Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

26 sierpnia 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (10)

 

R.4. POWRÓT

[…]

— Cóż u was słychać? — powiedz mi.

— Akurat tyle, co pisałem ci w raportach. Interesa dobrze idą, towarów przybyło, a jeszcze więcej zamówień. Trzeba jednego subiekta.

— Weźmiemy dwu, sklep rozszerzymy, będzie wspaniały.

— Bagatela!

Wokulski spojrzał na niego z boku i uśmiechnął się widząc, że stary odzyskuje dobry humor.

— Ale co w mieście słychać? W sklepie, dopóki ty w nim jesteś, musi być dobrze.

— W mieście…

— Z dawnych kundmanów¹⁰⁵ nie ubył kto? — przerwał mu Wokulski, coraz szybciej chodząc po pokoju.

— Nikt! Przybyli nowi.

— A… a…

Wokulski stanął jakby wahając się. Nalał znowu szklankę wina i wypił duszkiem.

— A Łęcki kupuje u nas?…

— Częściej bierze na rachunek.

— Więc bierze… — Tu Wokulski odetchnął. — Jakże on stoi?

— Zdaje się, że to skończony bankrut i bodajże w tym roku zlicytują mu nareszcie kamienicę.

Wokulski pochylił się nad kanapą i zaczął bawić się z Irem.

— Proszę cię… A panna Łęcka nie wyszła za mąż?

— Nie.

— A nie wychodzi?…

— Bardzo wątpię. Kto dziś ożeni się z panną mającą wielkie wymagania, a żadnego posagu? Zestarzeje się, choć ładna. Naturalnie…

Wokulski wyprostował się i przeciągnął. Jego surowa twarz nabrała dziwnie rzewnego wyrazu.

— Mój kochany stary! — mówił biorąc Ignacego za rękę — mój poczciwy stary przyjacielu! Ty nawet nie domyślasz się, jakim ja szczęśliwy, że cię widzę, i jeszcze w tym pokoju. Pamiętasz, ilem ja tu spędził wieczorów i nocy… jak mnie karmiłeś… jak oddawałeś mi co lepsze odzienie… Pamiętasz?…

Rzecki uważnie spojrzał na niego i pomyślał, że wino musi być dobre, skoro aż tak rozwiązało usta Wokulskiemu.

Wokulski usiadł na kanapie i oparłszy głowę o ścianę mówił jakby do siebie:

— Nie masz pojęcia, co ja wycierpiałem, oddalony od wszystkich, niepewny, czy już kogo zobaczę, tak strasznie samotny. Bo widzisz, najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym, kiedy z kraju nie wyniósł ani cieplejszego spojrzenia, ani serdecznego słówka, ani nawet iskry nadziei…

Pan Ignacy poruszył się na krześle z zamiarem protestu.

— Pozwól sobie przypomnieć — odezwał się — że z początku pisywałem listy bardzo życzliwe, owszem, może nawet za sentymentalne. Zraziły mnie dopiero twoje krótkie odpowiedzi.

— Alboż ja do ciebie mam żal?…

— Tym mniej możesz go mieć do innych pracowników, którzy nie znają cię tak jak ja.

Wokulski ocknął się.

— Ależ ja do żadnego z nich nie mam pretensji. Może — odrobinę — do ciebie, żeś tak mało pisał o… mieście… W dodatku bardzo często ginął „Kurier”¹⁰⁶ na poczcie, robiły się luki w wiadomościach, a wtedy męczyły mnie najgorsze przeczucia.

— Z jakiej racji? Wszakże u nas nie było wojny — odparł ze zdziwieniem pan Ignacy.

— Ach tak!… Nawet dobrze bawiliście się. Pamiętam, w grudniu mieliście świetne żywe obrazy¹⁰⁷. Kto to w nich występował?… [...]

----------------------------------------------------------------------

¹⁰⁵kundman (z niem.) — stały odbiorca.

¹⁰⁶„Kurier” — „Kurier Warszawski”, popularna gazeta konserwatywnych sfer mieszczańskich i arystokratycznych w Warszawie (wychodziła od r. 1821).

¹⁰⁷żywe obrazy — rozrywka towarzyska polegająca na tym, że grupa osób, przebranych w odpowiednie kostiumy, przedstawiała jakąś scenę historyczną albo alegoryczną.

--------------------------------------------------------------------

— No, ja na takie głupstwa nie chodzę.

— To prawda. A ja tego dnia dałbym — bodaj — dziesięć tysięcy rubli, ażeby je zobaczyć. Głupstwo jeszcze większe!… Czy nie tak?…

— Zapewne — chociaż dużo tu tłomaczy samotność, nudy…

— A może tęsknota — przerwał Wokulski. — Zjadała mi ona każdą chwilę wolną od pracy, każdą godzinę odpoczynku. Nalej mi wina, Ignacy.

Wypił, zaczął znowu chodzić po pokoju i mówić przyciszonym głosem:

— Pierwszy raz spadło to na mnie w czasie przeprawy przez Dunaj trwającej od wieczora do nocy. Płynąłem sam i Cygan przewoźnik. Nie mogąc rozmawiać przypatrywałem się okolicy. Były w tym miejscu piaszczyste brzegi, jak u nas. I drzewa podobne do naszych wierzb, wzgórza porośnięte leszczyną i kępy lasów sosnowych. Przez chwilę zdawało mi się, że jestem w kraju, i że nim noc zapadnie, znowu was zobaczę. Noc zapadła, ale jednocześnie zniknęły mi z oczu brzegi. Byłem sam na ogromnej smudze wody, w której odbijały się nikłe gwiazdy.

Wówczas przyszło mi na myśl, że tak daleko jestem od domu, że dziś ostatnim między mną i wami łącznikiem są tylko te gwiazdy, że w tej chwili u was może nikt nie patrzy na nie, nikt o mnie nie pamięta, nikt!… Uczułem jakby wewnętrzne rozdarcie i wtedy dopiero przekonałem się, jak głęboką mam ranę w duszy.

— Prawda, że nigdy nie interesowały mnie gwiazdy — szepnął pan Ignacy.

— Od tego dnia uległem dziwnej chorobie — mówił Wokulski. — Dopóki rozpisywałem listy, robiłem rachunki, odbierałem towary, rozsyłałem moich ajentów, dopókim bodaj dźwigał i wyładowywał zepsute wozy albo czuwał nad skradającym się grabieżcą, miałem względny spokój. Ale gdym oderwał się od interesów, a nawet gdym na chwilę złożył pióro, czułem ból, jakby mi — czy ty rozumiesz, Ignacy? — jakby mi ziarno piasku wpadło do serca. Bywało, chodzę, jem, rozmawiam, myślę przytomnie, rozpatruję się w pięknej okolicy, nawet śmieję się i jestem wesół, a mimo to czuję jakieś tępe ukłucie, jakiś drobny niepokój, jakąś nieskończenie małą obawę. Ten stan chroniczny, męczący nad wszelki wyraz, lada okoliczność rozdmuchiwała w burzę. Drzewo znajomej formy, jakiś obdarty pagórek, kolor obłoku, przelot ptaka,

nawet powiew wiatru bez żadnego zresztą powodu budził we mnie tak szaloną rozpacz, że

uciekałem od ludzi. Szukałem ustroni tak pustej, gdzie bym mógł upaść na ziemię i nie podsłuchany przez nikogo, wyć z bólu jak pies. Czasami w tej ucieczce przed samym sobą doganiała mnie noc. Wtedy spoza krzaków, zwalonych pni i rozpadlin wychodziły naprzeciw mnie jakieś szare cienie i smutnie kiwały głowami o wyblakłych oczach. A wszystkie szelesty liści, daleki turkot wozów, szmery wód zlewały się w jeden głos żałosny, który mnie pytał: „Przechodniu nasz, ach! co się z tobą stało?…”¹⁰⁸ Ach, co się ze mną stało…

— Nic nie rozumiem — przerwał Ignacy. — Cóż to za szał?

— Co?… Tęsknota

— Za czym?

Wokulski drgnął.

— Za czym? No… za wszystkim… za krajem…

— Dlaczegożeś nie wracał?

— A cóż by mi dał powrót?… Zresztą — nie mogłem.

— Nie mogłeś? — powtórzył Ignacy.

— Nie mogłem… i basta! Nie miałem po co wracać — odparł niecierpliwie Wokulski.

— Umrzeć tu czy tam, wszystko jedno… daj mi wina — zakończył nagle, wyciągając rękę.

Rzecki spojrzał w jego rozgorączkowaną twarz i odsunął butelkę.

— Daj pokój — rzekł — już i tak jesteś rozdrażniony…

— Dlatego chcę pić…

— Dlatego nie powinieneś pić — przerwał Ignacy. — Za wiele mówisz… może więcej, aniżelibyś chciał — dodał z naciskiem.

Wokulski cofnął się. Zastanowił się i odparł potrząsając głową: […]

------------------------------------------------------------------------

¹⁰⁸Przechodniu nasz, ach! co się z tobą stało? — cytat z wiersza Mickiewicza Do H *** (Wezwanie do Neapolu). Prus przytacza jak zwykle z pamięci; u Mickiewicza: „Pielgrzymie nasz…”



[26.08.2026, Toruń]

POEZJA (102) ADAM ASNYK - SZKODA

 SZKODA

Szkoda kwiatów, które więdną

W ustroni,

I nikt nie zna ich barw świeżych

I woni.

Szkoda pereł, które leżą

W mórz toni;

Szkoda uczuć, które młodość

Roztrwoni.

Szkoda marzeń, co się w ciemność

Rozproszą,

Szkoda ofiar, które nie są

Rozkoszą;

Szkoda pragnień, co nie mogą

Wybuchać,

Szkoda piosnek, których nie ma

Kto słuchać.

Szkoda męstwa, gdy nie przyjdzie

Do starcia,

I serc szkoda, co nie mają

Oparcia.



[26.08.2026, Toruń]

FRAZEOLOGIZMY II (461 – 480)

 

461. dostać prztyczka w nos - dostać nauczkę, zostać upokorzonym, zlekceważonym przez kogoś

462. dostać w łapę - dostać łapówkę, zostać przez kogoś przekupionym

463. dostać w skórę - pot. zostać zbitym, dostać lanie; pot. zostać przez życie boleśnie doświadczonym, doznać jakichś przykrości kłopotów; ponosić pewne ciężary; pot. w odniesieniu do realiów sportowych i wojennych: zostać bezapelacyjnie pokonanym przez rywali, sromotnie przegrać

464. dostać wpierdol - wulg. zostać dotkliwie pobitym

465. dostać / dostawać cholery - pot. wpadać w gniew, złościć się, bardzo się denerwować

466. dowcip z brodą - dowcip znany od lat

467. doświadczyć na własnej skórze - poznać coś, doświadczyć czegoś osobiście, bezpośrednio

468. drakońskie prawa - przen. hist. prawa nadmiernie surowe, ostre, bezwzględne, okrutne

469. drapacz chmur - archit. bud. bardzo wysoki budynek

470. droga cnoty - postępowanie zgodne z zasadami etycznymi

471. droga krzyżowa - książk. życie pełne udręczeń, kłopotów

- przen. trudności, przeciwieństwa, przeszkody, jakie ktoś musi pokonać, realizując swoje zamierzenia[

- rel. w Kościele katolickim: rodzaj nabożeństwa wielkopostnego;

- plast. rel. szereg czternastu kaplic lub obrazów, przy których się odprawia drogę krzyżową

472. drogo sprzedać swoją skórę - niechętnie, pod pewnymi warunkami zgodzić się na coś niekorzystnego dla siebie

- najczęściej w odniesieniu do realiów jakiejś rywalizacji: wprawdzie ulec jakiemuś przeciwnikowi, ale po walce, honorowo, nie rezygnować do końca w przegranym pojedynku

473. druga strona medalu - inny (zwykle negatywny) aspekt danej sprawy, kwestii

474. drugie dno - przen. podtekst, ukryty sens, głębsze znaczenie niż się wydaje

475. drzeć koty - być z kimś w konflikcie

476. drzeć łacha - środ. pot. naśmiewać się, kpić z kogoś

477. drzeć skórę - wyzyskiwać kogoś materialnie, brać za coś zbyt wysokie opłaty, wyznaczać zbyt wysokie ceny

478. duby smalone - głupstwa, brednie, rzeczy zmyślone

479. duch czasu - atmosfera umysłowa charakterystyczna dla jakieś epoki, okresu historycznego

480. dumny jak paw - bardzo dumny



[26.08.2026, Toruń]

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXIII

 

(Krąg VIII. Tłumok VI. Obłudnicy: Kajfasz i inni.)


Szliśmy w milczeniu i bez towarzyszy,

Jeden za drugim, jak dwa mnichy z celi³⁵⁶;

Diabli mi swoją kłótnią przypomnieli

Bajkę Ezopa o żabie i myszy³⁵⁷.

Dwie części mowy, teraz i w tej chwili³⁵⁸,

Nie tyle z sobą podobne być mogą,

----------------------------------------------------------------------

³⁵⁶Szliśmy w milczeniu (…) jeden za drugim, jak dwa mnichy z celi — Obyczajem było w średnich wiekach wszystkich zakonników, a szczególnie franciszkanów, w znak głębokiej pokory iść jeden za drugim i z głową w dół spuszczoną; tak szli obaj poeci rozmyślający nad wypadkiem, jakiego naocznymi byli świadkami.

³⁵⁷Bajkę Ezopa o żabie i myszy — Żaba ofiarowała się na swoim grzbiecie mysz przez rów przesadzić, a rzeczywiście knuła w sobie zdradliwy zamysł, aby ją utopić; lecz ptak drapieżny spadł niespodzianie i połknął mysz zarazem z żabą. Żaba i mysz w tej bajce, są to oszukujące siebie nawzajem dwa diabły, tym ptakiem drapieżnym jest to smolne jezioro.

³⁵⁸Dwie części mowy, teraz i w tej chwili — W oryginale: mo ed issa, dwa słowa lombardzkie oznaczające rzecz jedną, synonimy, a które tu wytłumaczyliśmy przez: teraz i w tej chwili; słowa te po francusku tłumaczą się dosłownie à présent et maintenant.

----------------------------------------------------------------------

Jak z ową bajką diabla bijatyka,

Gdy zagajali bitwę i kończyli.

Jak z jednej myśli myśl druga wynika,

Strach pierwszy drugą przeraził mię trwogą;

Myślałem sobie, ci diabli, zwiedzeni

Z przyczyny naszej i okaleczeni

Wzajem ranami i smolnym gorącem,

Gdy ze złą chęcią ich gniew się ożeni,

Polecą w trop nasz jak chart za zającem.

Strach włos mój jeżył i ziębił mię mrowiem,

Patrzając za się rzekłem: «Ledwo dyszę,

I mnie, i siebie skryj, mistrzu, w zacisze,

Za ścianę skały, lękam się zawziętych

Szatanów na nas i ich szpon przeklętych:

Już, już za nami szum ich skrzydeł słyszę».

Mistrz: «Gdybym szkłem był podszytym ołowiem,

Prędzej bym twego nie odbił obrazu,

Jak w głąb twej duszy zajrzałem od razu:

W tej chwili myśli twoje nie spostrzegły,

Jak jednolice przez moje przebiegły,

Tak że z nas obu jedną wziąłem radę.

Jeśli ta skała tak na dół się kłoni,

Że po niej zstąpim na drugą arkadę,

Umkniem rojonej przez ciebie pogoni».

Ledwo swe zdanie wyrzekł mistrz kochany,

Biegły spragnione nas dognać szatany,

A grzmiał skrzydłami ich legijon czarny.

Mistrz mnie co prędzej w objęcia porywa;

Tak matka w nocy, kiedy blask pożarny

Zaświeci w okna, z pościeli się zrywa,

Chwyta swe dziecko i w jednej koszuli

Wychodząc bosa, w swój rąbek je tuli.

Mistrz w dół ze skały, jak stoczona wstęga,

Śliznął się grzbietem do drugiego kręgu³⁵⁹;

Nie jest tak szybki prąd wody u młyna,

Gdy ją na koło pędzi wąska rynna,

Jak on się stoczył, tuląc mnie jak syna.

Ledwo dotknąłem stopą dna otchłani,

Nad nami stali na skale szatani;

Lecz o nich mało dbała moja troska,

Bo dając w zarząd im Opatrzność boska

Krąg piąty, kres ich wskazała potęgi,

Aby nie śmieli w inne wkraczać kręgi.

Tam napotkałem nową trzodę ludu:

Duchy barwione szły leniwym krokiem,

Płakały, mdlały z boleści i trudu;

Głęboki kaptur zwisał nad ich okiem.

Na wzór kolońskich skrojony kapturów

Kapice zewnątrz lśnią od złotych sznurów

A poły ołów podszywa ciężący.

----------------------------------------------------------------------

³⁵⁹Śliznął się grzbietem do drugiego kręgu — Przypomnijmy, że poeci znalazłszy most złamany, który ich do szóstego Tłumoka, czyli jamy wąskiej miał przeprowadzić, zeszli w dół z tamy na upewnienie szatanów, że dalej most cały znajdą. Pochyłością tej tamy oddzielającek oddział piąty od szóstego i w głąb tegoż oddziału spuszcza się Wergiliusz z poetą; bo tam szatani już ich nie dościgną, którym nie wolno przekroczyć przeznaczonych miejsc dla ich straży. Dla obłudników stosowne zabarwienie, kaplice zewnątrz jak złoto lśniące, wewnątrz ołowiane.

-----------------------------------------------------------------------

Za Fryderyka kapica znajoma³⁶⁰

Przy tych byłaby tak lekka jak słoma.

O, zbyt na wieczność płaszczu mordujący

Na lewo szliśmy z takimi duchami,

Słuchając jęków, cierpiąc nad ich łzami.

Ci nieszczęśliwi ciężarem zgarbieni

Szli tak leniwo i ślimaczym ruchem,

Że wciąż się z nowym spotykałem duchem.

Rzekłem: «Mój wodzu, może wśród tych cieni

Są jacy sławni czynem lub imieniem?

Idąc, nawiasem wskaż ich mi spojrzeniem».

Jeden, toskańskiej słysząc mowy brzmienie,

Zakrzyknął za mną: «Wstrzymajcie swe kroki

Wy, co tak szybko idziecie w tym ciemnie;

Ty zaś, co pytasz, możesz sam ode mnie

Słyszeć odpowiedź». I wódz mój bez zwłoki

Stanął i mówił: «Zaczekajmy chwilę,

Krok z jego krokiem zgadzaj ile tyle».

Krok mój wstrzymałem i widzę dwa cienie,

Chęć ich być ze mną zdradzało spojrzenie;

Poszedłszy ciężkim od ciężaru krokiem

Patrzyły na mnie zezowatym okiem,

Milcząc, a potem tak mówiły z sobą:

«On jest, zaiste, żyjącą osobą,

O ile wnoszę z ruchów jego garła;

Gdyby szła tędy para cieniów zmarła,

Jakiż przywilej ich, w tym miejscu zwłaszcza,

Iść upoważnił bez ciężkiego płaszcza?»

A potem do mnie: «Ty, co z gór twych szczytów

Zstąpiłeś w zbór nasz, smutnych hipokrytów,

Kto jesteś? Nie gardź, odpowiedz mi, proszę».

A ja: «Gdzie płyną pięknej Arny wody,

Tam życie wziąłem, spędziłem wiek młody,

Z całych Włoch może w najpiękniejszym mieście³⁶¹.

Wchodzę tu z ciałem, jakie zawsze noszę.

Ale wy, którym odwilża jagody

Boleść tak wielka, mówcie, kto jesteście,

Skąd blask szat waszych, co tak lśni źrenice?»

Jeden z nich mówił: «Te żółte kapice

Są ołowiane, ołów nas przywala,

Skrzypimy pod nim, jako skrzypi szala

Pod swym ciężarem; powiem prawdę całą:

W Bolonii bracią wesołą nas zwano³⁶²,

On Loderyngo, jam jest Katalano.

Miasto nas twoje na urząd wezwało,

Abyśmy byli pokoju stróżami

Ileśmy dbali o ten pokój sami,

Świadczy Gardingo dymem i gruzami».

----------------------------------------------------------------------

³⁶⁰Za Fryderyka kapica znajoma — Opowiadano, że cesarz Fryderyk II przestępców politycznych, obwinionych o obrazę majestatu, kazał obwijać w opony ołowiane rozpalone żarem, w których ich ciała z wolna gorzały.

³⁶¹Z całych Włoch może w najpiękniejszym mieście — We Florencji.

³⁶²W Bolonii bracią wesołą nas zwano — Za papieża Urbana IV utworzony był zakon braci Świętej Maryi, zakon rycerski, który ślubował bić się z niewiernymi; gdy z czasem ten zakon nie dochowując przyjętych ślubów, rad żył w miękkim próżnowaniu i zatopił się w zbytkach, lud włoski ironicznie nazwał go: „bracią wesołą” (frati godenti). Katalano i Loderyngo, zakonnicy tego rycerskiego bractwa, wezwani byli na urząd podestów do

Florencji; po niedługim czasie czynnego zarządu uwiedzeni łakomstwem zaprzedali się gwelfom i wespół z nimi spalili pałace Ubertich, które stały przy ulicy zwanej Gardingo.

-----------------------------------------------------------------------

A ja mówiłem: «O bracia, zła wasza³⁶³…».

I zamilczałem, bom spostrzegł w tej skale,

Że człowiek leżał jak kloc suchej kłody,

Rozkrzyżowany pomiędzy trzy pale.

On gdy mnie zoczył³⁶⁴, z pala zwiesił głowę,

Silnym westchnieniem dmuchnął w miotłę brody,

A Katalano tak ciągnął rozmowę:

«Patrz, ten przybity, to duch Kaifasza³⁶⁵,

Nad którym cięży świętej krwi przekleństwo:

Faryzeuszom wmówił, że należy

Za lud człowieka skazać na męczeństwo.

On, jak tu widzisz, w poprzek drogi leży,

Aby czuł ciężar tych, co tędy idą:

Z nim teść Ananiasz, wszyscy co z tej rady

Dla żydów byli ich nieszczęść nasieniem,

Skarani jedną karą i ohydą,

W jamie, pod jednym tym łukiem arkady».

Wtenczas Wirgili spojrzał z zadumieniem,

Gdzie leżał człowiek sromotnie deptany,

Na całą wieczność tak ukrzyżowany!

Potem w te słowa rzekł do Katalana:

«Czy jaki otwór ma w prawo ta ściana,

Abyśmy mogli wyjść z tych ciemnych dołów,

Nie przyzywając tych czarnych aniołów?»

On odpowiedział: «Stąd jak na rzut oka,

Bliżej jak myślisz wznosi się opoka,

Co od wielkiego kręgu nieprzerwanie

Idąc, przerzyna te ciemne otchłanie;

Lecz tu strzaskana, chyba wyłom tamy

Obejdziesz gruzem kryjącym dno jamy».

Mój wódz przez chwilę stał z spuszczoną głową

I rzekł: «O, jakże zwiódł nas ten obrzydły,

Który grzeszników rad bierze na widły!»

«Często w Bolonii» mówił Katalano

«O figlach diabła wiele mi bajano,

Ojcem go kłamstwa i oszustem zwano».

Natenczas wódz mój odszedł wielkim krokiem,

Z twarzą jak gniewu zaćmioną obłokiem:

Rzuciłem duchy zgięte ciężarami,

Idąc drogimi stóp wodza śladami.

-----------------------------------------------------------------------

³⁶³O bracia, zła wasza — Uzupełnij np.: „dola jest zasłużoną”.

³⁶⁴zoczyć — zobaczyć.

³⁶⁵Patrz, ten przybity, to duch Kaifasza — Według poety Kajfasz, teść jego Ananiasz i wszyscy ci, którzy byli obecni na radzie, w której zawyrokowano śmierć Chrystusa Pana, ukrzyżowani są w piekle. Słowa te Kajfasza wzięte są z Ewangelii św. Jana rozdz. 11 w. 50: „Ani myślicie, iż wam jest pożyteczno, żeby jeden człowiek umarł za lud, a nie wszystek naród zginął”.




[26.08.2026, Toruń]

25 sierpnia 2026

BUDDYZM (5)

 

7.

 Budda wędrował po kraju przez czterdzieści pięć lat, głosząc nauki i zachęcając ludzi do pójścia ślady. Kiedy miał osiemdziesiąt lat i wybrał się z Radżagrihy do Srawasti, zachorował w Wajsiali i przepowiedział, że za trzy miesiące osiągnie Nirwanę. Jednak poszedł dalej i dotarł do Pawa, gdzie rozchorował się bardzo ciężko po spożyciu posiłku ofiarowanego mu przez kowala imieniem Czunda. Nie bacząc na wielki ból i osłabienie, doszedł powoli do lasu na skraju miasta Kusinagara. Tam, leżąc między dwoma wielkimi drzewami Sala, nauczał swoich wyznawców aż do ostatniej swojej chwili. Zakończywszy swe dzieło jako największy z nauczycieli świata i najlepszy z ludzi, osiągnął stan doskonałego spokoju.

8. 

Przyjaciele pod kierunkiem Anandy, ulubionego ucznia, spalili ciało Buddy w Kusinagarze. Siedmiu władców sąsiednich krajów domagało się części prochów Buddy, na równi z Królem Kusinagary. Początkowo król Adżatasatru nie chciał się zgodzi¢ na podział i spór mógł przerodzić się w wojnę. Za radą mędrca imieniem Drona prochy rozdzielono jednak między osiem wielkich państw, unikając w ten sposób zatargu. Popioły stosu pogrzebowego oraz gliniane naczynie, w którym przechowywano szczątki, przekazano dwóm innym władcom, aby były otoczone podobną czcią. Prochy Buddy i jego szczątki złożono w wielkich wieżach, które wybudowano ku jego czci.



[25.08.2026, Toruń]

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY

 

2665. Zameczny - zamkowy

2666. Zamek w pompie - klapa w rurze pompy

2667. Zamesz, zamsza, zamsz - skóra miękko wyprawna

2668. Zamesznictwo - garbarstwo zamszowe

2669. Zamesznik - garbarz wyrabiający zamsze

2670. Zameszny - zamszowy

2671. Zamęć, zamętek - zamęt

2672. Zamęt, zamętek - smutek, strapienie

2673. Zamężny - panna zamężna zdolna do zamążpójścia, na wydaniu będąca

2674. Zamężyć się - wyjść mąż

2675. Zamianek - zamiana

2676. Zamiankowy - tyczący się zamiany

2577. Zamianny - tyczący się zamiany

2778. Zamiar - zakres, granice

2779. Zamiara, zamierzona - oznaczona praca dzienna

2780. Zamiarkować - zmiarkować

2781. Zamiasto - zamiast

2782. Zamiąć, zaminać - mnąc zagnieść

2783. Zamieć, zamiot, zamiota - wir morski

2784. Zamienieć - zaniemieć

2785. Zamiennik - zdrajca; ten, co zamienia, zamieniacz

2786. Zamierzch, zamierzk - zmierzch, mrok zapadający; choroba oczu, gdy się w oczach robi ciemno

2787. Zamierzchnąć, zamierzknąć - zapaść mrokiem, zmierzchnąć się

2788. Zamierzchnąć, zamierzknąć gdzi - zostać zaskoczonym przez mrok, przez noc

2789. Zamierzkać - zaciemniać

2790. Zamierznąć - obmierznąć

2791. Zamierzyć, zamierzać - zakreślić miarą, ograniczyć stawić się na zamierzoną, pomylić się w mierzeniu

2792. Zamiesz - zamieszenie, zaczyn do ciasta

2793. Zamieszaczka - zamącicielka, zaburzycielka

2794. Zamieszać, zamięszać, zamieszawać - zmącić, pomieszać zmysły

2795. Zamieszale - nierządnie, bezładnie, burzliwie

2796. Zamieszały - ten, który zamieszał; zakłócony, zamącony.

2797. Zamieszany - burzliwy

2798. Zamieszka, zamięszka, zamieszek - pomieszanie, mieszanina, opóźnienie, mitręga, zwłoka.

2799. zamieszek, - spóźnić się, zaniedbać czegoś, opuścić coś

2800. Zamieszkaniec - mieszkaniec

2801. Zamieszkawacz - leniwiec, maruder, opieszalec

2802. Zamieszkawałość - opieszałość, niedbalstwo, ospałość

2803. Zamieście - zagrodzie, miejsce za miastem

2804. Zamieść, zamiotać, zamiatać, zamietać, zamiatywać, zamiotywać, zamietywać - zarzucić (sieć), wyrzucić do góry, podrzucić, odrzucić

2805. Zamiatać czymś - pogardzać, pomiatać, zarzucić, zasypać, zakryć, zasłonić, zatuszować

2806. Zamiatać kogoś czymś - skarżyć, obwiniać fałszywymi zarzutami;

2807. Zamięsiciel, zamieszacz - zamąciciel, zaburzyciel, zasmuciciel.

2808. Zamięszały, zamieszały - oddany czemus, pochłonięty przez coś; zamieszany, zakłócony, zamącony.

2809. Zamiętlić, zamętlić, zamątlić, zamętlić - zamącić, zamieszać

2810. Zamilczały - ten, kto zamilczał, milcząc.

2811. Zamilczywać, zamilczawać - zamilczać.

2812. Zamilknąć - znędznieć, zaniknąć, skarłowacieć, zmizernieć, zamrzeć

2813. Zamiłować - umiłować, pokochać, polubić

2814. Zamiłować się czeg - rozmiłować się, rozkochać się w czymś

2815. Zaminać - zapominać

2816. Zamkły - zamknięty

2817. Zamknąć, zamczyć, zamykać - zagrodzić , zaniemówić; zamrzeć, dokonać życia

2818. Zamknąć, zamczyć, zamykać pokój - zawrzeć pokój z kimś



[25.08.2026, Toruń]

23 sierpnia 2026

HOMER - ILIADA - KSIĘGA VII cd. (23)

 

KSIĘGA VII

To mówiąc, Hektor z bramy natychmiast wyskoczył,

I piękny za nim Parys udać się nie zwłoczył⁴⁷⁵,

Równie obadwa chciwi boju z miasta wyśli⁴⁷⁶.

Jak się cieszą majtkowie, mając wiatr po myśli,

Kiedy na morzu długo wiosłami robili,

A praca nieprzerwana i znój ich wysili:

Tak uwesela Trojan dwu wodzów przybycie…

Tych skoro Pallas⁴⁷⁷ Greki bijących postrzegła,

Bystrym lotem z Olimpu wysokiego zbiegła

Ku świętym Troi murom. Ale gdy ją zoczył⁴⁷⁸,

Troi chcący zwycięstwa, natychmiast wyskoczył

Z Pergamu silnej wieży bóg srebrnego łuku⁴⁷⁹.

Zabiegli sobie drogę przy Zeusa buku

I zaraz Feb⁴⁸⁰ w te słowa pierwszy się odzywa:

— «Po coś przyszła z Olimpu, o bogini mściwa?

Po co spieszysz do boju z twarzą zagniewaną?

Chcesz-li wątpliwą dotąd Grekom dać wygraną?

Żadnej nie masz litości, że giną Trojanie.

Lecz gdybyś tylko chciała przystać⁴⁸¹ na me zdanie.

Lepiej dziś wstrzymać zapał wojny i niezgody;

Znowu potem do broni wezmą się narody,

Aż się na koniec Troja zagrzebie w ruinie,

Kiedyście tak zawzięte przeciw niej, boginie».

A na to modrooka Pallas odpowiada:

— «Taż sama myśl, co tobą, moim sercem włada;

Po to przyszłam z Olimpu. Jakiegoż sposobu

Użyjem, by zatrzymać zajadłość wojsk obu?

— «Jest pewny środek — rzecze bóg łuku Palladzie.

Wzbudźmy w Hektorze męstwo, lecz przy takiej radzie:

Niechaj z Greków którego wyzwie wojownika

I niechaj się z nim w polu sam na sam potyka.

Dotknięci tym Achaje spośród swych rycerzy

Znajdą takiego, który z Hektorem się zmierzy».

Taki środek Palladzie do serca przypada.

Usłyszał Helen⁴⁸² wieszczek⁴⁸³, jaka bogów rada. […]

--------------------------------------------------------------------

⁴⁷⁴gnuśność — niechęć do działania.

⁴⁷⁵zwłoczyć — dziś: zwlekać.

⁴⁷⁶wyśli — dziś popr. forma 3.os.lm: wyszli.

⁴⁷⁷Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

⁴⁷⁸zoczyć (daw.) — dostrzec.

⁴⁷⁹bóg srebrnego łuku (mit. gr.) — Apollo, bóg słońca.

⁴⁸⁰Feb — przydomek Apolla, boga słońca.

⁴⁸¹przystać (daw.) — zgodzić się.

⁴⁸²Helen — syn Priama i Hekuby, brat Hektora.

⁴⁸³wieszczek — wróżbita.

-----------------------------------------------------------------------

Zatem czasu nie tracąc, w tejże teraz porze

Przybliża się do wodza i mówi: — «Hektorze,

Równy w radzie z Zeusem, który rządzi światem,

Przyjmiesz-li zdanie moje? Wszak ci jestem bratem:

I Achajów⁴⁸⁴, i Trojan wstrzymaj od oręża,

Sam zaś najdzielniejszego z Greków wyzwij męża.

Jeszcze cię dzisiaj na śmierć nie skazują losy:

Słyszałem ja dopiero samych bogów głosy».

Tak rzekł wieszczek, a Hektor niezmiernie się cieszy.

Zatem wziąwszy w pół oszczep, między wojska śpieszy

Wstrzymując Trojan, których w trud Ares⁴⁸⁵ zaprzągnął.

Stanęli: Agamemnon⁴⁸⁶ Achaje powściągnął.

Nowym rzeczy widokiem chciwe pasąc oko,

Apollo i Pallada siadają wysoko

Na buku Zeusowym, właśnie jak dwa sępy.

Z obydwu stron ściśnione usiadły zastępy;

Gęste dzidy srożeją i twarde przyłbice.

Jak srogi widok morza, gdy smutne ciemnice

Niesie zrywającego się Zefiru⁴⁸⁷ wianie:

Tak srodzy się wydają Grecy i Trojanie.

Hektor w środku, od wszelkiej bojaźni daleki:

— «Słuchajcie mnie Trojany i waleczne Greki,

To, co mi serce każe, odkryję wam szczerze:

Pan górny próżne nasze uczynił przymierze

I nieszczęścia dla obu gotuje narodów,

Aż lub wy dobędziecie pysznych Troi grodów,

Lub ostaniecie zbici przy okrętach sami.

Są wybrańsi rycerze, Grecy, między wami:

Którego więc zapala ogień wojownika,

Niech wyjdzie, niech się z mężnym Hektorem potyka!

To mówię, ty Zeusie bądź świadkiem przysięgi!

Jeśli mnie przeciwnika zwali pocisk tęgi,

Zbroję weźmie, lecz ciało odeśle do Troi,

By mi Trojanki lube i Trojanie moi

Ostatnią cześć oddali w ogniu i pogrzebie.

Jeśli ja go zwyciężę za twą łaską, Febie⁴⁸⁸,

Zbroję wezmę i Trojan tym łupem ucieszę,

Który przy Apollina świątyni zawieszę;

Ciało do naw⁴⁸⁹ odeślę, by greckie narody

Sprawiły rycerzowi pogrzebne obchody

I pamiątkę na brzegu Hellespontu⁴⁹⁰ wzniosły.

Kiedyś, morze licznymi przerzynając wiosły,

Kto tam przyjdzie, tak powie: — «Tu grób wojownika,

Który, kiedy się mężnie z Hektorem potyka,

Upadł smutnie na ziemię od jego pocisku».

Tak powie, a ja chwałę niezgasłą mam w zysku».

Rzekł, a na to jak wryci wszyscy Grecy stali,

Wstydzili się odmówić, a przyjąć się bali.

-----------------------------------------------------------------------

⁴⁸⁴Achajowie — Grecy.

⁴⁸⁵Ares (mit. gr.) — bóg wojny.

⁴⁸⁶Agamemnon — syn Atreusa, króla Myken, wódz greckiej wyprawy przeciw Troi, brat Menelaosa, którego żona, Helena, została porwana przez Trojan, co dało początek wojnie.

⁴⁸⁷Zefir (mit. gr.) — bóg łagodnego wiatru wschodniego.

⁴⁸⁸Feb — przydomek Apolla, boga słońca.

⁴⁸⁹nawa (daw.) — statek, okręt.

⁴⁹⁰Hellespont — cieśnina między Półwyspem Bałkańskim a Azją Mniejszą, obecnie Dardanele.

-------------------------------------------------------------------

Co postrzegłszy Menelaj⁴⁹¹, bardzo się zasmuca,

Wstaje i tę im hańbę na oczy wyrzuca:

— «O kobiety, nie męże! Chełpliwi⁴⁹² junacy⁴⁹³!

Co za hańba dla Greków, jeżeliście tacy,

Że żaden z was iść nie chce na Pryjama syna!

Kiedy bojaźń haniebna serca wasze ścina,

Obyście, tak niepomni⁴⁹⁴ o was i narodzie,

Rozsypali się w ziemi, rozpłynęli w wodzie!

Ja więc na niego w zbrojnej wychodzę odzieży;

Wiem, że od woli bogów zwycięstwo zależy».

To powiedziawszy, wciąga rycerskie pokrycie.

Już byś był, Menelaju, pewnie stracił życie

Pod Hektora prawicą, bo większej był siły,

Gdyby natychmiast wodze Greków nie skoczyły

I nie wstrzymały zguby chcącego zuchwale.

Pierwszy król Menelaja powściąga w zapale,

Agamemnon, którego najwyższa jest władza;

Bierze brata za rękę i tak mu odradza:

— «Skąd w tobie, Menelaju, ten zapęd niewczesny⁴⁹⁵?

Wstrzymaj się, choć krok taki dla ciebie bolesny!

Więc mierzyć się z mocniejszym chęć w tobie tak skora?

Więc na strasznego drugim ty pójdziesz Hektora?…

Usiądź raczej spokojnie pośród twoich ludzi,

Innego nań rycerza naród grecki wzbudzi…

Skłonił król Menelaja rozsądnymi słowy,

Nie wzbrania się uczynić radzie mądrej zadość,

Co niezmierną sprawiło w sługach wiernych radość;

Zaraz więc z ramion króla świetne zdjęli zbroje

Natenczas tak rozwodzi Nestor⁴⁹⁶ żale swoje.

— «Ach! Jak smutna dla ziemi achajskiel żałoba!

Jak stary jęknie Pelej⁴⁹⁷, Ftyjotów ozdoba,

Dla rady i mądrości godzien wiecznej sławy!

Niegdyś on w domu swoim pytał mnie ciekawy,

Którzy i z jakiej idą krwi bohaterowie;

Dzisiaj, jeśli o takiej niesławie się dowie,

Że wszystkich trwożył Hektor, wzniesie ręce obie,

Prosząc bogów, by poległ jak najprędzej w grobie.

O Pallado! O Febie! I ty, ojcze świata!

Czemuż teraz tych nie mam, jakie miałem lata!

Gdy pod Fei⁴⁹⁸ murami, przy Jardanie zdroju

Pylowie z Arkadami stanęli do boju!

Tam jako bóg — Ereutal w postaci olbrzyma Broń

Staje pierwszy, a w ręku broń Arejta trzyma,

Którego i dziewice, i męże przed wiekiem

Nazywali «z ogromną maczugą człowiekiem»;

Bo nie łukiem on walczył ani dzidą długą,

Ale żelazną szyki rozrywał maczugą.

⁴⁹¹Menelaos — syn Atreusa, król Sparty; jego żona Helena została porwana przez Parysa, co doprowadziło do wojny trojańskiej.

⁴⁹²chełpliwy (daw.) — zarozumiały.

⁴⁹³junak — młody i odważny mężczyzna.

⁴⁹⁴niepomny — niepamiętający o czymś, niezwracający uwagi na coś.

⁴⁹⁵niewczesny (daw.) — okazywany w niewłaściwym momencie.

⁴⁹⁶Nestor — król Pylos, najstarszy uczestnik wojny trojańskiej, symbol wieku i związanego z nim doświadczenia.

⁴⁹⁷Peleus — ojciec Achillesa.

⁴⁹⁸Feja — miasto portowe w płd. Elidzie.



[23.08.2026, Toruń]