Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

13 marca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1386 – 1387) SŁABOŚĆ. BADZIEWIE

 

1386.

Przyznam się do swojej wielkiej słabości, którą trudno mi wytłumaczyć przed samym sobą. Rzadko oglądam współczesne polskie filmy, w tym seriale. Jedynym jaki oglądam, proszę się nie śmiać jest „Ojciec Mateusz”. Powód? Nie dlatego, abym uważał ten serial za wartościowy, choć trzeba przyznać, że jego przesłanie jest pozytywne. Wręcz przeciwnie, „Ojca Mateusza” uważam za wielką chałkę, a niektóre scenariusze wręcz powalają do rynsztoka i tak się mają do realiów jak trump pasujący do pokojowej nagrody Nobla. Dziwię się scenarzystom, dlaczego pisane przez nich scenopisy czynią z gospodyni księdza idiotkę. Dziwię się aktorce grającej rolę Natalii, że daje się tak poniżać pomysłodawcom. Ja oczywiście rozumiem, że za grę w serialu, do tego popularnym, otrzymuje się całkiem niezłą kasę, ale żeby tak bez ambicji podchodzić do swego zawodu? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego śledzę losy księdza Mateusza i dzielnych policjantów, którzy zawsze, ale to zawsze zatrzymują na początku kogoś, kto przestępcą nie jest. Dlaczego oglądam ten serial oparty na idiotyzmach, jak choćby ten, kiedy ksiądz, Natalia, policjanty i pół Sandomierza prowadzi w lesie poszukiwania zaginionego chłopca lub dziewczynki, przepraszam za wyrażenie, kupą, to jest w poszukujący penetrują teren lasu w odległości mniejszej niż pół metra od siebie? Dlaczego oglądam? Nie wiem. Może dlatego, że inne są jeszcze gorsze, ot choćby ten, który propaguje picie wińska pod sklepem lub obecność jednego aktora grającego zarówno Doktora Jekylla i pana Hyde. Jakie jest sensowne wyjaśnienie obsadzenie w tej roli śmiesznego aktora Cezarego Żaka?


1387.

Pozostaję przy tematyce filmowej. Podobno na platformie Netflix znajduje się 93 polskich filmów i seriali. Oprócz bieżącego badziewia, realizatorzy wpadli na pomysł tworzenia remarków znanych i przy okazji świetnych filmów takich jak „Chłopi” czy teraz „Lalka” (w produkcji podobno). Obejrzawszy parę scen z tego pierwszego, dziękuję Bogu, że Szatan nie podkusił mnie do oglądania tego badziewia, które nijak ma się do fabuły filmu opartego na powieści Reymonta. W „Lalce” z kolei Rzeckiego ma zagrać lub już zagrał znany z reklamy jednego z banków dawny aktor Marek Kondrat. Swoją drogą ten to ma parcie na szkło i kasę. Gdzie te czasy kiedy tacy aktorzy jak Tadeusz Łomnicki czy Zbigniew Zapasiewicz nie wyobrażali sobie rozmieniać swej kariery aktorskiej na drobne, świecące się w blasku słońca miedziaki.



[13.03.2026, Toruń]


11 marca 2026

IGNACY KRASICKI - MIKOŁAJA DOŚWIADCZYŃSKIEGO PRZYPADKI - KSIĘGA I /1/

 

Ponieważ na świecie wojna wywołana przez półgłupków, wojna, którą zafascynowane są media, ponieważ utarło się, że każda zła wiadomość wypiera dobrą, tak jak zły pieniądz pokonuje dobry, ponieważ zewsząd kłótnie, spory a bijatyki słowne, zachciało mi się dla równowagi przekazać komunikaty pogodne, prawda że ocierające się o utopijne wymysły, ale żyć w tej kloace urządzonej nam przez co niektórych po prostu nie uchodzi. Swego czasu kawiarenkowe opowieści miały właśnie cel – uczynić świat lepszym niż jest w istocie, nawet kosztem wykreowania nierealnych sytuacji i równie nierzeczywistych postaci.

Dzisiaj pochylam się nad jedną z opowieści, która przedstawi świat niemal idealny. Będzie to powieść Ignacego Krasickiego „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”. Zacznijmy więc, podając język jakim posługiwali się w piśmie Polacy żyjący na początku XIX wieku.


XIĘGA I

I. KTOKOLWIEK opisanie życia mojego czytać będzie, niech wie zawczasu, że to ani spowiedź, ani panegiryk. Nie dla próżnej chwały, ani dla upokorzenia mojego tę pracą przedsięwziąłem; ale siedząc na wsi, gdy mam czas wolny, wolę go obrócić na to pisanie, niż łamać kark za zającem albo w kuflu pedogry szukać.

Urodziłem się w domu uczciwym, szlacheckim: którego roku, nie wyrażam; bo to się na nic nikomu nie zda: do mojej historyi chronologia mniej potrzebna: a mnie też nie bardzo miło

przypominać sobie, żem stary. Gdybym się chciał zasadzać na świadectwach konkluzyj i panegiryków przypisanych przodkom moim, które zbótwiałe dotąd u mnie w kaplicy wiszą, znalazłbym się może w pokrewieństwie ze wszystkiemi panującemi familiami w Europie; alem ja od tej próżności daleki. Niesiecki nas w swoim herbarzu, na złość Paprockiemu i Okolskiemu, pomieścił: i mnie samemu dostało się czytać w jednym starym manuskrypcie, iż podczas owego sławnego Gliniańskiego rokoszu, Gabryel Doświadczyński niósł buńczuk przed Rafałem Granowskim, marszałkiem naówczas i hetmanem wielkim koronnym.

Nim zacznę mówić o mojem wychowaniu, nie od rzeczy zda mi się namienić cokolwiek o tych, od których życie wziąłem, tojest, po prostu o moim ojcu i o mojej matce. Ojciec mój po stopniach Skarbnik, Wojski, Miecznik, Łowczy, Cześnik, Podstoli, sześćdziesięcioletnie ziemi swojej i województwausługi, a ustawiczne na sejmiki elekcyjne i gospodarskie

peregrynacye, przy kresie życia szczęśliwie nadgrodzone i ukoronowane zobaczył: został Stolnikiem. Do tego nawet stopnia konsyderacyi już był przyszedł, że go podano ostatnim kandydatem do Podsędkostwa; ale przeciwna cnocie fortuna nie pozwoliła dojść tego stopnia: prędko się jednak uspokoił zwyczajną nieszczęśliwym reflexyą nad marnościami świata tego. Dopomogła do takowej rezolucyi nader szczęśliwa natura: był albowiem z tego rodzaju ludzi którychto pospolicie nazywają: Dobra dusza. Nic on o tem nie wiedział, co robili Grecy i Rzymianie, i jeżeli co zasłyszał o Czechu i Lechu, to chyba w parafji na kazaniu. Co mu powiedział niegdyś jego ojciec, a jak starzy twierdzili, jeszcze lepsza dusza, niż on, to toż samo on nam ustawicznie powiadał: tak dalece, iż u nas, nie tylko wieś, ale i sposoby mówienia i myślenia były dziedziczne. Wreszcie byłto człowiek rzetelny, szczery, przyjacielski; i choć nie umiał cnot definiować, umiał je pełnić. Z tej jednak nieumiejętności definiowania, pochodziło, iż się był względem ludzkości nieco pomylił: rozumiał albowiem, iż dobrze w dóm gościa przyjąć, jest toż samo, co się z nim upić. Stąd poszło, że się i inwentarz zmniejszył, i zdrowie nadwerężyło: znosił jednak pedogrę sercem heroicznem; i kiedy mu czasem pofolgowała, często natenczas powtarzał: iż miło cierpieć dla kochanej ojczyzny.

Matka moja, z dzieciństwa wychowana na wsi, dla odpustu chyba nawiedzała pobliższe miasta: skąd każdy łatwo wnieść sobie może, że jej na wielu teraźniejszych talentach brakło. Nie obchodziło ją to bynajmniej; i gdy raz strofowana była od jednego modnego kawalera, iż zdawała się mieć zbyt surowe maxymy, i dzikość niejaką obrażającą oczy wielkiego świata,rzekła mu w szczerości ducha, że woli prostacką cnotę, niż grzeczne występki.

Pierwsze lata niemowlęctwa mojego przepędzone były w orszaku niewiast: nie dobrze jeszcze artykułowane słowa tłumaczyły piastunki i niańki za dziwnie roztropne odpowiedzi: te z niesłychaną skwapliwością zaraz opowiadano matce mojej, która zwyczajnie od tego punktu zaczynała dyskursa w każdem posiedzeniu: potakiwali ziewając sąsiedzi; a nie jeden byłby może nakoniec i zasnął, gdyby nie budził ich ojciec częstemi kielichy. Orzeźwieni naówczas wynurzali koleją obfite życzenia, aprekacye i proroctwa; a mój ojciec płakał. W dalszym czasów przeciągu, nie raz mi na myśl przychodziły zdrożności pierwiastkowej edukacyi; i zastanawiałem się nad tem, jak jest rzecz zła i szkodliwa, w niemowlęcym nawet wieku, poruczać dzieci osobom nie mającym żadnego oświecenia. Tkwią mi do tego czasu w głowie bajki i straszne powieści, którychem się aż nadto nasłuchał; i częstokroć, mimo rozumną konwikcyą, muszę się z sobą pasować, żebym gusłom i zabobonom nie wierzył, lub wykorzenił bojaźń jakowąś i wstręt, gdy zostaję bez światła, albo na osobności. Nadto wkradał się nieznacznie gust obmowy: słysząc albowiem, jako każdego z dworskich obyczaje niewiasty krytykowały, te zaś powieści mile przyjmowane przed starszemi bywały; wziąłem to sobie za punkt pozyskania łaski matki, lub ochmistrzyni, cokolwiek też przed niemi na drugich mówić: a gdy brakło okazyi, udawać się musiałem do kłamstwa. Uważałem i to, że jak wieczorne rozmowy były zwyczajnie o upiorach, czarownicach i strachach, tak ranne o snach: jedna drugiej z kobiet opowiadała, co się jej śniło: a z ich tłumaczeń i wróżek nauczyłem się, iż gdy się komu ogień marzy, gościa się w dóm spodziewać trzeba; a gdy ząb wypadnie, zapewne natenczas ktoś z krewnych umrze. Tak do lat siedmiu przebywszy w domu trafiło się, iż

przyjechał do nas brat matki mojej, człowiek urzędem, nauką i wiadomością świata znamienity. Przypatrywałem się pilnie wujowi memu tym bardziej, iż widziałem, że go rodzice moi bardzo szanowali: dziwowałem się, iż dwa dni u nas siedząc, jeszcze się był nie upił; Xiędzu Lektorowi, mówiącemu o upiorach, wierzyć nie chciał. To mi wstręt do niego zaczęło czynić, iż się zemną nie tak, jak drudzy, bawił; a co najgorsza, zapędzoną w pochwały moją matkę nie pomału, mnie zaś niezmiernie zmięszał, gdy się spytał, czy ja umiem czytać, pisać i inne wiekowi przyzwoite mam wiadomości?

Pierwszy raz obiły się o moje uszy natenczas takowe słowa: matka z początku chciała o czem inszem dyskurs zacząć, ale gdy coraz bardziej nalegał, rzekła natenczas, i ledwo nie słowo w słowo jej dyskurs pamiętam: Podobno się zdziwisz, braciszku, gdy ci powiem szczerze, że nasz Mikołajek dotąd ani pisać, ani czytać nie umie; ale nie będziesz nas z mężem moim winował, gdy ci opowiem przyczyny, dla których nie chcieliśmy się śpieszyć z jego nauką. Naprzód dziecie jest delikatne, słabe, mogłaby mu zaszkodzić zbytnia sedentarya, którą i nad elementarzem mieć trzeba. Potem, jak sam Wmć Pan widzisz, niezmiernie jest bojaźliwe; gdybyśmy mu dyrektora dali, straciłoby fantazyą, ta zaś raz stracona, powetować się nie może. Trudno też znaleźć doskonałego takiego człowieka, jakiegobyśmy chcieli mieć do jego edukacyi; a nakoniec, jużto ostatnia rzecz, jak mówią, młode źrebie łamać.

Dobrze mówisz, moja panno, odezwał się Jegomość: świętej pamięci nieboszczyk mój ojciec, Panie, świeć nad duszą jego, toż samo o mnie mówił; ale jednakowo, kiedy Jegomość tak mówi, podobno lepiej dać Mikołajka do szkół. Opatrzy z łaski swojej i miejsce i człowieka: a tymczasem wypijmy za zdrowie Jegomości, mojego Mościwego Pana, i kochanego dobrodzieja.

Z jaką radością moją, a może i matki odjechał nazajutrz ten wspólny nasz nieprzyjaciel, wyrazić trudno: jednak jego dyskurs zostawił w umyśle ojcowskim fatalną impressyą. Coraz mowę zaczynał o szkołach; nawet kupiono elementarz i tablicę do pisania. Bolało to niezmiernie matkę: jednak jako była bogobojna, gdy jej w tem uczyniono skrupuł, że mnie na zgubę moję pieści, uczyniła zapewne najheroiczniejszą w życiu swojem ofiarę, gdy zezwoliła na to, abym był wysłany do szkół publicznych: ojciec albowiem upornie, i z wielką natarczywością nganił domową edukacyą, dla tej przyczyny, że tego przedtem w

Polszcze nie bywało. Co na to odpowiadała matka, nie pamiętam; to wiem, i dobrze pamiętać będę, że po długich utarczkach, troskach, pożegnaniach, błogosławieństwach, nakoniec rzewliwym płaczu, do szkół wyprawiony zostałem.



[11.03.2026, Toruń]


FILOZOFIA - TOMASZ MAZUR - KONCEPCJA EDUKACJI IRONICZNEJ


[Na podstawie tekstu Tomasza Mazura opublikowanego w „„Analizie i Egzystencji”, nr 25, 2014]

[...]

3. Ironia podstawowa

Współczesne zwyczajowe rozumienie ironii zasadza się na dwupoziomowości wypowiedzi bądź zachowania. Ma ona sens jawny i sens niejawny, domniemany. I między tymi oboma sensami zachodzi jakiś mniej lub bardziej łatwy do uchwycenia konflikt.

Władysław Kopaliński podaje, że ironia to „zamaskowana kpina; drwina zawarta w pozornej aprobacie; lekki sarkazm, ujęty w wypowiedź, której zamierzony sens jest odwrotnością dosłownego znaczenia słów”.

W tym ujęciu jawny sens wypowiedzi ma charakter aprobatywny, afirmujący, podczas gdy sens niejawny − odwrotnie. Istota ironii polega na tym, że sens niejawny jest jej właściwą intencją, zaś sens jawny jest jej maską. Na podobne znaczenie ironii w jej potocznym, współczesnym użytku wskazuje Gregory Vlastos, powołując się najpierw na klasyczną definicję Kwintyliana oraz na klasyczne i współczesne encyklopedie angielskie,

gdzie czytamy na przykład:

Ironia polega na takim użyciu słów, żeby wyrazić coś innego, zwłaszcza przeciwnego niż [ich] sens dosłowny.

Przykłady ironii w tym rozumieniu znajdujemy na każdym kroku w codziennej mowie. W Polsce przedmiotem ironicznych wypowiedzi często bywa pogoda. Kiedy niebo zasnuwa się w środku lata chmurami, mówimy na przykład: „ładna pogoda, nie ma co”. Kontekst wypowiedzi sprawia, że jej odbiorca rozumie iż, mówiąc „ładna pogoda”, mamy na myśli coś innego.

Etymologicznie greckie słowo eironeia oznacza udawanie, kpinę, wykręt, przybieranie postawy ignoranta. Jako takie wywodzi się ze słowa eiron oznaczającego „obłudnika”, „tego, który nie mówi wszystkiego, co myśli”. Przytoczone tu definicje słownikowe ujmują ironię jako cechę wypowiedzi, ale trzeba podkreślić, że dana wypowiedź nabiera swojego ironicznego charakteru zazwyczaj w kontekście określonej sytuacji. Ponadto wydaje się, że, jak to zasugerowałem wyżej, ironia może być cechą nie tylko wypowiedzi, ale również zachowania, nawet jeśli nie towarzyszy mu żadna wypowiedź. Ironia, zasadzając się na udawaniu, grze, maskowaniu, może zostać wyrażona mimiką, gestami, wejściem w rolę. Kiedy ktoś nas zanudza, a my przesadnie okazujemy nasze zainteresowanie, nasze zachowanie można określić jako ironiczne.

[…]

Na razie poprzestanę na przyjęciu następującego wyjściowego rozumienia ironii we współczesnym znaczeniu potocznym, którą dalej będę też określał jako „ironię podstawową”:

Def. 1. Ironia podstawowa jest to dwuznaczna wypowiedź lub zachowanie, których jawny sens jest sprzeczny z sensem ukrytym, będącym właściwą intencją wypowiedzi.

Innymi słowy: podmiot mówi lub sugeruje A, mając na myśli ~A. Mówię, że jest piękna pogoda, podczas gdy chcę w istocie powiedzieć (wyrazić), że jest ona brzydka. […]


[Tomasz Mazur − filozof, wykładowca akademicki, nauczyciel, założyciel Centrum Praktyki Stoickiej i współczesny praktykujący stoik. Centrum Praktyki Stoickiej działa od 2010 r., w jego ramach organizowane są spotkania, warsztaty filozoficzne oraz happeningi − ich celem jest popularyzowanie filozofi i rozumianej jako sztuka życia i myślenia. Autor kilkudziesięciu artykułów oraz książek: „Zbawienie przez filozofię” (2003), „Kapryśni bogowie Sokratesa” (2008), „Kamyk filozoficzny − Nowożytność. Podręcznik filozofii do szkół ponadgimnazjalnych” (2010), „Fiasko. Poradnik nieudanej egzystencji” (2012), „O stawaniu się stoikiem” (2014).]



[11.03.2026, Toruń]

08 marca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1385) JANKESI ZABIJAJĄ DZIECI.

 

1385.

BBC podaje, że co najmniej 153 osoby, głównie dzieci płci żeńskiej, zginęło po tym, jak - w południowym Iranie doszło do amerykańskiego ataku na szkołę. A w naszym kraju, państwowo żałujemy śmierci sześciu żołnierzy amerykańskich – jankeskich agresorów. Mylę się pisząc, że to USA i Izrael napadły na Iran? A może to Iran zaczął wojnę ze Stanami, uderzając rakietami we Florydę i Waszyngton. Ci przeklęci Irańczycy doprowadzili do tego, że polskim turystom zabrakło paracetamolu i gdyby nie akcja naszych władz, pewnie pomarli by z chorób tropikalnych. Kiedy widzę i słyszę jak przemawia jeden z wodzów podwładnych trumpowi, uświadamiam sobie, że piekło jednak istnieje i w tych wypocinach pomarańczowego i jego popleczników słyszę głos diabła. Oto dlaczego wyemigrowałem z kraju wiecznego poddaństwa.



[08.03.2026, Toruń]

05 marca 2026

TYMCZASEM PREMIER HISZPANII PEDRO SÁNCHEZ

 

Premier Hiszpanii Pedro Sánchez w telewizyjnym wystąpieniu do narodu odniósł się do presji ze strony USA w sprawie wojny z Iranem:

Stanowisko Hiszpanii jest jasne: nie dla wojny. Konfliktów nie rozwiązuje się bombami. Potępiamy reżim irańskich ajatollahów, ale nie możemy odpowiadać na jedno bezprawie innym. Jedyną drogą jest dyplomacja i prawo międzynarodowe.

Doświadczenie wojny w Iraku pokazało nam, dokąd prowadzą takie decyzje: do wzrostu terroryzmu, kryzysów migracyjnych i ogromnych kosztów gospodarczych.

Wielkie katastrofy w historii zaczynały się właśnie w ten sposób - od błędnych kalkulacji. Nie można grać w rosyjską ruletkę losem milionów ludzi. Hiszpania pozostaje lojalnym partnerem NATO i Unii Europejskiej, ale nie będzie zajmować podporządkowanej pozycji wobec nikogo. Nasza polityka opiera się na wartościach zapisanych w konstytucji Hiszpanii, w prawie Unii Europejskiej i w Karcie Narodów Zjednoczonych. Na wojnach zazwyczaj zyskują tylko producenci broni i najbogatsi. Zwykli ludzie zawsze tracą.”

4 marca 2026



[05.03.2026, Toruń]

ZAPISKI EMIGRANTA (1394) ŚCIĄGANIE

 

1394.

No ludzie, świat stanął na głowie… rząd ściąga za pieniądze podatników turystów, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie – najpierw chorych i niepełnosprawnych. Na Boga, toż to chorzy zamiast wczasować się w Dubajach i Kuwejtach mogliby na ten przykład wypocząć w niedalekim Toruniowi Ciechocinku albo innych Krynicach. Tymczasem za wygodę innych, dodajmy raczej majętnych, płacić mają pozostali.

Kiedym w Norwegii uległ wypadkowi i blisko dwa miesiące spędziłem w szpitalu, po mnie nikt rządowy nie przyjechał, a niepełnosprawny w owym czasie byłem. Nie meldowałem się w Odyseuszach, aby mnie ściągnięto do kraju, bo byłem ubezpieczony, w dwóch firmach byłem i ubezpieczyciele sprostali zadaniu – dostałem się do kraju, a wcześniej miałem opłacony pobyt w szpitalu w Oslo, operacje i leczenie.

Podobnie my – podatnicy płacimy za górołazów, którzy postanowili przeżyć miłe chwile wspinając się na szczyty w ekstremalnie trudnych warunkach pogodowych. Lezie taki, potknie się na kamieniu, zjedzie sto metrów w dół na pupie, złamie nogę lub rękę i wzywaj pomoc, ściągaj takiego na plecach albo dzwoń po śmigłowiec.

Mamy więc do czynienia najpierw z głupotą ludzką, która nie przyjmuje do wiadomości, że światem rządzi pomarańczowa małpa z brzytwą, co wpadła na pomysł rozpętania wojny na Bliskim wschodzie; potem z głupotą rządzących, którzy gotowi są płacić pieniędzmi podatników za kaprysy innych.



[05.03.2026, Toruń]

04 marca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1393) POMARAŃCZOWY Z BRZYTWĄ RZĄDZI.

 

1393.

Aż pisać się nie chce. Miłujący pokój pomarańczowy trampek z brzytwą rozpoczyna kolejną wojnę, którą niedługo zakończy, aby powalczyć o nobla. Powód – Iran pragnął zaatakować USA. Do wojny dołączył Izrael, gdyż i na ten kraj chciał napaść Iran. Jak to jest, że Iran zawsze chce napadać na Izrael i zawsze to Izrael jest napastnikiem.

Żona pomarańczowego narcyza, melani, czy jak jej tam, opowiada na Radzie bezpieczeństwa ONZ, że administracja zamieszanego w pedofilię epsteina miłuje dzieci całego świata, a dnia poprzedniego rakieta dzielnych jankesów trafiła w szkołę podstawową dla dziewcząt w Iranie, zabijając, zdaje się około setki dzieci i raniąc niewiele mniej.

Polacy wracają z wczasów na Bliskim Wschodzie. Niektórzy są wkurzeni na polskie władze, które nie zapewniły dzielnym turystom bezpiecznego powrotu do kraju. Sądzę, że raczej powinni skierować swoje pretensje do jankesów i izraelczyków, którzy wywołali wojnę. Ponieważ USA jest naszym największym przyjacielem i obrońcą, to rząd polski powinien traktować naszych sojuszników tak delikatnie jak jajka z niesione w koszyczku z targu.

O tym programie Safe przeznaczonym na dozbrojenie polskiego wojska i reakcji pisiorów i narodowego kibola nie będę się wyrażał, ale wyrażę się na temat pisowskiej posłanki, która z kolei wyraziła się, że to, co produkuje polski przemysł zbrojeniowy to złom. Potwierdza się moje żądanie odnośnie przymusowego leczenia parlamentarzystów na przypadłości psychiatryczne.



[04.03.2026, Toruń]

25 lutego 2026

ZAPRASZAM - 3 -

 

Zaprawdę, gdyby w tej chwili ktoś nas zobaczył – ja na materacu, ona na tapczanie, cóż mógłby sobie o nas pomyśleć, zwłaszcza o mnie, który przecież ma swój pokój na górze i jak Bóg przykazał, mógłby spokojnie śnić we własnym łożu. Ale właśnie takim jestem, takimi jesteśmy z Marią – niekonwencjonalni, nie organizujemy sobie życia, planując je; raczej rzucamy się na żywioł, realizujemy się reagując spontanicznie na sugestie, które padają wobec nas nagle i niespodziewanie. Nasze wspólne życie przypomina raczej świat młodocianych przeżyć, kiedy nie myśli się wielkimi literami o porządku świata, o prawach dorosłości. Jak to możliwe, że będąc w wieku tak sędziwym, żyjemy jak nastoletnie pacholęcia, którym towarzyszy bunt młodości? Nie odpowiem na to pytanie. Po prostu nie znam na nie odpowiedzi.

Kiedy po uzupełnieniu paleniska polanami osikowego lub topolowego drzewa ogień zagrał wesoło i zrobiło się cieplej, wstałem i oddaliłem się nieco od źródła ciepła; potem skierowałem się ku tapczanowi z leżącą na nim, a w tej chwili śpiącą Marią, przykryłem kobietę kocem, który do tego czasu nie ochraniał jej nóg, więc uczyniłem z niego pełne nakrycie całej jej postaci. Wróciłem na swoje posłanie z pledem zawieszonym dotąd na oparciu jednego z kuchennych krzeseł; sięgnąłem też po poduszkę spoczywającą na siedlisku tegoż krzesła i ułożyłem się na swym napełnionym powietrzem materacu; zamierzałem zasnąć. I kiedy wtuliłem swoją głowę w poduszkę, tak jakbym przytulał się do ciepłego ramienia kobiety, poczułem, że nagle gubię dojrzałe i dostojne lata swego życia, odmładzam się i staję się młodzieńcem w tymże domu, w sali kuchennej i w wątłym, czerwonawym świetle dobywającym się z węglowej kuchni dostrzegam młodą kobietę leżącą na tapczanie, aż podszedłem do niej i krótkim acz pilnym spojrzeniem zmierzyłem jej twarz. Rozpoznałem ją… rozpoznałem. Była inspiracją do napisania mojego pierwszego dłuższego tekstu. Proszę sobie wyobrazić późnojesienny mokry krajobraz leśny i na przemian łąkowy, wybujałe stare trawy, które gdyby chciało się przemierzyć, biegnąc w stronę skraju niewysokiego, brzozowego zagajnika, gdyby chciało się przebyć tę łąkę, należałoby najpierw wyżąć gliniaste, rudawe podłoże, co i tak nie byłoby najwłaściwszym rozwiązaniem, bo ponad zakopconą mgławicą nasuwały się jedna po drugiej bure chmury, które łączyły się w cieknącą ogromnymi kroplami gąbkę i zalewały wszystko, co stanęło na ich drodze. Właśnie wtedy dostrzegłem ją buszującą ponad burzanami traw, jak ucieka (widocznie pierwsza mnie spostrzegła) w stronę lasu, tego niższego i tego wysokiego, sosnowego, a potem rozłożystego świerkowego lasu, gdzie miałem schronienie, leśny domek opierający się zaciekle wiatrom, deszczom, burzom i śnieżycom. Pomyślałem, że mnie odkryje, ale to nic – w końcu niczego złego nie powinienem się spodziewać z jej strony. Rzuciłem się za nią w pogoń, omijałem chaszcze, przedzierałem się przez zasuszone kłącza jeżyn o kolczastych łodygach, choć późną jesienią mniej dokuczliwych, zmiękczonych przez mgłę i cieknące z niskich chmurzysk potoki miękkiej wody, aż wreszcie dopadłem ją u wejścia go wysokiego sosnowego lasu. Podbiegłem do niej i niemal rzuciłem się na nią, chwyciwszy ją za biodra i powaliwszy na galaretowaty mech. Poczułem ugryzienie na przegubie lewej ręki, syknąłem z bólu ale nie pozwoliłem się jej oddalić. Chyba nie byłaby w stanie tego zrobić, gdyż oddychała ciężko, chrapliwie, a serce łomotało jej tak jak uderzenia udarowej wiertarki. Nie zastanawiając się długo, wziąłem ją na ręce i zaniosłem, do siebie, do swojego leśnego domu. Przekraczając jego próg, upadliśmy oboje na zapastowane deski podłogi. Musieliśmy przeleżeć tak dobre kilka minut – ona była zmęczona długim biegiem i ucieczką przede mną, ja z kolei namęczyłem się sadzając ją na moich ramionach i taszcząc aż do progu leśnego domku. [...]



[25.02.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - ELEKTRYCZNE GITARY - GŁOWY LENINA ZNAD PIANINA


 

Muzyka, słowa i wykonanie  -  Kuba Sienkiewicz.

Już miałem wstać i podejść do klawiszy

Już się oparłem o poręcz fotela

Siedziałem dość długo i jadłem czereśnie

W moim pokoju równym jak cela

Już miałem wstać i podejść do pianina

Gdy nagle widzę sześć główek Lenina


Głowy Lenina znad pianina ×3

Znad pianina


Mrówki rozlazły się z kart partytury

Nie zostawiwszy na nich żadnej nuty

Nie mogłem już patrzeć na to robactwo

Zniecierpliwiony włożyłem buty

I już miałem wstać i podejść do pianina

Gdy nagle widzę sześć główek Lenina


Głowy Lenina znad pianina ×3

Znad pianina


Szuflady z bioder trawa spod pachy

Sflaczały zegar suszy się na oknie

Jajko smażone zwisa nad pustynią

Pianino cieknie podłoga moknie

Już miałem wstać bo trudno to wytrzymać

Gdy nagle widzę sześć główek Lenina


Głowy Lenina znad pianina ×3


[25.02. 2026, Toruń]


24 lutego 2026

ZAPRASZAM - 2 -

 

Jesteśmy z Marią w podobnym wieku, ja starszy, mam emeryturę, niewielką, jak to w budżetówce, ona też ma, choć przezornie żyje z tej po mężu, ale nie są to jakieś wielkie pieniądze, więc dla niej to moje zaangażowanie finansowe w jej rezydencję nie jest bez znaczenia. Nie rozmawiamy o tym, jakoś nam głupio roztrząsać kwestie finansowe. Prawdę mówiąc, po dołożeniu środków ze sprzedaży mieszkania w mieście (ta jedna trzecia, o której wspomniałem wcześniej) Maria protestowała. Fakt, że byliśmy najbliższymi przyjaciółmi kłócił się nieco z finansowym zaangażowaniem z mojej strony, ale w końcu dała się przekonać, że skoro mam u niej spędzić resztę swojego życia, to rozsądne jest to, że inwestuję w dom, mieszkanie, czy jak to tam nazwać. Pogodziła się z moim punktem widzenia, ale jednocześnie zaproponowała, ba, zażyczyła sobie, aby aktem notarialnym ustanowić mnie współwłaścicielem domu oraz przylegającego do niego sadu i ogrodu. Nie zgodziłem się na to, Mario, to jest twój dom, twoja posiadłość, a kiedy opowiedziałem o moim stanowisku córce, ta oznajmiła, że przy całym szacunku do mnie, jestem frajerem; także syn oświadczył, że nie tak załatwia się sprawy własnościowe i że w Anglii, gdzie mieszka, tego typu odstąpienie od praw własności to świadectwo skrajnej naiwności. Może rzeczywiście byłem naiwny, ale nie zaprzątało to mojej głowy. Poszedłem jednak na ugodę z Marią. Zmusiła mnie wręcz do tego, abym według zapisu notarialnego w przypadku jej śmierci przejął całą jej posiadłość na siebie w ramach spadku. Nie dziwiłem się temu, zwłaszcza że nie dopuszczałem do siebie myśli, że Maria może umrzeć przede mną… zresztą mówienie o śmierci w pewnych sytuacjach to temat tabu dla mnie.

Ale starzeję się i w związku z tą nieuchronnością myśli o śmierci nie są mi już tak obce, jak miało to miejsce jeszcze w niedawnej, nieodległej przeszłości. Rzecz jasna są to trudne myśli, bo jak tu sobie wyobrazić świat bez siebie. Powiedziałem Marii, że kiedy już zostanę zabrany na tamtą stronę, to dam jej znać, czy mi się tam podoba, czy widzę tę jasność, światło mówiące o tym, że jednak warto żyć, skoro żyje się dwa razy. Odparła, że nie chce tego wiedzieć, nie chce słuchać, co miałbym jej wtedy do powiedzenia, gdyż musiałbym być wtedy duchem, a ona z duchami nie sympatyzuje i raczej się ich boi, gdyż kilka takich zdołała rozpoznać we śnie i potem cały dzień miała zmarnowany.

Leżymy zatem, ona na tapczanie, ja na materacu; kto dołoży na ogień, ot i pojawiła się problem; niech zgadnę, Maria udaje, że śpi, więc kolej na mnie, nie muszę wychodzić do komórki, bo w wiadrze są trzy kloce drewna, osika albo zwykła topola, dwoma suchymi wypełniam kuchnię węglową, fajerki nieco wystają ponad poziom.

Przed tygodniem, kiedy właściwie nie było jeszcze zimy, zaproponowałem Marii, abyśmy przejechali się pociągiem do K. – to jakieś trzydzieści kilometrów, trasa ciekawa, drzewa, kilka mostów na rzece wzdłuż której odbywa się podróż, a do tego pogoda śliczna, dużo słońca, choć ból w kościach podpowiada, że teraz to już naprawdę zacznie się zima.

- Człowieku, to nie zamknęli jeszcze tej trasy? – zareagowała Maria. – Tam jeździła ostatnimi czasy spalinówka, która wlokła się niemiłosiernie. Gdybyś zaproponował mi podróż szybką koleją, to co innego.

Stanęło na tym, że jednak pojechaliśmy. W czasie drogi rozmawialiśmy na podróży, mój Boże, a czyż to nie ma lepszych tematów, rozmawialiśmy na temat opłacalności tej trasy - całość 42 kilometry, cztery przystanki, ludzi niewiele, chociaż znaleźliby się pasażerowie do jeżdżący do pracy i do szkół, i są tacy, ale niewielu.

- Podoba ci się taka jazda? – zapytała, dodając, że powinniśmy raczej delektować szybkimi pociągami i zażyć podróży z prędkością dwustu kilometrów na godzinę, a nie wlec się czterdzieści, pięćdziesiąt na godzinę, i przymykać oczy na to, że wyprzedza nas rowerzysta.

- Mario, czy naprawdę liczy się w naszym życiu jego szybkość, czy nie dość nam tego, że i tak czas nam ucieka, przysparzając nam kolejnych lat życia, które zbliżają nas do ostateczności? Ale zejdźmy z tej górnolotnej metafory – przyspieszając podróż z godziny do kwadransa, ileż tracimy – rozmowa z współpasażerami omija nas, nie zdołamy nawet zjeść przygotowanej przed podróżą kanapki, możemy nawet nie zakończyć partyjki w tysiąca lub kierki, ileż tracimy, nie mogąc nasycić się widokiem twarzy przepięknej dziewczyny siedzącej naprzeciwko nas, zanim pomyślimy, którym autobusem dojechać z docelowej stacji do centrum miasta, już musimy wysiadać i to szybko, bo nasz ekspresowy pociąg zaraz rusza i połyka kolejnych pasażerów, ba, nawet nie skorzystamy z kolejowej toalety, nie mówiąc już o konsumpcji posiłku w wagonie restauracyjnym. Czy my, Mario, naprawdę musimy się tak śpieszyć?

Z tymi pytaniami to było tak, jakbym zadawał je sobie i sam na nie odpowiadał. Maria przyznała mi rację, gdyż i ona była pod ciągłą presją upływającego czasu. Tak, pośpiech nie jest w interesie nas obojga. Faktem jest to, że w naszym wieku, kiedy posiadamy zabezpieczenie finansowe na bieżące potrzeby – nie są to wielkie pieniądze, ale pozwalają nam skromnie żyć – nie musimy już zabiegać o dodatkowe środki do życia, nie nosimy na swoich barkach dzieci, którym musielibyśmy pomóc, możemy więc skupić się na sobie, własnych potrzebach i zainteresowaniach; planów wielkich nie mamy, bo już je mieliśmy, a teraz takie pozostawienie nas na bocznicy życia nie jest klęską, jest nieuchronnością i chociaż zawęża ono nasz horyzont myślenia i działania, to godzimy się na taki stan rzeczy, próbujemy cieszyć się życiem i posiadaniem tego, co mamy. I tak znajdujemy się w lepszym położeniu niż dziesiątki tysięcy naszych rówieśników. [...]



[24.02.2026, Toruń]