(Gerion. Ostatni z
koła III: lichwiarze. Odjazd.)
«Zarażająca świat
tchem jadowitym,
Oto z ogonem stalowym
bestyja²⁶⁴.
Którym broń łamie
i mury przebija!»
Tak mówił wódz
mój, a na zwierza skinął,
Aby z powietrza do
nas lot swój zwinął,
Na brzeg, gdzie
szliśmy nadrzecznym granitem.
I oszukaństwa spadł
obraz obrzydły;
Wysunął głowę,
pierś pod stopy nasze,
Lecz nie położył
ogona na tamie.
Ten latający
dziwoląg, nie kłamię,
Sprawiedliwego miał
oblicze męża,
A skóra na nim
błyszcząca i miękka,
Resztą był ciała
podobny do węża.
A miał dwie łapy
zakrzywione w widły,
Podszyte puchem pod
samo podpasze;
Pierś, grzbiet i
boki jak hieroglif jaki
Były pisane w kółka
i gzygzaki:
Piękniej Arachny nie
dzierzgała ręka,
Tkań, jaką snuje
piękna odaliska,
Większym bogactwem
barwy nie połyska.
Jak czasem stoją w
brzegach rzeki łodzie,
Na pół na ziemi, a
na poły w wodzie,
Jak bóbr do walki po
pas wynurzony,
-------------------------------------------------------------------
²⁶⁴Oto z ogonem
stalowym bestyja — Obraz potworny oszukaństwa podnoszący się z
ósmego do siódmego kręgu znaczenie ma takie: że oszukaństwo
często podnosi się do gwałtu, jak nawzajem gwałt często zniża
się do oszukaństwa, które tu symbolicznie przedstawia Gerion.
Według mitu starożytnego Gerion jest to olbrzym o trzech głowach,
urodzony ze krwi Meduzy. Całe przedstawienie tego obrazu dziwnie
jest plastyczne, a myśl jego alegoryczna przeźroczysta i jasna.
Potwór oszukaństwa broni swojej, jaką walczy, to jest ogona, na
brzegu nie kładzie, ale ciągle wywija nim swobodnie, ażeby nie
stracić jednej chwili w potrzebie jego użycia. Łapy przykryte ma
włosem, ażeby pod nim ukryć szpony i ażeby ich stąpanie było
lekkie i ciche: węzły, kółka i gzygzaki zdobiące jego skórę
symbolem są oszukaństwa, które nigdy prostą drogą nie chodzi.
------------------------------------------------------------------
W kraju, gdzie żyją
żarłoczne Teutony²⁶⁵,
Tak zajmowała ta
bestyja dzika
Brzeg, co step
piasków granitem zamyka.
Całym ogonem potwór
na wiatr miotał,
Jak skorpion żądłem
zatrutym migotał,
A wódz mi mówił:
«Teraz nam z wybrzeży
Zstąpić przystoi,
gdzie ten potwór leży».
I schodząc w prawo
(któż ostrożność zgani?),
Jeszcze dwa dałem
kroki tym wybrzeżem
Z myślą, że w
stepie ognia się ustrzeżem.
Gdyśmy stanęli
przed tym ptako-zwierzem,
Nieco opodal, u progu
otchłani,
Duchy, widziałem, na
piasku siedziały²⁶⁶.
A mistrz: «Ażebyś
poznał krąg ten cały,
Idź, poznaj bliżej
ich stan i katusze,
Lecz z nimi długą
nie baw się rozmową:
Nim wrócisz, spytać
tej bestyi muszę,
Czy nam do jazdy
grzbietu nie użyczy».
I sam poszedłem w
dolinę stepową,
Gdzie krańcem siódmy
krąg z ósmym graniczy,
Tam gdzie siedziały
nieszczęśliwe duchy.
Boleść tryskała
przez oczy ich łzami,
Podnosząc ręce od
ruchu mdlejące,
Żar odsuwały, to
piaski gorące;
Jak psy w skwar letni
pyskiem, to łapami
Ich kąsające
opędzają muchy.
Próżno oczyma
przeglądałem twarze
Okaleczałe w tym
bolesnym żarze.
Nikogo w takiem
zebraniu niemałem,
Nie mogłem poznać,
lecz zauważałem,
Z każdego szyi
zwisała kaleta,
Godłem i barwą
każda rozmaita;
Ich oczy, zda się,
że pasły się nimi.
Podszedłszy bliżej,
oczyma własnymi
Widziałem, jak na
błękitnej kalecie
Siedział lew bury i
tonął w błękicie:
Tak robiąc przegląd,
postrzegłem z daleka
Drugą kaletę jak w
krwi farbowaną,
A na tle krwawym gęś
bielszą od mleka;
Jeden, któremu tło
białego wora
Zdobiła świnia,
błękitna maciora,
Przemówił do mnie:
«Co tu robisz żywy?
Wiedz, że mój były
sąsiad Witaliano²⁶⁷
Siądzie tu przy
mnie, po mej lewej stronie:
Padwianin jestem w
florentynów gronie,
Często mnie głuszy
ich okrzyk wrzaskliwy:
»Oby mąż nadszedł
krokiem uroczystym,
---------------------------------------------------------------------
²⁶⁵żarłoczne
Teutony — Tym szyderczym przydomkiem poeta przygania Niemcom,
którzy w średnich wiekach często swoimi wojskami grasując po
Włoszech, dali się we znaki miast i wsi mieszkańcom swą
żarłocznością.
²⁶⁶Duchy,
widziałem, na piasku siedziały — Tu jesteśmy jeszcze w kręgu
gwałtowników, w trzecim jego oddziale, gdzie są karani ci, co
popełnili gwałt przeciwko Bogu. Z tych liczby są lichwiarze,
którzy tu pod deszczem ognia na stepie piaszczystym siedzą.
Zwieszone worki na ich szyjach, co są godłem ich chciwości
zbierania pieniędzy, podają zarazem poecie zręczność
przedstawienia herbów familijnych tych lichwiarzy, co najwięcej w
wieku XIII słynęli we Włoszech. Lwa mieli w herbie
Gianfigliazzowie, gęś Ubriacchowie, wieprza
Scrovagniowie, rody
szlacheckie we Florencji i w Padwie. Poeta szydzi z ducha
kramarskiego, który wtedy opanował arystokrację tych miast.
²⁶⁷Vitaliano —
sławny lichwiarz rodem z miasta Padwy.
----------------------------------------------------------------------
Który ma worek o
dziobie troistym²⁶⁸«».
A potem dziko żar
oczyma wskrzesił,
Wykrzywił wargę i
język wywiesił
Jako wół, kiedy
swoje nozdrza liże.
A ja z bojaźni, czy
nie zabawiłem
Dłużej nad zakres
według słów przestrogi,
Grzbiet do tych
nędznych duchów obróciłem.
Patrzę, zwierz dziki
już oczyma strzyże,
Na grzbiecie jego
siedział mój wódz drogi
I mówił: «Teraz
bądź krzepki i śmiały!
Ktokolwiek tutaj chce
zstąpić z tej skały,
Musi drabiną schodzić
tylko taką.
Siądź z przodu,
moje do ogona siodło,
Aby cię jego ostrze
nie ubodło».
Jak chory febrą
zmęczony czworaką,
Patrząc na blade
paznokcie, już całem,
Nim dreszcz chorobę
poczuje, drży ciałem,
Słowa te wstrzęły
mnie drżeniem nieznanem;
Na koniec strach mój
na wstyd się przesila,
Który przed dobrym
krzepi sługę panem.
Siadłem na barkach
szerokich zwierzęcia;
Chciałem rzec:
«Trzymaj, weź mnie w swe objęcia!»
Lecz głos nie
wyszedł uwięzły w mym łonie.
On, co mię wyrwał z
niebezpieczeństw tyla,
Gdym siadł, w
ramiona tulił mnie jak dziecię
I mówił: «Teraz
ruszaj, Geryjonie!
Tylko pamiętaj, że
nie cienie duchów,
Lecz nowy ciężar
niesiesz na twym grzbiecie;
Szerokim łukiem
spuszczaj się do ziemi».
Jak łódź od brzegu
ruchy leniwemi
Zrazu się sunął; a
potem, a potem,
Kiedy już poczuł
swobodę swych ruchów,
Podniósł się w
górę i zwinnym obrotem
Ogon ku piersi
przerzucił nad nami,
Rozciągnął ogon,
jak węgorz nim miotał,
W powietrzu dwiema
wiosłując łapami.
Czy ode mnie Faeton,
nie uwierzę,
Czuł większą
trwogę, gdy rydwan zdruzgotał
I lejc upuścił pod
sferą słoneczną,
Tor swój nieszczęsny
znacząc drogą mleczną²⁶⁹,
Lub Ikar widząc
topniejące pierze,
Gdy ojciec krzyczał:
«Słoneczna pożoga
Spali ci skrzydła,
zuchwała to droga!»
Jakaż w tej chwili
była moja trwoga,
Gdy wszystkie z oczu
straciwszy przedmioty
Widziałem tylko
powietrze i zwierze!
Ptak-zwierzę płynąc
powoli, powoli,
Na przemian skręcał,
to zniżał swe loty,
Ledwo odgadłem, co
się działo ze mną,
Z wiatru, co dął mi
w twarz mą i pode mną.
Otchłań na prawo,
podsłuchałem potem,
Grzmiała pod nami
potężnym łoskotem;
Na tak straszliwy
łoskot mimo woli
------------------------------------------------------------------
²⁶⁸Worek o
dziobie troistym — z potrójnym otworem, herb jednego z
największych lichwiarzy florenckich, rycerza Boiamenti de Bicci,
który wtedy żył jeszcze.
²⁶⁹Tor (…)
znacząc drogą mleczną — Zbiór gwiazd przez astronomów zwany
drogą mleczną według mitu starożytnego i nauki pitagorejczyków
ma oznaczać drogę nieszczęśliwego Faetona.
----------------------------------------------------------------------
Z trwogą spuściłem
w dół oczy i głowę:
Wtenczas ta otchłań
prawie o połowę
Zwiększyła we mnie
grozę przerażenia,
Widziałem ognie,
słyszałem jęczenia
I cały drżący w
sobie się zebrałem.
Czegom nie widział,
w tej chwili widziałem,
Że się spuszczamy
między wielkie męki,
Słysząc zbliżone
szlochanie i jęki.
Sokół gdy długo na
skrzydłach się waży,
A sokolniczy stojący
na straży
Nie widząc długo
ptaka i zdobyczy:
«Sam tu²⁷⁰
sokole!» niecierpliwie krzyczy;
Z chmur, gdzie
daremnie setne kreślił koła,
Spuszcza się
skrzydło znużone sokoła
I ptak, bo wre w nim
żółć gniewem zagrzana,
Spada z daleka od
swojego pana: —
Tak nas Geryjon
wysadził na skałę
Sterczącą na dnie
głębokiego jaru
I pierzchnął,
zbywszy naszego ciężaru,
Jak widzim z łuku
pierzchającą strzałę.
------------------------------------------------------------------
²⁷⁰sam tu (daw.)
— chodź tu.
[29.06.2026, Toruń]