Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

21 maja 2026

SŁOWA CIERPKIE JAK NIEDOJRZAŁE ULĘGAŁKI

 

Kiedy wracasz, dajmy na to, ze sklepu i człapiesz tak powoli, jednostajnie, i każdy cię wyprzedza, a w pewnym momencie przypomniałeś sobie z jaką prędkością pokonywałeś trasę od Cichego Kącika na Kopiec Kościuszki albo na Bielany, wtedy czujesz jakieś zgrzyty rozlewające się metalowym dyszkantem pod piersią, właściwie czujesz, jak bardzo rozregulował się twój organizm. Mój Boże, myślisz sobie, czy tak będzie wyglądał twój koniec?

A twój zapał? Nie sprowadzajmy wszystkiego do biologii, która sprzyja młodym organizmom, a dla starości ma jednie pocieszenie, czasami szacunek, że w ogóle nie nastąpił tragiczny upadek, a ponure i uprzykrzone trwanie. Czy zapał ma również ulec biodegradacji? Kiedy byłeś młody, miałeś zapał do przebudowy świata lub czynienia go bardziej znośnym, piękniejszym i sprawiedliwym. Ale życie potoczyło się przeszło obok; tak to życie, czytaj – czas, rozminął się z tobą, wyprzedził na zakręcie. Po latach stwierdzasz, że mogło być inaczej, naprawdę mogło, ale to już bez znaczenia, gdyż zło wyrządziło tyle szkód nieodwracalnych.

Przysiedliśmy raz na ławeczce w parku. Tłumaczyłeś, dlaczego chodzisz wyprostowany, a jednocześnie garbisz się nieznośnie. Postanowiłeś za Herbertem…

Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach

wśród odwróconych plecami i obalonych w proch”.

Powodem twego garbienia się jest czas, a powodem wyprostowanej postawy jest to, że postanowiłeś być sobą za wszelką cenę.

- Co cię przeraża? – zapytałem.

- Kłamstwo, hipokryzja, bezmyślność… i jeszcze minusowa inteligencja, i jeszcze to, że ktoś za ciebie myśli, ktoś za ciebie decyduje, nie mając intelektualnych uprawnień. Rządzą twoim życiem głupsi od ciebie.

- Zapewniam cię, że jeszcze do tego wrócimy.


[21.05.2026, Toruń]

SZTUKA - HIERONIM BOSCH (2)

 

9. Hieronim Bosch (malarz flamandzki, ok. 1450–1516)

Pokusy św. Antoniego (ok. 1490)

Museo del Prado, Madryt


Bosch bardzo lubił ten temat, podobnie jak wielu artystów po nim. Dla pewnego rodzaju artystów temat ten zawsze stanowił pretekst do uwolnienia wyobraźni i oddania się fantazji.

Święty Antoni Opata, już w podeszłym wieku, jest przedstawiony medytujący przy pniu uschniętego drzewa. Zarówno drzewo, jak i woda na pierwszym planie oraz bujna roślinność w tle mają symbolizować pustynię, na której święty spędził dwadzieścia lat w samotności. W tamtych czasach pustynia nie była miejscem pozbawionym życia, ale raczej charakteryzowała się samotnością. Tutaj zamieszkują ją demony, które chcą kusić św. Antoniego.


10.Hieronim Bosch

Statek głupców” lub „Satyra na rozpasanych biesiadników” (ok. 1490–1500)

Luwr, Paryż


Statek głupców” został namalowany na jednym ze skrzydeł ołtarza i stanowi około dwóch trzecich jego pierwotnej długości. Dolna jedna trzecia panelu należy do Galerii Sztuki Uniwersytetu Yale i jest wystawiana pod tytułem „Alegoria obżarstwa”. Skrzydło po drugiej stronie, które zachowało mniej więcej swoją pełną długość, to „Śmierć skąpca”, obecnie znajdujące się w National Gallery of Art w Waszyngtonie. Oba panele razem przedstawiałyby dwie skrajności: rozrzutność i skąpstwo, potępiając i karykaturyzując obie.


11. Hieronim Bosch

Alegoria nieumiarkowania (lub obżarstwa) (ok. 1490–1500)

Galeria Sztuki Uniwersytetu Yale, New Haven, Connecticut


Znany ze swoich onirycznych lub koszmarnych alegorii współczesnej moralności, Bosch ukrywał dosłowne znaczenia scen przedstawionych na swoich obrazach, traktując je jako ilustracje do przysłów lub wizualne odzwierciedlenia kalamburów. Obraz ten jest fragmentem lewego skrzydła tryptyku, którego część zatytułowana „Statek głupców” znajduje się obecnie w Luwrze w Paryżu. Oba obrazy razem symbolizują Obżarstwo, jeden z siedmiu grzechów głównych średniowiecznej teologii. Prawe skrzydło tryptyku, „Śmierć i skąpiec”, obecnie znajdujące się w National Gallery of Art w Waszyngtonie, symbolizowało kolejny grzech główny – chciwość. Środkowy panel tryptyku zaginął lub nie został jeszcze zidentyfikowany, ale niewątpliwie łączył w sobie symbole pozostałych pięciu grzechów: pychy, zazdrości, pożądliwości, gniewu i lenistwa.


12. Hieronim Bosch

Fragment: Śmierć i skąpiec (ok. 1490–1500)

National Gallery, Waszyngton


Postać w środkowej części obrazu, prawdopodobnie przedstawiająca skąpca w młodszym wieku, jest pokazana jako hipokryta; jedną ręką wrzuca monety do skrzyni, gdzie zbiera je demon o twarzy szczura, a drugą przesuwa palcami po różańcu, próbując służyć jednocześnie Bogu i Mamonie. Demon wyłaniający się spod skrzyni trzyma w ręku papier zapieczętowany czerwonym woskiem – być może list odpustowy lub dokument odnoszący się do działalności skąpca jako najemnika.


13. Hieronim Bosch

Tryptyk „Pokłon Trzech Króli” (ok. 1495)

Museo del Prado, Madryt



Trzyczęściowy ołtarz „Pokłon Trzech Króli”, zamówiony dla Peetera Scheyve'a i Agnes de Gramme w latach 1495–1499, zawiera pewne elementy charakterystyczne wyłącznie dla Boscha w porównaniu z innymi tryptykami niderlandzkimi. Środkowy panel przedstawia nowo narodzonego Chrystusa na kolanach Marii w obecności trzech królów. Rozpadająca się stodoła i podejrzanie wyglądające postacie w środku wydają się budzić w widzu poczucie zbliżającego się niebezpieczeństwa. Dwóch chłopów spogląda z dachu; inni próbują dostrzec coś przez dziury w ścianie stodoły lub wspinając się na drzewa. W środkowej części obrazu widać dwóch towarzyszy królów jadących ku sobie, jakby zmierzających do walki; trzecia grupa kawalerii zbliża się do miasta w oddali. W tle Jerozolimy, pośrodku, widnieje wiatrak – symbol, który Bosch niemal zawsze w jakiś sposób umieszcza w swoich dziełach.


14. Hieronim Bosch

Chrystus w cierniowej koronie (ok. 1495–1500)

National Gallery, Londyn


Obraz ten stanowi dla widza podwójne odejście od normy: „obraz różni się diametralnie od zwyczajowego stylu artysty” oraz „subtelnie odbiega od standardowego przedstawienia tej sceny, jakie ukształtowało się w poprzednich stuleciach”. Podobnie jak od pokoleń artystów przed nim, od Boscha oczekiwano stworzenia repertuaru scen z Męki Pańskiej. Ziemskie cierpienia i ukrzyżowanie Chrystusa stopniowo zyskiwały na znaczeniu od czasu zmiany akcentów teologicznych w IX wieku. (Do tego czasu kult Chrystusa skupiał się na wywyższeniu Jego wizerunku jako Chrystusa w Majestacie). Doprowadziło to do większego zapotrzebowania na obrazy dewocyjne przedstawiające Mękę Pańską. Zainteresowanie Męką Chrystusa było szczególnie wspierane przez Bernarda z Clairvaux w XII wieku. W czasach Boscha Męka Chrystusa i Droga Krzyżowa zostały „podzielone na złożony system medytacji religijnej, przedstawiony jako sekwencja ustandaryzowanych scen” – ubodzy widzieli je w witrażach swoich kościołów i namalowane na ich ścianach.



[21.05.2026, Toruń]

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (11-12)

 

Przecinek przed, może

Wyraz może pełni w zdaniu funkcję partykuły, która:

1) nadaje wypowiedzi charakter przypuszczenia;

2) poprzedza określenie ilości czegoś podanej w przybliżeniu;

3) wyraża propozycję, prośbę lub radę, a tym samym świadczy o uprzejmości osoby mówiącej.

Przykłady:

W nocy może być bardzo zimno.

Oglądałam ten film może trzydzieści razy.

Zaczekaj może jeszcze chwilę.

Przed tą partykułą zazwyczaj nie stawia się przecinkawyjątkiem jest sytuacja, gdy rozdziela ona dwa zdania.


Odezwij się do niej, może już się nie gniewa.

Sprawdź proszę, może już wróciła.


Przecinek przed nawet

Wyraz nawet to partykuła, przed którą zwykle nie umieszcza się przecinka. Możemy go jednak postawić w sytuacji, gdy wyraz ten uwypukla treści zapowiedziane w członie poprzedzającym i ma charakter dopowiedzenia.

Warto pamiętać o tym, że gdy dopowiedzenie występuje wewnątrz zdania, należy je wydzielić z obu stron przecinkami.

Zabiorę cię nawet na koniec świata.

W tym sklepie kupiłam większość mebli, nawet łóżko i komodę.

Uczęszczałam na wszystkie zajęcia, nawet te nudne, chociaż nie wszystkie lubiłam.



[21.05.2026, Toruń]

15 maja 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1396) COŚ O MNIE

 

1396.

Co mnie wciąga, a co nie? Przyznaję, że lubię na fb czytać o zwierzętach, zwłaszcza w kontekście pomocy jaką udzielają im ludzie dobrego serca oraz w sytuacjach, gdy zwierzątka różnych gatunków potrafią z sobą żyć lepiej niż ludzie z sobą. Czasami bohaterowie filmików są naturalni, czasami sztuczna inteligencja wkracza do historyjek, ale jakoś w tym szczególnym przypadku nie mam jej tego za złe.

Nie lubię z kolei tego obrazów wykonanych przez AI publikowanych przez ludzi mających krytycznie niewielką wiedzę o sztuce, stawiających sobie za cel oszukanie odbiorcy, że ów wirtualny obraz został namalowany przez, dajmy na to, Moneta czy Cezanne’a.

Co mnie przeraża? Czołobitność, służalczość polskiego rządu wobec trumpa i Amerykanów. Przed oczami mam obraz leżących krzyżem Tuska, Kosiniaka-Kamysza i Sikorskiego, którzy w takiej pozycji uwielbiają rozmowy z amerykańskim rządem. O nawrockim nie wspominam – ten zlizuje kurz z butów pomarańczowego narcyza.

Przeraża mnie też nienachalna inteligencja większości parlamentarzystów. Czasami sobie myślę, kierując do tych egzemplarzy pocieszenia takie oto słowa: - człowieku, o czym ja mam z tobą rozmawiać, kiedy ty jesteś wciąż na poziomie dziecka baraszkującego w piaskownicy. Innym znów razem posługuję się w wyimaginowanej rozmowie z posłem takim oto tekstem, jaki wypowiada Cześnik Raptusiewicz wobec Papkina:

Słuchaj: mówiąc między nami,

Bez mej chluby, twej urazy,

Więcej niż ty, mój Papkinie,

Mam rozumu tysiąc razy.”





[15.05.2016, Toruń]

FILOZOFIA - ARYSTOTELES - ETYKA EUDEMEJSKA [WYJĄTKI]

 

K s i ę g a      p i e r w s z a

Sposoby osiągania szczęścia i rola dobra najwyższego:

doskonałości, rozsądku i przyjemności

Człowiek, który na Delos wyjawił swoją myśl przed bogiem, zapisał na bramie świątyni Latony wiersze, rozróżniając w nich dobro, piękno i przyjemność, jako właściwości, które nie przynależą tej samej rzeczy:

Najpiękniejsze to, co najsprawiedliwsze, najlepsze zaś zdrowie,

a ze wszystkich rzeczy najprzyjemniejszą jest osiągać cel pragnień.

Ale my się z nim nie zgadzamy. Szczęście bowiem, które jest ze wszystkich rzeczy najpiękniejsze i najlepsze, jest najprzyjemniejsze. Spośród wielu istniejących problemów te, które dotyczą poszczególnej sprawy i poszczególnej istoty rzeczy, sprawiają kłopot i wymagają zbadania, i jedne z nich zmierzają tylko do poznania, inne natomiast dotyczą sposobu zdobywania rzeczy i działania. A zatem te sprawy, które mają jedynie teoretyczny charakter, powinno się omówić przy nadarzającej się okazji, o ile to odpowiada metodzie badań.

Najpierw natomiast powinniśmy zbadać, od czego zależy życie szczęśliwe i w jaki sposób można je osiągnąć; czy wszyscy, którzy zasługują na miano ludzi szczęśliwych, są szczęśliwi z natury, jak to jest na przykład z ludźmi małego i dużego wzrostu, i w przypadku ludzi różniących się kolorem skóry; czy przez naukę, jak gdyby szczęście zależało od jakiejś umiejętności praktycznej; czy ani z natury, ani przez naukę, ale z przyzwyczajenia: złe rzeczy tym, którzy przyzwyczaili się do zła, a dobre tym, co do dobra. Czy w żaden z powyżej przedstawionych sposobów, ale jednym z dwóch: bądź z natchnienia jakiegoś boga, jak gdyby znajdowali się w ekstazie, podobnie do ludzi nawiedzonych przez nimfy lub bogów, bądź przez przypadek; wielu bowiem twierdzi, że tym samym jest szczęście i pomyślność.

Nie jest więc tajemnicą, że szczęście pojawia się wśród ludzi albo za przyczyną wszystkich wymienionych sposobów, albo niektórych, albo jakiegoś jednego, bo prawie wszystkie formy stawania się podpadają pod te same zasady, gdyż każde działanie, dokonane po namyśle, można sprowadzić do działania, które wynika z wiedzy praktycznej. Szczęście natomiast oraz życie szczęśliwe i piękne mieszczą się głównie w zakresie tych trzech rzeczy, które, jak się zdaje, szczególnie są godne wyboru: jedni bowiem twierdzą,

że największym dobrem jest wiedza teoretyczna inni, że doskonałość, a jeszcze inni, że przyjemność. I niektórzy ludzie wiodą spór o znaczenie tamtych rzeczy dla szczęścia twierdząc, że jedno [dobro] bardziej przyczynia się do szczęścia aniżeli drugie. Bo jedni mówią, że wiedza teoretyczna jest większym dobrem niż cnota, inni, że cnota od rozsądku, a jeszcze inni, że od tamtych dwóch — przyjemność. I jednym zdaje się, że życie szczęśliwe zależy od wszystkich wymienionych rzeczy, innym, że od dwóch, a jeszcze innym, że życie szczęśliwe zależy od jakiejś jednej z nich.

2. Niezbędne warunki zapewniające szczęście

Skoro teraz zgodziliśmy się co do tego, że każdy, kto może żyć według własnego wyboru, zakłada jakiś cel dla pięknego życia: albo zaszczyty, albo sławę, albo bogactwo, albo kulturę i, na ten cel mając oczy zwrócone, spełnia każdy czyn (ponieważ brak podporządkowania życia określonemu celowi jest dowodem wielkiej bezmyślności), to powinniśmy w tej chwili określić w nim przede wszystkim to, co jest najważniejsze — ani zbyt pochopnie, ani zbyt opieszale; w jakiej mierze od nas zależy życie szczęśliwe i bez czego ludzie nie są w stanie go osiągnąć. Bo nie jest tym samym to, co jest niezbędnym warunkiem zdrowia i bez czego człowiek nie może być zdrowy oraz zdrowie. Podobnie również ma się sprawa z wielu innymi rzeczami, tak iż piękne życie i środki, bez których pięknie żyć nie można, to nie jest to samo, ale niektóre spośród tych rzeczy nie są wyłącznie charakterystyczne dla zdrowia lub dla życia, lecz krótko mówiąc, są wspólną właściwością trwałych dyspozycji i działań, jak np. bez oddychania, albo czuwania, albo ruchu nie moglibyśmy mieć żadnego udziału ani w tym, co dobre, ani w tym, co złe, a z drugiej strony tego nie można przeoczyć, że dla dobrego stanu zdrowia spożywanie mięsa i spacer po posiłku nie są właściwymi cechami, podobnie jak te, o których mówiliśmy. Te szczegółowe cechy stanowią bowiem przyczyny sporu na temat zdobycia szczęścia, jego istoty i jego powstania.

Niektórzy mianowicie uważają, że to, bez czego nie można być szczęśliwym, jest cząstką szczęścia. […]





[15.05.2026, Toruń]

12 maja 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1395) NIESĄD

 

1395.

Między innymi dlatego pozostaję emigrantem. Między innymi, bo Polska nie jest krajem praworządnym. Nie jest praworządnym kraj, w którym byle ziobro ucieka, gdzie pieprz rocznie, a prezes trybunału konstytucyjnego naigrywa się z konstytucji, której powinien być strażnikiem. Prokurator generalny stawia zarzuty przestępcom i nic a nic z tego nie wynika, bo sądy wolą skazać samochodowego mordercę za zabójstwo dwóch kobiet na półtora roku więzienia, co daje 9 miesięcy za morderstwo jednej osoby. Rzygać się chce.



[12.05.2026, Toruń]

ODKURZONE - ŹRÓDEŁKO

 

- No i udało się panu wyprząc mnie z tego kieratu. I dobrze, choć nie narzekam. Ja nie jestem z tych, co narzekają, choć życie nie jest łatwe, pan sam wie. Po czym poznałam? Wygląda mi pan na zatroskanego, co to niejedno w życiu przeżył, a teraz, choć na wypoczynku, tylko w połowie jest pan myślą w tych górach i lasach. Ta druga pana połowa jest gdzie indziej. Zgadłam?

Owszem, nie mogła tego lepiej sprecyzować. Każde moje wakacje - a starałem się przynajmniej raz na rok gdzieś wyjeżdżać - wyglądały podobnie; nie potrafiłem cieszyć się nimi bezgranicznie, zawsze coś mi przeszkadzało. Taki jestem.

- Pielęgniarka wzięła dzisiaj mamę na rehabilitację. Nie zawsze tak jest. Zwykle to ja z mamą jadę, ale rozumiem, że Gośka, ta pielęgniarka, o której mówię, nie zawsze ma czas, ma swoich pacjentów. Swoją drogą dobra z niej dziewczyna. Przyjechała z własnej woli na to pustkowie, pracowita bardzo, uczynna i cierpliwa. Rehabilitantka musi być cierpliwa. Tylko, wie pan, obawiam się, że jej osobiste życie się nie ułoży. Młodzi faceci, czemu się nie dziwię, szukają swych połówek tam, gdzie gospodarstwo. Tak wiecznie było i jest na wsi, w górach czy nie w górach, a taka rehabilitantka to czym może im zaimponować? Tym skromnym mieszkankiem w ośrodku zdrowia, mniejszym, bo to większe zajmuje lekarz z żoną i dwójką dzieci? Panie Adamie, ona się u nas zmarnuje, zwłaszcza że nie należy do przebojowych kobiet, a powiedziałabym, że sprawia wrażenie zahukanej, choć serce ma złote… ale, panie Admie, kto to dzisiaj doceni.

Droga nasza wiodła szlakiem spacerowym pod górę. Marta chciała mi pokazać źródełko, z którego bije uzdrawiająca woda. Ona wprawdzie nie wierzy bajaniom o cudowności tego źródła, ale przekonała mnie, że woda w źródełku naprawdę posiada wybitne wartości smakowe, a do tego jest przyjemnie zimna, co nie jest bez znaczenia dla wędrowców szukających wrażeń podczas spacerów po górach.

- Mama jest już trzy lata po udarze. Początkowo ani ręką ani nogami nie ruszała - tylko jedną rękę miała władną; mówiła wolno i niewyraźnie. Sześć tygodni była w szpitalu. Nie powiem, postawili ją na nogi, dosłownie, ale cóż z tego, skoro na tych nogach nie mogła chodzić - kilka kroków w chodziku - to wszystko, na co było ją stać, ale mowa jej się poprawiła, to trzeba przyznać. Rokowania niejasne. Trzeba ćwiczyć i ćwiczyć. Pan rozumie, że człowiek po takim udarze, jaki przeszła moja mama to najpierw traci resztki wiary w wyzdrowienie i nie odczuwa żadnego, choćby minimalnego postępu, ot, że może poruszać palcami unieruchomionej dłoni, że wykrzywione usta jakby odzyskują dawny kształt, że zrobiła dzisiejszego dnia dwa kroki więcej niż wczoraj. Nadchodzą takie chwile, kiedy płacz pojawiający się z nienagła zaczyna być treścią życia, jedzenie nie smakuje, bo niby po co ma jeść, skoro nawet spożywając najbardziej energetyczny posiłek, nie wzmocni nim organizmu. Dochodzą do tego samooskarżenia i pretensja do świata: dlaczego właśnie ją to spotkało? Przeżywałam to. Jak ja to przeżywałam! Tym bardziej, że zostałyśmy same, bo ojciec odszedł na drugą stronę rok przed mamy udarem. Jest brat - siedzi na gospodarstwie w sąsiedniej wsi. Nie powiem, o matce nie zapomina, ale przecież ma pracę. Ja też miałam, pracowałam w gminie do czasu śmierci ojca. Potem otworzyłam w domu maleńkie biuro podatkowe - coś trzeba robić, aby przeżyć. Śmierć ojca, a później choroba matki mogły mi pokrzyżować nawet i to zajęcie, ale wie pan, w moim biurze zaczęli się pojawiać nowi klienci. Tak sobie myślę, że rekomendowali mi ich moi koledzy z pracy. Że byłam bardzo dobrą księgową i znam się na swojej robocie? Bynajmniej. Chyba raczej z litości. Ale czy mogłam nie przyjmować?

Potem z bratem ustaliliśmy, że te trzy pokoje na górze można by odstąpić turystom, a że je jakoś ogarnęliśmy to zasługa brata. On sam ma dwa, które wynajmuje z żoną, no i ta jego żona dba o to, aby nie stały puste przynajmniej latem i zimą. I tak właśnie dorabiamy sobie, a mnie dodatkowo przyszło gotować dla gości, bo to od nas do miasteczka spory kawałek, a turysta jak głodny, to i najpiękniejsze góry mu się nie spodobają, a jak zje, do tego w miarę tanio, to pan wie….

Odbiliśmy od głównego szlaku w lewo, też zaznaczonym szlakiem, ale pod bardziej strome wzniesienie. Droga ciągnęła się zakosami pośród starych, rozłożystych świerków; była kamienista, a podchodzenie nią pod górę w stronę źródełka wymagało sporego wysiłku. Marcie przywykłej do chodzenia po górach ta wąska ścieżyna nie sprawiała trudności; ja z kolei, objuczony plecakiem, choć niepełnym, czułem, że dysponuję coraz krótszym oddechem, więc w paru miejscach przystawaliśmy na wyraźne życzenie Marty, która przewidziała, jak sądzę, tę komplikację, jaką niesie z sobą mieszkaniec rozległych nizin.

- No i jakoś ciągniemy to nasze życie, bezbarwne, bez atrakcji, zresztą, był pan u nas w kwietniu, więc ma pan obraz tych dni. Od kwietnia do września nie zmieniło się tak wiele; może tylko mama porusza się znów odrobinę sprawniej, chociaż tego nie zauważa, a ja wiem, ja wierzę, że jest lepiej, bo jeszcze przed rokiem nie wychodziła na spacery tak często jak teraz. Owszem, w prawym ręku ma kulę, lewym ramieniem wspiera się na moim, ale już tak bardzo nie powłóczy nogami, nie szura. Zdarza się też, że przejdzie parę kroków samodzielnie po równym, ale czy nastąpi taka poprawa, aby mogła się poruszać tak zgrabnie jak przed udarem - nie sądzę. Najważniejsze jest, że nie wypłakuje się do poduszki tak jak dawniej, a i przy obiedzie pomoże - obiera ziemniaki, włoszczyznę, na siedząco przy kuchni przypilnuje gotowanego. Ostatnio kazała sobie kupić zeszyt i coś w nim zapisuje. Zerkam czasami, ale nie daje poczytać. Gryzmoli coś powoli niewyraźnym pismem, ale lekarz powiedział, że to dobrze, bo chcąc nie chcąc, ćwiczy sobie tę chorą rękę, a i ja myślę sobie, że mama to właśnie dlatego wzięła się za pisanie, aby wyszkolić tę dłoń i palce. Trzy lata takiej monotonnej harówki, panie Adamie, ale nie żałuję ani jednego dnia z tych lat, bo tak jakoś poczułam, że jeszcze bardziej zbliżyłyśmy się do siebie, chociaż zawsze byłyśmy z sobą blisko, jak to córka z matką. Ale gdy brat przyjedzie z synową i dziećmi - trójkę ich mają - to mama jeszcze bardziej odżywa, a wydaje mi się, że wtedy próbuje okazać się zdrowszą niż jest w istocie, nie pokazuje kalectwa, z którego z tak wielkim mozołem się wydostaje. No i oczywiście chwali mnie przy gościach, powiada, że gdyby nie ja, pewnie dawno by gryzła ziemię, bo jeszcze w jakieś pół roku po nieszczęściu miała myśli samobójcze. Ja wtedy rumienię się, bo w końcu nic takiego wielkiego nie robię. Miałabym zostawić mamę samą sobie? W naszej wsi, tyle że poniżej, jest taka rodzina, która oddała najstarszą z rodu, babkę do domu opieki. Dom wielki mają, jak pensjonat, nie to co nasz - czworo dorosłych ludzi, dzieci w nastoletnim wieku - też czworo, gospodarzą na paru hektarach, trzymają owce, ale całe wielkie piętro z poddaszem wynajmują letnikom; pobudowali też drugi domek, niedaleko, na polanie - dobrze im się wiedzie, syn i wnuczek tej babki stawiają dachy, ba, całe chałupy i wille z drewna, więc nawet gdy turystów zabranie, dają sobie radę… i widzi pan - babkę oddali do domu opieki. Nie potrafiłabym tak.

Wskazała ręką przed siebie i w górę, gdzie świerki niższe, jakby skarłowaciałe. Będzie jakieś sześćdziesiąt metrów pod górę, a wspinając się wijącą drożyną - ze dwieście.

Zauważyłem, że Marta unika opowiadania bezpośrednio o sobie, a pojawia się zwykle w kontekście opowieści o swojej matce. Mówiąc o pielęgniarce - rehabilitantce, współczuła jej losowi, a przecież mogłaby przyłączyć siebie do tego obrazu kobiet, które nie troszczą się o swój los w taki sposób, w jaki opiekują się innymi. Już drugi raz jestem gościem w jej domu, zaprzyjaźniliśmy się nawet, już od pierwszego dnia mojego pobytu w tamtym chłodnym jeszcze kwietniu poczułem do niej sympatię, ale ani przedtem, ani teraz nie opowiadała o sobie wprost, o sobie jako o Marcie, która oprócz swej pracy w mikroskopijnym biurze podatkowym, oprócz opieki nad matką i zajmowaniem się gośćmi, jest przecież kobietą i powinna mieć własne, oddane tylko sobie życie. Ale nigdy nie widziałem jej przygnębioną, zniechęconą codziennością i monotonią zajęć, jakie wykonuje, a jeśli nawet nie uśmiecha się zbyt często, nie kipi energią od świtu do nocy, to miałem wrażenie, że jest bezgranicznie szczęśliwa, chociaż…

- To jesteśmy prawie na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt kroków. Pan zmęczony?

A jakże, byłem zmęczony, ale czy powinienem się z tym zdradzać? Właśnie teraz, gdy jesteśmy tak blisko celu?

- Najgorsze mam już za sobą - wyjaśniłem. - Kiedy się już widzi miejsce, do którego się dążyło, zmęczenie mija – stwierdziłem.

Źródełko ujęte było w kamienne, przez człowieka utworzone kręgi. Bokiem z jego wnętrza wypływała niewielka i niehałaśliwa struga, tocząca zdrową i magiczną wodę, o czym poinformowała mnie Marta, do strumienia opadającego niezliczonymi meandrami zakrętów w stronę kamienistej, wzbierającej często podczas ulewnych deszczów rzeki. Będąc tuż przy źródle, zanurzyłem w nim dłonie i z tych dłoni wypijałem krystalicznie czystą, metalicznie twardą wodę o posmaku magnezu.

- Wziął pan z sobą butelki? Bardzo dobrze. Nie wierzę w jej uzdrawiającą moc, ale może nasz organizm nie wie, że jest zdrowa jak żadna inna - powiedziała Marta. - W każdym razie niech pan do pełna nabierze tej wody, a po powrocie do domu odleję sobie trochę dla mamy. Ona wierzy w jej cudowną moc.

Schodziliśmy raźniej, a plecak jaki taszczyłem na grzbiecie, choć ważący teraz cztery kilo więcej, nie ciążył tak jak wtedy, gdy szliśmy pod górę.

Marta zerknęła na zegarek, po czym spojrzała na mnie z satysfakcją.

- Kiedy dojdziemy, będziemy mieli jeszcze trzy kwadranse, zanim mama przyjedzie z rehabilitacji. Zjemy sobie pierogów z jagodami. Mam je w lodówce. Lubi pan pierogi z jagodami?

- Oczywiście, że lubię – odrzekłem.




[12.05.2026, Toruń]

10 maja 2026

POEZJA (94) CZESŁAW MIŁOSZ - PIOSENKA O KOŃCU ŚWIATA

 

Czesław Miłosz - Piosenka o końcu świata


W dzień końca świata

Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,

Rybak naprawia błyszczącą sieć.

Skaczą w morzu wesołe delfiny,

Młode wróble czepiają się rynny

I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.


W dzień końca świata

Kobiety idą polem pod parasolkami,

Pijak zasypia na brzegu trawnika,

Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa

I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,

Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa

I noc gwiaździstą odmyka.


A którzy czekali błyskawic i gromów,

Są zawiedzeni.

A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,

Nie wierzą, że staje się już.

Dopóki słońce i księżyc są w górze,

Dopóki trzmiel nawiedza różę,

Dopóki dzieci różowe się rodzą,

Nikt nie wierzy, że staje się już.


Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,

Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,

Powiada przewiązując pomidory:

Innego końca świata nie będzie,

Innego końca świata nie będzie.



[10.05.2026, Toruń]

09 maja 2026

MUZYCZNE POCZTÓWKI - LEONARD COHEN - FAMOUS BLUE RAINCOAT

 


Jest czwarta nad ranem, koniec grudnia

Piszę do Ciebie teraz, żeby tylko sprawdzić, czy ci lepiej.

W Nowym Jorku jest zimno, ale lubię okolicę, w której teraz mieszkam

Na Clinton Street muzyka gra cały wieczór.

Słyszałem, że budujesz swój mały domek na odludziu.

Żyjesz teraz bez kosztów, bez celów

Mam nadzieję, że piszesz jakiś dziennik

Tak, a Jane przyszła z puklem Twoich włosów.

Powiedziała, że to Ty jej go dałeś,

Tamtej nocy, gdy planowałeś się ulotnić.

Czy kiedykolwiek się ulotniłeś?

Ostatnim razem, gdy Cię widzieliśmy, bardzo się postarzałeś

Twój słynny niebieski prochowiec był porwany na ramieniu.

Chodziłeś na stację, na każdy pociąg

Wróciłeś do domu bez "Lili Marlene"

I ofiarowałeś mojej kobiecie okruch swojego życia,

A kiedy wróciła, nie była już niczyją żoną.

Cóż, widzę Cię tam z różą w zębach,

Jeszcze jeden drobny cygan - złodziejaszek

I widzę, że Jane się przebudziła.

Przesyła pozdrowienia.

I cóż mogę Ci powiedzieć, mój bracie, mój morderco,

Co w ogóle mogę powiedzieć?.

Chyba za Tobą tęsknię, chyba Ci wybaczyłem,

Cieszę się, że stanąłeś na mojej drodze.

Jeśli kiedykolwiek tu wrócisz, dla Jane albo dla mnie,

Cóż, Twój wróg śpi, a jego kobieta jest wolna.

Tak, i dziękuję za ten smutek, który wygnałeś z jej oczu.

Myślałem, że rozgościł się tam na dobre więc nigdy nie próbowałem.

A Jane przyszła z puklem Twoich włosów.

Powiedziała, że to Ty jej go dałeś,

Tamtej nocy, gdy planowałeś się ulotnić.

Szczerze pozdrawiam,

L. Cohen




[09.05. 2026, Toruń]

ŁACIŃSKIE MĄDROŚCI (141-160)

 

141. Amicum cum vides, obliviscere miserias.

Na widok druha zapomnij o biedzie.

142. Amicum laedere ne ioco quidem licet.

Urazić przyjaciela nie wolno nawet w żarcie.

143. Amicum perdere est damnorum maximum.

Stracić przyjaciela to największa ze strat.

144. Amicum proba, probatum ama.

Przyjaciela wypróbuj, ale wypróbowanego kochaj.

145. Amicus amico (sum).

Przyjacielem dla przyjaciela (jestem).

146. Amicus certus in re incerta cernitur.

Pewnego przyjaciela poznasz w sytuacji niepewnej.

Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie.

147. Amicus cognoscitur amore, more, ore, re.

Przyjaciela poznaje się po miłości, obyczaju, słowie i czynie.

148. Amicus hominis, inimicus causae.

Przyjaciel człowieka, ale wróg sprawy.

149. Amicus humani generis.

Przyjaciel rodzaju ludzkiego.

150. Non habet eventus sordida praeda bonos.

Nieuczciwa zdobycz nie przynosi korzyści.

151. Non male vixerunt et tum, quo tempore terris nullus adhuc auri divitis usus erat.

Nie żyli źle ludzie i w tych czasach, kiedy na ziemi nie znano jeszcze użytku złota.

Jan Kochanowski

152. Non qui parum habet, sed qui plus cupit, pau per est.

Nie ten jest biedny, kto ma mało, lecz ten, kto więcej pragnie.

153. Non tam cumulus bonorum esse potest iu cun dus quam molesta decessio. Cyceron

Nie tyle może być przyjemne nagromadzenie dóbr, ile przykry ich ubytek.

154. Nullis decretis damnatur opus locupletis.

Żadnym dekretem nie potępisz czynu bogacza. Głupstwa bogacza uchodzą zawsze za mądrość.

155. Nunquam expletur divitiarum satis.

Bogactw nigdy dość.

156. O, dives, dives, non omni tempore vives! Nudus ad infernas, stulte, vehere rates!

O, bogaczu, bogaczu, nie będziesz żył wiecznie! Nagi pójdziesz do podziemnych łodzi!

157. Omnia mea mecum porto!

Wszystko swoje ze sobą noszę.

158. Parvum addas parvo, magnus acervus erit.

Dodawaj małe do małego, a powstanie wielki stos. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka.

159. Pauper ubique iacet.

Biedny zawsze sponiewierany. Biednemu zawsze wiatr w oczy wieje.

160. Pauper ubique iacet, dives ubique placet.

Biedak wszędzie zapomniany, bogacz wszędzie podoba się.



[09.05.2016, Toruń]