Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

23 sierpnia 2026

HOMER - ILIADA - KSIĘGA VII cd. (23)

 

KSIĘGA VII

To mówiąc, Hektor z bramy natychmiast wyskoczył,

I piękny za nim Parys udać się nie zwłoczył⁴⁷⁵,

Równie obadwa chciwi boju z miasta wyśli⁴⁷⁶.

Jak się cieszą majtkowie, mając wiatr po myśli,

Kiedy na morzu długo wiosłami robili,

A praca nieprzerwana i znój ich wysili:

Tak uwesela Trojan dwu wodzów przybycie…

Tych skoro Pallas⁴⁷⁷ Greki bijących postrzegła,

Bystrym lotem z Olimpu wysokiego zbiegła

Ku świętym Troi murom. Ale gdy ją zoczył⁴⁷⁸,

Troi chcący zwycięstwa, natychmiast wyskoczył

Z Pergamu silnej wieży bóg srebrnego łuku⁴⁷⁹.

Zabiegli sobie drogę przy Zeusa buku

I zaraz Feb⁴⁸⁰ w te słowa pierwszy się odzywa:

— «Po coś przyszła z Olimpu, o bogini mściwa?

Po co spieszysz do boju z twarzą zagniewaną?

Chcesz-li wątpliwą dotąd Grekom dać wygraną?

Żadnej nie masz litości, że giną Trojanie.

Lecz gdybyś tylko chciała przystać⁴⁸¹ na me zdanie.

Lepiej dziś wstrzymać zapał wojny i niezgody;

Znowu potem do broni wezmą się narody,

Aż się na koniec Troja zagrzebie w ruinie,

Kiedyście tak zawzięte przeciw niej, boginie».

A na to modrooka Pallas odpowiada:

— «Taż sama myśl, co tobą, moim sercem włada;

Po to przyszłam z Olimpu. Jakiegoż sposobu

Użyjem, by zatrzymać zajadłość wojsk obu?

— «Jest pewny środek — rzecze bóg łuku Palladzie.

Wzbudźmy w Hektorze męstwo, lecz przy takiej radzie:

Niechaj z Greków którego wyzwie wojownika

I niechaj się z nim w polu sam na sam potyka.

Dotknięci tym Achaje spośród swych rycerzy

Znajdą takiego, który z Hektorem się zmierzy».

Taki środek Palladzie do serca przypada.

Usłyszał Helen⁴⁸² wieszczek⁴⁸³, jaka bogów rada. […]

--------------------------------------------------------------------

⁴⁷⁴gnuśność — niechęć do działania.

⁴⁷⁵zwłoczyć — dziś: zwlekać.

⁴⁷⁶wyśli — dziś popr. forma 3.os.lm: wyszli.

⁴⁷⁷Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

⁴⁷⁸zoczyć (daw.) — dostrzec.

⁴⁷⁹bóg srebrnego łuku (mit. gr.) — Apollo, bóg słońca.

⁴⁸⁰Feb — przydomek Apolla, boga słońca.

⁴⁸¹przystać (daw.) — zgodzić się.

⁴⁸²Helen — syn Priama i Hekuby, brat Hektora.

⁴⁸³wieszczek — wróżbita.

-----------------------------------------------------------------------

Zatem czasu nie tracąc, w tejże teraz porze

Przybliża się do wodza i mówi: — «Hektorze,

Równy w radzie z Zeusem, który rządzi światem,

Przyjmiesz-li zdanie moje? Wszak ci jestem bratem:

I Achajów⁴⁸⁴, i Trojan wstrzymaj od oręża,

Sam zaś najdzielniejszego z Greków wyzwij męża.

Jeszcze cię dzisiaj na śmierć nie skazują losy:

Słyszałem ja dopiero samych bogów głosy».

Tak rzekł wieszczek, a Hektor niezmiernie się cieszy.

Zatem wziąwszy w pół oszczep, między wojska śpieszy

Wstrzymując Trojan, których w trud Ares⁴⁸⁵ zaprzągnął.

Stanęli: Agamemnon⁴⁸⁶ Achaje powściągnął.

Nowym rzeczy widokiem chciwe pasąc oko,

Apollo i Pallada siadają wysoko

Na buku Zeusowym, właśnie jak dwa sępy.

Z obydwu stron ściśnione usiadły zastępy;

Gęste dzidy srożeją i twarde przyłbice.

Jak srogi widok morza, gdy smutne ciemnice

Niesie zrywającego się Zefiru⁴⁸⁷ wianie:

Tak srodzy się wydają Grecy i Trojanie.

Hektor w środku, od wszelkiej bojaźni daleki:

— «Słuchajcie mnie Trojany i waleczne Greki,

To, co mi serce każe, odkryję wam szczerze:

Pan górny próżne nasze uczynił przymierze

I nieszczęścia dla obu gotuje narodów,

Aż lub wy dobędziecie pysznych Troi grodów,

Lub ostaniecie zbici przy okrętach sami.

Są wybrańsi rycerze, Grecy, między wami:

Którego więc zapala ogień wojownika,

Niech wyjdzie, niech się z mężnym Hektorem potyka!

To mówię, ty Zeusie bądź świadkiem przysięgi!

Jeśli mnie przeciwnika zwali pocisk tęgi,

Zbroję weźmie, lecz ciało odeśle do Troi,

By mi Trojanki lube i Trojanie moi

Ostatnią cześć oddali w ogniu i pogrzebie.

Jeśli ja go zwyciężę za twą łaską, Febie⁴⁸⁸,

Zbroję wezmę i Trojan tym łupem ucieszę,

Który przy Apollina świątyni zawieszę;

Ciało do naw⁴⁸⁹ odeślę, by greckie narody

Sprawiły rycerzowi pogrzebne obchody

I pamiątkę na brzegu Hellespontu⁴⁹⁰ wzniosły.

Kiedyś, morze licznymi przerzynając wiosły,

Kto tam przyjdzie, tak powie: — «Tu grób wojownika,

Który, kiedy się mężnie z Hektorem potyka,

Upadł smutnie na ziemię od jego pocisku».

Tak powie, a ja chwałę niezgasłą mam w zysku».

Rzekł, a na to jak wryci wszyscy Grecy stali,

Wstydzili się odmówić, a przyjąć się bali.

-----------------------------------------------------------------------

⁴⁸⁴Achajowie — Grecy.

⁴⁸⁵Ares (mit. gr.) — bóg wojny.

⁴⁸⁶Agamemnon — syn Atreusa, króla Myken, wódz greckiej wyprawy przeciw Troi, brat Menelaosa, którego żona, Helena, została porwana przez Trojan, co dało początek wojnie.

⁴⁸⁷Zefir (mit. gr.) — bóg łagodnego wiatru wschodniego.

⁴⁸⁸Feb — przydomek Apolla, boga słońca.

⁴⁸⁹nawa (daw.) — statek, okręt.

⁴⁹⁰Hellespont — cieśnina między Półwyspem Bałkańskim a Azją Mniejszą, obecnie Dardanele.

-------------------------------------------------------------------

Co postrzegłszy Menelaj⁴⁹¹, bardzo się zasmuca,

Wstaje i tę im hańbę na oczy wyrzuca:

— «O kobiety, nie męże! Chełpliwi⁴⁹² junacy⁴⁹³!

Co za hańba dla Greków, jeżeliście tacy,

Że żaden z was iść nie chce na Pryjama syna!

Kiedy bojaźń haniebna serca wasze ścina,

Obyście, tak niepomni⁴⁹⁴ o was i narodzie,

Rozsypali się w ziemi, rozpłynęli w wodzie!

Ja więc na niego w zbrojnej wychodzę odzieży;

Wiem, że od woli bogów zwycięstwo zależy».

To powiedziawszy, wciąga rycerskie pokrycie.

Już byś był, Menelaju, pewnie stracił życie

Pod Hektora prawicą, bo większej był siły,

Gdyby natychmiast wodze Greków nie skoczyły

I nie wstrzymały zguby chcącego zuchwale.

Pierwszy król Menelaja powściąga w zapale,

Agamemnon, którego najwyższa jest władza;

Bierze brata za rękę i tak mu odradza:

— «Skąd w tobie, Menelaju, ten zapęd niewczesny⁴⁹⁵?

Wstrzymaj się, choć krok taki dla ciebie bolesny!

Więc mierzyć się z mocniejszym chęć w tobie tak skora?

Więc na strasznego drugim ty pójdziesz Hektora?…

Usiądź raczej spokojnie pośród twoich ludzi,

Innego nań rycerza naród grecki wzbudzi…

Skłonił król Menelaja rozsądnymi słowy,

Nie wzbrania się uczynić radzie mądrej zadość,

Co niezmierną sprawiło w sługach wiernych radość;

Zaraz więc z ramion króla świetne zdjęli zbroje

Natenczas tak rozwodzi Nestor⁴⁹⁶ żale swoje.

— «Ach! Jak smutna dla ziemi achajskiel żałoba!

Jak stary jęknie Pelej⁴⁹⁷, Ftyjotów ozdoba,

Dla rady i mądrości godzien wiecznej sławy!

Niegdyś on w domu swoim pytał mnie ciekawy,

Którzy i z jakiej idą krwi bohaterowie;

Dzisiaj, jeśli o takiej niesławie się dowie,

Że wszystkich trwożył Hektor, wzniesie ręce obie,

Prosząc bogów, by poległ jak najprędzej w grobie.

O Pallado! O Febie! I ty, ojcze świata!

Czemuż teraz tych nie mam, jakie miałem lata!

Gdy pod Fei⁴⁹⁸ murami, przy Jardanie zdroju

Pylowie z Arkadami stanęli do boju!

Tam jako bóg — Ereutal w postaci olbrzyma Broń

Staje pierwszy, a w ręku broń Arejta trzyma,

Którego i dziewice, i męże przed wiekiem

Nazywali «z ogromną maczugą człowiekiem»;

Bo nie łukiem on walczył ani dzidą długą,

Ale żelazną szyki rozrywał maczugą.

⁴⁹¹Menelaos — syn Atreusa, król Sparty; jego żona Helena została porwana przez Parysa, co doprowadziło do wojny trojańskiej.

⁴⁹²chełpliwy (daw.) — zarozumiały.

⁴⁹³junak — młody i odważny mężczyzna.

⁴⁹⁴niepomny — niepamiętający o czymś, niezwracający uwagi na coś.

⁴⁹⁵niewczesny (daw.) — okazywany w niewłaściwym momencie.

⁴⁹⁶Nestor — król Pylos, najstarszy uczestnik wojny trojańskiej, symbol wieku i związanego z nim doświadczenia.

⁴⁹⁷Peleus — ojciec Achillesa.

⁴⁹⁸Feja — miasto portowe w płd. Elidzie.



[23.08.2026, Toruń]

22 sierpnia 2026

MITOLOGIA GRECKA - NARODZINY ŚWIATA [WG. JANA PARANDOWSKIEGO [4]

 

[…] Pobożni staruszkowie zeszli do groty delfickiej, aby się dowiedzieć, co czynić należy. Chcieli bowiem w jakiś sposób ziemię na nowo zaludnić. Z wróżebnej pieczary posłyszeli

głos: “Idźcie, twarze zasłoną przykryjcie i rzucajcie poza siebie kości waszej matki". Pyrra,

która była córką Epimeteusza i Pandory, oburzyła się mówiąc, że niegodną jest rzeczą rozrzucać święte szczątki rodziców. Ale Deukalion, syn mądrego Prometeusza, zrozumiał, że bóstwo nie może doradzać złych uczynków, i tak sprawę wyjaśnił: wspólną macierzą

wszystkiego, co żyje — jest ziemia, a kośćmi ziemi są kamienie. Wyszli tedy na pole otwarte, twarze okryli zasłoną, odwiązali ze szat przepaski i tak idąc, krok za krokiem, rzucali poza siebie kamienie. A kamienie traciły zwykły kształt i twardość: zmieniały się w ludzi. Z głazów, ciśniętych ręką Deukaliona, powstawali mężczyźni, Pyrra zaś wywoływała z okruchów skalnych kobiety. Gdy się zmęczyli, usiedli, aby odpocząć. Dookoła świat się odnawiał. Z użyźnionej wielkimi deszczami gleby rodziły się rośliny, ptaki i zwierzęta. Niezmierna, zielona puszcza przykryła ziemię, nad którą śpiewały skowronki, przelatywały bociany i jaskółki. Dopiero z wolna i gdzieniegdzie podnosiły się nieśmiało pierwsze osady. Budowało je plemię wyrosłe z kamieni, a więc zdatniejsze do życia, wytrzymałe na ból i trudy. Deukalion, jak patriarcha, chodził wśród swoich dzieci, nauczał ich rzeczy niezbędnych do życia, krzewił cześć należną bogom i stawiał świątynie.

Z okien dworzyszcza olimpijskiego Dzeus widział, jak świat dźwigał się do nowych przeznaczeń. Przekonał się niebawem, że ludzie, niepamiętni kary, jaka spotkała ich poprzedników, bynajmniej nie stają się lepsi, ale już więcej nie zsyłał na nich potopu.


BOGOWIE OLIMPIJSCY

Olimp

Łańcuch gór, pełen ogromnych skał kształtem przypominających głowy, okrytych siwizną śniegów, przepastne otchłanie pieczar, w których biją źródła spływające wartkimi strumieniami, ze stromych zboczy porosłych zieloną szczeciną lasów. Olimp. W przejrzystym powietrzu widać stąd całą Macedonię i całą Tesalię, której rzeki rysują się jak na karcie błękitnymi wstęgami; na wschodzie morze zatacza krąg olbrzymi, od góry Atos aż do wyspy Skyros, gdzie chował się młody Achilles wśród córek króla Lykomedesa; na zachodzie łańcuch Pindu zamyka horyzont murem zębatym. Płuca rzeźwią się bezcennym nektarem tego powietrza, o którym dzisiejsi chłopi tesalscy mówią, że mocą swą cudowną rany goi. Wśród skał i lasów stoi klasztor św. Dionizego, a pod najwyższym szczytem, gdzie ongi wznosił się pałac Dzeusa, do nagich złomisk tuli się nędzna i krucha kaplica św. Eliasza, zbudowana z nieociosanych kamieni. Dzień i noc dzwony klasztorne zapełniają opustoszałą dziedzinę bogów surowymi dźwiękami pieśni chrześcijańskich. I dzieje się tak chyba już od owej cudnej nocywiosennej, gdy na tym miejscu zasiadł Apollo z formingą u stóp apostołów i w otoczeniu muz, które dokoła niego “skupiły się na kształt stada białych łabędzi", śpiewał nie zasłyszane dotąd nigdy na wysokościach Olimpu słowa: “Pod Twoją obronę uciekamy się..."*

Olimp był właściwym królestwem Dzeusa, odkąd, po wojnie z gigantami, podzielił się on władzą nad światem z dwoma braćmi: Posejdonem i Hadesem. Wszyscy trzej ciągnęli losy. Dzeusowi dostało się niebo i ziemia wraz z Olimpem, Posejdonowi morze, Hadesowi królestwo umarłych w podziemiu. Dzeus, jako pan nieba, obwołał się bogiem najwyższym,któremu wszyscy winni posłuszeństwo. W początkach bracia burzyli się nieraz, zwłaszcza gwałtowny Posejdon, bywały nawet rewolucje pałacowe, lecz zawsze Dzeus dzięki sile i rozumowi odnosił zwycięstwo, póki wszyscy nie poddali mu się bez szemrania.

I ziemię dzielili bogowie między siebie: każdy z nich otrzymywał jakieś miasto lub jakąś wyspę, gdzie doznawał szczególnej czci od mieszkańców. Te działy rodzinne odbywały się zgodnie; podpisywano umowy i zawierano kontrakty. Ale nieraz przychodziło do walki. I tak np. Posejdon nie chciał ustąpić Atenie miasta Ateny. Dla pogodzenia zwaśnionych postanowiono, że ten miasto otrzyma, kto jego mieszkańcom złoży dar cenniejszy. Posejdon uderzył trójzębem o ziemię i wyskoczył z niej koń (według innych wytrysło źródło słone), Atena zaś wywołała z głębi nieurodzajnej ziemi attyckiej drzewo oliwne. Wszyscy bogowie i ludzie zgodnie uznali, że dar Ateny jest cenniejszy jako prawdziwe błogosławieństwo ubogiego kraju. Kiedy już całą ziemię w ten sposób podzielono, okazało się, że dziwnym trafem zupełnie zapomniano o najjaśniejszym z niebian, Heliosie, wszystkowidzącym bogu słońca. Na szczęście, w kilka dni później, wyłoniła się z morza piękna wyspa Rodos, którą ofiarowano Heliosowi. Na tej wyspie, różami pachnącej, miał on świątynie i ołtarze, i wiernych wyznawców.

Pięknie urządził się Dzeus na Olimpie. Dzikie zwierzęta nie miały tam przystępu i nigdy wiatr zimny nie niósł zadymki śnieżnej. Czystego powietrza nie ćmiła żadna chmura. Panowała tam wieczna wiosna. Pod najwyższym szczytem błyszczał pałac Dzeusa, cały ze złota i drogich kamieni, a wśród innych wierchów i po wąwozach stały skromniejsze dwory innych bogów. Wszystkie były dziełem Hefajstosa, niezrównanego mistrza wszelkich kunsztów. Wrót Olimpu strzegły hory, dziewczęce boginie pór roku.

Szczęśliwe życie pędzą bogowie na Olimpie. Nie słychać jęków ani stękania chorych, bo choroby nie mają władzy nad złocistymi ciałami niebieskich panów. Czasem tylko bóg któryś, co wdał się niebacznie w mężobójczą wojnę, wraca zraniony, lecz wnet jego rany goją się pod opieką troskliwych lekarzy. Kłótnie i spory trwają zwykle krótko, bo je Dzeus swą powagą rozstrzyga i ucisza. Jedynie małżonka, Hera, czyni panu wszego świata głośniejsze wymówki, ile że jest swarliwa i łatwo daje się unosić podejrzeniom. Bogowie łączą się w bliższe i bardziej zażyłe kółka towarzyskie, a na większe uroczystości i narady schodzą się do przestronnego zamku Dzeusa. […]



[22.08.2026, Toruń]

BIBLIA WARSZAWSKA - STARY TESTAMENT - I KSIĘGA MOJŻESZOWA [6]

 

Zepsucie rodzaju ludzkiego


6:1 A kiedy ludzie zaczęli rozmnażać się na ziemi i rodziły im się córki,

6:2 Ujrzeli synowie boży, że córki ludzkie były piękne. Wzięli więc sobie za żony te wszystkie, które sobie upatrzyli.

6:3 I rzekł Pan: Nie będzie przebywał duch mój w człowieku na zawsze, gdyż jest on tylko ciałem. Będzie więc życie jego trwać sto dwadzieścia lat.

6:4 A w owych czasach, również i potem, gdy synowie boży obcowali z córkami ludzkimi, byli na ziemi olbrzymi, których im one rodziły. To są mocarze, którzy z dawien dawna byli sławni.

6:5 A gdy Pan widział, że wielka jest złość człowieka na ziemi i że wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe,

6:6 Żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi i bolał nad tym w sercu swoim.

6:7 I rzekł Pan: Zgładzę człowieka, którego stworzyłem, z powierzchni ziemi, począwszy od człowieka aż do bydlęcia, aż do płazów i ptactwa niebios, gdyż żałuję, że je uczyniłem.

6:8 Ale Noe znalazł łaskę w oczach Pana.

Noe buduje arkę

6:9 Oto dzieje rodu Noego: Noe był mężem sprawiedliwym, nieskazitelnym wśród swojego pokolenia. Noe chodził z Bogiem.

6:10 I zrodził Noe trzech synów: Sema, Chama i Jafeta.

6:11 Ale ziemia była skażona w oczach Boga i pełna nieprawości.

6:12 I spojrzał Bóg na ziemię, a oto była skażona, gdyż wszelkie ciało skaziło drogę swoją na ziemi.

6:13 Rzekł tedy Bóg do Noego: Położę kres wszelkiemu ciału, bo przez nie ziemia pełna jest nieprawości; zniszczę je wraz z ziemią.

6:14 Zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego. Zrób komory w arce, i powlecz ją wewnątrz i zewnątrz smołą.

6:15 A zrobisz ją tak: Długość arki niech wynosi trzysta łokci, szerokość jej pięćdziesiąt łokci, a wysokość jej trzydzieści łokci.

6:16 Zrobisz w arce okno i zakończysz je na łokieć od góry. Z boku arki umieścisz drzwi. Uczynisz w niej dolne, wyższe i najwyższe komory.

6:17 Bo oto Ja sprowadzę potop na ziemię, aby zniszczyć pod niebem wszelkie ciało, w którym jest dech życia. Wszystko, co jest na ziemi, zginie.

6:18 Ale z tobą ustanowię przymierze moje i wejdziesz do arki ty i synowie twoi, i żona twoja, i żony synów twoich z tobą.

6:19 Z wszelkich istot żyjących, z wszelkiego ciała wprowadzisz do arki po parze z każdego, aby z tobą zostały przy życiu. Niech to będzie samiec i samica.

6:20 Z ptactwa według rodzajów jego i z bydła według rodzajów jego, i z wszelkiego płazu ziemnego według rodzajów jego, po parze z każdego z nich wejdą do ciebie, aby zostały przy życiu.

6:21 Ty zaś weź z sobą wszelką żywność, którą się jada, i zgromadź u siebie, aby była na pokarm dla ciebie i dla nich.

6:22 I uczynił Noe wszystko tak, jak mu rozkazał Bóg; tak uczynił.



[22.08.2026. Toruń]

21 sierpnia 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (9)

R.4. POWRÓT


[…]

Jest niedziela, szkaradny dzień marcowy; zbliża się południe, lecz ulice Warszawy są prawie puste. Ludzie nie wychodzą z domów albo kryją się w bramach, albo skuleni uciekają przed siekącym ich deszczem i śniegiem. Prawie nie słychać turkotu dorożek, gdyż dorożki stoją. Dorożkarze opuściwszy kozioł wchodzą pod budy swoich powozów, a zmoczone deszczem i zasypane śniegiem konie wyglądają tak, jakby pragnęły schować się pod dyszel i nakryć własnymi uszami. Pomimo, a może z powodu tak brzydkiego czasu pan Ignacy siedzący w swoim zakratowanym pokoju jest bardzo wesół. Interesa sklepowe idą wybornie, wystawa w oknach na przyszły tydzień już ułożona, a nade wszystko — lada dzień ma powrócić Wokulski. Nareszcie pan Ignacy zda komuś rachunki i ciężar kierowania sklepem, najdalej zaś za dwa miesiące wyjedzie sobie na wakacje. Po dwudziestu pięciu latach pracy — i jeszcze jakiej! — należy mu się ten wypoczynek. Będzie rozmyślał tylko o polityce, będzie chodził, będzie biegał i skakał po polach i lasach, będzie świstał, a nawet śpiewał jak za młodu. Gdyby nie te bóle reumatyczne, które zresztą na wsi ustąpią…

Więc choć deszcz ze śniegiem bije w zakratowane okna, choć pada tak gęsto, że w pokoju jest mrok, pan Ignacy ma wiosenny humor. Wydobywa spod łóżka gitarę, dostraja

ją i wziąwszy kilka akordów, zaczyna śpiewać przez nos pieśń bardzo romantyczną:

Wiosna się budzi w całej naturze

Witana rzewnym słowików pieniem;

W zielonym gaju, ponad strumieniem,

Kwitną prześliczne dwie róże.

Czarowne te dźwięki budzą śpiącego na kanapie pudla, który poczyna przypatrywać się jedynym okiem swemu panu. Dźwięki te robią więcej, gdyż wywołują na podwórzu jakiś ogromny cień, który staje w zakratowanym oknie i usiłuje zajrzeć do wnętrza izby, czym zwraca na siebie uwagę pana Ignacego.

„- Tak, to musi być Paweł” — myśli pan Ignacy.

Ale Ir jest innego zdania, zeskakuje bowiem z kanapy i z niepokojem wącha drzwi, jakby czuł kogoś obcego. Słychać szmer w sieniach. Jakaś ręka poszuku􀰗e klamki, nareszcie otwierają się drzwi i na progu staje ktoś odziany w wielkie futro upstrzone śniegiem i kroplami deszczu.

— Kto to? — pyta się pan Ignacy i na twarz występują mu silne rumieńce.

— Jużeś o mnie zapomniał, stary?… — cicho i powoli odpowiada gość.

-----------------------------------------------------------------------

¹⁰²Andrassy zażądał sześćdziesięciu milionów guldenów –– po zawarciu pokoju w San Stefano, w marcu 1878 r., zebrały się w Wiedniu delegacje sejmu austriackiego i parlamentu węgierskiego, od których ówczesny minister spraw zagranicznych, hr. Juliusz Andrassy (1823–1890), zażądał nadzwyczajnych kredytów w wysokości 60 milionów guldenów.

------------------------------------------------------------------------

Pan Ignacy miesza się coraz bardziej. Zasadza na nos binokle, które mu spadają, potem wydobywa spod łóżka trumienkowate pudło, śpiesznie chowa gitarę i toż samo pudełko wraz z gitarą kładzie na swoim łóżku. Tymczasem gość zdjął wielkie futro i baranią czapkę, a jednooki Ir obwąchawszy go poczyna kręcić ogonem, łasić się i z radosnym skomleniem przypadać mu do nóg. Pan Ignacy zbliża się do gościa wzruszony i zgarbiony więcej niż kiedykolwiek.

— Zdaje mi się… — mówi zacierając ręce — zdaje mi się, że mam przyjemność…

Potem gościa prowadzi do okna mrugając powiekami.

— Staś… jak mi Bóg miły!…

Klepie go po wypukłej piersi, ściska za prawą i za lewą rękę, a nareszcie oparłszy na jego ostrzyżonej głowie swoją dłoń wykonywa nią taki ruch, jakby mu chciał maść wetrzeć w okolicę ciemienia.

— Cha! cha! cha! — śmieje się pan Ignacy. — Staś we własnej osobie… Staś z wojny!… Cóż to, dopiero teraz przypomniałeś sobie, że masz sklep i przyjaciół? — dodaje, mocno uderzając go w łopatkę. — Niech mię diabli wezmą, jeżeli nie jesteś podobny do żołnierza albo marynarza, ale nigdy do kupca… Przez osiem miesięcy nie był w sklepie!… Co za pierś… co za łeb…

Gość także się śmiał. Objął Ignacego za szyję i po kilka razy gorąco ucałował go w oba policzki, które stary subiekt kolejno nadstawiał mu, nie oddając jednak pocałunków.

— No i cóż słychać, stary, u ciebie? — odezwał się gość. — Wychudłeś, pobladłeś…

— Owszem, trochę nabieram ciała.

— Posiwiałeś… Jakże się masz?

— Wybornie. I w sklepie jest nieźle, trochę zwiększyły się nam obroty. W styczniu i lutym mieliśmy targu za dwadzieścia pięć tysięcy rubli… Staś kochany!… Osiem miesięcy nie było go w domu… Bagatela… Może siądziesz?

— Rozumie się — odpowiedział gość siadając na kanapie, na której wnet umieścił się Ir i oparł mu głowę na kolanach.

Pan Ignacy przysunął sobie krzesło.

— Może co zjesz? Mam szynkę i trochę kawioru.

— Owszem.

— Może co wypijesz? Mam butelkę niezłego węgrzyna, ale tylkoj􀰗eden cały kieliszek.

— Będę pił szklanką — odparł gość.

Pan Ignacy zaczął dreptać po pokoju, kolejno otwierając szafę, kuferek i stolik. Wydobył wino i schował je na powrót, potem rozłożył na stole szynkę i kilka bułek. Ręce i powieki drżały mu i sporo czasu upłynęło, nim o tyle się uspokoił, że zgromadził na jeden punkt poprzednio wyliczone zapasy. Dopiero kieliszek wina przywrócił mu silnie zachwianą równowagę moralną.

Wokulski tymczasem jadł.

— No, cóż nowego? — rzekł spokojniejszym tonem pan Ignacy trącając gościa w kolano.— Domyślam się, że ci chodzi o politykę — odparł Wokulski. — Będzie pokój.

— A po cóż zbroi się Austria?

— Zbroi się za sześćdziesiąt milionów guldenów?… Chce zabrać Bośnię i Hercegowinę ¹⁰³. Ignacemu rozszerzyły się źrenice.

— Austria chce zabrać?… — powtórzył. — Za co?…

— Za co? — uśmiechnął się Wokulski. — Za to, że Turcja nie może jej tego zabronić.

— A cóż Anglia?

— Anglia także dostanie kompensatę.

— Na koszt Turcji?

— Rozumie się. Zawsze słabi ponoszą koszta zatargów między silnymi.

— A sprawiedliwość? — zawołał Ignacy.

----------------------------------------------------------------------

¹⁰³zabrać Bośnię i Hercegowinę — Bośnia; kraina w północno–zachodniej części Jugosławii na południe od rzeki Sawy (główne miasto Sarajewo). Hercegowina znajduje się między Bośnią a Czarnogórzem. Po zawarciu pokoju w San Stefano Austria zażądała okupacji Bośni i Hercegowiny, które należały wówczas do Turcji. [...]

-----------------------------------------------------------------------

— Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością. Ignacy posunął się z krzesłem.

— I ty to mówisz, Stasiu?… Na serio, bez żartów?

Wokulski zwrócił na niego spokojne wejrzenie.

— Ja mówię — odparł. — Cóż w tym dziwnego? Czyliż to samo prawo nie stosuje się do mnie, do ciebie, do nas wszystkich?… Za dużo płakałem nad sobą, ażebym się miał rozczulać nad Turcją.

Pan Ignacy spuścił oczy i umilkł. Wokulski jadł.

— No, a jakże tobie poszło? — zapytał Rzecki już zwykłym tonem.

Wokulskiemu błysnęły oczy. Położył bułkę i oparł się o poręcz kanapy.

— Pamiętasz — rzekł — ile wziąłem pieniędzy, gdym stąd wyjeżdżał?

— Trzydzieści tysięcy rubli, całą gotówkę.

— A jak ci się zdaje: ile przywiozłem?

— Pięćdzie… ze czterdzieści tysięcy… Zgadłem?… — pytał Rzecki, niepewnie patrząc

na niego.

Wokulski nalał szklankę wina i wypił ją powoli.

— Dwieście pięćdziesiąt tysięcy rubli, z tego dużą część w złocie — rzekł dobitnie. — A ponieważ kazałem zakupić banknoty, które po zawarciu pokoju sprzedam, więc będę miał przeszło trzysta tysięcy rubli…

Rzecki pochylił się ku niemu i otworzył usta.

— Nie bój się — ciągnął Wokulski. — Grosz ten zarobiłem uczciwie, nawet ciężko, bardzo ciężko. Cały sekret polega na tym, żem miał bogatego wspólnika i że kontentowałem się cztery i pięć razy mniejszym zyskiem niż inni. Toteż mój kapitał ciągle wzrastający był w ciągłym ruchu. — No — dodał po chwili — miałem też szalone szczęście… Jak gracz, któremu dziesięć razy z rzędu wychodzi ten sam numer w rulecie. Gruba gra?… prawie co miesiąc stawiałem cały majątek, a co dzień życie.

— I tylko po to jeździłeś tam? — zapytał Ignacy.

Wokulski drwiąco spojrzał na niego.

— Czy chciałeś, ażebym został tureckim Wallenrodem?…¹⁰⁴

— Narażać się dla majątku, gdy się ma spokojny kawałek chleba!… — mruknął pan

Ignacy kiwając głową i podnosząc brwi.

Wokulski zadrżał z gniewu i zerwał się z kanapy.

— Ten spokojny chleb — mówił zaciskając pięści — dławił mnie i dusił przez lat sześć!… Czy już nie pamiętasz, ile razy na dzień przypominano mi dwa pokolenia Minclów albo anielską dobroć mojej żony? Czy był kto z dalszych i bliższych znajomych, wyjąwszy ciebie, który by mię nie dręczył słowem, ruchem, a choćby spojrzeniem? Ileż to razy mówiono o mnie i prawie do mnie, że karmię się z fartucha żony, że wszystko zawdzięczam pracy Minclów, a nic, ale to nic — własnej energii, choć przecie ja podźwignąłem ten kramik, zdwoiłem jego dochody… Mincle i zawsze Mincle!… Dziś niech mnie porównają z Minclami. Sam jeden przez pół roku zarobiłem dziesięć razy więcej aniżeli dwa pokolenia Minclów przez pół wieku. Na zdobycie tego, com ja zdobył pomiędzy kulą, nożem i tyfusem, tysiąc Minclów musiałoby się pocić w swoich sklepikach i szlafmycach. Teraz już wiem, ilu jestem wart Minclów, i jak mi Bóg miły, dla podobnego rezultatu drugi raz powtórzyłbym moją grę! Wolę obawiać się bankructwa i śmierci aniżeli wdzięczyć się do tych, którzy kupią u mnie parasol, albo padać do nóg tym, którzy w moim sklepie raczą zaopatrywać się w waterklozety…

— Zawsze ten sam! — szepnął Ignacy.

Wokulski ochłonął. Oparł się na ramieniu Ignacego i zaglądając mu w oczy rzekł łagodnie:

— Nie gniewasz się, stary?

— Czego? Albo nie wiem, że wilk nie będzie pilnował baranów… Naturalnie… [...]

-----------------------------------------------------------------------

¹⁰⁴Czy chciałeś, ażebym został tureckim Wallenrodem? — aluzja do bohatera poematu Mickiewicza Konrad Wallenrod (1823). Wokulski zostałby „tureckim Wallenrodem”, gdyby wykorzystując swoje stanowisko dostawcy armii rosyjskiej działał na jej szkodę w interesach Turcji. Tym ironicznym pytaniem Wokulski podkreśla, że jego działalność nie miała żadnego związku z polityką.



[21.08.2026, Toruń]


ZAPISKI EMIGRANTA (1427) PACYNKA I MASZA

 

1427.

Miło jest obserwować jak nasze nieco ponad dwutygodniowa Pacynka (tak, nie Wendy dla mnie ani Lola) uspołecznia się. Początkowo uciekała i nie szczekała, aż nawet mieliśmy zadzwonić do poprzedniej właścicielki, czy potrafi szczekać. Potrafi i to jak. Masza szczeka, kiedy chce się pobawić piłeczką, Pacynka, kiedy ktoś wchodzi do mieszkania. Tu uwidaczniają się odmienne charaktery suczek: Masza podbiega, aby się przywitać; Pacynka delikatnie, choć głośno obszczekuje wchodzącego. Ale prawdziwe cuda dzieją się, kiedy żona i córka wracają do domu – obie dziewczynki urządzają spektakl powitania, łaszą się, każda wymaga głasków, a Pacynka wręcz podbiega na dwóch tylnych nogach, czemu towarzyszy szczekanie.

Młodsza szybko się zaadoptowała, nie warczą na siebie, a kiedy jedną coś zaboli i pisknie, druga rzuca się na ratunek – tak dzieje się w obie strony. Oczywiście Masza jest bardziej ułożona. Powie się jej, żeby zjadła albo wypiła, albo też aby zrobiła siusiu, wykonuje polecenie natychmiast, choć prawdę powiedziawszy, nie uczymy ją tego. Przy Maszy Pacynka też nauczyła się załatwiać swoje potrzeby w odpowiednim miejscu. Pieski naprawdę uczą się od siebie, naśladują swoje zachowania. Są zazdrosne, to fakt, jeśli chce się pogłaskać jedną, nie można zapominać o drugiej. Mają też swoje miejsca na łóżku, znaczy się na tapczanie, gdzie mają swoje kocyki i legowiska. Często zmieniają je, ale nie kłócą się. Jedyny powód do warczenia (dotyczy to Maszy) jest wtedy, gdy starsza z psinek kładzie się przed miseczką z pokarmem, nie zjada go natychmiast, tylko zostawia sobie na później, wpatrując się w karmę jak w święty obrazek. Lepiej żeby wtedy Pacynka nie podchodziła. Pacynka z kolei przypomina bardzo zmarłą 17 stycznia ubiegłego roku Adelkę – wskakuje na tapczan i zajmuje pozycję Sfinksa.

Wczoraj były u weterynarki – Pacynka zdrowiutka, Masza ma niestety nadwagę i problemy z tchawicą. Aha, dziewczynki chodzą, a właściwie jeżdżą na spacery w wózeczku. Ten wózeczek został wymyślony właśnie ze względu na Maszę. Która niestety nie może długo chodzić na swoich krótkich łapkach. Suczki uwielbiają spacery, grzecznie czekają na założenie ich obróżek i przyzwyczaiły się jeździć razem, a wywołują przy tych radosne uwagi przechodniów. Pacynka tak bardzo przywiązała się do żony i córki, że nie odstępuje ich na krok, co doprawdy wygląda śmiesznie, tak jakby była przywiązana. Masza nie musi walczyć o względy kogokolwiek z nas, byle tylko o niej nie zapominać. Jeśli chodzi o stosunek Pacynki do mnie, to jest trochę wycofana, chociaż mnie akceptuje. Podejrzewam, że u poprzednich właścicieli mogła być bita, i to przez mężczyznę. Ciekawe, że boi się klapki na muchy… ale przyzwyczai się do tego, że nikt jej u nas krzywdy nie zrobi.



[21.08.2026, Toruń]

20 sierpnia 2026

EZOP - BAJKI

 

Mysz na wsi i mysz w mieście

Pewnego razu mysz z miasta przyszła odwiedzić swą przyjaciółkę na wsi. Częstowana gościnnie ziarnkiem jęczmienia, grochem polnym, kawałkami sera i orzechami, mysz zaledwie tknęła tych przysmaków, namawiając jednocześnie do opuszczenia wsi a zamieszkania w mieście.

— Żyjesz jak żółw w skorupie — mówiła - nie rozumiem jak cięta jednostajność nie nuży… Zgodziła się myszka na miasto. Gdy przyszły była już północ. Mysz zaprowadziła swą przyjaciółkę do domu, w którym mieszkała, gdzie właśnie odbywała się wspaniała uczta imieninowa. W jadalni nie było nikogo, na stole zaś stały resztki przepysznych potraw i owoców. Wskoczywszy na stół, najadały się przysmakami, gdy naraz drzwi się otworzyły i weszli goście. Ledwie zdołały uciec i skryć się do nory, oczekując odejścia gości i psa, który groźnie szczekał.

Myszka ze wsi przysunęła się bliziutko do swej przyjaciółki i szepnęła:

- Nie podoba mi się takie życie, wolę moje ziarnka jęczmienia, spożywane w spokoju, od najdelikatniejszych potraw, jedzonych w strachu i trosce. Lepsze jedno jajko w spokoju, niż wół cały na wojnie.



Kogut i perła

Pewien kogut grzebał w słomie na podwórzu i znalazł wspaniałą perlę.

— Ach! — odezwał się smutnie — piękna jesteś, to prawda, ale wolałbym ziarnko jęczmienia od najpiękniejszych pereł w świecie. Pożytek przede wszystkim.



Wilk i pies

Pewien wilk wychudzony i zgłodniały, widząc psa dobrze spasionego, zapytał go w jaki sposób, gdy on, wilk, nie może sobie nigdzie zdobyć jadła, on ma wygląd wspaniały i widać, że głodnym nie jest nigdy.

— Rób to co ja — rzekł pies — a będziesz miał co jeść…

— Cóż takiego? — Pilnuj domu swojego pana!

— Tylko tyle! o, z chęcią! 

I poszedł z psem, aby się do służby nająć. Idąc z brysiem, spostrzegł u niego obrożę.

— Co to takiego? — spytał wilk.

— Nic nadzwyczajnego, to obroża, do której jestem przywiązany...

— Przywiązany! — wykrzyknął wilk — a więc nie możesz biec dokąd chcesz i kiedy chcesz?

— Naturalnie, czasem uwiązany jestem i dzień cały...

— Do widzenia! — zawołał wilk — usuwając się od brytana, wolę starą kromkę chleba i swobodę, niż bogactwa królewskie i łańcuch. Milsza nędza w swobodzie, niż skarby w niewoli.



[20.08.2026, Toruń]

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (27-28)

 

Przecinek przed oraz że

Wyrażenie oraz że powstało z połączenia dwóch spójników, przy czym pierwszy z nich jest spójnikiem łącznym, przed którym – gdy występuje samodzielnie – nie umieszczamy przecinka. Drugi natomiast tego przecinka wymaga.


Nie ma zasady, która by określała, jak powinna wyglądać w tym przypadku interpunkcja. Językoznawcy jednak są zgodni, że wyrażenie oraz że wprowadza pewną równorzędną konstrukcję składniową („A oraz B”) i dlatego też nie należy jej poprzedzać przecinkiem. Ponadto nie stawiamy przecinka, jeśli spójnik podrzędny (w tym przypadku że) został powtórzony po spójniku łącznym (w tym przypadku oraz).


Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.

Oświadczam, że nigdy nie byłem karany oraz że obecnie nie toczy się przeciwko mnie żadne postępowanie.

Mężczyzna twierdził, że dokonał tego czynu pod wpływem impulsu oraz że kierował się tylko chęcią zysku.


Przecinek przed ponieważ

Ponieważ to spójnik, który wprowadza zdanie podrzędne w zdaniu złożonym. Wyraża on przyczynę zaistnienia jakiejś sytuacji. Przed tym spójnikiem zawsze stawiamy przecinek.


Nie poszłam dziś do pracy, ponieważ źle się czułam.

Zamknąłem restaurację, ponieważ przestała przynosić dochody.

Dostałam szóstkę, ponieważ rozwiązałam wszystkie zadania.


Jeśli spójnik ponieważ znajduje się na początku zdania złożonego, to przecinkiem należy oddzielić całe zdanie składowe, które wprowadza.


Ponieważ nie wywiązał się pan z umowy, muszę wstrzymać przelew.

Ponieważ zepsuł mi się komputer, nie przygotowałam prezentacji.

Ponieważ kupiłam zły rozmiar bluzki, musiałam ją zwrócić.



[20.08.2026, Toruń]

PODEBRANE INTERNETOWI (9-16)


9. Ruiny zamku Pořešín


10. Zamek Borovany



11. Ruiny zamku Helfenburk niedaleko Bavorova



12. Zamek Strakonice



13. Dolna twierdza Kestřany



14. Górna twierdza Kestřany



15. Zamek Dívčí Kámen (Dziewczęca Skała)



16. Zamek Písek




[20.08.2026, Toruń]