Ruchliwy jest ten fragment ulicy, chociaż na światłach kończy się tu dwupasmówka i przechodzi w jednokierunkową. Pomiędzy jezdniami na wysokości szerokiego w tym miejscu przejścia dla pieszych - chodnikowy cypel. Tam właśnie stała. Nawet zwrócił na nią uwagę, przechodząc na zielonym świetle w stronę baru. Spieszył do niego, więc poza przelotnym rzuceniem oka na kobietę nie zdobył się na żaden dodatkowy gest względem tej, która stała przy metalowym słupie sygnalizacji świetlnej.
- Jak dawno pana nie widzieliśmy! Kiedyż to było?
Wlewała do kufla piwo, porządnie, trzymając szklanicę pod kątem piętnastu stopni, aby nie przeholować z pianą.
- Będzie trzy miesiące temu. Nie pamięta pani?
- Daty nie pamiętam, ale okoliczności ostatniego pana pobytu u nas jak najbardziej. Dostał pan wtedy pracę i zaprosił kilku przyjaciół.
- No właśnie. Bo macie najlepsze, najzimniejsze piwo i można u was porządnie zjeść za nieduże pieniądze.
- To miłe, co pan mówi, ale… - postawiła przed nim piwo mieniące się bursztynowym blaskiem na tle blado-białego oświetlenia zawieszonego nad ladą - … ale w takim razie, dlaczego dopiero po trzech miesiącach zajrzał pan do nas ponownie?"
- Kręciła się tutaj w pobliżu taka wysoka, piwnooka szatynka.
- A była taka. Każdy chłop zwracał na nią uwagę.
- A ona? Interesowała się mężczyznami?
- Trudno powiedzieć. Chyba nie miała nikogo. Była sama.
- A teraz? – zaniepokoił go czas przeszły w tej zdawkowej opowieści.
- To nic pan nie wie? – sama była zaskoczona tym, w jaki kierunek potoczyła się rozmowa.
- A niby co mam wiedzieć?
- Podam panu piwo… prosto z lodówki. – Martę przejechała ciężarówka na przejściu dla pieszych.
Już pierwszym łykiem zmrożonego piwa zachłysnął się.
[12.09.2026, Toruń]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz