Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

03 marca 2024

SŁOWNICZEK (356 - 370)

 

356) acetyl

rodnik kwasu octowego


357) acetylen

zwyczajowa nazwa etynu, łatwopalny gaz używany w palnikach tlenowo-acetylenowych


358) acetylenownia

pomieszczenie, w którym eksploatowana jest wytwornica acetylenu


359) acetyloaceton

bezbarwna ciecz o charakterystycznym zapachu; temperatura wrzenia 139°C; występuje jako mieszanina dwu odmian: ketonowej i enolowej


360) ach

wykrzyknik wyrażający podziw, zachwyt


361) ach.

skrót od: archaizm, archaiczny


362) Achab

Achab (?-851 p.n.e.), król Izraela od roku 873


363) Achacjusz / Achacjuszowie

imię męskie / Achacjusz z małżonką; Achacjuszostwo


364) achać

potocznie: zachwycać się przesadnie; wykrzykiwać "ach"


365) Achaja

kraina historyczna w Grecji


366) Achajczyk

członek jednego ze starożytnych plemion greckich; Achaj


367) Achajowie

starożytne plemię greckie; Achajczycy


368) achalazja

achalazja przełyku, choroba polegająca na utrudnieniu połykania spowodowanym przez patologiczny, trwały skurcz dolnego zwieracza przełyku


369) Achates

imię postaci z mitologii greckiej oraz rzymskiej


370) achatina

rodzaj afrykańskich ślimaków


[03.03.2024, Toruń]

FILOZOFOWIE I ICH POGLĄDY - PITTAKOS

 


Pittakos

ok. r. 600 p. n. e.

Pittakos, syn Hyrradiosa, urodził się w Mitylenie*. Ojciec jego pochodził z Tracji. On to wraz z braćmi Alkajosa wygnał Melanchrosa, tyrana Lesbos. Gdy Ateńczycy i Mityleńczycy prowadzili wojnę o terytorium Achilleidy, objął dowództwo nad Mityleńczykami; Ateńczykami zaś dowodził Frynon, zwycięzca olimpijski w walce na pięści. Pittakos zgodził się stoczyć z nim pojedynek. Miał pod tarczą sieć, którą niepostrzeżenie zarzucił na Frynona, i po zabiciu go zagarnął ziemię sporną.

Wtedy Mityleńczycy wyjątkowo uczcili Pittakosa i przekazali mu władzę. Rządził w Mitylenie przez dziesięć lat, wprowadził ład w państwie, po czym sam złożył władzę i żył jeszcze dziesięć lat. Mityleńczycy ofiarowali mu ziemię, którą on poświęcił bogom i która do dziś nazywa się ziemią Pittakosa. Sosikrates podaje, że Pittakos odciął małą część dla siebie, mówiąc, że połowa jest większa od całości. Nie przyjął również podarków Krezusa, twierdząc, że ma dwa razy więcej, niż pragnął, ponieważ po śmierci bezdzietnego brata odziedziczył należną mu część spadku. W drugiej księdze Pamiętników Pamfila opowiada się, że syn Pittakosa Tyrrajos został toporem zabity przez jakiegoś miedziorytnika u fryzjera w Kyme. Kiedy Kymejczycy przyprowadzili związanego zabójcę do Pittakosa, on po przesłuchaniu uwolnił go z więzów, mówiąc „Lepiej teraz przebaczyć, niż później żałować". Heraklit [z Efezu] natomiast podaje, że Pittakos uwolnił Alkajosa, który dostał się w jego ręce, mówiąc: „Przebaczenie jest lepsze niż zemsta".

Wśród praw, jakie ustanowił Pittakos, jest też i takie: Człowiekowi, który po pijanemu dopuścił się przestępstwa, należy wymierzyć podwójną karę. Chciał w ten sposób powstrzymać ludzi od pijaństwa, ponieważ wyspa obfituje w wino. Mówił także, że niełatwo jest pozostać szlachetnym. Wspomina o tym również Simonides, mówiąc:

Według słów Pittakosa niełatwo jest być prawdziwie dobrym mężem.

Głosił jeszcze: „Z koniecznością nie walczą nawet bogowie". „Sprawowanie urzędu świadczy o człowieku". Zapytany, co jest rzeczą najlepszą, odpowiedział: „Dobrze robić to, co się obecnie robi", a zapytany przez Krezusa, jaka władza jest największa, odpowiedział: „Władza malowanego drzewa", mając na myśli prawo. Mówił, że odnosi zwycięstwa bez rozlewu krwi. Do Fokejczyka, który twierdził, że powinno się szukać człowieka dzielnego, powiedział: „Zapewne, możesz go szukać, ale nie znajdziesz". Pytającym, co jest rzeczą najprzyjemniejszą, odpowiedział: „Czas". Na pytanie, co jest rzeczą niejasną, odpowiedział: „Przyszłość"; na pytanie, co jest rzeczą pewną, odpowiedział: „Ziemia"; a co niepewną, odpowiedział: „Morze". Mówił, że mąż rozumny, zanim go spotka jakaś przeciwność, zastanawia się nad tym, jak jej uniknąć, dzielny zaś, jeśli go już spotka przeciwność, dzielnie ją znosi. Uczył też: „Nie zapowiadaj tego, co zamierzasz uczynić, bo jeżeli ci się nie uda, narazisz się na śmieszność". „Nie szydź z nikogo w nieszczęściu, aby się nie narazić na zemstę". „Oddaj to, coś wziął na przechowanie". „Nie mów źle o przyjaciołach, a także i o nieprzyjaciołach". „Żyj pobożnie". „Kochaj wstrzemięźliwość". „Dbaj o prawdę, wierność, wiedzę, zręczność, przyjaźń, staranność".

Z jego wypowiedzi najsławniejsze są następujące wiersze:

  • Mając łuk i kołczan strzał pełen, mierzyć należy w złego człowieka.

  • Nic godnego wiary nie powie język tego, kto ma w duszy myśli wahające się i niepewne.

Pittakos napisał około sześciuset wierszy elegii oraz prozą rzecz o prawach na użytek obywateli.

Osiągnął pełnię rozwoju w czasie około czterdziestej drugiej Olimpiady [612—609 p. n. e.], a umarł za archonta Aristomenesa w trzecim, roku pięćdziesiątej drugiej Olimpiady [572—569 p. n. e.] już jako starzec, przeżywszy ponad siedemdziesiąt lat. Na jego grobie taki umieszczono napis:

Zalewając się łzami matczynymi, święta wyspa Lesbos chowa zgasłego Pittakosa, którego zrodziła.

Jedno z jego powiedzeń głosi: „Umiej zawsze rozpoznać moment właściwy".

Alkajos nazwał go „platfusem" dlatego, że miał szerokie stopy i idąc powłóczył nogami. Nazywał go także „rękonogim", ponieważ palce u stóp miał rozstawione jak u rąk. Nazywał go również pyszałkiem dlatego, że bezpodstawnie się pysznił, a także „grubasem" i „brzuchaczem", bo był bardzo tłusty. Nazywał go wreszcie „jadającym w ciemności", ponieważ jadał bez światła, i wreszcie „niechlujem", bo nie dbał o siebie i był brudny. Jak powiada filozof Klearchos, jego ćwiczenia cielesne polegały na mieleniu zboża.

Pozostał po nim następujący krótki list:

Pittakos do Krezusa

Wzywasz mnie, abym przyjechał do Lidii i zobaczył twoje szczęśliwe życie. Ja nawet nie widząc wierzę, że syn Alyattesa jest najbogatszym z królów, nic zatem nie zyskam więcej przybywszy do Sardes. Złota nie potrzebuję, bo to, co mam, wystarcza mnie i towarzyszom moim. Przyjadę jednak, aby z gościnnym mężem nawiązać przyjazne stosunki.

* Mitylena, Mitylene – miasto w Grecji, na wschodnim brzegu wyspy Lesbos.

W starożytności miasto eolskie, miejsce zamieszkania Safony, Alkajosa i Pittakosa. Pojawia się w jednym z najstarszych zachowanych urywków greckiej poezji ludowej:

„Miel mój młynku miel,

Pittak także mełł

Mityleny wielki pan”.


[03.03.2024, Toruń]


KAWIARENKA - ROZDZIAŁ 103 - KUSZENIE RADCY KRACHA

 

ROZDZIAŁ 103  -   KUSZENIE RADCY KRACHA

[w którym przyjaciele omawiają jak zwykle ważne kwestie dla miasta Różanowa oraz o pewnym planach, jakie pan burmistrz przedstawił radcy Krachowi]

Nieczęsto się zdarza, aby w kawiarnianej sali przy dwu złączonych stolikach (Kawiarennik musi koniecznie pomyśleć o wstawieniu do sali przynajmniej trzech stołów ośmioosobowych) zasiedli całą ekipą najpierwsi bywalcy tego przybytku spokoju i rozkoszy przy wymienianiu poglądów na życie, a mianowicie panowie: radca Krach, inżynier Bek, mecenas Szydełko, doktor Koteńko i oczywiście Kawiarennik Adam.

Jako że, jak to bywa jesienią, chłodne a mgliste popołudnie rozpostarło wilgotną płachtę nad całym miasteczkiem, panowie uzgodnili, że tym razem rozgrzeją się od wewnątrz koniaczkiem, rzecz jasna w ilościach, które trzeźwych ich umysłów zanadto nie rozpalą. Nawet pan doktor Koteńko, który w spożywaniu procentowych trunków wciąż nie nabył wprawy, tym razem nie odmówił sobie przyjemności uzupełnienia leniwie płynącej w żyłach krwi alkoholem, który w najznamienitszych męsko-damskich środowiskach zdobył uznanie jako niezrównany lek na wszelkie duchowe przypadłości.

Niemniej jednak pan doktor na chwilę niezbyt długą pozwolił sobie opuścić wiernych przyjaciół, aby z lekarską poradą udać się do Marii, a właściwie, aby sprawdzić, czy ze zdrowiem małego Kubusia i pięknie kwitnącej Róży jest jak najlepiej. Na próżno Kawiarennik zapewniał pana doktora, że jego pociechom żadne choróbsko obecnie nie zagraża; pan doktor wolał się upewnić, wszak nie po to ukończył był medycynę, aby dawać wiarę słowom niefachowca, choćby był nim najlepszy jego przyjaciel.

Doktor Koteńko z własnej i nieprzymuszonej woli opuścił zatem jedną kolejkę, a panowie już przy cynamonowych ciasteczkach i kawie w przemiłej rozmowie wertowali tematy, których im nigdy chyba nie zbraknie.

Pan mecenas opowiadał o tym, jak to w ostatnich czasach sprawami był przywalony; najczęściej majątkowymi, ale też zdarzały się karne i rozwodowe - tych ostatnich najbardziej nie lubił. Przepracowany (praca w adwokackim stowarzyszeniu ratującym z opresji najuboższych też go pochłaniała) zdecydował się wziąć tydzień urlopu, podczas którego obiecał sobie nie odpowiadać na telefony, lecz obietnicę swą, nie pierwszy raz zresztą, złamał, a posłyszawszy w słuchawce „w panu, mecenasie, jedyna moja nadzieja”, umawiał się czym prędzej na rozmowę, aby obmyślić z klientem plan wychodzenia z dylematu, jaki przed nim zarysowano.

Pan inżynier Bek również nie narzekał na nadmiar wolnego czasu, pilnując budowy hotelu, która posuwała się małymi kroczkami naprzód z nadzieją wykonania do połowy grudnia zadaszenia, jeśli aura pozwoli. Dostawał również od miasta rozmaite zlecenia żądające jego fachowego oka - nie były to prace nazbyt wymagające stałej przy nich obecności, lecz przecież absorbowały zaganianego inżyniera, który nie omieszkał też odwiedzić tej niedawno bezrobotnej i bezdomnej pary, której wydatnie pomógł w dostosowaniu podupadłego budyneczku starej zlewni mleka do zamieszkania. Ucieszył rozmówców, mówiąc, że ci państwo dzisiaj w niczym nie przypominają dawnych nieszczęśników; znaleźli pracę, w domu czysto, alkohol nieobecny, a że do legalizacji swego związku się nie garną, cóż z tego, skoro żyją zgodnie i, jak mówią, do szczęścia niewiele im potrzeba.

W tym miejscu rozmowy do stolika powrócił pan doktor Koteńko, uspokajając spokojnego przecież Adama, że faktycznie zarówno Kubuś jak i Róża cieszą się dobrym zdrowiem, jednakowoż względem jego podtrzymania zalecił żonie Kawiarennika, Marii, stosowanie obfitej w witaminy diety, nie tylko dla dzieci, lecz również dla niej samej i pana Adama.

A sam doktor Koteńko, no cóż, pochwalił się przyjaciołom tym, że środek jesieni poświęcił na eskapady na wieś, odwiedzając potencjalnych pacjentów nieskorych do odwiedzania jego gabinetu. Na szczęście tym razem nie zanotował przypadków wymagających natychmiastowej, radykalnej reakcji; natomiast przyjeżdżał z tych wiosek samochodem wypełnionym po brzegi płodami pracy rolnika. A i owszem, odmawiał takiej zapłaty za porady. Cóż z tego, skoro honorem przepełnieni gospodarze niemal pod przymusem i z groźbą nie zachodzenia do przychodni wciskali mu do bagażnika auta jaja, sery, ziemniaki, fasolę… co tylko się dało. Znany z potulnego usposobienia pan doktor nie miał sił odmawiać, choć wracając do miasteczka, do domu prowadził z sobą dialog, którego kwintesencją było gorzkie zapytanie: - jak mogłem sobie pozwolić na przyjęcie tych darów?

Kiedy pan doktor przerwał swoją opowieść, panowie uzgodnili, że nastała pora na kolejny kieliszeczek koniaku, tym razem już w pełnym składzie. Wysączyli go nieśpiesznie, po czym pan Adam Kawiarennik głęboko zajrzał w oczy pana radcy Kracha, który, o dziwo, zdawał się tego popołudnia nie być w wyśmienitym humorze, do którego zdążył był przyjaciół przyzwyczaić.

- A cóż tam u ciebie, przyjacielu? - zapytał Adam, nie spuszczając kąśliwego wzroku z zatroskanej twarzy pana radcy.

Ten przemógł się w sobie, wyprostował na krześle, przegryzł ciasteczko i w końcu przemówił.

- Po raz kolejny przez pana burmistrza zastałem namawiany na wystartowanie na radnego w przyszłorocznych wyborach samorządowych.

- I jest to dla pana powód do zmartwienia, panie radco? - odezwał się pan mecenas Szydełko.

- Nasz przyjaciel zawsze stronił od polityki - Adam spróbował usprawiedliwić radcę Kracha.

- Ale tam, polityka. Przecież pan burmistrz niepartyjny. Poprzednie wybory wygrał, posiadając własny obywatelski komitet - tłumaczył pan mecenas. - Rozumiem, że pan burmistrz życzyłby sobie, aby w nadchodzących wyborach nasz pan radca zasilił szeregi tegoż komitetu?

- Nie inaczej, przyjacielu, nie inaczej - westchnął radca Krach i zaraz pospiesznie dodał: - Pan burmistrz podzielił się ze mną szeroką perspektywą planów, jakie zrodziły się w jego głowie.

- A cóż to za perspektywy? Plany? - pan inżynier Bek nie mógł powstrzymać swej ciekawości.

- Panie inżynierze, pan powinien cokolwiek o tym wiedzieć - wyrzekł pan radca, a jego wzrok spoczął na inżynierze Beku. - Słyszał pan o wizycie dwóch architektów ze stolicy?

- Ba, nie tylko słyszałem, ale i rozmawiałem z nimi. Czy chodzi o te podmiejskie tereny, które istnieją w obrębie miasta? Czy myślę poprawnie, że chciałby pan burmistrz zagospodarować je pod przyszłą zabudowę mieszkalną.

- Owszem, takie są zamiary pana burmistrza, tyle że te podleśne tereny na lewym brzegu Mętnicy nie w całości należą do miasta. W części te ugory pozostają w gestii nadleśnictwa.

- I w czym rzecz się zasadza? - spytał pana radcę pan doktor Koteńko.

- W tym, że pan burmistrz życzyłby sobie, abym osobiście zajął się tą sprawą, abym go reprezentował jako burmistrza w rozmowach z nadleśnictwem i, koniec końców sprawił, aby miasto mogło zainwestować w infrastrukturę, przygotowując teren do zasiedlenia.

- A ci panowie architekci to w jakiej przybyli sprawie? - zapytał pana radcę pan Adam.

- Otóż, moi panowie, sam jestem szczerze zdziwiony, ale pan burmistrz wykazuje się nadzwyczajną przenikliwością. Ci panowie, moi drodzy, sporządzili już, prowizoryczne, rzecz jasna plany… nie nazwałbym tego jeszcze planami… raczej szkice, na których wytyczono działki, nieduże wprawdzie, na dwadzieścia cztery jednorodzinne domki, z ogródkiem i kawałkiem łączki.

- Rozmawiałem o tym z tymi panami, ale raczej jak o pewnej wizji, nie o konkrecie - pochwalił się pan inżynier Bek. - Sądzi pan, panie radco, że te zamiary mogą się spełnić? Czy stać na to miasto?

- Przyjacielu, pan burmistrz, słusznie zresztą, jak myślę, utrzymuje, że infrastrukturę kanalizacyjną, tudzież doprowadzenie elektryczności, utwardzenie istniejącej tam drogi to obowiązek miasta, które na ten cel musi znaleźć środki. Natomiast kwestia samej zabudowy to prywatna sprawa tych, którzy zechcą od miasta i od nadleśnictwa te działki odkupić.

- Zapowiada się zatem nieźle i, tak mi się wydaje, że pójście do wyborów z takimi planami to poważny plus dla stronnictwa pana burmistrza - odezwał się z kolei pan mecenas Szydełko.

- Owszem, to bardzo poważny argument za - stwierdził pan radca.

- Moim zdaniem, panie radco, należałoby, aby pan wszedł swoją nadzwyczajną przedsiębiorczością w te plany - zauważył pan doktor. - Nie jestem wprawdzie specem w tej materii, ale uważam, że na te działki chętnym okiem spojrzeliby nie tylko obywatele naszego miasteczka, ale również i przyjezdni, którzy od pewnego czasu zakochują się w Różanowie - dodał pan doktor.

- Oj dzieje się w naszym mieście, dzieje…

A były to słowa dochodzącego śmiałym krokiem do przyjaciół redaktora Pokorskiego.

- Nie wiecie panowie, z jakim zadowoleniem społeczność miasteczka przyjęła wieść o decyzji w sprawie wyboru obywatelskiego budżetu dla miasta - dodał po chwili pan redaktor.

- A cóż to takiego? Nie jestem w temacie - odezwał się pan doktor Koteńko.

- To pan nie wie? Radni uchwalając budżet zadecydowali o tym, że w ramach obywatelskiej cząstki budżetu miasto przeznaczy środki na restaurację starej, miejskiej zabudowy.

- Coś podobnego.

- A tak, odnowione zostaną elewacje. Znaczną część kosztów poniesie miasto; resztę właściciele posesji i wspólnot mieszkaniowych, które, według zapewnień pana burmistrza, uzyskają kredyt na najkorzystniejszych z możliwych do wynegocjowania warunkach. I, co warto podkreślić, przy tych remontach znajdą zatrudnienie miejscowe firmy.

- Żyć, nie umierać zatem - te słowa pana doktora jakże adekwatnie zabrzmiały, biorąc pod uwagę profesję jaką wykonuje.

- Więc jak, przyjacielu, podjął pan decyzję w tej sprawie? - zapytał Kawiarennik.

- Przyjacielu, muszę ją dokumentnie rozważyć, bo jeśli miałbym się bez reszty poświęcić zadaniu, jakim by mnie obarczono, to oznacza, że musiałbym zrezygnować z doradztwa w tej zagranicznej firmie, dla której pracuję. Nie będę ukrywał, że trochę się w niej zasiedziałem. Finansowo, owszem, nie narzekam, ale… no cóż, moi drodzy, może następna kolejka sprawi, że przybliżę się, albo oddalę od powzięcia najsłuszniejszej decyzji.


[pisano w dniu 18.11.2017, w Seclin, Nord, we Francji]


[03.03.2024, Toruń]

02 marca 2024

ZAPISKI Z CZASÓW PO OBALENIU PISOWSKIEJ DYKTATURY (28-29 / 1015-1016) CHOROBA. GARDA

 

28 / 1015

Jakby tego było mało, dopadło mnie okrutne przeziębienie, czy coś w tym rodzaju, i to jednej nocy. Najpierw jakieś drżenie ciała, odczuwanie zimna, potem wzrost temperatury, kaszel, ból gardła, kłopoty z mówieniem, a przy okazji dopadł mnie ból lędźwiowy (lumbago), „łamiący” kręgosłup, że już o bólu nerki nie wspomnę. Słowem, człowiek się „sypie”, ale najważniejsze jest to, że skoro boli, to znak, że żyję. Zastosowałem końską dawkę dostępnych leków łącznie z inhalacją sterydu, co ma wpłynąć na jakość oddechu, likwidację bólu gardła i przywrócenie mowy (dotąd było to kogucie pianie). Dzisiaj jest trzeci dzień kuracji i zdaje się, że jest znacznie lepiej. Najgorzej, że choroba wybiła mnie z rytmu dnia, ba, w pewnym momencie pomyliłem dni tygodnia.

29 / 1016



Patrzę akurat na film dokumentalny o wielkich jeziorach włoskich, w tym o jeziorze Garda. Wiążą się z tym jeziorem moje wspomnienia z podróży – pracy jaką wykonywałem swego czasu. Droga wokół jeziora jest przecudna. Prowadzi licznymi tunelami i w otwartych obszarach tuż nad brzegiem jeziora. Niewielkie miasteczka, wąskie, przylegające do jeziora, a z drugiej strony zamknięte wysokimi i stromymi zboczami Alp są niepowtarzalną atrakcja turystyczną. Śmiało muszę powiedzieć, że ta kraina jest najatrakcyjniejszym krajobrazowo miejsce we Włoszech.


[02.03.2024, Toruń]

01 marca 2024

SŁOWA JAKIE DRZEWIEJ BYWAŁY (1292 - 1333) - Zarzynać - Zasklepistość

 

1292. Zarzynać czego, zakrawać na co - zatrącać, zarywać czego

1293. Zarżać - zarżeć

1294. Zasad - zasadzanie

1294. Zasada - osada, kolonia założona; zasadzka, podstęp

1295. Zasadka, zasacka - zasadzenie, zasadzka

1296. Zasadliwy, zasadzkowy - pełen zasadzek, sideł, zdradliwy

1297. Zasadowić - usadowić

1298. Zasadzca - pies zjadający myśliwym w zasadzce zwierzynę upolowaną

1299. Zasadziciel, zasadzca, zasadca - założyciel (Z. miasta, państwa)

1300. Zasadzić, zasadzać - osadzić, obsadzić kimś jakie miejsce, podsunąć, podłożyć sidła, zaczaić się, założyć, stanąć słupem, stanąć w miejscu, zeprzeć się

1301. Zasąpić - zasępić

1302. Zaschłość - stan zaschnięcia, suchość w gardle, pragnienie

1303. Zaschnąć, zasychać - rozeschnąć się (beczka zaschła); niebo zaschło - jest wielka susza

1304. Zasen - zaśnięcie; wniebowzięcie

1305. Zasep, zasyp - zaspa

1306. Zasędzieć, zaszędzieć, zaszedzieć - posiwieć

1307. Zasęp - zasępienie, posępność

1308. Zasępisty, zasępliwy, zasępny - zasępiony, posępny, ponury

1309. Zasiada - zasiedzenie, zasiędzenie, posiedzenie, sesja

1310. Zasiadłość - majątek nieruchomy, posiadłość; zasiedzenie się, zasiedziałość

1311. Zasiąść, zasiadać, zasiadywać - usiadłszy zająć miejsce

1312. Zasiąść wieżę - udać się do więzienia rozsiąść się, rozłożyć się gdzieś

1313. Zasiąść - robić zasadzkę [Leonid zasiadł u Termopil zrobił zasadzkę]

1314. Zasiąść kogoś - nasiąść na kogoś, natrzeć

1315. Zasiec, zasiekać las - zrobić zasiek w lesie

1316. Zasiecz - zasiek

1317. Zasiedzieć - zasiadać przez długie lata

1318. kura Zasiedziała jaje - wysiedziała; zaniedbać

1319. Zasiewek - zasiew, zarodek

1320. Zasiewny - tyczący się zasiewu, do zasiewania przeznaczony

1321. Zasię - albo zaś. nazad, z powrotem, raczej, owszem, na opak, na odwrót, przeciwnie

1322. Zasięg - zasiągnięcie

1323. Zasięgnąć, zasiądz, zasięgać - dostać, nabyć , osiągnąć, otrzymać, odebrać. zasięgać, dochodzić, rozciągać się

1324. Zasiężny - ten, który może dosięgnąć; którego można dosięgnąć

1325. Zasiknąć, zasikać - zastrzyknąć, zrobić iniekcję

1326. Zasiniałość, zaśniałość - siniak

1327. Zasipłość - dychawica, dychawiczność

1328. Zasipnąć, zasipnieć - dostać dychawicy

1329. Zaskakiwać, zaskakować - zabiegać; nadskakiwać komuś

1330. Zaskalić - zatwardzić jak skałę, zakamienić

1331. Zasklep - zasklepienie; piwnica zasklepiona, krypta

1332. Zasklep pszczeli - wosk brunatny do zalepiania szczelin w ulu

1333. Zasklepistość - stan tego, co jest zasklepione


[01.03.2024, Toruń]