Ilekroć był na starówce, starał się dojść Floriańską pod mury obronne, aby przynajmniej zerknąć na wystawiane w tym miejscu obrazy. Spory tłum gromadził się oglądając malunki zawieszone wprost na murach lub położone bezpośrednio na plastykowych płachtach, na kartonach czy też opartych na walizkach lub taboretach. Obok wystawianych prac siedzieli malarze, głównie w wieku studenckim lub osoby pełniące rolę sprzedawców – każdy z nich opiekował się kilkoma czy kilkunastoma obrazami, a każdemu z nich poświęcał parę słów, gdy zdawało mu się, że ten czy ów oglądający prace malarskie wykazuje zainteresowanie danym płótnem.
Adam zwrócił uwagę, że tak jak zwykle (często bywał w Krakowie w okresie letnim) pośród udanych, nie ma co mówić, kopii przeważają Van Gogh-owe słoneczniki. Nie był to jego ulubiony malarz, a ponadto wolał przypatrywać się oryginałom, scenkom rodzajowym, portretom, krajobrazom, jak i też widoczkom Krakowa, zwłaszcza w akwareli lub w gwaszu. Spędzał przed tą galerią sporo czasu, czasami z pewną nutką nieśmiałości dopytywał się o autora pracy, lecz zwykle ci, którzy godzili się na wymianę zdań z laikiem zainteresowanym sztuką lekceważyli młodzieńca, przypuszczając, że z pewnością nie stać go na zakup obrazu, więc rozmowa na jaką się zgodzili nie doprowadzi do finalizacji przedsięwzięcia – sprzedaży pracy.
W pewnej chwili zauważył dziewczynę w podobnym jak on wieku, która trzymała w rękach owinięty w papier obraz o wymiarach przynajmniej 80x60 centymetrów. Domyślił się, że dopiero co odbyła się transakcja i dziewczyna stała się właścicielką obrazu. Patrzył w tamtą stronę dociekliwie i doszedł do wniosku, że tym owiniętym w szary papier obrazem był widok przedstawiający prom przecinający Wisłę pod Tyńcem. Był spostrzegawczy, przed paroma minutami widział ten obraz przytwierdzony do ściany muru obronnego, a teraz tam go nie było.
Trudno powiedzieć, co tak naprawdę skłoniło go do podążenia w kierunku dziewczyny; z jednej strony spodobała mu się jej delikatna sylwetka, jasne włosy opadające na ramiona i niezwykle zgrabne nogi zaledwie zakrywając kolana. Ubrana była w letnią sukienkę, zwiewną, kolorową, z białymi falbankami wieńczącymi spód sukienki, dekolt i ramiona; oprócz tego chciał z nią porozmawiać na temat zakupionego obrazu, dowiedzieć się, dlaczego ten, a nie inny został przez nią wybrany.
Chociaż nie był przesadnie otwarty na rozmowy z dziewczętami w jej wieku, tym razem nie zwlekając, podszedł do niej i wpadł na pomysł, aby się jej przypodobać, co rozumiał jako propozycję daną dziewczynie, polegającą na służeniu jej pomocą w niesieniu obrazu.
- Cześć, widziałem cię, jak kupowałaś obraz – odezwał się dochodząc do nieznajomej na odległość wyciągniętej ręki.
- Nie kupowałam – zaprzeczyła. – Ciotka już uzgodniła z autorem obrazu, studentem, że weźmie tę „Przejażdżkę promem”, a ja tylko pośredniczyłam w zakupie. Podobał ci się ten obraz?
- Owszem, muszę ci powiedzieć, że płynąłem pod Tyńcem tym promem, kiedy byłem w Krakowie w zeszłym roku.
- Ciekawe. Często przyjeżdżasz tutaj?
- Tak. Przyjeżdżam do wujostwa na Bronowicach – odparł mając nadzieję, że znajdzie z dziewczyną jakieś zaczepienie do rozmowy.
- Widzę, że znasz Kraków.
- Wciąż go poznaję. Robię sobie całodniowe piesze i tramwajowe wycieczki po mieście – pochwalił się. – A ta ciotka gdzie mieszka?
- Cichy Kącik… znasz to miejsce? – była szczerze zaskoczona.
- Tak, raz tam dotarłem tramwajem, chyba ósemką, choć mogę się mylić. Długa droga przed tobą.
- Tramwajem nie tak daleko – zapewniła.
- Tam jest sporo ciekawych urbanistycznie wilii zbudowanych w początku XX wieku – pochwalił się swą wiedzą po raz kolejny.
- To sobie wyobraź, że ciotka mieszka w jednej z takich wilii.
[…]
[21.07.2026, Toruń]







