Peder Severin Krøyer - portret Marie Krøyer, żony malarza

Peder Severin Krøyer  -  portret Marie Krøyer, żony malarza

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

28 listopada 2025

PROZĘ CZYTAM - GABRIEL GARCIA MARQUEZ - KRONIKA ZAPOWIEDZIANEJ ŚMIERCI

 

I DZIELĘ SIĘ - KRONIKA ZAPOWIEDZIANEJ ŚMIERCI


Przełożył:

Carlos Marrodan Casas


W dniu, w którym miał zostać zabity, Santiago Nasar wstał o piątej trzydzieści rano, chcąc zdążyć na uroczystość powitania statku wiozącego biskupa. Śniło mu się, że szedł w mżawce przez gaj figowców, i przez chwilę był szczęśliwy we śnie, ale obudziwszy się, poczuł się cały zbryzgany ptasimi gówienkami. „Zawsze śniły mu się drzewa - powiedziała mi Placida Linero, jego matka, odtwarzając w dwadzieścia siedem lat później szczegóły tego nieszczęsnego poniedziałku. – Tydzień wcześniej śniło mu się, że leciał sam w samolocie z cynfolii, który swobodnie przelatywał pomiędzy migdałowcami". Cieszyła się w pełni zasłużoną sławą nieomylnej tłumaczki cudzych snów, pod warunkiem że opowiadano je na czczo, nie dostrzegła jednak żadnej złowróżbnej przepowiedni w snach swego syna - ani w tych dwóch ostatnich, ani w poprzednich z drzewami, które opowiadał jej we wszystkie ranki poprzedzające jego śmierć.

Santiago Nasar również nie dostrzegł złej wróżby. Spał krótko i źle, nie zdejmując ubrania. Obudził się z bólem głowy, czując na podniebieniu smak miedzianego strzemienia, szybko jednak uznał to za naturalne skutki weselnej hulanki, która przedłużyła się do rana. Nie dość tego: wiele osób napotkanych przez niego od momentu, gdy wyszedł z domu o szóstej pięć, aż do chwili kiedy w godzinę później został zaszlachtowany jak wieprz, wspominało, iż był wówczas nieco ospały, ale w dobrym humorze, i że wszystkim mimochodem napomknął coś o pięknym dniu. Nikt nie był pewien, czy miał na myśli pogodę. Wielu jednomyślnie wspominało, że ranek był pogodny, z nadlatującą od plantacji bananowych morską bryzą, a więc taki, jakiego można było się spodziewać po dobrym lutym tamtych czasów. Większość zgodnie jednak stwierdzała, że pogoda była pod psem, niebo niskie i posępne, w powietrzu unosiła się stęchlizna stojących wód, a w chwili nieszczęścia siąpiła mżawka, taka sama, jaką widział Santiago Nasar w lesie swego snu. Jeśli zaś chodzi o mnie, to po weselnej pijatyce wracałem do przytomności na apostolskim łonie Marii Alejandriny Cervantes i obudziły mnie dopiero dzwony bijące na trwogę, choć myślałem, że uderzono w nie na cześć biskupa.

Santiago Nasar ubrał się w białe lniane spodnie, nie krochmalone, takie same jak te, które miał na sobie poprzedniego dnia na weselu. Było to ubranie na wielkie okazje. Gdyby nie wizyta biskupa, włożyłby spodnie i koszulę koloru khaki i buty do jazdy konnej, czyli to, w co ubierał się w każdy poniedziałek, gdy jechał do hacjendy „Divino Rostro", odziedziczonej po ojcu i zarządzanej przez niego roztropnie, choć bez większych sukcesów. Gdy wyruszał konno, przypinał do pasa magnum 357, którego pociski z pancernej stali, jak mawiał, mogły przeciąć konia na pół. W sezonie polowań na kuropatwy brał swoje sokolnicze akcesoria. Poza tym w swoim arsenale miał: manlicher schonauer 30.06, holand magnum 300, hornet 22 z celownikiem optycznym i wielostrzałowego winczestera. Spał zawsze tak jak jego ojciec, trzymając broń w poszewce poduszki, tego dnia jednak przed wyjściem z domu wyjął naboje i schował do szufladki nocnego stolika. „Nigdy nie zostawiał broni nabitej" - powiedziała mi jego matka. Wiedziałem o tym, tak jak wiedziałem, że broń chował w jednym miejscu, amunicję zaś jak najdalej od niej, tak by nikt, choćby przypadkiem, nie uległ pokusie załadowania broni wewnątrz domu. Był to roztropny nawyk narzucony przez ojca od tego dnia, kiedy to rano jedna ze służących, chcąc zdjąć poszewkę z poduszki, zaczęła nią potrząsać; pistolet wypadł i uderzając o podłogę wystrzelił, kula zaś roztrzaskała szafę w pokoju, przebiła ścianę salonu, z bitewnym gwizdem przeleciała przez jadalnię sąsiedniego domu i obróciła w gipsowy proch świętego naturalnej wielkości z głównego ołtarza kościoła na drugim końcu placu. Santiago Nasar, wówczas małe dziecko, nie zapomniał nigdy tej poglądowej lekcji udzielonej przez nieszczęśliwy traf.

Ostatnim obrazem syna, jaki zachowała w pamięci matka, była wizja jego przelotnego pobytu w sypialni. Obudził ją, gdy usiłował po omacku znaleźć w łazienkowej apteczce tabletkę aspiryny; matka zapaliła wówczas światło i ujrzała go, jak wyłaniał się w drzwiach ze szklanką wody w ręku, i takim miała go zapamiętać na zawsze. Santiago Nasar opowiedział jej wówczas sen, ona jednak nie zwróciła uwagi na drzewa.

- Wszystkie sny z ptakami oznaczają dobre zdrowie - powiedziała.

Ujrzała go, leżąc w tym samym hamaku i w tej samej pozycji, w jakiej zastałem ją, powaloną przez ostatnie światła starości, kiedy wróciłem do tego zapomnianego miasteczka, próbując złożyć z tylu rozproszonych odłamków rozbite zwierciadło pamięci. Nawet w pełnym świetle z trudem rozpoznawała kształty, a do skroni przyłożone miała zioła mające uśmierzyć wieczny ból głowy, który pozostawił jej syn, gdy po raz ostatni przeszedł przez sypialnię. Leżała na boku, próbując podnieść się uczepiona pali u wezgłowia hamaka, w półmroku zaś unosił się ten sam zapach baptysterium, który tak mnie zdziwił w ów ranek, gdy popełniono zbrodnię. W chwili, kiedy pojawiłem się w pustce drzwi, pomyliła mnie ze wspomnieniem Santiago Nasara.

Tam stał - powiedziała mi. - Miał na sobie białe lniane ubranie, prane w samej wodzie, bo miał tak delikatną skórę, że nie znosił chrzęstu krochmalu". Siedziała dłuższy czas w hamaku żując nasionka rzeżuchy, póki nie otrząsnęła się ze złudzenia, że syn wrócił. Wówczas westchnęła: „To był mężczyzna mojego życia". Zobaczyłem go w jej pamięci. W ostatnim tygodniu stycznia skończył dwadzieścia jeden lat, był smukły, blady, miał arabskie rzęsy i kręcone włosy swego ojca. Był jedynym synem małżeństwa z rozsądku, które nie zaznało chwili szczęścia. […]



[28.11.2025, Toruń]

HOMER - ILIADA - KSIĘGA III - (12)

 

Szanowni się ofiarą zaprzątają woźni,

Stawią rękojmie stwierdzić mające ugodę,

Mieszają wino, wodzom do rąk leją wodę.

A król mężów tasaka natychmiast dobywa,

Który mu się przy pochwie mieczowej ukrywa,

I zrzyna nim sierść owcom wyrosłą na głowie;

Rozebrali ją Greków i Trojan wodzowie.

Natenczas Agamemnon ręce wzniósłszy obie,

W takim do wielkich bogów modli się sposobie:

«Kronido¹⁸⁸, rozwodzący moc z Idy¹⁸⁹ szeroko,

Wielki i straszny boże! Słońce! Świata oko,

Przed którego obliczem nic nie jest tajemne!

Ty, Ziemio i wy, Rzeki, i Mocy podziemne,

Srogą krzywoprzysięzcom gotujące karę!

Bądźcie świadki tych umów i stwierdźcie ich wiarę!

Jeśli Parys mężnego Menelaja zbije,

Niech wszystkie trzyma skarby, niech z Heleną żyje:

A flota grecka zaraz do Argos popłynie;

Lecz jeśli z Menelaja ręki Parys zginie,

Helenę Troja odda i Heleny zbiory,

I jeszcze płacić będzie należne pobory,

By do późnych lat przeszła pamiątka tej winy.

A gdy, choć Parys legnie, Pryjam lub też syny

Nie zechcą ich opłacać, ja nie pierwej ruszę,

Aż skończę z chwałą wojnę i winę wymuszę».

Wraz¹⁹⁰ bije owce, święte przymierza zadatki,

Rznie ostrym nożem gardziel, a życia ostatki

Drganiem znaczą złożone na ziemi ofiary.

Potem czerpają wino, wylewają z czary

I wielkie na świadectwo wzywają niebiosy…

Znowu Pryjam, Dardana wnuk, w te słowa zacznie:

«O Trojanie i Grecy! Słuchajcie mnie bacznie!

Ja do miasta mojego powrócić się muszę:

Widok ten zbyt bolesny jest na moją duszę

I nie mógłbym znieść, kiedy syn, moje kochanie,

Z mężnym do pojedynku Menelajem stanie.

Wie Zeus nieśmiertelny, wiedzą insze bogi,

Na którego z dwóch padnie śmierci wyrok srogi».

To wyrzekłszy, ofiary święte na wóz wkłada,

Bierze starzec do ręki lejce i sam siada;

Z nim się mieści Antenor, zaciął biczem konie,

Skierował wóz i w pysznym stanął Ilijonie.

Hektor z męstwa, Odyseusz zaszczycony z rady,

Rozmierzają plac między zbrojnymi gromady,

Trzęsą losy, w przyłbicy położone na dnie,

Na kogo pocisk rzucić pierwszego wypadnie.

Do bogów zaś narody oba ręce wznoszą

I Grecy, i Trojanie tak Zeusa proszą:

«Wielki boże! Którego władza z Idy słynie,

Niechaj natychmiast sprawca tylu nieszczęść zginie,

Niech go czarne Hadesa¹⁹¹ siedlisko zabierze!

Dwa narody zaś wieczne niech złączy przymierze!

-----------------------------------------------------------------------------------

¹⁸⁸Kronida — przydomek Zeusa (syn Kronosa).

¹⁸⁹Ida — pasmo górskie w Myzji.

¹⁹⁰wraz (daw.) — zaraz.

¹⁹¹Hades (mit. gr.) — władca podziemnego świata zmarłych i bogactw ukrytych w ziemi; budzący strach, ale sprawiedliwy bóg, brat Zeusa i Posejdona.

-----------------------------------------------------------------------------------

Tak się modlą, a Hektor, w tył zwróciwszy oczy,

Wstrząsł szyszak: los gładkiego¹⁹² Parysa wyskoczy.

Siadają w rzędach męże blisko bystrych koni,

A równina od świetnej zajaśniała broni.

Wtenczas prześliczny Parys, mąż prześlicznej żony,

Zaraz na siebie oręż przywdziewa zdobiony:

Na białą naprzód nogę obuw¹⁹³ kształtny wciąga,

Który srebrnymi haftki¹⁹⁴ jak najmocniej sprząga,

Na piersi pancerz brata Likaona wkłada,

Bo mu właśnie do wzrostu i miary przypada;

Spiżowy¹⁹⁵ miecz zawiesza, a pochwy srebrzyste

Od świetnych gwoździ blaski wydają rzęsiste.

Nareszcie piersi tarczą niezłomną okrywa,

Na głowie szyszak — nad nim groźna kita pływa,

I długą bierze dzidę, którą zręcznie robi.

Podobnie się Menelaj do boju sposobi.

Idą na środek, w sercu nie znający trwogi,

Strasznie patrząc na siebie. Na widok tak srogi

Oba ludy zostały zdumieniem przejete.

A oni, skoro weszli w miejsce im wytknięte,

Długie wstrząsają dzidy, gniew im z oczu błyska;

Natenczas gładki Parys silny oszczep ciska,

W środek tarczy utrafia, lecz jej nie przebija:

Znalazłszy odpór, dzida kończata się zwija.

Znowu z kolei pocisk Menelaj wynosi,

Lecz nim go rzuci, wprzódy tak Zeusa prosi:

«Boże! Daj pomstę nad tym, co zdradził szkaradnie,

Niech zwodnik Parys trupem z mojej ręki padnie,

By się wiek przyszły brzydził tym, co przyjaźń skaził,

I, gość w domu przyjęty, gościnność obraził».

To rzekł i długą dzidą zgubny cios wymierza,

W koniec Parysowego utrafia puklerza;

Choć twarda miedź, tęgiego ciosu nie odpiera,

Przebija puklerz¹⁹⁶ dzida i kirys¹⁹⁷ przedziera,

I z boku wedle wnętrza szatę mu przewierci:

Schylił się zręcznie Parys i wydarł się śmierci.

Zatem z pochew Menelaj miecz wyrwawszy silny,

Uderzył nim w przyłbicę. I ten raz był mylny;

Strzaskana w sztuki głownia na ziemię upada.

Patrzy w górę, na niebo, w żalu się rozjada:

«O Zeusie! O z bogów ty najmniej litosny!

Mniemałem, że z tej ręki padnie zdrajca sprosny,

Że się pomszczę obelgi: miecz prysnął w kawały,

Dzida próżny raz niosła, zbrodzień został cały».

Wraz leci na Parysa, ledwie się nie wściecze,

Chwyta go za przyłbicę i ku Grekom wlecze;

On próżno mocniejszemu opierać się kusi,

Idzie, kształtne wiązanie pod brodą go dusi.

I byłby go przeciągnął, chwałę zyskał wieczną,

Gdy Kiprys¹⁹⁸, odwracając zgubę ostateczną,

--------------------------------------------------------------------------------

¹⁹²gładki (daw.) — piękny, urodziwy.

¹⁹³obuw — w istocie chodziło o nagolenniki, w archaicznej formie stanowiące coś pośredniego między wysokim obuwiem a prymitywnym pancerzem.

¹⁹⁴srebrnymi haftki — dziś popr. forma N. lm: srebrnymi haftkami.

¹⁹⁵spiżowy — wykonany ze spiżu, stopu miedzi, cyny i cynku; w czasach opisywanych w poemacie raczej nie korzystano z broni żelaznej.

¹⁹⁶puklerz — rodzaj okrągłej tarczy.

¹⁹⁷kirys — rodzaj pancerza osłaniającego korpus.

-------------------------------------------------------------------------------

Przecina rzemień, jaki zarżnięty wół daje;

Tak goły szyszak w ręce Atryda zostaje,

Który on, kilkakrotnie zakręciwszy, ciska,

A wierni go podnieśli słudzy z bojowiska.

Chwyta broń, nowy zamach na Parysa czyni,

Lecz go łatwo ratuje Kiprys, jak bogini:

Uniósłszy okrytego gładysza mgłą ciemną,

Sadza na łożu tchnącym wonnością przyjemną…

Atryd podobny do lwa, kiedy się rozhuka,

Biega pośród zastępów i Parysa szuka,

Ale żaden pokazać nie mógł, gdzie się schronił,

A pewnie by z przyjaźni nikt go nie zasłonił:

Wszyscy się nim jak śmiercią brzydzili Trojanie,

Wtenczas pośród wojsk obu król narodów stanie

I rzecze: «Niech Trojany słowa moje słyszą

I Dardany, i ludy, co im towarzyszą!

Zwycięzcą jest Menelaj. Zatem wy i zbiory,

I Helenę oddajcie, i płaćcie pobory.

Niechaj to potomkowie usłyszą dalecy».

Skończył, głos króla zgodnie potwierdzili Grecy.

--------------------------------------------------------------------------------

¹⁹⁸Kiprys — Cypryda, przydomek Afrodyty, która urodziła się z piany morskiej w pobliżu Cypru.



[28.11.2025, Toruń]

25 listopada 2025

PSALMY - PSALM 1.

 

Biblia Gdańska (1632)

Księga: Psalmów 1:1

1:1

Błogosławiony mąż, który nie chodzi w radzie niepobożnych, a na drodze grzesznych nie stoi, i na stolicy naśniewców nie siedzi;

1:2

Ale w zakonie Pańskim jest kochanie jego, a w zakonie jego rozmyśla we dnie i w nocy.

1:3

Albowiem będzie jako drzewo nad strumieniem wód w sadzone, które owoc swój wydaje czasu swego, a liść jego nie opada; i wszystko, cokolwiek czynić będzie, poszczęści się.

1:4

Lecz nie tak niepobożni; ale są jako plewa, którą wiatr rozmiata.

1:5

Przetoż się niepobożni na sądzie nie ostoją, ani grzesznicy w zgromadzeniu sprawiedliwych.

1:6

Albowiem zna Pan drogę sprawiedliwych; ale droga niepobożnych zginie.

--------------------------------------------------------------------------------------------------


JAN KOCHANOWSKI - Psalm 1

Szczęśliwy, który nie był miedzy złymi w radzie

Ani stóp swoich torem grzesznych ludzi kładzie

Ani siadł na stolicy, gdzie tacy siadają,

Co się z nauki zdrowej radzi naśmiewają;


Ale to jego umysł, to jego staranie,

Aby na wszytkim pełnił Pańskie przykazanie;

Dzień li po niebie wiedzie, noc li swoje konie,

On ustawicznie w Pańskim rozmyśla zakonie.


Taki podobien będzie drzewu porzecznemu,

Które przynosi co rok owoc panu swemu,

Liścia nigdy nie tracąc, choć zła chwila przydzie;

Temu wszystko, co pocznie, na dobre wynidzie.


Ale źli, którzy Boga i wstydu nie znają,

Tego szczęścia, tej nigdy zapłaty nie mają:

Równi plewom, które się walają przy ziemi,

A wiatry, gdzie jedno chcą, wszędzie władną jemu.


Dla czego przed sądem być muszą pohańbieni

Ani w liczbie z dobrymi będą policzeni;

Pan bowiem sprawiedliwych na wszelki czas broni,

A przewrotne, złe ludzi cicha pomsta goni.



[25.11.2025, Toruń]

24 listopada 2025

ZAPISKI EMIGRANTA (1369) WYRWANE Z KONTEKSTU

 

  • Pierwszy dzień zimy, a właściwie śniegu w Toruniu. Oto zdjęcie z mego okna, około 10-tej.

  • Starsi z nas pamiętają zapewne film Jerzego Kawalerowicza „Matka Joanna od Aniołów” na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. Dozyliśmy czasów, kiedy proza autora m.in. „Panien z Wilka” dostała się do teatru telewizji. Panie Boże, widzisz to i nie grzmisz? Unowocześniona historia walki księdza Suryna z demonami zagnieżdżonymi w klasztorze urszulanek w Ludyniu jest nie tylko nieuszanowaniem prozy i problematyki zawartej w opowiadaniu Iwaszkiewicza, ale pokraczną parodią przeznaczoną dla widzów z alternatywną inteligencją. Nie wymieniam twórców tej chały – nie warto.

  • A jednak jeśli poszuka się czegoś interesującego w sieci, to i się znajdzie, tak jak ja znalazłem tę śliczną, o pięknym głosie piosenkarkę pochodząca z Tahiti – Tinalei. Tinalei śpiewa cover słynnej piosenki Dalidy „Love in Portofino.



[24.11.2025, Toruń]

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY [2095 - 2130]

 

2095. Za, azali, izali - czy.

2096. Zabacz - urojenie, utopia.

2097. Zabaczyć - zapomnieć

2098. Zabaczyło się komuś - przyszło mu do głowy, zażądało mu się;

2099. wedle swego Zabaczenia - według widzimisię.

2100. Zabać się - zacząć się bać, powziąć bojaźń, zalęknąć się.

2101. Zabakać kogoś, coś, czegoś - zawołać, wezwać.

2102. Zabarać - przeszkadzać, nie dopuszczać, zakazywać.

2103. Zabaryłować - zapakować w baryły

2104. Zabarzyć i Zabarzyć się - zażądać, zachcieć, zamarzyć

2105. Zabawa - opóźnienie, zawada, przeszkoda w zatrudnieniu, w pośpiechu; zajęcie, zatrudnienie, praca

2106. Zabawca - ten, co opóźnia co albo co się opóźnia, kunktator; człowiek oddanyzabawom, zabawiający się, hulaka.

2107. Zabawić, zabawiać - przetrzymać, zatrzymać; zająć, zatrudnić; zagmatwać, zaplątać, zarazić, pociągnąć

2108. Zabawić się - spędzić czas z kimś, przy czymś.

2109. Zabawiony, Zabawny - zabawiony, zajęty, zatrudniony, nieczasowy; przynoszący wiele zatrudnienia; roboczy; wlokący się, ciągnący się długo

2110. Zabawniczek, zabawniś - człowiek zabawiający kogo uciesznie.

2111. Zabawnisia - kobieta uciesznie zabawna.

2112. Zabezpieczyć, zabezpieczać - zapewnić, upewnić

2113. Zabić, zabijać - wbić za coś kując konia, trafić gwoździem w mięso, zagwoździć, zakłóć konia; zabijać

2114. Zabić komuś - doskwierać, dokuczać do żywego;

2115. Zabić kogoś - rznąć, uderzyć, zadać mu raz, cios, sparaliżować, ruszyć

2116. Zabić się - uderzyć się, urazić się

2117. Zabiedać, zabiadać - zacząć biadać.

2118. Zabiedz, zabiegnąć, zabiegać, zabiegiwać - zaskoczyć; wypaść komuś

zabiegać, starać się o co;

2119. Zabiegać komuś w drogę - wybiedz naprzeciw komuś; zabiegać złemu, niebezpieczeństwu , zapobiegać.

2120. Zabieglec - ten, co dokąd zabiegł, schronił się, zbieg.

2121. Zabiegły - daleko zapędzony, odległy, daleki

2122. Zabiegłość - rozpasanie, wyuzdanie.

2123. Zabielić - zajaśnieć, zaświtać.

2124. Zabieliwać - zabielać;

2125. Zabijacz, zabijak, zabijca, zabilca, zabójnik - zabójca, morderca.

2126. Zabijaczka - zabójczyni, morderczyni.

2127. Zabijak, zabijacz - mocarz, bohater.

2128. Zabijarnia - miejsce, gdzie zabijają ludzi.

2129. Zabijatyka - trucizna

2130. Zabijstwo, zabilstwo, zabój, zabójnia - zabójstwo.




[24.11.2025, Toruń]

23 listopada 2025

ZAPISKI EMIGRANTA (1368) WYRWANE Z KONTEKSTU

 

1368. Wyrwane z kontekstu.

  • Przypominam sobie, że mój przyjaciel i imiennik, nauczyciel, malarz, rzeźbiarz, a później także poeta opowiadał mi o pewnej technice malowania, która sprowadza się do tego, że spoglądając w oczy osoby znajdującej się na portrecie, mamy wrażenie, że te oczy cały czas „patrzą się na nas”, chociaż zmieniamy wobec tej osoby położenie. Wtedy przed laty wiedziałem, na czym polega ten trik; dzisiaj już nie pamiętam;

  • Myślę, że moje początkowe lata jako nauczyciel – podstawówka na zabitej dechami wsi, jednej z wielu szkół gminnych należały do najpiękniejszych. To było jeszcze za poprzedniego ustroju i mimo tego, że dopiero wkraczałem do zawodu, szkoliłem się w Płocku (zajęcia ciekawsze niż na uniwerku) i sukcesywnie uzupełniałem swoje umiejętności pisząc żmudnie konspekty. Oprócz tego my, młodzi nauczyciele lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku trzymaliśmy się razem i jeśli nie przyjaźń, to łączyło nas koleżeństwo i idee, pomysły, w realizacji których pieniądze nie były kluczowym argumentem;

  • Moja pierwsza szkoła podstawowa, w której byłem nauczycielem, już nie istnieje. Nie istnieje też budynek mojej podstawówki, w której spędziłem osiem lat swego niedorosłego życia;

  • Bardzo źle się dzieje wokół i wewnątrz naszego kraju; jak ja nie lubię tych głupców, którzy dzisiaj ujadają na czym świat stoi, a gdyby doszło do prawdziwej wojny opuściliby Polskę, wycofując się na z góry upatrzone pozycje… przypomina mi się rok 1939;

  • Patrzę jak zmienia się świat i ludzie. Właściwie dzisiaj wyznacznikiem nowoczesności jest stale poszerzająca się konsumpcja – ludzie chcą coraz więcej mieć, a posiadanie nie jest siostrą czy bratem wiedzy i mądrości. Kupujemy coraz więcej, a przed świętami kupimy jeszcze więcej i więcej i dzięki temu nasz kraj się rozwija, choć mądrości kupić się nie da;

  • Po zmianie miejsca zamieszkania w sposób radykalny wziąłem się za selekcję śmieci; przedtem nie było to zajęcie regularne, ale zawziąłem się i pewnie tak mi zostanie;

  • Czytam „Potęgę żywiołową prawie" Kazimierza Wyki – rzecz o Władysławie Reymoncie – artykuł umieszczony w „Pamiętniku literackim” z roku 1975. Artykuł ma związek z napisaną przez noblistę „Ziemią Obiecaną”, czy może dokładniej, dotyczy tego, na czym polegały przygotowania autora „Chłopów” do napisania powieści o kapitalistycznej Łodzi;

  • Zimno dzisiaj – po trzeciej w nocy jest minus siedem; w mieszkaniu ciepło.



[23.11.2025, Toruń]

20 listopada 2025

ZAPISKI EMIGRANTA (1367) WYRWANE Z KONTEKSTU

 

1367. Wyrwane z kontekstu

  • Jest przymrozek i na stojących poniżej na osiedlowym parkingu samochodach, na szybach samochodów szkli się cieniutka tafla lodu, a wewnątrz jest ciepło, więc lepiej znoszę rozstanie z nadmiarem słońca;

  • Znów natrafiłem w Pracach Polonistycznych… na ciekawy artykuł Zdzisława Skwarczyńskiego „Jezioro bodeńskie” Dygata. Muszę sobie też przypomnieć film;

  • Dzisiaj (20 listopada) nie ma zamrozu na szybach, choć termometr wskazuje minus dwa stopnie;

  • Tak sobie piszę...

  • Za progiem czekała śmierć, on już stał na progu, nie poruszał się i jedynie mętnym wzrokiem spoglądał na nią, ubraną w klasyczną grecką tunikę, opływową i bladą. Kości nie odznaczały się pod miękkim, luźnym i ciepłym materiałem bawełnianego okrycia w jakim przyszła. Zasiadła na zielonej drewnianej ławeczce ustawionej po tej stronie ogrodu; przy ławeczce stał okrągły stolik, na nim wiklinowy talerzyk z jabłkami i duży kubek z gorącą herbatą.

    - Czy przyszłam nie w porę? - zapytała odkładając od ust fajansowy okrąg kubka.

    - Dziadku, idź do swojego pokoju – zareagowałam stanowczym głosem.

    Stojący na progu posłuchał, odwrócił się na pięcie i zniknął w ciemnej sieni. [...]

  • A czuję się tutaj dobrze, pomimo niedostatków organizmu; mógłbym się nawet pochylić na Psalmem 23-cim;

1 Psalm. Dawidowy.

Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.

2 Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:

3 orzeźwia moją duszę.

Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach

przez wzgląd na swoje imię.

4 Chociażbym chodził ciemną doliną,

zła się nie ulęknę,

bo Ty jesteś ze mną.

Twój kij i Twoja laska

są tym, co mnie pociesza.



[20.11.2025, Toruń]

16 listopada 2025

JULIUSZ SŁOWACKI - BENIOWSKI - PIEŚŃ IV – ZAKOŃCZENIE - PIEŚŃ V (22)

 

Kiedy ty przyjdziesz, do zbielałej róży

Podobna, zasnąć. — Dosyć! Pieśń skończona!

Oko się mo􀰗e senne łzami mruży,

Róże uwiędły — czara wychylona,

I pieśń gdzieś leci ode mnie echowa…

Już pożegnałem cię — jeszcze bądź zdrowa!


PIEŚŃ V

Przez ciemne, smutne gościńce kurhanów

Niesie go czarny koń dniami i nocą.

Pod ziemią tętna zakopanych dzbanów

Z prochem rycerzy, — na niebie łopocą

Kruki, jak stada posępne szatanów.

W czaharach⁴⁴⁶ zbroje rycerzy migocą,

I dzidy błyszczą krwawemi płomyki⁴⁴⁷. —

Tam na kurhanach posępne lirniki⁴⁴⁸


Siedzą i grają dumy⁴⁴⁹ dawnych czasów.

Dumy wychodzą na rozległe pola,

Wpadają smutne w szum dębowych lasów;

I stamtąd znowu, jak harfy Eola⁴⁵⁰

Zmięszane z szumem liścianych hałasów

Wychodzą na step: a ludzka niedola

Leci wichrami płaczącemi wiana,

Jakby nie ludzi ustami śpiewana.


Tu siedzą wianki na polu czumaków⁴⁵¹,

I ogień palą wielki, jasny, chmurny;

Tam dalej wieńce podróżników ptaków,

A dróp⁴⁵² na straży — albo sęp bezpiórny;

Podobni z dala do rzymskich orszaków,

Koło chorągwi albo koło urny,

Gdzie smętne wodza popioły złożone:

Odprawujące straż i zamyślone.


Beniowski przebył Dniepr — gdy raz wieczorem,

Kiedy już księżyc wstawał zamyślony,

Obaczył ogień, pod dębowym borem

W ziemi palący się, wielki, czerwony.

Przy ogniu siedział człek okryty worem,

Dzikiej i strasznej twarzy jak Hurony⁴⁵³;

Gotował strawę i pazury czarne

Krwawiąc, odzierał ze skór całą sarnę.


Ta wywrócona oczyma szklannemi

Zdała się żebrać u ognia litości.

Dalej siedziało dwóch panów na ziemi.

Na jednym żupan był, skóra i kości;

Drugi utyły i z rubinowemi

Policzki, pełen w sobie wielmożności,

-------------------------------------------------------------------------

⁴⁴⁶czahar (reg.) — zarośla na podmokłych gruntach.

⁴⁴⁷krwawemi płomyki — dziś popr. forma N. lm: krwawymi płomykami.

⁴⁴⁸posępne lirniki — dziś popr. forma M. lm grup rzecz. m.-os.: posępni lirnicy.

⁴⁴⁹duma (z ukr.) — liryczno-epicka pieśń o życiu Kozaków, o tematyce historyczno-bohaterskiej lub obyczajowej.

⁴⁵⁰harfa Eola — harfa eolska, instrument muzyczny, z którego strun dźwięki wydobywa wiatr; Eol (mit.gr.) — bóg wiatrów.

⁴⁵¹czumak (daw. ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły; włóczęga, koczownik.

⁴⁵²dróp — drop, ptak z rzędu żurawiowych, uważany za najcięższego na świecie ptaka latającego, dziś gatunek ginący, w Polsce objęty ścisłą ochroną.

⁴⁵³Hurony — dziś popr. forma M. lm: Huroni; plemię indiańskie, znane z okrucieństwa, zamieszkuące okolice jeziora Huron w Ameryce Północnej, opisane w powieści Jamesa Coopera Ostatni Mohikanin.

-----------------------------------------------------------------------------

Przepijał głośno do drugiego zdrowiem

Z butla⁴⁵⁴, co miał brzuch obszyty sitowiem.


Ów pan wspaniałej tuszy — trochę baba

Na twarzy, dziwnej miał zbroję struktury.

Od kołnierza mu szła żelazna sztaba

Malowanemi natykana pióry⁴⁵⁵.

Rzekłbyś, że rodzi go królowa Saba⁴⁵⁶,

Że z dawnych czasów spadł jak żaba z chmury.

Chociaż się zbroja nam wydaje dzika —

Beniowski poznał zaraz pancernika⁴⁵⁷.


Gdzieniegdzie jeszcze snuli się po kraju

Starzy, minionych czasów kochankowie,

Którzy nie pili kawy ani czaju⁴⁵⁸,

Żelaza kawał nosili na głowie,

Jak starej kawał arki na Synaju⁴⁵⁹;

A Bóg im dawał rumianość i zdrowie,

Zwłaszcza, że słomę wkładali do butów.

Litwin pancernik, jeden z tych mamutów,


Siedział, jak mówię — i z oplecionego

Butla pił. Litwin to był starej daty,

Z chudym się na czas połączył kolegą.

A jego sługa czerwono-kudłaty

Perkunas⁴⁶⁰, który pana znał małego,

I z miłości mu, a nie dla zapłaty

Służył — choć nosił imię dawnych Bogów:

Kucharzem teraz był — i u trójnogów


Wieszał — ach! nie już dla Znicza⁴⁶¹ kadzidło,

Lecz kawał sarny; już nie dawne runy⁴⁶²

Śpiewał, lecz diabła żmujdzkiego⁴⁶³ straszydło

Krzyżem odpędzał, gdy biły pioruny.

Wybornie umiał wędzić gęsi skrzydło,

I po tatarsku zawijać kołduny⁴⁶⁴ —

Król perski, który płacił złota minę⁴⁶⁵

Za każdą nową rzecz — to za boćwinę

-----------------------------------------------------------------------------------

⁴⁵⁴butel (reg., daw.) — butla, flasza.

⁴⁵⁵malowanemi pióry — dziś popr. forma N. lm: malowanymi piórami.

⁴⁵⁶królowa Saba (bibl., XI w. p.n.e.) — własc. królowa Saby, przedmuzułmańskiego państwa na Półwyspie Arabskim, znana z Biblii pod imieniem Makeda; złożyła wizytę królowi izraelskiemu Salomonowi.

⁴⁵⁷pancernik — tu: rycerz w zbroi, towarzysz pancerny.

⁴⁵⁸czaj (ros.) — herbata.

⁴⁵⁹arka na Synaju — Arka Przymierza, skrzynia, w której Izraelici przechowywali tablice z przykazaniami; Synaj to półwysep i góra w Azji Zachodniej, dziś na terytorium Egiptu, miejsce, gdzie Bóg miał objawić się Mojżeszowi i przekazać mu Dekalog.

⁴⁶⁰Perkunas (mit. litewska) — bóg gromów i błyskawic.

⁴⁶¹Znicz (mit. litewska) — święty ogień, bóg ognia.

⁴⁶²runy — dawne epickie pieśni ludowe fińskie i karelskie, często o treści mitycznej.

⁴⁶³żmujdzki — żmudzki, pochodzący ze Żmudzi, płn.-zach. części Litwy.

⁴⁶⁴kołdun — pieczony pieróg z ciasta drożdżowego z nadzieniem, tradycyjna potrawa litewska i białoruska.

⁴⁶⁵mina — starożytna 􀰗ednostka masy, ok. , kg. [przypis edytorski]

-------------------------------------------------------------------------------

Dałby dwie. — O! boćwino!⁴⁶⁶ Hipokreno⁴⁶⁷

Litewska! Ty, co utworzyłaś szkołę!

Waza twa zawsze wytryska Kameną⁴⁶⁸,

Która ma oczki gazelli⁴⁶⁹ wesołe,

A w ręku białym swym — ni piu ni meno⁴⁷⁰,

W rączkach, które są zakasane, gołe,

Wieniec z barszczowych uszów⁴⁷¹: o! nagrodo!

Że mi ją kiedyś dasz — marzyłem młodo…


Lecz teraz tracę nadzieję — Niestety!

Nie lża⁴⁷², jak mówi Kochanowski — próżno!

Próżno deptałem Parnasowe grzbiety,

I miałem nieraz Dyjannę⁴⁷³ usłużną,

Kiedym chciał zamknąć Sybir w tryjolety⁴⁷⁴,

Muza została mi rymami dłużną:

Z tego więc poszło, że pisałem prozą,

Odjemną, mówi Tygodnik⁴⁷⁵ — o! Zgrozo!


Odjemną! — czy od Tygodnika? Boże!

Kto tam odejmie co, ten będzie mądry;

Ty byś nie odjął sam nic, Pitagorze⁴⁷⁶,

Z twoją tabliczką w ręku…….

Po kropkach piszę dalej. — Wiatr był chłodny

I ogień palił się wesoło z trzaskiem;

Beniowski, nie był to bohater modny,

Co się księżyca tylko karmi blaskiem,

Przypomniał sobie właśnie, że był głodny.


Więc jak astronom gwiazdy wynalazkiem,

Albo poeta ucieszony nowym

Rymem, nieznanym i błyskawicowym,

Albo dewotka, gdy grzech jaki stary

Przypomni sobie przed samą spowiedzią,

Albo jak trafne litewskie ogary,

Gdy wpadną razem na łapę niedźwiedzią,

------------------------------------------------------------------------------

⁴⁶⁶O! boćwino! — boćwina a. botwina, tj. zupa z młodych liści buraczanych, była potrawą tak charakterystyczną dla Litwy, że w innych częściach kraju przezywano Litwinów (Polaków litewskich) boćwinkami; Słowacki nawiązuje tu ironicznie do opisów kulinarnych z „Pana Tadeusza”.

⁴⁶⁷Hipokrena (mit. gr.) — właśc. Hippokrene, źródło w Gaju Muz na Helikonie, symbol natchnienia poetyckiego.

⁴⁶⁸Kamena (mit. rzym.) — nimfa źródła, obdarzona darem wieszczym, odpowiednik Muzy z mit. gr.

⁴⁶⁹gazella — gazela, mała antylopa albo utwór poetycki w literaturze perskiej, oparty na jednym rymie, często o tematyce erotycznej, znany romantykom, zafascynowanym kulturą orientalną.

⁴⁷⁰ni piu ni meno (wł.) — ni mniej, ni więcej.

⁴⁷¹z barszczowych uszów — z pierożków, por. barszcz z uszkami; uszów — dziś popr. forma D. lm: uszu.

⁴⁷²nie lża (starop.) — także w formie nie ldza, nie lza: nie można, nie da się.

⁴⁷³Dyjanna (mit. rzym.) — dziś: Diana; bogini łowów, córka Jowisza i siostra Apollina, tu: natchnienie.

⁴⁷⁴tryjolet — dziś: triolet; rodzaj wiersza o strofie ośmiowersowej i specyficznym układzie dwóch rymów, w którym czwarty i siódmy wers powtarza pierwszy, a ósmy jest taki sam jak drugi (ABaAabAB).

⁴⁷⁵pisałem prozą odjemną, mówi Tygodnik — w recenzji w „Tygodniku Literackim” w 1839 r. styl Anhellego został określony jako „odjemny”, tj. negatywny, ciemny.

⁴⁷⁶Pitagor — Pitagoras z Samos (ok. 572500 p.n.e.), gr. matematyk i filozof.



[16.11.2025, Toruń]