Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

20 sierpnia 2026

EZOP - BAJKI

 

Mysz na wsi i mysz w mieście

Pewnego razu mysz z miasta przyszła odwiedzić swą przyjaciółkę na wsi. Częstowana gościnnie ziarnkiem jęczmienia, grochem polnym, kawałkami sera i orzechami, mysz zaledwie tknęła tych przysmaków, namawiając jednocześnie do opuszczenia wsi a zamieszkania w mieście.

— Żyjesz jak żółw w skorupie — mówiła - nie rozumiem jak cięta jednostajność nie nuży… Zgodziła się myszka na miasto. Gdy przyszły była już północ. Mysz zaprowadziła swą przyjaciółkę do domu, w którym mieszkała, gdzie właśnie odbywała się wspaniała uczta imieninowa. W jadalni nie było nikogo, na stole zaś stały resztki przepysznych potraw i owoców. Wskoczywszy na stół, najadały się przysmakami, gdy naraz drzwi się otworzyły i weszli goście. Ledwie zdołały uciec i skryć się do nory, oczekując odejścia gości i psa, który groźnie szczekał.

Myszka ze wsi przysunęła się bliziutko do swej przyjaciółki i szepnęła:

- Nie podoba mi się takie życie, wolę moje ziarnka jęczmienia, spożywane w spokoju, od najdelikatniejszych potraw, jedzonych w strachu i trosce. Lepsze jedno jajko w spokoju, niż wół cały na wojnie.



Kogut i perła

Pewien kogut grzebał w słomie na podwórzu i znalazł wspaniałą perlę.

— Ach! — odezwał się smutnie — piękna jesteś, to prawda, ale wolałbym ziarnko jęczmienia od najpiękniejszych pereł w świecie. Pożytek przede wszystkim.



Wilk i pies

Pewien wilk wychudzony i zgłodniały, widząc psa dobrze spasionego, zapytał go w jaki sposób, gdy on, wilk, nie może sobie nigdzie zdobyć jadła, on ma wygląd wspaniały i widać, że głodnym nie jest nigdy.

— Rób to co ja — rzekł pies — a będziesz miał co jeść…

— Cóż takiego? — Pilnuj domu swojego pana!

— Tylko tyle! o, z chęcią! 

I poszedł z psem, aby się do służby nająć. Idąc z brysiem, spostrzegł u niego obrożę.

— Co to takiego? — spytał wilk.

— Nic nadzwyczajnego, to obroża, do której jestem przywiązany...

— Przywiązany! — wykrzyknął wilk — a więc nie możesz biec dokąd chcesz i kiedy chcesz?

— Naturalnie, czasem uwiązany jestem i dzień cały...

— Do widzenia! — zawołał wilk — usuwając się od brytana, wolę starą kromkę chleba i swobodę, niż bogactwa królewskie i łańcuch. Milsza nędza w swobodzie, niż skarby w niewoli.



[20.08.2026, Toruń]

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (27-28)

 

Przecinek przed oraz że

Wyrażenie oraz że powstało z połączenia dwóch spójników, przy czym pierwszy z nich jest spójnikiem łącznym, przed którym – gdy występuje samodzielnie – nie umieszczamy przecinka. Drugi natomiast tego przecinka wymaga.


Nie ma zasady, która by określała, jak powinna wyglądać w tym przypadku interpunkcja. Językoznawcy jednak są zgodni, że wyrażenie oraz że wprowadza pewną równorzędną konstrukcję składniową („A oraz B”) i dlatego też nie należy jej poprzedzać przecinkiem. Ponadto nie stawiamy przecinka, jeśli spójnik podrzędny (w tym przypadku że) został powtórzony po spójniku łącznym (w tym przypadku oraz).


Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.

Oświadczam, że nigdy nie byłem karany oraz że obecnie nie toczy się przeciwko mnie żadne postępowanie.

Mężczyzna twierdził, że dokonał tego czynu pod wpływem impulsu oraz że kierował się tylko chęcią zysku.


Przecinek przed ponieważ

Ponieważ to spójnik, który wprowadza zdanie podrzędne w zdaniu złożonym. Wyraża on przyczynę zaistnienia jakiejś sytuacji. Przed tym spójnikiem zawsze stawiamy przecinek.


Nie poszłam dziś do pracy, ponieważ źle się czułam.

Zamknąłem restaurację, ponieważ przestała przynosić dochody.

Dostałam szóstkę, ponieważ rozwiązałam wszystkie zadania.


Jeśli spójnik ponieważ znajduje się na początku zdania złożonego, to przecinkiem należy oddzielić całe zdanie składowe, które wprowadza.


Ponieważ nie wywiązał się pan z umowy, muszę wstrzymać przelew.

Ponieważ zepsuł mi się komputer, nie przygotowałam prezentacji.

Ponieważ kupiłam zły rozmiar bluzki, musiałam ją zwrócić.



[20.08.2026, Toruń]

PODEBRANE INTERNETOWI (9-16)


9. Ruiny zamku Pořešín


10. Zamek Borovany



11. Ruiny zamku Helfenburk niedaleko Bavorova



12. Zamek Strakonice



13. Dolna twierdza Kestřany



14. Górna twierdza Kestřany



15. Zamek Dívčí Kámen (Dziewczęca Skała)



16. Zamek Písek




[20.08.2026, Toruń]

19 sierpnia 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXII

 

(Ciąg dalszy. Hulanka szatanów).

Widziałem jezdne na przeglądach roty³⁴¹,

Szyk ich łamany, natarcie, odwroty,

Widziałem w mieście Arezzo przed laty,

Jako rabują podjazdowe czaty,

Widziałem turniej, gdy na ostre gonią,

Gdy w kolej trąby, to dzwony gomonią³⁴²,

Stosownie jakie hasła dają z wieży

Dla narodowych i obcych rycerzy.

Lecz nigdy trąba jazdę czy piechotę

Nie poruszała na tak dziką notę,

Nigdy tak sprzeczne tony, tak nieczyste,

Nie brzmiały razem na morzu, na ziemi.

Dziesięć szatanów szło w krok nasz za krokiem,

O, towarzystwo okropne zaiste!

Ale w kościele jestem ze świętymi,

W sądzie z jurystą, w garkuchni z żarłokiem.

Jednak badałem to smolne jezioro

Z całą uwagą i tych, co w nim gorą.

A jak grające delfiny przed burzą³⁴³

Skaczą nad wody i majtkom źle wróżą,

Tak niejednego grzbiet nagi grzesznika

Dla ulgi w bólu nad smolne powierzchnie

Błyśnie, to na dno błyskawicą pierzchnie;

A jako w stawie, przy ścieku poników³⁴⁴,

------------------------------------------------------------------------

³⁴¹Widziałem jezdne na przeglądach roty — Pieśń tę poczynając, poeta uroczystym i poważnym tonem epopei, nastręcza swojemu czytelnikowi przeczucie tonu komicznego, jakim wyśpiewa dalszy je ciąg i koniec. W tej pieśni walka szatanów z oszustami, którzy są pod ich strażą, wzajemne ich szermy i figle przedstawiają dziki, a zarazem komiczny obraz. Poeta na początku tej pieśni dowodzi, jak wielostronne było jego ukształcenie, i że nie obce były jemu przeglądy i obroty wojenne.

³⁴²gomonić (daw.) — hałasować.

³⁴³A jak grające delfiny przed burzą — Delfiny zwykle pokazują się na powierzchni morza przed zbliżającą się burzą. Porównanie to i następne dziwnie jest trafnie i stosownie użyte.

³⁴⁴ponik — strumyk. [przypis edytorski]

-----------------------------------------------------------------------

Trzoda żab z wody swe głowy wytyka,

Podobnie głowy sterczały grzeszników.

Lecz Jeżobroda gdy przyszedł, wespoły

Szybko do wrzącej rzucali się smoły:

Widziałem, myśląc teraz, czuję dreszcze,

Jeden się spóźnił, nie dał nurka jeszcze,

Jak widzim żabę na cichym wód łonie

Zostaje jedna, kiedy druga tonie.

A Drapigraca stojąc przy nim z bliska,

Zahaczył jego osmolone włosy,

Na brzeg jak wydrę dobył w okamgnieniu.

Wiedziałem wszystkich szatanów nazwiska,

Bo wybór diabli szedł na żywe głosy,

I sami siebie zwali po imieniu.

Wtem zagrzmiał diabłów krzyk i wrzask straszliwy:

«Sam, Gniewożarze, twym hakiem grzesznika

Ściągnij po grzbiecie i drzyj go na łyka!»

A ja: «Mów, mistrzu, kto ten nieszczęśliwy?

Mój wódz do niego zbliżył się i mówi:

«Skąd i kto jesteś?» On odrzekł wodzowi³⁴⁵:

«Jam się urodził w królestwie Nawarry.

Matka do dworskiej oddała mnie służby;

Ojciec mój strwonił fortunę i zdrowie,

Z niej ledwo został kęs na życie wdowie.

Wkrótce mnie dworskie oślepiły blaski,

A dumny z króla Teobalda drużby,

Kryjomie³⁴⁶ pańskie frymarczyłem łaski;

Za grzech ten w smolne wrzucono mnie żary».

Zęboknur, który jak dzik wkoło pyska

Dwa kły zakrzywia, stojąc tuż przed nami,

Dał jemu uczuć, jak kaleczy kłami.

Lecz mysz trafiła na koty nieuki;

Już Jeżobroda potężnie go ściska

I mówi: «Odejdź, on nam nie uciecze».

A obrócony do wodza, tak rzecze:

«Pytaj go, jeśli co chcesz wiedzieć jeszcze,

Ja między nogi wziąłem go jak w kleszcze.

Niech mówi, nim go rezerwą na sztuki».

A wódz: «Mów, duchu, czy tu, w waszym kole

Jaki Łacinnik warzy się w tej smole³⁴⁷?»

A on: «Niedawno rozstałem się z jednym,

Gdybym z nim skrył się, zwyczajem powszednim

Od tych by haków zakryła mnie smoła».

— «Dość cierpliwości,» tu Ostrohak woła

I widłą³⁴⁸ jego zahaczył o ramię,

Aż kość ramienną hak na druzgi łamie.

Chciał Drapigraca schwycić go za nogę³⁴⁹,

Lecz na spojrzenie srogie dekuriona

Orszak dziewięciu uderzył na trwogę.

-----------------------------------------------------------------------

³⁴⁵Skąd i kto jesteś? On odrzekł wodzowi — Cień tu mówiący nazywał się Ciampolo, historię życia swojego sam opowiada.

³⁴⁶kryjomie — dziś popr. forma: po kryjomu.

³⁴⁷Łacinnik — Włoch.

³⁴⁸widłą — dziś popr. forma: widłami (tu prawdopodobnie forma wydłużona/skrócona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca).

³⁴⁹Chciał Drapigraca schwycić go za nogę — Widzimy tu, że głównym typem piekła jest bezrząd, czyli anarchia. Naczelnik szatanów Jeżobroda, którego poeta ironicznie nazywa dekurionem, kapitanem, nie może utrzymać grozą swojego urzędu żadnego porządku między swymi podwładnymi.

----------------------------------------------------------------------

Gdy ścichła trochę gawiedź rozjuszona,

Mój wódz znów ducha kalekiego pyta:

«Kto jest ten, który ciebie rzucił w chwili,

Gdyśmy przy brzegu twą postać zoczyli³⁵⁰?»

On odpowiedział: «Jest to mnich Gomita³⁵¹,

Rządca Gallury, urna zabrukana;

Mając w swym ręku wrogów swego pana,

Tych puszcza, drugich do więzienia sadzi,

W sposób, że z niego wszyscy byli radzi;

Wielu dał wolność, ale brał ich złoto,

Jak sam powiadał, i różną niecnotą

W różnych urzędach brukał się wiek cały,

Niemierny, był to szalbierz doskonały.

Z nim często gwarzy Zanke z Lagodoro³⁵²;

O Sardyniji³⁵³, choć im wargi gorą,

Dosyć się z sobą nagadać nie mogą.

Spojrzyj, ten drugi jak wytrzeszczył ślepie,

Zgrzyta zębami i biciem wygraża,

Lękam się, czy mi skóry nie wytrzepie».

«Wara, zły ptaku!» Tak stukał Figlarza,

Iskrząc oczyma naczelnik szatanów³⁵⁴.

«Jeśli chcesz widzieć Lombardów, Toskanów,»

Przemówił znowu cień rażony trwogą:

«I ci, i owi przyjdą jak z rozkazu.

Lecz niech w bok zejdzie orszak Ostroszpony,

Strach mi ich zemsty; z miejsca niewzruszony

Gdy świsnę, siedmiu zjawi się do razu,

To nasze zwykłe hasło i nienowe,

Gdy z warów smolnych wytykamy głowę».

I na te słowa Psiakrew warknął pyskiem:

«O! Czy słyszycie,» tak mówił z przyciskiem,

«Jaką wymyślił złość ten nicdobrego,

Aby mógł wskoczyć do waru smolnego?»

Ale cień pełen figlów i wybiegów,

«Zaiste,» odrzekł, «złość knuję bezkarnie,

Chcę moich braci przywabić do brzegów,

By ich na większe narazić męczarnie».

Tu Łapidusza nie stawił oporu

I rzekł doń, mimo towarzyszów sporu:

«Jeśli w tę smołę przedsięwzięciem śmiałem

Wskoczysz, za tobą nie pogonię cwałem,

Tylko nad tobą skrzydła me zawarczą;

Brzeg i wysokość niech będzie twą tarczą,

Chcę tylko widzieć i przekonać siebie,

Czy od nas wszystkich chytrzejszy bies z ciebie».

--------------------------------------------------------------------------

³⁵⁰zoczyć — zobaczyć.

³⁵¹On odpowiedział: Jest to mnich Gomita — Sardynia będąc pod zarządem pizanów, podzielona była na cztery okręgi: Lagodoro, Kallari, Gallura i Alborea. Okręgiem Gallury zarządzał Mino Visconti, którego pierwszym ulubieńcem był mnich Gomita. Mnich ten nadużywając zaufania pańskiego, sprzedawał urzędy, frymarczył publicznym skarbem, wsadzonych do więzienia za okup wypuszczał na wolność i tym podobne broił bezprawia; na koniec został powieszony.

³⁵²Zanke z Lagodoro — Michał Zanke także skażonym był urzędnikiem, zarządzając okręgiem Lagodoro.

³⁵³Sardyniji — Sardynii; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

³⁵⁴Iskrząc oczyma naczelnik szatanów — Widzimy w dalszym ciągu tej pieśni, jak oszuści potępieńcy oszukują swoich nadzorców, ażeby z ich szpon co prędzej umknąć i zanurzyć się w smołę. Scena ta pełna ruchu i życia przypomina mimo woli, że i poza obrębem piekła podobne sceny wzajemnego oszukaństwa rządzących i rządzonych dziać się mogą.

-----------------------------------------------------------------------

Tu, czytelniku, poznasz figiel nowy:

Szatani na bok odwrócili głowy,

Nawarczyk wnet się rzucił do wybiegu,

Skorzystał z chwili, już stanął na brzegu

I jednym skokiem skacząc w smolne wary,

Na nice diable wywrócił zamiary.

Szatani stali z zasmuconą miną;

Lecz ilem dostrzegł, między ich drużyną

Stał najsmutniejszy sprawca ich kłopotu

I rączym skrzydłem, myśląc, że go złapie,

Poleciał krzycząc: «Już cię mam w swej łapie».

Daremnie, piętna wstydu już nie zetrze,

Strach skorsze skrzydła miał od diabła lotu,

Ten skrył się w smołę, on wzleciał w powietrze;

Tak czatujący jastrząb na kaczora,

Gdy ten nurkuje przed nim dnem jeziora,

Precz leci cały wściekły i znużony.

Łasy, gdy stali towarzysze smutni,

Gniewny pogonił skrzydłem rozdąsanem

I ciągle latał za drugim szatanem,

O cień, co zniknął, szukając z nim kłótni.

Podczas gdy oszust znikł wśród smolnej głębi,

W grzbiet towarzysza zatopił swe szpony,

Lecz Łapidusza, z czystej krwi Jastrzębi,

Łasego wyzwał na oręż ten samy

I oba padli wśród kipiącej jamy.

Gorąca smoła rozjęła³⁵⁵ walczących,

Lecz tam ich większa spotkała przygoda,

Nie mogli podnieść piór do smoły lgnących.

Nierad z wypadku ich wódz Jeżobroda,

Śle czterech swoich, by krążąc brzegami

W skok im na pomoc śpieszyli z hakami

Ci brzegiem jamę obiegłszy w półkole,

Na środek jamy haki wyciągnęli,

Ratując wpadłych do smolnej topieli;

Tak zostawiłem zagrzęzłych w tej smole.

----------------------------------------------------------------------

³⁵⁵rozjąć — rozdzielić.




[19.08.2026, Toruń]

PROFESOR TUTKA (34) PROFESOR TUTKA O SNACH

 

PROFESOR TUTKA O SNACH


I rejent, i doktor, i sędzia twierdzili, że śni im się do tej pory szkoła, lata płyną, tyle rozmaitych przeżyć, a ta powraca do nich we śnie.

— Tak — powiedział Profesor Tutka — zastanawiamy się często nad tym, co to jest sen, staramy się znaleźć wyjaśnienia u teoretyków, czasami dajemy wyjaśnienia własne. Ja, na przykład, mogę panom odpowiedzieć, dlaczego w ciągu paru dni i nocy byłem, już jako człowiek dojrzały, w snach swoich dzieckiem. Jechałem samochodem. Szosa gładka, można było jechać i sto kilometrów na godzinę. Wiózł mnie człowiek młody, mający dużo fantazji i polotu, i pędził tak, że wskazówka mówiła — 120 kilometrów! Chciałem nawet zapytać: «czy nie za szybko?», ale właśnie człowiek młody, wesoły, zaczął mi opowiadać dowcipną anegdotkę. Znałem ją nawet, ale żeby zrobić przyjemność człowiekowi, przygotowywałem twarz do śmiechu; wiem jeszcze, że mijaliśmy pierwsze domki jakiegoś miasta i... co było więcej, nie pamiętam. Wiem tylko tyle, że stałem się małym siedmioletnim chłopczykiem. Chodziłem po zielonej łące, a mała dziewczynka zbierała tam żółte kwiatki.

— Podobasz mi się — powiedziałem — i chciałbym się z tobą ożenić!

— Dobrze — odpowiedziała — mieszkam tam w białym domku, pójdź ze mną zobaczyć moje lalki.

Poszedłem za nią, a ona weszła do białego domku, aby przynieść mi swe lalki. Przed domkiem stał koń na biegunach, dosiadłem konika, zaczął cwałować, oderwał się od ziemi i niósł coraz wyżej, coraz wyżej, aż gdzieś pod obłoki, czuję jakąś rozkosz, jakiej nigdy nie

zaznałem w życiu, i nagle... coś strasznego: spadam, spadam, uderzam o ziemię. I jestem teraz w jakimś białym pokoiku, wszystko białe, stolik i krzesło białe, dwie postacie nade mną także białe. Zrozumiałem, że leżę w łóżku, a te postacie, mężczyzna i kobieta, to lekarze.

— Czy jestem w szpitalu? — spytałem.

— Tak — odpowiedziała łagodnie z uśmiechem kobieta — spotkał pana wypadek, tuż koło tego domu. Umieszczono pana tutaj. Zdaje pan już sobie ze wszystkiego sprawę, więc wszystko będzie dobrze. Tylko trzeba leżeć spokojnie, spokojnie. Wydawało mi się, że kobieta mówi do mnie trochę jak do dziecka.

— A gdzie jest ten wesoły człowiek, z którym jechałem?

— Wesoły człowiek jest już u Bozi... — mówiła do mnie znów łagodnie, a nawet czule, i znów zdawało mi się, że mówi do dziecka.

Proszę panów: po wypadku samochodowym straciłem nagle przytomność. Szpital na krańcach miasta, w którym mnie umieszczono, był szpitalem dziecięcym. Lekarze to pediatrzy i z przyzwyczajenia mówili do mnie jak do dziecka. Łóżko, jak się dowiedziałem później, wypożyczyła mi pielęgniarka, gdyż wszystkie inne były dla nieletnich. Same dzieci. Tylko ja jeden człowiek dojrzały. Sny, które krążyły nad tym domem, aby ukazywać dzieciom w gorączce rzeczy śliczne, kolorowe, czy też straszne, przerażające — traktowały mnie po prostu jako jeszcze jedno dziecko. W ten sposób, proszę panów, wytłumaczyłem sobie, dlaczego nawiedzały mnie tam sny dziecięce.



[19.08.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - ARAM CHACZATURIAN - SUITA MASKARADA - WALC

 




[19.08.2026, Toruń]

18 sierpnia 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (8)

 

R.3. PAMIĘTNIK STAREGO SUBIEKTA (cd.)


[…]

— Proszę krochmalu…

— Dać migdałów za dziesiątkę…

— Lukrecji⁹² za grosz…

— Szarego mydła…

Około południa zmniejszał się ruch za kontuarem towarów kolonialnych, a za to coraz częściej zjawiali się interesanci po stronie prawej sklepu, u Jana. Tu kupowano talerze, szklanki, żelazka, młynki, lalki, a niekiedy duże parasole, szafirowe lub pąsowe. Nabywcy, kobiety i mężczyźni, byli dobrze ubrani, rozsiadali się na krzesłach i kazali sobie pokazywać mnóstwo przedmiotów targując się i żądając coraz to nowych.

Pamiętam, że kiedy po lewej stronie sklepu męczyłem się bieganiną i zawijaniem towarów, po prawej — największe strapienie robiła mi myśl: czego ten a ten gość chce naprawdę i — czy co kupi? W rezultacie jednak i tutaj dużo się sprzedawało; nawet dzienny dochód z galanterii był kilka razy większy aniżeli z towarów kolonialnych i mydła. Stary Mincel i w niedzielę bywał w sklepie. Rano modlił się, a około południa kazał mi przychodzić do siebie na pewien rodzaj lekcji.

— Sag mir⁹³ — powiedz mi: was ist das? co to jest? Das ist Schublade — to jest szublada.

Zobacz, co jest w te szublade. Es ist Zimmt — tojest cynamon. Do czego potrzebuje się cynamon? do zupe, do legumine potrzebuje się cynamon. Co to jest cynamon? Jest taki kora z jedne drzewo. Gdzie mieszka taki drzewo cynamon? W Indii mieszka taki drzewo. Patrz na globus — tu leży Indii. Daj mnie za dziesiątkę cynamon… O, du Spitzbub!…⁹⁴ jak tobie dam dziesięć razy dyscyplin, ty będziesz wiedział, ile sprzedać za dziesięć groszy cynamon…

W ten sposób przechodziliśmy każdą szufladę w sklepie i historię każdego towaru. Gdy zaś Mincel nie był zmęczony, dyktował mi jeszcze zadania rachunkowe, kazał sumować księgi albo pisywać listy w interesach naszego sklepu. Mincel był bardzo porządny, nie cierpiał kurzu, ścierał go z najdrobniejszych przedmiotów. Jednych tylko dyscyplin nigdy nie potrzebował okurzać dzięki swoim niedzielnym wykładom buchalterii⁹⁵, jeografii⁹⁶ i towaroznawstwa. Powoli, w ciągu paru lat, tak przywykliśmy do siebie, że stary Mincel nie mógł obejść się beze mnie, a ja nawet jego dyscypliny począłem uważać za coś, co należało do familijnych stosunków. Pamiętam, że nie mogłem utulić się z żalu, gdy raz zepsułem kosztowny samowar, a stary Mincel zamiast chwytać za dyscyplinę — odezwał się:

— Co ty zrobila, Ignac?… Co ty zrobila!…

Wolałbym dostać cięgi wszystkimi dyscyplinami, aniżeli znowu kiedy usłyszeć ten drżący głos i zobaczyć wylęknione spojrzenie pryncypała. Obiady w dzień powszedni jadaliśmy w sklepie, naprzód dwaj młodzi Minclowie i August Katz, a następnie ja z pryncypałem. W czasie święta wszyscy zbieraliśmy się na górze i zasiadaliśmy do jednego stołu. Na każdą Wigilię Bożego Narodzenia Mincel dawał nam podarunki, a jego matka w największym sekrecie urządzała nam (i swemu synowi) choinkę. Wreszcie w pierwszym dniu miesiąca wszyscy dostawaliśmy pensję (ja brałem 10 złotych). Przy tej okazji każdy musiał wylegitymować się z porobionych oszczędności: ja, Katz, dwaj synowcy i służba. Nierobienie oszczędności, a raczej nieodkładanie co dzień choćby kilku groszy, było w oczach Mincla takim występkiem jak kradzież. Za mojej pamięci przewinęło się przez nasz sklep paru subiektów i kilku uczniów, których pryncypał dlatego tylko usunął, że nic sobie nie oszczędzili. Dzień, w którym się to wydało, był ostatnim ich pobytu. Nie pomogły obietnice, zaklęcia, całowania po rękach, nawet upadanie do nóg. Stary nie ruszył się z fotelu⁹⁷, nie patrzył na petentów⁹⁸, tylko wskazując […]

------------------------------------------------------------------------

⁹²Lukrecja — wyciąg z korzenia drzewa lukrecjowego o charakterystycznym słodko–mdłym smaku, stosowany w lecznictwie.

⁹³Sag mir (niem.) — powiedz mi. (Tu i w dalszym ciągu rozmowy stary Mincel sam tłumaczy łamaną polszczyzną wyrażenia niemieckie.)

⁹⁴O, du Spitzbub!… (niem.) — O, ty łobuzie!…

⁹⁵buchalteria — księgowość, rachunkowość.

⁹⁶jeografia — geografia. [

⁹⁷fotelu — tej formy Prus używa konsekwentnie w całym utworze; dziś: fotela.

⁹⁸petent — tu: proszący.

----------------------------------------------------------------------

[…] palcem drzwi wymawiał jeden wyraz: fort! fort!…⁹⁹ Zasada robienia oszczędności stała się już u niego chorobliwym dziwactwem. Dobry ten człowiek miał jedną wadę, oto — nienawidził Napoleona. Sam nigdy o nim nie wspominał, lecz na dźwięk nazwiska Bonapartego dostawał jakby ataku wścieklizny; siniał na twarzy, pluł i wrzeszczał: szelma! szpitzbub! Rozbójnik!… Usłyszawszy pierwszy raz tak szkaradne wymysły nieomal straciłem przytomność. Chciałem coś hardego powiedzieć staremu i uciec do pana Raczka, który już ożenił się z moją ciotką. Nagle dostrzegłem, że Jan Mincel zasłoniwszy usta dłonią coś mruczy i robi miny do Katza. Wytężam słuch i — oto co mówi Jan:

— Baje stary, baje! Napoleon był chwat, choćby za to samo, że wygnał hyclów Szwabów.

Nieprawda, Katz?

A August Katz zmrużył oczy i dalej krajał mydło. Osłupiałem ze zdziwienia, lecz w tej chwili bardzo polubiłem Jana Mincla i Augusta Katza. Z czasem przekonałem się, że w naszym małym sklepie istnieją aż dwa wielkie stronnictwa, z których jedno, składające się ze starego Mincla i jego matki, bardzo lubiło Niemców, a drugie, złożone z młodych Minclów i Katza, nienawidziło ich. O ile pamiętam, ja tylko byłem neutralny.

W roku 1846 doszły nas wieści o ucieczce Ludwika Napoleona z więzienia¹⁰⁰. Rok ten był dla mnie ważny, gdyż zostałem subiektem, a nasz pryncypał, stary Jan Mincel, zakończył życie z powodów dosyć dziwnych. W roku tym handel w naszym sklepie nieco osłabnął, już to z racji ogólnych niepokojów¹⁰¹, już z tej, że i pryncypał za często i za głośno wymyślał na Ludwika Napoleona. Ludzie poczęli zniechęcać się do nas, a nawet ktoś (może Katz?…) wybił nam jednego dnia szybę w oknie. Otóż wypadek ten, zamiast całkiem odstręczyć publiczność, zwabił ją do sklepu i przez tydzień mieliśmy tak duże obroty jak nigdy; aż zazdrościli nam sąsiedzi. Po tygodniu jednakże sztuczny ruch na nowo osłabnął i znowu były w sklepie pustki.

Pewnego wieczora w czasie nieobecności pryncypała, co już stanowiło fakt niezwykły, wpadł nam drugi kamień do sklepu. Przestraszeni Minclowie pobiegli na górę i szukali stryja, Katz poleciał na ulicę szukać sprawcy zniszczenia, a wtem ukazało się dwu policjantów ciągnących… Proszę zgadnąć kogo?… Ani mniej, ani więcej — tylko naszego

pryncypała oskarżając go, że to on wybił szybę teraz, a zapewne i poprzednio… Na próżno staruszek wypierał się: nie tylko bowiem widziano jego zamach, ale jeszcze znaleziono przy nim kamień… Poszedł też nieborak do ratusza. Sprawa po wielu tłomaczeniach i wyjaśnieniach naturalnie zatarła się; ale stary od tej chwili zupełnie stracił humor i począł chudnąć. Pewnego zaś dnia usiadłszy na swym fotelu pod oknem już nie podniósł się z niego. Umarł oparty brodą na księdze handlowej, trzymając w ręce sznurek, którym poruszał kozaka.

Przez kilka lat po śmierci stryja synowcy prowadzili wspólnie sklep na Podwalu i dopiero około 1850 roku podzielili się w ten sposób, że Franc został na miejscu z towarami kolonialnymi, a Jan z galanterią i mydłem przeniósł się na Krakowskie, do lokalu, który zajmujemy obecnie. W kilka lat później Jan ożenił się z piękną Małgorzatą Pfeifer, ona zaś

(niech spoczywa w spokoju) zostawszy wdową oddała rękę swoją Stasiowi Wokulskiemu,

który tym sposobem odziedziczył interes prowadzony przez dwa pokolenia Minclów. Matka naszego pryncypała żyła jeszcze długi czas; kiedy w roku 1853 wróciłem z zagranicy, […]

-----------------------------------------------------------------------

⁹⁹fort! fort!… (niem.) — precz! precz!…

¹⁰⁰ucieczka Ludwika Napoleona z więzienia — 25 maja 1846 r. Ludwikowi Napoleonowi udało się uciec z francuskiej twierdzy Ham do Anglii.

¹⁰¹ogólne niepokoje… — od roku 1840 wzmogła się we wszystkich zaborach działalność spiskowa. Tajne organizacje demokratyczne przygotowywały ogólnopolskie powstanie, wyznaczając termin na 22 lutego 1846 roku. W Warszawie spisek rozgałęziony był głównie wśród inteligencji i drobnomieszczaństwa, docierał również do proletariatu. Policja pruska i rosyjska wpadły jednak na trop organizacji i przeprowadziły liczne aresztowania, co udaremniło wybuch powstania (poza Krakowskiem). W Królestwie jedyną próbą walki był nieudany napad Pantaleona Potockiego na Siedlce. W następstwie tego władze carskie ogłosiły stan oblężenia; czterech uczestników napadu skazano na śmierć, wiele osób na zesłanie i ciężkie roboty. W początkach 1847 roku działalność konspiracyjna została w Królestwie wznowiona. Na wiosnę 1848 roku policja aresztowała niektórych uczestników spisku, a w ciągu dwu następnych lat rozgromiła go zupełnie.

-------------------------------------------------------------------------

[…] zastałem ją w najlepszym zdrowiu. Zawsze schodziła rano do sklepu i zawsze mówiła:

— Gut Morgen meine Kinder! Der Kaffee ist schon fertig…

Tylko głos jej z roku na rok przyciszał się, dopóki wreszcie nie umilknął na wieki. Za moich czasów pryncypał był ojcem i nauczycielem praktykantów i najczujniejszym sługą sklepu; jego matka lub żona były gospodyniami, a wszyscy członkowie rodziny pracownikami. Dziś pryncypał bierze tylko dochody z handlu, najczęściej nie zna go i najwięcej troszczy się o to, ażeby jego dzieci nie zostały kupcami. Nie mówię tu o Stasiu Wokulskim, który ma szersze zamiary, tylko myślę w ogólności, że kupiec powinien siedzieć w sklepie i wyrabiać sobie ludzi, jeżeli chce mieć porządnych. Słychać, że Andrassy zażądał sześćdziesięciu milionów guldenów na nieprzewidziane wydatki¹⁰². Więc i Austria zbroi się, a tymczasem Staś pisze mi, że — nie będzie wojny. Ponieważ nigdy nie był fanfaronem, więc chyba być musi bardzo wtajemniczonym w politykę; a w takim razie siedzi w Bułgarii nie przez miłość do handlu. Ciekawym, co on zrobi! Ciekawym!…

------------------------------------------------------------------------

¹⁰²Andrassy zażądał sześćdziesięciu milionów guldenów –– po zawarciu pokoju w San Stefano, w marcu 1878 r., zebrały się w Wiedniu delegacje sejmu austriackiego i parlamentu węgierskiego, od których ówczesny minister spraw zagranicznych, hr. Juliusz Andrassy (1823–1890), zażądał nadzwyczajnych kredytów w wysokości 60 milionów guldenów



[18.08.2026, Toruń]



17 sierpnia 2026

SZTUKA WEIMARSKA II

 

65. George Grosz

Zwierzę pociągowe - 1928
Akwarela, pióro i tusz na papierze



66. Alois Erbach (Niemiec, 1888–1972).

„Górnik”, 1930 r., akwarela.

Muzeum w Wiesbaden.



Erbach, syn ślusarza, od zawsze pragnął zostać malarzem. Studiował w Królewskiej Szkole Sztuki Użytkowej w Monachium, a później w Monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Podczas I wojny światowej Erbach służył w wojsku, a jednocześnie pracował jako niezależny artysta. W 1919 roku był współzałożycielem düsseldorfskiej grupy „Das Junge Rheinland”. Należał również do grupy „Drezdeńska Secesja” oraz do kręgu artystycznego skupionego wokół właścicielki galerii Johanny Ey w Düsseldorfie.

Erbach nawiązywał do ekspresjonizmu, jednak w późniejszych pracach widoczne są wpływy surrealizmu i nowej rzeczywistości.

Pod pseudonimem „Aleus” Erbach rysował karykatury dla czasopism.

Erbach utrzymywał bliskie kontakty z Dixem, Georgem Groszem, Otto Griebelem i Heartfieldem, a także z kręgiem innych artystów skupionych wokół wydawnictwa Malik oraz z dadaistami.

W noc pożaru Reichstagu Erbach został aresztowany przez gestapo, ale później zwolniony. Znajdował się wówczas w poważnym niebezpieczeństwie i w 1933 roku wyemigrował na Majorkę. W 1937 roku jego dzieła zostały skonfiskowane z kolekcji publicznych w ramach kampanii przeciwko „sztuce zdegenerowanej”.


67. Jesekiel David Kirszenbaum (urodzony w Polsce, 1900–1954).

„Woźnica w sztetlu”, 1928 r., akwarela;



Kirszenbaum został zmuszony do opuszczenia swojego rodzinnego miasta w Polsce, aby zarówno uciec przed prześladowaniami jako Żyd, jak i rozwijać swoją twórczość artystyczną. Wyemigrował do Niemiec, ale w 1933 roku ponownie uciekł do Paryża.

Podczas niemieckiej okupacji jego pracownia została splądrowana, a ponad 600 obrazów i rysunków zrabowano – stanowiło to niemal całość jego dorobku artystycznego.

Był więziony w różnych obozach pracy, w tym w obozie koncentracyjnym Camp du Vernet. Jego żona, wraz z wszystkimi członkami rodziny w Polsce, została deportowana do obozu koncentracyjnego i tam zamordowana przez nazistów.


68. Max Carl Friedrich Beckmann (12 lutego 1884 r., Lipsk – 27 grudnia 1950 r., Nowy Jork, USA) był niemieckim malarzem, rysownikiem, grafikiem, rzeźbiarzem i pisarzem.

„Das Nizza im Frankfurt am Main”

autor: Max Beckmann, 1921 r.

Olej na płótnie

Kunstmuseum Basel, Szwajcaria



We Frankfurcie nad Menem, na brzegu rzeki Main w dzielnicy Sachsenhausen, znajduje się park porośnięty roślinnością śródziemnomorską, znany jako „Das Nizza”. Został on zaprojektowany przez ogrodników, którzy kształcili się w okolicach Nicei.


69. Wilhelm Heise (Wiesbaden 1892 - München 1965)

Blooming Spring - Autoportret jako radiowizjer, 1926



70. Ernst Ludwig Kirchner (6 maja 1880 r. w Aschaffenburgu, Niemcy – 15 czerwca 1938 r.

„Mleczarka w Alpach”, znana również jako „Dostarczająca mleko w Alpach”


był niemieckim malarzem i grafikiem ekspresjonistycznym. Był jednym z założycieli grupy artystycznej „Die Brücke” („Most”), która odegrała kluczową rolę w powstaniu ekspresjonizmu w sztuce XX wieku. Kirchner zgłosił się na ochotnika do służby wojskowej podczas I wojny światowej, ale wkrótce doznał załamania nerwowego i został zwolniony ze służby. W 1933 roku naziści uznali jego twórczość za „zdegenerowaną”.



[17.08.2026, Toruń]