Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

01 listopada 2026

SZTUKA - SZTUKA WEIMARSKA CD.

 

65. Georg Kinzer (niemiecki artysta, 1896–1983) był malarzem i grafikiem ściśle związanym z ruchami Nowej Rzeczywistości (Neue Sachlichkeit) i niemieckiego ekspresjonizmu w okresie Republiki Weimarskiej. W swojej twórczości często skupiał się na uchwyceniu społecznych nierówności, napięć psychologicznych i surowej rzeczywistości życia miejskiego w Niemczech lat 20. i 30. XX wieku, odzwierciedlając tematy poruszane również przez jego współczesnych, Otto Dixa i George'a Grosza.  Ślepy żebrak - Georg Kinzer



66. Marcel René von Herrfeldt (2 września 1889 r. w Boulogne-Billancourt, Paryż, Francja – 24 czerwca 1965 r. w Monachium, Niemcy) był francusko-niemieckim malarzem i czołowym przedstawicielem tzw. szkoły monachijskiej. Znany jest przede wszystkim ze swojego charakterystycznego stylu, który ewoluował od czystego secesjonizmu w kierunku Nowej Rzeczywistości i elementów ekspresjonistycznych. W historii sztuki ten kierunek stylistyczny określa się mianem realizmu ekspresyjnego. „Pin-Up Girl” - lata 30. XX wieku



67. Eberhard Viegener, „Martwa natura z dyniami” (1929)



68. Max Beckmann (Niemcy, 1884–1950)

Portret rodzinny, 1920


69. Wilhelm Heinrich Otto Dix ( 2 grudnia 1891 r. w Untermhaus [Gera], Niemcy – 25 lipca 1969 r. w Singen, Niemcy) był niemieckim malarzem i grafikiem, znanym z bezlitosnych i surowo realistycznych przedstawień niemieckiego społeczeństwa w okresie Republiki Weimarskiej oraz brutalności wojny. Wraz z Georgem Groszem i Maxem Beckmannem jest powszechnie uznawany za jednego z najważniejszych artystów nurtu Neue Sachlichkeit.  - portret Anity Berber



70. George Grosz (26 lipca 1893 r., Berlin – 6 lipca 1959 r., Berlin [Berlin Zachodni]) był niemieckim artystą znanym przede wszystkim z karykaturalnych rysunków i obrazów przedstawiających życie berlińskie w latach 20. XX wieku. Był czołowym członkiem berlińskich grup dadaistycznych i Nowej Rzeczywistości w okresie Republiki Weimarskiej. W 1933 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, a w 1938 roku uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Porzuciwszy styl i tematykę swoich wcześniejszych prac, regularnie wystawiał swoje dzieła i przez wiele lat wykładał w Art Students League of New York. W 1959 roku powrócił do Berlina, gdzie wkrótce potem zmarł. Gry świetlne



71. Ernst Ludwig Kirchner, „Naga tancerka” (Nina Hard)



72. Otto Dix (Niemcy, 1891–1969)

Mutter mit Kind [Matka z dzieckiem], 1921




[01.11.2026, Toruń]

31 października 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (21)


R. VIII MEDYTACJE

Znalazłszy się na ulicy Wokulski stanął na chodniku, jakby namyślając się, dokąd iść. Nie

ciągnęło go nic w żadną stronę. Dopiero gdy przypadkiem spojrzał w prawo, na swój nowo

wykończony sklep, przed którym już zatrzymywali się ludzie, odwrócił się ze wstrętem i poszedł w lewo.

„Dziwna rzecz, jak mnie to wszystko mało obchodzi” — rzekł do siebie. Potem myślał o tych kilkunastu ludziach, którym już daje zajęcie, i o tych kilkudziesięciu, którzy od pierwszego maja mieli dostać u niego zajęcie, o tych setkach, dla których w ciągu roku miał stworzyć nowe źródła pracy, i o tych tysiącach, którzy dzięki jego tanim towarom mogliby sobie poprawić nędzny byt — i — czuł, że ci wszyscy ludzie i ich rodziny nic go w tej chwili nie interesują.

„Sklep odstąpię, nie zawiążę spółki i wy􀰗adę za granicę” — myślał.

„A zawód, jaki zrobisz ludziom, którzy w tobie położyli nadzieję?”

„Zawód?… Alboż mnie samego nie spotkał zawód?…”

Wokulski idąc poczuł jakąś niewygodę; lecz dopiero zastanowiwszy się osądził, że męczy go ciągłe ustępowanie z drogi; przeszedł więc na drugą stronę ulicy, gdzie ruch był mniejszy.

„A jednak ten Mraczewski jest infamis¹⁸⁶! — myślał. — Jak można mówić takie rzeczy w sklepie? »Za parę dni otrzymam bilecik, a potem — schadzka!… Ha, sama sobie winna, nie trzeba kokietować błaznów… Zresztą — wszystko mi jedno.”

Czuł w duszy dziwną pustkę, a na samym jej dnie coś, jakby kroplę piekącej goryczy. Żadnych sił, żadnych pragnień, nic, tylko tę kroplę tak małą, że jej niepodobna dojrzeć, a tak gorzką, że cały świat można by nią zatruć.

„Chwilowa apatia, wyczerpanie, brak wrażeń… Za dużo myślę o interesach” — mówił.

Stanął i patrzył. Dzień przedświąteczny i ładna pogoda wywabiły mnóstwo ludzi na bruk miejski. Sznur powozów i pstrokaty falujący tłum między Kopernikiem i Zygmuntem ¹⁸⁷ wyglądał jak stado ptaków, które właśnie w tej chwili unosiły się nad miastem dążąc ku północy. [...]

-------------------------------------------------------------------------

¹⁸⁶infamis (łac.) — człowiek bez czci, niegodziwy.

¹⁸⁷między Kopernikiem i Zygmuntem… — tj. wzdłuż całego Krakowskiego Przedmieścia: pomnik Kopernika wzniesiony został w r. 1830 według modelu słynnego duńskiego rzeźbiarza Bertolda Thorwaldsena (1770–1844). Zygmunt: znana kolumna z posągiem króla Zygmunta III Wazy (1587–1632), wzniesiona w r. 1644 przez jego syna Władysława IV na Placu Zamkowym.

---------------------------------------------------------------------------

[…] „Szczególna rzecz — mówił. — Każdy ptak w górze i każdy człowiek na ziemi wyobraża sobie, że idzie tam, dokąd chce. I dopiero ktoś stojący na boku widzi, że wszystkich razem pcha naprzód jakiś fatalny prąd, mocniejszy od ich przewidywań i pragnień. Może nawet ten sam, który unosi smugę iskier wydmuchniętych przez lokomotywę podczas nocy?… Błyszczą przez mgnienie oka, aby zgasnąć na całą wieczność, i to nazywa się życiem.

Mijają ludzkie pokolenia

Jak fale, gdy wiatr morzem zmąci;

I nie masz godów ich pamięci,

I nie masz bólów ich wspomnienia.¹⁸⁸

Gdzie ja to czytałem?… Wszystko jedno.” Nieustanny turkot i szmer wydał się Wokulskiemu nieznośnym, a wewnętrzna pustka straszliwą. Chciał czymś się zająć i przypomniał sobie, że jeden z zagranicznych kapitalistów pytał go o zdanie w kwestii bulwarów nad Wisłą¹⁸⁹. Zdanie już miał wyrobione:

Warszawa całym swoim ogromem ciąży i zsuwa się ku Wiśle. Gdyby brzeg rzeki obwarować bulwarami, powstałaby tam najpiękniejsza część miasta: gmachy, sklepy, aleje…

„Trzeba spojrzeć, jak by to wyglądało?” — szepnął Wokulski i skręcił na ulicę Karową¹⁹⁰.

Przy bramie¹⁹¹ wiodącej tam zobaczył bosego, przewiązanego sznurami tragarza, który pił wodę prosto z wodotrysku; zachlapał się od stóp do głów, ale miał bardzo zadowoloną minę i śmiejące się oczy.

„Jużci, ten ma, czego pragnął. Ja, ledwiem zbliżył się do źródła, widzę, że nie tylko ono znikło, ale nawet wysychają moje pragnienia. Pomimo to mnie zazdroszczą, a nad nim każą się litować. Co za potworne nieporozumienie!”

Na Karowej odetchnął. Zdawało mu się, że jest jedną z plew, które już odrzucił młyn wielkomiejskiego życia, i że powoli spływa sobie gdzieś na dół tym rynsztokiem zaciśniętym odwiecznymi murami.

„Cóż bulwary?… — myślał. — Postoją jakiś czas, a potem będą walić się, zarośnięte zielskiem i odrapane, jak te oto ściany. Ludzie, którzy je budowali z wielką pracą, mieli także na celu zdrowie, bezpieczeństwo, majątek, a może zabawy i pieszczoty. I gdzie oni są?… Zostały po nich spękane mury, jak skorupa po ślimaku dawnej epoki. A cały pożytek z tego stosu cegieł i tysiąca innych stosów będzie, że przyszły geolog nazwie je skałą ludzkiego wyrobu, jak my dziś koralowe raj albo kredę nazywamy skałami wyrobu pierwotniaków.

I cóż ma z trudu swego człowiek?…

I z prac tych, które wszczął pod słońcem?…

Znikomość — jego dzieła gońcem,

A żywot jego mgnieniem powiek.

Gdziem ja to czytał, gdzie?… Mniejsza o to.” Zatrzymał się w połowie drogi i patrzył na ciągnącą się u jego stóp dzielnicę między […]

--------------------------------------------------------------------------

¹⁸⁸Mijają ludzkie pokolenia… — ten i następne wierszowane cytaty w tekście tego rozdziału pochodzą z poematu Włodzimierza Zagórskiego (1834–1902) Król Salomon (dedykowanego Bolesławowi Prusowi), opartego na motywach biblijnej księgi Eklezjastes. Fragment, z którego pochodzi ten i następne cytaty, ukazał się w zbiorze Z teki Chochlika w r. 1881.

¹⁸⁹…w kwestii bulwarów nad Wisłą — sprawa budowy bulwarów nad Wisłą była wtedy rzeczywiście aktualna. „Kurier Warszawski” z 2 kwietnia 1879 roku donosi o powstaniu towarzystwa polsko–francuskiego, które zamierza wybudować te bulwary kosztem 25 milionów rubli. Projekt jednak nie został urzeczywistniony.

¹⁹⁰ulica Karowa, Dobra, Garbarska, Topiel, Radna, Browarna, Tamka — wymienione w tym rozdziale, są to ulice Powiśla, dzielnicy Warszawy między Krakowskim Przedmieściem a Wisłą, zamieszkiwanej przez biedotę. Położona w bezpośrednim sąsiedztwie śródmieścia, jaskrawo z nim kontrastowała. Przed 1939 r. część Powiśla bardzo się unowocześniła, jednak dopiero w ostatnich latach nowe budownictwo wyparło resztki starych ruder, pamiętających czasy Prusa.

¹⁹¹Przy bramie — wejście z Krakowskiego Przedmieścia na Karową prowadziło przez wielką stylową bramę (projektu Marconiego) z dwoma wodotryskami w bocznych kolumnach. Zburzono ją przy budowie hotelu „Bristol” w 1899 r.

-------------------------------------------------------------------------

[…] Nowym Z􀰗azdem¹⁹² i Tamką. Uderzyło go podobieństwo do drabiny, której jeden

bok stanowi ulica Dobra, drugi — linia od Garbarskiej do Topieli, a kilkanaście uliczek

poprzecznych formują jakby szczeble.

„Nigdzie nie wejdziemy po tej leżącej drabinie — myślał. — To chory kąt, dziki kąt.” I rozważał pełen goryczy, że ten płat ziemi nadrzecznej, zasypany śmieciem z całego miasta, nie urodzi nic nad parterowe i jednopiętrowe domki barwy czekoladowej i jasnożółtej, ciemnozielonej i pomarańczowej. Nic, oprócz białych i czarnych parkanów, otaczających puste place, skąd gdzieniegdzie wyskakuje kilkupiętrowa kamienica jak sosna, która ocalała z wyciętego lasu, przestraszona własną samotnością.

„Nic, nic!…” — powtarzał tułając się po uliczkach, gdzie widać było rudery zapadnięte niżej bruku, z dachami porosłymi mchem, lokale z okiennicami dniem i nocą zamkniętymi na sztaby, drzwi zabite gwoździami, naprzód i w tył powychylane ściany, okna łatane papierem albo zatkane łachmanem. Szedł, przez brudne szyby zaglądał do mieszkań i nasycał się widokiem szaf bez drzwi, krzeseł na trzech nogach, kanap z wydartym siedzeniem, zegarów o jednej skazówce z porozbijanymi cyferblatami. Szedł i cicho śmiał się na widok wyrobników wiecznie czekających na robotę, rzemieślników, którzy trudnią się tylko łataniem starej odzieży, przekupek, których całym majątkiem jest kosz zeschłych ciastek — na widok obdartych mężczyzn, mizernych dzieci i kobiet niezwykle brudnych. „Oto miniatura kraju — myślał — w którym wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy. Jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty. Praca odejmuje sobie od ust, ażeby karmić niedołęgów; miłosierdzie hodu􀰗e bezczelnych próżniaków, a ubóstwo nie mogące zdobyć się na sprzęty otacza się wiecznie głodnymi dziećmi, których największą zaletą jest wczesna śmierć. Tu nie poradzi jednostka z inicjatywą, bo wszystko sprzysięgło się, ażeby ją spętać i zużyć w pustej walce — o nic.”

Potem w wielkich konturach przyszła mu na myśl jego własna historia. Kiedy dzieckiem będąc łaknął wiedzy — oddano go do sklepu z restauracją. Kiedy zabijał się nocną pracą będąc subiektem — wszyscy szydzili z niego, zacząwszy od kuchcików, skończywszy na upijającej się w sklepie inteligencji. Kiedy nareszcie dostał się do uniwersytetu — prześladowano go porcjami, które niedawno podawał gościom. Odetchnął dopiero na Syberii. Tam mógł pracować, tam zdobył uznanie i przyjaźń Czerskich¹⁹³, Czekanowskich¹⁹⁴, Dybowskich¹⁹⁵. Wrócił do kraju prawie uczonym, lecz Syberia gdy w tym kierunku szukał zajęcia, zakrzyczano go i odesłano do handlu…

„To taki piękny kawałek chleba w tak ciężkich czasach!”

No i wrócił do handlu, a wtedy zawołano, że się sprzedał i żyje na łasce żony, z pracy Minclów. Traf zdarzył, iż po kilku latach żona umarła zostawiając mu dość spory majątek. Pochowawszy ją, Wokulski odsunął się nieco od sklepu, a znowu zbliżył się do książek. I może z galanteryjnego kupca zostałby na dobre uczonym przyrodnikiem, gdyby znalazłszy się raz w teatrze nie zobaczył panny Izabeli. Siedziała w loży z ojcem i panną Florentyną, ubrana w białą suknię. Nie patrzyła na scenę, która w tej chwili skupiała uwagę wszystkich, ale gdzieś przed siebie, nie wiadomo gdzie i na co. Może myślała o Apollinie?… Wokulski przypatrywał się jej cały czas. Zrobiła na nim szczególne wrażenie. Zdawało mu się, że już kiedyś ją widział i że ją dobrze zna. Wpatrzył się lepiej w jej rozmarzone oczy i nie wiadomo skąd przypomniał sobie niezmierny spokój syberyjskich pustyń, gdzie bywa niekiedy tak cicho, że prawie […]

-------------------------------------------------------------------------

¹⁹²Nowy Zjazd biegł od Placu Zamkowego do żelaznego mostu na Wiśle i tworzył rodzaj wiaduktu na arkadach, w połączeniu z nasypem ziemnym (wiadukt Pancera). Nowy Zjazd był bardzo ruchliwym punktem Warszawy ze wzglądu na most (Kierbedzia) łączący Warszawę z Pragą. Tędy przechodzi obecnie Trasa W-Z i Most Śląsko-Dąbrowski.

¹⁹³Czerski Jan (1845–1892) — przyrodnik i geolog, zesłany w r. 1863 na Syberię, badał tam faunę i pokłady węgla.

¹⁹⁴Czekanowski Aleksander (1810–1876) — geograf i geolog, zesłany w r. 1863 na Syberię.

¹⁹⁵Dybowski Benedykt (1833–1930) — uczony polski, zesłany w r. 1864 na Syberię, badał tamtejszą przyrodę, antropologię i języki ludów syberyjskich.

----------------------------------------------------------------------------

[…] słychać szelest duchów wracających ku zachodowi¹⁹⁶. Dopiero później przyszło mu na

myśl, że on nigdzie i nigdy jej nie widział, ale — że jest tak coś — jakby na nią od dawna czekał.

„Tyżeś to czy nie ty?…” — pytał się w duchu, nie mogąc od niej oczu oderwać.

Odtąd mało pamiętał o sklepie i o swoich książkach, lecz ciągle szukał okazji do widywania panny Izabeli w teatrze, na koncertach lub na odczytach. Uczuć swoich nie nazwałby miłością i w ogóle nie był pewny, czy dla oznaczenia ich istnieje w ludzkim języku odpowiedni wyraz. Czuł tylko, że stała się ona jakimś mistycznym punktem, w którym zbiegają się wszystkie jego wspomnienia, pragnienia i nadzieje, ogniskiem, bez którego życie nie miałoby stylu, a nawet sensu. Służba w sklepie kolonialnym, uniwersytet, ożenienie się z wdową po Minclu, a w końcu mimowolne pójście do teatru, gdy wcale nie miał chęci — wszystko to były ścieżki i etapy, którymi los prowadził go do zobaczenia panny Izabeli.

Od tej pory czas miał dla niego dwie fazy. Kiedy patrzył na pannę Izabelę, czuł się absolutnie spokojnym i jakby większym; nie widząc — myślał o niej i tęsknił. Niekiedy zdawało mu się, że w jego uczuciach tkwi jakaś omyłka i że panna Izabela nie jest żadnym

środkiem jego duszy, ale zwykłą, a może nawet bardzo pospolitą panną na wydaniu. A wówczas przychodził mu do głowy dziwaczny projekt:

„Zapoznam się z nią i wprost zapytam: czy ty jesteś tym, na co przez całe życie czekałem?… Jeżeli nie jesteś, odejdę bez pretensji i żalu…”

W chwilę później spostrzegał, że projekt ten zdradza umysłowe zboczenie. Kwestię więc: czym jest, a czym nie jest, odłożył na bok, a postanowił, bądź co bądź, zapoznać się z panną Izabelą. Wtedy przekonał się, że między jego znajomymi nie ma człowieka, który mógłby go wprowadzić do domu Łęckich. Co gorsze: pan Łęcki i panna byli klientami jego sklepu, lecz taki stosunek, zamiast ułatwić, utrudniał raczej znajomość. Stopniowo sformułował sobie warunki zapoznania się z panną Izabelą. Ażeby mógł nic więcej tylko szczerze rozmówić się z nią, należało:

- Nie być kupcem albo być bardzo bogatym kupcem.

- Być co najmniej szlachcicem i posiadać stosunki w sferach arystokratycznych.

- Nade wszystko zaś mieć dużo pieniędzy.

Wylegitymowanie się ze szlachectwa nie było rzeczą trudną. W maju roku zeszłego Wokulski wziął się do tej sprawy, którą jego wyjazd do Bułgarii o tyle przyspieszył, że już w grudniu miał dyplom¹⁹⁷, z majątkiem było znacznie trudniej; w tym przecie dopomógł mu los. W początkach wojny wschodniej¹⁹⁸ przejeżdżał przez Warszawę bogaty moskiewski kupiec, Suzin, przyjaciel Wokulskiego jeszcze z Syberii. Odwiedził Wokulskiego i gwałtem zachęcał go do przyjęcia udziału w dostawach dla wojska.

— Zbierz pieniędzy, Stanisławie Piotrowiczu, ile się da — mówił — a uczciwe słowo, zrobisz okrągły milionik!…

Następnie półgłosem wyłożył mu swoje plany. Wokulski wysłuchał jego projektów. Do wykonania jednych nie chciał należeć, inne przyjął, lecz wahał się. Żal mu było opuścić miasto, w którym przynajmniej widywał pannę Izabelę. Ale gdy w czerwcu ona wyjechała do ciotki, a Suzin począł naglić go depeszami, Wokulski zdecydował się i podniósł całą gotówkę po żonie w ilości rs¹⁹⁹ trzydzieści tysięcy, którą nieboszczka trzymała nietykalną w banku. Na kilka dni przed wyjazdem zaszedł do znajomego lekarza Szumana, z którym po mimo obustronnej życzliwości widywali się nieczęsto. Lekarz, Żyd, stary kawaler, żółty,

mały, z czarną brodą, miał reputację dziwaka. Posiadając majątek leczył darmo […]

--------------------------------------------------------------------------

¹⁹⁶słychać szelest duchów wracających ku zachodowi — prawdopodobnie reminiscencja epizodu w Anhellim (1838) Juliusza Słowackiego, kiedy dusza bohatera, wywołana przez Szamana, pragnie powrócić do ojczyzny.

¹⁹⁷dyplom — tu: dokument stwierdzający pochodzenie szlacheckie.

¹⁹⁸wojna wschodnia — wojna rosyjsko-turecka

¹⁹⁹rs — skrót: rubli srebrnych.



[31.10.2026, Toruń]




SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY

2968. Zapisać, zapisywać, zapisować coś komuś - przeznaczyć na piśmie

2969. Zapisać, zapisywać, zapisować kogoś - zaadresować

2970. Zapisać, zapisywać, zapisować coś skąd - sprowadzić za pośrednictwem pisma 2971. Zapisać, zapisywać, zapisować się komuś - zobowiązać się piśmiennie

2972. Zapisać, zapisywać, zapisować przeciw komuś - zaprotestować

2973. Zapisne - opłata od zapisu

2974. Zapisny, zapisowy - tyczący się zapisu

2975. Zapisny list - oblig, rewers, dług

2976. Zapisować /się/ - zapisać

2977. Zapisowe - obciążone zapisem

2978. Zapiżmować - zaperfumować piżmem

2979. Zaplaskły - zapadły, zaklęsły

2980. Zaplądz się - zaplątać się, zabłąkać się, zakraść się

2981. Zaplecznik - z tyłu, po kimś idący; następca swego poprzednika

2982. Zaplemienić, zaplemieniać - zaludnić plemieniem

2983. Zaplenić - zabrać gwałtem, zabrać do niewoli

2984. Zapleszczeć w ręce - zaklaskać

2985. Zapleść, zaplatać, zapletać, zapletawać - zaplatywać, zawikłać, zagmatwać, zaplątać

2986. Zapleśnić, zapleśniać - pokryć pleśnią

2987. Zaplewić, zaplewiać - zapełnić plewami, zachwaścić, zakąkolić, zanieczyścić

2988. Zaplot, zaplotek, zaplotka, zapłotka, zaplociny, zapłociny - coś zaplecionego, splot, warkocz

2989. Zaplotki, zapłotki - zagrody zaplecione, płoty

2990. Zaplusnąć, zapluskać, zapluszczyć, zapluskawać, zapluskiwać - zabryzgać, zachlapać , zamydlić, omamić, otumanić, zaślepić

2991. Zapłacać, płacić.

2992. Zapłakać kogoś - zapłakać nad kim, opłakać go

2993. Zapłasknąć, zapłaszczeć - zapaść na płask, zaklęsnąć

2994. Zapłatać - załatać

2996. Zapłatka - zapłata

2997. Zapłatny - godzien zapłaty, nagrody

2998. Zapław - zalew

2999. Zapławić, zapławiać - zalać

3000. Zapłonęły - zapłoniony

3001. Zapłoszyć - przepłoszyć, wypłoszyć, wypędzić

3002. Zapływ, zapłynięcie - zapływanie

3003. Zapocząć, zapoczynać - zacząć, rozpocząć, zapoczątkować

3004. Zapohańczyć - zrobić pohańcem

3005. Zapokojna - ofiara składana w celu uproszenia spokoju

3006. Zapołucz - bawełna farbowana na czerwono lub na sino

3007. Zapomin - zapomnienie

3008. Zapomniały, zapomniony, zapamiętały - wściekły, szalony

3009. Zapomniewać - zapominać

3010, Zapomóżka - zapomoga

3011. Zapomroczyć - pomroką zakryć, zamroczyć (chmurą niebo)

3012, Zapona, zaponka - rzecz do zapinania, klamra, spinka, guzik, szpilka, agrafka, guz;

3013. Zapona, zaponka - opona, zasłona, kurtyna

3014, Zaponica - bransoleta, manela

3015. Zaporoh, zaporog, zaporożanin, zaporowczyk - zaporożec, kozak zaporoski

3016. Zapostemować - owrzodzieć, zaropić się, zajątrzyć się

3017. Zaposty - zapusty

3018. Zapowiedni, zapowiedny - przeznaczony do zapowiedzenia, zapowiadający, oznajmujący,

3019. Zapowiedni, zapowiedny - powstrzymujący, odraczający, zakazany, zabroniony

3020. Zapowiedzieć, zapowiadać, zapowiedać - ogłosić zapowiedź małżeńską;, wyzywać na pojedynek

3021. Zapowiedzieć, zapowiadać, zapowiedać - nakazać, rozkazać; zabronić, zakazać

3022. Zapowiedzieć, zapowiadać, zapowiedać kogoś - zaaresztować, położyć areszt.

3023. Zapowiedź - wyzwanie na pojedynek

3024. Zapowiedź - rozkaz ogłoszony, rozporządzenie przykazujące zakaz, zabronienie, 3025. Zapowiedź sądowa - odmowa sądowa, areszt

3026. Zapozew, zapozwanie - pozew, wezwanie

3027. Zaprawa - zaprawienie kogo do czego, wprawa, ćwiczenie, próba dla wprawy; naprawa



[31.10.2026, Toruń] 

30 października 2026

BOGOWIE OLIMPIJSCY - APOLLO

 

Apollo

Apollo był synem Dzeusa i Latony. Urodził się na wyspie Delos, pod drzewem palmowym. Gdy miał przyjść na świat, ze wszystkich stron przypłynęły łabędzie, a otoczywszy zwartym kołem błogosławioną wyspę śpiewały cudnie. Od tej chwili jałowe skały Delos zakwitły i napełniły się radością świeżej zieleni. Dźwięki muzyki i hymnów wznosiły się ku niebu w błękitnych zwojach kadzidlanych. Rzesze pobożnych wyznawców Apollina szły ku białym świątyniom, ukrytym wśród palm, cyprysów i wawrzynów. Apollo był najpiękniejszy z bogów. Wysoki, smukły, jasnowłosy, zachował dar wiecznej młodości i boskie przejrzyste oczy, które widziały daleko w głąb czasu i przestrzeni. Był bogiem wyroczni i wróżb, a odblask jego urody odgadywano w złotym obliczu słońca, którego był panem. Jako ten, co daje jasnowidzenie, był Apollo patronem wieszczów,

śpiewaków i poetów, których zwano “dziatwą Apollina". Sam grał mistrzowsko na cytrze. Raz nawet wdał się w zawody z niejakim Marsjasem, który był nieporównanym flecistą. Sędziami obrano pasterzy i pasterki strzegące swych trzód na górze Nysa. Marsjas grał pierwszy i wszystkich zadziwił. Jego fletnia naśladowała kląskanie słowików, szmer źródeł, daleki głos ech leśnych, poszum burzy, tworząc jak gdyby hymn pochwalny na cześć tej przyrody, której nieuczony Marsjas był dzieckiem i wychowankiem. Już był pewny zwycięstwa, gdy Apollo uderzył w struny swej cudownej cytry. Grał i śpiewał jednocześnie.

Co chwila dobywał z dusz słuchaczy to uniesienie radości, to słodkie pragnienie, to znów smutek serdeczny. Przyznano mu pierwszeństwo. Wtedy Apollo schwycił pokonanego Marsjasa, przywiązał go za ręce do drzewa i żywcem odarł ze skóry. Umarł Marsjas i wielki

płacz ozwał się z głębi lasów i gór; wszystkie boginki górskie, wszyscy bogowie leśni wylewali po nim łzy tak obficie, że z tych łez wypłynęła rzeka, którą nazwano jego imieniem — Marsjas.

A przy tym zdarzyła się rzecz bardzo śmieszna. Oto król Midas, który był również świadkiem owych zawodów, odszedł niezadowolony. Jemu nie podobała się gra Apollina, on jeden głosował za Marsjasem. Bóg zemścił się i dał mu ośle uszy. Królowi jednak nie wypada mieć oślich uszu. Midas ukrywał swą hańbę pod czapką, której nigdy nie zdejmował. Ale był ktoś, kto znał tajemnicę królewską — nadworny fryzjer, który goląc Midasa widywał go bez czapki. Król pod karą śmierci nakazał mu milczenie. Zacny balwierz bał się śmierci, ale posiadanie tak niesłychanego sekretu nie dawało mu spokoju. Koniecznie chciał się komuś zwierzyć. Nie mogąc inaczej, pobiegł nad brzeg morza, wykonał tam jamkę w ziemi i w głąb niej krzyknął, co miał sił: “Król Midas ma ośle uszy!" To mu ulżyło. Tymczasem — widocznie za zrządzeniem bogów — na tym miejscu, gdzie była jamka, wyrosła trzcina, cały łan trzciny. I ledwo tylko wiatr powiał, trzciny jęły się poruszać, szemrzeć, zbierać się w głos, który mówił: “Król Midas ma ośle uszy". Po całym kraju szedł ten zdradziecki szept trzcin i rzecz się stała jawna ku wielkiemu zmartwieniu dobrego króla, którego jedyną wadą było to, że nie znał się dobrze na muzyce.

Apollo, mimo że należał do najwyższej arystokracji bogów, chętnie przebywał na ziemi. Miał tu swoje sprawy i dawne wspomnienia. Pamiętał, jak raz, wygnany z Olimpu, służył za parobka u króla Admeta w Tesalii, gdzie pasł trzody grając na fujarce. Gospodarze więc modlili się do niego, by bydło chronił od wilków. Mógł to uczynić z łatwością, albowiem jak nikt strzelał z łuku. Mówiono, że strzały jego rażą znienacka, nie zostawiając śladów, i każdą nagłą śmierć przypisywano gniewowi Apollina.

Jeszcze wyrostkiem był, gdy uważał się za niedoścignionego łucznika. Szydził nawet z Erosa, boga miłości, i przechwalał się, że lepiej strzela od niego. Podrażniony Eros wyjął z kołczana dwie strzały: miłości i nienawiści. Strzała miłości trafiła w serce Apollina, a strzałą nienawiści w płochliwe serduszko nimfy Dafne. Za zbliżeniem się Apollina Dafne uciekała. Gonił ją przez góry i lasy. Nad brzegiem pewnego strumienia już miał ją pochwycić, gdy wtem ona zwróciła swe prośby ku matce Ziemi, która ją natychmiast zmieniła w drzewo laurowe. Rzecz tę opisał u nas pięknymi oktawami Samuel ze Skrzypny Twardowski w poemacie Daphnis w drzewo bobkowe przemienieła się.

Tak dziwnie się składało, że do kogo Apollo się przywiązał, tego spotykało jakieś nieszczęście. Miał Apollo serdecznego przyjaciela w młodym Hiakintosie, którego uczył strzelać z łuku i grać na cytrze. Tymczasem Zefir, bożek łagodnego wiatru, tak pokochał pięknego młodzieńca, że nie mógł znieść, iż ów porzuca jego towarzystwo dla olimpijskiego boga. Pewnego dnia, gdy Apollo zabawiał się dyskiem, Zefir nagłym tchnieniem tak skierował dysk rzucony przez Apollina, że Hiakintos otrzymał cios śmiertelny. Na próżno syn Latony chciał mu wrócić życie z pomocą ziół leczniczych. Młodzieniec umarł, a z jego krwi wyrósł kwiat, który do dziś nazywamy hiacyntem.

Jako bóg muzyki i poezji, kapelmistrz orkiestry olimpijskiej, był Apollo zwierzchnikiem muz, dziewięciu cór Dzeusa i Mnemosyne (Pamięć). Mieszkały one na szczytach gór, na beockim Helikonie i Parnasie, gdzie bije święte źródło kastalskie, lecz ulubioną ich siedzibą były wyniosłości Pierii pod Olimpem. Tam kwitły łąki rozkoszne, których nigdy nie tknęła kosa, i na nich wypasały się trzody będące własnością bogów. Grecy dzisiejsi opowiadają, że w górach Pierii gnieżdżą się złe duchy, które zbłąkanych oślepiają szaleństwem i strącają w przepaść. Lecz w starożytności przynosiły one inne szaleństwo, urocze szaleństwo poezji. Oto jaką wizją otwiera się poemat Teogonia Hezjoda, którego muzy same wybrały na swego kapłana:

“Wdzięczne ciała obmywszy w rzeźwiących nurtach Permesu, muzy, Olimpu dziewice, korowód piękny zawiodły na Helikonu wyżynach, stąpając pieśniom do wtóru. Stamtąd, ruszywszy gromadą, w całuny mgielne spowite, szły pośród nocy w dolinę, śpiewając głosem przecudnym. One to niegdyś Hezjoda uczyły pięknego śpiewania u Helikonu podnóża, gdzie owce pasł białorune. Kostur dały mi potem do rąk, ułamawszy laurową gałąź pięknie rozkwitłą — i boską natchnęły mnie pieśnią".

W późniejszych czasach powierzono każdej z muz jakąś sztukę, którą się szczególnie miała opiekować, i przedstawiano je w rzeźbach i malowidłach ze stałymi atrybutami, aby je łatwiej rozróżnić. Kalliope (Pięknolica), muza pieśni bohaterskiej, trzyma rylec i tabliczkę do pisania; Klio (Głosząca sławę) zajmuje się historią i ma zwój pergaminu; Euterpe (Radosna), patronka liryki, gra na flecie; Taleja (Rozkoszna) pokazuje maskę komiczną jako muza komedii; Melpomene (Śpiewająca) jest muzą tragedii i poznać ją można po smutnej masce, którą jej dają za godło; Terpsychora (Kochająca taniec) z wielką lirą w ręku uczy ludzi tańca; Erato (Umiłowana) na małej cytrze wygrywa pieśni miłosne; Polihymnia chodzi w głębokiej zasłonie, jakiej używało się przy obrzędach religijnych, albowiem zsyła natchnienie tym, którzy piszą hymny i pieśni pobożne; Urania (Niebiańska) dźwiga globus astralny, bo jej dziełem jest gwiaździarstwo.

Apollo był jedną z najjaśniejszych postaci greckiego Olimpu. Nazywano go Zbawcą, gdyż wspierał ludzi w cierpieniu, ratował z nieszczęścia, śmierć odwracał, zbrodniarzy oczyszczał z grzechów. Był lekarzem duszy i ciała — ten bóg światła i pociechy, łaskawy i

dobroczynny. Takiego właśnie pokazał Wyspiański w Akropolis, gdzie bóstwo pogańskie

zlewa się w jedno z Chrystusem. W Atenach po zbiorach jesiennych obchodzono ku czci Apollina święto, w czasie którego młodzież niosła gałąź oliwki obwieszoną ligami, bułkami, oliwą i winem w dzbanuszkach, owiniętą wełnianymi wstążkami, stawała przed każdym domem, jakby u nas z kolędą, oddawała ją gospodarzom, a ci ową gałąź, zwaną ejrezjone, zawieszali na drzwiach aż do następnych świąt; wówczas ją palono i zastępowano świeżą. Chłopcy, idący z ejrezjoną, śpiewali pieśń, którą Kniaźnin tak oddał po polsku:

Do domu tego przychodzę,

Gdzie samo szczęście przebywa;

Słyszałem wszędy po drodze:

Mąż tu w dostatki opływa.

Niechaj otworzą te wrota!

Skarb wnidzie nieprzebrany,

Za nim cześć, zdrowie, ochota

I pokój wszystkim żądany.

Użytku rodzaj wszelaki

Zajmie spichlerze, obory:

Pelne owoców przetaki,

Pełne warzywa komory.

Narają swachy życzliwe

Synową piękną i młodą;

Niech ją muły niepotkliwe

Do domu tego przywiodą.

Tu ona niechaj wyszywa

I nuci u swej kądziele;

A szczęśliwymi szczęśliwa,

Wasze pomnoży wesele.

Z jaskółką równie coroczną

Powrócę do was, powrócę,

Nogi tu moje wypoczną

I piosnkę wdzięczną zanucę.

Oto już chwila upłynie

Jako stoimy przy progu;

Czy co dacie, czyli nie,

Równo polecim was Bogu.

W sztuce występuje Apollo jako ideał młodości i wdzięku męskiego, bez brody, z bujnymi kędziorami, które swobodnie spadają na ramiona albo są fantastycznie ufryzowane: jest to element olimpijski. Zazwyczaj nagi, czasem tylko ma przerzuconą przez ramię chlamidę, mały płaszczyk. Na plecach nosi kołczan pełen dzwonnych, srebrnych strzał, w ręku trzyma łuk. W orszaku muz widzimy go znów (jako Kitarodosa) w długiej powłóczystej szacie, wysoko przepasanej, z wieńcem wawrzynu na głowie, z lirą w ręku. Wieniec laurowy dawano w nagrodę poetom i zwyczaj ten przeżył starożytność. Widzimy go na głowie i Petrarki, i naszego Janiciusa, przypomina go również wyraz: laureat.



[30.10.2026, Toruń]

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (35-36)

 

Przecinek przed oraz

Wyraz oraz jest spójnikiem, który służy do łączenia zdań złożonych współrzędnie lub członów zdania pojedynczego odnoszących się do tego samego desygnatu. Przed tym wyrazem prawie nigdy nie stawiamy przecinka.


Była właścicielką ogromnego majątku – miała m.in. kilka nieruchomości, trzy samochody i spory kapitał w biżuterii oraz gotówce.

Mam psa, dwa koty oraz chomika.

W wolnym czasie czytam książki, jeżdżę na rowerze oraz spotykam się z rodziną.


Przed wyrazem oraz postawimy jednak przecinek, gdy spójnik ten występuje tuż za wtrąceniem (przecinek zamyka wówczas zdanie wtrącone).

Kupiłam buty, które widziałam na wystawie, oraz dwie bluzki.

Najbardziej lubię kryminały, których mam wiele, oraz powieści obyczajowe.


Przed oraz musimy postawić przecinek także w sytuacji, gdy jest on powtórzony w zdaniu i ma tę samą funkcję.



Przecinek przed ale

Spójnik ale wyraża przeciwieństwo, kontrast lub odmienne treści. Służy do łączenia zdań współrzędnych przeciwstawnych lub ich części. Prawie zawsze stawiamy przed nim przecinek.


Miałam przynieść ci tę książkę, ale zapomniałam.

Możesz wyjść na zewnątrz, ale wróć przed dwudziestą.

Ciągle ćwiczę, ale nie widzę efektów.

Mogłem zadzwonić, ale po co?


Przed ale postawimy również przecinek, gdy wyraz ten jest powtórzony – występuje wtedy zwykle w funkcji wykrzyknika lub partykuły wzmacniającej.


Ale, ale, co to ma się znaczyć!

Ale, ale gdzie idziesz?

Ale, ale, proszę pana, co pan robi!


Wyjątkiem od zasady stawiania przecinka przed ale jest użycie go w funkcji rzeczownika nieodmiennego.

Czy ty zawsze musisz mieć jakieś ale?



[30.10.2026, Toruń]

DANTE - BOSKA KOMEDIA - PIEKŁO - PIEŚŃ XXVII cd.

 

[…] I dodał: »Z góry rozgrzeszam cię z winy,

Naucz, jak zburzyć mury Palestriny.

Ty wiesz, kto niebo otwiera, zamyka,

Wiesz, że dwa klucze są w ręku klucznika,

Lecz mój poprzednik nie znał ich użycia⁴²⁷«.

Takie dowody niełatwe do zbicia

Mnie uderzyły; wszedłem w radę z głową,

Że lepiej mówić jak zostać niemową,

I rzekłem: »Jeśli gładzisz, ojcze święty,

Grzech w mojej myśli tej chwili poczęty,

Słuchaj, ja radzę ze szczerością całą:

Wiele obiecuj, a dotrzymaj mało⁴²⁸,

Będziesz zwycięzcą na twojej stolicy«.

Kiedym umierał, w chwili mego zgonu,

Wzywał mnie patron mojego zakonu,

A wtem cherubin przyszedł czarnolicy,

I rzekł do niego: »Zakonny patronie!

Robisz mi krzywdę, ja praw moich bronię,

On być powinien w potępieńców gronie.

Gdy mu z ust wyszła taka rada dzika,

Odtąd ja za czub rad trzymam grzesznika;

Odpust bez skruchy to niepodobieństwo!

Rzecz niepodobna, godna mego śmiechu,

Razem chcieć grzechu i żałować grzechu.

Czyn ten potępia samo przeciwieństwo«.

O! Jak szalałem obłąkaniem dzikiem,

Gdy on mnie porwał i zawołał z krzykiem:

»Możeś nie myślał, że byłem loikiem?«

I przed Minosem stawiać mnie sam zniknął.

Sędzia ten ogon skręcił z osiem razy⁴²⁹,

Potem go ugryzł, a wściekły z obrazy:

»Oblec go w ogień wiekuisty!«, krzyknął.

Za grzech ten w jamę wrzucony na mękę,

Noszę, jak widzisz ognistą sukienkę».

To rzekłszy, odszedł płomień potępiony,

Kręcąc, miotając swój wierzch zaostrzony.

Ja i wódz szliśmy na arkadę tamy,

Pod którą cierpią karę na dnie jamy

Ci, co sumienie na bliźniego szkodę

Śmieli obciążyć, wzbudzając niezgodę. [...]

-----------------------------------------------------------------------

⁴²⁷Lecz mój poprzednik nie znał ich użycia — Tym poprzednikiem był Celestyn V. O tym papieżu wspomina Dante] w pieśni III.

⁴²⁸Wiele obiecuj a dotrzymaj mało — Idąc za taką radą Gwida, Bonifacy VIII ofiarował Colonnom i ich stronnikom zupełną amnestię i zwrot odebranych im dóbr i godności, jeśliby Palestrina się poddała. Colonnowie zgodzili się na to, a papież kazał miasto zburzyć do szczętu.

⁴²⁹Sędzia ten ogon skręcił z osiem razy — Obraz ten Minosa porównaj z obrazem jego, jaki nakreślił poeta na początku Pieśni V.



[30.10.2026, Toruń]

JULIUSZ SŁOWACKI - ANHELLI - ROZDZIAŁ VI

 


ROZDZIAŁ VI

  • Uspokoiwszy więc Szaman płacz w Anhellim opuścił rybaków i odszedł w pustynie.

  • A księżyc jeszcze był wysoko, gdy zaszli do chaty starego człowieka, który przywitał

Szamana jak dawnego przyjaciela. Był to jeden z wygnańców barskich... ostatni.

  • Chata jego ocieniona szeroką jabłonią i pełna gniazd gołębich, i śpiewająca od

świerszczów ustronna była i spokojna.

  • I postawił ów starzec przed gośćmi cynowy dzban, chleby i Jabłka czerwone, a potem zaczął jak zwykle rozmowę o dawnych czasach i o ludziach już umarłych.

  • Nie wiedział zaś nic, że nowe pokolenie w Polszcze i nowi byli rycerze i nowi męczennicy; i nie chciał wiedzieć o tém będąc człowiekiem przeszłości.

  • A nie było już w nim żadnej pamięci, ale była pamięć o rzeczach, które mu się zdarzyły za młodu; lecz o dniu wczorajszym nie wiedział i nie myślał o jutrze.

  • A utrzymywał się z robaczków, które nazywają czerwcem; i z nich płacił podatek carowi, a był właśnie dzień składania daniny.

  • Jakoż o godzinie poźnéj zajechał przed chatę celnik, i napiwszy się ze dzbana dopomniał się o rzecz winną.

  • Stary więc ów człowiek obnażył się ze wszystkiego, aby wystarczył podatkowi i sługę onego zbogacił.

  • A zabrawszy wszystko celnik wychodził z chaty mówiąc: Oto masz jabłoń owocami okrytą, muszę z niéj wziąść dziesięcinę.

  • To powiedziawszy, sługom swoim rozkazał trząść drzewo stare i rozrosłe, a Szaman do Anhellego rzekł:

  • Pójdź i stań pod jabłonią, a nic nie mów do tych, co trzęsą drzewem, aż się moc Boska pokaże.

  • Poszedł więc Anhelli i stanął pod ulewą jabłek czerwonych, jak człowiek spokojny.

  • A oto jabłoń okryła się wielką jasnością, a owoce na niej stały się gwiazdami i błyszcząc bardzo nie upadały więcéj.

  • I gołębie śpiące obudziły się myśląc, że już jest godzina ranna, i umywszy pióra wyleciały w powietrze różane.

  • Więc światłość owa przeraziła celniki, tak że zostawiwszy cały podatek uciekli w

przestrachu i wsiadłszy na wóz odjechali.

  • A Szaman zawoławszy Anhellego rzekł: Chodźmy stąd! albowiem gospodarz pytać nas będzie, jaką władzą to czyniemy; a to jest tajemnicą i znaczenie tych gwiazd tajemnicą jest.

  • Tak mówiąc otoczył się ciemnością z Anhellim i wyszli.



[30.10.2026, Toruń]