Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

07 kwietnia 2026

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (7-8)

 

7. Przecinek przed gdyż

Wyraz gdyż pełni w języku polskim funkcję spójnika przyłączającego zdanie podrzędne, które wyjaśnia przekazaną wcześniej informację. Spójnik ten wyraża przyczynę wystąpienia jakiegoś zjawiska. Zawsze stawiamy przed nim przecinek.

Ukradł chleb, gdyż był głodny.

Ludzie protestują, gdyż nie zgadzają się z nowymi przepisami.

Zdałam ten egzamin, gdyż poświęciłam dużo czasu na naukę.


8. Przecinek przed jak również

Wyrażenie jak również ma w zdaniu funkcję spójnika. Używa się go do łączenia zdań lub ich części odnoszących się do tych samych przedmiotów, osób, faktów itp.

Przed wyrażeniem jak również zawsze stawiamy przecinek.

Doświadczenie zawodowe zdobywałam w instytucjach kultury i wydawnictwach, jak również w redakcjach różnych czasopism.

Zabawa ta ma na celu rozwijanie kreatywności, korygowanie wad wymowy, jak również zwiększenie zasobu słownictwa u dzieci.

We wniosku należy podać swoje dane adresowe, jak również informacje dotyczące dochodu.



[07.04.2026, Toruń]

JULIUSZ SŁOWACKI - BENIOWSKI PIEŚŃ 5 - (24)

 

Siedzi przed samą grotą, jak Ugolin⁵⁰⁵

Smutny, nad czaszką ogryzioną, ludzką,

I oblizuje się po krwawych chrapach,

Jako egipski Bóg⁵⁰⁶ na tylnych łapach.


Lecz czy ta czaszka zjedzonego trupa

Chodziła kiedy nogami szlachcica?

Czy była czaszką Rugieri biskupa?

Nie mogąc się od psa, ni od martwica⁵⁰⁷

Dowiedzieć, przykuł brytana do słupa. Niewola

A pies zapatrzył się w oczy księżyca,

Nie jęczał, nie gryzł żelaza, nie skakał:

Ale zapatrzył się w księżyc — i płakał.


Kto widział w Rzymie posąg niewolnika

Germana, który w smutku, cicho stoi,

Wie co twarz, choćby zwierzęca i dzika

Zawiera bolu, gdy się uspokoi

I kraj przeszłości myślami odmyka,

I o wolności kiedyś dawnej roi…

Wie, co czuł Sawa, gdy na łańcuch schwytan

Nie wyrzucał mu nic — milczący brytan.


Więc go potrzymał tak, potem zmiękczony

Na wolność puścił znów antropofaga⁵⁰⁸.

Lecz odtąd pies był dziwnie zamyślony,

I smutku wielka w nim była powaga.

Czy to dlatego, że był nakarmiony,

Amerykańskim zwyczajem Osaga⁵⁰⁹?

I czuł dziwną czczość zjadłszy w parowie

Poetę może, z poematem w głowie?…


Nie wiem… i wolę nie dochodzić wcale.

Więc do powieści. Sawa wszedł do jamy.

Słońce wschodzące, przez burzanów fale,

Lało się w grotę ognistemi błamy⁵¹⁰,

Barany białe leżały na skale,

Nad grotą. — Obraz ten oprawić w ramy! —

Za Sawą wszedł koń w jamę wyzłacaną

Słońcem i poszedł do żłobu po siano.


Za Sawą weszło dziewczę z gołębiami,

Pies łasił się, koń rżał, gołębie gruchały.

Brylantowemi jedno źródło skrami

Padało z tętnem, lejąc się ze skały. —

Idyllę moją pies cokolwiek plami

Przeszłością, ale któż jest doskonały?

Pies więc i grota, koń, gołębie, trzoda;

Spokojnie słońce wschodzi, mruczy woda.

----------------------------------------------------------------------------------

⁵⁰⁵Ugolin — własc. Ugolino, postać z Boskiej Komedii Dantego, mściciel, który w Piekle gryzł czaszkę i wysysał mózg swojego dawnego prześladowcy, biskupa Ruggieri, za to, że ten skazał Ugolina i jego synów na śmierć głodową.

⁵⁰⁶egipski Bóg (mit. egip.) — Anubis, bóg pogrzebów i balsamistów, był przedstawiany w postaci ludzkiej z głową psa lub szakala.

⁵⁰⁷martwic — trup.

⁵⁰⁸antropofag (z gr.) — ludożerca.

⁵⁰⁹Osagowie — Indianie z Ameryki Płn. z rodziny Dakotów, posądzani o kanibalizm.

⁵¹⁰błam — zszyte futerka na przykrycie lub do podszycia płaszcza; ognistemi błamy — dziś popr. forma N. lm: ognistymi błamami.

-----------------------------------------------------------------------------

Sawa na siodle oparł się; dziewczyna

Siadła przy źródle i czesała włosy.

A do niej Sawa: „Oj moja Swentyna,

Latasz po stepie jak cygańczuk bosy,

A czerwieniejesz teraz, jak kalina.

Oj będzie łycho⁵¹¹! — Toż to moje losy!

Chciał ja się mieczem wyrąbać na panka,

A siostra wyjdzie na łycho… Cyganka!” —


— „Na licho wyjdę, czy na spokojnicę⁵¹²,

A tobie to co? Ty wyjdź na Hetmana!

I znajdź sobie jaką piękną krasawicę,

Córkę Starosty albo Kasztelana,

Tak się żeń… Ja ci ubiorę w brusznice

Korowaj⁵¹³ — sama pójdę w step Bojana⁵¹⁴,

Gdzie mi śpiewają kwiaty i żurawie:

A spać nie będę na wproszonej ławie.


Mnie świat szeroki! — Jak złotego gila

Przedała⁵¹⁵ kiedyś Włochom Guślarycha.

Ty na kurhanie dumał Czaromyla,

Gdzie tobie dumy piała⁵¹⁶ Janczarycha;

A mnie Włoch bił, bił! Oj! łza mi rozchyla

Palce, gdy myślę, jak ja była licha!

Jaka ja biedna była niewolnica!

A dziś co ze mnie? — Wiatr i gołębica!


Nie łaj mnie, ale na stepy wyprowadź,

Pocałuj, zapłacz, świśnij — taj polecę!

Gołębie moje umieją tańcować,

Na chleb zarobią, na cerkiewne świece…

Będzie mnie za co ubrać i pochować.

Albo ja martwa pójdę wpław po rzece,

A gdzieś Rusałki srebrne wezmą sobie,

I pochowają w śpiewającym grobie.


Taj będzie koniec z żałosną Swentyną!

Oj! nalatała się ja po kurhanach!

Oj! nakarmiła się gorzką kaliną!

Jak jemiełuszka⁵¹⁷! — Była ja przy panach!

I była między chłopami Caryną!

A wszystko smutno — Chodzę jak w kajdanach,

Ni ojca ani matki na tym świecie!

Groszów⁵¹⁸ zebrała co? — Taj wiatr rozmiecie!” —


Sawa, jak szatan, zmarszczył się: „Poganko,

A co? straciłaś już twój srebrny wianek?

Przydybał ciebie ja, moja kraszanko!

----------------------------------------------------------------------------------

⁵¹¹łycho (ukr.) — licho, bieda, źle.

⁵¹²spokojnica (z ros.) — nieboszczka.

⁵¹³korowaj — weselny placek z mąki pszennej, tradycyjny w Rosji i na Ukrainie.

⁵¹⁴Bojan — mityczny bard ruski, wnuk Welesa, bożka pieśniarzy i rycerzy, wspomniany w Słowie o wyprawie Igora, miał żyć na przełomie XI i XII w i należeć do drużyny Jarosława Mądrego; za wcielenie Bojana podawał się w swoich wierszach Józef Bohdan Zaleski (1802–1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej.

⁵¹⁵przedać (daw.) — sprzedać.

⁵¹⁶dumy piała (z ukr.) — śpiewała pieśni.

⁵¹⁷jemiełuszka — jemiołuszka, niewielki ptak wędrowny.

⁵¹⁸groszów — dziś popr. forma D. lm: groszy.

-------------------------------------------------------------------------------

Przy tobie jakiś złoty marcypanek

Szlachcic. — Co robisz ty z nim? mów, cyganko?

Co ty robiła z nim przez cały ranek?

Cóż? oszukana? ha? kwiatku kaliny,

A kiedyż prosisz na ślub i na chrzciny?” —


Nie rzekła na to nic; lecz zamyślona

Wstała, cmoknęła i ptaki srebrnemi

Ubrawszy swoje wysmukłe ramiona,

Pokłoniła się bratu aż do ziemi;

I chwilę stojąc przed nim pokłoniona,

Jak brzoza, listki wiejąca złotemi,

Wstała i nogą jakiś zygzak chiński

Kreśląc na piasku, rzekła: „Słysz, Caliński!


Pomiędzy nami stoją te hramoty⁵¹⁹!

Aż przyjdzie rzeka i ten piasek zmyje,

Aż przyjdzie zjeść ten piasek piorun złoty,

Aż przyjdzie wąż skrzydlaty i wypije,

Ani mnie ujrzysz! — Ani ja wiem, kto ty?

Ani ty wiedzieć będziesz, gdzie ja żyję? —

Łzami kupiła ja ten świat podniebny,

I komu zechcę, dam pierścionek srebrny”.


Tu Sawa wściekły wrzasnął: „Ty wyrodna!

Z pierwszym szlachcicem cyganisz na jarze!”

Na to, jak róża, która nie jest do dna

Białą, lecz w liści kryształowej czarze

Kryje rumieniec, a kiedy swobodna,

Słońcu odemknie łono i pokaże

Swój rubinowy wstyd i tę konieczną

Białego kwiatu rumianość serdeczną:


Podobnie wtenczas się zarumieniła

I ręką bijąc powietrze przed sobą: —

Nie! nie! ja nigdy”. Białą twarz zakryła.

Pierwszy raz jestem spłonioną przed tobą;

Teraz się będę zawsze czerwieniła

Przed każdem okiem, przed każdą osobą;

Bogdajbyś ty tak, gdy się będziesz żenił,

Pierwszy raz twoją miłę zaczerwienił!


Gdy, dawniej, w rękach i na linie Włocha

Gięłam się jak wąż, cóż robiły pany,

Aby mię słowem zczerwienić choć trocha!

A byłam jako kwiatek ołowiany.

Nie czerwieni się serce, aż zakocha;

Nie zawsze blady jest, kto nie kochany.

Bądź zdrów, nie będę nadaremnie szlochać,

Jeśli, jak mówisz, kocham, — lecę kochać!


A gdy się dowiesz, że w kurhanie leżę,

O! przyjdź na kurhan mój z psem i sokołem!

Połóż się chwilę na darniny świeże,

Niech sokół czarnem krzyż obleci kołem.

Ja także jestem jak polscy rycerze,

-------------------------------------------------------------------------

⁵¹⁹hramota (ukr.) — gramota, dokument pisany na dawnej Rusi i Litwie.


[07.04.2026, Toruń]

PROFESOR TUTKA (29) Z WIZYTĄ U WIEDŹMY

 

Doktor opowiadał o najnowszych środkach uśmierzających bóle, sędzia poruszył sprawę narkotyków w ogóle i w związku z przestępczością, rejent opowiedział swoje wrażenia z lat dawnych, gdy trafił raz do palarni opium.

Odezwał się teraz Profesor Tutka:

Niegdyś, przed laty, spędziłem parę miesięcy w lesistej miejscowości. Poszedłem raz do wielkiego lasu i po prostu zabłądziłem. Próbowałem wrócić, ale wciąż byłem w wielkim lesie. Postanowiłem iść w jednym kierunku, wreszcie las musi się skończyć. Słońce zasłoniło się chmurami, mżył deszcz, według nieba nie mogłem się orientować, czy idę na wschód, czy na zachód. Po obrośniętych mchem pniach drzew orientowałem się tylko, gdzie północ, a gdzie południe. Postanowiłem iść na północ. Wreszcie po paru godzinach, gdy zrobiło się już ciemno, spostrzegłem z radością, że drzewa zaczynają się przerzedzać. Ujrzałem ślad jakiejś drogi, później domek ze światłem w oknach. Przemokłem i zmęczyłem się bardzo, więc widok tego domku, w którym zapewne będę mógł odpocząć, pożywić się i rozpytać, gdzie jestem — był dla zbłąkanego po prostu szczęściem. Gdy zapukałem, otworzyła mi drzwi kobieta.

Pozdrowiłem ją i zapytałem uprzejmie, czy pozwoli mi tu odpocząć, gdyż zabłądziłem w lesie i nie wiem, jak daleko jestem od miejscowości, w której mieszkam. Niemłoda kobieta wysłuchała mnie i powiedziała dość surowo, bez wielkiej uprzejmości «proszę». Wprowadziła mnie do obszernej, zresztą jedynej, izby w domu. Powiedziała znów surowo i chłodno: «Niech pan spocznie». Usiadłem. Popatrzyła na mnie i znów powiedziała dość szorstko: «Niech pan zdejmie marynarkę; przemokła; trzeba zawiesić ją bliżej ognia». — «A... jeżeli pani tak łaskawa...» I zdjąłem posłusznie marynarkę, którą powiesiła w pobliżu paleniska, po czym sama zaczęła haczykiem poprawiać płonące drzewo. Rozejrzałem się po izbie. Izba duża, bielona, o niskim belkowanym pułapie. Na tych belkach zauważyłem mnóstwo pęczków suszonych roślin. Na półce stało dużo butelek, napełnionych płynami o różnych kolorach. Jeden z rogów dużej izby był zasłonięty płótnem, zza którego wyglądała

część łóżka. Pośrodku stał duży stół, przy jednej ze ścian wiejska kuchnia z okapem i piecem do chleba. Poza tym zauważyłem niemalowany kredens z sosnowego drzewa i parę staroświeckich okutych skrzyń. Spytałem:

Pani tu sama mieszka?

Sama.

I nie boi się pani?

Niczego się nie boję. Mnie się ludzie boją.

Gdy to powiedziała, pierwsza moja myśl była: «trafiłem do chaty wiedźmy». Spojrzałem teraz na łopatę, służącą do wkładania chleba. Pomyślałem: «Dobrze, iż nie jestem zabłąkanym dzieckiem: może powędrowałbym na tej łopacie do pieca». Zacząłem obserwować teraz pilniej moją gospodynię, stojącą nad ogniem. Nie była młoda, ale i nie stara; nie mogłem określić, wiele ma lat. Trudno również określić, czy ładna, czy brzydka. Drgający ogień i cienie wyostrzały, to znów łagodziły jej twarz. Uderzały na pierwsze wejrzenie jej oczy badawcze, przenikliwe i postać duża, powiedziałbym: dostojna. Kobietą, której przyglądałem się z wielkim zainteresowaniem i pewnym, dodajmy, niepokojem, postawiła na ogniu patelnię, nad którą zaczęła rozbijać dużą ilość jaj. Przyrządzając jajecznicę powiedziała surowo i szorstko:

«Musi pan tu nocować: ciemno się robi, znów pan w lesie zabłądzi. Dam panu trochę siana i poduszkę, do świtu się pan prześpi». Gdy jajecznica była już gotowa, kobieta podeszła do jednej ze skrzyń, wyjęła biały obrus i rozłożyła na stole. Zauważyłem, że obrus jest z wytwornego płótna. Gospodyni podeszła do kredensu i po chwili postawiła na stole dwa talerze. Poznałem od razu jak antykwariusz, że to stary fajans angielski. Łyżeczki były również staroświeckie, ciężkie, ozdobne i srebrne. Postawiwszy na stole tacę z chlebem, pani podała salaterkę jajecznicy oraz jeszcze postawiła butelkę zielonkawego napoju i kryształowe kieliszki. Zgłodniały, z przyjemnością patrzałem na obfitą ilość jajecznicy, chwytałem z lubością zapach wiejskiego chleba. Gospodyni zarzuciła na siebie wzorzysty, egzotyczny szal i nalała z butelki zielonkawego napoju. Podczas tych wszystkich czynności w głowie mej pracowały myśli i spostrzeżenia. Gospodyni moja, ta wiedźma, to jakaś kobieta z «przeszłością». Niektórzy o swej przeszłości lubią opowiadać i nawet przedstawiać ją za świetniejszą, niż była; niektórzy nie lubią o niej mówić. Wiedziałem o tym i postanowiłem na razie o przeszłość nie pytać. Pomyślałem teraz o napoju, który kobieta nalała do kieliszków. Zapewne, że coś na spirytusie, ale co? Czy może jest w tym jakiś proszek z suszonego węża, jaszczurki, nietoperza? Może, gdy mnie upije, zaprosi na miotłę, którą widzę koło pieca i polecimy na Łysą Górę? Lubię przygody i podróże, więc i tego spróbuję. Może jest w tym lubczyk, albo też wyciąg z kantaryd, po czym ogarnie mnie szał miłosny? Dziwy siedzą w mężczyźnie... Spędzałem chwile nader miłe z kobietami o bardzo różnych profesjach, ale z prawdziwą wiedźmą jeszcze nie próbowałem. Byłem trochę zaniepokojony, ale nie mogę powiedzieć, żeby nie nęcił mnie urok tajemnicy. Zresztą teraz ta kobieta, gdy siadła naprzeciw mnie, wydała mi się niestraszna, a nawet interesująca. Panowie! Co tu gadać... Opowiadania o miłości są zawsze najciekawsze i nie dziwię się, że nadstawiliście ucha... Gdy miałem w sobie różne myśli i niepokoje, po surowej twarzy kobiety przemknął jakby cień ironicznego uśmiechu. Powiedziała mi: «Niech pan pije; niech się pan niczego nie obawia... rozgrzewające, dobre i zdrowe». Kobieta widocznie umiała chwytać ukryte myśli. Wypiliśmy po kieliszku rzeczywiście nadzwyczajnej w smaku nalewki ziołowej, po czym zacząłem jeść jajecznicę, która mi się wydawała najwspanialsze potrawą, jaka istnieje na świecie. Spojrzawszy na wiszące pod pułapem zioła, spytałem:

Czy pani może leczy?

Tak.

I zioła ludziom pomagają?

Zamyśliła się.

Zapewne... Leki pomagają... Czasem naprawdę, czasem to złudzenie, czasem jakaś nadzieja...

Nalała mi znów zielonkawego napoju. Zaczęła mówić, ale teraz jak gdyby z uśmiechem

i łagodniej:

Myślał pan, że podałam panu jakiś osobliwy narkotyk. — Zapaliła długie wąskie cygaro, jakie się widuje w krajach południowych. Nie spoglądała już na mnie swym wzrokiem, aż męcząco badawczym, przenikliwym, tylko zapatrzyła się w dym tego cygara. Po chwili znów zaczęła mówić coraz ciszej i coraz łagodniej:

Przychodzą do mnie ludzie i po narkotyki... Jest pan człowiekiem młodym (byłem wówczas młody) i zechce pan nieraz tych podniet spróbować. Nie radzę panu… Zwłaszcza panu.

Dlaczego mówi pani: zwłaszcza mnie?

Patrzyła wciąż na dym swego cygara.

Są ludzie — mówiła — którzy nie mają wyobraźni. Narkotyk odsłania im światy, których bez niego nie mogliby zobaczyć. Światy naprawdę interesujące, bogate, może nawet cudowne. Ale są ludzie, którzy mają tej wyobraźni aż za wiele i to im przeszkadza nieraz bardzo w życiu. Gdyby jeszcze zażywali narkotyków, poprowadziłoby to ich już w bardzo dalekie krainy. I jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Narkotyk może odebrać, przytępić takim ludziom wyobraźnię. Byłoby to z wielką jednak szkodą dla nich, a może czasami i dla drugich. Pan lubi dalekie podróże. Odbywać je pan będzie naprawdę, choć zwykle spotka pana rozczarowanie. Ale jeszcze ciekawsze będą pańskie podróże, gdy je pan będzie odbywał na miejscu, siedząc w swoim pokoju. Chociaż mi pan dużo o sobie nie mówił, wiem, że jest pan człowiekiem wymownym. Lubi pan coś słuchaczom opowiedzieć. A skąd wiem? Taka już jestem, że jak na człowieka spojrzę, to dużo o nim wiem... Otóż, gdy pan ludziom będzie opowiadał swoje przygody, a będzie to może w kawiarni...

- Panowie! — powiedział Profesor Tutka — ta kobieta widziała mnie, patrząc na dym z cygara, widziała mnie między wami w kawiarni... Ale wracam do tego, co mówiła dalej… «Otóż, gdy pan ludziom będzie opowiadał przygody swoje w kawiarni, niech pan nie szuka większych podniet. Wystarczy panu filiżanka czarnej kawy. Gdyby się pan podniecił, może odszedłby od możliwości zrozumienia pana przez słuchaczy zbyt daleko. Straciłby pan z nimi kontakt. A tak, jeżeli nie wszystko zrozumieją, o czym pan mówi, w każdym razie ze trzy czwarte tego, co pan opowiada, będzie dla nich zrozumiałe. To wystarczy, aby nie stracić ze słuchaczami łączności. A nawet radziłabym panu, aby do czarnej kawy kazał pan sobie przynieść zawsze szklankę zimnej wody. Gdy wyobraźnia zechce ponieść pana zbyt daleko, niech się pan napije zimnej wody i dopiero mówi dalej».

- Panowie — mówił po chwili Profesor Tutka. — Oto zdradziłem wam tajemnicę, dlaczego do czarnej kawy każę przynosić zawsze szklankę zimnej wody. Posłuchałem rady mądrej, dużo wiedzącej kobiety, z którą na ciekawej rozmówię spędziłem niegdyś jedną noc w lesie.



[07.04.2026, Toruń]

06 kwietnia 2026

SZTUKA - OTTO DIX - KULTURA WEIMARSKA

 

1. Otto Dix (Niemcy, 1891–1969)

Autoportret z paletą przed czerwoną zasłoną (1942)

Technika mieszana na drewnie, 100 x 80 cm.

Kunstmuseum, Stuttgart


Nie, artyści nie powinni reformować ani nawracać. Są o wiele za nisko. Powinni jedynie dawać świadectwo” – Otto Dix w wywiadzie z 1958 roku


2. Otto Dix

Adwokat dr Fritz Glaser (1921)

Olej na płótnie, 105 x 80,5 cm.

Kolekcja prywatna


Glaser był wybitnym żydowskim prawnikiem i mecenasem sztuki w Dreźnie, który w okresie hiperinflacji w 1923 roku otworzył swój dom dla wielu ubogich artystów. Kiedy zlecił Dixowi wykonanie tego portretu, nieudany pucz Kappa z marca 1920 roku wywołał już pierwszą falę antysemityzmu, która później przyczyniła się do wzrostu popularności nazizmu. Wydaje się, że Dix podjął świadomą decyzję o podkreśleniu „żydowskich rysów” swojego przyjaciela i przedstawieniu go nie jako wykształconego i światowego prawnika, ale jako bezbronnego i odizolowanego członka prześladowanej mniejszości, który w obronnym geście splata dłonie i rozmyśla o swojej niepewnej przyszłości na ponurym tle budynku z zasłoniętymi oknami. W ten sposób Dix – zawsze przewidujący, w którą stronę wieje wiatr ducha czasu – daje nam pierwsze przejmujące przeczucie tragicznego losu europejskich Żydów.


3. Otto Dix

Tancerka Anita Berber (1925)

Tempera i olej na sklejce, 120 x 65 cm.

Fundacja Otto Dixa, Vaduz


Po okresie hiperinflacji w 1923 roku, kiedy to bochenek chleba kosztował w pewnym momencie miliard reichsmarków, amerykański kapitał wkroczył, by ożywić niemiecką gospodarkę. Począwszy od 1924 roku, kraj przeżył pięć lat prosperity i „dobrych czasów” – beztroskiego i nieco dekadenckiego świata przedstawionego w filmie „Kabaret”. Dix, który zaledwie kilka lat wcześniej malował inwalidów wojennych, odzwierciedlał nowego ducha czasu w wyborze swoich tematów.


4. Otto Dix

Salon I (1921)

Olej na płótnie, 86 x 120,5 cm.

Galerie der Stadt, Stuttgart


Cztery prostytutki siedzą przy stole i czekają na klientów. Każda z nich ma już swoje lata; wszystkie noszą tanie stroje, które nie są w stanie ukryć ich wieku. Był to jeden z pierwszych obrazów Dixa w stylu „nowej obiektywności”. Istniał również obraz towarzyszący, Salon II, który został skonfiskowany i zniszczony przez nazistów.


5. Otto Dix

Blueben und Vergehen [Wzrost i rozkład] (ok. 1911–1912)

Olej na tekturze, 63,5 x 48,5 cm.

Stadtmuseum, Bautzen


To wczesne dzieło Dixa pochodzi z okresu jego studiów w Szkole Sztuki i Rzemiosła w Dreźnie, który trwał od września 1910 r. do momentu jego powołania do służby wojskowej w sierpniu 1914 r. Po okresie intensywnego późnego impresjonizmu, charakteryzującego się obrazami pejzaży z Gery i Drezna, w 1912 r. nastąpiła faza, w której artysta zajmował się różnorodną tematyką. Do 1915 roku to przede wszystkim autoportrety i portrety przyjaciół motywowały go do adaptacji i przekształcania szerokiego spektrum artystycznych wrażeń, które jego pamięć eidetyczna pozwoliła mu zgromadzić w drezdeńskiej Galerii Starych Mistrzów oraz w galeriach awangardowych – wrażeń opartych na twórczości artystów od Dürera po Klingera i od van Gogha po futuryzm.


6. Otto Dix (niemiecki, 1891–1969)

Starszy robotnik na strychu (1920)

Olej na tekturze, 76 x 56 cm.

Miejska Kolekcja Sztuki w Haus der Heimat, Freital


[06.04.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - FRANCIS POULENC - SEKSTET...

 

Allegro vivace z Sekstetu na flet, obój, klarnet, róg, fagot i fortepian


[06.04.2026, Toruń]

05 kwietnia 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1389) KROPIDŁO

 

1389.

Na początek składam życzenia świąteczne wszystkim tym, co celebrują Wielkanoc i związane z nią tradycje i zwyczaje rodzinne. Dla mnie, co pewnie czytających te słowa oburzy, nie obchodzę, jak to się mówi, świąt chrześcijańskich, co nie oznacza, że nie szanuję ich wymowy oraz tych wszystkich, dla których na przykład Wielkanoc jako czas odrodzenia coś ważnego znaczy. A i owszem, onegdaj, czy to jako dziecko, czy nawet później, szedłem w Wielką Sobotę do kościoła z koszyczkiem potraw świątecznych, aby kapłan poświęcił te jaja, plasterek szynki, chleb i co tam jeszcze mieściło się w wiklinowym pojemniku. Minęły lata i jakoś mi nieswojo pogodzić się z tym, aby ręce księdza chwytające kropidło uprzednio wsuwały się w majtki chłopców i pod spódniczkę dziewczynek. Ja wiem, że przesadzam i generalizuję, a tak być nie powinno, ale sami księża winni są temu, żeby myśleć o nich w ten sposób. Ponadto ten sam ksiądz z kropidłem w ręku (sądzę, że ponad 90% księży) podczas wyborów głosował na faceta, który dostarczał prostytutki do hotelu, „zajumał” mieszkanko staremu człowiekowi, z kastetem na palcach i kijem bejsbolowym w dłoni naparzał się z takimi jak on kibolami w lesie. Księdzu z kropidłem to nie przeszkadzało.

To prawda, że obecnie tacy duchowni jak Grzegorz Wojciech Ryś – arcybiskup, kardynał, metropolita archidiecezji krakowskiej oraz Konrad Krajewski – arcybiskup, kardynał, metropolita łódzki zmierzać będą do naprawy Kościoła Katolickiego w naszym kraju, ale, jak podejrzewam, że ciężko będzie odpolitycznić duchowieństwo i uczynić je przyjaznym ludziom. Niestety nawet dwie jaskółki wiosny nie czynią, choć chciałbym w to wątpić.



[05.04.2026, Toruń]

POEZJA (93) JAN KASPROWICZ - KSIĘGA UBOGICH (VI)

pisownia oryginalna 

VI

O starowierne melodje!

O bogomodlne organy!

Słucham was dzisiaj, jak dawniej,

Do głębi rozmiłowany.


Przychodzę pod zrąb zczerniały

Modrzewiowego kościoła

I słucham, jak głos mnie odwieczny

Do wielkich wyznań woła.


Przytulon do lipy stuletniej,

Oszołomiony jej wonią,

Ulegam świętym urokom,

Co w pieśni organnej dzwonią.


Zda mi się, że w jej potędze

Odzywa grom się znowu,

Gdy Twórca nadawał kształty

Swemu płodnemu Słowu.


Że w tych przycichłych akordach —

O jakżeż czekam ja na nie! —

Odzywa się Jego serdeczne

Tych kształtów umiłowanie.


Czuję, zagubion w przedwieczu,

Jak dusza się moja przemienia,

Jaka ją żądza porywa,

Jakie ją wznoszą pragnienia.


Z gliny, rzuconej mym rękom,

Chciałbym ulepić dzieło,

Co serce by miało organne,

Co z Niego początek wzięło.


Wiem: nie dorówna-ci ono

Prawdzie Pierwszego Mistrza,

Ale odbijać ją będzie,

Jak niebo woda najczystsza.


Chciałbym, ażeby się miłość

Spełniała w tworzącej duszy,

By oczy jej były otwarte

I zawsze otwarte uszy.


Wiem: nie dorówna-ci ona

Jego wszechwidnej miłości,

Ale ku źródłu swojemu,

Iść będzie jakonajprościej.


I oto, gdy w wiejskim kościele

Organy brzmią rozmodlone,

Ja z jarzmem tych pragnień moich

W Jego wędruję stronę.


Przytulon do lipy stuletniej,

Na łany śpieszę, nad zdroje,

Z pól Jego zbieram materjał

Na czyn mój, na dzieło moje.


Czasem mnie kłos zastanowi,

Najpłońsza zatrzyma trawa,

Lub fali jeziornej dalekie

Wspomnienie wpoprzek mi stawa.


I wówczas mi się wydaje —

O dumo, idąca z Boga! —,

Że miłość moja tak wielka,

Jak w krąg ta ziemia droga...


O starowierne melodje!

O bogomodlne organy!

Słucham was, dzisiaj, jak dawniej,

Do głębi rozmiłowany…



[05.04.2026, Toruń]

31 marca 2026

FRAZEOLOGIZMY II (261-280)

 

261. chudy jak szczapa - bardzo chudy, przesadnie szczupły

262. chudy jak szkielet - bardzo chudy, przesadnie szczupły

263. chuj babski - wulg. atrapa penisa

264. chuj bombki strzelił, choinki nie będzie - wulg. zwrot używany w sytuacji utraty nadziei na spełnienie oczekiwań gdy coś poszło nie tak jak powinno, nie po czyjejś myśli; coś się nie udało

265. chuj go wie - wulg. nie wiem, nie wiadomo, trudno powiedzieć

266. chuj strzela - wulg. przen. ktoś jest bardzo zdenerwowany, rozgniewany, niezadowolony z jakiegoś powodu

267. chuj w dupę - wulg. okrzyk złości w stosunku do drugiej osoby

268. chuj, dupa i kamieni kupa - wulg. kiepsko, beznadziejnie

269. chwyt poniżej pasa - posunięcie niezgodne z przyjętymi normami etycznymi, postępek nieszlachetny, nieetyczny

270. chyba ty - slang. młodz. żart. riposta używana z braku innych argumentów lub w celu pokazania dystansu, lekceważenia dla tematu poruszanego przez rozmówcę [Spóźniłeś się. – Chyba ty.]

271. chylić czoła - podziwiać, okazywać komuś szacunek, uznawać czyjąś wyższość, zwierzchnictwo nad sobą, ulegać komuś lub czemuś

272. ciągnąć druta - wulg. doprowadzać mężczyznę do ejakulacji za pomocą ust

273. ciągnąć kota - pot. daw. oddawać się pijaństwu, upijać się, uczestniczyć w popijawie

274. ciągnąć za język - usiłować dowiedzieć się czegoś od kogoś, wypytywać kogoś

275. cisza jak makiem zasiał - absolutną ciszę, spokój i brak jakichkolwiek szmerów

276. cicho / cisza jak w grobie - tak cicho, że aż nieprzyjemnie, nie do zniesienia

277. cichy bohater - osoba, która dokonuje ważnych, pozytywnych lub heroicznych czynów, ale robi to bez wielkiego rozgłosu lub publicznego uznania

278. cichy wspólnik - inwestor, który wnosi wkład (kapitał, praca, majątek) do przedsiębiorstwa innej osoby (wspólnika jawnego), nie ujawniając się na zewnątrz i nie zarządzając firmą

279. cielęcy wiek - okres dzieciństwa i wczesnej młodości charakteryzujący się naturalną skłonnością do nieracjonalnych zachowań i buntu

280. cielęcy zachwyt - przesadny, wielki zachwyt (często nieuzasadniony, bezpodstawny)



[31.03.2026, Toruń]

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (5-6)

 

5. Przecinek przed czyli

Wyraz czyli wprowadza zdanie lub wyrażenie o charakterze wyjaśniającym – drugi człon objaśnia pierwszy. W zdaniu pełni on funkcję spójnika synonimicznego, a zgodnie z zasadą interpunkcyjną przed tym rodzajem spójników stawiamy przecinek.

Przykłady:

Planuję wyjazd na wakacje za klika miesięcy, czyli mniej więcej w połowie lipca.

Nie mówisz mi całej prawdy, czyli kłamiesz.

Oto wykaz rynkowych nowości, czyli wszystkiego, co się najlepiej sprzedaje.

Gdy wyjaśnienie lub wyliczenie wprowadzone przez spójnik czyli znajduje się w środku zdania, należy je wydzielić z obu stron przecinkami.

Antek, czyli mój brat, robi najlepszą pizzę na świecie.

W Zamościu, czyli mieście nazywanym „Padwą Północy”, znajdują się piękne renesansowe kamienice.


6. Przecinek przed dlatego

Wyraz dlatego pełni w zdaniu funkcję spójnika wynikowego. Wprowadza on pewną informację, której uzasadnienie zostało podane wcześniej.

Przed wyrazem dlatego stawiamy przecinek, ponieważ zgodnie z regułą interpunkcyjną przecinkami rozdzielamy zdania złożone współrzędnie połączone spójnikami wynikowymi.

Padał deszcz, dlatego zostaliśmy w domu.

Byłam chora, dlatego nie poszłam do pracy.

Chciałem sobie dorobić, dlatego poszukałem dodatkowego zajęcia.



[31.03.2026, Toruń]