(Krąg VIII. Tłumok 1 i 2. Rajfury i pochlebcy.)
Jest miejsce w piekle zwane Złe Tłumoki²⁷¹,
Żelaznej barwy, a całe z opoki²⁷²,
Okólna ściana także granitowa;
Pośrodku jama wrzyna się opoką,
Tworząc szeroką studnię i głęboką,
O której będzie na swym miejscu mowa²⁷³.
Od zrębu studni aż po skał podnoże,
Przestrzeń okrągła, a całe wydroże
Do dna porznięte na dziesięć oddziałów.
A jako liczne przekopy i jamy
Bronią przystępu do zamkowych wałów —
Pewne schronienie od wrogów napaści —
Na wzór ten były te kamienne tamy;
A jako twierdza fosą otoczona
Na brzeg jej drugi rzuca most od bramy,
Tak od stóp skały szły kamienne zęby,
Które przerżnąwszy fosy i przepaści,
Końcami w studni wpierały się zręby.
Kiedyśmy zsiedli z grzbietu Geryjona,
W takie skaliste weszliśmy warownie.
Z mistrzem na lewo zawróciłem kroku²⁷⁴,
Na prawo zasię widziałem w pół zmroku
I nowych katów, i nowe katownie.
--------------------------------------------------------------------
²⁷¹Złe Tłumoki — Malebolge, słowo złożone z bolgia: otchłań, wór, przez podobieństwo: tłumok, i z malo: zły, przeklęty. Bulgas Galii saccos scorteos appellant. Sam obraz miejsca szczegółowo tu opisany wyjaśnia stosowność użytego tu przez poetę porównania.
²⁷²opoka — skała.
²⁷³O której będzie na swym miejscu mowa — W pieśni XXXI.
²⁷⁴Z mistrzem na lewo zawróciłem kroku — Wergiliusz z Dantem zawsze na lewo schodzą w kręgi piekielne; kiedy przechodzą krąg jaki, zawsze mają po lewej stronie krąg wyższy, który już przeszli, a po prawej krąg niższy, który jeszcze przejść muszą
--------------------------------------------------------------------
Grzesznicy nadzy w tym pierwszym tłumoku ²⁷⁵
Jedni szli do nas, połowa szła bokiem
W naszym kierunku, ale sporszym²⁷⁶ krokiem.
Rzym gdy rok święci jubileuszowy,
Przyjęto zwyczaj, by przez most zamkowy
Dla ogromnego nacisku pątników
Lud, idąc, na dwie dzielił się połowy.
Jedni przechodząc, mają w Santo-Pietro
Twarz obróconą, ci w Monte-Giordano,
Że tłumy ludu nigdy się nie zetrą.
Tak z stron przeciwnych szatany rogale
Idąc z biczami po tej czarnej skale,
Okrutnie z tyłu smagały grzeszników.
I na trzask pierwszy bicza jakby gnano
Trzodę ze szkody, cały tłum uciekał,
Nikt na trzask drugi i trzeci nie czekał.
Podczas gdy szedłem ponad jamą ciemną,
Widzę, znajomy potępieniec kroczy,
I rzekłem: «Znam go, nie mylą mnie oczy».
Wstrzymałem kroku, a nie chcąc mnie smucić,
Wódz mój łagodny zatrzymał się ze mną,
Krok trochę na wstecz pozwolił mi zwrócić.
Lecz duch smagany wpadł na wybieg nowy,
Chciał mi się ukryć nachyleniem głowy;
Ja mówię: «Ty, co wzrok spuszczasz tak dziko,
Jeśli twych rysów wyraz niekłamany,
Poznaję ciebie, witaj Wenediko²⁷⁷
Za jaką winę jesteś tak chłostany?»
«Ze wstrętem mówię, jaka moja wina,
Chociaż wstręt głos twój łagodzi srebrzysty,
Głos, co mi świat mój niegdyś przypomina.
Jestem ten, który jako duch nieczysty
Skusiłem piękną mą siostrę Gizolę,
Aby się zdała na margrafa wolę.
Różnie w powieściach brzmi ta historyja!
Niejeden tutaj grzbiet biczami sieką,
Pełno tu moich ziomków Bolończyków;
Pomiędzy Reno a Saweny²⁷⁸ rzeką,
Więcej nie spotkasz nawykłych języków
Do wymawiania sipa zamiast sia²⁷⁹;
Gdy chcesz świadectwo mieć tej prawdy godne,
Wspomnij na nasze łakomstwo przyrodne.
Gdy mówił, szatan uderzył go biczem:
«Idź,» krzyknął, «z swoim gronem wszetecznieczem,
Tu nie ma targów na wdzięki niewieście!»
Ja do mojego wracam przewodnika;
Idąc znów za nim przyszliśmy nareszcie,
------------------------------------------------------------------
²⁷⁵Grzesznicy nadzy w tym pierwszym tłumoku — W pierwszym oddziale tego kręgu karani są ci, co dopuścili się oszukaństwa przeciw niewiastom, rajfury i zwodnicy. Pierwsi z drugimi są rozdzieleni i tu idą w przeciwnym kierunku. W tym pochodzie naprzeciw siebie rajfurów i uwodzicieli, widzimy wyraźny obraz ich wzajemnych stosunków. Szatany rogale mogą to być oszukani mężowie, którzy tych grzeszników już za ich życia przeklęli.
²⁷⁶sporszy — większy, szybszy.
²⁷⁷Venedico — rodem Bolończyk, ujęty pieniężnym datkiem piękną siostrę swoją Gizolę zaślubioną z Nicolo degli Alighieri nakłonił, ażeby się zdała na wolę margrabiego d’Este.
²⁷⁸Reno i Sawena — rzeki, między którymi leży Bolonia.
²⁷⁹Do wymawiania sipa zamiast sia — Bolończycy zamiast sia (tak, niech tak będzie) wymawiają sipa.
---------------------------------------------------------------
Gdzie skała ramię kamienne wytyka.
I szliśmy lekko po skale i żwawo,
Dalszy nasz pochód zwracając na prawo.
Gdyśmy wstąpili na łuk jej arkady,
Pod którą duchów przechodzą gromady,
Mój wódz «Stój,» mówił, «daj folgę krokowi!
Patrz, oto idą potępieńcy nowi,
Jeszcześ ich widzieć nie mógł oko w oko,
Bo w tym kierunku idą pod opoką».
Z starego mostu, pod jego łukami,
Widzę, cug duchów przeciągał przed nami²⁸⁰,
Biczem jak pierwszy zarówno smagany.
A dobry mistrz mój mówił niepytany:
«Patrz, wyższy głową nad wszystkich cień idzie,
A który mimo częstych razów bicza,
Zda się, łzą jedną nie zwilżył oblicza.
Jaka królewska w nim postać z powagą!
To Jazon²⁸¹, który mądrością, odwagą
Zmyliwszy straże, skradł runo w Kolchidzie.
Przez wyspę Lemnos przechodził w tę chwilę,
Kiedy niewiasty do samych jej krańców,
Mszcząc się okrutnie za mężów rozpustę,
Wymordowały jej męskich mieszkańców.
Tam przez namowy słowa złotouste,
Zwiódł i pogwałcił młodą Hipsypilę,
Która płeć swoją w całej okolicy
Zwiodła zarównież zdradą niepowszedną,
I tam ją w ciąży zostawił i jedną.
Grzech ten go wtrącił w męki tej otchłani,
Aby w niej poczuć mógł zemstę Medei.
Z nim idą jemu podobni zwodnicy.
Poznałeś pierwszy tłumok, a z kolei
Tych, co są biczem szatanów smagani».
Byliśmy w miejscu, gdzie wąska drożyna
W krzyż drugą tamę kamienną przecina
I z drugą pierwszą połączą arkadę;
Tam nową duchów widziałem gromadę,
Płaczącą w jamie drugiego tłumoka²⁸².
Każdy duch bił się własnymi pięściami,
Zawracał głowę i dyszał nozdrzami.
Wilgotny wyziew buchając z dna jamy,
Jak ciasto pleśnią przylegał do tamy,
Odrażający dla nosa i oka;
Dna trudno dojrzeć, tak jama głęboka.
Widziałem jednak, stojąc na tej skale,
Na dnie ugrzęzły duchy w ludzkim kale:
-------------------------------------------------------------------
²⁸⁰cug duchów przeciągał przed nami — Tu naprzeciw obu poetów idące duchy są to zwodnicy.
²⁸¹Jaka królewska w nim postać z powagą! To Jazon — Jazon z wyprawą Argonautów przybył do wyspy Lemnos. W tym czasie Wenus zagniewana na lemnejskie niewiasty wstręt od nich w mężach obudziła do tyla, że otwarcie z trackimi niewolnicami cudzołożyli. Niewiasty mszcząc się zniewagi płci swojej, wszystkich mężczyzn przez noc jedną, uśpionych snem głębokim, wymordowały; tylko Hipsypila, oszukując inne niewiasty, uratowała z tej powszechnej rzezi swojego ojca, króla Trasa. Argonauci przybyli do Lemnos przez dwa lata zastępowali pomordowanych mężów; młoda Hipsypila dostała się z losu Jazonowi, ale cel jego podróży, powołując go dalej, ten związek rozerwał. W Kolchidzie zagrzał gwałtowną miłością do siebie córkę królewską Medeę i za jej pomocą zdobył złote runo. Lecz i dla niej był niewiernym, rzuciwszy ją, ożenił się z córką Kreona.
²⁸²gromadę płaczącą w jamie drugiego tłumoka — Oddział drugi kręgu ósmego, w którym karani są pochlebcy; tu poeta, jako sam brzydzący się pochlebstwem, wtrąca pochlebców w kloakę pełną mierzwy, w której przeciw sobie się wściekają, ażeby widzieli, do czego doprowadziła słodycz pochlebnej ich mowy.
[07.07.2026, Toruń]







