Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

24 czerwca 2026

HORACY - PIEŚNI - KSIĘGA II - PIEŚŃ III i IV

 

III

Pomnij zachować umysł niezachwiany

Pośród złych przygód i od animuszu

Zbyt zuchwałego wśród pomyślnej zmiany

Chroń się, gdyż umrzesz, Deliuszu.

Umrzesz, czy smutny przeżyjesz wiek cały,

Czy na trawniku zacisznym zasiędziesz

N a dni świąteczne i z piwnic wystały

Swój Falern zapij ać będziesz.

Gdzie biała topol z sosną rozrośniętą

Chętnie swe cienie gościnne zespala,

Gdzie wstrząsać brzegu kotliną wygiętą ·

Pierzchliwa sili się fala,

Tam rozkaż przynieść i wina, i wonie,

r kwiaty róży, tak krótkiej trwałości,

Póki wiek, mienie i trzech prządek dłonie

Tej ci dozwolą radości.

Ziem skup owanych ustąpisz i domu,

I willi, którą żółty Tyber myje ;

Ustąpisz : bogactw spiętrzonych ogromu

Dziedzic twój potem użyje.

Czyś bogacz, plemię Inachusa stare,

Czyś biedak, wyszły z warstw najniższych łona,

Nie ma różnicy : pójdziesz na ofiarę

Bezlitosnego Plutona.

Wszyscy zdążamy tamże : wszystkim z urny,

Prędzej czy później , jeden los wychodzi :

I w kraj wiecznego wygnania pochmurny

Na smutnej wyśle nas łodzi.

Tłumaczył - Adam Asnyk


IV

Nie wstydź się, że się kochasz w niewolnicy,

drogi Ksantiasie. Była taka chwila,

że wdzięk Bryzejdy, branki bladolicej,

uwiódł Achilla. ·

A dzielny Ajaks, wódz, syn Telamona

do pięknej branki też płonął z bezwstydem,

widok młodego, dziewiczego łona

uwiódł Atrydę.

I to w momencie, kiedy oręż Greka

hufce Hektora łatwo mógł rozbroić,

kiedy godzina była niedaleka

upadku Troi.

Kto wie, skąd twoja Filis jasnowłosa,

czy krew błękitna nie płynie w jej żyłach,

czy z domu królów złym zrządzeniem losu

tu nie przybyła ?

W jej pochodzenie z gminu j a nie wierzę,

nie może dziewka o twarzy tak gładkiej ,

co przy tym kocha tak wiernie i szczerze,

wstydzić się matki.

U da jej krągłe, co skrywa tunika,

wielbię, podziwiam uśmiech jej radosny . . .

O niemłodego dziś już rozpustnika

nie bądź zazdrosny .

Tłumaczył - Ludwik Hieron im Morstin



[24.06.2026, Toruń]

HOMER - ILIADA - KSIĘGA V - (15)


Pallada²⁵⁷ nowym ogniem Tydejdę²⁵⁸ zagrzewa,

Swoje mu w piersi męstwo i swój zapał wlewa,

By wszystkich bohaterów przeszedł rycerz śmiały,

A przez to nieśmiertelnej zyskał wieniec chwały.

Puklerz²⁵⁹ i szyszak blaskiem otacza promiennym;

Jak się wydaje gwiazda, co w czasie jesiennym

W oceanie skąpana światłość żywą ciska:

Taki mu ogień z czoła i ramion połyska.

Uzbroiwszy tam pchnęła swojego rycerza,

Gdzie się najbardziej pożar wojenny rozszerza.

Żył w Troi Dares, człowiek cnotliwy i możny,

Ojciec dwu synów, kapłan Hefajsta²⁶⁰ pobożny,

A w bohaterskiej sprawie oba wiele znaczą.

---------------------------------------------------------------------

²⁵⁷Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

²⁵⁸Tydejd — syn Tydeusa; chodzi o Diomedesa, króla Argos.

²⁵⁹puklerz — rodzaj okrągłej tarczy.

²⁶⁰Hefajstos (mit. gr.) — syn Zeusa i Hery, bóg kowali, złotników i ognia. Przedstawiany jako kulawy, gdyż Zeus zrzucił go z Olimpu, gdy Hefajstos wstawił się za Herą.

------------------------------------------------------------------------

Więc skoro Diomeda mężnego obaczą,

Lecą nań, od trojańskiej odbiegnąwszy rzeszy;

Ci z wozu nacierają, a on walczy pieszy.

Pierwszy uderzył Fegej, ale raz²⁶¹ był mylny,

Bo nad ramię bez szwanku przeleciał grot silny.

Co zaś Diomed — próżno oszczepu nie ciska,

Trafia go w piersi, zwala wpośród bojowiska.

Brat skoczył z wozu, jednak nie śmiał trupa bronić;

I ten przed czarną śmiercią nie mógłby się schronić,

Lecz go Hefajst, obłokiem pokrywszy, ocalił,

Żeby do reszty ojca smutek nie przywalił.

Zatem zwycięzca pyszne ich rumaki bierze

I do nawy²⁶² przez swoje odsyła żołnierze²⁶³.

Obaczywszy, że jeden syn Daresa bieży,

Drugi smutnie na piasku rozciągniony leży,

Zmieszali się Trojanie, trwoga w serca pada.

Wtenczas do boga wojny tak rzecze Pallada:

«Ares²⁶⁴, Ares okrutny! Co gubisz narody,

Przelewasz krew, a w gruzy świetne mienisz²⁶⁵ grody!

Czyliż nam do tych bojów mieszać się przystoi?

Niech pan nieba zwycięstwo da Grekom lub Troi,

My ustąpmy: inaczej obrazimy ojca».

Tak mówiła; usłuchał Ares, ludzi zbojca²⁶⁶.

Więc go daleko z pola bitwy uprowadza

I na brzegach Skamandru²⁶⁷ kwiecistego sadza.

Uciekają Trojanie, strach piersi osłabił,

A każdy z wodzów greckich rycerza ich zabił…

Tak męże w bohaterskiej pracowały sprawie,

Lecz w tym zajadłym boju nie rozeznać prawie,

Czyli²⁶⁸ Diomed z greckiej, czy z trojańskiej strony,

Wszędzie się bowiem miota rycerz zapalony.

Jak wezbrana szumnymi potokami rzeka,

Wyparłszy brzegi, z łoża na pola ucieka,

Wszystkie wywraca tamy, a w biegu gwałtownym

Niesie groblom zwalisko²⁶⁹ i mostom warownym

I wzdęta od Zeusa nagłymi ulewy²⁷⁰

Porywa pracowite rolników zasiewy:

Tak Tydejd²⁷¹ gromi Trojan, pędzi roty drżące

Jednemu nie wystarczą rycerzów tysiące.

Postrzegłszy, że bohater całe szyki miesza,

Że trwożna Trojan przed nim ustępue rzesza,

Przeciw Diomedowi Pandar łuk natęża:

Strzałą rani na siebie lecącego męża;

Pancerz nią nad ramieniem zostaje przeszyty,

Doszła ciała, wypłynął krwi strumień obfity.

Natychmiast Pandar głosem radosnym zawoła:

---------------------------------------------------------------------

²⁶¹raz (daw.) — cios.

²⁶²nawa (daw.) — statek, okręt.

²⁶³przez swoje odsyła żołnierze — dziś popr.: przez swoich odsyła żołnierzy.

²⁶⁴Ares (mit. gr.) — bóg wojny.

²⁶⁵mienić — zmieniać.

²⁶⁶zbojca — dziś popr.: zabójca.

²⁶⁷Skamander — rzeka pod Troją.

²⁶⁸czyli — czy z partykułą pytajną -li.

²⁶⁹zwalisko (daw.) — tu: ruina.

²⁷⁰nagłymi ulewy — dziś popr. forma N.lm: ulewami.

²⁷¹Tydejd — syn Tydeusa (przydomek Diomedesa).

------------------------------------------------------------------

«Trojanie! Wróćcie nazad²⁷², stawcie mężnie czoła!

Ranny najwaleczniejszy mąż między Achiwy²⁷³

I niedługo przeżyje postrzał z tej cięciwy,

Jeżeli sam bóg łuku z Liki i mnie zwabił».

Tak triumfował Pandar, ale go nie zabił.

Cofa się za wóz Tydejd i wzywa Stenela²⁷⁴,

Najwierniejszego sobie w życiu przyjaciela:

«Chodź, kochany Stenelu, daj ratunek wczesny²⁷⁵,

I wyrwij mi czym prędzej z barku grot bolesny».

To rzekł, Stenel do niego szybkim przybiegł krokiem,

Grot wyrwał, a krew czarnym lunęła potokiem.

Wtenczas Tydejd ślub czyni w takowej modlitwie:

«Wielka córko Zeusa, jeśliś kiedy w bitwie

Mnie albo ojca wsparła twą prawicą silną,

Dziś usłysz prośbę moją, dziś mi bądź przychylną!

Daj mi tego położyć na pobojowisku

I staw go sama pod sztych mojego pocisku,

Który mnie pierwszy ranił, teraz się nadyma,

Że słońce wiecznie zgasło przed mymi oczyma».

Łatwo do jego prośby skłania się Pallada.

Wraz²⁷⁶ pierwszą nogom szybkość, rękom dzielność nada,

I zbliżywszy się rzecze: — «Mężny Diomedzie,

Niechaj cię pewna ufność na Trojany wiedzie,

Bom cię dziś równym ojcu zrobiła rycerzem,

Jakim był, groźnym z wozu wstrząsając puklerzem²⁷⁷

Już ci więcej mgła ciemna oczu nie powleka;

Zdarłam ją, byś rozeznał boga od człowieka.

Gdyby więc który z bogów twej doświadczał dłoni,

Ty przeciw nieśmiertelnym nie bierz się do broni;

Lecz gdyby się Kiprydzie²⁷⁸ bój odwiedzić zdało,

Na mdłą²⁷⁹ boginię możesz użyć ręki śmiało».

To rzekłszy, znikła Pallas; bohater pośpiesza,

I wnet się między pierwsze wojowniki miesza:

Jeśli przedtem trojańskie roty dzielnie walił,

Teraz się trzykroć większą śmiałością zapalił.

Jak lew, kiedy go pasterz pilnujący trzody

Rani, wpadającego do owiec zagrody,

Tym bardziej się rozjada, grzywa mu się jeży;

Nie odpiera go pasterz, lecz do chaty bieży²⁸⁰,

A owce przelęknione cisną się gromadą,

Potrącają się, jedne na drugich się kładą;

Niosąc zdobycz, wysokie lew przesadza²⁸¹ płoty:

Tak Diomed się rzuca na trojańskie roty…

Widząc Ajnejasz, jako rycerz gromi roty,

Spieszy przez krwawe pole, przez świszczące groty

I szukając Pandara, zastępy obiega,

Aż wreszcie męża bogom równego postrzega

------------------------------------------------------------------------

²⁷²nazad — z powrotem.

²⁷³między Achiwy — między Grekami.

²⁷⁴Sthenelos — syn Kapaneusa, uczestnika wyprawy siedmiu przeciw Tebom.

²⁷⁵wczesny (daw.) — następujący we właściwym momencie.

²⁷⁶wraz (daw.) — tu: zaraz.

²⁷⁷puklerz — rodzaj okrągłej tarczy.

²⁷⁸Kipryda — przydomek Afrodyty, bogini miłości, wzięty od Cypru, przy brzegu którego wyłoniła się z piany morskiej.

²⁷⁹mdły (daw.) — słaby.

²⁸⁰bieżeć — biec.

²⁸¹przesadzać — przeskakiwać.




[24. 06.2026, Toruń]

17 czerwca 2026

ODKURZONE - ROGALIKI

 

Jakżebym miał nie ucałować tych dłoni. Nie wstawaj. Siedź sobie. Podejdę. Zapatrzę się w twoje oczy. Te łzy to ze szczęścia, prawda? Pan Władysław już człapie w tych swoich domowych kamaszach. A stał przed oknem, stał i przyglądał się.

W tych torbach przywieźliśmy wam owoce i kwaszoną kapustę. Od tej kobiety co zawsze. A tobie, babciu, specjalnie tę książkę, o którą prosiłaś. Ech, poczytamy sobie. Cóż z tego, że oczy nie te? Po to jesteśmy.

Pan Władysław odmieniony. Poznał tym razem, a nie zawsze rozpoznaje. Babunia wstaje. Jaka chyża.

- To ja podam herbaty - mówi - zobaczycie, co dla was upiekłam.

Niech zgadnę: rogaliki na francuskim cieście z nadzieniem różanym.

- Sama zbierała, sama zbierała - powtarza Władysław. Wita się, całuje. Z Elżbietą uściski wymieniają.

- Elu, jak miło, jak miło.

Radość serce ściska. Przysiada się.

Kuchnia dużą. Każdy się zmieści.

Elżbieta dobywa z torebek różności.

- Taki chciałeś? Taki? - podaje zegarek kieszonkowy na łańcuszku z zamykaną kopertą - można go nosić w wewnętrznej kieszeni marynarki albo przy kamizelce. Stary ale odnowiony. Posłuchaj jak tyka.

Władysław bierze go ręki, przymyka i odmyka pokrywę, zbliża do ucha, słucha. Oczy ma takie wielkie, takie ogromne.

- I każdego dnia, każdego dnia mam go nakręcać?

- Koniecznie - Elżbieta wie, że musiał być taki do codziennego nakręcania.

Co tam jeszcze jest w tej torbie?

- Patrz, jak dziadkowi dobrze będzie w tej koszuli - Elżbieta przykłada do torsu dziadka zapakowaną w przezroczystą filię koszulę. Stonowany beż. Będzie pasowała do koloru tego sweterka w serek.

Babunia z kolei przegląda książkę, z namaszczeniem, jak katechizm, choć obrazków brak, ale za to czcionka spora, jak raz na jej słaby wzrok.

- Zdobyłam dla ciebie sukienkę w takie malusieńkie białe groszki.

"Och", to przeciągłe "oooch" . Mówi, że zaraz przymierzy, ale stanęło na tym, że zrobi to później, po kolacji.

Pan Władysław wstaje niespodziewanie, do okna zmierza, przystaje, zapiera się dłońmi o parapet, patrzy przez szybę.

- On tak zawsze - tłumaczy babcia - przejdzie mu. Zaraz do nas powróci.

Władysław pyta nagle, czy coś się zmieniło, babunia odpowiada jak zwykle, że nie i trzeba czekać.

Babcia zwraca się do nas.

- Takie tam gadanie z nim, kiedy jest w innym świecie.

- Helu, ja budowałem tę fabrykę. Dlaczego światła się nie świecą?

Jaka żałość w jego oczach, jaki żal w tym pytaniu. Głowę przytyka do szyby. Wypatruje świateł.

- Siadajcie, posilcie się - babcia wypowiada to w chwili, kiedy wrzątek został przez nią wlany do czajniczka z płatkami herbacianych liści.

Elżbieta wyjęła szklanki, a babunia z tym porcelanowym czajniczkiem (że też się jeszcze nie potłukł) od jednej do drugiej szklaneczki przesuwa dziobek czajniczka i nalewa, nalewa. A jaki aromat? Esencja paruje, ciemna, tłusta mahoniowa.

Do mnie: - Tobie więcej, bo ty lubisz mocną, tak jak ja.

- Elżbieto, teraz zalej wrzątkiem.

Elżbieta zalewa. To już stało się rytuałem: babunia esencję, Elżbieta wodę.

Babunia otwiera drzwiczki spiżarki w ścianie i wydobywa kamionkowy garniec owinięty lnianym płótnem. Garnek ciężki, lecz babcia umiejętnie go unosi, przytulając do swego ciała i przenosi go delikatnie. patrzymy na ten błysk w jej oczach. Wreszcie stawia go na stole, zdejmuje płótno, otwierając zapach. Co za zapach?

- Władek, rogaliki. Ela cię bardzo prosi, abyś odszedł od tego okna i usiadł z nami.

Ela jest kluczem-wytrychem. Otwiera sezam dziadka. Ilekroć Władysław popada w to swoje zamyślenie, babunia zawsze przywołuje Elę.

- No, pomyśl, Władeczku, co sobie myśli Ela, kiedy widzi cię takim, gdy ty wciąż czegoś za tym oknem wypatrujesz, a z nią nie chcesz porozmawiać. Było - minęło.

Powraca, powraca. Szura kamaszami po jasnych, orzechowych deskach kuchennej podłogi. Coś jeszcze burczy pod nosem, że budował, lecz z każdym krokiem wydłuża wargi, kierując uśmiech w stronę Elżbiety. Wyjmuje zegarek z kieszeni spodni i przykłada do ucha.

- To bardzo dobrze, bardzo dobrze, że będę go codziennie nakręcał.

Rogaliki rzeczywiście i jak zwykle wspaniałe.

- Sama robiła. Sama robiła - powtarza dziadek, zapominając przez chwilę, że za oknem nie palą się światła fabryki, którą budował.

(pisane w 2014 roku)



[17.06.2026, Toruń]

ŁACIŃSKIE MĄDROŚCI (181 - 200)

 

181. Acti labores iucundi – Dokonane prace przyjemne

182. Actis testantibus – Jak świadczą akta

183. Actum ne agas! – Nie rób tego, co już jest zrobione (Terencjusz)

184. Actus hominis non dignitas iudicentur – Niech będą sądzone czyny człowieka, a nie jego godność (Minucjusz Feliks)

185. Acu rem tetigisti – Trafiłeś w sedno (dosł. dotknąłeś rzeczy igłą) (Plaut)

186. Ad imaginem quippe Dei factus est homo – Na obraz bowiem Boży stworzony jest człowiek (Księga Rodzaju, przekład – Wulgata)

187. Ad kalendas Graecas – Na czas nieokreślony (dosł. do greckich kalend). (Swetoniusz)

188. Ad maiorem Dei gloriam – Dla większej chwały Bożej. (Ignacy Loyola)

189. Ad meliora tempora – Do lepszych czasów; obyśmy się spotkali w lepszych czasach.

190. Adhibe rationem difficultatibus – W trudnościach odwołuj się do rozumu. (Seneka)

191. Admoneri bonus gaudet – Dobry człowiek z radością przyjmuje napomnienia. (Seneka)

192. Adulescentia est tempus discendi, sed nulla aetas sera est ad discendum – Młodość jest czasem nauki, ale żaden wiek nie jest zbyt późny do podjęcia nauki.

193. Adveniat regnum Tuum – Przyjdź Królestwo Twoje.( z modlitwy Pańskiej)

194. Adversae res admonent religionem – Przeciwności uczą pobożności

195. Aequam memento rebus in arduis servare mentem non secus in bonis – Pamiętaj zachować spokój umysłu tak w nieszczęściu jak i w powodzeniu. (Horacy)

196. Aequat omnes cinis; impares nascimur, pares morimur – Wszystkich zrównuje proch; rodzimy się nierówni, równi umieramy. (Seneka)

197. Aeris alieni comes miseria – Towarzyszką długu jest nędza

198. Aetas dulcissima adulescentia est – Najmilszym okresem życia jest młodość.

(Pliniusz Młodszy)

199. Alea, vina, Venus, per quae sum factus egenus – Kości, wino i Wenus, przez to stałem się nędzarzem.

200. Aliena vitia in oculis habemus, a tergo nostra sunt – Cudze błędy [winy] mamy na oku, nasze poza nami. (Seneka)



[17.06.2026, Toruń]

MUZYCZNE POCZTÓWKI - ARCANGELO CORELLI - FOLIA ESPANA

 


[17.06.2026, Toruń]


12 czerwca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1402) CO BOLI.

 

1402.

Asertywność pozwala mi na wyrażanie własnego zdania nawet wtedy, gdy mój pogląd na rzeczoną sprawę nie wydaje się dla innych oczywisty. Asertywność kłóci się z niezasłużoną krytyką, która niejednokrotnie zmienia się w słowa nienawiści, co właściwie jest mi obce, ale nie obce są moje kategoryczne sądy na różne tematy, do czego mam prawo.

  • Może zabrzmi to buńczucznie, ale uważam, że góruję poziomem inteligencji nad całkiem sporą grupą posłów, zwłaszcza nad takimi jak błaszczak, kowalski czy mentzen, którzy świadomie, jak sądzę, rozmijają się z prawdą i uciekają z odpowiedzią na dosyć proste pytania, a często stosują agresję wobec dziennikarzy, którzy te pytania zadają.

  • Jest takie miejsce w sieci, które zwie się kanałem zero, co akurat jest odzwierciedleniem poziomu inteligencji prowadzących ten program mazurka i stanowskiego; kuriozalna wypowiedź tego drugiego zboczeńca, który postuluje przywiązanie do słupa nagiej urzędniczki urzędu skarbowego za to, że dobrze wykonuje swoją pracę; prokuratura wprawdzie podjęła pewne działania wobec tego chama, ale, jak sądzę, sąd wymierzy mu karę tak niewielką, że stanowski parsknie śmiechem i w dalszym ciągu będzie ubliżał innym osobom… ech, gdyby tak kazano mu zapłacić 10 milionów kary, to może drugi raz zastanowiłby się, czy warto pokazywać Polakom, jak ubogi w rozum jest jego móżdżek.

  • Są jednak inne sprawy, mniej wpływające na ogólnokrajową politykę… opiszę na ten czas jedynie jeden, ot choćby kwestia przełączania kanałów telewizyjnych: tutaj na kanał TVN24… jak to się dzieje, że 90% przełączeń powoduje, że na tej stacji pojawiają się reklamy… proszę mi wierzyć, że tak jest i to bez względu na to o której godzinie decyduję się na przełączenie kanału.


[12.06.2026, Toruń]

11 czerwca 2026

PROFESOR TUTKA (30) GWIAZDY NAD APTEKĄ

 

Gwiazdy nad apteką

Magister farmacji, zajmujący się nie tylko sprawami swej apteki, ale i sprawą czystości rodzimego języka, opowiadał rozgoryczony o nieprzyjemności, jaka go dziś spotkała: mianowicie, gdy pewien uczeń gimnazjalny, który kupował lekarstwo, wyraził się niepoprawnie, magister powiedział mu, jak to powinno brzmieć właściwie; uczeń na to: «niech pan zamknie aptekę i zgłosi się na belfra». Mecenas zauważył, iż chłopiec był oczywiście nieprzyjemny, zwłaszcza że w ten sposób odezwał się do człowieka o jakieś czterdzieści lat starszego. Ale z drugiej strony, nie robiąc żadnych osobistych aluzji, należy zaznaczyć, iż amatorzy-językoznawcy, którzy mają zwyczaj poprawiać bliźnich, przerywając im często rozmowę, mogą drażnić. Zwłaszcza iż, jak wiemy, specjaliści-filolodzy są zwykle tolerancyjni. Doktor medycyny, chcąc pocieszyć magistra farmacji, powiedział, że i on poza swym fachem zajmuje się, jak wiadomo, poważnie muzyką; niedawno pewna pacjentka powiedziała mu, iż lepiej byłoby dla medycyny, gdyby ofiarował swój fortepian uczniowi konserwatorium.

Zaczął mówić Profesor Tutka:

Hm, panowie... Ciekawe, że na niechęć ludzi do innych, poza głównym fachem, zamiłowań skarży się lekarz i aptekarz. Można to uzasadnić. Opowiem o pewnym aptekarzu. Znalazłem się w nie znanym mi do owej pory miasteczku. Przyjechałem tam wieczorem. Pozostawiłem rzeczy w hoteliku i poszedłem obejrzeć miasto. Wieczór był piękny, ciepły, księżycowy. Okrążyłem rynek i popatrzywszy na stary kościół, w którym znalazłem parę stylów, wszedłem w jakąś jak by zamkniętą uliczkę, wysadzoną topolami. Z daleka ujrzałem biały dom, zamykający tę uliczkę, co wyglądał jak wiejski dworek. Gdy zbliżyłem się do owego domu, zobaczyłem tuż za nim jakiś budynek w kształcie wieży. Zbliżyłem się jeszcze i przeczytałem nad wejściem:

«Apteka». «No dobrze — pomyślałem — apteka... ale co znaczy ta wieża?»

Przechodził jakiś młody mężczyzna. Powiedział do mnie:

Pan widać nietutejszy. Chce pan do apteki? Trzeba mocno dzwonić.

Nie, proszę pana, nie chcę do apteki. Przyglądam się tylko, bo zainteresowała mnie ta wieża. Czy może mi pan powiedzieć, co ona znaczy?

Właściciel naszej apteki jest zarazem astronomem. To jest jego obserwatorium.

Astronomem? Hm, to ciekawe.

Tak — odpowiedział. — Ale tu... w naszym mieście... panie, szkoda słów... —

I machnął ręką, co miało oznaczać, jak rozumiałem, coś smutnego, coś beznadziejnego.

Proszę pana — powiedziałem — nie jadłem jeszcze kolacji, nie znam miasta, może mi pan wskaże jakąś restaurację. Byłoby mi bardzo przyjemnie, gdyby zechciał pan przy kolacji łaskawie mi towarzyszyć i opowiedzieć coś o mieście i tym osobliwym aptekarzu, który zajmuje się astronomią.

I dla mnie — odpowiedział — byłoby to wielką przyjemnością porozmawiać z kimś z szerszego świata... bo nasze miasto… I znów ten beznadziejny ruch ręką. Po drodze dowiedziałem się, że mój znajomy jest nauczycielem. Pisuje także wiersze. Podczas dłuższej pogawędki dowiedziałem się ciekawych rzeczy o aptekarzu: jest to wprawdzie astronom-amator, ale ceniony i przez naukowców; ma tytuły członka-korespondenta licznych towarzystw naukowych w kraju i za granicą; obserwatorium, jedna z niewielu tego, rodzaju pracowni prywatnych, znane jest śród astronomów. Ale miasteczko, w którym mieszka, wcale nie jest dumne, że posiada takiego człowieka. Bywa, że tutejsi mieszkańcy mówiąc o swym aptekarzu, pukają wskazującym palcem o swe czoło, co jest znakiem powszechnie zrozumiałym. Obywatele tutejsi postępują czasem jeszcze gorzej: płatają różne figle aptekarzowi. Gdy się dowiedzą, iż są spodziewane jakieś efektowne zjawiska na niebie, wówczas dzwonią raz po raz w nocy do apteki, aby wziąć za parę groszy ziółek lub cukierków od kaszlu. «I proszę nie myśleć — mówił do mnie nauczyciel--poeta — że to robią jakieś wyrostki, nie — to robią, za przeproszeniem, stare konie, ot takie, które pan widzi». I pokazał na trzech tutejszych obywateli siedzących przy stoliku.

Hm, co pan mówi? — wtrąciłem.

Tak, proszę pana. Ale raz figle takie o mało co nie skończyły się niemal katastrofą. Gdy było raz zaćmienie księżyca, a obywatele tutejsi zaćmili sobie z tej okazji, o — bo mają zawsze jakąś okazję — zaćmili sobie wódką umysły i w doskonałych humorach ustawili się w kolejkę przed apteką, aby raz po raz czegoś zażądać — zdarzyło się, że aptekarz dał kropli piołunowych zamiast miętowych. Na drugi dzień całe miasto obiega wieść: «omyłka w aptece!» Zaczęto o tym mówić, podsuwać przypuszczenia, co by się stać mogło, gdyby to nie były krople piołunowe, a na przykład esencja octowa, i o tym, na co są narażeni mieszkańcy miasta, gdy aptekarz nie patrzy na lekarstwa, ale na gwiazdy. Zastanawiano się, czy sprawę oddać do sądu, czy napisać do władz o innego kierownika apteki. Nawet obywatele tutejsi byli zadowoleni, że w ich spokojnym mieście coś się stało, ale rozmawiano na ten temat długo i groźnie. Na szczęście sprawę załagodzono. Chodzi mi — mówił towarzysz — o ten obraz naszego życia, o stosunek obywateli do wybitniejszego od nich człowieka. Bo tu mogło być zagrożone ich ciało. «Ciało!»

Mówił o tym ciele mieszkańców miasta z goryczą, z sarkazmem, bo był, jak już mówiłem, poetą. Wyszliśmy z restauracji, po czym, wzajemnie sobie gorąco dziękując, pożegnaliśmy

się przed hotelem.

Proszę panów — mówił po chwili dalej Profesor Tutka — wielu rodaków naszych, poza swym zasadniczym zawodem, uprawia jeszcze kilka innych: wielu jest takich, o których mówi się: «to postać iście renesansowa», albo: «mały Leonardo da Vinci». Po wsiach często spotyka się majstrów do wszystkiego. Człowiek taki umie zreperować chomąto, zbudować kuchnię, zrobić ul, naprawić nie tylko maszynę rolniczą, ale czasem nawet i organy w kościele parafialnym. Stosunek do takich ludzi jest nawet życzliwy: mówi się — «zdolny człowiek». W ogóle nie mają ludzie nic przeciw temu, aby kowal zajmował się filozofią, żeby stolarz grał na fisharmonii, a szewc został Kilińskim. Ale aptekarz i lekarz — to co innego. Bo, jak słusznie zauważył mój znajomy nauczyciel-poeta, tu chodzi o ciało. Ludzie nie chcą, aby farmaceuta, myśląc o błędach językowych, omylił się podczas wydawania lekarstwa, a lekarz, słuchając skarg chorego, myślał o muzyce. Bo tu chodzi o zdrowie, o to «ciało», które lekceważył poeta, chociaż... miał dobry apetyt. Oczywiście, nie wymawiam mu tego, bom go sam zaprosił na kolację. Tak, panowie, nasz doktor i magister przypomnieli mi niegdyś dawno spędzony wieczór w miasteczku, gdzie była ulica wysadzona topolami, uliczkę tę zamykał biały dom, za domem stała wieża, wyższa niż dachy, a na tę wieżę wchodził stary aptekarz, by patrzeć na gwiazdy.




[11.06.2026, Toruń]

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY (2294- 2340)

 

2294. Zaduma - melancholia

2295. Zadumiały, zadumały, zadumiany, zadumny - zdumiały, zdziwiony

2296. Zadumieć, zadumiewać - wprawić w zadumę, zdumieć, zastanowić, zadziwić

2297. Zadurzeć - odurzać

2298. Zaduszny, zaduszliwy, zadusisty - pełen zaduchu, zaduszony, mający duszność

2299. Zaduszny obiad - stypa po umarłym

2300. Zadworny, zadworski - zewnątrz od dworu będący, zewnętrzny

2301. Zadworne sądy - sądy odbywające się na dworze królewskim

2302. Zadworować z kogoś - zadrwić dwornie

2303. Zadybać, zdybać -

2304. Zadylować - zagrodzić, zasłonić dylami

2305. Zadyszały - ten, który się zadyszał, zadyszany.

2306. Zadziać, zadziewać - zarzucić coś na siebie, wdziać

2307. Zadziać otwór - zarobić, zasłonić, załatać; zacząć dziać drzewo bartne, wyrabiać

barć na drzewie

2308. Zadziad - prapradziad

2309. Zadział - zadziałanie, zadziaływanie; udział dany komuś

2310. Zadziałać, zadziełać, zadziaływać, zadzielać, zadzieliwać - zapłacić działaniem, odwetować, odsłużyć, odwdzięczyć

2311. Zadziałać c złego - zbroić, popełnić

2312. Zadziałać ciasto - zarobić, zaczynić ciasto

2313. Zadziałek - barć rozpoczęta na drzewie i nie skończona.

2314. Zadziczeć - zacząć dziczeć.

2315. Zadzieckować - zająć komu mienie, zafantować

2316. Zadziedziczały - odziedziczony

2317. Zadziedziczyć - odziedziczyć

2318. Zadzierga - zapora, zawada, uwięź

2319. Zadzierżeć, zadzierżać, zadzierżawać, zadzierżywać - zatrzymać, utrzymać 2320. Zadzierżać komuś grzechy - nie rozgrzeszyć

2321. Zadzierżyciel, zadzierżywacz - ten, co zatrzymał albo co zatrzymuje

2322. Zadzior, zadzier, zadzierek, zadzierk - zadra

2323. Zadziw - zadziwienie, podziw

2324. Zadżdżyć się - zanieść się na deszcz, rozdeszczyć się

2325. Zadźwignąć - dźwigając zatrzymać, podźwignąć, podnieść

2326. Zafantowana osoba - zakładnik

2327. Zafasować - zawalić, zatarasować

2328. Zafrymarczyć - frymarcząc zamienić

2329. Zagad - zagadnięcie, odezwanie się, przemówienie

2330. Zagadka - omówienie, alegoria

2331. Zagadliwy - zagadkowy, zawierający zagadkę, podobny do zagadki.

2332. Zagadnąć - zagadkę zadać do rozwiązania

2333. Zagaisko - miejsce zagajone

2334. Zagar od węgli - czad

2335. Zagardlić, zagarlić, zagardłować - zadusić; zarobić z narażeniem życia; zwęzić ku górze, zaostrzyć

2336. Zagarnywać - zagarniać

2337. Zagaszywać - zagaszać

2338. Zagata - łata drewniana zasłaniająca dziurę w ścianie chałupy

2339. Zagąść, zagędnąć, zagędzić - zagrać

2340. Zagębować - za gębę uchwycić, zawiązać



[11.06.2026, Toruń]

ODKURZONE - LISTONOSZ

 

Listonosz


- Co tam, panie kochany, jest dla mnie? - zapytał poprosiwszy, aby ten wszedł do środka i rozgościł się.

Cerata na kuchennym stole była starta, sterta gazet porządnie uporządkowana, no i oczywiście pośrodku stołu stały dwa kieliszki - pięćdziesiątki, czystej wódeczki.

- To pan nie wie, że dzisiaj, jak co miesiąc, jest bogaty?

- A wiem, panie Wiesiu, ja tylko tak… rozmowę jakoś napocząć trzeba… bardzo pan punktualny dzisiaj. Listonosz usiadł na taborecie, jak zawsze od drzwi i zajął się dobywaniem z torby świeżutkich banknotów i monet. Łypnął okiem na środek stołu, palcami sprawnie przeliczał setki, pięćdziesiątki i dwudziestki, po czym wysupłał garstkę monet, które też przeliczył.

Józef, nie licząc pieniędzy, przesunął po ceracie piątaka w stronę pana Wiesia.

- Dziękuję, panie Józefie.

Józef uśmiechnął się zagadkowo.

- Dla pana to dzisiaj też szczęśliwy dzień. Wieleż panu zwykle dają?

- Po dwa złote dają - odparł pan Wiesio. - Oprócz pana, jeszcze tylko Kowalski daje pięć złociszy. Ale uzbiera się, panie Józefie, nie narzekam.

- No to, kochanieńki, najlepszego. Wypijmy.

Pan Wiesio spojrzał ze smakiem na stojącą bliżej niego pięćdziesiątkę, ale nie podniósł jeszcze kieliszka.

- Panie Józefie… rowerem jestem.

- A kto by tam listonosza kontrolował. Zawsze mi się pan wymiguje a ja zawsze upieram się przy swoim. Wypijmy.

Trącili się kieliszkami, wlali do gardeł ich zawartość i nieznacznie otrząsnęli się po wypiciu.

- Dobra, zimna wódeczka - pochwalił pan Wiesio.

- Jakże by mogła być inna. Dla tego, kto przynosi dobre nowiny - zawsze! Może ogóreczka? Ach, rozumiem, pan nie zakąsza pod pięćdziesiątkę… ja zresztą też nie.

- Panie Józefie, nie zawsze te nowiny są dobre. Zwłaszcza telegramy.

- Oj, tak. Telegramy nie są dobre - potwierdził Józef. - Moja żonka od pana wczesną wiosną dostała telegram. Pamięta pan? Podejść nie chciała, tylko mnie wypchnęła. Idź, mówi, ty emeryturę odbierasz, większą styczność masz z panem listonoszem. Tak mówiła, a ja w jej oczach widziałem lęk. No i dostała wiadomość o śmierci brata.

- Tak… telegramy nie są dobre - pan Wiesio zamyślił się, po czym raptownie zabłysnęły mu oczy - Bym zapomniał. Mam dla wnuczka znaczki.

Sięgnął do jednej z przegródek w swej ciężkiej, pękatej, ciemnobrązowej torbie i wyjął z niej kopertę. Wysypał na stół jej zawartość: sześć czy siedem znaczków odciętych wraz z rogiem koperty.

- Z listów, panie Józefie, jak poproszę, to z reguły pozwalają brać te znaczki. Gorzej z pocztówkami. Nie chcą ich niszczyć.

- Piękne… francuski jeden, z brytyjską królową, austriacki… chłopak się ucieszy - zachwycał się pan Józef. - Panie Wiesiu, on namiętnie zbiera. Podobno już nawet w kioskach pokazały się takie pakiety stemplowanych znaczków, prawda to?

- A wie pan, że nie pomyślałem nad tym. Przecież poczta je też rozprowadza. Z następną emeryturą panu przyniosę.


- Niech pan przyniesie. Wnuczek ma zajęcie. Syn mu niedawno czwarty klaser kupił.

Listonosz powoli unosił swą smukłą postać z taboretu podpierając się mocno dłońmi.

- To ja już… - wyszeptał i głos mu się urwał.

- Już pan idzie? Obowiązki. Rozumiem. Jeszcze jedno osiedle przed panem.

- Tak, dobrze, że nie jest gorąco tak jak wczoraj.

Pan Wiesio wstał i zamknął torbę, a w tym czasie pan Józef wsunął do kieszeni swojej kamizelki dwudziestozłotowy banknot.

- To taki mój zaskórniak. Reszta dla żonki.

- No tak… przyda się. A gdzie małżonka?

- Poszła po włoszczyznę do ogródka.

- Aha… proszę ją pozdrowić ode mnie. Mam nadzieję, że nie będę już musiał przynosić jej telegramu.

- Już samiuteńka na świecie została - westchnął pan Józef. - Ma mnie jednego… na szczęście, albo i nie…

- Na szczęście, panie Józefie. A co, źle jej z panem?

- Panie Wiesiu, ona jak ten miód, nie żona, a ja… ech… ja tylko pieniądze przez całe życie zarabiałem, ale tak po prawdzie to ona w tym domu najważniejsza… i jaka gospodarna, a ja… no ma się to i owo na sumieniu… no nie, panie Wiesiu, ja jej nigdy nie zdradziłem, co to to nie, ale czy byłem dla niej zawsze dobry?

- Panie Józefie, takie jest życie.

Uścisnęli sobie dłonie.

- A ja, panie Wiesiu, ja to bardzo lubię, kiedy pan przychodzi… i wcale nie chodzi mi o to, że przynosi mi pan emeryturę. To nic, że wpada pan na te pięć minut, ale nawet te pięć minut… rozumie pan?

- Myślę, że rozumiem. No cóż czas na mnie. Już za miesiąc się spotkamy. Będę pamiętał o tych znaczkach.

Kiedy pan Wiesio zamknął za sobą drzwi wejściowe do mieszkania, pan Józef poczuł jakby ktoś odciął od jego płuc powietrze.

[Pisane 11.09.2016 w Sabadell pod Barceloną, Katalonia, w Hiszpanii]



[11.06.2006, Toruń]