Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

22 lipca 2017

KARTKI Z KALENDARZA 5

Sobotnie popołudnie. Jemy sobie ciasto drożdżowe, pijemy kakao, tato czyta gazetę, ja rozmawiam z mamą, ale tatuś co jakiś czas wtrąca się do rozmowy.
- Pojechałabyś gdzieś, wzięła urlop - zachęca i pyta - a z tym sierpniowym wyjazdem nie wyszło?
- Nie wyjdzie - odpowiadam. - Jeszcze mamy lipiec, tatku.
 - Ja wiem - włącza się do rozmowy mamusia - że ty, dziecko, zrezygnowałaś przeze mnie, bo się o mnie martwisz.
- To swoją drogą, ale nie prosiłam jeszcze o urlop - odpowiadam.
- Już ja tam swoje wiem - mama upiera się i prosi o jeszcze jeden kawałeczek upieczonego przez nią drożdżowca.
- Naprawdę, mamusiu, nie prosiłam jeszcze o urlop.
Tato odkłada gazetę. Składa ją równiutko na cztery.
- To wy w tej firmie nie macie ustalone z góry, kto i kiedy wybiera się na urlop w lecie? - w głosie taty poznać zakłopotanie. - U mnie w fabryce…
- U ciebie w fabryce wszystko było poukładane według planu, a ty i tak nie jeździłeś na wczasy. Zawsze wysyłałeś nas - przypomina nie bez sarkazmu mamusia.
- Nie zawsze - broni się tato - nie zawsze. Pamiętasz nasze wspólne wakacje na Helu?
Dla tatusia, owszem, dom i rodzina są najważniejsze, ale fabryka… jakże pięknie wypowiada on to słowo, akcentując je na pierwszej sylabie… fabryka też była ważna, niezmiernie ważna. Jakie to szczęście, że tej fabryki mu nie zlikwidowali, a było o krok…
I wywołaliśmy wilka z lasu z tą fabryką.
Przychodzi Saniewski, inżynier.
Oznajmia przyciszonym głosem, że ma problem. Zaprojektował jakiś przyrząd wiertniczy i chce skonfrontować swoje plany z wizją ojca. Uśmiecham się. Oto inżynier przychodzi do majstra na konsultację. Przechodzą do pokoju. Saniewski był już kilka razy w naszym domu i wie, gdzie może z tatusiem spokojnie porozmawiać, ale teraz jest mu głupio, bo przyszedł nieumówiony i w dodatku przerwał nam słodki podwieczorek. Odchodząc z tatusiem, kłania się nieporadnie, uśmiecha niezręcznie, sprawiając wrażenie naprawdę zakłopotanego. Grzecznie odmawia zaproszenie na ciasto, kiedy skończą się „konsultacje”, ale jestem przekonana, że tato przymusi go do zjedzenia z nami drożdżowego ciasta, a może nawet poprosi go o pozostanie na kolacji. W każdym bądź razie mamusia jest już przygotowana na ugotowanie dodatkowych dwóch jajek na twardo, skrojenie większej ilości wędliny, a mnie wydaje polecenie, abym przygotowała sałatkę na cztery osoby.
- Mizernie mi wygląda ten tatusia inżynier - stwierdzam żartobliwie, wyjmując z koszyka pomidory i paprykę do skrojenia.
- Ech, gdybyś ty córuś wiedziała, jakie on piekło przeszedł ze swoją żoną - tłumaczy mamusia. - Na szczęście już są po rozwodzie, ale, jak widzisz, z niego to jeszcze nie zeszło i próbuje sobie zastąpić nieudane życie osobiste pracą.
Czasami bywa tak, że zainteresowanie drugim człowiekiem zdradza się już przy pierwszym z nim zetknięciu, spotkaniu go, a innym razem ma na to zainteresowanie wpływ najskromniejsza informacja puszczona i posłyszana mimochodem.
Zaczęłam obierać cebulę.

[09.07.2017, Chertsey, Surrey w Anglii] 

1 komentarz:

  1. To, że inżynier do majstra przychodzi, nie dziwi, mój wujek miał taką intuicję do wielu wynalazków, że inżynierowie wymiękali.
    Praca często więcej znaczy dla niektórych, niż życie osobiste, co czasami źle sie kończy...

    OdpowiedzUsuń