Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2022

POWROTY (6) GAP

Przez Gap przejeżdżałem wielokrotnie, głównie podążając tędy od Grenoble, kierując się na Briançon i dalej przez przełęcz pod Montgenèvre do Turynu we Włoszech. Bywały też trasy w drugą stronę na Sisteron, a potem albo bezpośrednio do Marsylii lub do Aix-en-Provence albo przez Grasse do Cannes. Zdecydowanie bardziej wymagająca droga prowadzi od Grenoble przez La Mure i Corps - to słynna Droga Napoleońska, którą cesarz podążał z Elby, ciągnąca się potem aż do Lazurowego Wybrzeża, do Cannes 


Jeśli chodzi o dostanie się do Włoch, to oczywiście można ominąć Gap i za Grenoble kierować się trasą D1091 na Briançon, ale raczej tylko w lecie, gdyż podróżowanie tą drogą jest bardzo niebezpieczne, czasami w ogóle droga jest niedostępna, zasypana śniegiem. Tylko raz przejechałem tą trasą późna zimą krajobraz przepiękny, mnóstwo serpentyn, śnieg na poboczu do półtora metra i potężny wiatr... więc lepiej przez Gap, a tam, przed udaniem się do Włoch konieczna wizyta na stacji paliw, bo paliwo we Włoszech znacznie droższe.

A oto fragment "Route Napoleon"


Gap położone jest w głębokiej kotlinie i w związku z tym dojeżdżając to od Grenoble w pewnym momencie przez około 10 kilometrów nie używamy w ogóle pedału gazu. Druga okoliczność jest taka, że miasto ma specyficzny, łagodniejszy klimat z temperaturą znacznie wyższą niż ta na położonych o kilometr wyżej górskich drogach


Panorama Gap

Gap to miasto w południowo-wschodniej Francji, prefektura i największe miasto departamentu Hautes- Alpes . Na wysokości 750 m n.p.m. jest to najwyższa prefektura Francji.

Niemal centrum Gap


Gap znajduje się na skrzyżowaniu dróg alpejskich, tj. D994 i Route nationale 85 zwanej Route Napoléon, która przecina przełęcz Col Bayard na północ od miasta, Gap znajduje się pomiędzy historycznym Dauphiné a regionem administracyjnym Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże [obszar niemal pokrywa się z historyczna Prowancją; stolica - Marsylia] Gap jest głównym miastem prowincji zamieszkałej przez ponad 40 tysięcy mieszkańców zlokalizowanym w dolinie na wysokości 745 metrów. Wokół miejsca, w którym łączy się z główna rzeka regionu - Durance na północy Gap znajduje się Park Narodowego Écrins. Na tym terenie znajduje się to ogromny rezerwuar wody - jezioro Lac de Serre-Ponçon 



[26.08.2022, Toruń]

04 sierpnia 2022

ODKURZONE - PANI BASIEŃKA Z MĘŻEM

 

...gdzieś nad jeziorem Garda we Włoszech


PANI BASIEŃKA Z MĘŻEM



Pani Basieńka z mężem

i w tym roku w podróży.

Bułgaria, tam słońce, plaża.

Wiadomo - bezdzietni,

mogą sobie pozwolić.

A my nad nasze morze.



Pani Basieńka z mężem

schorowani.

Trzecie piętro, schodzą rzadko,

tyle co na balkonie

karmią gołębie.

Dwojga z nas już nie ma.



Pani Basieńka z mężem

częstują mnie ciasteczkami.

Zostało im jeszcze ze wspomnień

pudełeczko z kawą marago.

Moi też pili,

tej ostatniej kawy nie doczekali.



Pani Basieńka z mężem

pokazują mi fotografie:

Balaton, Złote Piaski, Odessa.

Pożółkłe, wyglądają jak nowe.

W wewnętrznej kieszeni marynarki

skrywam zdjęcia z pogrzebu.



Pani Basieńka z mężem

nie mają dzieci.

Kto wie, co stanie się z ich spanielką,

gdyby przypadkiem... równocześnie...

Moi odeszli z pokorą jedno po drugim.

Tak wyszło.



[pisane dnia 6-go sierpnia roku 2019 w Porto w Portugalii



[04.08.2022, Toruń]


21 marca 2022

KRONIKI (3)

POLSKA KRONIKA FILMOWA 69/44A




- Willi Brandt jako pierwszy socjaldemokrata został zaprzysiężony na urząd kanclerza RFN: czy to oznacza jakieś zmiany? [okaże się, że rzeczywiście nastąpią pozytywne dla naszego kraju zmiany]

- Kilka przykładów integracji w ramach RWPG: Polacy budują cukrownię w Czechosłowacji [poniekąd jest to mój "rodzinny" temat, te cukrownie], Węgrzy stawiają specjalistyczny filtr w NRD, ZSRR organizuje wystawę jubileuszową Bułgarii w Moskwie

- Maja Plisiecka, wystąpi w Warszawie w ramach Dni Kultury Federacji Rosyjskiej; teraz tańczy preludium Bacha z Nikołajem Fadiejewem. [faktycznie Maja Plisiecka zdaje się "nie ważyć" w ogóle - świetny fragment taneczny]

- Ognisko plastyczne w Nysie – nie tylko dla dzieci: różne dziedziny, różne techniki. [to co szczególnie cenię sobie w kronikach - sztuka i edukacja poprzez sztukę]

Leonid Teliga na spotkaniu z harcerzami. [przypomnienie słynnego żeglarza - pamiętam te czasy]

Zwodnicza reklama olejku do opalania z Australii. Narciarski slalom po wodzie z Austrii. Wyścig ślizgaczy na Sekwanie.


[21.03.2022, Toruń]


15 grudnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (597) OBRAZEK- DÈJÀ VU.

 

Edvard Munch (1863- 1944)
"Artysta i jego modelka"


597.

    Ponieważ za chwilę minie druga rocznica mojego przyjazdu do Polski ze szpitala w Oslo, przeto mimowolnie ocieram się wspomnieniami o ten mój ozdrowieńczy pobyt w Norwegii. Tym razem moje wspomnienia nie będą dotyczyć samego wypadku, operacji, zawału serca i długotrwałej rekonwalescencji, lecz pewnego stanu, który zapewne wiązał się z wprowadzeniem mnie przez lekarzy w śpiączkę farmakologiczną. Ciekawe jest to, że w tym właśnie stanie organizmu pamięta się pewne szczegóły bardzo wyraźnie, jednakowoż stanowią one nawet teraz, po dwóch latach, nieodgadniętą tajemnicę. W tym miejscu chcę wyraźnie podkreślić, że owej wizji jakiej doświadczyłem, nie da się porównać ze snem - szczegóły snu po dwudziestu czterech miesiącach prawdopodobnie by się zatarły, co w opisywanym przeze mnie przypadku miejsca nie ma - pamiętam wszystko bardzo dokładnie.

    Otóż zdawało mi się, że już kiedyś byłem w tym akademickim szpitalu w Oslo. Upewniał mnie w tym niewielkich rozmiarów obrazek, rozpoznany przeze mnie, a przedstawiający fundatorkę szpitala, starszą panią. Znaczy się, wydawało mi się, że ów wizerunek kobiety widziałem już wcześniej w tym samym miejscu (szeroki korytarz szpitalny), co oznaczało, że kiedyś w przeszłości musiałem być w tym miejscu. Portret ten namalowany był w manierze ekspresjonistycznej - jeżeli kto zna pędzel Edward Muncha, widział jego "Krzyk" i inne, wielce melancholijne obrazy, ten wie, o czym mówię. Czyli ta pani - fundatorka skojarzyła mi się z osobą bardzo chorą, może nawet śmiertelnie chorą, która jakimś cudem - może za sprawą lekarzy - wyzdrowiała i z wdzięczności za przedłużenie jej życia zdecydowała się na szlachetny gest przekazania prywatnych funduszy na zbudowanie szpitala.

    A zatem jesteśmy w sytuacji, kiedy to ów wizerunek pojawia się w mojej narkotycznej wizji, jestem świadom tego, że na pewno widziałem go juz wcześniej, czyli byłem w tym szpitalu, lecz w rzeczywistości nie mogłem się znajdować w tym miejscu przed wypadkiem, bo też nigdy wcześniej w jakimkolwiek norweskim szpitalu nie leżałem. Ale obraz ten istniał naprawdę i świadczył fakt, iż już po wyprowadzeniu mnie ze śpiączki farmakologicznej, gdy byłem świadomy, co się ze mną dzieje, widziałem go na głównym korytarzu szpitala, gdy przewożono mnie na kontrolne badania.

    I proszę, taki zwykły ekspresjonistyczny obrazek namalowany ręką prawdopodobnie anonimowego, mniej lub wcale nieznanego malarza, może amatora, wprawił mnie w osłupienie. Kiedy z dnia na dzień czułem się lepiej, czy to transportowano mnie na inwalidzkim wózku przez ów główny korytarz szpitala, czy też leżałem w pojedynce na swoim łóżku, cały czas rozmyślałem nad tym, czy i kiedy odwiedziłem to miejsce i jak to się stało, że zapomniałem... tak, moje myśli koncentrowały się na tym, na ustaleniu, na domysłach, że chyba musiałem stracić pamięć o tym moim wcześniejszym pobycie w szpitalu.

    Bardzo trudno mi wyjaśnić ten mój stan, a zatem, mówiąc w wielkim skrócie, utrzymywałem wtedy że:

- moja bytność w szpitalu w Oslo dwa lata temu była w istocie drugim moim pobytem w tym szpitalu,

- świadczył o tym ów obrazek, który rozpoznałem,

- nie potrafiłem ustalić, co takiego zdarzyło się w moim życiu, że za pierwszym razem zmuszony byłem skorzystać ze szpitalnej opieki.

    Tak bardzo mój umysł zaangażowany był w podaną powyżej interpretację, że jeszcze dzisiaj przechodzą mnie ciarki na myśl, że może jednak ta przerwa w moim życiorysie naprawdę miała miejsce.

    Jak by nie było, przyznać muszę, że psychika człowieka, jego myśli, odczucia i wyobrażenia nie są do końca poznane - to swoiste déjà vu [odczucie, że przeżywana sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe] przez długi okres czasu kpiło sobie w najlepsze ze mnie i dzisiaj zastanawiam się, czy tylko i aż śpiączka farmakologiczna miała w tym swój pierwszoplanowy udział.

    Zresztą to nie tylko ta wizja wprawiała mnie w zakłopotanie. Później pojawiła się kolejna: otóż wyobraziłem sobie, że dzień po dniu znajduję się w innym miejscu, że "podróżuję" wraz ze szpitalem.

    Ech, jest noc... nie będę się pastwił nad sobą, snując kolejny horror.

    Podobno lekarze norwescy mieli obawy, czy zdołają mnie wybudzić ze śpiączki.


[15.12.2021, Toruń]


10 grudnia 2021

MUZYKA DOBRA I PRZYJEMNA - KRZYSZTOF KLENCZON

 

    Tym razem w kawiarence trochę wspomnień przy piosence. Dawne to były czasy, przez niewielu z nas pamiętane - koniec lat sześćdziesiątych, początek siedemdziesiątych, Czerwone Gitary, potem Trzy Korony i łączące te dwie młodzieżowe grupy spod znaku mocnego uderzenia - nazwisko Krzysztofa Klenczona - zdecydowanie przedwcześnie zmarłego kompozytora tych pięciu poniżej przedstawionych w kawiarence piosenek.

    W pierwszych trzech odnajduję niezwykłą melodyjność, melancholię, głębię uczuć tak typową do kompozycji nieodżałowanego Krzysztofa Klenczona. 

    W kolejnej - próba mocniejszego uderzenia, czym starał się wzbogacić stronę muzyczną swojej twórczości prezentowaną, gdy był jednym z dwóch liderów Czerwonych Gitar.

    Ostatnia kompozycja wywalczyła pierwsze miejsce na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, dzisiaj nie dość, że zapomnianego, to wręcz wyśmiewanego przez adoratorów disco-polo i rockmanów.

    Cechą wspólną wszystkich niżej prezentowanych są poza muzyką Krzysztofa Klenczona słowa, prawdziwe perełki wśród tekstów piosenkarskich - dzisiaj w znakomitej większości nieuchwytne dla talentów współcześnie piszących słowny podkład do piosenek tekściarzy.

A zatem posłuchajmy... 

 

    RETROSPEKCJA
słowa:  Stanisław Halny i Janusz Kondratowicz

Zamknąłem dzień za sobą, jak drzwi obcego domu. 
Nie pójdę już za tobą, nie powiem nic nikomu. 
I nic już nie zostanie  z godziny naszych zwierzeń
Bo nawet twoją pamięć  czas kiedyś mi odbierze. 
I będzie tak, jak gdyby się nie stało nic. 
Spóźniony żal, zdławiony gniew, podarty list. 
I jeśli przejdę obok, nie zwolnię nawet kroku.
Zamknąłem dzień za sobą, jak drzwi obcego domu.


JESIEŃ IDZIE PRZEZ PARK
słowa: Bogdan Loebl, Marek Gaszyński, muz. Krzysztof Klenczon

Jesień ... Liść ostatni już spadł. Jesień ... Deszcz zmył butów Twych ślad. Jesień idzie ku mnie przez park. Wczoraj minął miesiąc, jak list Przyniósł mi listonosz, a dziś Tylko nosi liście tu wiatr. To, to radosny był dzień, Gdy zapewniałaś mnie, że Nic nie rozdzieli nas już, Że co dzień list będziesz słać do mnie. Jesień ... Liść ostatni już spadł. Popatrz - plaża jak biały kwiat. Zima idzie ku mnie przez park. Szybko przyjdzie wiosna i żar , Lato, i wakacje, i park, W którym znajdę cienie wśród drzew. Znów szybko miną nam dni, Znów będziesz powtarzać mi, Że nie rozdzieli nas nic, Że co dzień list będziesz słać do mnie. Jesień ... Znowu czekam na list. Jesień ... Zamiast listu mam liść. Jesień ... Z inną idę przez park ... Z inną idę przez park ...


KWIATY WE WŁOSACH
słowa: Janusz Kondratowicz

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Po co więc wracasz do tamtych lat?
Zgubionych dni nie znajdziesz już,
Choć przejdziesz świat i wszerz i wzdłuż.

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Dawno zmieniłaś swych marzeń kształt.
I dzisiaj Ty, i dzisiaj ja -
To drogi dwie i szczęścia dwa ...

Więc choć z daleka wołasz mnie -
Nie powiem: "Tak", nie powiem: "Nie"...
Bez wspomnień czasem łatwiej żyć;
Nie wraca nic.

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Wyrzuć z pamięci ostatni ślad,
Bo dzisiaj Ty, bo dzisiaj ja -
To drogi dwie i szczęścia dwa ...

Więc choć z daleka wołasz mnie -
Nie powiem: "Tak", nie powiem: "Nie" ...
Bez wspomnień czasem łatwiej żyć;
Nie wraca nic.

Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Wyrzuć z pamięci ostatni ślad,
Bo dzisiaj Ty, bo dzisiaj ja -
To drogi dwie i szczęścia dwa ...
I szczęścia dwa ...


10 W SKALI BEAUFORTA
słowa: Janusz Kondratowicz

Kołysał nas zachodni wiatr, Brzeg gdzieś za rufą został. I nagle ktoś jak papier zbladł: Sztorm idzie, panie bosman! A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Nie daję łajbie żadnych szans! Dziesięć w skali Beauforta! Z zasłony ołowianych chmur Ulewa spadła nagle. Rzucało nami w górę, w dół, I fala zmyła żagle. A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Nie daję łajbie żadnych szans! Dziesięć w skali Beauforta! - Hej! Gdzie został ciepły, cichy kąt I brzegu kształt znajomy? Zasnuły mgły daleki ląd Dokładnie, z każdej strony. A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Nie daję łajbie żadnych szans! Dziesięć w skali Beauforta! O pokład znów uderzył deszcz I padał już do rana. Piekielnie ciężki to był rejs, Szczególnie dla bosmana. A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: - Ech, do czorta! Przedziwne czasem sny się ma! Dziesięć w skali Beauforta!


    BIAŁY KRZYŻ
słowa: Janusz Kondratowicz

Gdy zapłonął nagle świat Bezdrożami szli Przez śpiący las Równym rytmem młodych serc Niespokojne dni Odmierzał czas Gdzieś pozostał ognisk dym Dróg przebytych kurz Cień siwej mgły Tylko w polu biały krzyż Nie pamięta już Kto pod nim śpi Jak myśl sprzed lat Jak wspomnień ślad Wraca dziś Pamięć o tych, których nie ma Żegnał ich wieczorny mrok Gdy ruszali w bój Gdy cichła pieśń Szli by walczyć o twój dom Wśród zielonych pól O nowy dzień Jak myśl sprzed lat Jak wspomnień ślad Wraca dziś Pamięć o tych, których nie ma Bo nie wszystkim pomógł los Wrócić z leśnych dróg Gdy kwitły bzy W szczerym polu biały krzyż Nie pamięta już Kto pod nim śpi W szczerym polu biały krzyż Nie pamięta już Kto pod nim śpi


[10.12.2021, Toruń]

22 listopada 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (570 - 572) PRZYJEMNOŚCI. DARY. CO TO JEST CYNAMON.

 



Sklep Jana Mincla na Podwalu wg ilustracji Hanny Balickiej-Fribes
zaczerpnięta z książki Moniki Wareńskiej „Warszawskim szlakiem Prusa”

Rysunek zaczerpnięty z nieaktywnego już bloga
Anety Pietrzykowskiej i Lilii Sokołowskiej 



570.

    Spotkały mnie wielkie przyjemności. Najpierw w piątek, potem w sobotę. Przyjemność w piątek - zasłużona, a przyjemność w sobotę - zaskakująca, niespodziewana, nadto pochodząca od blogerki Jotki. Przyjemności tej nie mogę wyrazić w stosowny sposób poza podziękowaniem i obietnicą, że postaram się na nią zasłużyć, bo dotąd się nie zasłużyłem. Może kiedyś wyjawię... Na tę chwilę wiemy oboje, w czym rzecz i niech na tę chwilę to wystarczy.

571.

    Owego czasu, gdym jeszcze mieszkał w miejscu, skąd do szkoły miałem trzysta metrów, nie było takiego roku, gdybyśmy z żoną czego nie oddali do PCK. Chodzi o jakieś tam ubrania, nieznoszone, w których ho, ho, można było sobie pochodzić jeszcze, a nierzadko były to ciuchy przedniej jakości, a to po córce, która przecie rosła jak na drożdżach, a to po nas. Podjeżdżaliśmy z tym towarem pod sam punkt i pozostawialiśmy te rzeczy w torbach... jakoś nie ufaliśmy tym pojemnikom wystawianym w mieście. Chyba raczej z szacunku dla tych towarów - prane były, czyszczone - a nuż kto ukradnie, albo deszcz zaleje. Kiedym posłyszał, że pisiorki nawet na tym z serca ofiarowanym do szacownej instytucji towarze potrafią się dorobić, tom się zamyślił i do wniosku doszedł, że może źle zrobiłem?

    Bo ja uważam tak - trzeba mieć zaufanie tak do ludzi jak i do instytucji. Jeśli komu co dasz, to lepiej, aby tak się stało, że ten obdarowany wykorzysta dar właściwie, że będzie miał z niego jaki pożytek i w ten sposób ucieszą się obie strony.

    Kiedyś jednak postąpiliśmy z żoną bezmyślnie. Córka lubiła oglądać Teletubisie. Wykupiliśmy więc mnóstwo kaset (to był czas przed płytami CD). Córka nam podrosła i przeszła na inne bajeczki, więc po pewnym czasie wszystkie kasety z Teletubisiami, jeszcze innymi bajeczkami i mnóstwem puzzli (jak nasza córcia z babcia układała te puzzle... jak szybciutko, gdy doszła do wprawy) oddaliśmy te precjoza do szkoły, a właściwie do przedszkola. No i wójt rozwiązał tę szkołę, i Bóg lub Diabeł wiedzą, co się z tymi kasetami i puzzlami stało, bo mogło to wszystko pójść na przemiał jako starocie zbyteczne i niepotrzebne nikomu.

    A przecież teraz przydałoby się to komuś, kto ma małe pociechy. Stare to, bo stare, ale utrzymane w najwyższym porządku, bo córka niczego nie marnowała, lalki u niej, jeszcze kilka zostało, w witrynie sklepowej można i dziś postawić, aby cieszyły oczy.

    A pamiętam też mój pierwszy dar przekazany mojemu liceum pod wezwaniem Mickiewicza. Razu pewnego odkryłem w komórce na poddaszu kamienicy, w której mieszkałem (to była nasza rodzinna komórka), że posiada ona zabudowaną grubym kartonem przegrodę. Wyjąłem tenże karton i ukazało mi się pomieszczenie chyba od czasów tuż po wojnie nie oglądane. Zawierało ono rozmaite skarby w rodzaju posrebrzanych sztućców, jakichś szlachetnych naczyń, tudzież mnóstwo przedwojennych i powojennych czasopism. Była też tam niezwykle ciężka, ze staliwa zrobiona, zielona froterka oraz kilka map, w tym jedna szczególna - całkiem nowa (pachniała jeszcze farbą); była to polityczna mapa Europy sporządzona przez Niemców w czasie okupacji (chyba z 1941 roku pochodziła). Tęże mapę i chyba parę ksiąg starych podarowałem szkolnemu muzeum.

    Ponoć muzeum to istnieje, choć szkoła zatraciła swój sławny dawny charakter. Pewnie już się nie dowiem, czy ta mapa jest tam jeszcze.

572.

    Na koniec króciutki, pouczający, humorystyczny fragment z księgi pana Bolesława Prusa "Lalka", którą akurat czytam. W taki oto sposób kupiec Mincel uczył przyszłego subiekta, imć pana Ignacego Rzeckiego.

"Stary Mincel i w niedzielę bywał w sklepie. Rano modlił się, a około południa kazał mi przychodzić do siebie na pewien rodzaj lekcji.

Sag mir — powiedz mi: was ist das? co to jest? Das ist Schublade — to jest szublada.

Zobacz, co jest w te szublade. Es ist Zimmt — to jest cynamon. Do czego potrzebuje się cynamon? do zupe, do legumine potrzebuje się cynamon. Co to jest cynamon? Jest taki kora z jedne drzewo. Gdzie mieszka taki drzewo cynamon? W Indii mieszka taki drzewo. Patrz na globus — tu leży Indii. Daj mnie za dziesiątkę cynamon… O, du Spitzbub!… Jak tobie dam dziesięć razy dyscyplin, ty będziesz wiedział, ile sprzedać za dziesięć groszy cynamon…"


[22.11.2021, Toruń]


08 listopada 2021

SZTUKA - AUGUSTE RENOIR - IMPRESJONISTA - CAGNES SUR MER

 


Będzie to krótka opowieść o miasteczku Cagnes-sur-Mer leżącym w Alpach Prowansalskich nad brzegiem Morza Śródziemnego oraz o bardzo ważnej postaci francuskiej i światowego malarstwa, Auguście Renoir.
    Powyżej fragment starego miasta - zdjęcie z zamierzchłej epoki - oddające klimat miejscowości położonych na tak zwanym Wybrzeżu Lazurowym we Francji. Te miejscowości, większe lub mniejsze to, idąc od południa Saint-Tropez, Sainte-Maxime, Frejus, Saint-Raphael, Mandelieu-la-Napoule, Cannes, Grasse (położone nieco wyżej, nie nad samym morzem), Antibes, Cagnes-sur-Mer, a dalej jest już wielkie, choć bardzo urokliwe miasto Nicea.
    Wiele razy przejeżdżałem przez te miasteczka, czasami zatrzymywałem się, chociaż miejsc parkingowych jak na lekarstwo, podziwiając szczególnie piękny, nadmorski, ale i górski krajobraz, w który wpisane zostały te prowansalskie miasteczka. Przyznać muszę, że irytowała mnie nieco to skomasowanie poszczególnych uliczek i posiadłości wokół tychże miasteczek, a wręcz nie podobało mi się to, że wokół tych starych, niezwykle atrakcyjnych turystycznie miasteczek osiadła francuska i nie tylko klasa wyższa, której przedstawiciele - ludzie nauki, sztuki, aktorzy i celebryci, odgrodzili się od świata wysokimi ogrodzeniami, aby nie kusić przypadkowych turystów swym bogactwem. Z drugiej jednak strony nie sposób nie docenić tych urokliwych pejzaży - wymarzonych dla takich obywateli świata jakimi są malarze.



    Jednym z nich był  Auguste Renoir, Pierre-Auguste Renoir (ur. 25 lutego 1841 w Limoges, zm. 3 grudnia 1919 w Cagnes-sur-Mer) – francuski malarz i rzeźbiarz. Współtwórca i jeden z czołowych przedstawicieli impresjonizmu, który osiedlił się bodajże w 1907 roku właśnie w Cagnes-sur-Mer






    Obecnie w Cagnes-sur-Mer znajduje się muzeum tego wybitnego malarza. Auguste Renoir, który przybył w te strony dla "zdrowotności" wykorzystywał dany mu od losu czas na malowanie obrazów wykorzystujących urodę tych terenów leżących pomiędzy Morze Śródziemnym a Alpami Prowansalskimi.
    Nie ma ty typowych dla naszego kraju lasów - raczej natura ma na tych szerokościach geograficznych charakter sawannowy - mało drzew, więcej łąk, kotlin i niskich krzewów. W podobnym miejscu, które widnieje na zamieszczonym poniżej obrazie przepędziłem noc w aucie z tej racji, że nie dane mi było znaleźć wolnego miejsca na parkingu.




    W obrazach malowanych w okolicach Cagnes-sur-Mer przez sędziwego już Renoira dominują wszystkie chyba odcienie brązu i żółci. Nie jest to jednak wymysł czy jakieś szczególne upodobanie malarza do tych kolorów, ale rzeczywistość. Lata są tutaj suche, więc oprócz drzewostanu iglastego dominują tu, zwłaszcza na terenach położonych w pewnej odległości od morza, takie właśnie kolory, jak ma to miejsce na obrazie przedstawionym poniżej.




    Jednakowoż nie należy zapominać, że jesteśmy na Lazurowym Wybrzeżu, stąd daje się zauważyć obecność specyficznego błękitu na obrazie zamieszczonym poniżej. W tym miejscu muszę dodać, że obrazy impresjonistów, a do tego nurtu należał Renoir, należy oglądać z pewnej odległości.




    W samym Cagnes-sur-Mer, tak jak i w wielu innych nadmorskich  miasteczkach zabudowa ma charakter tarasowy, co przedstawia reprodukcja kolejnego obrazu mistrza Renoira. Nota bene, sporo sił kosztuje nas wspinaczka wąskimi najczęściej uliczkami, gdy chcemy przedostać się z dolnej części miasta do tej górnej, skąd zwykle rozpościera się wspaniały widok na morze.




    Na zakończenie - dla tych, którzy w listopadowe wczesne wieczory chcieliby choćby na chwile przespacerować się po uliczkach urokliwego Cagnes-sur-Mer, znaleziony w Internecie filmik.





[08.11.2021, Toruń]

02 listopada 2021

SZTUKA I LITERATURA - WOKÓŁ LUDZI BEZDOMNYCH (2)

 

Alfred Lenica (1899-1977) - "Robotnicy"

    Ludzie bezdomni” to powieść społeczna, dotykająca ważnych problemów pokolenia współczesnego Żeromskiemu, Reymontowi, a także Prusowi. Można śmiało powiedzieć, że ci trzej mistrzowie pióra chwycili się tematu, który dopiero w połowie XX wieku pojawi się w pełnej krasie, szkoda tylko, że nie zawsze autorami będą pisarze tak wybitni, jak ci trzej wymienieni wyżej.

    Bolesław Prus w "Lalce", zwłaszcza w opisie Powiśla (na marginesie - Tomasz Judym Żeromskiego także wychował się na Powiślu) zapoczątkował drążenie tematu robotniczej biedy. Dwa kroki dalej poszedł Stefan Żeromski, który w sposób energiczniejszy każe Judymowi próbować likwidować chorobotwórczą biedę wyrobników z Cisów i górników z Zagłębia. Siłę ale i słabość klasy robotniczej pokazuje z kolei Reymont w "Ziemi obiecanej". Jest juz zatem krok do rewolucji.

    Wydaje się, że ta najbardziej współczesna nam literatura, sztuka, film, nie mówiąc już o teatrze pomija niemal całkowicie problem tej części społeczeństwa, które jeszcze nie tak dawno, przynajmniej w założeniu, była przodująca klasą narodu. Zniknęła PRL i robotnicy - ci, na ramionach których do głosu doszła inteligencja opozycyjna, katolicka i partyjna, ci robotnicy zniknęli z mediów, choć od czasu do czasu przypominano ich sobie w czasie wyborów.

    Prawdą jest, że dzisiejsi robotnicy jakże różni są od tych z przełomu XIX i XX wieku, z okresu międzywojnia i PRL-u. Przekształcili się oni na różnego typu usługodawców, nie chodzą już w kufajkach, pracują w znacznie mniej licznych grupach, częstokroć pozbawieni ochrony związkowej. Ale przecież istnieją, choć tak jakby na pograniczu konsumpcyjnej, globalnej, często antyludzkiej cywilizacji.

    Przykre jest zwłaszcza to, że po dokonaniu się transformacji ustrojowej siły polityczne od lewa poprzez środek do prawicy unikają rzetelnej dyskusji o tych, dzięki którym w rozmaitych konfiguracjach znajdują lub znajdowali się u przysłowiowego koryta.

- Lewica zawstydzona związkami z PZPR udawała, że jest lewicą, podkochiwała się w liberałach, a także, o dziwo w prawicowej napuszonej propagandzie populistycznej; ostatnio ta parlamentarna lewica skutecznie wprowadza w życie stalinowskie metody rządzenia zasobami ludzkimi,

- Liberałowie mieli od momentu przełomu klasę robotniczą za nic... o, przepraszam, zupka od Kuronia i zasiłki

- Prawica wręcz neguje istnienie klasy robotniczej, ale po dojściu do władzy, aby tę władzę utrzymać, puszcza oko do najbiedniejszych, daje im dziesiątki złotych po to, aby zniwelować te tysiące, które prawicy się przecież należą,

- Ruch ludowy ma swój elektorat, więc nie będzie sobie zawracał głowy miastowymi robotnikami,

- Ugrupowania katolickie dają na tacę i częściowo zaglądają pod kołdrę, więc ze zrozumiałych względów nie interesuje ich nic innego,

- Narodowcy i faszyści świętują 11-go listopada i czasami dają po mordzie.

    No i proszę, nie chciałem tego, a zrobiło się politycznie, ale przejdźmy do ad rem. Właściwie to chciałem w niniejszym tekście nawiązać do ostatniego akapitu napisanego w pierwszej edycji tego cyklu o bezdomnych. Nawiązując do "Ludzi bezdomnych" omawianych w liceum, odbywam podróż wstecz, w jedną tylko stronę. Otóż, tak sądzę, moje pokolenie lub przynajmniej znaczna część tego pokolenia naprawdę uważała, że zmiany w Polsce jak i też innych krajach socjalistycznych leżących na wschód od Łaby... mniej więcej miały sens. Rzeczywiście po wieku marzeń i nadludzkiej cierpliwości, robotnicy wyszli z ciemnych i chorych nor Powiśla, dano im do ręki książkę i pióro, aby się kształcili, uzyskali dostęp do leczenia, szkół i uczelni i coraz bliżej było do tego, aby otrzymali mit kolejny - szklane domy.

    Nie będę ukrywał, że mając lat siedemnaście czy osiemnaście, a także więcej, sądziłem, że krok po kroku postawimy jako społeczeństwo te szklane domy. Okazało się inaczej. Kiedy dzisiaj konfrontuję teraźniejszość z przeszłością, wyciągam wniosek, że jestem bezdomny jak doktor Judym, jak inżynier Korzecki, jak Joanna Podborska.


[02.11.2021, Toruń]


13 września 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (525 - 527) AGNIESZKA OSIECKA... I NIE TYLKO.

 525.

    Miałem swego czasu poświęcić jeden przynajmniej post pani Agnieszce Osieckiej, a konkretnie jej wierszom. Czas mijał i jakoś nie dotrzymałem danego sobie słowa. I trzeba było, aż przykro mi to pisać... nie, nie napiszę tego, gdyż strasznie by to zabrzmiało.

    Umarł Wiesław Gołas, a ja właśnie miałem na myśli przypomnieć wiersz pani Osieckiej, do którego Krzysztof Komeda napisał melodię, a Edmund Fetting zaśpiewał, teraz już piosenkę "Nim wstanie dzień", która posłużyła panom Skórzewskiemu i Hoffmanowi w filmie "Prawo i pięść". Dlaczego ten wiersz akurat wybrałem? Po pierwsze, oddaje on niejako moją optymistyczną filozofię, która mówi o tym, że po dniach ciężkich, burzliwych, jest pora na zmianę, na życie trudne, acz pełne radości. Pozwolę sobie w tym miejscu uzupełnić swój biograficzny wątek. Otóż gdyby ktoś mnie zapytał, tak zupełnie abstrakcyjnie, w jakim czasie historycznym chciałbym przeżywać swoją pełną energii młodość, to byłby to okres bezpośrednio po zakończeniu drugiej wojny światowej. Myślę, że właśnie wtedy potrafiłbym wykorzystać w sposób najwłaściwszy wszelkie swoje organizacyjne umiejętności i mógłbym dołączyć do tego swój młodzieńczy zapał, a nade wszystko starałbym się podarować swoje siły dla dobra ogółu. Może słowa te zabrzmiały nazbyt dumnie i patetycznie, ale tak to właśnie czuję. I jeszcze jedno - prawdopodobnie mając lat 20-25 w roku 1945 nie doczekałbym parszywych rządów pisu.

Wracając jednak do wiersza pani Agnieszki. Podziwiam poetkę za napisanie tego akurat wiersza, który jest właściwie taki męski, albo inaczej, Agnieszka Osiecka potrafiła wczuć się w myśli, które prawdopodobnie towarzyszyły każdemu mężczyźnie powracającemu z frontu.



Agnieszka Osiecka - słowa; Krzysztof Komeda - muzyka, 

Edmund Fetting - śpiew

Nim wstanie dzień


Ze świata czterech stron,

z jarzębinowych dróg,

gdzie las spalony,

wiatr zmęczony,

noc i front,

gdzie nie zebrany plon,

gdzie poczerniały głóg,

wstaje dzień.


Słońce przytuli nas do swych rąk.

I spójrz: ziemia ciężka od krwi,

znowu urodzi nam zboża łan,

złoty kurz.

Przyjmą kobiety nas pod swój dach.

I spójrz: będą śmiać się przez łzy.

Znowu do tańca ktoś zagra nam.

Może już

za dzień, za dwa,

za noc, za trzy,

choć nie dziś.

Za noc, za dzień,

doczekasz się,

wstanie świt.


Chleby upieką się w piecach nam.

I spójrz: tam gdzie tylko był dym,

kwiatem zabliźni się wojny ślad,

barwą róż.

Dzieci urodzą się nowe nam.

I spójrz: będą śmiać się, że my

znów wspominamy ten podły czas,

porę burz.

Za dzień, za dwa,

za noc, za trzy,

choć nie dziś,

za noc, za dzień,

doczekasz się,

wstanie świt. 


526.

Dziwnym, ale dla mnie, zrozumiałym trafem, jest fakt, że poezja Agnieszki Osieckiej trafiała do notesów najwybitniejszych polskich kompozytorów, którzy dodawali jakże istotną dla poezji warstwę muzyczną. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, kto jest autorem tekstu do jednej z najpiękniejszych polskich piosenek, to odpowiem - w kompozycji Andrzeja Zielińskiego, wykonanej przez zespół Skaldowie oraz Łucję Prus, słowa są autorstwa Agnieszki Osieckiej, a ten wiersz - piosenka nosi tytuł "W żółtych promieniach liści." 


A. Osiecka - A. Zieliński - Skaldowie

W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie
Grudzień ucieka za grudniem, styczeń mi stuka za styczniem
Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostają
Na łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz

Gęsi już wszystkie po wyroku, nie doczekają się kolędy
Ucięte głowy ze łzą w oku zwiędną jak kwiaty, które zwiędły
Dziś jeszcze gęsi kroczą dumnie w ostatnim sennym kontredansie
Jak tłuste księżne, które dumnie witały przewrót, kiedy stał się

I ja witałam nieraz kogo, chociaż paliły wstydem skronie
I powierzałam Panu Bogu to, co w pamięci jeszcze płonie
I ja witałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja witałam nieraz kogo i ja witałam nieraz

Ognisko palą na polanie, w nim liszka przez pomyłkę gore
A razem z liszką, drogi Panie, me serce biedne, ciężko chore
Lecz nie rozczulaj się nad sercem, na cóż mi kwiaty, pomarańcze
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę

I ja żegnałam nieraz kogo i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą, za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam nieraz.

 527.

    Gdybyśmy zabawili się w skojarzenia poetycko-muzyczne, po jednej stronie umieszczając panią Agnieszkę Osiecką, to po stronie prawej wystąpiłaby Marylka Rodowicz. Jakoś tak się stało, i stało się dobrze, że mocna nić porozumienia połączyła te niezaprzeczalne gwiazdy.

    Dwa kolejne utwory "Jeszcze zima" i "Żyj mój świecie" pochodzą z płyty "Żyj mój świecie", a jest to jedna z trzech pierwszych płyt jakie zostały nabyte do kupionego mniej więcej w tym samym czasie gramofonu. W owym czasie pani Maryla Rodowicz śpiewała piosenki bliskie klimatom muzyki folk, protest - songom czy inaczej pieśniom zaangażowanym, a wiersze o takiej barwie tworzyła Agnieszka Osiecka. Myślę, że w znacznym stopniu nasza przedwcześnie zmarła artystka pisanego słowa przyczyniła się do rozwoju kariery pani Rodowicz.

    Prawdopodobnie wymienione wyżej piosenki znalazły sie w repertuarze Maryli Rodowicz na koncercie jaki odbył się w roku 1970 lub 1971 na Helu, na którym byłem (w ogóle był to pierwszy w życiu mój koncert).

    Z kolei "Ballada wagonowa" pojawiła się na nim z całą pewnością, a pani Maryla, o ile dobrze sobie przypominam, występowała wtedy z nieocenionymi gitarzystami, z nieodłączna gitarą i ... na boso.





 "Jeszcze zima" Agnieszka Osiecka - Adam Sławiński 

- Maryla Rodowicz


Jeszcze zima, ptaki chudną,

chudym ptakom głosu brak.

W krótkie popołudnia grudnia

w białej chmurze milczy ptak.

Jeszcze zima, dym się włóczy,

w wielkiej biedzie żyje kot

i po cichu nuci, mruczy:

kiedy wróci trzmiela lot...


Pod śniegiem świat pochylony,

siwieje mrozu brew.

To pora zmierzchów czerwonych,

to pora czarnych drzew.

A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.

A ja? Co ja? Co będzie ze mną?


Jeszcze oczy ci rozjaśnia

moje słowo i mój gest.

Jeszcze świecę ci jak gwiazda,

ale to już nie tak jest.

Jeszcze tyle trzeba przebyć

niewesołych, bladych zim.

Czy nam zimy wynagrodzi

letnich ognisk wonny dym?


Pod śniegiem świat pochylony,

siwieje mrozu brew.

To pora zmierzchów czerwonych,

to pora czarnych drzew.

A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.

A ja? Co ja? Co będzie ze mną?





 "Żyj mój świecie" - Agnieszka Osiecka - Marian Zimiński

 - Maryla Rodowicz



Ocean ma brzeg czerwony od zórz,

maj czy grudzień.

Ocean ma sól, a cóż mają cóż,

biedni ludzie.


My mamy tylko świat,

chcę ocalić go od łez i od burz!

Od łez chrońmy ten świat,

tak tu pięknie.

Niech serce w nim gra,

niech nie pęknie...


Cecylia ma psa, cyrkowiec ma lwa,

Ala kota.

Skowronek ma głos, a bogacz ma trzos

pełen złota.


A ja mam tylko świat,

chcę ocalić go od łez i od trosk!

Od łez chrońmy ten świat,

tak tu pięknie.

Niech serce w nim gra,

niech nie pęknie.


Kto rządzi, ma broń, marzenia na złom

idą często.

Ja nie mam nic prócz mych oczu i rąk,

ale wiem to:


Mam tylko cały świat,

chcę ocalić go od łez i od lat!

Od łez chrońmy ten świat,

jak kto umie.

Żyj, mój świecie, żyj

w topól szumie.




Agnieszka Osiecka - Andrzej Zieliński - Maryla Rodowicz

"Ballada wagonowa" 

zgłoś błąd / edytuj tekst edytuj video do ulubionych

Pamiętam był ogromny mróz

od Cheetaway do Syracuse

pamiętam był ogromny mróz

od Cheetaway do Syracuse


Sam diabeł szepnął: wietrze wiej

od Syracuse do Cheetaway

Sam diabeł szepnął: wietrze wiej

od Syracuse do Cheetaway


Trzech pasażerów pociąg wiózł

od Cheetaway do Syracuse

Trzech pasażerów pociąg wiózł

od Cheetaway do Syracuse


W moim przedziale wszyscy trzej

ten z Syracuse, ten z Cheetaway

W moim przedziale wszyscy trzej

ten z Syracuse, ten z Cheetaway


Ten trzeci to był na mój gust

nie z Cheetaway nie z Syracuse

Ten trzeci to był na mój gust

nie z Cheetaway nie z Syracuse


Mój cudzoziemcze zostać chciej

gdzieś w Syracuse, gdzieś w Cheetaway

Mój cudzoziemcze zostać chciej

gdzieś w Syracuse, gdzieś w Cheetaway


Zatęsknisz jeszcze do mych ust

do Cheetaway, do Syracuse

Zatęsknisz jeszcze do mych ust

do Cheetaway, do Syracuse


Wesele będzie hejże, hej

od Syracuse do Cheetaway

Wesele będzie hejże, hej

od Syracuse do Cheetaway


[13.09.2021, Toruń]