Luis Alberto Sangroniz - Portret kobiety (1932)

Luis Alberto Sangroniz  -  Portret kobiety (1932)

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

16 grudnia 2021

SZTUKA - FERNAND COMBES - RYSOWNIK, MALARZ PEJZAŻYSTA.


    Charles Fernand Combes zwznany raczej pod nazwiskiem Fernand Combes, to francuski rysownik, malarz, pejzażysta i akwarelista. Combes urodził się 4 sierpnia 1856 w Les Herbiers [w Kraju Loary na zachodzie Francji] i zmarł 12 listopada 1943 w Saint-Denis-lès-Bourg, małej miejscowości w departamencie Owernia-Rodan- Alpy.

    Niewiele zdołałem dowiedzieć się o jego biografii: studiował sztuki piękne w Beaux-Arts w Paryżu., debiutował w Salonie Artystów Francuskich w 1888 roku, prezentując pejzaże, następnie wystawiał swoje prace w ukazując pejzaż Sous bois; banki Aumance w Bourbonnais2. Następnie w latach 1890, 1908, 1909 i 1910 wystawiał swoje prace, głównie akwarele pejzażowe w szkole: "École nationale supérieure des beaux-arts de Paris",

    W czasie I wojny światowej był malarzem frontowym.

    Oprócz pejzaży w akwareli, Combes zafascynował mnie swoimi rysunkowymi szkicami, w których oddaje piękno i harmonię zabytkowej Francji, odtwarzając z niezwykłą starannością architekturę miast, i miasteczek. Jego rysunki węglem, kolorowymi kredkami tworzą rzeczywistość widzianą jako sepia, zaś akwarelowe krajobrazy dodają kolorytu miejscom, które uczynił artysta tematem swych prac. 


 Pérouges - "Brama górna"


... to ta sama zabytkowa brama w roku 2011
Pérouges - miasteczko w regionie Owernia-Rodan-Alpy




 rysunek w węglu drzewnym - "Stary Paryż, St Leu, ul. St Denis"



Kredki, wzmocnione bielą - "Pérouges, uliczka de la Poterne"



 Akwarela - "Krajobraz"



„Studnia, mówiąca o dawnych pałacach książąt Sabaudii,
  Bourg En Bresse, Ulica Du Gouvernement ”


"Pérouges, Uliczka Des Princes"



Paris, skrzyżowanie ulic niedaleko Près Saint Germain Des Prés, 
ulica opactwa Kardynała Lemoine, zamku burbońskiego
 i l'Echaudé St Germain




"Potęga"


[16.12.2021, Toruń]



15 grudnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (597) OBRAZEK- DÈJÀ VU.

 

Edvard Munch (1863- 1944)
"Artysta i jego modelka"


597.

    Ponieważ za chwilę minie druga rocznica mojego przyjazdu do Polski ze szpitala w Oslo, przeto mimowolnie ocieram się wspomnieniami o ten mój ozdrowieńczy pobyt w Norwegii. Tym razem moje wspomnienia nie będą dotyczyć samego wypadku, operacji, zawału serca i długotrwałej rekonwalescencji, lecz pewnego stanu, który zapewne wiązał się z wprowadzeniem mnie przez lekarzy w śpiączkę farmakologiczną. Ciekawe jest to, że w tym właśnie stanie organizmu pamięta się pewne szczegóły bardzo wyraźnie, jednakowoż stanowią one nawet teraz, po dwóch latach, nieodgadniętą tajemnicę. W tym miejscu chcę wyraźnie podkreślić, że owej wizji jakiej doświadczyłem, nie da się porównać ze snem - szczegóły snu po dwudziestu czterech miesiącach prawdopodobnie by się zatarły, co w opisywanym przeze mnie przypadku miejsca nie ma - pamiętam wszystko bardzo dokładnie.

    Otóż zdawało mi się, że już kiedyś byłem w tym akademickim szpitalu w Oslo. Upewniał mnie w tym niewielkich rozmiarów obrazek, rozpoznany przeze mnie, a przedstawiający fundatorkę szpitala, starszą panią. Znaczy się, wydawało mi się, że ów wizerunek kobiety widziałem już wcześniej w tym samym miejscu (szeroki korytarz szpitalny), co oznaczało, że kiedyś w przeszłości musiałem być w tym miejscu. Portret ten namalowany był w manierze ekspresjonistycznej - jeżeli kto zna pędzel Edward Muncha, widział jego "Krzyk" i inne, wielce melancholijne obrazy, ten wie, o czym mówię. Czyli ta pani - fundatorka skojarzyła mi się z osobą bardzo chorą, może nawet śmiertelnie chorą, która jakimś cudem - może za sprawą lekarzy - wyzdrowiała i z wdzięczności za przedłużenie jej życia zdecydowała się na szlachetny gest przekazania prywatnych funduszy na zbudowanie szpitala.

    A zatem jesteśmy w sytuacji, kiedy to ów wizerunek pojawia się w mojej narkotycznej wizji, jestem świadom tego, że na pewno widziałem go juz wcześniej, czyli byłem w tym szpitalu, lecz w rzeczywistości nie mogłem się znajdować w tym miejscu przed wypadkiem, bo też nigdy wcześniej w jakimkolwiek norweskim szpitalu nie leżałem. Ale obraz ten istniał naprawdę i świadczył fakt, iż już po wyprowadzeniu mnie ze śpiączki farmakologicznej, gdy byłem świadomy, co się ze mną dzieje, widziałem go na głównym korytarzu szpitala, gdy przewożono mnie na kontrolne badania.

    I proszę, taki zwykły ekspresjonistyczny obrazek namalowany ręką prawdopodobnie anonimowego, mniej lub wcale nieznanego malarza, może amatora, wprawił mnie w osłupienie. Kiedy z dnia na dzień czułem się lepiej, czy to transportowano mnie na inwalidzkim wózku przez ów główny korytarz szpitala, czy też leżałem w pojedynce na swoim łóżku, cały czas rozmyślałem nad tym, czy i kiedy odwiedziłem to miejsce i jak to się stało, że zapomniałem... tak, moje myśli koncentrowały się na tym, na ustaleniu, na domysłach, że chyba musiałem stracić pamięć o tym moim wcześniejszym pobycie w szpitalu.

    Bardzo trudno mi wyjaśnić ten mój stan, a zatem, mówiąc w wielkim skrócie, utrzymywałem wtedy że:

- moja bytność w szpitalu w Oslo dwa lata temu była w istocie drugim moim pobytem w tym szpitalu,

- świadczył o tym ów obrazek, który rozpoznałem,

- nie potrafiłem ustalić, co takiego zdarzyło się w moim życiu, że za pierwszym razem zmuszony byłem skorzystać ze szpitalnej opieki.

    Tak bardzo mój umysł zaangażowany był w podaną powyżej interpretację, że jeszcze dzisiaj przechodzą mnie ciarki na myśl, że może jednak ta przerwa w moim życiorysie naprawdę miała miejsce.

    Jak by nie było, przyznać muszę, że psychika człowieka, jego myśli, odczucia i wyobrażenia nie są do końca poznane - to swoiste déjà vu [odczucie, że przeżywana sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe] przez długi okres czasu kpiło sobie w najlepsze ze mnie i dzisiaj zastanawiam się, czy tylko i aż śpiączka farmakologiczna miała w tym swój pierwszoplanowy udział.

    Zresztą to nie tylko ta wizja wprawiała mnie w zakłopotanie. Później pojawiła się kolejna: otóż wyobraziłem sobie, że dzień po dniu znajduję się w innym miejscu, że "podróżuję" wraz ze szpitalem.

    Ech, jest noc... nie będę się pastwił nad sobą, snując kolejny horror.

    Podobno lekarze norwescy mieli obawy, czy zdołają mnie wybudzić ze śpiączki.


[15.12.2021, Toruń]


14 grudnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (596) POWRÓT CENZURY.

 



596.

    Myślę, że znaleźliśmy się na etapie, w którym publikując niepopularne teksty o dyktaturze pisowskiej na facebooku, będziemy musieli posługiwać się mową ezopową, to znaczy pisać w sposób zakamuflowany tak, aby pisowska cenzura obsługiwana przez rodzimych administratorów tego społecznościowego portalu nie zorientowała się, o co tak naprawdę chodzi. Jako człowiek dociekliwy i, poniekąd, buszujący od czasu do czasu w sieci, mam wiele przykładów na to, że administratorami facebooka stali się gorliwi zwolennicy pisu i, jak sądzę, może to być uwertura do zamykania ust wszystkim tym, którym z podłą zmiana nie po drodze. A zatem po opanowaniu państwowej telewizji, po wykupieniu przez obajtka części prasy, po walkach z TVN-em, przychodzi kolej na internet i jest bardzo prawdopodobne, że przed przyszłorocznymi wyborami pan prezes wypowie kolejną wojnę - tym razem całej masie internautów. Co na to szef i założyciel portalu Mark Zuckerberg? Jak to się ma do wolności słowa, o czym rozpisują się Amerykanie? Co na to pierwsza poprawka do amerykańskiej konstytucji? No cóż, w kraju rządzonym przez dyktatora wolność słowa coraz bardziej kuleje. Wystarczy przecież przekonać materialnie pewną grupę ludzi "dbających o porządek" w społecznościowej sieci, a wkrótce już przekonamy się, że administracyjne utrudnienia zdominują platformę, która, jak się wydaje, najlepsze lata ma już poza sobą.

    W razie "niczego" dysponuję dowodami na to, że polski przekaz płynący z facebooka zaczyna być przekazem pisowskiej władzy i w tym kontekście pragnę poinformować pewne czynniki, że nie mam w zwyczaju wstawać o szóstej rano, gdyż akurat wtedy śpię najmocniej.


[14.12.2021, Toruń]


13 grudnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (591 - 595) Z NOCY NA NOC.

 

Aleksiej Sawrasow (1830 - 1897)
"Zimowa noc"

591

    Wczoraj. Już nie wczoraj. Odwracam się. Mniej pada. Biało. Dawniej bywało biało. Szczęśliwe dni. Wchodzenie w zaspy. Całą godzinę zabierało przedzieranie się przez nawis śnieżny zalegający przekop wzdłuż torowiska prowadzącego od zakładów produkujących silniki i transformatory do stacji kolejowej. Dzisiaj nie ma już torów, bo zakład podupadł, no i przestawiono się na bardziej ekologiczny transport samochodowy. Żartuję.

592.

    "Teraz". Oglądam się za siebie. Z oknem mgła. Taka mgła może wróżyć zmianę pogody. Na dwoje babka wróżyła: mróz i słońce za dnia albo mróz pofolguje i będzie niewielka odwilż. Najdziwniejsze, najpotężniejsze mgły widziałem kilka razy w życiu. Za pierwszym razem była to podróż syrenką z rodzicami na Hel. Spotkała nas na samym półwyspie, a tu noc i w owych czasach wyznaczono nam limit czasu na dojechanie do miasta. Drugie spotkanie z potężną mgłą miało miejsce w stolicy polskich Tatr, gdzie udałem się z wycieczką szkolną. Efekt był taki, że nie zobaczyłem ani jednej góry, ani jednego szczytu. Ledwie rozpoznawałem druga stronę ulicy. Później też spotkała mnie podobnie ciężka mgła. Stałem na balkoniku naszego nowego mieszkania w miejscowości Żychlin, gdzie przeprowadziliśmy się z mojego (naszego) rodzinnego Dobrzelina. Nad miastem zawisła tak potężna mgławica, że ledwo dostrzegałem skraj bloku, w którym mieszkałem. Kolejne mgliste przygody czekały na mnie w słowackim pogórzu tatrzańskim i we francuskiej Jurze. Jechałem po północy z towarem przedzierając w obu przypadkach przez las, a droga wznosiła się pod górę. Przeciwmgielne światła auta nie wystarczały. Z uwagi na liczne i ostre zakręty miałem cały czas otwarte drzwi i przypatrywałem się skrajni wąskiej drogi wiodącej zakosami. Ostatnie tak intensywne, że nie sposób tego zapomnieć spotkanie miało miejsce we Francji pod Auxerre. Zapamiętałem je ze względu na okoliczności niezwykłego malarskiego, postimpresjonistycznego krajobrazu. Przede mną w dole, gdzie miało się znajdować miasto, mgła stanęła jak barykada na powstańczej ulicy. Z uwagi na fakt, że wzeszło już zapewne słońce, ta wszechpotężna, gąbczasta, nasycona parą do granic możliwości mgła miała kolor lepkiego, porzeczkowego kisielu. Mgławica stała w miejscu, a kiedy w nią wjechałem, stała się taka cisza, jaka była udziałem wędrowcy - Mickiewicza, którego powóz przystanął w samym sercu stepu, gdy zmierzał w stronę Dniestru do Akermanu.

    Ostatnio, a właściwie bez przerwy mam przed oczami obrazy z moich podróży po Europie - najwięcej z Francji.

593.

    Kolejny raz "teraz", bo jest to tekst pisany trzeciej już nocy. A jednak mgła wywróżyła mróz, chociaż bez słońca w dzień. Ale takie są już zimowe wyże nasycone wilgotnym powietrzem, co powoduje, że pojawiają się mgły, a i za dnia słońca nie widać, co nie nastawia człowieka optymistycznie do świata. Tej trzeciej nocy mgła już niemal nie istnieje, niewielki mróz trzyma na tyle, że uliczki wewnątrz osiedla są śliskie - sprawdzałem.

594.

    Wczoraj oglądałem "Balladę o ścinaniu drzewa"; dzisiaj "Ruchome piaski". Stare polskie filmy zawsze poprawiają mi nastrój. Ostatnio lubię też zasypiać. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale podczas zasypiania przychodzą do mnie przedsenne obrazy o bardzo różnej treści. Są to jakby pomysły na opowieści niedoczynione jeszcze lub takie już się zdarzyły, lecz oczekują na modyfikację. I przy tych pomysłach - ideach zasypiam... i wciąż jeszcze się budzę, budzę... .

595.

    Przez te nocne czuwania myli mi się dzień z nocą. Dobrze, że jeszcze mi się udaje wyrwać dniowi parę godzin, przytulając głowę do poduszki. Najgorsze jest wyczekiwanie na słońce i tak jak w tej chwili - prośba o to, aby wytrwać jeszcze jakiś czas i nie być zmuszonym i zbyt wczesnego zaśnięcia.


[13.12.2021, Toruń]


12 grudnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (590) PRZEKAZ DLA WYBORCÓW PISU.

 


    Otóż i dostaję na facebooku powiadomienia - reklamy od nieznanych firm. Jedynym ich wspólnym punktem odniesienia jest to, że pragnieniem sponsorowanego przez pisowskie państwo ogłoszenia jest to, abym opróżnił zawartość swojego portfela i przekierował pieniądze na inwestycje w Orlen, dzięki czemu zostanę uszczęśliwiony na całe życie.

    Z tego typu reklamami, które rosną, pomimo niskiej temperatury, jak grzyby po deszczu, postępuję w taki sposób, że wszystkie je (jest ich już chyba ponad setka) zgłaszam do administratora portalu jako oszustwo i chociaż zostaję przy tej okazji powiadomiony o tym, jaka wszczęta zostanie procedura w związku ze zgłoszeniem, ani razu administracja facebooka nie wypowiedziała się w tej kwestii. Mam prawo podejrzewać, że polski facebook nie po to odebrał od rządu pieniądze za ogłoszenia, aby teraz doszukiwać się w nim jakichś nieprawidłowości - dobra nasza!

    Poniżej odtwarzam znakomitą większość jednego z takich ogłoszeń reklamowych. Niebieski kolor to "wklejona" przeze mnie treść ogłoszenia.


    Poinformowano mnie: ORLEN stworzyło własną platformę inwestycyjną, aby pomóc każdemu Polakowi!

    Mam obejrzeć: Obejrzyj wideo, aby dowiedzieć się więcej

    Mam uwierzyć, że Gaz i ropa są teraz w rękach ludzi! Znaczy się, w czyich rękach, w rękach jakich ludzi? Polaków? Mam rozumieć, że jako Polska dysponujemy nieprzebranymi zasobami ropy i gazu?

    Mam uwierzyć, że mogę uzyskać: Uzyskaj dochód z zasobów swojego kraju! co by potwierdzało moje przypuszczenie, że Polska ma jednak nieprzebrane zasoby ropy i gazu.

    Aby stać się z dnia na dzień, ba, z godziny na godzinę człowiekiem bogatym mam podać:

Twoje imię

Twoje nazwisko

E-mail

    Mam wykonać telefon:

+48 512 345 678

    Mam dokonać "

Rejestracja

    Prawdopodobnie podczas rozmowy telefonicznej dowiem się:

Dlaczego jest to (znaczy się, jak rozumiem - inwestycja w Orlen) korzystne dla zwykłych obywateli?

    Niczym nie ryzykuję, bo ... chyba to jedyna taka inwestycja na kuli ziemskiej, gdzie nie występuje ryzyko przy znacznym zysku...

Znaczny zysk bez ryzyka.

    No właśnie, paliwo drożeje, a tu tymczasem... któż to osiąga największy dochód.... a może inaczej - po to są podwyżki paliw, aby ich produkcja i dystrybucja stała się...

Najbardziej dochodowy atut kraju

    Informuje się mnie, że odbędzie się...

Szybka wypłata środków na dowolną kartę Banku Polskiego ... czy "dowolną" ma oznaczać, że nie tylko moją, a na przykład żony pana premiera, która takową może dysponować?

    No i powtarzamy się

Co musisz teraz zrobić, aby zacząć zarabiać na zasobach kraju?

Zarejestruj się na tej stronie w powyższym formularzu

Poczekaj na telefon od eksperta finansowego i potwierdź rejestrację

Wpłać na swoje konto odpowiednią kwotę inwestycji, a wieczorem tego dnia otrzymasz pierwszy zysk

    Rekord świata: rano wpłacam odpowiednią kwotę, a wieczorem mam zysk. Jezus by tego nie dokonał. Wypadałoby jednak zapytać, co to jest "odpowiednia kwota" i jaki z tytułu jej wpłacenia osiągnę zysk.

    Znajduję tę odpowiedź już na pierwszej stronie nieznanej mi (a może Państwu coś ta spółka mówi?) "Real estade boop", która powołuje się na nasz ukochany pisowski rząd, którego dowartościowuje zdjęciem znanej z wysokiego IQ pani Ogórek/ Otóż czytam, że:

I dzisiaj postanowiłem to wypróbować, zainwestowałem 900 zł i w ciągu tygodnia otrzymałem na swoją kartę bankową 17457 zł

    Nie zmyślam, tak było w sponsorowanej na facebooku reklamie - wpłaciłem 900 złotych, a już po tygodniu stan mojego konta wynosi ponad 17 tysięcy złotych.

    Reklamę uwiarygadnia Pan Wojciech Jasiński Przewodniczący Rady Nadzorczej Spółki PKN ORLEN. Nie będę się już rozwodził nad pismem, jakie skierował do obywateli Pan Przewodniczący, poza jednym sformułowaniem:

"Po dwuletnim kryzysie ceny produktów naftowych gwałtownie wzrosły. Nasza firma podjęła decyzję o 4-krotnym zwiększeniu produkcji gazu i ropy."

    Patrzcie no - Orlen nie ma własnej ropy i nie ma gazu. Kupuje te produkty głównie w Rosji, a ja ośmielam się zauważyć, że chyba umknęła mojej uwadze informacja, jakoby Rosja chciała zwiększyć czterokrotnie dostawę do naszego kraju ropy i gazu.

    Pozostawiam ten tekst bez komentarza.


[12.12.2021, Toruń]



11 grudnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (589) DOSYĆ TEGO...

 

Widok Kłodzka z Twierdzy Kłodzko
- w serialu "Czterej pancerni i pies", odcinek ostatni.
W scenariuszu miasto miało być wysadzone w powietrze




Scena z 21. odcinka serialu "Czterej pancerni i pies"
- zastrzelony skrytobójczo kapitan Pawłow.





Scena poszukiwania bomby zegarowej podłożonej przez hitlerowców


Jest taka scena w ostatnim odcinku przygodowego serialu Oskara godna.

    Po rozbrojeniu ładunku wybuchowego pancerni: Janek, Gustlik, Grześ, Tomuś oraz Franek Wichura i kapitan Iwan Pawłow biegną sobie beztrosko na wzgórze, skąd rozciąga się piękny widok na ocalone miasto. Zachwyceni krajobrazem zaczynają zabawę w echo [obiektyw kamery wykonuje pół obrotu, pokazując perspektywę miasta]. W pewnej chwili szczęśliwy rosyjski saper mówi:

- Что ж, теперь мы можем спокойно... жить...

    Wtedy pada skrytobójczy strzał. Kapitan upada i na sekundy przed śmiercią wyjmuje z teczki przyrząd matematyczny do obliczeń w kształcie liniału - być może jest to suwak logarytmiczny. Przekazuje go Jankowi i ... kona.

    Po chwili Gustlik, Tomasz i Wichura przyprowadzają zabójcę. Jest nim młody Niemiec. Janek bierze do ręki pepeszę, przeładowuje ją i zbliża się do hitlerowca. Czy zamierza zastrzelić Niemca? Pozostali "pancerni" patrzą, spodziewając sie egzekucji. Wtem Janek słyszy:

- Heil Hitler!

[zbliżenie twarzy Janka Kosa. Janek chwyta się za głowę, nie dowierza, widać, że jest kompletnie rozbity].

Po chwili do zabójcy kapitana Pawłowa podchodzi Gustlik. Przemawia do młodego hitlerowca:

- Jakby wom się jeszcze jeden taki Hitler zdarzył, toby nie było już komu po niemiecku godać. [najazd kamery na chudą, wypłoszoną, lecz nienawistną twarz faszysty]

W pewnym momencie Kos powraca do ciała zabitego rosyjskiego oficera, odwraca się i rzuca na ziemię automat.

- Podnieś! - upomina dowódcę czołgu Gustlik.

- Gustlik, dosyć tego - Janek jest załamany.

- Dopokąd wszyscy na tym świecie nie ciepną tego o ziemia, ni mosz prawa - reaguje Ślązak. - Podnieś - powtarza.

    Niby to serial przygodowy, nieodzwierciedlający historycznej prawdy, przez niektórych wyszydzany, choć w dalszym ciągu, jak to się mówi - kultowy, a jednak tę jedną scenę poleciłbym obejrzeć wszystkim młodym i dojrzałym widzom, nie po to, aby mieli upajać się jedną z bardzo wielu wojennych tragedii, lecz dla uzmysłowienia im, i nam wszystkim bezsensowności wojny i nienawiści.


[11.12.2021, Toruń]

10 grudnia 2021

MUZYKA DOBRA I PRZYJEMNA - KRZYSZTOF KLENCZON

 

    Tym razem w kawiarence trochę wspomnień przy piosence. Dawne to były czasy, przez niewielu z nas pamiętane - koniec lat sześćdziesiątych, początek siedemdziesiątych, Czerwone Gitary, potem Trzy Korony i łączące te dwie młodzieżowe grupy spod znaku mocnego uderzenia - nazwisko Krzysztofa Klenczona - zdecydowanie przedwcześnie zmarłego kompozytora tych pięciu poniżej przedstawionych w kawiarence piosenek.

    W pierwszych trzech odnajduję niezwykłą melodyjność, melancholię, głębię uczuć tak typową do kompozycji nieodżałowanego Krzysztofa Klenczona. 

    W kolejnej - próba mocniejszego uderzenia, czym starał się wzbogacić stronę muzyczną swojej twórczości prezentowaną, gdy był jednym z dwóch liderów Czerwonych Gitar.

    Ostatnia kompozycja wywalczyła pierwsze miejsce na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, dzisiaj nie dość, że zapomnianego, to wręcz wyśmiewanego przez adoratorów disco-polo i rockmanów.

    Cechą wspólną wszystkich niżej prezentowanych są poza muzyką Krzysztofa Klenczona słowa, prawdziwe perełki wśród tekstów piosenkarskich - dzisiaj w znakomitej większości nieuchwytne dla talentów współcześnie piszących słowny podkład do piosenek tekściarzy.

A zatem posłuchajmy... 

 

    RETROSPEKCJA
słowa:  Stanisław Halny i Janusz Kondratowicz

Zamknąłem dzień za sobą, jak drzwi obcego domu. 
Nie pójdę już za tobą, nie powiem nic nikomu. 
I nic już nie zostanie  z godziny naszych zwierzeń
Bo nawet twoją pamięć  czas kiedyś mi odbierze. 
I będzie tak, jak gdyby się nie stało nic. 
Spóźniony żal, zdławiony gniew, podarty list. 
I jeśli przejdę obok, nie zwolnię nawet kroku.
Zamknąłem dzień za sobą, jak drzwi obcego domu.


JESIEŃ IDZIE PRZEZ PARK
słowa: Bogdan Loebl, Marek Gaszyński, muz. Krzysztof Klenczon

Jesień ... Liść ostatni już spadł. Jesień ... Deszcz zmył butów Twych ślad. Jesień idzie ku mnie przez park. Wczoraj minął miesiąc, jak list Przyniósł mi listonosz, a dziś Tylko nosi liście tu wiatr. To, to radosny był dzień, Gdy zapewniałaś mnie, że Nic nie rozdzieli nas już, Że co dzień list będziesz słać do mnie. Jesień ... Liść ostatni już spadł. Popatrz - plaża jak biały kwiat. Zima idzie ku mnie przez park. Szybko przyjdzie wiosna i żar , Lato, i wakacje, i park, W którym znajdę cienie wśród drzew. Znów szybko miną nam dni, Znów będziesz powtarzać mi, Że nie rozdzieli nas nic, Że co dzień list będziesz słać do mnie. Jesień ... Znowu czekam na list. Jesień ... Zamiast listu mam liść. Jesień ... Z inną idę przez park ... Z inną idę przez park ...


KWIATY WE WŁOSACH
słowa: Janusz Kondratowicz

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Po co więc wracasz do tamtych lat?
Zgubionych dni nie znajdziesz już,
Choć przejdziesz świat i wszerz i wzdłuż.

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Dawno zmieniłaś swych marzeń kształt.
I dzisiaj Ty, i dzisiaj ja -
To drogi dwie i szczęścia dwa ...

Więc choć z daleka wołasz mnie -
Nie powiem: "Tak", nie powiem: "Nie"...
Bez wspomnień czasem łatwiej żyć;
Nie wraca nic.

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Wyrzuć z pamięci ostatni ślad,
Bo dzisiaj Ty, bo dzisiaj ja -
To drogi dwie i szczęścia dwa ...

Więc choć z daleka wołasz mnie -
Nie powiem: "Tak", nie powiem: "Nie" ...
Bez wspomnień czasem łatwiej żyć;
Nie wraca nic.

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Wyrzuć z pamięci ostatni ślad,
Bo dzisiaj Ty, bo dzisiaj ja -
To drogi dwie i szczęścia dwa ...
I szczęścia dwa ...


10 W SKALI BEAUFORTA
słowa: Janusz Kondratowicz

Kołysał nas zachodni wiatr, Brzeg gdzieś za rufą został. I nagle ktoś jak papier zbladł: Sztorm idzie, panie bosman! A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Nie daję łajbie żadnych szans! Dziesięć w skali Beauforta! Z zasłony ołowianych chmur Ulewa spadła nagle. Rzucało nami w górę, w dół, I fala zmyła żagle. A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Nie daję łajbie żadnych szans! Dziesięć w skali Beauforta! - Hej! Gdzie został ciepły, cichy kąt I brzegu kształt znajomy? Zasnuły mgły daleki ląd Dokładnie, z każdej strony. A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Nie daję łajbie żadnych szans! Dziesięć w skali Beauforta! O pokład znów uderzył deszcz I padał już do rana. Piekielnie ciężki to był rejs, Szczególnie dla bosmana. A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Przedziwne czasem sny się ma! Dziesięć w skali Beauforta!


    BIAŁY KRZYŻ
słowa: Janusz Kondratowicz

Gdy zapłonął nagle świat Bezdrożami szli Przez śpiący las Równym rytmem młodych serc Niespokojne dni Odmierzał czas Gdzieś pozostał ognisk dym Dróg przebytych kurz Cień siwej mgły Tylko w polu biały krzyż Nie pamięta już Kto pod nim śpi Jak myśl sprzed lat Jak wspomnień ślad Wraca dziś Pamięć o tych, których nie ma Żegnał ich wieczorny mrok Gdy ruszali w bój Gdy cichła pieśń Szli by walczyć o twój dom Wśród zielonych pól O nowy dzień Jak myśl sprzed lat Jak wspomnień ślad Wraca dziś Pamięć o tych, których nie ma Bo nie wszystkim pomógł los Wrócić z leśnych dróg Gdy kwitły bzy W szczerym polu biały krzyż Nie pamięta już Kto pod nim śpi W szczerym polu biały krzyż Nie pamięta już Kto pod nim śpi


[10.12.2021, Toruń]