Leśmian 2017

Leśmian 2017
autor: Jotka

O "kawiarence"


Wszystkie teksty opublikowane w "kawiarence"
automatycznie stają się własnością publiczną, a
autor ich nie żywi pretensji do:
- nieczytania ich,
- komentowania, jak się komu podoba,
- wykorzystywania ich wedle życzenia wykorzystującego,
- a nawet do podawania się za autora pozostawionych
w kawiarence gryzmołów, od czego piszącemu te słowa
przecie nie ubędzie, a co najwyżej go rozbawi

27 lipca 2017

KARTKI Z KALENDARZA (8)

No co, no co? Umówiłam się, tak, umówiłam się. Do ciebie, tato, dzwonił? Że? Aha, że dobrze mu podpowiedziałeś z tym projektem. Nie uwierzę, że nie pytał o mnie? Bardziej dopytywał się o to, jak ja go odebrałam? No tak, można się było tego spodziewać. Powiem tak: gdybym nie odebrała go pozytywnie, nie zgodziłabym się na kolejne spotkanie.
Mój tato to jest naprawdę świetny gość. Zawsze potrafił tak jakoś subtelnie rozmawiać ze mną, a wychowywał mnie w taki sposób, abym nie wyczuła tego, że góruje nade mną swoim doświadczeniem życiowym, że nie próbuje przekonywać mnie do robienia czegoś wbrew mej woli. Popatrz, że nie miał za grosz pedagogicznego wykształcenia….
A jak było, kiedy dostałam w końcu pracę w tej ostatniej firmie? Powiedziałam tatusiowi o tym, że prezes wykazuje nadmierne zainteresowanie moim wyglądem, aniżeli dostarczanymi mu na biurko raportami finansowanymi, a nadto czyni propozycje wspólnego wyjazdu na jakieś konferencje i szkolenia poza harmonogramem obowiązującym w firmie, do którego każdy pracownik administracyjny miał swobodny dostęp. Co mi wtedy powiedział?
- Jestem pewien, córko, że zachowasz się godnie i powiesz odważnie, co myślisz o tych jego zamierzeniach. Wiem, że zależy ci na tej pracy i czujesz, że jest ona dla ciebie ważna, ale w życiu liczy się też coś innego, coś ważniejszego. Dlatego też jestem pewien, że zdecydujesz się o tych jego niestosownych  propozycjach porozmawiać.
Zrobiłam to już następnego dnia. Wymogłam na szefie rozmowę z nim w jego gabinecie i nawet zgodziłam się na to, aby jego sekretarka zrobiła dla nas obojga kawę. Kiedy siedzieliśmy naprzeciwko siebie, pomimo tego, że widziałam jego mleczne oczy rozpoczęłam rozmowę o tym, że wprawdzie jest moim zwierzchnikiem i jako mężczyzna uchodzi w firmie za przystojniaka, choć przekroczył pięćdziesiątkę, to wszelkie jego zabiegi, aby uczynić ze mnie swej kochanki, czy jak tam to nazwać - kobiety do towarzystwa, czy inaczej, zakończą się tym, że albo ja zrezygnuję z pracy, albo on ze mnie, na co on, że ceni moją pracę i nie ma do mnie zastrzeżeń, a jeśli chodzi o te sprawy (zawiesił głos, aby przemyśleć dalszą część swojego wywodu), to nie jest do końca tak, jak myślę, a ponadto, co znacząco podkreślił, skoro jestem niezamężna, więc nie sądził, że te jego propozycje aż tak bardzo mnie poruszą.
- Ale pan ma żonę i ten fakt wystarczy mi do tego, abym miała śmiałość odmówić panu za każdym razem, gdy wchodziłaby w grę wspólna podróż, w interesach lub jakakolwiek inna - powiedziałam z wymuszoną odwagą, bo w końcu jest moim przełożonym i to od niego zależy moja kariera w firmie, nie odwrotnie.
- Wyobraź sobie, tato - opowiedziałam o tej rozmowie ojcu, chociaż może powinnam tego nie robić po tym, co usłyszałam później od szefa - że ten znakomity, przyznaję, stanowczy i wymagający kiedy trzeba, ale i wyrozumiały, gdy wpadnie na trop niechcąco popełnionego błędu przez podwładnych, on, co zda się na swojej robocie jak rzadko który, profesjonalista w każdym calu, niedający się wyprowadzić w pole przez kontrahentów, ogrywający konkurencję, zdający się wiedzieć szybciej to, o czym inni pojęcia nie mają, on zaczął mi się zwierzać z problemów rodzinnych, małżeńskich. Nie żeby opowiadał mi o nich wprost, ale tak jakoś ogólnie, używając sformułowań: „wie pani, że mężczyzna w pewnym wieku…”, „czasami bywa tak, że powodzenie w pracy zawodowej rozmija się ze szczęściem osobistym”, „nawet najtwardszy i najodporniejszy na stres mężczyzna, kiedy wraca do domu, potrzebuje…” i tak dalej.
Całe szczęście, że „mój” pan inżynier podczas tej naszej uroczystej kolacji nie poruszył ani słowem sprawy swojego nieudanego, zakończonego rozwodem związku, choć byłam przygotowana na tę rozmowę i, prawdę powiedziawszy, w pewnej chwili sama już miałam poruszyć ten temat, ale w porę i chyba zrobiłam dobrze, powstrzymałam swoją ciekawość.
I w końcu, przy obiedzie, temat mojej pierwszej randki z panem inżyniera z zakładu ojca miał powrócić. Widziałam w oczach mamusi nie tyle zatroskanie, ale tę najnormalniejsza w świecie ludzka, kobiecą, matczyną ciekawość. Już miała na końcu języka zalążki banalnych pytań: i jak tam ci się widzi pan Grzegorz? Czy sądzisz, że uszanowałby cię, gdybyście zdecydowali się być razem? Nie opowiedziałabyś nam czegoś więcej o tym spotkaniu? Jesteśmy ciekawi, jak przebiegło.
Zdaje się, że mamusia była jednak bardziej ciekawa, bo tatuś skwitował jej roztargnione spojrzenia zdaniem:
- Helenko, widzę, że chciałabyś usłyszeć od naszej Natalki coś, czego ona na tę chwilę nie jest w stanie nam powiedzieć, bo jest jeszcze na to za wcześnie - i zaraz dodał: - Przyjmij za dobrą monetę to, że spotkają się kolejny raz.
Przed snem jak zwykle stanęłam twarzą w twarz z kalendarzem. Przewróciłam kilka kartek, zatrzymując się na środzie.
- Połowa tygodnia. Dlaczego nie? - powiedziałam głośno do siebie.

 [23.07.2017, Newbridge, CO. Kildare, w Irlandii] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz