Johannes Vermeer - Dziewczyna z perłą

Johannes Vermeer  -  Dziewczyna z perłą

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

30 sierpnia 2026

NOWA KAWIARENKA (2)

 

2. Samowystarczalni

Państwo Przychodniakowie, u których się zakwaterowałem, codziennie dostarczali mi nowych informacji dotyczących społeczności wioski Dąbki. Jadłem akurat obiad wraz trójką innych gości oraz panią Romą Przychodniak (mąż zajęty był przewożeniem wczesnych warzyw do sklepu). Spożywaliśmy chłodnik z botwinki, a czekało na nas drugie danie w postaci młodych, pod folią wyhodowanych ziemniaków, mizerii z ogórków – również urodzonych pod folią – był przecież koniec czerwca, więc świeże warzywa wymagały osłon. Po mojej prawej stronie przy mocarnym dębowym stole, przy którym mogłoby zasiąść dwanaście osób, siedział pan Żelazko – weterynarz mieszkający w pobliskim miasteczku, który został wynajęty na minimum tydzień przez hodowców krów mlecznych, kóz, owiec i drobiu. Buzia pana weterynarza uśmiechała się jak słońce po burzy, a to choćby z tego powodu, że jego obecność w Dąbkach, ilekroć bywał w wiosce, przysparzała mu sporych apanaży. Owszem, podczas rozmowy jaką prowadził ze mną dnia poprzedniego, pan Żelazko przyznawał, że dłuższa nieobecność w domu miała też przykre konsekwencje. Okazało się, że pani Żelazkowa, młoda, piękna i niedawno poślubiona źle znosi rozłąkę z mężem.

- Panie Adamie, cóż też ja z nią mam. Ona wciąż jakby w stanie narzeczeńskim ze mną była. Dowodów przywiązania żąda na każdym kroku, a zazdrosna chorobliwie. A z kim niby miałbym żonkę swoją zdradzać? Z inwentarzem?

Miał człowiek problem, nie powiem, ale jak temu zaradzić?.

Po mojej lewej stronie jadło chłodnik botwinkowy małżeństwo-inżynierostwo. Przybyli do Dąbek, aby zapoznać się ze stanem dróg lokalnych w wiosce. Chodziło o to, że radni dysponowali jakąś kwotą, którą można by przeznaczyć na niezbędne reparacje asfaltu, gdyby uznano, że takowe remonty są potrzebne. Z tego co wiem, wiejskie drogi generalnie utrzymane były w dobrej formie, ba, rolnicy oczyszczali asfalt z nieczystości powstałych w wyniku wjeżdżania na drogę przez ciągniki z przyczepami prosto z pola, mało tego, sprzątający po sobie rolnicy poczytywali sobie za zaszczyt pozostawić drogę czyściejszą niż wtedy, gdy na nią rolniczym sprzętem wjeżdżali. Starsi z kolei przypominali sobie artykuły z zachodnich gazet, w których stało czarno na białym, że w Holandii zapanowała moda na mycie lokalnych asfaltówek przy pomocy detergentów zwykle stosowanych podczas prania. Dzisiaj ten osobliwy zwyczaj dotarł do Dąbek.

Ale ponieważ wszystko, co się dzieje, do końca zmierzać musi, przeto i ten smakowity obiad skończył się akurat w chwili, gdy powrócił z niedalekich wojaży pan Michał Przychodniak. Z nim właśnie byłem umówiony na rozmowę, z której chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o mieszkańcach wioski. Nurtowało mnie bowiem pytanie, co jest najważniejsze dla Dąbkowiczan, zważywszy na fakt, że zdają się być bardzo zjednoczeni z sobą. Pan Michał poczęstowawszy mnie kawą z kardamonem, pomyślał niejaką chwilę, po czym wypowiedział kilka słów, które były dla mnie pewnym zaskoczeniem,

- Panie Adamie, z tego, co obserwuję, a także, co dzieje się z moim udziałem, muszę przyznać, że dla mieszkańców wioski, kto wie, czy nie najważniejszym zagadnieniem jest dążenie do samowystarczalności. Staramy się zaspokajać swoje podstawowe potrzeby życiowe. Oczywiście stosunkowo łatwo przychodzi nam zaspokajanie potrzeb żywnościowych – warzywa i owoce to nasza domena, ale trzeba do tego dodać przetwórstwo (serów, mleka i masła) i dwie małe piekarnie, z których przede wszystkim my korzystamy, ale też właściciele obu zakładów sprzedają chleb i ciastka w mieście i w naszym sklepie, z którego właśnie wróciłem, dostarczając towar. Zwróciłbym też pana uwagę na to, że nasze dzielne Dąbkowiczanki produkują o ubrania z wełny i lnu, a zatem nasza wioska dąży do samowystarczalności na tyle, na ile jesteśmy w stanie to ogarnąć naszą ciężką, nierzadko, pracą. Zaoferuję się już jutro, panie Adamie, jako przewodnik po najciekawszych zakamarkach naszej wioski, a dzisiaj zapraszam szanownego pana nad jeziorko… mówił pan, że połów ryb to pana hobby, a zatem…

Nie miałem nic przeciwko swojemu hobby.



[30.08.2026, Toruń]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz