Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

06 września 2026

FILOZOFIA - BERTRAND RUSSELL - SZKICE SCEPTYCZNE

 

MARZENIA I FAKTY

I

Wiemy z codziennej obserwacji o tym, że nasze życzenia wpływają na kształtowanie się naszych wierzeń, ale mylimy się na ogół co do charakteru tego wpływu. Przypuszczamy zazwyczaj, że większość naszych sądów opiera się na jakimś rozumowaniu, a pragnienie jest tylko przypadkową siłą, zakłócającą jego bieg. Antyteza tego twierdzenia byłaby bliższa prawdy: przeważająca część sądów kierujących naszym codziennym życiem jest po prostu ucieleśnieniem pragnień, skorygowanym tu i ówdzie w poszczególnych punktach za pomocą silnego zderzenia się z faktem. Człowiek jest w gruncie rzeczy marzycielem, który budzi się czasem na chwilę za sprawą jakiegoś szczególnie natrętnego elementu świata zewnętrznego, lecz szybko powraca do miłych rojeń, podsuwanych mu przez wyobraźnię. Freud pokazał, jak dalece nasze sny nocne są obrazowym ujęciem naszych życzeń, i zupełnie słusznie zaliczył do tej samej grupy sny na jawie; a mógł był dołączyć i te sny na jawie, które nazywamy wierzeniami.

Irracjonalne pochodzenie naszych przekonań może być udowodnione w trojaki sposób:

- za pomocą psychoanalizy, która rozpoczyna od badań nad histerykami i obłąkanymi, po czym stopniowo wyjaśnia, jak mało te ofiary choroby różnią się zasadniczo od zdrowych ludzi;

- następnie metodą sceptycznego filozofa, wykazującego, jak nikłe są dowody na korzyść nawet najdroższych naszemu sercu wierzeń;

- wreszcie na drodze zwykłej obserwacji ludzi. Zamiarem moim jest uwzględnić tylko ten ostatni sposób.

Najdziksze plemiona ludzkie, opisane w pracach antropologów, świadome swej niewiedzy, bynajmniej nie szukają drogi po omacku pośród zjawisk, do których zrozumienia nie roszczą sobie pretensji. Przeciwnie, mają one niezliczone wierzenia, których trzymają się tak mocno, że poddają ich kontroli wszystkie swoje ważniejsze czyny. Wierzą na przykład, że spożycie mięsa zwierzęcia lub wojownika pozwala zdobyć zalety posiadane przez ofiarę za życia. Wiele szczepów wierzy, że wymówienie imienia ich wodza jest świętokradztwem powodującym natychmiastową śmierć; posuwają się nawet tak daleko, że zmieniają wszystkie słowa, w których to imię występuje jako jedna z sylab; gdybyśmy,

dajmy na to, mieli króla imieniem Jan, musielibyśmy nazywać janowiec (powiedzmy) piotrowcem, a safian — safpiotrem. Plemiona, które przechodzą do rolnictwa, skutkiem czego ich zaopatrywanie się w żywność staje się zależne od stanu pogody, wierzą, że magiczne zaklęcia lub rozpalanie małych ognisk sprowadzi deszcz lub nakaże słońcu jasno świecić. Wierzą też, że duch zamordowanego ściga zabójcę, aby się pomścić, lecz można go zbić z tropu za pomocą jakiegoś prostego przebrania, jak pomalowanie twarzy na czerwono lub włożenie żałoby. Pierwsza część tego wierzenia została najwidoczniej wymyślona przez tych, którzy obawiali się, że ich zamordują, druga — przez tych, którzy morderstwo popełnili.

Irracjonalne wierzenia nie są wyłączną własnością dzikich. Ogromna większość rodu ludzkiego ma przekonania religijne różniące się od naszych, a przeto, jak uważamy, bezpodstawne. Z wyjątkiem zawodowych polityków, ludzie interesujący się polityką bronią namiętnie swoich poglądów na niezliczone kwestie, w których każda nieuprzedzona osoba musiałaby się powstrzymać od wydania decyzji. Dobrowolni pomocnicy w akcji wyborczej zawsze wierzą, że ich stronnictwo zwycięży, choćby mieli wszelkie powody do oczekiwania porażki.

Nie ulega wątpliwości, że w jesieni 1914 r. olbrzymia większość narodu niemieckiego była bezwzględnie pewna zwycięstwa Niemiec. W tym wypadku marzenie prysło w zetknięciu z faktem. Gdyby jednak można było w ten czy inny sposób zmusić wszystkich obcych historyków, aby zaprzestali pisać w ciągu najbliższych stu lat, marzenie odżyłoby z dawną siłą; pamięć o pierwszych tryumfach utrwaliłaby się, a ostateczna klęska poszłaby w zapomnienie.

Grzeczność jest to traktowanie z szacunkiem tej części wierzeń człowieka, która dotyczy jego zalet lub wartości jego grupy. Każdy człowiek, gdziekolwiek podąży, otacza się chmurą pocieszających przekonań, krążących dokoła niego jak muchy w letni dzień. Niektóre z tych przekonań odnoszą się do jego własnej osoby: mówią mu o jego cnotach i doskonałościach, o niezmordowanej energii, jaką rozwija pomimo słabego zdrowia, o przywiązaniu przyjaciół i szacunku znajomych oraz o różowych widokach na przyszłość. Dalej idzie przekonanie o wyższości jego rodziny: ojciec jego odznaczał się nieugiętą prawością, tak rzadką w obecnych czasach, i wychował swoje dzieci staranniej, niż to rodzice czynią obecnie; synowie odnoszą sukcesy w grach szkolnych, a córka nie zawarłaby nigdy nierozważnego małżeństwa. Potem następują wierzenia związane z jego klasą, która, zależnie od jego stanowiska, posiada najlepsze maniery, najwięcej inteligencji lub też najważniejsze zasługi moralne w porównaniu z innymi klasami społeczeństwa — chociaż wszyscy się zgadzają, że pierwsza z tych zalet jest bardziej pożądana niż druga, a druga bardziej niż trzecia.

Niemal każdy człowiek żywi również miłe złudzenia w stosunku do swego narodu. „Obce narody, przykro mi to powiedzieć, żyją po dawnemu”. Tak powiedział p. Podsnap, wyrażając tymi słowy jedno z najgłębiej zakorzenionych w ludzkim sercu uczuć. Na ostatek dochodzimy do teorii, które wychwalają całą ludzkość, rozważaną osobno lub też w porównaniu z „niemym stworzeniem”. Ludzie mają dusze, choć zwierzęta ich nie mają; człowiek jest „rozumnym zwierzęciem”; wszelki szczególnie okrutny lub przeciwny naturze czyn nazywa się „brutalnym” lub „bestialskim” (aczkolwiek w rzeczywistości do podobnych

czynów jedynie ludzie są zdolni); Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, a pomyślność rodu ludzkiego jest ostatecznym celem wszechświata. Pocieszające nas wierzenia grupują się więc hierarchicznie: najpierw idą te, które są osobistą własnością jednostki, dalej te, które podziela także jej rodzina, następnie poglądy wyznawane przez klasę lub naród, do którego należy, wreszcie mniemania sprawiające jednakową przyjemność całej ludzkości. Jeśli pragniemy być z kimś w dobrych stosunkach, musimy szanować te wierzenia; dlatego inaczej się wyrażamy o danym człowieku w jego obecności, a inaczej za jego plecami. Różnica ta jest tym większa, im dalej od niego stoimy. Rozmawiając z bratem, nie potrzebujemy silić się na grzeczność względem jego rodziców. Potrzeba grzeczności najmocniej daje się odczuć podczas rozmów z cudzoziemcami i jest tak uciążliwa, że niemal paraliżuje ludzi, którzy dotąd obcowali tylko z rodakami. Przypominam sobie, że wspomniałem raz pewnemu nie obeznanemu jeszcze ze światem Amerykaninowi, że istnieje, być może, kilka drobnych punktów, w których konstytucja angielska wytrzymałaby zwycięsko porównanie z konstytucją Stanów Zjednoczonych. Rozmówca mój wpadł natychmiast w straszny gniew; ponieważ nigdy przedtem nie słyszał takiej opinii, nie mógł więc wyobrazić sobie, żeby ktoś obstawał przy niej na serio. Wykroczyliśmy obaj przeciw grzeczności i rezultat był katastrofalny.

Rezultaty niegrzeczności, choćby nawet godne pożałowania z punktu widzenia życia towarzyskiego, są jednak doskonałe, gdy chodzi o rozwianie mitu. Skorygowanie naszych naturalnych wierzeń następuje albo na drodze zetknięcia się z faktem, jak w wypadku, gdy bierzemy trujący grzyb za jadalny i wskutek tego doświadczamy bólu, albo też wtedy, gdy nasze wierzenia wchodzą w sprzeczność nie bezpośrednio z obiektywnym faktem, lecz z odmiennymi wierzeniami innych ludzi. Jeden człowiek sądzi, że wolno jest jeść wieprzowinę, ale zakazuje sobie wołowiny; inny je wołowinę, ale odrzuca wieprzowinę. Zwykłym rezultatem tej różnicy poglądów były dotąd krwawe starcia; stopniowo jednak zaczyna się ustalać racjonalistyczne mniemanie, że zarówno w jednym, jak i w drugim sposobie postępowania nie ma, być może, nic naprawdę grzesznego.

Skromność, idąca zawsze w parze z grzecznością, polega na udawaniu, że nie stawiamy siebie i tego, co nam przynależy, wyżej od człowieka, z którym rozmawiamy, i jego otoczenia.

Tylko Chińczycy znają gruntownie tę sztukę. Mówią mi, że jeśli kto zapyta się chińskiego mandaryna o zdrowie jego żony i dzieci, usłyszy w odpowiedzi: „Racz się dowiedzieć Wasza Dostojność, że ta marna flądra i jej plugawe potomstwo cieszą się końskim zdrowiem” . Ale na taką wyszukaną grzeczność zdobędzie się jedynie człowiek wiodący spokojny i pełen godności żywot; jest ona niemożliwa w krótkich, lecz ważnych rozmowach, dotyczących interesów lub polityki. Krok za krokiem stosunki z ludźmi rozwiewają wszystkie mity, pozwalając je zachowywać jedynie tym, którzy mają największe powodzenie. Bracia zadają śmiertelny cios zarozumiałości osobistej, koledzy — rodzinnej, polityka — klasowej, a porażki handlowe lub wojenne — narodowej. Pozostaje jednak zarozumiałość ogólnoludzka, a na tym terenie ustaje już działanie stosunków towarzyskich, skutkiem czego zdolność tworzenia mitów cieszy się nieograniczoną swobodą. Nauka częściowo rozprasza to złudzenie, ale tylko częściowo, gdyż bez pewnej domieszki łatwowierności sama rozpadłaby się w gruzy.



[06.09.2026, Toruń]

PROFESOR TUTKA (35) O POTĘDZE TEATRU

 

O POTĘDZE TEATRU


Dyrektor teatru przysiadł się do stolika, przy którym byli panowie wraz z Profesorem Tutką. Dyrektorowi nie udało się czegoś załatwić w ministerstwie, więc rozgoryczony, zaczął narzekać, iż teatr jest wciąż nie doceniany przez niektórych ludzi jako wielka pomoc dla pedagogów w kształtowaniu charakterów młodzieży. Bo żadna sztuka — dowodził — nie działa tak silnie, bezpośrednio. Teatr to potęga!

— Tak, zgadzam się z panem dyrektorem — powiedział Profesor Tutka. — Przypomniał mi się w tej chwili wieczór, który spędziłem w nieznanym mi do owej pory mieście. Styczeń, mróz trzaskający, wstąpiłem do pierwszego lepszego teatru, przyznam się, aby spędzić w cieple parę godzin. Był to teatr tak zwanych «małych form». Dwa pierwsze numery programu niezbyt mnie zainteresowały. Bez wielkiej ciekawości czekałem na coś, co ma nastąpić i w afiszu nazwane zostało — Nokturn. Podniesiono kurtynę, widać wielki księżyc i dach jakiejś chałupy. W pobliżu ciemna, nieruchoma plama: to kotka. Nieprawdziwa: dziewczyna przebrana za kotkę. Obciągnięta czarnym trykotem, grzbiet miała przedłużony ogonem, okrągła główka i stojące uszka. Kotka uniosła się, stanęła na czterech łapkach, ziewnęła, przeciągnęła, wygięła grzbiet do góry, po czym siadła, myjąc łapkami pyszczek.

Robiła to z takim wdziękiem i tak «po kociemu», że chciało się do niej przemówić: «cacy, cacy, koteczko, przyjdą goście, prawda?»...

Proszę panów! Wszystko, co kotka przedstawiała, czy kiedy zaniepokoił ją jakiś szmer i widziało się, że czujnie nadsłuchuje, czy kiedy w pewnej chwili złapała mysz — wszystko to było tak sugestywne, że zatracała się po prostu granica między przebraną za kotkę kobietą a kotką prawdziwą. Można by powiedzieć, że w tej dziewczynie jest jakaś «dusza kocia». W pewnej chwili kotka skupiła się w sobie i z niewypowiedzianą lekkością skoczyła na dach. Spojrzała na księżyc i cichutko zamiauczała. Proszę panów! był styczeń, mróz trzaskający, ale tam w teatrze, odczuli wszyscy, że to marzec. I ja sam w pewnej chwili chciałem zerwać się z krzesła, skoczyć na dach i miauknąć rozdzierająco jak stary kocur!

Tak, proszę panów. Teatr to potęga, a dzięki swym cechom, dzięki swej sile sugestywnej, może mieć i wielkie znaczenie wychowawcze.



[06.09.2026, Toruń]

05 września 2026

PODEBRANE INTERNETOWI (17-25)

 

17. Pardubice


Pardubice łączą w sobie urocze historyczne centrum z swobodną atmosferą wschodnich Czech. W Pardubicach, w Czechach, kolorowe renesansowe i barokowe budynki otaczają tętniący życiem plac Pernštýn, a imponujący zamek odzwierciedla arystokratyczną przeszłość miasta. Nad starym miastem góruje charakterystyczna Zielona Brama, stanowiąca niezapomniany punkt orientacyjny i pozwalająca zajrzeć do średniowiecznego dziedzictwa miasta. Dzięki eleganckiej architekturze, spokojnym uliczkom i silnej tożsamości lokalnej Pardubice są miejscem, które warto zwiedzać bez pośpiechu.


18. Skały Prachowskie


Skały Prachowskie to spektakularny krajobraz złożony z wysokich formacji piaskowcowych, wąskich przejść i leśnych szlaków, ukształtowany przez miliony lat naturalnej erozji. W Skałach Prachowskich w Czechach imponujące skalne wieże wznoszą się nad spokojnym lasem, tworząc atmosferę, która budzi zarówno ducha przygody, jak i sprawia wrażenie nieziemskiej. Punkty widokowe wzdłuż szlaków oferują imponujące panoramy na okolicę, dzięki czemu ten niezwykły zakątek Czeskiego Raju jest idealnym miejscem do podziwiania przyrody na wielką skalę.


19. Uničov


Uničov to urocze, zabytkowe miasteczko, którego ciche uliczki i dobrze zachowana architektura odsłaniają kolejne warstwy historii Moraw. W Uničovie, w Czechach, główny rynek otaczają kolorowe fasady, zabytkowe domy i zabytki, które odzwierciedlają średniowieczne korzenie miasta. Panująca tu swobodna atmosfera sprzyja zwiedzaniu w spokojnym tempie, pozwalając po drodze odkrywać drobne detale architektoniczne i zaciszne zakątki. To urocze miejsce, w którym można doświadczyć skromnego charakteru czeskiej wsi.


20. Olomouc


Ołomuniec to miasto pełne okazałych placów, eleganckich zabytkowych budynków i niezwykłego dziedzictwa kulturowego. W Ołomuńcu, w Czechach, nad Górnym Rynkiem wznosi się Kolumna Trójcy Świętej – niezwykłe arcydzieło barokowe i symbol miasta. Ozdobne fontanny, kościoły, kolorowe fasady i ciche uliczki nadają miastu niepowtarzalny charakter. Dzięki warstwom historii widocznym w całym historycznym centrum Ołomuniec oferuje urzekające połączenie architektonicznego piękna i autentycznej morawskiej atmosfery.


21. Jindřichův Hradec


Jindřichův Hradec urzeka swoim historycznym charakterem, którego sercem jest imponujący renesansowy zamek i malownicza starówka. W Jindřichovie Hradcu w Czechach kolorowe domy, eleganckie zabytkowe budynki i ciche uliczki tworzą spokojną atmosferę ukształtowaną przez wielowiekową historię Południowych Czech. Kompleks zamkowy góruje nad miastem jako jego charakterystyczny punkt orientacyjny, a wąskie uliczki i spokojne place zachęcają do spokojnego zwiedzania tej pięknie zachowanej miejscowości.


22. Třebíč


Třebíč to miasto, w którym wielowiekowa historia pięknie wplata się w codzienne życie. W Třebíżu, w Czechach, historyczna dzielnica żydowska, romańsko-gotycka bazylika św. Prokopa oraz kręte uliczki tworzą niepowtarzalną atmosferę ukształtowaną przez różne tradycje kulturowe. Zachowana architektura nadaje miastu silne poczucie autentyczności, a zaciszne zakątki i nadrzeczne ścieżki pozwalają w spokojnym tempie odkrywać jego charakter. To fascynująca destynacja dla wszystkich, których pociąga historia, dziedzictwo kulturowe i ponadczasowy urok miasta.


23. Mikulov


Mikulov to jedno z najbardziej malowniczych miast południowej Morawy, gdzie zabytkowa architektura wznosi się pośród winnic i łagodnych wzgórz. W Mikulovie w Czechach elegancki zamek góruje nad kolorowymi uliczkami, a z pobliskiego Wzgórza Świętego rozciąga się rozległy widok na otaczający region winiarski. Połączenie barokowych zabytków, tradycyjnej kultury winiarskiej i malowniczych krajobrazów tworzy w tym mieście swobodną atmosferę, która zachęca odwiedzających do zwolnienia tempa i rozkoszowania się urokiem tego niezwykłego zakątka Moraw.


24. Karlowe Wary


Karlowe Wary słyną z eleganckiej architektury uzdrowiskowej, okazałych kolumnad oraz kojącego działania źródeł mineralnych położonych w malowniczej, zalesionej dolinie. W Karlowych Warach w Czechach wzdłuż rzeki Teplá stoją bogato zdobione zabytkowe budynki, tworząc pełen wdzięku krajobraz miejski, który sprawia wrażenie zarówno wyrafinowanego, jak i spokojnego. Turyści mogą spacerować po pięknych promenadach, degustować słynne wody źródlane miasta oraz podziwiać charakterystyczne połączenie elementów barokowych, neoklasycystycznych i secesyjnych, które definiują tę słynną miejscowość uzdrowiskową.


25. Pilzno



Pilzno to miasto, w którym historyczna architektura i silna tożsamość kulturowa łączą się z tętniącą życiem, nowoczesną atmosferą. W Pilźnie, w Czechach, imponująca katedra św. Bartłomieja góruje nad głównym rynkiem, a otaczają ją kolorowe budynki i przyjazne uliczki. Miasto jest również ściśle związane z tradycją piwowarską, dzięki której zasłynęło na całym świecie. Od okazałych zabytków po zachęcające przestrzenie miejskie – Pilzno oferuje fascynujący wgląd w charakter zachodnich Czech.



[05.08.2026, Toruń]

BIBLIA WARSZAWSKA - STARY TESTAMENT - I KSIĘGA MOJŻESZOWA [8]

 

Koniec potopu


8:1 Potem wspomniał Bóg na Noego i na wszystkie zwierzęta, i na wszystko bydło, które było z nim w arce, i sprawił, że powiał wiatr po ziemi, i wody zaczęły opadać.

8:2 Zamknęły się źródła otchłani i upusty nieba i ustał deszcz z nieba.

8:3 Z wolna ustępowały wody z ziemi i wody zaczęły opadać po upływie stu pięćdziesięciu dni.

8:4 I osiadła arka w siódmym miesiącu, siedemnastego dnia tego miesiąca, na górach Ararat.

8:5 A wody nadal opadały aż do dziesiątego miesiąca. W miesiącu dziesiątym, pierwszego dnia tego miesiąca, ukazały się szczyty gór.

8:6 Po czterdziestu dniach otworzył Noe okno, które uczynił.

8:7 I wypuścił kruka, który wylatywał i wracał, aż wyschły wody na ziemi.

8:8 Potem wypuścił gołębicę, aby zobaczyć, czy opadły wody z powierzchni ziemi.

8:9 Ale gołębica nie znalazła niczego, gdzie by mogła osiąść i wróciła do niego do arki, bo wody były na powierzchni całej ziemi. I wyciągnął rękę, pochwycił ją i wniósł ją do siebie do arki.

8:10 Poczekawszy jeszcze następne siedem dni, znów wypuścił gołębicę z arki.

8:11 Gołębica wróciła do niego pod wieczór, trzymając w dziobie zerwany świeży liść z drzewa oliwnego. I poznał Noe, że wody na ziemi opadły.

8:12 I poczekał jeszcze następnych siedem dni, i wypuścił gołębicę, ale ona już nie wróciła do niego.

8:13 W sześćsetnym pierwszym roku, w miesiącu pierwszym, pierwszego dnia tego miesiąca, wyschły wody na ziemi. Zdjął tedy Noe dach arki i zobaczył, że powierzchnia ziemi obeschła.

8:14 A w drugim miesiącu, dwudziestego siódmego dnia tego miesiąca, ziemia całkowicie wyschła.

8:15 Wtedy rzekł Bóg do Noego:

8:16 Wyjdź z arki ty i żona twoja, i synowie twoi, i żony synów twoich, którzy są z tobą!

8:17 Wyprowadź z sobą wszystkie zwierzęta, które są z tobą, wszelkie istoty żywe, ptactwo i bydło, i wszelkie płazy pełzające po ziemi! Niech zaroją się na ziemi, niech rozradzają się i rozmnażają na ziemi!

8:18 Wyszedł więc Noe z synami swymi i żoną swoją, i z żonami synów swoich, którzy z nim byli.

8:19 Wszelkie zwierzęta, wszelkie płazy i wszelkie ptactwo, wszystko, co się porusza na ziemi według rodzajów ich, wyszło z arki.

8:20 Wtedy zbudował Noe ołtarz Panu i wziął z każdego bydła czystego i z każdego ptactwa czystego, i złożył je na ofiarę całopalną na ołtarzu.

8:21 I poczuł Pan miłą woń. Rzekł tedy Pan w sercu swoim: Już nigdy nie będę przeklinał ziemi z powodu człowieka, gdyż myśli serca ludzkiego są złe od młodości jego. Nie będę też już nigdy niszczył żadnej istoty żyjącej, jak to uczyniłem.

8:22 Dopóki ziemia istnieć będzie, nie ustaną siew i żniwo, zimno i gorąco, lato i zima, dzień i noc.



[05.08.2027, Toruń]

04 września 2026

SZTUKA - MARTWA NATURA - MALARZE HOLENDERSCY XVII WIEKU

 

1. Willem Kalf (Holandia, 1622–1693)

Martwa natura z dzbanem, owocami, szklanką i innymi przedmiotami z kolekcji Nautilusa (ok. 1660)

Muzeum Thyssen-Bornemisza, Madryt


Kalf był jednym z najwybitniejszych holenderskich malarzy martwej natury. W latach 1642–1646 pracował w Paryżu. Po powrocie do Niderlandów mieszkał w Hoorn, a następnie w 1653 roku osiadł w Amsterdamie. Jego wczesne prace to skromne sceny kuchenne i podwórkowe, ale wkrótce stał się wybitnym przedstawicielem stylu martwej natury, w którym owoce i cenne przedmioty – porcelana, orientalne dywany, weneckie szkło – są ułożone w okazałych barokowych kompozycjach. Jego obrazy często porównywano z dziełami Vermeera ze względu na mistrzowskie oddanie faktury oraz umiejętność operowania ciepłymi i chłodnymi barwami (często kontrastował czerwonobrązowe odcienie dywanu z żółcią obranej cytryny oraz błękitem i bielą porcelany).


2. Willem Kalf

Martwa natura z dzbanem, naczyniami i granatem (ok. 1645–1650)

Muzeum J. Paula Getty’ego, Los Angeles


Holendrzy nazywali je „pronkstilleven”, gdzie słowo „pronk” oznaczało „próżność”, a Willem Kalf był uważany za najlepszego przedstawiciela tego gatunku. Kalf, który był również marszandem, posiadał cenne przedmioty, które mógł malować: srebrne i złote naczynia, marmurowe stoły, tureckie dywany oraz wykwintne ceramiczne miski. Jego pewne wyczucie kompozycji i powściągliwość nadawały obrazom szlachetność i tajemniczość, dzięki czemu przedmioty te zyskiwały wartość wykraczającą poza ich blask i połysk.


3. Willem van Aelst (Holandia, ok. 1626–1683)

Martwa natura z owocami i kryształowym wazonem (ok. 1650)

Galleria Palatina (Palazzo Pitti), Florencja


Martwe natury Van Aelsta są niezwykle różnorodne. W tym przypadku artysta być może nawiązuje do klasycznych korzeni tego gatunku: winogron greckiego malarza Zeuksisa, tak realistycznych, że ptaki próbowały je zjeść, oraz rozciętego granatu, przypominającego umowę Demeter i zwiastującego powrót zimy, gdy Prozerpina po raz kolejny schodzi do Hadesu.


4. Willem van Aelst

Martwa natura z owocami i kryształowym wazonem (1652)

Galleria Palatina (Palazzo Pitti), Florencja



5. Willem Kalf

Martwa natura z rogiem do picia (ok. 1653)

National Gallery, Londyn




6. Jan de Heem (Holandia, 1606–1683)

Wazon z kwiatami (ok. 1660)

National Gallery, Waszyngton


Holendrzy i Flamandowie czerpali niezwykłą radość z przedstawiania świata przyrody jako wyrazu wiecznego błogosławieństwa Bożego. Obrazy kwiatowe Jana Davidsza de Heema celebrują piękno flory, a jednocześnie uosabiają koncepcję Ars longa, vita brevis (sztuka jest długa, życie jest krótkie), zawartą w holenderskich martwych naturach XVII wieku. Obrazy De Heema odzwierciedlały również ogromne zainteresowanie botaniką w tamtych czasach, a na tym dziele widnieją egzotyczne kwiaty i rośliny przywiezione z odległych krain, takie jak tulipan, sprowadzony do Europy z Turcji w latach 50. XVI wieku.



[04.09.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - FRANZ SCHUBERT - SERENADA - "STÄNDCHEN", D. 957 NR 4



[04.09.2026, Toruń]

03 września 2026

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY

 

2819. Zamknienie - zamknięcie, miejsce zamknięte; zatamowanie

2820. Zamknienie ksiąg, listu - zakończenie

2821. Zamkniony - zamknięty

2822. Zamkochwyt - chwytacz cudzych zamków, grodów

2823. Zamleczyć - mlekiem zapuścić,

2824. Zamłodnąć, zamłodnieć, zamłodzieć - stać się młodym, odmłodnieć

2825. Zamniemanie - zarozumiałość

2826. Zamnożenie - wzmaganie się, wzrost, wybijanie się, rozwój, rozkwit

2827. Zamnożyć, zamnażać, zamnożywać - rozmnożyć, dać się zamnożyć, pomnożyć, powiększyć, przysporzyć

2828. Zamnożyć - począć, pomnożyć się, rozmnożyć się

2829. Zamnożysty, zamnożony - liczny, zasobny, zamożny

2830. Zamocnić, zamocniać - zrobić mocnym

2831. Zamoczywać - zamoczyć

2832. Zamadrzeć - zajść mądrością

2833. Zamoka - miejsce zamoczone, mokradło

2834. Zamor - zamorzenie, głód morzący

2835. Zamorca - morderca, zabójca

2836. Zamorszczyk, zamorczyk - przybysz zza morza, mieszkaniec zamorski

2837. Zamorszczyzna - wiatr zza morza wiejący

2838. Zamorzyć - zabić, zamordować

2839. Zamotać, zamotywać, zamotawać czyjś rozum - obłąkać, pomieszać

2840. Zamowa, zamówka - sprzeczka, przemówienie się; zamówienie się, wymówka; obstalunek; rozprawa, dysputa; przymierze, układ

2841. Zamożenie - zapomoga, wsparcie; zamożność

2842. Zamożysty - możny, potężny; zamożny, bogaty.

2843. Zamożyście - zamożnie, bogato

2844. Zamóc, zamagać - wesprzeć, zapomóc, wspomóc; ratować

2845. Zamówić, zamawiać - zagłuszyć, zakrzyczeć, przegadać kogoś

2846. Zamówić, zamawiać coś - mówiąc zatrzeć, zagadać

2847. Zamówić, zamawiać komuś - przeszkodzić komuś w mówieniu, nie dać przyjść do słowa, zabiegać jego mowie; przemówić za kimś, wstawić się za nim; zamówić się, mówiąc udać, wymówić się

2848. Zamroczyć, zamraczać - zacienić, zasłonić

2849. Zamrok, zamroka, zamrocze - mrok zapadający, zmierzch, zaciemnienie.

2850. Zamrozić, zamrażać - wystudzić

2851. Zamrówić się - zagęścić się, rozmnożyć się jak mrowie

2852. Zamróz - zamarzanie, pierwszy mróz, początek marznięcia; odmrożenie, mróz

2853. Zamruknąć, zamrukać, zamrukawać - zamruczeć, mruknąć nagle

2854. Zamrzeć, zamierać - obumrzeć, omdleć, osłabnąć, zacząć mrzeć

2855. Zamszysty - omszony, zarosły w mech

2856. Zamścik, zamsik - mieszczuch, łyk

2857. Zamtuski, zantuski - tyczący się zamtuza, burdelowy

2858. Zamtuz, zantuz, santuz - dom publiczny, burdel

2859. Zamtuzka - nierządnica, kobieta publiczna

2860. Zamtuźnik - nierządnik

2861. Zamudzić - zaniedbać

2862. Zamulić, zamulać - zachwaścić, zanieczyścić, zakąkolić, zanieczyścić, skazić, zarazić, zaniedbać, zniszczyć, opuścić

2863. Zamulisko - miejsce zamulone

2864. Zamuł - muł zalepiający co, szlam

2865. Zamurowy, zamurny - poza murem będący; z tamtej strony muru będący

2866. Zamuskać, zamuskiwać - muskając pogłaskać, zagładzić, zasmarować, zalepić

2867. Zamusnąć łeb - upić się

2868. Zamutek - zamącenie, zamęt, zakłócenie, niepokój, zakłopotanie, smutek

2869. Zamycić, zamycać - zapłacić myto, zaclić

2870. Zamylić, zamylać - zatrzeć dla zmylenia (swe ślady)

2871. Zamysł - zamyślenie, zaduma

2872. Zmyślić - udać coś

2873. Zamyślić, zamyślać zamyślawać, zamyśliwać się - zastanowić się, pomyśleć




[03.09.2026, Toruń]

OBRAZKI - PRZYTUL

 

Po operacji czuł się słabo. Mógł wprawdzie już siadać, a spodziewał się, że za niedługo każą mu wstawać, a zaraz potem chodzić, stąpając w chodziku. Spodziewał się, że podczas takich ćwiczeń ciała zaleje go zimny pot, a przechadzając się po szpitalnym korytarzu narazi się na ciekawski wzrok odwiedzających chorych. Ale na razie była noc i mógł zaledwie unieść się w pozycji ¾, czyli takiej, w której już nie leżał, ale jeszcze nie siedział. Nie wiedzieć czemu zrobiło mu się smutno, może nawet przykro, że był sam w tę ciepłą bezwietrzną noc. Dlaczego wpadł w taki stan odrętwienia, zastanawiał się, skoro przed wieczorem byli u niego bliscy i wypytywali jego i lekarza prowadzącego o stan zdrowia. Trzymał się dzielnie podczas tych odwiedzin, nie bolały go szwy, jedynie odczuwał lekki ból głowy. Ból głowy – cztery – komunikował rodzince, tłumacząc, że zwykle lekarze przychodzący na dyżurny obchód pytali o stan zdrowia i samopoczucia w skali 1-10, przy czym dziesiątka, której nigdy nie miał, byłaby nie do wytrzymania. Teraz w nocy jego samopoczucie zbliżało się do siódemki. Poczuł pragnienie i sięgając ręką po kubek z wodą przekonał się, że jest pusty. Chciał nacisnąć przycisk, którym można było powiadomić dyżurującą pielęgniarkę. Zawahał się. Nie chciał sprawiać kłopotu dyżurnej, ale chęć napicia się choćby łyka zimnej wody była silniejsza i nacisnął klawisz dzwonka. Pielęgniarka przyszła po niespełna minucie. Nie zapalała światła w jego izbie.

- Chciałbym się napić – oznajmił nieśmiało.

Pielęgniarka podeszła do jego łóżka, wzięła bezszelestnie porcelitowy kubek, odwróciła się do niego tyłem i wyszła.

Zastanawiał się, czy to ona – w ciemności nie rozpoznał twarzy pielęgniarki, ale zwrócił uwagę na charakterystyczny zapach jej włosów. Nie miał wątpliwości – to ona.

Wróciła i podała mu kubek z wodą do ust. Wysączył kilka kropli.

- Niech pan spróbuje usiąść – poprosiła.

Zrobił to, o dziwo, bez wahania, a wtedy dziewczyna podeszła do niego, objęła go i mocno przytuliła. W takiej dziwnej i niezbyt wygodnej pozycji przetrwali niemal pięć minut.

- Lepiej już? – zapytała – jak się pan postara, już niedługo pana wypiszemy do domu.

Ale on wcale teraz nie chciał wyjść ze szpitala. Czuł ogromną ulgę, zapach jej włosów i miękkie , świetnie skrojone jej ciało ukryte pod wykrochmaloną bielą medycznej sukienki.



[03.09.2026, Toruń]

02 września 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (12)

 

R. 5. DEMOKRATYZACJA PANA I MARZENIA PANNY Z TOWARZYSTWA

[…]

Pan Tomasz Łęcki z jedyną córką Izabelą i kuzynką panną Florentyną nie mieszkał we własnej kamienicy, lecz wynajmował lokal, złożony z ośmiu pokojów, w stronie Alei Ujazdowskiej¹¹⁰. Miał tam salon o trzech oknach, gabinet własny, gabinet córki, sypialnię dla siebie, sypialnię dla córki, pokój stołowy, pokój dla panny Florentyny i garderobę, nie licząc kuchni i mieszkania dla służby, składającej się ze starego kamerdynera Mikołaja, jego żony, która była kucharką, i panny służącej, Anusi.

Mieszkanie posiadało wielkie zalety. Było suche, ciepłe, obszerne, widne. Miało marmurowe schody, gaz, dzwonki elektryczne i wodociągi. Każdy pokój w miarę potrzeby łączył się z innymi lub tworzył zamkniętą w sobie całość. Sprzętów wreszcie miało liczbę dostateczną, ani za mało, ani za wiele, a każdy odznaczał się raczej wygodną prostotą aniżeli skaczącymi do oczu ozdobami. Kredens budził w widzu uczucie pewności, że z niego nie zginą srebra; łóżko przywodziło na myśl bezpieczny spoczynek dobrze zasłużonych; stół można było obciążyć, na krześle usiąść bez obawy załamania się, na fotelu marzyć. Kto tu wszedł, miał swobodę ruchu; nie potrzebował lękać się, że mu coś zastąpi drogę lub że on coś zepsuje. Czekając na gospodarza nie nudził się, otaczały go bowiem rzeczy, które warto było oglądać. Zarazem widok przedmiotów, wyrobionych nie wczoraj i mogących służyć kilku pokoleniom, nastrajał go na jakiś ton uroczysty. Na tym poważnym tle dobrze zarysowywali się jego mieszkańcy. Pan Tomasz Łęcki był to sześdziesięciokilkoletni człowiek, niewysoki, pełnej tuszy, krwisty. Nosił nieduże wąsy białe i do góry podczesane włosy, tej samej barwy. Miał siwe, rozumne oczy, postawę wyprostowaną, chodził ostro. Na ulicy ustępowano mu z drogi — a ludzie prości mówili: oto musi być pan z panów. Istotnie, pan Łęcki liczył w swoim rodzie całe szeregi senatorów. Ojciec jego jeszcze posiadał miliony, [...]

----------------------------------------------------------------------

¹¹⁰Aleja Ujazdowska — najpiękniejsza, niegdyś głównie spacerowa aleja w Warszawie. Wznoszą się wzdłuż niej zabytkowe pałace, rozciągają stare parki. Poważnie zniszczona w czasie powstania warszawskiego, została całkowicie odbudowana (obecnie przecina ją Trasa Łazienkowska).

--------------------------------------------------------------------

[...] a on sam za młodu krocie¹¹¹. Później jednak część majątku pochłonęły zdarzenia polityczne¹¹², resztę — podróże po Europie i wysokie stosunki. Pan Tomasz bywał bowiem przed rokiem 1870 na dworze francuskim, następnie na wiedeńskim i włoskim. Wiktor Emanuel¹¹³, oczarowany pięknością jego córki, zaszczycał go swoją przyjaźnią i nawet chciał mu nadać tytuł hrabiego. Nie dziw, że pan Tomasz po śmierci wielkiego króla przez dwa miesiące nosił na kapeluszu krepę.

Od paru lat pan Tomasz nie ruszał się z Warszawy, za mało mając już pieniędzy, ażeby błyszczeć na dworach. Za to jego mieszkanie stało się ogniskiem eleganckiego świata i było nim aż do czasu rozejścia się pogłosek, że pan Tomasz postradał nie tylko swój majątek, ale nawet posag panny Izabeli. Pierwsi cofnęli się epuzerowie¹¹⁴, za nimi damy mające brzydkie córki, z pozostałą zaś resztą zerwał sam pan Tomasz i ograniczył swoje znajomości wyłącznie do stosunków z familią. Lecz gdy i tu zauważył zniżenie się uczuciowej temperatury, zupełnie wycofał się z towarzystwa, a nawet ku zgorszeniu wielu szanownych osób, jako właściciel domu w Warszawie, wpisał się do Resursy Kupieckiej¹¹⁵. Chciano go tam zrobić prezesem, ale nie zgodził się. Tylko jego córka bywała u sędziwej hrabiny Karolowej i paru jej przyjaciółek, co znowu dało początek pogłosce, że pan Tomasz jeszcze posiada majątek i że zerwał z towarzystwem w części przez dziwactwo, w części dla poznania rzeczywistych przyjaciół i wybrania córce męża, który by ją kochał dla niej samej, nie dla posagu. Więc znowu dokoła panny Łęckiej począł zbierać się tłum wielbicieli, a na stoliku w jej salonie stosy biletów wizytowych. Gości jednak nie przyjmowano, co zresztą między nimi nie wywołało zbyt wielkiego oburzenia, ponieważ rozeszła się trzecia z kolei pogłoska, że Łęckiemu licytują kamienicę. Tym razem w towarzystwie powstał zamęt. Jedni twierdzili, że pan Tomasz jest zdeklarowanym bankrutem, drudzy gotowi byli przysiąc, że zataił majątek, aby zapewnić szczęście jedynaczce. Kandydaci do małżeństwa i ich rodziny znaleźli się w dręczącej niepewności.

Ażeby więc nic nie ryzykować i nic nie stracić, składali hołdy pannie Izabeli nie angażując się zbytecznie i po cichu rzucali w jej domu swoje karty, prosząc Boga, ażeby ich czasem nie zaproszono przed wyklarowaniem się sytuacji. O rewizytach ze strony pana Tomasza nie było mowy. Usprawiedliwiano go ekscentrycznością i smutkiem po Wiktorze Emanuelu.

Tymczasem pan Tomasz w dzień spacerował po Alejach, a wieczorem grywał w wista ¹¹⁶ w resursie. Fizjognomia jego była zawsze tak spokojna, a postawa tak dumna, że wielbiciele jego córki zupełnie potracili głowy. Rozważniejsi czekali, ale śmielsi poczęli znowu darzyć ją powłóczystymi spojrzeniami, cichym westchnieniem lub drżącym uściskiem ręki, na co panna odpowiadała lodowatą, a niekiedy pogardliwą obojętnością.

Panna Izabela była niepospolicie piękną kobietą. Wszystko w niej było oryginalne i doskonałe. Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe¹¹⁷. Szczególne wrażenie robiły jej oczy, niekiedy ciemne i rozmarzone, niekiedy

pełne iskier wesołości, czasem jasnoniebieskie i zimne jak lód. Uderzająca była gra jej fizjognomii. Kiedy mówiła, mówiły jej usta, brwi, nozdrza, ręce, cała postawa, a nade wszystko oczy, którymi zdawało się, że chce przelać swoją duszę w słuchacza. Kiedy słuchała, zdawało się, że chce wypić duszę z opowiadającego. Jej oczy umiały tulić, pieścić, płakać bez łez, palić i mrozić. Niekiedy można było myśleć, że rozmarzona otoczy kogoś rękami i oprze mu głowę na ramieniu; lecz gdy szczęśliwy topniał […]

-------------------------------------------------------------------------

¹¹¹krocie — tysiące (liczba bardzo duża, ściślej nie określona).

¹¹²zdarzenia polityczne — zapewne powstanie styczniowe, a następnie represje rządu rosyjskiego oraz reforma uwłaszczeniowa

¹¹³Wiktor Emanuel II (1820–1878) — król Sardynii w latach 1849–1861, po zjednoczeniu Włoch w r. 1861 król włoski.

¹¹⁴epuzer — kandydat do małżeństwa.

¹¹⁵Resursa — dosłownie: źródło pomocy, dochodu. Nazwa związków towarzyskich oraz należących do nich lokali. — W Warszawie istniały dwie resursy: wielka, czyli Kupiecka, i Obywatelska, przy czym właśnie Resursa Obywatelska miała bardziej mieszczański charakter.

¹¹⁶wist — czteroosobowa gra w karty.

¹¹⁷modelowy — tu w znaczeniu wzorowej piękności.

----------------------------------------------------------------------

[…] z rozkoszy, nagle wykonywała jakiś ruch, który mówił, że schwycić jej niepodobna, gdyż albo wymknie się, albo odepchnie, albo po prostu każe lokajowi wyprowadzić wielbiciela za drzwi…

Ciekawym zjawiskiem była dusza panny Izabeli. Gdyby ją kto szczerze zapytał: czym jest świat, a czym ona sama? niezawodnie odpowiedziałaby, że świat jest zaczarowanym ogrodem, napełnionym czarodziejskimi zamkami, a ona — boginią czy nimfą uwięzioną w formy cielesne. Panna Izabela od kolebki żyła w świecie pięknym i nie tylko nadludzkim, ale — nadnaturalnym. Sypiała w puchach, odziewała się w jedwabie i haft, siadała na rzeźbionych i wyściełanych hebanach¹¹⁸ lub palisandrach¹¹⁹, piła z kryształów, jadała ze sreber i porcelany kosztownej jak złoto.

Dla niej nie istniały pory roku, tylko wiekuista wiosna, pełna łagodnego światła, żywych kwiatów i woni. Nie istniały pory dnia, gdyż nieraz przez całe miesiące kładła się spać o ósmej rano, a jadała obiad o drugiej po północy. Nie istniały różnice położeń jeograficznych, gdyż w Paryżu, Wiedniu, Rzymie, Berlinie czy Londynie znajdowali się ci sami ludzie, te same obyczaje, te same sprzęty, a nawet te same potrawy: zupy z wodorostów Oceanu Spokojnego, ostrygi z Morza Północnego, ryby z Atlantyku albo z Morza Śródziemnego, zwierzyna ze wszystkich krajów, owoce ze wszystkich części świata. Dla niej nie istniała nawet siła ciężkości, gdyż krzesła jej podsuwano, talerze podawano, ją samą na ulicy wieziono, na schody wprowadzano, na góry wnoszono. Woalka chroniła ją od wiatru, kareta od deszczu, sobole od zimna, parasolka i rękawiczki

od słońca. I tak żyła z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, wyższa nad ludzi, a nawet nad prawa natury. Dwa razy spotkała ją straszna burza, raz w Alpach, drugi — na Morzu Śródziemnym. Truchleli najodważniejsi, ale panna Izabela ze śmiechem przysłuchiwała się łoskotowi druzgotanych skał i trzeszczeniu okrętu, ani przypuszczając możliwości niebezpieczeństwa. Natura urządziła dla niej piękne widowisko z piorunów, kamieni i morskiego odmętu, jak w innym czasie pokazała jej księżyc nad Jeziorem Genewskim¹²⁰ albo nad wodospadem Renu¹²¹ rozdarła chmury, które zakrywały słońce. To samo przecie robią co dzień maszyniści teatrów i nawet w zdenerwowanych damach nie wywołują obawy. Ten świat wiecznej wiosny, gdzie szeleściły jedwabie, rosły tylko rzeźbione drzewa, a glina pokrywała się artystycznymi malowidłami, ten świat miał swoją specjalną ludność. Właściwymi jego mieszkańcami były księżniczki i książęta, hrabianki i hrabiowie tudzież bardzo stara i majętna szlachta obojej płci. Znajdowały się tam jeszcze damy zamężne i panowie żonaci w charakterze gospodarzy domów, matrony strzegące wykwintnego obejścia i dobrych obyczajów i starzy panowie, którzy zasiadali na pierwszych miejscach przy stole, oświadczali młodzież, błogosławili ją i grywali w karty. Byli też biskupi, wizerunki Boga na ziemi, wysocy urzędnicy, których obecność zabezpieczała świat od nieporządków społecznych i trzęsienia ziemi, a nareszcie dzieci, małe cherubiny, zesłane z nieba po to, ażeby starsi mogli urządzać kinderbale¹²². Wśród stałej ludności zaczarowanego świata ukazywał się od czasu do czasu zwykły śmiertelnik, który na skrzydłach reputacji potrafił wzbić się aż do szczytów Olimpu¹²³. Zwykle bywał nim jakiś inżynier, który łączył oceany albo wiercił czy też budował Alpy. Był jakiś kapitan, który w walce z dzikimi stracił swoją kompanię, a sam okryty ranami ocalał dzięki miłości murzyńskiej księżniczki. Był podróżnik, który podobno odkrył nową część świata, rozbił się z okrętem na bezludnej wyspie i bodaj czy nie kosztował ludzkiego mięsa.

------------------------------------------------------------------------

¹¹⁸heban — drzewo rosnące w ciepłych krajach o naturalnym czarnym kolorze, bardzo twarde i ciężkie, używane w meblarstwie.

¹¹⁹palisander — drewno z drzew południowo-amerykańskich (jacarandy), używane na forniry.

¹²⁰Jezioro Genewskie — największe i bardzo malownicze jezioro szwajcarskie na granicy Szwajcarii i Francji.

¹²¹wodospad Renu — w górnym biegu Ren tworzy wiele wodospadów, np. pod Szafuzą w Szwajcarii.

¹²²kinderbal (z niem.) — zabawa dla dzieci.

¹²³Olimp — najwyższe pasmo górskie w Grecji; w greckiej mitologii siedziba bogów.



[02.09.2026, Toruń]

01 września 2026

SZTUKA - JOHN FAED - REALIZM / ROMANTYZM

 

[Fragment biografii]

John Faed, członek Królewskiego Stowarzyszenia Sztuki (31 sierpnia 1819 – 22 października 1902) był szkockim malarzem. John był najstarszym z sześciorga dzieci Jamesa Faeda, dzierżawcy młyna Barlay Mill w Galloway, oraz Mary Faed z domu McGeoch. John zaczął malować miniatury przedstawiające lokalnych mieszkańców, gdy miał zaledwie dziewięć lat. Do 11. roku życia uczęszczał do szkoły parafialnej w Girthon. W gazecie „Castle Douglas Weekly Visitor” z 19 sierpnia 1831 r. odnotowano, że podczas egzaminu w szkole w Girthon „obecnym zaprezentowano piękny i poprawnie wykonany atlas map, autorstwa Johna Faeda, jako przykład jego licznych i różnorodnych rysunków, które już wcześniej wielokrotnie budziły podziw wszystkich, którzy je oglądali”. W 1840 roku przeniósł się do Edynburga, a w 1841 roku po raz pierwszy zaprezentował swoje prace w Królewskiej Akademii Szkockiej. W 1848 roku figuruje jako malarz miniatur mieszkający pod adresem 6 SW Circus Place w dzielnicy Stockbridge w Edynburgu. Faed malował przede wszystkim sceny religijne, literackie i historyczne. Niemal nieprzerwanie wystawiał swoje prace w Królewskiej Akademii Szkockiej oraz w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. Kiedy w 1899 roku pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Sztuk Pięknych hrabstwa Kirkcudbrightshire, jego portret sir Isaaca Newtona (namalowany, gdy Faed miał 36 lat) został zaprezentowany na wystawie Dalbeattie Loan and Industrial Exhibition, która odbyła się w lipcu i sierpniu tego samego roku. […]


1. John Faed, szkocki malarz (1819–1902)

Sen poety, 1882–ok. 1883



2. John Faed
Stara klacz Maggie, 1870



3. John Faed

Zaufany Anny 1864



4. John Faed

„Bunt królowej Małgorzaty wobec szkockiego parlamentu”, 1859



5. John Faed

Wypędzenie Adama i Ewy



6. John Faed

Merlin, 1888.



7. John Faed

„Biedny żebrak Bodie”, 1886



8. John Faed

„Godzina wieczorna” (panny Bennie i pan J. Noble Bennie) – 1847



[01.09.2026, Toruń]