Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

29 października 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1432 - 1433)

 

1432.

Jechałem pociągiem tą trasą łączącą Sewillę z Madrytem. Gorące lato, a w wagonach klimatyzacja. Podróż szybka, prędkość nierzadko dochodziła do 200 kilometrów na godzinę, co można było obserwować na paskach wyświetlaczy. Wtedy jednak do wypadku nie doszło. Czy naprawdę konieczna jest w naszym kraju kolej tak szybka, aby w pół godziny móc dostać się z Warszawy do Łodzi? Owszem, idziemy z postępem w kolejne lata XXI wieku, ale czy każdy trybik w tej machinie przyszłości jest niezbędny? Pomiędzy Warszawą a Łodzią, w pociągu wielkich prędkości, siedząc vis-a-vis sympatycznej, jak mi się wydaje, kobiety, nie zdążę zawrzeć z nią znajomości; prędkość pociągu na to nie pozwoli.


1433.

Nadal nie ma przełomu. Ponad pół roku bólu dłoni. Dowiedziałem się, że jest to choroba nieuleczalna i można tylko ograniczyć do pewnego stopnia ból. Kiedy leżałem po wypadku w szpitalu w Oslo, lekarze i pielęgniarki mieli zwyczaj pytać się mnie o skalę odczuwalnego przeze mnie bólu. Zwykle odpowiadałem od 2/10 do 4/10. Gdyby zapytano mnie o to odczuwanie w chwili bezpośrednio po wypadku, zanim zostałem odwieziony helikopterem do szpitala, powiedziałbym 8/10, choć trzeba dodać, że działała wtedy adrenalina w moim organizmie. Podobna skala, tj. 8/10 występuje u mnie obecnie w przypadku dłoni, co gorsza, jest to ból ciągły.



[29.10.2026, Toruń]

28 października 2026

PLATON - PAŃSTWO (2)

 

[…]

V. — Tak jest — mówię. — A tylko mi jeszcze ten drobiazg powiedz. Jak myślisz, jakie największe dobro wyniosłeś stąd, że posiadasz wielki majątek?

— Takie — powiada — że może mało kto mi uwierzy, kiedy będę o nim mówił. Bo musisz wiedzieć, Sokratesie, że jak człowieka zaczynają nachodzić myśli o śmierci, wtedy się w serce zaczyna wkradać obawa i troska o rzeczy, o które się człowiek przedtem nie troszczył i nie obawiał. Z jednej strony te bajki — jak się to mówi — o tym, co się dzieje w Hadesie³¹, że ten, co tu ludziom krzywdę robił, musi tam pokutować; człowiek się dotąd z tych rzeczy śmiał, a teraz one mu duszę zawracają, czy to aby nie prawda. I człowiek sam,

czy to dlatego, że stary i zniedołężniał, czy też dlatego, że jest już bliższy tych rzeczy i jakoś lepiej je widzi — dość że go zaczynają podejrzenia napełniać i obawy, więc robi z sobą porachunki i patrzy, czy kogoś w czymś nie ukrzywdził. Więc kto w swoim życiu znajduje dużo ludzkiej krzywdy, ten się jak dziecko przerażony ze snu zrywa i strach go zbiera, i taki życie pędzi w złych przeczuciach. A komu sumienie żadnej krzywdy nie wyrzuca, przy tym zawsze błoga nadzieja stoi i karmi jego starość. Jak to i Pindar³² powiada. On to ładnie powiedział, Sokratesie, że kto sprawiedliwie i zbożnie³³ życie przeszedł: z tym zawsze słodka nadzieja mieszka i jego stare serce karmi. Ta, co rozchwianym myślom zawsze daje ster. Dobrze mówi — aż dziwne, jak bardzo do rzeczy. Do tego, moim zdaniem, posiadanie majątku przydaje się najwięcej — nie dla każdego człowieka, ale dla przyzwoitego. Bo może tam człowiek mimo woli kogoś kiedyś oszukał albo okłamał, albo winien jest bogu […]

---------------------------------------------------------------------------

²⁸Temistokles (ok. 524–459 p.n.e.) — polityk i wódz ateński, twórca potęgi morskiej Aten, główny autor zwycięstwa Greków nad Persami pod Salaminą.

²⁹Seryf, właśc. Serifos — niewielka wyspa grecka na M. Egejskim, należąca do archipelagu Cyklad. Według Herodota Serifijczycy byli z pochodzenia Jonami, jak Ateńczycy, i podczas inwazji perskiej wystawili do wspólnej floty greckiej, zgromadzonej pod Salaminą, 50-wiosłowy okręt wo􀰗enny; brali również udział w bitwie pod Platejami.

³⁰kontent (daw.) — zadowolony.

³¹Hades (mit. gr.) — podziemna kraina umarłych, rządzona przez boga o tym samym imieniu.

³²Pindar (ok. 520–ok. 438 p.n.e.) — wybitny poeta grecki, twórca liryki chóralnej, znany gł. z utworów na cześć zwycięzców igrzysk w Olimpii.

³³zbożnie (daw.) — bogobojnie; uczciwie, cnotliwie.

---------------------------------------------------------------------------

[…] jakieś ofiary, albo człowiekowi pieniądze i potem się boi stąd odejść. Otóż posiadanie majątku w znacznej części na to pomaga. Na wiele innych rzeczy też. Ale tak jedno z drugim zestawiając, powiedziałbym, Sokratesie, że dla człowieka myślącego bogactwo

do tego celu njwięcej się przydaje.

— Bardzo pięknie mówisz, Kefalosie — powiedziałem. — A co do tego właśnie: jeżeli mowa o sprawiedliwości, to czy powiemy, że sprawiedliwość to jest tyle, co prawdomówność — tak po prostu — i tyle, co oddawanie, jeżeli ktoś coś od kogoś weźmie, czy też i to nawet raz będzie działaniem sprawiedliwym, a innym razem niesprawiedliwym? Ja na przykład coś takiego mam na myśli: przecież każdy przyzna, że gdyby ktoś wziął od przyjaciela, od człowieka przy zdrowych zmysłach, broń, a ten by potem oszalał i zażądał jej z powrotem, to nie trzeba jej oddawać, i nie byłby sprawiedliwy ten, który ją oddał, ani ten, który by człowiekowi zostającemu w takim stanie chciał mówić wszystko zgodnie z prawdą.

— Słusznie mówisz — powiada.

— A więc to nie jest określenie sprawiedliwości: mówić prawdę i oddawać, co się wzięło.

— Ależ owszem, Sokratesie — powiedział, podchwytując, Polemarch — jeżeli wypada wierzyć trochę Simonidesowi³⁴.

— Istotne — rzekł Kefalos — ale ja już wam przekazuję losy i tok tej myśli. Bo muszę się już zająć służbą bożą.

— Nieprawdaż — powiedziałem — a po tobie dziedziczy Polemarch?

— Owszem, tak — powiedział, uśmiechnąwszy się, i w tej chwili poszedł odprawiać nabożeństwo.


VI. — Więc mów ty — powiedziałem — skoroś odziedziczył myśl po ojcu, które zdanie Simonidesa uważasz za słuszne.

— To — powiedział — że sprawiedliwie jest oddawać każdemu to, co mu się winno. Kiedy on to mówi, wydaje mi się, że mówi pięknie.

— No owszem — powiadam — Simonidesowi przecież nie jest łatwo nie wierzyć. To mądry i boski mąż. A co on właśnie mówi, to może ty, Polemarchu, rozumiesz, bo ja nie wiem. Jasna rzecz, że nie to ma na myśli, cośmy przed chwilą mówili, że jak ktoś coś u nas złoży, to trzeba zawsze oddawać z powrotem, nawet kiedy tego zażądają nie przy zdrowych zmysłach. Że niby to zawsze pewien dług stanowi to, co u nas zostało złożone. No nie?

— Tak.

— Zatem nie trzeba oddawać ani odrobiny wtedy, kiedy by ktoś nieprzytomnie żądał zwrotu?

— Prawda — powiedział.

— Więc coś innego czy też coś takiego, zdaje się, mówi Simonides, że sprawiedliwie jest: oddawać to, co się winno?

— Coś innego jednak, na Zeusa — powiada. — On uważa, że przyjaciele przyjaciołom powinni wyświadczać coś dobrego, a żadnego zła.

— Rozumiem — powiedziałem. — Że niby nie oddaje tego, co powinien — ktoś, kto by drugiemu oddawał pieniądze u niego złożone, gdyby to oddanie ich i wzięcie miało być szkodliwe. A byliby przyjaciółmi — ten, co odbiera, i ten, co oddaje. Czy nie tak mówi Simonides twoim zdaniem?

— Owszem, tak.

— Więc cóż? To tylko nieprzyjaciołom trzeba oddawać, cokolwiek by się im było winno?

— W każdym razie — powiada — to, co się im naprawdę winno. A winno się im, moim zdaniem — wrogowi przecież ze strony wroga — i to mu się też należy: winno się im coś złego.


VII. — W takim razie — powiedziałem — Simonides, widać, w poetyckiej zagadce [...] --------------------------------------------------------------------------

³⁴Simonides z Keos (ok. 556–468 p.n.e.) — poeta grecki, twórca liryki chóralnej; znany z epigramów, m.in. napisu na obelisku upamiętniającym Spartan poległych pod Termopilami („Przechodniu, powiedz Sparcie…”).

--------------------------------------------------------------------------

[…] ukrył to, czym byłaby niesprawiedliwość. Bo na myśli miał, jak widać, to, że sprawiedliwość polega na oddawaniu każdemu tego, co mu się należy, a nazwał to tym, co się komuś winno.

— No, co myślisz? — powiada.

— Och, na Zeusa — powiedziałem — a gdyby go tak ktoś zapytał: „Simonidesie, komu, czemu i co powinnego i należnego oddająca sztuka nazywa się sztuką lekarską?” Co, myślisz, on by nam odpowiedział?

— Jasna rzecz — powiada — że ta, co ciałom oddaje lekarstwa i pokarmy, i napoje.

— A komu i czemu oddająca to, co się winno i co się należy, nazywa się sztuką kucharską?

— Ta, co to potrawom przyprawy.

— No, dobrze. Zatem sprawiedliwością będzie się nazywała sztuka, która komu i czemu

oddaje co?

— Jeżeli — powiada — mamy jakoś iść za tym, Sokratesie, co się przedtem powiedziało, to będzie ta sztuka, która przyjaciołom i wrogom oddaje pożytki i szkody.

— Zatem ty nazywasz sprawiedliwością to: przyjaciołom czynić dobrze, a wrogom źle?

— Tak mi się zdaje.

— A któż najlepiej potrafi chorym przyjaciołom czynić dobrze, a wrogom źle, jeżeli chodzi o chorobę i o zdrowie?

— Lekarz.

— A kto płynącym, jeżeli chodzi o niebezpieczeństwa czyhające na morzu?

— Sternik.

— A cóż człowiek sprawiedliwy? W jakiej robocie i w jakim działaniu on najlepiej potrafi przyjaciołom się przydawać, a wrogom szkodzić?

— W walce i spółce wojennej. Tak się mnie przynajmniej wydaje.

— No, dobrze. A jeżeli ktoś nie chorue, kochany Polemarchu, to mu lekarz niepotrzebny.

— Prawda.

— A jak kto nie płynie, to mu nie trzeba sternika.

— Tak.

— A czy i tym, co nie wojują, sprawiedliwy się na nic nie przyda?

— To mi się nie bardzo wydaje.

— Więc i podczas pokoju przydaje się sprawiedliwość?

— Przydaje się.

— A rolnictwo też? Czy nie?

— Tak.

— Aby zdobywać plon?

— Tak.

— A szewstwo też?

— Tak.

— Aby zdobywać obuwie — myślę, że pewnie tak powiesz.

— No tak.

— No cóż, proszę cię, a sprawiedliwość, gotóweś powiedzieć, że jest do jakiego użytku albo do osiągania czego podczas pokoju?

— Do interesów, Sokratesie.

— A interesami nazywasz spółki czy coś innego?

— Spółki, oczywiście.

— Czy więc człowiek sprawiedliwy będzie dobrym i pożytecznym spólnikiem³⁵ przy kładzeniu warcab³⁶, czy też dobry szachista?

— Szachista.

— Ale jak chodzi o kładzenie cegieł i kamieni, to sprawiedliwy więcej się przyda i będzie lepszym spólnikiem niż murarz?

— Na żaden sposób. [...]

-------------------------------------------------------------------------

³⁵spólnik (daw.) — wspólnik.

³⁶warcaba a. warcab (daw.) — pionek używany w grze w warcaby.



[28.10.2026, Toruń]

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (20)

 

R. VII - GOŁĄB WYCHODZI NA SPOTKANIE WĘŻA CD.


[...]

— Wszakże to pan kupił nasz serwis i srebra? — mówiła zdławionym głosem.

— Ja, pani.

Teraz panna Izabela zawahała się. Po chwili jednak słaby rumieniec wrócił jej na twarz.

Ciągnęła dalej:

— Zapewne pan sprzeda te przedmioty?

— W tym celu je kupiłem.

Rumieniec panny Izabeli wzmocnił się.

— Przyszły nabywca w Warszawie mieszka? — pytała dalej.

— Rzeczy tych nie sprzedam tutaj, lecz za granicą. Tam… dadzą mi wyższą cenę —

dodał spostrzegłszy w jej oczach zapytanie.

— Pan spodziewa się dużo zyskać?

— Dlatego, ażeby zyskać, kupiłem.

— Czy i dlatego mój ojciec nie wie, że srebra te są w pańskim ręku? — rzekła ironicznie.

Wokulskiemu drgnęły usta.

— Serwis i srebra nabyłem od jubilera. Sekretu z tego nie robię. Osób trzecich do sprawy nie mieszam, ponieważ to nie jest w zwyczajach handlowych.

Pomimo tak szorstkich odpowiedzi panna Izabela odetchnęła. Nawet oczy jej nieco pociemniały i straciły połysk nienawiści.

— A gdyby mój ojciec namyśliwszy się chciał odkupić te przedmioty, za jaką cenę odstąpiłby je pan teraz?

— Za jaką kupiłem. Rozumie się z doliczeniem procentu w stosunku… sześć… do ośmiu od sta rocznie…

— I wyrzekłby się pan spodziewanego zysku?… Dlaczegóż to?… — przerwała mu z pośpiechem.

— Dlatego, proszę pani, że handel opiera się nie na zyskach spodziewanych, ale na ciągłym obrocie gotówki.

— Żegnam pana i… dziękuję za wyjaśnienia — rzekła panna Izabela widząc, że jej towarzyszka już kończy rachunki.

Wokulski ukłonił się i znowu usiadł do swej księgi.

Gdy lokaj zabrał paczki i panie zajęły miejsca w powozie, panna Florentyna odezwała się tonem wyrzutu:

— Mówiłaś z tym człowiekiem, Belu?…

— Tak i nie żałuję tego. On wszystko skłamał, ale…

— Co znaczy to: ale?… — z niepokojem zapytała panna Florentyna.

— Nie pytaj mnie… Nic do mnie nie mów, jeżeli nie chcesz, ażebym rozpłakała się na ulicy… A po chwili dodała po francusku:

— Zresztą, może zrobiłam źle przyjeżdżając tutaj, ale… wszystko mi jedno!…

— Myślę, Belciu — rzekła, z powagą sznurując usta, jej towarzyszka — że należałoby pomówić o tym z ojcem albo z ciotką.

— Chcesz powiedzieć — przerwała panna Izabela — że muszę pomówić z marszałkiem albo z baronem? Na to zawsze będzie czas; dziś nie mam jeszcze odwagi.

Przerwała się rozmowa. Panie milcząc wróciły do domu; panna Izabela cały dzień była rozdrażniona.

Po wyjściu panny Izabeli ze sklepu Wokulski wziął się znowu do rachunków i bez błędu zsumował dwie duże kolumny cyfr. W połowie trzeciej zatrzymał się i dziwił się temu spokojowi, jaki zapanował w jego duszy. Po całorocznej gorączce i tęsknocie przerywanej wybuchami szału skąd naraz ta obojętność? Gdyby można było jakiegoś człowieka nagle przerzucić z balowej sali do lasu albo z dusznego więzienia na chłodne i obszerne pole, nie doznałby innych wrażeń ani głębszego zdumienia.

„Widocznie przez rok ulegałem częściowemu obłąkaniu” — myślał Wokulski. — „Nie było niebezpieczeństwa, nie było ofiary, której nie poniósłbym dla tej osoby, i ledwiem ją zobaczył, już nic mnie nie obchodzi… A jak ona rozmawiała ze mną. Ile tam było pogardy dla marnego kupca… »Zapłać temu panu!…« Paradne są te wielkie damy; próżniak, szuler, nawet złodziej, byle miał społeczna nazwisko, stanowi dla nich dobre towarzystwo, choćby fizjognomią zamiast ojca przypominał lokaja swej matki. Ale kupiec — jest pariasem¹⁸⁰… Co mnie to wreszcie obchodzi; gnijcie sobie w spokoju!”

Znowu dodał jedną kolumnę nie uważając nawet, co się dzieje w sklepie.

„Skąd ona wie — myślał dalej — że ja kupiłem serwis i srebra?… A jak wybadywała, czym nie zapłacił więcej niż warte! Z przyjemnością ofiarowałbym im ten pamiątkowy drobiazg. Winienem jej dozgonną wdzięczność, bo gdyby nie szał dla niej, nie dorobiłbym się majątku i spleśniałbym za kantorkiem. A teraz może mi smutno będzie bez tych żalów, rozpaczy i nadziei… Głupie życie!… Po ziemi gonimy marę, którą każdy nosi we własnym sercu, i dopiero gdy stamtąd ucieknie, poznajemy, że to był obłęd… No, nigdy bym nie przypuszczał, że mogą istnieć tak cudowne kuracje. Przed godziną byłem pełen trucizny, a w tej chwili jestem tak spokojny i — jakiś pusty, jakby uciekła ze mnie dusza i wnętrzności, a została tylko skóra i odzież. Co ja teraz będę robił? czym będę żył?… Chyba pojadę na wystawę do Paryża¹⁸¹, a potem w Alpy…”

W tej chwili zbliżył się do niego na palcach Rzecki i szepnął:

— Pyszny jest ten Mraczewski, co? Jak on umie rozmawiać z kobietami!

— Jak fryzjerczyk, którego uzuchwalono — odpowiedział Wokulski nie odrywając oczu od księgi.

— Nasze klientki zrobiły go takim — odpowiedział stary subiekt, lecz widząc, że przeszkadza pryncypałowi, cofnął się. Wokulski znowu wpadł w zadumę. Nieznacznie spojrzał na Mraczewskiego i dopiero w tej chwili zauważył, że młody człowiek ma coś szczególnego w fizjognomii.

„Tak — myślał — on jest bezczelnie głupi i zapewne dlatego podoba się kobietom.”

Śmiać mu się chciało i ze spojrzeń panny Izabeli, wysyłanych pod adresem pięknego młodzieńca, i z własnych przywidzeń, które dziś tak nagle go opuściły. Wtem drgnął; usłyszał imię panny Izabeli i spostrzegł, że w sklepie nie ma nikogo z gości.

— No, ale dzisiaj toś się pan nie ukrywał ze swoimi amorami — mówił ze smutnym Fircyk uśmiechem Klejn do Mraczewskiego.

— Ale bo jak ona na mnie patrzyła, to ach!… — westchnął Mraczewski, jedną rękę kładąc na piersi, drugą podkręcając wąsika. — Jestem pewny — mówił — że za parę dni otrzymam wonny bilecik. Potem — pierwsza schadzka, potem: „dla pana łamię zasady, w jakich mnie wychowano”, a potem: „czy nie gardzisz mną?” Chwila wcześniej jest bardzo rozkoszną, ale w chwilę później człowiek jest tak zakłopotany…

— Co pan blagujesz! — przerwał mu Lisiecki. — Znamy przecież pańskie konkiety¹⁸²: nazywają się Matyldami, którym pan imponujesz porcją pieczeni i kuflem piwa.

— Matyldy są na co dzień, damy na święta. Ale Iza będzie największym świętem. Słowo honoru daję, że nie znam kobiety, która by na mnie tak piekielne robiła wrażenie… No, ale bo też i ona lgnie do mnie!

Trzasnęły drzwi i do sklepu wszedł jegomość szpakowaty; zażądał breloku¹⁸³ do zegarka, a krzyczał i stukał laską tak mocno, jakby miał zamiar kupić całą japońszczyznę. Wokulski słuchał przechwałek Mraczewskiego bez ruchu. Doświadczał wrażenia, jakby mu na głowę i na piersi spadały ciężary.

— W rezultacie nic mnie to nie obchodzi — szepnął.

Po szpakowatym jegomościu weszła do sklepu dama żądająca parasola, później pan w średnim wieku chcący nabyć kapelusz, potem młody człowiek żądający cygarnicy, nareszcie trzy panny, z których jedna kazała podać sobie rękawiczki Szolca¹⁸⁴, ale koniecznie Szolca, bo innych nie używa. Wokulski złożył księgę, z wolna podniósł się z fotelu i sięgnąwszy po kapelusz stojący na kantorku skierował się ku drzwiom. Czuł brak oddechu i jakby rozsadzanie czaszki. […]

-------------------------------------------------------------------------

¹⁸⁰parias — członek najniższe􀰗 kasty w Indiach; ogólnie: najbardziej pogardzany i krzywdzony członek społeczeństwa.

¹⁸¹wystawa w Paryżu — 1 maja 1878 r. została otwarta w Paryżu wielka wystawa powszechna, która pociągnęła za sobą duży napływ obcokrajowców. Zwiedziło ją około dwustu tysięcy cudzoziemców, w tym blisko dwa tysiące Polaków.

¹⁸²konkiety — podboje.

¹⁸³brelok — ozdobny wisiorek przy łańcuszku.

¹⁸⁴Szolc — firma galanteryjna w Warszawie.

--------------------------------------------------------------------------

[…] Pan Ignacy zabiegł mu drogę.

— Wychodzisz?… Może zajrzysz do tamtego sklepu — rzekł.

— Nigdzie nie zajrzę, jestem zmęczony — odpowiedział Wokulski nie patrząc mu w oczy.

Gdy wyszedł, Lisiecki trącił Rzeckiego w ramię.

— Coś stary jakby zaczynał robić bokami — szepnął.

— No — odparł pan Ignacy — puszczenie w ruch takiego interesu jak moskiewski to nie chy-chy. Rozumie się.

— Po cóż się w to wdaje?

— Po to, żeby miał nam z czego pensje podwyższać — surowo odpowiedział pan Ignacy.

— A niechże sobie zakłada sto nowych interesów, nawet w Irkucku, byle tak co roku podwyższał — rzekł Lisiecki. — Ja z nim się o to spierać nie będę. Ale swoją drogą, uważam, że jest diabelnie zmieniony, osobliwie dzisiaj. Żydzi, panie, Żydzi — dodał — jak zwąchają jego projekta, dadzą mu łupnia.

— Co tam Żydzi…

— Żydzi, mówię, Żydzi!… Wszystkich trzymają za łeb i nie pozwolą, ażeby im bruździł

jakiś Wokulski, nie Żyd ani nawet meches¹⁸⁵.

— Wokulski zwiąże się ze szlachtą — odpowiedział Ignacy — a i tam są kapitały.

— Kto wie, co gorsze: Żyd czy szlachcic — wtrącił mimochodem Klejn i podniósł brwi w sposób bardzo żałosny.

-------------------------------------------------------------------------

¹⁸⁵meches — pogardliwa nazwa przechrzty, używana przez Żydów ortodoksyjnych (ściśle przestrzegających zasad religii).



[28.10.2026, Toruń]

27 października 2026

BIBLIA WARSZAWSKA - STARY TESTAMENT – I KSIĘGA MOJŻESZOWA [15]

 

Bóg zawiera przymierze z Abramem


15:1 Po tych wydarzeniach doszło Abrama w widzeniu następujące słowo Pana: Nie bój się, Abramie, Jam tarczą twoją; zapłata twoja będzie sowita!

15:2 Wtedy Abram odpowiedział: Panie Boże, cóż mi możesz dać, gdy ja schodzę bezdzietny, a dziedzicem domu mego będzie Eliezer z Damaszku.

15:3 Potem rzekł Abram: Przecież nie dałeś mi potomstwa, więc mój domownik będzie dziedzicem moim.

15:4 Wówczas doszło go słowo Pana: Nie ten będzie dziedzicem twoim, lecz ten, który będzie pochodził z wnętrzności twoich, będzie dziedzicem twoim.

15:5 Potem wyprowadził go na dwór i rzekł: Spójrz ku niebu i policz gwiazdy, jeśli możesz je policzyć! I rzekł do niego: Tak liczne będzie potomstwo twoje.

15:6 Wtedy uwierzył Panu, a On poczytał mu to ku usprawiedliwieniu.

15:7 Potem rzekł do niego: Jam jest Pan, który cię wywiódł z Ur chaldejskiego, aby ci dać tę ziemię w posiadanie.

15:8 A on odpowiedział: Panie Boże, po czym poznam, że ją posiądę?

15:9 On zaś rzekł: Sprowadź mi trzyletnią jałówkę i trzyletnią kozę, i trzyletniego barana, nadto synogarlicę i gołębicę.

15:10 I sprowadził mu to wszystko, i rozciął na poły, i położył jedną połać na przeciw drugiej, lecz ptaków nie dzielił.

15:11 Wtedy zleciały ptaki drapieżne do padliny, lecz Abram je odpędził.

15:12 A gdy zachodziło słońce, ogarnął Abrama twardy sen, wtedy też opadły go lęk i głęboka ciemność.

15:13 I rzekł do Abrama: Wiedz dobrze, że potomstwo twoje przebywać będzie jako przychodnie w ziemi, która do nich należeć nie będzie i będą tam niewolnikami, i będą ich ciemiężyć przez czterysta lat.

15:14 Lecz Ja także sądzić będę naród, któremu jako niewolnicy służyć będą; a potem wyjdą z wielkim dobytkiem.

15:15 A ty odejdziesz do ojców swoich w pokoju i będziesz pogrzebany w późnej starości.

15:16 Lecz dopiero czwarte pokolenie wróci tutaj, gdyż przed tym czasem nie dopełni się wina Amorytów.

15:17 A gdy słońce zaszło i nastała ciemność, oto ukazał się dymiący piec i płonąca pochodnia, które przesuwały się między owymi połaciami.

15:18 W dniu tym zawarł Pan przymierze z Abramem, mówiąc: Potomstwu twemu daję tę ziemię, od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat:

15:19 Kenitów i Kenizytów, i Kadmonitów,

15:20 I Chetytów, i Peryzytów, i Refaitów,

15:21 I Amorytów, i Kananejczyków, i Girgazytów, i Jebuzytów.



[27.10.2026, Toruń]

MAREK TULLIUSZ CYCERON - LISTY (1)

 

Marek Tulliusz Cyceron (łac. Marcus Tullius Cicero), inaczej Marek Tulliusz Cycero (ur. 3 stycznia 106 p.n.e., zm. 7 grudnia 43 p.n.e.) – pisarz, polityk, dowódca wojskowy, filozof, mówca sądowy i kapłan rzymski. Jako polityk i wódz stojący na czele stronnictwa broniącego republiki rzymskiej przeciw Cezarowi, Antoniuszowi i Oktawianowi, poniósł klęskę. Jako mówca i pisarz, podziwiany nawet przez wrogów, już za życia odniósł wielki sukces. Współcześnie uważany za jedną z najważniejszych postaci w dziejach światowej literatury. Podkreślał, że większa jest trwałość dowcipu niż siły, więc chętnie oddałby dwa militarne triumfy za dobrze ułożoną mowę. Zajmując się literackimi i filozoficznymi studiami, miał poczucie, że tworzy dzieła daleko ważniejsze, niż gdy siedział w krześle kurulnym.

Już w starożytności sposób, w jaki posługiwał się językiem łacińskim, był uznawany za ideał, do którego powinni dążyć mówcy i pisarze. W średniowieczu na podstawie jego dzieł nauczano retoryki, a autorytet Cycerona w tej dziedzinie był uważany za niepodważalny. Dla humanistów stał się pisarzem wzorcowym, którego styl należało naśladować. Jego mowy, listy oraz teksty na temat retoryki i filozofii uważane są za normę językową prozy łacińskiej. Cyceroński model używania języka przez wieki wpływał na rozwój kultur, które czerpały wzorce z klasycznej łaciny. Cyceron jest prawdopodobnie bardziej odpowiedzialny niż jakikolwiek inny człowiek w historii za obecny kształt języków literackich używanych na całym świecie.


Tytus Pomponiusz Attyk (łac. Titus Pomponius Atticus), zwany Attykiem (ur. 109 p.n.e., zm. 31 marca 32 r. p.n.e.) – rzymski pisarz, historyk, przedsiębiorca i wydawca. Przyjaciel Marka Tulliusza Cycerona. Uchodził za jednego z najbogatszych ludzi swoich czasów. Przydomek zawdzięczał temu, że spędził w Atenach, stolicy Attyki, dwadzieścia lat. Jego życie jest dość dobrze znane dzięki korespondencji z Cyceronem oraz biografii, którą napisał po jego śmierci Korneliusz Nepos.

Attyk urodził się w roku w rodzinie zamożnych ekwitów]. Uczył się u wybitnego znawcy prawa cywilnego, Kwintusa Mucjusza Scewoli Augura. W domu Augura narodziła się przyjaźń Attyka z młodszym o trzy lata Markiem Tulliuszem Cyceronem. Przyjaźń ta miała przetrwać do śmierci Cycerona w 43 roku.


Cycero do Attyka Rzym, połowa lutego r. 67

1. U ciebie wszystko dzieje się po naszej myśli1. Matkę twą i siostrę otaczam wraz z bratem Kwintusem serdeczną opieką. Rozmawiałem z Akutyliuszem2. Twierdzi on, że nie otrzymał od swego pełnomocnika żadnej wiadomości, i dziwi się, że spór ten miał powstać jakoby na skutek odmowy tamtego, aby udzielić gwarancji, iż już o nic więcej nie będzie się u ciebie upominał. Twoje postanowienie w sprawie Tadiusza, o czym mi doniosłeś, sprawiło mu3, jak widziałem, ogromną przyjemność. Ów nasz przyjaciel4, [...]

1 Cycero ma na myśli stosunki w rodzinie Attyka, połączonej zresztą z jego własną bliskim pokrewieństwem na skutek małżeństwa siostry Attyka, Pomponii, z bratem Cycerona, Kwintusem. Małżeństwo to, zawarte krótko przed napisaniem tego listu (skojarzone podobno przez samego Marka), od początku nie było szczęśliwe. Tym pilniej donosi Cycero Attykowi o wszystkim, co świadczyć mogło o pomyślniejszym układaniu się stosunków między młodymi małżonkami.

2 — jakiś finansista pozostający w stosunkach pieniężnych z Attykiem. Już jakieś dwa miesiące wcześniej załatwiał z nim Cycero pewne sprawy z polecenia swego przyjaciela.

3 — mianowicie Tadiuszowi; jest to osobistość mało znana, mająca również, jak się zdaje, wspólne z Attykiem interesy.

4 Idzie o niejakiego Lucjusza Lukcejusza (Lucius Lucceius); miał on do Attyka pretensje, których źródła Cycero sam nie umiał dociec; jest o nich mowa parokrotnie w listach z tego czasu. Później ów Lukcejusz zajmował się twórczością histryczną, napisał historię wojen domowych z początku I w. p. n. e., a Cycero próbował go w r. 56 nakłonić, aby skreślił dzieje jego konsulatu

[…] człowiek, dalibóg, zacny i wielce mi życzliwy, jest na ciebie srodze zagniewany. Jeślibym wiedział, w jakim stopniu to cię obchodzi, lepiej mógłbym się zorientować, co mam czynić.

2. Lucjuszowi Cyncjuszowi5 zapłaciłem już 20400 sesterców za posągi megaryjskie, jakeś mi pisał. Już teraz ogromnie się cieszę na myśl o twoich hermach6 z pentelic- kiego marmuru ze spiżowymi głowami, o których mi dono- siłeś. Toteż chciałbym, żebyś mi jak najprędzej i jak naj- więcej przysłał zarówno herm, jak posągów, i w ogóle wszystkiego, co uznasz za odpowiednie do tego miejsca, do moich upodobań i do twego wykwintnego smaku — a zwłaszcza co się będzie nadawało do gimnazjum i portyku 7. Tak bowiem jestem rozmiłowany w tego rodzaju […]

--------------------------------------------------------------------------

5 — był to prokurent Attyka w Rzymie. Cycero donosi, że wpłacił mu pieniądze za posągi, które Attyk nabył dla niego w Grecji. W tych latach mianowicie, korzystając z pomyślnego stanu swoich finansów, Cycero zajmował się rozbudową i upiększeniem will w swoich wiejskich posiadłościach (a miał ich kilka), przede wszystkim willi w Tuskulum (Tusculum) nie opodal Rzymu, którą w listach nazywa „Tuskulanum". W związku z tym w jego ówczesnej korespondencji słyszymy ciągle o zakupach dzieł sztuki (zwłaszcza posągów i płaskorzeźb), o ich transporcie, o wrażeniach Cycerona po ich odbiorze itd. Głównym źródłem zakupów tego rodzaju była oczywiście Grecja, więc Cycero chętnie korzystał z obecności w Atenach swego przyjaciela, na którego handlowej i artystycznej znajomości rzeczy polegał w zupełności, aby za jego pośrednictwem załatwiać swoje interesy z tej dziedziny.

6 hermy były to popiersia umieszczone na wysokim postumencie; w tym wypadku popiersia były brązowe, a postumenty z marmuru pentelickiego (z kamieniołomów w Pentelikonie), który uchodził za szczególnie szlachetny.

7 gimnazjum jest miejscem ćwiczeń gimnastycznych. Zwykle gimnazja takie były publiczne, ale ludzie bogaci urządzali rzeczach, że ty powinieneś mi pomagać — niech inni bodaj mnie ganią. Jeżeli nie będzie statku Lentulusa, załaduj na jaki ci się podoba.

------------------------------------------------------------------------

3. Tullia, moja najmilsza córeczka8, domaga się od ciebie podarku i żąda, abym był w tej sprawie poręczycielem. Ja jednak gotów jestem raczej wyprzeć się długu, niż za ciebie zapłacić.

-----------------------------------------------------------------------

8 Tullia, jedyne wówczas dziecko Cycerona i pierwszej jego żony Terencji (syn Marek urodził się dopiero później, por. list 5), liczyła, kiedy ten list był pisany, zapewne niewiele ponad 10 lat



[27.10.2026, Toruń]

26 października 2026

DANTE - BOSKA KOMEDIA - PIEKŁO - PIEŚŃ XXVII

 

(Krąg VIII. Tłumok VIII. Ciąg dalszy. Gwido z Montefeltro.)

[…] Płomień prostując ostrze i milczący

Odchodził od nas jak szermierz od mety,

Za przyzwoleniem słodkiego poety.

Gdy oto, widzę, drugi płomień kroczy,

Na swoje ostrze zwrócił moje oczy,

Głosem, co szumiał zeń z trzaskiem i sykiem;

Jak sycylijski byk żarem ziejący⁴¹²

Co po raz pierwszy, i słusznie zaiste,

Ryknął swojego budownika krzykiem,

A potem ryczał jękiem nieszczęśliwych,

Których palono w jego wnętrzu żywych;

To ciało z miedzi, niejeden w złudzeniu

Myślał, że wiercą bóle rzeczywiste:

Tak zamkniętego ducha głos w płomieniu

Nie mając ujścia trzask ognia udawał,

Lecz gdy przez ostrze utorował drogę,

Dał mu ruch, jaki jemu język dawał, [...]

----------------------------------------------------------------------------

⁴¹²Jak sycylijski byk żarem ziejący — Ateńczyk Perillus, sławny kotlarz, ukuł byka z miedzi i darował go Falarisowi, tyranowi sycylijskiemu; byk ten, kiedy człowiek w nim siedzący krzyknął, wydawał ryk rzeczywistego byka. Perillus myślał, że tym wynalazkiem ucieszy władcę Sycylii, gdy skazanych na śmierć przestępców zamyka jąc we wnętrznościach byka ukutego z miedzi i piekąc ich na wolnym ogniu, słyszeć będzie krzyk ich męczarni aż do ostatniego jęku ich skonania w udanym ryku byka. Lecz Falaris był albo lepszym, albo gorszym aniżeli Perillus sobie wyobrażał. Bo tyran sycylijski na wynalazcy tej męczarni rozkazał wykonać pierwszą jej próbę.

------------------------------------------------------------------------

[…] Słyszałem, w takie zamienił się słowo:

«Ty, co lombardzką przemówiłeś mową,

Mówiąc: Idź, dłużej pytać cię nie mogę⁴¹³,

Chociaż przyszedłem za późno, nie w porę,

O, nie odmawiaj, racz pomówić ze mną!

Widzisz, że mówię, a jednak ja gorę⁴¹⁴.

O, jeśli schodzisz w naszą otchłań ciemną

Z słodkiej i pięknej Latynów krainy,

Z której tu czynię pokutę za winy,

Ciekawość ziomka przez litość uspokój,

Mów, w Romaniji⁴¹⁵ wojna jest czy pokój?

Bo ja z latyńskiej matki życie wziąłem,

W górach pomiędzy Tybrem a Urbinem».

Słuchałem jeszcze z pochylonym czołem,

Gdy mistrz mnie trącił i rzekł: «Mów z Latynem!»

Mając odpowiedź już gotową w myśli,

Bez zwłoki rzekłem: «Duchu, któż określi,

Jak jest Romania twoja niespokojna!

Gdym odszedł, jawna nie wrzała w niej wojna⁴¹⁶,

Rząd po staremu tyrański w Rawennie,

Orzeł z Polenty wziął ją w dziób swój orli⁴¹⁷,

I nakrył Cerwię sąsiednią skrzydłami.

Posoką Franków zbroczony kraj Forli,

Pod zielonego lwa leży szponami⁴¹⁸.

Brytan z Werukio, on i jego szczenię⁴¹⁹,

Co mogą śmiało Montagna zadławić,

Rządzą w Rimini, tam jest ich siedzenie,

Gdzie już przywykli swoje zęby krwawić.

Ludem Faency rządzi starożytny

Lew w gnieździe białym na tarczy błękitnej⁴²⁰,

Łaknący ciągłej w stronnictwach odmiany.

Ludy osiadłe nad rzeką Sawijo⁴²¹,

Podobnie jako gród ich zbudowany

Pomiędzy górą a doliny szyją,

Między niewolą a wolnością żyją.

Teraz kto jesteś? Mów, o, nie bądź twardy!

Względność umieją szanować Lombardy,

Mnie mówiącemu odpowiedz nawzajem».

Płomień sczerwieniał trochę swym zwyczajem, [...]

⁴¹³Mówiąc: Idź, dłużej pytać cię nie mogę — Słowa tego wiersza odnoszą się do Wergiliusza, który to mówiąc, jak wiersz trzeci na początku pieśni nadmienia, pozwolił odejść Ulissesowi.

⁴¹⁴Widzisz, że mówię, a jednak ja gorę — Duch tu mówiący jest hrabia Gwido de Montefeltro.

⁴¹⁵w Romaniji — w Romanii; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁴¹⁶Romania — kraina włoska z miastami Bolonią, Ferresą, Rawenną, Rimini, Forli itd. Cesarz Rudolf I przelał na stolicę papieską swoje zwierzchnictwo nad Romanią, czym dodał jeno nowego zarzewia do wojen domowych, które tam nigdy nie wygasały.

⁴¹⁷Orzeł z Polenty wziął ją w dziób swój orli — Gwido z Polenty panował w Rawennie i władzę swą rozciągał aż do miasteczka Cerwii. Herb Polenty był orzeł srebrny w polu złotym lub błękitnym.

⁴¹⁸Pod zielonego lwa leży szponami — Lew zielony był to herb Sinibalda Ordelafi, który panował w Forli. To miasto pod komendą właśnie tu przemawiającego Gwida z Montefeltro z wielką stratą odparło Francuzów wezwanych przez papieża Marcina IV do oblężenia jego murów.

⁴¹⁹Brytan z Werukio — Stary pies z Werukio (tak się nazywał zamek w okolicy miasta Rimini) jest to Malatesta, tyran Rimini, jego szczenię to syn jego, Malatestino, Montagna, naczelnik stronnictwa gibelinów w Rimini, którego syn Malatesty skazał na śmierć. Malatesta był ojcem, a Malatestino bratem Jana Malatesty, męża, i Pawła Malatesty, kochanka Franczeski z Rimini (Pieśń V).

⁴²⁰Lew w gnieździe białym na tarczy błękitnej — Mainardo Pagani, władca miasta Faency, miał w herbie swoim lwa błękitnego w polu białym.

⁴²¹Ludy osiadłe nad rzeką Sawijo — Cesena nad rzeką Sawio. W tym mieście bywały na przemian rządy to republikańskie, to monarchiczne

-------------------------------------------------------------------------

[…] Wierzch zaostrzony tam i sam obrócił,

Tchnął i wśród iskier te słowa wyrzucił:

«Gdybym ja mniemał, że tu z gościem gadam,

Który na ziemię stąd wróci szczęśliwy,

Płomień mój wnet by nieruchomym został;

Lecz jeśli prawdę mówią, że nikt żywy

Z tej się otchłani piekieł nie wydostał,

Mało się troszcząc o wstyd, odpowiadam.

Byłem żołnierzem, byłem franciszkanem⁴²²

Biorąc sznur, w moją poprawę wierzyłem

I mógłbym stanąć bez grzechu przed Panem;

Alem skuszony był przez Arcymnicha⁴²³,

W grzech dawny jego wtrąciła mnie pycha,

Wiedz i dlaczego, i przez co zgrzeszyłem.

Gdym nosił ciało i kość wzięte z matki,

Przebiegłość głównym była moim rysem,

Z czynów mnie zwać by nie lwem, raczej lisem,

Wykrętów moich znajdziesz żywe świadki;

Mistrz w sztuce zdrady, zdradami mojemi

Stałem się głośnym aż do krańców ziemi.

Lecz gdy dożyłem sędziwego wieku,

Gdzie każdy człowiek u dni swoich ścieku

Rad zwija żagiel, zbiera liny statku,

Co wprzód lubiłem, zbrzydło mi w ostatku.

Pokutowałem za klasztorną kratą,

Płacząc na moje upłynione⁴²⁴ lato,

Jużem się cieszył, że do nieba zdążę!

Faryzeuszów nowych pan i książę

Grzmiał ciągłą wojną, siedząc w Lateranie;

Nie Saraceny, żydzi, nie poganie,

Wrogami jego byli chrześcijanie.

Żaden z nich rogów księżyca nie zniża⁴²⁵,

Na ziemi pogan nikt nie utkwił krzyża.

On w sobie zniżył wielkie namiestnictwo,

Sam kalał ślubów zakonnych dziewictwo,

Sznur mój miał za nic, który w owej chwili

Więcej wychudzał tych, co go nosili.

Lecz jak Konstantyn, gdy go trąd kaleczył⁴²⁶,

Wezwał Sylwestra, by z trądu uleczył,

Tak on mnie wezwał; leczyłem, mnich lichy,

Arcykapłana od gorączki pychy.

Pytał o radę, jam stał zasromany,

Bo mówił do mnie, jakby był pijany, [...]

⁴²²Byłem żołnierzem, byłem franciszkanem — Gwido, hrabia z Montefeltro, niemniej okazał się dzielnym wodzem gibelinów w latach 1272–1281, odnosząc zwycięstwo po zwycięstwie, później jako wódz pizańczyków przeciw Florencji. Klątwę rzuconą nań przez papieża Marcina, Celestyn V zdjął, a Bonifacy VIII cenił i poważał go bardzo, i zwrócił mu wszystkie skonfiskowane dobra jego. Wtem niespodziewanie Gwido, syt świata i sławy, wstąpił do zakonu franciszkanów i wiódł życie wielce bogobojne. Właśnie w owych czasach prowadził papież wojnę z rzymskim rodem Colonnów. Zdobywszy ich posiadłość Nepi, zapragnął papież posiąść także miasteczko Palestrinę (starożytne Praeneste), które jedno pozostało się Colonnom. Udał się o poradę do Gwida i stało się, jak on tu opowiada. Z powodu tej złej porady Dante umieścił w piekle Gwida, który około 1298 r. umarł w klasztorze.

⁴²³Arcymnich — Bonifacy VIII; nazywa go poniżej „faryzeuszów nowych panem”; ci faryzeusze to kardynałowie i doradcy papiescy.

⁴²⁴upłyniony — ten, który upłynął, przeminął.

⁴²⁵Żaden z nich rogów księżyca nie zniża — Żaden z nowych faryzeuszów nie przyczynił się do ukrócenia potęgi Mahometan.

⁴²⁶jak Konstantyn, gdy go trąd kaleczył — Konstantyn Wielki prosił św. Sylwestra, ażeby go od trądu uleczył, i święty dał uczuć moc swoich celów w chwili, kiedy chrzcił cesarza.



[26.10.2026, Toruń]

FILOZOFIA - SCEPTYCYZM - PYRRON Z ELIDY

 

Pyrron z Elidy (ok. 365 - ok.. 270 p.n.e.) miał być z początku malarzem i w 35 roku życia ok. 330 roku p.n.e, założył własną szkołę, w której podjął się nauczania filozofii. Podobno brał udział w zdobywczym pochodzie Aleksandra na Wschodzie i w Indiach, gdzie miał się zetknąć z „gimnosofistą” hinduskim Kolanosem, który skłonił go do usunięcia się od świata i namówił do życia samotnego. Nic go nie mogło wyprowadzić z równowagi. Często rozmawiał sam ze sobą, twierdząc, że w ten sposób ćwiczy się w dobroci.

Pyrron był bardzo poważny w rozstrząsaniach filozoficznych i tak czczony w ojczystym mieście, że mianowano go wyższym kapłanem i ze względu na niego zgromadzenie ludowe uchwaliło prawo o zwalnianiu filozofów od podatków. Mieszkał z Filistą, swoją siostrą, która była położną, i sam wykonywał wszystkie czynności gospodarcze.

W swoich poglądach Pyrron najczęściej powoływał się na Demokryta i wysoko cenił Homera. Jak legenda niesie miał być człowiekiem niezwykle skromnym, opanowanym i dobrodusznym a zarazem stanowczym, niewzruszonym w swoich poglądach i zdecydowanym przeciwnikiem sofistów. Pyrron miał dożyć dziewięćdziesięciu lat zostawiając wielu uczniów, których po nauczycielu nazywano pyrrończykami, a po ich własnej doktrynie, aporetykami, sceptykami, efektykami lub zetetykami - poszukującymi dlatego, że wszędzie szukali prawdy; sceptykami - badającymi dlatego, że wciąż badali, ale rozwiązania nie znajdywali, efektykami - wstrzymującymi się od ich postawy badawczej, to znaczy od powstrzymywania się od sądu, aporetykami - bezradnymi dlatego, że ich zdaniem także dogmatycy stają przed trudnościami; wobec których są bezradni.

Nie ma systematycznego wykładu filozofii Pyrrona, która znana jest również tylko z przekazów, głównie Tymona; Zadaniem filozofii jest nauczanie życia szczęśliwego, kto zaś takie szczęście pragnie osiągnąć, ten winien umieć sobie odpowiedzieć na trzy pytania:

1. jak zbudowany i jaki jest świat rzeczy,

2. jak winniśmy się do tego świata rzeczy odnosić

3. jaką korzyść możemy odnosić z tego ustosunkowywania się do niego.

Odpowiadając na pierwsze pytanie, można jedynie stwierdzić, że w swej istocie świat rzeczy pozostaje niedostępny poznaniu, ponieważ wszystko w nim jawi się w przeciwieństwach i każda afirmacja implikuje równocześnie negację: wszystko .jest wielkim i małym, pięknym i brzydkim, czymś dobrym i czymś złym, sprawiedliwym i niesprawiedliwym. Poznania pewnego nie dają zmysły ani umysł: zmysły obejmują jedynie ustawicznie zmienne zjawiska, umysł podlega zwyczajowym sposobom pojmowania i tłumaczenie rzeczy. W obu wypadkach jest tylko opinia, która okazuje się równie prawdziwa, jak i fałszywa. Pozostaje więc tylko sceptyczne — badawcze — odnoszenie się do świata rzeczy, w czym tkwi odpowiedź na drugie pytanie. Jeśli nie wiemy, jaki jest świat rzeczy, nie możemy też o niczym w nim z pewnością powiedzieć: czy istnieje, czy też nie istnieje, wobec czego trzeba wstrzymywać się od wydawania sądów o czymkolwiek.

Każde twierdzenie bowiem pozostaje aktem subiektywnym, w którym wyznaje się wprawdzie, że jakaś rzecz tak lub inaczej się przejawia, ale brak możności utrzymania, że jest ona naprawdę taką, jaką się ukazuje. Dlatego i tu również wolno jedynie, opiniować

o naszym stosunku i odnoszeniu się do świata rzeczy, ponieważ jest to sprawą subiektywną i nie opartą na realnie obiektywnym poznaniu. A więc i tu nakazem pozostanie rezerwa w twierdzeniach i sceptyczne patrzenie na ludzkie odnoszenie się do świata rzeczy. Stąd wywodzi się odpowiedź na trzecie pytanie: chcąc odnieść jakąś korzyść z życia w świecie rzeczy, trzeba być niewzruszonym, wieść żywot beznamiętny, osiągać „ataraksję” jako najwyższe możliwe do osiągnięcia szczęście. Zapewniać to winna

filozofia sceptyczna jako wiedza zajmowania i utrzymywania rozsądnej postawy spokoju patrzenia i myślenia w przekonaniu, że nawet jeśli istnieje prawda rzeczy, to dla poznania ludzkiego jest niedostępna. Wszelki wysiłek umysłowy pod tym względem pozostaje bezsilny i musi pozostać wyłącznie w sferze subiektywnych domniemań.

W życiu codziennym człowiek jednak nie może pozostać bezwzględnie nieczynnym, gdyż to również sprzeciwiałoby się postawie sceptycznej, a zatem musi działać przyjmując za podstawę swego postępowania zwyczajowo ustalane zasady i normy, które mogą być prawdopodobnie słuszne. Pyrron powiedzieć, «trudno jest człowiekowi całkowicie wyzbyć się słabości, ale trzeba ze wszystkich sił przeciwstawiać się rzeczom, najlepiej czynem, a jak na to nas nie stać, to przynajmniej słowem».


[na podstawie: Jan Legowicz - "Historia filozofii starożytnej Grecji i Rzymu]


[26.10.2026, Toruń]