Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

07 lipca 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XVIII

 

(Krąg VIII. Tłumok 1 i 2. Rajfury i pochlebcy.)


Jest miejsce w piekle zwane Złe Tłumoki²⁷¹,

Żelaznej barwy, a całe z opoki²⁷²,

Okólna ściana także granitowa;

Pośrodku jama wrzyna się opoką,

Tworząc szeroką studnię i głęboką,

O której będzie na swym miejscu mowa²⁷³.

Od zrębu studni aż po skał podnoże,

Przestrzeń okrągła, a całe wydroże

Do dna porznięte na dziesięć oddziałów.

A jako liczne przekopy i jamy

Bronią przystępu do zamkowych wałów —

Pewne schronienie od wrogów napaści —

Na wzór ten były te kamienne tamy;

A jako twierdza fosą otoczona

Na brzeg jej drugi rzuca most od bramy,

Tak od stóp skały szły kamienne zęby,

Które przerżnąwszy fosy i przepaści,

Końcami w studni wpierały się zręby.

Kiedyśmy zsiedli z grzbietu Geryjona,

W takie skaliste weszliśmy warownie.

Z mistrzem na lewo zawróciłem kroku²⁷⁴,

Na prawo zasię widziałem w pół zmroku

I nowych katów, i nowe katownie.

--------------------------------------------------------------------

²⁷¹Złe Tłumoki — Malebolge, słowo złożone z bolgia: otchłań, wór, przez podobieństwo: tłumok, i z malo: zły, przeklęty. Bulgas Galii saccos scorteos appellant. Sam obraz miejsca szczegółowo tu opisany wyjaśnia stosowność użytego tu przez poetę porównania.

²⁷²opoka — skała.

²⁷³O której będzie na swym miejscu mowa — W pieśni XXXI.

²⁷⁴Z mistrzem na lewo zawróciłem kroku — Wergiliusz z Dantem zawsze na lewo schodzą w kręgi piekielne; kiedy przechodzą krąg jaki, zawsze mają po lewej stronie krąg wyższy, który już przeszli, a po prawej krąg niższy, który jeszcze przejść muszą

--------------------------------------------------------------------

Grzesznicy nadzy w tym pierwszym tłumoku ²⁷⁵

Jedni szli do nas, połowa szła bokiem

W naszym kierunku, ale sporszym²⁷⁶ krokiem.

Rzym gdy rok święci jubileuszowy,

Przyjęto zwyczaj, by przez most zamkowy

Dla ogromnego nacisku pątników

Lud, idąc, na dwie dzielił się połowy.

Jedni przechodząc, mają w Santo-Pietro

Twarz obróconą, ci w Monte-Giordano,

Że tłumy ludu nigdy się nie zetrą.

Tak z stron przeciwnych szatany rogale

Idąc z biczami po tej czarnej skale,

Okrutnie z tyłu smagały grzeszników.

I na trzask pierwszy bicza jakby gnano

Trzodę ze szkody, cały tłum uciekał,

Nikt na trzask drugi i trzeci nie czekał.

Podczas gdy szedłem ponad jamą ciemną,

Widzę, znajomy potępieniec kroczy,

I rzekłem: «Znam go, nie mylą mnie oczy».

Wstrzymałem kroku, a nie chcąc mnie smucić,

Wódz mój łagodny zatrzymał się ze mną,

Krok trochę na wstecz pozwolił mi zwrócić.

Lecz duch smagany wpadł na wybieg nowy,

Chciał mi się ukryć nachyleniem głowy;

Ja mówię: «Ty, co wzrok spuszczasz tak dziko,

Jeśli twych rysów wyraz niekłamany,

Poznaję ciebie, witaj Wenediko²⁷⁷

Za jaką winę jesteś tak chłostany?»

«Ze wstrętem mówię, jaka moja wina,

Chociaż wstręt głos twój łagodzi srebrzysty,

Głos, co mi świat mój niegdyś przypomina.

Jestem ten, który jako duch nieczysty

Skusiłem piękną mą siostrę Gizolę,

Aby się zdała na margrafa wolę.

Różnie w powieściach brzmi ta historyja!

Niejeden tutaj grzbiet biczami sieką,

Pełno tu moich ziomków Bolończyków;

Pomiędzy Reno a Saweny²⁷⁸ rzeką,

Więcej nie spotkasz nawykłych języków

Do wymawiania sipa zamiast sia²⁷⁹;

Gdy chcesz świadectwo mieć tej prawdy godne,

Wspomnij na nasze łakomstwo przyrodne.

Gdy mówił, szatan uderzył go biczem:

«Idź,» krzyknął, «z swoim gronem wszetecznieczem,

Tu nie ma targów na wdzięki niewieście!»

Ja do mojego wracam przewodnika;

Idąc znów za nim przyszliśmy nareszcie,

------------------------------------------------------------------

²⁷⁵Grzesznicy nadzy w tym pierwszym tłumoku — W pierwszym oddziale tego kręgu karani są ci, co dopuścili się oszukaństwa przeciw niewiastom, rajfury i zwodnicy. Pierwsi z drugimi są rozdzieleni i tu idą w przeciwnym kierunku. W tym pochodzie naprzeciw siebie rajfurów i uwodzicieli, widzimy wyraźny obraz ich wzajemnych stosunków. Szatany rogale mogą to być oszukani mężowie, którzy tych grzeszników już za ich życia przeklęli.

²⁷⁶sporszy — większy, szybszy.

²⁷⁷Venedico — rodem Bolończyk, ujęty pieniężnym datkiem piękną siostrę swoją Gizolę zaślubioną z Nicolo degli Alighieri nakłonił, ażeby się zdała na wolę margrabiego d’Este.

²⁷⁸Reno i Sawena — rzeki, między którymi leży Bolonia.

²⁷⁹Do wymawiania sipa zamiast sia — Bolończycy zamiast sia (tak, niech tak będzie) wymawiają sipa.

---------------------------------------------------------------

Gdzie skała ramię kamienne wytyka.

I szliśmy lekko po skale i żwawo,

Dalszy nasz pochód zwracając na prawo.

Gdyśmy wstąpili na łuk jej arkady,

Pod którą duchów przechodzą gromady,

Mój wódz «Stój,» mówił, «daj folgę krokowi!

Patrz, oto idą potępieńcy nowi,

Jeszcześ ich widzieć nie mógł oko w oko,

Bo w tym kierunku idą pod opoką».

Z starego mostu, pod jego łukami,

Widzę, cug duchów przeciągał przed nami²⁸⁰,

Biczem jak pierwszy zarówno smagany.

A dobry mistrz mój mówił niepytany:

«Patrz, wyższy głową nad wszystkich cień idzie,

A który mimo częstych razów bicza,

Zda się, łzą jedną nie zwilżył oblicza.

Jaka królewska w nim postać z powagą!

To Jazon²⁸¹, który mądrością, odwagą

Zmyliwszy straże, skradł runo w Kolchidzie.

Przez wyspę Lemnos przechodził w tę chwilę,

Kiedy niewiasty do samych jej krańców,

Mszcząc się okrutnie za mężów rozpustę,

Wymordowały jej męskich mieszkańców.

Tam przez namowy słowa złotouste,

Zwiódł i pogwałcił młodą Hipsypilę,

Która płeć swoją w całej okolicy

Zwiodła zarównież zdradą niepowszedną,

I tam ją w ciąży zostawił i jedną.

Grzech ten go wtrącił w męki tej otchłani,

Aby w niej poczuć mógł zemstę Medei.

Z nim idą jemu podobni zwodnicy.

Poznałeś pierwszy tłumok, a z kolei

Tych, co są biczem szatanów smagani».

Byliśmy w miejscu, gdzie wąska drożyna

W krzyż drugą tamę kamienną przecina

I z drugą pierwszą połączą arkadę;

Tam nową duchów widziałem gromadę,

Płaczącą w jamie drugiego tłumoka²⁸².

Każdy duch bił się własnymi pięściami,

Zawracał głowę i dyszał nozdrzami.

Wilgotny wyziew buchając z dna jamy,

Jak ciasto pleśnią przylegał do tamy,

Odrażający dla nosa i oka;

Dna trudno dojrzeć, tak jama głęboka.

Widziałem jednak, stojąc na tej skale,

Na dnie ugrzęzły duchy w ludzkim kale:

-------------------------------------------------------------------

²⁸⁰cug duchów przeciągał przed nami — Tu naprzeciw obu poetów idące duchy są to zwodnicy.

²⁸¹Jaka królewska w nim postać z powagą! To Jazon — Jazon z wyprawą Argonautów przybył do wyspy Lemnos. W tym czasie Wenus zagniewana na lemnejskie niewiasty wstręt od nich w mężach obudziła do tyla, że otwarcie z trackimi niewolnicami cudzołożyli. Niewiasty mszcząc się zniewagi płci swojej, wszystkich mężczyzn przez noc jedną, uśpionych snem głębokim, wymordowały; tylko Hipsypila, oszukując inne niewiasty, uratowała z tej powszechnej rzezi swojego ojca, króla Trasa. Argonauci przybyli do Lemnos przez dwa lata zastępowali pomordowanych mężów; młoda Hipsypila dostała się z losu Jazonowi, ale cel jego podróży, powołując go dalej, ten związek rozerwał. W Kolchidzie zagrzał gwałtowną miłością do siebie córkę królewską Medeę i za jej pomocą zdobył złote runo. Lecz i dla niej był niewiernym, rzuciwszy ją, ożenił się z córką Kreona.

²⁸²gromadę płaczącą w jamie drugiego tłumoka — Oddział drugi kręgu ósmego, w którym karani są pochlebcy; tu poeta, jako sam brzydzący się pochlebstwem, wtrąca pochlebców w kloakę pełną mierzwy, w której przeciw sobie się wściekają, ażeby widzieli, do czego doprowadziła słodycz pochlebnej ich mowy.



[07.07.2026, Toruń]

06 lipca 2026

SZTUKA - WOJCIECH GERSON - REALIZM

 

Wojciech Gerson był przedstawicielem realizmu. Współzałożyciel Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (1860). 1872-96 profesor w warszawskiej Klasie Rysunkowej. W 1878 otrzymał tytuł profesora akademii petersburskiej. 1867-1900 odbył podróże po Europie.

Tworzył głównie pejzaże (wiele tatrzańskich), obrazy historyczne (Jadwiga i Dymitr z Goraja 1869, Śmierć Przemysława 1881), rodzajowe (Pożegnanie włościanina z koniem 1865, Przy studni 1870), religijne i portrety. Uprawiał ilustratorstwo i litografię (Album widoków Warszawy 1852 wraz z A. Lerue). Publikował w czasopismach warszawskich artykuly o sztuce i recenzje z wystaw. Interesował się archeologią, etnografią, historią i konserwacją zabytków. Próbował sił w architekturze i inscenizacji.

Uczniami jego byli m.in.: Józef Chełmoński, Leon Wyczółkowski, Władysław Podkowiński, Józef Pankiewicz.


1. Krajobraz tatrzański



2. Cmentarz w górach



3. Widok Płocka



4. Ruiny baszty zamkowej w Ojcowie



5. Przed chatą



6. Przy studni



7. Odpoczynek



8. Wyschnięty potok




[06.07.2026, Toruń]

BIBLIA WARSZAWSKA - KSIĘGA JOBA (3:1 – 3:26)

 



Pierwsza skarga Joba

3:1

Wreszcie Job otworzył usta i przeklął dzień swego urodzenia.

3:2

Job odezwał się i rzekł:

3:3

Bodajby zginął dzień, w którym się urodziłem, i noc, w której powiedziano: Poczęty jest mężczyzna!

3:4

Bodajby ów dzień obrócił się w ciemność, bodajby o niego nie pytał Bóg na wysokości i nie zabłysł nad nim jasny promień!

3:5

Bodajby go ogarnęła ciemność i pomroka, zawisnął nad nim ciemny obłok i trwożyły go zaćmienia dzienne!

3:6

Bodajby ową noc ogarnął mrok, aby się nie łączyła z dniami roku, nie weszła w poczet miesięcy!

3:7

Tak, bodajby ta noc pozostała niepłodna, nie odezwał się w niej głos radości!

3:8

Bodajby ją przeklęli zaklinacze czasu, którzy potrafią podrażnić Lewiatana!

3:9

Bodajby się zaćmiły gwiazdy jej świtania, bodajby oczekiwała światła, a nie było go, i nie zobaczyła rzęs rannego brzasku,

3:10

Bo nie zawarła łona mojej matki i nie zakryła nędzy przed moimi oczyma!

3:11

Czemu nie umarłem już w łonie matki, czemu nie zginąłem, gdy wyszedłem z łona?

3:12

Czemu wzięto mnie na kolana, czemu do piersi, abym je ssał?

3:13

Leżałbym teraz i odpoczywał, spałbym i miałbym spokój

3:14

Wraz z królami i wielkimi ziemi, którzy sobie wystawili grobowce,

3:15

Albo z książętami, bogatymi w złoto, którzy swe domy napełniają srebrem.

3:16

Lub byłbym jak poroniony, zagrzebany płód, jak niemowlęta, które nigdy nie ujrzały światła.

3:17

Tam bezbożni przestają szaleć, tam odpoczywają utrudzeni.

3:18

Razem wypoczywają więźniowie, nie słyszą głosu nadzorcy.

3:19

Tam mały i wielki są razem, a niewolnik nie jest poddany swemu panu.

3:20

Dlaczego jest dane światło nędzarzowi, a życie tym, którzy są do głębi zgorzkniali!

3:21

Tym, którzy wyglądają śmierci, a nie przychodzi, którzy poszukują jej gorliwiej niż skarbów ukrytych,

3:22

Którzy się radują i weselą, gdy trafią do grobu -

3:23

Człowiekowi, który nie wie, dokąd iść, którego Bóg zewsząd osaczył?

3:24

Bo westchnienia są moim pokarmem i jak woda płyną moje skargi.

3:25

Bo to, czego się bałem, nawiedziło mnie, a to, przed czym drżałem, przyszło na mnie.

3:26

Jeszcze nie wytchnąłem, jeszcze się nie uspokoiłem i nie odpocząłem, a znów przyszła trwoga.





[06.07.2026, Toruń]

05 lipca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1404 - 1405) TATUAŻE. CHAMSKIE ZERO.

 

1404.

Wychowałem się w czasach, kiedy tatuaże mówiły o tym, że ich „nosiciel” przebywał czas jakiś w więzieniu i obecność rysunków bądź słów, którymi dekorował swoje ciało oznaczało, że chciał się nimi pochwalić po wyjściu z kicia. Czasy się zmieniają i dzisiaj wielu ludzi, zarówno kobiety jak i mężczyźni, chełpią się rysuneczkami paskudnie zdobiącymi ich ręce, brzuch, kibić, plecy, nogi, a może nawet więcej. Może i jestem dziadersem, który współczesnych czasów nie rozumie, może… ale z dużą doza prawdopodobieństwa, gdybym był przeraźliwie młody, chyba nie życzyłbym sobie wytapetowanej partnerki. Oczywiście zdaję sobie sprawę z panującej mody na tatuaże, choć przecież nie muszę jej akceptować i wydaje mi się, że wytatuowana osoba jest dla mnie mniej wiarygodna, ale to rzecz jasna moje zdanie. Z ogromną przykrością przychodzi mi patrzeć na pewną panią redaktor wytatuowaną od szyi po… no nie wiem pokąd – wrażenie jest przykre. Z drugiej strony nie jestem od pouczania innych, co strasznego robią ze swoim ciałem, ale niesmak pozostaje.


1405.

Dlaczego jestem emigrantem? Dlatego, że nie akceptuję chamstwa, głupoty i hipokryzji. Wnerwia mnie język publicznej debaty i godzenie się na szerzące się idiotyzmy. Tak sobie myślę, że dopóki nie będzie potężnych kar za hejt, za słowa nienawiści, to nic się nie zmieni w naszym kraju. Należy jednak odróżnić krytykę od hejtu. Krytyka zawsze dotyczy konkretnych działań czy zachowań, hejt jest obrzucaniem przeciwnika błotem gdzie popadnie, bez uzasadnienia i w zamyśle, skrzywdzenie oponenta.

W sieci telewizyjnej tam gdzie mieszkam pojawił się kanał Zero, Stanowskiego i Mazurka, ludzi pozbawionych skrupułów, zwykłych prymitywnych chamów. Ten pierwszy domagał się czas jakiś temu wychłostanie nagiej urzędniczki urzędu skarbowego. I co? Co na to prokuratura, policja, sąd, elity polityczne – mają szeroko zamknięte oczy i uszy. Jeśli nawet sprawa trafi do sądu, to koleś uniknie kary, bo istnieje wolność słowa, a papuga Stanowskiego uzasadni, że poniżenie kobiety i nawoływanie do linczu było żartem, a że ktoś tego żartu nie zrozumiał – jego sprawa.

Na koniec jeszcze raz podkreślę, że w moim przypadku powodem nostalgii za dawniejszymi czasami nie jest to, że byłem młodszym, lecz przede wszystkim nie było wtedy tak wielu idiotów w przestrzeni publicznej.


[05.07.2026, Toruń]

04 lipca 2026

JULIUSZ SŁOWACKI - BENIOWSKI PIEŚŃ 5 – (26) KONIEC PIĘCIU PIERWSZYCH PIEŚNI

 

Radość udaje, ale głowy zwiesił,

Bo wie, żem skinął Ja — i wieszcza wskrzesił⁵⁴².


Jam z wolna serca mego rwał kawały,

Zamieniał w piorun i w twarz jemu ciskał;

A wszystkie tak grzmią jeszcze jako skały,

Jakbym ja w niebie na sztuki rozpryskał

Boga, a teraz kawałki spadały…

Jam zbił — lecz cóżem dziś u ludzi zyskał?

Za błękitami był bój i zwycięstwo —

Ludzie nie widzą we mnie, tylko męstwo.


Zaprawdę… Gdybyś mię widział, narodzie!

Jak ja samotny byłem i ponury,

Wiedząc, że jeśli mój grom nie przebodzie,

Litwin z Litwinem mię chwycą w pazury.

Już przypomniawszy gniazdo me na wschodzie,

Wołałem ręką Krzemienieckiej góry,

Ażeby weszła rozpędzić tę ciemną

Zgraję — i stanąć za mną — lub pode mną.


Bo się kruszyło we mnie serce smętne,

Że ja nikogo nie mam ze szlachetnych;

I próżno słowa wyrzucam namiętne,

Pełne łez i krwi i błyskawic świetnych,

Na serca, które zawsze dla mnie wstrętne —

Ja, co mam także kraj, łąk pełen kwietnych;

O􀰗czyznę, która krwią i mlekiem płynna⁵⁴³,

A która także mnie kochać powinna.


Jeśli wy bez serc! Wy! — To moje serce

Za was czuć będzie, przebaczać bez miary;

Ikwo⁵⁴⁴! płyń przez łąk zielonych kobierce!

Ty także sławna, że fal twoich gwary

Jakoby z Niemnem w olbrzymiej rozterce

Gadają. — Tyś zmusiła Niemen stary

Wyznać, żem wielki, że w sławę płyniemy…

Lecz rzekł: Niech idzie tam, gdzie my idziemy.


Ha! ha! Mój wieszczu! Gdzież to wy idziecie?

Jaka wam świeci! gdzie? portowa wieża?

Lub w Sławiańszczyźnie bez echa toniecie,

Lub na koronę potrójną Papieża

Piorunem myśli podniesione śmiecie

Gnacie. — Znam wasze porty i wybrzeża!

Nie pójdę z wami, waszą drogą kłamną —

Pójdę gdzie indziej! — i lud pójdzie za mną!


Gdy zechce kochać — ja mu dam łabędzie

Głosy, ażeby miłość swoją śpiewał;

Kiedy kląć zechce — przeze mnie kląć będzie;

Gdy zechce płonąć — ja będę rozgrzewał;

--------------------------------------------------------------------

⁵⁴²żem skinął Ja i wieszcza wskrzesił — Mickiewicz na emigracji zaczął na nowo tworzyć po wyzwaniu, rzuconym mu przez Słowackiego w salonowej improwizacji.

⁵⁴³krwią i mlekiem płynna — parafaza związku fazeologicznego „kraina mlekiem i miodem płynąca”, nawiązująca do krwawej historii żyznej i pięknej Ukrainy, por. też określenie „krew z mlekiem”, odnoszące się pięknej twarzy kobiecej.

-------------------------------------------------------------------

⁵⁴⁴Ikwa — rzeka na Wołyniu, w zach. części Ukrainy, prawy dopływ Styru.

------------------------------------------------------------------

Ja go wiodę, gdzie Bóg — w bezmiar — wszędzie.

W me imię będzie krew i łzy wylewał.

Moja chorągiew go nigdy nie zdradzi,

W dzień jako słońce, w noc jak żar prowadzi.


Ha! ha! odkryłeś mi się, mój rycerzu?

Więc teraz z mieczem pod ciebie przypadam!

Naprzód ci słońce pokażę w puklerzu,

Przed słońcem ciebie z trwogi wyspowiadam…

Fałsz ci pokażę w ostatnim pacierzu,

I pokazanym fałszem śmierć ci zadam;

Patrząc na twoją twarz zieloną w nocy

Jak księżyc — słońca wyrzekłeś się mocy?


Jam ci powiedział, że jak Bóg litewski

Z ciemnego sosen wstałeś uroczyska;

A w ręku twem krzyż jak miesiąc niebieski,

A w ustach słowo, co jak piorun błyska.

Tak mówiąc — ja syn pieśni! syn królewski!

Padłem — A tyś już następował z bliska,

I nogą twoją jak na trupie stawał?

Wstałem — Jam tylko strach i śmierć — udawał!


Znajdziesz mnie zawsze przed twoim obliczem,

Nie powalonym, hardym i straszliwym…

Nie jestem tobą — ty nie jesteś Zniczem⁵⁴⁵.

Lecz choćbyś Bogiem był — ja jestem żywym!

Gotów wężowym bałwan smagać biczem,

Dopóki świat ten pędzisz biegiem krzywym…

Kocham lud więcej niż umarłych kości…

Kocham… lecz jestem bez łez, bez litości


Dla zwyciężonych. — Taka moja zbroja,

I takie moich myśli czarnoksięstwo,

Choć mi się oprzesz dzisiaj? — przyszłość moja! —

I moje będzie za grobem zwycięstwo!…

Legnie przede mną twych poetów Troja,

Twe Hektorowe⁵⁴⁶ jej nie zbawi męstwo.

Bóg mi obronę przyszłości poruczył: —

Zabiję — trupa twego będę włóczył!


A sąd zostawię wiekom. — Bądź zdrów, wieszczu!

Tobą się kończy ta pieśń, dawny Boże.

Obmyłem twój laur w słów ognistych deszczu,

I pokazałem, że na twojej korze

Pęknięcie serca znać — a w liści dreszczu

Widać, że ci cóś próchno duszy porze.

Bądź zdrów! — A tak się żegnają nie wrogi,

Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych — Bogi⁵⁴⁷.

------------------------------------------------------------------

⁵⁴⁵Znicz — w pogańskiej kulturze litewskiej święty ogień kapłan go pilnujący.

⁵⁴⁶Hektor (mit. gr.) — bohater Iliady Homera, królewicz i najdzielniejszy wojownik trojański, zginął z ręki Achillesa.

⁵⁴⁷Bogi — dziś popr. forma M. lm: Bogowie.




[04.06.2026, Toruń]

03 lipca 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1403) CHAOS

 

1403.

Chaos związany jest lub ściślej był z upałami. Rzeczywiście przygrzało, ale od tego jest lato, aby przygrzać, a potem obdarzyć wysuszoną ziemię ulewami i burzą. Ta niedzielno-poniedziałkowa burza naprawdę była potężna, a niedzielę (chodzi tu o dzień niedzielny) spędziłem w łóżku – nie było czym oddychać.

Rozpoczął się Mundial i wielce żałuję, że mój imiennik – wujek, brat mojej mamy nie doczekał mistrzostw świata w piłce nożnej. Ja dawniej byłem zagorzałym kibicem kopanej piłki, podobnie jak mój wujek i zwykle stawialiśmy… ja na Argentynę, on na Brazylię. Mnie ta Argentyna została do dziś, choć piłą nożną już się nie zajmuję tak jak przed laty – wolę siatkówkę.

Chaos w polityce, tej wewnętrznej i zagranicznej. Naiwni koalicjanci z Tuskiem na czele tak bardzo zaangażowali się w wspieranie Żełeńskiego i Ukrainy, że teraz, kiedy na froncie zaczyna odnosić sukcesy Ukraina, pan prezydent Żełeński pokazuje Polakom środkowy palec. Wróżę, że po kolejnych wyborach, które koalicja przegra, jako państwo przystąpimy do budowy muru, tym razem na granicy polsko-ukraińskiej. A swoją drogą paniczna wiara pana premiera w rychłą wojnę z Rosją doprowadzi w końcu do finansowego krachu i czekając na ruskich obudzimy się jako społeczeństwo z ręką w nocniku. Wszelkie znaki na niebie mówią, że nie tylko Rosja dąży do wojny, ale i Polska Donalda Tuska dąży do tego samego.



[03.06.2026, Toruń]

01 lipca 2026

POEZJA (97) ZENON PRZESMYCKI - SERENADA

 

Dokoła cisza. Srebrzysty glob miesiąca

Jasności morze na śpiący rzuca świat.

W młodzieńczej piersi krew burzy się gorąca,

W toń złudnych marzeń zanurzam skroń swą rad.


Drzew szczyty szumią. Jak tkliwa — pieśń ich smętna!

Jak lustro błyszczy srebrzysta stawu toń.

I z serca prośba wyrywa się namiętna:

Ach, stań tu przy mnie, o skroń mą oprzyj skroń!


Świat cały zasnął. Ach, pójdź, o, pójdź, o droga,

Na ustach moich swe słodkie usta złóż!

Niech w ciszy nocy, u szczęścia stojąc proga,

Harmonię znajdę w pragnieniach naszych dusz.


W objęciach drżących, wsłuchani w serc swych bicie,

Śnić będziem błogo najsłodszy życia sen.

Za chwilę taką, za rozkosz tę — me życie,

Bo czemże przy niej jest smutny żywot ten?


O, pójdź! — I czekam. Lecz zwolna gwiazdy gasną.

Zbladł miesiąc. W krzewie senny się zbudził ptak.

I błysnął ranek. Więc znowu gwiazdę jasną

Straciłem jedną. Czyż wiecznie będzie tak?



[01.07.2026, Toruń]

HOMER - ILIADA - KSIĘGA 5 (16)

I zbliżywszy się, rzecze: — «Gdzież się więc podziały

I twój łuk, i niechybne, cny Pandarze, strzały?

Gdzie sława od nikogo tu nie zaprzeczona

I w kraju, że nad syna nie masz Likaona?

Wznieś do Zeusa ręce, a na tego męża

Puść ostrą z łuku strzałę, który nas zwycięża.

Ktokolwiek jest, okrutną rzeź w zastępach zrobił,

Tylu wsławionych Troi bohaterów pobił.

Może to i bóg jaki, gniewny o ofiary:

Gniewne bogi ciężkimi zwykły chłostać kary».

«Ajnejaszu! — rzekł Pandar — Ty wojska nadzieja!

Wcale²⁸² ten mąż podobny do syna Tydeja:

Tak z koni, tak z przyłbicy, tak sądzę z puklerza;

Lecz może i bóg postać wziął tego rycerza.

A jeśli jest Diomed, od bogów ma wsparcie,

Bez nich by się nie miotał w boju tak zażarcie.

Pewnie kto z nieśmiertelnych ukryty w obłoku

Zwraca strzały do jego wymierzone boku.

Jużem grot nań wypuścił, kirys²⁸³ na nim przeszył,

Jużem ramię mu zranił, jużem się ucieszył,

Że odwiedzi Hadesa²⁸⁴, lecz nie mogłem zwalić:

Jakiś mi bóg niechętny musiał go ocalić…

Już grot mój Diomeda i Atrydę²⁸⁵ ruszył,

Dobył z nich krwi, lecz tylko bardziej ich rozjuszył.

Złym ja wyrokiem zdjąłem te łuki ze ściany,

Kiedy od szlachetnego Hektora wezwany,

Powolny²⁸⁶ jego chęci, przyszedłem pod Troję.

Lecz jeżeli ojczyznę jeszcze ujrzę moję

I dom luby, i żonę kochaną uprzejmie,

Niechaj mi nieprzyjaciel głowę z karku zdejmie,

Jeśli ich nie dam ogniom, potrzaskanych w sztuki,

Bo widzę, że mi próżnym ciężarem te łuki».

«Przestań! — Ajnejasz rzecze — tak podle e cenić!

Inaczej się los wojny nie może odmienić,

Aż my się z tym zajadłym spotkamy rycerzem.

Siadaj na wóz, obadwa na niego uderzym.

Doświadczysz koni Trosa, jak zręcznie koleją

I nacierać, i bystro uciekać umieją;

Te nas ocalą, jeśli mimo nasze męstwo²⁸⁷

Zeus Diomedesowi zechce dać zwycięstwo.

Ja się bić będę, w twojej bicz i lejce dłoni,

Lub ty walcz, a ja wezmę kierowanie koni».

Na to Ajnejaszowi Pandar odpowiada:

«Niechaj raczej wędzidłem twoja ręka włada:

Pod znaną ręką więcej będzie wóz bezpieczny.

Jeżeliby nas przemógł²⁸⁸ Diomed waleczny,

Zbiegłszy się i nie czując swego pana głosu,

Nie mogłyby nas wyrwać od zgubnego ciosu;

Nieprzyjaciel zaś, nieład obaczywszy taki,

I nas by samych zabił, i zabrał rumaki.

-------------------------------------------------------------------

Padł, a oręż i świetna zbroj na nim szczękły;

Tym jękiem się ogniste rumaki przelękły

I skacząc, w tył się nagłym usunęły zwrotem,

A on z lubym na zawsze rozstał się żywotem.

By Grecy nie porwali trupa do obozu,

Z długą dzidą Ajnejasz wyskakuje z wozu,

Jak lew, w moc zaufany, staje nad rycerzem.

Obchodzi go i wielkim zasłania puklerzem;

A ktokolwiek się zbliża dla wzięcia zdobyczy,

Temu zagraża śmiercią i straszliwie krzyczy.

Jednak mężny Diomed placu nie odbieżał,

Chwycił ogromny kamień, co na ziemi leżał

(Który dzisiaj dwóch ludzi, choć z największą mocą,

Niżeli z miejsca ruszą, dobrze się zapocą,

Lecz Diomed podźwignął z małym bardzo trudem,

Uderzył w miejsce między biodrami i udem.

Łamie kość, rwie głaz żyły i skórę rozdziera:

On pada na kolana, ręką się podpiera,

A cień mu czarny zaraz się w oczach rozwinął.

Już by był Ajnejasza zły wyrok nie minął,

Już by się jego dusza była nie wybiegła,

Gdyby w niebezpieczeństwie syna nie postrzegła

Kiprys, co go powiła ojcu, gdy pasł woły.

Ta go pieszczoną dłonią uchwyciwszy wpoły

I śnieżnymi dokoła okrywszy zasłony,

Aby od kogo z Greków nie został raniony

I duszy nie wyzionął, unosiła z pola.

Stenelowi pamiętna Diomeda wola;

Więc daleko od wrzawy Aresa, na stronie,

Swoje lejcem do wozu przywiązuje konie,

A Ajnejasza z grzywą przepyszną rumaki

Czym prędzej między greckie prowadzi orszaki.

Miłego Deipila tą pracą obciążył,

Ażeby z nimi z pola do okrętów dążył;

W nim sobie mężny Stenel najwięcej podoba,

W jednym są wieku, jedne mają myśli oba.

To zrobiwszy, lejc bierze, na wóz pyszny wsiada

I wkrótce przyjaciela swojego dopada.

Tydeid spiżem lśniącą uzbrojony dzidą,

Widząc, że mdła²⁹⁵ bogini, ścigał za Kiprydą…

Wreszcie ją długim goniąc śmiały rycerz biegiem,

Dopędził między Trojan walecznych szeregiem.

Natychmiast oszczep rzucił i dosięgnął ręki,

Przebił boską zasłonę, którą tkały Wdzięki,

I zdarł jej trochę skóry żeleźcem pociska:

Zaraz z niej krew, a raczej sok czysty wytryska.

Inny jest pokarm ludzi, inny władców nieba,

Nie znają oni wina, sił nie ciągną z chleba,

Więc krwi nie mając, żywot nieśmiertelny wiodą.

Raniona Kiprys, z bogiń najpierwsza urodą,

Krzyczy i rzuca syna. Apollo go bierze,

I by mu życia greccy nie wzięli rycerze,

Nieprzejrzanym dokoła cieniem go oblecze.

Do Kiprydy zaś Tydejd groźnym tonem rzecze:

«Idź stąd, córo Zeusa, nie tu twe zalety:

------------------------------------------------------------------

²⁹⁵mdły (daw.) — słaby. [przypis edytorski]



[01.07.2026, Toruń]