Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

06 września 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXIV

 

PIEŚŃ XXIV

(Kręg VIII. Tłumok I. ZłodzieJe. Fuccio.)


Gdy słońce w porze młodocianej roku

Promiennym włosem po Wodniku brodzi³⁶⁶

A noc już dniowi nie narzuca zmroku;

-----------------------------------------------------------------------

³⁶⁶słońce (…) promiennym włosem po Wodniku brodzi — Słońce w trzeciej kwadrze miesiąca stycznia wstępuje w znak Wodnika i tak stoi przez pierwsze dwie kwadry miesiąca lutego. Czas, o którym tu mowa, przypada na środek lutego, kiedy noc, doliczywszy do niej wieczór i zmrok poranny, trwa około dwunastu godzin. W tym czasie słońce we Włoszech już tak świeci i grzeje, że śniegi do rzadkości należą. Całe to porównanie wieśniaka, który widząc ubielone śniegiem pastwiska, a nie mając w zapasie karmy, drży o los swojej trzody i załamuje dłonie, zaleca się szczególną prawdą i stosownością jego użycia do obecnego położenia poety, gdy nawykły widzieć zawsze wypogodzone czoło swojego mistrza, widzi je zachmurzonym.

---------------------------------------------------------------------

Jeśli ubieli ziemię zamróz ostry,

Udając barwy swojej białej siostry,

Lecz trwa niedługo i chłód swój łagodzi:

Wieśniak, któremu braknie suchej paszy,

Widząc wokoło bielące się błonie,

Wraca do domu, załamuje dłonie,

Jak nieszczęśliwy, co widmem się straszy;

Potem wychodzi i pełen nadziei,

Widząc weselszy świat po śnieżnej wiei,

Pochwyca laskę i na łąk zielenie

Z obór wesołe swoje trzody żenie³⁶⁷ —

Podobnie mistrz mnie przeląkł po niewoli,

Gdym widział jego zachmurzone czoło,

Podobnie maść on przyłożył, gdzie boli.

Gdy nad strzaskaną przyszliśmy arkadę,

On patrzał na mnie słodko i wesoło

Jak u stóp góry; sam z sobą wszedł w radę

i opatrzywszy skałę z każdej strony,

Mnie otwartymi pochwycił ramiony.

Jak ten, co pracę poczyna z baczeniem,

Wpierw, co ma zrobić, rozważa myśleniem,

Tak on, podnosząc mnie na wierzch opoki,

Wskazywał palcem drugi głaz wysoki

I mówił: Trzymaj dłonie w pogotowiu,

Obejmij głaz ten, lecz wprzódy oczyma

Rozpatruj pilno, czy twój ciężar strzyma».

Jak się wpatrzyłem, nie była to droga

Dla tych, co noszą kapice z ołowiu;

Bo ja i wódz mój, tak lekki Wirgili,

Ledwośmy z głazów na głazy kroczyli;

Gdyby nie krótsza ścieżka między skałą,

Sam nie wiem, co by z mym wodzem się stało,

Mnie by pokonał trud, a w końcu trwoga.

Lecz jako skały zwane Złe Tłumoki

Pochyło schodzą w zrąb studni głębokiej,

Każda dolina, którą się przebiega,

Tu ma wyniosłość, tam spadzistość brzega.

W końcuśmy doszli do progu opoki,

Gdzie głaz ostatni czołem prostopadłem

W dół się powalił i w otchłań się rzuca:

Już mi zabrakło oddechu na płuca,

Już iść nie mogłem dalej i usiadłem.

«Z wady lenistwa wyzuj się w tej dobie!»

Mistrz mówił, «w puchu lub w pierzu kto lega,

Temu do sławy za daleka droga;

A kto na ziemi po krótkim przechodzie

Bez wieńca sławy położy się w grobie,

Ten tyle śladu zostawi po sobie,

Co dym w powietrzu, co bańka na wodzie.

Wstań, wolą ducha trud pokonasz snadnie³⁶⁸,

Duch w każdej walce tryumfator wroga,

Gdy pod ciężarem ciała nie upadnie. [...]

------------------------------------------------------------------------

³⁶⁷żenie (daw.) — wypędza.

³⁶⁸snadnie (daw.) — łatwo.

------------------------------------------------------------------------

Mamy do przejścia jeszcze dłuższe wschody³⁶⁹,

Nie dosyć przebyć skał tych występ nagi,

Niech ta uwaga doda ci odwagi».

Wstałem z uczuciem rzeźwiącej ochłody,

A piersi moje swobodniej dyszały,

Mówiąc: «Idź dalej, jam krzepki i śmiały!»

Szliśmy, a głazy przed nami, pod nami,

Coraz wyższymi sterczały garbami,

Szedłem bez przerwy gwarząc to i owo,

Mocując wolę z słabymi siłami,

Gdy z drugiej fosy głos przemówił słowo.

Co mówił, nie wiem, choć byłem na szczycie

Arkady mostu, co w poprzek otchłani

Sklepiać swe łuki zawisła tam na niej.

Głos mówiącego zdradzał gniew nieskrycie,

Jam wzrok w dół spuścił, ale żywe oko

Dna nie dościgło przez ciemność głęboką.

«Mistrzu!» tak rzekłem po chwili niedługiej,

«Przechodźmy most ten, zstępujmy w krąg drugi.

Bo stąd ja słyszę, a nic nie rozumiem,

Widzę, nic jednak rozpoznać nie umiem».

A mistrz: «Zadosyć słusznemu życzeniu,

Jako przystoi, odpowiem w milczeniu».

I wnet przeszliśmy łuk mostu ten samy,

Który przytyka aż do ósmej tamy;

Wtenczas ujrzałem cały otwór jamy³⁷⁰

Dno jej zapełnia żmija, wąż, gadzina,

Gdy wspomnę, jeszcze krew się we mnie ścina!

Libijskie piaski nad brzegiem swych stoków

Nie rodzą tyle płazów, hyder, smoków,

Kraj ponad Morzem Czerwonym nie roni

Tyle zabójczych pomorów i jadów.

Przez te obrzydłe mnóstwa wężów, gadów

Wylękły, nagi oddział potępieńców

Biegł bez nadziei ujścia ich pogoni.

Ręce ich na tył związane wężami,

Wijąc się, węże w kształt ruchomych wieńców

Bodły ich nerki ogonem, głowami.

Z tych nieszczęśliwych jeden przerwał ciszę

Przeciągłym krzykiem, kąsany od żmii

W miejscu, gdzie ramię przytyka do szyi:

I nikt tak szybko O lub J nie pisze,

Jak on się ogniem zajął w okamgnieniu,

I w proch się cały rozsypał w płomieniu.

Lecz proch, co płomię³⁷¹ zgryzło i rozwiało, […]

----------------------------------------------------------------------

³⁶⁹Mamy do przejścia jeszcze dłuższe wschody — Tu napomyka Wergiliusz o wschodach, jakimi trudniej będzie poecie wchodzić na górę czyśćcową. Sens tych słów wyraźnie mówi: że daleko więcej trudności jest do zwalczenia przy pozbyciu się grzechu jak przy jego uznaniu.

³⁷⁰Wtenczas ujrzałem cały otwór jamy — W siódmym oddziale kręgu ósmego karani są złodzieje, widzimy ich pod postacią wężów i gadów, to pod postacią człowieka, za lada dotknięciem przemieniają swoje postaci, jeden w drugiego kształty przechodzi, a każdy broni się od przyobleczenia się w kształty nieswojskie; nawzajem radzi sobie szkodzą i wzajem się nienawidzą. W tej i następnej pieśni poeta zadziwia czytelnika bogactwem swojej fantazji, która po głębszej rozwadze nie wyda się wszakże tylko próżną grą wyobraźni, ale najlogiczniej zastosowaną do charakteru występku, jaki się tu karze. Wiadomo jest, że choć złodzieje łączą się z sobą w złym zamiarze, udzielają sobie nawzajem swych wiadomości i praktyk i tak niejako przemieniają się jeden w drugiego, przecie lada większa korzyść waśni ich, w razie potrzeb jeden drugiego nie szczędzi i na ofiarę poświęca. Że potępieni są wzajemnym narzędziem swojej kary w piekle, nic w tym dziwnego; zdarza się to między złymi ludźmi i na ziemi.

³⁷¹płomię — dziś rz. r.m.: płomień.

-----------------------------------------------------------------------

Zebrał się w siebie i spoił się w ciało;

Tak Feniks kona, jak bają po świecie,

Tak się odradza co piąte stulecie,

Karmi się w życiu nie ziarnem, rośliną,

Lecz wonią, łzami, co z kadzideł płyną;

Z mirry i nardu na palmie wysokiej

Stos pogrzebowy przed zgonem układa,

I w ogniu z dymem wzlatuje w obłoki.

Jak człowiek, który sam nie wie, jak pada,

Przez kurcz chorobny, czy przez moc szatana,

Gdy wstaje, wodzi wokoło oczami,

Dziwi go boleść, mdłość tak niespodziana:

Podobnie grzesznik wstał z prochu przed nami.

O, jak surowa sprawiedliwość Boga,

Gdy zemsta jego tak straszna i sroga!

Mój wódz, kto on jest, zapytał grzesznika.

On odpowiedział: «Widzisz Toskańczyka,

Wpadłem w tę jamę, jeszcze nie ma roku.

W życiu zwierzęcym całą rozkosz czułem

I nie człowiekiem, byłem istnym mułem.

Imię jest moje Fucci, a Pistoja

Była to godna mnie jaskinia moja³⁷².

A ja do wodza: «Niech nie rusza kroku!

Spytaj, w tę jamę wtrącono go za co?

Znałem go, był on krewki i ladaco».

Grzesznik to słysząc, nie unikał wzroku,

Zwrócił się do mnie z twarzą obojętną,

Na której smutne wstyd wycisnął piętno.

«W takiej mię nędzy» duch przemówił potem

«Widząc, o! większym nabawiasz kłopotem

Niż gdym się z moim rozstawał żywotem.

Zadość uczynić twojej chęci muszę,

Skradłem kościelne sprzęty i ozdobę,

Winę zwalając na drugą osobę;

Lecz wprzód nim wyjdziesz z tych piekielnych cieni,

Gdybyś nie patrzał rad na me katusze,

Daj ucho na głos nowej wieści mojej.

Czarnych jak miotłą wymiotą z Pistoi³⁷³,

Lud i obyczaj Florencyja zmieni;

Dolinę Magry Mars dymem zachmurza,

Z jego obłoków zstąpi silna burza,

I szał swój wywrze na piceńskie błonie:

Z chmur błyskawicą zamigocą bronie,

Walczący muszą broń na ziemię rzucić,

I wszystkich białych huragan pochłonie.

Taką nowiną chciałem się zasmucić³⁷⁴». [...]

³⁷²Fucci de Lazeri — z Pistoi, fanatyczny zwolennik gwelfów czarnych. Przytrzymany za kradzież świętych naczyń kościelnych, zrzucił winę na notariusza Vanni della Mona, w którego mieszkaniu złożył był skradzione rzeczy. Notariusz, niewinna ofiara swej uprzejmości, powieszonym był zamiast rzeczywistego złodzieja.

³⁷³Czarnych jak miotłą wymiotą z Pistoi — Biali gwelfowie na początku brali górę w Pistoi i wypędzili czarnych, lecz wkrótce ze zmianą losu gwelfów białych, poeta jako należący do ich stronnictwa wygnanym był z Florencji. Markiz Malaspina (zwany „Mars”) stanąwszy na czele gwelfów czarnych z Pistoi, zadał ogromną klęskę białym na dolinie piceńskiej, przez którą przepływa rzeka Magra, na pograniczu samym Toskanii a Genui.

³⁷⁴Taką nowiną chciałem się zasmucić — Dante należący do stronnictwa gwelfów białych, spotkał w tym kręgu Fuccia, który był gwelfem czarnym; ten zagniewany, że poeta widział go w takiej piekielnej męce, z rozkoszą przepowiada jemu upadek ostateczny gwelfów białych. Rys dość charakterystyczny zajadłości stronnictw politycznych.


[06.09.2026, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz