Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

27 marca 2026

JEDNO ZDJĘCIE PRZECHWYCONE Z INTERNETU

 


Dzisiejsze zdjęcie przedstawia Łuk Triumfalny w Paryżu wraz z otaczającym go rondem, do którego zbiega się 12 szeroki alej. Na rondzie obowiązuje zasada prawej ręki, czyli pojazd wjeżdżający na rondo ma pierwszeństwo, a nie jak ma to miejsce np. w polskich przepisach ruchu drogowego, gdzie pojazd będący na rondzie ma pierwszeństwo. Utrudnieniem dla kierujących jest także to, że na rondzie nie wytyczono linii oddzielających pasy ruchu. Jest to rzeczywiście trudne rondo dla kierujących pojazdami, o czym niech świadczy załączony poniżej film, ale nie zgodzę się z tym, że jest na Placu Charlesa de Gaulle’a panuje chaos – po prostu trzeba się przyzwyczaić. Wielokrotnie przejeżdżałem to rondo, więc piszę, co myślę.




[27.03.2026, Toruń]


POEZJA (92) LEOPOLD STAFF - DESZCZ MAJOWY

 

Leopold Staff - Deszcz majowy

Słońce świeci, deszczyk pada,

Czarownica się podkrada.

Chodźcie, chodźcie prędzej, dzieci!

Z nieba złoty deszczyk leci.

Maj na ziemi! Deszcz o wiośnie

Kogo zmoczy, ten urośnie.

Świeżą trawę skropi rosą,

Będziem po niej biegać boso,

Będziem wstrząsać mokre drzewa,

Niech nas zlewa, niech nas zlewa.

Rosi deszczyk nam na głowy,

Srebrny, złoty, brylantowy.

Iskry, perły i diamenty

Lecą z chmury uśmiechniętej.

To klejnoty, a nie deszcze...

Jeszcze, jeszcze... Jak szeleszcze,

Szepce, szemrze, szumi, śpiewa...

Trawy cieszą się i drzewa.

Róże w bieli, w złocie, w pąsie

Błyszczą, świecą, lśnią i skrzą się;

Kwiaty modre, żółte, białe

I czerwone w kroplach całe.

Mlecze, jaskry, niezabudki,

Dzwonki, fiołki i stokrotki,

Kwiaty pól i kwiaty matki:

Dziatki, bratki i bławatki,

Wszystko razem w żywej rzeszy

Dżdżem się cieszy, dżdżem się śmieszy...

...A po ścieżce skacze żaba...

Kto się boi, ten jest baba!

Mkną jaskółki z ostrym świrem,

Pachnie wkoło mokrym żwirem,

Pachnie w krąg mokrymi liśćmi...

"Nuże, dzieci, do dom iść mi!"

Nic pójdziemy! wolim w pole!

Tchórze noszą parasole!

Mazgaj, kto zostanie suchy,

A do domu chcą piecuchy!

Słońce świeci. Deszcz o wiośnie

Kogo zmoczy, ten urośnie.

Siedmiobarwna w niebie tęcza:

Niebo z ziemią się zaręcza.

A na tęczy wodna panna

Sieje perły: kwiatom manna!

Promieniste czesze sploty...

Słońce lśni czy włos jej złoty?...

Słońce świeci, deszczyk pada,

Czarownica dziwy składa.



[27.03.2026, Toruń]

SZTUKA - EKSPRESJONIZM NIENIECKI - ERICH HECKEL

 


1. Erich Heckel (Niemcy 1883–1970)

Dom w Dangast (Biały Dom) (1908)

Museo Nacional Thyssen-Bornemisza, Madryt


Stara poczta w Dangast – „Biały Dom” przedstawiony na obrazie Heckela – nadal stoi, niedaleko linii brzegowej i błotnistych równin tzw. Wattenmeer, zakrzywionej zatoki, która tworzy półkole między miastem Varel a portem Wilhelmshaven. Jednak najbliższe otoczenie zmieniło się tak bardzo, że trudno wyobrazić sobie tę okolicę taką, jaka musiała wyglądać na początku tego stulecia. W szczególności główna droga asfaltowa nie biegnie już wzdłuż budynku, ale obok dalszego szczytu domu. Sam dom jest również tak bardzo zasłonięty przez drzewa, że trudno wyobrazić go sobie w olśniewających, nasłonecznionych barwach obrazu Heckela.


2. Erich Heckel

Die Geigerin (Skrzypaczka) (1912)

Kolekcja prywatna


Jesienią 1911 roku Heckel przeniósł się do Berlina, gdzie przejął pracownię Otto Müllera. Jak napisał W. D. Dube: „Zmiana ta nie oznaczała zerwania z jego artystycznymi celami. Nie interesowała go, tak jak Kirchnera, dynamika miasta; odtąd interesowały go trendy, które nie podlegały chwili. Skupił swoją uwagę na różnorodności krajobrazu i przemijaniu pór roku, a także na zachowaniu ludzi w ich tęsknotach, radościach i cierpieniach. Jego obrazy wywodziły się z ludzkiego współczucia”.


3. Erich Heckel (Niemiec, 1883–1970)

Kąpiące się kobiety (ok. 1912–13)

Muzeum Sztuki w Saint Louis


Na przełomie XIX i XX wieku w Niemczech panowała moda na Freikörperkultur (kulturę wolnego ciała), ruch podkreślający korzyści zdrowotne wynikające z aktywności nudystów na łonie natury. Erich Heckel przedstawia tutaj widok z lotu ptaka na nagich kąpiących się, prawdopodobnie na wyspie Hiddensee u północnego wybrzeża Niemiec. Kąpiący się są przedstawieni za pomocą kanciastych linii, odzwierciedlających postrzępione brzegi jeziora.


4. Erich Heckel

Mężczyzna w brązie (1913)

Muzeum Sztuki w Saint Louis


Ten autoportret został prawdopodobnie namalowany w pracowni Ericha Heckela w Berlinie. Bogata brązowa paleta jest przełamana akcentami kolorystycznymi, takimi jak pomarańczowe guziki marynarki artysty. Heckel był założycielem i członkiem Die Brücke, grupy niemieckich ekspresjonistów, i skupiał się przede wszystkim na portretach i aktach. Surowa kanciastość twarzy i ciała wskazuje na inspirację artysty sztuką afrykańską i oceaniczną, zwłaszcza maskami. Artysta Franz Marc postrzegał obrazy Heckela jako mające „pobożne, głębokie znaczenie”.


5. Erich Heckel

Głośne czytanie” (1914)

Drzeworyt na papierze gładkim, 44,9 x 36,1 cm.

Muzeum Sztuki w Cleveland



6. Erich Heckel

Czytanie na głos” (1914)

Fundacja Moritzburg, Moritzburg




[27.03.2026, Toruń]

25 marca 2026

ŁACIŃSKIE MĄDROŚCI (121 - 140)

 

121. Tempus est optimus magister vitae.

Czas to najlepszy nauczyciel życia.


122. Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

Marność nad marnościami i wszystko marność.


123. Venturae memores iam nunc estote senectae!

Już teraz bądźcie pomni starości, która ma nadejść.


124. Ver, aestas, autumnus, hiems, redit annus in annum; omnia cum redeunt, homini sua non redit aetas.

Wiosna, lato, jesień, zima, rok wraca; gdy wszystko wraca, człowiekowi nie wraca miniony okres życia.


125. Absentem, qui rodit amicum, qui non defendit alio culpante, solutos qui capiat risus hominum famamque dicacis, fingere qui non visa potest, commissa tacere qui nequit, hic niger est, hunc tu, Romane caveto!

Kto obmawia przyjaciela, kto go nie broni wobec oskarżeń innych, kto cieszy się z wyśmiewań ludzkich i łowi plotki gadułów, kto potrafi zmyślać rzeczy nie widziane, a nie potrafi zmilczeć zawierzonej tajemnicy, jest czarnym charakterem, tego wystrzegaj się, Rzymianinie! [Horacy]


126. Adeo familiariter est hominibus omnia sibi ignoscere, nihil aliis remittere.

Jest rzeczą ludzką po przyjacielsku nawzajem wszystko sobie wybaczać, nie pozostawiając nicinnym (w tej sprawie).


127. Adversas res leviores facit amicitia partiens communicansque.

Przyjaźń przez współczucie i współudział łagodzi nieszczęście.


128. Aliter cum tyranno, aliter cum amico vivitur.

Inaczej żyje się z tyranem, inaczej z przyjacielem.


129. Alter ego.

Drugi ja, sobowtór, przyjaciel, przedstawiciel.


130. Amici, diem perdidi.

Przyjaciele, zmarnowałem dzień (nie dokonałem niczego dobrego). [Swetoniusz]


131. Amici fures temporum.

Przyjaciele to złodzieje czasu.


132. Amici mores noveris, non oderis! [Horacy]

Poznaj obyczaje przyjaciela, a nie będzie nienawiści.

Obyczaje przyjaciela poznawaj, a nie czyń ich przedmiotem nienawiści!


133. Amicitae difficillimae reperiuntur in iis, qui in honoribus reque publica versantur. Ubi enim istum invenies, qui honorem amici anteponat suo?

Najtrudniej o przyjaźń wśród tych, którzy ubiegają się o zaszczyty w służbie państwu. Gdzie bowiem znajdziesz takiego, który godność przyjaciela przeniósłby ponad swoją?


134. Amicitia inter pocula contracta plerumque vitrea est.

Przyjaźń zawarta przy kielichu jest zwykle krucha jak szkło.


135. Amicitia nisi inter bonos esse non potest.

Przyjaźń może istnieć tylko między ludźmi prawymi.

Przyjaźń może istnieć tylko wśród dobrych.


136. Amicitiae immortales, mortales inimicitiae debent esse.

Związki przyjaźni powinny być nieśmiertelne, nieprzyjaźni – śmiertelne.


137. Amicitiam natura ipsa peperit.

Przyjaźń sama natura stworzyła.


138. Amico pectus, hosti frontem.

Dla przyjaciela pierś, dla wroga czoło.


139. Amicorum omnia sunt communia.

U przyjaciół wszystko wspólne.


140. Amicos res secundae parant, adversae probant.

Przyjaciół pomyślność zyskuje, niepomyślność próbuje.



[25.03.2026, Toruń]


DUBY SMALONE 1.

 

1.

Potrafię najlepiej zasypiać w godzinach porannych, nie wczesnoporannych i wtedy wystarczy wąski kawałek łóżka, byle jakie nakrycie; szum w uszach nie jest przeszkodą, cicha rozmowa też nie drażni mego zaśnięcia, nawet ostry błysk porannego słońca nie otwiera moich powiek, gdyż, wielce prawdopodobne jest to, że nakrywam głowę byle czym: flanelową koszulą, czarnymi miękkimi dresami, ręcznikiem, słowem – wszystkim, co znajduje się pod ręką. Zaczynam drzemać, a moje uspokojone myśli wschodzą przez uchylone okno do snu, który mnie zawładnął i rozdaje teraz dziesiątki obrazów i obrazeczków, jak chociażby ten zatytułowany „brzytwa mojego dziadka”. Całkiem poważnie o tym mówię, bo rzeczywiście pod przymkniętymi powiekami ukazało mi się to ostre narzędzie odbywające żniwa na starym zaroście dziadka Władysława. Ukazało się i znikło, jak to zwykle ma miejsce we śnie, więc przekręcam się, kładę na drugim boku i śpię, a ten mój sen należy do tych arkadyjskich, utopijnych, gdyż przedstawia mnie w jakimś nie do końca konkretnym, ale mimo wszystko spójnym świecie. Jest mi w nim dobrze, zdecydowanie lepiej niż tutaj, gdzie oddycham, właściwie tylko oddycham i obserwuję; w tamtym jestem radosny, młodszy i kobiety są w nim młodsze, i piękniejsze, a mężczyznom mogę ufać, albowiem nie nauczyli się jeszcze kłamać i hipokryzji. Tak jest mi błogo i szczęśliwie, że w pewnym momencie odczułem fizyczną potrzebę udania się do toalety i dokończenia nektaru z czarnej porzeczki, który stoi tuż obok w butelce na taborecie. Napiłem się i lekko zanurzyłem w sen, a że mam tę niepowtarzalną, jak sądzę zdolność wchodzenia w ten sam sen po raz wtóry, ponownie znalazłem się w swojej arkadii. Ta umiejętność kontynuowania życia w tym samym śnie, jak mi się wydaje, jest swoistym treningiem w obliczu odejścia z tego świata i udanie się do innego. Mam nadzieję, że moje życie po życiu rozpocznie się w momencie, kiedy zaczynałem mieć świadomość swego istnienia – u mnie był to czas przechodzenia odry w mieszkaniu moich dziadków, mieszkaniu znajdującym się na pierwszym piętrze starej kamienicy, której okna wychodziły na główną ulicę miasteczka.



[25.03.2026, Toruń]

23 marca 2026

HOMER - ILIADA - KSIĘGA IV - (13)

 

W złotym Zeusa domu wspartym na obłokach

Zebrane radzą bogi¹⁹⁹ o wiecznych wyrokach;

Przypijają czaszami, nektar²⁰⁰ Hebe²⁰¹ toczy,

A na trojańskie mury obrócili oczy.

Wtedy Kronid²⁰², by dumną swą żonę rozdąsać,

Chytre czyniąc docinki, zaczął ją przekąsać:

«Dwie boginie Menelaj²⁰³ na swej liczy stronie,

Ma pomoc i w Palladzie²⁰⁴, i w mej wzniosłej żonie,

Lecz je bawią Olimpu²⁰⁵ rozkoszne pałace,

I tylko na rycerskie jego patrzą prace;

Zaś matka śmiechów zawsze, gdzie jej Parys luby²⁰⁶;

Teraz nawet od bliskiej wydarła go zguby.

Wszakże nikt Atrydowi²⁰⁷ zwycięstwa nie przeczy:

My radźmy, jaki obrót mają wziąć te rzeczy,

Srogichli bojów pożar na nowo rozszerzem,

Czyli²⁰⁸ dwa ludy wiecznym złączymy przymierzem?

Jeżeli rada bogów zdanie to pochwali,

Tak się i możne miasto Pryjama ocali,

I Atryd żonę weźmie krom²⁰⁹ wszelkiej zatargi²¹⁰».

Na te słowa z Palladą Hera gryzły wargi,

---------------------------------------------------------------------------------

¹⁹⁸Kiprys — Cypryda, przydomek Afodyty, która urodziła się z piany morskiej w pobliżu Cypru.

¹⁹⁹bogi — dziś popr. forma M.lm: bogowie.

²⁰⁰nektar — napój bogów, zapewniający im nieśmiertelność.

²⁰¹Hebe (mit. gr.) — córka Zeusa i Hery, personifikująca młodość.

²⁰²Kronid — przydomek Zeusa (syn Kronosa).

²⁰³Menelaos — król Sparty; porwanie przez Parysa jego żony, Heleny, stanowiło przyczynę wojny trojańskiej.

²⁰⁴Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

²⁰⁵Olimp — góra w Grecji, w mitologii uznawana za siedzibę bogów.

²⁰⁶luby — miły, ukochany. [przypis edytorski]

²⁰⁷Atryd — syn Atreusa (tu: Menelaos).

²⁰⁸czyli — czy z partykułą pytajną -li.

²⁰⁹krom (daw.) — bez.

²¹⁰zatarga — dziś popr.: zatarg.

-----------------------------------------------------------------------------

W obu piersiach przeciwko Troi złość zaciekła.

Siedziały blisko siebie: Pallas nic nie rzekła,

Chociaż ją w głębi serca straszliwy gniew zjada;

Hera²¹¹ wstrzymać nie może i tak odpowiada:

«Twardy Kronosa synu, jakież słowa twoje?

Także więc próżne będą me prace i znoje?

Pozajeżdżałam konie, zgromadzając sama

Wojska greckie na Troi zgubę i Pryjama.

Czyń, jeśli się poróżnić żądasz z niebem całem».

A na to chmurowładca tak mówi z zapałem:

«O zajadła bogini, cóż Pryjam lub syny

Zgrzeszyły przeciw tobie? Jakie są ich winy,

Że tak zawzięcie dążysz na zniszczenie²¹² Troi?

Wtenczas twoja podobno zemsta się ukoi,

Gdy w miasto wszedłszy, które jest Azyi cudem,

Pożresz surowo króla z synami i z ludem.

Nasyć twoją nienawiść! Niechaj od tej pory

Obojga nas nie różnią więcej przykre spory.

Ty zważaj, bo ci moje chcę myśli wynurzyć:

Jeśli ja przedsięwezmę jakie miasto zburzyć,

Gdzie mają ludzie tobie przyjemni mieszkanie,

Nie wstrzymuj gniewu mego, nie wstawiaj się za nie.

To ja ci miasto daję z niemałym zmartwieniem.

Ze wszystkich miast pod słońcem i nieba sklepieniem

Najmilszy sercu memu Ilijon potężny

I król trojański Pryjam, i lud jego mężny;

Tam ofiary, tam święte czynią mi obrzędy

I wszystkie nieśmiertelnym należyte względy».

Na to Hera wielkimi oczyma wspaniała:

«Trzy miast kocham, tem sobie nad inne wybrała:

W Argos, w Sparcie, w Mykenach mam rozkosz jedyną,

Lecz gdy ci nienawistne będą, niechaj zginą…

Lecz niech i ja cierpię w chęciach mych zawodu,

Bom bogini, bom z tobą jednego jest rodu,

Jako córka Kronosa słusznie uwielbiona,

I stąd niemniej czci godna, żem Zeusa żona.

Wszyscy jednak twe berło najwyższe uznajem.

Odtąd my sobie chciejmy ulegać nawzajem:

Ty bądź dla mnie, ja będę uczynną dla ciebie,

A tak się naszej woli nic nie oprze w niebie.

Teraz zaś bez odwłoki daj rozkaz Atenie,

Niech zaszłą między ludy ugodę rozżenie²¹³;

Niech Troja z jej namowy, pomimo przymierzy,

Na Greki świeżą chwałą wyniosłe uderzy».

Takie były królowej Olimpu żądania.

Chętnie się do nich ojciec nieśmiertelnych skłania

I mówi do Pallady: «Bież²¹⁴, córo, bez zwłoki,

Gdzie i Grek, i Trojanin zajął plac szeroki,

I dokaż, że Trojanin, pomimo przymierzy,

Na Greki świeżą chwałą wyniosłe uderzy».

Tym słowem wrzącą z siebie Palladę podżega;

Wraz bogini z Olimpu śnieżystego zbiega.

----------------------------------------------------------------------------

²¹¹Hera (mit. gr.) — bogini niebios i macierzyństwa, żona i siostra Zeusa, w poemacie sprzyjająca Grekom.

²¹²na zniszczenie — dziś popr.: do zniszczenia.

²¹³rozżenąć — tu: zniszczyć.

²¹⁴bieżeć — biec.

----------------------------------------------------------------------------

Jak gdy zesłana gwiazda od Zeusa błyśnie,

W żeglarzach, w wojsku serca nagły przestrach ściśnie

Z niej tysiąc iskier pada i blask sypie złoty:

Tak się zniżała Pallas między zbrojne roty.

Wszystkich tam zadumienie objęło niezmierne,

I waleczne Trojany, i Greki pancerne;

Na dwie strony²¹⁵ ten widok rycerze tłumaczą:

«Ach! — mówią — znowu krwawe bitwy nam się znaczą,

Albo się też i pokój żądany odrodzi;

Wszak Zeus waśni ludzi i Zeus ich godzi».

Takie wnioski czynili Grecy i Trojanie,

Kiedy Pallas wpośrodku hufców zbrojnych stanie, Podstęp

Wydając się na twarzy mężnym Laodokiem;

Pandara między szyki bystrym śledzi okiem;

Postrzega bohatera, a przy nim rycerze

Od Ajzepu ściągnieni, przybrani w puklerze.

Do niego Pallas rzecze: «Synu Likaona,

Czy twoja, co ci rzeknę, prawica wykona?

Wypuść na Menelaja z łuku zgubną strzałę,

Pozyskasz stąd u Trojan znakomitą chwałę;

Od Parysa w nagrodę takiego uczynku

Wielkiego się spodziewać możesz upominku.

Czegóż by ten bohater mógł odmówić tobie,

Gdy z twej ręki Menelaj w smutnym legnie grobie?

Nuż więc, na króla Sparty puść grot zaostrzony;

A likijskiemu bogu²¹⁶, co łukiem wsławiony,

Ślubuj setne w ofierze jagniąt pierworody,

Gdy w ojczystej Zelei święte wrócisz grody».

Tak mówiła bogini, a chytra jej rada

Niebacznemu²¹⁷ mężowi do serca przypada.

Zatem świetny łuk bierze, ów łup okazały

Z dzikiego kozła, który gdy wyszedł ze skały,

Na zasadzce ukryty bohater nań galił²¹⁸

I ugodziwszy w piersi, na ziemię obalił.

Ten długie na szesnaście dłoni nosił rogi;

Przecudnie sztukmistrz umiał wykształcić²¹⁹ łup drogi:

Pyszny róg wystrugawszy, łuk z niego wyrobił

I oba jego końce złotem przyozdobił.

Ten łuk napina Pandar i do ziemi chyli;

Wierni go towarzysze tarczami okryli,

Aby go pierwej greckie nie postrzegły męże,

Niżeli zgubnym grotem Atryda dosięże.

Nie używaną jeszcze strzałę wziął w kołczanie,

Strzałę, co tylu bólów przyczyną się stanie,

Piórami nastrzępioną, raniącą straszliwie,

Umiejętnie na tęgiej nakłada cięciwie,

A likijskiemu bogu²²⁰, co strzela z daleka,

W dom wróciwszy, stugłową ofiarę przyrzeka.

Już grot wsparty na wierzchu, pierś dotyka żyły,

Gdy obwód skrzywił z wielkim natężeniem siły;

Szczękła struna, łuk warknął, a strzała skrzydlata,

-----------------------------------------------------------------------------

²¹⁵na dwie strony — na dwa sposoby, sprzecznie.

²¹⁶likijski bóg — Apollo.

²¹⁷niebaczny (daw.) — nieostrożny.

²¹⁸galić (daw., reg.) — czyhać.

²¹⁹wykształcić — tu: uformować.

²²⁰likijski bóg — Apollo.

-----------------------------------------------------------------------------

Okrutny cios niosąca na Greki wylata.

Lecz, Menelaju! Bogi pamiętne o tobie:

Pierwsza na pomoc Pallas w złej przybiegła dobie.

A jak matka z śpiącego dziecka muchę zgania,

Tak ona grot odpędza i ciebie zasłania.

Tam odwróciła strzałę, gdzie spięty pas złotem,

Drugim się stał kirysem²²¹ przed śmiertelnym grotem.

Jednak i tą przeszkodą nie był cios odparty;

I pas mocny, i kirys od strzały przedarty,

Nawet przeciw tysiącznym pociskom zasłona,

Blacha z miedzi została od niej zdziurawiona:

Dosięga ostrze ciała i skórę rozrywa,

Z niego zaraz krew na kształt purpury wypływa.

Jaką farbę z meońskiej²²² lub karyjskiej włości

Przebiegła robotnica słoniowej da kości,

Gdy ją w purpurze zmacza; tysiąc życzy sobie

Nabyć jej ku wspaniałej wędzidła ozdobie,

Lecz dla króla schowana w domu piękność taka,

Z której chwała dla jeźdźca, świetność dla rumaka:

Podobnie, Menelaju, czystej krwi płynienie

Zafarbowało twoje biodra i golenie.

Wzdrygnął się Agamemnon²²³, gdy krew postrzegł z rany,

I Menelaj sam został nie mniej pomieszany,

Ale nabiera serca, gdy widzi, że strzała

Kolcami²²⁴ w pas utkwiwszy, mało sięga ciała.

Z westchnieniem rzekł król, brata czule cisnąc w ręku.

Wokoło pełno wiernych towarzyszów jęku:

«Bracie, na zgubę twoją wszedłem w te umowy,

Dla Greków nadstawiwszy Trojanom twej głowy,

Gdy cię ranili zdrajcy, złamali przymierze.

Ale umowa w świętej uczyniona wierze

I wina poświęcenie, i prawic podanie,

I z ofiar krew rozlana próżno nie zostanie.

Jeśli pan nieba teraz nie karze tej zdrady,

To w przyszłości da pomsty okropne przykłady

Na ich głowy, na żony, na dzieci ją zleje.

Bo ja zawsze mam w sercu te pewne nadzieje,

Że przyjdzie dzień, gdy Pryjam i lud jego zginie,

A Ilijon się w smutnej zagrzebie ruinie…

Zeus obrażon tej zbrodni nie puści bezkarnie.

Lecz jeśli, Menelaju, ty byś zginął marnie,

Z jakim wtedy mi bólem i w jakiej ohydzie

Powracać się do Argów od tych brzegów przydzie…

A Menelaj go ciesząc: «Ukój ten żal srogi,

Nie trać serca i w wojsku nie rozszerzaj trwogi:

Bo nie wziąłem śmiertelnej rany od tej strzały;

Pas i kirys²²⁵, i blacha, te mnie ratowały».

«Najukochańszy bracie — król z jękiem odpowie

Ach! Żebyć uiścili te słowa bogowie!

Machaon²²⁶, lekarz biegły, z rany cię wyleczy

--------------------------------------------------------------------------

²²¹kirys — rodzaj pancerza osłaniającego korpus.

²²²meoński — pochodzący z Meonii, później określanej jako Lydia

²²³Agamemnon — syn Atreusa, króla Myken, wódz greckiej wyprawy przeciw Troi, brat Menelaosa, którego żona, Helena, została porwana przez Trojan, co dało początek wojnie.

²²⁴kolce — tu: haczyki na krawędziach grotu.

²²⁶Machaon — syn Asklepiosa, boga lekarzy.



[23.03.2026, Toruń]

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA

 

3. Przecinek przed chyba że

Połączenie wyrazowe chyba że wprowadza zdanie podrzędne, które wyraża pewien warunek, aby nie nastąpiło to, o czym jest mowa w zdaniu nadrzędnym.

Przecinek stawiamy przed całym wyrażeniem (tzw. cofanie przecinka).

Przykłady:

Zrobię to, chyba że zapomnę.

Będą głośno do samego rana, chyba że goście wyjdą wcześniej.


W niektórych przypadkach możemy rozdzielić przecinkiem części wyrażenia chyba że – mowa tu o sytuacjach, w których akcent zdaniowy pada tylko na słowo chyba, a nie na całe połączenie wyrazowe.


Przykłady:

Sądził chyba, że mu uwierzę.

Wierzył chyba, że ma rację.


4. Przecinek przed co do

Co do to wyrażenie zaimkowe, którym zwykle poprzedza się rzeczownikiem, aby zaznaczyć, że to, co nazywa, jest przedmiotem czyjegoś zainteresowania lub działania.

Przed tym wyrażeniem nie stawiamy przecinka.

Przykłady:

Mam wątpliwości co do tego zadania.

Wątpliwości nasuwają się co do zasad, którymi się kieruje.

Przedstawiam spis postanowień co do istoty sprawy


[23.03.2026.Toruń]

22 marca 2026

PROZĘ CZYTAM - MARCEL PROUST - W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU - W STRONĘ SWANNA

 

I DZIELĘ SIĘ - W STRONĘ SWANNA (POCZĄTEK)


CZĘŚĆ PIERWSZA COMBRAY

I

Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, ledwiem zgasił świecę, oczy zamykały mi się tak prędko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: „Zasypiam”. I w pół godziny potem myśl, że czas byołby zasnąć, budziła mnie; chciałem odłożyć książkę, którą, zdawało mi się, że trzymam jeszcze w ręce, i zgasić światło; nie przestałem, śpiąc, zastanawiać się nad tym, com przeczytał; ale te refleksje przybierały charakter nieco odrębny; zdawało mi się, że to ja sam byłem tym, o czym mówiła książka: kościołem, kwartetem, rywalizacją Franciszka I z Karolem V. Przeświadczenie to trwało jeszcze kilka sekund po przebudzeniu; nie raziło mego rozumu, ale ciążyło mi jak łuska na oczach i nie pozwalało im uświadomić sobie, że świeca już się nie pali. Następnie świadomość ta zaczynała mi być niezrozumiała, niby po metempsychozie myśli z poprzedniego istnienia; treść książki odrywała się ode mnie, mogłem wrócić do niej albo nie; natychmiast odzyskiwałem wzrok i czułem się bardzo zdziwiony, że widzę dokoła siebie ciemność słodką i kojącą dla oczu albo bardziej może jeszcze dla ducha, któremu wydawała się rzeczą bez przyczyny, niezrozumiałą, rzeczą naprawdę ciemną. Pytałem sam siebie, która może być godzina; słyszałem gwizd pociągów, który — bliższy lub dalszy — jak śpiew ptaka w lesie, uwydatniając odległości, określał mi rozmiar pustkowia, kędy podróżny spieszy do najbliższej stacji: ścieżka, którą idzie, wyryje się w jego pamięci dzięki podnieceniu zrodzonemu z nieznanej okolicy, z niezwyczajnych czynności, z niedawnej rozmowy i z pożegnań w kręgu obcej lampy, biegnących za nim w ciszy nocnej — z bliskiej wreszcie słodyczy powrotu.

Przyciskałem czule twarz do pulchnych policzków poduszki, które, pełne i świeże, są niby policzkami naszego dzieciństwa. Pocierałem zapałkę, aby spojrzeć na zegarek. Blisko północ. Jest to chwila, w której chory, który musiał puścić się w podróż i spać w obcym hotelu, obudzony atakiem choroby, cieszy się, widząc pod drzwiami smugę dnia. Co za szczęście, to już rano! Za chwilę służba wstanie, będzie mógł zadzwonić, przybędą mu z pomocą. Nadzieja rychłej ulgi dodaje mu sił do cierpienia. Właśnie zdawało mu się, że słyszy kroki; kroki zbliżają się, potem oddalają. A smuga dnia, która była pod drzwiami, znikła. To północ: właśnie zgaszono gaz; ostatni służący odszedł i trzeba będzie przetrwać całą noc, cierpiąc bez ratunku.

Zasypiałem na nowo. Czasami miałem już tylko krótkie chwile ocknienia: tyle, aby usłyszeć trzeszczenie wyschłej boazerii, aby otworzyć oczy, wlepić je w kalejdoskop mroku, i — dzięki chwilowemu błyskowi świadomości — kosztować snu, w którym pogrążone są meble, pokój, wszystko, czego ja byłem tylko cząstką i z czym niebawem znów się łączyłem w bezczuciu. Lub też, śpiąc, cofałem się bez wysiłku w miniony na zawsze wiek mojego dawnego życia; odnajdywałem któryś z moich dziecinnych lęków, na przykład ten, że dziadek pociągnie mnie za pukiel włosów: obawa, której położył koniec dzień — data nowej dla mnie ery — kiedy je obcięto. Zapomniałem o tym wydarzeniu we śnie: odnajdywałem jego pamięć, skoro tylko udało mi się zbudzić, aby się wymknąć z rąk dziadka; ale przez ostrożność kryłem całkowicie głowę w poduszkę, zanim powrócę w świat snów.

Czasami, tak jak Ewa urodziła się z żebra Adama, kobieta rodziła się w czasie snu z niewłaściwej pozycji mego uda. Tworzyła się z rozkoszy, której doznania byłem bliski, — a ja wyobrażałem sobie, że to ona mi ją ofiaruje. Ciało moje, które czuło w jej ciele własne ciepło, pragnęło się z nim połączyć; budziłem się. Reszta ludzi wydawała mi się czymś bardzo dalekim wobec tej kobiety, którą opuściłem zaledwie przed chwilą; policzek mój był ciepły jeszcze od jej pocałunku, ciało zdrętwiałe od ciężaru jej ciała. Jeżeli, jak zdarzało się niekiedy, miała rysy kobiety, którą znałem w życiu, chciałem się je oddać całkowicie: odnaleźć ją, jak ci, którzy puszczają się w podróż, aby ujrzeć na własne oczy upragniony kraj, i wyobrażają sobie, że można kosztować w rzeczywistości czaru marzenia.

Pomału wspomnienie jej pierzchało, zapominałem córy swoich snów. Człowiek, który śpi, trzyma w krąg siebie nić godzin, porządek lat i światów. Radzi się ich instynktownie budząc się i odczytuje z nich w jednej sekundzie punkt ziemi, w którym się znajduje, czas, który upłynął aż do jego przebudzenia się; ale ich szeregi mogą się zmącić, przelewać. Niech nad ranem, po bezsennej nocy, sen zdejmie go podczas czytania w pozycji nazbyt różnej od tej, w której śpi zazwyczaj, wystarczy podniesionego ramienia, aby zatrzymać i cofnąć słońce; i w pierwszej minucie przebudzenia nie będzie już wiedział, która godzina, będzie myślał, że się dopiero co położył. Niech się zdrzemnie w pozycji jeszcze niewygodniejszej i bardziej niezwykłej, na przykład po obiedzie w fotelu — wówczas przewrót w wyważonych z orbit światach będzie kompletny; czarnoksięski fotel pogna z nim z zawrotną szybkością poprzez czas i przestrzeń i w chwili otwarcia powiek będzie myślał, że zasnął kilka miesięcy wprzód w innej okolicy. […]


[22.03.2026, Toruń]