O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

10 czerwca 2018

A BUZI?


Trzeba przyznać, że obecna przerwa w podróży po Europie była dla mnie pracowita. Dosyć niespodziewanie podczas malowania dwóch niewielkich wprawdzie pomieszczeń ból kręgosłupa może nie przepadł bez wieści, ale zmniejszył swe natężenie (nie mniej jednak wezmę w trasę maść i pigułki), a to, że przysmażyłem sobie wskazującego palucha podczas smażenia naleśników oraz upiłowałem sobie kciuk ostrym, jak się okazało nożem, to tylko niewiele znaczące detale, niemające negatywnego wpływu ani na malowanie, ani też na sobotnie pranie, mycie okien, umieszczanie w nich siatek (to już taka tradycyjna walka z muchami za pomocą siatek). Moje nogi wprawdzie nie mówią, bo gdyby mówiły, powiedziałyby, że pobolewają, ale tak jak co ma wisieć nie utonie, tak co boli przestać musi.
Jestem już prawie gotowy do jazdy w świat po Europie, która rozpocznie się prawdopodobnie w poniedziałek, a to także dzięki zakupom poczynionym przez dwie z czterech pań, z którymi zamieszkuję.
Te dwie pozostałe to oczywiście Adelka i Masza, którym kasy na zrobienie zakupów nie daję, szczególnie tej drugiej, bo ona we wszystkim (no może poza piszczącą piłką, za którą gania jak najęta) widzi czy czuje jedzenie.
Podobno trzymiesięczna Masza jest grzeczna… podobno, ale coś mi się wydaje, że w swym rodowodzie miała jakiegoś diabła. Hm… Masza po prostu pyskuje, znaczy się ja do niej słowo, ona odpowiada szczeknięciem… kłóci się i tyle, a przy okazji ząbki ma ostre.
Adelka, która przy Maszy nabrała wigoru, delikatnie mówiąc, zdziwiona jest zadziornością młodszej koleżanki. Podczas wspólnej z nią zabawy wykorzystuje to, że Masza jest za mała, aby wskoczyć na wersalkę i w ten sposób unika ostrych zębów małolaty, a sama, jako ugrzeczniona suczka, raczej na Maszę nie napada. Masza z kolei nic sobie z tej niekorzystnej dla niej różnicy wieku nie robi i zwykle to ona bywa stroną atakującą… ale żeby dochodziło aż do tego???
Adelka, jako że jest uczulona na mięso z kurcząt, które nota bene uwielbia, zmuszona jest spożywać specjalną, nieuczulającą karmę, choć oczywiście nie pogardzi ogórkiem albo, co miało miejsce wczoraj - czereśniami. Z łakoci pozostało jej „psie ciasteczko”, którego pychotę można porównać z ludzkimi ciągotami do ptasiego mleczka, wedlowskiego „pierrota” czy „crème brûlée”. Siedzę więc sobie w kuchni, popijam kawę po robocie, gdy nagle Adelka wpada ze szczekaniem, które rychło zamienia się w skomlący płacz.
- O co się rozchodzi? - pytam.
Zwykle w ten sposób odzywam się do Adelki, gdy przybiega do mnie z jakąś sprawą, a suczka wtedy kontynuuje wylewanie swych żalów, po czym mam do wyboru dwie odpowiedzi:
1. - E, tam, nie idę. (skomlenie)
2. No, dobra, mam iść? (radosne a głośne szczeknięcia)
O co chodziło tym razem?
Adelka podprowadziła mnie do Maszy, która… podwędziła jej ulubione ciasteczko. Adelka oczekiwała stanowczej reakcji. Doczekała się. Musiałem pozbawić Maszę jej łupu - bez żalu z mojej strony, bo Masza je właściwie wszystko, a dla wybrednej Adelki taki przysmak w postaci ciasteczka to ocean szczęścia.
Po jakimś czasie Adelka znów pojawia się w drzwiach kuchni. Przywołuje mnie po swojemu. Idę za nią. Tym razem okazało się, że Adelka raczyła mnie powiadomić o tym, gdzie schowała ciasteczko. To jej stały numer - chowanie przekąsek, a to pod kołdrę, poduszkę czy pod koc.
Nie minął kwadrans, a Adelka znów się pojawia. Podprowadza mnie teraz pod stolik, na którym w plastykowej torebce przechowywana jest sucha karma. Wychodzi na to, że po zjedzeniu ciasteczka Adelka ma ochotę na coś treściwszego.
Trzeba więc było wydobyć z pudełka karmę, przywołać Maszę i podkarmić obie suczki, a odbywa się to zwykle w taki sposób, że podaje się obu paniom do pyszczka po jednym „chrupku”, który podlega po niedługiej chwilce zmiażdżeniu ząbkami przez obie suczki niemal jednocześnie.
Masza przyjęła za dobrą monetę takie karmienie, ale Adelka przyzwyczajona jest (przez córkę) do takiej oto procedury: po schrupaniu przez Adelkę chrupka następuje komenda - prośba:
- A buzi?
Adelka spełnia życzenie tego, kto ją karmi i rzeczywiście „daje buzi” pyszczkiem, prosząc o „dokładkę”. Śmiesznie to wygląda, ale suczka robi to na poważnie, zaś mała Masza okazuje zdziwienie (może to i dobrze, bo to trzymiesięczne stworzenie całuje raczej „z ząbkami” niż „z języczkiem”).

[10.06.2018, „Dobrzelin”]


12 komentarzy:

  1. Fantastycznie opisujesz ludzi, ale ta "psia opowieść" rozczuliła mnie do łez. Pozdrawiam Ciebie i Twoje 4 panie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... bo też każdy dzień przynosi coś nowego.... ot, dzisiaj Masza nauczyła się wskakiwać na wersalkę, czym Adelka nie będzie zachwycona...

      Usuń
  2. Te plecy to klin klinem, miałam tak kiedyś z ręką, nie mogłam ruszać, mąż pomagał mi sie ubrać, zawzięłam się wtedy by umyć okna. Jak ręką odjął...na początku bolało, a przy ostatnim prawie wcale.
    Chyba przegapiłam Maszę, bo nie pamiętam, napisz mi link, gdzie mogę doczytać...
    Wyobraziłam sobie ten Twój inwentarz i gęba sama się śmieje:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://kawiarenka-klubokawiarnia.blogspot.com/2018/05/z-oddali-10-jednym-tchem.html
      ... tekst z 6 maja... o naszych suczkach można pisać non stop ... cwane bestie...

      Usuń
    2. faktycznie, przeoczyłam, ale już nadrobiłam. Okropna historia, ludzie czasami postępują jak bezmózgi...
      Druga wiadomość pozytywna, dwie suczki to niezła uciecha!

      Usuń
  3. Wyobrażam sobie jak wszystkie cztery Panie cieszą się jak wracasz do domu z dłuższej podróży.
    I jak nie mogą się doczekać kiedy wrócisz jak wyjedziesz znowu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... a ja już w trasie. W Legnicy ...pozdrawiam

      Usuń
  4. Kiedy wracam do domu, najbardziej wylewnie wita mnie pies, nie da się ukryć.Mój pies też uczulony na drób, więc nie mogę kupować polskiej karmy, bo dorzucają kurczaka, bo tani, ale nie informują o tym. Pani weterynarz poleciła niemiecką karmę, bo tam nie ma przekrętów.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktoczenie z karma są problemy. A psy z reguly jadlyby to czego nie powinny... pozdrawiam

      Usuń
  5. Niekoniecznie, to, co Cię bolało, przestanie boleć, może już boleć do końca życia, czego Ci nie życzę.
    Gdybyś zaczął chodzić na masaże i inne zabiegi terapeutyczne, udałoby Ci się przezwyciężyć ból. Sama maść i tabletki przeciwbólowe tylko uśmierzą ból, ale go nie wyleczą. Musiałbyś przez miesiąc poleżeć na Szaserów.
    O Maszy też nie czytałam, pamiętam Adelkę i nawet jej zdjęcie.
    Masz wspaniałą rozrywkę w domu, gdy wracasz z długiej podróży.
    Serdecznie pozdrawiam całą Twoją Rodzinę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, a gdzie ja znajdę czas na masaże? Wyjechałem dzisiak rano a już tęsknię za psiaka. One pewnie tez. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Andrzeju, po prostu wiem, co to jest ból kręgosłupa i różne zwyrodnienia stawów, dlatego Cię ostrzegam.
      O Maszy przeczytałam.
      Życzę spokojnej jazdy.

      Usuń