Domenico Ghirlandaio - portret młodej kobiety

Domenico Ghirlandaio -  portret młodej kobiety

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

Down with the fascists Trump and Netanyahu!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPORT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPORT. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (757 – 759) UPAŁ. DROŻYZNA. DOBRY, CIĘŻKI LECZ WYGRANY MECZ Z IRANEM.

 



757.

Meteoropatą nie jestem, ale tak wysokie temperatury nie wpływają na mnie korzystnie, zwłaszcza że przy okazji odczuwam ból mojej ostatniej nerki, więc tak czy owak muszę dużo pić, ale z poruszaniem się są kłopoty. Nie ma zresztą sensu wychodzić poza dom, bo kiedy? Dopiero po dwudziestej?

Onegdaj, nastolatkiem będąc po wysprzątaniu mieszkania, poczynionych przygotowaniach do obiadu, wychodziłem nad staw, aby sobie popływać (też były ponad trzydziestostopmiowe upały) albo też szedłem dalej na tzw. przerwę (przesmyk pomiędzy dwoma stawami położonymi najdalej od domu), brałem z sobą koc, prowiant, coś do picia i trylogię Sienkiewicza (trylogia była przeze mnie czytana właśnie w wakacje nad stawami). Ale było to dawniej, bardzo dawno temu – teraz jestem, na nieszczęście, domatorem, trochę z konieczności, choć w dalszym ciągu dużo czytam.

Psiaki też nie są zadowolone z upałów i wsuwają swe ciała albo w przewiewnych miejscach lub też leżą gdzie chłodniej na podłodze, piją wodę i raczej niechętnie spogladają na jedzenie.

758.

Drożyzna odczuwana jest coraz dotkliwiej, a w dodatku pojawiają się braki cukru i mleka. Rodacy zaczynają panikować, jak widzę, bo raczej cukru powinno być pod dostatkiem, a krowy chyba w związku z wojną mleka mniej nie dają. Kto to może wiedzieć, skoro Polska stoi niby na węglu, a tego zaczyna brakować, a prezes objeżdża nasz kraj i za wszystko obwinia Unię, Putina i Tuska. W związku z upałami przestałem chodzić do Biedronki, więc trudno powiedzieć, czy dowieźli cukru, a ten kupiony w innym sklepie kosztował 6 złotych.

759.

Telewizję oglądam bardzo wybiórczo, rzekłbym zadaniowo. Oczywiście zadaniowo obejrzałem świetny mecz Polska – Iran wygrany przez naszą drużynę 3-2, ale trzeba przyznać, że Irańczycy grali świetnie, więc chyba tym bardziej punkt dla ekipy Grbica za ten sukces. W końcu jesteśmy w czwórce najlepszych drużyn świata. Dzisiaj krótko o polskiej drużynie i jej trenerze. Napomknę tylko, że bardzo podoba mi się prowadzenie zespołu przez Grbica – spokój, kultura i zapewne rzeczowe rozmowy z poszczególnymi zawodnikami. Dzisiaj słabiej zagrał Kurek, świetnie Semeniuk i Śliwka. Styl gry Olka Śliwki bardzo mi się podoba – nie zawsze wkłada całą moc w swoje kończące zagrania, lecz świetnie kombinuje. Bieniek na swoim poziomie, Kłos świetny w bloku. Najbardziej szwankowała obrona i nad tym serbski trener naszej reprezentacji musi popracować. Kolejny mecz z niewygodną drużyna Stanów Zjednoczonych będzie ciężki. Stawiam 60 zajęcy przeciwko 40 królikom, że wygramy.


[21.07.2022, Toruń]



07 czerwca 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (714) IGA

 



714.

Niewątpliwie ostatnią sobotę osłodziła nam Iga Świątek wygrywając w znakomitym stylu paryski turniej Rolanda Garrosa, pokonując w finale młodszą od siebie Amerykankę Coco Gauff 6:1 6:3. To już druga wygrana w tym turnieju na przepięknie położonym obiekcie, który niestety tylko z zewnątrz mogłem swego czasu podziwiać. Ale podziwiać należy tę młodą dziewczynę, która przebojem wdarła się na wyżyny kobiecego tenisa. I jeszcze jeden bardzo osobisty wtręt… Miałaby Iga wielką fankę w mojej nieżyjącej już mamie, która do ostatnich swoich dni kibicowała Federerowi i Agnieszce Radwańskiej.

A’propos kibicowania. Przy tej okazji wylało się szambo [od tego niniejszy tekst zamienia się w paszkwil i w związku z powyższym pojawi się w nim sporo ostrych słów].

Przy okazji trwania świetnej passy naszej tenisistki niejaki pan Marek Migalski... [celowo nie umieszczę jego zdjęcia, gdyż wystarczy popatrzeć na jego niemądrze wyglądającą twarz, by nabrać przekonania, że wewnątrz czaszki pan ten rozumu nie posiada; na temat wyglądu i budowy ciała człowieka i wynikających z tego tytułu charakterystyk osobowości więcej znajdziemy w typologiach psychologicznych Kretschmera i Sheldona]… dość powiedzieć, że osobnik ten udzielił wywiadu Przeglądowi Sportowemu, przedstawiając, ogólnie rzecz ujmując, specyficzną każdemu ignorantowi teorię kibicowania. Otóż ten nie do końca zbilansowany powiada, że „My nie jesteśmy zdeterminowani do tego, że musimy z kimś się utożsamiać tylko dlatego, że urodził się w tym samym kraju co my i mówi tym samym językiem co my. Równie dobrze mogę kibicować komuś dlatego, że jest kobietą albo dlatego, że ma 21 lat, albo dlatego, że podziela nasze poglądy polityczne.” Jednym słowem nie musimy kibicować Idze Świątek dlatego, że jest Polką, gdyż „że przez 99 proc. czasu trwania ludzkości narody to ledwie niewielki jej fragment. Ludzkość to 2,5 — 3 mln lat, my jako homo sapiens, więc jeden z gatunków, żyjemy od około 250 tys. lat.”, a zatem kibicowanie dlatego, że sportowiec przynależy do tego samego narodu co kibicujący jest niepoważne i nie ma wręcz znaczenia z punktu widzenia historii ludzkości. Pan Migalski dywaguje dalej, że jego na twitterze wpis „wzbudził taką reakcję dlatego, że Polacy po pierwsze nie potrafią wyjść z tego paradygmatu narodowego, po drugie uważają, że partycypują w tym sukcesie. Nie przyczynili się do tego, ale odczuwają jakąś dumę tak jak w przypadku Lewandowskiego”… Oczywiście Migalski plecie bzdury twierdząc, że kibic uważa, że partycypuje w sukcesie sportowca – tak nie jest, prawdziwy kibic po prostu cieszy się z tego, że „nasz” zawodnik odniósł zwycięstwo, w takim samym stopniu, jak koneser muzyki klasycznej cieszy się z tego, że wciąż tak popularna jest muzyka Szopena, a miłośnik literatury czerpie radość z tego powodu, że panie Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk dostały Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Zarówno wspomniany koneser jak i też ów miłośnik nie partycypowali przecież w sukcesach Szopena i obu pań działających na polu literatury, natomiast nie można zaprzeczyć temu, że powodem ich dumy jest właśnie fakt polskości dzieł wymienionych twórców.

Ale na tym nie koniec. W opublikowanym przez Onet wywiadzie redaktor zadaje temu ignorantowi pytanie:

- „Ale zaraz, zaraz. Gdy Polska gra z Niemcami to jest panu obojętne, kto wygra?

Jaka będzie odpowiedź? Zaznaczam, że wymienione słowo „Niemcy” zostało, jak sądzą użyte celowo, aby tym dobitniej przysłuchać się odpowiedzi habilitowanego laika.

- „Oczywiście, że tak, lubię dobre widowisko. Natomiast gdybym miał odczuwać dumę z powodu sukcesu Lewandowskiego czy Świątek, równocześnie musiałbym odczuwać wstyd w momencie, gdy jakiegoś naszego sportowca przyłapano na dopingu albo kradzieży. A takiego nie odczuwam. A większość rodaków jakoś nie widzi tej zależności i jest dumna z sukcesów Polaków, ale nie wstydzi się, gdy zachowują się haniebnie„.

Ja nie dziwię się tej odpowiedzi człowieka, który gdyby poszedł po rozum do głowy, nie wypowiadałby się ma tematy, o których nie ma zielonego pojęcia. Nie znam na ten temat poglądów większości Polaków, ale w jakimś i to nie małym stopniu odczuwam dumę z powodu sukcesów sportowych Lewandowskiego i Igi Świątek oraz odczuwam wstyd w momencie gdy „naszego” sportowca przyłapano na dopingu albo na kradzieży. Zresztą to ostatnie dotyczy niekoniecznie sportowców. Temu facetowi bez ambicji jest, jak widać, wszystko jedno, tak jak wszystko jedno mu było startować w wyborach do Europarlamentu z listy PIS-u, abo potem w wyborach parlamentarnych startować z listy Koalicji Obywatelskiej. Moja pogarda dla takich oszołomów nie zna granic.

Nie po raz pierwszy ten kretyn wyłamuje drzwi, pragnąc się koniecznie dostać do zakładu lecznictwa zamkniętego bez klamek. A to że „Kamil Stoch to Mazgaj”, gdy skoczek narciarski zapłakał po nieudanych dla siebie zawodach, a to znów doszedł do wniosku, że „kibice [piłki nożnej] Irlandii to idioci, kibicują nawet wtedy, gdy drużyna przegrywa".

Na pytanie dziennikarza [jest nim, gwoli ścisłości pan Marek Wawrzynowski]:

- „Ale oczywiście sam pan wrzucił ten granat i naraził się na krytykę[chodzi tu o wcześniejszą wypowiedź fiksata], ten odpowiada:

- „Oczywiście, ale ja funkcjonuję 20 lat w życiu publicznym i się tym nie przejmuję”.

I doszliśmy do końca. Nikt z ociężałych umysłowo nie przejmuje się tym, gdy ktoś kogo spotka na swojej drodze, puka się znacząco w czoło. Cały problem polega na tym, że w dawniejszych czasach, kiedy miało się w domu wsiowego głupka, to wiedziała o nim rodzina, może paru sąsiadów i przyjaciół. Dzisiaj w dobie elektronicznych mediów Migalski doprasza się, aby go poznał cały świat.

A ja tam kibicuję Idzie, że świetnie gra w tenisa, jest ambitna i pracowita oraz że jest Polką.


[07.06.2022, Toruń]


02 maja 2022

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (691 – 693) FINAŁ. Z PRZYJEMNOŚCIĄ USUWAM. SZACUNEK DLA STARYCH KOBIET.

 

Mistrz świata 2022 w snookerze 
Ronnie O'Sullivan (z lewej) i jego rywal Judd Trump

691.

Dzień wyjątkowo przyjemny, bo i ciepły, i taki trochę wolniejszy. Nie da się ukryć, że obserwowałem zmagania O’Sullivana z Trumpem. Dzisiaj Trump stanął na wysokości zadania i nieco podgonił mistrza, lecz zbyt dużo punktów stracił poprzedniego dnia, aby wygrać. Finał świetny. Starszy z Anglików zmobilizowany i bardzo wzruszony po zdobyciu siódmego mistrzostwa. Szacunek dla Trumpa, że podniósł się po wczorajszej klęsce. Przyszłość przed nim. Wygrał świetny, ofensywny choć wyważony snooker, jakże różny od nudnego jak flaki z olejem snookera w wykonaniu Selby’ego.

692.

Potwierdzam dobre samopoczucie. Nie zdołała i nie zdoła mi go zepsuć psychopatka o nicku Kloszard, która systematycznie załatwia się u progu kawiarenki i jedyną trudnością jaką to mi sprawia jest fakt, że musiałem moderować komentarze, za co przepraszam gości tego miejsca. Kloszard jak każda osoba niezrównoważona psychicznie, która w hejtowaniu odkryła sposób na życie, wybrała sobie mnie jako ofiarę własnych frustracji i znajduje przyjemność w ubliżaniu mi na każdym kroku, a doskonale wie, że nie zamieszczę żadnego jej śmierdzącego komentarza, gdyż ani myślę zniżać się do jej chamstwa, braku wychowania na poziomie elementarnym i nieuctwa. Śmieję się z tych jej nienawistnych wpisów i z satysfakcją automatycznie usuwam, dając jej do zrozumienia, że nigdy na zabłyśnie w kawiarence z powodów, które wyłuszczyłem powyżej.

693.

Zostawmy to nieszczęście.

Z upodobaniem czytam sztuki i opowiadania Tadeusza Różewicz i myślę sobie jedno z nich zamieścić we fragmentach w kawiarence. Mam na myśli opowiadania „Ta stara cholera” bądź też „Na placówce dyplomatycznej” – jedne z najciekawszych w trzytomowym zbiorze. Podoba mi się narracja, w której autor „Kartoteki” posłużył się stylizacją prezentując mowę dwóch starych kobiet i jednocześnie z obu tekstów wynika jak wielkim szacunkiem traktował Różewicz stare kobiety, matki i babki, z jakim respektem pisał o ich życiu lekceważonym przez młodych – synów, córki, synowe; jak ciężko jest starym kobietom żyć w świecie pozbawionym empatii.


[02.05.2022, Toruń]


ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (689 - 690 ) TROCHĘ PRYWATY. FINAŁ SNOOKERA.

 

689.

Pozwalam sobie na odrobinę prywaty. Dwa pierwsze zdjęcia przedstawiają widok na skraj osiedla z okna mojego pokoju. Za tymi drzewami (listowie koloru młodej, jasnej zieleni znajduje się Biedronka, gdzie bywa najtaniej w te upiorne dni drożyzny. Na jednym ze zdjęć smukła brzoza z gniazdem moich przyjaciółek, srok.







Kolejne dwa zdjęcia to widoczki z okien usytuowanych z drugiej strony bloku, na kierunku mniej więcej południowy zachód w którym pomieszkuję. Osiedle, nie powiem, ładne i ciche. Większość samochodów zaparkowanych jest pod blokami. 





Ostatnie zdjęcie to moja uprawa – na razie są to sadzonki dyni, które zamierzam wyhodować na balkonie. Prócz tego będzie koperek, pietruszka, a może i parę pomidorów i ogórków.




690.

W chwili gdy piszę tego posta trwa mecz finałowy mistrzostw świata w snookerze. Po wczorajszych sesjach niespodziewanie wysoko prowadził Ronnie O’Sullivan 12-5 (gra się do 18 zwycięstw). Jego rywal Trump grał naprawdę słabo w przeciwieństwie do sześciokrotnego mistrza świata. Tramp wygrał pierwszego dzisiejszego frejma i ma szansę na zwycięstwo w drugiej partii. Mimo wszystko wątpliwe, aby odrobił wczorajsze straty, chociaż nigdy nic nie wiadomo. Obaj są moimi ulubieńcami, więc trudno mi obstawiać, kto wygra.


[02.05.2022, Toruń]

20 września 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (530 - 531) ŚLAD. A JEDNAK WŁOSKI HYMN.

 


530.

Zdawać by się mogło, że jeśli chodzi o filmy kinowe i seriale z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, to znam je prawie wszystkie, a jeśli nawet jakiś obraz kompletnie mi sie nie podobał, to przynajmniej pamiętam, z jakiego powodu. Tymczasem z całą pewnością nie oglądałem serialu w reżyserii Zbigniewa Chmielewskiego (nie Tadeusza... tego od "Daleko od szosy" czy "Profesora na drodze") pod tytułem "Ślad na ziemi". Film oparty jest na powieści Albina Siekierskiego, natomiast scenarzystą tego siedmioodcinkowego, pełnometrażowego serialu był świetny Andrzej Szypulski, czyli 1/2 scenarzysty Andrzeja Zbycha, według którego nakręcono "Stawkę większą niż życie" (Andrzej Zbych to Andrzej Szypulski i Zbigniew Safian).

Kiedym puścił pierwszy odcinek tego serialu korzystając z uprzejmości "YouTube", zdało mi się, że jest to zwykły, charakterystyczny dla kina radzieckiego "produkcyjniak", a zatem obraz propagandowy i nieco spłycający rzeczywistość. Tymczasem zwłaszcza z perspektywy lat (jest to film z roku 1978) serial ten ze wszech miar zasługuje na uwagę i nie jest laurką dla czasów zwanych "dekadą Gierka". Owszem, poszczególne odcinki mają pozytywne zakończenie, ale pokazują też polską rzeczywistość tamtych czasów we wszystkich możliwych płaszczyznach, ukazują prozę życia, w której życiorysy postaci negatywnych splecione są z pozytywnymi, ale w zakończeniu zawsze zwycięża człowiek. O czy jest ten serial - przytoczę kilka zdań z internetowej bazy filmowej filmpolski.pl.

"Opowieść o ludziach zatrudnionych na budowie wielkiego zakładu przemysłowego. Przez pryzmat konfliktów, w które są oni uwikłani w życiu prywatnym i zawodowym, film ukazuje obraz przemian, jakie zaszły w świadomości Polaków po roku 1970. Bohaterowie serialu to kierownicy budowy, inżynierowie, technicy, robotnicy wykwalifikowani i niewykwalifikowani; ludzie pochodzący z różnych stron kraju i różnych środowisk, trafiający na budowę niekiedy przypadkowo, poszukujący nie tylko większych zarobków, ale przede wszystkim szansy na nowe życie, czasem zapomnienia o własnych kłopotach. Każdy odcinek ma swojego bohatera. Wspólne dla wszystkich odcinków jest pokazanie, jak praca na wielkiej budowie zmienia ludzi, ich charaktery i postawy, wyzwala twórcze inicjatywy. Wspólne jest również tło serialu: budowa huty - tego "śladu na ziemi", jaki tysiące ludzi razem i każdy z budowniczych z osobna pozostawią po sobie."

Ta nienazwana huta to najokazalsze dzieło epoki gierkowskiej - Huta Katowice. Jestem po obejrzeniu czwartego odcinka. Jak dotąd odnajduję same pozytywy, prócz niskiej jakości kopii. To serial naprawdę o czymś - u mnie pierwszy z podziałów jeśli chodzi o filmy to: filmy o czymś i filmy o niczym. Ten jest właśnie o czymś, a okrasą tych obrazów jest choćby gra aktorska Wirgiliusza Grynia i Krzysztofa Stroińskiego.

Jaki ślad na ziemi pozostawią po sobie twórcy współczesnych seriali?

531.

Ciężko mi pisać, bo jakiś ból głowy, jak sądzę - "odżołądkowy" mi się przytrafił, co wespół z bólem nogi tworzy nie najlepsze samopoczucie, nawet pomimo brązowego medalu siatkarzy. Fakt, że liczyliśmy na więcej, ale wskażmy jakąś dyscyplinę zespołową, która dała nam w ostatniej dekadzie tyle powodów do satysfakcji. Mamy naprawdę świetnych siatkarzy i trenera, który oczywiście wiele dobrego zrobił, lecz w ostatnim okresie czasu za bardzo zawodnikom nie pomógł i przykre jest to, że na zakończonych właśnie mistrzostwach zapamiętany będzie raczej jako wybitny, kłótliwy krzykacz podczas gry, aniżeli ten, kto potrafi szybko zareagować w sytuacji, gdy komuś z naszych gra w danym momencie "nie idzie".

Natomiast zwycięstwo w mistrzostwach Włochów jest dla mnie sensacyjne. Dzięki niemu siatkówka mężczyzn i kobiet dołączyła do piłki nożnej i mogliśmy niemal nauczyć sie na pamięć hymnu włoskiego.


[20.09.2021, Toruń]

17 września 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (528 - 529) MĄDRE PSIE GŁOWY. KIBICOWANIE.

 




528.

Posiadacze czworonożnych przyjaciół wiedzą najlepiej, ileż śmieszności codziennych wiązać się może z tym, co wyprawiają ich pociechy. Nie inaczej jest u mnie. Zastanawiam się bowiem nad tym, skąd u moich suczek znajomość słów kierowanych niekoniecznie do nich bezpośrednio. Adelka (choruje mi ostatnio) w sposób automatycznie wycofujący się reaguje na słowa "lekarstwo / lekarstewko". Wypowiadając te słowa należy liczyć się z tym, że "piesełka" schowa się w najdalszy kąt mieszkania, aby nie doświadczyć smaku zaordynowanego leku. Mało tego, spróbuj sięgnąć do szuflady po dwie łyżeczki potrzedbne do tego, aby rozkruszyć nimi pastylkę. Efekt wycofania natychmiastowy. Zupełnie inny będzie po wypowiedzeniu słów: "marchewka", "kapusta" czy "jeść".

W przypadku Adelki zawsze podziwiałem jej zdolności do kradzieży. Daje się na ten przykład po smaczku Maszy i Adelce; obie najpierw powąchają i poliżą smakołyk, Masza po pewnym czasie odpuści, zajmie się spaniem lub czymkolwiek innym; Adelka natomiast bardzo uważnie i cierpliwie zwracać będzie uwagę, co też się dzieje z przysmakiem Maszy, i kiedy zauważy, że ta nie wykazuje nadmiernego zainteresowania swoim przysmakiem, dopuszcza się na oczach świata w bialy dzień zuchwałej kradzieży.

Bywa czasami, że na twarze ludzkich domowników wkrada się smuteczek, jakiś problem, także zdarzają się łzy. Jak reagują na taki stan nasze czworonożne przyjaciółki? Najpierw utkwią w smutasie swój wzrok, przytulą się, albo - co zdarza się bardzo często - usilnie poszukują: Masza - piłeczki, Adelka jakiejś zabawki, aby następnie podsunąć te zabawowe przedmioty pod sam nos smucącego się, oczekując rzecz jasna tego, aby nimi rzucono, a one natychmiast je zaaportują. Innymi słowy, nasze psiaczki uważają, że największą przyjemność zrobią narzucając nam zabawę... coś w tym jest.

529.

A teraz trochę o sporcie. Napisałem już kiedyś, że nie jestem takim fanatykiem sportu jak dawniej. Z pewnością nie jestem takim fanatykiem jak mój kolega z podstawówki - Marek, który po przeskrobaniu czegoś dostał od wychowawczyni karę pozostania "w kozie" po lekcjach (oj, były takie kary). Problem powstawał wtedy, gdy to "zostanie po lekcjach" miało miejsce w środę, kiedy to odbywały się pucharowe rozgrywki w piłce nożnej, które puszczano w telewizji. Rzeczony Marek na kolanach i po rękach panią wychowawczynię całując, prosił, aby ta zgodziła się na przełożenia kary na dzień następny... skutkowało.

Wracając jednak do tematu - będąc sympatykiem uprawiania sportu jako takiego, nie rozciągam swoich zainteresowań na wszystkie dziedziny sportu. Moimi ulubionymi są: siatkówka, snooker, kolarstwo (głównie jednak z uwagi na możliwość oglądania krajobrazów), czasami niektóre konkurencje lekkoatletyczne (raczej mistrzostwa, nie mitingi, na których w takich biegach często dla osiągnięcia lepszego wyniku wypuszczani są "zające", którzy nadają na pierwszych okrążeniach wysokie tempo, a potem schodzą z bieżni - to dla mnie nie sport), piłka nożna mniej, bo zdarza mi się nawet zasypiać podczas oglądania. Z dyscyplin zimowych preferuję biegi narciarskie i biathlon. Siatkówkę i snookera mogę natomiast oglądać godzinami.

Akurat odbywają się Mistrzostwa Europy Mężczyzn w siatkówce i nasza drużyna po słabym występie na olimpiadzie doszła już do półfinału, a rozegrała dotąd całkiem dobre mecze. Skupię się tym razem nie na szansach naszych siatkarzy na medal, lecz na kibicowaniu. Dawniejszymi czasy zawsze kibicowałem "naszym". Ostatnimi czasy, nie zastanawiając się dogłębnie nad tym, przestałem być takim zaciekłym sportowym szowinistą, który całe dobro w sportowej rywalizacji przypisuje naszej, polskiej drużynie, czy to narodowej, czy też klubowi z siedziba w Polsce. Kibicuję zatem właściwie wszystkim zespołom, jeśli tylko toczą grę fair play. To już nie te czasy, gdy za żadne czasy nie można było opowiadać się po stronie Niemiec czy byłego ZSRR. Sport ma łączyć, nie dzielić i nie powinniśmy patrzeć nań z punktu widzenia sympatii politycznych.

A jednak zdarza mi się mieć swoje sympatie (o tym, że kibicuję Polakom, to jasne i dowodzić - dlaczego? chyba nie muszę), ale chodzi mi o sympatie względem innych nacji. Pozostając przy siatkówce, tak męskiej jak i żeńskiej, zawsze kibicuję Rosji, Serbii, Białorusi i Czechom (tym ostatnim kibicuję zawsze i w każdej dyscyplinie, i do końca nie wiem dlaczego). Gorzej kiedy sportowcy państw, którym kibicuję, spotykają się z sobą oko w oko? Po czyjej stanąć wtedy stronie? Chyba jednak po stronie teoretycznie słabszego lub przynajmniej tego, który wykazuje się lepszą grą? Takie przypadki mają tę zaletę, że wygrywa zawsze zespół, za którym trzymałem kciuki.

Myślę, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy sport obrósł złą sławą komercji, gdzie liczy się widowisko i kasa, przynajmniej kibicowanie powinno, choć tak nie jest, doceniać nie przynależność narodową czy klubową, ale trud, wysiłek i ambicję ludzi zajmujących się sportem.


[17.09.2021, Toruń]

10 sierpnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (487 - 489) ZMARŁ ZGODNIE Z PROCEDURĄ. DO POMYŚLENIA W POLSCE. SPORTOWE ECHA.

 



487.

    Czy nie nazbyt retorycznie zabrzmi moje pytanie: czy poznamy prawdę o zdarzeniu w Lubinie, w którym zginął 34-letni mężczyzna? Podejrzewam, że tak jak to zwykle bywa w kontaktach policja - obywatele, mężczyzna zginął z powodu profesjonalnego i zgodnego z procedurami zatrzymania go przez policjantów, a ci, nie dość, że zostaną ukarani, lecz i medale dostaną. Chciałoby się napisać, że policji nie wierzę jak psom, przed czym powstrzymuje mnie posiadanie przesympatycznych suczek.

    To co się dzieje w naszej kochanej policji-milicji woła w ostatnich latach o pomstę do nieba. Nie dość, że policjantów wykorzystuje się do udziału w uroczystościach kościelnych, pilnowania prezesa wszystkich prawdziwych polaków oraz rozpędzania przy pomocy pałek i gazu protestujących kobiet, to gdy chodzi o znalezienie mordercy dwóch osób, policja jest bezradna. Nikt mnie nie przekona, że aby zatrzymać awanturującego się mężczyznę, trzeba go zabić. Skrajny brak profesjonalizmu albo cynizm polegający na tym, że przestępcy w mundurach zawsze mogą liczyć na ochronę swych zwierzchników. Jedno i drugie to podłość nad podłościami. Już słyszę te tłumaczenia, że w Lubinie mężczyzna popełnił samobójstwo albo ukatrupili go medycy z karetki. Zaprawdę strach wychodzić dzisiaj na ulicę. Spróbuj tylko nieść na ramieniu torbę o barwach tęczy lub pokaż się z uniesionym ponad głową kartonem z namalowanymi na nim ośmioma gwiazdkami, a wywiozą cię w nieznane miejsce, postawią przed sądem, który, póki co, jest z znacznym stopniu niezależny i uniewinni oskarżonego przez policję.

488.

    Czy jest do pomyślenia, aby urzędnik państwowy, druga osoba w państwie jeśli chodzi o władzę ustawodawczą miał się wyrazić o parlamentarzystach innego, bardzo zaprzyjaźnionego państwa, że ci napisali do niego jakiś list, bo naczytali się głupot? A owszem, jest to do pomyślenia... w Polsce, a tym urzędnikiem jest pan wicemarszałek Sejmu terlecki znany z szeregu chamskich wystąpień w rodzaju: "puknij się w głowę" albo skandalicznych odzywek do jednej z posłanek opozycji.

    Ale u nas wiele spraw jest do pomyślenia. W scenariuszu walki ze stacją TVN pojawił się ostatnio pan prezes wszystkich prawdziwych polaków, który zasugerował, że nieprzyjęcie ustawy przeciwko istnieniu na polskim rynku medialnym koncerny Discovery i reprezentującej go stacji TVN i uwzględnienie poprawki zgłoszonej przez "Porozumienie Gowina" oznacza ni mniej, ni więcej, że "pomysł z możliwością kupna przez kraj z OECD jest śmieszny, bo ryzyko z tym związane, w tym z praniem brudnych pieniędzy, wejściem do polskich mediów narkobiznesu, byłoby ogromne". Innymi słowy istnienie TVN to dla prezesa szeroko otwarta furtka dla narkobiznesu i prania brudnych pieniędzy. Ciekawe co na to szefowie Discovery? Czy zgadzają się z tą schizofreniczną wizją prezesa, który właśnie odkrył kolejnego wroga? Tu naprawdę nie ma się z czego śmiać.

489.

Kilka sportowych odniesień.

  • Głośną stała się sprawa francuskiego maratończyka, który w punkcie, gdzie biegacze odbierali butelki z wodą, świadomie pozrzucał ze stolika wszystkie z wyjątkiem ostatniej, którą zabrał dla siebie. Pytany o powód tego, co zrobił, odparł że nie zrobił tego naumyślnie, tylko butelki z wodą (oprócz tej jednej, którą udało mu sie pochwycić) były śliskie. Morhadowi Amdouniemu zawrotną karierą polityczną - politycy też opowiadają banialuki.

  • Po wywiadzie jaki Przegląd Sportowy przeprowadził trenerem polskich siatkarzy Heynenem stwierdzam, że czym prędzej Belg powinien być zwolniony z funkcji trenera reprezentacji Polski, bo tak się zafiksował w swojej trenerskiej pracy, że kompletnie nie rozumie stawianych mu zarzutów i nie będzie potrafił wyciągnąć odpowiednich wniosków.

  • Wielki szacunek dla Marii Andrejczyk, naszej srebrnej medalistce w rzucie oszczepem z Tokio... że udało się jej zwyciężyć ze straszliwą chorobą oraz z tego powodu, że zamierza zlicytować swój olimpijski medal na cele charytatywne.

  • Messi odchodzi z Barcelony. Nie lubię zawodowej piłki nożnej - pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze, choć doceniam tego gracza.



[10.08.2021, Toruń]

08 sierpnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (485 - 486) KOŃCZYMY OLIMPIADĘ. MARZENIA A RZECZYWISTOŚĆ.

 



85.

    Akurat kiedy zaczynam pisać ten tekst kończy się olimpijski maraton i jest już pewne, że złoty medal wywalczy Kenijczyk Kipchoge... o właśnie minął metę w tym momencie.. drugi jest Holender, trzeci Belg, wszyscy medaliści o nieeuropejskich korzeniach, no cóż, my z kolei mieliśmy swego Tomalę na 50 km w chodzie. Nawiasem mówiąc rzadko mi się zdarza umiejscawiać podczas pisania postu adekwatny moment czasu - po latach, jeśli takie nastąpią, będę mógł precyzyjnie określić godzinę i nawet minutę, kiedy to startuję z pisaniem postu.

    Wątek biograficzny jako przerywnik... Onegdaj biegałem sobie długie dystanse - tak coś ponad 10 km, nie więcej - oczywiście dla przyjemności podczas wakacji najczęściej - i pamiętam, że po ukończeniu biegu najbardziej bolały mnie... ramiona.

Igrzyska kończą się i chociaż nie jestem już takim zawziętym kibicem jak dawniej, to dzięki Eurosportowi, który na ośmiu kanałach transmitował olimpiadę w Tokio, obserwowałem zmagania sportowe, tj. siatkówkę mężczyzn i kobiet, teekwondo, kolarstwo szosowe i bardzo wybiórczo lekkoatletykę. Na pozostałe dyscypliny nie starczyło mi czasu i chęci. Oczywiście moje preferencje dotyczyły naszych siatkarzy, których występ pomimo tego, że nie zdołali zdobyć medalu, oceniam pozytywnie. Niestety trener belgijski im w tym nie pomógł. Mam pewną satysfakcję z oceny jaką wystawiłem Heynenowi, gdyż pokrywają się one z krytyką wypowiedzianą przez nieaktywnych obecnie, wybitnych polskich siatkarzy, np. dawnego mistrza olimpijskiego Mirosława Rybaczewskiego. Łukasza Kadziewicza czy Pawła Zagumnego. Nie będę już do tego wracał. Oprócz kibicowania naszym siatkarzom, trzymałem kciuki za Rosjan i Argentyńczyków, zaś w przypadku drużyn kobiecych - Serbkom. Każda z nich odniosła sukces, chociaż żadna z nich nie zdobyła złotego medalu. Obserwuję u siebie ciekawy fakt, że potrafię kibicować zawodnikom różnych nacji; nie umiem z kolei stać po stronie sportowców, którzy z różnych względów postępują / zachowują się niegodnie lub z jakiś innych względów nie dają sie lubić. Trudno mi bowiem wspierać drużynę brazylijskich siatkarek, wśród których była jedna (kto wie, czy nie więcej) zażywała niedozwolone środki dopingowe. Może jestem małostkowy, ale ilekroć spojrzałem na "glamiącą" gumę do żucia siatkarkę amerykańską, moja sympatia dla całej drużyny pryskała jak nadmiernie nadmuchany balon gumy do żucia.

     Generalnie oceniam pozytywnie organizację Igrzysk przez Japończyków, zwłaszcza gdy chodzi o punktualność rozpoczynania danych konkurencji; minusem była zerowa widownia, co jednak nie jest już winą organizatorów; bywały też błędy sędziów w boksie i skandaliczne potraktowanie Saudyjskiego, któremu odebrano złoty medal w karate. Polska reprezentacja spisała się dobrze, przy czym ta pozytywna ocena dotyczy przede wszystkim lekkiej atletyki - bez niej, niestety wypadamy jako nacja słabiutko.

486.

    Ciekawy jestem, jak przedstawia się stosunek między naszymi marzeniami, w praktyce zwanymi planami do tego, do czego doszliśmy w życiu. Czy udało nam się zrealizować marzenia? Jeżeli nie, to co stało na przeszkodzie, że nie zdołaliśmy ich zrealizować? Jeśli generalnie udało nam sie urzeczywistnić swoje marzenia, to czy przypadkiem nie jesteśmy lekko rozczarowani, bo rzeczywistość pomimo tego, że wpisała się w nasze zamiary, nie przedstawia się tak idyllicznie. I jeszcze jedno: czy może, tak jak to miało miejsce w moim przypadku, mieliśmy pozytywne alternatywy do wyboru; dokonaliśmy tego wyboru i czy jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani?

    Oczywiście rozumiem, że wszelkie "gdybanie" dzisiaj, po latach, nie ma być może większego sensu, bo powrót do przeszłości nie jest przecież możliwy, ale w celach poznawczych, dla poznawania siebie i motywów, jakimi kierowaliśmy się przy podejmowaniu decyzji - dlaczego nie... warto jest spróbować odpowiedzieć na te postawione powyżej pytania.


[08.08.2021, Toruń]

03 sierpnia 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (480 - 481) NA BALKONIE. DO TYŁU W ĆWIERĆFINALE.

 

480.

Ciotecznego brata szwagra znajomy, na pierwszym piętrze mieszka w familoku, przez okno wygląda i z podwórka widać, że cierpi. Mieszka sam, lecz wokół sąsiadów ma starych i młodych, a kiedy wda się w jakąś sprzeczkę z jednym, z jedną, to zaraz drugi czy druga nasiada na niego, taka nasiadówka; krzyczą na niego, wymyślają, to bierze klucz, ściąga go z kołka i zmyka się na dwa spusty w kuchni, otwiera okno i czy to dzień, czy noc patrzy na świat podwórza, odkłania się przechodnią wielką swoja nieśmiałością, a ja na balkonie, choć zimno, więc na się założyłem dresową kurtkę i piszę przy okrągłym stole, a w uszach mam słuchawki i słucham Sade Adu, w tej chwili "The Sweetest Taboo", potem "No Ordinary Love", Sade - tej najelegantszej piosenkarki świata.

481.

Pan prezydent przyjechał - siatkarze przegrali, her oszust europoseł i działacz czarnecki się zjawił (ciekawe za jakie pieniądze przyjechał) - siatkarze "wtopili" ponownie.

Żarty żartami, ale wkurzam się na siebie, bo przewidziałem wynik meczu z Francją, jakoś tak. Nie, nie jestem jasnowidzem - ja tylko skojarzyłem pewne fakty, które, skłoniły mnie do podejrzeń, że olimpiada dla siatkarzy może się skończyć w taki sposób. Niestety winą za tę porażkę obciążam trenera Vital Heynena.

Nie wiem, czym kierował się belgijski trener zabierając do Tokio Kubiaka. Przykro to mówić, ale Kubiak tak jak był bez formy w Lidze Narodów, tak bezbarwny był podczas Igrzysk. Michał Kubiak bardzo wiele zrobił dla polskiej siatkówki w przeszłości, ale kto jak kto, ale trener reprezentacji przy wyborze kadry powinien kierować się aktualną formą każdego siatkarza. Kolejna sprawa - kiedy popatrzyło się w meczu z Francją na twarz Fabiana Drzyzgi, naszego rozgrywającego, dominował żal i współczucie, że nasz pierwszy rozgrywający zmuszony był do grania w każdym meczu. Łomacz naprawdę nie jest dużo gorszy. I nie chodzi mi o to, że Heynen nie zdecydował się na niego akurat w meczu z Francją - uważam, że od czasu do czasu należy odciążyć niektórych zawodników, nawet tych, którzy grają dobrze. Zresztą ceną Heynena było to, że rzadko prawidłowo reagował na gorszą grę poszczególnych zawodników, dokonywał zmian za późno i wskutek tego nie pozwalał zmiennikom na rozegranie się. Pytam się, po cóż podczas Ligi Narodów Heynen grał wszystkimi zawodnikami, gdy na Olimpiadzie praktycznie grał tylko szóstką i Zatorskim. Przykro mi o tym pisać, ale obserwując wiele spotkań siatkarskich (w tym dzisiejszego z Francją) trenerzy starają się we właściwym momencie reagować na okresowe niepowodzenia swoich zawodników poprzez zmianę rozgrywającego lub poszczególnych graczy (dotyczy to także siatkówki kobiecej), i to nie tylko w sytuacji znacznej przewagi, gdy sądzi się, że zmiennicy "dowiozą" zwycięstwo. Heynen zafiksował się na skład jaki wybrał, a wprowadzanie Śliwki, Semeniuka czy Nowakowskiego nie mogło się w meczu z Francją powieść, bo siatkarze ci grali w przekroju całego turnieju tak mało, że wymaganie od nich gry na sto procent w kluczowych momentach spotkania, gdy się drużynie nie wiedzie, nie mogło się udać. Myślę, że im szybciej zastąpi się Heynena, tym lepiej dla polskiej siatkówki. Zaczynam dochodzić do wniosku, że jednak wbrew temu stanowisku, do którego byłem przywiązany, częstsza rotacja trenerów reprezentacyjnych powinna mieć miejsce - Heynen, który rzeczywiście zrobił wiele dla polskiej siatkówki, już więcej naszych siatkarzy nie nauczy.


(03.08.2021, Toruń)

13 lipca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (464 - 466) PODSUMOWANIE EURO. HYMN. PORAŻAJĄCA INTELIGENCJA.

 

464.

    Zdobywając się na podsumowanie zakończonych właśnie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, pogrupuję swoje refleksje:

- poziom sportowy wysoki, chyba tylko dwa wyniki 0-0, spotkania emocjonujące;

- na tle drużyn, które zdołały zakwalifikować się z grup do fazy pucharowej, polska drużyna wypadła miernie (1 punkt na 9 możliwych do zdobycia). Nie znęcając się już nad Bońkiem, Sousą i niektórymi piłkarzami, powiem, że nasza drużyna nie zasłużyła na awans, a jej wynik na zakończonych mistrzostwach odzwierciedla poziom piłki nożnej w naszym kraju;

- bardzo słabe sędziowanie;

- fatalny pomysł z wyznaczeniem tylu gospodarzy turnieju, co preferowało drużyny, które były gospodarzami; idiotyczny pomysł na rozgrywanie spotkań w Baku (Azerbejdżan);

- zaskoczeniem na plus była dla mnie postawa Danii i Węgier, na minus - Niemcy;

- przed mistrzostwami stawiałem na Belgię, a po pierwszej turze spotkań także na Włochów. Obie drużyny spotkały się w fazie grupowej, więc odbierając ten mecz jako przedwczesny finał, postawiłem na Włochów... i oni właśnie wygrali cały turniej;

- według mnie najlepszym zawodnikiem mistrzostw był Włoch Frederico Chiesa;

- najbardziej udawał faule na mistrzostwach Sterling - Anglia.

zasłużone radosne powitanie mistrzów Europy

465.

    Niewątpliwie kibice patrzący na finał mistrzostw, ale też na wcześniejsze mecze Włochów zauważyli, że piłkarze Manciniego nie mają sobie równych w śpiewaniu hymnu, choć może inne zdanie na ten temat mają pani Górniak i pan Kaczyński.

drużyna włoska śpiewająca hymn

    W niedzielę Włochom nie przeszkodziło to, że w trakcie grania filmu na Wembley, angielscy fani gwizdali, co stało się już tradycją, podobnie zresztą jak przedmeczowe opinie tabloidów na temat jakości gry drużyn spotykających się z Anglią. Oczywiście nie mam wątpliwości, że ci głośno gwiżdżący to margines, jaki uczestniczy w roli kiboli na meczach piłkarskich, bo nie przeciętny Anglik nie jest taki. Nie mniej jednak, przynajmniej u mnie, sam ten fakt poniżania przeciwnika w postaci nieuszanowania jego hymnu dotarł pewnie do Najwyższego, który wiedział co z tą materią zrobić.

    W tym miejscu chciałbym przedstawić fragment swoich wspomnień, które wiążą się z Włochami i hymnem. Otóż przed kilkunastu laty gościliśmy grupę młodzieży spod Neapolu (więcej na ten temat w oddzielnym poście). Między innymi pojechaliśmy z naszymi gośćmi do Warszawy, aby pokazać im stolicę. Tak więc znaleźliśmy się również na Placu Zamkowym pod Kolumną Zygmunta III Wazy, gdzie urządziliśmy sobie odpoczynek obu grup - naszej i włoskiej. Był to czas na wypicie kawy w pobliskich restauracjach, czy dokładniej - ogródkach restauracyjnych, posilenie się jakimś prędkim jedzonkiem, robienie zdjęć, a także rozmowy pomiędzy sobą łamaną angielszczyzną. I w pewnym momencie rozmowy zeszły na tematy sportowe, konkretnie na piłkę nożną, poszczególne kluby i... reprezentację. Jakież było nasze - Polaków zdziwienie, gdy w pewnej chwili męska część włoskiego towarzystwa wstała i w postawie niemal na baczność zaczęła śpiewać hymn włoski. A że śpiew ten był dostatecznie głośny, to pomimo tego, że na Placu Zamkowym, jak zwykle bywa w pogodny letni dzień, turystów i miejscowych było od zatrzęsienia i panował spory gwar, śpiewający swój narodowy hymn Włosi przykuli uwagę spacerowiczów. Mało tego, wkrótce okazało się, że wokół Kolumny znajdują się inni Włosi, niezwiązani z naszą grupą, i ci także zaczęli intonować znaną wszystkim melodię.

Pochwaliłem wtedy i pochwalam dzisiaj tę włoską spontaniczność, beztroskę z jednej strony, ale i szacunek dla patriotycznej melodii łączącej wszystkich Włochów.


to było w tym miejscu, już po zakończeniu śpiewania hymnu

466.

Ale nie samym sportem i hymnami człowiek żyje. Pora zejść na ziemię i przez chwilę stać się widzem tragifarsy.

- "Dr Paweł Skrzydlewski, doradca ministra edukacji i nauki opowiedział na łamach <Naszego Dziennika> o celach resortu oraz o tym, jak powinno wyglądać wychowanie do życia w rodzinie. Jego zdaniem należy rozwijać cnoty, a żeby tego dokonać, „trzeba mieć zdrową rodzinę, opartą na monogamicznym nierozerwalnym związku mężczyzny i kobiety>. Kluczowe ma być <właściwe wychowanie kobiet”, czyli <ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich>."

Szczególnie podoba mi się sformułowanie "ugruntowanie dziewcząt do cnót niewieścich". Śmieszy to, że jeno dziewczęta będą "ugruntowywane". Czy kogoś, kto wypowiada idiotyczne poglądy można nazwać idiotą?

- "Gender może doprowadzić do związku człowieka z małpą" - pani Pawłowicz, sędzina, która radośnie a niegramatycznie udziela się na portalach społecznościowych. W dawniejszych czasach o tej wypowiedzi, jak i też o szeregu innych o wiele bardziej bulwersujących powiedzielibyśmy, że nie kolidują z funkcją, jaką pełni wypowiadająca podobne brednie osoba. Dzisiaj jest to pisowska norma.

- "Trener miał do wyboru bardziej doświadczonych i lepszych piłkarzy. Dlaczego wybrał akurat tych trzech? Podejrzewam, że zadecydował o tym parytet rasowy" - napisał na facebooku dr hab. Mirosław Szumiło, pracownika IPN i ekspert MEN od podręczników.

Dodałbym do tego, że pan habilitowany doktor oszczędnie dysponuje inteligencją własną, przy założeniu, że takową posiada.


[13.07.2021, Toruń]












11 lipca 2021

ZAPISKI Z CZASÓW DYKTATURY (461 - 463) O SPORCIE INACZEJ. ZE STRACHU. SZCZUJNIA.

 



461.

Nagromadziło się mnóstwo różnych ciekawych wydarzeń w lipcu. Akurat dzisiaj kończy sie piłkarskie Euro (w Copa America mistrzem została Argentyna po zwycięstwie 1-0 z Brazylią), kolejny etap Tour de France i jeszcze parę innych wydarzeń i zachowań, o czym w innym punkcie.

Oczywiście postaram się obejrzeć finał Anglia - Włochy, ale niejako z obowiązku, trochę z przywiązania do "tradycji", bo piłka nożna nie jest dziedziną życia fascynującą mnie, głównie z powodu przerostu komercyjnej formy nad sportowej rywalizacji treścią. Gdzieś przeczytałem, aha na portalu NOiZZ: "okazuje się, że Leo Messi zarabiał w niecały tydzień równowartość pensji, na którą szeregowy pracownik sieci KFC musiałby pracować 165 lat". Nie wiem, czy to prawda, sam nie obliczałem, ale raczej w to wierzę. I to mi się we współczesnym sporcie nie podoba.

Kiedyś mówiono tak: piłkarze (inni sportowcy również) muszą dużo zarabiać, bo ich sportowa kariera nie trwa wiecznie, a przy okazji ta kariera niszczy ich organizm. Trochę niemądry ten pogląd, bo znaczyłoby to, że człowiek, który, dajmy na to, kopie piłkę, po czterdziestce do niczego się fizycznie i psychicznie nie nadaje.

Dysproporcja w zarobkach pomiędzy "normalnymi" a "anormalnymi" ludźmi przekroczyła wszelkie skale przyzwoitości. Ludzie na ogół są tego świadomi, ale w sumie sami napychają portfele najbogatszym, cokolwiek zdolniejszym od siebie i tego w świecie komercji i konsumpcji się nie zmieni, choćby nie wiem co. Trzeba by chyba mózgi ludzkie wywinąć na drugą stronę. I jeszcze jedno - ta nadnaturalna dysproporcja nie występuje li tylko w sporcie, żeby było jasne.

Znacznie milej oglądam Tour de France. I powtórzę w tym miejscu jeszcze raz: względy sportowe występują na drugim miejscu, nie kibicuję poszczególnym kolarzom, choć podziwiam tych, którzy samotnie lub w nielicznej grupie walczą o zwycięstwo etapowe. W żadnym wypadku nie kibicuję kolarzom podającym bidony liderom danej grupy, tym, którzy mając wyznaczone przez dyrektorów teamów zadanie służyć pomocą wybranym kolarzom, nie są w stanie wyjść poza zakres swoich obowiązków. Ja oczywiście mam świadomość tego, że tak było i jest w kolarstwie, ale tego nie akceptuję. Nie akceptuję tego, co robią dwaj jedyni polscy kolarze w tegorocznym Tour de France. Obaj "robią tempo" dla lidera swojej grupy, na piętnaście kilometrów przed metą odpuszczają i zostają o półgodziny za peletonem. Żeby chociaż raz (na 21 etapów) dano im zaryzykować, pojechać jakiś etap dla siebie, to rozumiem, bo zdarzają się kolarze, którzy pomimo ponad godzinowych strat, pomimo jazdy pod lidera, potrafią zaskoczyć, zaatakować na trasie któregoś z etapów i spróbować wygrać. Naszych kolarskich mistrzów na to nie stać.

Dlatego Tour de France traktuję jako wycieczkę turystyczno-krajoznawczą i wspomnienie, boć przecież akurat trasy francuskie znam zdecydowanie lepiej od polskich. Na przykład znaczną część dzisiejszej trasy (wyjątkiem była sama Andora) pokonałem towarowym busem, tyle że w przeciwnym kierunku - spod Andory, konkretnie spod Font-Romeu aż do Beziers.

Jeśli chodzi o wczorajszy etap, to najbardziej poruszyła mnie wiadomość, że Guillaume Martin, francuski kolarz grupy Cofidis, który zabrał się z ucieczką jest przy okazji magistrem filozofii. Ciekawe.

462.

Ktoś mi kiedyś na fejsbuku zarzucił, że moim prywatnym zapiskom ośmieliłem nadać wspólny tytuł "Zapiski z czasów dyktatury", bo jakże to, żyjemy w kraju demokratycznym. Czyżby? Jeżeli jedno ugrupowanie polityczne posiada w swoich rękach praktycznie władzę ustawodawczą, wykonawczą i dąży do całkowitego podporządkowania sobie władzy sądowniczej i mediów, to czy możemy mówić o państwie demokratycznym? Owszem, może się tak zdarzyć w demokratycznym państwie, że z woli wyborców jakieś ugrupowanie będzie miało zdecydowaną przewagę nad innymi, ale nawet mając taką przewagę w parlamencie, w rządzie - co normalne, mając tak jak w naszym kraju prezydenta, to mimo wszystko demokratyczni przywódcy szanują mniejszości bez względu jakie mamy na myśli, szanują sądownictwo i poddają się ocenie niezależnych mediów.

O sądownictwie, jego deformie pisać już nie będę, natomiast o mediach, a jakże, bo akurat rok 2021 jest rokiem walki pisu z niezależnymi mediami, a może ściślej - z mediami, które nie są jeszcze pisowi podporządkowane, więc należy je sobie podporządkować.

A pisał przecież Ignacy w VI pieśni "Monachomachii":

"Jak umysł prawy zdrożności unika.

Cnota, nie odzież czyni zakonnika.

Czytaj i pozwól, niech czytają twoi,

Niech się z nich każdy niewinnie rozśmieje.

Żaden nagany sobie nie przyswoi,

Nicht się nie zgorszy, mam pewną nadzieję.

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi,

Niechaj występek jęczy i boleje.

Winien odwołać, kto zmyśla zuchwale:

Przeczytaj - osądź. Nie pochwalisz - spalę."

Tę anty-TVN-owską ustawę pis przyniósł nocą ze strachu, z obawy przed prawdą, przed tym, że społeczeństwo mogłoby się dowiedzieć o przekrętach rządzących. Wierzę, że to się nie uda, i to niestety z tego powodu, że właścicielem TVN jest kapitał amerykański, więc lepiej z tym sojusznikiem nie zadzierać. Ci z nas, którzy pamiętają czasy PRL-u, wiedzą, że brak konkurencyjnych poglądów na rynku mediów był jednym z największych grzechów tamtych czasów. Trzeba jednak przypomnieć, że nawet w okresie PRL-u z biegiem lat pomimo cenzury, zwłaszcza po roku 1980 nasilała się tendencja do poszerzania zakresu swobody w wyrażaniu poglądów politycznych, gospodarczych i kulturowych. W chwili obecnej ta tendencja ma zwrot przeciwny i Bóg jeden wie, czym może to się skończyć, gdyby pis wygrał kolejne wybory.

I nie chodzi mi o to, aby gloryfikować TVN i sposób w jaki np. TVN 24 przedstawia rzeczywistość - ten szatański projekt ustawy to raczej uświadomienie sobie zagrożenia dla możliwości wyboru narracji przez widza, który powinien mieć prawo skonfrontowania dwu, trzech czy więcej komentarzy dotyczących spraw politycznych, gospodarczych i kulturowych.

463.

A to, że ta słuszna, posłuszna pisowi telewizja zwana dawniej publiczną jest skrajnie nieobiektywna, dostrzegam i ja, ilekroć przypadkiem... powtarzam - przypadkiem pilot zatrzyma się na kanale pisowskiej szczujni na 30 sekund, nie dłużej. Ja dłużej niż trzydzieści sekund nie jestem w stanie wytrzymać tego natłoku chamstwa, agresji, nienawiści względem ludzi, którzy maja inny pogląd niż wyznawcy prezesa. Dzisiaj akurat cała nienawiść, która zawsze jest związana z panicznym strachem, cała ta nienawiść skierowana jest przeciwko Donaldowi Tuskowi. Z mojego punktu widzenia interesujące jest to, że jeśli nawet nie jestem zwolennikiem twórcy Platformy Obywatelskiej, to w kontekście zmasowanych bombowych nalotów, jakich codziennie dokonuje pisowska telewizja na Tuska, staję po jego stronie. Niestety, tak jak to miało miejsce w przypadku prezydenta Gdańska Adamowicza, tak i teraz obawiam się, że ta wściekła fala tsunami nienawiści, może doprowadzić do kolejnego nieszczęścia, a najbardziej cyniczny z cyników, prezes pisowskiej telewizji skwituje i tym razem swoją rolę w tamtym morderstwie ironicznym śmiechem.

Zaprawdę pistelewizji nie da się już odbudować. Nie rozumiem, doprawdy nie rozumiem, dlaczego do programów informacyjno-publicystycznych pisowskiej telewizji zachodzą przedstawiciele partii opozycyjnych. Traktowani jak kwiatek do kożucha, spychani są na manowce polityki uprawianej przez pis i jego przyjaciół. Miejsce polityków opozycyjnych jest w parlamencie, nie zaś w sieczkarni chamstwa, kłamstwa, pychy, hipokryzji i obłudy. Dosyć uwiarygodniania swoją obecnością polityki nienawiści. Naprawdę nie rozumiem jak można nie zauważać tego, że w tym siedlisku politycznej rozpusty traktowanym jest się jak posłusznie wykonująca polecenia małpa w cyrku. Zachodzić do pistelewizji to godzić się na traktowanie jako pożytecznego idiotę.


[11.07.2021, Toruń]