Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

09 października 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (19)

 

R. VI - W JAKI SPOSÓB NOWI LUDZIE UKAZUJĄ SIĘ NAD STARYMI HORYZONTAMI. (cd.)


[…] — Ojca twego wciąga do spółki?… — rzekła wzruszając ramionami. — Do jakiejże

spółki może go wciągnąć?… I w tej chwili przestrasza się własnych słów…

Panna Izabela nie mogła wątpić o jej niewinności; znowu parę razy przeszła się po gabinecie z ruchami zamkniętej lwicy i nagle zapytała:

— Powiedzże mi przynajmniej: co sądzisz o tym człowieku?

— Ja o Wokulskim?… Nic o nim nie sądzę, wyjąwszy chyba to, że szuka rozgłosu i stosunków.

— Więc dla rozgłosu ofiarował tysiąc rubli na ochronę?

— Z pewnością. Dał przecie dwa razy tyle na dobroczynność.

— A dlaczego kupił mój serwis i srebra?

— Zapewne dlatego, ażeby je z zyskiem sprzedać — odpowiedziała panna Florentyna.

— W Anglii za podobne rzeczy dobrze płacą.

— A dlaczego… wykupił weksle papy?

— Skąd wiesz, że to on? W tym nie miałby żadnego interesu.

— Nic nie wiem — pochwyciła gorączkowo panna Izabela — ale wszystko przeczuwam,

wszystko rozumiem… Ten człowiek chce zbliżyć się do nas…

— Już się przecie poznał z ojcem — wtrąciła panna Florentyna.

— Więc do mnie chce się zbliżyć!… — zawołała panna Izabela z wybuchem. — Poznałam to po…

Wstyd jej było dodać: „po jego spojrzeniu”.

— Czy nie uprzedzasz się, Belciu?…

— Nie. To, czego doznaję w tej chwili, nie jest uprzedzeniem, ale raczej jasnowidzeniem.

Nawet nie domyślasz się, jak ja dawno znam tego człowieka, a raczej — od jak dawna on mnie prześladuje. Teraz dopiero przypominam sobie, że przed rokiem nie było przedstawienia w teatrze, nie było koncertu, odczytu, na którym bym go nie spotkała, i dopiero dziś ta… bezmyślna figura wydaje mi się straszną…

Panna Florentyna aż cofnęła się z fotelikiem, szepcząc:

— Więc przypuszczasz, żeby się ośmielił…

— Zagustować we mnie?… — przerwała ze śmiechem panna Izabela. — Tego nawet nie myślałabym mu bronić. Nie jestem ani tak naiwna, ani tak fałszywie skromna, ażeby nie wiedzieć, że się podobam… mój Boże! nawet służbie… Kiedyś gniewało mnie to jak żebranina, która zastępuje nam drogę na ulicach, dzwoni do mieszkań albo pisuje listy z prośbą o wsparcie. Ale dziś — tylko zrozumiałam lepiej słowa Zbawcy: „Komu wiele dano, od tego wiele żądać będą.”¹⁷⁰. — Zresztą — dodała wzruszając ramionami — mężczyźni w tak bezceremonialny sposób zaszczycają nas swoim uwielbieniem, że nie tylko już nie dziwię się ich nadskakiwaniu albo impertynenckim spojrzeniom, ale temu, gdy jest inaczej. Jeżeli w salonie spotkam człowieka, który mi nie mówi o swej sympatii i cierpieniach albo nie milczy posępnie w sposób zdradzający jeszcze większą sympatię i cierpienia, albo nie okazuje mi lodowatej obojętności, co ma być oznaką nawyższej sympatii i cierpień, wtedy — czuję, że mi czegoś brak, jak gdybym zapomniała wachlarza albo chusteczki… O, ja ich

znam! tych wszystkich donżuanów¹⁷¹, poetów, filozofów, bohaterów, te wszystkie tkliwe, bezinteresowne, złamane, rozmarzone albo silne dusze… Znam całą tę maskaradę i zapewniam cię, że dobrze się nią bawię. Cha! cha! cha!… jacy oni śmieszni…

— Nie rozumiem cię, Belciu… — wtrąciła panna Florentyna rozkładając ręce.

— Nie rozumiesz?… Więc chyba nie jesteś kobietą.

Panna Florentyna zrobiła gest przeczący, a następnie powątpiewający.

— Posłuchaj — przerwała panna Izabela. — Od roku już straciliśmy stanowisko w świecie. Nie zaprzeczaj, bo tak jest, wszyscy o tym wiemy. Dziś jesteśmy zrujnowani.

— Przesadzasz…

— Ach, Floro, nie pocieszaj mnie, nie kłam!… Czyżeś nie słyszała przy obiedzie, że nawet tych kilkanaście rubli, które ma obecnie mój ojciec, są wygrane w karty od…[...]

---------------------------------------------------------------------------

¹⁷⁰Komu wiele dano, od tego wiele żądać będą — cytat z Ewangelii św. Łukasza

¹⁷¹donżuan — w przenośni: uwodziciel kobiet; don Juan: bohater z dramatu hiszpańskiego Tirso de Moliny (1630), później bohater wielu utworów literackich.

-------------------------------------------------------------------------

Panna Izabela mówiąc to drżała na całym ciele. Oczy jej błyszczały, na twarzy miała wypieki.

— Otóż w takiej chwili przychodzi ten… kupiec, nabywa nasze weksle, nasz serwis, opętuje mego ojca i ciotkę, czyli — ze wszystkich stron otacza mnie sieciami jak myśliwiec

zwierzynę. To już nie smutny wielbiciel, to nie konkurent, którego można odrzucić, to… zdobywca!… On nie wzdycha, ale zakrada się do łask ciotki, ręce i nogi oplątuje ojcu, a mnie chce porwać gwałtem, jeżeli nie zmusić do tego, ażebym mu się sama oddała… Czy rozumiesz tę wyrafinowaną nikczemność?

Panna Florentyna przestraszyła się.

— W takim razie masz bardzo prosty sposób. Powiedz…

— Komu i co?… Czy ciotce, która gotowa popierać tego pana, ażeby mnie zmusić do oddania ręki marszałkowi?… Czy może mam powiedzieć ojcu, przerazić go i przyśpieszyć

katastrofę? Jedno tylko zrobię: nie pozwolę ojcu, ażeby zaciągał się do jakichkolwiek spółek, choćbym miała włóczyć mu się u nóg, choćbym miała… zabronić mu tego w imieniu zmarłej matki….

Panna Florentyna patrzy na nią z zachwytem…

— Doprawdy, Belciu — rzekła — przesadzasz. Z twoją energią i taką genialną domyślnością…

— Nie znasz tych ludzi, a ja widziałam ich przy pracy. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki. To straszni ludzie. Oni dla swoich celów umieją poruszyć wszystkie siły ziemskie, jakich my nawet nie znamy. Oni potrafią łamać, usidlać, płaszczyć się, wszystko ryzykować, nawet — cierpliwie czekać…

— Mówisz na podstawie czytanych romansów.

— Mówię na mocy moich przeczuć, które ostrzegają… wołają, że ten człowiek po to jeździł na wojnę, ażeby mnie zdobyć. I ledwie wrócił, już mnie ze wszystkich stron obsacza¹⁷²… Ale niech się strzeże!… Chce mnie kupić? dobrze, niech kupuje!… przekona się, że jestem bardzo droga… Chce mnie złapać w sieci?… Dobrze, niech je rozsnuwa… ale ja mu się wymknę, choćby — w objęcia marszałka… O Boże! nawet nie domyślałam się, jak głęboką jest przepaść, w którą spadamy, dopóki nie zobaczyłam takiego dna. Z salonów Kwirynału¹⁷³ do sklepu… To już nawet nie upadek, to hańba…

Siadła na szezlongu i utuliwszy głowę rękoma szlochała. […]

--------------------------------------------------------------------------

¹⁷²obsacza — dziś: osacza.

¹⁷³Kwirynał — jedno z siedmiu wzgórz rzymskich; od r. 1870 nazwa siedziby królów włoskich.



[09.10.2026, Toruń]

06 października 2026

SZTUKA - FRANCISCO GOYA - PORTRETY

 

1. Francisco Goya (Hiszpania, 1746–1828)

Autoportret (1815)

Museo del Prado, Madryt


Goya był wielkim artystą swojej epoki, a jego umiejętności rysunkowe nie miały sobie równych; zakres technik, które opanował, był niezrównany. Jego twórczość obejmowała szeroki wachlarz form, od grawerunków drukowanych, przez gobeliny i freski kościelne, po znakomicie wykonane płótna. Jego portrety są odkrywczym obrazem charakteru; jego obrazy rodzajowe doskonale oddają ducha czasu i miejsca; jego obrazy historyczne uchwyciły dramatyzm chwili; jego obrazy religijne ukazują autentyczną pobożność zmieszaną z powściągliwym sceptycyzmem; i oczywiście, jak wie każdy, kto zna jego twórczość, miał dar do tworzenia zjadliwej, często brutalnej satyry. Jednak w średnim wieku, po wyleczeniu z długotrwałej choroby, wkroczył na ścieżkę, która uczyniła go nie tylko artystą swojej epoki, ale artystą na wieki.


2. Francisco Goya

Rodzina infanta dona Luisa (ok. 1783–84)


Brat króla Karola III – wygnany z dworu za zawarcie małżeństwa poniżej swojej rangi – zlecił wykonanie tego portretu grupowego swojej rodziny i służby. Jest wieczór, pan domu gra w karty, a jego żona pozwala się czesać.


3. Francisco Goya

Portret Marii Teresy de Vallabriga na koniu (1783)

Galeria Uffizi, Florencja


Latem 1783 roku infante Don Luis de Borbón, brat Karola III, zaprosił Goyę do swojej rezydencji w Arena de San Pedro, gdzie malarz wykonał serię portretów (prawdopodobnie szesnaście) przedstawiających rodzinę Dona Luisa. Goya wspomina o portrecie konnym Marii Teresy de Vallabriga, żony Don Luisa, w liście do swojego przyjaciela Martina Zapatera z 2 lipca 1784 roku.


4. Francisco Goya

Księżna Alby i jej duenna (1795)

Museo del Prado, Madryt


Na tym niewielkim płótnie odzwierciedlony jest żywiołowy, nieco dziecinny charakter Cayetany, księżnej Alby. Jest odwrócona plecami do widza, ale można ją rozpoznać po bujnych, kręconych czarnych włosach. Bawi się w straszenie swojej dueny, Rafaeli Luisy Velázquez, znanej jako „la Beata” („Pobożna”). Księżna pokazuje starszej kobiecie koralowy amulet, który ma odstraszać złe oko. Ta z kolei chroni się krzyżem, jakby miał do czynienia z samym diabłem. Obie postacie mają na sobie białe suknie; księżna z czarną koronką i gorsetem. Obraz składa się głównie z odcieni bieli i czerni naniesionych szerokimi pociągnięciami pędzla, natomiast suknie są obrysowane akcentami jaskrawej żółci. Postacie są umieszczone na płaskim, czarnym tle, które izoluje tę chwilę i usuwa wszelki kontekst.


5. Francisco Goya

Młoda dama w mantyli i basquinie (ok. 1800–1805)

National Gallery, Waszyngton



Mantylia, nakrycie głowy z gazy i koronki opadające na ramiona kobiety, jest charakterystycznym elementem hiszpańskiego stroju. Również charakterystyczna dla Hiszpanii jest basquiña, suknia z krótkimi rękawami przeznaczona do noszenia na zewnątrz. Obraz ten, znany od ponad wieku jako „Żona księgarza”, może w rzeczywistości przedstawiać studium postaci kobiety z wyższych sfer. Choć nie została ona jeszcze zidentyfikowana, przypomina niektóre postacie z gobelinów Goi, które przedstawiają Hiszpanów z różnych środowisk.


6. Francisco Goya

Aktorka Antonia Zárate (ok. 1810–1811)

Muzeum Ermitaż, Sankt Petersburg



Antonia Zárate (1775–1811) była hiszpańską aktorką. Urodziła się jako Antonia de Aguirre y Murguía, a jej imię rodowe wskazuje na baskijskie pochodzenie rodziny. Była córką aktora Pedro de Zárate Valdésa, dyrektora trupy teatralnej, która w czasie jej narodzin występowała „na ziemiach Aragonii” [1] Wydaje się, że przybyła do Kadyksu pod koniec XVIII wieku. Cotarelo śledził jej karierę w madryckich teatrach – odnosiła sukcesy w całej Hiszpanii, ale występowała głównie w stolicy. W 1797 roku wspomniano o niej jako o osobie przebywającej w Madrycie wraz z Ritą Luną i Isidoro Máiquezem w zespole Luisa Navarro, który miał kontrakt z Coliseo de la Cruz. Rok później Cotarelo wspomina o jej występach wokalnych wraz z Manuelą Correa i tą samą trupą, która teraz występowała w Coliseo del Príncipe. W sezonie 1801–02 nadal tam występowała, opisywana jako „aktorka o poważnej postacie”, a rok później odnotowano, że pracowała w Teatro de los Caños del Peral w ramach trupy operowo-dramatycznej kierowanej przez Máiqueza, Antonię Prado i innych czołowych hiszpańskich aktorów tamtego okresu.



[06.10.2026, Toruń]

ODKURZONE (BEZ TYTUŁU)

 

(...) A jeszcze muszę ci powiedzieć, że zaobserwowałem wielką przemianę w jego zachowaniu. Przypominasz sobie, kim był, kiedy tutaj przybył po ostatecznym rozstaniu się ze stronicami mojego rękopisu. Napisałem: przyjdź do nas i tak zrobił, ale potem, kiedy stal się realnym człowiekiem, przestał być sterowany przeze mnie. Zaczął nowe życie, poddając się całkowicie narzuconym mu obowiązkom, a więc: pełnił funkcję odźwiernego, recepcjonisty i sprzątacza pokojów na najwyższym piętrze, na którym oferowaliśmy noclegi. Musisz przyznać sama, że z każdego z tych obowiązków wywiązywał się należycie, by nie powiedzieć z pasją. Skromny, małomówny, skrupulatny i punktualny, wiódł życie ascetyka, kogoś, kto odkłada na bok swoje marzenia, a, i to możliwe, nie posiada własnych marzeń.

Tę przemianę zaobserwowałem przypadkowo, kiedy pewnego wieczoru nie zszedł do jadalni na kolację. Byłem tym zaniepokojony, bo wcześniej nigdy to się nie zdarzyło. Otworzyłem drzwi do jego mieszkanka na poddaszu i, niezauważony, podszedłem do niego. Zaskoczyłem go w chwili, gdy wertował jakąś księgę. Położyłem dłoń na jego ramieniu. Ocknął się i zamknął księgę, choć nie miałem zamiaru rozszyfrowywać jaka to księga tak bardzo zajęła jego uwagę, że zapomniał o wieczerzy. Wtedy wstał, odwrócił się do mnie, spojrzał mi w oczy, w których zauważyłem blask uśmiechu. O tak, oczy zdradzają stan naszej duszy, nawet jeśli spojrzeniu tych oczu nie towarzyszy żaden uzupełniający nastrój i samopoczucie gest. Odtąd Dżoko w dalszym ciągu wykonywał swoją pracę sumiennie, lecz wypełniał ją nie tłumiąc w sobie tej dziwnej i trudno wytłumaczalnej radości. (...)


[06.10.2026, Toruń]

HOMER - ILIADA - KSIĘGA VIII (27)

 

[…] Co to jest walka z ojcem, obaczy Pallada».

To powiedziawszy, poszła Irys nieleniwa.

Do Pallady zaś smutna Hera się odzywa:

— «Pallado, serce moje na to nie zezwoli,

Aby walczyć z Zeusem dla śmiertelnych doli.

Niech giną albo żyją, jak wyrok rozrządzi,

Niechaj podług mądrości swojej Kronid sądzi,

Trojan lub Greków szczęście przedłuża czy skraca».

To mówi i natychmiast nazad⁵⁶⁵ konie zwraca.

Hory je tam wyprzęgły, zdjęły szor⁵⁶⁶ wspaniały

I w żłobach ambrozyjską⁵⁶⁷ paszę im podały,

A piękny wóz o ścianę błyszczącą oparły.

Zasępiły się smutkiem, złością się rozżarły,

Siadły jednak boginie w inszych bogów gronie.

I Kronid pędzi z Idy do Olimpu konie:

Lecą bystre rumaki do bogów mieszkania.

Posejdon⁵⁶⁸ je wyprząga, wóz pyszny zasłania

Świecącym się pokryciem, w miejscu postawiony.

Wstępuje ojciec bogów na swój tron wzniesiony:

Olimp się trząsł po każdym chmurowładcy kroku.

Gniewna Hera z Palladą siedziały na boku,

Złość zapala ich serca, upór wargi ścina;

Postrzegł ich myśli Kronid i pierwszy zaczyna:

— «Skąd, Hero i Pallado, umysł wasz stroskany?

W krótkiej potyczce od was⁵⁶⁹ zniesione⁵⁷⁰ Trojany,

Którymeście nienawiść wieczną poprzysięgły?

Wiedzcie, choćby się na mnie wszystkie bogi sprzęgły,

Wszystkie legną pod mojej prawicy zamachem.

Lecz przejęte zbawiennym wprzód⁵⁷¹ byłyście strachem,

Niżeli was ujrzały w polu krwawe boje;

Bo powiadam, a znacie⁵⁷², czym są słowa moje:

Gdybyście waszej chciały dokonać niecnoty,

Uderzone ode mnie piorunnymi groty⁵⁷³

Już byście nie wróciły do bogów siedliska!

Na te słowa z Palladą Hera wargi ściska;

W obu piersiach na Troi zgubę złość zaciekła.

Siedziały blisko siebie, Pallas nic nie rzekła,

Chociaż ją w głębi serca straszliwy gniew zjada,

Hera wstrzymać nie może, tak więc odpowiada:

— «I dlaczego nas martwisz surowym wyrazem?

Dlaczego się z tak srogim rozwodzisz przekazem?

Któż nie wie, że się twojej nic nie oprze sile?

Żałujem tylko Greków, których legło tyle

I nad którymi jeszcze smutna wisi dola.

Wstrzymamy się od wojny, gdy to twoja wola…

— «Skoro światu Jutrzenka złotym błyśnie włosem,

Obaczysz, Hero — groźnym rzekł Kronida głosem

Jak Hektor będzie Greki bił ręką zwycięską, [...]

-----------------------------------------------------------------------

⁵⁶⁵nazad — z powrotem.

⁵⁶⁶szor — uprząż.

⁵⁶⁷ambrozyjski — przymiotnik od ambrozji, pokarmu bogów.

⁵⁶⁸Posejdon (mit. gr.) — bóg morza, żeglarzy, trzęsień ziemi, brat Zeusa; przedstawiany z trójzębem.

⁵⁶⁹od was (daw.) — przez was.

⁵⁷⁰zniesiony (daw.) — pokonany.

⁵⁷¹wprzód — najpierw.

⁵⁷²znać (daw.) — tu: wiedzieć.

⁵⁷³groty — dziś popr. forma N.lm: grotami.

------------------------------------------------------------------------

[…] Aż powszechną narodu poruszony klęską

Wielki stanie Achilles na pobojowisku,

Niosąc wsparcie Achajom w ostatnim uścisku…

Ty, choćbyś krańce ziemi i morza obiegła,

Gdzie Kronosa z Japetem⁵⁷⁴ jaskinia odległa

Kryje, którzy Tartarem⁵⁷⁵ czarnym otoczeni

Nie znają wiatrów tchnienia ni światła promieni

Choćbyś tam nawet poszła, twe gniewy mam za nic,

Bo wiem, że zuchwałości żadnych nie znasz granic».

Na to i słowa Hera zmartwiona nie rzekła.

Tymczasem ziemię czarnym kirem⁵⁷⁶ noc powlekła,

A słońce świetną głowę skryło w oceanie.

Z żalem gasnące światło widzieli Trojanie;

Przeciwnie Grekom, tyle cierpiącym od rana,

Przyjemna noc i trzykroć była pożądana.

Ściągnąwszy lud na przestrzeń od trupów daleką,

Hektor miał Trojan radę nad Skamandru rzeką;

Zsiedli z wozów, słuchali słów z ust Pryjamida.

Jedenastołokciowa w ręku jego dzida,

Błyszczy się ostrze złotym objęte pierścieniem;

Wódz tak mówi otoczon licznym zgromadzeniem:

— «Słuchajcie mnie, Trojanie i Dardany mężne,

I wiernych sprzymierzeńców zastępy potężne!

Mniemałem, że zniszczywszy achajskie narody,

Wrócę dzisiaj zwycięzcą w Ilijonu grody:

Ale noc nieprzyjazne rozpostarła cienie,

Jej winni Grecy swoje i naw ocalenie.

Czarnej ustąpmy nocy, gotujmy wieczerze,

I koń wyprzężon z wozu niech posiłek bierze.

Sprowadźcie z miasta wszystko, co do uczty trzeba:

Woły, owce i wino, i dostatkiem chleba.

Drzewa także przywieźcie, aby niźli ranna

Wnidzie⁵⁷⁷ Jutrzenka, światłość biła nieustanna

I błyszczące płomienie, aż do nieba wzniosła;

Bo może Grecy, szybkie zgotowawszy wiosła,

Uciekać zechcą skrycie przez morskie odmęty:

Niech przynajmniej nie wsiędą spokojnie w okręty,

Niech strzała ich dosięgnie albo grot miedziany

I aż w domach głębokie opatrują rany!

Niech klęska ich narodom za naukę stoi,

Aby nigdy nieść wojny nie śmiały do Troi!

Woźni zaś w mieście wielkim to powiedzą głosem,

By młodzież i poważne starce z siwym włosem

Wstąpiły na stawiane boską ręką wieże;

Płeć niechaj ognie pali i niech każdy strzeże,

Ażeby się zdradziecko Achaje nie skradły

I w miasto pozbawione obrońców nie wpadły.

Tak uczyńcie, jak mówię, Trojanie waleczni!

Obmyśliłem, żebyśmy dziś byli bezpieczni…

Dziś przez całą noc pilnie odprawujmy straże!

Rano, skoro się pierwsza Jutrzenka pokaże,

Poniesiem bój okrutny aż pod same nawy. […]

------------------------------------------------------------------------

⁵⁷⁴Japet (mit. gr.) — jeden z Tytanów, strącony do Tartaru za bunt przeciwko Zeusowi.

⁵⁷⁵Tartar (mit. gr.) — najciemniejsza i najstraszniejsza część krainy zmarłych.

⁵⁷⁶kir — czarny materiał, symbolizujący żałobę.

⁵⁷⁷wnijść (daw.) — wejść.

-------------------------------------------------------------------------

Obaczę, czy Diomed⁵⁷⁸, ów rycerz tak żwawy,

Do murów mnie odpędzi, czy sam legnie trupem

I ozdobi prawicę moją świetnym łupem…

Obym się tak nie starzał i tak nie umierał

I taką cześć jak Pallas i jak Feb⁵⁷⁹ odbierał,

Jak pewny jestem w dzień ten Achajów zagłady!

Rzekł, a na to niezmierny powstał okrzyk rady.

Czynią rozkaz rycerze: wraz każdy wyprząże

I do wozu spocone konie lejcem wiąże.

Z miasta zaś sprowadzają, co do uczty trzeba:

Woły, owce i wino i dostatkiem chleba.

Zwożą drzewo, palą się mnogie w polu stosy,

A wiatry wznoszą gęste dymy pod niebiosy.

Przez noc dumną Trojanie pasąc się nadzieją,

Siedzą zbrojni w swych szykach, ognie zaś goreją.

Jako gwiazd grono pięknie przy księżycu błyszczy,

Gdy wiatr tak przyjemnego widoku nie niszczy,

Góry widać i wzgórki, i zielone gaje,

Całe się niebo w swojej świetności wydaje,

A pasterz w miłym sercu raduje się szczerze:

Tak też, gdzie Ilijonu czerniły się wieże,

Między achajską flotą i Skamandrem czystym

Całe się świeci pole płomieniem rzęsistym⁵⁸⁰.

Tysiąc ogniów się pali, a przy każdym siedzi

Pięćdziesiąt bohaterów błyszczących od miedzi.

Jęczmień i owies chrupiąc, wyglądają konie,

Aż się Jutrzenka wzniesie na różanym tronie.

------------------------------------------------------------------------

⁵⁷⁸Diomedes — syn Tydeusa, Diomedesa, króla Argos, grecki wojownik, którym opiekowała się Atena.

⁵⁷⁹Febus a. Feb (mit. grec.) — przydomek Apollina, przewodnika dziewięciu muz, boga sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci.

⁵⁸⁰rzęsisty — mocny, intensywny (zwykle o opadzie lub o świetle).



[06.10.2026, Toruń]

BIBLIA WARSZAWSKA - STARY TESTAMENT - I KSIĘGA MOJŻESZOWA [13]

 

Rozstanie Abrama z Lotem


13:1 Wyruszył tedy Abram z Egiptu z żoną swoją i wszystkim, co do niego należało, do Negebu, a Lot był z nim.

13:2 A Abram był już bardzo zasobny w trzody, srebro i złoto.

13:3 I wędrował, zatrzymując się na postojach, z Negebu aż do Betelu, do miejsca, gdzie poprzednio był jego namiot, między Betelem i Ai,

13:4 Do miejsca, gdzie przedtem zbudował ołtarz. Tam wzywał Abram imienia Pana.

13:5 Również Lot, który wędrował z Abramem, miał owce, bydło i namioty.

13:6 Lecz kraj nie mógł ich obu utrzymać, bo dobytek ich był tak wielki, że nie mogli przebywać razem.

13:7 Między pasterzami stad Abrama a pasterzami stad Lota powstał spór. A Kananejczycy i Peryzyci mieszkali wówczas w kraju.

13:8 Wtedy rzekł Abram do Lota: Niechże nie będzie sporu między mną a tobą i między pasterzami moimi a twoimi, jesteśmy przecież braćmi.

13:9 Czyż cały kraj nie stoi przed tobą otworem? Odłącz się więc ode mnie! Jeśli chcesz pójść w lewo, ja pójdę w prawo, a jeśli chcesz pójść w prawo, ja pójdę w lewo.

13:10 Wtedy Lot podniósłszy oczy, widział, że cały okręg nadjordański - zanim Pan zniszczył Sodomę i Gomorę - był obfity w wodę, jak ogród Pana, jak ziemia egipska, aż do Soaru.

13:11 I wybrał sobie Lot cały okręg nadjordański. I wyruszył Lot na wschód. Tak rozstali się obaj ci mężowie.

13:12 Abram zamieszkał w ziemi kanaanejskiej, natomiast Lot przebywał w miastach okręgu nadjordańskiego i rozbijał swe namioty aż do Sodomy.

13:13 A mieszkańcy Sodomy byli źli i bardzo grzeszni wobec Pana.

13:14 I rzekł Pan do Abrama po odłączeniu się Lota od niego: Podnieś oczy swoje i spojrzyj z miejsca, na którym jesteś, na północ i na południe, i na wschód i na zachód,

13:15 Bo całą tę ziemię, którą widzisz, dam tobie i potomstwu twemu na wieki,

13:16 I rozmnożę potomstwo twoje jak proch ziemi, tak że jeśli kto zdoła policzyć proch ziemi, również potomstwo twoje będzie mogło być policzone.

13:17 Wstań i przejdź ten kraj wzdłuż i wszerz, bo tobie go dam.

13:18 Wtedy Abram zwinął namioty i przybył, by zamieszkać w dąbrowie Mamre pod Hebronem. Tam zbudował Panu ołtarz.



[06.10.2026, Toruń]

MITOLOGIA GRECKA - [WG. JANA PARANDOWSKIEGO [8]

 

BOGOWIE OLIMPIJSCY - HERA


Hera (Junona)

Z ciemnych obłoków wysuwają się dwa pawie. Za nimi druga para, trzecia, czwarta — cały rój pawi. Roztaczają szeroko skrzydła, z których słońce dobywa ogni różnobarwnych. Błękitnawe szyje ptaków wyginają się w locie. Ciągną złocisty rydwan. Lejce, delikatne jak

przędza pajęcza, trzyma w białych dłoniach bogini Iris o skrzydłach tęczowych. Tuż za nią,

wsparta na berle, stoi druga bogini: wysoka, dumna, ubrana w fałdziste szaty, na głowie ma diadem z gwiazd, spod którego patrzą ciemne, surowe, rozkazujące oczy — Hera, królowa nieba, małżonka Dzeusa. Odbywa ranną przejażdżkę nad światem, który uważa za swoją własność.

W istocie jednak mało się dzieje wedle jej woli. Dzeus ulega jej często, ale nie zawsze, raczej aby uniknąć kłótni, do której Hera jest skora. Gdy mu zbraknie cierpliwości, daje jej odczuć swą wyższość w sposób nieco gwałtowny. Raz związał ją złotym łańcuchem i powiesił za ręce u szczytu Olimpu, a dla większej męczarni przydał do nóg dwa ciężkie kowadła. Dopiero na prośbę bogów uwolnił ją w kilka dni później.

Była bardzo wrażliwa na wszystko, co mówiono o jej urodzie. Nie znosiła żadnych porównań, w mniemaniu, że królowa nieba powinna być najpiękniejsza na świecie. Poeci,

chcąc się jej przypodobać, chwalili olśniewającą białość jej ramion i wielkie, ciemnobłękitne oczy, które przyrównywali do ócz młodej jałówki. Ale kobiety sądziły o tym inaczej. Córki króla Projtosa mówiły głośno, że jej nie ustępują w piękności. Hera zesłała na nie szaleństwo, a one uciekły do lasu, beczały, pasły się na łąkach i uważały siebie po prostu za krowy. Inne, podobnie zarozumiałe panny ukarała w ten sposób, że je zamieniła w kamienne schody prowadzące do świątyni. Ojciec ich, który był kapłanem, stąpał codziennie po skamieniałych ciałach córek i słyszał cichy jęk dzieci pod swymi stopami. Białoramienna bogini była patronką niewiast. Do niej modliły się panny w dniu ślubu, ona opiekowała się macierzyństwem i niosła pociechę wdowom. W Olimpii, gdzie stała jedna z najstarszych świątyń Hery, odbywały się co pięć lat igrzyska dziewcząt. W krótkich koszulkach, z rozpuszczonymi włosami, biegły do mety walcząc o nagrodę, którą była gałązka oliwna i kawał pieczeni ze zwierząt ofiarnych. Zresztą w każdym mieście miała Hera świątynię, kaplicę lub ołtarz. W czasach pierwotnych jej wizerunkiem był prosty słup lub belka. Później przedstawiano ją jako poważną matronę o majestatycznej urodzie. Tak ją wyrzeźbił Poliklet w kolosalnym posągu, który stał w świątyni Hery w Argos. Bogini siedziała na tronie trzymając w jednej ręce jabłko granatu, symbol płodności, w drugiej berło z kukułką, ptakiem jej poświęconym.



[07.10. 2026, Toruń]

04 października 2026

MUZYCZNE POCZTÓWKI - BOB MARLEY - NO, WOMAN NO CRY

 

No, woman, no cry (x4)


Cause I remember when we used to sit

In the government yard in Trenchtown,

Oba - obaserving the 'ypocrites

As they would mingle with the good people we meet.

Good friends we have, oh, good friends we've lost

Along the way.

In this great future, you can't forget your past;

So dry your tears, I seh.


No, woman, no cry;

No, woman, no cry.

'Ere, little darlin', don't shed no tears:

No, woman, no cry.


Said - said - said: I remember when-a we used to sit

In the government yard in Trenchtown.

And then Georgie would make the fire lights,

As it was logwood burnin' through the nights.

Then we would cook cornmeal porridge,

Of which I'll share with you;

My feet is my only carriage,

So I've got to push on through.

But while I'm gone, I mean:


Everything's gonna be all right! (x4)

I said, everything's gonna be all right-a!

Everything's gonna be all right!

Everything's gonna be all right, now!

Everything's gonna be all right!


So, woman, no cry;

No - no, woman - woman, no cry.

Woman, little sister, don't shed no tears;

No, woman, no cry.


I remember when we used to sit

In the government yard in Trenchtown.

And then Georgie would make the fire lights,

As it was logwood burnin' through the nights.

Then we would cook cornmeal porridge,

Of which I'll share with you;

My feet is my only carriage,

So I've got to push on through.

But while I'm gone:


No, woman, no cry;

No, woman, no cry.

Woman, little darlin', say don't shed no tears;

No, woman, no cry.


Eh! (Little darlin', don't shed no tears!

No, woman, no cry.

Little sister, don't shed no tears!

No, woman, no cry.)


muzyka i tekst - Vincent Ford




Nie, kobieto, nie płacz (x4)


Mówię: Pamiętam, jak siadywaliśmy

Na podwórku w Trenchtown

Obserwując hipokrytów przemieszanych w tłumie

z dobrymi ludźmi których spotykamy.

Mamy dobrych przyjaciół, Och, dobrych przyjaciół straciliśmy

Po drodze.

W tej wspaniałej przyszłości,

Nie możesz zapominać swojej przeszłości;

Więc osusz swoje łzy - mówię!


Nie, kobieto, nie płacz

Nie, kobieto, nie płacz

Kochanie, nie tocz już łez:

Nie, kobieto, nie płacz


Pamiętam, jak siadywaliśmy

Na podwórku w Trenchtown

A Georgie zapalał latarnie,

Płonęły nocne ogniska

Pichciliśmy owsiankę

Jedliśmy razem;

Wędruję piechotą,

Stopy mnie niosą gdzieś w dal.

Nim pójdę, powiem ci tak:


Wszystko będzie okej! (x4)

Mówię ci, będzie okej!

Wszystko będzie okej!

Już wszystko będzie okej!

Wszystko będzie okej!


Nie, kobieto, nie płacz

Nie, kobieto, nie płacz

Kochanie, nie tocz już łez,

Nie, kobieto, nie płacz


Pamiętam, jak siadywaliśmy

Na podwórku w Trenchtown

A Georgie zapalał latarnie,

Płonęły nocne ogniska

Pichciliśmy owsiankę

Jedliśmy razem;

Wędruję piechotą,

Stopy mnie niosą gdzieś w dal.

Nim pójdę, powiem ci tak:


Nie, kobieto, nie płacz

Nie, kobieto, nie płacz

Kochanie, nie tocz już łez:

Nie, kobieto, nie płacz


Ech! (skarbie, nie tocz już łez!

Nie, kobieto, nie płacz

Siostrzyczko, nie tocz już łez!

Nie płacz kobieto, nie płacz.)



[04.10.2026, Toruń]