Peder Severin Krøyer - portret Marie Krøyer, żony malarza

Peder Severin Krøyer  -  portret Marie Krøyer, żony malarza

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

02 stycznia 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1378) OBJAWY

 

1378.

Zaczęło się banalnie od nóg, a konkretniej od stóp. I ciekawe, dotyczyło to stóp obu nóg – tej chorej, powypadkowej, jak i prawej. Obie stopy wyobrażały sobie, że stąpają po jakiejś perforowanej folii i jakoś tak rozlatują się. Potem następował ból w postaci silnego ukłucia, raz w jednej, raz w drugiej nodze. Ból nagle ustawał i przenosił się w inne miejsce tej samej nogi lub tej drugie. W ruch poszły maści: przeciwbólowa, rozgrzewająca, ochładzając obolałe miejsca. Doszły do tego tabletki przeciwbólowe i kilka innych. Właściwie ból przestawał, ale niecałkowicie, był czasowo ograniczony. Od czasu gdy zacząłem brać tabletki nasenne, mogłem snem pokonać tę wstrętną przypadłość.

Po jakimś czasie ból przeszedł na dłonie, głównie na ich część zewnętrzną - mrowienie, kłucie, to tu, to tam, koniuszki palców, okolice paznokci, a kiedy jeszcze dodać do tego fakt, że oparzyłem przegub lewej dłoni gorącą parą i kciuk prawej dłoni obtarłem sobie do krwi ścierając buraki, to mamy opłakany obraz dłoni… i tak cieszę, się, że nie jestem pianistą, ale i pisać mi na laptopie hadko. Owszem tu i tam stosuję maść, chyba najlepsza stara dobra ichtiolowa.

O nie, nie piszę tego, aby wzbudzać współczucie – to taki lekarski wywiad poczyniony dla dobra tych, którzy przypadłości owe posiadają, a do lekarza, rzecz jasna, nie pójdę, wytrzymam aż do śmierci.



[02.01.2026, Toruń]

31 grudnia 2025

ZAPISKI EMIGRANTA (1377) KONIEC I POCZĄTEK

 

1377.

Kiedyś pod koniec grudnia odbywały się podsumowania roku z jednoczesnymi postanowieniami noworocznymi. Dzisiaj jedyne co powiem, sprowadza się do jednego - stary mijający rok był paskudny i nie wart wspomnień, bo to nie do końca pewien wybór kibola na prezydenta, a to znowu wojna na wschodzie, do której zdaje się dążymy – na to wygląda, a to znów kretyn na stanowisku prezydenta USA – wszystkie te wydarzenia absolutnie do zapomnienia. Oprócz tego niesłychana kampania nienawiści, głównie z prawej strony sceny politycznej, a już o samym batyrze nie napiszę, bo nie czuję się kompetentny w rozstrzyganiu kwestii związanych z psychiatrią.

Nowy rok będzie, niestety, podobny – żadnych nadziei na poprawę. A tu włączam telewizję, gdzie panuje absolutne zdziwienie z uwagi opadów śniegu i w dodatku w programie dla niedorozwiniętych trwa pouczanie kierowców, co też powinni z sobą wziąć z sobą do auta, gdy panuje zimowa pogoda… i żeby kurtek kierowcy nie zapomnieli… żenada.



[31.12.2025, Toruń]

29 grudnia 2025

NAJWYŻSZY WYMIAR KARY

 

Zależy z jakiej perspektywy się patrzy. Wprawdzie kiedyś napisałem, że w moich żyłach nie płynie błękitna krew, już chyba bardziej zielona – chłopska, chociaż najbliżej mi do czerwonej – robotniczej. Ma się zatem perspektywę ograniczającą dalekosiężny widok ceglanym murem fabryki, właśnie – fabryki, a nie miasta, nie zamczyska. Owszem, wspiąwszy się na ten mur, dostrzegałem nie tylko wnętrze fabryki, ale też widziałem, może oczami wyobraźni, to, co istnieje poza ceglanym parkanem; z jednej strony marzyłem o tym, aby przeżyć w tej fabryce swoje dorosłe lata życia, z drugiej zaś, pragnąłem wydostać się stąd, odbić jakby od katapulty wyżej, nie zapominając wszakże o miejscu swego urodzenia. Podobnie zresztą było wtedy, gdy kończąc naukę w liceum, nie wyobrażałem sobie, aby po studiach nie powrócić do miasteczka. Jakaś postać kryjąca się pod swetrem lub koszulą krzyczała do mnie: - nie zapominaj o tym, że jesteś coś winien współobywatelom miasteczka, także robotnikom dużego zakładu przemysłowego, dzięki któremu miasto miało swoją wartość, a także tego położonego trzy kilometry na południowy wschód od kościoła świętych Piotra i Pawła, z którego szczyciło się miasteczko.

Najjaśniejszy szlag rozwalił w pył te marzenia, do tego stopnia, że przed snem biczuję się tymi wspomnieniami, próbując odkupić zawód, jaki uczyniłem nie tylko miejscom udręczonym, ale i sobie, sobie przede wszystkim.

Tęsknię za swoimi marzeniami, wysoki sądzie, przyznając, że niczego dobrego w swoim życiu nie zrobiłem i proszę o najwyższy wymiar kary.



[29.12.2025, Toruń]

21 grudnia 2025

SACRUM - NIEDZIELA 21.12.2025

 

Księga Izajasza 66,2

To wszystko moja ręka uczyniła tak, że to wszystko powstało – mówi Pan.

Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa.


List do Tytusa 3,4-5

Gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego.


Drugi List do Koryntian 1,18

Jak wierny jest Bóg, tak słowo nasze do was, nie jest równocześnie „Tak” i „Nie”.


Aleksandra Błachut-Kowalczyk - diakon

Tak się nie robi. Słowa Bożego nie lekceważy się. Nie można pisać sobie i muzom. Te kilka słów refleksji ma mieć przełożenie na życie codzienne, coś powinno wnieść, coś zmienić! Tak – ma znaczyć tak. Nie – ma znaczyć nie. Bogu jest wiernością. Tak wypowiedziane przez Boga – to spełnienie obietnicy. To kolejny raz uświadomienie sobie, że narodzenie Syna Bożego to akt bezgranicznej Bożej, bezwarunkowej i bezinteresownej, miłości. Czwarta Niedziela Adwentu jest takim „Tak”. Jest głosem o tym, że czas Bożej bliskości, jakkolwiek to rozumiemy, jest tuż, tuż. Jest przede wszystkim „Tak” młodziutkiej Miriam z Nazaretu, której słowa: „Niech mi się stanie według słowa twego” zmieniają bieg historii.



[21.12.2025, Toruń]

PROZĘ CZYTAM - TADEUSZ RÓŻEWICZ - KARTKA

 

I DZIELĘ SIĘ - KARTKA

Źródło tekstu: Tadeusz Różewicz, Kartka,

Czytelnia, nowynapis.eu, 2019


    Mogę wleźć na najwyższą górę, mogę nosem orać obłoki, mogę spuścić się na dno morskie – i nic. Jeśli w człowieku jest pusto, to z największej góry i z najgłębszej głębiny wróci z pustymi rękami. Tylko z własnej głębi można coś wydobyć…”. Takie i inne myśli snuły się po głowie człowieka, który siedział przy stole. Przed nim leżała biała, czysta kartka papieru. Siedzący spojrzał na kartkę, pogładził ją ręką i znów się zamyślił.

    Oto jestem sam na sam z kartką papieru. Ileż można zmieścić na takiej kartce. Całego człowieka można przelać w kilka linijek. Można tu napisać wiersz, który stanie jak słup graniczny wśród obszarów naszej poezji. Przepływają różne szkoły; mody i nowinki płyną jak fale mętnej rzeki, a ta kartka stoi nieporuszona. Słowa z tej kartki przechodzą do serc tysięcy, wreszcie stają się własnością całego narodu.

    Ta kartka wieki tu będzie płakała ile z jej zostanie”. Nieznajomy pochylił się nad stołem. Ręka jego wykonywała nieznaczne, szybkie ruchy… Mijały minuty i godziny. Kartka pokryła się cała różnymi znakami. Człowiek wstał z westchnieniem i wyszedł z pokoju. Po chwili można go było zobaczyć, jak idzie szybkim krokiem w stronę znanej kawiarni.

    Na stole leżała zapisana kartka papieru, ozdobiona w czterech rogach stylizowanymi kwiatami i ziołami. Wśród tych ziół wyrysowana była kształtna kobieca nóżka. Pod nią narysowany był wazon, zegar, czarna ręka, skrzyżowane narty i dwa koty. U dołu kartki biegł szlak złożony z małych i dużych nosów. Wolne miejsca między tymi rysunkami były wypełnione literami imienia i nazwiska. Litery te splatały się ze sobą w monogramy o bardzo kunsztownych i zawiłych liniach. Wiele razy powtarzał się też własnoręczny podpis właściciela kartki. Podpis był zawsze ozdobiony niezwykłej długości zakrętasem, który wił się jak nadepnięty wąż. W prawym rogu kartki ukryte wśród kwiatów oko zdawało się patrzeć i mrugać.



[21.12.2025, Toruń]

20 grudnia 2025

ODKURZONE - WIERSZ - KOBIETA Z WÓZKIEM


[czerwiec 2013]

Wiersz


opowiada historię

najprościej

waży każde słowo

nie udziwnia

stosuje metaforę

tylko wtedy gdy jest niezbędna

chce być zrozumiały

lecz wymaga uwagi

potrzebuje ciszy

czasami krzyczy

jest świadomy tego

że jego rodzina jest wielodzietna

przyzwyczajony do swego miejsca

daje wiele miejsca innym

nie jest głową rodziny

jest jednym z wielu

potomków słowa

które onegdaj narodziło się

z nieartykułowanych wrzasków

dobrze że istnieje w takiej formie

dzięki której można sobie pogadać

jak z facetem

z tamtej strony lustra.


Kobieta z wózkiem

- A może puszki ma pan jakie? Za aluminium można dostać dobrą cenę.

- Może coś się znajdzie. Niech pani usiądzie. Herbaty zrobię. Głodna pani?

- Co się pyta? Głodna. Przywykłam

- Można przywyknąć do głodu?

- Pewnie, że można. W zimie to mi dają więcej. Od wiosny po jesień czasami na zarobek chodzę, grzybki, zioła i jagody zbieram. Po stodołach sypiam w zimie. Tu, w leśniczówce też spałam.

- Nie dali pozostać dłużej? Cała zimę?

- Daliby, chcieli, ale ja, jak tylko mróz odtajał, w dalszą drogę się wybrałam. A pan sam na gospodarstwie? Parobek?

Uśmiechnąłem się.

- Może być i parobek. Rozjechali się do miasta po dzieci. Sam zostałem i doglądam wszystkiego.

- Ja sobie zaraz pójdę. Lepiej, żeby mnie nie widzieli.

- Pokorscy to bardzo dobrzy ludzie. Nie mieliby nic przeciwko temu, jak panią tu zastaną i ugoszczą.

- Pan tak ładnie do mnie mówi: „pani”, a mnie wołają Weronka, albo „starucha”. Ale nie przepędzają i nawet co niektórzy chleba dadzą, mleka i czegoś tam inszego, ale nie pogadają.

Wlałem jej herbaty. Podałem dwa odgrzane gołąbki z chlebem.

- Gdzie pani na stałe się zatrzymuje?

- Po pegeerze taki barak stoi za lasem. Ktoś wykupił, ale nie mieszka, więc ja zajęłam. Mam tam wszystko, bez wody i elektryczności. Ale staw jest, a pokój jaśniutki, pobielony. Resztę sobie przyniosłam, ludzie dali, skombinowałam.

- A jak nowy właściciel przyjdzie i każe się wynosić?

- Pójdę gdzie indziej. A mało tu świata do zwiedzania

- Pewnie, że dużo, tyle że samemu trudniej.

- A bo to ja dbam o to. Sama to sama. Przywykłam i dobrze mi samej. Czasem kogo poznam, to i pogadam sobie, jak z panem. A pan to przypadkiem nie typ samotnika? Coś mi się widzi, że nie przepada pan za tłumem.

- To prawda. Za tłumem nie przepadam. Los dał mi poznać, czym jest samotność. Niech pani je, bo ostygnie.

- Co to Los z ludźmi dzisiaj wyrabia… widzi mi się, że pana coś uciska na sercu.

- Każdego coś ciśnie.

- Prawda. Przywyknąć trzeba. Nie wolno rozpamiętywać.

- Myśli pani, że da się tak bez rozpamiętywania?

- Co ma się nie dać, kiedy trzeba. Ja panu to mówię, bo stara już jestem i przeżyłam niejedno.

Skończyła pierwszego gołąbka.

- Będzie dużo pracy przy sianie, a potem przy grodzeniu przed dzikami poletka ziemniaków – mówię do niej.

- Pan to tak sam z siebie mówi, czy leśniczy kazał.

- Sam z siebie. Gospodarz wspominał, więc znam jego plany.

- Zobaczy się, może i przyjdę, jak sprzedam towar.

Spojrzałem na wypełniony po brzegi metalem wózek.

- I daje pani radę to ciągnąć za sobą?

- Co mam nie dać, kiedy trzeba. Latem wożę nim jagody, jesienią ładuję do niego grzyby na sprzedaż. Będzie dziesięć lat, jak tak jeżdżę. Dobre ludzie w okolicy. Kupują. Karmią. Nocują, gdy poproszę, a często same zapraszają.

- Może jednak zaczeka pani na gospodarza. Dobrze zapłaci. Trzeba się decydować.

- Może. A panu płaci?

- Mnie dał cały pokój do mieszkania. Nie za pieniądze pomagam.

- Ja sprzedaję towar za pieniądze, lecz tak jak pan odrabiam ludziom za jedzenie, ubranie i coś do jedzenia. A będę się mogła wykąpać?

Skinąłem głową.

- Wykąpię się i przebiorę. W wózku mam całkiem nową sukienkę.

- Zrobię pani wodę. Gorąca kąpiel od czasu do czasu się przydaje.

- A potem sobie pójdę. Za dwa dni wrócę, to może wtedy się do czego przydam, ale złom sprzedać najpierw muszę.

- Rozumiem.


Zanim gospodarz wrócił, po kobiecie pozostał na piaszczystej drodze ślad wyżłobiony kołami wózka.


[20.12.2025, Toruń]

19 grudnia 2025

SACRUM - PIĄTEK 19.12.2025

[na podstawie XX-wiecznego protestanckiego tłumaczenia 

Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu]


Księga 1 Sm (Samuela) - 1.Sm 2,2

Nikt taką skałą jak nasz Bóg.


List św. Pawła do Efezjan - Ef 6,10

Umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego.


ks. Cornelius F.A. Krummacher †1884, Śpiewnik ewangelicki 785, 1

Gwiazdą w mych ciemnościach, skałą stopom mym, wodzem w przeciwnościach, wsparciem nogom mdłym. Mego życia chlebem, źródłem wody mi, upragnionym niebem, wszystkim jesteś Ty!


Księga Izajasza [Iz 40,3.10]

Przygotujcie na pustyni drogę Pańską. Oto Wszechmocny, Pan przychodzi w mocy.


Księga Malachiasza [Ml 3,20]

Bóg mówi: Dla was, którzy boicie się mojego imienia, wzejdzie słońce sprawiedliwości z uzdrowieniem na swoich skrzydłach.



[19.12.2025, Toruń]

FRAZEOLOGIZMY II (201 – 220)

 

201. być od macochy - być gorszym, pomijanym

202. być precz - być nieobecnym

203. być prek - gw. poznańska – być nieobecnym

204. być przy forsie - mieć przejściowo więcej niż zwykle pieniędzy

205. być przy zdrowych zmysłach - być zdrowym psychicznie, zachowywać równowagę, postępować zgodnie ze zdrowym rozsądkiem

206. być samemu jak palec - być zupełnie samotnym, nie mieć nikogo bliskiego

207. być skończonym - nie mieć szans, planów, perspektyw na przyszłość; nie mieć przyszłości; być nieudacznikiem; nie mieć szans w jakiejś sytuacji; przegrać coś, stracić jakąś okazję, możliwość; nie mieć szans na poprawę

208. być solą w oku - być dla kogoś źródłem wielu przykrości, kłopotów

209. być spokojnym - nie troszczyć się, nie martwić się o kogoś/coś

210. być sto lat za Murzynami - znajdować się w stanie zacofania

211. być w błędzie - mylić się, nie mieć racji

212. być w dobrych rękach - mieć dobrą opiekę, wsparcie; być całkowicie bezpiecznym pod czyjąś opieką

213. być w dołku - być w złym nastroju, być w trudnej sytuacji

214. być w domu - przen. zorientować się o co chodzi, zrozumieć sens i znaczenie jakiejś sprawy

215. być nie w sosie - pot. być w złym humorze/nastroju

216. być w proszku - być jeszcze niegotowym, nieprzygotowanym, nieskończonym

217. być w siódmym niebie - być z czegoś bardzo zadowolonym, uradowanym

218. być w swoim żywiole - znajdować się w doskonałym dla siebie środowisku, czuć się świetnie w jakiejś sytuacji

219. być w sztosie - mieć szczęście, dobrze trafiać, grać itd.; być w dobrym nastroju, humorze

220. być wyjechanym precz - gw. poznańska - wyjechać gdzieś



[19.12.2025, Toruń]