Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

18 października 2026

BOGOWIE OLIMPIJSCY - ATENA (MINERWA)

 

Atena (Minerwa)

Dzeus, który od dłuższego czasu odczuwał dotkliwe bóle głowy, wezwał Hefajstosa, z bogów najtęższego kowala, i kazał sobie toporem rozbić czaszkę, aby się przekonać, co jest powodem cierpienia. Ledwo Hefajstos zadał mu cios żądany, gdy z otwartej głowy wyskoczyła dorodna bogini, w jasnej zbroi. W tak dziwny sposób przyszła na świat Atena, bóstwo mądrości. Dzeus kochał ją najbardziej ze wszystkich swoich dzieci, sadzał wysoko na radzie bogów, cenił zawsze jej zdanie i na znak szczególnej łaski pozwalał używać swej

strasznej broni — piorunu. Była to surowa i niedostępna dziewica, postawy olbrzymiej, wielkiej siły i niezłomnego hartu. Nigdy nie myślała ani o miłości, ani o małżeństwie. Nie miała po prostu na to czasu. Zajmowało ją wszystko. Wynalazła mnóstwo pożytecznych rzeczy, a uczeni i filozofowie widzieli w niej swoją patronkę. Potępiali jedynie jej zamiłowanie do wojny. Lecz Atena zbroję nosiła tylko po to, żeby bronić słusznej sprawy i miast napadniętych zdradziecko. Gałąź z poświęconego jej drzewa oliwnego stała się symbolem zgody między zwaśnionymi. Kapłanom zaś zalecała głosić takie prawa: “Nie wzbronisz nikomu wody ni ognia. Nie będziesz wskazywał fałszywej drogi. Nie zostawisz niczyich zwłok bez pogrzebu. Nie zabijaj wołu ciągnącego pług".

Atena szczególnie celowała w robotach tkackich i wyszywaniu. Ponieważ żadna z bogiń tym się nie zajmowała, przyznawano jej na Olimpie w tych rzeczach niedoścignione pierwszeństwo. Inaczej się działo na ziemi, gdzie pewna księżniczka, imieniem Arachne, zapewniała, że potrafi wyszywać równie pięknie, a może jeszcze piękniej niż sama bogini. Wtedy Atena stanęła z nią do zawodów: która z nich cudniej wyhaftuje tkaninę. Arachne skreśliła igłą na płótnie przedziwne bajki. Był tam Dzeus porywający Europę i Leda bawiąca się z łabędziem, Danae nakryta złotym deszczem i wiele innych rzeczy, a wszystko takie żywe i takie ładne, że Atena, której własna robota nie była piękniejsza, podarła ze złości tkaninę Arachny. Biedna dziewczyna powiesiła się z rozpaczy. Teraz dopiero Atena poznała, jak dalece gniew ją zaślepił. Wróciła jej życie i jednocześnie zamieniła w pająka. Odtąd Arachne “srebrne w belkach płócienka przędzie", na których zawisają tęczowe źdźbła słońca.

Ze wszystkich miast greckich Atena kochała najbardziej to; które od niej wzięło swą nazwę — dumne, wspaniałe Ateny. Tam miała najpiękniejsze świątynie i najokazalsze uroczystości. Ateńczycy obchodzili od niepamiętnych czasów, w porze żniw, z początkiem

sierpnia, Panatenaje. Były one pierwotnie świętem chłopskim, aż król Pizystrat (VI wiek przed n. e.) uczynił z nich naczelną uroczystość ateńską, sprawianą co cztery lata z wielką

wystawnością. W czasie Panatenajów odbywały się wyścigi na wozach, zapasy atletów i koncerty muzyczno-wokalne. Ze wszystkich stron zjeżdżali się artyści i występowali w Odejonie, wielkim gmachu koncertowym, u stóp skały Akropolis. Zwycięzcy otrzymywali pewną ilość oliwy wyciskanej ze świętych oliwek Ateny i przechowywanej w malowanych

dzbanach. Po zawodach odbywał się przy akompaniamencie fletów taniec pirryjski, stary

wojenny taniec, o którym opowiadano, że pierwsza zatańczyła go Atena po zwycięstwie nad gigantami. Występowały kolejno trzy chóry: chłopców, młodzieńców i mężów — wszyscy nago, z tarczą tylko na lewym ramieniu i z hełmem na głowie. Po konkursie piękności męskiej, do którego stawali najpiękniejsi młodzieńcy i mężowie z całej Attyki, urządzano bieg z pochodniami. Ulice do późnej nocy rozbrzmiewały śpiewami.

Nazajutrz przed świtem gromadzono się przy jednej z bram miasta, skąd miała wyjść uroczysta procesja. O pierwszych brzaskach ruszał orszak, na którego czele widniał okręt święty, posuwany na kołach lub niesiony na ramionach mężczyzn. Na maszcie i rejach rozpościerał się peplos, wspaniała szata z materii wełnianej, barwiona żółto i fiołkowo, pokryta haftami, przedstawiającymi zazwyczaj sceny z gigantomachii. Pracowały nad jej wykonaniem przez cały rok cztery dziewice z najpierwszych rodzin ateńskich pod kierunkiem kapłanki Ateny. Za okrętem prowadzono bydło ofiarne: krowy i owce. Dalej zaś postępował pochód wedle porządku przestrzeganego przez osobnych urzędników: dziewice w bieli ze świątynnymi przyborami, dygnitarze, wojsko, wreszcie konnica, świetne arystokratyczne rycerstwo ateńskie. Ulice na ten dzień starannie oczyszczono, domy ozdobiono zielenią i kwiatami, a rzędem stali niewolnicy i cudzoziemcy z gałązkami dębowymi. Wśród śpiewania hymnów i muzyki procesja obchodziła wszystkie święte miejsca, aż zatrzymywała się przed wejściem na Akropol. Z okrętu zdejmowano peplos i u wrót świątyni oddawano w ręce kapłanki Ateny, która nim przyodziewała prastary posąg z drzewa. Stada bydła szły pod nóż ofiarnika i w chwili gdy ku niebu wznosił się dym z ognia płonącego na ołtarzu, wszyscy zasiadali do uczty. Najuroczystszy dzień w roku kończył się powszechnym świętowaniem: odwiedzano się wzajemnie, chodzono po ulicach z wieńcami na głowach, nocą śpiewano po gajach i ogrodach.

W ostatnim, dziewiątym dniu Wielkich Panatenajów odbywały się w Zatoce Salamińskiej wyścigi żeglarskie. W blaskach sierpniowego słońca uwijały się roje łodzi i drobnych stateczków. Na słabym wietrze furkotały żagle mieniąc się wszystkimi barwami. Piękne święto zamykano obrazem, pozostającym na długo w pamięci — radosną wizją lazurowego morza, złotego słońca i cichego, pogodnego błękitu nieba. Ateńczycy widzieli w swojej bogini idealne uosobienie samych Aten i najdoskonalszy wyraz wszystkich cnót ateńskich. Dawano jej rozmaite przydomki ze względu na jej rozliczne zajęcia. Zwano ją Ergane, czyli Pracownicą, Polias, czyli Patronką Miast, Promachos, czyli Panią Zastępów, Pallas, czyli Panną, jak to imię objaśnia geograf grecki Strabon, mówiąc: “urodziwą i świetnego rodu pannę zowie się u Hellenów: pallas". Lecz najmilsza była dla niej nazwa Partenos —Dziewica.

Atenie-Dziewicy zbudowano w Atenach świątynię, Partenon, której wspaniałe ruiny do dziś się zachowały. W świątyni był posąg Ateny, roboty Fidiasza, równie kosztowny jak jego Dzeus olimpijski: cały ze złota i kości słoniowej, wysoki na dwanaście metrów. Bogini stała opierając się lewą ręką na tarczy, spod której wychylał się wąż, a w prawej dłoni trzymała skrzydlatą boginię zwycięstwa, Nike. Na głowie miała hełm ozdobny, a ubrana była w długą szatę opadającą do stóp w poważnych fałdach. Była to postać pełna szlachetności, siły i majestatu, tak jak ją widzimy w licznych zachowanych posągach. Ptakiem poświęconym Atenie była sowa, do dziś symbol wiedzy i mądrości .



[18.10.2026, Toruń]

BIBLIA WARSZAWSKA - STARY TESTAMENT - I KSIĘGA MOJŻESZOWA [14]

 

Uwolnienie Lota przez Abrama


14:1 W czasach Amrafela, króla Synearu, Arioch, król Ellasaru, Kedorlaomer, król Elamu, i Tidal, król narodów,

14:2 Prowadzili wojnę z Berą, królem Sodomy, i z Birszą, królem Gomory, z Szinabem, królem Admy, z Szemeberem, królem Seboim, i z królem miasta Beli, czyli Soaru.

14:3 Wszyscy oni zeszli się w dolinie Syddim, gdzie teraz jest Morze Słone.

14:4 Przez dwanaście lat podlegali Kedorlaomerowi, lecz w trzynastym roku zbuntowali się.

14:5 W czternastym roku wyruszył Kedorlaomer oraz królowie, którzy byli z nim, i pobili Refaitów w Aszterot-Karnaim, Zuzytów w Ham i Emitów na równinie Kiriataim,

14:6 I Chorytów w ich górach Seir aż do El-Paran, które jest na granicy pustyni.

14:7 Potem zawrócili i przybyli do En-Miszpat, czyli do Kadesz, i zniszczyli cały kraj Amalekitów, a także Amorytów, którzy mieszkali w Chasason-Tamar.

14:8 Wtedy wyruszył król Sodomy i królowie Gomory, Admy, Seboim i Beli, czyli Soaru i uszykowali się w dolinie Syddim do walki z nimi,

14:9 Mianowicie z Kedorlaomerem, królem Elamu, i Tidalem, królem narodów, i Amrafelem, królem Synearu, i Ariochem, królem Ellasaru, czterech królów przeciwko pięciu.

14:10 A w dolinie Syddim było wiele dołów ze smołą ziemną. Toteż gdy królowie Sodomy i Gomory uciekali, wpadli tam, a pozostali uciekli w góry.

14:11 Wtedy zabrawszy całe mienie Sodomy i Gomory oraz wszystką ich żywność, odeszli.

14:12 Zabrali także Lota, bratanka Abrama, i jego dobytek i odeszli; mieszkał bowiem w Sodomie.

14:13 I przyszedł pewien uchodźca, i oznajmił to Abramowi Hebrajczykowi, który mieszkał w dąbrowie Amoryty imieniem Mamre, brata Eszkola i Anera, sprzymierzeńców Abrama.

14:14 Gdy Abram usłyszał, że bratanka jego wzięto do niewoli, uzbroił swoich trzystu osiemnastu wypróbowanych ludzi, urodzonych w jego domu i ruszył w pościg aż do Dan.

14:15 Potem podzieliwszy swój oddział, napadł na nich w nocy ze sługami swymi, pobił ich i ścigał aż do Choby, na północ od Damaszku.

14:16 Tak odzyskał cały dobytek. Również przyprowadził na powrót Lota, bratanka swego, i jego dobytek, a także kobiety i ludzi.

Melchizedek błogosławi Abrama

14:17 A gdy wracał po zwycięstwie nad Kedorlaomerem i królami, którzy z nim byli, wyszedł mu na spotkanie król Sodomy do doliny Szewe, doliny królewskiej.

14:18 Melchisedek zaś, król Salemu, wyniósł chleb i wino. A był on kapłanem Boga Najwyższego.

14:19 I błogosławił mu, mówiąc: Niech będzie błogosławiony Abram przez Boga Najwyższego, stworzyciela nieba i ziemi!

14:20 I niech będzie błogosławiony Bóg Najwyższy, który wydał nieprzyjaciół twoich w ręce twoje! A Abram dał mu dziesięcinę ze wszystkiego.

14:21 Wtedy rzekł król Sodomy do Abrama: Daj mi ludzi, a zabierz sobie dobytek!

14:22 Lecz Abram odpowiedział królowi Sodomy: Podnoszę rękę swą do Pana, Boga Najwyższego, stworzyciela nieba i ziemi,

14:23 Że nie wezmę ani nitki, ani rzemyka sandałów, ani niczego z tego wszystkiego, co należy do ciebie, abyś nie mógł powiedzieć: To ja wzbogaciłem Abrama.

14:24 Nie chcę nic, oprócz tego, co spożyli słudzy oraz działu należnego mężom, którzy poszli ze mną, Anerowi, Eszkolowi i Mamremu; niech oni wezmą swój dział.



[18.10.2026, Toruń]

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXVI

 

PIEŚŃ XXVI

(Krąg VIII. Tłumok VIII. Źli doradcy: Ulisses.)


Ciesz się, Florencjo! Twe skrzydła olbrzymie

Przez ląd i morze szeleszczą w tej dobie,

Nawet do piekła zaniosły twe imię.

W kręgu złodziei, daj wiarę zaklęciu,

Obywateli twych znalazłem pięciu³⁹³,

A co mnie wstydem rumieni i tobie,

Zda się, nie robi wielkiego zaszczytu,

Jeśli po ranu³⁹⁴, w marzeniach przedświtu,

Marzących sny są prawdziwsze niekiedy,

Wkrótce się dowiesz, co ci życzy Prato³⁹⁵

Jeśli nieszczęście już cię nawiedziło,

Co być musiało, nie przed czasem było;

Bo w czas im dalej zajdzie moje lato³⁹⁶,

Więcej mi będą ciężyć twoje biedy!

Wódz szedł i tymi szczeblami, co skały,

Gdyśmy schodzili, dla nas wykowały,

Powraca, ciągnąc mnie za swoją nogą³⁹⁷.

I tak samotną pośród głazów drogą

Stopa się plącząc, między skał osęki,

Postępowała za pomocą ręki.

Jam się zasmucił i jeszcze się smucę,

Po ile razy pamięć moją zwrócę

Na dziwne, co tam widziałem, przedmioty,

Zawściągam silniej wodze mego ducha,

By swej nie stracił przewodniczki cnoty;

I gdy mi gwiazda rai światłem błogiem

Jakie bądź dobro, nie chcę być mu wrogiem. [...]

-------------------------------------------------------------------------

³⁹³Florencjo (…) obywateli twych znalazłem pięciu — Tu Poeta z gorzką ironią wyrzeka na zepsucie obyczajów publicznych w średniowiecznej rzeczypospolitej florenckiej; ze szlachetnych jej rodzin nalicza aż pięciu złodziei, zapewne skarbu publicznego, których nazwiska wymienił w pieśni uprzedniej.

³⁹⁴po ranu — rano, o poranku.

³⁹⁵Wkrótce się dowiesz, co ci życzy Prato – Dante prorokuje nieszczęścia dla Florencji, które właśnie nawiedziły ją w czasie, kiedy pisał swój poemat, jako to: pożar, który w 1301 r. zniszczył 1700 domów tego pięknegomiasta; w roku 1304 załamał się most na rzece Arnie; uwagi godne na koniec klęski, jakie wojujące między sobą stronnictwa sprowadziły na miasto. Mieszkańcy pobliskiej miejscowości Prato życzą Florencji takich nieszczęść.

³⁹⁶Bo w czas im dalej zajdzie moje lato — Nieszczęścia, na które od dawna zasłużyła sobie Florencja, nie będą przedwczesne. Poeta życzy, aby nieuniknione klęski nadeszły rychło, gdyż im on będzie starszy, tym mniej będzie miał siły zniesienia nieszczęść jego rodzinnego miasta.

³⁹⁷Powraca, ciągnąc mnie za swoją nogą — Tu poeci wstępują na most prowadzący do ósmego oddziału.

-----------------------------------------------------------------------

[…] Jak w porze roku, gdy więcej palące

Twarz swą najdłużej nam odkrywa słońce,

Wieśniak na wzgórku wczasując przed nocą,

Gdy komar brzęczy, a zamilknie mucha,

Widzi w dolinie robaczki błyszczące,

Gdy w ciemnych liściach winnicy migocą:

Tak ja widziałem na dnie ósmej jamy

Mnóstwo płomyków patrząc z wierzchu tamy.

Jak ów pomszczony za się przez niedźwiedzi

Za lekkomyślną niewiarę gawiedzi³⁹⁸,

Widząc ognisty rydwan Elijasza³⁹⁹,

Gdy zaprząg wichru w niebo go unasza,

Tylko oczyma lekki płomyk tropił,

Co się jak obłok w powietrzu roztopił:

Tak na dnie jamy każdy kształt płomyka

Ruszał się, kryjąc w swym wnętrzu grzesznika.

Z mostu uwięzłem cały w tym widoku

I gdybym ręką nie chwycił się głazu,

Niepchnięty w otchłań upadłbym do razu.

Wódz widząc moje wytężenie w oku,

Rzekł: «Tu duch każdy żyć w ogniu skazany,

Chodzi płomieniem jak suknią odziany⁴⁰⁰».

Odpowiedziałem: «Mistrzu, z twego słowa

Na to, co widzę, pada jasność nowa:

Mów, z tylu ogni migających w zmierzchu,

Jaki to płomień, co rozdzielon z wierzchu,

Jako ze stosu na dwie strony wionął,

Na którym z bratem swym Eteokl płonął⁴⁰¹?»

Mistrz: «Dyjomeda duch i Ulissesa

Za karę wspólnej ich zdrady po zgonie

W jednym płomieniu nierozdzielnie płonie;

W nim płaczą sławnej zasadzki trojańskiej⁴⁰²,

Z której nam wyszedł piękny szczep rzymiański⁴⁰³;

W nim za łzy cierpią córki Likomeda⁴⁰⁴,

Co w swoim żalu ukoić się nie da,

Umarła skarży jeszcze Achillesa;

I w nim pokutę cierpią i karanie,

Za uwiezione Palladium kryjomie⁴⁰⁵». [...]

-----------------------------------------------------------------------

³⁹⁸pomszczony za się przez niedźwiedzi za lekkomyślną niewiarę gawiedzi — Elizeusz, po widzeniu swoim wstępującego do nieba na wozie ognistym proroka Eliasza, przyszedł do miasta Betel i opowiadał swoje widzenie; gdy chłopcy uliczni z niego szydzili, Elizeusz przeklął ich w imię Pańskie, i wkrótce niedźwiedzie wypadły z pobliskich lasów i rozszarpały szyderców (Księgi Królewskie, rozdz. 2 w. 23).

³⁹⁹Elijasza — Eliasza; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

⁴⁰⁰Chodzi płomieniem jak suknią odziany — W tym ósmym oddziale ósmego kręgu piekła spotykamy oszukańczych doradców. Mówią ognistymi syczącymi językami, bo język ich był według słów apostoła żarem, który całe lasy zapalał.

⁴⁰¹Na którym z bratem swym Eteokl płonął — Eteokles i brat jego Polinik, w pojedynku nawzajem siebie zamordowali. Gdy ciało drugiego brata na stos włożono, podczas gdy pierwszego już gorzało, w tej chwili płomień się rozdzielił, ażeby prochów tych, co za życia najzaciętszymi byli wrogami, zarazem jeden ogień nie strawił.

⁴⁰²płaczą sławnej zasadzki trojańskiej — Zbudowany za radą Ulissesa koń z drzewa, za pomocą którego Grecy zdobyli Troję.

⁴⁰³Z której nam wyszedł piękny szczep rzymiański — Rzymianie pochodzenie swe wywodzili od Trojan: treść Eneidy Wergilego.

⁴⁰⁴za łzy cierpią córki Likomeda — Deidamia, córka Likomeda, króla Scyrosu. Na dworze tegoż króla Tetys syna swojego, Achillesa, przebranego za dziewczynę chowała, ażeby go ocalić od niebezpieczeństwa, jakim wyrocznia z Troi jemu groziła. Ulisses odkrył jego kryjówkę i namówił Achillesa, aby rzucił swoją kochankę Deidamię i szedł z Grekami na wyprawę pod Troję.

⁴⁰⁵Za uwiezione Palladium kryjomie — Palladium, posąg, od którego zawisł los Troi, wykradli Odyseusz i Diomedes.

------------------------------------------------------------------------

[…] — «O! jeśli mogą przemówić z płomienia,

Niech ci ta prośba za tysiąc próśb stanie,

Pozwól mi czekać, nim dwoiste płomię

Zbliży się do nas, wszak po tośmy przyszli.

Patrz, z jaką żądzą ku niemu się chylę!»

A mistrz: «Rad spełnię chwalebne życzenia,

Lecz trzymaj język na wodzy milczenia;

Ja mówić będę, odgadłem twe myśli;

Bo ci grzesznicy w uprzedzeniu dzikiem

Może, jak Grecy, wzgardzą twym językiem?»

Gdy płomień do nas zbliżył się, mistrz chwilę

I miejsce k’temu wybrawszy stosowne,

W tych słowach usta otworzył wymowne:

«Wy, w jednym ogniu jak dwóch w jednym ciele,

O, jeśli miła wam mało czy wiele,

Pisana, wielka moja pieśń na świecie!

Stójcie, niech jeden z was powie poecie,

Gdzie umarł, trudy skończywszy wędrowne?»

Starożytnego wierzchołek ogniska

Zaczął się ruszać, o dziw niepojęty!

Szumiąc jak płomień wiatrami rozdęty;

I wierzch zwężony w kształcie obeliska

Tam i sam wodząc, jak język gotowy

Przemówić słowo, zabrzmiał tymi słowy:

«Gdym zbiegł od Cyrcy⁴⁰⁶, jej więzień niestety!

Z wyspy, skąd blisko do miasta Kajety⁴⁰⁷,

Już ani słodycz pocałunków syna,

Ni stary ojciec, tęskniąca rodzina,

Miłość wzajemna czułej Penelopy,

Nie mogły wstrzymać wędrownika stopy:

Chciałem świat poznać i zwyczaje ludów

I opowiedzieć dzieje jego cudów.

Zebrawszy szczupłą, lecz wierną drużynę,

Na pełne morze w jednej łodzi płynę;

Wody, co brzegi marokańskie liżą,

Aż po hiszpański półwysep, ostrowy,

Ile ich patrzy w morskie wód zwierciadła,

Łódź białoskrzydła obleciała chyżo.

Już mnie i moich wiek nachylił długi,

Gdyśmy wpłynęli do morskiego gardła⁴⁰⁸,

Gdzie stoi wbity słup jeden i drugi,

Jakby ostrzegał znak herkulesowy:

Człowieku, tutaj kres twojej żeglugi!

W prawo rzuciłem Sewilli wybrzeże,

Na lewo Septy mauretańskiej wieże.

— O bracia! rzekłem, po tylu przygodach

Rzucamy kotew⁴⁰⁹ na zachodnich wodach;

A więc użyjmy tej reszty żywota.

Zwiedźmy, wszak krótkim tu każdy z nas gońcem,

Świat niemieszkalny tam dalej za słońcem! […]

------------------------------------------------------------------------

⁴⁰⁶Gdym zbiegł od Cyrcy — Cyrce, czarownica, która przemieniła współtowarzyszy podróży Ulissesa w wieprze. Sam Ulisses cudownym zielem obronił się od tej przemiany, lecz zakochał się w niej szalenie, a czarownica przytrzymała więźnia kochanka cały rok na swojej wyspie.

⁴⁰⁷Z wyspy, skąd blisko do miasta Kajety — Miasto Gaeta wzięło swoją nazwę od Kajety, mamki Eneasza.

⁴⁰⁸Gdyśmy wpłynęli do morskiego gardła — Cieśnina Gibraltar, która prowadzi pomiędzy słupami Herkulesowymi. Septa, wybrzeże Mauretanii, kraju północnej Afryki.

⁴⁰⁹kotew — kotwica.

------------------------------------------------------------------------

[…] Myślcie, skąd człowiek swój początek bierze:

On nie stworzony, aby żył jak zwierze,

Cel jego trudów nauka i cnota.

Tą mową, jakbym połechtał ostrogą,

Zagrzani dalszą puszczają się drogą,

Gdzie morze szerzej roztacza wód łona.

Łódź ku wschodowi tyłem obrócona,

Na lewo zwraca tor zuchwałej jazdy,

Skrzydłami wioseł jak ptak upierzona;

Z drugiej półkuli wszystkie nocne gwiazdy

Patrzały na nas, gdy z pierwszej półsenne

Spadając oczy mrużyły promienne.

Księżyc pięć razy swe oblicze zmienne

Zmienił od czasu, jakeśmy pływali

Po tej bezbrzeżnej oceanu fali:

Wtem nam się góra pokazała w dali⁴¹⁰,

Tak wielkiej żywe nie widziało oko.

Pierś naszą radość wypełnia szeroko,

Lecz za radością w ślad rozpacz przychodzi:

Zrywa się burza od nowego lądu,

Uderza wichrem w sam przód naszej łodzi,

Trzy razy wirem okręca ją prądu,

Za czwartym… snadź⁴¹¹ tak chciały sądy boże,

Z szumem nad nami zamknęło się morze». […]

-----------------------------------------------------------------------

⁴¹⁰Wtem nam się góra pokazała w dali — Według wykładu jednych komentatorów Dante przez tę górę chciał wyrazić czyściec; według drugich: chciał przez tę górę wyrazić fantastyczną wyspę Atlantis w Oceanie Atlantyckim. Może pragnął przestrzegać przed zbyt śmiałymi wyprawami morskimi. A może chciał wyrazić tę prawdę, że pragnienie wiedzy dążące poza granice umysłowi ludzkiemu zakreślone, gotuje zgubę człowiekowi.

⁴¹¹snadź (daw.) — zapewne, widocznie, prawdopodobnie.



[19.10.2026, Toruń]

14 października 2026

MUZYCZNE POCZTÓWKI - GUSTAV MAHLER - I. SYMFONIA - CZĘŚĆ 3.

 

Część trzecia, najsłynniejszy fragment tej pierwszej symfonii, zwłaszcza ze względu na pomysłowe wykorzystanie melodii utworu "Frere Jacques" jako marszu pogrzebowego



[14.10.2026, Toruń]

09 października 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (19)

 

R. VI - W JAKI SPOSÓB NOWI LUDZIE UKAZUJĄ SIĘ NAD STARYMI HORYZONTAMI. (cd.)


[…] — Ojca twego wciąga do spółki?… — rzekła wzruszając ramionami. — Do jakiejże

spółki może go wciągnąć?… I w tej chwili przestrasza się własnych słów…

Panna Izabela nie mogła wątpić o jej niewinności; znowu parę razy przeszła się po gabinecie z ruchami zamkniętej lwicy i nagle zapytała:

— Powiedzże mi przynajmniej: co sądzisz o tym człowieku?

— Ja o Wokulskim?… Nic o nim nie sądzę, wyjąwszy chyba to, że szuka rozgłosu i stosunków.

— Więc dla rozgłosu ofiarował tysiąc rubli na ochronę?

— Z pewnością. Dał przecie dwa razy tyle na dobroczynność.

— A dlaczego kupił mój serwis i srebra?

— Zapewne dlatego, ażeby je z zyskiem sprzedać — odpowiedziała panna Florentyna.

— W Anglii za podobne rzeczy dobrze płacą.

— A dlaczego… wykupił weksle papy?

— Skąd wiesz, że to on? W tym nie miałby żadnego interesu.

— Nic nie wiem — pochwyciła gorączkowo panna Izabela — ale wszystko przeczuwam,

wszystko rozumiem… Ten człowiek chce zbliżyć się do nas…

— Już się przecie poznał z ojcem — wtrąciła panna Florentyna.

— Więc do mnie chce się zbliżyć!… — zawołała panna Izabela z wybuchem. — Poznałam to po…

Wstyd jej było dodać: „po jego spojrzeniu”.

— Czy nie uprzedzasz się, Belciu?…

— Nie. To, czego doznaję w tej chwili, nie jest uprzedzeniem, ale raczej jasnowidzeniem.

Nawet nie domyślasz się, jak ja dawno znam tego człowieka, a raczej — od jak dawna on mnie prześladuje. Teraz dopiero przypominam sobie, że przed rokiem nie było przedstawienia w teatrze, nie było koncertu, odczytu, na którym bym go nie spotkała, i dopiero dziś ta… bezmyślna figura wydaje mi się straszną…

Panna Florentyna aż cofnęła się z fotelikiem, szepcząc:

— Więc przypuszczasz, żeby się ośmielił…

— Zagustować we mnie?… — przerwała ze śmiechem panna Izabela. — Tego nawet nie myślałabym mu bronić. Nie jestem ani tak naiwna, ani tak fałszywie skromna, ażeby nie wiedzieć, że się podobam… mój Boże! nawet służbie… Kiedyś gniewało mnie to jak żebranina, która zastępuje nam drogę na ulicach, dzwoni do mieszkań albo pisuje listy z prośbą o wsparcie. Ale dziś — tylko zrozumiałam lepiej słowa Zbawcy: „Komu wiele dano, od tego wiele żądać będą.”¹⁷⁰. — Zresztą — dodała wzruszając ramionami — mężczyźni w tak bezceremonialny sposób zaszczycają nas swoim uwielbieniem, że nie tylko już nie dziwię się ich nadskakiwaniu albo impertynenckim spojrzeniom, ale temu, gdy jest inaczej. Jeżeli w salonie spotkam człowieka, który mi nie mówi o swej sympatii i cierpieniach albo nie milczy posępnie w sposób zdradzający jeszcze większą sympatię i cierpienia, albo nie okazuje mi lodowatej obojętności, co ma być oznaką nawyższej sympatii i cierpień, wtedy — czuję, że mi czegoś brak, jak gdybym zapomniała wachlarza albo chusteczki… O, ja ich

znam! tych wszystkich donżuanów¹⁷¹, poetów, filozofów, bohaterów, te wszystkie tkliwe, bezinteresowne, złamane, rozmarzone albo silne dusze… Znam całą tę maskaradę i zapewniam cię, że dobrze się nią bawię. Cha! cha! cha!… jacy oni śmieszni…

— Nie rozumiem cię, Belciu… — wtrąciła panna Florentyna rozkładając ręce.

— Nie rozumiesz?… Więc chyba nie jesteś kobietą.

Panna Florentyna zrobiła gest przeczący, a następnie powątpiewający.

— Posłuchaj — przerwała panna Izabela. — Od roku już straciliśmy stanowisko w świecie. Nie zaprzeczaj, bo tak jest, wszyscy o tym wiemy. Dziś jesteśmy zrujnowani.

— Przesadzasz…

— Ach, Floro, nie pocieszaj mnie, nie kłam!… Czyżeś nie słyszała przy obiedzie, że nawet tych kilkanaście rubli, które ma obecnie mój ojciec, są wygrane w karty od…[...]

---------------------------------------------------------------------------

¹⁷⁰Komu wiele dano, od tego wiele żądać będą — cytat z Ewangelii św. Łukasza

¹⁷¹donżuan — w przenośni: uwodziciel kobiet; don Juan: bohater z dramatu hiszpańskiego Tirso de Moliny (1630), później bohater wielu utworów literackich.

-------------------------------------------------------------------------

Panna Izabela mówiąc to drżała na całym ciele. Oczy jej błyszczały, na twarzy miała wypieki.

— Otóż w takiej chwili przychodzi ten… kupiec, nabywa nasze weksle, nasz serwis, opętuje mego ojca i ciotkę, czyli — ze wszystkich stron otacza mnie sieciami jak myśliwiec

zwierzynę. To już nie smutny wielbiciel, to nie konkurent, którego można odrzucić, to… zdobywca!… On nie wzdycha, ale zakrada się do łask ciotki, ręce i nogi oplątuje ojcu, a mnie chce porwać gwałtem, jeżeli nie zmusić do tego, ażebym mu się sama oddała… Czy rozumiesz tę wyrafinowaną nikczemność?

Panna Florentyna przestraszyła się.

— W takim razie masz bardzo prosty sposób. Powiedz…

— Komu i co?… Czy ciotce, która gotowa popierać tego pana, ażeby mnie zmusić do oddania ręki marszałkowi?… Czy może mam powiedzieć ojcu, przerazić go i przyśpieszyć

katastrofę? Jedno tylko zrobię: nie pozwolę ojcu, ażeby zaciągał się do jakichkolwiek spółek, choćbym miała włóczyć mu się u nóg, choćbym miała… zabronić mu tego w imieniu zmarłej matki….

Panna Florentyna patrzy na nią z zachwytem…

— Doprawdy, Belciu — rzekła — przesadzasz. Z twoją energią i taką genialną domyślnością…

— Nie znasz tych ludzi, a ja widziałam ich przy pracy. W ich rękach stalowe szyny zwijają się jak wstążki. To straszni ludzie. Oni dla swoich celów umieją poruszyć wszystkie siły ziemskie, jakich my nawet nie znamy. Oni potrafią łamać, usidlać, płaszczyć się, wszystko ryzykować, nawet — cierpliwie czekać…

— Mówisz na podstawie czytanych romansów.

— Mówię na mocy moich przeczuć, które ostrzegają… wołają, że ten człowiek po to jeździł na wojnę, ażeby mnie zdobyć. I ledwie wrócił, już mnie ze wszystkich stron obsacza¹⁷²… Ale niech się strzeże!… Chce mnie kupić? dobrze, niech kupuje!… przekona się, że jestem bardzo droga… Chce mnie złapać w sieci?… Dobrze, niech je rozsnuwa… ale ja mu się wymknę, choćby — w objęcia marszałka… O Boże! nawet nie domyślałam się, jak głęboką jest przepaść, w którą spadamy, dopóki nie zobaczyłam takiego dna. Z salonów Kwirynału¹⁷³ do sklepu… To już nawet nie upadek, to hańba…

Siadła na szezlongu i utuliwszy głowę rękoma szlochała. […]

--------------------------------------------------------------------------

¹⁷²obsacza — dziś: osacza.

¹⁷³Kwirynał — jedno z siedmiu wzgórz rzymskich; od r. 1870 nazwa siedziby królów włoskich.



[09.10.2026, Toruń]

06 października 2026

SZTUKA - FRANCISCO GOYA - PORTRETY

 

1. Francisco Goya (Hiszpania, 1746–1828)

Autoportret (1815)

Museo del Prado, Madryt


Goya był wielkim artystą swojej epoki, a jego umiejętności rysunkowe nie miały sobie równych; zakres technik, które opanował, był niezrównany. Jego twórczość obejmowała szeroki wachlarz form, od grawerunków drukowanych, przez gobeliny i freski kościelne, po znakomicie wykonane płótna. Jego portrety są odkrywczym obrazem charakteru; jego obrazy rodzajowe doskonale oddają ducha czasu i miejsca; jego obrazy historyczne uchwyciły dramatyzm chwili; jego obrazy religijne ukazują autentyczną pobożność zmieszaną z powściągliwym sceptycyzmem; i oczywiście, jak wie każdy, kto zna jego twórczość, miał dar do tworzenia zjadliwej, często brutalnej satyry. Jednak w średnim wieku, po wyleczeniu z długotrwałej choroby, wkroczył na ścieżkę, która uczyniła go nie tylko artystą swojej epoki, ale artystą na wieki.


2. Francisco Goya

Rodzina infanta dona Luisa (ok. 1783–84)


Brat króla Karola III – wygnany z dworu za zawarcie małżeństwa poniżej swojej rangi – zlecił wykonanie tego portretu grupowego swojej rodziny i służby. Jest wieczór, pan domu gra w karty, a jego żona pozwala się czesać.


3. Francisco Goya

Portret Marii Teresy de Vallabriga na koniu (1783)

Galeria Uffizi, Florencja


Latem 1783 roku infante Don Luis de Borbón, brat Karola III, zaprosił Goyę do swojej rezydencji w Arena de San Pedro, gdzie malarz wykonał serię portretów (prawdopodobnie szesnaście) przedstawiających rodzinę Dona Luisa. Goya wspomina o portrecie konnym Marii Teresy de Vallabriga, żony Don Luisa, w liście do swojego przyjaciela Martina Zapatera z 2 lipca 1784 roku.


4. Francisco Goya

Księżna Alby i jej duenna (1795)

Museo del Prado, Madryt


Na tym niewielkim płótnie odzwierciedlony jest żywiołowy, nieco dziecinny charakter Cayetany, księżnej Alby. Jest odwrócona plecami do widza, ale można ją rozpoznać po bujnych, kręconych czarnych włosach. Bawi się w straszenie swojej dueny, Rafaeli Luisy Velázquez, znanej jako „la Beata” („Pobożna”). Księżna pokazuje starszej kobiecie koralowy amulet, który ma odstraszać złe oko. Ta z kolei chroni się krzyżem, jakby miał do czynienia z samym diabłem. Obie postacie mają na sobie białe suknie; księżna z czarną koronką i gorsetem. Obraz składa się głównie z odcieni bieli i czerni naniesionych szerokimi pociągnięciami pędzla, natomiast suknie są obrysowane akcentami jaskrawej żółci. Postacie są umieszczone na płaskim, czarnym tle, które izoluje tę chwilę i usuwa wszelki kontekst.


5. Francisco Goya

Młoda dama w mantyli i basquinie (ok. 1800–1805)

National Gallery, Waszyngton



Mantylia, nakrycie głowy z gazy i koronki opadające na ramiona kobiety, jest charakterystycznym elementem hiszpańskiego stroju. Również charakterystyczna dla Hiszpanii jest basquiña, suknia z krótkimi rękawami przeznaczona do noszenia na zewnątrz. Obraz ten, znany od ponad wieku jako „Żona księgarza”, może w rzeczywistości przedstawiać studium postaci kobiety z wyższych sfer. Choć nie została ona jeszcze zidentyfikowana, przypomina niektóre postacie z gobelinów Goi, które przedstawiają Hiszpanów z różnych środowisk.


6. Francisco Goya

Aktorka Antonia Zárate (ok. 1810–1811)

Muzeum Ermitaż, Sankt Petersburg



Antonia Zárate (1775–1811) była hiszpańską aktorką. Urodziła się jako Antonia de Aguirre y Murguía, a jej imię rodowe wskazuje na baskijskie pochodzenie rodziny. Była córką aktora Pedro de Zárate Valdésa, dyrektora trupy teatralnej, która w czasie jej narodzin występowała „na ziemiach Aragonii” [1] Wydaje się, że przybyła do Kadyksu pod koniec XVIII wieku. Cotarelo śledził jej karierę w madryckich teatrach – odnosiła sukcesy w całej Hiszpanii, ale występowała głównie w stolicy. W 1797 roku wspomniano o niej jako o osobie przebywającej w Madrycie wraz z Ritą Luną i Isidoro Máiquezem w zespole Luisa Navarro, który miał kontrakt z Coliseo de la Cruz. Rok później Cotarelo wspomina o jej występach wokalnych wraz z Manuelą Correa i tą samą trupą, która teraz występowała w Coliseo del Príncipe. W sezonie 1801–02 nadal tam występowała, opisywana jako „aktorka o poważnej postacie”, a rok później odnotowano, że pracowała w Teatro de los Caños del Peral w ramach trupy operowo-dramatycznej kierowanej przez Máiqueza, Antonię Prado i innych czołowych hiszpańskich aktorów tamtego okresu.



[06.10.2026, Toruń]