Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

16 września 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXV

 

PIEŚŃ XXV

(Krąg VIII. Tłumok VII. Ciąg dalszy: Przemiana.)


To rzekłszy, złodziej podniósł pięści obie,

W każdej sterczała figa³⁷⁵ jak gwint w śrubie,

A krzyczał bluźniąc: «Boże, przyjm to sobie!»

Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię³⁷⁶,

Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta,

Jakby rzekł: «Więcej nie zbluźnią twe usta».

Drugi ramiona w węzły i pierścienie

Tak jemu związał i gryzł jego ręce,

Że stał, jak gdyby skamieniały w męce.

Pistojo! Zatlij żagwie w oka mgnieniu,

Spal sama siebie i zniknij w płomieniu,

Gdy w złym tak lubi płużyć³⁷⁷ twe nasienie.

Pomiędzy piekła czarnymi kręgami

Duch takiej pychy nie był wobec Boga,

Nawet bluźnierca, co legł pod Tebami³⁷⁸.

Złodziej zmykając, nie przemówił słowa.

Biegł za złodziejem Centaur, pogoń nowa,

Krzycząc: «Gdzie pyszny? Krótka jego droga!»

Wątpię, czy tyle jest gadów w Maremmie³⁷⁹,

Ile tam wężów krzyż dźwigał Centaura,

Skąd się poczyna człowiecza figura.

Na jego barkach z rozpiętymi skrzydły,

Buchając ogniem, siedział smok obrzydły,

Kto się doń zbliżał, trząsł żary na ziemię.

Mistrz rzekł: «To Kakus w Centaura postaci,

Z jego przyczyny awentyńskie skały

Często się krwawą posoką zbrukały;

On się oddzielił od reszty swej braci,

Bo jak wilk chytrze pasterzy napadał,

Sąsiednie trzody rad po nocach kradał³⁸⁰,

Lecz dożył końca, złe broił niedługo.

Sto razy ciął go Herkules maczugą³⁸¹,

Choć tych cięć nie czuł i dziesiątej części³⁸²».

Już Centaur zniknął, gdy mistrz ciągnął mowę.

Wtenczas pod nami jakieś duchy nowe

Biegły samotrzeć, a każdy był nagi;

Wodza i moje uszliby uwagi,

Gdy krzyk ich dziko w uszach nam zachrzęści:

«Kto wy jesteście?» Mistrz z zapałem żywym

Mówiący, mowę przerwał w oka mgnieniu.

Ja ich nie znałem, lecz trafem szczęśliwym

Jeden drugiego nazwał po imieniu, […]

----------------------------------------------------------------------

³⁷⁵podniósł pięści obie, w każdej sterczała figa — gest wyrażający pogardę i szyderstwo.

³⁷⁶Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię — Poeta polubił węże, odkąd widział, jak jeden z nich ducha bluźniącego Bogu ukarał.

³⁷⁷płużyć (daw.) — mieć powodzenie; mieć się dobrze; mieć znaczenie; popłacać.

³⁷⁸Nawet bluźnierca, co legł pod Tebami — Kapaneus (Patrz o nim Pieśń XIV).

³⁷⁹Wątpię, czy tyle jest gadów w Maremmie — Maremmy, bagna wzdłuż brzegów morskich pomiędzy Pizą a Sieną.

³⁸⁰kradać — kraść jako czynność zwyczajowa; por. jeść i jadać.

³⁸¹Sto razy ciął go Herkules maczugą — Gdy Herkules, pasąc bydło Geriona na górze awentyńskiej, zasnął, Kakus, sławny rozbójnik i złodziej, uprowadził pasące się bydło, ciągnąc je tyłem za ogony do swojej jaskini, ażeby tym wybiegiem ukryć ślad swojej kradzieży; lecz ryk bydła wydał kryjówkę złodzieja, a Herkules zabił go maczugą.

³⁸²Choć tych cięć nie czuł i dziesiątej części — Herkules wściekły uderzył go sto razy, chociaż może przed dziesiątym uderzeniem już nie żył.

----------------------------------------------------------------------

[…] Gdy rzekł: «Cianfa³⁸³, gdzieżeś? Ja tu jestem».

Uwagę mistrza chcąc zaostrzyć gestem,

Pod nos od brody przytknąłem mój palec.

Jeśli z pół wiarą będziesz, czytelniku,

Słuchał, co powiem, tych dziwów bez liku,

Nic w tym dziwnego, bo wyznam ci szczerze,

Ja, com to widział, sam zaledwo wierzę.

Gdym na te duchy oczy me obrócił,

Wąż sześcionożny, potworny padalec³⁸⁴,

Z przodu jednemu aż na piersi wskoczył

I na nim cały sam sobą zawisnął.

Wnet mu średnimi łapami brzuch ścisnął,

Przednie jak uścisk na barki zarzucił,

Gryzł mu policzki i we krwi pysk broczył.

Potem, gdy tylne łapy uda gniotły,

Pomiędzy nogi wśliznął się ogonem,

Którym wzdłuż krzyża wodził przez pacierze³⁸⁵;

Nigdy bluszcz silniej ramieniem zielonem

Nie splótł się z drzewem, jak z nim ten gad-zwierze.

Dwie te istoty tak razem się splotły,

Tak się stopiły z sobą dwa stworzenia,

Jak wosk przygrzany gorącem płomienia,

I barwy swoje pospołu zmieszały:

Tak papier, upał gdy czuje pożarny,

Skręca się w zwoje, jeszcze nie jest czarny,

Więcej brunatny, ale już nie biały.

Dwaj drudzy patrząc, z podziwu krzyknęli:

«Jak ty zmieniony, spojzyj, o Agneli!

Ni w dwóch, ni jeden!» Już ich obie głowy

Stały się jedną, patrzącym się zdało,

Że gad i człowiek tworzył jedno ciało:

Ze czterech ramion dwa tylko zostało;

Brzuch, tułów cały, lędźwie i golenie,

Tworzyły widok cudacki i nowy,

Takie potworne było przemienienie!

I kształt przyrodny tak przeobrażony,

Chwiejąc się krokiem w te i owe strony,

Odszedł leniwo, niestety, po czasie³⁸⁶!

A jak jaszczurka, w skwarny dzień lipcowy

Gdy krzak przemienia, pełna zwinnych ruchów,

Skacząc przez drogę błyskawicą zda się;

Tak mała żmija jednemu z dwóch duchów,

Na brzuch skoczyła, świecąc na pół czarną,

Pół modrą skórą, jakby pieprzu ziarno.

I w tę część ciała żądłem go ujadła,

Kędy w żywocie człowiek swej macierze³⁸⁷, [...]

³⁸³Cianfa — florentyńczyk ze szlachetnej rodziny Donatich. Ze szlachetnych rodzin Florencji pochodzili także Agnello Brunelleschi, Buoso Donati, Puccio Galigai, o których poeta później wspomina. Nie wiemy o nich nic więcej i nie możemy rozstrzygnąć, czy przywłaszczali sobie własność prywatną czy publiczną.

³⁸⁴Wąż sześcionożny, potworny padalec — Mianowicie Cianfa. Dwaj złodzieje łączą się tak silnie, że się stają jedną postacią zupełnie innego rodzaju, a która nie wiedzieć, czy to jedno stworzenie czy dwa.

³⁸⁵pacierze — kręgosłup.

³⁸⁶Odszedł leniwo, niestety, po czasie — Wąż, który był złodziejem za życia, zranił w okolicy pępka innego złodzieja, który się zjawił w ludzkiej postaci. Gdy wąż upadł, z jego pyska i z rany ukąszonego bucha dym, zamieniają obydwa swe postacie, członek po członku, człowiek („grzesznik”) staje się wężem, wąż („gad”) człowiekiem.

³⁸⁷macierze — dziś popr. forma D.lp: macierzy; matki.

----------------------------------------------------------------------

[…] Nim wyjdzie na świat, pierwszy pokarm bierze,

Potem jak długa pod nogi mu padła.

Raniony żądłem żmii niżej żebra,

W milczeniu na nią spoglądał i ziewał,

Jakby go senność dręczyła lub febra.

Patrzyli na się, dymem na przemiany

Buchając ciągle, ta z pyska, ten z rany.

Niech milczy Lukan z pieśnią, gdzie opiewał

Zgon pośród gadów Sabella, Nazyda³⁸⁸,

Ja nie zazdroszczę przemianie Owida³⁸⁹

Kadmusa w smoka, Aretuzy w strumień;

Przemiano moja, te obie zarumień,

Dwóch natur wobec siebie, których ciało

Gotowe było zmienić treść swą całą.

Tak z człekiem gad się przeobrażał srogi,

Gad szczepał³⁹⁰ ogon swój na dwie odnogi,

A duch potężnie ścisnął obie nogi,

Że ich złączenia nie dojrzałbyś śladu.

I w kolej ogon rozszczepiony gadu

Przybierał kształty wzięte od człowieka,

Ten z siebie ciało, a ten łuskę zwleka:

Ręce człowieka kryły się w podpasze,

Gad krótkie nogi nad zdziwienie nasze

Z przodu przedłużał, w miarę jak skrócona

Ręka grzesznika wchodziła w ramiona.

Plotąc się razem tylne nogi żmije

Tworzyły członek, jaki człowiek kryje,

Ten u grzesznika przyjął kształt dwunożny.

Podczas gdy z ran ich dym buchając różny,

Na przemian kształty ich krył barwą nową,

Tu puszczał włosy, tam łuskę wężową;

Ten padł, ów powstał z podniesioną głową,

I dziko na się patrzący zbrodniarze,

W oczach swych swoje zamieniali twarze:

Stojący twarz swą zaokrąglał z pyska,

Nawlekał ciałem, dwoje uszu tryska

Z płaskich policzków, z zbytniej reszty ciała,

Co w tył nie schodząc tam się zatrzymała,

Nos ostry lepił i wargi wydymał.

Ten, co się czołgał, pysk naprzód wysunął,

Jak ślimak rogi, skrył uszy do głowy,

Język człowieka skory do rozmowy

Rozpadł się w widły z jednego kawała;

Wąż skrył swój język i dym się zatrzymał.

Pobiegła sycząc dusza w gad zmieniona,

Drugi coś mówił i z góry nań plunął,

Do gadu nowe wyciągnął ramiona

I rzekł: «Buoso³⁹¹, teraz gadu ciałem

Czołgał się tutaj, jak się ja czołgałem».[...]

-----------------------------------------------------------------------

³⁸⁸Zgon pośród gadów Sabella, Nazyda — Lukan w swojej Farsalii wspomina dwóch żołnierzy Katońskich w pochodzie przez piaski libijskie ukąszonych od wężów, Sabella i Nazyda. Pierwszy po ukąszeniu węża na proch się rozsypał, drugi tak obrzękł, że aż pancerz na nim pękł.

³⁸⁹przemianie Owida — Metamorfozy Owidiusza.

³⁹⁰szczepał — dziś popr. forma: rozszczepiał.

³⁹¹Do gadu nowe wyciągnął ramiona i rzekł: Buoso — Buoso w gadzinę przemieniony i drugi, który oblekł się w jego kształty, musieli za życia w jakichś szczególnych być z sobą stosunkach. Najprawdopodobniej, że Buoso wciągnął Kawalkanta do występku i winy swojej cały ciężar na niego zwalił; dlatego to Buoso przez Kawalkanta karanym jest w piekle.

-------------------------------------------------------------------

[…] Tak w siódmej jamie natura z naturą

Mieniały kształt swój; kto to czytać raczy,

Przez wzgląd na nowość niechaj mi wybaczy,

Jeśli kreśliło niemistrzowskie pióro.

Choć z trwogi w oczach było mi aż ciemno,

Żaden z tych duchów nie skrył się przede mną;

Z trzech jeden tylko, Pucio Sciancato,

Był niezmienionym: ten, co zbiegł przed chwilą;

To Kawalkante³⁹², nad którego stratą

Pomimo woli płaczesz, o Gawillo! [...]

----------------------------------------------------------------------

³⁹²To Kawalkante — Franciszek Kawalkante w okolicy zwanej Gawilla był zamordowany. Familia zamordowanego mszcząc się jego śmierci, wielu mieszkańców tej okolicy wymordowała. On i Buoso zamienili dopiero co swe postacie; jeden, który miał postać wężową, odzyskał ludzką, drugi stał się wężem. Poprzednio Cianfa i Brunelleschi złączyli się w jedną postać. Tylko Puccio pozostaje, jakim był.



[16.09.2026, Toruń]

15 września 2026

BIBLIA WARSZAWSKA - STARY TESTAMENT - I KSIĘGA MOJŻESZOWA [10]

 

Potomkowie synów Noego

10:1 Oto dzieje rodu synów Noego: Sema, Chama i Jafeta, gdy po potopie urodzili się im synowie.

10:2 Synami Jafeta są: Gomer, Magog, Madai, Jawan, Tubal, Meszech i Tiras.

10:3 Synami Gomera są: Aszkanaz, Rifat i Togarma.

10:4Synami Jawana są: Elisza, Tarszisz, Kittim i Dodanim.

10:5 Od nich wywodziły się narody wyspiarzy podzielone według swoich krajów i według swoich języków i plemion w narodach swoich.

10:6 Synami Chama są: Kusz, Misraim, Put i Kanaan.

10:7 Synami Kusza są: Seba, Chawila, Sabata, Raema i Sabtecha. Synami Raemy są: Szeba i Dedan.

10:8 A Kusz zrodził Nimroda, który był pierwszym mocarzem na ziemi.

10:9 Był on dzielnym myśliwym przed Panem. Dlatego mówi się: Dzielny myśliwy przed Panem jak Nimrod.

10:10 A zaczątkiem jego królestwa był Babilon, Erech, Akkad i Kalne w kraju Synear.

10:11 Z tego kraju wyruszył do Asyrii i zbudował Niniwę i Rechowot-Ir, i Kalach

10:12 Oraz Resen, wielkie miasto między Niniwą a Kalach.

10:13 A Misraim zrodził Ludytów, Anamitów, Lehabitów, Naftuchitów,

10:14 Patrusytów i Kasluchitów, od których pochodzą Filistyni, oraz Kaftorytów.

10:15 Kanaan zaś zrodził Sydona, swego pierworodnego, i Cheta,

10:16 Nadto Jebuzytów, Amorytów, Girgaszytów,

10:17 Chiwwitów, Arkitów, Synitów,

10:18 Arwadytów, Semarytów i Chamatytów. Potem rozproszyły się plemiona Kananejczyków.

10:19 Obszar Kananejczyków sięgał od Sydonu w kierunku Gerary do Gazy, w kierunku Sodomy i Gomory, Admy i Seboim aż do Leszy.

10:20 To są synowie Chama według ich plemion, języków, krajów i narodów.

10:21 Lecz także i Semowi, praojcu wszystkich synów Hebera, starszemu bratu Jafeta, urodzili się synowie.

10:22 Synami Sema są: Elam, Assur, Arpachszad, Lud i Aram.

10:23 Synami Arama są: Us, Chul, Geter i Masz.

10:24 Arpachszad zaś zrodził Szelacha, a Szelach zrodził Hebera.

10:25 A Heberowi urodzili się dwaj synowie: jeden miał na imię Peleg, gdyż za jego czasów podzielili się mieszkańcy ziemi, a imię brata jego było Joktan.

10:26 A Joktan zrodził Almodada, Szelefa, Chasarmaweta, Jeracha,

10:27 Hadorama, Uzala, Diklę,

10:28 Obala, Abimaela, Sabę,

10:29 Ofira, Chawilę i Jobaba; ci wszyscy byli synami Joktana.

10:30 A siedziba ich sięgała od Meszy do Sefar w górach wschodnich.

10:31 To są synowie Sema według ich plemion, języków, krajów i narodów.

10:32 To są plemiona synów Noego według rodów ich w narodach ich. Od nich to wywodziły się narody na ziemi po potopie.



[15.09.2026, Toruń]

BUDDYZM (6)

 

Ostatnie nauczanie Buddy

1. Leżąc u stóp drzew sala w Kusinagarze, Budda skierował do uczniów swe ostatnie słowa:

Uczyńcie z siebie światło. Polegajcie na sobie, na nikogo nie liczcie. Moje nauki niech będą światłem dla was. Polegajcie na nich i nie ufajcie żadnym innym naukom. Zastanówcie się nad nieczystością ciała. Czyż można ulegać jego pożądaniom, wiedząc że ból i rozkosz jednako prowadzą do cierpienia? Zastanówcie się nad własnym „ja", nad jego przemijaniem. Jak można dawać mu się zwodzić, być dumnym i samolubnym, skoro wszystko musi skończyć się cierpieniem? Zastanówcie się nad rzeczami. Czy jest wśród nich coś trwałego, coś co nie ulega zniszczeniu i - wcześniej czy później - nie rozpadnie się w pył? Niech was nie przerazi powszechność cierpienia; również po mej śmierci stosujcie się do mojej nauki, a będziecie wolni od bólu; będziecie naprawdę moimi uczniami.

2. Nauki, które wam pozostawiam, nie mogą zostać zapomniane, nie mogą zaginąć. Należy je przechowywać jak skarb, rozważać je oraz stosować! Jeżeli pójdziecie za ich wskazaniami, będziecie zawsze szczęśliwi. Istotą moich nauk jest panowanie nad własnym umysłem. Chrońcie wasze umysły od po»¡dania, a wasze ciała i myśli będą czyste, a słowa prawdziwe.

Rozmyślając o przemijaniu życia, będziecie zdolni oprzeć się zachłanności i złości, unikniecie wszelkiego zła. Jeśli wystawiony przez pożądanie na próbę umysł ulegnie - zwalczcie pokusy. Należy być panem własnego umysłu.

Umysł człowieka może uczynić go Buddą, może również uczynić go bydlęciem. Człowiek, który błądząc schodzi na złą drogę, staje się demonem; oświecony zostaje Buddą. Kontrolujcie, więc wasze umysły i nie pozwólcie im zejść z właściwej ścieżki.



[15.09.2026, Toruń]

14 września 2026

PISZMY POPRAWNIE - INTERPUNKCJA (33-34)

 

Przecinek przed ani

Wyraz ani może pełnić w zdaniu funkcję spójnika lub partykuły.


Ani jako spójnik

Gdy spójnik ani łączy zaprzeczone zdania współrzędne lub składniki zdania zaprzeczonego, nie stawiamy przed nim przecinka. Zastosowanie ma tutaj zasada interpunkcyjna, która głosi, że nie rozdziela się przecinkiem zdań złożonych współrzędnie połączonych spójnikami wyłączającymi.


Nie pisał ani nie dzwonił.

Nie dotarł na miejsce ani nie uprzedził o zmianie swoich planów.


Jeśli człon wprowadzany przez ten spójnik ma charakter dopowiedzenia lub wtrącenia, to należy postawić przed nim przecinek.

Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet, ani nawet nie chodzę do kina.


Przed spójnikiem ani postawimy również przecinek w sytuacji, gdy jest on powtórzony w zdaniu (powtórzone spójniki muszą pełnić identyczną funkcję) lub jest częścią utartego wyrażenia. Należy pamiętać o tym, że przecinek postawimy tylko przed drugim (i kolejnym) członem.


Nie kupił ani kawy, ani herbaty.

A prezesa ani widu, ani słychu.

Któż nie zna piosenki „Ani be, ani me, ani kukuryku”.


Ani jako partykuła


Wyraz ani w funkcji partykuły może poprzedzać orzeczenie czasownikowe lub rzeczownik, a także występować w połączeniach oznaczających brak czegoś. W takich sytuacjach przecinka nie stawiamy.


Nie czekaj ani chwili.

Nie zadzwonił do mnie ani razu.



Przecinek przed albowiem

Wyraz albowiem to silnie nacechowany spójnik o podniosłym charakterze. Wprowadza zdanie podrzędne, dlatego umieszcza się przed nim przecinek. Należy do tej samej grupy spójników co np. ponieważ, bo lub gdyż. Obecnie spotkać go można tylko w literaturze.


Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. (Mt 5, 5)

Zrozumieli, że okup przepadł, albowiem nie było trudniejszej rzeczy w świecie niż wydrzeć z gardła Krzyżakom raz zagrabione pieniądze. (Henryk Sienkiewicz, Krzyżacy)



[14.09.2026, Toruń]

EZOP - BAJKI

 

Pies i cień

Pies porwał kawałek mięsa w sklepie rzeźnika. Uciekając ze swą zdobyczą przez rzeczkę, zobaczył drugiego psa z kawałem mięsa w paszczy. Był to jego własny cień. Chcąc porwać tamtemu, upuścił swój kawałek mięsa i utracił wskutek swej chciwości łup ciężko zdobyty. Tak zawsze bywa tym, którzy goniąc za marą, zapominają o realnej korzyści! I oto siedzi nad rzeką, łeb spuścił i skomli.



Żaby żądające króla

Pewnego razu żaby, nie chcąc tak żyć w rozsypce, zapragnęły mieć króla. Prosiły więc Jowisza, aby im wyznaczył kogo za króla i porządek do ich królestwa wprowadził.

Jowisz, widząc ich wielką pychę, rzucił im do staw u kawał skały. Narobiła ona tyle hałasu, wpadając do wody, że wystraszone żaby pouciekały do nor i przez długi czas wyjść z nich nie śmiały. W parę godzin potem jedna z najśmielszych,

widząc, że się nie porusza ów wrzucony przez Jowisza potwór, wlazła nań, za nią wszystkie. Nie podobał się żabom król nieruchomy, zażądały żywego.

W tedy Jowisz przysłał im bociana. I oto od tej pory bociany dziobią je, zabijają, połykają pomimo protestu. Wysłały znów do Jowisza, prosząc o zlitowanie, ale Jowisz odmówił:

—Taki król dla was najodpowiedniejszy — powiedział. Za dużo żądać nie można.



[14.09.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - SKALDOWIE - WSZYSTKO MI MÓWI, ŻE KTOŚ POKOCHAŁ MNIE

 



[14.09.2026, Toruń]

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (15)

 

R. VI - W JAKI SPOSÓB NOWI LUDZIE UKAZUJĄ SIĘ NAD STARYMI HORYZONTAMI.


[…] Początek kwietnia, jeden z tych miesięcy, które służą za przejście między zimą i wiosną. Śnieg już zniknął, ale nie ukazała się jeszcze zieloność; drzewa są czarne, trawniki szare i niebo szare: wygląda jak marmur poprzecinany srebrnymi i złotawymi nitkami. Jest około piątej po południu. Panna Izabela siedzi w swoim gabinecie i czyta najnowszą powieść Zoli¹⁴⁸: Une page d’amour¹⁴⁹. Czyta bez uwagi, co chwilę podnosi oczy, spogląda w okno i półświadomie formułuje sąd, że gałązki drzew są czarne, a niebo szare. Znowu czyta, spogląda po gabinecie i półświadomie myśli, że jej meble kryte błękitną materią i jej niebieski szlafroczek mają jakiś szary odcień i że festony białej firanki są podobne do wielkich sopli śniegu. Potem zapomina, o czym myślała w tej chwili, i pyta

się w duchu: „O czym ja myślałam?… Ach, prawda, o kweście wielkotygodniowej…” I nagle czuje ochotę przejechania się karetą, a jednocześnie czuje żal do nieba, że jest takie szare, że złotawe żyłki na nim są tak wąskie… Dręczy ją jakiś cichy niepokój, jakieś oczekiwanie, ale nie jest pewna, na co czeka: czy na to, ażeby chmury się rozdarły, czy na to, ażeby wszedł lokaj i wręczył jej list zapraszający na wielkotygodniową kwestę? Już taki krótki czas, a jej nie proszą.

Znowu czyta powieść, ten rozdział, kiedy podczas gwiaździstej nocy p. Rambaud naprawiał zepsutą lalkę małej Joasi. Helena tonęła we łzach bezprzedmiotowego żalu, a opat¹⁵⁰ Jouve radził, ażeby wyszła za mąż. Panna Izabela odczuwa ten żal i kto wie, czy gdyby w tej chwili ukazały się na niebie gwiazdy, zamiast chmur, czy nie rozpłakałaby się tak jak Helena. Wszak to już ledwo parę dni do kwesty, a jej jeszcze nie proszą. Że zaproszą, o tym wie, ale dlaczego zwłóczą¹⁵¹?… [...]

---------------------------------------------------------------------

¹⁴⁸Zola Emil (1840–1902) — znakomity powieściopisarz francuski, twórca naturalizmu w literaturze.

¹⁴⁹„Une page d’amour” (fr.) — Kartka miłości, powieść Zoli, wówczas nowość wydawnicza. W dalszym ciągu Prus wspomina o bohaterce powieści Helenie Grandjean, w której kocha się pan Rambaud.

¹⁵⁰opat — tytuł przełożonego w niektórych klasztorach.

¹⁵¹zwłóczyć — dziś: zwlekać; ociągać się.

----------------------------------------------------------------------

[…] „Te kobiety, które zdają się tak gorąco szukać Boga, bywają niekiedy nieszczęśliwymi

istotami, których serce wzburzyła namiętność. Idą do kościoła, ażeby tam wielbić mężczyznę” — mówił opat Jouve.

„Poczciwy opat, jak on chciał uspokoić tę biedną Helenę!” — myśli panna Izabela i nagle odrzuca książkę. Opat Jouve przypomniał jej, że już od dwu miesięcy haftuje pas do kościelnego dzwonka i że go jeszcze nie skończyła. Podnosi się z fotelu i przysuwa do okna stolik z tamburkiem¹⁵², z pudełkiem różnokolorowych jedwabiów z kolorowym deseniem; rozwija pas i zaczyna gorliwie wyszywać na nim róże i krzyże. Pod wpływem pracy w sercu budzi się otucha. Kto tak, jak ona, służy Kościołowi, nie może być zapomnianym przy wielkotygodniowej kweście. Wybiera jedwabie, nawłóczy¹⁵³ igły i szyje wciąż. Oko jej przebiega od wzoru do haftu, ręka spada z góry na dół, wznosi się z dołu do góry, ale w myśli zaczyna rodzić się pytanie dotyczące kostiumu na groby i toalety na Wielkanoc. Pytanie to wkrótce zapełnia jej całą uwagę, zasłania oczy i zatrzymuje rękę. Suknia, kapelusz, okrywka i parasolka, wszystko musi być nowe, a tu tak niewiele czasu i nie tylko nic nie zamówione, ale nawet nie wybrane!… Tu przypomina sobie, że jej serwis i srebra już znajdują się u jubilera, że już trafia się jakiś nabywca i że dziś lub jutro będą sprzedane. Panna Izabela czuje ściśnięcie serca za serwisem i srebrami, lecz doznaje niejakiej ulgi na myśl o kweście i nowej toalecie. Może mieć bardzo piękną, ale jaką?…

Odsuwa tamburek i ze stolika, na którym leżą Szekspir, Dante, album europejskich znakomitości tudzież kilka pism, bierze: „Le Moniteur de la Mode”¹⁵⁴ i zaczyna go przeglądać z największą uwagą. Oto jest toaleta obiadowa; oto ubiory wiosenne dla panienek, panien, mężatek, młodych mężatek i ich matek; oto suknie wizytowe, ceremonialne, spacerowe; sześć nowych form kapeluszy, z dziesięć materiałów, kilkadziesiąt barw… Co tu wybrać, o Boże?… Niepodobna wybierać bez naradzenia się z panną Florentyną i z magazynierką… Panna Izabela z niechęcią odrzuca monitora mody i siada na szezlongu¹⁵⁵ w postaci półleżącej. Ręce splecione jak do modlitwy opiera na poręczy, głowę na rękach i patrzy w niebo rozmarzonymi oczyma. Kwesta wielkotygodniowa, nowa toaleta, chmury na niebie, wszystko miesza się w jej wyobraźni na tle żalu za serwisem i lekkiego uczucia wstydu, że go sprzedaje.

„Ach, wszystko jedno!” — mówi sobie i znowu pragnie, ażeby chmury rozdarły się choć na chwilę. Ale chmury zgęszczają się, a w jej sercu wzmaga się żal, wstyd i niepokój. Spojrzenie jej pada na stolik stojący tuż obok szezlonga i na książkę do nabożeństwa oprawną w kość słoniową. Panna Izabela bierze do rąk książkę i powoli, kartka za kartką,

wyszukuje w niej modlitwy: Acte de resignation¹⁵⁶, a znalazłszy, zaczyna czytać: „Que votre nom soit beni à jamais, bien qui avez voulu m’éprouver par cette peine.”¹⁵⁷. W miarę jak czyta, szare niebo wyjaśnia się, a przy ostatnich słowach… „et d’attendre en paix votre divin secours…”¹⁵⁸, chmury pękają, ukazuje się kawałek czystego błękitu, gabinet panny Izabeli napełnia się światłem, a jej dusza spokojem. Teraz jest pewna, że modły jej zostały wysłuchane, że będzie miała najpiękniejszą toaletę i najlepszy kościół do kwesty. W tej chwili delikatnie otwierają się drzwi gabinetu; staje w nich panna Florentyna, wysoka, czarno ubrana, nieśmiała, trzyma w dwu palcach list i mówi cicho:

— Od pani Karolowej.

— Ach, w sprawie kwesty — odpowiada panna Izabela z czarującym uśmiechem. —

Cały dzień nie zaglądałaś do mnie, Florciu.

— Nie chcę ci przeszkadzać. […]

-----------------------------------------------------------------------

¹⁵²tamburek — bębenek, na którym naciąga się materiał do haftowania.

¹⁵³nawłóczyć — dziś: nawlekać.

¹⁵⁴„Le Moniteur de la Mode” (fr.) — monitor mody: tytuł żurnala mód paryskich (monitor: doradca, nauczyciel).

¹⁵⁵szezlong — rodzaj wyściełanej sofy.

¹⁵⁶Acte de resignation (fr.) — akt poddania się woli bożej.

¹⁵⁷Que votre nom soit beni à jamais… (fr.) — „Niech imię Twoje będzie błogosławione na wieki, mimo że chciałeś mnie doświadczyć przez to cierpienie.”

¹⁵⁸…et d’attendre en paix votre divin secours… (fr.) — „…i oczekiwać w pokoju Twej boskiej pomocy.” […]

-----------------------------------------------------------------------

— W nudzeniu się?… — pyta panna Izabela. — Kto wie, czy nie byłoby nam weselej

nudzić się w jednym pokoju.

— List… — mówi nieśmiała osoba w czarnej sukni, wyciągając rękę do Izabeli.

— Znam jego treść — przerywa panna Izabela. — Posiedź trochę u mnie i jeżeli nie zrobi ci subiekcji¹⁵⁹, przeczytaj ten list.

Panna Florentyna siada nieśmiało na fotelu, delikatnie bierze z biurka nożyk i z największą ostrożnością przecina kopertę. Kładzie na biurku nożyk, potem kopertę, rozwija papier i cichym, melodyjnym głosem czyta list pisany po francusku:

Droga Belu! wybacz, że odzywam się w sprawie, którą tylko ty i twój ojciec macie prawo rozstrzygać. Wiem, drogie dziecię, że pozbywasz się tego serwisu i sreber, sama mi zresztą o tym mówiłaś. Wiem też, że znalazł się nabywca, który ofiarowuje wam pięć tysięcy rubli, moim zdaniem za mało, choć w tych czasach trudno spodziewać się więcej. Po rozmowie jednak, jaką miałam w tej materii z Krzeszowską, zaczynam lękać się, ażeby

piękne te pamiątki nie przeszły w niewłaściwe ręce. Chciałabym temu zapobiec, proponuję ci więc, jeżeli zgodzisz się, trzy tysiące rubli pożyczki na zastaw wspomnianego serwisu i sreber. Sądzę, że dziś wygodniej będzie im u mnie, gdy ojciec twój znajduje się w takich kłopotach. Odebrać je będziesz mogła, kiedy zechcesz, a w razie mojej śmierci nawet bez zwracania pożyczki. Nie narzucam się, tylko proponuję. Rozważ, jak ci będzie wygodniej, a nade wszystko pomyśl o następstwach. O ile cię znam, byłabyś boleśnie dotkniętą usłyszawszy kiedyś, że nasze rodzinne pamiątki zdobią stół jakiego bankiera albo należą do wyprawy jego córki. Zasyłam ci tysiące pocałunków.

Joanna

P. S. Wyobraź sobie, co za szczęście spotkało moją ochronkę. Będąc wczoraj w sklepie tego sławnego Wokulskiego przymówiłam się o mały datek dla sierot. Liczyłam na jakie kilkanaście rubli, a on, czy uwierzysz, ofiarował mi tysiąc, wyraźnie: tysiąc rubli, i jeszcze powiedział, że na moje ręce nie śmiałby złożyć mniejszej sumy. Kilku takich Wokulskich, a czuję, że na starość zostałabym demokratką.”

Panna Florentyna skończywszy list nie śmiała oderwać od niego oczu. Wreszcie odważyła się i spojrzała: panna Izabela siedziała na szezlongu blada, z zaciśniętymi rękami.

— Cóż ty na to, Florciu? — spytała po chwili.

— Myślę — odparła cicho zapytana — że pani Karolowa na początku listu najtrafniej osądziła swoje stanowisko w tej sprawie.

— Co za upokorzenie! — szepnęła panna Izabela, nerwowo bijąc ręką w szezlong.

— Upokorzeniem jest proponować komuś trzy tysiące rubli na zastaw sreber, i to wówczas, gdy obcy ofiarowują pięć tysięcy… Innego nie widzę.

— Jak ona nas traktuje… My chyba naprawdę jesteśmy zrujnowani…

— Ależ, Belciu!… — przerwała ożywiając się panna Florentyna. — Właśnie ten cierpki list dowodzi, że nie jesteście zrujnowani. Ciotka lubi być cierpką, ale umie oszczędzać nieszczęście. Gdyby wam groziła ruina, znaleźlibyście w niej tkliwą i delikatną pocieszycielkę.

— Dziękuję za to.

— I nie potrzebujesz obawiać się tego. Jutro wpłynie nam pięć tysięcy rubli, za które

można prowadzić dom przez pół roku… choćby przez kwartał. Za parę miesięcy…

— Zlicytu􀰗ą nam kamienicę…

— Prosta forma, i nic więcej. Owszem, możecie zyskać, podczas gdy dzisiaj kamienica

jest tylko ciężarem. No, a po ciotce Hortensji dostaniesz ze sto tysięcy rubli. Zresztą —

dodała po chwili panna Florentyna podnosząc brwi — ja sama nie jestem pewna, czy

i ojciec nie ma jeszcze majątku. Wszyscy są tego zdania…

Panna Izabela wychyliła się z szezlonga i ujęła rękę panny Florentyny.

— Florciu — rzekła zniżając głos — komu ty to mówisz?… Więc naprawdę uważasz mnie tylko za pannę na wydaniu, która nic nie widzi i niczego nie pojmuje?… Myślisz, że nie wiem — domówiła jeszcze ciszej — że już miesiąc, jak pieniądze na utrzymanie domu pożyczasz od Mikołaja… […]

------------------------------------------------------------------------

¹⁵⁹subiekcja — kłopot.



[14.09.2026, Toruń]