Petrus Christus - Portret młodej kobiety

Petrus Christus  -  Portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

01 maja 2017

NASTAWIONY NA WBICIA

Przedłużający się powrót na europejskie trasy spowodowany zbyt długim i zimnym majowym weekendem, doprowadził do tego, że wyjątkowo oglądam mistrzostwa świata w snookerze w całości, nie żeby każdą partię w pełnym rozmiarze, ale i tak oglądam wiele, bo też i w naszej telewizji wielkiej alternatywy nie ma. 
Pisałem już o tym, że zaniechałem oglądania programów informacyjnych, a na wielu innych kanałach powtórki, albo powiedzmy inaczej: naroiło się u nas całkiem sporo filmowo-odcinkowych stacji, że wymienię kilka: TV Ojciec Mateusz, TV Ranczo, TV Rodzinka, TV Klan, TV M LIKE LOVE i mnóstwo, mnóstwo innych, gdzie dla mniej rozgarniętych a cierpliwych oglądaczy oferuje się „never ending story” sfilmowanych historii w zamian za abonament plus dostęp do dekodera komercyjnych platform.
I w ten oto sposób przeciętny pożeracz telewizyjnego ekranu ma niespotykany dotąd we wszechświecie wybór pomiędzy poszczególnymi historiami i, co może najważniejsze, istnieje prawdopodobieństwo, że opierając swoje oczy i uszy o wybraną historyjkę oglądacz do perfekcji opanuje zasób swojej mózgowej pamięci, ucząc się dialogów, dajmy na to, stu pięćdziesięciu odcinków „Rodzinki”, na pamięć.
Ponieważ u mnie z pamięcią najlepiej nie jest, wybrałem snookera, kibicując rzecz jasna O’Sullivanowi, który niestety w ćwierćfinale poległ ze świetnym Chińczykiem Ding Junhui. Mała to dla mnie pociecha, że na tym etapie rozgrywki pogrzebał swoje szanse nie cieszący się moją sympatią senny i wyglądający jak z gabinetu figur woskowych Australijczyk Neil Robertson. Ronnie O’Sullivan po niespodziewanej wpadce w pierwszej rundzie Judda Trampa (zbieżność nazwisk z prezydentem pewnego dużego kraju przypadkowa) zdawał się być jedynym snookerzystą grającym najbardziej ”do przodu”, nastawionym na zbicia, nie zaś na negatywne odstawne. Judd i Ronnie przegrali swoje pojedynki i w tej sytuacji głównym faworytem do zwycięstwa w Sheffield stał się uprzedni mistrz świata Mark Selby. Gra Selby’iego technicznie perfekcyjnie doskonała i skuteczna, mnie osobiście nie zachwyca, bo obecny mistrz świata nie ma ani śmiałości Trampa, ani też fantazji O’Sullivana, a gra obronna jaką preferuje, choć poparta techniką i skutecznością wbić jakoś nie przypada mi do gustu. Któż mógłby wobec tego pokonać Marka? Ding stawił mu czoło, lecz kiepsko wystartował i poniósł porażkę; wcześniej, w ćwierćfinale Marco Fu, przystojniak z Hongkongu, pogromca Robertsona, niewiele miał do powiedzenia w potyczce z Selbym. Może więc szkocki rutyniarz Higgings pobije Marka w finale? Po sukcesach we frejmach granych w pierwszym dniu finałowej rozgrywki wydawało się, że Higgins, najbardziej utytułowany (po O’Sullivanie) snookerzysta, zdobywca czterech tytułów mistrzowskich, nawiąże z Selbym równorzędną walkę. Niestety w chwili gdy robię te notatki to Selby bliższy jest zdobycia trzeciego tytułu mistrza świata, aniżeli Higgins piątego. Kibicując Higginsowi, muszę jednak przyznać, że popełnia on znacznie więcej błędów niż Selby i z obecnego stanu 13-16 zdobycie osiemnastu punktów chyba przekracza na dzień dzisiejszy jego możliwości.
A co z Sullivanem? Najpewniej otrzyma premię za wbicie najwyższego na mistrzostwach (146) brejka.  

[01.05.2017, Dobrzelin]

1 komentarz:

  1. Też wolę snookera od serialowych historii. Nie oglądam żadnych seriali, więc nawet nie wiem, co straciłam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń