Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

22 marca 2026

PROZĘ CZYTAM - MARCEL PROUST - W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU - W STRONĘ SWANNA

 

I DZIELĘ SIĘ - W STRONĘ SWANNA (POCZĄTEK)


CZĘŚĆ PIERWSZA COMBRAY

I

Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, ledwiem zgasił świecę, oczy zamykały mi się tak prędko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: „Zasypiam”. I w pół godziny potem myśl, że czas byołby zasnąć, budziła mnie; chciałem odłożyć książkę, którą, zdawało mi się, że trzymam jeszcze w ręce, i zgasić światło; nie przestałem, śpiąc, zastanawiać się nad tym, com przeczytał; ale te refleksje przybierały charakter nieco odrębny; zdawało mi się, że to ja sam byłem tym, o czym mówiła książka: kościołem, kwartetem, rywalizacją Franciszka I z Karolem V. Przeświadczenie to trwało jeszcze kilka sekund po przebudzeniu; nie raziło mego rozumu, ale ciążyło mi jak łuska na oczach i nie pozwalało im uświadomić sobie, że świeca już się nie pali. Następnie świadomość ta zaczynała mi być niezrozumiała, niby po metempsychozie myśli z poprzedniego istnienia; treść książki odrywała się ode mnie, mogłem wrócić do niej albo nie; natychmiast odzyskiwałem wzrok i czułem się bardzo zdziwiony, że widzę dokoła siebie ciemność słodką i kojącą dla oczu albo bardziej może jeszcze dla ducha, któremu wydawała się rzeczą bez przyczyny, niezrozumiałą, rzeczą naprawdę ciemną. Pytałem sam siebie, która może być godzina; słyszałem gwizd pociągów, który — bliższy lub dalszy — jak śpiew ptaka w lesie, uwydatniając odległości, określał mi rozmiar pustkowia, kędy podróżny spieszy do najbliższej stacji: ścieżka, którą idzie, wyryje się w jego pamięci dzięki podnieceniu zrodzonemu z nieznanej okolicy, z niezwyczajnych czynności, z niedawnej rozmowy i z pożegnań w kręgu obcej lampy, biegnących za nim w ciszy nocnej — z bliskiej wreszcie słodyczy powrotu.

Przyciskałem czule twarz do pulchnych policzków poduszki, które, pełne i świeże, są niby policzkami naszego dzieciństwa. Pocierałem zapałkę, aby spojrzeć na zegarek. Blisko północ. Jest to chwila, w której chory, który musiał puścić się w podróż i spać w obcym hotelu, obudzony atakiem choroby, cieszy się, widząc pod drzwiami smugę dnia. Co za szczęście, to już rano! Za chwilę służba wstanie, będzie mógł zadzwonić, przybędą mu z pomocą. Nadzieja rychłej ulgi dodaje mu sił do cierpienia. Właśnie zdawało mu się, że słyszy kroki; kroki zbliżają się, potem oddalają. A smuga dnia, która była pod drzwiami, znikła. To północ: właśnie zgaszono gaz; ostatni służący odszedł i trzeba będzie przetrwać całą noc, cierpiąc bez ratunku.

Zasypiałem na nowo. Czasami miałem już tylko krótkie chwile ocknienia: tyle, aby usłyszeć trzeszczenie wyschłej boazerii, aby otworzyć oczy, wlepić je w kalejdoskop mroku, i — dzięki chwilowemu błyskowi świadomości — kosztować snu, w którym pogrążone są meble, pokój, wszystko, czego ja byłem tylko cząstką i z czym niebawem znów się łączyłem w bezczuciu. Lub też, śpiąc, cofałem się bez wysiłku w miniony na zawsze wiek mojego dawnego życia; odnajdywałem któryś z moich dziecinnych lęków, na przykład ten, że dziadek pociągnie mnie za pukiel włosów: obawa, której położył koniec dzień — data nowej dla mnie ery — kiedy je obcięto. Zapomniałem o tym wydarzeniu we śnie: odnajdywałem jego pamięć, skoro tylko udało mi się zbudzić, aby się wymknąć z rąk dziadka; ale przez ostrożność kryłem całkowicie głowę w poduszkę, zanim powrócę w świat snów.

Czasami, tak jak Ewa urodziła się z żebra Adama, kobieta rodziła się w czasie snu z niewłaściwej pozycji mego uda. Tworzyła się z rozkoszy, której doznania byłem bliski, — a ja wyobrażałem sobie, że to ona mi ją ofiaruje. Ciało moje, które czuło w jej ciele własne ciepło, pragnęło się z nim połączyć; budziłem się. Reszta ludzi wydawała mi się czymś bardzo dalekim wobec tej kobiety, którą opuściłem zaledwie przed chwilą; policzek mój był ciepły jeszcze od jej pocałunku, ciało zdrętwiałe od ciężaru jej ciała. Jeżeli, jak zdarzało się niekiedy, miała rysy kobiety, którą znałem w życiu, chciałem się je oddać całkowicie: odnaleźć ją, jak ci, którzy puszczają się w podróż, aby ujrzeć na własne oczy upragniony kraj, i wyobrażają sobie, że można kosztować w rzeczywistości czaru marzenia.

Pomału wspomnienie jej pierzchało, zapominałem córy swoich snów. Człowiek, który śpi, trzyma w krąg siebie nić godzin, porządek lat i światów. Radzi się ich instynktownie budząc się i odczytuje z nich w jednej sekundzie punkt ziemi, w którym się znajduje, czas, który upłynął aż do jego przebudzenia się; ale ich szeregi mogą się zmącić, przelewać. Niech nad ranem, po bezsennej nocy, sen zdejmie go podczas czytania w pozycji nazbyt różnej od tej, w której śpi zazwyczaj, wystarczy podniesionego ramienia, aby zatrzymać i cofnąć słońce; i w pierwszej minucie przebudzenia nie będzie już wiedział, która godzina, będzie myślał, że się dopiero co położył. Niech się zdrzemnie w pozycji jeszcze niewygodniejszej i bardziej niezwykłej, na przykład po obiedzie w fotelu — wówczas przewrót w wyważonych z orbit światach będzie kompletny; czarnoksięski fotel pogna z nim z zawrotną szybkością poprzez czas i przestrzeń i w chwili otwarcia powiek będzie myślał, że zasnął kilka miesięcy wprzód w innej okolicy. […]


[22.03.2026, Toruń]


JEDNO ZDJĘCIE PRZECHWYCONE Z INTERNETU

Witebsk

Most Puszkina nazywany jest miejscem, gdzie mieszka miłość i gdzie rodzą się szczęśliwe rodziny. To właśnie tutaj nowożeńcy przypieczętowują swoje szczęście.



[22.03.2026, Toruń]


21 marca 2026

LIST DO KRETYNA TRUMPA

 

Znany miliarder ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Khalaf Ahmad Al Habtoor właśnie opublikował otwarty list do Trumpa.

Kto dał ci prawo wciągać nasz region w wojnę z Iranem? Kto dał ci pozwolenie na przekształcenie naszego regionu w pole bitwy?

Al Habtoor to ważna postać: miliarder, były dyplomata, aktywny polityk w Zatoce Perskiej. Kiedy przemawia, władze ZEA słuchają.

Jego pytania:

* Czy była to twoja decyzja, czy naciski ze strony Netanjahu?

* Czy przed strzałem obliczyłeś straty uboczne?

* Umieściłeś kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej w samym sercu niebezpieczeństwa, którego same nie wybrały.

* Wasze inicjatywy „Rady Pokoju” były finansowane przez państwa Zatoki Perskiej. Teraz jesteśmy atakowani. Gdzie podziały się te pieniądze?

* Obiecałeś żadnych wojen. Prowadziłeś operacje w 7 krajach: Somalii, Iraku, Jemenie, Nigerii, Syrii, Iranie i Wenezueli.

* 658 nalotów w pierwszym roku po powrocie = cała kadencja Bidena (którą krytykowałeś)

* Koszty działań wojennych wynoszą od 40 do 65 miliardów dolarów, łącznie prawdopodobnie 210 miliardów dolarów

* Twój wskaźnik akceptacji spadł o 9% w ciągu 400 dni

* Amerykanom obiecano pokój. Wojna jest finansowana z ich podatków.

Najostrzejsza odpowiedź: „Zanim atrament wyschnie na waszej inicjatywie Rady Pokoju, stoimy w obliczu eskalacji działań militarnych, która zagraża całemu regionowi. Gdzie więc podziały się te inicjatywy?”

Al Habtoor nie jest jakimś przypadkowym krytykiem. Jest członkiem establishmentu. Kiedy elity ZEA zaczynają publicznie kwestionować decyzje Trumpa, najbliżsi arabscy ​​sojusznicy Ameryki mówią: „nie pisaliśmy się na to”.

List kończy się słowami: „Prawdziwego przywództwa nie mierzy się decyzjami wojennymi, lecz mądrością, szacunkiem dla innych i dążeniem do osiągnięcia pokoju”.

Źródło: https://businessinsider.com.pl/


[21.03.2026, Toruń]

BIBLIA GDAŃSKA (1632) - KSIĘGA KAZNODZIEI SALOMONA [KOHELETA] KSIĘGA 8.

 

Księga: Kaznodziei Salomona

8:1

Mądrość człowieka oświeca oblicze jego, a hardość twarzy jego odmienia.

8:2

Jać radzę, abyś wyroku królewskiego przestrzegał, a wszakże według przysięgi Bożej.

8:3

Nie skwapiaj się odejść od oblicza jego, ani trwaj w uporze; albowiem cobykolwiek chciał, uczyniłciby.

8:4

Bo gdzie słowo królewskie, tam i moc jego: a któż mu rzecze: Co czynisz?

8:5

Kto strzeże przykazania, nie uzna nic złego; i czas i przyczyny zna serce mądrego.

8:6

Albowiem wszelki zamysł ma czas i przyczyny; aleć wielka bieda trzyma się człowieka,

8:7

Że nie wie, co ma być; bo kiedy się co stanie, któż mu oznajmi?

8:8

Nie masz człowieka, coby miał moc nad żywotem, żeby zahamował duszę, ani ma mocy nade dniem śmierci; ani ma, czem by się bronił w tym boju, ani wyswobodzi niezbożnego niepobożność.

8:9

Tom wszystko widział, gdym przyłożył serce swoje do tego wszystkiego, co się pod słońcem dzieje; widziałem ten czas, którego panuje człowiek nad człowiekiem na jego złe.

8:10

Tedym widział niezbożnych pogrzebionych, że się zaś nawrócili; ale którzy z miejsca świętego odeszli, przyszli w zapamiętanie w onem mieście, w którem dobrze czynili. I toć jest marność.

8:11

Bo iż nie zaraz wychodzi dekret na złe sprawy, przetoż na tem jest wszystko serce synów ludzkich, aby czynili złe rzeczy.

8:12

A chociaż grzesznik sto kroć źle czyni, i odwłacza mu się, wszakże ja wiem, że dobrze będzie bojącym się Boga, którzy się boją oblicza jego.

8:13

Ale niezbożnemu nie dobrze będzie, ani się przedłużą dni jego, owszem pomija jako cień, przeto, iż się nie boi oblicza Bożego.

8:14

Jest też marność, która się dzieje na ziemi, że bywają sprawiedliwi, którym się tak powodzi, jakoby czynili uczynki niepobożnych; zasię bywają niepobożni, którym się tak powodzi, jakoby czynili uczynki sprawiedliwych. Przetożem rzekł: I toć jest marność.

8:15

A tak chwaliłem wesele, przeto, iż niemasz nic lepszego człowiekowi pod słońcem, jedno jeść, i pić, i weselić się, a iż mu jedno to zostaje z pracy jego po wszystkie dni żywota jego, które mu Bóg dał pod słońcem.

8:16

A chociażem udał serce swe na to, abym doszedł mądrości, i zrozumiał kłopoty, które się dzieją na ziemi, dla których człowiek ani we dnie ani w nocy nie śpi;

8:17

A wszakże widziałem przy każdym uczynku Bożym, że nie może człowiek doścignąć sprawy, która się dzieje pod słońcem. Starać się człowiek chcąc tego dojść, ale nie dochodzi; owszem choćby rzekł mądry, że się chce dowiedzieć, nie będzie mógł znaleść .



[21.03.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - BOCCHERINI - MENUET W: KWINTET SMYCZKOWY E-MOLL.

Ridolfo Luigi Boccherini (19 lutego 1743 – 28 maja 1805) był włoskim, a później hiszpańskim kompozytorem i wiolonczelistą epoki klasycyzmu, którego twórczość zachowała dworski i galantny styl, mimo że dojrzewał on nieco z dala od głównych europejskich ośrodków muzycznych. Najbardziej znany jest z menueta z Kwintetu smyczkowego e-moll, op. 11 nr 5 (G 275) oraz Koncertu wiolonczelowego B-dur (G 482).




[21.03.2026, Toruń] 

SZTUKA - SURREALIZM - SALVADOR DALI

 

1. Salvador Dalí (Hiszpania, 1904–1989)
Trwałość pamięci (1931)
Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Nowy Jork


Trwałość pamięci” to trafna nazwa, bo scena ta zapada w pamięć na zawsze. Twarde przedmioty stają się w niewytłumaczalny sposób wiotkie w tej ponurej i nieskończonej krainie snów, a metal przyciąga mrówki jak gnijące mięso. Opanowując to, co nazywał „zwykłymi paraliżującymi sztuczkami oszukującymi oko”, Dalí malował z, jak to ujął, „najbardziej imperialistyczną furią precyzji”, ale tylko po to, jak twierdził, „aby usystematyzować zamęt i w ten sposób pomóc całkowicie zdyskredytować świat rzeczywistości”. Jest to klasyczna ambicja surrealistów, jednak zawiera ona również pewien element dosłownej rzeczywistości: odległe złote klify to wybrzeże Katalonii, ojczyzny Dalíego.


2. Salvador Dalí

Metamorfoza Narcyza (1937)

Tate Gallery, Londyn


Obraz ten stanowi interpretację greckiego mitu o Narcyzie autorstwa Dalíego. Narcyz był młodzieńcem o wielkiej urodzie, który kochał wyłącznie samego siebie i łamał serca wielu kochankom. Bogowie ukarali go, pozwalając mu ujrzeć własne odbicie w wodzie. Zakochal się w nim, ale odkrył, że nie może go objąć i zmarł z frustracji.


3. Salvador Dalí

Autoportret z szyją w stylu Rafaela (ok. 1921)

Teatr-Muzeum Dalí, Figueres


6 lutego 1921 roku matka Dalí zmarła na raka macicy. Dalí miał wtedy 16 lat; później powiedział, że śmierć matki „była największym ciosem, jaki spotkał mnie w życiu. Czułem do niej wielką cześć... Nie mogłem pogodzić się z utratą osoby, na którą liczyłem, by ukryła nieuniknione skazy mojej duszy”. Po jej śmierci ojciec Dalí ożenił się z siostrą zmarłej żony. Dalí nie miał pretensji o to małżeństwo, ponieważ darzył ciotkę wielką miłością i szacunkiem.


4. Salvador Dalí

Dos Muchachas (Dwie dziewczyny) (ok. 1922)


Teatr-Muzeum Dalíego, Figueres


5. Salvador Dalí (Hiszpan, 1904–1989)

Postać w oknie (1925)

Museo Nacional Reina Sofia, Madryt


Według Rafaela Santosa Torroelli, jednego z największych znawców twórczości Salvadora Dalí, w latach 1923–1926 malarz wykonał co najmniej kilkanaście portretów swojej siostry Anny Marii, w tym dwa znajdujące się w kolekcji Museo Reina Sofía: Figura en una finestra (Postać w oknie) i Retrato (Portret). Po ich pokazaniu w 1925 roku w galerii Dalmau niektórzy krytycy, w tym Folch i Torres, powiązali portrety Dalígo z katalońskim noucentyzmem. Według samego Dalígo w jego książce „The Secret Life of Salvador Dalí” Picasso pochwalił te obrazy po wizycie w galerii Dalmau i nie ma wątpliwości, że zawierają one pewne echo pikassowskiego klasycyzmu.


6. Salvador Dalí

Kompozycja satyryczna (1923)

Teatr-Muzeum Dalíego, Figueres


Kompozycja wyraźnie inspirowana twórczością Matisse'a, w pełni nawiązująca do obrazu francuskiego artysty „Taniec”. Ponadto warto zwrócić uwagę na obecność dość satyrycznych postaci w lewym dolnym rogu obrazu, nawiązujących do popularnej estetyki ceramiki. Dalí przypomina nam popularną ikonografię rosyjską, zwłaszcza tę przedstawioną przez Marca Chagalla, w dziele niepozbawionym zarówno ironii, jak i satyry, biorąc pod uwagę podwójne znaczenie jednego z instrumentów, na którym grają postacie.



[21.03.2026, Toruń]

20 marca 2026

DANTE - BOSKA KOMEDIA - PIEŚŃ XV (ZAKOŃCZENIE)

 

Nie byłbyś pozwan przed sąd twej natury.

Wierzaj mi, zawsze w pamięci mej stoi

Drogi ojcowski obraz twarzy twojej,

Gdy mnie uczyłeś, jak dzieły wielkiemi

Unieśmiertelnia człek imię na ziemi.

Za to ci wdzięczność serce me przechowa,

Rad, póki żyję, wyznam ją przez słowa.

Co o mej gwieździe mówisz, będę baczył,

Abym tekst drugi o niej wytłumaczył²⁴⁰

Słowami pani, która mi odsłoni

Całą mą przyszłość, jeśli dojdę do niej.

Tylko ja chciałbym, byś wiedział, żem gotów

Znieść cios Fortuny, pociski jej grotów,

Abym w sumieniu był czystym aniołem.

Treść wróżb nienowa dla mojego ucha;

Niech więc Fortuna, jak chce, toczy kołem!»

Wtenczas na prawo zwrócił się Wirgili,

Popatrzał na mnie i mówił po chwili:

«Kto w swej pamięci bez błędu zapisze

Rzecz raz słyszaną, taki dobrze słucha²⁴¹».

Idąc i mówiąc wciąż z panem Brunetto,

Pytałem, jacy jego towarzysze

Znajomsi byli jakim czynem, chwałą,

Blaskiem nauki czy własną zaletą.

A on: «Niektórzy poznania są godni,

O drugich będzie zamilczeć wygodniej,

Mówić tak długo czasu by nie stało.

Wiedz: słowem, wszyscy byli to klerycy²⁴²,

A literaci wielcy, piśmiennicy,

A wszyscy grzechem tym samym zbrukani.

Prawnik z Akorso²⁴³ i mistrz Pryscyjani²⁴⁴,

Idą pospołu w tym nikczemnym tłoku.

Gdybyś pożądał szpetnego widoku,

Mógłby twojemu przedstawić się oku

Ów Andrzej z Mozzi²⁴⁵, którego sług sługa²⁴⁶

Przeniósł znad Arna do Bakiglijony,

Gdzie zmarł rozwięzią cały wykrzywiony.

Mówiłbym o nim dłużej, lecz nie mogę,

Dym bucha, idzie trzoda duchów druga,

Z którą mi w jedną nie wolno iść drogę.

--------------------------------------------------------------------------

²⁴⁰Abym tekst drugi o niej wytłumaczył — Przepowiednia Farinata w pieśni X, która mu będzie wytłumaczona przez Beatrycze

²⁴¹Kto w swej pamięci bez błędu zapisze rzecz raz słyszaną, taki dobrze słucha — Wergiliusz przez to zwięzłe zdanie mówi: W porę przypominasz i dobrze pamiętasz mój wiersz z Eneidy, księgi V: Superanda omnis fortuna ferendo est.

²⁴²słowem, wszyscy byli to klerycy — Klerykami w wiekach średnich w ogólności nabywano literatów, ludzi uczonych, sekretarzy i kanclerzy na dworach panujących książąt. Francuzi przez ten wyraz clerc to samo rozumieli.

²⁴³Prawnik z Akorso — Franciszek z Akorso, nauczyciel prawa we Florencji, sławny jurysta.

²⁴⁴Pryscjani — komentatorowie wnoszą, że Dante pod tym szczególnym nazwaniem, w ogólności przygania wszystkim pedagogom młodych chłopców, którzy w tamtych czasach znajomi byli po większej części jako bezwstydni sodomici; bo nie jest wiadomo, ażeby sławny gramatyk z Cezarei, jednoimienny Pryscjan, miał się brukać tym grzechem.

²⁴⁵Andrzej Mozzi — biskup florencki, który jako sodomita za karę wygnany był do Vicenzy, gdzie płynie zdrój Bacciglione.

²⁴⁶którego sług sługa — servus servorum: przez pokorę chrześcijańską pierwszy papież Grzegorz Wielki tak tytułować się zaczął, odtąd wszyscy papieże tego tytułu używają.

-----------------------------------------------------------------------

Skarbiec mój²⁴⁷ czasem otwórz i przeczytaj,

W nim tylko żyję; więcej mnie nie pytaj».

Potem zawrócił stopy w inną stronę.

Jak szybkobiegacz bawiący Weronę

Bieży do mety po sukno zielone²⁴⁸,

Podobnym krokiem dopędzał swych braci,

Jak ten, co w biegu wygrywa, nie traci.

------------------------------------------------------------------------

²⁴⁷Skarbiec mój — Brunetto zostawił dwa dzieła: pierwsze (Il Tesoro) Skarbiec, a drugie (Il Tesoreto) Skarbczyk; pierwsze prozą, a drugie wierszem pisane.

²⁴⁸Bieży do mety po sukno zielone — Sukno zielone, jakie w nagrodę otrzymywał zręczniejszy i szczęśliwszy biegacz do mety.



[20.03.2026, Toruń]


FRAZEOLOGIZMY II (241-260)

 

241. chodzić jak błędna owca - chodzić w zamyśleniu, nieprzytomnie, bez celu

242. chodzić jak szwajcarski zegarek - działać bardzo dokładnie, precyzyjnie, niezawodnie, punktualnie, bezbłędnie, bezzwłocznie, bez opóźnień

243. chodzić jak w kieracie - ciężko pracować, harować, trudzić się

244. chodzić krętymi drogami - okrężną drogą dążyć do osiągnięcia swoich celów, często sugerując przy tym oszustwo lub nieuczciwość

245. chodzić na rzęsach - pot. bawić się wesoło, hulać, urządzać brewerie po pijanemu;

pot. być zmęczonym, wyczerpanym, u kresu sił, zazwyczaj z powodu braku snu

246. chodzić od Annasza do Kajfasza - chodzić do wielu miejsc i nic nie załatwić; być stale odsyłanym w inne miejsca

247. chodzić po sinusoidzię - żart. być pijanym; nie móc iść po linii prostej

248. chodzić spać z kurami - chodzić spać bardzo wcześnie

249. chodzić własnymi drogami - być indywidualistą, postępować według własnych zasad

250. chodzić z głową w chmurach - być rozkojarzonym, roztrzepanym, nieobecnym, rozmarzonym

251. chodzić z podniesionym czołem - być dumnym z siebie, zachować godność, nie okazywać strachu, nie wstydzić się

252. cholera wie - pot. słowa wyrażające różne wątpliwości

253. choroba dyplomatyczna - choroba symulowana przez osobę, która chce uniknąć jakiejś niewygodnej dla siebie sytuacji

254. chory z urojenia - człowiek wmawiający sobie, że jest na coś chory

255. chować głowę w piasek - przen. uciekać przed czymś, unikać czegoś; przen. udawać, że się nie dostrzega czegoś niewygodnego; przen. podejmować działania pod wpływem strachu; dosł. ukrywać głowę w piasku

256. chrystusowy wiek - daw. w ludzkim życiorysie wiek trzydziestu trzech lat (zwłaszcza w odniesieniu do mężczyzn

257. chrzest bojowy - pierwszy bój, pierwsza walka lub bitwa; przen. wystąpienie gdzieś pierwszy raz

258. chuchać i dmuchać - troszczyć się o coś z wielką uwagą i starannością, często z przesadną dbałością o szczegóły.

259. chude lata - czas niedostatku, biedy, braków materialnych

260. chudy jak patyk - bardzo chudy, przesadnie szczupły



[20.03.2026, Toruń]

19 marca 2026

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY (2131 - 2182)


2131. Zabiór - zabór; małe dziecko; mały koniczek.

2132. Zabita śmierć - zabicie, stracenie

2133. Zabladnąć - zajść bladością.

2134. Zableszczyć - zabłysnąć

2135. Zabłąd, zabłądź - zabłądzenie, zabłąkanie się, błąd

2136. Kroczyć zabłędem - chodzić błądząc

2137. Zabłąd, zabłądź - manowiec, wertep, wykroczenie, przestępstwo.

2138. Zabłysny - ten, który zabłysnął

2139. Zabobonny - czczony zabobonnie

2140. Zaboboński - zabobonny

2141. Zaboboństwo - zabobonność

2142. Zabogacić się - zacząć być bogatym, wzbogacić się

2143. Zabolały - zbolały

2144. Zaboleć - zachorować

2145. Zabość, zabadać - zakłóć

2146. Zab- drąg

2147. Zabójnica - wybijanie, wyciskanie pieczęci.

2148. Zabrać, zabierać gust, ochotę - nabierać gustu, ochoty

2149. Zabratać się - pobratać się

2150. Zabrona - zabronienie, zakaz

2151. Zabronny - zabroniony, zakazany; zabraniający

2152. Zabrońca - ten, co zabronił

2153. Zabrukać, zabruczyć, zabrudzywać - zabrudzić, zaćmić, zachmurzyć, zarazić, zapaskudzić, zaplugawić

2154. Zabrzechać, zabrzechtać, zabrzechotać - zaszczekać

2155. Zabrzeg, zabrzeże - miejsce za brzegiem

2156. Zabrzeżysty - mający strome brzegi

2157. Zabrzmieć, zabrzmiewać - zajść nabrzmiałością

2158. Zaburtować - zawiązać

2159. Zaburzka - burza, zaburzenie

2160. Zaburzliwy - skory do zaburzeń

2161. Zaby - czy by, czyliby

2162. Zabyć, zabywać - zapomnieć

2163. Zabystrzyć - zrobić bystrym, zaostrzyć

2164. Zabyt - zapomnienie

2165. Zabytek - zachowane resztki dobytku

2166. Zabywać, zabyć - wściekać się

2167. Zachacie - miejsce za chatą, za chatami

2168. Zachciew - zachcianka.

2169. Zachełścić - zaszeleścić, zaszumieć, zaszemrać

2170. Zachełznąć, zakiełznąć, zachełzać - powstrzymać.

2171. Zachełznąć, zakiełznąć, zachełzać do czegoś - przywiązać

2172. Zachędożyć - zaopatrzyć w ochędóstwo, przypiększyć, wystroić.

2173. Zachęt, zachętka - zachwycić

2174. Zachmarzać, zachmarzyć, zachmurać - zachmurzyć, zasępić, zaćmić.

2175. Zachmurze - miejsce za chmurą

2176. Zachodnik - wiatr zachodni

2177. Zachodowy - zachodni

2178. Zachodzić - obchodzić, interesować; zakrzątnąć się, postarać się, pochodzić koło czegoś

2179. Zachodzisty - daleko zachodzący

2180. Zachodźca, zachodca, zachojca - zastępca

2181. Zachopić - zachwycić, zająć

2182. Zachorzeć - zachorować



[19.03.2026, Toruń]

18 marca 2026

IGNACY KRASICKI - MIKOŁAJA DOŚWIADCZYŃSKIEGO PRZYPADKI - KSIĘGA I /2

 

II. Nim dalszy proceder szkolnej edukacyi mojej opiszę, niech mi się godzi zastanowić nad niektóremi okolicznościami, a osobliwie wewnętrzną naówczas umysłu mojego sytuacyą. Przez siedm lat nie tak wychowania, jak pieszczot domowych, byłem wolen, nie tylko od nauki, ale od najmniejszego chęciom moim sprzeciwienia się; stąd ten pierwszy krok poniewolnego wyjazdu zdawał mi się nieznośny. Pierwszy raz dopiero poznawałem ciężar podległości, oddalałem się pierwszy raz od obecności rodziców, od pieszczot matki, od pochlebstw domowników. Najbardziej jednak, jak zapamiętam, przerażał mnie cel dla którego wysłany byłem, nauka. Nie mogłem ją mianować dobrem, bo mi nią grożono, i obiecywano za karę: wnosiłem więc sobie, iż nie może być, tylko przykra i dolegliwa.

Nie widziawszy przedtem nikogo w domu naszym, któryby, oprócz kościoła na xiążce czytał; mniemałem, iż na tem szczęśliwość starszych zasadzona, iż się nie uczą. Przymnażało umartwienia pełne narzekania pożegnanie domowych, żałujących panięcia, iż się będzie musiał uczyć: i lubo mi rodzice powiadali, iż mi to wyjdzie na dobre, jam to brał za sposób słodzenia nieszczęścia mego; wewnętrznie przekonany, iż jeżeli nauka jest karą, jam na nią zasłużył, i dla tego mnie do szkół wiozą.

Długo pożądany dyrektor był człowiek młody, bez żadnego doświadczenia, sam się jeszcze uczący, synowiec rodzony J. X. Prefekta tych szkół, do których jechałem. Chłopiec do posługi w domu i szkole syn naszego pana podstarościego, dobrze mi z dawna znajomy, prawie rówiennik, i wszystkiej domowej rozpusty wierny i nierozdzielny towarzysz. Reszta wyprawy składała się ze starego szafarza i gospodyni, wyuczonej w sekretach domowej apteczki, a to dla poratowania, broń Boże choroby, zdrowia mojego.

W wigilią wyjazdu zawołany do ojca z panem dyrektorem, byłem świadkiem instrukcyi jemu danej; i wtenczas poznałem, jak dobre dusze sposobne są do przyjęcia łatwego przeciwnych skłonnościom swoim impressyj. Naprzód albowiem zlawszy na niego władzę swoję rodzicielską, zaklinał na wszystkie obowiązki, aby nie folgował: wchodził w wielkie pochwały plag, zdobył się podobno natenczas pierwszy raz na cytacyą, powtarzając owe wiersze z elementarza: « Rószczką Duch święty dziateczki bić radzi, i t. d. » te przedziwne maxymy kończyły wielokrotnie dość zwięzłe peryody jego oracyi: nakoniec, na znak podobno juryzdykcyi, dał mu w ręce kańczuk, prawda, że mały i cieńki, ale jakem sam potem sprobował, bardzo boleśny.

Gdyśmy już z izby wychodzili, właśnie jak gdyby najpotrzebniejszej rzeczy zapomniał, uchyliwszy drzwi, zawołał na pana dyrektora: « bijże, bo ja ci za to płacę. » Co się ze mną działo, jakem truchlał, drżał, płakał, dorozumieć się każdy może: pobiegłem natychmiast do matki, i wszystko, co się działo, nie bez rzewnego płaczu, opowiedziałem. Kazała więc zawołać dyrektora, i w krótkości słów dała mu do wyrozumienia, iż jeżeli się tknie dziecięcia, i służbę straci i skórą odpowie. Pocieszyło mnie to trochę, i zaraz nazajutrz puściliśmy się w drogę, którąm ja prawie całą przejęczał; pan dyrektor przemyślał podobno nad tem, kogo miał słuchać, czy pana, czy pani.

Przyjechaliśmy bez żadnego przypadku, przyjęci z wielką radością. Pierwiastki szkolne szły trybem zwyczajnym. Pojętność miałem wielką, ale wstręt od nauk jeszcze większy. Pan dyrektor pamiętniejszy na groźby pani, niż rozkaz pana, obchodził się zrazu zemną dyskretnie; ale wziąwszy sam w swojej szkole plagi od professora, pełen zapalczywości, lubom był nie winien, oddał mi tyle dwoje. Od tego czasu czynił kolejno zadosyć obowiązkom włożonym od rodziców moich; pieścił, gdzie nie było potrzeba, bił, kiedy nie należało. Wziąwszy nakoniec w dzień swoich imienin parę sukień od matki w podarunku, napisał przez pierwszą pocztę rodzicom, iż Jmć Pan Mikołaj czasu swego w nauce samego nawet Herkulesa przejdzie.

Sposób dalszy sprawowania się mojego w szkołach, podobien był pierwiastkom: przyjaźń współuczniów, a bardziej wspólne swawoli uczestnictwo, było przyczyną mniej uważanych, lecz niemniej szkodliwych konsekwencyj.

Jużem dochodził lat szesnastu, gdym odebrał wiadomość o śmierci ojca, i zaraz rozkaz powracania do domu. Czułem, prawda, żal wrodzony; ale gdy się ten uśmierzył, stanęła w oczach pochlebna perspektywa swobody. Gość w domu pożądany, we dwójnasób powiększone zacząłem odbierać domowych adoracye; sam pan dyrektor przyświadczał, iż mi już szkoły nie były potrzebne. Dołożyli się do tak rozsądnego zdania sąsiedzi, perswadując matce, iż już właśnie byłem w tej porze, aby sobie zasługiwać na afekt braterski, i wspierać zadziedziczałą popularnością sławę domu Doświadczyńskich.

Na tym więc fundamencie, dobrze się wprzód opatrzywszy w ammunicyą piwną, miodową, winną i gorzałczaną, zacząłem być rad w domu moim. Zrazu ten sposób życia nie bardzo się był matce mojej podobał, osobliwie gdym podczas kuligu wywrócony z sanek, trochę był sobie żebra nadwerężył: ale przekupieni obietnicami i datkiem domowi, umieli niektóre z moich awantur taić; drugie, jeżeli nie usprawiedliwiać, przynajmniej dawać im pozór obojętny. W tak słodkiem życiu szły dni raptownie, gdyby był osnowy szczęścia mojego wuj nie przerwał, testamentem ojcowskim wyznaczony opiekun.

Przyjechawszy do nas, żadnego wstrętu nie pokazał, i już zaczynałem tryumfować; wtem drżący i od strachu zbledniały, przypada do mnie mój, nowej kreacyi z chłopca, pokojowy, oznajmując, iż moje psy gończe, legawe, charty, kundysy, co do jednego już w stawie potopione; konie, jedne przeprowadzone do inszej wsi, drugie, wyprawione na jarmark: dworzanom podziękowano; a co najgorsza, kozaczek bandurzysta, wziąwszy na drogę boleśny wiatyk, sromotnie wypędzony z domu.

Zawołany do wuja, zastałem z nim matkę; i na pół żywy ze wstydu, złości, żalu, i upokorzenia, musiałem rad słuchać napomnienia, i reguł nanowo mi przepisanych. Trzeba było zrobić z potrzeby cnotę: obiecałem odmienić sposób życia, z mocnem wewnątrz przedsięwzięciem, iż tego, com obiecał, nie wykonam. Czyli się ogłosiła w okolicy ta awantura, czyli obwieszczono umyślnie niektórych Ichmościów, żadnegom z dawnych kompanów przez całą, a dość przewlekłą bytność wuja mego nie obaczył. Ale natychmiast ustawicznie się zemną bawili ludzie roztropni, uczeni i trzeźwi, których natenczas dopierom poznał; i jak uważałem, rozrywki z niemi, choć nie tak ochocze i wrzaskliwe, jak moje przeszłe, przecież szły ciąglej, i coraz nieznacznie dawały okazyą i wstęp do nowych zabaw.

Że zaś po odpędzeniu dawnego nauczyciela, nie trafiał się naprędce drugi, a wuj tymczasem w daleką podróż odjechał, wyperswadowała matce mojej niedawno z Warszawy przybyła sąsiadka, iż w moim wieku kawalerowi, nie łacińskiego, jak dla żaków, inspektora, ale guwernera mieć potrzeba takiego, któryby języka francuzkiego, a co największa, maniery dobrej i prezencyi mógł nauczyć.

Nastręczyła zaraz na ten urząd w domu u siebie bawiącego kawalera rodem z Francyi; który lubo był do niej za kamerdynera przystał, przecież, jak powiadał, uczynił to był umyślnie, chcąc ukryć wielkość imienia swojego: inaczej, poznany, byłby w odpowiedzi za zabicie w pojedynku pod samym bokiem królewskim w Wersalu pierwszego prezydenta parlamentu francuzkiego. Żałowała niezmiernie tak nieszczęśliwego przypadku matka moja, i zaraz posłano po Jmci pana Damona.



[18.03.2026, Toruń]