Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

08 czerwca 2026

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (15-16)

 

Przecinek przed skrótem itd.

Przed skrótem itd., który odczytujemy jako „i tak dalej”, zazwyczaj nie stawia się przecinka.


Takie cechy charakteryzują ludzi urodzonych w latach 20., 30., 40. itd.

W moim ogrodzie rosną piwonie, róże, hiacynty itd.


Od tej reguły istnieją jednak dwa wyjątki:

1) przecinek przed skrótem należy postawić, gdy używamy jednocześnie dwóch podobnych skrótów, czyli itp., itd. (także w odwrotnej kolejności),

2) oraz gdy skrót ten występuje po wtrąceniu (bardzo rzadkie sytuacje).


Przecinek przed skrótem itp.

Przed skrótem itp., który możemy odczytywać jako „i tym podobnie” lub „i tym podobne”, zazwyczaj nie stawia się przecinka.


Podczas festynu będzie można kupić lody, watę cukrową, popcorn itp.

W zabawie może wziąć udział mąż, córka, syn itp.

Wśród pamiątek rodzinnych znajdowały się stare fotografie, listy, biżuteria itp.


Od tej reguły istnieją jednak dwa wyjątki:

1) przecinek przed skrótem należy postawić, gdy używamy jednocześnie dwóch podobnych skrótów, czyli itd., itp. (także w odwrotnej kolejności),

2) oraz gdy skrót ten występuje po wtrąceniu (bardzo rzadkie sytuacje).



[08.06.2026. Toruń]

SZTUKA - JOHN CONSTABLE - ROMANTYZM

 

1. John Constable (Brytyjczyk, 1776–1837)

Pejzaż - południe

Olej na płótnie

National Gallery, Londyn



2. John Constable

Fragment: „Wóz z sianem” (1821)

Olej na płótnie

National Gallery, Londyn


Ojciec Johna Constable’a był zamożnym młynarzem z hrabstwa Suffolk. Wierność Constable’a naturze i oddanie rodzimym krajobrazom stały się przedmiotem legend. Mniej znana jest jednak wzmianka jego biografa, że to właśnie obejrzenie obrazu Claude'a „Hagar i anioł” (obecnie w National Gallery w Londynie) oraz akwareli Girtina dostarczyło mu po raz pierwszy „obrazów, na których mógł polegać jako przewodników w studiowaniu natury”. Ruisdael, Rubens, Wilson i Annibale Carracci należeli do innych „wiarygodnych przewodników”, których dzieła kopiował jako młody człowiek. Uczył się również od współczesnych mu malarzy, nigdy nie zapominając o radzie udzielonej mu przez Benjamina Westa, prezesa Królewskiej Akademii: „Zawsze pamiętaj, proszę pana, że światło i cień nigdy nie stoją w miejscu... na twoim niebie... zawsze dąż do jasności... nawet w najciemniejszych efektach... twoje cienie powinny wyglądać jak cienie srebra, a nie ołowiu czy łupka”.


3. John Constable

Dom Willy'ego Lota (ok. 1810 r.)

Olej na płótnie, 25 x 30 cm.

Muzeum Wiktorii i Alberta, Londyn



4. John Constable

Budowa łodzi w pobliżu młyna Flatford (1815)

Olej na płótnie, 50 x 61 cm.

Muzeum Wiktorii i Alberta, Londyn


Ten obraz olejny przedstawia budowę barki w suchym doku należącym do ojca Constable'a. Jest on oparty na niewielkim rysunku ołówkiem znajdującym się w szkicowniku w Muzeum Wiktorii i Alberta. Constable namalował ten pejzaż w całości w plenerze. Jego biograf, C. R. Leslie, chwalił jego „atmosferyczną prawdziwość”, tak że „drżące wibracje rozgrzanego powietrza przy ziemi wydają się widoczne”.


5. John Constable

Maria Bicknell, żona Johna Constable’a (1816)

Olej na płótnie, 30,5 x 25,1 cm.

Galeria Tate, Londyn

a Bicknell była córką radcy prawnego Admiralicji. Jej dziadek był proboszczem w East Bergholt, gdzie Constable po raz pierwszy ją spotkał w 1800 roku. Zakochali się w sobie w 1809 roku, ale częściowo z powodu sprzeciwu proboszcza pobrali się dopiero w 1816 roku. Constable namalował portret Marii w lipcu 1816 roku, około trzy miesiące przed ich ślubem. W sierpniu Constable napisał do Marii z Suffolk: „Za nic w świecie nie rozstałbym się z twoim portretem, jego widok szybko uspokaja mojego ducha w obliczu wszelkich kłopotów”. Dwanaście lat później Maria zmarła na gruźlicę, pozostawiając siedmioro małych dzieci pod opieką Constable'a.


6. John Constable

Pejzaż z pasterzem i kozami (1823)

Olej na płótnie, 65 x 58,5 cm.

Art Gallery of New South Wales, Sydney


Wierne kopiowanie dzieł sztuki, zazwyczaj tych słynnych, autorstwa dawnych mistrzów było powszechną praktyką wśród początkujących malarzy od renesansu aż do XIX wieku. Uważane za istotną część edukacji wizualnej, często miało również charakter hołdu. Tak jest w przypadku pełnej miłości repliki obrazu Claude'a „Pejzaż z pasterzem i kozami” autorstwa Johna Constable'a. Angielski malarz dołożył wszelkich starań, by oddać ducha francuskiego oryginału, a nie tylko naśladować jego powierzchowny wygląd. Dzięki temu obraz Constable'a nie mógł zostać pomylony z dziełem Claude'a, mimo że był do niego wierny pod każdym istotnym względem, zarówno pod względem kolorystyki, jak i kompozycji. Efektem jest pełen wyobraźni wysiłek, fascynujący sam w sobie. Constable napisał wówczas do swojej żony Marii: „Mam pod ręką mały obraz Clauda, scenę z gaju o wielkiej urodzie, i pragnę wykonać z niego ładną kopię, która będzie mi służyć przez całe życie... Zawiera on wszystko, co pragnę osiągnąć w pejzażu”. Rzadko w historii sztuki tak skromna przepowiednia okazała się tak spektakularnie prawdziwa: Constable zrewolucjonizował konwencje pejzażowe swojej epoki.


7. John Constable

Skaczący koń” (1825)

Olej na płótnie, 142 x 187 cm.

Królewska Akademia Sztuk Pięknych, Londyn


W przypadku niektórych swoich dużych płócien Constable malował szkice olejne w naturalnej wielkości, czego przykładem jest obraz „Skaczący koń”. Artysta próbował tu uchwycić nagły ruch – skok konia pociągowego przez barierkę dla bydła na ścieżce holowniczej nad rzeką Stour. Jednak dla współczesnego obserwatora jego własny opis obrazu, napisany na krótko przed tym, jak był on gotowy na wystawę Akademii w 1825 roku.


8. John Constable

Pole kukurydzy (1826)

Olej na płótnie, 143 x 122 cm.

National Gallery, Londyn


Chłopiec przerwał w południe męczącą pracę pasterską, aby położyć się na brzegu stawu i napić się chłodnej wody. Ten obraz przedstawiający letnią drogę w hrabstwie Suffolk został namalowany w okresie od stycznia do marca 1826 roku w pracowni Constable'a w Londynie. Kręta droga prowadząca do pola kukurydzy wzorowana jest na Fen Lane, którą Constable często przemierzał jako chłopiec, idąc ze swojej wsi.



[08.06.2026, Toruń]

07 czerwca 2026

PROZĘ CZYTAM - LADISLAV FUKS - ŚLEDZTWO PROWADZI RADCA HEUMANN.

 


I DZIELĘ SIĘ - ŚLEDZTWO PROWADZI RADCA HEUMANN.


[Wybitny pisarz czeski Ladislav Fuks, urodzony w roku 1923, studiował filozofię i psychologię. Debiutował późno, bo dopiero w roku 1963, powieścią „Pan Teodor Mundstock”, która od razu zdobyła ogromny rozgłos i zapewniła mu trwałe miejsce w literaturze czeskiej. Dalsze utwory potwierdziły jego rangę pisarską. Z bogatego dorobku Ladislava Fuksa w przekładzie na język polski ukazały się dotychczas powieści: „Pan Teodor Mundstock”, „Wariacje na najniższej strunie”, „Nieboszczycy na balu” i „Palacz zwłok”, które zwróciły na siebie uwagę naszej krytyki i czytelników. Charakterystyczne dla pisarstwa Fuksa jest traktowanie wątku fabularnego utworu jedynie jako punktu wyjścia do wnikliwej analizy psychologicznej bohaterów. Tę metodę zastosował również w powieści „Śledztwo prowadzi radca Heumann”. Chociaż jest to na pozór utwór sensacyjny, zasadniczą sprawą jest tu wzajemny stosunek ojca i syna, analiza nabrzmiewającego od lat konfliktu między nimi i jego dramatyczne rozwiązanie. Na podstawie tej powieści powstał film pt. „Wśród nocnej ciszy” zrealizowany przez Tadeusza Chmielewskiego.]

I rozdział

Na miasto sypał drobny połyskliwy śnieg. Szerokie asfaltowe jezdnie i chodniki powoli robiły się białe, podobnie jak niezliczone ilości aut, pomniki w parkach i kamienne balustrady mostów. I choć zbliżało się dopiero południe, zapalały się stopniowo tysiące barwnych reklam, wszystkie te bajecznie kolorowe światła tkwiły uwięzione w oszronionym igliwiu, a z wnętrz sklepów płynął na ulice słodki śpiew dzieci, dzwonków i organów.

W siódmej klasie gimnazjum państwowego, noszącego imię największego pedagoga wszystkich czasów, siedziało teraz, przed południem, trzydziestu pięciu uczniów, a wszyscy najchętniej uciekliby przed tą ostatnią lekcją. Nie trzymała ich tu szklana ściana klasy, będąca właściwie jednym ogromnym oknem, ani biała tablica, na której pisało się czarną kredą, ponieważ ktoś tam dowiódł, że tak jest dla oczu zdrowiej niż odwrotnie, nie trzymał ich tu nawet strach przed karą, która nie minęłaby ich po feriach świątecznych, jako że ucieczka ze szkoły jest wykroczeniem trzymał ich tu, co może wydawać się dziwne, lecz zgodnej jest z prawdą - jedynie wzgląd na wychowawcę klasowego, któremu właśnie przypadła ta ostatnia lekcja. Profesor stał za nowoczesnym stołem, który wyobrażał katedrę, kręcił głową i mówił:

- Większość z was jest już, lub w najbliższym czasie będzie, pełnoletnia. Wielu bywa już w winiarniach i prowadzi auta. Niektórzy z was pisują już nawet listy miłosne... Ale żebyście mieli dobrze w głowie... Za pół godziny pójdziecie do domu, przed wami dziesięć wolnych dni...

- Trzynaście... - odezwały się głosy z tylnych ławek, a profesor za stołem skinął głową i rzekł:

- No więc trzynaście, chwała Bogu, ale wy nie możecie się już doczekać. Myślicie, że nie wiem, że w czasie pauzy chcieliście uciec? Cieszcie się, że możecie się uczyć, że macie do tego głowę. Chociaż wydaje mi się - profesor podniósł wzrok - że właściwie nie. Że trafiliście tu przez jakąś dziwną pomyłkę.

Klasa zahuczała udawanym protestem, trzydzieści pięć twarzy uśmiechnęło się w stronę katedry, a profesor ciągnął dalej:

- Cztery miesiące minęło od letnich wakacji, a w tym czasie wiele się zdarzyło. Przeżyliście różne rzeczy, które sprawiły wam ból, smutek, żal, pochowaliście swego kolegę Ambrożego Henningera... - W tym momencie klasa, szumiąca dotąd leciutko, ucichła i ze spokojnym zaciekawieniem wpatrzyła się w profesora - ...w tym czasie mogliście przeżyć coś, co wam ciąży, może ktoś wyrządził wam krzywdę albo wy kogoś skrzywdziliście, z kimś żeście się pokłócili... święta, które nadchodzą, to wielka okazja. Okazja, by wszystko naprawić, wybaczyć, podać sobie ręce, abyście następne dni przeżyli w nastroju prawdziwie pogodnym, w radości i spokoju. - W tym momencie profesor spojrzał na Vikiego Heumanna. Delikatną, ładną twarz chłopca przesłaniał cień, a jasne szare oczy patrzyły nieruchomo. - Wielu z was pojedzie na święta w góry, inni zostaną w mieście, ale wszyscy wypocznijcie sobie i nabierzcie nowych sił - ciągnął profesor, a wzrok jego padł na sąsiada Vikiego, siedzącego z nim w jednej ławce, potem zaś na szklaną ścianę, która była jednym ogromnym oknem.

-Po Nowym Roku czeka was wykład o prędkości i natężeniu hałasu, który mierzy się w decybelach. Między innymi dowiecie się też, że wargi są trzy razy wrażliwsze niż skóra na kolanie...

W tej chwili klasa znowu zaszumiała, ale trwało to krótko, profesor zaś powrócił do świąt Bożego Narodzenia.

- Zanim kupicie i wręczycie upominki - mówił - pomyślcie również o tych, którzy żyją w trudnych warunkach, którzy jeszcze nie otrząsnęli się z wojennych przeżyć, którzy potrzebują pomocy, pomyślcie o swoim koledze, którego mimo wszelkich starań nie udało się uratować, pomyślcie... - I profesor znowu utkwił wzrok w Vikim. a Viki… Viki już prawie nie słyszał. Nie słyszał i nie słuchał. Jego myśli wypełniał obraz domu, domu i wszystkiego, co się z nim wiązało, a był to obraz ciężki i ponury, twarz chłopca przesłaniał cień, a jego oczy patrzyły nieruchomo.

Profesor przeszedł teraz na sporty zimowe, książki, teatr, i w końcu Viki jednak trochę oprzytomniał. Przestał myśleć o domu, myślał teraz o Barrym Pirecie, o planowanej na przyszły rok podróży do Smyrny i Stambułu i o tym, co go dzisiaj czeka... a ocknął się trochę i dlatego, że koledzy zaczęli go poszturchiwać. Jego sąsiad z ławki i ten, który siedział za nim. Ten siedzący za nim, chłopiec raczej spokojny i niepozorny, klepnął go z tyłu w głowę i powiedział:

- A widzisz. Przeżyć święta w radości i spokoju. Będziesz łaził po knajpach... - A drugi, sąsiad z ławki, świeży, rumianolicy, z długą grzywką, lekko trącił Vikiego i powiedział:

- No co, upierasz się, żebyśmy się dalej kłócili?

I Viki, chcąc nie chcąc, musiał się uśmiechnąć, to był żart, z sąsiadem ze wspólnej ławki nigdy się nie kłócił ani nie sprzeczał, wręcz przeciwnie, lubił go, a do tego, który siedział za nim, powiedział:

- Przecież chcesz, żebym łaził po knajpach... - a potem rozległ się dzwonek, profesor złożył im życzenia wszystkiego najlepszego, i koniec.

Z gimnazjum, noszącego imię największego pedagoga wysypały się setki uczniów i rozpierzchły na wszystkie strony niczym stado ptaków wypuszczone z klatki. Viki w kożuszku z białym barankowym kołnierzem i w czerwonej czapce szedł w grupie chłopców w stronę rogu ulicy, za którym ciągnął się szeroki bulwar, i usiłował myśleć o Barrym Pirecie, o wycieczce do Smyrny i Stambułu i o tym, co go dzisiaj czeka, a jego twarz i oczy były jasne. Chłopcy pokrzykiwali wesoło, wypytywali, który z nich jedzie na święta w góry,

kopali leżący na chodniku i nie uprzątnięty dotąd śnieg, a ten i ów zapalał papierosa. Zanim doszli do rogu bulwaru, wielu odpadło, a na początku tej szerokiej ulicy odpadli dalsi... Został już tylko Viki ze swoim sąsiadem ze wspólnej ławki, tym świeżym, rumianolicym, z grzywką, który nazywał się Richter, i z tym, który siedział za nim, spokojnym, niepozornym Hoffmannem, którego ojciec był wydawcą wielkiego tygodnika. Hoffmann i Richter zwolnili teraz kroku i zmusili Vikiego, aby i on szedł wolniej, zaczęli przysłuchiwać się śpiewowi dzieci, dzwonków, organów płynącemu ze sklepów, i oglądać wystawy przybrane gałązkami choiny i płonące - choć było dopiero południe - barwnymi neonami... Viki szybko się zorientował, że daleko z nimi nie zajdzie. Ale zanim powiedział im, że się spieszy, odezwał się Hoffmann:

- Viki - powiedział - a więc ty zostajesz na święta tutaj... - miał na myśli: w mieście - będziesz chodził po knajpach... Ale jeżeli chcesz znaleźć w knajpach jakiś ślad, musisz łazić po tych najgorszych, a te, jak wiadomo, są zawsze na przedmieściach. Wiesz, w takich podwórkach, w biednych, nędznych uliczkach, szopach, niskich domkach, które mają zostać wyburzone.A Richter spytał:

- Piret zostaje tutaj?

- Jedzie z rodzicami i z Gretą w góry - odparł Viki i przerzucił teczkę do drugiej ręki - do jakiegoś uzdrowiska, ale wracają jeszcze tego samego dnia wieczorem. Jadą tam tylko rozejrzeć się. Wyjeżdżają po Wigilii, a wrócą drugiego stycznia.

- No to wspaniale - ożywił się Richter. - Ja idę na Sylwestra do variétés, jeśli chcesz, możesz iść ze mną. Występuje jeden słynny tancerz... może właśnie tam znajdziesz ślad... - I nagle Richter zaczął tańczyć w miejscu na ulicy, z teczką pod pachą, jakiś dziki taniec, aż włosy rozwiały się mu niczym grzywa... przy wtórze słodkiego śpiewu dzieci, dzwonków i organów… Kilka kobiet, które właśnie ich mijały, obejrzało się, a jakiś mężczyzna roześmiał się i powiedział:

- Uważaj, żebyś się nie wywrócił... -

Hoffmann zaś rzekł:

- Viki, a teraz poważnie. Powinniśmy się umówić. W variétés możesz złapać najwyżej jakiegoś kasiarza albo handlarza narkotykami, ale mordercę tylko w podłej knajpie. Powinniśmy do tych knajp wybrać się razem, skoro Pireta tu nie będzie. We dwóch zawsze lepiej się szuka, no i tak jest bezpieczniej. Wiesz, co by to było, gdybyś go złapał?... - Viki musiał się uśmiechnąć. Tak właśnie i on to sobie wyobrażał, a co ważniejsze - wyobrażał sobie jeszcze coś więcej. Ale tego Hoffmannowi nie powiedział.

- Jeszcze się zobaczy - rzucił. - Możemy się stelefonować w czasie świąt. A jeśli chodzi... -

zwrócił się do Richtera - o to variétés... - Po czym zaczął myśleć, jak by tu urwać się Hoffmannowi i Richterowi. Doszli właśnie do dużego sklepu z owocami południowymi, na wystawach oświetlonych zielonym i żółtym światłem piętrzyły się pomysłowo przybrane piramidy ananasów, pomarańczy, kokosów, pęki bananów, misy fig i daktyli.

Richter podrzucił głową i przystanął, Hoffmann także a Viki z tego skorzystał.

- Muszę już iść - rzekł spoglądając na zegarek, na swój stary zegarek z czasów, kiedy jeszcze chodził do szkoły powszechnej - bardzo mi się śpieszy. No, dlaczego... bo mam po południu spotkać się z Piretem i Gretą przy moście Seibta, a przedtem chcę jeszcze rozejrzeć się po sklepach, żeby się zorientować, co gdzie można dostać. Jutro muszę kupić jakieś prezenty.

Odeszli parę kroków od sklepu z owocami i zatrzymali się znowu, tym razem w pobliżu miejsca, gdzie pod ścianą domu stała jakaś baba z koszem czosnku i pietruszki ustawionym u jej nóg na chodniku, a Richter powiedział:

- Chodź z nami przynajmniej jeszcze do metra - ale Viki pokręcił głową.

- Naprawdę, już nie mogę - rzekł, znowu spojrzał na zegarek i zaczął się żegnać.

Życzyli więc sobie wesołych świąt, obiecali, że do siebie zadzwonią w sprawie knajp i variétés, i delikatną ładną twarz Vikiego znów przesłonił cień, a jego jasne, szare oczy znieruchomiały... tym razem może i dlatego, że patrzył na babę pod ścianą domu, na którą nikt z przechodniów nie zwracał uwagi... Pożegnali się. Richter i Hoffmann powlekli się dalej bulwarem w kierunku metra, a Viki na zebrach przeszedł na drugą stronę i tam skręcił za róg. Dopiero na tej mniejszej ulicy, z której nie uprzątano śniegu tak często jak z głównych ulic, uświadomił sobie, że śnieg ciągle jeszcze pada. Wciąż sypał drobny połyskliwy śnieżek i Viki przyspieszył kroku.



[07.06.2026, Toruń]

JULIUSZ SŁOWACKI - BENIOWSKI PIEŚŃ 5 - (25)


A ksiądz mię posłem nazywa aniołem;

Ja listy noszę, ja zapalam słupy,

Ja zbieram, grzebię i obmywam trupy.


A któż przypomni o mnie, kiedy zginę?

Jeśli ty mówisz, że miłość tak trudno

Zyskać — kto w grobie położy Swentynę?

Kto różę na nim posadzi odludną?

Kto złoży na krzyż moje ręce sine?

O! jak tam w grobie niekochanym nudno

Spać na kamieniu”. — Tak mówiła śpiewna

Ta czarodziejska, stepowa królewna.


Sawie zabrakło na odpowiedź czasu…

Wybiegł na stepy, nad swój dom gliniany,

A za nim nimfa mojego Parnasu,

Jako duch ze mgły, na słońcu różany.

Stanęli. — Burzan podobny do lasu

Purpurowemi podpływał bałwany⁵²⁰,

By morze blaskiem piorunów rozbite,

W burzanie wojska brzęczały ukryte.


Czasem chorągiew wybiegła nad morze,

Jak maszt łaciński⁵²¹ u rybackiej łodzi;

Czasem ujrzałeś, że koń piersią porze⁵²²

Trawy i z trawy jak delfin wychodzi,

Lecz cały na wiatr wyskoczyć nie może;

Jak posąg, co się u snycerza rodzi,

I cały w głazie osadzony zadem,

Po piersi koniem jest — a po pas gadem.


I tak się wojsko przez burzany pruło,

Jak prąd ogromny sumów lub łososi.

I tak się jako wąż żelazny snuło,

Co czasem ogon, czasem łeb podnosi. —

Ale się pieśni narzędzie popsuło,

O wypoczynek moja Muza prosi;

Ambrozji słodkiej już zabrakło w krużu⁵²³,

A więc żegnajcie! na stepowem wzgórzu,


Moje posągi dwa od słońca złote!

Me szyki w trawach tonące i ziołach!

Tu Malczewskiego⁵²⁴ trzeba mieć tęsknotę,

Tęsknotę, co jest w ludziach pół-aniołach;

Tu trzeba śpiewać, a ja baśni plotę,

Bo kiedy grzebię w ojczyzny popiołach,

A potem ręce znów na harfie kładnę:

Wstają mi z grobu mary, takie ładne!


Takie przejrzyste! świeże! żywe! młode!

Że po nich płakać nie umiałbym szczerze,

Lecz z niemi taniec po dolinach wiodę,

---------------------------------------------------------------------

⁵²⁰purpurowemi bałwany — dziś popr. forma N. lm: purpurowymi bałwanami.

⁵²¹maszt łaciński — maszt z żaglem rozpiętym na długiej, ukośnej rejce.

⁵²²porze — rozpycha, przedziera się (por. uporać się).

⁵²³kruż (daw.) — kielich, czara.

⁵²⁴Malczewski, Antoni (1793 - 1826) — autor powieści poetyckiej Maria, poeta romantyczny tzw. szkoły ukraińskiej, pierwszy polski zdobywca Mont Blanc.

----------------------------------------------------------------------

A każda, co chce, z mego serca bierze,

Sonet, tragedią⁵²⁵, legendę lub odę,

To wszystko, co mam, co kocham, w co wierzę.

W co wierzę… Tu mię spytasz czytelniku:

W co?… Jeśli powiem — będzie wiele krzyku.


A naprzód ten rym, co drwi lub przeklina,

Ma polityczne credo⁵²⁶; jest to sfera

Dantejska⁵²⁷. Wierzę sercem poganina

W rym szekspirowski, w Danta⁵²⁸ i w Homera.

Wierzę w respublik jedynaka syna — Chrystus

Mochnacki⁵²⁹ nim był u nas, ten kostera⁵³⁰!

Co wielkich marzeń nie przestając snować⁵³¹,

Przez Dyktatora dał się ukrzyżować.


Wierzę, że powstał w człowieczej postaci,

I szedł na wielki sąd, co kraj rozwidni;

Po drodze wstąpił do arystokracji⁵³²,

I w tem bez ognia piekle bawił trzy dni;

Potem w książeczce⁵³³ sądził swoich braci,

Tych co, są prawi, i tych, co bezwstydni.

Weń uwierzywszy z dwóch tomów zaczętych,

W emigracyjnych wierzę wszystkich świętych,


I w obcowanie ich ducha z narodem,

I w odpuszczenie naszym wodzom grzesznym

I w zmartwychwstanie sejmu pod Herodem⁵³⁴

Obieranego, co jest bardzo śmiesznem

Ciałem i będzie najlepszym dowodem

Ciał zmartwychwstania, fenomenem wskrzesznym,

Na końcu dodam, o przyszłość bezpieczny,

Że w tego sejmu wierzę żywot wieczny.


Amen… To amen krztusi mię i dławi

Jak Makbetowe amen⁵³⁵. — Jednak wierzę,

Że ludy płyną jak łańcuch żurawi,

W postęp… że z kości rodzą się rycerze⁵³⁶,

Że nie śpi tyran, gdy łoże okrwawi,

I z gniazd najmłodsze orlęta wybierze;

Że ogień z nim śpi i węże i trwoga…

Wierzę w to wszystko — ha! — a jeszcze w Boga.

-----------------------------------------------------------------------

⁵²⁵tragedią — dziś popr. forma B. lp: tragedię.

⁵²⁶credo (łac.: wierzę) — wyznanie wiary, przekonania; poniższe strofy stanowią wyraźne nawiązanie do tekstu chrześcijańskiego wyznania wiary „Wierzę w Boga”.

⁵²⁷sfera Dantejska — nawiązanie do kręgów piekielnych, opisanych przez Dantego w Boskiej Komedii i wypełnionych przeciwnikami politycznymi autora.

⁵²⁸Danta — dziś popr. forma B.: Dantego.

⁵²⁹Mochnacki, Maurycy (1803 - 1834) — polski działacz, publicysta polit., jeden z teoretyków polskiego romantyzmu, uczestnik i kronikarz powstania listopadowego.

⁵³⁰kostera — hazardzista, ryzykant.

⁵³¹snować (daw.) — snuć.

⁵³²postaci, arystokracji, braci — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ć półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały.

⁵³³w książeczce sądził swoich braci — mowa o pracy publicystycznej Mochnackiego Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831.

⁵³⁴sejm pod Herodem obierany — sejm powstańczy i emigracyjny, obierany w Polsce znajdujące się pod panowaniem cara Mikołaja I.

⁵³⁵Makbetowe amen — bohater tragedii Makbet Shakespeare’a po dokonaniu królobójstwa bezskutecznie usiłuje się pomodlić.

⁵³⁶z kości rodzą się rycerze — nawiązanie do mitów i baśni, w których rycerze-mściciele wyrastają z kości, kamyków lub smoczych zębów.

---------------------------------------------------------------------

Boże! kto ciebie nie czuł w Ukrainy

Błękitnych polach, gdzie tak smutno duszy,

Kiedy przeleci przez wszystkie równiny

Z hymnem wiatrzanym, gdy skrzydłami ruszy

Proch zakrwawionej przez Tatarów gliny,

W popiołach złote słońce zawieruszy,

Zamgli, zczerwieni i w niebie zatrzyma

Jak czarną tarczę z krwawemi oczyma…


Kto cię nie widział nigdy, wielki Boże!

Na wielkim stepie, przy słońcu nieżywem,

Gdy wszystkich krzyżów⁵³⁷ mogilne podnóże

Wydaje się krwią i płomieniem krzywym,

A gdzieś daleko grzmi burzanów morze,

Mogiły głosem wołają straszliwym,

Szarańcza tęcze kirowe rozwinie,

Girlanda mogił gdzieś idzie i ginie —


Kto ciebie nie czuł w natury przestrachu,

Na wielkim stepie albo na Golgocie,

Ani śród kolumn, które zamiast dachu

Mają nad sobą miesiąc i gwiazd krocie,

Ani też w uczuć młodości zapachu

Uczuł, że jesteś, ani rwąc stokrocie

Znalazł w stokrociach i niezapominkach;

A szuka w modłach i w dobrych uczynkach


Znajdzie — ja sądzę, że znajdzie — i życzę

Ludziom małego serca, kornej wiary,

Spokojnej śmierci. — Jehowy oblicze

Błyskawicowe jest ogromnej miary!

Gdy warstwy ziemi otwartej przeliczę

I widzę koście⁵³⁸, co jako sztandary

Wojsk zatraconych, pod górnemi grzbiety⁵³⁹

Leżą — i świadczą o Bogu — szkielety;


Widzę, że nie jest On tylko robaków

Bogiem i tego stworzenia, co pełza,

On lubi huczny lot olbrzymich ptaków,

A rozhukanych koni On nie kiełza⁵⁴⁰…

On piórem z ognia jest dumnych szyszaków…

Wielki czyn często go ubłaga, nie łza

Próżno stracona przed kościoła progiem:

Przed Nim upadam na twarz — On jest Bogiem!


Gdzież więc ten człowiek, który jest zwiastunem

Pokory? co się Bogiem ze mną mierzył?⁵⁴¹

Ja go chcę jeszcze, w głowę tnę piorunem,

Tak jakem wczora go w piersi uderzył.

Czy widzieliście? i on ma piołunem

Zaprawne usta… Lud, co w niego wierzył,

----------------------------------------------------------------------------

⁵³⁷krzyżów — dziś popr. forma D. lm: krzyży.

⁵³⁸koście — dziś popr. forma B. lm: kości.

⁵³⁹pod górnemi grzbiety — dziś popr. forma N. lm: pod górnymi grzbietami.

⁵⁴⁰kiełzać — kiełznać, zmuszać konia do spokoju i uległości (za pomocą wkładanego w pysk metalowego wędzidła).

⁵⁴¹Gdzież więc ten człowiek… co się Bogiem ze mną mierzył? — aluzja do Mickiewicza.



[07.06.2026, Toruń]

06 czerwca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1401) SPORT A POLITYKA

 

1401.

Kiedy polityka miesza się do sportu, jest źle. Politycy lubią ogrzewać się w blasku zwycięstw. Nie inaczej miało miejsce w przypadku pana premiera Tuska, który nie omieszkał jako super pierwszy minister od wojny, czytaj: jastrząb przyrównać grę Mai Chwalińskiej do pojedynku z rosyjskimi rakietami, że pozwolę sobie na cytat: "Nasza Pszczółka Maja lepsza od rosyjskich rakiet!". Podejrzewam, że tenisistka rodem z Dąbrowy Górniczej ani przez chwilę nie pomyślała o tym, że w turnieju Rolanda Garrosa mierzy się z wrogiem dysponującym rakietami. Po zwycięstwie nad Dianą Sznajder, usłyszała od rywalki wiele ciepłych słów i obie tenisistki darzyły się szacunkiem. I właśnie w tym miejscu wkracza nasz premier, który upodobał sobie rządzenie Polską przy pomocy platformy X. Podobnie ciepłe słowa wypowiedziały względem siebie Mirra Andriejewa – tegoroczna triumfatorka French Open i Maja Chwalińska. Finalistki turnieju nie prowadziły z sobą wojny, a konkurowały z sobą w szlachetnej rywalizacji. I co premierze, wypadałoby, idąc pana jątrzącą wypowiedzią cytowaną powyżej. Powiedzieć teraz: <Rosyjska rakieta lepsza od Polki>

Wiem, panie premierze, że pana marzeniem jest zwycięska wojna z Rosją, ale może zwróciłby pan uwagę (najlepiej na platformie X, czyli w miejscu, gdzie odnosi pan same sukcesy) na niedoinwestowanie służby zdrowia i horrendalne ceny leków.


[06.06.2026, Toruń]

SZTUKA - AUGUST MACKE - EKSPRESJONIZM, FOWIZM

 

August Macke (3 stycznia 1887 – 26 września 1914) był niemieckim malarzem ekspresjonistycznym.

Był jednym z czołowych przedstawicieli niemieckiego ekspresjonizmu

August Robert Ludwig Macke urodził się w Niemczech 3 stycznia 1887 roku w Meschede w Westfalii. Był jedynym synem Augusta Friedricha Hermanna Mackego (1845–1904), przedsiębiorcy budowlanego i artysty amatora, i jego żony, Marii Florentine. Wkrótce po narodzinach Augusta rodzina osiedliła się w Kolonii, gdzie Macke kształcił się w Kreuzgymnasium (1897–1900) i zaprzyjaźnił się z Hansem Thuarem, który również został artystą. W 1900 roku, gdy miał trzynaście lat, rodzina przeprowadziła się do Bonn, gdzie Macke uczył się w Realgymnasium i zaprzyjaźnił się z Walterem Gerhardtem i jego siostrą Elisabeth, którą poślubił kilka lat później.

W 1904 roku zmarł ojciec Mackego i w tym samym roku Macke zapisał się do Akademii Sztuki w Düsseldorfie, pod kierunkiem Adolfa Maennchena (1904-1906). W tym okresie uczęszczał również na zajęcia wieczorowe u Fritza Helmuta Ehmkego (1905), pracował jako scenograf i projektant kostiumów w Schauspielhaus w Düsseldorfie oraz odwiedził północne Włochy (1905) oraz Holandię, Belgię i Wielką Brytanię (1906).

Następnie Macke spędził większość swojego twórczego życia w Bonn, z wyjątkiem kilku okresów spędzonych nad jeziorem Thun w Szwajcarii i licznych podróży do Paryża, Włoch, Holandii i Tunezji. W Paryżu, dokąd po raz pierwszy wyjechał w 1907 roku, Macke zobaczył prace impresjonistów. Jego styl ukształtował się w nurcie francuskiego impresjonizmu i postimpresjonizmu, a później pfowizmu.

Twórczość Augusta Mackego można uznać ekspresjonizm (w swoim oryginalnym, niemieckim stylu, który rozkwitał w latach 1905–1925), a także jako element fowizmu. Obrazy koncentrują się przede wszystkim na wyrażaniu uczuć i nastrojów, a nie na odtwarzaniu obiektywnej rzeczywistości, zazwyczaj zniekształcając kolor i formę.


1. Ludzie nad błękitnym jeziorem



2. Promenada



3. Pożegnanie



4. Rynek w Algierze



5. Czerwony dom w parku



6. Taras domu wiejskiego w St. Germain



7. Drzewo na polu kukurydzy



8. Autoportret




[06.06.2026, Toruń]

05 czerwca 2026

BIBLIA - BIBLIA WARSZAWSKA - KSIĘGA JOBA (1.1 - 1.22)

 

1:1

Był mąż w ziemi Uz imieniem Job; a mąż ten był nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego.

1:2

I urodziło mu się siedmiu synów i trzy córki.

1:3

A dobytek jego stanowiło siedem tysięcy owiec i trzy tysiące wielbłądów, pięćset par wołów i pięćset oślic oraz bardzo wiele służby; był to mąż najmożniejszy ze wszystkich mieszkańców Wschodu.

1:4

Synowie jego zwykle wydawali uczty, każdy w swym domu w swoim dniu; wtedy posyłali po trzy swoje siostry i zapraszali je, aby z nimi jadły i piły.

1:5

A gdy minęły dni uczty, posyłał Job po nich, aby ich poświęcić: wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenia za każdego z nich. Myślał bowiem Job: Może zgrzeszyli moi synowie i znieważyli Boga w swych sercach; tak czynił Job zawsze.

Job wystawiony na próbę utraty wszystkich dóbr

1:6

Otóż zdarzyło się pewnego dnia, że przybyli synowie Boży, aby się stawić przed Panem, a wśród nich przybył też i szatan.

1:7

I rzekł Pan do szatana: Skąd przybywasz? A szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Wędrowałem po ziemi i przeszedłem ją wzdłuż i wszerz.

1:8

Rzekł Pan do szatana: Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę, Joba? Bo nie ma mu równego na ziemi. Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego.

1:9

Na to szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Czy za darmo jest Job tak bogobojny?

1:10

Czy Ty nie otoczyłeś go zewsząd opieką wraz z jego domem i wszystkim, co ma? Błogosławiłeś sprawie jego rąk i jego dobytek rozmnożył się w kraju.

1:11

Lecz wyciągnij tylko rękę i dotknij tego, co ma; czy nie będzie ci w oczy złorzeczył?

1:12

Na to rzekł Pan do szatana: Oto wszystko, co ma, jest w twojej mocy, tylko jego nie dotykaj! I odszedł szatan sprzed oblicza Pana.

1:13

I zdarzyło się pewnego dnia, gdy jego synowie i jego córki jedli i pili wino w domu swego najstarszego brata,

1:14

Że przybył posłaniec do Joba, mówiąc: Woły orały, a oślice pasły się obok nich.

1:15

Wtem napadli Sabejczycy i zabrali je, a sługi pozabijali ostrzem miecza; uszedłem tylko ja sam, aby ci o tym donieść.

1:16

Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: Ogień Boży spadł z nieba, spalił trzodę i sługi i pochłonął je; uszedłem tylko ja sam, aby ci o tym donieść.

1:17

Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: Chaldejczycy wystawili trzy hufce, napadli na wielbłądy i zabrali je, a sługi pozabijali ostrzem miecza; uszedłem tylko ja sam, aby ci o tym donieść.

1:18

Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: Twoi synowie i twoje córki jedli i pili wino w domu swego najstarszego brata.

1:19

Wtem gwałtowny wicher zerwał się od pustyni i uderzył na cztery węgły domu, tak że on zawalił się na młódź i zginęli; uszedłem tylko ja sam, aby ci o tym donieść.

Job dochowuje wierności Bogu

1:20

Wtedy Job powstał, rozdarł szaty i ogolił głowę; potem padł na ziemię i oddał pokłon,

1:21

I rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki mojej i nagi stąd odejdę. Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione.

1:22

W tym wszystkim nie zgrzeszył Job i nie wypowiedział nic niestosownego przeciwko Panu.



[05.06.2026, Toruń]