461.
Nagromadziło się
mnóstwo różnych ciekawych wydarzeń w lipcu. Akurat dzisiaj kończy
sie piłkarskie Euro (w Copa America mistrzem została Argentyna po
zwycięstwie 1-0 z Brazylią), kolejny etap Tour de France i jeszcze
parę innych wydarzeń i zachowań, o czym w innym punkcie.
Oczywiście postaram
się obejrzeć finał Anglia - Włochy, ale niejako z obowiązku,
trochę z przywiązania do "tradycji", bo piłka nożna nie
jest dziedziną życia fascynującą mnie, głównie z powodu
przerostu komercyjnej formy nad sportowej rywalizacji treścią.
Gdzieś przeczytałem, aha na portalu NOiZZ: "okazuje
się, że Leo Messi zarabiał w niecały tydzień równowartość
pensji, na którą szeregowy pracownik sieci KFC musiałby pracować
165 lat".
Nie wiem, czy to prawda, sam nie obliczałem, ale raczej w to wierzę.
I to mi się we współczesnym sporcie nie podoba.
Kiedyś mówiono tak:
piłkarze (inni sportowcy również) muszą dużo zarabiać, bo ich
sportowa kariera nie trwa wiecznie, a przy okazji ta kariera niszczy
ich organizm. Trochę niemądry ten pogląd, bo znaczyłoby to, że
człowiek, który, dajmy na to, kopie piłkę, po czterdziestce do
niczego się fizycznie i psychicznie nie nadaje.
Dysproporcja w
zarobkach pomiędzy "normalnymi" a "anormalnymi"
ludźmi przekroczyła wszelkie skale przyzwoitości. Ludzie na ogół
są tego świadomi, ale w sumie sami napychają portfele
najbogatszym, cokolwiek zdolniejszym od siebie i tego w świecie
komercji i konsumpcji się nie zmieni, choćby nie wiem co. Trzeba by
chyba mózgi ludzkie wywinąć na drugą stronę. I jeszcze jedno -
ta nadnaturalna dysproporcja nie występuje li tylko w sporcie, żeby
było jasne.
Znacznie milej
oglądam Tour de France. I powtórzę w tym miejscu jeszcze raz:
względy sportowe występują na drugim miejscu, nie kibicuję
poszczególnym kolarzom, choć podziwiam tych, którzy samotnie lub w
nielicznej grupie walczą o zwycięstwo etapowe. W żadnym wypadku
nie kibicuję kolarzom podającym bidony liderom danej grupy, tym,
którzy mając wyznaczone przez dyrektorów teamów zadanie służyć
pomocą wybranym kolarzom, nie są w stanie wyjść poza zakres
swoich obowiązków. Ja oczywiście mam świadomość tego, że tak
było i jest w kolarstwie, ale tego nie akceptuję. Nie akceptuję
tego, co robią dwaj jedyni polscy kolarze w tegorocznym Tour de
France. Obaj "robią tempo" dla lidera swojej grupy, na
piętnaście kilometrów przed metą odpuszczają i zostają o
półgodziny za peletonem. Żeby chociaż raz (na 21 etapów) dano im
zaryzykować, pojechać jakiś etap dla siebie, to rozumiem, bo
zdarzają się kolarze, którzy pomimo ponad godzinowych strat,
pomimo jazdy pod lidera, potrafią zaskoczyć, zaatakować na trasie
któregoś z etapów i spróbować wygrać. Naszych kolarskich
mistrzów na to nie stać.
Dlatego Tour de
France traktuję jako wycieczkę turystyczno-krajoznawczą i
wspomnienie, boć przecież akurat trasy francuskie znam zdecydowanie
lepiej od polskich. Na przykład znaczną część dzisiejszej trasy
(wyjątkiem była sama Andora) pokonałem towarowym busem, tyle że w
przeciwnym kierunku - spod Andory, konkretnie spod Font-Romeu aż do
Beziers.
Jeśli chodzi o
wczorajszy etap, to najbardziej poruszyła mnie wiadomość, że
Guillaume Martin, francuski kolarz grupy Cofidis, który zabrał się
z ucieczką jest przy okazji magistrem filozofii. Ciekawe.
462.
Ktoś mi kiedyś na
fejsbuku zarzucił, że moim prywatnym zapiskom ośmieliłem nadać
wspólny tytuł "Zapiski z czasów dyktatury", bo jakże
to, żyjemy w kraju demokratycznym. Czyżby? Jeżeli jedno
ugrupowanie polityczne posiada w swoich rękach praktycznie władzę
ustawodawczą, wykonawczą i dąży do całkowitego podporządkowania
sobie władzy sądowniczej i mediów, to czy możemy mówić o
państwie demokratycznym? Owszem, może się tak zdarzyć w
demokratycznym państwie, że z woli wyborców jakieś ugrupowanie
będzie miało zdecydowaną przewagę nad innymi, ale nawet mając
taką przewagę w parlamencie, w rządzie - co normalne, mając tak
jak w naszym kraju prezydenta, to mimo wszystko demokratyczni
przywódcy szanują mniejszości bez względu jakie mamy na myśli,
szanują sądownictwo i poddają się ocenie niezależnych mediów.
O sądownictwie, jego
deformie pisać już nie będę, natomiast o mediach, a jakże, bo
akurat rok 2021 jest rokiem walki pisu z niezależnymi mediami, a
może ściślej - z mediami, które nie są jeszcze pisowi
podporządkowane, więc należy je sobie podporządkować.
A pisał przecież
Ignacy w VI pieśni "Monachomachii":
"Jak umysł
prawy zdrożności unika.
Cnota, nie odzież
czyni zakonnika.
Czytaj i pozwól,
niech czytają twoi,
Niech się z nich
każdy niewinnie rozśmieje.
Żaden nagany sobie
nie przyswoi,
Nicht się nie
zgorszy, mam pewną nadzieję.
Prawdziwa cnota
krytyk się nie boi,
Niechaj występek
jęczy i boleje.
Winien odwołać, kto
zmyśla zuchwale:
Przeczytaj - osądź.
Nie pochwalisz - spalę."
Tę anty-TVN-owską
ustawę pis przyniósł nocą ze strachu, z obawy przed prawdą,
przed tym, że społeczeństwo mogłoby się dowiedzieć o
przekrętach rządzących. Wierzę, że to się nie uda, i to
niestety z tego powodu, że właścicielem TVN jest kapitał
amerykański, więc lepiej z tym sojusznikiem nie zadzierać. Ci z
nas, którzy pamiętają czasy PRL-u, wiedzą, że brak
konkurencyjnych poglądów na rynku mediów był jednym z
największych grzechów tamtych czasów. Trzeba jednak przypomnieć,
że nawet w okresie PRL-u z biegiem lat pomimo cenzury, zwłaszcza po
roku 1980 nasilała się tendencja do poszerzania zakresu swobody w
wyrażaniu poglądów politycznych, gospodarczych i kulturowych. W
chwili obecnej ta tendencja ma zwrot przeciwny i Bóg jeden wie, czym
może to się skończyć, gdyby pis wygrał kolejne wybory.
I nie chodzi mi o to,
aby gloryfikować TVN i sposób w jaki np. TVN 24 przedstawia
rzeczywistość - ten szatański projekt ustawy to raczej
uświadomienie sobie zagrożenia dla możliwości wyboru narracji
przez widza, który powinien mieć prawo skonfrontowania dwu, trzech
czy więcej komentarzy dotyczących spraw politycznych, gospodarczych
i kulturowych.
463.
A to, że ta słuszna,
posłuszna pisowi telewizja zwana dawniej publiczną jest skrajnie
nieobiektywna, dostrzegam i ja, ilekroć przypadkiem... powtarzam -
przypadkiem pilot zatrzyma się na kanale pisowskiej szczujni na 30
sekund, nie dłużej. Ja dłużej niż trzydzieści sekund nie jestem
w stanie wytrzymać tego natłoku chamstwa, agresji, nienawiści
względem ludzi, którzy maja inny pogląd niż wyznawcy prezesa.
Dzisiaj akurat cała nienawiść, która zawsze jest związana z
panicznym strachem, cała ta nienawiść skierowana jest przeciwko
Donaldowi Tuskowi. Z mojego punktu widzenia interesujące jest to, że
jeśli nawet nie jestem zwolennikiem twórcy Platformy Obywatelskiej,
to w kontekście zmasowanych bombowych nalotów, jakich codziennie
dokonuje pisowska telewizja na Tuska, staję po jego stronie.
Niestety, tak jak to miało miejsce w przypadku prezydenta Gdańska
Adamowicza, tak i teraz obawiam się, że ta wściekła fala tsunami
nienawiści, może doprowadzić do kolejnego nieszczęścia, a
najbardziej cyniczny z cyników, prezes pisowskiej telewizji skwituje
i tym razem swoją rolę w tamtym morderstwie ironicznym śmiechem.
Zaprawdę
pistelewizji nie da się już odbudować. Nie rozumiem, doprawdy nie
rozumiem, dlaczego do programów informacyjno-publicystycznych
pisowskiej telewizji zachodzą przedstawiciele partii opozycyjnych.
Traktowani jak kwiatek do kożucha, spychani są na manowce polityki
uprawianej przez pis i jego przyjaciół. Miejsce polityków
opozycyjnych jest w parlamencie, nie zaś w sieczkarni chamstwa,
kłamstwa, pychy, hipokryzji i obłudy. Dosyć uwiarygodniania swoją
obecnością polityki nienawiści. Naprawdę nie rozumiem jak można
nie zauważać tego, że w tym siedlisku politycznej rozpusty
traktowanym jest się jak posłusznie wykonująca polecenia małpa w
cyrku. Zachodzić do pistelewizji to godzić się na traktowanie jako
pożytecznego idiotę.
[11.07.2021, Toruń]