Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

09 maja 2015

NAPRAWĘ NIEZWYKŁY KOTEŃKO

Choć południowy wiatr dawał znak, ze prawdziwa wiosna jeszcze przed progiem nieśmiało stoi i wzbrania się przed naciśnięciem klamki, radca Krach Romskiego do kawiarnianego ogródka poprowadził, gdzie obaj spoczęli przy pierwszym z brzegu stoliku. Wprawdzie uroczyste otwarcie tej części kawiarenkowej przestrzeni miało się odbyć w sobotę, lecz przecież pan radca to gość specjalny, cieszący się tutaj zasłużonymi względami, toteż nic dziwnego, że Maria z nadzwyczajną radością otworzyła drzwi do nowego przybytku, pytając, czego tym razem pan radca sobie życzy.
Życzenie miał względem porządnie mocnej kawy dla siebie i gościa oraz po serniczku, który słodkości szlachetnemu napojowi doda, który obaj panowie spożywali wszakże bez domieszki cukru.
- Zatem, panie Romanie – rozpoczął radca Krach, kiedy tylko Marysia postawiła na stole zamówienie i szybciutko oddaliła się (pewnie zerknąć, czy mała Róża nie wyrwała się przypadkiem z objęć Morfeusza) – uzgodniliśmy warunki i cieszę się, że, póki co, na powitanie, nie zedrze pan z nas skóry.
- Powiedzmy, że potraktuję państwa nadzwyczajnie. Raz, że spodobał mi się wasz pomysł; dwa, że zanosi się na dłuższą współpracę, a trzy… - tu pan Roman Romski zawahał się przez należyta chwilę, tak jakby nie do końca był przekonany, że ten trzeci powód powinien był wyjawić. W końcu jednak uległ proszącemu wzrokowi pana radcy. – Trzecim powodem jest doktor Koteńko, który, jak mniemam, w rzeczoną publikację jest włączony.
- Nie inaczej… no proszę… doktor Koteńko – westchnął radca Krach.
- A tak. Pan doktor tak skutecznie zaangażował się w leczenie mojej żony, że gdyby nie on, pewnie do tego czasu byłbym wdowcem. Tylko jego wnikliwości i umiejętnościom zawdzięczam tak wczesne rozpoznanie, rozumie pan, choroby, która… - tu poo raz drugi Romski zaciął się. Widocznie przypomniał sobie ów dzień, po którym, jak się wydawało, jedynie noc ciemna i płaczliwa nastanie, lecz nic takiego nie nastąpiło, a  po pani Romskiej do dziś dnia, ani znaku okrutnej choroby nie widać.
- Oj tak – wyrzekł radca – ja tu często się z panem doktorem przekomarzam, że w sieci ułapion przez energiczna pania Zofię, lecz w samej rzeczy pan Koteńko to lekarz, którego darmo ze świecą szukać, prawdziwy wybawca z chorób, z powołania.
- Oby nam jak najdłużej służył – dodał Romski – mam dla niego szacunek i obiecałem sobie do śmierci być jego wdzięcznym dłużnikiem.
Uradowały radcę Kracha tak sprawiedliwe o jego przyjacielu słowa a znając mądre powiedzenie, że przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi, wyrokował, że dla ważności przedsięwzięcia, jakiego się podjął, każda nowa, pomocna i przyjacielska dłoń nie może być odrzucona. Pan radca przeczuwał, że w Romskim taką przyjazną duszę odnajdzie.
- Rozumiem – ciągnął pan Roman – że dla pana doktora znajdzie się miejsce w czasopiśmie w związku z profesją, jaką uprawia?
- Nie inaczej – potwierdził Krach – choć pan Koteńko gustuje też w muzyce. Co ja mówię, gustuje, on jest, kto wie, czy nie najsławniejszym w mieście koneserem muzyki nie bardzo lekkiej, czemu przyklasnąć wypada, bo od tej mniej poważnej specjalistów jest wielu.. Nie masz też potężniejszego od niego kolekcjonera płyt wszelkiej maści: tych prastarych – winylowych i tych najnowocześniejszego formatu. Nadto, pan doktor o muzyce potrafi tak pięknie mówić, że człowiek, przywykły do szlachetnych trunków, o kolejnym kieliszku zapomina. Niech pan tylko spróbuje go zagadnąć na muzyczne tematy. Tedy naszemu panu doktorowi zasugerowałem, aby zechciał się o muzyce wypisać w naszym czasopiśmie.
- Nie dziwię się – odparł Romski – zauważyłem bowiem, że w gabinecie doktora cały czas jakieś przyciszone melodie sączą się z głośników; cichutko, niby niezauważalnie, ale przecież słychać te dźwięki już w poczekalni.
Rozmawiając w ten sposób wypili kawę, pojedli serniczka i pewnie by kolejne złożyli na te smakowitości zamówienie, gdyby nie fakt, że pan Romski miał w swojej drukarni pracę, a lubił w warsztacie swym siedzieć do północy.
- Tak więc, panie Romski, podsumujmy: redaktor Pokorski opracowuje z panem szatę graficzna pisma, pani Zofia pilnuje pierwszych artykułów pisma (już tam cos dla pana przygotowała), a ja dopinam sprawę stowarzyszenia, które będzie wydawać nasze pismo. Z kolei z pomocą mecenasa Szydełki zadbamy o jak najszybsze postaranie się o obowiązkowy numer ISBN, a przez caly ten czas pani Zofia zmobilizuje pozostałych do napoczęcia pierwszych publikacji.
- Jasne, rozumie się. Kiedy tylko zgromadzimy artykuły do pierwszego numery, trzeba by wszystkich zebrać i przedstawić graficzne warianty naszego pisma – „Naszego Głosu”, bo taka jest robocza nazwa czasopisma.
- W rzeczy samej – potwierdził radca Krach ujęty tym, że Romski tak pięknie użył określania „naszego pisma”.
Wstali od stołu i już mieli przecisnąć się przez drzwi łączące obie kawiarniane przestrzenie, gdy nagle w tych drzwiach wyrosła pani Zofia Koteńkowa. na jej nieskazitelnie przyróżowionej cielistej barwy pudrem twarzy malował się uśmiech połączony z ekscytacją. Tuż za nią stał kawiarennik, dotrzymujący kobiecie kroku także w malowniczym, acz zagadkowym uśmiechu. 
- Panie radco – niemal wykrzyknęła pani Zofia, a ujrzawszy tuż za panem Krachem smukłą postać Romskiego, wykrzyknęła powtórnie: - Panowie, mój mąż jest naprawdę niezwykły!!!
- Lepiej późno, niż wcale – filozoficznie zwrócił uwagę radca Krach.
- Co, proszę?
- Niemal w rok po ślubie doceniła pani przymioty swego męża – tu radca Krach pozwolił sobie na zamaszysto-kpiarski uśmiech.
- Och, panie radco, te żarty nigdy pana nie opuszczą, a sprawa jest ogromnej wagi.
- Pani Zosieńko, skoro tak, zatem trzeba ją omówić.
zasiedli więc w troje przy stoliku, przy którym jeszcze przed chwilą pan radca z Romskim urzędował. Ten drugi, niestety, pożegnać się musiał; jedynie z panią Zofia ustalił dzień i godzinę spotkania w drukarni.
I w taki sposób, przy kolejnej kawie, przy serniczku, trójka przyjaciół odbyła jeszcze jedną ważną rozmowę, podczas której dokonano rozbioru logicznego zdania, którego esencją była niezwykłość doktora Koteńki.

(16.04.2015)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz