(Ciąg dalszy.
Hulanka szatanów).
Widziałem jezdne na
przeglądach roty³⁴¹,
Szyk ich łamany,
natarcie, odwroty,
Widziałem w mieście
Arezzo przed laty,
Jako rabują
podjazdowe czaty,
Widziałem turniej,
gdy na ostre gonią,
Gdy w kolej trąby,
to dzwony gomonią³⁴²,
Stosownie jakie hasła
dają z wieży
Dla narodowych i
obcych rycerzy.
Lecz nigdy trąba
jazdę czy piechotę
Nie poruszała na tak
dziką notę,
Nigdy tak sprzeczne
tony, tak nieczyste,
Nie brzmiały razem
na morzu, na ziemi.
Dziesięć szatanów
szło w krok nasz za krokiem,
O, towarzystwo
okropne zaiste!
Ale w kościele
jestem ze świętymi,
W sądzie z jurystą,
w garkuchni z żarłokiem.
Jednak badałem to
smolne jezioro
Z całą uwagą i
tych, co w nim gorą.
A jak grające
delfiny przed burzą³⁴³
Skaczą nad wody i
majtkom źle wróżą,
Tak niejednego
grzbiet nagi grzesznika
Dla ulgi w bólu nad
smolne powierzchnie
Błyśnie, to na dno
błyskawicą pierzchnie;
A jako w stawie, przy
ścieku poników³⁴⁴,
------------------------------------------------------------------------
³⁴¹Widziałem
jezdne na przeglądach roty — Pieśń tę poczynając, poeta
uroczystym i poważnym tonem epopei, nastręcza swojemu czytelnikowi
przeczucie tonu komicznego, jakim wyśpiewa dalszy je ciąg i koniec.
W tej pieśni walka szatanów z oszustami, którzy są pod ich
strażą, wzajemne ich szermy i figle przedstawiają dziki, a zarazem
komiczny obraz. Poeta na początku tej pieśni dowodzi, jak
wielostronne było jego ukształcenie, i że nie obce były jemu
przeglądy i obroty wojenne.
³⁴²gomonić
(daw.) — hałasować.
³⁴³A jak grające
delfiny przed burzą — Delfiny zwykle pokazują się na powierzchni
morza przed zbliżającą się burzą. Porównanie to i następne
dziwnie jest trafnie i stosownie użyte.
³⁴⁴ponik —
strumyk. [przypis edytorski]
-----------------------------------------------------------------------
Trzoda żab z wody
swe głowy wytyka,
Podobnie głowy
sterczały grzeszników.
Lecz Jeżobroda gdy
przyszedł, wespoły
Szybko do wrzącej
rzucali się smoły:
Widziałem, myśląc
teraz, czuję dreszcze,
Jeden się spóźnił,
nie dał nurka jeszcze,
Jak widzim żabę na
cichym wód łonie
Zostaje jedna, kiedy
druga tonie.
A Drapigraca stojąc
przy nim z bliska,
Zahaczył jego
osmolone włosy,
Na brzeg jak wydrę
dobył w okamgnieniu.
Wiedziałem
wszystkich szatanów nazwiska,
Bo wybór diabli
szedł na żywe głosy,
I sami siebie zwali
po imieniu.
Wtem zagrzmiał
diabłów krzyk i wrzask straszliwy:
«Sam, Gniewożarze,
twym hakiem grzesznika
Ściągnij po
grzbiecie i drzyj go na łyka!»
A ja: «Mów,
mistrzu, kto ten nieszczęśliwy?
Mój wódz do niego
zbliżył się i mówi:
«Skąd i kto
jesteś?» On odrzekł wodzowi³⁴⁵:
«Jam się urodził w
królestwie Nawarry.
Matka do dworskiej
oddała mnie służby;
Ojciec mój strwonił
fortunę i zdrowie,
Z niej ledwo został
kęs na życie wdowie.
Wkrótce mnie
dworskie oślepiły blaski,
A dumny z króla
Teobalda drużby,
Kryjomie³⁴⁶
pańskie frymarczyłem łaski;
Za grzech ten w
smolne wrzucono mnie żary».
Zęboknur, który jak
dzik wkoło pyska
Dwa kły zakrzywia,
stojąc tuż przed nami,
Dał jemu uczuć, jak
kaleczy kłami.
Lecz mysz trafiła na
koty nieuki;
Już Jeżobroda
potężnie go ściska
I mówi: «Odejdź,
on nam nie uciecze».
A obrócony do wodza,
tak rzecze:
«Pytaj go, jeśli co
chcesz wiedzieć jeszcze,
Ja między nogi
wziąłem go jak w kleszcze.
Niech mówi, nim go
rezerwą na sztuki».
A wódz: «Mów,
duchu, czy tu, w waszym kole
Jaki Łacinnik warzy
się w tej smole³⁴⁷?»
A on: «Niedawno
rozstałem się z jednym,
Gdybym z nim skrył
się, zwyczajem powszednim
Od tych by haków
zakryła mnie smoła».
— «Dość
cierpliwości,» tu Ostrohak woła
I widłą³⁴⁸
jego zahaczył o ramię,
Aż kość ramienną
hak na druzgi łamie.
Chciał Drapigraca
schwycić go za nogę³⁴⁹,
Lecz na spojrzenie
srogie dekuriona
Orszak dziewięciu
uderzył na trwogę.
-----------------------------------------------------------------------
³⁴⁵Skąd i kto
jesteś? On odrzekł wodzowi — Cień tu mówiący nazywał się
Ciampolo, historię życia swojego sam opowiada.
³⁴⁶kryjomie —
dziś popr. forma: po kryjomu.
³⁴⁷Łacinnik —
Włoch.
³⁴⁸widłą —
dziś popr. forma: widłami (tu prawdopodobnie forma
wydłużona/skrócona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca).
³⁴⁹Chciał
Drapigraca schwycić go za nogę — Widzimy tu, że głównym typem
piekła jest bezrząd, czyli anarchia. Naczelnik szatanów Jeżobroda,
którego poeta ironicznie nazywa dekurionem, kapitanem, nie może
utrzymać grozą swojego urzędu żadnego porządku między swymi
podwładnymi.
----------------------------------------------------------------------
Gdy ścichła trochę
gawiedź rozjuszona,
Mój wódz znów
ducha kalekiego pyta:
«Kto jest ten, który
ciebie rzucił w chwili,
Gdyśmy przy brzegu
twą postać zoczyli³⁵⁰?»
On odpowiedział:
«Jest to mnich Gomita³⁵¹,
Rządca Gallury, urna
zabrukana;
Mając w swym ręku
wrogów swego pana,
Tych puszcza, drugich
do więzienia sadzi,
W sposób, że z
niego wszyscy byli radzi;
Wielu dał wolność,
ale brał ich złoto,
Jak sam powiadał, i
różną niecnotą
W różnych urzędach
brukał się wiek cały,
Niemierny, był to
szalbierz doskonały.
Z nim często gwarzy
Zanke z Lagodoro³⁵²;
O Sardyniji³⁵³,
choć im wargi gorą,
Dosyć się z sobą
nagadać nie mogą.
Spojrzyj, ten drugi
jak wytrzeszczył ślepie,
Zgrzyta zębami i
biciem wygraża,
Lękam się, czy mi
skóry nie wytrzepie».
«Wara, zły ptaku!»
Tak stukał Figlarza,
Iskrząc oczyma
naczelnik szatanów³⁵⁴.
«Jeśli chcesz
widzieć Lombardów, Toskanów,»
Przemówił znowu
cień rażony trwogą:
«I ci, i owi przyjdą
jak z rozkazu.
Lecz niech w bok
zejdzie orszak Ostroszpony,
Strach mi ich zemsty;
z miejsca niewzruszony
Gdy świsnę, siedmiu
zjawi się do razu,
To nasze zwykłe
hasło i nienowe,
Gdy z warów smolnych
wytykamy głowę».
I na te słowa
Psiakrew warknął pyskiem:
«O! Czy słyszycie,»
tak mówił z przyciskiem,
«Jaką wymyślił
złość ten nicdobrego,
Aby mógł wskoczyć
do waru smolnego?»
Ale cień pełen
figlów i wybiegów,
«Zaiste,» odrzekł,
«złość knuję bezkarnie,
Chcę moich braci
przywabić do brzegów,
By ich na większe
narazić męczarnie».
Tu Łapidusza nie
stawił oporu
I rzekł doń, mimo
towarzyszów sporu:
«Jeśli w tę smołę
przedsięwzięciem śmiałem
Wskoczysz, za tobą
nie pogonię cwałem,
Tylko nad tobą
skrzydła me zawarczą;
Brzeg i wysokość
niech będzie twą tarczą,
Chcę tylko widzieć
i przekonać siebie,
Czy od nas wszystkich
chytrzejszy bies z ciebie».
--------------------------------------------------------------------------
³⁵⁰zoczyć —
zobaczyć.
³⁵¹On
odpowiedział: Jest to mnich Gomita — Sardynia będąc pod zarządem
pizanów, podzielona była na cztery okręgi: Lagodoro, Kallari,
Gallura i Alborea. Okręgiem Gallury zarządzał Mino Visconti,
którego pierwszym ulubieńcem był mnich Gomita. Mnich ten
nadużywając zaufania pańskiego, sprzedawał urzędy, frymarczył
publicznym skarbem, wsadzonych do więzienia za okup wypuszczał na
wolność i tym podobne broił bezprawia; na koniec został
powieszony.
³⁵²Zanke z
Lagodoro — Michał Zanke także skażonym był urzędnikiem,
zarządzając okręgiem Lagodoro.
³⁵³Sardyniji —
Sardynii; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla
zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.
³⁵⁴Iskrząc
oczyma naczelnik szatanów — Widzimy w dalszym ciągu tej pieśni,
jak oszuści potępieńcy oszukują swoich nadzorców, ażeby z ich
szpon co prędzej umknąć i zanurzyć się w smołę. Scena ta pełna
ruchu i życia przypomina mimo woli, że i poza obrębem piekła
podobne sceny wzajemnego oszukaństwa rządzących i rządzonych dziać
się mogą.
-----------------------------------------------------------------------
Tu, czytelniku,
poznasz figiel nowy:
Szatani na bok
odwrócili głowy,
Nawarczyk wnet się
rzucił do wybiegu,
Skorzystał z chwili,
już stanął na brzegu
I jednym skokiem
skacząc w smolne wary,
Na nice diable
wywrócił zamiary.
Szatani stali z
zasmuconą miną;
Lecz ilem dostrzegł,
między ich drużyną
Stał najsmutniejszy
sprawca ich kłopotu
I rączym skrzydłem,
myśląc, że go złapie,
Poleciał krzycząc:
«Już cię mam w swej łapie».
Daremnie, piętna
wstydu już nie zetrze,
Strach skorsze
skrzydła miał od diabła lotu,
Ten skrył się w
smołę, on wzleciał w powietrze;
Tak czatujący
jastrząb na kaczora,
Gdy ten nurkuje przed
nim dnem jeziora,
Precz leci cały
wściekły i znużony.
Łasy, gdy stali
towarzysze smutni,
Gniewny pogonił
skrzydłem rozdąsanem
I ciągle latał za
drugim szatanem,
O cień, co zniknął,
szukając z nim kłótni.
Podczas gdy oszust
znikł wśród smolnej głębi,
W grzbiet towarzysza
zatopił swe szpony,
Lecz Łapidusza, z
czystej krwi Jastrzębi,
Łasego wyzwał na
oręż ten samy
I oba padli wśród
kipiącej jamy.
Gorąca smoła
rozjęła³⁵⁵ walczących,
Lecz tam ich większa
spotkała przygoda,
Nie mogli podnieść
piór do smoły lgnących.
Nierad z wypadku ich
wódz Jeżobroda,
Śle czterech swoich,
by krążąc brzegami
W skok im na pomoc
śpieszyli z hakami
Ci brzegiem jamę
obiegłszy w półkole,
Na środek jamy haki
wyciągnęli,
Ratując wpadłych do
smolnej topieli;
Tak zostawiłem
zagrzęzłych w tej smole.
----------------------------------------------------------------------
³⁵⁵rozjąć —
rozdzielić.
[19.08.2026, Toruń]