22 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (433) "TEGO NIKT JUŻ NIE POWSTRZYMA".

 


433.

To będzie długi tekst co jest spowodowane długimi cytatami, które postanowiłem zamieścić w niniejszym poście. Co jest jego tematem? Najpierw Piosenka Kazika "Jeszcze Polska" i jej słowa napisane przed 21 laty, a wciąż po części aktualne, choć wiele się zmieniło... ale czy dla wszystkich. Tekst Kazika Staszewskiego nie stroni od wulgarności w pewnych momentach, ale niech to będzie wybaczone, jemu i mnie, który je przytacza, bo opowiadają prawdę o pierwszych latach transformacji ustrojowej, która nie dla wszystkich była pomyślna, wielu odebrała życie, zatrudnienie i cel w życiu.

O tym samym opowiada Igor Nazaruk w niedawno umieszczonym w Onecie tekście, który pozostawię bez komentarza, bo komentuje się sam.

Ja z kolei dzielę się taką oto refleksją, że masa ludzi, którym zaproponowano onegdaj kuroniówkę, odbierając im miejsce pracy, nigdy już nie uwierzy w kraj miodem i mlekiem płynący. Ani ci ludzie, ani ich potomkowie nie uwierzą w bajki o społeczeństwie obywatelskim, i prędzej oddadzą swój głos na pis, aniżeli na jakąkolwiek inną formację dzisiaj będącą w opozycji. Ci ludzie zostali już kiedyś oszukani, wysadzeni z siodła; zostali przymusowo skazani na egzystencję na skraju biologicznego przetrwania. Doprowadzono ich do takiego stanu, że dla bardzo wielu z nich jedynym ratunkiem był alkohol i wszechogarniająca ich niemoc.

Mam na myśli ludzi z PGR-ów, którym ekipa Balcerowicza zakazała istnienia, dokonując ich zamiany na prywatne folwarki tym, którym po drodze było z ówczesną władzą. Można do tego dołożyć robotników nieźle lub świetnie prosperujących w PRL-u zakładów, które z ideologicznych przyczyn zlikwidowano, aby za cenę dostępu do światowych rynków, oddać je w obce ręce.

Wychowany na ideach pozytywizmu, spadkobierca Żeromskiego, zawsze wypowiadałem się krytycznie o tej Balcerowiczowskiej rewolucji, która nie mogła mieć alternatywy. Wiele się mówi o tym, że polityka liberalna oferuje wędkę zamiast ryby. W moim przekonaniu Balcerowicz i jego najemnicy nie tylko, że nie dali ludziom, o których piszę, wędki, ale wręcz pognali ich batem, świadomie oddzielając ich od reszty społeczeństwa, tak jak pis swego czasu oddzieli kotarą strajkujących niepełnosprawnych od reszty ludzi w budynku sejmowym.

Trudno mi się zgodzić z bałamutnym twierdzeniem neoliberałów, że ci, którzy nie mogli w tamtych czasach znaleźć pracy, sami są sobie winni, bo przecież wielu innym to się udało. To co udało się Balcerowiczowi i jego następcom, to dokonanie podziału na biednych i bogatych, na rejony cieszące się wzrostem gospodarczym i takimi, gdzie diabeł mówi dobranoc.

Chciałbym na moment nawiązać do tych PGR-ów. Powstawały we wczesnych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to rolników przymuszano do kolektywizacji. Później również nasze państwo wspierało PGR-y, często kosztem rolników indywidualnych, chociaż za Gierka ta tendencja poczynała ustępować. Jednakowoż można powiedzieć, że pracownicy PGR-ów byli niejako już raz sponiewierani przez państwo już u zarania, kiedy formowano Państwowe Gospodarstwa Rolne. No i kiedy następuje rewolucja solidarnościowa, likwiduje się te PGR-y, nie dając pracującym w nich ludziom nic w zamian. Nie do przyjęcia jest głoszona przez liberałów teza, że państwowe rolnictwo nie było opłacalne. W czasach reformy Balcerowicza w Polsce nie opłacało się nic - nawet produkcja piwa i wódki stała się nieopłacalna i musiano sprzedać te zakłady obcemu kapitałowi. Gotów jestem założyć się, że gdyby w czasie rządów Balcerowicza Polska miała jakąś enklawę na Saharze, to nieopłacalna byłaby tam sprzedaż piasku.

Zwróćmy uwagę, że wszędzie tam, gdzie kolejne rządy dzierżące władzę nad krajem po roku 1989 zaniedbywały rozwój obszarów wiejskich, w tym popegeerowskich, tam żyją ludzie biedniejsi, którzy zarówno liberałom jak i lękliwej przez lata lewicy nie uwierzą.

I przyszedł w końcu pis ze swoimi oderwanymi niejednokrotnie od życia obietnicami, przyszedł z kredytowanymi pieniędzmi, z hasłami o własnej nieomylności, z Bogiem i kościołem odmienianymi we wszystkich przypadkach. Czy można się dziwić temu, że na pis głosują ludzie, którym pierwszy raz w ich życiu coś im dano? Że dano z kredytu, który spłacany będzie przez wszystkich, że może aby im dać, trzeba było komuś zabrać? No cóż, myślą sobie, a może jest to taka sprawiedliwość dziejowa, tak jak po wojnie sprawiedliwe było oddanie ziemi chłopom?

Ja oczywiście jestem antypisowcem i nie podzielam narracji kaczyńskiego i jemu podobnych, gdyż dopatruję się w ich polityce kolejnego i to na wielką skalę, przekrętu. Gołym okiem widać, że pis robi pod siebie, a to, co robi, świetnie oddałyby słowa mojego ojca, że "to pic na wodę, fotomontaż".

Ale z drugiej strony... rozumiem tych ludzi, którzy chociaż wykazują się naiwnością, to jednak reagują lojalnie wobec rządu, który coś im daje.

To, że wychowaliśmy sobie takie pokłady niezadowolenia i naiwności, to wina nas wszystkich, każdego przedpisowskiego rządu, który nie zauważał narastającego niezadowolenia wśród ludzi i nie przeciwdziałał powiększającym się w zastraszającym tempie różnicom majątkowym Polaków. Godził się w ten sposób na odwet słabych

Popatrz...

Popatrz dookoła, ile brudu na ulicy

Jacy ludzie są zniszczeni, jacy oni umęczeni

A nocami pod domami stoją brudne prostytutki

Boję chodzić się po nocy, tyle teraz jest przemocy

Te kobiety, co pracują dni i noce po fabrykach

Ci mężczyźni, którzy topią swoją rozpacz w tanich winach

Nie widzący ładnych rzeczy, dla nich nie ma ładnych rzeczy

Popatrz, popatrz dookoła i nie staraj się zaprzeczyć

Te parkingi hotelowe z żebrzącymi dzieciakami

Szczęściem ich jest umyć auto z niemieckimi numerami

Taksówkarze w samochodach grają w karty za pieniądze

Wyczekują całe życie na swojego dobroczyńcę

Te widoki nienormalne dla nas przecież są normalne

Już jesteśmy nienormalni, heheheheheh


Coście skurwysyny uczynili z ta krainą?

Pomieszanie katolika z manią postkomunistyczną

Ci modlący się co rano i chodzący do kościoła

Chętnie by zabili ciebie tylko za kształt twego nosa

Już ruszyły wody z góry do jeziora zatrutego

Do jeziora nienawiści, domu smoka pradawnego

W każdym jednym towarzystwie tylko mowa o pieniądzach

Przedsiębiorcy się bogacą, ale coraz brudniej w kiblach

Na ulicy pod pałacem smród handlarzy się unosi

Piją, plują i rzygają i sprzedają w międzyczasie

Na plandekach i gazetach leży ścierwo zabrudzone

A na stołach czekolada razem z piwem przywieziona

Te kobiety, co pracują aż po dwunastą godzinę

Aby kupić trochę chleba i wyżywić swa rodzinę


To początek końca, heheheheheh

I coście skurwysyny uczynili z ta krainą?

Gdzie te tłumy brudnoszare idą latem, wiosną, zimą

I mijają samochody z wytłuczonymi szybami

I nie patrzą na żebrzących z wyciągniętymi rękami

Te kobiety co wracają po katordze swej do domu

Włosy kurzem posklejane, czeka na nie pani w domu

Hej, to jedzie twój autobus i czerwony jego kolor!

A ty mówisz - był czerwony, teraz tylko smród i odór

Czemu w lecie tutaj w tłumie wszyscy strasznie śmierdzą potem

I nie myśleć chcą samemu, mają już gotowe zwroty

Na ulicy i w mieszkaniach koktajl księdza z przewodnikiem

Kto nie cierpiał za komuny, teraz jest po prostu nikim

O czym chciał powiedzieć pisarz? - pyta pani od polskiego

Chciał pokazać nierówności kapitalizmu wczesnego

To bogaci i biedni, bogaci i biedni, bogaci i biedni


Coście skurwysyny uczynili z tą krainą?

Czas idzie, od wieków płynie i nie zatrzymasz go siłą

Głupia duma narodowa i kompleksy od stuleci

Brudne twarze z wąsikami, ci agresywni frustraci

Te kobiety umęczone, kiedy noc na niebie świeci

Stoją jeszcze na swych nogach, piorą rzeczy swoich dzieci

Starszy człowiek w barze mlecznym je kartofle z ogórkami

Całe życie tyrał w hucie, a do huty dokładali

Cała jego ciężka praca, wszystko było chuja warte

Gdyby leżał całe życie, mniejszą czyniłby on stratę

W starej części tego miasta proszą chorzy o jałmużnę

Gdy już mają ile trzeba, to kupują heroinę

A nocami pod domami okradane samochody

Boję chodzić się po nocy, tyle teraz jest przemocy

To przepowiedziane, przepowiedziane, przepowiedziane


Popatrz dookoła, ile brudu na ulicy

Jacy ludzie są zniszczeni, jacy oni umęczeni

W samochodach przy chodnikach z lustrzanymi okularami

Siedzą groźni i ponurzy z gazowymi naganami

Tu złodzieje okradają wszystkich, którzy się ruszają

I nie myślą o policji, bo ci teraz spowiedź mają

Czasy rodzą się na nowo o pięćdziesiąt lat za późno

Eksperyment wykonany, lecz niestety nie udany

A więc powrót do przeszłości, chwytać to, co już uciekło

I wymyślić sobie niebo, i wymyślić innym piekło


Popatrz na ulice jaka rzeka naprzód płynie

W samochodzie przy chodniku zapłacono już dziewczynie

Dzień już ma się ku końcowi, noc zakryje wszystkie brudy

Widać będzie mniej wszystkiego, tylko bicie leżącego

Już umiera ta kraina, tego nikt już nie powstrzyma

Już umiera ta kraina

Już umiera ta kraina, tego nikt już nie powstrzyma

Już umiera ta kraina


Umiera ta kraina, tego nikt już nie powstrzyma

Już umiera ta kraina, heheheheheh


Już umiera ta kraina, tego nikt już nie powstrzyma

Już umiera ta kraina

Cześć, cześć, cześć, cześć...



"- Jak był PGR, mieszkało nas tutaj 123 osoby, zostało 20 - mówi księgowy z PGR-u we wsi Łęgwarowo.

Jeżdżąc wzdłuż rosyjskiej granicy, poznałem też dawnych pracowników doszczętnie dziś zrujnowanych PGR-ów. Zakładane w latach 50. - pod przymusem i w imię kolektywizacji - państwowe gospodarstwa rolne lokowano w poniemieckich majątkach, pałacykach, dworach i folwarkach. Do dziś w pamięci ludzi z PGR-ów te czasy jawią się idyllicznie. PGR w ich wspomnieniach był krainą mlekiem i miodem płynąca. Twierdzą, że ich życie skończyło się z początkiem lat 90., kiedy z podobnym, jak na początku państwowym przymusem zamknięto ostatni z 1654 polskich PGR-ów. Tym razem w imię liberalnej gospodarki wolnorynkowej. Ludzie stracili nie tylko pracę, ale też cel. Z dnia na dzień przestali być potrzebni, zniknęli, jakby ktoś ich wygumkował z mapy.

Nie mogą się też pogodzić, że jedyne, co ludzie zapamiętają z ponad 40-letniej historii PGR-ów, to krzywdzący ich film dokumentalny “Arizona” z 1997 r. Tytuł filmu nawiązywał do marki taniego wina, a jego bohaterowie to zapici, zgorzkniali, roszczeniowi i oderwani od nowej rzeczywistości "pasożyci na kuroniówkach".

- My też w naszym PGR-że robiliśmy interesy jak złoto. 371,08 hektarów, to było moje królestwo. Produkowaliśmy 3,8 litra mleka od jednej krowy dziennie, gdzie średnia krajowa była 2,9 litra. Jak nas likwidowali, to powiedzieli, że jesteśmy nierentowni i że żyliśmy tylko dzięki dopłatom państwowym. Kłamstwo! Zarabialiśmy krocie. A potem, to już tylko wynieś, przynieś, pozamiataj, jak masz czas to se polataj - śmiejemy się z księgowym i jego najlepszym przyjacielem z dzieciństwa i kierowcą w PGR-ze.

- Wolę Mamrota - odpowiada, kiedy pytam go o Arizonę. - Jak było, tak było, bywała głupota i złodziejstwo było. Było pijaństwo i jest nadal, ale jak był PGR to i robota była, i człowiek mógł sobie nawet na wczasy z rodziną wyjechać. Niech się ludzie nie dziwią, że tu się pije. Jak tu inaczej przeżyć? Człowiek choć na chwilę przestaje myśleć, co będzie dalej i wspomina, jak było kiedyś - tłumaczy kierowca.

Spotkałem zaledwie kilku młodych. Ci, którzy zostali odliczają dni do ukończenia szkoły, żeby w końcu móc wyjechać do Olsztyna, Elbląga, albo chociaż do Braniewa. We wsi Mołtajny, tuż przy samej granicy, od 15-latka usłyszałem: - Tutaj, zaraz jak się kończą Mołtajny, jest taki spad w dół, wielka czarna dziura. I to jest właśnie koniec świata, bo dalej już nic nie ma. Lepiej tutaj nie wracać, chyba, że po to, żeby umrzeć.

We wsi Ostre Bardo, do której prowadzi jeszcze do niedawna niewidoczna na mapach Google droga 512 wzdłuż granicy - młodych już nie ma wcale. Wszyscy wyjechali. Wnuki do dziadków przyjeżdżają tylko na święta i wakacje. Sołtys wsi Roman Drzewiecki boi się, że za 10 – 20 lat Ostre Bardo zniknie i nikt o tej wsi nie będzie pamiętać, - Bez młodych nie ma życia - tłumaczy.

- Jaki koniec! Jak biskup był ostatnio u nas w kościele, to powiedział, że tu jest początek Polski - mówi wyraźnie poirytowany 50-latek, którego spotykam przed jedynym sklepem w Głębocku.

- Przed pandemią ruskie fajki kosztowały u nas 10 zł. Zdarzały się i po 8, bo cena zależy od tego, przez ile rąk przechodzą. Te ukraińskie są po 13 zł, cienkie po 12 zł. Ale ja ich palić nie mogę. Słabe są, człowiek zanim się zaciągnie to już papierosa nie ma - tłumaczy mi na oko trzydziestolatek, w stylowym kapeluszu, który nadaje mu sznytu, jak z westernu."

[fragment tekstu Igora Nazaruka, Onet, 20.06.2021]


[22.06.2021, Toruń]

21 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (430- 432) NA BALKONIE. BRZYDKI PREZES. "TAM, GDZIE ROSNĄ POZIOMKI".

 

430.

Drugą noc spędziłem na balkonie. Wspaniale się wyspałem. Chłodne powiewy wiatru nanosiły tak wiele zdrowego powietrza, że pozazdrościć. Zbliża się najdłuższy dzień w roku. Rzeczywiście daje to się odczuć, kiedy na wschodniej stronie horyzontu już po trzeciej ciemność łagodnieje. Owszem, takiego widoku lepiej byłoby doświadczyć w terenie niezamieszkałym, w górach lub nad wodnym rozlewiskiem, ale nie narzekajmy. Wyjątkowo pięknie błyszczy niebieskim blaskiem Wenus - to warto zobaczyć.

Próbowałem dzisiaj wmówić w siebie, że chociaż to niedziela, moje samopoczucie będzie dobre. Zaklinałem rzeczywistość. Nic z tego. Niedziela taka sama jak zawsze. Fatalna. Niepotrzebna.

Poniedziałkowy dopisek... trzecia już noc na balkonie. Wyspałem się. Wstałem o siódmej. Samopoczucie lepsze, chociaż wczoraj nie wziąłem ani jednej z przepisanych mi tabletek. Będą na później.

431.

Remis z Hiszpanią na Mistrzostwach Europy wzbudził znów entuzjazm wśród kibiców. Prawda jest taka, że tak słabej Hiszpanii nie oglądałem już od lat, a ponadto mieliśmy szczęście z tym karnym, no i przy strzale głową Lewandowskiego czy nie było tam faulu? Mniejsza o to.

W TVN reportaż o Bońku. Dla mnie, niestety, potwierdza moje dotychczasowe sądy na temat obecnego prezesa PZPN - mało ciekawy człowiek, celebryta, dla którego bratanie się z dowolną opcja polityczną to normalka. Za samą znajomość na "ty" z premierem - kłamcą ma Boniek minusa, a już z trenerem reprezentacji Brzęczkiem postąpił jak zwykły ponury cham. Boniek fantastycznie wpisuje się w obecną politykę, jaką serwuje nam pisowska szajka. Szkoda, bo ceniłem go jako piłkarza.

432.

Miałem zamiar jeszcze raz wypowiedzieć się na temat twórczo ogłupiającej roli telewizji - nie tylko tej pisowskiej, która każe od dwóch lat oglądać tych samych wykonawców lojalnych wobec prezesa telewizji, i która tworzy jakiś kanał dla kobiet, który zawiera powtórki programów, które od paru lat cały czas krążą w innych programach - szlachetną role w ogłupianiu widzów pełnią również tak zwane niezależne kanały... ale musiałbym się zbyt długo na ten temat rozpisywać, więc skierowałem w ostatnich dniach swoją uwagę na filmy, których się raczej nie uświadczy w pasmach ogłupiających.


"Tam, gdzie rosną poziomki" - plakat



Victor Sjöström z Ingrid Thulin


Victor Sjöström z Bibi Anderson

Dotarłem do wspaniałego filmu Ingmara Bergmana "Tam, gdzie rosną poziomki". Film rozpoczyna się niezwykłym, przywołującym nieco twórczość filmową Bunuela, snem profesora, który widzi swoje zwłoki, wiezione karawanem przez opustoszałe miasto, w którym się zgubił. Dalej jest tylko lepiej. Główny bohater obrazu odbywa wraz z synową podróż ze Sztokholmu do Lund. Tam ma wziąć udział w uroczystości z okazji własnego własnego jubileuszu naukowego. Podróż ta przenosi profesora w krainę pamięci i refleksji nad przeżytym życiem. Film jest poruszającą przypowieścią filozoficzną o jaką trudno w kinematografii współczesnej. Wartością dodaną obrazu Bergmana jest wyśmienita gra aktorska: Victor Sjöström (rola profesora), Ingrid Thulin (synowa profesora) i Bibi Andersson jako Sara.


[21.06.2021, Toruń]

19 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (429) DLACZEGO?

 


ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (429) DLACZEGO?

429.

„Dobrze to może nie będzie, ale na pewno ciekawiej” - zdaje się, że jest to cytat z Jacka Kuronia. Mamy i ciekawiej, i śmieszniej, i na poziomie oddziału zamkniętego, w którym umieszczani są ludzie z dysfunkcjami psychicznymi. Kiedy pozwoliłem sobie wczoraj obejrzeć i odsłuchać wywodów pani Staroń, kandydatki pisowskiej na Rzecznika Praw Obywatelskich, to temperatura, i tak wysoka podczas z powodu upałów, jeszcze bardziej mi podskoczyła. W jaki sposób ta pani mogła w ogóle zostać reprezentantką społeczeństwa? Ani kompetencji, ani erudycji, ani umiejętności zaprezentowania własnej osoby (nie mówię już o zaprezentowaniu jakimkolwiek programu w związku z funkcją, o którą się ubiega). A już na kuriozum zakrawa jej odpowiedź na pytanie w jaki sposób zamierza pełnić funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich, skoro jako polityk głosowała za odebraniem ludziom części przysługujących im praw, pani kandydatka odpowiedziała, że "normalnie". Gdzież jest ten wódz, który na taką rzeź śmieszności wystawił panią Staroń? Gdzież wreszcie są ludzie głosujący na osobę, która wypowiedzieć się nie potrafi?

Skąd wziął się w gronie pis / u samego kaczyńskiego pomysł na wystawienie na ministra od edukacji czarnka, człowieka tak niekompetentnego i jednocześnie tak skrajnie kontrowersyjnego? Czy naprawdę dla tego nieodpowiedzialnego wodza z Nowogrodzkiej prowadzenie polityki musi się odbywać kosztem podziału społeczeństwa? Kto kaczyńskiego tak wychował? Skąd się bierze u niego taka zajadła mściwość i nienawiść? Dlaczego nie mając żadnych dowodów utrzymuje, że Rosja ma w stosunku do Polski plany wojenne? Dlaczego zamiast dociekać, kto i w jakich okolicznościach dokonał kradzieży 40 tysięcy maili wysokich urzędników państwowych, oskarża o to Rosję, nie mając na to dowodów? Dlaczego należy dziękować... wróć... mamy obowiązek dziękować Bogu za braci kaczyńskich, zdaniem jędraszewskiego? Czy w związku z tym kościół katolicki zobowiązany będzie do ułożenia jakiejś oficjalnej modlitwy dziękczynnej za kaczyńskich i czy przypadkiem warunkiem przystąpienia do komunii świętej nie będzie przypadkiem odmówienie na głos tejże modlitwy?

Nareszcie.... czy Bóg to widzi?

Jeżeli widzi, to również dostrzega to, że krakowska kurator, słynna dewotka, nazwała Uniwersytet Jagielloński agencją towarzyską, gdyż uczelnia daje kandydatom na studia przy naborze możliwość (możliwość - nie obowiązek) określenia np. czy są osobami transseksualnymi czy niebinarnymi. Odpowiedział jej oczywiście w sposób taktowny, lecz dający do myślenia rektor uczelni, lecz nie spodziewa się, czy do tej pani w ogóle dotrze to, o czym, między innymi przekazał pani kurator rektor:

"Słowa często prowadzą do czynów. Mowa nienawiści nie jest wymysłem, abstrakcją. Napędzana słowami spirala agresji, skierowana wobec jakiejkolwiek grupy społecznej, oderwana od badań i faktów naukowych, błądząca wśród potocznych przekonań, wyrastająca z niewiedzy i lęków wywołanych „obcością”, może stać się inspiracją do bezpośrednich ataków i aktów przemocy.

Dlatego też pragnę zwrócić się do Pani Kurator Barbary Nowak z zaproszeniem na spotkanie z przedstawicielami Studenckiego Ośrodka Wsparcia i Adaptacji. Zapraszam do bliższego poznania problemów osób, których dotykają stygmatyzujące, obraźliwe słowa."

Podobnie jak pan rektor, również i ja nie wierzę, aby pani kurator zdołała ucywilizować swój mózg i wyjść z zaklętego kręgu religijnego fanatyzmu. I po raz kolejny zadają sobie pytanie: jakim człowiekiem jest ten, co powołuje na tak ważne stanowisko oświatowe osobę o skrajnie radykalnych, wstecznych, by nie powiedzieć zagrażających umysłowi młodych ludzi poglądach.


[19.06.2021, Toruń]

18 czerwca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (426 - 428) UPAŁ. KUŚTYK. MISTRAL - "MAGALI".

 

Frédéric Mistral - francuski, prowansalski poeta, wielce zasłużony dla odnowy języka oksytańskiego w dialekcie prowansalskim. Zdecydowanie bardziej lubię tego Mistrala od wielce dokuczliwego wiatru wiejącego w Prowansji, mającego nazwę "mistral".

426.

Prawdziwie śródziemnomorskie upały nastały. Suche, przezroczyste powietrze, wysoka temperatura i wiatr. Od razu skojarzyłem tę pogodę z tym, co spotykało mnie na południu Francji na północ od Marsylii, w Prowansji, w Avignon, Montpellier, słowem wszędzie tam, gdzie wiał mistral, wszędzie tam, gdzie wiatr urywał głowy, i tylko u nas nie ma cykad, które zdrowego potrafią wprowadzić swym brzęczeniem w świat hipnozy. A gdzieś dwa tygodnie temu czytałem długoterminową prognozę pogody, według której czerwiec miał być poniżej normy jeśli chodzi o temperaturę. Po co takie niesprawdzalne głupoty publikować i robić ludziom wodę z mózgu?

Nie dalej jak dzisiaj w TVN-owskim programie śniadaniowym wystąpił jakiś oszołom, który zapowiedział, że w 2040 roku w Bałtyku nie będzie ani jednej ryby, za 100 lat wody morskie podniosą się na naszej planecie o 2 metry, w Polsce będzie mieszkać 15 milionów ludzi, i tak dalej i dalej. Oczywiście nie ma sensu polemizować z tym młodzieńcem, który przecież nie jest w stanie udowodnić, że jego proroctwo się spełni. Dziwię się jedynie tym, którzy zaprosili go do programu... a może tej, bądź co bądź, jednej z najpoważniejszych stacji telewizyjnych wyczerpały się zasoby dobrego smaku. Jedyną zaletą prognoz tego młodego oszołoma jest to, że z wielką dozą prawdopodobieństwa telewidzowie słuchający tego szurniętego gościa nie będą już żyli za sto lat i nie sprawdzą, jakim manipulacjom zostali poddani w dniu dzisiejszym.

Wniosek: - ludzie, zwłaszcza młodzi, chociaż nie tylko, imają się różnych zagadnień, aby mieć te swoje pięć minut w życiu.

Wniosek drugi: - nie oglądać, zrobić sobie szklaneczkę herbaty.

427.

Od pewnego czasu zacząłem sobie kuśtykać bez kul. Różnie z tym bywa. Raczej z rana kule są mi potrzebne i dopiero po pewnym czasie, kiedy nogi się "rozchodzą", mogę sobie podreptać, starając się, żeby to moje kuśtykanie było jak najmniej zauważalne. Niestety fizycznie moja lewa noga do oglądania się nie nadaje. Jedynym plusem jest to, że już nie puchnie, ale barwę ma ciemną i niejednokrotnie "cieknie" w newralgicznych miejscach ran powstałych tak po wypadku, jak i też po operacyjnych cięciach. Miejmy nadzieję, że kości w końcu się zrosną, ale aby się tego dowiedzieć, konieczne są kolejne fotografie RTG.

Dopiero niedawno zauważyłem, że prawa strona mojej klatki piersiowej jest nieco zapadnięta w stosunku do lewej strony. Trochę to komicznie wygląda. Natomiast wzmocniły się moje mięśnie obu ramion (to efekt posługiwania się kulami podczas chodzenia). Ciekawe jest to, że równo rok temu prawe ramię bolało mnie strasznie i na przykład nie byłem w stanie dotknąć nad głową prawą ręką lewego ucha - dzisiaj pozytywna zmiana - potrafię to zrobić.

Ale chyba największym sukcesem mojej zdrowotności jest to, że potrafię (dzisiaj to sprawdziłem) położyć się na podłodze i wstać. Chodzi tu o podłogę balkonu - rozłożyłem sobie na płytkach kołdrę i poduszki, położyłem się i, o dziwo, bez szczególnych trudności wstałem. Rok temu było to niemożliwe.

Myślę też nad tym, czy aby z powodu upału, nie przespać sobie dzisiejszej nocy właśnie na balkonie. Zawsze to jakaś tam atrakcja będzie, a i przypomnienie sobie dawnych, pogodnych i beztroskich, dziecięcych czasów.

428.

Fragment wiersza Frédérica Mistrala "Magali" pochodzącego z najbardziej znanego poematu tego filologa i poety  "Mirejo". Według mnie zasługuje na uwagę.

Magali

" — Najmilsza moja ty, Magali,

w okienku choć na chwilę stań!

Usłysz, jak piosnka ma się żali,

posłuchać chciej skrzypcowych łkań!

Już ustał wiatr — i pełno gwiazd

na nocnym niebie,

lecz gwiazdy swój utracą blask,

gdy ujrzą ciebie!

— Niźli o wiatr, co trąca trzcinę,

0 pieśni twe nie więcej dbam,

ale się rzucę w morze sine

i w rybkę się przemienię tam.

— Magali, chcesz się rybką stać

w morskiej kolebie?

Ja się rybakiem zrobię wnet

i złowię ciebie.

— O! jeśli zrobisz się rybakiem,

to gdy zarzucisz sieci w toń,

ja będę już swobodnym ptakiem,

ulecę ponad kwietną błoń.

— Magali, jeśli staniesz się

ptaszyną w niebie,

Ja się myśliwym zrobię wnet

i schwytam ciebie!

— Ty na przepiórki, na wróbelki

mozolne sidła sobie staw,

że mnie już będzie kwiat niewielki,

który się skryje w gąszczu traw."(...)


[18.06.2021, Toruń]

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (425) NIC SIĘ NIE STAŁO

 

425.

Nie podoba mi się ten polski nacjonalizm futbolowy.

Zacznijmy od tego, że Bońkowi i Lewandowskiemu nie podobała się gra kadry Brzęczka, że za mało piłek trafia do napastnika Bayernu Monachium. A niby jak mają trafiać, skoro brakuje nam od dawna piłkarzy do reprezentacji. Co jakiś klub zdobędzie mistrzostwo Polski albo nawet na półmetku rozgrywek jakiś piłkarz się wyróżni, zostaje sprzedawany do zagranicznych klubów i tak wkoło Macieju od lat, choć dla takiego mistrza kraju bardziej opłaciłoby się grać w Lidze Mistrzów, gdzie za sam udział w meczu dostaje się kasę, a przy okazji wszyscy zawodnicy zdobywają doświadczenie w grze na wyższym poziomie. U nas na najwyższym poziomie gra Robert Lewandowski, ale także dlatego, że ma mu kto podawać piłkę.

Boniek wymyślił sobie Portugalczyka Sousę, bo stwierdził, że z Brzęczkiem na Euro niewiele ugramy. Sousa miał spowodować, że piłki będą trafiać do Lewandowskiego, ale jednocześnie ten wybitny szkoleniowiec oznajmił, że mega król strzelców z Bayernu nie będzie na Euro dostawał podań od Grosickiego, bo tego w kadrze zabraknie. Według mnie, a parę wcześniejszych meczów kadry obejrzałem, jeśli polskim piłkarzom nie szło, to akurat Grosicki, czy grał w jakimś klubie czy nie, czy był w formie czy nie, to jednak puszczał piłki do Lewego, ba, czasami nawet sam trzepnął w siatkę. Bo Grosik należał do takich graczy, którzy zawsze mieli serducho do gry w reprezentacji - szybki, przebojowy, potrafił jedną - dwoma akcjami przywrócić nadzieję w narodowy futbol.

Grosickiego nie ma, jest Lewandowski, jest też Sousa, który jednak nie nauczył reszty graczy, jak trzeba kopnąć piłkę, aby trafiła do najlepszego piłkarza globu. Nie nauczył ich też podawać sam Lewandowski, choć podczas każdego wcześniejszego meczu udzielał kompanom bezcennych wskazówek. No i masz - nasi przegrali ze Słowacją.

Ale kiedy zaczynałem ten tekst pisząc o nacjonalizmie futbolowym miałem na myśli co innego. No cóż... mecz można wygrać, zremisować lub przegrać - naszej drużynie przydarzyło się to trzecie. Zdarza się, zważywszy na to, że nie mamy piłkarzy najlepszych w Europie... ale przegrać ze Słowacją, z najsłabszą drużyną?

Właśnie to mnie wkurzyło - nasi nacjonalistyczno-futbolowi dziennikarze wielokroć przed meczem podkreślali, że w pierwszym grupowym meczu gramy z najsłabszym zespołem, więc oczekujemy zwycięstwa. No i ten najsłabszy rywal nas pobił.

Przypomniała mi się taka oto anegdota.

Jasio wraca spocony do domu ze szkoły.

- Jak ty wyglądasz? - pyta się mama. - I dlaczego się tak cieszysz?

- Mamusiu, graliśmy mecz z piątą a.

- I jaki wynik?

- Dwa do zera. Piąta a jest od nas słabsza.

Mały Krzyś, który dopiero co wrócił z przedszkola, a teraz wsuwa pierogi z jagodami na drugie danie, przysłuchiwał się tej rozmowie starszego brata z mamą. W końcu rzekł:

- Phi, też masz się z czego cieszyć... wygrać ze słabszym... . Spróbowałbyś wygrać z lepszym od siebie!

To, czy ktoś jest słabszy, nie musi wynikać z układanek statystycznych, a mówienie o kimś, że jest słabszy bywa wodą rzuconą na młyn Losowi, który potrafi celnie uderzyć kopytem tych, którzy przeciwnika lekceważą.


[16.06.2021, Toruń]


17 czerwca 2021

WYROK SĄDOWY

 

Postanowiłem umieścić w kawiarence w całości tekst poniżej, gdyż wydawał mi się interesujący. Tekst pochodzi z fejsbuka, lecz nie wiem, czy opisane w nim wydarzenie miało miejsce w rzeczywistości, czy raczej należałoby je potraktować jako pouczającą przypowieść. W każdym razie pointa opowieści odpowiada mi, a byłoby mi jeszcze przyjemniej, gdyby spodobała się gościom kawiarenki.


Wyrok wydany przez amerykańskiego sędziego.

15-letni chłopiec został przyłapany na kradzieży z amerykańskiego sklepu. W próbie ucieczki chłopak też przypadkowo przewrócił półkę. Po zapoznaniu się ze sprawą sędzia zapytał chłopca:

- Naprawdę coś ukradłeś? Chleb, ser i przewróciłeś półkę uciekając?

Chłopak odpowiedział:

- Tak.

Sędzia:

- Dlaczego ukradłeś?

Chłopak powiedział:

- Potrzebowałam tego.

Sędzia:

- Nie mogłeś kupić, zamiast kraść?

Chłopiec:

- Nie miałem pieniędzy.

Sędzia:

- Mogłeś poprosić rodziców o pieniądze.

Chłopak:

- Mam tylko matkę, która jest chora i nie ma pracy. Ukradłem dla niej chleb i ser.

Sędzia:

- Nic nie robisz, nie masz pracy?

Chłopak:

- Pracowałem w myjni samochodowej. Zrobiłem sobie dzień urlopu, żeby pomóc mamie, więc mnie wyrzucili.

Sędzia po zakończeniu rozmowy z chłopcem wydał wyrok:

- Kradzież, zwłaszcza kradzież chleba, to bardzo haniebne przestępstwo. I tutaj wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za tę zbrodnię. Dzisiaj wszyscy w tym pokoju, są odpowiedzialni za tą kradzież. Więc kończę i wszystkich tu obecnych skazuję na grzywną w wysokości 10 USD. Nikt nie wyjdzie z pokoju, dopóki nie zapłaci 10 dolarów.

Sędzia wyjął banknot 10 USD z kieszeni, wyciągnął długopis i zaczął pisać:

- Dodatkowo ukarałem właściciela sklepu za wezwanie policji i oddanie w jej ręce głodnego chłopca. Jeśli grzywna nie zostanie zapłacona w ciągu godziny, sklep zostanie zamknięty.

Sędzia przeprosił chłopca i wręczył mu wszystkie zebrane pieniądze.

Po wysłuchaniu wyroku ludzie na sali mieli łzy w oczach. Zastanawiam się czy nasze społeczeństwo, nasz system, nasz sąd byłby w stanie wydać taki wyrok?

Sędzia dodał:

- Jeśli ktoś zostanie złapany na kradzieży chleba, wszyscy ludzie w tej społeczności i w państwie powinni się wstydzić!


[17.06.2021, Toruń]