Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

03 września 2015

SZTUKA

Wakacyjne lato gasło w oczach, choć słońce niewiele sobie z tego robiło, upalnymi promieniami grzejąc bezustannie.
Wśród młodzież tliła się jednak jakaś niezgoda na ten czas nieubłagalnie zmierzający ku wrześniowi, kiedy to zacznie się mozolne nauk pobieranie i coraz mniej wolności dla przyjemności, jakich wakacyjną porą nie brakowało.
Z tego też powodu w kawiarence przybywało młodych: i par wakacyjnych w sobie zakochanych, i tych grup niewieścich, męskich czy mieszanych odwiedzających kawiarenkowe przestrzenie, a to dla rozmowy, a to dla muzyki słuchania, albo też  dla puszczanych off-kulturowych filmowych obrazów, jakie sobie tylko znanym sposobem zdobywał kawiarennik, ba, nawet tych nieopierzonych jeszcze autorów ruchomych produkcji gościł i przy piwie lub kawie - koniecznie kolumbijskiej prowadził z nimi długie konwersacje.
Dwa razy w kawiarence pojawił się też akademicki profesor, ten, co to tak udatnie z prelekcją o Gauguinie wystąpił. Były to odwiedziny z góry zaplanowane, co nie umknęło uwadze kawiarenkowych gości, a obaj panowie wraz z inżynierem Bekiem, co, jak wiadomo, że nie od dzisiaj niedzielnym był malarzem i sztukę barw szanował jak własną żonę i rodzinę, zaszczycali te dwa spotkania rozmową miłą i wiele dobrego wróżącą.
- Panowie - wyrzekł raz pan profesor - początek i pierwsza połowa września jak najbardziej do realizacji naszych planów się nadaje. Do samego października mam kilkoro studentów i zachęcać ich do pracy nie muszę, bo to społeczność otwarta na każde nowe wyzwanie, jakie z ust moich padnie. Uczniaki również dopiero co zaczynają studiowanie w szkołach, więc jeszcze wolnego czasu sporo będą mieli, a te panie i panowie - amatorzy, głównie z pobliskich wiosek, oni również już po najtrudniejszych pracach w polu będą i nie zechcą odmówić, zwłaszcza że w znakomitych stosunkach z moim przyjacielem, etnografem, panem Sajkowskim pozostają.
Kawiarennik z inżynierem przyznali profesorowi pełna rację. Tak, wrzesień najbardziej sprzyja przedsięwzięciu.
- O zgodę radców miejskich poprosiłem na piśmie - przyznał z satysfakcją pan Adam - i odpowiedziano mi pozytywnie.
To ważne, bo niektórym mogłoby się zdawać, że na imprezę zgody nie będzie, gdyż zakłóci ona monotonne życie miasteczka, gdy tymczasem coś tam pozytywnego także do tych mądrych głów dociera, kiedy człowiek się porządnie uprze, a gdy drzwi przed nim zamkną, oknem wchodzi.
- Wyprosiłem rozkładane zadaszenia, witrynki i namioty na wypadek zmiennej lub kapryśnej aury - wtrącił pan inżynier Bek.
- Pani Zofia z kolei z ochotą zgodziła się wyłuskać sprawnych plastycznie dzieciaków albo takich, którzy chętnie zgodzą się na poduczenie ich malarskiego fachu - uzupełnił kawiarennik.
- To świetnie - ucieszył się pan profesor - moi studenci zostali poinformowani o tym, że pełnić również będą rolę wykładowców i opiekunów nieopierzałych najmłodszych talentów. Nauczą zatem farb mieszania, widzenia perspektywy, rozmaitymi technikami, mam taką nadzieję, nasycą ciekawość młodziaków, powiedzą o tym jak zrobić, aby portretowane oczy podążały za wzrokiem oglądacza, nauczą zachowywania proporcji sylwetek ludzkich i zwierzęcych, pokażą co ciekawego wyniknąć może z poprowadzenia kreski na kartonie i jak cienie rozprowadzić, aby sprawiały wrażenie użycia trzeciego wymiaru, a wreszcie poprowadzą te nieśmiałe ręce dzieci do zabawy kolorem, formą i strukturą.
- Brzmi to wspaniale - inżynier Bek zachwycał się pana profesora wypowiedzią - ja również skorzystam na tym.
- Słusznie. Będziemy uczyć się od siebie nawzajem i dlatego tak bardzo zależy mi na tym, aby tych amatorów na nasz plener przyprowadzić, bo ci, aczkolwiek nie po uczelnianych studiach, piękni są poprzez szczerość swojej wypowiedzi, co z kolei studentom moim się przyda, aby nie myśleli, że prawdziwa sztuka jedynie w akademii jest tworzona - ciągnął pan profesor.
- Zatem profesorze, jak przestawiają się fakty? Pierwszy tydzień to wizyta w mieście, miejskie plenery wraz z portretowaniem i towarzyszące temu ćwiczenia plastyczne z dziećmi - kawiarennik mówiąc to, notował skrupulatnie - następnie przenosimy się na dwa dni kolejne do Ciżemek, gdzie pejzaż wiejski będzie atrybutem… dodatkowo zwierzęta, które zawsze wdzięcznym są prac malarskich tematem.
- Następnie robimy wystawę w naszym liceum - kontynuował inżynier Bek.
- Tam również odbędzie się uroczyste zakończenie pleneru - podsumował pan Adam - i może być pan pewien profesorze, że pani Zofia doskonale uroczystość tą przygotuje, z występami, aukcją na rzecz potrzebujących… już zresztą działa.
W ten właśnie sposób panowie rozmawiali na temat pierwszej w mieście imprezy plenerowej, która miała być nieśmiałym początkiem czegoś więcej, lecz przecież wiadomo, że od tego mniejszego czegoś zacząć trzeba.
Jak się okazuje, jedynym problemem do rozwiązania było zakwaterowanie studentów pana profesora, o czym niedostatecznie jeszcze pomyślano, bo wikt w kawiarence był dla wszystkich uczestników zapewniony. Ale znając zaangażowanie całej grupy kawiarenkowych przyjaciół, pan profesor mógł spać spokojnie, bo i z tym problemem koleżeństwo się upora, przy czym może nadeszła już pora, aby pomyśleć nad jakimś hotelikiem, na każdą, niebogatą kieszeń, hotelikiem, którego w mieście jeszcze nie postawiono.

[Graz w Austrii, 22.08.2015]

2 komentarze:

  1. A gdzież to taki świat, gdzie nie ma problemu, aby zorganizować plener? Kto da na wikt, kto zapewni nocleg i nie weźmie góry pieniędzy. Jestże gdzieś taki świat?

    OdpowiedzUsuń
  2. .... a tu cię zaskoczę... sam (no nie zupełnie sam) organizowałem takie dwie, dwutygodniowe imprezy :-)

    OdpowiedzUsuń