Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

08 sierpnia 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (2)

 

R.1. Jak wyglądała firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelki. [cd.]


— Wcale nie! Bo kiedy po Warszawie rozeszła się wieść, że subiekt Hopfera chce wstąpić do Szkoły Przygotowawczej, tłumy zaczęły tam przychodzić na śniadanie. Osobliwie roiła się studenteria.

— I poszedł też do Szkoły Przygotowawczej?

— Poszedł i nawet zdał egzamin do Szkoły Głównej. No, ale co pan powiesz — ciągnął

radca uderzając ajenta w kolano — że zamiast wytrwać przy nauce do końca, niespełna

w rok rzucił szkołę…

— Cóż robił?

— Otóż, co… Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy²⁰, i sam w rezultacie oparł się aż gdzieś koło Irkucka²¹.

— Heca, panie! — westchnął ajent handlowy.

— Nie koniec na tym… W roku 1870 wrócił do Warszawy z niewielkim fundusikiem. Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dziś dzień nienawidzi, aż nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego dysponenta²², Rzeckiego, wkręcił się do sklepu Minclowej, która akurat została wdową, i w rok potem ożenił się z babą grubo starszą od niego.

— To nie było głupie — wtrącił ajent.

— Zapewne. Jednym zamachem zdobył sobie byt i warsztat, na którym mógł spokojnie pracować do końca życia. Ale też miał on krzyż Pański z babą!

— One to umieją…

— Jeszcze jak! — prawił radca. — Patrz pan jednakże, co to znaczy szczęście. Półtoran roku temu baba objadła się czegoś i umarła, a Wokulski po czteroletniej katordze został wolny jak ptaszek, z zasobnym sklepem i trzydziestu tysiącami rubli w gotowiźnie, na którą pracowały dwa pokolenia Minclów.

— Ma szczęście.

— Miał — poprawił radca — ale go nie uszanował. Inny na jego miejscu ożeniłby się

z jaką uczciwą panienką i żyłby w dostatkach; bo co to, panie, dziś znaczy sklep z reputacją i w doskonałym punkcie!… Ten jednak, wariat, rzucił wszystko i pojechał robić interesa na wojnie. Milionów mu się zachciało czy kiego diabła.

— Może je będzie miał — odezwał się ajent.

— Ehe! — żachnął się radca. — Daj no, Józiu, piwa. Myślisz pan, że w Turcji znajdzie jeszcze bogatszą babę aniżeli nieboszczka Minclowa?… Józiu!…

— Służę piorunem!… Jedzie ósma…

— Ósma? — powtórzył radca — to być nie może. Zaraz… Przedtem była szósta, potem siódma… — mruczał zasłaniając twarz dłonią. — Może być, że ósma. Jak ten czas leci!… Mimo posępne wróżby ludzi trzeźwo patrzących na rzeczy, sklep galanteryjny pod firmą J. Mincel i S. Wokulski nie tylko nie upadł, ale nawet robił dobre interesa. Publiczność zaciekawiona pogłoskami o bankructwie coraz liczniej odwiedzała magazyn, od chwili zaś kiedy Wokulski opuścił Warszawę, zaczęli zgłaszać się po towary kupcy rosyjscy. Zamówienia mnożyły się, kredyt za granicą istniał, weksle były płacone regularnie, a sklep roił się gośćmi, którym ledwo mogli wydołać trzej subiekci: jeden mizerny blondyn, wyglądający, jakby co godzinę umierał na suchoty, drugi szatyn z brodą filozofa, a ruchami księcia i trzeci elegant, który nosił zabójcze dla płci pięknej wąsiki, pachnąc przy tym jak laboratorium chemiczne.

Ani jednak ciekawość ogółu, ani fizyczne i duchowe zalety trzech subiektów, ani nawet ustalona reputacja sklepu może nie uchroniłyby go od upadku, gdyby nie zawiadował nim

czterdziestoletni pracownik firmy, przyjaciel i zastępca Wokulskiego, pan Ignacy Rzecki.

-----------------------------------------------------------------------

²⁰gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy — mowa o udziale Wokulskiego w powstaniu styczniowym. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Bolesław Prus używa w tym miejscu języka ezopowego, czyli nie mówi wprost o powstaniu styczniowym, a jedynie sugeruje czytelnikowi utajone treści. Języka ezopowego używali pisarze, by uniknąć ingerencji cenzury.

²¹Irkuck — miasto we wschodniej Syberii nad rzeką Angara.

²²dysponent — zastępca kierownika w zakładzie handlowym.



[08.08.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - MAREK GRECHUTA - SERCE

 



SERCE

Za smutek mój, a pani wdzięk

Ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii

I lekkomyślnie dałem słowo,

Że kwiat kwitnie księżycowo,

A liście mrą srebrzyście

Pani zdziwiona mówi:

"Cóż, to przecież bukiet zwykłych róż

" tak, rzeczywiście więc cóż Ci dam?

Dam Ci serce szczerozłote

Dam konika cukrowego

Weź to serce, wyjdź na drogę

I nie pytaj się "Dlaczego?"

Weź to serce, wyjdź na drogę

I nie pytaj się "Dlaczego?"

Stara baba za straganem

Wyrzuciła wielki kosz

Popatrz jak na złota drogę

Twój cukrowy konik skoczył

Popatrz jak na złotą drogę

Twój cukrowy konik skoczył

Za smutek mój, a pani wdzięk

Ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii

A pani cóż, nie chce tych róż

Że takie brzydkie, że czerwone

I że z kolcami więc cóż Ci dam?

Dam pierścionek z koralikiem

Ten niebieski jak twe oczy

Popatrz jak na złotą drogę

Twój cukrowy konik skoczył

Popatrz jak na złotą drogę

Twój cukrowy konik skoczył

Dam Ci serce szczerozłote

Dam konika cukrowego

Weź to serce, wyjdź na drogę

I nie pytaj się "Dlaczego?"

Weź to serce, wyjdź na drogę

I nie pytaj się "Dlaczego?"


Słowa - Liliana Wiśniowska, Andrzej Nowicki

Muzyka - Jan Kanty Pawluśkiewicz



[08.08.2026, Toruń]


07 sierpnia 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1419 – 1422 ) UPAŁ I PEWNE SUGESTIE. LALKA W BLOGU? ICH CZTERECH I PIES [TAK MÓWIŁ MÓJ TATO]. WENDY VEL LOLA.

 

1419.

Upał nie rozpieszcza, aczkolwiek parę dni temu oraz wczorajszej nocy spadło trochę deszczu, a teraz, gdy piszę te słowa, jest na plusie siedemnaście stopni, więc powiedziałbym – rześko. Niestety z wiekiem (ciekaw jestem, czy u innych jest podobnie) gorzej znoszę wysoką temperaturę. Orócz tego martwię się tym, że jako społeczeństwo, także państwo, nie potrafimy się przeciwstawić klimatycznym zmianom. Najwyższy czas zacząć na poważnie szanować wodę, gromadzić ją podczas ulew, próbować w lasach stworzonymi przez człowieka nitkami wodnymi oddzielać poszczególne połacie leśne, aby te wodne strumienie chroniły drzewostan od powodzi, wydać wojnę betonowej zabudowie placów miejskich, przywrócić zieleń i, na Boga, nie ścinać traw, które giną podczas suszy. Wydajemy miliardy na zbrojenia, a niszczymy przyrodę i klimat, a stajemy się bezbronni wobec żywiołów.


1420.

Mój blog, który jest wypowiedzią niszową o różnorodnej tematyce zgodnej z moimi zainteresowaniami zaczął się wzbogacać publikacją „Lalki” Bolesława Prusa. Oczywiście parę razy czytałem tę chyba najlepszą polska powieść, ale publikacja jej w odcinkach pomoże mi w pracy, jaką się zajmuję. Umieszczanie fragmentów albo wręcz całości tekstów takich jak „Boska komedia”, „Iliada”, „Beniowski” czy Anhelli ma związek z moją pamięcią – nie chcę, aby mnie zawiodła i stąd publikuję ję dla siebie przede wszystkim, ku pamięci.


1421.

Jestem nocnym Markiem i czasami kiedy wszyscy śpią, lubię sobie na coś popatrzeć w nocy, także za dnia, gdy się zdarzy. Do niedawna oglądałem odcinki „Columbo” w Polsacie – Seriale, ale już ich nia ma, a na „Strażnika Teksasu” nie mam ochoty patrzeć. Ostatnio natrafiłem na drugą część „Czterech pancernych i psa”. Serial ten nadawany jest dwukrotnie na TVP – Historia o 14.30 i gdzieś po drugiej piętnaście w nocy. Zdarza mi się oglądać te odcinki dwukrotnie.


1422.

Mamy drugiego pieska – biewerkę (bardzo bliska yorkowi) Wendy vel Lola. „Dziewczynka” jest na etapie adaptacjnym, zaprzyjaźnia się z Maszą. Jest niezwykle aktywną suczką i potrafi wskoczyć na łóżko (Masza, która jest „niskopodwoziowym” yorkiem dostaje się na łózko po schodkach. Wendy jest dosyć bojaźliwa, co upodadnia ją do Adelki, która od nas odeszła. Nazywam ją czasami latawicą, bo naprawdę potrafi się przemieszczać po domu z prędkością, za którą dostaje się mandaty. Obie psiny wychodzą oczywiście na dwór, ale tylko wtedy, gdy nie ma upału. Pewnie jeszcze skrobnę coś na temat nowej członkini naszej rodziny.



[07.08.2026, Toruń]

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (1)

 

R.1. Jak wyglądała firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelki.


W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim¹, wyborem nowego papieża² albo szansami europejskiej wojny³, warszawscy kupcy tudzież

inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia⁴ niemniej gorąco interesowała się

przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulski. W renomowanej jadłodajni, gdzie na wieczorną przekąskę zbierali się właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin, utrzymujący się z własnych funduszów, i posiadacze kamienic bez zajęcia, równie dużo mówiono o uzbrojeniach Anglii⁵, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski. Zatopieni w kłębach dymu cygar i pochyleni nad butelkami z ciemnego szkła obywatele tej dzielnicy, jedni zakładali się o wygranę lub przegranę Anglii, drudzy o bankructwo Wokulskiego; jedni nazywali geniuszem Bismarcka⁶, drudzy — awanturnikiem Wokulskiego; jedni krytykowali postępowanie prezydenta MacMahona⁷, inni twierdzili, że Wokulski jest zdecydowanym wariatem, jeżeli nie czymś gorszym…

Pan Deklewski, fabrykant powozów, który majątek i stanowisko zawdzięczał wytrwałej pracy w jednym fachu, tudzież radca Węgrowicz, który od dwudziestu lat był członkiem-opiekunem⁸ jednego i tego samego Towarzystwa Dobroczynności⁹, znali S. Wokulskiego najdawniej i najgłośniej przepowiadali mu ruinę.

— Na ruinie bowiem i niewypłacalności — mówił pan Deklewski — musi skończyć człowiek, który nie pilnuje się jednego fachu i nie umie uszanować darów łaskawej fortuny. Zaś radca Węgrowicz, po każdej również głębokiej sentencji swego przyjaciela, dodawał:

— Wariat! wariat!… Awanturnik!… Józiu, przynieś no jeszcze piwa. A która to butelka?

— Szósta, panie radco. Służę piorunem!… — odpowiadał Józio.

— Już szósta?… Jak ten czas leci!… Wariat! wariat! — mruczał radca Węgrowicz.

Dla osób posilających się w tej co radca jadłodajni, dla jej właściciela, subiektów i chłopców przyczyny klęsk mających paść na S. Wokulskiego i jego sklep galanteryjny były tak jasne, jak gazowe płomyki oświetlające zakład. Przyczyny te tkwiły w niespokojnym charakterze, w awanturniczym życiu, zresztą w najświeższym postępku człowieka, który mając w ręku pewny kawałek chleba i możność uczęszczania do tej oto tak przyzwoitej restauracji, dobrowolnie wyrzekł się restauracji, sklep zostawił na Opatrzności boskiej, ...

----------------------------------------------------------------------

¹pokój san-stefański — traktat zawarty między Rosją a Turcją dn. 3 marca 1878 r. w San Stefano (pod Konstantynopolem). Turcja, pokonana uprzednio w wojnie z Rosją (1877–1878), musiała uznać niepodległość swych dotychczasowych państw lenniczych: Rumunii, Serbii i Czarnogórza, przy czym granice tych dwóch ostatnich zostały znacznie rozszerzone. Jednocześnie utworzono rozległe Księstwo Bułgarskie z dostępem do Morza Egej skiego (obejmujące Macedonię). Poza tym Turcja została zmuszona do ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji w Azji i do zapłaty wysokiej kontrybucji.

²wybór nowego papieża — 20 lutego 1878 r., po śmierci Piusa IX, został papieżem kardynał Joachim Pecci jako Leon XIII, znany później ze swych wystąpień przeciw ruchowi socjalistycznemu.

³szanse europejskiej wojny — zwycięstwa Rosji w wojnie z Turcją, możliwość zajęcia Konstantynopola przez wojska rosyjskie, a potem pokój w San Stefano wywołały silne niezadowolenie Anglii. Z początkiem 1878 r. nastąpiło zaostrzenie konfliktu, grożące wybuchem wojny między Anglią a Rosją.

⁴Krakowskie Przedmieście — jedna z głównych ulic warszawskich. Prawdopodobnie Prus w wyobraźni swej umieszczał sklep Mincel i Wokulski”, tj. stary sklep Wokulskiego, na Krakowskim Przedmieściu nr 9. Dom ten zwany kamienicą Beyera został zupełnie zniszczony w czasie powstania warszawskiego, a ruiny rozebrano w grudniu 1946. Stojący obecnie w tym miejscu budynek, wzniesiony w 1949 r. wg projektu B. Pniewskiego, nie nawiązuje do dawnego stylu.

⁵uzbrojenia Anglii — przedsięwzięte w związku z naprężoną sytuacją polityczną.

⁶Bismarck, Otto (1815–1898) — kanclerz Rzeszy Niemieckiej, przywódca obszarników pruskich, dokonał zjednoczenia Niemiec (1871); zwalczał ruch socjalistyczny; prowadził politykę antypolską.

⁷MacMahon, Patrice (1808–1893) — marszałek Francji, dowodził wojskami wersalczyków przeciw Komunie Paryskiej, następnie jako prezydent republiki (1873–1879) usiłował przywrócić monarchię

⁸członek-opiekun — członek Towarzystwa Dobroczynności opiekujący się ubogimi określonej dzielnicy.

⁹Towarzystwo Dobroczynności — Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, arystokratyczno-mieszczańska instytucja filantropijna, założona w r. 1814; opiekowała się starcami i chorymi, udzielała zapomóg, utrzymywała ochronki.

------------------------------------------------------------------------

a sam z całą gotówką odziedziczoną po żonie pojechał na turecką wojnę¹⁰ robić majątek.

— A może go i zrobi… Dostawy dla wojska to gruby interes — wtrącił pan Szprot, ajent handlowy¹¹, który bywał tu rzadkim gościem.

— Nic nie zrobi — odparł pan Deklewski — a tymczasem porządny sklep diabli wezmą. Na dostawach bogacą się tylko Żydzi i Niemcy; nasi do tego nie mają głowy.

— A może Wokulski ma głowę?

— Wariat! wariat!… — mruknął radca. — Podaj no, Józiu, piwa. Która to?…

— Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem.

— Już siódma?… Jak ten czas leci, jak ten czas leci…

Ajent handlowy, który z obowiązków stanowiska potrzebował mieć o kupcach wiadomości wszechstronne i wyczerpujące, przeniósł swoją butelkę i szklankę do stołu radcy i topiąc słodkie wejrzenie w jego załzawionych oczach, spytał zniżonym głosem:

— Przepraszam, ale… Dlaczego pan radca nazywa Wokulskiego wariatem?… Może mogę służyć cygarkiem… Ja trochę znam Wokulskiego. Zawsze wydawał mi się człowiekiem skrytym i dumnym. W kupcu skrytość jest wielką zaletą, duma wadą. Ale żeby

Wokulski zdradzał skłonności do wariacji, tegom nie spostrzegł.

Radca przyjął cygaro bez szczególnych oznak wdzięczności. Jego rumiana twarz, otoczona pękami siwych włosów nad czołem, na brodzie i na policzkach, była w tej chwili

podobna do krwawnika¹² oprawionego w srebro.

— Nazywam go — odparł, powoli ogryzając i zapalając cygaro — nazywam go wariatem, gdyż go znam lat… Zaczekaj pan… Piętnaście… siedemnaście… osiemnaście… Było to w roku 1860… Jadaliśmy wtedy u Hopfera¹³. Znałeś pan Hopfera?…

— Phi…

— Otóż Wokulski był wtedy u Hopfera subiektem i miał już ze dwadzieścia parę lat.

— W handlu win i delikatesów?

— Tak. I jak dziś Józio, tak on wówczas podawał mi piwo, zrazy nelsońskie¹⁴…

— I z tej branży przerzucił się do galanterii? — wtrącił ajent.

— Zaczekaj pan — przerwał radca. — Przerzucił się, ale nie do galanterii, tylko do Szkoły Przygotowawczej¹⁵, a potem do Szkoły Głównej¹⁶, rozumie pan?… Zachciało mu się być uczonym!…

Ajent począł chwiać głową w sposób oznaczający zdziwienie.

— Istna heca — rzekł. — I skąd mu to przyszło?

— No, skąd! Zwyczajnie — stosunki z Akademią Medyczną¹⁷, ze Szkołą Sztuk Pięknych ¹⁸… Wtedy wszystkim paliło się we łbach, a on nie chciał być gorszym od innych. W dzień służył gościom przy bufecie i prowadził rachunki, a w nocy uczył się…

— Licha musiała to być usługa.

— Taka jak innych — odparł radca, niechętnie machając ręką. — Tylko że przy posłudze był, bestia, niemiły; na najniewinniejsze słówko marszczył się jak zbój… Rozumie się, używaliśmy na nim, co wlazło, a on najgorzej gniewał się, jeżeli nazwał go kto „panem

konsyliarzem¹⁹”. Raz tak zwymyślał gościa, że mało obaj nie porwali się za czuby.

— Naturalnie, handel cierpiał na tym. […]

---------------------------------------------------------------------

¹⁰turecka wojna — wojna rosyjsko–turecka (1877–1878).

¹¹ajent handlowy — przedstawiciel firmy handlowej trudniący się sprzedażą jej towarów, za co otrzymywał prowizję (pewien procent od sumy sprzedaży).

¹²krwawnik — kamień półszlachetny barwy czerwonej.

¹³u Hopfera — dzisiejsza kawiarnia „U Hopfera” (ul. Krakowskie Przedmieście 54), której nazwa nawiązuje do tradycji Lalki, mieści się w dawnym lokalu Karola Lesisza.

¹⁴zrazy nelsońskie — duszone mięso z kartoflami i grzybami.

¹⁵Szkoła Przygotowawcza — kurs wstępny do Szkoły Głównej, otwarty w 1861 r. [przypis redakcy􀰗ny]

¹⁶Szkoła Główna — wyższa uczelnia, założona w Warszawie w r. 1862, z polskim językiem wykładowym. Kształcili się w niej najwybitniejsi przedstawiciele pozytywizmu polskiego (Prus, Świętochowski, Sienkiewicz, Dygasiński, Chmielowski i in.). W roku 1869 została zamieniona przez władze carskie na uniwersytet z rosyjskim językiem wykładowym.

¹⁷Akademia Medyczna — właśc. Akademia Medyko-Chirurgiczna; wyższa szkoła w Warszawie, otwarta w r. 1858, wcielona w r. 1862 do Szkoły Głównej jako jej wydział.

¹⁸Szkoła Sztuk Pięknych — średnia uczelnia artystyczna w Warszawie, istniała w latach 1844–1866.

¹⁹konsyliarz — w ten sposób tytułowano dawniej lekarza.




[07.08.2026, Toruń]

BUDDYZM (3)

 

Życie Buddy (3)

3. Przez dziesięć lat Książę Siddhartha żył w pałacach: Wiosny, Jesieni i Pory Deszczowej, otoczony muzyką, tańcami i zabawą. A jednak często pogrążony w zadumie, zastanawiał się nad sensem ludzkiego życia. Wówczas uporczywie wracała myśl o cierpieniu.

„Cóż znaczą zbytki pałacu, zdrowe ciało i radosna młodość" – myślał Książę. Pewnego dnia może złamać choroba, przyjdzie starość. Nie ma ucieczki przed śmiercią. Wszyscy rozumni ludzie powinni odrzucić radość z młodości i zdrowia, radość życia.

Walczący o przetrwanie człowiek poszukuje prawdziwej wartości. Może to czynić właściwie lub niewłaściwie. Jeżeli przekonawszy się, że choroba, starość iśmierć są nieuniknione, nadal poszukuje wśród rzeczy pustych i przemijających, idzie złą drogą

Właściwie postępuje, kto, znając istotę choroby, starości i śmierci, zwraca się ku temu, co jest ponad ludzkie cierpienia. Mam wrażenie, że prowadząc dworskie życie pełne uciech, idzie złą drogą.

4. Tak zmagał się Książę ze swymi myślami do czasu, gdy przyszedł na świat Rahula, jego jedyne dziecko. Książę miał wtedy dwadzieścia dziewięć lat. Postanowi opuścic pałac i szukać spokoju ducha, prowadząc życie bezdomnego żeberaka. Tak też uczynił pewnej nocy: zabrał swego konia, śnieżnobiałego Kanthakę. Towarzyszył mu jego woźnica imieniem Czandaka. Rozterki nie opuściły Księcia. Nawiedzały go demony pokus, mówiąc:

„Byłoby lepiej, gdybyć wrócił do pałacu i poszukał innego rozwiązania. Wtedy cały świat należałby do ciebie". Lecz Książę uciszał te głosy, gdyż wiedział, żę nic w świecie nie mogłoby mu dać zadowolenia. Ogolił głowę i pozędrował z żebraczą miską na południe.

Najpierw odwiedził pustelnika Bhagawę i zapoznał się z praktykami ascezy. Potem skierował się do Arady Kalamy i Udraki Ramaputry, aby nauczyć się ich sposobw osiągania nirwany poprzez medytację. Ćwicząc przez jakiś czas, doszedł do przekonania, że nie mógłby w ten sposób osiągnąć Oświecenia. Wreszcie dotarł Książę do państwa Magadha i zatrzymał się w lesie Uruwilwa, nad brzegiem rzeki Nairand»ana, przepływającej opodal zamku Gaja. Prowadził tam życie ascety.



[07.08.2026, Toruń]

05 sierpnia 2026

HOMER - ILIADA - KSIĘGA VI (20)

 

Dwanaście rocznych cielic i jarzmem nie tkniętych,

Jeśli się zlitowawszy murów Troi świętych

I małżonek trojańskich, i maleńkich dzieci,

Tydejdę³⁵⁶, który wszędzie strach i pogrom nieci³⁵⁷

I całymi zastępy męże nasze wali,

Od murów ilijońskich³⁵⁸ łaskawie oddali».

Rzekł; Hektor jego rady wykonać nie zwłoczył³⁵⁹:

Zatem z wozu świetnego w pysznej³⁶⁰ zbroi skoczył,

Dwoma kręcąc oszczepy obiega swych roty³⁶¹,

Umarza strach, dodaje bojowej ochoty.

Wrócili się Trojanie i mężnie się starli.

Achaje, choć się w boju okrutnie zażarli,

Cofnęli nazad³⁶² kroku, sądząc, że nie z siebie,

Lecz że z bogów kto, w jasnym panujących niebie,

Dał im pomoc: tak śmiało postawili czoła.

Hektor upominając wielkim głosem woła:

— «Zaklinam, was Trojanie, w sztuce wojny biegłych,

Was, przyjaciół wezwanych od krain odległych!

Walczcie i nie dajcie się Achajom przemagać³⁶³.

Gdy ja do miasta pójdę, bogi³⁶⁴ każę błagać

Starcom i żonom naszym, modlitwą i ślubem».

Rzekł i odszedł, na głowie strasznym grożąc czubem;

Skóra czarna, około puklerza³⁶⁵ krążąca,

Idącemu i głowę, i nogi potrąca.

Wtedy Glauk³⁶⁶ i Diomed³⁶⁷, oba śmiałej myśli,

Chciwi spotkać się z sobą, na plac boju wyśli³⁶⁸:

W tym Hippoloch³⁶⁹, w tym Tydejd godnego ma syna.

Pierwszy do Glauka Tydej tak mówić zaczyna:

— «Ktoś ty z rycerzy, ślepym uniesion zapałem?

Jeszcze cię dotąd w polu chwały nie widziałem;

Teraz w dzielności wszystkich przewyższa twa ręka,

Gdy się razu³⁷⁰ silnego tej dzidy nie lęka.

Ale kto pod mój pocisk śmiałym zaszedł krokiem,

Tego rodzice smutnym wydali wyrokiem.

Jeśli bóg, z nieśmiertelnych przychodzisz siedliska,

Wiedz, że moja dłoń grotów na bogi nie ciska…

Lecz jeśli, jak śmiertelny, trawisz owoc ziemny³⁷¹,

Zbliż się, a wnet obaczysz³⁷² Hadesa kraj ciemny³⁷³».

Na to Glauk do wielkiego tak mówi Tydyda:

— «Skąd się o ród mój pytasz? Na co się to przyda?

Jako się liście rodzi, tak i ludzkie plemię;

-----------------------------------------------------------------------

³⁵⁶Tydejd — syn Tydeusa; chodzi o Diomedesa, króla Argos, greckiego wojownika, którym opiekowała się Atena.

³⁵⁷nieci — (daw.) wznieca.

³⁵⁸ilijoński — należący do Troi (Ilionu).

³⁵⁹nie zwłoczyć — (daw.) nie zwlekać.

³⁶⁰pyszny — tu: bogato zdobiony bądź dobrze wykonany.

³⁶¹rota — oddział.

³⁶²nazad — do tyłu.

³⁶³przemóc (daw.) — pokonać.

³⁶⁴bogi — dziś popr. forma B. l. mn.: bogów.

³⁶⁵puklerz — rodzaj okrągłej tarczy.

³⁶⁶Glauk — syn władcy Likii, potężny sprzymierzeniec Trojan.

³⁶⁷Diomedes — król Argos, syn Tydeusa, grecki wojownik, którym opiekowała się Atena.

³⁶⁸wyśli — dziś popr.: wyszli.

³⁶⁹Hippoloch — władca Likii, ojciec Glaukosa.

³⁷⁰razu — cios, uderzenie.

³⁷¹owoc ziemny — płody ziemi (zboża, owoce itp.), ludzkie pożywienie.

³⁷²obaczyć — dziś: zobaczyć.

³⁷³Hadesa kraj ciemny — zaświaty (Hades był władcą krainy umarłych).

---------------------------------------------------------------------

Jako wiatr liście wstrząsa, okrywa nim ziemię,

A inne, w czasie wiosny, drzewo się przybiera:

Jedno plemię się rodzi, a drugie wymiera.

Ale jeśli chcesz poznać ród mój od początku,

Który wielu znajomy, powiem ci w porządku:

Jest na granicach Argos³⁷⁴ miasto, Efir³⁷⁵ zwane;

Co było Syzyfowi³⁷⁶ mądremu poddane,

Z Ajolosa³⁷⁷ plemienia: z niego Glauk³⁷⁸ się rodzi,

A z Glauka Bellerofon³⁷⁹ wsławiony pochodzi.

Dało mu niebo zacną duszę w pięknym ciele,

Ale mu Projt³⁸⁰ niechętny złego myślał wiele:

Wygnał z miasta młodzieńca król niesprawiedliwy,

Z rąk Zeusa trzymając berło nad Argiwy,

Bo ku niemu Anteja, śliczna Projta żona,

Skrytym gorzała ogniem. Widząc, zawiedziona,

Że złą chucią dobrego serca nie rozżarzy,

Udała się przez zemstę do chytrej potwarzy.

— «Jedno — mówi — o Projcie, z dwojga dziś wybierj􀰗:

Zabij Bellerofona, albo sam umieraj,

Gdyż on chciał niegodziwie twoje skazić łoże³⁸¹».

Na to król gniewu w sobie powściągnąć nie może,

Jednak, przez wzgląd na bogi, sam rąk nie zakrwawił.

Do Likiji go zatem z listami wyprawił,

W których śmierć dla zacnego młodzieńca wyryta;

Mniemał, że go świekr³⁸² zgubi, skoro je przeczyta.

Wyjechał za boskimi bohater powody

I tam stanął, gdzie wartkie toczy Ksantus wody.

Przyjął go król, przez dziewięć dni zastawiał stoły,

Dawał biesiady, bogów czcił dziewięcią³⁸³ woły³⁸⁴.

Gdy dziesiąta jutrzenka cień spędziła mglisty,

Dopiero się natenczas rycerza o listy

Przywiezione od Projta, swego zięcia, spytał.

A skoro charaktery³⁸⁵ złowrogie przeczytał,

Zaraz młodzieńca w prace niebezpieczne wprząga:

Chimerę³⁸⁶ znieść³⁸⁷, strasznego każe dziwoląga,

Który nie był ludzkiego, lecz boskiego rodu:

Z przodu lew, koza w środku, kręty smok³⁸⁸ od spodu,

A z paszczy ognistymi buchała potoki.

Zabił ją, mając nieba pomyślne wyroki.

---------------------------------------------------------------------

³⁷⁴Argolida — historyczny region grecki leżący w północnowschodniej części Półwyspu Peloponeskiego.

³⁷⁵Efir — Korynt, ważne miasto portowe.

³⁷⁶Syzyf (mit. gr.) — założyciel Koryntu, zasłynął ze swojego sprytu. Oszukał Zeusa, za co skazany na karę polegającą na wtaczaniu na górę kamienia, który zawsze stacza się na dół tuż przed osiągnięciem szczytu.

³⁷⁷Ajolos — założyciel rodu Eolów.

³⁷⁸Glaukos — przodek Glaukosa walczącego w wojnie trojańskiej.

³⁷⁹Bellerofon (mit. gr.) — królewicz koryncki, pogromca Pegaza.

³⁸⁰Projtos — wypędzony z miasta Argos przez swojego brata, odzyskał tron dzięki pomocy króla Jobatesa.

³⁸¹Zabij Bellerofona, albo sam umieraj, Gdyż on chciał niegodziwie twoje skazić łoże — Anteja kłamie, że Bellerofon próbował ją uwieść, za co powinien ponieść śmierć z rąk jej męża

³⁸²świekr — teść

³⁸³dziewięcią — dziś popr. forma N. l. mn.: dziewięcioma

³⁸⁴woły — dziś popr. N. lm. wołami.

³⁸⁵charakter (daw.) — litera.

³⁸⁶Chimera (mit. gr.) — hybryda kozy, lwa i węża. Dziecko Tyfona i Echidny, równie strasznych potomków drugiego pokolenia bogów greckich.

³⁸⁷znieść (daw.) — pokonać.

³⁸⁸smok (daw.) — wąż.

---------------------------------------------------------------------

Wnet się chwałą rycerską z Solimy ozdobił

I w walce, która była najstraszniejsza, pobił;

W trzecim zaś boju zgromił Amazonki³⁸⁹ srodze.

Gdy wracał, król zasadzki zrobił mu na drodze,

Najprzedniejszego z Lików pozostawiał męża;

Lecz i tych Bellerofon szczęśliwie zwycięża:

Zbici wszyscy i żaden nie wrócił do domu.

Więc uznawszy w nim boską krew z tego pogromu,

Zatrzymał go u siebie, dał córkę za żonę

I na pół z nim królewską podzielił koronę.

Od Lików mu najlepsza ziemia wydzielona,

Równie w zboże obfita, jako w winne grona.

Z tego małżeństwa wyszło na świat troje dzieci,

Laodamija, Izandr i Hippoloch trzeci…

Hippoloch jest tym mężem, który mi dał życie.

Ten pomny³⁹⁰ i o swoim, i przodków zaszczycie,

Zalecał mi usilnie, gdy mnie słał pod Troję,

Bym się nad innych wsławiał przez waleczność moję³⁹¹

I ojców krwi nie kaził³⁹², z których wśród Efiry

I Likiji największe były bohatyry³⁹³.

Oto krew, oto przodki, z nich jestem zrodzony».

Tymi słowy niezmiernie Tydejd ucieszony,

Utknąwszy w ziemię dzidę okutą żelazem,

Do syna Hippolocha tym rzecze wyrazem:

— «Wiedz, Glauku, że nas dawna połącza gościnność:

Ojnej³⁹⁴ dla dziada twego wyrządził uczynność

W domu przez dni dwadzieścia, a Ojnej mi dziadem.

Związali się wzajemnym przyjaźni zakładem:

Bellerofon dał kielich Ojnejowi złoty,

A ten — pas purpurowy, przecudnej roboty.

W domum go schował, idąc do krwawej potrzeby³⁹⁵.

Dziecięciem byłem, Tydej gdy poszedł pod Teby:

Sławna wyprawa śmiercią bohaterów wielu.

Więc w Argos ty masz gościa we mnie, przyjacielu,

Ja, gdy w Likiji kiedy stanę, mam go w tobie.

Nie przystoi nam bronią walczyć przeciw sobie!

Dość ofiar w sprzymierzeńców i Trojan szeregu,

Których mi Bóg nasunie lub doścignę w biegu.

I ty na innych Greków twoim bij dzirytem³⁹⁶,

Ich zwalczając, rycerskim okryj się zaszczytem.

Teraz zamieńmy zbroję³⁹⁷ i tymi zakłady

Utwierdźmy zawiązaną przyjaźń między dziady».

Tak się więc rozmówiwszy, z wozów wyskoczyli,

Podali sobie ręce i przyjaźń stwierdzili,

I od przodków przesłane słodkie imię gości;

A Zeus zabrał Glaukowi tyle przytomności,

----------------------------------------------------------------------

³⁸⁹Amazonki (mit. gr.) — plemię wojowniczych kobiet.

³⁹⁰pomny (daw.) — pamiętający, mający na uwadze.

³⁹¹moję — dziś popr. forma B.lp: moją.

³⁹²nie kaził — nie zbrukał, nie sprzeniewierzył się pamięci.

³⁹³bohatyry — dziś popr. M. lm. bohaterowie.

³⁹⁴Ojneus — ojciec Tydeusa i Meleagra.

³⁹⁵potrzeba (daw.) — potyczka, bitwa.

³⁹⁶dziryt — rodzaj krótkiej włóczni.

³⁹⁷zamieńmy zbroję — wymiana zbrój między wojownikami to zwyczajowy dowód przyjaźni.

---------------------------------------------------------------------

Że zbroję złotą, ceny stu wołów³⁹⁸, dał z chęcią

Za zbroję z miedzi, kupną wołami dziewięcią³⁹⁹.

Gdy pod bukiem i Bramą Skajską Hektor stanie,

Biegną naprzeciw córy trojańskie i panie,

Wszystkie wypytując się troskliwymi głosy

O synów, braci, mężów i przyjaciół losy.

On porządną modlitwą błagać każe bogi,

Gdyż nad wielą⁴⁰⁰ zawieszon śmierci wyrok srogi.

A gdy do królewskiego przyszedł Hektor dachu⁴⁰¹, Dom

Wysokimi przysionki wspaniałego gmachu,

Gdzie pięćdziesiąt małżeńskich było izb osobnych,

Z marmuru wystawionych, a dziwnie ozdobnych,

W których królewskie syny spały i ich żony,

I gdzie dwanaście było izb z przeciwnej strony,

W których z żonami zięcie mieszkały Pryjama

Przychodzącemu drogę zaszła matka sama,

Idąc do najpiękniejszej z córek, Laodyki.

— «Synu! Dlaczego, w polu zostawiwszy szyki

(Mówi cisnąc go w ręku), idziesz z bojowiska⁴⁰²?

Pewnie was Grecy, naród przeklęty, uciska,

Pewnie o mury same ocierają bronie:

Tyś przyszedł podnieść z zamku do Zeusa dłonie.

Zatrzymaj się tu chwilę, przyniosę ci wina.

Wprzód poświęć jego krople dla Kronosa syna⁴⁰³,

A potem sam się napij: wino moc natęża,

Wino zmordowanego pracą krzepi męża.

Kochany mój Hektorze, jak ponosisz wiele

Bijąc się za ojczyznę, za obywatele!

— «Nie przynoś, matko, wina! Moc tego napoju

Rzekł Hektor — mogłaby mnie osłabić do boju.

Nie obmywszy rąk wodą, nie dotknę się czary

I czynić Zeusowi nie mogę ofiary,

I nie godzi się, kiedym cały krwią zbroczony.

Lecz ty, najszanowniejsze wezwawszy matrony,

Tę szatę, która wszystkich zbiorów jest ozdobą,

Najpiękniejszą, największą, zabierz matko, z sobą

I złóż ją na kolanach błękitnej bogini⁴⁰⁴.

A razem ślub uczynisz zabić w jej świątyni

Dwanaście rocznych cielic i jarzmem nie tkniętych⁴⁰⁵,

Jeśli się zlitowawszy murów Troi świętych

I żon, i drobnych dzieci, i słabych mieszkańców,

Oddali Diomeda⁴⁰⁶ od trojańskich szańców…

Ja tymczasem Parysa⁴⁰⁷ wezwać w pole idę;

Jeśli brata usłucha, pozna swą ohydę.

------------------------------------------------------------------------

³⁹⁸ceny stu wołów — wartość przedmiotu często przeliczano na ilość zwierząt, jakie można za nie nabyć.

³⁹⁹dziewięcią — dziś popr. N. lm. dziewięcioma.

⁴⁰⁰wielą — dziś popr. forma N. l. mn.: wieloma.

⁴⁰¹do królewskiego… dachu — do pałacu.

⁴⁰²bojowisko — plac boju.

⁴⁰³poświęć jego krople dla Kronosa syna — mowa o libacji, tradycyjnej ofierze z pierwszych kropli pitego wina, tu przeznaczonej dla Zeusa.

⁴⁰⁴błękitna bogini — Atena, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjająca Grekom.

⁴⁰⁵jarzmem nie tkniętych — nie używanych do prac gospodarskich.

⁴⁰⁶Diomedes — syn Tydeusa, Diomedesa, króla Argos, grecki wojownik, którym opiekowała się Atena.

⁴⁰⁷Parys (mit. gr.) — syn Priama i Hekabe, królewicz trojański. Porwał Helenę, żonę władcy Myken Menelaosa, co było bezpośrednim powodem rozpoczęcia wojny trojańskiej.



[05.08.2026, Toruń]

ŁACIŃSKIE MĄDROŚCI (261 – 280)

 

261. ars homo additus naturae - sztuka to człowiek dodany do natury

262. ars longa, vita brevis - sztuka długa, źycie krótkie

263. ars non habet osorem nisi ignorantem - sztuka nie ma wrogów oprócz ignorantów

264. arte et Marte - sztuką i orężem

265. artes serviunt vitae, sapientia imperat - umiejętności służą życiu, mądrość nim włada

266. artificem commendat opus - dzieło chwali mistrza

267. asinus ad lyram - osioł przy lutni; pasuje jak wół do karety

268. asinus asino pulcherrimus - osioł osłu najpiękniejszy

269. asinus asinorum in saecula saeculorum - osioł nad osłami na wieki wieków

270. asinus asinum fricat - dosł. osioł osła liże (o pochlebstwach)

271. asinus in tegulis - osioł na dachu

272. assem habeas, assem valeas - grosza masz, groszaś wart

273. assidue addiscens ad senium venio - douczając się nieustannie dochodzę do starości

274. attendite a falsis prophetis - strzeżcie się fałszywych proroków [Jezus Chrystus, Ewangelia św. Mateusza]

275. audaces fortuna iuvat - śmiałym szczęście sprzyja, odważnym szczęście sprzyja [Wergiliusz, Eneida]

276. audaces fortuna iuvat timidosque repellit - śmiałym los sprzyja, bojaźliwych odtrąca [Horacy]

277. fortes adiuvat ipsa Venus - trzeba mieć odwagę: dzielnym sprzyja sama Wenus

278. audentes Fortuna iuvat decoratque corona - odważnych los wspiera i koroną wieńczy

279. audi multa, dic pauca - słuchaj dużo, mów niewiele

280. audi multa, loquere pauca - słuchaj dużo, mów mało



[05.08.2026, Toruń]