1383.
Kiedy spojrzę przez okno, widzę mnóstwo samochodów podążających w stronę ronda i z powrotem, i zawsze zastanawiam się, po co taki ruch, gdzież to się śpieszą ludzie siedzący w tych autach. Kiedy przyglądam się ruchowi ulicznemu rankiem, jest rzeczą oczywistą, że właściciele aut podążają do pracy, do swych codziennych obowiązków, na uczelnię, odwożą swe pociech do szkoły, itd. .
Inna myśl, która narzuca mi się nieopatrznie to jakaś gryząca tęsknota za tym, że przestałem być trybikiem w tym w tej systemowej machinie, że nie jadę do pracy, że lenię się przytulony nosem do zimnej szyby. Ten wyrzut sumienia mną targa i nie uspokaja myśl, że były czasy, kiedy należałem do społeczności ludzi pracujących.
1384.
Kiedy wspominam dawniejsze lata, o których dzisiejsi politycy, media i cały ten konsumpcyjny świat zdaje się upokarzać, kpić i wyśmiewać, kiedy więc wspominam minione lata, stoi mi prze oczami piramida Maslowa, w tym dwa jej elementy, a mianowicie: potrzeba bezpieczeństwa i przynależności. Co jak co, ale peerelowska rzeczywistość zapewniała mi bezpieczeństwo i poczucie przynależności do ogromnej grupy – społeczeństwa, czy jak kto woli – narodu.
Czułem się bezpieczny, chociaż trwała zimna wojna między Wschodem a Zachodem. Dzisiaj w dobie społeczeństwa konsumpcyjnego, a ostatnio zalewającą Europę i Stany zjednoczone falę faszyzmu, bezpieczny nie jestem. Trudno mi też mówić o przynależności do społeczeństwa / narodu, bo przecież są przynajmniej dwie Polski, skłócone z sobą, nienawistne i lata upłyną, aby mogły porozumieć się z sobą, zwłaszcza że na czele tych ojczyzn, przynajmniej jednej z nich stoją czciciele boga nienawiści.
[18.01.2026, Toruń]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz