Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

19 sierpnia 2026

DANTE - PIEKŁO - PIEŚŃ XXII

 

(Ciąg dalszy. Hulanka szatanów).

Widziałem jezdne na przeglądach roty³⁴¹,

Szyk ich łamany, natarcie, odwroty,

Widziałem w mieście Arezzo przed laty,

Jako rabują podjazdowe czaty,

Widziałem turniej, gdy na ostre gonią,

Gdy w kolej trąby, to dzwony gomonią³⁴²,

Stosownie jakie hasła dają z wieży

Dla narodowych i obcych rycerzy.

Lecz nigdy trąba jazdę czy piechotę

Nie poruszała na tak dziką notę,

Nigdy tak sprzeczne tony, tak nieczyste,

Nie brzmiały razem na morzu, na ziemi.

Dziesięć szatanów szło w krok nasz za krokiem,

O, towarzystwo okropne zaiste!

Ale w kościele jestem ze świętymi,

W sądzie z jurystą, w garkuchni z żarłokiem.

Jednak badałem to smolne jezioro

Z całą uwagą i tych, co w nim gorą.

A jak grające delfiny przed burzą³⁴³

Skaczą nad wody i majtkom źle wróżą,

Tak niejednego grzbiet nagi grzesznika

Dla ulgi w bólu nad smolne powierzchnie

Błyśnie, to na dno błyskawicą pierzchnie;

A jako w stawie, przy ścieku poników³⁴⁴,

------------------------------------------------------------------------

³⁴¹Widziałem jezdne na przeglądach roty — Pieśń tę poczynając, poeta uroczystym i poważnym tonem epopei, nastręcza swojemu czytelnikowi przeczucie tonu komicznego, jakim wyśpiewa dalszy je ciąg i koniec. W tej pieśni walka szatanów z oszustami, którzy są pod ich strażą, wzajemne ich szermy i figle przedstawiają dziki, a zarazem komiczny obraz. Poeta na początku tej pieśni dowodzi, jak wielostronne było jego ukształcenie, i że nie obce były jemu przeglądy i obroty wojenne.

³⁴²gomonić (daw.) — hałasować.

³⁴³A jak grające delfiny przed burzą — Delfiny zwykle pokazują się na powierzchni morza przed zbliżającą się burzą. Porównanie to i następne dziwnie jest trafnie i stosownie użyte.

³⁴⁴ponik — strumyk. [przypis edytorski]

-----------------------------------------------------------------------

Trzoda żab z wody swe głowy wytyka,

Podobnie głowy sterczały grzeszników.

Lecz Jeżobroda gdy przyszedł, wespoły

Szybko do wrzącej rzucali się smoły:

Widziałem, myśląc teraz, czuję dreszcze,

Jeden się spóźnił, nie dał nurka jeszcze,

Jak widzim żabę na cichym wód łonie

Zostaje jedna, kiedy druga tonie.

A Drapigraca stojąc przy nim z bliska,

Zahaczył jego osmolone włosy,

Na brzeg jak wydrę dobył w okamgnieniu.

Wiedziałem wszystkich szatanów nazwiska,

Bo wybór diabli szedł na żywe głosy,

I sami siebie zwali po imieniu.

Wtem zagrzmiał diabłów krzyk i wrzask straszliwy:

«Sam, Gniewożarze, twym hakiem grzesznika

Ściągnij po grzbiecie i drzyj go na łyka!»

A ja: «Mów, mistrzu, kto ten nieszczęśliwy?

Mój wódz do niego zbliżył się i mówi:

«Skąd i kto jesteś?» On odrzekł wodzowi³⁴⁵:

«Jam się urodził w królestwie Nawarry.

Matka do dworskiej oddała mnie służby;

Ojciec mój strwonił fortunę i zdrowie,

Z niej ledwo został kęs na życie wdowie.

Wkrótce mnie dworskie oślepiły blaski,

A dumny z króla Teobalda drużby,

Kryjomie³⁴⁶ pańskie frymarczyłem łaski;

Za grzech ten w smolne wrzucono mnie żary».

Zęboknur, który jak dzik wkoło pyska

Dwa kły zakrzywia, stojąc tuż przed nami,

Dał jemu uczuć, jak kaleczy kłami.

Lecz mysz trafiła na koty nieuki;

Już Jeżobroda potężnie go ściska

I mówi: «Odejdź, on nam nie uciecze».

A obrócony do wodza, tak rzecze:

«Pytaj go, jeśli co chcesz wiedzieć jeszcze,

Ja między nogi wziąłem go jak w kleszcze.

Niech mówi, nim go rezerwą na sztuki».

A wódz: «Mów, duchu, czy tu, w waszym kole

Jaki Łacinnik warzy się w tej smole³⁴⁷?»

A on: «Niedawno rozstałem się z jednym,

Gdybym z nim skrył się, zwyczajem powszednim

Od tych by haków zakryła mnie smoła».

— «Dość cierpliwości,» tu Ostrohak woła

I widłą³⁴⁸ jego zahaczył o ramię,

Aż kość ramienną hak na druzgi łamie.

Chciał Drapigraca schwycić go za nogę³⁴⁹,

Lecz na spojrzenie srogie dekuriona

Orszak dziewięciu uderzył na trwogę.

-----------------------------------------------------------------------

³⁴⁵Skąd i kto jesteś? On odrzekł wodzowi — Cień tu mówiący nazywał się Ciampolo, historię życia swojego sam opowiada.

³⁴⁶kryjomie — dziś popr. forma: po kryjomu.

³⁴⁷Łacinnik — Włoch.

³⁴⁸widłą — dziś popr. forma: widłami (tu prawdopodobnie forma wydłużona/skrócona dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca).

³⁴⁹Chciał Drapigraca schwycić go za nogę — Widzimy tu, że głównym typem piekła jest bezrząd, czyli anarchia. Naczelnik szatanów Jeżobroda, którego poeta ironicznie nazywa dekurionem, kapitanem, nie może utrzymać grozą swojego urzędu żadnego porządku między swymi podwładnymi.

----------------------------------------------------------------------

Gdy ścichła trochę gawiedź rozjuszona,

Mój wódz znów ducha kalekiego pyta:

«Kto jest ten, który ciebie rzucił w chwili,

Gdyśmy przy brzegu twą postać zoczyli³⁵⁰?»

On odpowiedział: «Jest to mnich Gomita³⁵¹,

Rządca Gallury, urna zabrukana;

Mając w swym ręku wrogów swego pana,

Tych puszcza, drugich do więzienia sadzi,

W sposób, że z niego wszyscy byli radzi;

Wielu dał wolność, ale brał ich złoto,

Jak sam powiadał, i różną niecnotą

W różnych urzędach brukał się wiek cały,

Niemierny, był to szalbierz doskonały.

Z nim często gwarzy Zanke z Lagodoro³⁵²;

O Sardyniji³⁵³, choć im wargi gorą,

Dosyć się z sobą nagadać nie mogą.

Spojrzyj, ten drugi jak wytrzeszczył ślepie,

Zgrzyta zębami i biciem wygraża,

Lękam się, czy mi skóry nie wytrzepie».

«Wara, zły ptaku!» Tak stukał Figlarza,

Iskrząc oczyma naczelnik szatanów³⁵⁴.

«Jeśli chcesz widzieć Lombardów, Toskanów,»

Przemówił znowu cień rażony trwogą:

«I ci, i owi przyjdą jak z rozkazu.

Lecz niech w bok zejdzie orszak Ostroszpony,

Strach mi ich zemsty; z miejsca niewzruszony

Gdy świsnę, siedmiu zjawi się do razu,

To nasze zwykłe hasło i nienowe,

Gdy z warów smolnych wytykamy głowę».

I na te słowa Psiakrew warknął pyskiem:

«O! Czy słyszycie,» tak mówił z przyciskiem,

«Jaką wymyślił złość ten nicdobrego,

Aby mógł wskoczyć do waru smolnego?»

Ale cień pełen figlów i wybiegów,

«Zaiste,» odrzekł, «złość knuję bezkarnie,

Chcę moich braci przywabić do brzegów,

By ich na większe narazić męczarnie».

Tu Łapidusza nie stawił oporu

I rzekł doń, mimo towarzyszów sporu:

«Jeśli w tę smołę przedsięwzięciem śmiałem

Wskoczysz, za tobą nie pogonię cwałem,

Tylko nad tobą skrzydła me zawarczą;

Brzeg i wysokość niech będzie twą tarczą,

Chcę tylko widzieć i przekonać siebie,

Czy od nas wszystkich chytrzejszy bies z ciebie».

--------------------------------------------------------------------------

³⁵⁰zoczyć — zobaczyć.

³⁵¹On odpowiedział: Jest to mnich Gomita — Sardynia będąc pod zarządem pizanów, podzielona była na cztery okręgi: Lagodoro, Kallari, Gallura i Alborea. Okręgiem Gallury zarządzał Mino Visconti, którego pierwszym ulubieńcem był mnich Gomita. Mnich ten nadużywając zaufania pańskiego, sprzedawał urzędy, frymarczył publicznym skarbem, wsadzonych do więzienia za okup wypuszczał na wolność i tym podobne broił bezprawia; na koniec został powieszony.

³⁵²Zanke z Lagodoro — Michał Zanke także skażonym był urzędnikiem, zarządzając okręgiem Lagodoro.

³⁵³Sardyniji — Sardynii; tu: forma wydłużona (zgodna z daw. wymową) dla zachowania rytmu jedenastozgłoskowca.

³⁵⁴Iskrząc oczyma naczelnik szatanów — Widzimy w dalszym ciągu tej pieśni, jak oszuści potępieńcy oszukują swoich nadzorców, ażeby z ich szpon co prędzej umknąć i zanurzyć się w smołę. Scena ta pełna ruchu i życia przypomina mimo woli, że i poza obrębem piekła podobne sceny wzajemnego oszukaństwa rządzących i rządzonych dziać się mogą.

-----------------------------------------------------------------------

Tu, czytelniku, poznasz figiel nowy:

Szatani na bok odwrócili głowy,

Nawarczyk wnet się rzucił do wybiegu,

Skorzystał z chwili, już stanął na brzegu

I jednym skokiem skacząc w smolne wary,

Na nice diable wywrócił zamiary.

Szatani stali z zasmuconą miną;

Lecz ilem dostrzegł, między ich drużyną

Stał najsmutniejszy sprawca ich kłopotu

I rączym skrzydłem, myśląc, że go złapie,

Poleciał krzycząc: «Już cię mam w swej łapie».

Daremnie, piętna wstydu już nie zetrze,

Strach skorsze skrzydła miał od diabła lotu,

Ten skrył się w smołę, on wzleciał w powietrze;

Tak czatujący jastrząb na kaczora,

Gdy ten nurkuje przed nim dnem jeziora,

Precz leci cały wściekły i znużony.

Łasy, gdy stali towarzysze smutni,

Gniewny pogonił skrzydłem rozdąsanem

I ciągle latał za drugim szatanem,

O cień, co zniknął, szukając z nim kłótni.

Podczas gdy oszust znikł wśród smolnej głębi,

W grzbiet towarzysza zatopił swe szpony,

Lecz Łapidusza, z czystej krwi Jastrzębi,

Łasego wyzwał na oręż ten samy

I oba padli wśród kipiącej jamy.

Gorąca smoła rozjęła³⁵⁵ walczących,

Lecz tam ich większa spotkała przygoda,

Nie mogli podnieść piór do smoły lgnących.

Nierad z wypadku ich wódz Jeżobroda,

Śle czterech swoich, by krążąc brzegami

W skok im na pomoc śpieszyli z hakami

Ci brzegiem jamę obiegłszy w półkole,

Na środek jamy haki wyciągnęli,

Ratując wpadłych do smolnej topieli;

Tak zostawiłem zagrzęzłych w tej smole.

----------------------------------------------------------------------

³⁵⁵rozjąć — rozdzielić.




[19.08.2026, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz