Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

19 września 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (16)

 

R. VI - W JAKI SPOSÓB NOWI LUDZIE UKAZUJĄ SIĘ NAD STARYMI HORYZONTAMI. (cd.)


[…] — Może właśnie ojciec chce tego…

— Czy i tego chce, ażebyś mu co rano podkładała kilka rubli do pugilaresu?

Panna Florentyna spojrzała jej w oczy i poruszyła głową.

— Za dużo wiesz — odparła — ale nie wszystko. Już od dwu tygodni, może od dziesięciu dni widzę, że ojciec miewa po kilkanaście rubli…

— Więc zaciąga długi…

— Nie, ojciec nigdy nie zaciąga długów w mieście. Każdy wierzyciel przychodzi z pożyczką do domu i w gabinecie ojca dostaje kwit albo procent. Nie znasz go pod tym względem.

— Więc skądże teraz ma pieniądze?

— Nie wiem. Widzę, że ma, i słyszę, że zawsze je miał.

— Po cóż w takim razie zezwala na sprzedaż sreber? — pytała natarczywie panna Izabela.

— Może chce zirytować rodzinę.

— A kto wykupił jego weksle?

Panna Florentyna zrobiła rękoma ruch oznaczający rezygnację.

— Nie wykupiła ich Krzeszowska — rzekła — to wiem na pewno. — Więc — albo ciotka Hortensja, albo…

— Albo?…

— Albo sam ojciec. Czy nie wiesz, ile rzeczy robi ojciec, ażeby zaniepokoić rodzinę, a potem śmiać się…

— Za cóż chciałby mnie, nas niepokoić?

— Myśli, że ty jesteś spokojna. Córka powinna nieograniczenie ufać ojcu.

— Ach, tak!… — szepnęła panna Izabela zamyślając się.

Czarno ubrana kuzynka z wolna podniosła się z fotelu i cicho wyszła. Panna Izabela znowu poczęła patrzeć na swój pokój, który wydał się jej popielatym, na czarne gałązki, które chwiały się za oknem, na parę wróbli świergoczących może o budowie gniazda, na niebo, które stało się jednolicie szarym, bez żadnej jaśniejszej prążki. W jej pamięci znowu odżyła sprawa kwesty i nowej toalety, ale obie wydały się jej tak małymi, tak prawie śmiesznymi, że myśląc o nich nieznacznie wzruszyła ramionami. Dręczyły ją inne pytania: czyby nie oddać serwisu hrabinie Karolowej — i — skąd ojciec ma pieniądze? Jeżeli miał je dawniej, dlaczego pozwolił na zaciąganie długów u Mikołaja?… A jeżeli nie miał, z jakiego źródła czerpie je dziś?… Jeżeli ona odda serwis i srebra ciotce, może stracić okazję do korzystnego pozbycia się ich, a jeżeli sprzeda za pięć tysięcy, pamiątki te naprawdę mogą dostać się w niewłaściwe ręce, jak pisała hrabina. Nagle przerwał się ten bieg myśli: bystre jej ucho usłyszało w dalszych pokojach szmer. Było to męskie stąpanie, miarowe, spokojne. W salonie stłumił je nieco dywan, w pokoju jadalnym wzmocniło się, w jej sypialni przycichło, jakby ktoś szedł na palcach.

— Proszę, papo — odezwała się panna Izabela usłyszawszy pukanie do swych drzwi.

Wszedł pan Tomasz. Ona podniosła się z szezlonga, ale ojciec nie pozwolił na to. Objął ją w ramiona, ucałował w głowę i zanim usiadł przy niej, rzucił okiem w duże lustro na ścianie. Zobaczył tam swoją piękną twarz, siwe wąsy, swój ciemny żakiet¹⁶⁰ bez zarzutu, gładkie spodnie, jakby dopiero co wyszły od krawca, i uznał, że wszystko jest dobrze.

— Słyszę — rzekł do córki uśmiechając się — że panienka odbiera korespondencje, które jej psują humor.

— Ach, papo, gdybyś wiedział, jakim tonem przemawia ciotka…

— Zapewne tonem osoby chorej na nerwy. Za to nie możesz mieć do niej żalu.

— Gdyby tylko żal. Ja boję się, że ona ma rację i że nasze srebra mogą naprawdę znaleźć się na jakim bankierskim stole.

Przytuliła głowę do ramienia ojca. Pan Tomasz spojrzał niechcący w lusterko na stoliku i przyznał w duchu, że oboje w tej chwili tworzą bardzo piękną grupę. Szczególniej dobrze odbijała obawa rozlana na twarzy córki od jego spokoju. Uśmiechnął się.

— Bankierskie stoły!… — powtórzył. — Srebra naszych przodków bywały już na wojna stołach Tatarów, Kozaków, zbuntowanych chłopów, i nie tylko nam to nie uchybiało, ale nawet przynosiło zaszczyt. Kto walczy, naraża się na straty. [...]

-------------------------------------------------------------------------

¹⁶⁰żakiet — długa marynarka maska z zaokrąglonymi połami.

-------------------------------------------------------------------------

[…] — Tracili przez wojnę i na wojnie — wtrąciła panna Izabela.

— A dziś nie ma wojny?… Zmieniła się tylko broń: zamiast kosą albo jataganem¹⁶¹ walczą rublem. Joasia dobrze to rozumiała sprzedając nie serwis — ale rodzinny majątek, albo rozbierając na wybudowanie spichlerza ruiny zamku.

— Więc jesteśmy zwyciężeni!… — szepnęła panna Izabela.

— Nie, dziecko — odparł pan Tomasz prostując się. — My dopiero zaczniemy triumfować i bodaj czy nie tego boi się moja siostra i jej koteria¹⁶². Oni tak głęboko zasnęli, że razi ich każdy objaw żywotności, każdy mój śmielszy krok — dodał jakby do siebie.

— Twój, papo?

— Tak. Myśleli, że poproszę ich o pomoc. Sama Joasia chętnie zrobiłaby mnie swoim plenipotentem. Ja natomiast podziękowałem im za emeryturę i zbliżyłem się do mieszczaństwa. Zyskałem u tych ludzi powagę, która zaczyna trwożyć nasze sfery. Myśleli, że zejdę na drugi plan, a widzą, że mogę wysunąć się na pierwszy.

— Ty, papo?

— Ja. Dotychczas milczałem nie mając odpowiednich wykonawców. Dziś znalazłem takiego, który zrozumiał moje idee, i zacznę działać.

— Któż to jest? — spytała panna Izabela, ze zdumieniem patrząc na ojca.

— Niejaki Wokulski, kupiec, żelazny człowiek. Przy jego pomocy zorganizuję nasze mieszczaństwo, stworzę towarzystwo do handlu ze Wschodem, tym sposobem dźwignę przemysł…

— Ty, papo?

— I wówczas zobaczymy, kto wysunie się naprzód, choćby przy możliwych wyborach do rady miejskiej¹⁶³…

Panna Izabela słuchała z szeroko otwartymi oczyma.

— Czy ten człowiek — szepnęła — o którym mówisz, papo, nie jest jakim aferzystą, awanturnikiem?…

— Nie znasz go więc? — spytał pan Tomasz. — On jednak jest jednym z naszych dostawców.

— Sklep znam, bardzo ładny — mówiła panna Izabela zamyślając się. — Jest tam stary subiekt, który wygląda trochę na dziwaka, ale nadzwyczajnie uprzejmy… Ach, zdaje mi się, że kilka dni temu poznałam i właściciela… Wygląda na gbura…

— Wokulski gbur?… — zdziwił się pan Tomasz. — Jest on wprawdzie trochę sztywny, ale bardzo grzeczny.

Panna Izabela wstrząsnęła głową.

— Niemiły człowiek — odpowiedziała z ożywieniem. — Teraz przypominam go sobie… Będąc we wtorek w sklepie zapytałam go o cenę wachlarza. Trzeba było widzieć, jak spojrzał na mnie!… Nie odpowiedział nic, tylko wyciągnął swoją ogromną czerwoną rękę do subiekta (nawet dość eleganckiego chłopca) i mruknął głosem, w którym czuć było gniew: panie Morawski czy Mraczewski (bo nie pamiętam), pani zapytuje o cenę wachlarza. A… nieciekawego znalazł papo wspólnika!… — śmiała się panna Izabela.

— Szalonej energii człowiek, żelazny człowiek — odparł pan Tomasz. — Oni tacy. Poznasz ich, bo myślę urządzić w domu parę zebrań. Wszyscy oryginalni, ale ten oryginalniejszy od innych.

— Papa tych panów chce przyjmować?…

— Muszę naradzać się z niektórymi. A co do naszych — dodał patrząc w oczy córce — zapewniam cię, że gdy usłyszą, kto u mnie bywa, ani jednego nie zabraknie w salonie.

W tej chwili weszła panna Florentyna zapraszając na obiad. Pan Tomasz podał rękę córce i przeszli we troje do jadalnego pokoju, gdzie już znajdowała się waza tudzież Mikołaj

odziany we jak i wielki biały krawat.

— Śmieję się z Belci — rzekł pan Tomasz do kuzynki, która nalewała rosół z wazy.

— Wyobraź sobie, Floro, że Wokulski zrobił na niej wrażenie gbura. Czy ty go znasz?

— Któż by dziś nie znał Wokulskiego — odpowiedziała panna Florentyna podając Mikołajowi talerz dla pana. — No, elegancki on nie jest, ale — robi wrażenie…[...]

-----------------------------------------------------------------------

¹⁶¹jatagan — wschodnia broń sieczna pośrednia między nożem a szablą

¹⁶²koteria — grupa osób popierająca się wzajemnie, ze szkodą dla ogółu.

¹⁶³przy możliwych wyborach do rady miejskiej — miasta w Królestwie, poza krótkim okresem rządów Wielopolskiego, nie posiadały samorządu.

------------------------------------------------------------------------

[…] — Pnia z czerwonymi rękoma — wtrąciła ze śmiechem panna Izabela.

— On mi przypomina Trostiego, pamiętasz, Belu, tego pułkownika strzelców w Paryżu — odpowiedział Pan Tomasz.

— A mnie posąg triumfującego gladiatora¹⁶⁴ — melodyjnym głosem dodała panna Florentyna. — Pamiętasz Belu, we Florencji, tego z podniesionym mieczem? Twarz surowa, nawet dzika, ale piękna.

— A czerwone ręce?… — zapytała panna Izabela.

— Odmroził je na Syberii — wtrąciła panna Florentyna z akcentem.

— Cóż on tam robił?

— Pokutował za uniesienia młodości — rzekł pan Tomasz. — Można mu to przebaczyć.

— Ach, więc jest i bohaterem!…

— I milionerem — dodała panna Florentyna.

— I milionerem? — powtórzyła panna Izabela. — zaczynam wierzyć, że papo zrobił dobry wybór przyjmując go na wspólnika. Chociaż…

— Chociaż?… — spytał ojciec.

— Co powie świat na tę spółkę?

— Kto ma siłę w rękach, ma świat u nóg.

Właśnie Mikołaj obniósł polędwicę, gdy w przedpokoju zadzwoniono. Stary służący wyszedł i po chwili wrócił z listem na srebrnej, a może platerowanej tacy.

— Od pani hrabiny — rzekł.

— Do ciebie, Belu — dodał pan Tomasz biorąc list do ręki. — Pozwolisz, że cię zastąpię w połknięciu tej nowej pigułki.

Otworzył list, zaczął go czytać i ze śmiechem podał pannie Izabeli.

— Oto — zawołał — cała Joasia jest w tym liście. Nerwy, zawsze nerwy!…

Panna Izabela odsunęła talerz i z niepokojem przebiegła papier oczyma. Lecz stopniowo twarz jej wypogodziła się.

— Słuchaj, Florciu — rzekła — bo to ciekawe.

„Droga Belu! — pisze ciotka. — Zapomnij, aniołku, o moim poprzednim liście. W rezultacie twój serwis nic mnie nie obchodzi i znajdziemy inny, gdy będziesz szła za mąż. Ale chodzi mi, ażebyś koniecznie kwestowała tylko ze mną, i właśnie o tym miałam zamiar pisać poprzednio, nie o serwisie. Biedne moje nerwy! jeżeli nie chcesz ich do reszty rozstroić, musisz zgodzić się na moją prośbę. Grób w naszym kościele będzie cudowny. Mój poczciwy Wokulski daje fontannę, sztuczne ptaszki śpiewające, pozytywkę¹⁶⁵, która będzie grała same poważne kawałki, i mnóstwo dywanów. Hozer¹⁶⁶ dostarcza kwiatów, a amatorowie urządzają koncert na organ¹⁶⁷, skrzypce, wiolonczelę i głosy. Jestem zachwycona, ale gdyby mi wśród tych cudów zabrakło ciebie, rozchorowałabym się. A więc tak?… Ściskam cię i całuję po tysiąc razy, kochająca ciotka. Joanna.

Postscriptum. Jutro jedziemy do magazynu zamówić dla ciebie kostium wiosenny. Umarłabym, gdybyś go nie przyjęła.”

Panna Izabela była rozpromieniona. List ten spełniał wszystkie jej nadzieje.

— Wokulski jest nieporównany! — rzekł śmiejąc się Pan Tomasz. — Szturmem zdobył Joasię, która nie tylko nie będzie mi wymawiała wspólnika, lecz nawet gotowa o niego walczyć ze mną.

Mikołaj podał kurczęta.

— Musi to być jednakże genialny człowiek — zauważyła panna Florentyna.

-----------------------------------------------------------------------

¹⁶⁴gladiator — zapaśnik w starożytnym Rzymie, walczący na publicznych igrzyskach.

¹⁶⁵pozytywka — rodzaj małej katarynki, samogrającej po nakręceniu.

¹⁶⁶Hozer — właściwie: Hoser; założona przez Piotra Hosera ok. 1848 r. znana firma ogrodnicza Braci Hoser zajmowała się hodowlą i sprzedażą drzew owocowych, ozdobnych oraz kwiatów.

¹⁶⁷organ — dziś: organy.



[19.09.2026, Toruń]

18 września 2026

ŁACIŃSKIE MĄDROŚCI (341 – 360)

 

341. cum debita reverentia - z należnym poważaniem

342. cuneus cuneum trudit - klin wybija się klinem

343. cura, ut valeas - bądź zdrów

344. damnant quod non intelligunt - potępiają, czego nie rozumieją [Kwintylian]

345. de auditu - na podstawie zasłyszanego

346. de gustibus non est disputandum - o gustach się nie dyskutuje

347. de mortuis nihil nisi bene - o zmarłych tylko dobrze

348. de te fabula narratur - o tobie mówi bajka

349. deus et natura nihil faciunt frustra - Bóg i natura niczego nie robią na próżno

350. divide et impera - dziel i rządź

351. docendo discimus - nauczając, uczymy się

352. dolorem sedare opus divinum est - uśmierzać ból jest dziełem ludzkim

353. dulce et decorum est pro patria mori - słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę [Horacy]

354. dum spiro, spero - póki oddycham, mam nadzieję

355. dura lex, sed lex - twarde prawo, ale prawo

356. dura necessitas - twarda konieczność

357. e fructu arbor cognoscitur - drzewo poznaje się po owocach

358. e longinquo - z daleka

359. errare humanum est - mylić się jest rzeczą ludzką [Seneka]

360. eversor iuris humani - (człowiek) łamiący prawa ludzkie



[18.09.2026. Toruń]

16 września 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXV

 

PIEŚŃ XXV

(Krąg VIII. Tłumok VII. Ciąg dalszy: Przemiana.)


To rzekłszy, złodziej podniósł pięści obie,

W każdej sterczała figa³⁷⁵ jak gwint w śrubie,

A krzyczał bluźniąc: «Boże, przyjm to sobie!»

Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię³⁷⁶,

Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta,

Jakby rzekł: «Więcej nie zbluźnią twe usta».

Drugi ramiona w węzły i pierścienie

Tak jemu związał i gryzł jego ręce,

Że stał, jak gdyby skamieniały w męce.

Pistojo! Zatlij żagwie w oka mgnieniu,

Spal sama siebie i zniknij w płomieniu,

Gdy w złym tak lubi płużyć³⁷⁷ twe nasienie.

Pomiędzy piekła czarnymi kręgami

Duch takiej pychy nie był wobec Boga,

Nawet bluźnierca, co legł pod Tebami³⁷⁸.

Złodziej zmykając, nie przemówił słowa.

Biegł za złodziejem Centaur, pogoń nowa,

Krzycząc: «Gdzie pyszny? Krótka jego droga!»

Wątpię, czy tyle jest gadów w Maremmie³⁷⁹,

Ile tam wężów krzyż dźwigał Centaura,

Skąd się poczyna człowiecza figura.

Na jego barkach z rozpiętymi skrzydły,

Buchając ogniem, siedział smok obrzydły,

Kto się doń zbliżał, trząsł żary na ziemię.

Mistrz rzekł: «To Kakus w Centaura postaci,

Z jego przyczyny awentyńskie skały

Często się krwawą posoką zbrukały;

On się oddzielił od reszty swej braci,

Bo jak wilk chytrze pasterzy napadał,

Sąsiednie trzody rad po nocach kradał³⁸⁰,

Lecz dożył końca, złe broił niedługo.

Sto razy ciął go Herkules maczugą³⁸¹,

Choć tych cięć nie czuł i dziesiątej części³⁸²».

Już Centaur zniknął, gdy mistrz ciągnął mowę.

Wtenczas pod nami jakieś duchy nowe

Biegły samotrzeć, a każdy był nagi;

Wodza i moje uszliby uwagi,

Gdy krzyk ich dziko w uszach nam zachrzęści:

«Kto wy jesteście?» Mistrz z zapałem żywym

Mówiący, mowę przerwał w oka mgnieniu.

Ja ich nie znałem, lecz trafem szczęśliwym

Jeden drugiego nazwał po imieniu, […]

----------------------------------------------------------------------

³⁷⁵podniósł pięści obie, w każdej sterczała figa — gest wyrażający pogardę i szyderstwo.

³⁷⁶Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię — Poeta polubił węże, odkąd widział, jak jeden z nich ducha bluźniącego Bogu ukarał.

³⁷⁷płużyć (daw.) — mieć powodzenie; mieć się dobrze; mieć znaczenie; popłacać.

³⁷⁸Nawet bluźnierca, co legł pod Tebami — Kapaneus (Patrz o nim Pieśń XIV).

³⁷⁹Wątpię, czy tyle jest gadów w Maremmie — Maremmy, bagna wzdłuż brzegów morskich pomiędzy Pizą a Sieną.

³⁸⁰kradać — kraść jako czynność zwyczajowa; por. jeść i jadać.

³⁸¹Sto razy ciął go Herkules maczugą — Gdy Herkules, pasąc bydło Geriona na górze awentyńskiej, zasnął, Kakus, sławny rozbójnik i złodziej, uprowadził pasące się bydło, ciągnąc je tyłem za ogony do swojej jaskini, ażeby tym wybiegiem ukryć ślad swojej kradzieży; lecz ryk bydła wydał kryjówkę złodzieja, a Herkules zabił go maczugą.

³⁸²Choć tych cięć nie czuł i dziesiątej części — Herkules wściekły uderzył go sto razy, chociaż może przed dziesiątym uderzeniem już nie żył.

----------------------------------------------------------------------

[…] Gdy rzekł: «Cianfa³⁸³, gdzieżeś? Ja tu jestem».

Uwagę mistrza chcąc zaostrzyć gestem,

Pod nos od brody przytknąłem mój palec.

Jeśli z pół wiarą będziesz, czytelniku,

Słuchał, co powiem, tych dziwów bez liku,

Nic w tym dziwnego, bo wyznam ci szczerze,

Ja, com to widział, sam zaledwo wierzę.

Gdym na te duchy oczy me obrócił,

Wąż sześcionożny, potworny padalec³⁸⁴,

Z przodu jednemu aż na piersi wskoczył

I na nim cały sam sobą zawisnął.

Wnet mu średnimi łapami brzuch ścisnął,

Przednie jak uścisk na barki zarzucił,

Gryzł mu policzki i we krwi pysk broczył.

Potem, gdy tylne łapy uda gniotły,

Pomiędzy nogi wśliznął się ogonem,

Którym wzdłuż krzyża wodził przez pacierze³⁸⁵;

Nigdy bluszcz silniej ramieniem zielonem

Nie splótł się z drzewem, jak z nim ten gad-zwierze.

Dwie te istoty tak razem się splotły,

Tak się stopiły z sobą dwa stworzenia,

Jak wosk przygrzany gorącem płomienia,

I barwy swoje pospołu zmieszały:

Tak papier, upał gdy czuje pożarny,

Skręca się w zwoje, jeszcze nie jest czarny,

Więcej brunatny, ale już nie biały.

Dwaj drudzy patrząc, z podziwu krzyknęli:

«Jak ty zmieniony, spojzyj, o Agneli!

Ni w dwóch, ni jeden!» Już ich obie głowy

Stały się jedną, patrzącym się zdało,

Że gad i człowiek tworzył jedno ciało:

Ze czterech ramion dwa tylko zostało;

Brzuch, tułów cały, lędźwie i golenie,

Tworzyły widok cudacki i nowy,

Takie potworne było przemienienie!

I kształt przyrodny tak przeobrażony,

Chwiejąc się krokiem w te i owe strony,

Odszedł leniwo, niestety, po czasie³⁸⁶!

A jak jaszczurka, w skwarny dzień lipcowy

Gdy krzak przemienia, pełna zwinnych ruchów,

Skacząc przez drogę błyskawicą zda się;

Tak mała żmija jednemu z dwóch duchów,

Na brzuch skoczyła, świecąc na pół czarną,

Pół modrą skórą, jakby pieprzu ziarno.

I w tę część ciała żądłem go ujadła,

Kędy w żywocie człowiek swej macierze³⁸⁷, [...]

³⁸³Cianfa — florentyńczyk ze szlachetnej rodziny Donatich. Ze szlachetnych rodzin Florencji pochodzili także Agnello Brunelleschi, Buoso Donati, Puccio Galigai, o których poeta później wspomina. Nie wiemy o nich nic więcej i nie możemy rozstrzygnąć, czy przywłaszczali sobie własność prywatną czy publiczną.

³⁸⁴Wąż sześcionożny, potworny padalec — Mianowicie Cianfa. Dwaj złodzieje łączą się tak silnie, że się stają jedną postacią zupełnie innego rodzaju, a która nie wiedzieć, czy to jedno stworzenie czy dwa.

³⁸⁵pacierze — kręgosłup.

³⁸⁶Odszedł leniwo, niestety, po czasie — Wąż, który był złodziejem za życia, zranił w okolicy pępka innego złodzieja, który się zjawił w ludzkiej postaci. Gdy wąż upadł, z jego pyska i z rany ukąszonego bucha dym, zamieniają obydwa swe postacie, członek po członku, człowiek („grzesznik”) staje się wężem, wąż („gad”) człowiekiem.

³⁸⁷macierze — dziś popr. forma D.lp: macierzy; matki.

----------------------------------------------------------------------

[…] Nim wyjdzie na świat, pierwszy pokarm bierze,

Potem jak długa pod nogi mu padła.

Raniony żądłem żmii niżej żebra,

W milczeniu na nią spoglądał i ziewał,

Jakby go senność dręczyła lub febra.

Patrzyli na się, dymem na przemiany

Buchając ciągle, ta z pyska, ten z rany.

Niech milczy Lukan z pieśnią, gdzie opiewał

Zgon pośród gadów Sabella, Nazyda³⁸⁸,

Ja nie zazdroszczę przemianie Owida³⁸⁹

Kadmusa w smoka, Aretuzy w strumień;

Przemiano moja, te obie zarumień,

Dwóch natur wobec siebie, których ciało

Gotowe było zmienić treść swą całą.

Tak z człekiem gad się przeobrażał srogi,

Gad szczepał³⁹⁰ ogon swój na dwie odnogi,

A duch potężnie ścisnął obie nogi,

Że ich złączenia nie dojrzałbyś śladu.

I w kolej ogon rozszczepiony gadu

Przybierał kształty wzięte od człowieka,

Ten z siebie ciało, a ten łuskę zwleka:

Ręce człowieka kryły się w podpasze,

Gad krótkie nogi nad zdziwienie nasze

Z przodu przedłużał, w miarę jak skrócona

Ręka grzesznika wchodziła w ramiona.

Plotąc się razem tylne nogi żmije

Tworzyły członek, jaki człowiek kryje,

Ten u grzesznika przyjął kształt dwunożny.

Podczas gdy z ran ich dym buchając różny,

Na przemian kształty ich krył barwą nową,

Tu puszczał włosy, tam łuskę wężową;

Ten padł, ów powstał z podniesioną głową,

I dziko na się patrzący zbrodniarze,

W oczach swych swoje zamieniali twarze:

Stojący twarz swą zaokrąglał z pyska,

Nawlekał ciałem, dwoje uszu tryska

Z płaskich policzków, z zbytniej reszty ciała,

Co w tył nie schodząc tam się zatrzymała,

Nos ostry lepił i wargi wydymał.

Ten, co się czołgał, pysk naprzód wysunął,

Jak ślimak rogi, skrył uszy do głowy,

Język człowieka skory do rozmowy

Rozpadł się w widły z jednego kawała;

Wąż skrył swój język i dym się zatrzymał.

Pobiegła sycząc dusza w gad zmieniona,

Drugi coś mówił i z góry nań plunął,

Do gadu nowe wyciągnął ramiona

I rzekł: «Buoso³⁹¹, teraz gadu ciałem

Czołgał się tutaj, jak się ja czołgałem».[...]

-----------------------------------------------------------------------

³⁸⁸Zgon pośród gadów Sabella, Nazyda — Lukan w swojej Farsalii wspomina dwóch żołnierzy Katońskich w pochodzie przez piaski libijskie ukąszonych od wężów, Sabella i Nazyda. Pierwszy po ukąszeniu węża na proch się rozsypał, drugi tak obrzękł, że aż pancerz na nim pękł.

³⁸⁹przemianie Owida — Metamorfozy Owidiusza.

³⁹⁰szczepał — dziś popr. forma: rozszczepiał.

³⁹¹Do gadu nowe wyciągnął ramiona i rzekł: Buoso — Buoso w gadzinę przemieniony i drugi, który oblekł się w jego kształty, musieli za życia w jakichś szczególnych być z sobą stosunkach. Najprawdopodobniej, że Buoso wciągnął Kawalkanta do występku i winy swojej cały ciężar na niego zwalił; dlatego to Buoso przez Kawalkanta karanym jest w piekle.

-------------------------------------------------------------------

[…] Tak w siódmej jamie natura z naturą

Mieniały kształt swój; kto to czytać raczy,

Przez wzgląd na nowość niechaj mi wybaczy,

Jeśli kreśliło niemistrzowskie pióro.

Choć z trwogi w oczach było mi aż ciemno,

Żaden z tych duchów nie skrył się przede mną;

Z trzech jeden tylko, Pucio Sciancato,

Był niezmienionym: ten, co zbiegł przed chwilą;

To Kawalkante³⁹², nad którego stratą

Pomimo woli płaczesz, o Gawillo! [...]

----------------------------------------------------------------------

³⁹²To Kawalkante — Franciszek Kawalkante w okolicy zwanej Gawilla był zamordowany. Familia zamordowanego mszcząc się jego śmierci, wielu mieszkańców tej okolicy wymordowała. On i Buoso zamienili dopiero co swe postacie; jeden, który miał postać wężową, odzyskał ludzką, drugi stał się wężem. Poprzednio Cianfa i Brunelleschi złączyli się w jedną postać. Tylko Puccio pozostaje, jakim był.



[16.09.2026, Toruń]