Na podstawie artykułu Konrada Górskiego "Trzy notatki o Słowackim" zawartego w czasopiśmie kwartalnym "Pamiętnik Literacki" (1964)
Adresatka
„Rozłączenia”
Od
chwili gdy Rozłączenie zostało ogłoszone drukiem na podstawie
autografu, nikt nie miał wątpliwości, że adresatką wiersza była
Maria Wodzińska. W swej monumentalnej monografii o Słowackim
podobnie interpretował ten wiersz Juliusz Kleiner. Ale w zwięzłej
jednotomowej książce o Słowackim, wydanej po ostatniej wojnie,
Kleiner niespodziewanie zmienił zdanie. Okazuje się, że na pewnym
zebraniu naukowym we Lwowie w 1940 r. zabrał głos w tej sprawie
Eugeniusz Kucharski
i
zdołał przekonać Kleinera, jakoby adresatką Rozłączenia miała
być matka poety. Ostatnio przyłączył się do ludzi tak myślących
Czesław Zgorzelski w książce O lirykach Mickiewicza i
Słowackiego (Lublin 1961), a że skrócona monografia Kleinera
jest o wiele lepiej znana nauczycielom języka polskiego w szkołach
średnich, niż jego wielkie dzieło,
więc
pogląd Kucharskiego, przekazany przez Kleinera, utrwalił się w
pamięci młodzieży szkolnej jako fakt nie podlegający wątpliwości.
Co
miało przemawiać za tym, że adresatką wiersza jest matka poety?
Oto
kontrast sytuacyjny, wynikający stąd, że podmiot liryczny wie, w
jakim otoczeniu zewnętrznym żyje i co musi przeżywać adresatka,
ona zaś nie wie, jak wygląda krajobraz i otoczenie codzienne
podmiotu lirycznego. A skoro Maria Wodzińska dobrze znała krajobraz
szwajcarski, matka poety natomiast w Szwajcarii nie była, więc
adresatką wiersza mogła być tylko ta ostatnia.
Zanim
weźmiemy pod uwagę te szczegóły wiersza, które są nierównie
bardziej
zrozumiałe i stosowne, jeśli je odniesiemy do Marii
Wodzińskiej,
niż do Salomei Bécu, trzeba będzie naprzód usunąć przeszkody,
jakie
sugeruje argumentacja Kucharskiego. Jej zasadniczą słabością jest
poczytywanie krajobrazu szwajcarskiego za pojęcie jednoznaczne. W
rzeczywistości, jeśli mówię: „krajobraz alpejski” albo
„krajobraz tatrzański”, to mam na myśli zespół pewnych
składników krajobrazowych, które mogą występować w
najrozmaitszych połączeniach
[…]
Jeżeli Maria Wodzińska nie wiedziała, w jakiej miejscowości
przebywa Słowacki i nie znała otoczenia Veytoux, to nie była wcale
w lepszej sytuacji, niż matka poety. Jak wiadomo, Wodzińska i
Słowacki odbyli wspólną wycieczkę po Szwajcarii i przyglądali
się jednocześnie różnym widokom alpejskim, z czego nie wynika
wcale, żeby Wodzińska mogła sobie wyobrazić tę konfigurację
elementów krajobrazowych, która decydowała o indywidualnym
wyglądzie miejscowości dotąd jej nie znanej. Skąd mogła
wiedzieć, że Słowacki zamieszkał nad jeziorem, a nie w jakiej
dolinie odległej od większego obszaru wodnego? I dlatego doskonale
mogą być do niej zwrócone słowa:
Nie
wiesz, że trzeba niebo zwalić i położyć
Pod
oknami, i nazwać jeziora błękitem.
Potem
jezioro z niebem dzielić na połowę,
W
dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem;
Nie
wiesz, jak włosem deszczu skałom wieńczyć głowę,
Jak
je widzieć w księżycu odkreślone kirem.
[…]
W liście do matki z 20 października 1835, pisanym już po powrocie
do Genewy, Słowacki donosi, mówiąc o swoim pobycie w Veytoux:
Patrząc
na jezioro napisałem kilka lirycznych kawałków, które malują
stan mojego umysłu przez te kilka miesięcy i dlatego może kiedyś
podobają Ci się, moja droga.
Jakkolwiek
nie znamy bliżej daty napisania Przekląstwa, nie ulega
wątpliwości, że ono należy do liczby wymienionych „kawałków”
. Pozostałe natomiast są datowane przez poetę. A mianowicie:
Rozłączenie — 20 lipca 1835; Stokrotki — 21 lipca 1835,
rano; Chmury — 21 lipca 1835, Ostatnie wspomnienie. Do
Laury — 30 lipca 1835.
A
więc daty utworów, o których na pewno możemy wnioskować, że
powstały w związku z Wodzińską, bezpośrednio sąsiadują z
Rozłąсzeniem. Kiedy Słowacki pojechał do Veytoux? [...]
list z 23 sierpnia zaczyna się od słów: Od dwóch miesięcy
prawie już nie w mieście, ale na wsi zamieszkałem,
nad jeziorem Lem [an] — w najpiękniejszym miejscu. Długo byłoby
pisać, co i jak przeniosło mnie w dzikie strony. Ludzie różnie o
tym sądzą — jedni mówią, żem się był zakochał szalenie w
pannie Wodzińskiej] i uciekłem... Nie ma w tym za grosz prawdy.
Ponieważ z Tobą, najdroższa kuzynko, mówię otwarcie, otóż
wyznam Ci, że uciekłem, a to dlatego, że biedna córka domu,
widząc mię dosyć zajętego panienką młodszą od niej — i
widząc tę panienkę dosyć mi sprzyjającą — zaczęła schnąć
— i zachorowała niebezpiecznie — i matka domyśliła się, o co
rzecz idzie, i musiałem postąpić sumiennie, to jest odjechać…
[...]
Ucieczka
do Veytoux nastąpiła w pierwszej połowie lipca, niewątpliwie na
krótko przed datą napisania Rozłączenia, Stokrotek
i Chmur, a nastrój swój ówczesny najlepiej odmalował poeta
w […] Przeklęstwie:
Tej
czekam omamiony, tej samotny płaczę,
Która
mi była siostrą na wygnania ziemi,
Myśląc,
że kiedyś duszy oczyma zobaczę
Tę,
co w duszę oczyma patrzy anielskiemi.
Zważywszy
na te okoliczności powstania całego cyklu związanego z Marią
Wodzińską, wypadnie uznać za mało prawdopodobne, żeby
Rozłączenie, tak bliskie czasem napisania wierszom
pozostałym, miało nagle świadczyć o wybuchu tęsknoty do matki
poety, gdy cała jego świadomość pełna była żalu i smutku z
powodu nagłego rozstania z tą, co mu „była siostrą na wygnania
ziemi”. Bo jeśli Słowacki zapewnia matkę kategorycznie, że w
ludzkiej gadaninie o jego szalonym zakochaniu się w Wodzińskiej nie
ma za grosz prawdy, to sądząc z innych odezwań się jego o tej
panience (zwłaszcza w liście z 30 czerwca) wypieranie się miłości
do niej nie było żadnym wykrętem. Gdy minęła pierwsza fala żalu,
uświadomił sobie, że w Wodzińskiej może by się i pragnął
zakochać, ale wzbudzić w sercu tego uczucia nie zdołał, a
odpowiedzialnością za to obarczył „Laurę” . Jej przypisał
winę, że był „na sercu zabity” . Zawarł to oskarżenie w
Ostatnim wspomnieniu, które
powstało
dokładnie w 10 dni po Rozłączeniu.
Słowem — przez dłuższy czas po nagłym wyjeździe z Genewy i
gwałtownym rozstaniu się z Wodzińską psychika Słowackiego
wypełniona jest intensywnym przeżywaniem tego, co tak
niespodziewanie
zaszło.
[...]
Posłuchajmy,
jak brzmi wyznanie podmiotu lirycznego o tym, co on wie o adresatce
wiersza:
Wiem,
kiedy w ogródku,
Wiem,
kiedy płaczesz w cichej komnacie zamknięta;
Wiem,
o jakiej godzinie wraca bolu fala,
Wiem,
jaka ci rozmowa ludzi łzę wyciska.
A
choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać,
Znając
twój dom — i drzewa ogrodu, i kwiaty,
Wiem,
gdzie malować myślą twe oczy i postać,
Między
jakimi drzewy szukać białej szaty.
Wszystko
w tych słowach świadczy zarówno o świeżej przyczynie smutku,
jaki przeżywa adresatka, jak i o pozostawaniu podmiotu lirycznego
pod świeżym wrażeniem szczegółów codziennego życia, znanych
doskonale im obojgu. A jakkolwiek Słowacki na pewno dobrze pamiętał
swój dom rodzinny w Krzemieńcu i doskonale mógł sobie wyobrażać
swą matkę na tle dawnego otoczenia, to jednak sześcioletnie
oddalenie od tych stron na pewno nie pozwoliłoby mu na tak
drobiazgowe i konkretne widzenie rzeczywistości, jakie przebija tu z
każdego słowa.
Potwierdzeniem
ostatniej uwagi niech będzie następujący urywek ze wzmiankowanego
tu już listu: Chciałbym być w sercu Twoim, Mamo, w godzinę,
kiedy siedzisz sama wieczorem — tak samotna na ziemi jak ludzie
przeszłych wieków — kiedy księżyc wschodzi nad Górą Zamkową
i mówi Tobie o wielu rzeczach i o tej róży, z którą posyłałaś
mnie kiedyś — małe dziecko — do biednego... M.... Widzisz,
Matko, że ja teraz pamiętam każde słowo rzucone kiedyś w duszę
Twojego syna. Przypomniałem sobie wiele rzeczy, o których jużem
był zapomniał przed laty... Zdaje mi się czasem, że
przypominam sobie coś z przeszłego życia na tej ziemi...
Czy
można zestawiać ten ty p przypomnienia, jaki demonstruje Słowacki
w cytowanym urywku, ze świeżością i bezpośredniością wrażeń,
którymi pulsuje każde słowo trzech pierwszych strof Rozłączenia?
[…]
Podsumowując
rozważania Konrada Górskiego, utrzymuje on, że adresatką pięknego
wiersza Słowackiego „Rozłączenie” jest Maria Wodzińska, nie
zaś Salomea Becù, matka
poety. Czy badacz literatury ma rację? Trudno jednoznacznie to
stwierdzić. Dzisiaj panuje pogląd, że wiersz Juliusza Słowackiego
skierowany jest do matki, a głównym argumentem jest fakt, że matka
poety nie znała alpejskiego krajobrazu.
A
teraz wiersz Juliusza Słowackiego – „Rozłączenie”.
Rozłączeni
- lecz jedno o drugim pamięta;
Pomiędzy
nami lata biały gołąb smutku
I
nosi ciągłe wieści. Wiem, kiedy w ogródku,
Wiem,
kiedy płaczesz w cichej komnacie zamknięta;
Wiem,
o jakiej godzinie wraca bolu fala,
Wiem,
jaka ci rozmowa ludzi łzę wyciska.
Tyś
mi widna jak gwiazda, co się tam zapala
I
łzę różową leje, i skrą siną błyska.
A
choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać,
Znając
twój dom - i drzewa ogrodu, i kwiaty,
Wiem,
gdzie malować myślą twe oczy i postać,
Między
jakimi drzewy szukać białej szaty.
Ale
ty próżno będziesz krajobrazy tworzyć,
Osrebrzać
je księżycem i promienić świtem:
Nie
wiesz, że trzeba niebo zwalić i położyć
Pod
oknami, i nazwać jeziora błękitem.
Potem
jezioro z niebem dzielić na połowę,
W
dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem;
Nie
wiesz, jak włosem deszczu skałom wieńczyć głowę,
Jak
je widzieć w księżycu odkreślone kirem.
Nie
wiesz, nad jaką górą wschodzi ta perełka,
Którąm
wybrał dla ciebie za gwiazdeczkę-stróża?
Nie
wiesz, że gdzieś daleko, aż u gór podnóża,
Za
jeziorem - dojrzałem dwa z okien światełka.
Przywykłem
do nich, kocham te gwiazdy jeziora
Ciemne
mgłą oddalenia, od gwiazd nieba krwawsze,
Dziś
je widzę, widziałem zapalone wczora,
Zawsze
mi świecą - smutno i blado - lecz zawsze...
A
ty - wiecznie zagasłaś nad biednym tułaczem;
Lecz
choć się nigdy, nigdzie połączyć nie mamy,
Zamilkniemy
na chwilę i znów się wołamy
Jak
dwa smutne słowiki, co się wabią płaczem.
Nad
jeziorem Leman, d. 20 lipca 1835 r.
[15.03.2026, Toruń]