Peder Severin Krøyer - portret Marie Krøyer, żony malarza

Peder Severin Krøyer  -  portret Marie Krøyer, żony malarza

CHMURKA I WICHEREK

...życie tutaj jest także fikcją, choć nie zawsze...

03 lutego 2026

ZAPISKI EMIGRANTA (1389 - 1391) MUZYCY PRZECIW TRUMPOWI. TRUMP WIELKĄ LITERĄ. ALWAYS ON MY MIND.

 

1389.

76-letni Bruce Springsteen – muzyczna twarz Ameryki pod wpływem dziadowskiej polityki trumpa skomponował utwór „Streets of Minneapolis”, w którym krytykuje w sposób jednoznaczny faszystowskie metody jakimi posługuje się kandydat na pokojową nagrodę Nobla.

91-letni Willie Nelson – ikona muzyki country i w ogóle muzyki w Stanach Zjednoczonych wciąż tworzy i obawia się, że projekty muzyczne, nad którymi pracuje chyba najpierw pozna Europa, bo w Stanach rządzonych przez narcyza trumpa istnieje mur postawiony przez jego lizusowską administrację, który szkodzi wolności wypowiedzi. Blondynka trumpa – melani próbuje go uciszyć, na co muzyk reaguje ze spokojem, posługując się celnymi i nieobraźliwymi argumentami.

Pomimo panującej w USA zimy, burz śnieżnych i mrozów atmosfera po bestialskich mordach bojówek trumpa jest napięta i zanosi się na to, że w polityce tego kraju nastąpi przełom, że fala protestów przeleje się przez cały kraj, kto wie czy nie na podobieństwo ruchu Martina Luthera Kinga domagającego zniesienia segregacji i przejawów rasizmu oraz sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie. Czas pokaże, co z tego wyniknie.


1390.

A jednak Trump wygrał. Skąd u mnie pomysł, aby we wspomnianym wcześniej nazwisku korzystać wielką literą „T”. Odpowiedź jest prosta – chodzi mi o świetnego angielskiego snookerzystę Judda Trumpa, który właśnie wygrał German Masters.

Pozostaję wierny swoim założeniom, że małe litery pozostawiam postaciom, które nie zasługują na wielkie; innymi słowy to te postaci, których najzwyczajniej w świecie nie szanuję.


1391.

Na koniec pozwoliłem sobie na głęboki oddech przyjemności.


Może nie traktowałem cię

Tak dobrze jak powinienem

Może nie mówiłem, że cię kocham

Tak często jak mogłem

Tyle rzeczy powinienem powiedzieć i zrobić

Ale jakoś nigdy nie było czasu


Zawsze byłaś w moich myślach

Zawsze byłaś w moich myślach


Może nie trzymałem cię w ramionach

Kiedy czułaś się samotna

I chyba nigdy ci nie powiedziałem

Że jestem bardzo szczęśliwy, że należysz do mnie

Jeżeli sprawiłem, że nie czułaś się najważniejsza

Wybacz dziewczyno – byłem ślepy


Zawsze byłaś w moich myślach

Zawsze byłaś w moich myślach


Powiedz mi, powiedz mi że twoja słodka miłość nie umarła

Daj mi, daj mi jeszcze jedną szansę

By cię zadowolić, zadowolić


Tyle rzeczy powinienem powiedzieć i zrobić

Po prostu nigdy nie było na to czasu

Zawsze byłaś w moich myślach

Zawsze byłaś w moich myślach


Zawsze byłaś w moich myślach


Może nie traktowałem cię

Tak dobrze jak powinienem

Może nie mówiłem, że cię kocham

Tak często jak mogłem

Może nie trzymałem cię w ramionach

Kiedy czułaś się samotna

I chyba nigdy ci nie powiedziałem

Że jestem bardzo szczęśliwy, że należysz do mnie


Może nie traktowałem cię

Tak dobrze jak powinienem…



[03.02.2026, Toruń]

ODKURZONE - WŁÓCZĘGA (FRAGMENT)

Zupełnie się tym nie przejąłem. Wszedłem do pierwszej lepszej knajpy, wypiłem setkę pod zdechłego śledzia, otrząsnąłem się i wychodzę na powietrze, na ten starożytny, rozdeptany chodnik i włóczę się po mieście, i wciąż huczą mi w głowie te słowa, scena jak z kiepskiego filmu, a może z kabaretu, kiedy na słowa powitania odpowiadam zaciekle, szyderczo, wręcz gniewnie:

- Proszę mi tu nie urządzać scen i nie odzywać się do mnie, nie pozdrawiać, bo sama pana obecność mnie mierzi i sobie tego nie życzę słyszeć twego głosu, hipokryto. Już sam fakt, że muszę na pana patrzeć i być narażony na twoją obecność jest wystarczającym powodem mojej frustracji.

Aż przygryzłem wargi. Coś we mnie pękło, coś podgrzało do czerwoności moje piersi; buchałem oparami powietrza i jęzorami ognia i mógłbym, o tak, mógłbym wystrzelić w niego ten strumień gorącej, zagotowanej we mnie lawy; mogłem go uśmiercić jednym zionięciem krwistego wybuchu złości. A zrobił się taki mały, taki mały; zdziwaczał natychmiast, zapowietrzył się; żadnego słowa. A kiedy odchodziłem, nie odwracałem głowy, to jednak przeczuwałem, że lezie za mną swym pokrętnym wzrokiem i rzuca jakieś przekleństwo w duchu, jedynie tam, bo przecież to kulturalny facet, tyle że menda, oportunista i fałszywiec, w dodatku bez samooceny za grosz.

Włóczę się więc; nogi same mnie prowadzą. Zaprowadziły do apteki; pustka, stolik z dwoma krzesłami, wolne, więc siadam, rozsiadam się i dziwię temu, jak nogi mogły wiedzieć, że muszę koniecznie usiąść i wywlec z wewnętrznej kieszeni kurtki Cortazara, co robię mechanicznie, otwieram go na zaznaczonej stronie i wpadam w nałóg, a siedzę półleżąc, więc pani magister; co, nie wiecie, że do farmaceutki mówi się “pani magister”, pani magister boleśnie wykrzykuje:

- Słabo panu? Słabo?

Przerwała mi i zgubiłem wątek. Patrzę na nią, ni to groźnie, ni zalotnie, bo całkiem niezła z niej jest, jest młoda, zgrabna cholera w okularach i może by coś wyszło z tego patrzenia, gdyby na ten przykład zamykała właśnie ten składzik z prochami i opuściła żaluzje, ale mnie Cortazar w głowie. Już raz mnie ten palant wytrącił z równowagi. Następnym razem to mu chyba przywalę, całkiem niezła z niej…

- Wszystko w porządku. Czytam. - odpowiadam i dostrzegam w jej zachowaniu rozczarowanie, co by świadczyło o tym, że nauczono ją być wrażliwą na ludzkie słabości, albo też może i by czegoś ode mnie chciała, a tu akurat emerytka wchodzi i powolutku szlag trafia płonne rozmyślania, więc Cortazara sobie czytam, żałując, że jedynie jedną setkę wypiłem, bo może bym i został w tym składzie aż do zasunięcia żaluzji.



[03.02.2026, Toruń]