Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

19 października 2026

ŁACIŃSKIE MĄDROŚCI (361 – 380)

 

361. ex aliorum eventis - na podstawie innych przypadków

362. exceptio confirmat regulam - wyjątek potwierdza regułę

363. exegi monumentum aere perennius - wzniosłem pomnik trwalszy od spiżu [Horacy]

364. ex nihilo nihil - z niczego nic

365. exoriare aliquis nostris ex ossibus ultor - a kiedyś niech powstanie mściciel z naszych kości

366. est modus in rebus sunt certi denique fines - we wszystkim jest miara, są wreszcie pewne granice

367. fallite fallentes - okłamujcie kłamiących [Owidiusz]

368. fascinatio nugacitatis - urok błahości

369. fas est et ab hoste doceri - warto się uczyć i od wroga

370. fervet olla, vivit amicitia - garnek kipi, przyjaźń kwitnie

371. festina lente - śpiesz się powoli

372. fiat iustitia pereat mundus - niech się stanie sprawiedliwość, choćby miał zginąć świat

373. fides quaerens intellectum - wiara poszukująca rozumu [Anzelm z Canterbury]

374. fido tibi, sed non credo - ufam ci, ale nie wierzę

375. fraus latet in generalibus - w ogólnikach czai się oszustwo

376. frustra vivit, qui nemini prodest - na próżno żyje, kto nikomu nie przynosi pożytku

377. fungus una nocte nascitur - zło rośnie szybko; dosł. grzyb wyrasta w ciągu jednej nocy

378. gallina scripsit - pisze jak kura pazurem; dosł. kura nagryzmoliła

379. gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo, sic homo doctus fit non vi, sed saepe studendo - kropla drąży kamień nie siłą, lecz częstym spadaniem, tak też człowiek nie staje się uczonym gwałtownie, lecz przez to, że często się uczy

380. gloria victis - chwała zwyciężonym



[19.10.2026, Toruń]

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (19)

 

R. VII - GOŁĄB WYCHODZI NA SPOTKANIE WĘŻA


[…] Serwis i srebra familii Łęckich były już sprzedane i nawet jubiler odniósł panu Tomaszowi pieniądze, strąciwszy dla siebie sto kilkadziesiąt rubli składowego¹⁷⁴ i za pośrednictwo. Mimo to hrabina Karolowa nie przestała kochać panny Izabeli; owszem — jej energia i poświęcenie, okazane przy sprzedaży pamiątek, zbudziły w sercu starej damy nowe źródło uczuć rodzinnych. Nie tylko uprosiła pannę Izabelę o przyjęcie pięknego kostiumu, nie tylko co dzień bywała u niej albo ją wzywała do siebie, ale jeszcze (co było dowodem niesłychanej łaski) na całą Wielką Środę ofiarowała jej swój powóz.

— Przejedź się, aniołku, po mieście — mówiła hrabina całując siostrzenicę — i pozałatwiaj drobne sprawunki. Tylko pamiętaj, żebyś mi za to w czasie kwesty wyglądała ślicznie… Tak ślicznie, jak to tylko ty potrafisz!… Proszę cię…

Panna Izabela nie odpowiedziała nic, ale jej spojrzenie i rumieniec kazały domyślać się, że z całą gotowością spełni wolę ciotki.

W Wielką Środę, punkt o jedynastej rano, panna Izabela już siedziała w otwartym Wiosna powozie wraz ze swoją nieodstępną towarzyszką, panną Florentyną. Po Alei chodziły wiosenne powiewy roznosząc tę szczególną, surową woń, która poprzedza pękanie liści na drzewach i ukazanie się pierwiosnków; szare trawniki nabrały zielonawego odcienia; słońce grzało tak mocno, że panie otworzyły parasolki.

— Śliczny dzień — westchnęła panna Izabela patrząc na niebo, gdzieniegdzie poplamione

białymi obłokami. [...]

--------------------------------------------------------------------------

¹⁷²obsacza — dziś: osacza.

¹⁷³Kwirynał — jedno z siedmiu wzgórz rzymskich; od r. 1870 nazwa siedziby królów włoskich.

¹⁷⁴składowe — opłata za przechowanie towaru na składzie.

--------------------------------------------------------------------------

[…] — Gdzie jaśnie panienka rozkaże jechać? — spytał lokaj zatrzasnąwszy drzwiczki powozu.

— Do sklepu Wokulskiego — z nerwowym pośpiechem odpowiedziała panna Izabela.

Lokaj skoczył na kozioł i spasione gniade konie ruszyły uroczystym kłusem parskając

i wyrzucając łbami.

— Dlaczego, Belciu, do Wokulskiego? — zapytała trochę zdziwiona panna Florentyna.—

Chcę sobie kupić paryskie rękawiczki, kilka flakonów perfum…

— To samo dostaniemy gdzie indziej.

— Chcę tam — odpowiedziała sucho panna Izabela.

Od paru dni męczył ją osobliwy niepokój, jakiego już raz doznała w życiu. Będąc przed laty za granicą w ogrodzie aklimatyzacyjnym¹⁷⁵ zobaczyła w jednej z klatek ogromnego tygrysa, który spał oparty o kratę w taki sposób, że mu część głowy i jedno ucho wysunęło

się na zewnątrz. Widząc to panna Izabela uczuła nieprzepartą chęć pochwycenia tygrysa za ucho. Zapach klatki napełniał ją wstrętem, potężne łapy zwierzęcia nieopisaną trwogą, lecz mimo to czuła, że — musi tygrysa przynajmniej dotknąć w ucho.

Dziwny ten pociąg wydał się jej samej niebezpiecznym i nawet śmiesznym. Przemogła się więc i poszła dalej; lecz po paru minutach — wróciła. Znowu cofnęła się, przejrzała inne klatki, starała się o czym innym myśleć. Na próżno. Wróciła się i choć tygrys już nie spał, tylko mrucząc lizał swoje straszliwe łapy, panna Izabela podbiegła do klatki, wsunęłam rękę i — drżąca i blada — dotknęła tygrysiego ucha. W chwilę później wstydziła się swego szaleństwa, lecz zarazem czuła to gorzkie zadowolenie znane ludziom, którzy usłuchają w ważnej sprawie głosu instynktu.

Dziś zbudziło się w niej podobnego rodzaju pragnienie. Gardziła Wokulskim, serce jej zamierało na samo przypuszczenie, że ten człowiek mógł zapłacić za srebra więcej, niż były warte, a mimo to czuła nieprzeparty pociąg — wejść do sklepu, spojrzeć w oczy Wokulskiemu i zapłacić mu za parę drobiazgów tymi właśnie pieniędzmi, które pochodziły od niego. Strach ją zdejmował na myśl spotkania, lecz niewytłomaczony instynkt popychał. Na Krakowskim już z daleka zobaczyła szyld z napisem: J. Mincel i S. Wokulski, a o jeden dom bliżej nowy, jeszcze nie wykończony sklep¹⁷⁶ o pięciu oknach frontu, z lustrzanymi szybami. Z kilku pracujących przy nim rzemieślników i robotników jedni od wewnątrz wycierali szyby, drudzy złocili i malowali drzwi i futryny, inni umocowywali przed oknami ogromne mosiężne bariery.

— Cóż to za sklep budują? — spytała panny Florentyny.

— Chyba dla Wokulskiego, bo słyszałam, że wziął obszerniejszy lokal.

„Dla mnie ten sklep!” — pomyślała panna Izabela szarpiąc rękawiczki.

Powóz stanął, lokaj zeskoczył z kozła i pomógł paniom wysiąść. Lecz gdy następnie otworzył z łoskotem drzwi do sklepu Wokulskiego, panna Izabela tak osłabła, że nogi zachwiały się pod nią. Przez chwilę chciała wrócić do powozu i uciec stąd; wnet jednak opanowała się i z podniesioną głową weszła. Pan Rzecki stał już na środku sklepu i zacierając ręce, witał ją niskimi ukłonami. W głębi pan Lisiecki, podczesując piękną brodę, okrągłymi i pełnymi godności ruchami prezentował brązowe kandelabry jakiejś damie, która siedziała na krześle. Mizerny Klejn wybierał laski młodzieńcowi, który na widok panny Izabeli szybko uzbroił się w binokle — a pachnący heliotropem¹⁷⁷ Mraczewski palił wzrokiem i sztyletował wąsikami dwie rumiane panienki, które towarzyszyły damie i oglądały toaletowe cacka. Na prawo ode drzwi, za kantorkiem, siedział Wokulski schylony nad rachunkami. Gdy panna Izabela weszła, młodzieniec oglądający laski poprawił kołnierzyk na szyi, dwie panienki spojrzały na siebie, pan Lisiecki urwał w połowie swój okrągły frazes o stylu kandelabrów, ale zatrzymał okrągłą pozę, a nawet dama słuchająca jego wykładu ciężko [...]

¹⁷⁵gród aklimatyzacyjny — tu: ogród zoologiczny, ogród dla zwierząt egzotycznych.

¹⁷⁶nowy, jeszcze nie wykończony sklep… — nowy sklep Wokulskiego umieścił Prus na Krakowskim Przedmieściu pod nr 7 (tzw. „dom Grodzickiego”). Dom ten, wypalony w 1944 r., obecnie został odbudowany.

¹⁷⁷heliotrop — krzew o silnie pachnących kwiatach.

--------------------------------------------------------------------------

[…] odwróciła się na krześle. Przez chwilę sklep zaległa cisza, którą dopiero panna Izabela przerwała odezwawszy się pięknym kontraltem:

— Czy zastałyśmy pana Mraczewskiego?…

— Panie Mraczewski!… — pochwycił pan Ignacy.

Mraczewski już stał przy pannie Izabeli, zarumieniony jak wiśnia, pachnący jak kadzielnica, z pochyloną głową, jak kita wodnej trzciny.

— Przyszłyśmy prosić pana o rękawiczki.

— Numerek pięć i pół — odparł Mraczewski i już trzymał pudełko, które mu nieco drżało w rękach pod wpływem spojrzenia panny Izabeli.

— Otóż nie… — przerwała panna ze śmiechem. — Pięć i trzy czwarte… Już pan zapomniał!…

— Pani, są rzeczy, których się nigdy nie zapomina. Jeżeli jednak rozkazuje pani pięć i trzy czwarte, będę służył w nadziei, że niebawem znowu zaszczyci nas pani swoją obecnością.

Bo rękawiczki pięć i trzy czwarte — dodał z lekkim westchnieniem, podsuwając jej kilka innych pudełek — stanowczo zsuną się z rączek…

— Geniusz! — cicho szepnął pan Ignacy mrugając na Lisieckiego, który pogardliwie ruszył ustami.

Dama siedząca na krześle zwróciła się do kandelabrów, dwie panny do toaletki z oliwkowego drzewa, młodzieniec w binoklach począł znowu wybierać laski i — rzeczy w sklepie przeszły do spokojnego trybu. Tylko rozgorączkowany Mraczewski zeskakiwał i wbiegał na drabinkę, wysuwał szuflady i wydobywał coraz nowe pudełka tłomacząc pannie

Izabeli po polsku i po francusku, że nie może nosić innych rękawiczek, tylko pięć i pół, ani używać innych perfum, tylko oryginalnych Atkinsona¹⁷⁸, ani ozdabiać swego stolika minnymi drobiazgami, jak paryskimi.

Wokulski pochylił się nad kantorkiem tak, że żyły nabrzmiały mu na czole, i — wciąż rachował w myśli:

„29 a 36 — to 65, a 15 to 80, a 73 — to… to…”

Tu urwał i spod oka spojrzał w stronę panny Izabeli rozmawiającej z Mraczewskim. Oboje stali zwróceni do niego profilem; dostrzegł więc pałający wzrok subiekta przykuty do panny Izabeli, na co ona w sposób demonstracyjny odpowiadała uśmiechem i spojrzeniami łagodnej zachęty.

„29 a 36 — to 65, a 15” — liczył w myśli Wokulski, lecz nagle pióro prysło mu w ręku. Nie podnosząc głowy wydobył nową stalówkę z szuflady, a jednocześnie, nie wiadomo jakim sposobem, z rachunku wypadło mu pytanie:

„I ja mam niby to ją kochać?… Głupstwo! Przez rok cierpiałem na jakąś chorobę mózgową, a zdawało mi się, że jestem zakochany… 29 a 36… 29 a 36… Nigdym nie przypuszczał, ażeby mogła mi być tak dalece obo􀰗ętną… Jak ona patrzy na tego osła… No, jest to widocznie osoba, która kokietuje nawet subiektów, a czy tego samego nie robi z furmanami i lokajami!… Pierwszy raz czuję spokój… o Boże… A tak go bardzo pragnąłem…”

Do sklepu weszło jeszcze parę osób, do których niechętnie zwrócił się Mraczewski, powoli wiążąc paczki. Panna Izabela zbliżyła się do Wokulskiego i wskazując w jego stronę parasolką rzekła dobitnie:

— Floro, bądź łaskawa zapłacić temu panu. Wracamy do domu.

— Kasa jest tu — odezwał się Rzecki podbiegając do panny Florentyny. Wziął od niej pieniądze i oboje cofnęli się w głąb sklepu.

Panna Izabela z wolna podsunęła się tuż do kantorka, za którym siedział Wokulski. Była bardzo blada. Zdawało się, że widok tego człowieka wywiera na nią wpływ magnetyczny ¹⁷⁹.

— Czy mówię z panem Wokulskim?

Wokulski powstał z krzesła i odparł obojętnie:

— Jestem do usług. […]

--------------------------------------------------------------------------

¹⁷⁸perfumy Atkinsona — luksusowe perfumy angielskie.

¹⁷⁹wpływ magnetyczny — dziś powiedzielibyśmy: hipnotyczny. Osoba w stanie hipnozy, podobnym do snu, traci świadomość i wolę i spełnia jedynie rozkazy hipnotyzera. W wieku XIX uważano hipnozę za zjawisko analogiczne do magnetyzmu fizycznego i nazywano je również magnetyzmem.

-----------------------------------------------------------------------



[19.10.2026, Toruń]

18 października 2026

BOGOWIE OLIMPIJSCY - ATENA (MINERWA)

 

Atena (Minerwa)

Dzeus, który od dłuższego czasu odczuwał dotkliwe bóle głowy, wezwał Hefajstosa, z bogów najtęższego kowala, i kazał sobie toporem rozbić czaszkę, aby się przekonać, co jest powodem cierpienia. Ledwo Hefajstos zadał mu cios żądany, gdy z otwartej głowy wyskoczyła dorodna bogini, w jasnej zbroi. W tak dziwny sposób przyszła na świat Atena, bóstwo mądrości. Dzeus kochał ją najbardziej ze wszystkich swoich dzieci, sadzał wysoko na radzie bogów, cenił zawsze jej zdanie i na znak szczególnej łaski pozwalał używać swej

strasznej broni — piorunu. Była to surowa i niedostępna dziewica, postawy olbrzymiej, wielkiej siły i niezłomnego hartu. Nigdy nie myślała ani o miłości, ani o małżeństwie. Nie miała po prostu na to czasu. Zajmowało ją wszystko. Wynalazła mnóstwo pożytecznych rzeczy, a uczeni i filozofowie widzieli w niej swoją patronkę. Potępiali jedynie jej zamiłowanie do wojny. Lecz Atena zbroję nosiła tylko po to, żeby bronić słusznej sprawy i miast napadniętych zdradziecko. Gałąź z poświęconego jej drzewa oliwnego stała się symbolem zgody między zwaśnionymi. Kapłanom zaś zalecała głosić takie prawa: “Nie wzbronisz nikomu wody ni ognia. Nie będziesz wskazywał fałszywej drogi. Nie zostawisz niczyich zwłok bez pogrzebu. Nie zabijaj wołu ciągnącego pług".

Atena szczególnie celowała w robotach tkackich i wyszywaniu. Ponieważ żadna z bogiń tym się nie zajmowała, przyznawano jej na Olimpie w tych rzeczach niedoścignione pierwszeństwo. Inaczej się działo na ziemi, gdzie pewna księżniczka, imieniem Arachne, zapewniała, że potrafi wyszywać równie pięknie, a może jeszcze piękniej niż sama bogini. Wtedy Atena stanęła z nią do zawodów: która z nich cudniej wyhaftuje tkaninę. Arachne skreśliła igłą na płótnie przedziwne bajki. Był tam Dzeus porywający Europę i Leda bawiąca się z łabędziem, Danae nakryta złotym deszczem i wiele innych rzeczy, a wszystko takie żywe i takie ładne, że Atena, której własna robota nie była piękniejsza, podarła ze złości tkaninę Arachny. Biedna dziewczyna powiesiła się z rozpaczy. Teraz dopiero Atena poznała, jak dalece gniew ją zaślepił. Wróciła jej życie i jednocześnie zamieniła w pająka. Odtąd Arachne “srebrne w belkach płócienka przędzie", na których zawisają tęczowe źdźbła słońca.

Ze wszystkich miast greckich Atena kochała najbardziej to; które od niej wzięło swą nazwę — dumne, wspaniałe Ateny. Tam miała najpiękniejsze świątynie i najokazalsze uroczystości. Ateńczycy obchodzili od niepamiętnych czasów, w porze żniw, z początkiem

sierpnia, Panatenaje. Były one pierwotnie świętem chłopskim, aż król Pizystrat (VI wiek przed n. e.) uczynił z nich naczelną uroczystość ateńską, sprawianą co cztery lata z wielką

wystawnością. W czasie Panatenajów odbywały się wyścigi na wozach, zapasy atletów i koncerty muzyczno-wokalne. Ze wszystkich stron zjeżdżali się artyści i występowali w Odejonie, wielkim gmachu koncertowym, u stóp skały Akropolis. Zwycięzcy otrzymywali pewną ilość oliwy wyciskanej ze świętych oliwek Ateny i przechowywanej w malowanych

dzbanach. Po zawodach odbywał się przy akompaniamencie fletów taniec pirryjski, stary

wojenny taniec, o którym opowiadano, że pierwsza zatańczyła go Atena po zwycięstwie nad gigantami. Występowały kolejno trzy chóry: chłopców, młodzieńców i mężów — wszyscy nago, z tarczą tylko na lewym ramieniu i z hełmem na głowie. Po konkursie piękności męskiej, do którego stawali najpiękniejsi młodzieńcy i mężowie z całej Attyki, urządzano bieg z pochodniami. Ulice do późnej nocy rozbrzmiewały śpiewami.

Nazajutrz przed świtem gromadzono się przy jednej z bram miasta, skąd miała wyjść uroczysta procesja. O pierwszych brzaskach ruszał orszak, na którego czele widniał okręt święty, posuwany na kołach lub niesiony na ramionach mężczyzn. Na maszcie i rejach rozpościerał się peplos, wspaniała szata z materii wełnianej, barwiona żółto i fiołkowo, pokryta haftami, przedstawiającymi zazwyczaj sceny z gigantomachii. Pracowały nad jej wykonaniem przez cały rok cztery dziewice z najpierwszych rodzin ateńskich pod kierunkiem kapłanki Ateny. Za okrętem prowadzono bydło ofiarne: krowy i owce. Dalej zaś postępował pochód wedle porządku przestrzeganego przez osobnych urzędników: dziewice w bieli ze świątynnymi przyborami, dygnitarze, wojsko, wreszcie konnica, świetne arystokratyczne rycerstwo ateńskie. Ulice na ten dzień starannie oczyszczono, domy ozdobiono zielenią i kwiatami, a rzędem stali niewolnicy i cudzoziemcy z gałązkami dębowymi. Wśród śpiewania hymnów i muzyki procesja obchodziła wszystkie święte miejsca, aż zatrzymywała się przed wejściem na Akropol. Z okrętu zdejmowano peplos i u wrót świątyni oddawano w ręce kapłanki Ateny, która nim przyodziewała prastary posąg z drzewa. Stada bydła szły pod nóż ofiarnika i w chwili gdy ku niebu wznosił się dym z ognia płonącego na ołtarzu, wszyscy zasiadali do uczty. Najuroczystszy dzień w roku kończył się powszechnym świętowaniem: odwiedzano się wzajemnie, chodzono po ulicach z wieńcami na głowach, nocą śpiewano po gajach i ogrodach.

W ostatnim, dziewiątym dniu Wielkich Panatenajów odbywały się w Zatoce Salamińskiej wyścigi żeglarskie. W blaskach sierpniowego słońca uwijały się roje łodzi i drobnych stateczków. Na słabym wietrze furkotały żagle mieniąc się wszystkimi barwami. Piękne święto zamykano obrazem, pozostającym na długo w pamięci — radosną wizją lazurowego morza, złotego słońca i cichego, pogodnego błękitu nieba. Ateńczycy widzieli w swojej bogini idealne uosobienie samych Aten i najdoskonalszy wyraz wszystkich cnót ateńskich. Dawano jej rozmaite przydomki ze względu na jej rozliczne zajęcia. Zwano ją Ergane, czyli Pracownicą, Polias, czyli Patronką Miast, Promachos, czyli Panią Zastępów, Pallas, czyli Panną, jak to imię objaśnia geograf grecki Strabon, mówiąc: “urodziwą i świetnego rodu pannę zowie się u Hellenów: pallas". Lecz najmilsza była dla niej nazwa Partenos —Dziewica.

Atenie-Dziewicy zbudowano w Atenach świątynię, Partenon, której wspaniałe ruiny do dziś się zachowały. W świątyni był posąg Ateny, roboty Fidiasza, równie kosztowny jak jego Dzeus olimpijski: cały ze złota i kości słoniowej, wysoki na dwanaście metrów. Bogini stała opierając się lewą ręką na tarczy, spod której wychylał się wąż, a w prawej dłoni trzymała skrzydlatą boginię zwycięstwa, Nike. Na głowie miała hełm ozdobny, a ubrana była w długą szatę opadającą do stóp w poważnych fałdach. Była to postać pełna szlachetności, siły i majestatu, tak jak ją widzimy w licznych zachowanych posągach. Ptakiem poświęconym Atenie była sowa, do dziś symbol wiedzy i mądrości .



[18.10.2026, Toruń]

BIBLIA WARSZAWSKA - STARY TESTAMENT - I KSIĘGA MOJŻESZOWA [14]

 

Uwolnienie Lota przez Abrama


14:1 W czasach Amrafela, króla Synearu, Arioch, król Ellasaru, Kedorlaomer, król Elamu, i Tidal, król narodów,

14:2 Prowadzili wojnę z Berą, królem Sodomy, i z Birszą, królem Gomory, z Szinabem, królem Admy, z Szemeberem, królem Seboim, i z królem miasta Beli, czyli Soaru.

14:3 Wszyscy oni zeszli się w dolinie Syddim, gdzie teraz jest Morze Słone.

14:4 Przez dwanaście lat podlegali Kedorlaomerowi, lecz w trzynastym roku zbuntowali się.

14:5 W czternastym roku wyruszył Kedorlaomer oraz królowie, którzy byli z nim, i pobili Refaitów w Aszterot-Karnaim, Zuzytów w Ham i Emitów na równinie Kiriataim,

14:6 I Chorytów w ich górach Seir aż do El-Paran, które jest na granicy pustyni.

14:7 Potem zawrócili i przybyli do En-Miszpat, czyli do Kadesz, i zniszczyli cały kraj Amalekitów, a także Amorytów, którzy mieszkali w Chasason-Tamar.

14:8 Wtedy wyruszył król Sodomy i królowie Gomory, Admy, Seboim i Beli, czyli Soaru i uszykowali się w dolinie Syddim do walki z nimi,

14:9 Mianowicie z Kedorlaomerem, królem Elamu, i Tidalem, królem narodów, i Amrafelem, królem Synearu, i Ariochem, królem Ellasaru, czterech królów przeciwko pięciu.

14:10 A w dolinie Syddim było wiele dołów ze smołą ziemną. Toteż gdy królowie Sodomy i Gomory uciekali, wpadli tam, a pozostali uciekli w góry.

14:11 Wtedy zabrawszy całe mienie Sodomy i Gomory oraz wszystką ich żywność, odeszli.

14:12 Zabrali także Lota, bratanka Abrama, i jego dobytek i odeszli; mieszkał bowiem w Sodomie.

14:13 I przyszedł pewien uchodźca, i oznajmił to Abramowi Hebrajczykowi, który mieszkał w dąbrowie Amoryty imieniem Mamre, brata Eszkola i Anera, sprzymierzeńców Abrama.

14:14 Gdy Abram usłyszał, że bratanka jego wzięto do niewoli, uzbroił swoich trzystu osiemnastu wypróbowanych ludzi, urodzonych w jego domu i ruszył w pościg aż do Dan.

14:15 Potem podzieliwszy swój oddział, napadł na nich w nocy ze sługami swymi, pobił ich i ścigał aż do Choby, na północ od Damaszku.

14:16 Tak odzyskał cały dobytek. Również przyprowadził na powrót Lota, bratanka swego, i jego dobytek, a także kobiety i ludzi.

Melchizedek błogosławi Abrama

14:17 A gdy wracał po zwycięstwie nad Kedorlaomerem i królami, którzy z nim byli, wyszedł mu na spotkanie król Sodomy do doliny Szewe, doliny królewskiej.

14:18 Melchisedek zaś, król Salemu, wyniósł chleb i wino. A był on kapłanem Boga Najwyższego.

14:19 I błogosławił mu, mówiąc: Niech będzie błogosławiony Abram przez Boga Najwyższego, stworzyciela nieba i ziemi!

14:20 I niech będzie błogosławiony Bóg Najwyższy, który wydał nieprzyjaciół twoich w ręce twoje! A Abram dał mu dziesięcinę ze wszystkiego.

14:21 Wtedy rzekł król Sodomy do Abrama: Daj mi ludzi, a zabierz sobie dobytek!

14:22 Lecz Abram odpowiedział królowi Sodomy: Podnoszę rękę swą do Pana, Boga Najwyższego, stworzyciela nieba i ziemi,

14:23 Że nie wezmę ani nitki, ani rzemyka sandałów, ani niczego z tego wszystkiego, co należy do ciebie, abyś nie mógł powiedzieć: To ja wzbogaciłem Abrama.

14:24 Nie chcę nic, oprócz tego, co spożyli słudzy oraz działu należnego mężom, którzy poszli ze mną, Anerowi, Eszkolowi i Mamremu; niech oni wezmą swój dział.



[18.10.2026, Toruń]

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXVI

 

PIEŚŃ XXVI

(Krąg VIII. Tłumok VIII. Źli doradcy: Ulisses.)


Ciesz się, Florencjo! Twe skrzydła olbrzymie

Przez ląd i morze szeleszczą w tej dobie,

Nawet do piekła zaniosły twe imię.

W kręgu złodziei, daj wiarę zaklęciu,

Obywateli twych znalazłem pięciu³⁹³,

A co mnie wstydem rumieni i tobie,

Zda się, nie robi wielkiego zaszczytu,

Jeśli po ranu³⁹⁴, w marzeniach przedświtu,

Marzących sny są prawdziwsze niekiedy,

Wkrótce się dowiesz, co ci życzy Prato³⁹⁵

Jeśli nieszczęście już cię nawiedziło,

Co być musiało, nie przed czasem było;

Bo w czas im dalej zajdzie moje lato³⁹⁶,

Więcej mi będą ciężyć twoje biedy!

Wódz szedł i tymi szczeblami, co skały,

Gdyśmy schodzili, dla nas wykowały,

Powraca, ciągnąc mnie za swoją nogą³⁹⁷.

I tak samotną pośród głazów drogą

Stopa się plącząc, między skał osęki,

Postępowała za pomocą ręki.

Jam się zasmucił i jeszcze się smucę,

Po ile razy pamięć moją zwrócę

Na dziwne, co tam widziałem, przedmioty,

Zawściągam silniej wodze mego ducha,

By swej nie stracił przewodniczki cnoty;

I gdy mi gwiazda rai światłem błogiem

Jakie bądź dobro, nie chcę być mu wrogiem. [...]

-------------------------------------------------------------------------

³⁹³Florencjo (…) obywateli twych znalazłem pięciu — Tu Poeta z gorzką ironią wyrzeka na zepsucie obyczajów publicznych w średniowiecznej rzeczypospolitej florenckiej; ze szlachetnych jej rodzin nalicza aż pięciu złodziei, zapewne skarbu publicznego, których nazwiska wymienił w pieśni uprzedniej.

³⁹⁴po ranu — rano, o poranku.

³⁹⁵Wkrótce się dowiesz, co ci życzy Prato – Dante prorokuje nieszczęścia dla Florencji, które właśnie nawiedziły ją w czasie, kiedy pisał swój poemat, jako to: pożar, który w 1301 r. zniszczył 1700 domów tego pięknegomiasta; w roku 1304 załamał się most na rzece Arnie; uwagi godne na koniec klęski, jakie wojujące między sobą stronnictwa sprowadziły na miasto. Mieszkańcy pobliskiej miejscowości Prato życzą Florencji takich nieszczęść.

³⁹⁶Bo w czas im dalej zajdzie moje lato — Nieszczęścia, na które od dawna zasłużyła sobie Florencja, nie będą przedwczesne. Poeta życzy, aby nieuniknione klęski nadeszły rychło, gdyż im on będzie starszy, tym mniej będzie miał siły zniesienia nieszczęść jego rodzinnego miasta.

³⁹⁷Powraca, ciągnąc mnie za swoją nogą — Tu poeci wstępują na most prowadzący do ósmego oddziału.

-----------------------------------------------------------------------

[…] Jak w porze roku, gdy więcej palące

Twarz swą najdłużej nam odkrywa słońce,

Wieśniak na wzgórku wczasując przed nocą,

Gdy komar brzęczy, a zamilknie mucha,

Widzi w dolinie robaczki błyszczące,

Gdy w ciemnych liściach winnicy migocą:

Tak ja widziałem na dnie ósmej jamy

Mnóstwo płomyków patrząc z wierzchu tamy.

Jak ów pomszczony za się przez niedźwiedzi

Za lekkomyślną niewiarę gawiedzi³⁹⁸,

Widząc ognisty rydwan Elijasza³⁹⁹,

Gdy zaprząg wichru w niebo go unasza,

Tylko oczyma lekki płomyk tropił,

Co się jak obłok w powietrzu roztopił:

Tak na dnie jamy każdy kształt płomyka

Ruszał się, kryjąc w swym wnętrzu grzesznika.

Z mostu uwięzłem cały w tym widoku

I gdybym ręką nie chwycił się głazu,

Niepchnięty w otchłań upadłbym do razu.

Wódz widząc moje wytężenie w oku,

Rzekł: «Tu duch każdy żyć w ogniu skazany,

Chodzi płomieniem jak suknią odziany⁴⁰⁰».

Odpowiedziałem: «Mistrzu, z twego słowa

Na to, co widzę, pada jasność nowa:

Mów, z tylu ogni migających w zmierzchu,

Jaki to płomień, co rozdzielon z wierzchu,

Jako ze stosu na dwie strony wionął,

Na którym z bratem swym Eteokl płonął⁴⁰¹?»

Mistrz: «Dyjomeda duch i Ulissesa

Za karę wspólnej ich zdrady po zgonie

W jednym płomieniu nierozdzielnie płonie;

W nim płaczą sławnej zasadzki trojańskiej⁴⁰²,

Z której nam wyszedł piękny szczep rzymiański⁴⁰³;

W nim za łzy cierpią córki Likomeda⁴⁰⁴,

Co w swoim żalu ukoić się nie da,

Umarła skarży jeszcze Achillesa;

I w nim pokutę cierpią i karanie,

Za uwiezione Palladium kryjomie⁴⁰⁵». [...]

-----------------------------------------------------------------------

³⁹⁸pomszczony za się przez niedźwiedzi za lekkomyślną niewiarę gawiedzi — Elizeusz, po widzeniu swoim wstępującego do nieba na wozie ognistym proroka Eliasza, przyszedł do miasta Betel i opowiadał swoje widzenie; gdy chłopcy uliczni z niego szydzili, Elizeusz przeklął ich w imię Pańskie, i wkrótce niedźwiedzie wypadły z pobliskich lasów i rozszarpały szyderców (Księgi Królewskie, rozdz. 2 w. 23).

³⁹⁹Elijasza — Eliasza; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁴⁰⁰Chodzi płomieniem jak suknią odziany — W tym ósmym oddziale ósmego kręgu piekła spotykamy oszukańczych doradców. Mówią ognistymi syczącymi językami, bo język ich był według słów apostoła żarem, który całe lasy zapalał.

⁴⁰¹Na którym z bratem swym Eteokl płonął — Eteokles i brat jego Polinik, w pojedynku nawzajem siebie zamordowali. Gdy ciało drugiego brata na stos włożono, podczas gdy pierwszego już gorzało, w tej chwili płomień się rozdzielił, ażeby prochów tych, co za życia najzaciętszymi byli wrogami, zarazem jeden ogień nie strawił.

⁴⁰²płaczą sławnej zasadzki trojańskiej — Zbudowany za radą Ulissesa koń z drzewa, za pomocą którego Grecy zdobyli Troję.

⁴⁰³Z której nam wyszedł piękny szczep rzymiański — Rzymianie pochodzenie swe wywodzili od Trojan: treść Eneidy Wergilego.

⁴⁰⁴za łzy cierpią córki Likomeda — Deidamia, córka Likomeda, króla Scyrosu. Na dworze tegoż króla Tetys syna swojego, Achillesa, przebranego za dziewczynę chowała, ażeby go ocalić od niebezpieczeństwa, jakim wyrocznia z Troi jemu groziła. Ulisses odkrył jego kryjówkę i namówił Achillesa, aby rzucił swoją kochankę Deidamię i szedł z Grekami na wyprawę pod Troję.

⁴⁰⁵Za uwiezione Palladium kryjomie — Palladium, posąg, od którego zawisł los Troi, wykradli Odyseusz i Diomedes.

------------------------------------------------------------------------

[…] — «O! jeśli mogą przemówić z płomienia,

Niech ci ta prośba za tysiąc próśb stanie,

Pozwól mi czekać, nim dwoiste płomię

Zbliży się do nas, wszak po tośmy przyszli.

Patrz, z jaką żądzą ku niemu się chylę!»

A mistrz: «Rad spełnię chwalebne życzenia,

Lecz trzymaj język na wodzy milczenia;

Ja mówić będę, odgadłem twe myśli;

Bo ci grzesznicy w uprzedzeniu dzikiem

Może, jak Grecy, wzgardzą twym językiem?»

Gdy płomień do nas zbliżył się, mistrz chwilę

I miejsce k’temu wybrawszy stosowne,

W tych słowach usta otworzył wymowne:

«Wy, w jednym ogniu jak dwóch w jednym ciele,

O, jeśli miła wam mało czy wiele,

Pisana, wielka moja pieśń na świecie!

Stójcie, niech jeden z was powie poecie,

Gdzie umarł, trudy skończywszy wędrowne?»

Starożytnego wierzchołek ogniska

Zaczął się ruszać, o dziw niepojęty!

Szumiąc jak płomień wiatrami rozdęty;

I wierzch zwężony w kształcie obeliska

Tam i sam wodząc, jak język gotowy

Przemówić słowo, zabrzmiał tymi słowy:

«Gdym zbiegł od Cyrcy⁴⁰⁶, jej więzień niestety!

Z wyspy, skąd blisko do miasta Kajety⁴⁰⁷,

Już ani słodycz pocałunków syna,

Ni stary ojciec, tęskniąca rodzina,

Miłość wzajemna czułej Penelopy,

Nie mogły wstrzymać wędrownika stopy:

Chciałem świat poznać i zwyczaje ludów

I opowiedzieć dzieje jego cudów.

Zebrawszy szczupłą, lecz wierną drużynę,

Na pełne morze w jednej łodzi płynę;

Wody, co brzegi marokańskie liżą,

Aż po hiszpański półwysep, ostrowy,

Ile ich patrzy w morskie wód zwierciadła,

Łódź białoskrzydła obleciała chyżo.

Już mnie i moich wiek nachylił długi,

Gdyśmy wpłynęli do morskiego gardła⁴⁰⁸,

Gdzie stoi wbity słup jeden i drugi,

Jakby ostrzegał znak herkulesowy:

Człowieku, tutaj kres twojej żeglugi!

W prawo rzuciłem Sewilli wybrzeże,

Na lewo Septy mauretańskiej wieże.

— O bracia! rzekłem, po tylu przygodach

Rzucamy kotew⁴⁰⁹ na zachodnich wodach;

A więc użyjmy tej reszty żywota.

Zwiedźmy, wszak krótkim tu każdy z nas gońcem,

Świat niemieszkalny tam dalej za słońcem! […]

------------------------------------------------------------------------

⁴⁰⁶Gdym zbiegł od Cyrcy — Cyrce, czarownica, która przemieniła współtowarzyszy podróży Ulissesa w wieprze. Sam Ulisses cudownym zielem obronił się od tej przemiany, lecz zakochał się w niej szalenie, a czarownica przytrzymała więźnia kochanka cały rok na swojej wyspie.

⁴⁰⁷Z wyspy, skąd blisko do miasta Kajety — Miasto Gaeta wzięło swoją nazwę od Kajety, mamki Eneasza.

⁴⁰⁸Gdyśmy wpłynęli do morskiego gardła — Cieśnina Gibraltar, która prowadzi pomiędzy słupami Herkulesowymi. Septa, wybrzeże Mauretanii, kraju północnej Afryki.

⁴⁰⁹kotew — kotwica.

------------------------------------------------------------------------

[…] Myślcie, skąd człowiek swój początek bierze:

On nie stworzony, aby żył jak zwierze,

Cel jego trudów nauka i cnota.

Tą mową, jakbym połechtał ostrogą,

Zagrzani dalszą puszczają się drogą,

Gdzie morze szerzej roztacza wód łona.

Łódź ku wschodowi tyłem obrócona,

Na lewo zwraca tor zuchwałej jazdy,

Skrzydłami wioseł jak ptak upierzona;

Z drugiej półkuli wszystkie nocne gwiazdy

Patrzały na nas, gdy z pierwszej półsenne

Spadając oczy mrużyły promienne.

Księżyc pięć razy swe oblicze zmienne

Zmienił od czasu, jakeśmy pływali

Po tej bezbrzeżnej oceanu fali:

Wtem nam się góra pokazała w dali⁴¹⁰,

Tak wielkiej żywe nie widziało oko.

Pierś naszą radość wypełnia szeroko,

Lecz za radością w ślad rozpacz przychodzi:

Zrywa się burza od nowego lądu,

Uderza wichrem w sam przód naszej łodzi,

Trzy razy wirem okręca ją prądu,

Za czwartym… snadź⁴¹¹ tak chciały sądy boże,

Z szumem nad nami zamknęło się morze». […]

-----------------------------------------------------------------------

⁴¹⁰Wtem nam się góra pokazała w dali — Według wykładu jednych komentatorów Dante przez tę górę chciał wyrazić czyściec; według drugich: chciał przez tę górę wyrazić fantastyczną wyspę Atlantis w Oceanie Atlantyckim. Może pragnął przestrzegać przed zbyt śmiałymi wyprawami morskimi. A może chciał wyrazić tę prawdę, że pragnienie wiedzy dążące poza granice umysłowi ludzkiemu zakreślone, gotuje zgubę człowiekowi.

⁴¹¹snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.



[19.10.2026, Toruń]

14 października 2026

MUZYCZNE POCZTÓWKI - GUSTAV MAHLER - I. SYMFONIA - CZĘŚĆ 3.

 

Część trzecia, najsłynniejszy fragment tej pierwszej symfonii, zwłaszcza ze względu na pomysłowe wykorzystanie melodii utworu "Frere Jacques" jako marszu pogrzebowego



[14.10.2026, Toruń]

09 października 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (19)

 

R. VI - W JAKI SPOSÓB NOWI LUDZIE UKAZUJĄ SIĘ NAD STARYMI HORYZONTAMI. (cd.)


[…] — Ojca twego wciąga do spółki?… — rzekła wzruszając ramionami. — Do jakiejże

spółki może go wciągnąć?… I w tej chwili przestrasza się własnych słów…

Panna Izabela nie mogła wątpić o jej niewinności; znowu parę razy przeszła się po gabinecie z ruchami zamkniętej lwicy i nagle zapytała:

— Powiedzże mi przynajmniej: co sądzisz o tym człowieku?

— Ja o Wokulskim?… Nic o nim nie sądzę, wyjąwszy chyba to, że szuka rozgłosu i stosunków.

— Więc dla rozgłosu ofiarował tysiąc rubli na ochronę?

— Z pewnością. Dał przecie dwa razy tyle na dobroczynność.

— A dlaczego kupił mój serwis i srebra?

— Zapewne dlatego, ażeby je z zyskiem sprzedać — odpowiedziała panna Florentyna.

— W Anglii za podobne rzeczy dobrze płacą.

— A dlaczego… wykupił weksle papy?

— Skąd wiesz, że to on? W tym nie miałby żadnego interesu.

— Nic nie wiem — pochwyciła gorączkowo panna Izabela — ale wszystko przeczuwam,

wszystko rozumiem… Ten człowiek chce zbliżyć się do nas…

— Już się przecie poznał z ojcem — wtrąciła panna Florentyna.

— Więc do mnie chce się zbliżyć!… — zawołała panna Izabela z wybuchem. — Poznałam to po…

Wstyd jej było dodać: „po jego spojrzeniu”.

— Czy nie uprzedzasz się, Belciu?…

— Nie. To, czego doznaję w tej chwili, nie jest uprzedzeniem, ale raczej jasnowidzeniem.

Nawet nie domyślasz się, jak ja dawno znam tego człowieka, a raczej — od jak dawna on mnie prześladuje. Teraz dopiero przypominam sobie, że przed rokiem nie było przedstawienia w teatrze, nie było koncertu, odczytu, na którym bym go nie spotkała, i dopiero dziś ta… bezmyślna figura wydaje mi się straszną…

Panna Florentyna aż cofnęła się z fotelikiem, szepcząc:

— Więc przypuszczasz, żeby się ośmielił…

— Zagustować we mnie?… — przerwała ze śmiechem panna Izabela. — Tego nawet nie myślałabym mu bronić. Nie jestem ani tak naiwna, ani tak fałszywie skromna, ażeby nie wiedzieć, że się podobam… mój Boże! nawet służbie… Kiedyś gniewało mnie to jak żebranina, która zastępuje nam drogę na ulicach, dzwoni do mieszkań albo pisuje listy z prośbą o wsparcie. Ale dziś — tylko zrozumiałam lepiej słowa Zbawcy: „Komu wiele dano, od tego wiele żądać będą.”¹⁷⁰. — Zresztą — dodała wzruszając ramionami — mężczyźni w tak bezceremonialny sposób zaszczycają nas swoim uwielbieniem, że nie tylko już nie dziwię się ich nadskakiwaniu albo impertynenckim spojrzeniom, ale temu, gdy jest inaczej. Jeżeli w salonie spotkam człowieka, który mi nie mówi o swej sympatii i cierpieniach albo nie milczy posępnie w sposób zdradzający jeszcze większą sympatię i cierpienia, albo nie okazuje mi lodowatej obojętności, co ma być oznaką nawyższej sympatii i cierpień, wtedy — czuję, że mi czegoś brak, jak gdybym zapomniała wachlarza albo chusteczki… O, ja ich

znam! tych wszystkich donżuanów¹⁷¹, poetów, filozofów, bohaterów, te wszystkie tkliwe, bezinteresowne, złamane, rozmarzone albo silne dusze… Znam całą tę maskaradę i zapewniam cię, że dobrze się nią bawię. Cha! cha! cha!… jacy oni śmieszni…

— Nie rozumiem cię, Belciu… — wtrąciła panna Florentyna rozkładając ręce.

— Nie rozumiesz?… Więc chyba nie jesteś kobietą.

Panna Florentyna zrobiła gest przeczący, a następnie powątpiewający.

— Posłuchaj — przerwała panna Izabela. — Od roku już straciliśmy stanowisko w świecie. Nie zaprzeczaj, bo tak jest, wszyscy o tym wiemy. Dziś jesteśmy zrujnowani.

— Przesadzasz…

— Ach, Floro, nie pocieszaj mnie, nie kłam!… Czyżeś nie słyszała przy obiedzie, że nawet tych kilkanaście rubli, które ma obecnie mój ojciec, są wygrane w karty od…[...]

---------------------------------------------------------------------------

¹⁷⁰Komu wiele dano, od tego wiele żądać będą — cytat z Ewangelii św. Łukasza

¹⁷¹donżuan — w przenośni: uwodziciel kobiet; don Juan: bohater z dramatu hiszpańskiego Tirso de Moliny (1630), później bohater wielu utworów literackich.

-------------------------------------------------------------------------

Panna Izabela mówiąc to drżała na całym ciele. Oczy jej błyszczały, na twarzy miała wypieki.

— Otóż w takiej chwili przychodzi ten… kupiec, nabywa nasze weksle, nasz serwis, opętuje mego ojca i ciotkę, czyli — ze wszystkich stron otacza mnie sieciami jak myśliwiec

zwierzynę. To już nie smutny wielbiciel, to nie konkurent, którego można odrzucić, to… zdobywca!… On nie wzdycha, ale zakrada się do łask ciotki, ręce i nogi oplątuje ojcu, a mnie chce porwać gwałtem, jeżeli nie zmusić do tego, ażebym mu się sama oddała… Czy rozumiesz tę wyrafinowaną nikczemność?

Panna Florentyna przestraszyła się.

— W takim razie masz bardzo prosty sposób. Powiedz…

— Komu i co?… Czy ciotce, która gotowa popierać tego pana, ażeby mnie zmusić do oddania ręki marszałkowi?… Czy może mam powiedzieć ojcu, przerazić go i przyśpieszyć

katastrofę? Jedno tylko zrobię: nie pozwolę ojcu, ażeby zaciągał się do jakichkolwiek spółek, choćbym miała włóczyć mu się u nóg, choćbym miała… zabronić mu tego w imieniu zmarłej matki….

Panna Florentyna patrzy na nią z zachwytem…

— Doprawdy, Belciu — rzekła — przesadzasz. Z twoją energią i taką genialną domyślnością…

— Nie znasz tych ludzi, a ja widziałam ich przy pracy. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki. To straszni ludzie. Oni dla swoich celów umieją poruszyć wszystkie siły ziemskie, jakich my nawet nie znamy. Oni potrafią łamać, usidlać, płaszczyć się, wszystko ryzykować, nawet — cierpliwie czekać…

— Mówisz na podstawie czytanych romansów.

— Mówię na mocy moich przeczuć, które ostrzegają… wołają, że ten człowiek po to jeździł na wojnę, ażeby mnie zdobyć. I ledwie wrócił, już mnie ze wszystkich stron obsacza¹⁷²… Ale niech się strzeże!… Chce mnie kupić? dobrze, niech kupuje!… przekona się, że jestem bardzo droga… Chce mnie złapać w sieci?… Dobrze, niech je rozsnuwa… ale ja mu się wymknę, choćby — w objęcia marszałka… O Boże! nawet nie domyślałam się, jak głęboką jest przepaść, w którą spadamy, dopóki nie zobaczyłam takiego dna. Z salonów Kwirynału¹⁷³ do sklepu… To już nawet nie upadek, to hańba…

Siadła na szezlongu i utuliwszy głowę rękoma szlochała. […]

--------------------------------------------------------------------------

¹⁷²obsacza — dziś: osacza.

¹⁷³Kwirynał — jedno z siedmiu wzgórz rzymskich; od r. 1870 nazwa siedziby królów włoskich.



[09.10.2026, Toruń]