Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

29 czerwca 2026

PROZĘ CZYTAM - EDWARD STACHURA - KONIEC MIESIĄCA MARZEC

 

I DZIELĘ SIĘ - KONIEC MIESIĄCA MARZEC


Śpię w ogrodzie. W budzie, gdzie syn gospodarza albo jakiś stary wynajęty pilnuje latem czereśni, a jesienią orzechów przed złodziejaszkami i przed takim jak ja. Ale teraz jest koniec marca i nie ma o tym mowy. W ogóle nie ma nawet żadnej mowy o najmniejszym kawałku zielonego czegoś, pączku jakimś na drzewkach, czy żeby się kora zaczynała lekko zielenić, a co dopiero mówić tam o czereśniach. O orzechach to nawet jeszcze marzyć nie warto w tej chwili. To byłby bardzo stracony czas. Jest koniec marca, mówię, a nie wygląda wcale, żeby to był koniec miesiąca marzec. Wygląda, jakby to był sam środek miesiąca styczeń albo miesiąca luty. Wygląda, jakby to było drugie rozkwitanie tamtych miesięcy. Od tygodnia już przeszło mróz trzyma ostry, wiatry wieją przeklęte północno-wschodnie, coś jak wilk mi dzisiaj mignęło w lesie, w tych stronach równinnych to jest niepodobne. Tak, nie wygląda wcale, że po miesiącu marzec ma być miesiąc kwiecień za parę dni. Nie wygląda zupełnie, żeby się miało zaczynać budzić nowe. To był chyba lis. Po nocach nic nie słyszę takiego. Były dwa ładne dni: słońce grzało już dosyć i tak było jaśniejąco, każdy najmniejszy robaczek myślał już sobie chyba, że to się zaczęło, że teraz będzie coraz weselej z dnia na dzień, coraz cieplej, coraz, coraz. Sprawdzałem dzisiaj wnyki w lesie. Znowu nic się nie złapało, a tu już mi się zaczyna robić niedobrze w głowie z głodu. Drugi dzień nic nie jem. Drugi dzień nic nie jem i nie wygląda wcale na to, żebym miał coś dzisiaj przekąsić cokolwiek. Nie wygląda na to. Czereśnie, orzechy — to są rzeczy niesamowite. Lepiej się było wcale nie ruszać z budy, widzę teraz, tylko leżeć spokojnie i robić jak najmniej ruchów. Bo one na pewno denerwują jakoś apetyt. Więc lepiej było leżeć spokojnie. Jeszcze ziemia była dosyć ciepła od wczorajszego ognia, co go rozpaliłem pod wieczór w samej budzie właśnie, w środku, żeby się ziemia nagrzała na noc na spanie. Paliło się z pół godziny, nie za mocno, pilnowałem, żeby nie za mocno, żeby się nie zapaliła buda moja od ognia. Dymiło z początku straszliwie, na dwór musiałem co chwila wychodzić, a potem już w środku siedziałem, jak przestało kopcić. Żarzyło się jeszcze spory czas, bardzo dobrze, potem rozdeptywałem wszystko nogami równo po całej budzie. Potem rozłożyłem na to kapotę i sam też się rozłożyłem. I leżałem spokojnie, bo to już był cały boży dzień, jak nie jadłem, więc nie chciałem wychodzić i robić niepotrzebne ruchy, choć była noc, jasna i gwiaździsta, widziałem jak zapadała, śnieg lśni w takie noce niezmiernie wspaniale i chrzęści pod butami, błyszczy pod księżycem i cisza jest, dostojność niewymowna wprost, że to są noce zupełnie nie dla ludzi stworzone. Absolutnie nie. Ale nie wywlokłem się z budy, chociaż wiedziałem, że tak właśnie jest na dworze, jak napisałem, albo i jeszcze ładniej nawet. Byłem głodny i tu się usprawiedliwiam. Nie chciałem chodzeniem denerwować głodu. Jakbym nie był głodny, to już by mnie taka noc dwadzieścia pięć razy wyciągnęła i zaniosła na horyzont. Ale ponieważ byłem głodny, to leżałem spokojnie i myślałem o wielu różnych, różnych fantastycznych rzeczach, bo ja mam zdolność myślenia straszliwą. Nie mówię przez to, że moje myśli są straszliwie mądre i piękne wszystkie, takie jak te siedem cudów świata na przykład albo jak perły na dnie morza. Nie. Są takie i takie. Różne. Ach, jakie smutne mam nieraz myśli w głowie, Jezus mój. Dlatego właśnie powiedziałem przedtem, że mam zdolność myślenia straszliwą. Dlatego tak właśnie nazwałem przedtem tę moją zdolność: że ona jest straszliwa. Ach, jakie smutne ja miałem wczoraj myśli, jak tak leżałem w ciemnościach z otwartymi oczami. Ja nie mówię tego, żeby się skarżyć. To nie są absolutnie słowa uskarżające. Ja jestem od tego bardzo daleki. A te myśli były od tego jeszcze dużo dalej. Te moje wczorajsze myśli to nie były myśli, co by się do kogoś albo do czegoś odnosiły, do jakiegoś żywego czy do jakiegoś martwego człowieka, czy do jakiejś rzeczy. To były myśli na wolnym powietrzu i one do niczego się nie odnosiły. To były myśli straszliwie smutne, mogę powiedzieć, takie smutne, mogę powiedzieć, że się w tym czasie przestaje istnieć zupełnie, że się przestaje żyć. To jest takie, że to już nie jest nawet smutne w dalszym ciągu. To jest na pewno straszliwie smutne z początku, ale potem to już przechodzi w zastyganie zupełne, w zatrzymanie się życia i czasu, na czystym, na wolnym powietrzu jest człowiek rozciągnięty. Na samej przestrzeni. Nic innego nie ma, tylko jest ta przestrzeń jedynie i to ona jest straszliwa. O, tak, tak. Nigdy nie byłem tak blisko tego wytłumaczenia, tego spróbowania wytłumaczenia stanów tych moich, które mnie nieraz napadają i tak rozciągają, rozwieszają na przestrzeni. Tyle o tym mówię i tak przejmująco cały czas, bo to mnie właśnie tak przejmuje zawsze do głębi, jak to sobie przypomnę, wszystko na bok odstawiam i tylko na tym próbuję skupić całą moją logikę, nad tym jej się każę zastanowić: jak by to można było wytłumaczyć coś takiego. W tej chwili nawet, kiedy taki głodny leżę w budzie, zmęczony jestem, przez całe rano sprawdzałem wnyki w lesie, nic się nie złapało, co zrobić, w tej chwili nawet, kiedy taki głodny leżę, południe już minęło, półtora dnia nie miałem nic w zębach, to myślę o tym, bo mi się przypomniało, jak mnie wczoraj napadło to zjawisko. Mogę jeszcze trochę powiedzieć, że to zjawisko mnie nieraz spotyka przy średnim słońcu, kiedy już, już, ma wyjść słońce zza chmury, ale jeszcze nie wyszło, i jest takie światło wtedy niezmierne wyraźne i wszystko jest takie bardzo wyraźne dookoła, ogólny widok i szczegóły, że się przestaje wierzyć w to wszystko, przestaje się to widzieć, no i zaczyna się ta moja dziwna dola. Ale starczy już na dzisiaj. […]



[29.06.2026, Toruń]

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XVII

 

(Gerion. Ostatni z koła III: lichwiarze. Odjazd.)

«Zarażająca świat tchem jadowitym,

Oto z ogonem stalowym bestyja²⁶⁴.

Którym broń łamie i mury przebija!»

Tak mówił wódz mój, a na zwierza skinął,

Aby z powietrza do nas lot swój zwinął,

Na brzeg, gdzie szliśmy nadrzecznym granitem.

I oszukaństwa spadł obraz obrzydły;

Wysunął głowę, pierś pod stopy nasze,

Lecz nie położył ogona na tamie.

Ten latający dziwoląg, nie kłamię,

Sprawiedliwego miał oblicze męża,

A skóra na nim błyszcząca i miękka,

Resztą był ciała podobny do węża.

A miał dwie łapy zakrzywione w widły,

Podszyte puchem pod samo podpasze;

Pierś, grzbiet i boki jak hieroglif jaki

Były pisane w kółka i gzygzaki:

Piękniej Arachny nie dzierzgała ręka,

Tkań, jaką snuje piękna odaliska,

Większym bogactwem barwy nie połyska.

Jak czasem stoją w brzegach rzeki łodzie,

Na pół na ziemi, a na poły w wodzie,

Jak bóbr do walki po pas wynurzony,

-------------------------------------------------------------------

²⁶⁴Oto z ogonem stalowym bestyja — Obraz potworny oszukaństwa podnoszący się z ósmego do siódmego kręgu znaczenie ma takie: że oszukaństwo często podnosi się do gwałtu, jak nawzajem gwałt często zniża się do oszukaństwa, które tu symbolicznie przedstawia Gerion. Według mitu starożytnego Gerion jest to olbrzym o trzech głowach, urodzony ze krwi Meduzy. Całe przedstawienie tego obrazu dziwnie jest plastyczne, a myśl jego alegoryczna przeźroczysta i jasna. Potwór oszukaństwa broni swojej, jaką walczy, to jest ogona, na brzegu nie kładzie, ale ciągle wywija nim swobodnie, ażeby nie stracić jednej chwili w potrzebie jego użycia. Łapy przykryte ma włosem, ażeby pod nim ukryć szpony i ażeby ich stąpanie było lekkie i ciche: węzły, kółka i gzygzaki zdobiące jego skórę symbolem są oszukaństwa, które nigdy prostą drogą nie chodzi.

------------------------------------------------------------------

W kraju, gdzie żyją żarłoczne Teutony²⁶⁵,

Tak zajmowała ta bestyja dzika

Brzeg, co step piasków granitem zamyka.

Całym ogonem potwór na wiatr miotał,

Jak skorpion żądłem zatrutym migotał,

A wódz mi mówił: «Teraz nam z wybrzeży

Zstąpić przystoi, gdzie ten potwór leży».

I schodząc w prawo (któż ostrożność zgani?),

Jeszcze dwa dałem kroki tym wybrzeżem

Z myślą, że w stepie ognia się ustrzeżem.

Gdyśmy stanęli przed tym ptako-zwierzem,

Nieco opodal, u progu otchłani,

Duchy, widziałem, na piasku siedziały²⁶⁶.

A mistrz: «Ażebyś poznał krąg ten cały,

Idź, poznaj bliżej ich stan i katusze,

Lecz z nimi długą nie baw się rozmową:

Nim wrócisz, spytać tej bestyi muszę,

Czy nam do jazdy grzbietu nie użyczy».

I sam poszedłem w dolinę stepową,

Gdzie krańcem siódmy krąg z ósmym graniczy,

Tam gdzie siedziały nieszczęśliwe duchy.

Boleść tryskała przez oczy ich łzami,

Podnosząc ręce od ruchu mdlejące,

Żar odsuwały, to piaski gorące;

Jak psy w skwar letni pyskiem, to łapami

Ich kąsające opędzają muchy.

Próżno oczyma przeglądałem twarze

Okaleczałe w tym bolesnym żarze.

Nikogo w takiem zebraniu niemałem,

Nie mogłem poznać, lecz zauważałem,

Z każdego szyi zwisała kaleta,

Godłem i barwą każda rozmaita;

Ich oczy, zda się, że pasły się nimi.

Podszedłszy bliżej, oczyma własnymi

Widziałem, jak na błękitnej kalecie

Siedział lew bury i tonął w błękicie:

Tak robiąc przegląd, postrzegłem z daleka

Drugą kaletę jak w krwi farbowaną,

A na tle krwawym gęś bielszą od mleka;

Jeden, któremu tło białego wora

Zdobiła świnia, błękitna maciora,

Przemówił do mnie: «Co tu robisz żywy?

Wiedz, że mój były sąsiad Witaliano²⁶⁷

Siądzie tu przy mnie, po mej lewej stronie:

Padwianin jestem w florentynów gronie,

Często mnie głuszy ich okrzyk wrzaskliwy:

»Oby mąż nadszedł krokiem uroczystym,

---------------------------------------------------------------------

²⁶⁵żarłoczne Teutony — Tym szyderczym przydomkiem poeta przygania Niemcom, którzy w średnich wiekach często swoimi wojskami grasując po Włoszech, dali się we znaki miast i wsi mieszkańcom swą żarłocznością.

²⁶⁶Duchy, widziałem, na piasku siedziały — Tu jesteśmy jeszcze w kręgu gwałtowników, w trzecim jego oddziale, gdzie są karani ci, co popełnili gwałt przeciwko Bogu. Z tych liczby są lichwiarze, którzy tu pod deszczem ognia na stepie piaszczystym siedzą. Zwieszone worki na ich szyjach, co są godłem ich chciwości zbierania pieniędzy, podają zarazem poecie zręczność przedstawienia herbów familijnych tych lichwiarzy, co najwięcej w wieku XIII słynęli we Włoszech. Lwa mieli w herbie Gianfigliazzowie, gęś Ubriacchowie, wieprza

Scrovagniowie, rody szlacheckie we Florencji i w Padwie. Poeta szydzi z ducha kramarskiego, który wtedy opanował arystokrację tych miast.

²⁶⁷Vitaliano — sławny lichwiarz rodem z miasta Padwy.

----------------------------------------------------------------------

Który ma worek o dziobie troistym²⁶⁸«».

A potem dziko żar oczyma wskrzesił,

Wykrzywił wargę i język wywiesił

Jako wół, kiedy swoje nozdrza liże.

A ja z bojaźni, czy nie zabawiłem

Dłużej nad zakres według słów przestrogi,

Grzbiet do tych nędznych duchów obróciłem.

Patrzę, zwierz dziki już oczyma strzyże,

Na grzbiecie jego siedział mój wódz drogi

I mówił: «Teraz bądź krzepki i śmiały!

Ktokolwiek tutaj chce zstąpić z tej skały,

Musi drabiną schodzić tylko taką.

Siądź z przodu, moje do ogona siodło,

Aby cię jego ostrze nie ubodło».

Jak chory febrą zmęczony czworaką,

Patrząc na blade paznokcie, już całem,

Nim dreszcz chorobę poczuje, drży ciałem,

Słowa te wstrzęły mnie drżeniem nieznanem;

Na koniec strach mój na wstyd się przesila,

Który przed dobrym krzepi sługę panem.

Siadłem na barkach szerokich zwierzęcia;

Chciałem rzec: «Trzymaj, weź mnie w swe objęcia!»

Lecz głos nie wyszedł uwięzły w mym łonie.

On, co mię wyrwał z niebezpieczeństw tyla,

Gdym siadł, w ramiona tulił mnie jak dziecię

I mówił: «Teraz ruszaj, Geryjonie!

Tylko pamiętaj, że nie cienie duchów,

Lecz nowy ciężar niesiesz na twym grzbiecie;

Szerokim łukiem spuszczaj się do ziemi».

Jak łódź od brzegu ruchy leniwemi

Zrazu się sunął; a potem, a potem,

Kiedy już poczuł swobodę swych ruchów,

Podniósł się w górę i zwinnym obrotem

Ogon ku piersi przerzucił nad nami,

Rozciągnął ogon, jak węgorz nim miotał,

W powietrzu dwiema wiosłując łapami.

Czy ode mnie Faeton, nie uwierzę,

Czuł większą trwogę, gdy rydwan zdruzgotał

I lejc upuścił pod sferą słoneczną,

Tor swój nieszczęsny znacząc drogą mleczną²⁶⁹,

Lub Ikar widząc topniejące pierze,

Gdy ojciec krzyczał: «Słoneczna pożoga

Spali ci skrzydła, zuchwała to droga!»

Jakaż w tej chwili była moja trwoga,

Gdy wszystkie z oczu straciwszy przedmioty

Widziałem tylko powietrze i zwierze!

Ptak-zwierzę płynąc powoli, powoli,

Na przemian skręcał, to zniżał swe loty,

Ledwo odgadłem, co się działo ze mną,

Z wiatru, co dął mi w twarz mą i pode mną.

Otchłań na prawo, podsłuchałem potem,

Grzmiała pod nami potężnym łoskotem;

Na tak straszliwy łoskot mimo woli

------------------------------------------------------------------

²⁶⁸Worek o dziobie troistym — z potrójnym otworem, herb jednego z największych lichwiarzy florenckich, rycerza Boiamenti de Bicci, który wtedy żył jeszcze.

²⁶⁹Tor (…) znacząc drogą mleczną — Zbiór gwiazd przez astronomów zwany drogą mleczną według mitu starożytnego i nauki pitagorejczyków ma oznaczać drogę nieszczęśliwego Faetona.

----------------------------------------------------------------------

Z trwogą spuściłem w dół oczy i głowę:

Wtenczas ta otchłań prawie o połowę

Zwiększyła we mnie grozę przerażenia,

Widziałem ognie, słyszałem jęczenia

I cały drżący w sobie się zebrałem.

Czegom nie widział, w tej chwili widziałem,

Że się spuszczamy między wielkie męki,

Słysząc zbliżone szlochanie i jęki.

Sokół gdy długo na skrzydłach się waży,

A sokolniczy stojący na straży

Nie widząc długo ptaka i zdobyczy:

«Sam tu²⁷⁰ sokole!» niecierpliwie krzyczy;

Z chmur, gdzie daremnie setne kreślił koła,

Spuszcza się skrzydło znużone sokoła

I ptak, bo wre w nim żółć gniewem zagrzana,

Spada z daleka od swojego pana: —

Tak nas Geryjon wysadził na skałę

Sterczącą na dnie głębokiego jaru

I pierzchnął, zbywszy naszego ciężaru,

Jak widzim z łuku pierzchającą strzałę.

------------------------------------------------------------------

²⁷⁰sam tu (daw.) — chodź tu.



[29.06.2026, Toruń]

27 czerwca 2026

ODKURZONE - KOBIETA Z WÓZKIEM

 

- A może puszki ma pan jakie? Za aluminium można dostać dobrą cenę.

- Może coś się znajdzie. Niech pani usiądzie. Herbaty zrobię. Głodna pani?

- Co się pyta. Głodna. Ale przywykłam.

- Można przywyknąć do głodu?

- Pewnie, że można. W zimie to mi dają więcej. Od wiosny po jesień czasami na zarobek chodzę, grzybki, zioła i jagody zbieram. Po stodołach sypiam w zimie. Tu, w leśniczówce też spałam.

- Nie dali pozostać dłużej? Cała zimę?

- Daliby, chcieli, ale ja, jak tylko mróz odtajał, w dalszą drogę się wybrałam. A pan sam na gospodarstwie? Parobek?

Uśmiechnąłem się.

- Może być i parobek. Rozjechali się do miasta po dzieci. sam zostałem i doglądam wszystkiego.

- Ja sobie zaraz pójdę. Lepiej, żeby mnie nie widzieli.

- Pokorscy to bardzo dobrzy ludzie. Nie mieliby nic przeciwko temu, aby panią tu zastali i gościli.

- Pan tak ładnie do mnie mówi: „pani”, a mnie wołają Weronka, albo „starucha”. Ale nie przepędzają, choć niektórzy chleba dadzą, mleka i czegoś tam inszego, ale nie pogadają.

Wlałem jej herbaty. Podałem dwa odgrzane gołąbki z chlebem.

- Gdzie pani na stałe się zatrzymuje?

- Po pegeerze taki barak stoi za lasem. Ktoś wykupił, ale nie mieszka, więc ja zajęłam. Mam tam wszystko, bez wody i elektryczności. Ale staw jest, a pokój jaśniutki, pobielony. Resztę sobie przyniosłam, ludzie dali, skombinowałam.

- A jak nowy właściciel przyjdzie i każe się wynosić?


- Pójdę gdzie indziej. A mało tu świata do zwiedzania

- Pewnie, że dużo, tyle że samemu trudniej.

- A bo to ja dbam o to, aby nie być sama. Przywykłam i dobrze mi samej. Czasem kogo poznam, to i pogadam sobie, jak z panem. A pan to przypadkiem nie typ samotnika? Coś mi się widzi, że nie przepada pan za tłumem.

- To prawda. Za tłumem nie przepadam. Los dał mi poznać czym jest samotność. Niech pani je, bo ostygnie.

- Co to Los z ludźmi dzisiaj wyrabia… widzi mi się, że pana coś uciska na sercu.

- Każdego coś ciśnie.

- Prawda. Przywyknąć trzeba. Nie wolno rozpamiętywać.

- Myśli pani, że da się tak bez rozpamiętywania?

- Co ma się nie dać, kiedy trzeba. Ja panu to mówię, bo stara już jestem i przeżyłam niejedno.

Skończyła pierwszego gołąbka.

- Będzie dużo pracy przy sianie a potem przy grodzeniu przed dzikami poletka ziemniaków.

- Pan to tak sam z siebie mówi, czy leśniczy kazał.

- Sam z siebie. Gospodarz wspominał, więc znam jego plany.

- Zobaczy się, może i przyjdę, jak sprzedam towar.

Spojrzałem na wypełniony po brzegi metalem wózek.

- I daje pani radę to ciągnąć za sobą?

- Co mam nie dać, kiedy trzeba. Latem wożę nim jagody, jesienią ładuję do niego grzyby na sprzedaż. Będzie dziesięć lat, jak tak jeżdżę. Dobre ludzie w okolicy. Kupują. Karmią. Nocują, gdy poproszą, albo same zapraszają.

- Może jednak zaczeka pana na gospodarza. Dobrze zapłaci, jak się pani zdecyduje.

- Może. A panu płaci?

- Mnie dał cały pokój do mieszkania. Nie za pieniądze pomagam.

- Ja sprzedaję towar za pieniądze, lecz tak jak pan odrabiam ludziom za jedzenie, ubranie i coś do jedzenia. A będę się mogła wykąpać?

Skinąłem głową.

- Wykąpię się i przebiorę. W wózku mam całkiem nową sukienkę.

- Zrobię pani wodę. Gorąca kąpiel od czasu do czasu się przydaje.

- A potem sobie pójdę. Za dwa dni wrócę, to może wtedy się do czego przydam, ale złom sprzedać najpierw muszę.


- Rozumiem.

Zanim Pokorscy wrócili po kobiecie pozostał na piaszczystej drodze ślad wyżłobiony kołami wózka.



[27.06.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - LUDWIG VAN BEETHOVEN - SONATA FORTEPIANOWA NR 17.


Ludwig van Beethoven, Sonata fortepianowa nr 17 „Burza”, op. 31 nr 2, część III „Allegretto” – wykonawczyni - GALINA EFIMOWA


[27.06.2026, Toruń]


 

IGNACY KRASICKI - MIKOŁAJA DOŚWIADCZYŃSKIEGO PRZYPADKI - KSIĘGA I /4/

 

IV.

Wprawiony już nie tylko w rozumienie, ale i mówienie po francuzku, żebym nie tylko coraz bardziej wzmacniał się w tym języku, ale i począł nabierać pierwsze sentymentów elementa: osądził za rzecz potrzebną Jmć Pan Damon, abyśmy się udali do xiąg miłośnomoralnych. W domu, oprócz heroiny, głosu synogarlicy, i ołtarzyka wonnego kadzenia, żadnej inszej xiążki nie znaleźliśmy.

Za wielkiem Jmci Pana Damona staraniem, po kilku miesięcznem oczekiwaniu, przybyły nakoniec romanse Cyrusa i Klelji. Nie przestraszyła mnie bynajmniej niezmierność tak przeciągłych historyj; owszem, takiegom nabrał gustu w słuchaniu, gdy je Pan Damon czytał, iż chcąc czasem dójść końca zawiłej intrygi, trawiłem bezsenne nocy dla wielkiego Alkandra, lub wiernej Mandany. Duchem bohatyrstwa napełniony, nie mając jeszcze żadnej Dorynny, lub Kleomiry, wzdychałem przecie; uskarżałem się na bogi; i ażeby mogło powtarzać echo żałośne jęczenia, nie raz wykradałem się do blizkiego rezydencyi naszej gaiku.

Raz gdym właśnie, najżałośniejszy rozdział czytał historyi Hippolita, leżąc u stoku na miękkiej murawie, wołać począłem żałośnym głosem: « Czemuż się nademną zlitować nie chcesz kochana Julianno? pastwisz się nad tym który uznałby się za najszczęśliwszego, gdyby mógł być wiecznym twoim sługą... Rozkaż!... wszystko dla ciebie uczynić gotowem, byleś mię tylko nie chciała tak niemiłosiernie prześladować!... Pójdę w świat gdzie mnie oczy poniosą... »

Ach! nie czyń mi Wmć Pan tej krzywdy, rzekła w tym punkcie stojąca przy mnie młoda matki mojej wychowanica, tegoż właśnie imienia, która trafunkiem przechodząc się po tym lasku, właśnie za mną stała wtenczas, gdym się ja na te heroiczne okrzyki zdobywał. « Nie rozumiem, rzekła dalej, iżby postępki moje miały komukolwiek czynić przykrość, a dopieroż synowi tej, która w mojem sieroctwie matką mi się staje! »

Nie wiem, czyli tak osobliwy przypadek, czyli głos wdzięczny i zarumienienie się, gdy mówiła, Julianny, czyli natężona z romansów imaginacya, ten we mnie w momencie sprawiła skutek, iż w tym punkcie zdała mi się być boginią. Padłem jej do nóg, łzami oblewając jej ręce, uczyniłem protestacyą miłości wiecznej; i gdyby była gwałtem z rąk moich nie wydarła się, rozumiem, iż cokolwiek Cyrus Mandanie, Hippolit Julji powiedział, wszystkoby to była usłyszała przy tym moim wstępie, w sentymentowe awantury. Respekt nadzwyczajny nie pozwolił mi dalej sprzeciwiać się jej rozkazom.

Zostałem na temże miejscu, i tracąc ją z oczu, dopierom rozmawiać począł z rzeczką, drzewami i pagórki, zgoła kopijując wszystkie, które mi tylko przyjść mogły na myśl oryginały; nie opuściłem najmniejszej okoliczności, i tych, które w romansach czytałem przy każdym pierwszym poznaniu.

Do tego czasu piękność Julianny, lubo była wyborna, nie nader wielką czyniła we mnie impresyą. Przyzwyczajony do jej widoku, zachowywałem się w granicach należytego względem płci damskiej uszanowania; ten osobliwy przypadek tak mi się zdał być niezwyczajnem losu przeznaczeniem, iż każde Julianny wzruszenie wskróś serce moje przerażało: to zaś mając już prawdziwe objektum, nie zatrudniało się fantastycznemi awanturami.

Gdym do domu powrócił, postrzegłem, iż za mojem przybyciem twarz jej się zarumieniła, i skorom wszedł, spuściła oczy. Nie dobrze jeszcze istotnych romansów świadom, zdało mi się, iżem niedyskrecyą na jej gniew zasłużył; i tak mnie ta myśl zasmuciła, iż nadzwyczaj byłem ponury i zamyślony, czekając czasu spoczynku, żebym w cichości zgryzotę serca ulżył. Noc ta była prawie bezsenna: Julianna raz w takiej postaci, jakem ją w lasku widział, zagniewana; drugi raz stała mi ustawicznie w oczach: i gdy przededniem zmorzone powieki sen zamknął, marzyła się przecie ustawicznie jej postać wdzięczna i miła.


[27.06.2026, Toruń]



FRAZEOLOGIZMY II (321-340)

 

321. czarny humor - przedstawienie rzeczy tragicznych w sposób humorystyczny

322. czarny jak heban - o czymś lub o kimś bardzo czarnym lub ciemnym

323. czarny jak smoła - o czymś lub o kimś bardzo czarnym lub ciemnym

324. czarny koń - przen. ktoś, kto nieoczekiwanie zwycięża lub odgrywa wielką rolę w jakichś wydarzeniach, choć nikt się tego nie spodziewał; dosł. koń karej maści

325. czarny rynek - ekon. działalność gospodarcza zakazana przez prawo

326. czary-mary - rodzaj zaklęcia; niezrozumiałe rzeczy, praktyki

327. czekać jak kania dżdżu - książk. bardzo mocno i niecierpliwie chcieć czegoś

328. czekać jak na zbawienie - niecierpliwie na coś czekać; usilnie pragnąć, by coś się stało, spełniło

329. czekać na Godota - książk. czekać na coś (lub kogoś), co nigdy nie nadejdzie

330. czepiać się jak pijany płotu - nieustannie doszukiwać się czegoś negatywnego aby ostro to krytykować; zwracać komuś stale uwagę

331. czerwona burżuazja - elita władzy komunistycznej

332. czerwony jak burak - zaczerwieniony na twarzy z powodu silnej emocji, najczęściej zawstydzenia

333. czerwony kur - książk. Pożar

334. czesać książki - oznacza mieć wielki bałagan w dokumentach lub notatkach

335. czeski błąd - pot. jęz. literówka polegająca na przestawieniu dwóch sąsiednich ze sobą znaków[

336. czeski film - żart. sytuacja, w której nie wiadomo o co chodzi; dosł. film produkcji czeskiej

337. cześć pieśni - pot. to, o czym była mowa, się skończyło lub się skończy; to już koniec

338. cześć pracy - żart. forma powitania lub pożegnania używana w stosunku do osób, z którymi mówiący jest w bliskich stosunkach

339. często-gęsto - pot. żart. bardzo często

340. częstochowski rym - przen. rym banalny, prosty, o znikomych wartościach artystycznych, w którym rymujące się wyrazy mają często tę samą formę gramatyczną; żart. iron. utwór wierszowany na niskim poziomie artystycznym, kojarzony z pieśniami odpustowymi i kantyczkami pielgrzymów


[27.06.2026, Toruń]

26 czerwca 2026

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (17-18)

 

Przecinek przed skrótem m.in.

Przed skrótem m.in. (między innymi) zasadniczo nie stawia się przecinka, ale może on wynikać z budowy zdania. W związku z tym przecinek należy postawić w dwóch przypadkach:

1) gdy wspomniany skrót poprzedza wtrącenie (wówczas treść wtrącenia należy z obu stron zamknąć przecinkami);

2) gdy skrót otwiera samodzielną składniowo listę przykładów lub wyliczeń.

Doświadczenie zawodowe zdobywałam m.in. w szkołach podstawowych.

Ten znany pisarz jest autorem wielu książek, m.in. bestsellerowych powieści i poczytnych poradników.

Chciałabym zwiedzić Europę, m.in. Hiszpanię i Włochy, oraz Amerykę Południową.


Przecinek przed skrótem tj.

Skrót tj. został utworzony od początkowych liter wyrażenia to jest. Zarówno przed samym skrótem, jak i przed jego rozwinięciem stawiamy przecinek, ponieważ zgodnie z zasadą interpunkcyjną zdania współrzędne połączone spójnikami synonimicznymi (wyjaśniającymi), do których należy to jest, rozdzielamy przecinkami.

Należy pamiętać również o tym, że przecinek trzeba postawić nie tylko przed skrótem, ale także po fragmencie, który wprowadza.


W połowie trasy, tj. mniej więcej na wysokości Krakowa, doszło do wypadku.

Pani Kowalska, tj. mama Wojtusia, została skarbnikiem.

W czwartek, tj. 22 września, rada miasta uchwaliła podwyżkę podatku od nieruchomości.


[26.06.2026, Toruń]

BIBLIA WARSZAWSKA - KSIĘGA JOBA (2:1 – 2:13)

 

Biblia Warszawska - Księga Joba 2:1

Ponowna próba: ciężkie schorzenie Joba

2:1

I zdarzyło się pewnego dnia, że przybyli synowie Boży, aby się stawić przed Panem; wśród nich przybył też i szatan, aby się stawić przed Panem.

2:2

I rzekł Pan do szatana: Skąd przybywasz? A szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Wędrowałem po ziemi i przeszedłem ją wzdłuż i wszerz.

2:3

Rzekł Pan do szatana: Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę Joba? Bo nie ma mu równego na ziemi. Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego, trwa jeszcze w swej pobożności, chociaż ty mnie podburzyłeś, abym go bez przyczyny zgubił.

2:4

Na to szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Skóra za skórę! Wszystko, co posiada człowiek, odda za swoje życie.

2:5

Lecz wyciągnij tylko rękę i dotknij jego kości i jego ciała, a na pewno będzie ci złorzeczył w oczy.

2:6

Na to rzekł Pan do szatana: Oto jest w twojej mocy, tylko jego życie zachowaj.

2:7

I odszedł szatan sprzed oblicza Pana, i dotknął Joba złośliwymi wrzodami od stóp aż do głowy.

2:8

Wtedy ten wziął sobie skorupę, aby się nią skrobać; i siedział w popiele.

Job karci żonę

2:9

I rzekła doń jego żona: Czy jeszcze trwasz w swojej pobożności? Złorzecz Bogu i umrzyj!

2:10

Odpowiedział jej: Mówisz, jak mówią kobiety nierozumne. Dobre przyjmujemy od Boga, czy nie mielibyśmy przyjmować i złego? W tym wszystkim nie zgrzeszył Job swymi usty.

Odwiedziny trzech przyjaciół

2:11

A gdy trzej przyjaciele Joba usłyszeli o całym nieszczęściu, jakie spadło na niego, przyszli, każdy ze swojej miejscowości: Elifaz z Temanu, Bildad z Szuach i Sofar z Naama. Umówili się pospołu, aby pójść, wyrazić mu współczucie i pocieszyć go.

2:12

A gdy z daleka spojrzeli na niego, nie poznali go; poczęli głośno płakać i każdy z nich rozdarł swoje szaty, i rzucali proch w górę na swoje głowy.

2:13

I siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, a żaden nie przemówił do niego ani słowa; widzieli bowiem, że jego ból był bardzo wielki.



[26.06.2026, Toruń]

24 czerwca 2026

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY (2341 - 2402)


2341. Zagęścić, zagęstnić, zagęstwić - zagęszczać

2342. Zagęścić czymś - zatkać, zapchać

2343. Zagęścić monetę - rozpowszechnić, obficie puścić w kurs;

2344. Zagęścić się - zagęstnieć, zagęstwieć, rozpowszechnić się, rozmnożyć się

2345. Zagładzić, zagładzać - wygładzić (np. zmarszczki);wygładzić, wytępić, znieść

2346. Zagłaskać, zagłaskiwać - zrównać głaskaniem

2347. Zagłaskać się - załagodzić się, rozerwać się, uspokoić się

2348. Zagłobić, zagłabiać - zaprawić (szczelinę), zaklinować, zanitować, zatkać, spoić; zabić

2349. Zagwoździć - zamknąć

2350. Zagłodnieć - poczuć głód, zgłodnieć

2351. Zagłówczany - tyczący się zagłówka (poduszka

2352. Zagłówek - poduszka pod głowę

2353. Zagłówne, zagłówna - zapłata, kara za głowę, za zabójstwo

2354. Zagłupić - zrobić głupim, wystrychnąć na głupca

2355. Zagłuszyć, zagłuszać - ogłuszyć, zaślepić kogoś odurzyć, zatrzeć, zamazać

2356. Zagmatwać, zamatwać - zarzucić, zawieruszyć, zapchać, zatkać, zapełnić

2357. Zagnać - wygnać, wypędzić

2368. Zagnanie - wygnanie, jasyr, niewola

2369. Zagnąbić - zagnębić

2370. Zagnić, zagniwać, zagnijać - zacząć gnić, zajść zgnilizną

2371. Zagniłek, zagniłka - rzecz zagniła

2372. Zagniotek - rzecz zagnieciona

2373. Zagnoić się - zagnić

2374. Zagnuśnieć - zgnuśnieć

2375. Zagodny - łagodzący

2375. Zagodzić, zagadzać - załagodzić, załatwić

2376. Zagolić, zagolnąć - zamachnąć

2377. Zagon - szereg, rząd na szachownicy; wyprawa wojenna, ekspedycja

2378. Zagon za kimś - pogoń

2379. Zagonić się - goniąc zapędzić się dokądś

2380. Zagończy - tyczący się zagonu wojennego (wrzawa zagończa)

2381. Zagorszyć - pogorszyć

2382. Zagorzeć, zagorywać, zagorewać, zagorzeć się, zagorywać się zagorewać się - zapalić się, zająć się ogniem; zwiędnąć, uschnąć

2383. Zagorzel, zagorzelina, zagorzelizna - zagorzałość, zagorzenie, zaczadzenie

2384. Zagościć, zagościać, zagaszczać kogoś - zainstalować jako gościa

2385. Zagościć się - zamieszkać gdzie jako gość

2386. Zagrabić, zagrabiać, zagrabować - skonfiskować, zająć

2387. Zagranicze - miejsce za granicami kraju

2388. Zagraniczek - człowiek z za granicy, cudzoziemiec

2389. Zagraniczyć, zagraniczać - zakreślić granice, zagrodzić ograniczyć

2390. Zagraniczyć się - ograniczyć się, zakończyć się u granic (

2391. Zagrawać - zagrywać

2392. Zagrązić, zagręzić, zagrężyć, zagrążyć - pogrążyć, zanurzyć.

2393. Zagrąznąć, zagręznąć - zagrzęznąć

2394. Zagroda - miejsce zagrodzone w obrębie miasta); zapobieżenie czemuś

2395. Zagroda za szkodę - odszkodowanie, wynagrodzenie

2396. Zagrodca - zagrodnik

2397. Zagrodniczek - zdrobnienie od zagrodni.

2398. Zagrodnik wyspy - osadnik, mieszkaniec wyspy, wyspiarz

2399. Zagrodzić, zagradzać - nie dopuścić kogoś do czegoś, wstrzymać od czego zastrzec, zawarować

2400. Zagrodzić za szkodę - wynagrodzić

2401. Zagromadzić - nagromadzić

2402. Zagromić, zagramiać, zagromiać - niby gromem uderzyć, gromić



[24.06.2026, Toruń] 

HORACY - PIEŚNI - KSIĘGA II - PIEŚŃ III i IV

 

III

Pomnij zachować umysł niezachwiany

Pośród złych przygód i od animuszu

Zbyt zuchwałego wśród pomyślnej zmiany

Chroń się, gdyż umrzesz, Deliuszu.

Umrzesz, czy smutny przeżyjesz wiek cały,

Czy na trawniku zacisznym zasiędziesz

Na dni świąteczne i z piwnic wystały

Swój Falern zapijać będziesz.

Gdzie biała topol z sosną rozrośniętą

Chętnie swe cienie gościnne zespala,

Gdzie wstrząsać brzegu kotliną wygiętą ·

Pierzchliwa sili się fala,

Tam rozkaż przynieść i wina, i wonie,

kwiaty róży, tak krótkiej trwałości,

Póki wiek, mienie i trzech prządek dłonie

Tej ci dozwolą radości.

Ziem skupowanych ustąpisz i domu,

I willi, którą żółty Tyber myje ;

Ustąpisz : bogactw spiętrzonych ogromu

Dziedzic twój potem użyje.

Czyś bogacz, plemię Inachusa stare,

Czyś biedak, wyszły z warstw najniższych łona,

Nie ma różnicy : pójdziesz na ofiarę

Bezlitosnego Plutona.

Wszyscy zdążamy tamże : wszystkim z urny,

Prędzej czy później , jeden los wychodzi :

I w kraj wiecznego wygnania pochmurny

Na smutnej wyśle nas łodzi.

Tłumaczył - Adam Asnyk


IV

Nie wstydź się, że się kochasz w niewolnicy,

drogi Ksantiasie. Była taka chwila,

że wdzięk Bryzejdy, branki bladolicej,

uwiódł Achilla. ·

A dzielny Ajaks, wódz, syn Telamona

do pięknej branki też płonął z bezwstydem,

widok młodego, dziewiczego łona

uwiódł Atrydę.

I to w momencie, kiedy oręż Greka

hufce Hektora łatwo mógł rozbroić,

kiedy godzina była niedaleka

upadku Troi.

Kto wie, skąd twoja Filis jasnowłosa,

czy krew błękitna nie płynie w jej żyłach,

czy z domu królów złym zrządzeniem losu

tu nie przybyła ?

W jej pochodzenie z gminu ja nie wierzę,

nie może dziewka o twarzy tak gładkiej ,

co przy tym kocha tak wiernie i szczerze,

wstydzić się matki.

Uda jej krągłe, co skrywa tunika,

wielbię, podziwiam uśmiech jej radosny . . .

O niemłodego dziś już rozpustnika

nie bądź zazdrosny .

Tłumaczył - Ludwik Hieronim Morstin



[24.06.2026, Toruń]