Ponieważ na
świecie wojna wywołana przez półgłupków, wojna, którą
zafascynowane są media, ponieważ utarło się, że każda zła
wiadomość wypiera dobrą, tak jak zły pieniądz pokonuje dobry,
ponieważ zewsząd kłótnie, spory a bijatyki słowne, zachciało mi
się dla równowagi przekazać komunikaty pogodne, prawda że
ocierające się o utopijne wymysły, ale żyć w tej kloace
urządzonej nam przez co niektórych po prostu nie uchodzi. Swego
czasu kawiarenkowe opowieści miały właśnie cel – uczynić świat
lepszym niż jest w istocie, nawet kosztem wykreowania nierealnych
sytuacji i równie nierzeczywistych postaci.
Dzisiaj pochylam
się nad jedną z opowieści, która przedstawi świat niemal
idealny. Będzie to powieść Ignacego Krasickiego „Mikołaja
Doświadczyńskiego przypadki”. Zacznijmy więc, podając język
jakim posługiwali się w piśmie Polacy żyjący na początku XIX
wieku.
XIĘGA I
I. KTOKOLWIEK
opisanie życia mojego czytać będzie, niech wie zawczasu, że to
ani spowiedź, ani panegiryk. Nie dla próżnej chwały, ani dla
upokorzenia mojego tę pracą przedsięwziąłem; ale siedząc na
wsi, gdy mam czas wolny, wolę go obrócić na to pisanie, niż łamać
kark za zającem albo w kuflu pedogry szukać.
Urodziłem się w
domu uczciwym, szlacheckim: którego roku, nie wyrażam; bo to się
na nic nikomu nie zda: do mojej historyi chronologia mniej potrzebna:
a mnie też nie bardzo miło
przypominać sobie,
żem stary. Gdybym się chciał zasadzać na świadectwach konkluzyj
i panegiryków przypisanych przodkom moim, które zbótwiałe dotąd
u mnie w kaplicy wiszą, znalazłbym się może w pokrewieństwie ze
wszystkiemi panującemi familiami w Europie; alem ja od tej próżności
daleki. Niesiecki nas w swoim herbarzu, na złość Paprockiemu i
Okolskiemu, pomieścił: i mnie samemu dostało się czytać w jednym
starym manuskrypcie, iż podczas owego sławnego Gliniańskiego
rokoszu, Gabryel Doświadczyński niósł buńczuk przed Rafałem
Granowskim, marszałkiem naówczas i hetmanem wielkim koronnym.
Nim zacznę mówić o
mojem wychowaniu, nie od rzeczy zda mi się namienić cokolwiek o
tych, od których życie wziąłem, tojest, po prostu o moim ojcu i o
mojej matce. Ojciec mój po stopniach Skarbnik, Wojski, Miecznik,
Łowczy, Cześnik, Podstoli, sześćdziesięcioletnie ziemi swojej i
województwausługi, a ustawiczne na sejmiki elekcyjne i gospodarskie
peregrynacye, przy
kresie życia szczęśliwie nadgrodzone i ukoronowane zobaczył:
został Stolnikiem. Do tego nawet stopnia konsyderacyi już był
przyszedł, że go podano ostatnim kandydatem do Podsędkostwa; ale
przeciwna cnocie fortuna nie pozwoliła dojść tego stopnia: prędko
się jednak uspokoił zwyczajną nieszczęśliwym reflexyą nad
marnościami świata tego. Dopomogła do takowej rezolucyi nader
szczęśliwa natura: był albowiem z tego rodzaju ludzi którychto
pospolicie nazywają: Dobra dusza. Nic on o tem nie wiedział, co
robili Grecy i Rzymianie, i jeżeli co zasłyszał o Czechu i Lechu,
to chyba w parafji na kazaniu. Co mu powiedział niegdyś jego
ojciec, a jak starzy twierdzili, jeszcze lepsza dusza, niż on, to
toż samo on nam ustawicznie powiadał: tak dalece, iż u nas, nie
tylko wieś, ale i sposoby mówienia i myślenia były dziedziczne.
Wreszcie byłto człowiek rzetelny, szczery, przyjacielski; i choć
nie umiał cnot definiować, umiał je pełnić. Z tej jednak
nieumiejętności definiowania, pochodziło, iż się był względem
ludzkości nieco pomylił: rozumiał albowiem, iż dobrze w dóm
gościa przyjąć, jest toż samo, co się z nim upić. Stąd poszło,
że się i inwentarz zmniejszył, i zdrowie nadwerężyło: znosił
jednak pedogrę sercem heroicznem; i kiedy mu czasem pofolgowała,
często natenczas powtarzał: iż miło cierpieć dla kochanej
ojczyzny.
Matka moja, z
dzieciństwa wychowana na wsi, dla odpustu chyba nawiedzała
pobliższe miasta: skąd każdy łatwo wnieść sobie może, że jej
na wielu teraźniejszych talentach brakło. Nie obchodziło ją to
bynajmniej; i gdy raz strofowana była od jednego modnego kawalera,
iż zdawała się mieć zbyt surowe maxymy, i dzikość niejaką
obrażającą oczy wielkiego świata,rzekła mu w szczerości ducha,
że woli prostacką cnotę, niż grzeczne występki.
Pierwsze lata
niemowlęctwa mojego przepędzone były w orszaku niewiast: nie
dobrze jeszcze artykułowane słowa tłumaczyły piastunki i niańki
za dziwnie roztropne odpowiedzi: te z niesłychaną skwapliwością
zaraz opowiadano matce mojej, która zwyczajnie od tego punktu
zaczynała dyskursa w każdem posiedzeniu: potakiwali ziewając
sąsiedzi; a nie jeden byłby może nakoniec i zasnął, gdyby nie
budził ich ojciec częstemi kielichy. Orzeźwieni naówczas
wynurzali koleją obfite życzenia, aprekacye i proroctwa; a mój
ojciec płakał. W dalszym czasów przeciągu, nie raz mi na myśl
przychodziły zdrożności pierwiastkowej edukacyi; i zastanawiałem
się nad tem, jak jest rzecz zła i szkodliwa, w niemowlęcym nawet
wieku, poruczać dzieci osobom nie mającym żadnego oświecenia.
Tkwią mi do tego czasu w głowie bajki i straszne powieści,
którychem się aż nadto nasłuchał; i częstokroć, mimo rozumną
konwikcyą, muszę się z sobą pasować, żebym gusłom i zabobonom
nie wierzył, lub wykorzenił bojaźń jakowąś i wstręt, gdy
zostaję bez światła, albo na osobności. Nadto wkradał się
nieznacznie gust obmowy: słysząc albowiem, jako każdego z
dworskich obyczaje niewiasty krytykowały, te zaś powieści mile
przyjmowane przed starszemi bywały; wziąłem to sobie za punkt
pozyskania łaski matki, lub ochmistrzyni, cokolwiek też przed niemi
na drugich mówić: a gdy brakło okazyi, udawać się musiałem do
kłamstwa. Uważałem i to, że jak wieczorne rozmowy były
zwyczajnie o upiorach, czarownicach i strachach, tak ranne o snach:
jedna drugiej z kobiet opowiadała, co się jej śniło: a z ich
tłumaczeń i wróżek nauczyłem się, iż gdy się komu ogień
marzy, gościa się w dóm spodziewać trzeba; a gdy ząb wypadnie,
zapewne natenczas ktoś z krewnych umrze. Tak do lat siedmiu
przebywszy w domu trafiło się, iż
przyjechał do nas
brat matki mojej, człowiek urzędem, nauką i wiadomością świata
znamienity. Przypatrywałem się pilnie wujowi memu tym bardziej, iż
widziałem, że go rodzice moi bardzo szanowali: dziwowałem się, iż
dwa dni u nas siedząc, jeszcze się był nie upił; Xiędzu
Lektorowi, mówiącemu o upiorach, wierzyć nie chciał. To mi wstręt
do niego zaczęło czynić, iż się zemną nie tak, jak drudzy,
bawił; a co najgorsza, zapędzoną w pochwały moją matkę nie
pomału, mnie zaś niezmiernie zmięszał, gdy się spytał, czy ja
umiem czytać, pisać i inne wiekowi przyzwoite mam wiadomości?
Pierwszy raz obiły
się o moje uszy natenczas takowe słowa: matka z początku chciała
o czem inszem dyskurs zacząć, ale gdy coraz bardziej nalegał,
rzekła natenczas, i ledwo nie słowo w słowo jej dyskurs pamiętam:
Podobno się zdziwisz, braciszku, gdy ci powiem szczerze, że nasz
Mikołajek dotąd ani pisać, ani czytać nie umie; ale nie będziesz
nas z mężem moim winował, gdy ci opowiem przyczyny, dla których
nie chcieliśmy się śpieszyć z jego nauką. Naprzód dziecie jest
delikatne, słabe, mogłaby mu zaszkodzić zbytnia sedentarya, którą
i nad elementarzem mieć trzeba. Potem, jak sam Wmć Pan widzisz,
niezmiernie jest bojaźliwe; gdybyśmy mu dyrektora dali, straciłoby
fantazyą, ta zaś raz stracona, powetować się nie może. Trudno
też znaleźć doskonałego takiego człowieka, jakiegobyśmy chcieli
mieć do jego edukacyi; a nakoniec, jużto ostatnia rzecz, jak mówią,
młode źrebie łamać.
Dobrze mówisz, moja
panno, odezwał się Jegomość: świętej pamięci nieboszczyk mój
ojciec, Panie, świeć nad duszą jego, toż samo o mnie mówił; ale
jednakowo, kiedy Jegomość tak mówi, podobno lepiej dać Mikołajka
do szkół. Opatrzy z łaski swojej i miejsce i człowieka: a
tymczasem wypijmy za zdrowie Jegomości, mojego Mościwego Pana, i
kochanego dobrodzieja.
Z jaką radością
moją, a może i matki odjechał nazajutrz ten wspólny nasz
nieprzyjaciel, wyrazić trudno: jednak jego dyskurs zostawił w
umyśle ojcowskim fatalną impressyą. Coraz mowę zaczynał o
szkołach; nawet kupiono elementarz i tablicę do pisania. Bolało to
niezmiernie matkę: jednak jako była bogobojna, gdy jej w tem
uczyniono skrupuł, że mnie na zgubę moję pieści, uczyniła
zapewne najheroiczniejszą w życiu swojem ofiarę, gdy zezwoliła na
to, abym był wysłany do szkół publicznych: ojciec albowiem
upornie, i z wielką natarczywością nganił domową edukacyą, dla
tej przyczyny, że tego przedtem w
Polszcze nie bywało.
Co na to odpowiadała matka, nie pamiętam; to wiem, i dobrze
pamiętać będę, że po długich utarczkach, troskach,
pożegnaniach, błogosławieństwach, nakoniec rzewliwym płaczu, do
szkół wyprawiony zostałem.
[11.03.2026, Toruń]