Kawiarnia

Życie jest fikcją

Ważne

Marian Turski: "Historia Auschwitz nie zaczęła się 14 czerwca 1940 roku przywiezieniem pierwszego polskiego transportu, ona zaczęła się dużo wcześniej", "Jedenaste przykazanie: nie bądź obojętny, bo jeżeli nie, to się nawet nie obejrzycie jak na was, jak na waszych potomków, „jakiś Auschwitz”, nagle spadnie z nieba"

16 października 2021

POEZJA (5) CYPRIAN KAMIL NORWID - "W WERONIE"

 

Dom Julii w Weronie

    Napisano o tym wierszu wiele dobrego, bo też Norwid to poeta nie byle jaki. I w moich młodzieńczych czasach wzruszałem się dramatem Romea i Julii, których rodzice nie potrafili podać sobie rąk w obliczu pełzającego nieszczęścia jakie dopadnie w końcu ich dzieci. Czytałem też "Romantyczność", a był to jeden z utworów Mickiewicza, do którego nawiązałem na pisemnej maturze z języka polskiego, czytałem i zdaje się, że wiem, czy jest "czucie i wiara" , a czym "mędrca szkiełko i oko".         Do tego czucia i szkiełka mędrca nawiązuje Cyprian Kamil Norwid stoją u domniemanych domów skłóconych rodów - Kapuletich i Montekich. W pięknie skrojonych tercynach poeta dokonuje w dwóch pierwszych wersach każdej z tercyn opisu domu, gruzów ogrodu, nareszcie romantycznych cyprysów, aby przejść do refleksji po każdym z opisów. Takoż z "łagodnego oka błękitu" nieba, a mrok zapada, strącona zostaje gwiazda, owe meteoryczne kamienie, które dla mędrców są li tylko kamieniami, na które nikt "nie czeka". Dla tych zaś, którzy pokładają wiarę w uczuciu te spadające szczątki to nie są łzy "znad planety", łzy które słusznie pojawiają się w tym mieście, aby wzruszeniem i poruszeniem uszanować nieszczęśliwą miłość kochających się ludzi.

    A zatem po raz kolejny pojawia się sprzeczność zasadnicza, na którą zwrócili uwagę romantycy, a Norwid przypomniał czytającej go publiczności: czucie czy szkiełko mędrca.

    Ileż to razy stajemy przed takim dylematem, niejednokrotnie oceniając innych. Mówimy o nim / o niej, że powinni kierować się rozumem, rozsądkiem, a oni... zaślepieni, zaślepieni w sobie postępują inaczej. Czy zawsze gorzej?

    Pomimo mojego osobistego szacunku dla wiedzy, nauki i doświadczenia, nie przekreślajmy tych, których postępowanie oparte jest na wierze w siłę uczuć. Być może to oni mają rację, kształtując wrażliwość, do której mędrcy nigdy nie dorosną?

     Piszę nieprawdę? To w takim razie, co należałoby zrobić z przysłowiowymi już "dziećmi z Michałowa"? Czy musimy się godzić na to, aby jakiś szalony rozum przywrócił do życia zasieki z drutów kolczastych i mury berlińskie?

W WERONIE

I

Nad Kapuletich i Montekich domem,

Spłukane deszczem, poruszone gromem,

Łagodne oko błękitu.


II

Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,

Na rozwalone bramy do ogrodów --

I gwiazdę zrzuca ze szczytu;


III

Cyprysy mówią, że to dla Julietty,

Że dla Romea -- ta łza znad planety

Spada... i groby przecieka;


IV

A ludzie mówią, i mówią uczenie,

Że to nie łzy są, ale że kamienie,

I -- że nikt na nie... nie czeka!



[16.10.2021]


14 października 2021

DZIEŃ NAUCZYCIELA

    Także z tego powodu, że przez wiele lat byłem belfrem, moim, jak sądzę, obowiązkiem jest przekazanie nauczycielskiej braci wszystkiego dobrego w Dniu Waszego Święta. 

    Życzę Wam zatem drodzy Nauczyciele, Pedagodzy, Bibliotekarze, Dyrektorzy szkół i ludziom wspomagającym placówki oświatowe  abyście zdołali wyżyć do pierwszego i mieli odwagę pokazać środkowy palec nogi czarnkowi... 

    a tak zupełnie serio życzę sukcesów w Waszej, częstokroć niewdzięcznej i nie docenianej pracy. Życzę Wam też tego, abyście nie zapominali o tym, że nauczyciel nie jest li tylko wykonawcą poleceń, realizatorem podstawy programowej, ale też wychowawcą i (oby) wzorem postępowania dla dzieci i młodzieży. Nie zaniedbujcie zatem roli wychowawcy, jakże potrzebnej zwłaszcza tam, gdzie rodzina wykazuje dysfunkcje w sprawowaniu podstawowych swoich obowiązków. Wiem, że jesteście lub możecie być tymi, którzy jako pierwsi dostrzegą te dysfunkcje i będą potrafili zaradzić problemom, z jakimi stykają się młodzi i najmłodsi ludzie.

    Uczcie swoich uczniów o Konstytucji, prawach i obowiązkach człowieka, prawach i obowiązkach ucznia. Nauczcie swoich podopiecznych wrażliwości na problemy, które towarzyszą wszystkim  wyglądającym inaczej, mówiącym innymi językami, ludziom dyskryminowanym z jakiegokolwiek powodu. Uczcie młode pokolenia otwartości, szczerości i odwagi. Uczcie nie tylko wiedzy o tym, co możecie znaleźć w podręcznikach, lecz również tego, co przydawać się będzie w życiu uczniów bardziej, aniżeli umiejętność napisania kilku zdań o jamochłonach.

    Dzień Nauczyciela to także święto wszystkich Uczących Się, gdyż bez niech, bez względu czy chodzą do klasy pierwszej czy są na ostatnim roku studiów wyższych... bez nich Święto Nauczycieli nie miałoby sensu.

    Poszukałem w Internecie i szybciutko znalazłem takie oto życzenia, które nich będą uzupełnieniem moich własnych.


[14.10.2021]


ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (549 - 551) ZDROWIEJ. PROTESTY. HAŃBA.

 

549.

    Na początek troszkę lepszych wiadomości. Adelka, która od miesiąca cierpi na dolegliwości żołądkowo-jelitowe ma się ciut lepiej, a to "ciut" jest po to, aby nie zapeszyć. Ostatnimi dniami, a może i tygodniami jej dieta ogranicza się do suchej karmy, która nigdy nie była jej przysmakiem, a teraz, dla swojego dobra, musi spożywać niemal wyłącznie. Gdzie te czasy, gdy pasjami pożerała marchewkę, kapustę, jabłka ogórki i śliwki!!! Aby zachęcić małą do jedzenia "chrupek" smaruję jej miseczkę flakiem z pasztetowej (ma intensywny zapach) i w ten sposób piesełka dostaje "smaka" na chrupki i konsumuje je z przyjemnością. Oj, rozbisurmaniła się nam Adelka ostatnimi czasy. Doszło do tego, że chcąc się napić, przywołuje do siebie skomleniem kogoś z ludzi i każe na siebie patrzeć podczas wypijania wody z miseczki. Na dniach poszła jeszcze dalej i wymusza na nas karmienie jej łyżeczką - chodzi oczywiście o picie. Obrazek poniżej przedstawia taką właśnie scenę pojenia suczki przy pomocy stołowej łyżki.



550.

    Niestety w ostatnich dniach człowiek żyje o wiele smutniejszymi wydarzeniami. Najpierw mieliśmy do czynienia z orzeczeniem kucharki, która dała do zrozumienia Unii, że nie jest nam ona potrzebna. Potem, w niedzielę, odbyły się w kraju demonstracje przeciwko karmieniu nas przez kucharkę i jej mocodawców głupotami. W stolicy przeciwko demonstrującym wystąpili faszyści bąkiewicza zagłuszający polityków KO, co jeszcze można zrozumieć, ale też hałasujący w momencie grania hymnu oraz wystąpienia żołnierki Szarych Szeregów - pani Wandy Traczyk-Stawskiej. Nadto nazajutrz, niejaki ipeenowiec, wyszkowski krzysztof, usprawiedliwił faszystowskie ryki damskich bokserów i przyrównał uczestniczkę Powstania Warszawskiego do jakiegoś wybitnie zbrodniczego esesmana, co zapewne ucieszyło pis i te 32% Polaków, którzy wedle sondaży oddaliby dzisiaj głos na partię złodziei.

551.

    Przykre jest też to, co dzieje się na naszej wschodniej granicy z Białorusią, gdzie trwa otwarta wojna z chorymi kobietami, mężczyznami i dziećmi. Po obejrzeniu w środę "Czarno na białym" w TVN24 jestem w szoku. Kiedy lekarka mówi, że w szpitalu musi pomagać chorym i wycieńczonym imigrantom "pod stołem", bo legalna pomoc nie jest mile widziana; kiedy słyszę, że dyspozytor pogotowia odmawia przyjazdu do chorych; kiedy dowiaduję się o odsyłaniu na granicę chorych kobiet z dziećmi, a niejaka pani rzecznik pograniczników michalska kłamie w żywe oczy, nie zająknąwszy się nawet (polecam tę damę reżyserom filmów, których scenariusz mógłby się opierać na wspomnieniach więźniów obozów koncentracyjnych - wymarzona kapo), kiedy to słyszę i na to patrzę, to zastanawiam się w jakim miejscu znajduje się kres człowieczeństwa i cywilizacji, i czy przypadkiem nie należy go szukać na Nowogrodzkiej. Zastanawiam się też nad tym czy i kiedy ci ludzie, którzy dzisiaj potrzebują kasiory na budowę muru na wschodniej granicy (przecież tu chodzi o kasę dla wybranych, tak jak chodziło o kasę dla obajtka, rydzyka, ziobry i jego solidarnej, dla kumpli szumowskiego, etc.). Zastanawiam się zatem, czy ci ludzie zostana kiedykolwiek pociągnięci do odpowiedzialności - to jedno pytanie, a to drugie związane jest z tym murem i walką z imigrantami na wschodniej granicy. Ileż trzeba mieć w sobie obłudy i zakłamania, aby pilnując naszej wschodniej rubieży powoływać się na zdanie Unii, to jest głosić, że te wszystkie działania, które są podejmowane na granicy wynikają z chęci obrony granic Unii Europejskiej. Jakże to bronicie pisowcy czegoś, co tak dumnie wasza posłanka, sędzine i twitterówka nazwał Szmatą? Granic Szmaty bronicie?

    Co do jednej i jednego powinniście stanąć przed sądem, a ci, którzy skierowali was na drogę łamania konstytucji i szerzenia nienawiści, powinni spędzić na galerach resztę swojego nikomu nie potrzebnego żywota. Ale czy tak się stanie? Nie sądzę, a raczej sądzę, że nikomu tych uzurpatorów nie spadnie przysłowiowy głos z głowy. Dlaczego? Bo jeśli, dajmy na to, pojawi się jakiś wniosek o trybunał stanu ze strony PO, to Lewica go nie poprze, boć przecież Tuska popierać nie będzie, a z tych samych względów nie poprze wniosku PSL czy Hołownia. Hołownia i Kosiniak-Kamysz chętnie sami sformułowaliby akty oskarżenia, ale Platforma z Lewica na to nie pójdą, a jeśli z kolei byłby to pomysł Lewicy, to oczywiście dla przeciwwagi żadna inna opcja wniosku nie poprze. A jeśli dodamy do tego HAKI, które ma na każdego przestępca kamiński (uwaga: ułaskawiony nie oznacza - niewinny), to możemy mieć pewność, że złodziejska ekipa prezesa nigdy rozliczoną nie będzie.


[14.10.2021]


10 października 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (547 - 548) EXIT. GRANIE NA POZIOMIE B-KLASY.

 

547.

    Nie ma co ukrywać. Po orzeczeniu kucharki prezesa nasz kraj de facto wyszedł z Unii Europejskiej, albowiem nie można być w Unii i jednocześnie pod względem prawnym w niej nie być, tak jak nie można zjeść całego jabłka i trzymać je w ręce. kaczyński pojechał na całość, po bandzie. Stary to gość, tyleż nienawistny, co zgorzkniały i jest mu obojętne, co będzie z Polską, kiedy odejdzie z tego świata. Ważne dla niego jest to, że udało mu się przekonać do swej paranoicznej wizji całą rzeszę ogłupiałych ludzi, którzy gotowi są oddać za swojego guru życie.

    Taki pełzający Polexit to po części wina samej Unii, która nie dość starannie zaglądała w psychikę starszego pana, który w swoim życiu nie przepracował uczciwie godziny życia, który zawsze mącił, dzielił i nienawidził tych, którzy myśleli inaczej niż on. Być może politycy i urzędnicy nie wzięli pod uwagę tego, że na czele jednego z krajów należących do Wspólnoty stanie ktoś o umyśle człowieka obłąkanego, nie wzięli pod uwagę obecności w polityce kaczyńskiego. Gdyby przewidziano taki rozwój wypadków, w traktatach unijnych powinien pojawić się zapis: "jeśli któreś z państw nie przestrzega prawa stanowionego w Unii, automatycznie przestaje być członkiem tej ponadpaństwowej organizacji". Trzymiesięczny okres domykania spraw związanych z wyjściem z UE i wolna droga. Tak być powinno, moim zdaniem. A wtedy, proszę bardzo, pis z miesiąca na miesiąc musiałby choćby w gospodarce zdobyć nowe rynki zbytu. Musieliby też pisowscy spece od niszczenia gospodarki liczyć się z tym, że gros inwestycji unijnych zniknie z przestrzeni gospodarczej naszego kraju, że miejsca rodzimych transportowców i firm wszystkich innych branż będą stopniowo zastępowane firmami z innych krajów europejskich. Ponieważ pisowska polityka zagraniczna praktycznie nie istnieje, a na całym świecie mamy samych wrogów (czy czytający te słowa zwrócili uwagę na dominujący wśród rządzących pogląd, że tylko pis i jego przystawka solidarna polska ma rację, a wszyscy pozostali, w kraju czy też za granicami, ba, nawet za morzami i oceanami racji nie mają - to zdaje się zasadnicza doktryna projektu politycznego prezesa, swoiste pierwsze pisowskie przykazanie - czuć od nich wódę, a tłumaczą, że wszyscy pili, tylko nie oni), marnie oceniam próby podłączenia się Polski pod inne polityczno-gospodarcze przedsięwzięcie.

    Ale może dopiero, gdyby była możliwość natychmiastowego usunięcia naszego kraju z Unii, może dopiero wtedy zwolennicy dziadka przejrzeliby na oczy, choć koszt takiej operacji dotknąłby nas wszystkich.

548.

    Za moich młodych, dziecięcych, a później młodzieżowych czasów mieliśmy w futbolu:

pierwszą ligę, drugą ligę, kilka grup (4?) trzecich lig, klasę okręgową, klasę A, klasę B i klasę C.

    Mam nadzieję, że się nie pomyliłem.

    Za moich dziecięcych i młodzieżowych czasów przy Cukrowni Dobrzelin istniał klub piłkarski Sparta Dobrzelin. Klub ten najczęściej występował w klasie B, choć czasami awansował do A klasy i nawet nieźle mu szło w tej o poziom wyżej lidze. 

    Po umocowaniu się postsolidarnościowej władzy w kraju klub zlikwidowano, boisko zaorano, obiekt, w którym mieścił się klub, szatnie z pakamerami dla piłkarzy, lecz również pomieszczenie, w którym znajdowała się klubokawiarnia, dalej - biblioteka, pomieszczenia dla zakładowej orkiestry dętej oraz to, w którym przechowywano instrumenty... wszystko to sprzedano, bo niby po co w wolnej Polsce zespół sportowy na prawach drużyny amatorskiej, po co boisko, na którym nie tylko ćwiczyli i grali piłkarze Sparty - seniorzy, juniorzy i młodzicy, ale również dzieciaki z pobliskiej szkoły podstawowej, gdzie organizowano taneczne i inne imprezy. Po co komu w wolnej Polsce biblioteka, a już w tej klubokawiarni to chyba tylko Sodoma i Gomora gościły, bo można było w niej zjeść ciasteczka, napić się kawy, herbaty, oranżady i klarowanego, niegazowanego owocowego napoju, ba, i można sobie było w tym klubie pograć w szachy, karty i warcaby, a dzieciaki zajmowały się grą w chińczyka i innymi planszowymi gierkami... no powiedzcie sami - po co to wszystko w wolnej, niekomunistycznej Polsce. Albo po jasną cholerą trzymać orkiestrę dętą? Żeby na pochodach pierwszomajowych albo podczas pogrzebów pracowników cukrowni grała? Co za bezeceństwo taka orkiestra dęta. A w jednym pomieszczeniu to nawet odbywały się lekcje gry na pianinie i gitarze. Widział to kto kiedy? A już kompletnym nieporozumieniem było utrzymywanie przez peerelowską cukrownię biblioteki, całkiem zresztą sporej. Trzeba mieć chyba niedobrze w głowie, aby sprowadzać do takiej biblioteki książki i kazać ludziom je wypożyczać. A zatem cały ten ośrodek kulturalno-sportowy upadł, podobnie zresztą jak domki wypoczynkowe nad jeziorem. Po co one komu? Wypoczynek dla pracowników cukrowni, ich rodzin i dzieci się nie należy. Niech sobie jadą na Karaiby!

    Zastanawia się może kto, do czego zmierzam i co mnie zainspirowało do napisania tego tekstu.

    Otóż ogłaszam powrót do przeszłości. Ogłaszam powrót do przeszłości po obejrzeniu meczu Polska - San Marino. Nasi dzielni reprezentacyjni piłkarze grali na poziomie zespołu Sparta Dobrzelin walczącego za czasów mojego dzieciństwa i młodości w rozgrywkowej klasie B. Koniecznie muszę w tym miejscu dodać to, że moja Sparta nie przegrałaby tak wysoko z reprezentacją fachury Sousy, jak San Marino, o ile w ogóle by przegrała, choć przecież w tej mojej Sparcie starsi ode mnie faceci robili od szóstej do czternastej, a może i (bo to październik) byli po nocnej zmianie i wbiegliby na boisko na Narodowym ciuteńko przemęczeni.

    Ale czasy!!!


[10.10.2021]

09 października 2021

SZTUKA - FÉLIX EDOUARD VALLOTTON - PEJZAŻYSTA - NABISTA

 

    Félix Edouard Vallotton (1865 – 1925) to szwajcarski malarz malujący głównie we Francji, która stała sie jego drugą ojczyzną. Malował głównie pejzaże, akty, portrety, rzadziej martwe natury - obrazy stonowane w emocji, realistyczne, chociaż po przystąpieniu do grupy nabistów oznaczające się specyficznym kolorem, tj. z płaskimi obszarami koloru, twardymi krawędziami i uproszczeniem szczegółów. Jego dzieła chyba najbardziej przypominają dostojne płótna Paula Sérusiera, także Edouard Vuillarda, trochę mniej Pierre'a Bonnarda. Ta różnica polega głównie na tym, że Vallotton rezygnuje w swych pracach ze szczegółów, przez co jego obrazy są jakby przefiltrowane poprzez odrzucenie przez malarza zbędnych elementów, głównie pejzażu, urzekają natomiast barwami okolonymi dającymi się zauważyć krawędziami.

    Félix Edouard Vallotton wykonywał również drzeworyty, które przyniosły mu międzynarodowe uznanie. Charakteryzują się one szeroką masą czerni i bieli z minimalnymi szczegółami, obejmują sceny uliczne, kąpiące się, portrety i serię dziesięciu wnętrz zatytułowanych Intimités (Intymności), które przedstawiają spotkania między mężczyznami i kobietami.

    Po roku 1892, kiedy to należał do grupy nabistów obrazy Vallottona odzwierciedlały styl jego drzeworytów. Oprócz krajobrazów, małomiasteczkowych i wiejskich pejzaży, malował często akty i sceny rodzajowe.

    Za życia Vallotton, co nie jest bardzo typowe dla ludzi parających się sztuką malarską, miał powodzenie. Wynajmowano go do dekorowania wnętrz oraz chętnie widziano go jako ilustratora w czasopismach.

    W kawiarence jego obrazy pojawiają się nie po raz pierwszy, co jest dowodem na to, że kawiarennik wielką estymą darzy płótna Vallottona.



"Stara uliczka w Cagnes"


"Zamek Galliard i plac des Andelys"


"Ścieżka z dziewczynką niosącą koszyk"


"Rzeka Dordogne w Carrenac"


"Krajobraz plenerowy"


[09.10.2021]

07 października 2021

PODRÓŻE NIE TYLKO DOOKOŁA ŚWIATA - SAINT-ÉMILION

 



    Saint-Émilion jest małym miasteczkiem w Nowej Akwitanii leżącym mniej więcej na północny-wschód od Bordeaux. Wikipedia podaje, że Saint-Émilion nazwę swą zawdzięcza mnichowi Emilianowi, który w VIII wieku przywędrował tutaj z Bretanii. Dzisiaj to miasteczko, będące dziedzictwem UNESCO sławne jest ze swojej średniowiecznej architektury, ale też z rozciągających się wokół tego miejsca winnic.

Przykładowa winnica


Zauważyłem, że w wielu francuskich winnicach starannie uprawianej winorośli towarzyszą kępy róż, najczęściej czerwonych, a wokół Bordeaux - w kolorze bordo.

...mniam, mniam...

    Miałem przyjemność odwiedzić to miasteczko korzystając z sobotnio-niedzielnego wypoczynku, jaki trafił mi się po zawiezieniu towaru do Bordeaux. Ten rejon Francji sławny jest z rozległych winnic i świetnego, acz drogiego zwykle wina. Pośród licznych wiosek i miasteczek rozlokowanych wokół Bordeaux Saint-Émilion zajmuje poczesne miejsce, odwiedzane przez turystów, nie przesadzę, gdy powiem - z całego świata. 

Ogródek restauracyjny widziany z góry

W uroczej średniowiecznej architekturze starego miasta słyszałem język angielski, niemiecki i hiszpański, a rysy wielu twarzy świadczyły o ich azjatyckim: chińskim, japońskim lub koreańskim pochodzeniu.


Tak wygląda wiele starych francuskich miasteczek położonych poniżej szerokości geograficznej, na której leży Paryż. Widziane z lotu ptaka dachy typowe są dla krajobrazu południowej i południowo-zachodniej Francji, tu: Akwitanii.

Spacerują po miasteczku, szczególnie upodobałem sobie czarownie wąskie uliczki. Oto kilka obrazków:








Nad miastem góruje kościół monolityczny (większość bryły kościoła wraz z fundamentem to jedna skała). W tym miejscu warto przypomnieć, że we Francji tworzywem dla znakomitej większości obiektów sakralnych jest kamień.



A oto ciekawostka - nowoczesne rzeźby umiejscowione we wnętrzu powierzchni pomiędzy murami obronnymi miasta.


I na zakończenie tej krótkiej, niestety, podróży do przeszłości ogólny, z lotu ptaka widok Saint-Émilion. To profesjonalne zdjęcie pochodzi ze strony wikipedii.



[07.10.2021, Toruń]


KULTURALNE PRZYGODY (1) STANISŁAW WITKIEWICZ. "GRUBY"

 

 Stanisław Witkiewicz - "Morskie Oko"

1.

    Najpierw nocna podróż do Zakopanego śladami Stanisława Witkiewicza, ojca Witkacego, znawcy Tatr, miasta pod Giewontem, teoretyka architektury oraz twórcę i popularyzatora tzw. stylu zakopiańskiego. Okazuje się, że również pisarza, który malował także słowem tatrzański pejzaż, tudzież przybliżał czytelnikom niuanse zakopiańskich zwyczajów.

    Poniżej fragment niewielki jego pracy "Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr", wydanej w 1891 roku nakładem znanego warszawskiego wydawnictwa Gebethnera i Wolfa. [pisownia wiernie odtworzona]

    "W wąwozach takich kryją się marzycielskie natury i ludzie stroniący od ludzi. Jest tam dla wszystkich miejsce. W głębi doliny Strążyńskiej, jak ołtarz, świeci w słońcu stroma turnia Giewontu, widna „piknie, od spodku do wirchu, jak do przezieradła!“ Tam, pod krętemi, białemi konarami buku, potykając się na kamieniach, rozwydrzeni panowie tańczą nieraz kadryla lub mazura.

    Ten Giewont tak popularny, na którego imię klną się wszyscy neofici taternictwa, którego szczerba i nos garbaty ozdabia rozmaite „Pamiątki z Zakopanego“, Giewont ten przedstawia się pod tysiącznemi postaciami: od szerokiej ściany do śpiczastej jak wieża gotycka, iglicy. Raz imponuje swoją szczytnością i powagą, to znowu zdaje się lichą turniczką, — wszystko tu, jak wszędzie zresztą, zależy od punktu widzenia.

    Stojąc na jednym z gzemsów Nosala, na którym tak często świecą się czerwone spódnice i białe serdaki, można już doznawać wrażeń nadprzepaścistych. Prosto z pod nóg urywa się przepaść ponad doliną Bystrej. Środkiem jej idzie szosa wysadzana drzewami; po bokach rozbiegają się w białych pianach potoki, bieleją ściany kuźnic i starego dworu, nad niemi wznosi się czarna od lasu Krokiew, a wyżej, wsparta w upłaziste boki, ścięta piramida Giewontu, ciemnieje poważnie na tle przesuwających się spodem białych obłoków. Prawdziwie dziwacznym jest Giewont, kiedy się ku niemu idzie od Kalatówek, i kiedy nagle z za stromych bliższych turni wyziera jego łeb czarny, owinięty turbanem chmury, — kręci się ona wirowo z podmuchem południowego wiatru i nie może się od skały oderwać."

2.

    Inna część nocy przeznaczona jest na oglądanie dawno niewidzianego serialu "Gruby" Wojciecha Fiwka nakręconego w 1973 roku na podstawie scenariusza Aleksandra Minkowskiego. Czemu wspominam o tym serialu w kawiarence? Jasne że z sentymentu do samego filmu i książki Minkowskiego, ale też w związku z zainteresowaniem "Ziemiami Odzyskanymi" po zakończeniu II wojny światowej i w myśl hasła: "prawda czasu, prawda ekranu". Dodałbym jeszcze i to, że obecnie nie kręci się filmów dla młodzieży, bo się nie opłaca "zawracać głowy dzieciom i młodzianom duperelami" .

    Film kręcono w Mieroszowie w powiecie wałbrzyskim i w Mokrzeszowie w powiecie świdnickim.


kadr z filmu

[07.10.2021, Toruń]


06 października 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (545 - 546) KONKURS SZOPENOWSKI. MŁODZI A JĘZYK NIENAWIŚCI.

 


Ten plakat XI Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego
 autorstwa Tomasza Szuleckiego wydał mi się najciekawszy.

545.

    Na fejsbuku jestem od roku 2010, a praktycznie moja tam obecność datuje się od chwili, gdy znalazłem się na forum tego społecznościowego portalu, gdzie komentowano XVI Międzynarodowy Konkurs Szopenowski, który, nota bene, zakończył się wygraną rosyjskiej pianistki Julianna Awdiejewej. 

    Obecnie trwa osiemnasty konkurs, rozgrywany w nietypowym roku - w 2020 nie doszedł do skutku z powodu pandemii. W tym roku nie śledzę, przynajmniej do tej pory, nazbyt uważnie przebiegu konkursu, ale niewykluczone, że już od drugiego etapu zacznę słuchać systematyczniej. Z uwagi na fakt, iż bojkotuję wszystkie pisowskie stacje telewizyjne, mój dostęp do konkursu ograniczam do oglądania i odsłuchiwania konkursu udostępnianego przez Instytut Szopenowski na kanale You Tube. Przy okazji uważam, że tego typu dostęp do imprez i spektakli kulturalnych jest dogodniejszy, gdyż nie trzeba "być obecnym" "na żywo", a można odtwarzać ulubione wykonania o dowolnej porze dnia czy nocy.

546.

    Wielu myślących ludzi intryguje problem hejtu i języka nienawiści, jaki niemal na każdym kroku można dostrzec w Internecie. A dzieje się tak pomimo tego, że właściwie nikt w Internecie nie jest anonimowy, jeżeli tylko temu, kto zechciałby sprawdzić z jakiego adresu internetowego IP pochodzi dany hejt, który niemal zawsze łączy się z publikowaniem języka nienawiści. Problem tkwi raczej w tym, że hejtu jest dużo, a ochoty na podejmowanie działań przeciwko mowie nienawiści stanowczo zbyt mało.

    Jako byłego belfra interesuje mnie szczególnie to, jakie są główne źródła, skąd czerpią nienawiść ludzie młodzi. Interesujące jest to, że jeśli z takim młodym porozmawia się w sposób normalny, "na żywo" na tematy, który nie są młodzieży obce, nie dostrzegam w tym, co mówią ludzie młodzi jakiejś specjalnej zaciekłości, nawet jeśli omawiany problem nie jest po myśli młodzieżowców. Oczywiście wypowiadam się na ten temat na podstawie własnych i tylko własnych doświadczeń, więc nie należy tych spostrzeżeń uogólniać. Jeżeli jednak w Internecie podejmuje się ten sam temat, mowa młodzieży jest zgoła inna, bardziej agresywna, a czasami bez dania racji, pełna nienawiści.

    Zauważyłem, że główną inspiracją tego języka nienawiści jest polityka, czy też konkretniej - konkretni politycy, którym pozbawieni doświadczenia życiowego młodzi ludzie ulegają i, niejednokrotnie, formułują wręcz słowo w słowo myśli ich guru. Jako że zajmowałem się tym problemem przynajmniej od roku spróbowałem "podejść" młode osoby należące do tzw. młodzieżówek partii politycznych. Okazuje się, że moje wrażenia są niemal identyczne bez względu na to jaką partię ci młodzi ludzie popierają. Oczywiście nie stawiam w każdym miejscu znaku równości. Młodzi pisowcy i konfederaci "przejadą się po tobie jak po rudej kobyle" niemal natychmiast. Stopień zacietrzewienia tych młodych ludzi jest straszny, a obronę swoich starszych kolegów partyjnych można porównać do obrony ojczyzny - takie połączenie Termopili, Westerplatte i Częstochowy. Mniej skłonni operować językiem nienawiści są młode pokolenia PSU-u i Platformy, chociaż i w tym przypadku słychać, że ci młodzi ludzie komunikują się głównie językiem partyjnym. No i na koniec młodzieżówka lewicy - zaznaczam, że nie wybierałem skrajnych frakcji. Wydawałoby się, że młodzieżowe środowisko lewicy, reprezentujące poglądy starszych i dużo starszych kolegów lewicy - ugrupowania politycznego najbardziej otwartego na świat, a zatem chłonącego demokratyczne poglądy innych, w tym środowisku nie spotkam się z mową nienawiści. Tymczasem jest odwrotnie. Młodzi lewicy potrafią ci zbesztać nie gorzej niż ich rówieśnicy z pisu czy konfederacji i tak jak oni są nieprzekonywalni.

    Źle to wróży naszej / mojej przyszłości. Myślę, że my - Polacy znaleźliśmy się w najgorszej sytuacji od względem utrzymywania więzi społecznej od czasu zakończenia II wojny światowej. Nawet podczas konfliktu w czasach pierwszej Solidarności nie było takiej nienawiści między ludźmi, gdyż cała masa "partyjnych" popierała podówczas ruch solidarnościowy.


[06.10.2021, Toruń]


05 października 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (541 - 544) CIEPŁO. ADELKA ZDROWIEJE. WIECZORAMI I NOCAMI. WALKA Z PROPAGANDĄ.

 

Barbara Bednarska - "Złota Polska Jesień"

541.

    Znów powiało jesiennym ciepłem. Odkąd pamiętam, przynajmniej od 35 lat, zawsze w okolicach 5 października było ciepło. Było być może parę lat, kiedy to pogoda nie dopisała, ale w ponad 90% przypadków piąty pażdziernik oznaczał piękną pogodę. Oby potrwała jak najdłużej.

542.

    Adelka po drugiej wizycie u weterynarza. Problemy żołądkowo-jelitowe nie skończyły się jeszcze - czeka ją kilkanaście zastrzyków, ale, jak się zdaje, wraca do zdrowia. Schudła ponad kilogram, co dla pieska o wadze do 4,5 kilo jest sporym ubytkiem wagi. Lekarz zalecił jej częstsze, lecz mniejsze porcje, a tymczasem nasza piesełka chciałaby szybciutko odbić sobie utratę wagi; jest cały czas głodna, śpiewając nosem i pyszczkiem smutne piosenki, a do tego niczym tresowany, cyrkowy pudelek wspina się na dwie tylne łapki, starając się dojrzeć, czy na szafie lub stole nie ma czegoś do jedzenia.

    Na chorobie Adelki traci Masza, której akurat przydałoby się schudnąć, no i ma ku temu okazję, bo obie suczki karmione są tymi samymi pokarmami w identycznej ilości. Jeszcze parę dni temu, kiedy stan zdrowia Adelki był bardzo zły, też żądała więcej jedzenia, a nie wolno było jej dawać w uprzednich, przedchorobowych ilościach. I tu powstawał problem, bo przecież mieliśmy świadomość, że suczka je zbyt mało, ale tylko dlatego, aby nie pogarszać jej dolegliwości... ale przetłumacz to psince.

543.

    Od pewnego czasu jestem zajęty, ale lepiej nie napiszę czym. Wieczorami i nocami czytam (cały czas Marqueza, powoli, bo czasu, a czasami i sił nie starcza), z nogą nie jest gorzej, choć prochy przeciwbólowe muszę brać, ale nie narzekam; tylko jak popatrzę sobie na mecz siatkówki, to jakaś taka żałość mnie ogarnia, bo bym sobie amatorsko zagrał, ba, ale podczas gry w siatkówkę trzeba nie tylko odbijać piłkę, ale i dobiegać do niej, upadać... a tu masz.

    W nocy oglądam też sobie filmy, różne filmy; słucham także słuchowisk i patrzę na spektakle teatralne. Zdaje się, że kolejna moja notatka może dotyczyć "Dwóch teatrów" Szaniawskiego - właśnie jestem w trakcie oglądania tego spektaklu w reżyserii Gustawa Holoubka.

    Aby się trochę rozerwać oglądam też odcinek po odcinku "Trzydzieści przypadków majora Zemana" - czechosłowacki serial, którego bohaterem jest wspomniany milicjant.

544.

    W dalszym ciągu szukam dzieci z Michałowa. Toczę (myślę, że z wieloma innymi) nierówną walkę z propagandą, ze znieczulicą, z faszystowskimi kłamliwymi umysłami. Oto, co przez sześć lat panowania zrobił z ludzkimi umysłami pis. Ile trzeba mieć w sobie nienawiści, aby potrafić znaleźć wrogów w dzieciach i tłumaczyć, jak, nomen omen, pisowski rzecznik praw dziecka, że te dzieci z Michałowa chciały szukać pomocy w Niemczech i dlatego odesłano je na granicę z Białorusią, gdzie są bezpieczne. Zastanawiam się, kiedy nasi pogranicznicy zaczną do tych i innych dzieci strzelać, a może już...


[05.10.2021, Toruń]


04 października 2021

HISTORIE Z TEOFILEM - FRAGMENT ZNACZNIE WIĘKSZEJ CAŁOŚCI

 

Gdzieś na Ziemiach Zachodnich - zdjęcie Artura Falkowskiego


HISTORIE Z TEOFILEM - początkowy fragment

    Jest rok 2010, rocznik czterdziesty się kłania, wojenny. Przeżyło się tyle lat, siedemdziesiątka na karku, więc wspomnień pod dostatkiem, gdziem ja nie był, czegom nie widział... . Natalia myśli sobie, że śpię, a ja już na polu, siadłem sobie na tej ławeczce zrobionej z kłód brzozowych, przeciętych wzdłuż tułowia pnia i podziwiam połyskującą w pierwszych rozbłyskach porannego słońca nieruchomą taflę jeziora - szósta z minutami, a może nawet przed szóstą. Syn postarał się, oj postarał, o tę działkę nad samym jeziorem - uroczo położona, a po tamtej stronie las - świerkowo - sosnowy, a na wzgórzu brzozowo - bukowy.

    Janek zdecydował, że mi wyprawi prawdziwe siedemdziesiąte urodziny. Zaprosił mnie i Natalię do siebie, bo "tak mało u ciebie w tym Krakowie miejsca", tak powiedział, a czy to był przytyk do tego, że za mało starałem się o to swoje mieszkanie - dwa pokoje z kuchnią to żaden rarytas, gdy moi rówieśnicy postawili sobie na przedmieściu pałace, czy to był przytyk, nie wiem, ale chyba nie miał nic złego na myśli, bo wie, że to moje mieszkanie na Bronowicach szanuję bardzo. Okna na Kopiec wychodzą, syn o tym wie i córka. Ileż to razy spoglądaliśmy na to usypane przez krajan wzgórze, a potem , przynajmniej dwa razy do roku wyprawialiśmy się na ten Kopiec, idąc meandrami ulic przedmieścia. Wiedzą, że lubię ze swego balkoniku patrzeć na we mgle skąpany, najsławniejszy z krakowskich Kopiec, bo racławickiemu bohaterowi poświęcony. Ale miejsca w tym moim mieszkaniu na Zapolskiej, aby zaprosić wszystkich znajomych na tę moją siedemdziesiątkę nie wystarczy, i Janek słusznie pomyślał.

    Nie wytrzymał i zaprosił mnie do siebie na cały tydzień, a zwieńczeniem tego tygodnia nad jeziorem mają być te moje urodziny, może już ostatnie okrągłe urodziny.

    Mówiłem mu bez udawanej przestrogi: - Jasiu, a jeśli kto z moich starych druhów zechce odwiedzić mnie, a tu taki szmat drogi z Krakowa? Ty sobie wyobrażasz, jak te chłopy i baby tutaj dojadą, gdyby się jednak zdecydowali?

    On mi na to:

- Tosiu, mój staruszku kochany, ja już nie jestem na dorobku, ja już się d o r o b i ł e m, ciężką pracą, cały czas mając na uwadze twoje wychowanie. Będzie trzeba - autobus wynajmę i zwieść każę, jakem synem Teofila Ostrowskiego.

    I wynajął, mój Boże, wynajął. Najpierw obdzwonił moich znajomych, tych co przy życiu jeszcze i tych młodszych. Niektórzy zdecydowali się przyjechać na moją uroczystą siedemdziesiątkę i teraz czekać tylko wypada i zamartwiać się od nowa:

- Jasiek, a gdzież się oni wszyscy podzieją. Twój dom obszerny wprawdzie, ale nie pomieści chętnych.

- Tosiu, mój staruszku kochany, nie pozwalam ci się o to martwić. Zaufaj i wypoczywaj. Lipiec za pasem.

    Siedzę tedy nad tym jeziorem, wpatrzony weń jak w obraz na ścianie pokoju mojej dziewiętnastowiecznej babki zawieszony; widzę kursujące po leciutko wyżłobionej toni kurki wodne, gdzie indziej, ponad kępami przybrzeżnej trzciny - kaczki, zliczyłem do dziewięciu - jakaś rodzina, a jeśli tak, to młode odkarmione, niewiele od płynącej na czele matki mniejsze.

    Nie ustępowałem:

- Jasiek, ty mi natychmiast powiedz, gdzie pomieścisz te moje starocie, które sprowadzisz na tę uroczystość, boć ich sędziwe ciała wymagają odrobiny luksusu, gdy sen zasypie im oczy. Starość, chłopcze, ma swoje prawa; inne one od twoich, czterdziestolatka z plusem.

- Tosiu kochany, moi sąsiedzi obiecali pomóc - już pokoje gotowe, a tylko sobie nie myśl, że przez to zobowiązania będę miał względem nich - my tak tutaj w zgodzie żyjemy, pomagając sobie od czasu do czasu, z czystej życzliwości mnie poratowali.

    Pomyślałem sobie, że mam syna dobrego, majętnego przy okazji, ale tam... dorobił się uczciwie, to wiem, a majętność, znaczy się bogactwo ku bogactwu lgnie, więc nie dziwota, że po tej stronie jeziora, w tych rzadkich lasach, gdy tylko działki pod zabudowę mieszkalną powstały i w plan zagospodarowania przestrzennego je ujęto, nie dziwota, że jeden bogacz koło drugiego się pobudował i teraz całemu światu się chwali swoją posiadłością. Tak jak bieda trzyma się z biedą, tak bogactwo do bogactwa przystaje. Nie, oczywiście, że nie mam pretensji do syna, że powiodło mu się w życiu bardziej niż córce, że najpierw dzięki swym wnioskom racjonalizatorskim, potem wynalazkom i wreszcie umiejętności sprzedania tego, co wymyśliła jego głowa, dzięki temu wszystkiemu, nawet w najgorszych czasach ekonomii utrzymywał swoją profesję, za czym dom swój i rodzinę na więcej niż przyzwoitym poziomie. Nie mam o to pretensji, chociaż we mnie się nie wrodził, we mnie, który o swoje dbać tak jak on, nie potrafił, zaprzedawszy swą duszę idei.

    Inne to czasy są obecnie, myślę sobie, każdy ku sobie kawałek kołdry ciągnie i mało dba o to, że ten bliżej uchylonego okna marznie. Minęły te młode moje lata powojenne, kiedym socjalistyczną ideą urzeczony pragnął powszechnego dobra dla wszystkich, równego dostępu do środków, jednakich możliwości stawania się człowiekiem nowych czasów. Ledwiem maturę zdał, zagnało mnie na Ziemie Zachodnie do pracy w młodzieżowym, wspierającym partię postępu związku. Zszedł mi rok na fizycznej robocie przy urządzaniu zachodniopomorskich wiosek i miast. Wkraczałem akurat w drugą połowę lat pięćdziesiątych, już był po przełomie, ale mój optymizm, moja wiara w lepszy świat nie zależała od społeczno-politycznych perturbacji. Sam z siebie wiedziałem, że samo się nie zrobi, ak jak sama stolica się nie odbuduje; wiedziałem też, że oprócz Warszawy są miejsca, w których ludzie żyć będą i tym należy też pomagać, odzyskiwać dla nich infrastrukturę, wznosić szkoły, przedszkola, ośrodki zdrowia i domy kultury, i kiedy dzisiaj, anno domini 2010 słucham tych wystąpień nienawistnych o nas, budowniczych nowego porządku, serce się kraje...

- A co ciebie tutaj sprowadziło tak bez śniadania?

U mego boku zasiadła Natalia.

(...)


[04.10.2021, Toruń]


03 października 2021

SZTUKA - JAN HAVICKSZOON STEEN I JEGO MALARSTWO RODZAJOWE.

 

    Jan Steen, XVII-wieczny malarz holenderski, urodzony piwowarskiej rodzinie w 1626 roku w Lejdzie (zmarł w 1679 - tamże) za przedmiot swych malarskich prac obierał portrety, tematy historyczne i biblijne, malarstwo rodzajowe i pejzaż. W roku 1648 Steen zarejestrowany został jako malarz w Gildii św. Łukasza w Lejdzie. Studiował u malarzy, Nicolaesa Knüpfera w Utrechcie i Adriaena van Ostade w Haarlemie oraz był praktykantem malarza Jana van Goyena w Hadze.

    Steen znajduje się w kawiarence zwłaszcza ze względu na uprawiane przez siebie malarstwo rodzajowe, tak typowe dla wielu niderlandzkich malarzy XVII wieku. Dzięki nim możemy poznać sposób życia i obyczaje holenderskich mieszczan i wieśniaków prezentowane w specyficznych sytuacjach takich jak wesela, wszelkiego rodzaju inne celebracje, ale też w bardziej kameralnych pracach Steen ukazuje sceny z wizytą lekarzy czy też obrazki z życia nauczycieli uczących dzieci.

    Niektórzy badacze twórczości Jana Steena spekulują, że jego świąteczne sceny z piciem i zabawą opierają się na jego życiu jako karczmarza, gdyż oprócz malowania zajmował się on prowadzeniem gospody i zakładu piwowarskiego.
    Kiedy w 1660 Steen i jego rodzina przenieśli się do Haarlem, malarza zaczął pracę z większymi formatami i stworzył niektóre ze swoich najbardziej rozpoznawalnych obrazów, takich jak " Dancing couple" - "Tańcząca para" czy "Celebrating the Birth" - "Święto urodzin".

    W 1669, po śmierci żony Steen przeniósł się do Lejdy, ożenił się ponownie, tym razem z Marią van Egmond, z którą wkrótce miał syna. Pod koniec lat 60. i 70. W końcowym okresie swojego życia Steen malował głownie obrazy o tematyce biblijnej. Zmarł w wieku 53 lat.

    Poniżej kilka prac Jana Steena.

"Dancing couple"


"Celebrating in birth"


"In the tavern"


"Peasants before inn"


"Prayer before meal"


"Merry family"



"School teacher"


"A village wedding"


[03.10.2021, Toruń]