Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

10 czerwca 2026

FILMY (69) PALACZ ZWŁOK

 


Tytuł - Palacz zwłok [Spalovač mrtvol]

Reżyseria - Juraj Herz

Scenariusz - Juraj Herz, Ladislav Fuks

produkcja - Czechosłowacja (1969)

https://www.cda.pl/video/2055270797

Karl Kopfrkingl jest szczęściarzem, bo lubi swoją pracę. Krematorium to dla niego wielki tryumf człowieczeństwa – w 75 minut kłopotliwe ludzkie zwłoki zamieniają się w wygodną garstkę prochu, a dusza – jak lubi powtarzać – ulatuje w eter. Bohater odgrywa tu rolę Charona i czuwa nad każdym aspektem procesu. Wszystko odbywa się bez znoju – czysto, higienicznie i przy łagodnych dźwiękach klasycznej muzyki. Karl lubi czystość, higienę i klasyczną muzykę. Dlatego nie przestaje się uśmiechać. (…) "Palacz..." jest urzeczywistnioną fantazją szaleńca, który każde świństwo i każdy przeskok w myśleniu potrafi bezboleśnie włączyć w łagodny obraz samego siebie. Szaleństwo Karla to ultra-konformizm, który pozwoli mu siłą woli zamienić krew w we własnych żyłach na niemiecką, a zabijanie postrzegać w kategoriach ratowania duszy. Nawet ulubioną lekturę o filozofii Tybetu Karl potrafi bezboleśnie włączyć w nauki faszyzmu. Jest jak predator, który potrafi wtopić się w tło i czekać na dogodny moment, by zabić.

Arcydzieło filmowe na podstawie genialnej powieści Ladislava Fuksa



OBSADA

Rudolf Hrušínský - Karel Kopfrkingl "Roman"

Vlasta Chramostová - Marie "Lakmé", żona Karla / Dagmar, kobieta w salonie masażu

Vlasta Chramostová jako Marie "Lakmé", żona Karla / Dagmar, kobieta w salonie masażu

Jana Stehnová - Zina, córka Kopfrkinglów

Miloš Vognič - Mili, syn Kopfrkinglów

Ilja Prachař - inżynier Walter Reinke

Ilja Prachař jako Inżynier Walter Reinke

Zora Božinová - Erna Reinkeová

Eduard Kohout - Dr. Richard Bettelheim, żyd

Jiří Lír - Strauss, agent krematorium

Dimitri Rafalský Fenek, pracownik krematorium morfinista

Václav Kotva - Josífek Zajíc, pracownik krematorium

Jan Vlček - Vrána, portier

Václav Halama - Pelikán, pracownik krematorium

Jiří Hálek - Ramiarz Holý

Míla Myslíková - Kobieta w kapeluszu

Vladimír Menšík - mąż kobiety w kapeluszu

Vladimír Menšík jako Mąż kobiety w kapeluszu

Jiří Menzel - Dvořák, nowy pracownik krematorium

Václav Štekl - Muzyk / Sędzia bokserski / Właściciel panoptikum

Nataša Gollová - Madam w salonie masażu

Jindřich Narenta - Nazista w smokingu

Marie Rosůlková - żona domagająca się trumny

Jan Řeřicha - chłopak różanolicej dziewczyny

Carmen Mayerová - Lišková, sprzątaczka

Carmen Mayerová jako Lišková, sprzątaczka

Libuše Pešková - Podzimková, sprzątaczka

Libuše Pešková jako Podzimková, sprzątaczka

Věra Vlčková - Dziewczyna lekkich obyczajów

Věra Vlčková jako Dziewczyna lekkich obyczajów

Růžena Vlčková - Anežka, gospodyni dr Bettelheima

Rudolf Iltis - Stein

Jan Kraus - Vojtěch Prachař

Jan Kraus jako Vojtěch Prachař

Alfréd Růžička - żydowski kantor

František Kubíček - pracownik krematorium Beran

Jiří Kaftan - młody mężczyzna przy wannie

Karel Hovorka - stary mężczyzna

Josef Střecha - Jan, syn Bettelheimów

Erich Fichtner - kierownik krematorium / nawoływacz w panoptikum

Jiřina Bílá - Prachařová

Pavla Břínková - członkini damskiej orkiestry

Zuzana Rumlová - masażystka / zabita kobieta w panoptikum

Jiřina Jandová - przewodniczka starej kobiety

Jiřina Jandová jako Przewodniczka starej kobiety

Helena Kotoučová - Lešetínská

Theodor Kunst - emerytowany muzyk

Josef Kemr - pracownik krematorium morfinista Fenek (głos)



[10.06.2026, Toruń]

FRAZEOLOGIZMY II (301-320)

 

301. co z tym fantem zrobić - pot. używane w sytuacji, gdy mówiący nie wie, jak rozwiązać wskazany wcześniej problem

302. coś pędzla czyjegoś - coś, najczęściej obraz, namalowane przez kogoś

303. coś tu nie gra - coś nie pasuje do ustalonego porządku

304. coś w podobie - pot. coś podobnego, w tym samym stylu

305. cuda niewidy - rzeczy nigdy nie widziane, a więc zmyślone

306. cudowne dziecko - dziecko nieprzeciętnie zdolne, bardzo rozwinięte na swój wiek

307. czaić bazę - slang. rozumieć, pojmować

308. czapka niewidka - folk. czapka zapewniająca po założeniu niewidzialność

309. czapki z głów - wyrażenie uznania i szacunku dla kogoś lub czegoś

310. czarna dziura - astr. obiekt astronomiczny, który tak silnie oddziałuje grawitacyjnie na swoje otoczenie, że nawet światło nie może uciec z jego otoczenia; przen. groźne miejsce, które wciąga i z którego nic nie wraca; przen. inwestycja pochłaniająca coraz więcej pieniędzy; dziura budżetowa; przen. głęboka prowincja, dziura zabita dechami

311. czarna godzina - okres dużych trudności, zwłaszcza materialnych, przewidywany w bliżej nieokreślonej przyszłości

312. czarna magia - ezot. magia wykorzystująca siły zła, mająca na celu uzyskanie złoczynnego skutku; coś zupełnie niezrozumiałego, trudnego do pojęcia lub nieznanego dla kogoś

313. czarna niewdzięczność - skrajna niewdzięczność

314. czarna owca - przen. osoba przynosząca wstyd, źle widziana w określonym otoczeniu; dosł. owca o ciemnym umaszczeniu

315. czarna polewka - kulin. zob. czernina; przest. odmowa ręki panny starającemu się kawalerowi

316. czarna robota - pot. praca, której zwykle nikt nie lubi i nie chce wykonywać, gdyż jest ciężka, męcząca i najczęściej źle płatna

317. czarna rozpacz - książk. uczucie ogromnego smutku, zwątpienia, zniechęcenia i beznadziejności

318. czarne myśli - : ponure myśli, przypuszczenia

319. czarne złoto - węgiel kamienny; ropa naftowa

320. czarny charakter - postać złego, negatywnego bohatera w filmie lub sztuce teatralnej; człowiek zły, przewrotny



[10.06.2026, Toruń]

09 czerwca 2026

HOMER - ILIADA - KSIĘGA IV - (14)

 

I przeciw ostrym bólom plastrem zabezpieczy».

Śpieszno rozkaz woźnemu Taltybowi daje:

«Pójdź, niechaj tu czym prędzej boski lekarz staje,

Godny syn Asklepiosa; niechaj nie odwleka,

Oto Menelaj wsparcia z jego ręki czeka.

Z Trojan czy z Lików²²⁷ zgubną ktoś wypuścił strzałę;

Czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę».

Nie odkłada rozkazu spełnić sługa wierny.

Czym prędzej się przeciska przez naród pancerny,

Szukając Machaona. Zaciągnione z Tryki

Otaczają go wkoło mężne wojowniki.

Do niego się odzywa woźny tym wyrazem:

«Przychodzę tu do ciebie z Atryda rozkazem:

Jak najprędzej cię widzieć król narodów żąda,

Menelaj ranny wsparcia twej ręki wygląda.

Z Trojan czy Lików zgubną ktoś wypuścił strzałę;

Czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę».

Zasmucił się Machaon, słysząc wyraz taki;

Idą oba przez gęste Achajów orszaki,

Przychodzą, gdzie Menelaj raz²²⁸ wziął z rąk zdradzieckich:

Otoczony od pierwszych bohaterów greckich,

Stał wpośrodku ich rycerz do bogów podobny.

Zaraz wyjmuje strzałę. Kolce w pas ozdobny

Mocno wbite, gdy ciągnął, skrzywione zostały.

Zdjął z niego pas i blachę lekarz doskonały,

Opatrzywszy zaś ranę, wyssał krew, a potem

Rozlał balsam na miejsce ostrym tknięte grotem.

W cudnych skutkach moc tego balsamu wsławiona,

On go dostał od ojca, ojciec od Chejrona²²⁹.

Gdy ci mają o rannym Atrydzie²³⁰ staranie,

Tymczasem się waleczni zbliżają Trojanie;

Równie się biorą Grecy do Aresa sprawy²³¹.

Wtenczas Agamemnona widać umysł żwawy:

Nie zna trwogi, od bitwy zwlekania daleki,

I sam na plac krwi leci, i prowadzi Greki.

Wysiadł z wozu, a konie, z których ogień pryska,

Eurymedon hamuje wpośród bojowiska,

Powoźnik doskonały, syn Ptolemejowy.

Blisko się trzymać wielą król zaleca słowy,

By gdzie spocząć miał długim zmordowany trudem.

Sam, pieszy, między greckim przechodzi się ludem;

Gdzie widzi serca chciwe kurzawy i znoju.

Takimi jeszcze słowy zachęca do boju:

«Niech w was, Grecy, ten zapał szlachetny nie stygnie:

Nie za zdrajcami Kronid²³² swą prawicę dźwignie,

Którzy świętą przysięgę złamali niegodnie;

Na brzydką pójdą pastwę sępom za swe zbrodnie:

A my, gdy padnie od nas Ilijon zburzony,

Powieziem na okrętach ich dzieci i żony».

Ale na gnuśnych²³³ ostrym wyrazem powstaje

--------------------------------------------------------------------------

²²⁷Likowie — sprzymierzony z Trojanami lud z wybrzeża Azji Mniejszej.

²²⁸raz — cios, uderzenie.

²²⁹Chejron (mit. gr.) — jeden z Centaurów, znany z mądrości, w tym i ze znajomości medycyny.

²³⁰Atryda — syn Atreusa (tu: Menelaos).

²³¹sprawa Aresa — bitwa, potyczka (od imienia gr. boga wojny).

²³²Kronid — przydomek Zeusa (syn Kronosa).

²³³gnuśny — leniwy, unikający działania.

-----------------------------------------------------------------------

I sprawiedliwym gniewem zapalon tak łaje²³⁴:

«Na łup nieprzyjacielskiej wystawiony strzały,

Motłochu podły, czemu stoisz odurzały²³⁵?

Skąd ta niemęska bojaźń? Skąd to pomieszanie?

Za co, jak długim biegiem zmordowane łanie,

Ledwie się mdłą²³⁶ na ziemi wspierające nogą,

Na plac bitwy patrzycie z zimną w sercach trwogą?

Czekacież, aż się zbliżą trojańskie szeregi

I szeroko zastąpią całe morza brzegi?

Natenczas wy dopiero chcecie, nikczemnicy,

Doświadczyć wsparcia mocnej Zeusa prawicy?»

Tak łaje gnuśnych²³⁷, mężnej zapał wlewa młodzi…

Aż do słodkiego mówcy Nestora²³⁸ przychodzi.

Ten stawia swych, zachęca; z nim, bitew świadomi,

Alastor, Hajmon, Bias, Pelagon i Chromi.

W pierwszym rzędzie z wozami dzielnie stawia konie,

W tyle piechotę liczną, tamtym ku obronie,

A podejrzanych w męstwie we środku zamyka:

Tak gnuśny, choćby nie chciał, żwawo się potyka.

Lecz jezdnym przykazuje wstrzymywać rumaki

I nie lecieć do boju, zmieszawszy orszaki²³⁹:

«Niech żaden z was, niewczesnym²⁴⁰ zapałem zagrzany,

Nie wybiega, rzuciwszy swój szyk, na Trojany!

Zbyt ufny w sztuce jazdy, na los niesie życie;

Lecz nie cofajcie kroku, bo się osłabicie.

Kto z swego wozu rydwan przeciwny dosięże,

Niech wtedy dzidą robi, tak wojują męże,

Tymi niegdy sposoby w wojny sztuce sławni

Brali miasta i pole wygrywali dawni».

Tak w bojach doświadczony starzec ich oświeca,

Co w sercu mężów króla żywą radość wznieca.

«Oby — mówi — jak dusza w tobie nie złamana,

Tak byś miał dzielne siły i krzepkie kolana!

Lecz cię starość nachyla, która wszystkich gniecie;

By raczej innych gniotła, a tyś był w lat kwiecie!

«O Atrydo²⁴¹! — rzekł Nestor. — Wiek mnie dziś osłabił.

Czemum ja nie ten, kiedym Ereutala²⁴² zabił?

Nie wszystkie ludziom niebo daje razem dary:

Wtedym był młody, silny, dziś słaby i stary.

Lecz będę w boju, wesprę walczących przestrogą.

Choć jedno jest, co jeszcze starzy zrobić mogą.

Niechaj ten dzidą w polu nieprzyjaciół zmiata,

Kogo ogniem kwitnące podżegają lata».

Skończył, a król z pociechą serca dalej śpieszy,

Aż nareszcie przychodzi do ateńskiej rzeszy;

Lecz nic przy Menesteju²⁴³ boju nie oznacza:

Bezczynny wódz, bezczynne wojsko go otacza.

-----------------------------------------------------------------------

²³⁴łajać — ostro krytykować.

²³⁵odurzały — zamroczony.

²³⁶mdły (daw.) — słaby.

²³⁷gnuśny — leniwy, niechętny działaniu.

²³⁸Nestor — król Pylos, najstarszy uczestnik wojny trojańskiej, symbol wieku i związanego z nim doświadczenia.

²³⁹zmieszawszy orszaki — łamiąc szyk.

²⁴⁰niewczesny (daw.) — okazywany w niewłaściwym momencie.

²⁴¹Atryda — syn Atreusa (tu: Agamemnon).

²⁴²Ereutal — Eurytalion, wódz Arkadyjczyków.

²⁴³Menesteus — dowódca Ateńczyków, syn Peteosa.

-----------------------------------------------------------------------

Tuż Itak²⁴⁴, wielki radą, niezmordowan trudem,

Walecznych Kefallenów²⁴⁵ otoczony ludem;

Jeszcze do nich wojenne nie doszły okrzyki,

Gdyż dopiero się właśnie poruszały szyki

Trojan, jeźdźców odważnych i greckich rycerzy.

Czekali więc, aż który wprzód zastęp uderzy

I zaczynając bitwę na Trojan poskoczy.

Agamemnon im gnuśność wyrzuca na oczy:

«Krwi Peteja²⁴⁶, którego Zeus kochał wiele,

I ty, co zawsze chytre przemyślasz fortele,

Czemu z dala stoicie? Nie szukacie znoju?

Czekacie, aż was drudzy uprzedzą do boju?

Wam pierwszym należało mężnie zacząć sprawę²⁴⁷

I Aresową w polu poruszyć kurzawę,

Jak was pierwszych przyzywam do mojego stołu.

Bo gdy się zgromadzają wodzowie pospołu,

Dobrze wam zgotowana smakuje biesiada,

Dobrze się wino spija, dobrze mięso zjada;

Lecz gdy mężnie wystawić trzeba w polu życie,

Dziesięciu się uprzedzić wodzom dozwolicie».

Wskróś Odyseusza takie wymówki przebodły:

«Do mnież — rzekł — królu, wyrzut obracasz tak podły?

Namże wymiatasz gnuśność do rycerskiej sprawy?

Niech się tylko z Trojany rozpocznie bój krwawy,

Chciej patrzyć, a nie będzie tajne twemu oku,

Że Odyseusz nikomu nie ustąpi kroku;

W najpierwszym rzędzie ojciec Telemacha stanie,

A ty wstydzić się będziesz za tak płoche²⁴⁸ zdanie».

Poczuł Atryd, że wyraz ten z gniewu pochodzi,

Więc z uśmiechem tak pierwsze wyrzuty łagodzi:

«Przemyślny Odyseuszu, cny Laerta synu,

Nie łaję cię, nie grzeję do mężnego czynu.

Wiem, że w roztropne rady two􀰗e myśli płodne,

Wiem, że twoje uczucia z moimi są zgodne.

Niechże słowo zbyt prędkie nie wzbudza niechęci,

Niech je bogi²⁴⁹ na zawsze wygładzą z pamięci…

Jak gdy ogromną paszczą morze wiatr ozionie,

Pędzą wały²⁵⁰ ku brzegom poruszone tonie,

Najpierwej się na głębi zbierają bałwany,

Wnet ziemię hukliwymi szturmują tarany²⁵¹

I wzdąwszy się, nad góry wznoszą się skaliste,

Daleko wybuchają słoności pieniste:

Tak skupione do boju greckie wojsko śpieszy.

Każdy z osobna swojej wódz przoduje rzeszy,

A najgłębsze milczenie w tylu mężów tłumie:

Sądziłbyś, że tak liczny lud mówić nie umie.

Tym szanują milczeniem przewodniki swoje;

Naokoło blask świetne rozstrzelają zbroje…

Z jakim się owce w stajni odzywają bekiem,

Gdy z wymion ich naczynia napełniają mlekiem,

-------------------------------------------------------------------------

²⁴⁴Itak — przydomek Odyseusza (od rządzonej przez niego Itaki).

²⁴⁵Kefallenowie — lud sąsiadujący z Itaką.

²⁴⁶Peteos — ojciec Menesteosa.

²⁴⁷sprawa (daw.) — tu: bitwa.

²⁴⁸płochy — tu: zbyt lekko wypowiedziany.

²⁴⁹bogi — dziś popr. forma M.lm: bogowie.

²⁵⁰wały (daw.) — fale morskie. [przypis edytorski]

²⁵¹tarany — dziś popr. forma N.lm: taranami.

----------------------------------------------------------------------

A mać na głos jagnięcia swego odpowiada:

Z takim się wrzaskiem Trojan porusza gromada.

Niesfornymi²⁵² powietrze rozlega się krzyki²⁵³:

Różne ludy różnymi wołają języki,

Aresa lub Palladę²⁵⁴ ma za sobą strona;

Wszędzie Bojaźń i Popłoch, Niezgoda szalona,

Co nigdy krwi niesyta, za wojnami dyszy,

Sroga siostra, srogiemu bratu towarzyszy:

Mała ona w początkach, wnet w górę się wzbije,

Nogami depce ziemię, głowę w niebie kryje;

Ta zajadłą nienawiść w serca ludu wlewa

I przechodząc przez roty, do mordów zagrzewa.

A skoro się w Aresa polu wojska znidą²⁵⁵,

Wnet się z puklerzem puklerz²⁵⁶, dzida miesza z dzidą,

Siła walczy na siłę, tarcza trze się z tarczą,

Zgiełk się szerzy, pociski na powietrzu warczą,

Krzyczą zwycięzcy, smutnie jęczą zwyciężeni,

Ziemia płynie od krwawych rozmiękła strumieni.

Jak z krynic wychodzące dwa bystre potoki

Spada􀰗ą po urwiskach wyniosłej opoki,

Szum straszny się rozlega po całej krainie,

Nim nurty w przepaścistej połączą dolinie,

A pasterz z dala słucha, co znaczy ta flaga:

Tak gdy ci z sobą walczą, strach i krzyk się wzmaga…

Gdyby kto po tym krwawym przeszedł bojowisku,

Nie lękając się razów gęstego pocisku,

Przez Palladę od szwanku broniącą niesiony,

Obojej by zarówno męstwo wielbił strony:

Bo tak na śmierć Trojanie, jak i Greki biegli

I pole zmieszanymi trupami zalegli.

---------------------------------------------------------------------

²⁵²niesforny — tu: nieuporządkowany.

²⁵³krzyki — dziś popr. forma N.lm: krzykami.

²⁵⁴Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

²⁵⁵znijść się (daw.) — zejść się.

²⁵⁶puklerz — rodzaj okrągłej tarczy.



[09.06.2026, Toruń]

08 czerwca 2026

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (15-16)

 

Przecinek przed skrótem itd.

Przed skrótem itd., który odczytujemy jako „i tak dalej”, zazwyczaj nie stawia się przecinka.


Takie cechy charakteryzują ludzi urodzonych w latach 20., 30., 40. itd.

W moim ogrodzie rosną piwonie, róże, hiacynty itd.


Od tej reguły istnieją jednak dwa wyjątki:

1) przecinek przed skrótem należy postawić, gdy używamy jednocześnie dwóch podobnych skrótów, czyli itp., itd. (także w odwrotnej kolejności),

2) oraz gdy skrót ten występuje po wtrąceniu (bardzo rzadkie sytuacje).


Przecinek przed skrótem itp.

Przed skrótem itp., który możemy odczytywać jako „i tym podobnie” lub „i tym podobne”, zazwyczaj nie stawia się przecinka.


Podczas festynu będzie można kupić lody, watę cukrową, popcorn itp.

W zabawie może wziąć udział mąż, córka, syn itp.

Wśród pamiątek rodzinnych znajdowały się stare fotografie, listy, biżuteria itp.


Od tej reguły istnieją jednak dwa wyjątki:

1) przecinek przed skrótem należy postawić, gdy używamy jednocześnie dwóch podobnych skrótów, czyli itd., itp. (także w odwrotnej kolejności),

2) oraz gdy skrót ten występuje po wtrąceniu (bardzo rzadkie sytuacje).



[08.06.2026. Toruń]

SZTUKA - JOHN CONSTABLE - ROMANTYZM

 

1. John Constable (Brytyjczyk, 1776–1837)

Pejzaż - południe

Olej na płótnie

National Gallery, Londyn



2. John Constable

Fragment: „Wóz z sianem” (1821)

Olej na płótnie

National Gallery, Londyn


Ojciec Johna Constable’a był zamożnym młynarzem z hrabstwa Suffolk. Wierność Constable’a naturze i oddanie rodzimym krajobrazom stały się przedmiotem legend. Mniej znana jest jednak wzmianka jego biografa, że to właśnie obejrzenie obrazu Claude'a „Hagar i anioł” (obecnie w National Gallery w Londynie) oraz akwareli Girtina dostarczyło mu po raz pierwszy „obrazów, na których mógł polegać jako przewodników w studiowaniu natury”. Ruisdael, Rubens, Wilson i Annibale Carracci należeli do innych „wiarygodnych przewodników”, których dzieła kopiował jako młody człowiek. Uczył się również od współczesnych mu malarzy, nigdy nie zapominając o radzie udzielonej mu przez Benjamina Westa, prezesa Królewskiej Akademii: „Zawsze pamiętaj, proszę pana, że światło i cień nigdy nie stoją w miejscu... na twoim niebie... zawsze dąż do jasności... nawet w najciemniejszych efektach... twoje cienie powinny wyglądać jak cienie srebra, a nie ołowiu czy łupka”.


3. John Constable

Dom Willy'ego Lota (ok. 1810 r.)

Olej na płótnie, 25 x 30 cm.

Muzeum Wiktorii i Alberta, Londyn



4. John Constable

Budowa łodzi w pobliżu młyna Flatford (1815)

Olej na płótnie, 50 x 61 cm.

Muzeum Wiktorii i Alberta, Londyn


Ten obraz olejny przedstawia budowę barki w suchym doku należącym do ojca Constable'a. Jest on oparty na niewielkim rysunku ołówkiem znajdującym się w szkicowniku w Muzeum Wiktorii i Alberta. Constable namalował ten pejzaż w całości w plenerze. Jego biograf, C. R. Leslie, chwalił jego „atmosferyczną prawdziwość”, tak że „drżące wibracje rozgrzanego powietrza przy ziemi wydają się widoczne”.


5. John Constable

Maria Bicknell, żona Johna Constable’a (1816)

Olej na płótnie, 30,5 x 25,1 cm.

Galeria Tate, Londyn

a Bicknell była córką radcy prawnego Admiralicji. Jej dziadek był proboszczem w East Bergholt, gdzie Constable po raz pierwszy ją spotkał w 1800 roku. Zakochali się w sobie w 1809 roku, ale częściowo z powodu sprzeciwu proboszcza pobrali się dopiero w 1816 roku. Constable namalował portret Marii w lipcu 1816 roku, około trzy miesiące przed ich ślubem. W sierpniu Constable napisał do Marii z Suffolk: „Za nic w świecie nie rozstałbym się z twoim portretem, jego widok szybko uspokaja mojego ducha w obliczu wszelkich kłopotów”. Dwanaście lat później Maria zmarła na gruźlicę, pozostawiając siedmioro małych dzieci pod opieką Constable'a.


6. John Constable

Pejzaż z pasterzem i kozami (1823)

Olej na płótnie, 65 x 58,5 cm.

Art Gallery of New South Wales, Sydney


Wierne kopiowanie dzieł sztuki, zazwyczaj tych słynnych, autorstwa dawnych mistrzów było powszechną praktyką wśród początkujących malarzy od renesansu aż do XIX wieku. Uważane za istotną część edukacji wizualnej, często miało również charakter hołdu. Tak jest w przypadku pełnej miłości repliki obrazu Claude'a „Pejzaż z pasterzem i kozami” autorstwa Johna Constable'a. Angielski malarz dołożył wszelkich starań, by oddać ducha francuskiego oryginału, a nie tylko naśladować jego powierzchowny wygląd. Dzięki temu obraz Constable'a nie mógł zostać pomylony z dziełem Claude'a, mimo że był do niego wierny pod każdym istotnym względem, zarówno pod względem kolorystyki, jak i kompozycji. Efektem jest pełen wyobraźni wysiłek, fascynujący sam w sobie. Constable napisał wówczas do swojej żony Marii: „Mam pod ręką mały obraz Clauda, scenę z gaju o wielkiej urodzie, i pragnę wykonać z niego ładną kopię, która będzie mi służyć przez całe życie... Zawiera on wszystko, co pragnę osiągnąć w pejzażu”. Rzadko w historii sztuki tak skromna przepowiednia okazała się tak spektakularnie prawdziwa: Constable zrewolucjonizował konwencje pejzażowe swojej epoki.


7. John Constable

Skaczący koń” (1825)

Olej na płótnie, 142 x 187 cm.

Królewska Akademia Sztuk Pięknych, Londyn


W przypadku niektórych swoich dużych płócien Constable malował szkice olejne w naturalnej wielkości, czego przykładem jest obraz „Skaczący koń”. Artysta próbował tu uchwycić nagły ruch – skok konia pociągowego przez barierkę dla bydła na ścieżce holowniczej nad rzeką Stour. Jednak dla współczesnego obserwatora jego własny opis obrazu, napisany na krótko przed tym, jak był on gotowy na wystawę Akademii w 1825 roku.


8. John Constable

Pole kukurydzy (1826)

Olej na płótnie, 143 x 122 cm.

National Gallery, Londyn


Chłopiec przerwał w południe męczącą pracę pasterską, aby położyć się na brzegu stawu i napić się chłodnej wody. Ten obraz przedstawiający letnią drogę w hrabstwie Suffolk został namalowany w okresie od stycznia do marca 1826 roku w pracowni Constable'a w Londynie. Kręta droga prowadząca do pola kukurydzy wzorowana jest na Fen Lane, którą Constable często przemierzał jako chłopiec, idąc ze swojej wsi.



[08.06.2026, Toruń]

07 czerwca 2026

PROZĘ CZYTAM - LADISLAV FUKS - ŚLEDZTWO PROWADZI RADCA HEUMANN.

 


I DZIELĘ SIĘ - ŚLEDZTWO PROWADZI RADCA HEUMANN.


[Wybitny pisarz czeski Ladislav Fuks, urodzony w roku 1923, studiował filozofię i psychologię. Debiutował późno, bo dopiero w roku 1963, powieścią „Pan Teodor Mundstock”, która od razu zdobyła ogromny rozgłos i zapewniła mu trwałe miejsce w literaturze czeskiej. Dalsze utwory potwierdziły jego rangę pisarską. Z bogatego dorobku Ladislava Fuksa w przekładzie na język polski ukazały się dotychczas powieści: „Pan Teodor Mundstock”, „Wariacje na najniższej strunie”, „Nieboszczycy na balu” i „Palacz zwłok”, które zwróciły na siebie uwagę naszej krytyki i czytelników. Charakterystyczne dla pisarstwa Fuksa jest traktowanie wątku fabularnego utworu jedynie jako punktu wyjścia do wnikliwej analizy psychologicznej bohaterów. Tę metodę zastosował również w powieści „Śledztwo prowadzi radca Heumann”. Chociaż jest to na pozór utwór sensacyjny, zasadniczą sprawą jest tu wzajemny stosunek ojca i syna, analiza nabrzmiewającego od lat konfliktu między nimi i jego dramatyczne rozwiązanie. Na podstawie tej powieści powstał film pt. „Wśród nocnej ciszy” zrealizowany przez Tadeusza Chmielewskiego.]

I rozdział

Na miasto sypał drobny połyskliwy śnieg. Szerokie asfaltowe jezdnie i chodniki powoli robiły się białe, podobnie jak niezliczone ilości aut, pomniki w parkach i kamienne balustrady mostów. I choć zbliżało się dopiero południe, zapalały się stopniowo tysiące barwnych reklam, wszystkie te bajecznie kolorowe światła tkwiły uwięzione w oszronionym igliwiu, a z wnętrz sklepów płynął na ulice słodki śpiew dzieci, dzwonków i organów.

W siódmej klasie gimnazjum państwowego, noszącego imię największego pedagoga wszystkich czasów, siedziało teraz, przed południem, trzydziestu pięciu uczniów, a wszyscy najchętniej uciekliby przed tą ostatnią lekcją. Nie trzymała ich tu szklana ściana klasy, będąca właściwie jednym ogromnym oknem, ani biała tablica, na której pisało się czarną kredą, ponieważ ktoś tam dowiódł, że tak jest dla oczu zdrowiej niż odwrotnie, nie trzymał ich tu nawet strach przed karą, która nie minęłaby ich po feriach świątecznych, jako że ucieczka ze szkoły jest wykroczeniem trzymał ich tu, co może wydawać się dziwne, lecz zgodnej jest z prawdą - jedynie wzgląd na wychowawcę klasowego, któremu właśnie przypadła ta ostatnia lekcja. Profesor stał za nowoczesnym stołem, który wyobrażał katedrę, kręcił głową i mówił:

- Większość z was jest już, lub w najbliższym czasie będzie, pełnoletnia. Wielu bywa już w winiarniach i prowadzi auta. Niektórzy z was pisują już nawet listy miłosne... Ale żebyście mieli dobrze w głowie... Za pół godziny pójdziecie do domu, przed wami dziesięć wolnych dni...

- Trzynaście... - odezwały się głosy z tylnych ławek, a profesor za stołem skinął głową i rzekł:

- No więc trzynaście, chwała Bogu, ale wy nie możecie się już doczekać. Myślicie, że nie wiem, że w czasie pauzy chcieliście uciec? Cieszcie się, że możecie się uczyć, że macie do tego głowę. Chociaż wydaje mi się - profesor podniósł wzrok - że właściwie nie. Że trafiliście tu przez jakąś dziwną pomyłkę.

Klasa zahuczała udawanym protestem, trzydzieści pięć twarzy uśmiechnęło się w stronę katedry, a profesor ciągnął dalej:

- Cztery miesiące minęło od letnich wakacji, a w tym czasie wiele się zdarzyło. Przeżyliście różne rzeczy, które sprawiły wam ból, smutek, żal, pochowaliście swego kolegę Ambrożego Henningera... - W tym momencie klasa, szumiąca dotąd leciutko, ucichła i ze spokojnym zaciekawieniem wpatrzyła się w profesora - ...w tym czasie mogliście przeżyć coś, co wam ciąży, może ktoś wyrządził wam krzywdę albo wy kogoś skrzywdziliście, z kimś żeście się pokłócili... święta, które nadchodzą, to wielka okazja. Okazja, by wszystko naprawić, wybaczyć, podać sobie ręce, abyście następne dni przeżyli w nastroju prawdziwie pogodnym, w radości i spokoju. - W tym momencie profesor spojrzał na Vikiego Heumanna. Delikatną, ładną twarz chłopca przesłaniał cień, a jasne szare oczy patrzyły nieruchomo. - Wielu z was pojedzie na święta w góry, inni zostaną w mieście, ale wszyscy wypocznijcie sobie i nabierzcie nowych sił - ciągnął profesor, a wzrok jego padł na sąsiada Vikiego, siedzącego z nim w jednej ławce, potem zaś na szklaną ścianę, która była jednym ogromnym oknem.

-Po Nowym Roku czeka was wykład o prędkości i natężeniu hałasu, który mierzy się w decybelach. Między innymi dowiecie się też, że wargi są trzy razy wrażliwsze niż skóra na kolanie...

W tej chwili klasa znowu zaszumiała, ale trwało to krótko, profesor zaś powrócił do świąt Bożego Narodzenia.

- Zanim kupicie i wręczycie upominki - mówił - pomyślcie również o tych, którzy żyją w trudnych warunkach, którzy jeszcze nie otrząsnęli się z wojennych przeżyć, którzy potrzebują pomocy, pomyślcie o swoim koledze, którego mimo wszelkich starań nie udało się uratować, pomyślcie... - I profesor znowu utkwił wzrok w Vikim. a Viki… Viki już prawie nie słyszał. Nie słyszał i nie słuchał. Jego myśli wypełniał obraz domu, domu i wszystkiego, co się z nim wiązało, a był to obraz ciężki i ponury, twarz chłopca przesłaniał cień, a jego oczy patrzyły nieruchomo.

Profesor przeszedł teraz na sporty zimowe, książki, teatr, i w końcu Viki jednak trochę oprzytomniał. Przestał myśleć o domu, myślał teraz o Barrym Pirecie, o planowanej na przyszły rok podróży do Smyrny i Stambułu i o tym, co go dzisiaj czeka... a ocknął się trochę i dlatego, że koledzy zaczęli go poszturchiwać. Jego sąsiad z ławki i ten, który siedział za nim. Ten siedzący za nim, chłopiec raczej spokojny i niepozorny, klepnął go z tyłu w głowę i powiedział:

- A widzisz. Przeżyć święta w radości i spokoju. Będziesz łaził po knajpach... - A drugi, sąsiad z ławki, świeży, rumianolicy, z długą grzywką, lekko trącił Vikiego i powiedział:

- No co, upierasz się, żebyśmy się dalej kłócili?

I Viki, chcąc nie chcąc, musiał się uśmiechnąć, to był żart, z sąsiadem ze wspólnej ławki nigdy się nie kłócił ani nie sprzeczał, wręcz przeciwnie, lubił go, a do tego, który siedział za nim, powiedział:

- Przecież chcesz, żebym łaził po knajpach... - a potem rozległ się dzwonek, profesor złożył im życzenia wszystkiego najlepszego, i koniec.

Z gimnazjum, noszącego imię największego pedagoga wysypały się setki uczniów i rozpierzchły na wszystkie strony niczym stado ptaków wypuszczone z klatki. Viki w kożuszku z białym barankowym kołnierzem i w czerwonej czapce szedł w grupie chłopców w stronę rogu ulicy, za którym ciągnął się szeroki bulwar, i usiłował myśleć o Barrym Pirecie, o wycieczce do Smyrny i Stambułu i o tym, co go dzisiaj czeka, a jego twarz i oczy były jasne. Chłopcy pokrzykiwali wesoło, wypytywali, który z nich jedzie na święta w góry,

kopali leżący na chodniku i nie uprzątnięty dotąd śnieg, a ten i ów zapalał papierosa. Zanim doszli do rogu bulwaru, wielu odpadło, a na początku tej szerokiej ulicy odpadli dalsi... Został już tylko Viki ze swoim sąsiadem ze wspólnej ławki, tym świeżym, rumianolicym, z grzywką, który nazywał się Richter, i z tym, który siedział za nim, spokojnym, niepozornym Hoffmannem, którego ojciec był wydawcą wielkiego tygodnika. Hoffmann i Richter zwolnili teraz kroku i zmusili Vikiego, aby i on szedł wolniej, zaczęli przysłuchiwać się śpiewowi dzieci, dzwonków, organów płynącemu ze sklepów, i oglądać wystawy przybrane gałązkami choiny i płonące - choć było dopiero południe - barwnymi neonami... Viki szybko się zorientował, że daleko z nimi nie zajdzie. Ale zanim powiedział im, że się spieszy, odezwał się Hoffmann:

- Viki - powiedział - a więc ty zostajesz na święta tutaj... - miał na myśli: w mieście - będziesz chodził po knajpach... Ale jeżeli chcesz znaleźć w knajpach jakiś ślad, musisz łazić po tych najgorszych, a te, jak wiadomo, są zawsze na przedmieściach. Wiesz, w takich podwórkach, w biednych, nędznych uliczkach, szopach, niskich domkach, które mają zostać wyburzone.A Richter spytał:

- Piret zostaje tutaj?

- Jedzie z rodzicami i z Gretą w góry - odparł Viki i przerzucił teczkę do drugiej ręki - do jakiegoś uzdrowiska, ale wracają jeszcze tego samego dnia wieczorem. Jadą tam tylko rozejrzeć się. Wyjeżdżają po Wigilii, a wrócą drugiego stycznia.

- No to wspaniale - ożywił się Richter. - Ja idę na Sylwestra do variétés, jeśli chcesz, możesz iść ze mną. Występuje jeden słynny tancerz... może właśnie tam znajdziesz ślad... - I nagle Richter zaczął tańczyć w miejscu na ulicy, z teczką pod pachą, jakiś dziki taniec, aż włosy rozwiały się mu niczym grzywa... przy wtórze słodkiego śpiewu dzieci, dzwonków i organów… Kilka kobiet, które właśnie ich mijały, obejrzało się, a jakiś mężczyzna roześmiał się i powiedział:

- Uważaj, żebyś się nie wywrócił... -

Hoffmann zaś rzekł:

- Viki, a teraz poważnie. Powinniśmy się umówić. W variétés możesz złapać najwyżej jakiegoś kasiarza albo handlarza narkotykami, ale mordercę tylko w podłej knajpie. Powinniśmy do tych knajp wybrać się razem, skoro Pireta tu nie będzie. We dwóch zawsze lepiej się szuka, no i tak jest bezpieczniej. Wiesz, co by to było, gdybyś go złapał?... - Viki musiał się uśmiechnąć. Tak właśnie i on to sobie wyobrażał, a co ważniejsze - wyobrażał sobie jeszcze coś więcej. Ale tego Hoffmannowi nie powiedział.

- Jeszcze się zobaczy - rzucił. - Możemy się stelefonować w czasie świąt. A jeśli chodzi... -

zwrócił się do Richtera - o to variétés... - Po czym zaczął myśleć, jak by tu urwać się Hoffmannowi i Richterowi. Doszli właśnie do dużego sklepu z owocami południowymi, na wystawach oświetlonych zielonym i żółtym światłem piętrzyły się pomysłowo przybrane piramidy ananasów, pomarańczy, kokosów, pęki bananów, misy fig i daktyli.

Richter podrzucił głową i przystanął, Hoffmann także a Viki z tego skorzystał.

- Muszę już iść - rzekł spoglądając na zegarek, na swój stary zegarek z czasów, kiedy jeszcze chodził do szkoły powszechnej - bardzo mi się śpieszy. No, dlaczego... bo mam po południu spotkać się z Piretem i Gretą przy moście Seibta, a przedtem chcę jeszcze rozejrzeć się po sklepach, żeby się zorientować, co gdzie można dostać. Jutro muszę kupić jakieś prezenty.

Odeszli parę kroków od sklepu z owocami i zatrzymali się znowu, tym razem w pobliżu miejsca, gdzie pod ścianą domu stała jakaś baba z koszem czosnku i pietruszki ustawionym u jej nóg na chodniku, a Richter powiedział:

- Chodź z nami przynajmniej jeszcze do metra - ale Viki pokręcił głową.

- Naprawdę, już nie mogę - rzekł, znowu spojrzał na zegarek i zaczął się żegnać.

Życzyli więc sobie wesołych świąt, obiecali, że do siebie zadzwonią w sprawie knajp i variétés, i delikatną ładną twarz Vikiego znów przesłonił cień, a jego jasne, szare oczy znieruchomiały... tym razem może i dlatego, że patrzył na babę pod ścianą domu, na którą nikt z przechodniów nie zwracał uwagi... Pożegnali się. Richter i Hoffmann powlekli się dalej bulwarem w kierunku metra, a Viki na zebrach przeszedł na drugą stronę i tam skręcił za róg. Dopiero na tej mniejszej ulicy, z której nie uprzątano śniegu tak często jak z głównych ulic, uświadomił sobie, że śnieg ciągle jeszcze pada. Wciąż sypał drobny połyskliwy śnieżek i Viki przyspieszył kroku.



[07.06.2026, Toruń]