Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

20 marca 2026

DANTE - BOSKA KOMEDIA - PIEŚŃ XV (ZAKOŃCZENIE)

 

Nie byłbyś pozwan przed sąd twej natury.

Wierzaj mi, zawsze w pamięci mej stoi

Drogi ojcowski obraz twarzy twojej,

Gdy mnie uczyłeś, jak dzieły wielkiemi

Unieśmiertelnia człek imię na ziemi.

Za to ci wdzięczność serce me przechowa,

Rad, póki żyję, wyznam ją przez słowa.

Co o mej gwieździe mówisz, będę baczył,

Abym tekst drugi o niej wytłumaczył²⁴⁰

Słowami pani, która mi odsłoni

Całą mą przyszłość, jeśli dojdę do niej.

Tylko ja chciałbym, byś wiedział, żem gotów

Znieść cios Fortuny, pociski jej grotów,

Abym w sumieniu był czystym aniołem.

Treść wróżb nienowa dla mojego ucha;

Niech więc Fortuna, jak chce, toczy kołem!»

Wtenczas na prawo zwrócił się Wirgili,

Popatrzał na mnie i mówił po chwili:

«Kto w swej pamięci bez błędu zapisze

Rzecz raz słyszaną, taki dobrze słucha²⁴¹».

Idąc i mówiąc wciąż z panem Brunetto,

Pytałem, jacy jego towarzysze

Znajomsi byli jakim czynem, chwałą,

Blaskiem nauki czy własną zaletą.

A on: «Niektórzy poznania są godni,

O drugich będzie zamilczeć wygodniej,

Mówić tak długo czasu by nie stało.

Wiedz: słowem, wszyscy byli to klerycy²⁴²,

A literaci wielcy, piśmiennicy,

A wszyscy grzechem tym samym zbrukani.

Prawnik z Akorso²⁴³ i mistrz Pryscyjani²⁴⁴,

Idą pospołu w tym nikczemnym tłoku.

Gdybyś pożądał szpetnego widoku,

Mógłby twojemu przedstawić się oku

Ów Andrzej z Mozzi²⁴⁵, którego sług sługa²⁴⁶

Przeniósł znad Arna do Bakiglijony,

Gdzie zmarł rozwięzią cały wykrzywiony.

Mówiłbym o nim dłużej, lecz nie mogę,

Dym bucha, idzie trzoda duchów druga,

Z którą mi w jedną nie wolno iść drogę.

--------------------------------------------------------------------------

²⁴⁰Abym tekst drugi o niej wytłumaczył — Przepowiednia Farinata w pieśni X, która mu będzie wytłumaczona przez Beatrycze

²⁴¹Kto w swej pamięci bez błędu zapisze rzecz raz słyszaną, taki dobrze słucha — Wergiliusz przez to zwięzłe zdanie mówi: W porę przypominasz i dobrze pamiętasz mój wiersz z Eneidy, księgi V: Superanda omnis fortuna ferendo est.

²⁴²słowem, wszyscy byli to klerycy — Klerykami w wiekach średnich w ogólności nabywano literatów, ludzi uczonych, sekretarzy i kanclerzy na dworach panujących książąt. Francuzi przez ten wyraz clerc to samo rozumieli.

²⁴³Prawnik z Akorso — Franciszek z Akorso, nauczyciel prawa we Florencji, sławny jurysta.

²⁴⁴Pryscjani — komentatorowie wnoszą, że Dante pod tym szczególnym nazwaniem, w ogólności przygania wszystkim pedagogom młodych chłopców, którzy w tamtych czasach znajomi byli po większej części jako bezwstydni sodomici; bo nie jest wiadomo, ażeby sławny gramatyk z Cezarei, jednoimienny Pryscjan, miał się brukać tym grzechem.

²⁴⁵Andrzej Mozzi — biskup florencki, który jako sodomita za karę wygnany był do Vicenzy, gdzie płynie zdrój Bacciglione.

²⁴⁶którego sług sługa — servus servorum: przez pokorę chrześcijańską pierwszy papież Grzegorz Wielki tak tytułować się zaczął, odtąd wszyscy papieże tego tytułu używają.

-----------------------------------------------------------------------

Skarbiec mój²⁴⁷ czasem otwórz i przeczytaj,

W nim tylko żyję; więcej mnie nie pytaj».

Potem zawrócił stopy w inną stronę.

Jak szybkobiegacz bawiący Weronę

Bieży do mety po sukno zielone²⁴⁸,

Podobnym krokiem dopędzał swych braci,

Jak ten, co w biegu wygrywa, nie traci.

------------------------------------------------------------------------

²⁴⁷Skarbiec mój — Brunetto zostawił dwa dzieła: pierwsze (Il Tesoro) Skarbiec, a drugie (Il Tesoreto) Skarbczyk; pierwsze prozą, a drugie wierszem pisane.

²⁴⁸Bieży do mety po sukno zielone — Sukno zielone, jakie w nagrodę otrzymywał zręczniejszy i szczęśliwszy biegacz do mety.



[20.03.2026, Toruń]


FRAZEOLOGIZMY II (241-260)

 

241. chodzić jak błędna owca - chodzić w zamyśleniu, nieprzytomnie, bez celu

242. chodzić jak szwajcarski zegarek - działać bardzo dokładnie, precyzyjnie, niezawodnie, punktualnie, bezbłędnie, bezzwłocznie, bez opóźnień

243. chodzić jak w kieracie - ciężko pracować, harować, trudzić się

244. chodzić krętymi drogami - okrężną drogą dążyć do osiągnięcia swoich celów, często sugerując przy tym oszustwo lub nieuczciwość

245. chodzić na rzęsach - pot. bawić się wesoło, hulać, urządzać brewerie po pijanemu;

pot. być zmęczonym, wyczerpanym, u kresu sił, zazwyczaj z powodu braku snu

246. chodzić od Annasza do Kajfasza - chodzić do wielu miejsc i nic nie załatwić; być stale odsyłanym w inne miejsca

247. chodzić po sinusoidzię - żart. być pijanym; nie móc iść po linii prostej

248. chodzić spać z kurami - chodzić spać bardzo wcześnie

249. chodzić własnymi drogami - być indywidualistą, postępować według własnych zasad

250. chodzić z głową w chmurach - być rozkojarzonym, roztrzepanym, nieobecnym, rozmarzonym

251. chodzić z podniesionym czołem - być dumnym z siebie, zachować godność, nie okazywać strachu, nie wstydzić się

252. cholera wie - pot. słowa wyrażające różne wątpliwości

253. choroba dyplomatyczna - choroba symulowana przez osobę, która chce uniknąć jakiejś niewygodnej dla siebie sytuacji

254. chory z urojenia - człowiek wmawiający sobie, że jest na coś chory

255. chować głowę w piasek - przen. uciekać przed czymś, unikać czegoś; przen. udawać, że się nie dostrzega czegoś niewygodnego; przen. podejmować działania pod wpływem strachu; dosł. ukrywać głowę w piasku

256. chrystusowy wiek - daw. w ludzkim życiorysie wiek trzydziestu trzech lat (zwłaszcza w odniesieniu do mężczyzn

257. chrzest bojowy - pierwszy bój, pierwsza walka lub bitwa; przen. wystąpienie gdzieś pierwszy raz

258. chuchać i dmuchać - troszczyć się o coś z wielką uwagą i starannością, często z przesadną dbałością o szczegóły.

259. chude lata - czas niedostatku, biedy, braków materialnych

260. chudy jak patyk - bardzo chudy, przesadnie szczupły



[20.03.2026, Toruń]

19 marca 2026

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY (2131 - 2182)


2131. Zabiór - zabór; małe dziecko; mały koniczek.

2132. Zabita śmierć - zabicie, stracenie

2133. Zabladnąć - zajść bladością.

2134. Zableszczyć - zabłysnąć

2135. Zabłąd, zabłądź - zabłądzenie, zabłąkanie się, błąd

2136. Kroczyć zabłędem - chodzić błądząc

2137. Zabłąd, zabłądź - manowiec, wertep, wykroczenie, przestępstwo.

2138. Zabłysny - ten, który zabłysnął

2139. Zabobonny - czczony zabobonnie

2140. Zaboboński - zabobonny

2141. Zaboboństwo - zabobonność

2142. Zabogacić się - zacząć być bogatym, wzbogacić się

2143. Zabolały - zbolały

2144. Zaboleć - zachorować

2145. Zabość, zabadać - zakłóć

2146. Zab- drąg

2147. Zabójnica - wybijanie, wyciskanie pieczęci.

2148. Zabrać, zabierać gust, ochotę - nabierać gustu, ochoty

2149. Zabratać się - pobratać się

2150. Zabrona - zabronienie, zakaz

2151. Zabronny - zabroniony, zakazany; zabraniający

2152. Zabrońca - ten, co zabronił

2153. Zabrukać, zabruczyć, zabrudzywać - zabrudzić, zaćmić, zachmurzyć, zarazić, zapaskudzić, zaplugawić

2154. Zabrzechać, zabrzechtać, zabrzechotać - zaszczekać

2155. Zabrzeg, zabrzeże - miejsce za brzegiem

2156. Zabrzeżysty - mający strome brzegi

2157. Zabrzmieć, zabrzmiewać - zajść nabrzmiałością

2158. Zaburtować - zawiązać

2159. Zaburzka - burza, zaburzenie

2160. Zaburzliwy - skory do zaburzeń

2161. Zaby - czy by, czyliby

2162. Zabyć, zabywać - zapomnieć

2163. Zabystrzyć - zrobić bystrym, zaostrzyć

2164. Zabyt - zapomnienie

2165. Zabytek - zachowane resztki dobytku

2166. Zabywać, zabyć - wściekać się

2167. Zachacie - miejsce za chatą, za chatami

2168. Zachciew - zachcianka.

2169. Zachełścić - zaszeleścić, zaszumieć, zaszemrać

2170. Zachełznąć, zakiełznąć, zachełzać - powstrzymać.

2171. Zachełznąć, zakiełznąć, zachełzać do czegoś - przywiązać

2172. Zachędożyć - zaopatrzyć w ochędóstwo, przypiększyć, wystroić.

2173. Zachęt, zachętka - zachwycić

2174. Zachmarzać, zachmarzyć, zachmurać - zachmurzyć, zasępić, zaćmić.

2175. Zachmurze - miejsce za chmurą

2176. Zachodnik - wiatr zachodni

2177. Zachodowy - zachodni

2178. Zachodzić - obchodzić, interesować; zakrzątnąć się, postarać się, pochodzić koło czegoś

2179. Zachodzisty - daleko zachodzący

2180. Zachodźca, zachodca, zachojca - zastępca

2181. Zachopić - zachwycić, zająć

2182. Zachorzeć - zachorować



[19.03.2026, Toruń]

18 marca 2026

IGNACY KRASICKI - MIKOŁAJA DOŚWIADCZYŃSKIEGO PRZYPADKI - KSIĘGA I /2

 

II. Nim dalszy proceder szkolnej edukacyi mojej opiszę, niech mi się godzi zastanowić nad niektóremi okolicznościami, a osobliwie wewnętrzną naówczas umysłu mojego sytuacyą. Przez siedm lat nie tak wychowania, jak pieszczot domowych, byłem wolen, nie tylko od nauki, ale od najmniejszego chęciom moim sprzeciwienia się; stąd ten pierwszy krok poniewolnego wyjazdu zdawał mi się nieznośny. Pierwszy raz dopiero poznawałem ciężar podległości, oddalałem się pierwszy raz od obecności rodziców, od pieszczot matki, od pochlebstw domowników. Najbardziej jednak, jak zapamiętam, przerażał mnie cel dla którego wysłany byłem, nauka. Nie mogłem ją mianować dobrem, bo mi nią grożono, i obiecywano za karę: wnosiłem więc sobie, iż nie może być, tylko przykra i dolegliwa.

Nie widziawszy przedtem nikogo w domu naszym, któryby, oprócz kościoła na xiążce czytał; mniemałem, iż na tem szczęśliwość starszych zasadzona, iż się nie uczą. Przymnażało umartwienia pełne narzekania pożegnanie domowych, żałujących panięcia, iż się będzie musiał uczyć: i lubo mi rodzice powiadali, iż mi to wyjdzie na dobre, jam to brał za sposób słodzenia nieszczęścia mego; wewnętrznie przekonany, iż jeżeli nauka jest karą, jam na nią zasłużył, i dla tego mnie do szkół wiozą.

Długo pożądany dyrektor był człowiek młody, bez żadnego doświadczenia, sam się jeszcze uczący, synowiec rodzony J. X. Prefekta tych szkół, do których jechałem. Chłopiec do posługi w domu i szkole syn naszego pana podstarościego, dobrze mi z dawna znajomy, prawie rówiennik, i wszystkiej domowej rozpusty wierny i nierozdzielny towarzysz. Reszta wyprawy składała się ze starego szafarza i gospodyni, wyuczonej w sekretach domowej apteczki, a to dla poratowania, broń Boże choroby, zdrowia mojego.

W wigilią wyjazdu zawołany do ojca z panem dyrektorem, byłem świadkiem instrukcyi jemu danej; i wtenczas poznałem, jak dobre dusze sposobne są do przyjęcia łatwego przeciwnych skłonnościom swoim impressyj. Naprzód albowiem zlawszy na niego władzę swoję rodzicielską, zaklinał na wszystkie obowiązki, aby nie folgował: wchodził w wielkie pochwały plag, zdobył się podobno natenczas pierwszy raz na cytacyą, powtarzając owe wiersze z elementarza: « Rószczką Duch święty dziateczki bić radzi, i t. d. » te przedziwne maxymy kończyły wielokrotnie dość zwięzłe peryody jego oracyi: nakoniec, na znak podobno juryzdykcyi, dał mu w ręce kańczuk, prawda, że mały i cieńki, ale jakem sam potem sprobował, bardzo boleśny.

Gdyśmy już z izby wychodzili, właśnie jak gdyby najpotrzebniejszej rzeczy zapomniał, uchyliwszy drzwi, zawołał na pana dyrektora: « bijże, bo ja ci za to płacę. » Co się ze mną działo, jakem truchlał, drżał, płakał, dorozumieć się każdy może: pobiegłem natychmiast do matki, i wszystko, co się działo, nie bez rzewnego płaczu, opowiedziałem. Kazała więc zawołać dyrektora, i w krótkości słów dała mu do wyrozumienia, iż jeżeli się tknie dziecięcia, i służbę straci i skórą odpowie. Pocieszyło mnie to trochę, i zaraz nazajutrz puściliśmy się w drogę, którąm ja prawie całą przejęczał; pan dyrektor przemyślał podobno nad tem, kogo miał słuchać, czy pana, czy pani.

Przyjechaliśmy bez żadnego przypadku, przyjęci z wielką radością. Pierwiastki szkolne szły trybem zwyczajnym. Pojętność miałem wielką, ale wstręt od nauk jeszcze większy. Pan dyrektor pamiętniejszy na groźby pani, niż rozkaz pana, obchodził się zrazu zemną dyskretnie; ale wziąwszy sam w swojej szkole plagi od professora, pełen zapalczywości, lubom był nie winien, oddał mi tyle dwoje. Od tego czasu czynił kolejno zadosyć obowiązkom włożonym od rodziców moich; pieścił, gdzie nie było potrzeba, bił, kiedy nie należało. Wziąwszy nakoniec w dzień swoich imienin parę sukień od matki w podarunku, napisał przez pierwszą pocztę rodzicom, iż Jmć Pan Mikołaj czasu swego w nauce samego nawet Herkulesa przejdzie.

Sposób dalszy sprawowania się mojego w szkołach, podobien był pierwiastkom: przyjaźń współuczniów, a bardziej wspólne swawoli uczestnictwo, było przyczyną mniej uważanych, lecz niemniej szkodliwych konsekwencyj.

Jużem dochodził lat szesnastu, gdym odebrał wiadomość o śmierci ojca, i zaraz rozkaz powracania do domu. Czułem, prawda, żal wrodzony; ale gdy się ten uśmierzył, stanęła w oczach pochlebna perspektywa swobody. Gość w domu pożądany, we dwójnasób powiększone zacząłem odbierać domowych adoracye; sam pan dyrektor przyświadczał, iż mi już szkoły nie były potrzebne. Dołożyli się do tak rozsądnego zdania sąsiedzi, perswadując matce, iż już właśnie byłem w tej porze, aby sobie zasługiwać na afekt braterski, i wspierać zadziedziczałą popularnością sławę domu Doświadczyńskich.

Na tym więc fundamencie, dobrze się wprzód opatrzywszy w ammunicyą piwną, miodową, winną i gorzałczaną, zacząłem być rad w domu moim. Zrazu ten sposób życia nie bardzo się był matce mojej podobał, osobliwie gdym podczas kuligu wywrócony z sanek, trochę był sobie żebra nadwerężył: ale przekupieni obietnicami i datkiem domowi, umieli niektóre z moich awantur taić; drugie, jeżeli nie usprawiedliwiać, przynajmniej dawać im pozór obojętny. W tak słodkiem życiu szły dni raptownie, gdyby był osnowy szczęścia mojego wuj nie przerwał, testamentem ojcowskim wyznaczony opiekun.

Przyjechawszy do nas, żadnego wstrętu nie pokazał, i już zaczynałem tryumfować; wtem drżący i od strachu zbledniały, przypada do mnie mój, nowej kreacyi z chłopca, pokojowy, oznajmując, iż moje psy gończe, legawe, charty, kundysy, co do jednego już w stawie potopione; konie, jedne przeprowadzone do inszej wsi, drugie, wyprawione na jarmark: dworzanom podziękowano; a co najgorsza, kozaczek bandurzysta, wziąwszy na drogę boleśny wiatyk, sromotnie wypędzony z domu.

Zawołany do wuja, zastałem z nim matkę; i na pół żywy ze wstydu, złości, żalu, i upokorzenia, musiałem rad słuchać napomnienia, i reguł nanowo mi przepisanych. Trzeba było zrobić z potrzeby cnotę: obiecałem odmienić sposób życia, z mocnem wewnątrz przedsięwzięciem, iż tego, com obiecał, nie wykonam. Czyli się ogłosiła w okolicy ta awantura, czyli obwieszczono umyślnie niektórych Ichmościów, żadnegom z dawnych kompanów przez całą, a dość przewlekłą bytność wuja mego nie obaczył. Ale natychmiast ustawicznie się zemną bawili ludzie roztropni, uczeni i trzeźwi, których natenczas dopierom poznał; i jak uważałem, rozrywki z niemi, choć nie tak ochocze i wrzaskliwe, jak moje przeszłe, przecież szły ciąglej, i coraz nieznacznie dawały okazyą i wstęp do nowych zabaw.

Że zaś po odpędzeniu dawnego nauczyciela, nie trafiał się naprędce drugi, a wuj tymczasem w daleką podróż odjechał, wyperswadowała matce mojej niedawno z Warszawy przybyła sąsiadka, iż w moim wieku kawalerowi, nie łacińskiego, jak dla żaków, inspektora, ale guwernera mieć potrzeba takiego, któryby języka francuzkiego, a co największa, maniery dobrej i prezencyi mógł nauczyć.

Nastręczyła zaraz na ten urząd w domu u siebie bawiącego kawalera rodem z Francyi; który lubo był do niej za kamerdynera przystał, przecież, jak powiadał, uczynił to był umyślnie, chcąc ukryć wielkość imienia swojego: inaczej, poznany, byłby w odpowiedzi za zabicie w pojedynku pod samym bokiem królewskim w Wersalu pierwszego prezydenta parlamentu francuzkiego. Żałowała niezmiernie tak nieszczęśliwego przypadku matka moja, i zaraz posłano po Jmci pana Damona.



[18.03.2026, Toruń]

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA

 

1. Przecinek przed a także

Wyrażenie a także pełni w zdaniu funkcję spójnika. Używa się go do łączenia zdań lub ich części odnoszących się do tych samych przedmiotów, osób, faktów itp.

Przed wyrażeniem a także zawsze stawiamy przecinek.

Przykłady:

W akcję włączyli się uczniowie i rodzice, a także nauczyciele.

Program ten umożliwia tworzenie tabel i wykresów, a także kategoryzowanie danych.


2. Przecinek przed

Wyraz aż pełni w zdaniu funkcję spójnika lub partykuły.

- Aż jako spójnik

Spójnik aż może łączyć zdania współrzędne, w których jedno uwydatnia treść drugiego lub wskazuje na gwałtowną zmianę sytuacji.

Przykłady:

Miałem potworny atak paniki, zabrakło mi tchu.

Jadłam spokojnie śniadanie, nagle zadzwonił telefon.

- Wyraz aż może również wprowadzać zdanie podrzędne wyrażające skutek, stopień nasilenia lub granicę czasową czegoś, o czym była mowa w zdaniu poprzedzającym.

Przykłady:

Musimy zaczekać, wiatr ustanie.

Mięso gotujemy tak długo, zmięknie.


- Aż jako partykuła

Gdy aż pełni w zdaniu funkcję partykuły i wyraża stopień intensywności czegoś wyższy od oczekiwanego lub występuje przed wyrażeniem określającym miejsce, punkt czasowy bądź kolejność poszczególnych elementów, przecinka nie stawiamy.

Przykłady:

Dotarł do finału.

Schudł 20 kilogramów.

Na kwarantannie przebywa 100 uczniów.



[18.03.2026, Toruń]

17 marca 2026

WERSETY (28) O WIERSZU PRZYNIESIONYM W ZĘBACH

 

O wierszu przyniesionym w zębach



Chcielibyście abym przyniósł w zębach wiersz

w którym prześcigałbym metafory

najsłynniejszych zaklinaczy słów

jednocześnie powinien on brzmieć

współczesnym dźwiękiem ulicy

najlepiej aby był magicznym talizmanem

nanizanym paciorkami różańca ze snów

niepowtarzalnych

obrazami przed którymi

wypadałoby uklęknąć

paść na twarz jak przed nieznaną kartę biblii

taki wiersz poszukujący oryginalnej formy

grzeszący gorszącym słowem

rozczłonkowujący materię

gwałcący kobiety

szczytujący podnieceniem

uwolniony z zacisku szczęki zła świata

wypluty jak ostatnie tchnienie

z nadwrażliwej duszy niedoszłego samobójcy

taki wiersz was zadowoli…



A kiedy ja

zmęczony obrazem występku

ogłuszony hałasem histerycznych zawodzeń

gniewnych artystów

przedmieść upstrzonych kulturą blokowisk

rozjechany techniką pędzących ekspresów

zapatrzony w rozwiązłość narządów rodnych

samic i samców

ogłupiany bezkrólewiem słów

z każdym dniem coraz bardziej podatny

na przymierze z bezsensem …



Ja zamykam w dłoniach głowę

rozmawiam z moimi przyjaciółmi

którzy jeszcze pozostali

nie uciekli ode mnie

wsłuchuję się

odczytuję

piszę

rozmawiam

odpowiadam

zasypiam z sobą

ze skołataną myślą

i nie wiem czy potrafię w zębach ją przenieść

wraz z tym wierszem.





[17.03.2026, Toruń]

16 marca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1388) POETYKA WSPÓŁCZESNOŚCI CZYLI TO, CO LUBIMY NAJBARDZIEJ.

 

1388.

Jest noc. Przypadkowo włączyłem telewizor. Jakiś Polsat. Jakiś serial… Znaki. Nie oglądałem wcześniej, lecz, jak sądzę, mieści się w poetyce współczesnego rynsztoku. Pokazano jak facet zabija drugiego, o co i dlaczego, nie mam pojęcia, i nie o to chodzi w tej scenie. Chodzi o to, aby współczesny widz zobaczył, jak ten facet miażdży twarz tego gościa, potem zakopuje go, podpala jakąś chałupę, rozbiera się do naga, a następnie wrzuca do ognie swoje buty i majtki. Potem okaże się, że ten morderca jest policjantem. Kiedyś pomyślałbym, że twórcy tegoż filmu to czuby; dzisiaj to elita filmowców, a gra aktorów wspaniała – gęby ponure jak twarze grabarzy, mało co można zrozumieć, bo przepięknie seplenią, a najważniejsze jest to, że klimat fabuły przypomina opowieść o oddziale psychiatrycznym – świecie bez klamek, co oczywiście inspiruje oglądaczy.

Inspiracją są też napieprzanki w tak zwanym sporcie „mieszanych sztuk walki” czyli MMA. Sport ten polega na nawalaniu się pięściami, łokciami, kolanami, łbami, czym popadnie. W MMA chodzi o to, aby podbić oczy przeciwnika, ewentualnie wybić mu oko, zmiażdżyć nos, poddusić, skopać łeb przeciwnika, a jak uda się go powalić, to należy albo rozkwasić mu nochala, albo też przybić łokciem do podłoża. Myli się ten, kto przyzwyczaił się do oglądania boksu, kiedy to potrącony ciosem przeciwnik pada na matę i wtedy sędzia przerywa walkę, i wylicza padłego boksera do ośmiu lub do dziesięciu. W MMA chodzi o to, że jeśli już powalisz przeciwnika, to możesz go zabić. Najciekawsze jest jednak to, że komentatorzy przy każdym powaleniu jednego bezmózgowca przez drugiego doznają orgazmu i wyliczają techniki, jakie zostały użyte przy doprowadzeniu pokonanego do nieprzytomności.

Jest jeszcze jeden rodzaj sportu polegający na waleniu się po mordach w lasach lub gdziekolwiek indziej na ustawkach. Z reguły w tym sporcie współzawodniczą kolesie z dysfunkcjami centralnego ośrodka nerwowego albo też nie posiadający tegoż, ale więcej na ten temat mógłby nam powiedzieć nasz kibolski krzykacz.


[16.03.2026, Toruń]

15 marca 2026

KONRAD GÓRSKI - TRZY NOTATKI O SŁOWACKIM

 

Na podstawie artykułu Konrada Górskiego "Trzy notatki o Słowackim" zawartego w czasopiśmie kwartalnym "Pamiętnik Literacki" (1964)

Adresatka „Rozłączenia”

Od chwili gdy Rozłączenie zostało ogłoszone drukiem na podstawie autografu, nikt nie miał wątpliwości, że adresatką wiersza była Maria Wodzińska. W swej monumentalnej monografii o Słowackim podobnie interpretował ten wiersz Juliusz Kleiner. Ale w zwięzłej jednotomowej książce o Słowackim, wydanej po ostatniej wojnie, Kleiner niespodziewanie zmienił zdanie. Okazuje się, że na pewnym zebraniu naukowym we Lwowie w 1940 r. zabrał głos w tej sprawie Eugeniusz Kucharski

i zdołał przekonać Kleinera, jakoby adresatką Rozłączenia miała być matka poety. Ostatnio przyłączył się do ludzi tak myślących Czesław Zgorzelski w książce O lirykach Mickiewicza i Słowackiego (Lublin 1961), a że skrócona monografia Kleinera jest o wiele lepiej znana nauczycielom języka polskiego w szkołach średnich, niż jego wielkie dzieło,

więc pogląd Kucharskiego, przekazany przez Kleinera, utrwalił się w pamięci młodzieży szkolnej jako fakt nie podlegający wątpliwości.

Co miało przemawiać za tym, że adresatką wiersza jest matka poety?

Oto kontrast sytuacyjny, wynikający stąd, że podmiot liryczny wie, w jakim otoczeniu zewnętrznym żyje i co musi przeżywać adresatka, ona zaś nie wie, jak wygląda krajobraz i otoczenie codzienne podmiotu lirycznego. A skoro Maria Wodzińska dobrze znała krajobraz szwajcarski, matka poety natomiast w Szwajcarii nie była, więc adresatką wiersza mogła być tylko ta ostatnia.

Zanim weźmiemy pod uwagę te szczegóły wiersza, które są nierównie

bardziej zrozumiałe i stosowne, jeśli je odniesiemy do Marii

Wodzińskiej, niż do Salomei Bécu, trzeba będzie naprzód usunąć przeszkody,

jakie sugeruje argumentacja Kucharskiego. Jej zasadniczą słabością jest poczytywanie krajobrazu szwajcarskiego za pojęcie jednoznaczne. W rzeczywistości, jeśli mówię: „krajobraz alpejski” albo „krajobraz tatrzański”, to mam na myśli zespół pewnych składników krajobrazowych, które mogą występować w najrozmaitszych połączeniach

[…] Jeżeli Maria Wodzińska nie wiedziała, w jakiej miejscowości przebywa Słowacki i nie znała otoczenia Veytoux, to nie była wcale w lepszej sytuacji, niż matka poety. Jak wiadomo, Wodzińska i Słowacki odbyli wspólną wycieczkę po Szwajcarii i przyglądali się jednocześnie różnym widokom alpejskim, z czego nie wynika wcale, żeby Wodzińska mogła sobie wyobrazić tę konfigurację elementów krajobrazowych, która decydowała o indywidualnym wyglądzie miejscowości dotąd jej nie znanej. Skąd mogła wiedzieć, że Słowacki zamieszkał nad jeziorem, a nie w jakiej dolinie odległej od większego obszaru wodnego? I dlatego doskonale mogą być do niej zwrócone słowa:


Nie wiesz, że trzeba niebo zwalić i położyć

Pod oknami, i nazwać jeziora błękitem.

Potem jezioro z niebem dzielić na połowę,

W dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem;

Nie wiesz, jak włosem deszczu skałom wieńczyć głowę,

Jak je widzieć w księżycu odkreślone kirem.

[…] W liście do matki z 20 października 1835, pisanym już po powrocie do Genewy, Słowacki donosi, mówiąc o swoim pobycie w Veytoux:

Patrząc na jezioro napisałem kilka lirycznych kawałków, które malują stan mojego umysłu przez te kilka miesięcy i dlatego może kiedyś podobają Ci się, moja droga.

Jakkolwiek nie znamy bliżej daty napisania Przekląstwa, nie ulega wątpliwości, że ono należy do liczby wymienionych „kawałków” . Pozostałe natomiast są datowane przez poetę. A mianowicie: Rozłączenie — 20 lipca 1835; Stokrotki — 21 lipca 1835, rano; Chmury — 21 lipca 1835, Ostatnie wspomnienie. Do Laury — 30 lipca 1835.

A więc daty utworów, o których na pewno możemy wnioskować, że powstały w związku z Wodzińską, bezpośrednio sąsiadują z Rozłąсzeniem. Kiedy Słowacki pojechał do Veytoux? [...] list z 23 sierpnia zaczyna się od słów: Od dwóch miesięcy prawie już nie w mieście, ale na wsi zamieszkałem, nad jeziorem Lem [an] — w najpiękniejszym miejscu. Długo byłoby pisać, co i jak przeniosło mnie w dzikie strony. Ludzie różnie o tym sądzą — jedni mówią, żem się był zakochał szalenie w pannie Wodzińskiej] i uciekłem... Nie ma w tym za grosz prawdy. Ponieważ z Tobą, najdroższa kuzynko, mówię otwarcie, otóż wyznam Ci, że uciekłem, a to dlatego, że biedna córka domu, widząc mię dosyć zajętego panienką młodszą od niej — i widząc tę panienkę dosyć mi sprzyjającą — zaczęła schnąć — i zachorowała niebezpiecznie — i matka domyśliła się, o co rzecz idzie, i musiałem postąpić sumiennie, to jest odjechać… [...]

Ucieczka do Veytoux nastąpiła w pierwszej połowie lipca, niewątpliwie na krótko przed datą napisania Rozłączenia, Stokrotek i Chmur, a nastrój swój ówczesny najlepiej odmalował poeta w […] Przeklęstwie:

Tej czekam omamiony, tej samotny płaczę,

Która mi była siostrą na wygnania ziemi,

Myśląc, że kiedyś duszy oczyma zobaczę

Tę, co w duszę oczyma patrzy anielskiemi.

Zważywszy na te okoliczności powstania całego cyklu związanego z Marią Wodzińską, wypadnie uznać za mało prawdopodobne, żeby Rozłączenie, tak bliskie czasem napisania wierszom pozostałym, miało nagle świadczyć o wybuchu tęsknoty do matki poety, gdy cała jego świadomość pełna była żalu i smutku z powodu nagłego rozstania z tą, co mu „była siostrą na wygnania ziemi”. Bo jeśli Słowacki zapewnia matkę kategorycznie, że w ludzkiej gadaninie o jego szalonym zakochaniu się w Wodzińskiej nie ma za grosz prawdy, to sądząc z innych odezwań się jego o tej panience (zwłaszcza w liście z 30 czerwca) wypieranie się miłości do niej nie było żadnym wykrętem. Gdy minęła pierwsza fala żalu, uświadomił sobie, że w Wodzińskiej może by się i pragnął zakochać, ale wzbudzić w sercu tego uczucia nie zdołał, a odpowiedzialnością za to obarczył „Laurę” . Jej przypisał winę, że był „na sercu zabity” . Zawarł to oskarżenie w Ostatnim wspomnieniu, które

powstało dokładnie w 10 dni po Rozłączeniu. Słowem — przez dłuższy czas po nagłym wyjeździe z Genewy i gwałtownym rozstaniu się z Wodzińską psychika Słowackiego wypełniona jest intensywnym przeżywaniem tego, co tak niespodziewanie

zaszło. [...]

Posłuchajmy, jak brzmi wyznanie podmiotu lirycznego o tym, co on wie o adresatce wiersza:

Wiem, kiedy w ogródku,

Wiem, kiedy płaczesz w cichej komnacie zamknięta;

Wiem, o jakiej godzinie wraca bolu fala,

Wiem, jaka ci rozmowa ludzi łzę wyciska.

A choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać,

Znając twój dom — i drzewa ogrodu, i kwiaty,

Wiem, gdzie malować myślą twe oczy i postać,

Między jakimi drzewy szukać białej szaty.

Wszystko w tych słowach świadczy zarówno o świeżej przyczynie smutku, jaki przeżywa adresatka, jak i o pozostawaniu podmiotu lirycznego pod świeżym wrażeniem szczegółów codziennego życia, znanych doskonale im obojgu. A jakkolwiek Słowacki na pewno dobrze pamiętał swój dom rodzinny w Krzemieńcu i doskonale mógł sobie wyobrażać swą matkę na tle dawnego otoczenia, to jednak sześcioletnie oddalenie od tych stron na pewno nie pozwoliłoby mu na tak drobiazgowe i konkretne widzenie rzeczywistości, jakie przebija tu z każdego słowa.

Potwierdzeniem ostatniej uwagi niech będzie następujący urywek ze wzmiankowanego tu już listu: Chciałbym być w sercu Twoim, Mamo, w godzinę, kiedy siedzisz sama wieczorem — tak samotna na ziemi jak ludzie przeszłych wieków — kiedy księżyc wschodzi nad Górą Zamkową i mówi Tobie o wielu rzeczach i o tej róży, z którą posyłałaś mnie kiedyś — małe dziecko — do biednego... M.... Widzisz, Matko, że ja teraz pamiętam każde słowo rzucone kiedyś w duszę Twojego syna. Przypomniałem sobie wiele rzeczy, o których jużem był zapomniał przed laty... Zdaje mi się czasem, że przypominam sobie coś z przeszłego życia na tej ziemi...

Czy można zestawiać ten ty p przypomnienia, jaki demonstruje Słowacki w cytowanym urywku, ze świeżością i bezpośredniością wrażeń, którymi pulsuje każde słowo trzech pierwszych strof Rozłączenia? […]

Podsumowując rozważania Konrada Górskiego, utrzymuje on, że adresatką pięknego wiersza Słowackiego „Rozłączenie” jest Maria Wodzińska, nie zaś Salomea Becù, matka poety. Czy badacz literatury ma rację? Trudno jednoznacznie to stwierdzić. Dzisiaj panuje pogląd, że wiersz Juliusza Słowackiego skierowany jest do matki, a głównym argumentem jest fakt, że matka poety nie znała alpejskiego krajobrazu.

A teraz wiersz Juliusza Słowackiego – „Rozłączenie”.


Rozłączeni - lecz jedno o drugim pamięta;

Pomiędzy nami lata biały gołąb smutku

I nosi ciągłe wieści. Wiem, kiedy w ogródku,

Wiem, kiedy płaczesz w cichej komnacie zamknięta;


Wiem, o jakiej godzinie wraca bolu fala,

Wiem, jaka ci rozmowa ludzi łzę wyciska.

Tyś mi widna jak gwiazda, co się tam zapala

I łzę różową leje, i skrą siną błyska.


A choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać,

Znając twój dom - i drzewa ogrodu, i kwiaty,

Wiem, gdzie malować myślą twe oczy i postać,

Między jakimi drzewy szukać białej szaty.


Ale ty próżno będziesz krajobrazy tworzyć,

Osrebrzać je księżycem i promienić świtem:

Nie wiesz, że trzeba niebo zwalić i położyć

Pod oknami, i nazwać jeziora błękitem.


Potem jezioro z niebem dzielić na połowę,

W dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem;

Nie wiesz, jak włosem deszczu skałom wieńczyć głowę,

Jak je widzieć w księżycu odkreślone kirem.



Nie wiesz, nad jaką górą wschodzi ta perełka,

Którąm wybrał dla ciebie za gwiazdeczkę-stróża?

Nie wiesz, że gdzieś daleko, aż u gór podnóża,

Za jeziorem - dojrzałem dwa z okien światełka.


Przywykłem do nich, kocham te gwiazdy jeziora

Ciemne mgłą oddalenia, od gwiazd nieba krwawsze,

Dziś je widzę, widziałem zapalone wczora,

Zawsze mi świecą - smutno i blado - lecz zawsze...


A ty - wiecznie zagasłaś nad biednym tułaczem;

Lecz choć się nigdy, nigdzie połączyć nie mamy,

Zamilkniemy na chwilę i znów się wołamy

Jak dwa smutne słowiki, co się wabią płaczem.


Nad jeziorem Leman, d. 20 lipca 1835 r.


[15.03.2026, Toruń]