Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

19 września 2026

MUZYCZNE POCZTÓWKI - COMPAY SEGUNDO - GUAJIRA GUANTAMERA

 

Yo soy un hombre sincero

De donde crecen las palmas

Yo soy un hombre sincero

De donde crecen las palmas

Y antes de morirme quiero

Echar mis versos del alma


Chorus:

Guantanamera

Guajira Guantanamera

Guantanamera

Guajira Guantanamera


Mi verso es de un verde claro

Y de un carmin encendido

Mi verso es de un verde claro

Y de un carmin encendido

Mi verso es un ciervo herido

Que busca en el monte amparo


Chorus


I am a truthful man from this land of palm trees

Before dying I want to share these poems of my soul

My verses are light green

But they are also flaming red


(the next verse says,)

I cultivate a rose in June and in January

For the sincere friend who gives me his hand

And for the cruel one who would tear out this

heart with which I live

I do not cultivate thistles nor nettles

I cultivate a white rose


Cultivo la rosa blanca

En junio como en enero

Qultivo la rosa blanca

En junio como en enero

Para el amigo sincero

Que me da su mano franca


Chorus


Y para el cruel que me arranca

El corazon con que vivo

Y para el cruel que me arranca

El corazon con que vivo

Cardo ni ortiga cultivo

Cultivo la rosa blanca


Chorus


Con los pobres de la tierra

Quiero yo mi suerte echar

Con los pobres de la tierra

Quiero yo mi suerte echar

El arroyo de la sierra

Me complace mas que el mar


Chorus


Jestem szczerym człowiekiem

Stamtąd, gdzie rosną palmy

Jestem szczerym człowiekiem

Stamtąd, gdzie rosną palmy

I zanim umrę chcę

Podzielić się tymi wersami mojej duszy


Refren

Guantanamera*

Guajira** Guantanamera

Guantanamera

Guajira Guantanamera


Moje wersy są jasnozielone

I karminowo czerwone

Moje wersy są jasnozielone

I karminowo czerwone

Moje wersy to zraniony jeleń

Który szuka w górach opieki


Refren


Jestem szczerym człowiekiem, stamtąd gdzie rosną palmy

I zanim umrę chcę podzielić się tymi wersami mojej duszy

Moje wersy są jasnozielone

I karminowo czerwone


(następna zwrotka mówi)

Hoduję białą różę zarówno w czerwcu, jak i w styczniu

Dla serdecznego przyjaciela, który podaje mi rękę

I dla okrutnika który wyrywa mi serce,

z którym żyję

Nie hoduję ostu ani pokrzywy

Hoduję białą różę


Hoduję białą różę

zarówno w czerwcu, jak i w styczniu

Hoduję białą różę

zarówno w czerwcu, jak i w styczniu

Dla serdecznego przyjaciela

Który podaje mi swoją hojną rękę


Refren


I dla okrutnika który wyrywa mi

Serce, z którym żyję

I dla okrutnika, który wyrywa mi

Serce, z którym żyję

Nie hoduję ostu ani pokrzywy

Hoduję białą różę


Refren


Z biednymi tej ziemi

Chcę dzielić moje szczęście

Z biednymi tej ziemi

Chcę dzielić moje szczęście

Strumyk górski

cieszy mnie bardziej niż morze.


Refren


* mieszkanka Guantanamo

** kobieta pracująca w polu



[19.09.2026, Toruń]

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY

 

2918. Zapalczawie - zapalczywie

2919. Zapalczawy - zapalczywy, pełen zapału, zapalony, żarliwy

2920 Zapaliczliwie - zapalczywie

2921. Zapalić się, zapalać się - dostać koloru ognistego, płowieć, dostać zapalenia,

zaognić się, zarumienić się, zapłonąć wstydem

2922. Zapalisty - łatwy do zapalenia, zapalny, zapalający, barwy ognistej, ognisty, płowy

2923. Zapaliściwie - zapalczywie

2924. Zapalniczek - brantka u fuzji, na którą się nakłada kapiszon.

2925. Zapalny - przeznaczony do zapalania

2926. Zapał - zapalenie, zapalenie się, pożar, zajęcie się ogniem; ofiara palona na ołtarzu, całopalenie

2927. Zapała - żagiew, podnieta

2928. Zapamiętać, zapamiętywać, zapamiętawać - zapomnieć

2929. Zapamiętalec - człowiek zapamiętały, szaleniec

2930. Zapamiętliwy - łatwo zapominający

2931. Zapamiętny - nie pomny czegoś

2932. Zapar - para skądś wychodząca, wyziew

2933. Zaparcieć - zginąć przez parcienie

2934. Zaparstek, zapartek - jaje zalęgłe i zepsute, zbuk

2935. Zaparzysko, zaśniad, zaśniat, ześniad - płód nie donoszony

2936. Zapasić się, zapaszać się - zaopatrywać się w zapasy

2937. Zapaski - auka zapaśnicza, zapaśnictwo; zapasy, walka zapaśnicza.

2938. Zapasny - zapasowy

2939. Zapasować - zajmować, zagradzać, zamykać pasem albo jakby pasem, opasywać

2940. Zapasować, zapaszować - wstrzymać się od gry, powiedzieć: pas!; pójść z kwitkiem

2941. Zapastnictwo - zapaśnictwo.

2942. Zapaszny, zapaszysty - pełen zapachu, wonny

2943. Zapaść, zapadać - ginąć pogrążywszy się w coś wypaść ,w poprzek drogi,

zajść, wedrzeć się

2944. Zapaść, zapadać płodem - zajść w ciążę, zastąpić; 6) zajść (słońce już zapadło)

2945. Zapaść - zapadnięcie, zapadnięcie się, zapadanie się

2946. Zapaśniczyć - iść w zapasy, walczyć jako zapaśnik

2947. Zapatrzyć, zapatrzać, zapatrywać - upatrzyć, zauważyć

2948. Zapazucha - pazucha, zanadrze.

2949. Zapąd - zapęd

2950. Zapchać - zapchnąć, zakłóć, ukłóć, ugryźć, uciąć

2951. Zapech, zapchnięcie - zakłócie; to, co pozostało w ciele z zakłócia, zadra, drzazga

2952. Zaperzyć się, zapyrzyć się - zaczerwienić się, zarumienić się, zapłonąć ze wstydu

2953. Zapędliwy - gwałtowny, burzliwy

2954. Zapędzenie - wygnanie

2955. Zapęziały - karłowaty, nie wyrosły, zanikły

2956. Zapęzieć - skarłowacieć, zaniknąć, nie wyrosnąć, zmarnieć

2957. Zapiać - zaśpiewać

2958. Zapiąć - zamknąć

2959. Zapić, zapijać - zadłużyć się za picie, przepić

2960. Zapiec się, zapiekać się - cierpieć zapieczenie w żywocie, mieć trudny stolec

2961. Zapiecnik - ten, co za piecem wyleguje się, leniwiec, legart, domator

2962. Zapieklina - zapieczenie krwi

2963. Zapienić, zapieniać - zarobić w pocie czoła

2964. Zapienieć - zapienić się, spienić się

2965. Zapierzyć, zapierzać - obsadzić piórami, zagrodzić ścianą, przepierzeniem.

2966. Zapiły, zapity - opity, pijany

2967. Zapis, zapisa - rewers, skrypt, oblig; napis na domu wskazujący komuś gospodę; adres



[19.09. 2026, Toruń]

HOMER - ILIADA - KSIĘGA VIII (26)

 

KSIĘGA VIII cd.

[...]— «Tydejdzie — mówi z drżeniem — rzućmy dzisiaj boje,

Czym prędzej do ucieczki zwróć rumaki twoje.

Nie widzisz, że nam Zeus odmawia zwycięstwa?

Dziś dał chwałę dla tego bohatera męstwa,

Drugi raz, kiedy zechce, i nas nią ozdobi.

Lecz przeciw Zeusowi nic człowiek nie zrobi,

Choćby największej siły: bo on wszystkim włada».

A na to Nestorowi Tydejd odpowiada:

— «Z twoich ust wychodzącą prawdę uznać muszę.

Ale boleść okrutna przejmuje mi duszę;

Wśród Trojan Hektor powie: — «Gdym go w polu gonił,

Przed mym orężem Tydejd aż w nawach⁵³⁹ się schronił».

Tak on się chlubiąc, przyzna mi duszę nikczemną.

Ach! Niech się raczej ziemia rozstąpi pode mną».

— «Cóż ja to od mężnego słyszę Diomeda?

Niech cię Hektor upodla, nikt mu wiary nie da.

Darmo powie, żeś gnuśny⁵⁴⁰, żeś prędko strwożony,

Zawstydzą go Trojanie i trojańskie żony:

Tyle ich trupem legło z twojego oręża,

Nie􀰗edna tam młodego opłakuje męża».

Wraz⁵⁴¹ konie pędzi między pierzchające szyki.

A natenczas Trojanie z strasznymi okrzyki

Puszczają na nich groty, gdy zwrócili czoła;

A Aresowy Hektor wielkim głosem woła:

— «Tydejdo, ciebie Grecy szanują biesiadą,

Kruż⁵⁴² pełny nalewają i lepszą część kładą.

Teraześ wzgardy godzien, o podła niewiasto!

Leć na twą zgubę, dziewko! Nie ty pewnie miasto

I wieże nasze zwalisz, nie ty weźmiesz żony:

Prędzej legniesz na piasku tą ręką zwalczony».

Rzekł, a w Tydejdzie serce na dwoje się chwiało:

Już chciał konie skierować i spotkać się śmiało,

Trzykroć chciał iść za głosem rycerskiej ochoty,

Trzykroć Zeus hucznymi odezwał się grzmoty,

Da􀰗ąc znak niepewnego Trojanom zwycięstwa.

Hektor woła na swoich, zachęca do męstwa:

— «Trojanie i Likowie! Postawcie się śmiele

Okazać zwykłe męstwo, wierni przyjaciele!

Widzę, co nam przychylny Zeus zapowiada:

Nas pewna czeka chwała, a Greki zagłada.

Głupi! W tych murach słabych, w tej ufają tamie:

Nie zdoła nas odeprzeć, wnet Hektor ją złamie,

Konie me szybkim pędem przeskoczą te rowy.

Gdy do naw przyjdę, ogień niech będzie gotowy,

Flotę grecką na pastwę oddam mu i razem⁵⁴³

Przelękłe Greki w dymie wytępię żelazem».

Tak rzekł i tymi słowy zachęca swe konie:

— «Lampie szlachetny, Ksancie, Podargu, Ajtonie,

Nuż dziś godnie waszemu wysłużcie się panu!

Wszak Andromacha⁵⁴⁴ moja, królewskiego stanu, […]

----------------------------------------------------------------------

⁵³⁹nawa (daw.) — statek, okręt.

⁵⁴⁰gnuśny — leniwy, niechętny działaniu.

⁵⁴¹wraz (daw.) — zaraz.

⁵⁴²kruż (poet.) — dzban lub czara.

⁵⁴³razem — jednocześnie.

⁵⁴⁴Andromacha — żona Hektora.

----------------------------------------------------------------------

[…] Sama wam niesie obrok⁵⁴⁵, dostarcza napoju,

I ilekroć do domu powrócicie z boju,

Pierwej⁵⁴⁶ zawsze pamięta o wasze wygody,

Niźli o mnie, choć jestem jej małżonek młody.

Natężcież teraz siły, żebyśmy dostali

Lub Nestora puklerza (świat go cały chwali,

Bo sam złoty i jego rękojeść jest złota),

Lub kirysa Tydejda, na którym robota

Hefajsta⁵⁴⁷ wszystkie swoje wyraziła cuda.

Jeśli nam te dwa łupy dziś zdobyć się uda,

Tej nocy wsiadłszy Grecy na szybkie okręty,

Nazad⁵⁴⁸ wracając, morskie poorzą zamęty…

Tymi on słowy serca swym koniom dodaje.

Natychmiast aż do rowu odparci Danaje⁵⁴⁹.

Hektor na czele swoich śmiałym stąpał krokiem,

Naokoło rzucając zapalonym okiem.

A jako gdy pies żwawy lwa ściga lub dzika,

Wszystkie zważa obroty swego przeciwnika,

Skąd łatwiej pochwycony być może zwierz srogi,

Czyli⁵⁵⁰ go za bok urwać, czyli też za nogi:

Tak Hektor ściga Greki, trupem ziemię kryje

I z pierzchających szyków ostatniego bije.

Kiedy już za okopy przeszli i za rowy,

I pod orężem Trojan wielu dało głowy,

Stają, zachęcają się, ręce w górę wznoszą

I bogów nieśmiertelnych o ratunek proszą.

Hektor konie przy rowie pędzi zapalony,

Błyska Aresa wzrokiem i strasznej Gorgony⁵⁵¹.

Postrzegła Hera oręż Hektora zwycięski,

Więc mówi rozbolała nad greckimi klęski:

— «Nie damyż wsparcia Grekom, gdy ten naród luby

Już prawie do ostatniej przybliża się zguby?

Ile mąż jeden dzielnych obalił rycerzy!

Hektor zajadły wszędzie strach i pogrom szerzy,

Gdziekolwiek się obróci, mnóstwo Greków pada»,

— «Już by on dawno zginął — Pallas odpowiada

Orężem greckim w oczach Ilijonu pchnięty:

Lecz twardy na me chęci, na prośby niezgięty

I niesłusznie swoimi szafujący względy⁵⁵²,

Ojciec wstrzymuje serca mojego zapędy.

Niepomny, że przeze mnie jego syn ocalał,

Gdy go nieznośną pracą Eurystej przywalał.⁵⁵³

Tetydzie⁵⁵⁴ Kronid⁵⁵⁵ sprzyja, Tetys ukochana,

Że go wzięła za brodę, ściskała kolana,

Aby uczcił Achilla, który miasta wali; […]

----------------------------------------------------------------------

⁵⁴⁵obrok — pasza dla koni.

⁵⁴⁶pierwej — najpierw.

⁵⁴⁷Hefajstos (mit. gr.) — syn Zeusa i Hery, bóg kowali, złotników i ognia. Przedstawiany jako kulawy, gdyż Zeus zrzucił go z Olimpu, gdy Hefajstos wstawił się za Herą.

⁵⁴⁸nazad — z powrotem.

⁵⁴⁹Danaje — Grecy.

⁵⁵⁰czyli — czy z partykułą pytajną -li.

⁵⁵¹Gorgona (mit. gr.) — potwór, spojrzeniem zmieniający ludzi w kamień.

⁵⁵²względy — dziś popr. forma N.lm: względami.

⁵⁵³Niepomny, że przeze mnie jego syn ocalał, Gdy go nieznośną pracą Eurystej przywalał — mowa o Heraklesie, synu Zeusa.

⁵⁵⁴Tetyda — jedna z Nereid (boginek morskich), matka Achillesa.

⁵⁵⁵Kronid — przydomek Zeusa (syn Kronosa).

----------------------------------------------------------------------

[…] Przyjdzie czas, że i moich trosków⁵⁵⁶ się użali

I powie, że ma lubą swą córę w Palladzie⁵⁵⁷.

Twoja ręka niech jarzmo⁵⁵⁸ na rumaki kładzie,

A ja tymczasem w złotym Zeusa pokoju

Orężem ramię moje okryję do boju.

Obaczym, jeśli dumny Hektor się ucieszy,

Kiedy nas ujrzy nagle wśród walczącej rzeszy.

Złamane przy okrętach trojańskie zastępy

Tłustym ścierwem paść będą głodne psy i sępy».

Rzekła; Hera się jednej chwili nie ociąga,

Złoty szor⁵⁵⁹ kładzie, w jarzmo rumaki zaprząga,

Do Zeusa zaś domu odchodzi Pallada.

Tam fałdzista zasłona przy jej nogach spada,

Dzieło arcyozdobne jej przemyślnej ręki.

Sama, idąc na wojnę płodna w płacz i jęki,

Ojcowski wdziewa kirys⁵⁶⁰, a ręką niezłomną

Bierze tę dzidę ciężką, długą i ogromną,

Którą, gdy gniew jej serce lub zemsta zapala,

Najmężniejszych rycerzy zastępy obala.

Hera biczem ostrzegła bystre konie swoje;

Same się skrzypiąc niebios otwarły podwoje,

Których tam Hory⁵⁶¹ strzegą czuwającym okiem;

Te Olimp i zasłonią, i zamkną obłokiem.

Tędy boginie bystre poganiają konie.

Kronid⁵⁶² je obaczywszy strasznym gniewem płonie,

Woła Irydy⁵⁶³ w złote ustrojonej pióra:

— «Bież! Mów, niech mi się wróci i żona, i córa!

Niechaj mi się przed oczy nie stawią niebacznie⁵⁶⁴,

Nienajlepsza się bitwa między nami zacznie,

Bo co mówię, to zrobię, a wyrok mój taki:

Najpierwej im przy wozie skaleczę rumaki,

Same z wozów postrącam, a wozy połamię,

Na ciele zaś bolesne wypiętnuję znamię:

Dziesięć lat ran nie zgładzi, które piorun zada.

Co to jest walka z ojcem, obaczy Pallada.

Zaś Hery zapalczywość nie tak mi jest dziwna,

Bo ona zawsze moim zamysłom przeciwna».

Irys wyciągająca wiatr lekkim obrotem

Pospiesza z Idy bystrym do Olimpu lotem,

Przy bramie je spotyka, zatrzymać się prosi

I wiernie rozkaz dany Zeusa donosi:

— «Dokądże to spieszycie? Co was tak zapala?

Achajom Zeus wsparcia dawać nie pozwala.

Jeśli spełni, co wyrzekł, los wasz będzie taki:

Najpierwej wam przy wozie skaleczy rumaki,

Same postrąca z wozów, a wozy połamie,

Na ciele zaś bolesne wypiętnuje znamię:

Dziesięć lat ran nie zgładzi, które piorun zada. […]

----------------------------------------------------------------------

⁵⁵⁶trosków — dziś popr. forma D.lm: trosk.

⁵⁵⁷Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

⁵⁵⁸jarzmo — rodzaj prostej uprzęży.

⁵⁵⁹szor — tu: uprząż.

⁵⁶⁰kirys — rodzaj pancerza osłaniającego korpus.

⁵⁶¹Hory (mit. gr.) — personifikacja pór roku.

⁵⁶²Kronid — przydomek Zeusa (syn Kronosa).

⁵⁶³Iryda a. Iris — (mit. gr.) bogini tęczy, posłanka bogów.

⁵⁶⁴niebacznie (daw.) — nieostrożnie.



[19.09.2026, Toruń]

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (16)

 

R. VI - W JAKI SPOSÓB NOWI LUDZIE UKAZUJĄ SIĘ NAD STARYMI HORYZONTAMI. (cd.)


[…] — Może właśnie ojciec chce tego…

— Czy i tego chce, ażebyś mu co rano podkładała kilka rubli do pugilaresu?

Panna Florentyna spojrzała jej w oczy i poruszyła głową.

— Za dużo wiesz — odparła — ale nie wszystko. Już od dwu tygodni, może od dziesięciu dni widzę, że ojciec miewa po kilkanaście rubli…

— Więc zaciąga długi…

— Nie, ojciec nigdy nie zaciąga długów w mieście. Każdy wierzyciel przychodzi z pożyczką do domu i w gabinecie ojca dostaje kwit albo procent. Nie znasz go pod tym względem.

— Więc skądże teraz ma pieniądze?

— Nie wiem. Widzę, że ma, i słyszę, że zawsze je miał.

— Po cóż w takim razie zezwala na sprzedaż sreber? — pytała natarczywie panna Izabela.

— Może chce zirytować rodzinę.

— A kto wykupił jego weksle?

Panna Florentyna zrobiła rękoma ruch oznaczający rezygnację.

— Nie wykupiła ich Krzeszowska — rzekła — to wiem na pewno. — Więc — albo ciotka Hortensja, albo…

— Albo?…

— Albo sam ojciec. Czy nie wiesz, ile rzeczy robi ojciec, ażeby zaniepokoić rodzinę, a potem śmiać się…

— Za cóż chciałby mnie, nas niepokoić?

— Myśli, że ty jesteś spokojna. Córka powinna nieograniczenie ufać ojcu.

— Ach, tak!… — szepnęła panna Izabela zamyślając się.

Czarno ubrana kuzynka z wolna podniosła się z fotelu i cicho wyszła. Panna Izabela znowu poczęła patrzeć na swój pokój, który wydał się jej popielatym, na czarne gałązki, które chwiały się za oknem, na parę wróbli świergoczących może o budowie gniazda, na niebo, które stało się jednolicie szarym, bez żadnej jaśniejszej prążki. W jej pamięci znowu odżyła sprawa kwesty i nowej toalety, ale obie wydały się jej tak małymi, tak prawie śmiesznymi, że myśląc o nich nieznacznie wzruszyła ramionami. Dręczyły ją inne pytania: czyby nie oddać serwisu hrabinie Karolowej — i — skąd ojciec ma pieniądze? Jeżeli miał je dawniej, dlaczego pozwolił na zaciąganie długów u Mikołaja?… A jeżeli nie miał, z jakiego źródła czerpie je dziś?… Jeżeli ona odda serwis i srebra ciotce, może stracić okazję do korzystnego pozbycia się ich, a jeżeli sprzeda za pięć tysięcy, pamiątki te naprawdę mogą dostać się w niewłaściwe ręce, jak pisała hrabina. Nagle przerwał się ten bieg myśli: bystre jej ucho usłyszało w dalszych pokojach szmer. Było to męskie stąpanie, miarowe, spokojne. W salonie stłumił je nieco dywan, w pokoju jadalnym wzmocniło się, w jej sypialni przycichło, jakby ktoś szedł na palcach.

— Proszę, papo — odezwała się panna Izabela usłyszawszy pukanie do swych drzwi.

Wszedł pan Tomasz. Ona podniosła się z szezlonga, ale ojciec nie pozwolił na to. Objął ją w ramiona, ucałował w głowę i zanim usiadł przy niej, rzucił okiem w duże lustro na ścianie. Zobaczył tam swoją piękną twarz, siwe wąsy, swój ciemny żakiet¹⁶⁰ bez zarzutu, gładkie spodnie, jakby dopiero co wyszły od krawca, i uznał, że wszystko jest dobrze.

— Słyszę — rzekł do córki uśmiechając się — że panienka odbiera korespondencje, które jej psują humor.

— Ach, papo, gdybyś wiedział, jakim tonem przemawia ciotka…

— Zapewne tonem osoby chorej na nerwy. Za to nie możesz mieć do niej żalu.

— Gdyby tylko żal. Ja boję się, że ona ma rację i że nasze srebra mogą naprawdę znaleźć się na jakim bankierskim stole.

Przytuliła głowę do ramienia ojca. Pan Tomasz spojrzał niechcący w lusterko na stoliku i przyznał w duchu, że oboje w tej chwili tworzą bardzo piękną grupę. Szczególniej dobrze odbijała obawa rozlana na twarzy córki od jego spokoju. Uśmiechnął się.

— Bankierskie stoły!… — powtórzył. — Srebra naszych przodków bywały już na wojna stołach Tatarów, Kozaków, zbuntowanych chłopów, i nie tylko nam to nie uchybiało, ale nawet przynosiło zaszczyt. Kto walczy, naraża się na straty. [...]

-------------------------------------------------------------------------

¹⁶⁰żakiet — długa marynarka maska z zaokrąglonymi połami.

-------------------------------------------------------------------------

[…] — Tracili przez wojnę i na wojnie — wtrąciła panna Izabela.

— A dziś nie ma wojny?… Zmieniła się tylko broń: zamiast kosą albo jataganem¹⁶¹ walczą rublem. Joasia dobrze to rozumiała sprzedając nie serwis — ale rodzinny majątek, albo rozbierając na wybudowanie spichlerza ruiny zamku.

— Więc jesteśmy zwyciężeni!… — szepnęła panna Izabela.

— Nie, dziecko — odparł pan Tomasz prostując się. — My dopiero zaczniemy triumfować i bodaj czy nie tego boi się moja siostra i jej koteria¹⁶². Oni tak głęboko zasnęli, że razi ich każdy objaw żywotności, każdy mój śmielszy krok — dodał jakby do siebie.

— Twój, papo?

— Tak. Myśleli, że poproszę ich o pomoc. Sama Joasia chętnie zrobiłaby mnie swoim plenipotentem. Ja natomiast podziękowałem im za emeryturę i zbliżyłem się do mieszczaństwa. Zyskałem u tych ludzi powagę, która zaczyna trwożyć nasze sfery. Myśleli, że zejdę na drugi plan, a widzą, że mogę wysunąć się na pierwszy.

— Ty, papo?

— Ja. Dotychczas milczałem nie mając odpowiednich wykonawców. Dziś znalazłem takiego, który zrozumiał moje idee, i zacznę działać.

— Któż to jest? — spytała panna Izabela, ze zdumieniem patrząc na ojca.

— Niejaki Wokulski, kupiec, żelazny człowiek. Przy jego pomocy zorganizuję nasze mieszczaństwo, stworzę towarzystwo do handlu ze Wschodem, tym sposobem dźwignę przemysł…

— Ty, papo?

— I wówczas zobaczymy, kto wysunie się naprzód, choćby przy możliwych wyborach do rady miejskiej¹⁶³…

Panna Izabela słuchała z szeroko otwartymi oczyma.

— Czy ten człowiek — szepnęła — o którym mówisz, papo, nie jest jakim aferzystą, awanturnikiem?…

— Nie znasz go więc? — spytał pan Tomasz. — On jednak jest jednym z naszych dostawców.

— Sklep znam, bardzo ładny — mówiła panna Izabela zamyślając się. — Jest tam stary subiekt, który wygląda trochę na dziwaka, ale nadzwyczajnie uprzejmy… Ach, zdaje mi się, że kilka dni temu poznałam i właściciela… Wygląda na gbura…

— Wokulski gbur?… — zdziwił się pan Tomasz. — Jest on wprawdzie trochę sztywny, ale bardzo grzeczny.

Panna Izabela wstrząsnęła głową.

— Niemiły człowiek — odpowiedziała z ożywieniem. — Teraz przypominam go sobie… Będąc we wtorek w sklepie zapytałam go o cenę wachlarza. Trzeba było widzieć, jak spojrzał na mnie!… Nie odpowiedział nic, tylko wyciągnął swoją ogromną czerwoną rękę do subiekta (nawet dość eleganckiego chłopca) i mruknął głosem, w którym czuć było gniew: panie Morawski czy Mraczewski (bo nie pamiętam), pani zapytuje o cenę wachlarza. A… nieciekawego znalazł papo wspólnika!… — śmiała się panna Izabela.

— Szalonej energii człowiek, żelazny człowiek — odparł pan Tomasz. — Oni tacy. Poznasz ich, bo myślę urządzić w domu parę zebrań. Wszyscy oryginalni, ale ten oryginalniejszy od innych.

— Papa tych panów chce przyjmować?…

— Muszę naradzać się z niektórymi. A co do naszych — dodał patrząc w oczy córce — zapewniam cię, że gdy usłyszą, kto u mnie bywa, ani jednego nie zabraknie w salonie.

W tej chwili weszła panna Florentyna zapraszając na obiad. Pan Tomasz podał rękę córce i przeszli we troje do jadalnego pokoju, gdzie już znajdowała się waza tudzież Mikołaj

odziany we jak i wielki biały krawat.

— Śmieję się z Belci — rzekł pan Tomasz do kuzynki, która nalewała rosół z wazy.

— Wyobraź sobie, Floro, że Wokulski zrobił na niej wrażenie gbura. Czy ty go znasz?

— Któż by dziś nie znał Wokulskiego — odpowiedziała panna Florentyna podając Mikołajowi talerz dla pana. — No, elegancki on nie jest, ale — robi wrażenie…[...]

-----------------------------------------------------------------------

¹⁶¹jatagan — wschodnia broń sieczna pośrednia między nożem a szablą

¹⁶²koteria — grupa osób popierająca się wzajemnie, ze szkodą dla ogółu.

¹⁶³przy możliwych wyborach do rady miejskiej — miasta w Królestwie, poza krótkim okresem rządów Wielopolskiego, nie posiadały samorządu.

------------------------------------------------------------------------

[…] — Pnia z czerwonymi rękoma — wtrąciła ze śmiechem panna Izabela.

— On mi przypomina Trostiego, pamiętasz, Belu, tego pułkownika strzelców w Paryżu — odpowiedział Pan Tomasz.

— A mnie posąg triumfującego gladiatora¹⁶⁴ — melodyjnym głosem dodała panna Florentyna. — Pamiętasz Belu, we Florencji, tego z podniesionym mieczem? Twarz surowa, nawet dzika, ale piękna.

— A czerwone ręce?… — zapytała panna Izabela.

— Odmroził je na Syberii — wtrąciła panna Florentyna z akcentem.

— Cóż on tam robił?

— Pokutował za uniesienia młodości — rzekł pan Tomasz. — Można mu to przebaczyć.

— Ach, więc jest i bohaterem!…

— I milionerem — dodała panna Florentyna.

— I milionerem? — powtórzyła panna Izabela. — zaczynam wierzyć, że papo zrobił dobry wybór przyjmując go na wspólnika. Chociaż…

— Chociaż?… — spytał ojciec.

— Co powie świat na tę spółkę?

— Kto ma siłę w rękach, ma świat u nóg.

Właśnie Mikołaj obniósł polędwicę, gdy w przedpokoju zadzwoniono. Stary służący wyszedł i po chwili wrócił z listem na srebrnej, a może platerowanej tacy.

— Od pani hrabiny — rzekł.

— Do ciebie, Belu — dodał pan Tomasz biorąc list do ręki. — Pozwolisz, że cię zastąpię w połknięciu tej nowej pigułki.

Otworzył list, zaczął go czytać i ze śmiechem podał pannie Izabeli.

— Oto — zawołał — cała Joasia jest w tym liście. Nerwy, zawsze nerwy!…

Panna Izabela odsunęła talerz i z niepokojem przebiegła papier oczyma. Lecz stopniowo twarz jej wypogodziła się.

— Słuchaj, Florciu — rzekła — bo to ciekawe.

„Droga Belu! — pisze ciotka. — Zapomnij, aniołku, o moim poprzednim liście. W rezultacie twój serwis nic mnie nie obchodzi i znajdziemy inny, gdy będziesz szła za mąż. Ale chodzi mi, ażebyś koniecznie kwestowała tylko ze mną, i właśnie o tym miałam zamiar pisać poprzednio, nie o serwisie. Biedne moje nerwy! jeżeli nie chcesz ich do reszty rozstroić, musisz zgodzić się na moją prośbę. Grób w naszym kościele będzie cudowny. Mój poczciwy Wokulski daje fontannę, sztuczne ptaszki śpiewające, pozytywkę¹⁶⁵, która będzie grała same poważne kawałki, i mnóstwo dywanów. Hozer¹⁶⁶ dostarcza kwiatów, a amatorowie urządzają koncert na organ¹⁶⁷, skrzypce, wiolonczelę i głosy. Jestem zachwycona, ale gdyby mi wśród tych cudów zabrakło ciebie, rozchorowałabym się. A więc tak?… Ściskam cię i całuję po tysiąc razy, kochająca ciotka. Joanna.

Postscriptum. Jutro jedziemy do magazynu zamówić dla ciebie kostium wiosenny. Umarłabym, gdybyś go nie przyjęła.”

Panna Izabela była rozpromieniona. List ten spełniał wszystkie jej nadzieje.

— Wokulski jest nieporównany! — rzekł śmiejąc się Pan Tomasz. — Szturmem zdobył Joasię, która nie tylko nie będzie mi wymawiała wspólnika, lecz nawet gotowa o niego walczyć ze mną.

Mikołaj podał kurczęta.

— Musi to być jednakże genialny człowiek — zauważyła panna Florentyna.

-----------------------------------------------------------------------

¹⁶⁴gladiator — zapaśnik w starożytnym Rzymie, walczący na publicznych igrzyskach.

¹⁶⁵pozytywka — rodzaj małej katarynki, samogrającej po nakręceniu.

¹⁶⁶Hozer — właściwie: Hoser; założona przez Piotra Hosera ok. 1848 r. znana firma ogrodnicza Braci Hoser zajmowała się hodowlą i sprzedażą drzew owocowych, ozdobnych oraz kwiatów.

¹⁶⁷organ — dziś: organy.



[19.09.2026, Toruń]