Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

31 marca 2013

Ucieczka przed zarazą


"Człowiek doskonały odchodzi spośród ludzi, nie zmazawszy się ani kłamstwem, ani obłudą, ani rozpustą, ani pychą. Przesycić się tym i ducha wyzionąć - to drugi stopień. A może wolisz trzymać się zepsucia i doświadczenie jeszcze nie skłania ciebie do ucieczki z tej zarazy? Bo raczej to zepsucie umysłu jest zarazą niż jakieś tam zepsucie i zmiana powietrza, które nas otacza. Bo to jest zarazą dla istot żyjących jako istot żyjących, a tamto jest zarazą dla ludzi jako ludzi."*
[*Z Marka Aureliusza "Rozmyślań", Księga IX,2.]
Dlatego raczej w samym sobie szukajmy zarazy najpierw, aniżeli w tym, co nas otacza. Zepsucie świata wiąże się z utratą wzroku, czucia i wrażliwości na to, co tkwi w każdym z nas, a pomnożone przez miliony, nieuchronnie skaża morowym powietrzem, skąd już jedynie ucieczka ratunkiem.


Marek Aureliusz


30 marca 2013

Zimno

Z rękopisu znalezionego w komodzie


"Już, już miałem zamilknąć, na zawsze i może będę milczał, gdy sił zabraknie. Co ja z sobą mam! Teraz tylko ten smak i zapach herbaty trzyma mnie przy życiu. Zamknięty od wewnątrz, przy piecyku, z którego żar promienistym ciepłem unosi się i rozpływa po pokoju. Przede mną księga. Zerkam. Litery czytam, prawie że rozumiem. Kiedy sen dopadnie, zawinę się w koc i złożę swe kości na tapczanie. Naciągnę na głowę poduszkę. Mówiłem już o tym, że w te dni odcinam wszelkie połączenia ze światem? Kto milczał wtedy, niech nie spodziewa się rozmowy ze mną. Nie chcę mówić i kiedy jutro, pojutrze i jeszcze dalej wychodząc naprzeciw przyszłości będzie na zewnątrz tyle słów, ja zadowolę się milczeniem. Tak trzeba. Wystarczająco długo i dużo mówiłem. 
Właściwie to cały czas trzymam w ręce pilota. Zaledwie jedno naciśnięcie guzika może zakończyć wszystko.
Na marginesie mówiąc, coraz trudniej mi rozpalać ogień w piecyku, a jeśli się uda, to z podtrzymywaniem płomienia mam problemy. Nie dalej jak wczoraj spotkałem kogoś, kto zapytał, czy jest mi ciepło, czy dogrzewam. A jakże, dogrzewam, żar bucha z trzewi pieca, aż okno rozwieram, chłód do środka puszczam. A to nieprawda. Jest mi zimno i drżę. A kiedy piszę o tym, dreszcze wręcz łopoczą moim ciałem. Śmieszne, że nikt tego nie zauważa. tak bardzo zajęci sobą, nie zauważamy dreszczy. A zwierzę dostrzega. Instynkt, czy co?
I jeszcze taka banalna wizja przed oczami się kraje. Spotykam jednego z nich, przypadkiem, na ulicy. Na powitanie odpowiadam:'nie chce mi się z tobą mówić'.
Patrzę, co napisałem. Krótkie pojedyncze zdania dynamizują narrację. Celowa robota, bo rzeczywiście proces staczania się przyspiesza.
No dobra. Tych słów nie będzie w rękopisie. Po co one komu. Rzucę tę kartkę do pieca. Niech podsyci tlący się, a przygasający żar. Przynajmniej na coś się przyda."



Séraphine Louis - "Bouquet de fleurs au Lam"


29 marca 2013

Wielkanoc

Na święta, które dla chrześcijanina znaczą najwięcej, bo zmartwychwstanie jest potwierdzeniem świętości i wyjątkowości człowieka, który okazał się być synem bożym, co udowodnił niedowiarkom, przypomnienie że ponad dwa tysiące lat chrześcijaństwa to również dwa tysiące lat kultury z Chrystusem z herbie.
Również wątpiący przyznać muszą, że wkład chrześcijaństwa w kulturę światową jest przeogromny. 
Dlatego też składając wielkanocne życzenia tym, którzy zaplączą się w sieć kawiarenki, kieruję je także do wątpiących, którzy jeśli mniej wierzą lub nie wierzą wcale, powinni przyznać, że dla bardzo wielu pokoleń wiara chrześcijańska znaczyła wiele.
Z życzeniami wszystkiego dobrego na nowo odrodzonej drodze życia (oby choć dla Was była ona prosta, kiedy nie dla wszystkich być może), daruję starożytną polską frazę:

"Krystus z martwych wstał je,
Ludu przykład dał je,
Eż nam z martwych wstaci,
Z Bogiem krolewaci.
       Kyrie eleison." *

[*Najstarszy polski trop wielkanocny, powstały w wieku XIV]
oraz oryginalny wyobrażenie zmartwychwstania wyrażone rysunkiem Pietera Bruegela starszego.

Bruegel,Pieter the Elder,Drawing,The Resurrection of Christ


Pieter Bruegel - "The Resurrection"


28 marca 2013

Przed drzwiami, za którymi pustka


Z rękopisu znalezionego w komodzie.

„Miałem taki sen, że czekałem w izbie, przedsionku, na korytarzu. Czekałem na swoją kolej. Nie nadeszła. Ktoś powiedział, że moja kolejka przeszła, a dodatkowo, to już miałem swoje pięć minut, byłem na audiencji. Cóż z tego, kiedy pozostaję w punkcie wyjścia/wejścia, a nawet cofnąłem się o krok, i więcej. W końcu dochodzę do wniosku, że nie tyle kolejka minęła mnie, lecz nie ma właściwie na kogo czekać. Za tymi drzwiami, przed którymi stoję nie ma przecież nikogo. Nie słyszę nic, prócz własnego oddechu. Tak oto ten mój sen zamienia się na rzeczywistość, a czas przeszły staje się teraźniejszym. Stoję więc przed drzwiami, za którymi jest pustka. Bądźmy jednak dosłowni. Siedzę przed drzwiami, gdyż z racji wieku należy mi się krzesło. I znów błąd. Nie tyle należy mi się, co pozostało po pacjentach, którzy już odeszli.
Nie będę ukrywał, że oczekiwanie na pustkę sprawia mi przykrość i jest zarazem idiotyczne. Ta sytuacja ma również druga stronę. Siedząc w pustym pomieszczeniu uwalniam się od idiotyzmu, jaki zawładnął światem poza mną. Czułbym się jeszcze gorzej, gdybym opuścił tę poczekalnię i dołączył do tłumu. Bardzo niewiele mnie z nim łączy. Dzieli mnie przepaść.
Przyznaję, że w mojej epoce uczono inaczej i inaczej wychowywano. Byli ci, co uczą i wychowują i ci, których się uczy i wychowuje. Dzisiaj to tresura, a ja jestem zbyt stary, aby nauczyć się aportować. Jestem takim niezłomnym księciem, Don Kichotem i Szwejkiem w jednym. Powoli obumieram. Jestem kimś, kogo już nie ma.
Siedząc przed drzwiami pustego gabinetu przymykam oczy i zasypiam szybko. Odchodzę we śnie, nie mówiąc nawet dobranoc."

Plik:Honoré Daumier 017 (Don Quixote).jpg

Honoré Daumier - "Don Kichot"



26 marca 2013

Przeciw konformiście

3. 
Człowieka niezadowolonego z życia w potocznym rozumieniu traktuje się jak zgorzkniałego starucha, malkontenta, nieudacznika, chorobliwego schizofrenika, a czasami populistę i awanturnika. Traktuje się go z pobłażliwością, albo występuje on jako wzornik, egzemplarz do oznaczeń pejoratywnych.
Czy jednak niezadowolenie z życia jest kaprysem? Postawą charakteryzującą się bezsilnością? Brakiem szacunku dla postępu cywilizacji? 
A może jest ono motorem zmian? Przejawem antykonformizmu? Poczuciem lub przeczuciem, że w konkretnej sytuacji rzeczywistość rozmija się z prawdą i staje się niemoralna?
Kiedy jesteś zamożny, syty, wiedziesz uporządkowane życie i stać cię na wzniesienie muru pomiędzy swoim światem, a tym, który zamykasz na klucz od swojej strony, nie zauważasz zła i nieprawidłowości. Przekonany o tym, że świata nie zmienisz, a zło jak istniało, tak istnieć będzie i powołujesz się na przykłady innych sytuacji występujących w innych środowiskach, grupach społecznych, społeczeństwach, wycofujesz się i cieszy cię każdy dzień, w którym nie musisz konfrontować swojego dostatku i optymizmu z tym, co dzieje się za wzniesionym przez siebie murem ochronnym. 
O słodki oportunizmie! Ty, połączony więzami krwi z konsumpcjonizmem, konformizmem, liberalizmem i konserwatyzmem. Cóż za „izmowa” rodzina!
Widzę, że rozsiadłeś się w ciepłym i miękkim fotelu, a twoi słudzy pilnują, aby nikt nie pomieszał twego wypoczynku. 

Plik:Tizian 014.jpg

Tycjan - "Grosz czynszowy"


25 marca 2013

Studium człowieka upadłego


2. 
Człowieka łatwo zniszczyć i upokorzyć i taka wizja snującego się, niepotrzebnej istoty obdarzonej wypalonym rozumem wydaje się być atrakcyjnym tematem narracji. Nazwałbym tę opowieść: „Studium człowieka upadłego”, choć może forma imiesłowu „upadający” byłaby właściwsza. 
O ile starzenie się w większości wypadków jest procesem powolnym i przebiegającym stopniowo bez katalizatora przyspieszającego starość (chyba że tym przyspieszaczem będzie postępująca choroba), upadający człowiek, tracący w okamgnieniu kontrolę nad własnym losem, porusza się ku przepaści ruchem jednostajnie przyspieszonym. Dlatego też starzejący się, samotny pisarz, w jednej niemal chwili traci możliwość: publikacji, dodatkowego zarobku na uczelni i w szkole; traci przyjaciół, a jego zdrowie zaczyna niepostrzeżenie szwankować. Otrzymuje wsparcie od dwu osób, docenia ich przywiązanie i dobrą względem siebie wolę pomocy z ich strony, lecz nieuchronnie jego życie zaczyna zamierać. Stacza się coraz bardziej, obezwładnia go nałóg, który z kolei sprawia nieodwracalne spustoszenie w jego przekazie twórczym do czytelników, którzy z biegiem czasu o nim zapomną także.
Sama idea skupia się na transformacji tezy o łatwości życiowej porażki, kruchości powodzenia, apatii, bezsilności i pogodzeniu się, co jest najtrudniejsze; niemal tak trudne jak pogodzenie się ze śmiercią najbliższej osoby.



Plik:Bruegel, Pieter de Oude - De val van icarus - hi res.jpg

Peter Bruegel (starszy) - "Pejzaż z upadkiem Ikara"

24 marca 2013

Różewicz przestrzega


"Podnoszę głowę, otwieram oczy...nie mogę znaleźć drogi, upadam, podnoszę się, słowa wypełnione nienawiścią, trupim jadem wybuchają, rozszarpują miłość, wiarę i nadzieję...otwieram usta żeby coś powiedzieć, ''Człowieka trzeba kochać'', nie Polaka.

Niemca, Serba, Albańczyka, Włocha, Żyda, Greka...
Trzeba kochać człowieka...białego, czarnego, czerwonego, żółtego.
Wiem że te moje żebracze treny pozbawione są dobrego smaku...i wiem że z rzeczy świata tego zostanie... co zostanie?!
Wielki , genialny, śmieszny Norwid powiedział:
Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: poezja i dobroć...i więcej nic...Wielki Don Kichocie! Zostało Nic. I jeśli my ludzie nie pójdziemy po rozum do głowy i nie zagospodarujemy tego rosnącego NIC to... to co?! Powiedz, nie bój się! Co się stanie?... 
Zgotujemy sobie takie piekło, na ziemi, że Lucyfer wyda nam się aniołem, wprawdzie aniołem upadłym, ale nie pozbawionym duszy, zdolnym do pychy ale pełnym tęsknoty za utraconym niebem, pełnym melancholii i smutku...
Polityka zamieni się w kicz, miłość w pornografię, muzyka w hałas, sport w prostytucję, religia w naukę, nauka w wiarę."


Należało koniecznie umieścić te słowa powyżej, na samym początku. Jeśli już ma zaniknąć czytanie ze zrozumieniem, a jeśli nie zaniknie całkiem, to ma być ta umiejętność dana niektórym, którzy oprócz życia własnego i przez siebie najlepiej doświadczonego trudu, ktoś powie, niesionego na swych barkach krzyża, to Różewicz nadaje się do czytania i zapamiętania.

Z całym szacunkiem dla tych, którzy własnym życiem się bawią i nie zawsze szanują; dla tych, którzy koniec z końcem wiążą, lecz ośmielają się odważnie patrzeć w swoją przyszłość, dyskurs o sensie życia i owo proroctwo, ku czemu zmierzamy, jest wpisane w nasze obowiązki, choćby wobec przyszłych pokoleń.
Ja wiem, że o sensie życia myśli się głównie w kontekście zawodowych zainteresowań. Dalej więc filozofowie, teolodzy, psycholodzy i tym podobni.
Myśli się o nim, gdy los trzepnie nas paluchach, bądź też poczujemy solidnego kopa... gdy choroba, śmierć, nagłe zdarzenie zabiorą nam dech w piersiach.
O sensie życia rozmyśla się też przed zachodem słońca, kiedy z dniem swoim się żegnamy i czujemy już nadejście nocy.
Poeta stworzony jest do takich rozmyśleń i bardzo trudno być poetą. Chciałoby się powiedzieć: - przepraszam matko, przepraszam ojcze, że jestem poetą.


[wykorzystano końcowy fragment tekstu Tadeusza Różewicza "Matka odchodzi".]




Jan Vermeer - "Mistress and maid"




23 marca 2013

Nawiązania - Kafka


Credo

Ponieważ rzeczywistość przeważyła i nie dokonam w niej zmian, a jednocześnie nie sposób się z nimi pogodzić, antypowieść okaże się produktem zastępczym rzeczywistości. W niej to pomieszczę myśl oderwaną. Śpieszno mi do niej, bo coraz mniej czasu, a może się zdarzyć, że zabraknie czasu na słowa.

1.
Groza „Procesu”, tej nikczemnej rozprawy nad niewinnym człowiekiem, którego tłamszą biurokratyczne (czy tylko?) węzły życia, gdzie sam fakt bycia człowiekiem jako maleńki trybik w mechanizmie cywilizacji jest pretekstem do formułowania podejrzeń i skazania, prowadzi mnie do przekornej konstatacji, iż te same mechanizmy, jakie narzucają człowiekowi zakazy, mogą też zadziałać odwrotnie. Jednostka może też być przymuszona do wolności, może być uniewinniona i zachęcona do wszechstronnej samorealizacji w ramach postępu cywilizacji. Jeśli więc Józefa K. uznano za winnego, to Adam K. staje się wolnym człowiekiem, o czym uświadamiają go funkcjonariusze. Zarówno u Józefa K. jak i też Adama K. pierwszą reakcją jest zdziwienie i niezrozumienie, następną staje się bunt.
Wydawałoby się, że reakcja Adama K. na wieść, że staje się, według zapewnień funkcjonariuszy, jednostką wolną i niezależną, nie powinna mieć znamion tragizmu. Któż bowiem, na zdrowy rozum, sprzeciwiałby się możliwości nieograniczonego wyboru, jaki przed nim postawiono? A jednak Adam K. nie chce korzystać z dobrodziejstwa nieograniczonej wolności, gdyż nie jest w stanie wziąć na swoje barki odpowiedzialności za każdą z decyzji, jaką musiałby podjąć.

 Ernst Ferdinand Oehme-  "Procession in the Fog"
[pożyczone od: Екатерина Новгородова]

20 marca 2013

Czas na odpoczynek

Z rękopisu znalezionego w komodzie

"I można wreszcie odpocząć, odpocząć na bardzo długo...i już nie zastanawiać się nad sensem, którego nie ma".
propozycja napisu na płycie nagrobnej.

Plik:Portret trumienny z Olkusza.JPG

Portret trumienny z Olkusza

16 marca 2013

Po owocach poznamy

Do czego to doszło? Jeszcze porządnie ni spoczął na Piotrowym stolcu, a już ganią, już bicz kręcą. Inni, dla odmiany prorokują, przepowiadają i już teraz pozytywnie rozliczają. A przecież poznamy po owocach jakość pontyfikatu, więc może zaczekajmy, i jedni i drudzy.
Obserwator K. ma tę przypadłość, albo zaletę, jak kto woli, nie mieszać się w sacrum actio, tedy nie pozwala sobie na ocenę tego, co było na początku. Jeżeli jednak kardynał z dalekiej rzeczywiście wzorem świętego z Asyżu pochyli się nad ubogimi i wprowadzi do komnat Watykanu więcej zwyczajności, mniej  zaś dbać będzie o blichtr monarszy, to ma jego nieoficjalny głos na konklawe. 
Do pewnego czasu za dobrą monetę uważano pogląd, że konserwatyzm utrwala zastany społeczny ustrój, boi się zmian, albo też uważa je za wątpliwie słuszne. Trudno więc spodziewać się od konserwatystów, aby w czasach ogromnego rozwarstwienia ekonomicznego stawali po stronie ubogich (przypadki filantropii, obecnej wśród konserwatystów nie podważają tezy o dominującym wśród nich poglądzie, aby, broń Boże, nie posuwać się w zmianach zbyt daleko). Jeżeli więc założenia papieża Franciszka są inne, skierowane ku najuboższym, to czy rzeczywiście jest on konserwatystą w odniesieniu do kwestii społecznych? Paradoks polega na tym, że w założeniu to lewica powinna się "pochylać" nad ubogim, nierzadko wykluczonym poza nawias społeczeństwa. czy wobec tego nowy papież jest lewicowy?
W tym miejscu obserwator K. sygnalizuje istnienie kolejnego paradoksu. W potocznym mniemaniu Kościół Katolicki, jak i też inne religie wyrażają prawicowe inklinacje społeczeństw i występują w opozycji do lewicowych poglądów na świat i społeczeństwo. W naszym pięknym kraju mniej lub bardziej ortodoksyjna prawica powołuje się na wartości chrześcijańskie i stoi jak mur za Kościołem. A jednak, gdy sięgnąć do korzeni chrześcijaństwa, to jego wyznawcy w czasach Chrystusa ni mniej, ni więcej, stanowili coraz to potężniejszą "armię" społecznej lewicy w konfrontacji z konserwatywnym judaizmem. Wszak religia głoszona przez Chrystusa i jego uczniów była wręcz rewolucyjna.
To prawda, przyznaje K., że jego rozumowanie jest do pewnego stopnia uproszczeniem. Nie uwzględnia ono periodyki dziejów, tych zmian, którym podlegał człowiek i świat wokół niego. Nie mniej jednak automatyczne równanie: religia/Kościół Katolicki = prawica, obarczone jest błędem niedoszacowania, niezrozumienia tego, co było na początku.
Pontyfikat Franciszka ma szanse zrewidować prawdziwość tezy o wyłącznej proweniencji prawicowości religii traktowanej a'priori. 
Czas pokaże, czy szansa ta zostanie wykorzystana.


Caravaggio - "Św. Franciszek w ekstazie"