Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

11 czerwca 2026

PROFESOR TUTKA (30) GWIAZDY NAD APTEKĄ

 

Gwiazdy nad apteką

Magister farmacji, zajmujący się nie tylko sprawami swej apteki, ale i sprawą czystości rodzimego języka, opowiadał rozgoryczony o nieprzyjemności, jaka go dziś spotkała: mianowicie, gdy pewien uczeń gimnazjalny, który kupował lekarstwo, wyraził się niepoprawnie, magister powiedział mu, jak to powinno brzmieć właściwie; uczeń na to: «niech pan zamknie aptekę i zgłosi się na belfra». Mecenas zauważył, iż chłopiec był oczywiście nieprzyjemny, zwłaszcza że w ten sposób odezwał się do człowieka o jakieś czterdzieści lat starszego. Ale z drugiej strony, nie robiąc żadnych osobistych aluzji, należy zaznaczyć, iż amatorzy-językoznawcy, którzy mają zwyczaj poprawiać bliźnich, przerywając im często rozmowę, mogą drażnić. Zwłaszcza iż, jak wiemy, specjaliści-filolodzy są zwykle tolerancyjni. Doktor medycyny, chcąc pocieszyć magistra farmacji, powiedział, że i on poza swym fachem zajmuje się, jak wiadomo, poważnie muzyką; niedawno pewna pacjentka powiedziała mu, iż lepiej byłoby dla medycyny, gdyby ofiarował swój fortepian uczniowi konserwatorium.

Zaczął mówić Profesor Tutka:

Hm, panowie... Ciekawe, że na niechęć ludzi do innych, poza głównym fachem, zamiłowań skarży się lekarz i aptekarz. Można to uzasadnić. Opowiem o pewnym aptekarzu. Znalazłem się w nie znanym mi do owej pory miasteczku. Przyjechałem tam wieczorem. Pozostawiłem rzeczy w hoteliku i poszedłem obejrzeć miasto. Wieczór był piękny, ciepły, księżycowy. Okrążyłem rynek i popatrzywszy na stary kościół, w którym znalazłem parę stylów, wszedłem w jakąś jak by zamkniętą uliczkę, wysadzoną topolami. Z daleka ujrzałem biały dom, zamykający tę uliczkę, co wyglądał jak wiejski dworek. Gdy zbliżyłem się do owego domu, zobaczyłem tuż za nim jakiś budynek w kształcie wieży. Zbliżyłem się jeszcze i przeczytałem nad wejściem:

«Apteka». «No dobrze — pomyślałem — apteka... ale co znaczy ta wieża?»

Przechodził jakiś młody mężczyzna. Powiedział do mnie:

Pan widać nietutejszy. Chce pan do apteki? Trzeba mocno dzwonić.

Nie, proszę pana, nie chcę do apteki. Przyglądam się tylko, bo zainteresowała mnie ta wieża. Czy może mi pan powiedzieć, co ona znaczy?

Właściciel naszej apteki jest zarazem astronomem. To jest jego obserwatorium.

Astronomem? Hm, to ciekawe.

Tak — odpowiedział. — Ale tu... w naszym mieście... panie, szkoda słów... —

I machnął ręką, co miało oznaczać, jak rozumiałem, coś smutnego, coś beznadziejnego.

Proszę pana — powiedziałem — nie jadłem jeszcze kolacji, nie znam miasta, może mi pan wskaże jakąś restaurację. Byłoby mi bardzo przyjemnie, gdyby zechciał pan przy kolacji łaskawie mi towarzyszyć i opowiedzieć coś o mieście i tym osobliwym aptekarzu, który zajmuje się astronomią.

I dla mnie — odpowiedział — byłoby to wielką przyjemnością porozmawiać z kimś z szerszego świata... bo nasze miasto… I znów ten beznadziejny ruch ręką. Po drodze dowiedziałem się, że mój znajomy jest nauczycielem. Pisuje także wiersze. Podczas dłuższej pogawędki dowiedziałem się ciekawych rzeczy o aptekarzu: jest to wprawdzie astronom-amator, ale ceniony i przez naukowców; ma tytuły członka-korespondenta licznych towarzystw naukowych w kraju i za granicą; obserwatorium, jedna z niewielu tego, rodzaju pracowni prywatnych, znane jest śród astronomów. Ale miasteczko, w którym mieszka, wcale nie jest dumne, że posiada takiego człowieka. Bywa, że tutejsi mieszkańcy mówiąc o swym aptekarzu, pukają wskazującym palcem o swe czoło, co jest znakiem powszechnie zrozumiałym. Obywatele tutejsi postępują czasem jeszcze gorzej: płatają różne figle aptekarzowi. Gdy się dowiedzą, iż są spodziewane jakieś efektowne zjawiska na niebie, wówczas dzwonią raz po raz w nocy do apteki, aby wziąć za parę groszy ziółek lub cukierków od kaszlu. «I proszę nie myśleć — mówił do mnie nauczyciel--poeta — że to robią jakieś wyrostki, nie — to robią, za przeproszeniem, stare konie, ot takie, które pan widzi». I pokazał na trzech tutejszych obywateli siedzących przy stoliku.

Hm, co pan mówi? — wtrąciłem.

Tak, proszę pana. Ale raz figle takie o mało co nie skończyły się niemal katastrofą. Gdy było raz zaćmienie księżyca, a obywatele tutejsi zaćmili sobie z tej okazji, o — bo mają zawsze jakąś okazję — zaćmili sobie wódką umysły i w doskonałych humorach ustawili się w kolejkę przed apteką, aby raz po raz czegoś zażądać — zdarzyło się, że aptekarz dał kropli piołunowych zamiast miętowych. Na drugi dzień całe miasto obiega wieść: «omyłka w aptece!» Zaczęto o tym mówić, podsuwać przypuszczenia, co by się stać mogło, gdyby to nie były krople piołunowe, a na przykład esencja octowa, i o tym, na co są narażeni mieszkańcy miasta, gdy aptekarz nie patrzy na lekarstwa, ale na gwiazdy. Zastanawiano się, czy sprawę oddać do sądu, czy napisać do władz o innego kierownika apteki. Nawet obywatele tutejsi byli zadowoleni, że w ich spokojnym mieście coś się stało, ale rozmawiano na ten temat długo i groźnie. Na szczęście sprawę załagodzono. Chodzi mi — mówił towarzysz — o ten obraz naszego życia, o stosunek obywateli do wybitniejszego od nich człowieka. Bo tu mogło być zagrożone ich ciało. «Ciało!»

Mówił o tym ciele mieszkańców miasta z goryczą, z sarkazmem, bo był, jak już mówiłem, poetą. Wyszliśmy z restauracji, po czym, wzajemnie sobie gorąco dziękując, pożegnaliśmy

się przed hotelem.

Proszę panów — mówił po chwili dalej Profesor Tutka — wielu rodaków naszych, poza swym zasadniczym zawodem, uprawia jeszcze kilka innych: wielu jest takich, o których mówi się: «to postać iście renesansowa», albo: «mały Leonardo da Vinci». Po wsiach często spotyka się majstrów do wszystkiego. Człowiek taki umie zreperować chomąto, zbudować kuchnię, zrobić ul, naprawić nie tylko maszynę rolniczą, ale czasem nawet i organy w kościele parafialnym. Stosunek do takich ludzi jest nawet życzliwy: mówi się — «zdolny człowiek». W ogóle nie mają ludzie nic przeciw temu, aby kowal zajmował się filozofią, żeby stolarz grał na fisharmonii, a szewc został Kilińskim. Ale aptekarz i lekarz — to co innego. Bo, jak słusznie zauważył mój znajomy nauczyciel-poeta, tu chodzi o ciało. Ludzie nie chcą, aby farmaceuta, myśląc o błędach językowych, omylił się podczas wydawania lekarstwa, a lekarz, słuchając skarg chorego, myślał o muzyce. Bo tu chodzi o zdrowie, o to «ciało», które lekceważył poeta, chociaż... miał dobry apetyt. Oczywiście, nie wymawiam mu tego, bom go sam zaprosił na kolację. Tak, panowie, nasz doktor i magister przypomnieli mi niegdyś dawno spędzony wieczór w miasteczku, gdzie była ulica wysadzona topolami, uliczkę tę zamykał biały dom, za domem stała wieża, wyższa niż dachy, a na tę wieżę wchodził stary aptekarz, by patrzeć na gwiazdy.




[11.06.2026, Toruń]

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY (2294- 2340)

 

2294. Zaduma - melancholia

2295. Zadumiały, zadumały, zadumiany, zadumny - zdumiały, zdziwiony

2296. Zadumieć, zadumiewać - wprawić w zadumę, zdumieć, zastanowić, zadziwić

2297. Zadurzeć - odurzać

2298. Zaduszny, zaduszliwy, zadusisty - pełen zaduchu, zaduszony, mający duszność

2299. Zaduszny obiad - stypa po umarłym

2300. Zadworny, zadworski - zewnątrz od dworu będący, zewnętrzny

2301. Zadworne sądy - sądy odbywające się na dworze królewskim

2302. Zadworować z kogoś - zadrwić dwornie

2303. Zadybać, zdybać -

2304. Zadylować - zagrodzić, zasłonić dylami

2305. Zadyszały - ten, który się zadyszał, zadyszany.

2306. Zadziać, zadziewać - zarzucić coś na siebie, wdziać

2307. Zadziać otwór - zarobić, zasłonić, załatać; zacząć dziać drzewo bartne, wyrabiać

barć na drzewie

2308. Zadziad - prapradziad

2309. Zadział - zadziałanie, zadziaływanie; udział dany komuś

2310. Zadziałać, zadziełać, zadziaływać, zadzielać, zadzieliwać - zapłacić działaniem, odwetować, odsłużyć, odwdzięczyć

2311. Zadziałać c złego - zbroić, popełnić

2312. Zadziałać ciasto - zarobić, zaczynić ciasto

2313. Zadziałek - barć rozpoczęta na drzewie i nie skończona.

2314. Zadziczeć - zacząć dziczeć.

2315. Zadzieckować - zająć komu mienie, zafantować

2316. Zadziedziczały - odziedziczony

2317. Zadziedziczyć - odziedziczyć

2318. Zadzierga - zapora, zawada, uwięź

2319. Zadzierżeć, zadzierżać, zadzierżawać, zadzierżywać - zatrzymać, utrzymać 2320. Zadzierżać komuś grzechy - nie rozgrzeszyć

2321. Zadzierżyciel, zadzierżywacz - ten, co zatrzymał albo co zatrzymuje

2322. Zadzior, zadzier, zadzierek, zadzierk - zadra

2323. Zadziw - zadziwienie, podziw

2324. Zadżdżyć się - zanieść się na deszcz, rozdeszczyć się

2325. Zadźwignąć - dźwigając zatrzymać, podźwignąć, podnieść

2326. Zafantowana osoba - zakładnik

2327. Zafasować - zawalić, zatarasować

2328. Zafrymarczyć - frymarcząc zamienić

2329. Zagad - zagadnięcie, odezwanie się, przemówienie

2330. Zagadka - omówienie, alegoria

2331. Zagadliwy - zagadkowy, zawierający zagadkę, podobny do zagadki.

2332. Zagadnąć - zagadkę zadać do rozwiązania

2333. Zagaisko - miejsce zagajone

2334. Zagar od węgli - czad

2335. Zagardlić, zagarlić, zagardłować - zadusić; zarobić z narażeniem życia; zwęzić ku górze, zaostrzyć

2336. Zagarnywać - zagarniać

2337. Zagaszywać - zagaszać

2338. Zagata - łata drewniana zasłaniająca dziurę w ścianie chałupy

2339. Zagąść, zagędnąć, zagędzić - zagrać

2340. Zagębować - za gębę uchwycić, zawiązać



[11.06.2026, Toruń]

ODKURZONE - LISTONOSZ

 

Listonosz


- Co tam, panie kochany, jest dla mnie? - zapytał poprosiwszy, aby ten wszedł do środka i rozgościł się.

Cerata na kuchennym stole była starta, sterta gazet porządnie uporządkowana, no i oczywiście pośrodku stołu stały dwa kieliszki - pięćdziesiątki, czystej wódeczki.

- To pan nie wie, że dzisiaj, jak co miesiąc, jest bogaty?

- A wiem, panie Wiesiu, ja tylko tak… rozmowę jakoś napocząć trzeba… bardzo pan punktualny dzisiaj. Listonosz usiadł na taborecie, jak zawsze od drzwi i zajął się dobywaniem z torby świeżutkich banknotów i monet. Łypnął okiem na środek stołu, palcami sprawnie przeliczał setki, pięćdziesiątki i dwudziestki, po czym wysupłał garstkę monet, które też przeliczył.

Józef, nie licząc pieniędzy, przesunął po ceracie piątaka w stronę pana Wiesia.

- Dziękuję, panie Józefie.

Józef uśmiechnął się zagadkowo.

- Dla pana to dzisiaj też szczęśliwy dzień. Wieleż panu zwykle dają?

- Po dwa złote dają - odparł pan Wiesio. - Oprócz pana, jeszcze tylko Kowalski daje pięć złociszy. Ale uzbiera się, panie Józefie, nie narzekam.

- No to, kochanieńki, najlepszego. Wypijmy.

Pan Wiesio spojrzał ze smakiem na stojącą bliżej niego pięćdziesiątkę, ale nie podniósł jeszcze kieliszka.

- Panie Józefie… rowerem jestem.

- A kto by tam listonosza kontrolował. Zawsze mi się pan wymiguje a ja zawsze upieram się przy swoim. Wypijmy.

Trącili się kieliszkami, wlali do gardeł ich zawartość i nieznacznie otrząsnęli się po wypiciu.

- Dobra, zimna wódeczka - pochwalił pan Wiesio.

- Jakże by mogła być inna. Dla tego, kto przynosi dobre nowiny - zawsze! Może ogóreczka? Ach, rozumiem, pan nie zakąsza pod pięćdziesiątkę… ja zresztą też nie.

- Panie Józefie, nie zawsze te nowiny są dobre. Zwłaszcza telegramy.

- Oj, tak. Telegramy nie są dobre - potwierdził Józef. - Moja żonka od pana wczesną wiosną dostała telegram. Pamięta pan? Podejść nie chciała, tylko mnie wypchnęła. Idź, mówi, ty emeryturę odbierasz, większą styczność masz z panem listonoszem. Tak mówiła, a ja w jej oczach widziałem lęk. No i dostała wiadomość o śmierci brata.

- Tak… telegramy nie są dobre - pan Wiesio zamyślił się, po czym raptownie zabłysnęły mu oczy - Bym zapomniał. Mam dla wnuczka znaczki.

Sięgnął do jednej z przegródek w swej ciężkiej, pękatej, ciemnobrązowej torbie i wyjął z niej kopertę. Wysypał na stół jej zawartość: sześć czy siedem znaczków odciętych wraz z rogiem koperty.

- Z listów, panie Józefie, jak poproszę, to z reguły pozwalają brać te znaczki. Gorzej z pocztówkami. Nie chcą ich niszczyć.

- Piękne… francuski jeden, z brytyjską królową, austriacki… chłopak się ucieszy - zachwycał się pan Józef. - Panie Wiesiu, on namiętnie zbiera. Podobno już nawet w kioskach pokazały się takie pakiety stemplowanych znaczków, prawda to?

- A wie pan, że nie pomyślałem nad tym. Przecież poczta je też rozprowadza. Z następną emeryturą panu przyniosę.


- Niech pan przyniesie. Wnuczek ma zajęcie. Syn mu niedawno czwarty klaser kupił.

Listonosz powoli unosił swą smukłą postać z taboretu podpierając się mocno dłońmi.

- To ja już… - wyszeptał i głos mu się urwał.

- Już pan idzie? Obowiązki. Rozumiem. Jeszcze jedno osiedle przed panem.

- Tak, dobrze, że nie jest gorąco tak jak wczoraj.

Pan Wiesio wstał i zamknął torbę, a w tym czasie pan Józef wsunął do kieszeni swojej kamizelki dwudziestozłotowy banknot.

- To taki mój zaskórniak. Reszta dla żonki.

- No tak… przyda się. A gdzie małżonka?

- Poszła po włoszczyznę do ogródka.

- Aha… proszę ją pozdrowić ode mnie. Mam nadzieję, że nie będę już musiał przynosić jej telegramu.

- Już samiuteńka na świecie została - westchnął pan Józef. - Ma mnie jednego… na szczęście, albo i nie…

- Na szczęście, panie Józefie. A co, źle jej z panem?

- Panie Wiesiu, ona jak ten miód, nie żona, a ja… ech… ja tylko pieniądze przez całe życie zarabiałem, ale tak po prawdzie to ona w tym domu najważniejsza… i jaka gospodarna, a ja… no ma się to i owo na sumieniu… no nie, panie Wiesiu, ja jej nigdy nie zdradziłem, co to to nie, ale czy byłem dla niej zawsze dobry?

- Panie Józefie, takie jest życie.

Uścisnęli sobie dłonie.

- A ja, panie Wiesiu, ja to bardzo lubię, kiedy pan przychodzi… i wcale nie chodzi mi o to, że przynosi mi pan emeryturę. To nic, że wpada pan na te pięć minut, ale nawet te pięć minut… rozumie pan?

- Myślę, że rozumiem. No cóż czas na mnie. Już za miesiąc się spotkamy. Będę pamiętał o tych znaczkach.

Kiedy pan Wiesio zamknął za sobą drzwi wejściowe do mieszkania, pan Józef poczuł jakby ktoś odciął od jego płuc powietrze.

[Pisane 11.09.2016 w Sabadell pod Barceloną, Katalonia, w Hiszpanii]



[11.06.2006, Toruń]

10 czerwca 2026

FILMY (69) PALACZ ZWŁOK

 


Tytuł - Palacz zwłok [Spalovač mrtvol]

Reżyseria - Juraj Herz

Scenariusz - Juraj Herz, Ladislav Fuks

produkcja - Czechosłowacja (1969)

https://www.cda.pl/video/2055270797

Karl Kopfrkingl jest szczęściarzem, bo lubi swoją pracę. Krematorium to dla niego wielki tryumf człowieczeństwa – w 75 minut kłopotliwe ludzkie zwłoki zamieniają się w wygodną garstkę prochu, a dusza – jak lubi powtarzać – ulatuje w eter. Bohater odgrywa tu rolę Charona i czuwa nad każdym aspektem procesu. Wszystko odbywa się bez znoju – czysto, higienicznie i przy łagodnych dźwiękach klasycznej muzyki. Karl lubi czystość, higienę i klasyczną muzykę. Dlatego nie przestaje się uśmiechać. (…) "Palacz..." jest urzeczywistnioną fantazją szaleńca, który każde świństwo i każdy przeskok w myśleniu potrafi bezboleśnie włączyć w łagodny obraz samego siebie. Szaleństwo Karla to ultra-konformizm, który pozwoli mu siłą woli zamienić krew w we własnych żyłach na niemiecką, a zabijanie postrzegać w kategoriach ratowania duszy. Nawet ulubioną lekturę o filozofii Tybetu Karl potrafi bezboleśnie włączyć w nauki faszyzmu. Jest jak predator, który potrafi wtopić się w tło i czekać na dogodny moment, by zabić.

Arcydzieło filmowe na podstawie genialnej powieści Ladislava Fuksa



OBSADA

Rudolf Hrušínský - Karel Kopfrkingl "Roman"

Vlasta Chramostová - Marie "Lakmé", żona Karla / Dagmar, kobieta w salonie masażu

Vlasta Chramostová jako Marie "Lakmé", żona Karla / Dagmar, kobieta w salonie masażu

Jana Stehnová - Zina, córka Kopfrkinglów

Miloš Vognič - Mili, syn Kopfrkinglów

Ilja Prachař - inżynier Walter Reinke

Ilja Prachař jako Inżynier Walter Reinke

Zora Božinová - Erna Reinkeová

Eduard Kohout - Dr. Richard Bettelheim, żyd

Jiří Lír - Strauss, agent krematorium

Dimitri Rafalský Fenek, pracownik krematorium morfinista

Václav Kotva - Josífek Zajíc, pracownik krematorium

Jan Vlček - Vrána, portier

Václav Halama - Pelikán, pracownik krematorium

Jiří Hálek - Ramiarz Holý

Míla Myslíková - Kobieta w kapeluszu

Vladimír Menšík - mąż kobiety w kapeluszu

Vladimír Menšík jako Mąż kobiety w kapeluszu

Jiří Menzel - Dvořák, nowy pracownik krematorium

Václav Štekl - Muzyk / Sędzia bokserski / Właściciel panoptikum

Nataša Gollová - Madam w salonie masażu

Jindřich Narenta - Nazista w smokingu

Marie Rosůlková - żona domagająca się trumny

Jan Řeřicha - chłopak różanolicej dziewczyny

Carmen Mayerová - Lišková, sprzątaczka

Carmen Mayerová jako Lišková, sprzątaczka

Libuše Pešková - Podzimková, sprzątaczka

Libuše Pešková jako Podzimková, sprzątaczka

Věra Vlčková - Dziewczyna lekkich obyczajów

Věra Vlčková jako Dziewczyna lekkich obyczajów

Růžena Vlčková - Anežka, gospodyni dr Bettelheima

Rudolf Iltis - Stein

Jan Kraus - Vojtěch Prachař

Jan Kraus jako Vojtěch Prachař

Alfréd Růžička - żydowski kantor

František Kubíček - pracownik krematorium Beran

Jiří Kaftan - młody mężczyzna przy wannie

Karel Hovorka - stary mężczyzna

Josef Střecha - Jan, syn Bettelheimów

Erich Fichtner - kierownik krematorium / nawoływacz w panoptikum

Jiřina Bílá - Prachařová

Pavla Břínková - członkini damskiej orkiestry

Zuzana Rumlová - masażystka / zabita kobieta w panoptikum

Jiřina Jandová - przewodniczka starej kobiety

Jiřina Jandová jako Przewodniczka starej kobiety

Helena Kotoučová - Lešetínská

Theodor Kunst - emerytowany muzyk

Josef Kemr - pracownik krematorium morfinista Fenek (głos)



[10.06.2026, Toruń]

FRAZEOLOGIZMY II (301-320)

 

301. co z tym fantem zrobić - pot. używane w sytuacji, gdy mówiący nie wie, jak rozwiązać wskazany wcześniej problem

302. coś pędzla czyjegoś - coś, najczęściej obraz, namalowane przez kogoś

303. coś tu nie gra - coś nie pasuje do ustalonego porządku

304. coś w podobie - pot. coś podobnego, w tym samym stylu

305. cuda niewidy - rzeczy nigdy nie widziane, a więc zmyślone

306. cudowne dziecko - dziecko nieprzeciętnie zdolne, bardzo rozwinięte na swój wiek

307. czaić bazę - slang. rozumieć, pojmować

308. czapka niewidka - folk. czapka zapewniająca po założeniu niewidzialność

309. czapki z głów - wyrażenie uznania i szacunku dla kogoś lub czegoś

310. czarna dziura - astr. obiekt astronomiczny, który tak silnie oddziałuje grawitacyjnie na swoje otoczenie, że nawet światło nie może uciec z jego otoczenia; przen. groźne miejsce, które wciąga i z którego nic nie wraca; przen. inwestycja pochłaniająca coraz więcej pieniędzy; dziura budżetowa; przen. głęboka prowincja, dziura zabita dechami

311. czarna godzina - okres dużych trudności, zwłaszcza materialnych, przewidywany w bliżej nieokreślonej przyszłości

312. czarna magia - ezot. magia wykorzystująca siły zła, mająca na celu uzyskanie złoczynnego skutku; coś zupełnie niezrozumiałego, trudnego do pojęcia lub nieznanego dla kogoś

313. czarna niewdzięczność - skrajna niewdzięczność

314. czarna owca - przen. osoba przynosząca wstyd, źle widziana w określonym otoczeniu; dosł. owca o ciemnym umaszczeniu

315. czarna polewka - kulin. zob. czernina; przest. odmowa ręki panny starającemu się kawalerowi

316. czarna robota - pot. praca, której zwykle nikt nie lubi i nie chce wykonywać, gdyż jest ciężka, męcząca i najczęściej źle płatna

317. czarna rozpacz - książk. uczucie ogromnego smutku, zwątpienia, zniechęcenia i beznadziejności

318. czarne myśli - : ponure myśli, przypuszczenia

319. czarne złoto - węgiel kamienny; ropa naftowa

320. czarny charakter - postać złego, negatywnego bohatera w filmie lub sztuce teatralnej; człowiek zły, przewrotny



[10.06.2026, Toruń]

09 czerwca 2026

HOMER - ILIADA - KSIĘGA IV - (14)

 

I przeciw ostrym bólom plastrem zabezpieczy».

Śpieszno rozkaz woźnemu Taltybowi daje:

«Pójdź, niechaj tu czym prędzej boski lekarz staje,

Godny syn Asklepiosa; niechaj nie odwleka,

Oto Menelaj wsparcia z jego ręki czeka.

Z Trojan czy z Lików²²⁷ zgubną ktoś wypuścił strzałę;

Czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę».

Nie odkłada rozkazu spełnić sługa wierny.

Czym prędzej się przeciska przez naród pancerny,

Szukając Machaona. Zaciągnione z Tryki

Otaczają go wkoło mężne wojowniki.

Do niego się odzywa woźny tym wyrazem:

«Przychodzę tu do ciebie z Atryda rozkazem:

Jak najprędzej cię widzieć król narodów żąda,

Menelaj ranny wsparcia twej ręki wygląda.

Z Trojan czy Lików zgubną ktoś wypuścił strzałę;

Czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę».

Zasmucił się Machaon, słysząc wyraz taki;

Idą oba przez gęste Achajów orszaki,

Przychodzą, gdzie Menelaj raz²²⁸ wziął z rąk zdradzieckich:

Otoczony od pierwszych bohaterów greckich,

Stał wpośrodku ich rycerz do bogów podobny.

Zaraz wyjmuje strzałę. Kolce w pas ozdobny

Mocno wbite, gdy ciągnął, skrzywione zostały.

Zdjął z niego pas i blachę lekarz doskonały,

Opatrzywszy zaś ranę, wyssał krew, a potem

Rozlał balsam na miejsce ostrym tknięte grotem.

W cudnych skutkach moc tego balsamu wsławiona,

On go dostał od ojca, ojciec od Chejrona²²⁹.

Gdy ci mają o rannym Atrydzie²³⁰ staranie,

Tymczasem się waleczni zbliżają Trojanie;

Równie się biorą Grecy do Aresa sprawy²³¹.

Wtenczas Agamemnona widać umysł żwawy:

Nie zna trwogi, od bitwy zwlekania daleki,

I sam na plac krwi leci, i prowadzi Greki.

Wysiadł z wozu, a konie, z których ogień pryska,

Eurymedon hamuje wpośród bojowiska,

Powoźnik doskonały, syn Ptolemejowy.

Blisko się trzymać wielą król zaleca słowy,

By gdzie spocząć miał długim zmordowany trudem.

Sam, pieszy, między greckim przechodzi się ludem;

Gdzie widzi serca chciwe kurzawy i znoju.

Takimi jeszcze słowy zachęca do boju:

«Niech w was, Grecy, ten zapał szlachetny nie stygnie:

Nie za zdrajcami Kronid²³² swą prawicę dźwignie,

Którzy świętą przysięgę złamali niegodnie;

Na brzydką pójdą pastwę sępom za swe zbrodnie:

A my, gdy padnie od nas Ilijon zburzony,

Powieziem na okrętach ich dzieci i żony».

Ale na gnuśnych²³³ ostrym wyrazem powstaje

--------------------------------------------------------------------------

²²⁷Likowie — sprzymierzony z Trojanami lud z wybrzeża Azji Mniejszej.

²²⁸raz — cios, uderzenie.

²²⁹Chejron (mit. gr.) — jeden z Centaurów, znany z mądrości, w tym i ze znajomości medycyny.

²³⁰Atryda — syn Atreusa (tu: Menelaos).

²³¹sprawa Aresa — bitwa, potyczka (od imienia gr. boga wojny).

²³²Kronid — przydomek Zeusa (syn Kronosa).

²³³gnuśny — leniwy, unikający działania.

-----------------------------------------------------------------------

I sprawiedliwym gniewem zapalon tak łaje²³⁴:

«Na łup nieprzyjacielskiej wystawiony strzały,

Motłochu podły, czemu stoisz odurzały²³⁵?

Skąd ta niemęska bojaźń? Skąd to pomieszanie?

Za co, jak długim biegiem zmordowane łanie,

Ledwie się mdłą²³⁶ na ziemi wspierające nogą,

Na plac bitwy patrzycie z zimną w sercach trwogą?

Czekacież, aż się zbliżą trojańskie szeregi

I szeroko zastąpią całe morza brzegi?

Natenczas wy dopiero chcecie, nikczemnicy,

Doświadczyć wsparcia mocnej Zeusa prawicy?»

Tak łaje gnuśnych²³⁷, mężnej zapał wlewa młodzi…

Aż do słodkiego mówcy Nestora²³⁸ przychodzi.

Ten stawia swych, zachęca; z nim, bitew świadomi,

Alastor, Hajmon, Bias, Pelagon i Chromi.

W pierwszym rzędzie z wozami dzielnie stawia konie,

W tyle piechotę liczną, tamtym ku obronie,

A podejrzanych w męstwie we środku zamyka:

Tak gnuśny, choćby nie chciał, żwawo się potyka.

Lecz jezdnym przykazuje wstrzymywać rumaki

I nie lecieć do boju, zmieszawszy orszaki²³⁹:

«Niech żaden z was, niewczesnym²⁴⁰ zapałem zagrzany,

Nie wybiega, rzuciwszy swój szyk, na Trojany!

Zbyt ufny w sztuce jazdy, na los niesie życie;

Lecz nie cofajcie kroku, bo się osłabicie.

Kto z swego wozu rydwan przeciwny dosięże,

Niech wtedy dzidą robi, tak wojują męże,

Tymi niegdy sposoby w wojny sztuce sławni

Brali miasta i pole wygrywali dawni».

Tak w bojach doświadczony starzec ich oświeca,

Co w sercu mężów króla żywą radość wznieca.

«Oby — mówi — jak dusza w tobie nie złamana,

Tak byś miał dzielne siły i krzepkie kolana!

Lecz cię starość nachyla, która wszystkich gniecie;

By raczej innych gniotła, a tyś był w lat kwiecie!

«O Atrydo²⁴¹! — rzekł Nestor. — Wiek mnie dziś osłabił.

Czemum ja nie ten, kiedym Ereutala²⁴² zabił?

Nie wszystkie ludziom niebo daje razem dary:

Wtedym był młody, silny, dziś słaby i stary.

Lecz będę w boju, wesprę walczących przestrogą.

Choć jedno jest, co jeszcze starzy zrobić mogą.

Niechaj ten dzidą w polu nieprzyjaciół zmiata,

Kogo ogniem kwitnące podżegają lata».

Skończył, a król z pociechą serca dalej śpieszy,

Aż nareszcie przychodzi do ateńskiej rzeszy;

Lecz nic przy Menesteju²⁴³ boju nie oznacza:

Bezczynny wódz, bezczynne wojsko go otacza.

-----------------------------------------------------------------------

²³⁴łajać — ostro krytykować.

²³⁵odurzały — zamroczony.

²³⁶mdły (daw.) — słaby.

²³⁷gnuśny — leniwy, niechętny działaniu.

²³⁸Nestor — król Pylos, najstarszy uczestnik wojny trojańskiej, symbol wieku i związanego z nim doświadczenia.

²³⁹zmieszawszy orszaki — łamiąc szyk.

²⁴⁰niewczesny (daw.) — okazywany w niewłaściwym momencie.

²⁴¹Atryda — syn Atreusa (tu: Agamemnon).

²⁴²Ereutal — Eurytalion, wódz Arkadyjczyków.

²⁴³Menesteus — dowódca Ateńczyków, syn Peteosa.

-----------------------------------------------------------------------

Tuż Itak²⁴⁴, wielki radą, niezmordowan trudem,

Walecznych Kefallenów²⁴⁵ otoczony ludem;

Jeszcze do nich wojenne nie doszły okrzyki,

Gdyż dopiero się właśnie poruszały szyki

Trojan, jeźdźców odważnych i greckich rycerzy.

Czekali więc, aż który wprzód zastęp uderzy

I zaczynając bitwę na Trojan poskoczy.

Agamemnon im gnuśność wyrzuca na oczy:

«Krwi Peteja²⁴⁶, którego Zeus kochał wiele,

I ty, co zawsze chytre przemyślasz fortele,

Czemu z dala stoicie? Nie szukacie znoju?

Czekacie, aż was drudzy uprzedzą do boju?

Wam pierwszym należało mężnie zacząć sprawę²⁴⁷

I Aresową w polu poruszyć kurzawę,

Jak was pierwszych przyzywam do mojego stołu.

Bo gdy się zgromadzają wodzowie pospołu,

Dobrze wam zgotowana smakuje biesiada,

Dobrze się wino spija, dobrze mięso zjada;

Lecz gdy mężnie wystawić trzeba w polu życie,

Dziesięciu się uprzedzić wodzom dozwolicie».

Wskróś Odyseusza takie wymówki przebodły:

«Do mnież — rzekł — królu, wyrzut obracasz tak podły?

Namże wymiatasz gnuśność do rycerskiej sprawy?

Niech się tylko z Trojany rozpocznie bój krwawy,

Chciej patrzyć, a nie będzie tajne twemu oku,

Że Odyseusz nikomu nie ustąpi kroku;

W najpierwszym rzędzie ojciec Telemacha stanie,

A ty wstydzić się będziesz za tak płoche²⁴⁸ zdanie».

Poczuł Atryd, że wyraz ten z gniewu pochodzi,

Więc z uśmiechem tak pierwsze wyrzuty łagodzi:

«Przemyślny Odyseuszu, cny Laerta synu,

Nie łaję cię, nie grzeję do mężnego czynu.

Wiem, że w roztropne rady two􀰗e myśli płodne,

Wiem, że twoje uczucia z moimi są zgodne.

Niechże słowo zbyt prędkie nie wzbudza niechęci,

Niech je bogi²⁴⁹ na zawsze wygładzą z pamięci…

Jak gdy ogromną paszczą morze wiatr ozionie,

Pędzą wały²⁵⁰ ku brzegom poruszone tonie,

Najpierwej się na głębi zbierają bałwany,

Wnet ziemię hukliwymi szturmują tarany²⁵¹

I wzdąwszy się, nad góry wznoszą się skaliste,

Daleko wybuchają słoności pieniste:

Tak skupione do boju greckie wojsko śpieszy.

Każdy z osobna swojej wódz przoduje rzeszy,

A najgłębsze milczenie w tylu mężów tłumie:

Sądziłbyś, że tak liczny lud mówić nie umie.

Tym szanują milczeniem przewodniki swoje;

Naokoło blask świetne rozstrzelają zbroje…

Z jakim się owce w stajni odzywają bekiem,

Gdy z wymion ich naczynia napełniają mlekiem,

-------------------------------------------------------------------------

²⁴⁴Itak — przydomek Odyseusza (od rządzonej przez niego Itaki).

²⁴⁵Kefallenowie — lud sąsiadujący z Itaką.

²⁴⁶Peteos — ojciec Menesteosa.

²⁴⁷sprawa (daw.) — tu: bitwa.

²⁴⁸płochy — tu: zbyt lekko wypowiedziany.

²⁴⁹bogi — dziś popr. forma M.lm: bogowie.

²⁵⁰wały (daw.) — fale morskie. [przypis edytorski]

²⁵¹tarany — dziś popr. forma N.lm: taranami.

----------------------------------------------------------------------

A mać na głos jagnięcia swego odpowiada:

Z takim się wrzaskiem Trojan porusza gromada.

Niesfornymi²⁵² powietrze rozlega się krzyki²⁵³:

Różne ludy różnymi wołają języki,

Aresa lub Palladę²⁵⁴ ma za sobą strona;

Wszędzie Bojaźń i Popłoch, Niezgoda szalona,

Co nigdy krwi niesyta, za wojnami dyszy,

Sroga siostra, srogiemu bratu towarzyszy:

Mała ona w początkach, wnet w górę się wzbije,

Nogami depce ziemię, głowę w niebie kryje;

Ta zajadłą nienawiść w serca ludu wlewa

I przechodząc przez roty, do mordów zagrzewa.

A skoro się w Aresa polu wojska znidą²⁵⁵,

Wnet się z puklerzem puklerz²⁵⁶, dzida miesza z dzidą,

Siła walczy na siłę, tarcza trze się z tarczą,

Zgiełk się szerzy, pociski na powietrzu warczą,

Krzyczą zwycięzcy, smutnie jęczą zwyciężeni,

Ziemia płynie od krwawych rozmiękła strumieni.

Jak z krynic wychodzące dwa bystre potoki

Spada􀰗ą po urwiskach wyniosłej opoki,

Szum straszny się rozlega po całej krainie,

Nim nurty w przepaścistej połączą dolinie,

A pasterz z dala słucha, co znaczy ta flaga:

Tak gdy ci z sobą walczą, strach i krzyk się wzmaga…

Gdyby kto po tym krwawym przeszedł bojowisku,

Nie lękając się razów gęstego pocisku,

Przez Palladę od szwanku broniącą niesiony,

Obojej by zarówno męstwo wielbił strony:

Bo tak na śmierć Trojanie, jak i Greki biegli

I pole zmieszanymi trupami zalegli.

---------------------------------------------------------------------

²⁵²niesforny — tu: nieuporządkowany.

²⁵³krzyki — dziś popr. forma N.lm: krzykami.

²⁵⁴Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

²⁵⁵znijść się (daw.) — zejść się.

²⁵⁶puklerz — rodzaj okrągłej tarczy.



[09.06.2026, Toruń]