grudziądzu, potem w Bydgoszczy, ale wspomnienia ma jak najgorsze, a i przyjaźnie męskie jakoś próby czasu nie przetrwały...a na mundurowych z wielkimi brzuchami patrzeć nie może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... ja mam bardzo różne... niestety w wojsku "przepadła" mi nerka... to chyba najgorsze...

      Usuń
  4. Ciekawam, czy ów ,,dom wariatów'' był tak ciekawy i przez następne dni i tygodnie?

    OdpowiedzUsuń