Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

KAWIARENKA

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

12 sierpnia 2026

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (5)

 

R.2. RZĄDY STAREGO SUBIEKTA, cd. / R.3. PAMIĘTNIK STAREGO SUBIEKTA


„Nic nie będzie! Giniemy bez ratunku” — wzdychał przewracając się na twardej pościeli.

Jeżeli dzień udał się dobrze, pan Ignacy był kontent⁵². Wówczas przed snem czytał historię konsulatu i cesarstwa⁵³ albo wycinki z gazet opisujących wojnę włoską z roku 1859⁵⁴, albo też, co trafiało się rzadziej, wydobywał spod łóżka gitarę i grał na niej Marsza

Rakoczego⁵⁵ przyśpiewując wątpliwej wartości tenorem.

Potem śniły mu się obszerne węgierskie równiny, granatowe i białe linie wojsk, przysłoniętych chmurą dymu… Nazajutrz miewał posępny humor i skarżył się na ból głowy. Do przyjemniejszych dni należała u niego niedziela; wówczas bowiem obmyślał i wykonywał plany wystaw okiennych na cały tydzień.

W jego pojęciu okna nie tylko streszczały zasoby sklepu, ale jeszcze powinny były zwracać uwagę przechodniów bądź najmodniejszym towarem, bądź pięknym ułożeniem, bądź figlem. Prawe okno przeznaczone dla galanteryj zbytkownych mieściło zwykle jakiś

brąz, porcelanową wazę, całą zastawę buduarowego⁵⁶ stolika, dokoła których ustawiały się albumy, lichtarze, portmonety, wachlarze, w towarzystwie lasek, parasoli i niezliczonej ilości drobnych, a eleganckich przedmiotów. W lewym znowu oknie, napełnionym okazami krawatów, rękawiczek, kaloszy i perfum, miejsce środkowe zajmowały zabawki, najczęściej poruszające się.

Niekiedy podczas tych samotnych zajęć w starym subiekcie budziło się dziecko. Wy dobywał wtedy i ustawiał na stole wszystkie mechaniczne cacka. Był tam niedźwiedź wdrapujący się na słup, był piejący kogut, mysz, która biegała, pociąg, który toczył się po szynach, cyrkowy pajac, który cwałował na koniu, dźwigając drugiego pajaca, i kilka par, które tańczyły walca przy dźwiękach niewyraźnej muzyki. Wszystkie te figury pan Ignacy nakręcał i jednocześnie puszczał w ruch. A gdy kogut zaczął piać łopocząc sztywnymi skrzydłami, gdy tańczyły martwe pary, co chwilę potykając się i zatrzymując, gdy ołowiani pasażerowie pociągu, jadącego bez celu, zaczęli przypatrywać mu się ze zdziwieniem i gdy cały ten świat lalek, przy drgającym świetle gazu, nabrał jakiegoś fantastycznego

życia, stary subiekt podparłszy się łokciami śmiał się cicho i mruczał:

— Hi! hi! hi! dokąd wy jedziecie, podróżni?… Dlaczego narażasz kark, akrobato?…

Co wam po uściskach, tancerze?… Wykręcą się sprężyny i pójdziecie na powrót do szafy. Głupstwo, wszystko głupstwo!… a wam, gdybyście myśleli, mogłoby się zdawać, że to jest

coś wielkiego!…

Po takich i tym podobnych monologach szybko składał zabawki i rozdrażniony chodził po pustym sklepie, a za nim jego brudny pies.

„Głupstwo handel… głupstwo polityka… głupstwo podróż do Turcji… głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy… Gdzież prawda?…”

Ponieważ tego rodzaju zdania wypowiadał niekiedy głośno i publicznie, więc uważano go za bzika, a poważne damy, mające córki na wydaniu, nieraz mówiły.

— Oto do czego prowadzi mężczyznę starokawalerstwo!

Z domu pan Ignacy wychodził rzadko i na krótko i zwykle kręcił się po ulicach, na których mieszkali jego koledzy albo oficjaliści⁵⁷ sklepu. Wówczas jego ciemnozielona algierka⁵⁸ lub tabaczkowy surdut⁵⁹, popielate spodnie z czarnym lampasem i wypłowiały cylinder, nade wszystko zaś jego nieśmiałe zachowanie się zwracały powszechną uwagę. Pan Ignacy wiedział to i coraz bardziej zniechęcał się do spacerów. Wolał przy święcie kłaść się na łóżku i całymi godzinami patrzeć w swoje zakratowane okno, za którym widać było …

----------------------------------------------------------------------

⁵²kontent — zadowolony.

⁵³historia konsulatu i cesarstwa — Rzecki czyta dzieło prawicowego polityka i historyka francuskiego Adolfa Thiersa (1797–1877) „Historia konsulatu i cesarstwa”, które ukazało się w latach 1845–1862. Konsulat — okres dyktatorskich rządów Napoleona Bonapartego w latach 1799–1804.

⁵⁴wojna włoska z r.1859 — wojna Królestwa Sardynii i Francji przeciw Austrii, jeden z etapów walk o zjednoczenie Włoch.

⁵⁵„Marsz Rakoczego” — narodowy marsz węgierski, skomponowany w połowie XVII w. dla księcia siedmiogrodzkiego, Franciszka II Rakoczego.

⁵⁶buduarowy — buduar: elegancki pokój damski.

⁵⁷oficjalista — niższy pracownik umysłowy.

⁵⁸algierka — rodzaj męskiego ubioru futrzanego.

⁵⁹surdut — ówcześnie nazwa wizytowego ubioru męskiego, zwykle ciemnego, z dwoma rzędami guzików.

-------------------------------------------------------------------------

gdzie czasami stał garnczek masła albo wisiały zwłoki zająca. Lecz im mniej wychodził, tym częściej marzył o jakiejś dalekiej podróży na wieś lub za granicę. Coraz częściej spotykał we snach zielone pola i ciemne bory, po których błąkałby się, przypominając sobie młode czasy. Powoli zbudziła się w nim głucha tęsknota do tych krajobrazów, więc postanowił natychmiast po powrocie Wokulskiego wyjechać gdzieś na całe lato.

— Choć raz przed śmiercią, ale na kilka miesięcy — mówił kolegom, którzy nie wiadomo dlaczego uśmiechali się z tych projektów.

Dobrowolnie odcięty od natury i ludzi, utopiony w wartkim, ale ciasnym wirze sklepowych interesów, czuł coraz mocniej potrzebę wymiany myśli. A ponieważ jednym nie ufał, inni go nie chcieli słuchać, a Wokulskiego nie było, więc rozmawiał sam z sobą i — w największym sekrecie pisywał pamiętnik.



R.3. PAMIĘTNIK STAREGO SUBIEKTA

…Ze smutkiem od kilku lat uważam, że na świecie Jest coraz mnieJ dobrych subiektów i rozumnych polityków, bo wszyscy stosują się do mody. Skromny subiekt co kwartał ubiera się w spodnie nowego fasonu, w coraz dziwniejszy kapelusz i coraz inaczej wykładany kołnierzyk. Podobnież dzisiejsi politycy co kwartał zmieniają wiarę: onegdaj wierzyli w Bismarcka, wczoraj w Gambettę, a dziś w Beaconsfielda⁶⁰, który niedawno był Żydkiem. Już widać zapomniano, że w sklepie nie można stroić się w modne kołnierzyki, tylko je sprzedawać, bo w przeciwnym razie gościom zabraknie towaru, a sklepowi gości. Zaś polityki nie należy opierać na szczęśliwych osobach, tylko na wielkich dynastiach. Metternich⁶¹ był taki sławny jak Bismarck, a Palmerston⁶² sławniejszy od Beaconsfielda i — któż dziś o nich pamięta? Tymczasem ród Bonapartych trząsł Europą za Napoleona I, potem za Napoleona III, a i dzisiaj, choć niektórzy nazywają go bankrutem, wpływa na losy Francji przez wierne swoje sługi, MacMahona i Ducrota.

Zobaczycie, co jeszcze zrobi Napoleonek IV⁶³, który po cichu uczy się sztuki wojennej u Anglików! Ale o to mniejsza. W tej bowiem pisaninie chcę mówić nie o Bonapartym, ale o sobie, ażeby wiedziano, jakim sposobem tworzyli się dobrzy subiekci i choć nie uczeni, ale rozsądni politycy. Do takiego interesu nie trzeba akademii, lecz przykładu — w domu i w sklepie.

Ojciec mój był za młodu żołnierzem, a na starość woźnym w Komisji Spraw Wewnętrznych⁶⁴. Trzymał się prosto jak sztaba, miał nieduże faworyty⁶⁵ i wąs do góry; szyję okręcał czarną chustką i nosił srebrny kolczyk w uchu. Mieszkaliśmy na Starym Mieście z ciotką, która urzędnikom prała i łatała bieliznę. Mieliśmy na czwartym piętrze dwa pokoiki, gdzie niewiele było dostatków, ale dużo radości, przynajmniej dla mnie. W naszej izdebce najokazalszym sprzętem był stół, na którym ojciec powróciwszy z biura kleił koperty; u ciotki zaś pierwsze miejsce zajmowała balia. Pamiętam, że w pogodne dnie puszczałem na ulicy latawce, a w razie słoty wydmuchiwałem w izbie bańki mydlane. Na ścianach u ciotki wisieli sami święci; ale jakkolwiek było ich sporo, nie dorównali jednak liczbą Napoleonom, którymi ojciec przyozdabiał swój pokój. Był tam jeden Napoleon w Egipcie, drugi pod Wagram, trzeci pod Austerlitz, czwarty pod Moskwą, [...]

⁶⁰Beaconsfield — właściwie Beniamin Disraeli (1804–1881), polityk angielski, przywódca konserwatystów, w tym czasie premier i kierownik polityki zagranicznej Wielkiej Brytanii.

⁶¹Klemens Metternich (1773–1859) — dyplomata austriacki, przywódca europejskiej reakcji politycznej po roku 1815, wróg liberalizmu i ruchów narodowowyzwoleńczych.

⁶²Henry Palmerston (1784–1865) — wybitny polityk angielski, przywódca liberałów.

⁶³Napoleonek IV — Eugeniusz Ludwik (1856–1879), syn Napoleona III, od roku 1870 przebywał w Anglii. Po śmierci ojca, w r. 1874 przybrał imię Napoleona IV 􀰗ako pretendent do tronu cesarskiego.

⁶⁴Komisja Spraw Wewnętrznych — naczelny organ administracyjny w Królestwie Kongresowym, odpowiadaący ministerstwu, ustanowiony konstytucją 1815 r., zniesiony w r. 1868.

⁶⁵faworyty — bokobrody



[12.08.2026, Toruń]

BUDDYZM (4)

 

5. Ćwiczenia jego byŁy niezwykle intensywne. Mobilizował, się myślą, że żaden asceta w przeszłości, teraz ani w przyszłości nie był, ani nigdy nie będzie tak gorliwy jak ja". Mimo to Książę nie mógł osiągnąć celu. Po szeciu latach zrezygnował z ascezy. Obmył się w rzece i przyjął miskę mleka z rąk dziewczyny imieniem Sudżata, która mieszkała w pobliskiej wsi. Zadziwił tym pięciu swoich towarzyszy, którzy żyli w ascezie od sześciu lat. Uznali, »e załamał się i porzucili go.

Książę zosta zupełnie sam. Był jszze osłabiony, lecz z narażeniem życia rozpoczął jeden jeszcze okres medytacji, mówiąc sobie: „Nie opuszczę tego miejsca, zanim nie odnajdę drogi do Oświecenia - choćby moja krew wyschła, ciało rozpadło się, a kości obróciły się w proch".

Jakże gwałtowne było to zmaganie! Książę był zrozpaczony, a jego myśli pomieszane. Głęboki cień okrył jego ducha i obległy go diabelskie pokusy. Lecz nie poddał się. Cierpliwie i dokładnie rozważył je po kolei i wszystkie odrzucił. Wytworzony trud zwolnił przepływ krwi i osłabił ciało, a kości popękały.

Lecz kiedy gwiazda zaranna pojawiła się na wschodnim niebie, walka była zakończona. Umysł Księcia byłczysty i jasny jak jutrzenka. Odnalazł wreszcie drogę do Oświecenia. Książę stał się Buddą ósmego dnia grudnia; miał wtedy trzydzieści pięć lat.


6. Od tego czasu był znany pod ró»nymi imionami. Nazywali go Buddą Doskonale Oświeconym, Tathagatą; inni mówili o nim: Siakjamuni „Mędrzec z rodu Siakjów". Jeszcze inni nazywali go Czczonym przez Cały świat.

Najpierw poszedł do Mrigadawa w Benares, gdzie przebywało pięciu żebraków - towarzyszy sześciu lat jego ascetycznego życia. Początkowo nie chcieli go przyjąć, lecz przekonał ich i uwierzyli mu, zostając pierwszymi jego naśladowcami. Następnie skierował sił do zamku Radżagriha – gdzie pozyskał sobie króla Bimbisarę, który był jego starym przyjacielem Stamtąd wyruszył na wędrówki po kraju, w czasie których nauczał, jak pójść drogą życia, którą odkrył; utrzymywał się z jałmużny.

Ludzie przyjmowali go, bo spragniony szuka wody, a głodny pożywienia.

Przyłączyło się do niego dwóch wielkich uczniów: Siariputra i Maudgaljajana z dwustu swoimi uczniami.

Król Siuddhodana, ojciec Buddy, cierpiał z powodu opuszczenia przez syna pałacu i początkowo trzymał się z daleka. Później jednak stał się jego wiernym wyznawcą. Mahapradżapati, macocha Buddy i Księżniczka Jasiodhara, jego żona oraz wszyscy z rodu Siakjów oraz wielu, wielu innychuwierzyło mu i zostali jego gorącymi zwolennikami i wyznawcami.



[12.08.2026, Toruń]

11 sierpnia 2026

MITOLOGIA GRECKA - NARODZINY ŚWIATA [WG. JANA PARANDOWSKIEGO] (2)

 

Zaczął się ostatni dzień walki. Dookoła Heraklesa skupili się wszyscy bogowie i wszystkie boginie. Bohater nakładał co chwila strzałę na cięciwę i szył w zbitą gęstwęnacierających. Nagle przyszedł mu z pomocą nieoczekiwany sprzymierzeniec. Dionizos nadciągnął z czeredą swoich satyrów siedzących na osłach. Kłapouchy, popędzane żegadłami, zmieszane wrzawą wojenną i widokiem dzikich postaci gigantów, podniosły ryk tak okropny, że bezmyślny, nieopanowany popłoch ogarnął nieprzyjaciela. W rozsypce łatwo już było dobić uciekających. Pozostał tylko jeden, piękny i wspaniały Alkioneus. Ten pierworodny syn Ziemi drwił ze wszystkich ciosów, albowiem wystarczało mu dotknąć tego miejsca ziemi, na którym się urodził, a natychmiast goiły się rany i wracały mu świeże siły. Herakles porwał go, zaniósł daleko poza granice jego ojczyzny i tam zabił.

Ta walka bogów z gigantami była po wszystkie wieki dla sztuki greckiej niewyczerpanym źródłem natchnienia. Triumf doskonałości, szlachetności, inteligencji nad brutalną, potworną siłą zwierzęcą, opiewany w wierszach poetów, błyszczał pełną chwałą w niezliczonych płaskorzeźbach świątyń, na malowidłach, na rysunkach waz greckich. Po wojnach perskich Grecy chętnie widzieli w scenach gigantomachii symboliczne przedstawienie ich własnych zmagań z przemocą barbarzyńskiej Azji.

Giganci byli dziećmi Gai. Sędziwa bogini nie mogła przebaczyć bogom, że tak okrutnie wytępili jej potomstwo. Uniesiona pragnieniem zemsty wydała na świat najstraszliwszego potwora, jakiego kiedykolwiek oglądało słońce. Nazywał się Tyfon. Od głowy do lędźwi miał ciało olbrzyma ludzkiej postaci, a zamiast nóg wiły się sploty wężów. Całe ciało miał upierzone, tylko na głowie i brodzie jeżyły się włosy szczecinowate.

Wzrostem najwyższe góry przenosił i aż do gwiazd sięgał. Gdy rozłożył ramiona, palcami

lewej ręki dotykał miejsca, skąd słońce wschodzi, a prawa dłoń nurzała się w mrokach dalekiego zachodu. Największymi skałami rzucał jak piłką. Latał w powietrzu napełniając je

krzykiem i sykiem. Z paszczy płynęła mu wrząca smoła, a ogień buchał ze ślepiów. Kiedy bogowie ujrzeli tego potwora u bram niebieskich, ogarnął ich popłoch. Uciekli do Egiptu, gdzie zmienili się w zwierzęta, żeby ich Tyfon nie poznał. Dzeus sam jeden stanął do walki z żelaznym sierpem, okrutną bronią, którą niegdyś Kronos okaleczył swego ojca, Uranosa. Tyfon, zraniony, broczył krwią tak obficie, że góry trackie zabarwiły się na czerwono i odtąd zwano je Hajmos — góry krwi. Na koniec osłabł zupełnie. Dzeus przywalił go wyspą Sycylią. Ilekroć Tyfon stara się wydobyć z tego więzienia, ziemia sycylijska drży, a przez krater Etny bucha ogień z paszczy pokonanego potwora.

Pamięć o tych walkach nie wygasła i dziś wśród ludu greckiego, chociaż tyle wieków upłynęło i tyle się zmieniło na starej ziemi Hellenów. Ale w pojęciach współczesnego chłopa greckiego zlały się postacie tytanów, cyklopów i gigantów w jedną całość. Opowiadają sobie po wsiach o jakichś olbrzymach, zwanych gigantami, nadludzkiego wzrostu i niezwykłej siły, co mają jedno tylko oko w środku czoła, błyszczące jak ogień, i noszą bardzo długie brody.

Ojcem ich jest pewien diabeł, a matką jakaś czarownica. Mieszkają w głębi ziemi, gdzie budują olbrzymie gmachy, kładąc wielkie głazy jeden na drugim. Podczas trzęsienia ziemi

mówią chłopi: “Na pewno znów jakaś budowla gigantów się wali". W podziemiach zamknął

ich Pan Bóg za to, że kiedyś zbuntowali się przeciw niemu. Kiedy Dzeus osiadł tron niebieski, ludzie już byli na ziemi i przed ich zatrwożonymi oczyma rozgrywały się walki bogów o panowanie nad światem.

O powstaniu rodu ludzkiego różne były podania: że wyszedł wprost z ziemi, wspólnej macierzy wszystkiego, co żyje; że lasy i góry wydały ludzi na podobieństwo drzew i skał; że ludzie pochodzą od bogów — tego mniemania byli zwłaszcza królowie i szlachta. Najchętniej jednak przyjmowano baśń o czterech wiekach ludzkości.

Najpierw był, oczywiście, wiek złoty. Panował wtedy Kronos. Rzeki płynęły mlekiem, z drzew sączył się miód najprzedniejszy, a ziemia rodziła wszystko w obfitości, nie przymuszona pracą rolnika. Ludzie żyli jak niebianie, bez trosk, bez trudów, bez smutków.

Ciało ich nie starzało się nigdy i żywot swój trawili na nieustannych biesiadach i zabawach. Z upadkiem Kronosa skończył się wiek złoty, a ówcześni ludzie zmienili się w dobroczynne demony.

Następne pokolenie było srebrne, a więc znacznie lichsze. Ludzie rozwijali się bardzo powoli. Okres dzieciństwa trwał u nich sto lat, a kiedy dochodzili do wieku dojrzałego, życie ich było krótkie i pełne zgryzot. Byli źli i dumni, bogom nie chcieli składać ofiar ani czcić ich, jak należy. Dzeus wytępił ich do ostatniego, lecz w pamięci ludzkiej pozostali oni jako dusze błogosławione.

W wieku brązowym żyło plemię gwałtowne, miłujące wojnę. Ludzie mieli siłę olbrzymów i serca twarde jak kamień. Żelaza nie znali. Wszystko sporządzali z brązu: i mury miast, i domy, i sprzęty, i oręż. Był to okres heroiczny. Wówczas żył wielki Herakles i dzielny Tezeusz, i bohaterowie spod Teb, i spod Troi. Dokonywano czynów tak niezwykłych, jakie już nie powtórzyły się w wieku następnym, żelaznym, który trwa do dzisiaj.



[11.08.2026, Toruń]

HOMER - ILIADA - KSIĘGA VI (21)

 

Oby zaraz pożarła ziemia nieszczęśnika!

Bo tylko klęska Troi przez niego wynika

I Pryjama, i synów jego zatracenie.

Gdyby go dzisiaj czarne ogarnęły cienie,

Zapomniałbym cierpianych nieszczęść przez czas długi».

Poszła matka do domu, rozesłała sługi,

Aby najszanowniejsze zwołały matrony⁴⁰⁸.

Sama idzie do miejsca, w którym jej zasłony

Misternie wyrobione⁴⁰⁹ miały swe schowanie,

Robót niewiast Sydońskich szacowne zebranie.

Parys je wywiózł z tego bogatego miasta,

Gdy z Grecyji powracał, a przy nim niewiasta

Sławna urodą, boska płynęła Helena.

Z tych jednę różnofarbną, której pierwsza cena,

Świecącą na kształt gwiazdy, spośród innych bierze

I niesie dla błękitnej Pallady⁴¹⁰ w ofierze;

Liczne ją otaczają matrony dokoła.

Gdy przyszły do świętego na zamku kościoła,

Antenora małżonka, poważna Teano

(Ją tam bowiem kapłanką Pallady obrano),

Otwiera drzwi świątnicy. One ręce wznoszą

I o litość bogini smutnym głosem proszą.

Teano, odebrawszy dar z ręki królowy

I kładąc u stóp bóstwa, tymi wzywa słowy:

— «Pallado, twą opieką Troja się zaszczyca,

Niechże oszczep Tydejda twa złamie prawica,

Niechaj przed Skajską Bramą zgubny cios odbierze;

My ci zabijem cielic⁴¹¹ dwanaście w ofierze,

Rocznych, jarzmem nietkniętych: ale na ostatek

Zlituj się Trojan, dzieci i trojańskich matek».

Tak się modlą matrony, śluby czynią święte,

Lecz na ich głosy ucho bogini zamknięte.

Tymczasem poszedł Hektor⁴¹² do Parysa dachu;

Sam Parys kształt wymyślił wspaniałego gmachu…

Znajduje brata swego pod domowym cieniem:

Gotował się bohater do Aresa sztuki,

Miał w ręku puklerz⁴¹³, kirys⁴¹⁴ i skrzywione łuki,

Helenę otaczało niewiast grono liczne,

Ta ich rozporządzała roboty prześliczne.

Do niego gniewnym słowem rzekł obrońca Troi:

— «Opętańcze, czyż teraz warzyć gniew przystoi,

Gdy pod miasta murami wojska nasze giną?

Tyś jest wojny, tyś wszystkich klęsk Troi przyczyną.

Sam byś tych łajał, co by bitwy unikali:

Wynidź⁴¹⁵ czym prędzej z miasta, nim je ogień spali!

A Parys: — «Znam, Hektorze, prawdę w tym wyrzucie,

Lecz posłuchaj, a moje wynurzę ci czucie⁴¹⁶.

--------------------------------------------------------------------

⁴⁰⁸matrona — powszechnie szanowana starsza kobieta.

⁴⁰⁹wyrobione — tu: wykończone.

⁴¹⁰Pallada (mit. gr.) — przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny, w Iliadzie sprzyjającej Grekom.

⁴¹¹cielica (daw.) —jałówka (młoda krowa).

⁴¹²Hektor (mit. gr.) — brat Parysa, syn Priama i Hekabe. Najdzielniejszy wojownik trojański.

⁴¹³puklerz — rodzaj okrągłej tarczy.

⁴¹⁴kirys — rodzaj pancerza osłaniającego korpus.

⁴¹⁵wynijść (daw.) — wyjść, opuścić.

⁴¹⁶czucie — tu: punkt widzenia.

------------------------------------------------------------------------

Nie widząc w domu żony, Hektor miły bogu

Pyta się swych służebnic stanąwszy u progu:

— «Gdzie jest żona, wiernymi powiedzcie mi słowy!

Czy do której z sióstr poszła? Czy też do bratowy⁴³⁵?

Czyli⁴³⁶ do zagniewanej Pallady świątyni,

Gdzie zatrwożona Troja do niej modły czyni?

Na to skrzętna szafarka⁴³⁷ odpowie w tej mierze⁴³⁸:

— «Panie, kiedy ci prawdę mam powiedzieć szczerze,

Ni do sióstr, ni bratowych, ni też do świątyni

Nie poszła, gdzie strwożona Troja modły czyni;

Na ilijońską wieżę niosła krok skwapliwy⁴³⁹

Słysząc, że Trojan cisną orężem Achiwy.

Tam, podobna odeszłej od siebie kobiecie,

Pobiegła, za nią mamka, małe niosąc dziecię».

Taką słysząc odpowiedź wiernej służebnice⁴⁴⁰,

Nazad⁴⁴¹ Hektor obszerne przebiega ulice.

Gdy przeszedłszy przez miasto, był pod Skajską Bramą

I w pole trzeba było iść drogą tąż samą,

Tam bogato posażna zabiega mu żona,

Andromacha, wielkiego córa Etijona,

Który dziedziczył Teby⁴⁴² lasami okryte,

Nad Kiliki trzymając berło znakomite.

Tę więc sobie poślubił Hektor, mąż chwalebny.

Bieży naprzeciw męża; na rękach służebny⁴⁴³

Syn maleńki, jedynak, jak wschodzące zorze.

Tyś go Skamandriem⁴⁴⁴ zacny nazywał Hektorze,

Insi Astianaktem⁴⁴⁵: sam bowiem od zgonu

Ochraniał wielki Hektor mury Ilijonu.

Patrząc rycerz na syna, uśmiechnął się skrycie,

Andromacha zaś przed nim łzy lejąc obficie

Bierze za ręce męża i tak mówić pocznie:

— «Mężu! Męstwo cię twoje zgubi nieodwłocznie!

Nie masz żadnej litości nad dziecięcia głową

Ni nade mną nieszczęsną, wkrótce twoją wdową.

Na jednego Achaje wszystkie złączą siły

I odbiorą ci życie. Ach! Mój mężu miły,

Jeżeli mam cię stracić, obym legła w grobie!

Nie masz dla mnie pociechy żadnej już po tobie,

Smutki mnie gnębić będą aż do dni ostatka.

Zginął ojciec, kochana mi zginęła matka:

Ojca zabił Achilles, gdy Teby w perzynę

Obrócił⁴⁴⁶, silną możnych Kilików dziedzinę…

Siedmiu braci, rodzeństwa zaszczyt i kochanie,

Wszystkich w jednym dniu posłał w podziemne otchłanie,

Kiedy paśli na górach liczne ojca woły.

Matkę, z nim berło w Tebach dziedziczącą społy,

----------------------------------------------------------------------

⁴³⁵bratowy — dziś popr. forma D. l. mn.: bratowych.

⁴³⁶czyli — czy z partykułą pytajną -li.

⁴³⁷szafarka — kobieta zajmująca się zarządzaniem gospodarstwem domowym.

⁴³⁸w tej mierze — w sposób następujący.

⁴³⁹skwapliwy (daw.) — szybki a. chętny.

⁴⁴⁰służebnice — dziś popr. forma D. l. poj.: służebnicy (zniekształcone dla rymu).

⁴⁴¹nazad — z powrotem.

⁴⁴²Teby — miasto w Myzji.

⁴⁴³służebny — dziś popr. forma D. l. poj.: służącej (zniekształcone dla rymu).

⁴⁴⁴Skamander — od rzeki Skamander, naturalnej linii obrony dla Troi. Takim obrońcą miał też zostać syn Hektora. [przypis edytorski]

⁴⁴⁵Astianakt — imię nadane na cześć Hektora, oznacza obrońcę miasta.

⁴⁴⁶w perzynę obrócić — tu: zburzyć.

---------------------------------------------------------------------

Tu z sobą przyprowadził z innym razem łupem,

Później na wolność puścił za drogim okupem.

Ale bogini lasów⁴⁴⁷ na nią się rozżarła

I w domu ojca życie strzałami wydarła.

Tyś mi ojcem, tyś matką, kochany Hektorze,

Tyś mi bratem, ty mężem w dni kwitnących porze!

Zostań tu, zbyt rycerską nie uwodź się cnotą,

Nie zostawiaj mnie wdową, a syna sierotą!…

Na to Hektor, największy wódz na krwawe boje:

— «Kochana Andromacho, czuję żale twoje,

Lecz by Trojów i Trojek⁴⁴⁸ głosy mnie przebodły,

Gdybym się z dala boju chronił jak mąż podły.

Nie, nie może się serce moje upośledzać,

Chcę najżwawsze Trojany do boju uprzedzać,

Moją i ojca chwałę utrzymać przykładnie.

Wiem ja, że przyjdzie ów dzień, kiedy Troja padnie,

Kiedy wielki wielkiego ludu król polęże⁴⁴⁹,

A z nim zginą trojańscy straszni dzidą⁴⁵⁰ męże⁴⁵¹.

Ale nie tak się lękam trojańskiej zaguby⁴⁵²,

Nie tak ojca Pryjama i matki Hekuby,

Ani kochanych braci, choć nieprzyjaciele

Rycerskich dusz na placu położą tak wiele,

Jako nad stanem twoim serce mi się krwawi,

Gdy cię weźmie wódz grecki, wolności pozbawi.

Pod groźną panią nędzne będziesz życie wiodła,

Z Messei⁴⁵³ nosić wodę lub z Hiperii⁴⁵⁴ źródła:

Tak twardy zgotowany los dla królów córy.

Wtenczas, widząc płaczącą, rzecze z Greków który:

— «Oto żona Hektora, co niegdy pod Troją

Pierwsze męże⁴⁵⁵ przechodził walecznością swoją!»

Czym obudzi ból w sercu i męża żądanie,

Który by cię w tak smutnym poratował stanie.

Lecz wprzód⁴⁵⁶ niech padnę trupem, niż ujrzę twe płacze,

Niż twe jęki usłyszę lub więzy obaczę!»

Rzekł i wyciąga ręce do swojego syna.

Krzycząc, na mamki⁴⁵⁷ łonie⁴⁵⁸ tuli się dziecina,

Ojca się kochanego przeląkłszy widoku;

Tak miedź błyszcząca straszna niemowlęcia oku

I pióra, co się wznoszą na wierzchu przyłbice.

Uśmiechnęli się z próżnej⁴⁵⁹ bojaźni rodzice.

Zaraz Hektor zdjął szyszak⁴⁶⁰, który syna trwożył,

I błyszczące pokrycie na ziemi położył,

A dawszy słodkie dziecku swemu całowanie

I kołysząc go z lekka, bogów prosi za nie:

— «Zeusie i bogowie! Niech przy waszym względzie

----------------------------------------------------------------------

⁴⁴⁷bogini lasów (mit. gr.) — Artemida; jej strzały miały być przyczyną nagłej śmierci kobiet.

⁴⁴⁸Trojów i Trojek — dziś popr. forma D. l. mn.: Trojan i Trojanek.

⁴⁴⁹polęże — dziś popr.: polegnie.

⁴⁵⁰straszni dzidą — budzący zgrozę ze względu na swoje uzbrojenie.

⁴⁵¹męże — dziś popr. forma M. L. mn.: mężowie.

⁴⁵²zaguby (daw.) — zguby, klęski.

⁴⁵³Messeis — źródło w Lakonii.

⁴⁵⁴Hipereja — źródło w Tesalii.

⁴⁵⁵pierwsze męże — dziś popr. forma B. l. mn.: pierwszych mężów.

⁴⁵⁶wprzód (daw.) — najpierw.

⁴⁵⁷mamka — służąca, której rolą jest karmienie piersią dziecka swojej pani.

⁴⁵⁸łono — tu: pierś.

⁴⁵⁹próżny — tu: bezpodstawny.

⁴⁶⁰szyszak — rodzaj hełmu.



[11.08.2026, Toruń]

ZAPISKI EMIGRANTA (1424 - 1425) GDZIE ZAMIESZKAĆ. NOWA FIKCJA.

 

1424.

Wzięło mnie coś takiego, abym miał się wypowiedzieć na temat, gdzie mógłbym zamieszkać obecnie, gdybym miał takie plany. Oczywiście wypowiadam się w trybie przypuszczającym = nierealnym.

Zacznę może od tego, że jakieś 20 lub 30 lat temu gotów byłem zamienić mój kraj na Czechy. Nie musiałaby być to Praga ani jakieś potężne miasto, od wioska taka jak w serialu „Chalupáři” (polski tytuł „Pod jednym dachem”). Dlaczego? Lubię czeski punkt widzenia na rozmaite sprawy, lubię Czechów, ich kulturę, literaturę i filmy; nareszcie nie stałbym pod pręgierzem kościoła katolickiego, który u nas ubrany jest w polityczną komżę i uwielbia zaglądać ludziom pod pierzynę. Lubię też piwo i chętnie pogadałbym z samym Szwejkiem o idiotyzmach wojen, i pożartowałbym z Hrabalem.

Ale jestem o te 20 czy 30 lat starszy i do Czech się nie wybiorę, a przecież troszkę sobie pooglądałem Pragi i okolic swego czasu.

Gdzie wobec tego mógłbym przepędzić swój zasłużony wiekiem czas. Na pewno nie na ścianie wschodniej, nie od Białegostoku po Przemyśl, i nie tylko dlatego, że tam rakiety latają, ale coś mi się wydaje, że jest to ziemia obsiana pisiorami, a z nimi trudno mi się dogadać. Wybieram raczej zachód kraju: Szczecin i w dół, może Gorzów, Głogów, szczególnie Zielona Góra (byłem, widziałem, podziwiałem urokliwą zieleń, lasy) aż po Jelenią Górę.

A Toruń, no cóż, nie jest taki zły, mimo wszystko mniej pisiaków niż na wschodzie. Łódź, Kutno, więc okolice mojego narodzenia – hm... łódzkie województwo postrzegane było za bastion społeczeństwa o poglądach lewicowych; dzisiaj takie Kutno to obszar zarezerwowany głównie dla prawicy, i to tej najgorszej, „suwerennej”. Więc chyba zostanę tu, gdzie jestem i tylko w snach… pomarzyć sobie wolno.


1425.

Mocno zastanawiam się nad tym, czy przypadkiem nie zaangażować się w kolejną współczesną baśń na wzór tej, którą opisałem w „kawiarence” – w niej swego czasu umieściłem radcę Kracha, kawiarennika, mecenasa Szydełką i wielu innych. Był czas, kiedy próbowałem odgrzać tamte tematy, kontynuując opowieść, ale zrezygnowałem, gdyż mój sposób przedstawiania rzeczywistości tak bardzo rozminął się z tym światem, w którym żyjemy, że tworzenie dalszej części przygód przyjaciół spotykających się w kawiarence wydało mi się niepotrzebne.

W tym miejscu chciałbym podkreślić, że moje opowieści kawiarenkowe były przeciwwagą tego, co doświadczamy we współczesnym świecie. Inaczej mówią, jeśli media wszem i wobec dostarczają nam niemal w stu procentach złych treści, to tamta kawiarenka miała się im przeciwstawić. Niestety po dojściu pisiorów do władzy stwierdziłem, że dalsza wiara w optymizm nie ma sensu.

W obecnej chwili mam pomysł na inne optymistyczne historie, które, jeśli w ogóle ktoś je przeczyta, stawią czoła panoszącemu się złu. Tym razem jednak (zaznaczam, że są to na tę chwilę moje plany) muszę zaznaczyć, że opisywany przeze mnie świat będzie absolutną fikcją, całkowicie niezależną od wya-darzeń wsółczesności. A zatem…

W tekście, który, jeśli okażę się być wytrwały, świat przedstawiony, na który składają się:

• czas akcji i jergo ramy czasowe, w których rozwija się fabuła,

• przestrzeń, a zatem miejsca i lokalizacje, w których rozgrywają się wydarzenia, ich opisy, charakterystyki i znaczenia symboliczne,

• bohaterowie: postacie uczestniczące w fabule, ich cechy fizyczne, psychologiczne, społeczne oraz ich relacje i interakcje

• wydarzenia i fabuła: sekwencja zdarzeń tworzących historię, ich przyczyny, przebieg i skutki

• środowisko społeczne i kulturowe: tło społeczne, kulturowe, polityczne i ekonomiczne, które wpływa na bohaterów i wydarzenia…

to wszystko będzie fikcją, kreacją autora, a wszelkie podobieństwa do rzeczywistości prowadzą czytelnika na manowce, za co z góry przepraszam.



[11.08.2026, Toruń]

BOLESŁAW PRUS - LALKA - TOM I (4)

 

R.2. RZĄDY STAREGO SUBIEKTA, cd.

— Ma się wiedzieć. Cóż pan myślisz, że mi na całą dobę wystarczy widok waszych galanterii i pańskiej siwizny?

— No, mój panie, wolę być trochę szpakowatym aniżeli łysym — oburzył się pan Ignacy.

— Koncept!… — syknął pan Lisiecki. — Moja łysina, jeżeli ją kto dojrzy, jest smutnym dziedzictwem rodu, ale pańska siwizna i gderliwy charakter są owocami starości, którą… chciałbym szanować.

Do sklepu wszedł pierwszy gość: kobieta ubrana w salopę⁴⁰ i chustkę na głowie, żąda jąca mosiężnej spluwaczki… Pan Ignacy bardzo nisko ukłonił się jej i ofiarował krzesło, a pan Lisiecki zniknął za szafami i wróciwszy po chwili doręczył interesantce ruchem pełnym godności żądany przedmiot. Potem zapisał cenę spluwaczki na kartce, podał ją przez ramię Rzeckiemu i poszedł za gablotkę z miną bankiera, który złożył na cel dobroczynny kilka tysięcy rubli. Spór o siwiznę i łysinę był zażegnany.

Dopiero około dziewiątej wszedł, a raczej wpadł do sklepu pan Mraczewski, piękny, dwudziestokilkoletni⁴¹ blondynek, z oczyma jak gwiazdy, ustami jak korale, z wąsikami jak zatrute sztylety. Wbiegł ciągnąc za sobą od progu smugę woni i zawołał:

— Słowo honoru daję, że musi już być wpół do dziesiątej. Letkiewicz jestem, gałgan jestem, no — podły jestem, ale cóż zrobię, kiedy matka mi zachorowała i musiałem szukać

doktora. Byłem u sześciu…

— Czy u tych, którym dajesz pan neseserki? — spytał Lisiecki.

— Neseserki?… Nie. Nasz doktór nie przyjąłby nawet szpilki. Zacny człowiek… Prawda, panie Rzecki, że już jest wpół do dziesiątej? Stanął mi zegarek.

— Dochodzi dziewiąta… — odparł ze szczególnym naciskiem pan Ignacy.

— Dopiero dziewiąta?… No, kto by myślał! A tak projektowałem sobie, że dziś przyjdę do sklepu pierwszy, wcześniej od pana Klejna…

— Ażeby wyjść przed ósmą — wtrącił pan Lisiecki.

Mraczewski utkwił w nim błękitne oczy, w których malowało się najwyższe zdumienie.

— Pan skąd wie?… — odparł. — No, słowo honoru daję, że ten człowiek ma zmysł proroczy! Właśnie dziś, słowo honoru… muszę być na mieście przed siódmą, choćbym

umarł, choćbym… miał podać się do dymisji…

— Niech pan od tego zacznie — wybuchnął Rzecki — a będzie pan wolny przed jedynastą⁴², nawet w tej chwili, panie Mraczewski. Pan powinieneś być hrabią, nie kupcem, i dziwię się, że pan od razu nie wstąpił do tamtego fachu, przy którym zawsze ma

się czas, panie Mraczewski. Naturalnie!

— No, i pan w jego wieku latałeś za spódniczkami — odezwał się Lisiecki. — Co tu bawić się w morały.

— Nigdy nie latałem! — krzyknął Rzecki uderzając pięścią w kantorek.

— Przynajmniej raz wygadał się, że całe życie jest niedołęgą — mruknął Lisiecki do Klejna, który uśmiechał się podnosząc jednocześnie brwi bardzo wysoko.

Do sklepu wszedł drugi gość i zażądał kaloszy. Naprzeciw niego wysunął się Mraczewski.

— Kaloszyków żąda szanowny pan? Który numerek, jeżeli wolno spytać? Ach, szanowny pan zapewne nie pamięta! Nie każdy ma czas myśleć o numerze swoich kaloszy, to należy do nas. Szanowny pan pozwoli, że przymierzymy?… Szanowny pan raczy zająć miejsce na taburecie⁴³. Paweł! przynieś ręcznik, zdejm panu kalosze i wytrzyj obuwie…

Wbiegł Paweł ze ścierką i rzucił się do nóg przybyłemu.

— Ależ, panie, ależ przepraszam!… — tłomaczył się⁴⁴ odurzony gość.

— Bardzo prosimy — mówił prędko Mraczewski — to nasz obowiązek. Zdaje mi się, że te będą dobre — ciągnął podając parę sczepionych nitką kaloszy. — Doskonałe,

--------------------------------------------------------------------------

⁴⁰salopa — watowany płaszcz damski, z peleryną.

⁴¹dwudziestokilkoletni — dziś: kilkudziesięcioletni.

⁴²jedynasta — forma konsekwentnie używana przez Prusa; dziś: jedenasta.

⁴³taburet — dziś: taboret, stołek.

⁴⁴tłomaczył — dziś: tłumaczył.

-------------------------------------------------------------------------

pysznie wyglądają; szanowny pan ma tak normalną nogę, że niepodobna mylić się co do numeru. Szanowny pan życzy sobie zapewne literki; jakie mają być literki?…

— L. P. — mruknął gość czu􀰗ąc, że tonie w bystrym potoku wymowy grzecznego subiekta.

— Panie Lisiecki, panie Klejn, przybijcie z łaski swojej literki. Szanowny pan każe zawinąć dawne kalosze? Paweł! wytrzyj kalosze i okręć w bibułę. A może szanowny pan nie życzy sobie dźwigać zbytecznego ciężaru? Paweł! rzuć kalosze do paki… Należy się dwa ruble kopiejek pięćdziesiąt… Kaloszy z literkami nikt szanownemu panu nie zamieni, a to przykra rzecz znaleźć w miejsce nowych artykułów dziurawe graty… Dwa ruble pięćdziesiąt kopiejek do kasy, z tą karteczką. Panie kasjerze, pięćdziesiąt kopiejek reszty dla szanownego pana…

Nim gość oprzytomniał, ubrano go w kalosze, wydano resztę i wśród niskich ukłonów odprowadzono do drzwi. Interesant stał przez chwilę na ulicy, bezmyślnie patrząc w szybę, spoza której Mraczewski darzył go słodkim uśmiechem i ognistymi spojrzeniami. Wreszcie machnął ręką i poszedł dalej, może myśląc, że w innym sklepie kalosze bez literek kosztowałyby go dziesięć złotych⁴⁵.

Pan Ignacy zwrócił się do Lisieckiego i kiwał głową w sposób oznaczający podziw i zadowolenie. Mraczewski dostrzegł ten ruch kątem oka i podbiegłszy do Lisieckiego, rzekł półgłosem:

— Niech no pan patrzy, czy nasz stary nie jest podobny z profilu do Napoleona III⁴⁶? Nos… wąs… hiszpanka⁴⁷…

— Do Napoleona, kiedy chorował na kamień⁴⁸ — odparł Lisiecki.

Na ten dowcip pan Ignacy skrzywił się z niesmakiem. Swoją drogą Mraczewski dostał urlop przed siódmą wieczorem, a w parę dni później w prywatnym katalogu Rzeckiego otrzymał notatkę: „Był na Hugonotach⁴⁹ w ósmym rzędzie krzeseł z niejaką Matyldą…⁇?”

Na pociechę mógłby sobie powiedzieć, że w tym samym katalogu równie posiadają notatki dwaj inni jego koledzy, a także inkasent, posłańcy, nawet — służący Paweł. Skąd Rzecki znał podobne szczegóły z życia swych współpracowników? Jest to tajemnica, z którą przed nikim się nie zwierzał⁵⁰.

Około pierwszej w południe pan Ignacy zdawszy kasę Lisieckiemu, któremu pomimo ciągłych sporów ufał najbardziej, wymykał się do swego pokoiku, ażeby zjeść obiad przyniesiony z restauracji. Współcześnie z nim wychodził Klejn i wracał do sklepu o drugiej; potem obaj z Rzeckim zostawali w sklepie, a Lisiecki i Mraczewski szli na obiad.

O trzeciej znowu wszyscy byli na miejscu. O ósmej wieczór zamykano sklep; subiekci rozchodzili się i zostawał tylko Rzecki. Robił dzienny rachunek, sprawdzał kasę, układał plan czynności na jutro i przypominał sobie: czy zrobiono wszystko, co wypadało na dziś? Każdą zaniedbaną sprawę opłacał Idealista długą bezsennością i smętnymi marzeniami na temat ruiny sklepu, stanowczego upadku Napoleonidów⁵¹ i tego, że wszystkie nadzieje, jakie miał w życiu, były tylko głupstwem.

-----------------------------------------------------------------------

⁴⁵dziesięć złotych — do poł. XIX w. mennica w Warszawie wybijała polskie monety; posługiwano się nimi długo, mimo wprowadzenia w Królestwie waluty rosyjskiej, rublowej. 1 zł polski równał się wartości 15 kopiejek, a 10 groszy wartości 5 kopiejek.

⁴⁶Napoleon III — Ludwik Napoleon Bonaparte, ur. w 1808 r., bratanek Napoleona I; w grudniu 1848 r. obrany został, głównie głosami chłopstwa, prezydentem republiki; 2 grudnia 1851 r., mając poparcie wojska i wykorzystując osłabienie burżuazji i proletariatu wzajemną walką, dokonał zamachu stanu; rozwiązał Zgromadzenie Ustawodawcze, przedłużył swoje pełnomocnictwo na lat 10 i rozszerzył zakres władzy prezydenta. W rok później, 2 grudnia 1852 r., po przeprowadzeniu plebiscytu ogłosił się cesarzem. Lawirując między klasami społecznymi Napoleon III w rzeczywistości służył interesom wielkiej burżuazji. Swą zaborczą politykę zagraniczną pozorował obroną narodów walczących o wyzwolenie i zjednoczenie polityczne (Włochy, Polska). Zdetronizowany, po klęsce w wojnie francusko-niemieckiej w r. 1870, zmarł na wygnaniu w Anglii w r. 1873.

⁴⁷hiszpanka— tu: bródka przycięta spiczasto na sposób hiszpański.

⁴⁸chorował na kamień — mowa o kamieniach żółciowych lub nerkowych, cierpieniu bardzo bolesnym, zmieniającym nawet wyraz twarzy chorego.

⁴⁹„Hugonoci” (1836) — opera G. Meyerbeera (1791–1864) często wówczas grywana; hugonoci — protestanci francuscy, kalwini.

⁵⁰tajemnica, z którą (…) się nie zwierzał — dziś: tajemnica, z której się nie zwierzał.

⁵¹Napoleonidzi — krewni Napoleona i ich potomkowie.



[11.08.2026, Toruń]

10 sierpnia 2026

IGNACY KRASICKI - MIKOŁAJA DOŚWIADCZYŃSKIEGO PRZYPADKI - KSIĘGA I /7/

 

 VII.

Prędzej, niżelim się spodziewał, ani sobie życzył, odebrała matka moja wiadomość o mojej awanturze, i list, którym w dni kilka odebrał, chociaż nie był według tonu wielkiego świata, dał mi jednak do wyrozumienia, iż akcye moje nie miały aprobacyi. Bojąc się złego w domu przyjęcia rozpisałem listy do różnych przyjaciół i krewnych, aby, ile możności, usprawiedliwiali przed matką i wujem lekkość procederu mojego, pochodzącą bardziej z niewiadomości, niż ze złego charakteru. Więcej mi dopomogła miłość wrodzona, niż cudze remonstracye, osobliwie gdym sam list napisał, przyznając błąd, i zupełną odmianę życia obiecując. Respons był pomyślny. Może pretext obaczenia jedynaka najwięcej dopomógł: poznałem to doświadczeniem: gdy albowiem po pierwszem niby zimnem przywitaniu, wzięła mnie matka na stronę, i tam przygotowaną perorę z przyzwoitą powagą zacząć chciała, szły słowa oporem; a gdym jej padł do nóg, płacz ją wydał. Jam rozrzewniony pomógł jej płakać, i na tem się skończyło, iż rozeszliśmy wcale inaczej, niżeśmy się oboje spodziewali: ona z większem, niż przedtem jeszcze do mnie przywiązaniem, ja z szczerą chęcią poprawy, nauczony doświadczeniem, iż nie masz takowej w dzieciach zdrożności, którejby miłość rodziców nie mogła przezwyciężyć.

 Osiadłem więc na nowo w domu; i czyli żarliwość szczerego nawrócenia, czyli pamięć wstydliwej dla mnie awantury, czy widok przykładnej matki, takiego był cudu przyczyną, iż przez cały miesiąc wiodłem życie przykładne i niepoślakowane. Zabrał Damon romanse: żeby zaś były zabawne, albo pożyteczne xięgi w języku polskim, nawet żeby być mogły, nie wierzyłem temu, mając w świeżej pamięci dyskursa Jmci Pana Damona, iż w samym tylko francuzkim języku wszystkie umiejętności osiadły. Wszedłszy raz do apteczki, gdziem według starodawnego zwyczaju codzień przed obiadem, a czasem i dwa razy chodził, gdym po wódce pierniczków cukrowych szukał, znalazłem w kącie historyą o Aleksandrze wielkim. Zadziwiony, że się mogła w języku polskim znaleźć insza jaka xięga, oprócz nabożnych, wziąłem ją, i zaniosłem do stancyi z mocnem przedsięwzięciem, że ją będę czytał; jakoż tegoż samego dnia przeczytałem pół karty.

 Dziwiły mnie niesłychane awantury, gdy się w morze spuszczał, i na wózku gryfami zaprzężonym bujał po powietrzu: przecież przyznać się muszę, iż srogi gwałt czynić sobie musiałem, żeby zaczętego dzieła dokończyć. Jużem był doszedł rozdziału dwudziestego, a przeto znajdowałem się na połowie heroicznej pracy mojej, gdy wszedłszy do mnie pewien, często goszczący w domu naszym zakonnik, a wziąwszy mi z rąk xiążkę, skoro kilka peryodów przeczytał, zgromił mnie straszliwie, iżem śmiał czytać xiążkę pogańską, i frankmasońską. Przestraszony takiemi słowy, odniosłem xięgę do apteczki, a matka informowana o jej złości, kazała ją spalić.

 Między wielu, którzy się do nas częstokroć zjeżdżali sąsiadami i sąsiadkami, była Jejmość Pani Podstolina, dość blizka krewna matki mojej: ta niegdyś bywała u dworu, a co większa raz w Warszawie na sejmie. Zwyczajnie, skoro gdzie przyjechała, zaczynała dyskurs o wspaniałościach miejsca tego, o różnych, które za jej czasów bywały, awanturach, o grzeczności dam, o galantomji kawalerów, o wybornych obojej płci sentymentach. Temi dyskursy wzięła zupełnie górę nad całem sąsiedztwem, w parafji nikt przed nią w ławce nie siedział, w processyi podczas odpustu tuż szła za xiędzem: nasz pleban, kiedy rozdawał kolędy, zawsze ją najpierwej czcił i mianował: a chociaż te dystynkcye, nieskończenie parafianów obchodzić zwykły, taka była przemożność jej reputacyi, iż nawet Pani Podczaszyna stara, niegdyś pierwsza w całej okolicy, cierpliwie znosiła krzywdę swoją.

 Ta tedy Jejmość Pani Podstolina, wszcząwszy raz dyskurs o czytaniu xiąg, powiadała całej kompanji, jako za jej czasów w Warszawie i damy i kawalerowie czytali Koloandra wiernego. Gdym się jej spytał, czyli ten kawaler, tak jak mój Alexander latał po powietrzu, i bił się z całym światem? « Mylisz się Wmć Pan, rzecze, kiedy na takich sprawach zasadzasz i ustanawiasz zacność kawalerów doskonałych. Koloander, lubo w wielu potyczkach mężny, nie tem się zaszczycał; ale sam jego przydomek dowodzi, iż nienaruszona raz ku ulubionej kochance przychylność, szczere i heroiczne, choćby z największym życia hazardem dla niej usługi, najżywszych sentymentów dozgonna trwałość, to mu nadało imie wiernego; imie wspanialsze nad te wszystkie, któremi się zaszczycali rycerze i monarchowie świata. Sam Wmć Pan uważ, iż być wiernym w kochaniu, jestto być razem wielkim, wspaniałym, mężnym, sprawiedliwym. »

 Nie miałem co odpowiedzieć na takie zagadnienie, a przypomniawszy sobie owego Cyrusa, którego mi mój Pan guwerner explikował, prosiłem ją po obiedzie, skoro się goście rozjeżdżać poczęli, ażeby mi chciała pożyczyć, tej wybornej w polskim języku historyi. Z początku trudnić poczęła, gdym nakoniec ze łzami o to nalegał, dała się użyć prośbom moim, i tegoż samego wieczora przybył pożądany do domu mojego Koloander.



[10.08.2026, Toruń]