1432.
Jechałem pociągiem tą trasą łączącą Sewillę z Madrytem. Gorące lato, a w wagonach klimatyzacja. Podróż szybka, prędkość nierzadko dochodziła do 200 kilometrów na godzinę, co można było obserwować na paskach wyświetlaczy. Wtedy jednak do wypadku nie doszło. Czy naprawdę konieczna jest w naszym kraju kolej tak szybka, aby w pół godziny móc dostać się z Warszawy do Łodzi? Owszem, idziemy z postępem w kolejne lata XXI wieku, ale czy każdy trybik w tej machinie przyszłości jest niezbędny? Pomiędzy Warszawą a Łodzią, w pociągu wielkich prędkości, siedząc vis-a-vis sympatycznej, jak mi się wydaje, kobiety, nie zdążę zawrzeć z nią znajomości; prędkość pociągu na to nie pozwoli.
1433.
Nadal nie ma przełomu. Ponad pół roku bólu dłoni. Dowiedziałem się, że jest to choroba nieuleczalna i można tylko ograniczyć do pewnego stopnia ból. Kiedy leżałem po wypadku w szpitalu w Oslo, lekarze i pielęgniarki mieli zwyczaj pytać się mnie o skalę odczuwalnego przeze mnie bólu. Zwykle odpowiadałem od 2/10 do 4/10. Gdyby zapytano mnie o to odczuwanie w chwili bezpośrednio po wypadku, zanim zostałem odwieziony helikopterem do szpitala, powiedziałbym 8/10, choć trzeba dodać, że działała wtedy adrenalina w moim organizmie. Podobna skala, tj. 8/10 występuje u mnie obecnie w przypadku dłoni, co gorsza, jest to ból ciągły.
[29.10.2026, Toruń]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz